Masz konto?

Zapomniałeś hasła?

Nie masz konta? Zarejestruj się!

9 wrzesień 2010

Galeria aktu

"Mistycznie..."


Autor: darjim · 18 czerwiec 2010  

opowiadania erotyczneMam wrażenie, że od chwili, gdy poznałem Sarę, mistyka dosłownie wyłazi z każdej dziury. Jest wszechobecna...

Sara, Sara, Sara... Sara jest dla mnie mistyczna. Już jej imię, samo w sobie, promieniuje magią starożytnej, biblijnej mądrości i wiedzy. Sara - znaczy Księżniczka, a więc... Moja mała, miedzianowłosa Hebrajska Księżniczka nagle została przeniesiona ze starych transkryptów i znalazła się obok mnie, w moim świecie. Otoczyła mnie swą magią i zarzuciła misterną sieć...

Z Sarą spotykamy się od czterech miesięcy. Znajomi już dawno zrobili z nas parę, ale my nie spieszymy się wcale z konsumpcją związku. Po prostu jesteśmy i na razie tylko badamy się na odległość... Sara nie jest i nigdy nie była łatwą do zdobycia dziewczyną. Nie jest też dziewczyną na jeden raz, czy tylko dla zabawy. Zawsze wydawała mi się być uduchowiona, jakby poza realnym światem. Czasami nieobecna szybowała wysoko zamknięta na sygnały z zewnątrz... Taka właśnie mnie podniecała i w takiej się zakochałem. I taka jest naprawdę...

Tak, to prawda... Szukałem kogoś takiego jak Ona. Miałem serdecznie dość tych cukierkowatych panieneczek, których sporo było dookoła mnie. Ładnych, nawet bardzo ładnych, seksownych, emanujących tanim erotyzmem lub nieskomplikowaną perwersyjnością. Były puste jak tykwy. Na dłuższą metę niewarte były zachodu, bo te panienki miały dość prostą osobowość i budowę. Nic w nich tak naprawdę nie mogło zainteresować, oprócz oczywiście ciała skąpo odzianego, jak to zwykle na "polowaniu". Walory wzrokowe to jednak nie wszystko... Przesyciłem się nimi po prostu. Nie jestem może zbyt przystojny, ale poderwać laseczkę na noc nie było dla mnie problemem. Tyle, że rano, albo po wszystkim, okazywało się, że to nie to... Nagle patrzę na wyrwaną panienkę i nawet czasem nie kojarzę jej imienia, nie kojarzę z niczym szczególnym, bo jej tyłek był mi bliższy niż jej twarz... Nie tego szukałem przez całe życie. Nie jestem aż takim prymitywem, żeby w życiu kierować się tylko przyjemnością własną i swojego penisa lecz chciałbym też spróbować czegoś innego...

Zdarzył się po prostu taki okres, gdy się brało bez zbędnych słów i liczyło się tylko spełnienie. Nie wstydzę się tego, ale wolałbym to przemilczeć...

Ale teraz pojawiła się Sara... Wystarczyło, że spojrzałem w jej oczy i już kupiła mnie całego. A ja ją... Wtedy nastąpił pierwszy strzał... Wzleciałem pierwszy raz nad wszystkie możliwe poziomy. To było to. Wpadłem w całkiem inny krąg świadomości i istnienia. Zobaczyłem wszystko i jeszcze więcej z całkiem innej strony i świetle. Naprawdę to był lot... A wystarczyło tylko jedno spojrzenie, uśmiech, jakiś zalotny błysk w oku...

- Chciałabym dotknąć z tobą nieba i wszystkich bez wyjątku gwiazd - Sara marzyła cichutko opierając głowę na moim ramieniu, gdy siedzieliśmy bardzo blisko siebie – chciałabym, aby było to absolutnie doskonałe w treści i formie... chcę dotknąć samego jądra rozkoszy i ekstazy... - z każdym wypowiadanym słowem zapalała się coraz bardziej i miałem wrażenie, że staje się powoli ofiarą miłosnego stosu - zjednoczyć się z Prawdziwym Bogiem i poczuć jego moc w swym wnętrzu... chcę, aby to była prawdziwa mistyka... totalny odlot... odjazd... jazda bez trzymanki... na maksa... spacer po dzikiej stronie... Czy wiesz o co mi chodzi...?

Przytuliłem ją mocno... Wiedziałem dobrze i chciałem tego samego... Ten wieczór właśnie tak miał się skończyć. To było pewne. Oboje zbyt długo czekaliśmy, aż czara wreszcie się przepełniła... Najpierw oczywiście miała być kolacja, ale praktycznie nic nie zjedliśmy mimo, że przygotowałem całkiem niezłe "chińskie szaleństwo". Ostre tak, jak lubiliśmy. Poza tym oczywiście świeczki, wino... Nastrój naprawdę - pierwsza klasa. Delikatna muzyka z głośników, która sama mogłaby położyć do łóżka... Patrzyliśmy sobie prosto w oczy próbując wyczytać z nich coś jeszcze pomiędzy wierszami, chociaż i tak wszystko było już wiadome. Nie potrzebowaliśmy słów i słowa między nami nie padały... Atmosfera była wyczuwalna. Czuliśmy coś w przestrzeni i to było coś wielkiego. To coś nadchodziło, zbliżało się powoli i nieśpiesznie...

Usiedliśmy na kanapie z kieliszkami w dłoniach. Sara w krwiście czerwonej sukience oparła się o mnie delikatnie. Nie widziałem jej twarzy, ale dam głowę, że zamknęła oczy i mruczała pod nosem nieznaną mi melodyjkę, którą tworzyła w trakcie. Cała zamknięta i niedostępna na pierwszy rzut oka... Wodziłem palcem po jej ramieniu...

- Od dawna czekałem na taką chwilę jak ta - wyszeptałem prosto w burzę jej rudawych loków.
- Ja też - odparła po chwili.
Nadal poddawała się mojej delikatnej pieszczocie. Powolutku jednak wstała. Odłożyła szklaneczkę z Martini na stolik. Odwrócona do mnie tyłem sięgnęła do ramiączek sukienki. Jeden gest i sukienka opadła błyskawicznie na podłogę. Oniemiałem. Pod sukienką Sara była całkiem naga... Podniosłem się także. Objąłem ją jedną ręką na wysokości piersi lekko je przysłaniając, a drugą w pasie. Sara tylko na to czekała. Błyskawicznie odwróciła się. Zetknęły się nasze usta w długim i namiętnym pocałunku. Sunąłem językiem po wargach Sary. Spijałem ich słodycz. Sara w tym czasie zajęła się rozpinaniem mojej koszuli... Dłuższą chwilę trwało nim stałem się tak nagi jak ona... Opadliśmy miękko na kanapę mocno w siebie wtuleni. Nasze ręce, jak szalone nagarniały w siebie coraz to większe fragmenty naszych ciał. Nie było między nami żadnej szparki. Dotyk dłoni Sary rozsiewał przyjemne mrowienie. Emanował jakąś nieopisaną siłą. Miał w sobie coś niezwykłego...

- Poczekaj - powiedziała nagle wstając. Z torebki wyciągnęła niewielkie metalowe pudełko, a z niego dość grubego skręta.
- Nie chcę żadnego świństwa - moja reakcja była natychmiastowa. Nigdy nie lubiłem takich używek i poza dwoma przypadkami pokosztowania ich w celu doświadczalnym, nie brałem do ust.
- Zobaczysz - rzekła z tajemniczym uśmiechem Sara - to prezent od Edgara - dodała.
Pierwsza zaciągnęła się dymem i podała mnie. Smak i aromat był niezwykle słodki i wręcz powalał. To nie był zwykły skręt marihuany lub jakiegoś innego gówna, który przynosi tylko szkody, ale zbiór najróżniejszych ziół wyśmienitych w smaku. Nie powodował duszności. Odprężył mnie już na samym początku. Nigdy nie zapaliłem czegoś podobnego.
- Edgar zrobił go specjalnie dla nas - wyjaśniała mi dalej – obiecał, że będzie nieziemsko...

Wypaliliśmy tego skręta w całości...
- Teraz siadaj - poleciła Sara - oprzyj się o ścianę... zamknij oczy... Sama uczyniła tak samo siadając naprzeciw mnie w pozycji lotosu... Nic właściwie się nie działo. Żadnych sensacji. Tylko w głowie delikatny szum, ale równie dobrze mógł on być spowodowany alkoholem...
Nagle uderzenie gorąca, które wdarło się niespodziewanie... Poczułem się jakbym płonął na stosie. W moich żyłach zamiast krwi płynął żywy ogień, ale jego żar nie sprawiał jednak bólu. Wręcz przeciwnie. Istna rozkosz... Przez moje ciało w jednym momencie przepłynęło nagle tyle prądu, że z pewnością jego ilość wystarczyłaby do rozświetlenia małego miasteczka. Energia docierała do każdego miejsca i do najdrobniejszego zakończenia nerwów. Czułem się jak zaminowany. Niewiele brakowało bym wybuchnął. Stałem się niezwykle czuły na każdy impuls. Jakby wyostrzyły mi się zmysły. Czułem wszystko wyraźniej, pełniej i mocniej niż zazwyczaj... Wszystko było takie piękne... To była idealna harmonia. Każdy impuls miał swój sens i ściśle określone miejsce... Poczułem się naprawdę częścią wszechrzeczy. Byłem co prawda małym, ale istotnym elementem tej układanki. Drugi, równie ważny element, siedział naprzeciw...

Otworzyłem oczy... Sara jaśniała nienaturalnie. Cała była otoczona jaskrawo-pomarańczową poświatą. Jak ona pięknie wyglądała... Widziałem prawdziwy cud. Była pięknem absolutnym, bez jakiejkolwiek skazy czy uszczerbku. Do głowy znów nadpłynęły mi określenia, których już z pewnością używałem, więc nie będę ich powtarzał. Swoją drogą naprawdę w polskim alfabecie musi brakować jakichś liter, a co za tym idzie, także określeń i wszystkiego jest mi mało...

Może wzrok mnie mylił, ale wydało mi się, że wzgórek łonowy Sary stanął w płomieniach. Jej muszelka płonęła. Była rozgrzana do czerwoności... Przyciągnąłem Sarę do siebie i mocno przytuliłem. Oplotłem ramionami jakbym się bał, że nagle zniknie. Na to nie mogłem przecież absolutnie pozwolić. Przytknąłem usta do twardych sutków Sary. One parzyły moje wargi... Wgryzłem się teraz całkowicie w jej cycuszki. Miętoliłem je dłońmi na przemian delikatnie i naprawdę mocno. Ssałem, lizałem. Szedłem powoli w górę ku ramionom i szyi... Tam też zabawiłem dłuższą chwilę... Teraz usta... A potem w dół i w dół. Przez płaskowyż brzuszka aż do jej skarbu... Uwielbiam seks oralny. To najgenialniejsza pieszczota jaką można sobie wyobrazić...

Moje wargi i język były jak szalone,gdy baraszkowały między nogami Sary. Jej cipka była bardzo wilgotna. Strumień rozkoszy wypływał spomiędzy jej nóg obficie. Cudownie smakował... Moja męskość od dawna była gotowa. Prężyła się dumnie poniżej pasa. Sara odepchnęła mnie delikatnie. Opadłem na poduszki, a gdy podniosłem głowę już nachylała się i obejmowała go wargami. Zrobiła to błyskawicznie i prawie niezauważalnie. Połknęła go całego. Jej pieszczota była żarłoczna i nienasycona. Podprowadzała mnie prawie na sam szczyt. Mój penis szalał...
Wiedziała kiedy przestać... Odchyliła się do tyłu i opadła na plecy rozkładając szeroko nogi. Wydała mi się być tak bardzo ode mnie zależna i zdana na mnie we wszystkim...

Gdy w nią wszedłem, oplotła mnie błyskawicznie nogami pozostawiając tylko małą swobodę ruchów... Byłem w niej, w jej wnętrzu docierając do sedna... Cudny był ten nasz splot. Z ust zaczęły się wydobywać coraz głośniejsze odgłosy ekstazy. Niosły nas wprost do niebosiężnego orgazmu... Sara mocno wbiła paznokcie w moje ramiona. Syknąłem, bo sprawiła mi lekki ból... Drżała. Nasze ruchy były idealnie zsynchronizowane. Nadal obejmowała mnie nóżkami i nie wypuszczała z kajdan. Byliśmy jednością... Byłem wypełniony szczęściem, które najpierw wędrowało wzdłuż kręgosłupa, by w odpowiednim momencie wytrysnąć...

Sara nie pozwoliła mi się z siebie wysunąć. Zostałem w niej. Czułem jak flaczeje i mój niedawno dumny pal staje się kruchym patyczkiem... Ciężko oddychaliśmy bardzo zmęczeni, ale spełnieni... To była nasza nirwana. Nie czułem się jeszcze tak bardzo szczęśliwy. Miałem nadzieję, że i ona czuła się podobnie. Miałem nadzieję, że i Sara dotknęła Prawdziwej Rozkoszy i mogła się rzucić w jej nurt...

Niebo... Byliśmy w niebie...

Prześlij innym




Twoja ocena:

Średnia: 7/10 (10 głosy oddane)

darjim napisał/a także:

Komentarze

Effy · 23 czerwiec 2010
Niezłe... coraz lepiej sobie radzisz! Smile

Dodaj komentarz

Nick:

Kod potwierdzający:


Wpisz kod potwierdzający:

Wygenerowano w: 0.09 sek.
pokatne.pl logo

Serwis zawiera treści o charakterze erotycznym, przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich.
Decydując się na wejście na strony serwisu pokatne.pl potwierdzasz, że jesteś osobą pełnoletnią.

Tak, wchodzę