Autor: slawo
· 18 maj 2012 ·
1757 odsłon 
Moja historia zaczęła się dawno temu, kiedy miałem 17 lat, teraz 29 na karku. Dotyczy mnie i mojej mamy. Ojciec opuścił nas krótko po moich narodzinach. Mama Anna była i jest piękną kobietą, od zawsze mi się podobała. Dla mnie zawsze była miła, rozumiała mnie i moje potrzeby jakie by nie były. Starała się żebym zawsze miał to czego chciałem choć nie byłem bardzo wymagający.
W wieku chyba 13-14 lat zacząłem na nią spoglądać trochę inaczej, zaczęła mi się podobać jak kobieta mężczyźnie choć oczywiście kryłem się z tym. Z wiekiem przyszła "potrzeba" masturbacji i zawsze w moich marzeniach była to mama. Miała piękne, zawsze zadbane włosy do ramion koloru czarnego, śniadą cerę choć nie musiała się opalać żeby taką utrzymać, piękne wydatne piersi, chociaż nie już takie jędrne, ale dla mnie to miało swój urok, ładnie zaznaczoną pupę i ...
czytaj całość >>Autor: enigma
· 17 maj 2012 ·
2536 odsłon 
Oto moja historia. Postanowiłam ją spisać, a chciałam zrobić to już dawno, by wyzbyć się tego ciężaru. Odkryłam, że działa to na mnie jak spowiedź. Oczyszcza. Uwalnia myśli. Moje małe katharsis. Jestem luksusową prostytutką. Sypiam z Wielkimi Tego Świata - tak zwykle ich nazywam. Ludzie, których znacie z okładek czasopism, telewizji, sportowcy i biznesmeni. Nie boję się tego przyznać. Możecie śmiało mnie oceniać. Że to złe, obleśne, niepojęte, jak można sprzedawać się za pieniądze. Zostawiam wam osąd. Jednak chcę, byście zrozumieli, że nie wszystko jest tylko czarne albo białe. Medal zawsze ma dwie strony, ale mój ma - paradoksalnie - zdecydowanie więcej. Pragnę, byście wzięli to pod uwagę, czytając zwierzenia, które są tak osobiste, że czuję się, jakbym wydzierała z siebie własną duszę i przelewała ją na papier. Pragnę, byście zrozumieli.
1.
Zawsze odczuwałam wstręt ...
czytaj całość >>
Kassander lubił Korynt. Nie było to wcale częste wśród żołnierzy z macedońskiego garnizonu. Wielu z pobratymców Kassandra gardziło gwarnym, wiecznie ruchliwym miastem i jego portem pełnym egzotycznych woni, szemranych tawern oraz tanich kobiet. Trackim góralom czy jeźdźcom z tesalskich równin ciasno zabudowana metropolia zdawała się więzieniem. Źle się czuli w obrębie murów, w cieniu piętrowych gmachów, chylących się nad wąskimi uliczkami. Odzyskiwali humor dopiero na szczycie Akrokoryntu – ufortyfikowanego wzgórza wznoszącego się nad miastem. Tu nie docierały wrzaski przekupniów, smród tysięcy stłoczonych na ulicach ludzi. Rozpościerał się stąd natomiast wspaniały widok na Zatokę Koryncką, Przesmyk Istmijski, na wzgórza Peloponezu.
Dla Kassandra jednak to właśnie Akrokorynt był więzieniem. Bezpiecznym, ale ciasnym kawałkiem skały, na której prócz macedońskiej twierdzy mieściła się jedynie niewielka świątynia Afrodyty. Dlatego też lubił opuszczać wzgórze i schodzić ku tętniącemu życiem miastu. W przeciwieństwie do swych ...
czytaj całość >>Autor: Tartakus
· 15 maj 2012 ·
5189 odsłon 
Sebastian z dobrym wynikiem zdał maturę i dostał się na wymarzone studia. Cieszył się z tego powodu, lecz jeszcze bardziej cieszyła go perspektywa długich, paromiesięcznych wakacji. Uczelnia na którą się dostał, znajdowała się daleko od jego domu, więc postanowił w czasie tych wakacji zrobić kurs na prawo jazdy, by móc dojeżdżać na zajęcia samochodem. Dość szybko udało mu się zdać egzamin i odebrał prawo jazdy jeszcze parę dni przed końcem wakacji. Rodzice, w nagrodę za dobrze zdaną maturę, kupili mu auto. Małe, używane, ale grunt, że jeździło i teraz Sebastian nie musiał dojeżdżać na uczelnię zatłoczonymi autobusami. Sebastian był brunetem o piwnych oczach, niskim i chudym, oraz miał odstający, szpetny nos. Był zakompleksiony i nielubiany przez swoich rówieśników.
Siostra Sebastiana, Monika, miała teraz 17 lat. Była licealistką, chodziła do drugiej klasy. Miała jasne, dość długie włosy oraz ...
czytaj całość >>
Fotel stał przy samym oknie, odwrócony tyłem do drzwi. Siedziałem w nim w zasadzie niezauważony, a przynajmniej nic nie wskazywało na to, by komukolwiek robiła różnicę moja obecność lub nieobecność. Wiedziałem, że siedzący przy stole mogą dostrzec zza solidnego oparcia fotela tylko moją dłoń z kieliszkiem koniaku. Nie interesowali się mną, a ja pozwoliłem, by ich głosy spokojnie przepływały i przyjmowałem je podobnie, jak sączącą się z sąsiedniego pokoju muzykę. Obojętnie. Jak rekwizyt rzeczywistości, którego istnienie jest tak niezależne od mojej woli, iż nie ma sensu się nad nim zastanawiać. Oczywiście tęskniłem. Alkohol, przyćmione światła, łagodny szmer muzyki i nienatrętne głosy tworzyły ten nostalgiczny nastrój, którego nienawidziłem i który kochałem. Nienawidziłem, bo był bólem, a kochałem, gdyż wiedziałem, że jest nadzieją. Wierzyłem, że marzenia się spełniają i to pozwalało mi żyć, choć do tej pory moje życie składało się z ...
czytaj całość >>