Coś ze mną chodzi

Nazca Nazca

18 kwietnia 2016

hourglass 30 min

MarySue, planowałem napisać "normalne" opowiadanie, ale Coś mi nie wyszło...

Dzień zaczynał się znakomicie.
Razem z ukochaną byliśmy spleceni w miłosnym uścisku, oddając się pościelowym sportom. Zawody zaczęliśmy od nagich zapasów, siłując się niczym greccy herosi i ustalając zwycięzcę dzisiejszego dnia. Przegrałem z kretesem, a moja lepsza połówka w nagrodę dosiadła mnie niczym rumaka. Zaczęła rozkoszną jazdę spokojnym stępem, stopniowo przyśpieszając do kłusa, by wreszcie płynnie przejść do szaleńczego galopu. Zatraciwszy się podczas jazdy, już usatysfakcjonowana treningiem, oddała mi inicjatywę, a ja zakończyłem zabawę pokazem strzelectwa.
Jak zawsze trafiałem do celu.

Odkąd miesiąc temu razem zamieszkałem wspólnie z Igą w wynajętym mieszkaniu, regularnie oddawaliśmy podobnym uciechom o różnych porach dniach. Moja dziewczyna była wspaniałą osobą. Inteligentna, atrakcyjna, z poczuciem humoru, zawsze pogodna co świetnie wpływało na mój nastrój i nasz związek. Nigdy się nie kłóciliśmy, a wszelkie spory rozwiązywaliśmy spokojnymi rozmowami, nie mieliśmy przed sobą tajemnic. Byłem przekonany, że odnalazłem tę jedyną, z którą spędzę resztę życia.
I z całego serca pragnąłem, by tak się stało.

Pracowałem w straży pożarnej i często dyżury wypadały mi także w weekendy. W ten poniedziałek zakończyłem właśnie swój "tydzień" pracy i rozpoczynałem "weekend". Niestety moja dziewczyna wychodziła do pracy, a mnie pozostało czekać, aż moja luba wróci do domu. Nie znosiłem jednak bezczynności i postanowiłem wykorzystać wolny czas, by zrobić małe porządki w mieszkaniu i przygotować jakiś ambitniejszy obiad. Chciałem zrobić małą niespodziankę dla mojej Igi.
Tak więc rankiem sprzątałem, prałem oraz myłem doprowadzając nasze przytulne gniazdko do przyjemnego ładu. Następnie wyskoczyłem do sklepu na małe zakupy. Miałem zwyczaj wchodzić na swoje szóste piętro po schodach, dbając o dobre zdrowie i kondycję. Wracając jednak do mieszkania coś skłoniło mnie do skorzystania z windy.
Ta błaha z pozoru decyzja jak się okazało miała mieć poważne konsekwencje...

Wsiadłem do windy i już ją zamykałem, gdy usłyszałem kobiecy krzyk.
- Proszę zaczekać! - W ostatniej chwili zatrzymałem się i wyjrzałem na zewnątrz. Na korytarzu stała kobieta szamocąca się z dużym, kawałkiem drewna. Widząc damę w potrzebie, błyskawicznie zareagowałem ignorując jej zapewnienia, że da sobie radę. Ująłem drewniane ustrojstwo i zapakowałem je do windy.
- Dziękuję bardzo - kobieta z kruczoczarnymi włosami miała czarujący uśmiech - Jestem Roksana - dodała wyciągając ku mnie swoją drobną rękę.
- Radek - odpowiedziałem ściskając jej dłoń.
Dowiedziałem się, że mieszka na ostatnim piętrze i oczywiście nie omieszkałem jej pomóc z ciężkim bagażem.

Po kilku minutach już siedziałem w jej mieszkaniu, częstowany przez kobietę pachnącą kawą. Mogłem jej się nieco lepiej przyjrzeć. Z pewnością było starsza ode mnie, lekko przekroczywszy trzydziestkę nadal prezentowała się interesująco. Była zgrabna, miała ładne rysy twarzy, długie, ciemne włosy. Biła od niej specyficzna pewność siebie. Natychmiast wypytała się mnie jak długo tu mieszkam, czym się zajmuję, nie zapomniała też dowiedzieć się czegoś o mojej dziewczynie.

- Pewnie zastanawiasz się po co mi w mieszkaniu taki drewniany kloc? - Roksana usiadła naprzeciwko mnie, wpatrując się teraz we mnie swoimi czarnymi oczami.
- Hmmm, sądząc po wystroju mieszkania - nie miałem wątpliwości, w całym pomieszczeniu dominowały starocie, a brakowało sprzętów elektrycznych - masz artystyczną duszą? Rzeźbisz? A może jesteś... Stolarzem? - dodałem puszczając do niej oczko.
- To pierwsze. Lubię sobie porzeźbić w drewnie - Roksana wstała z krzesła - chodź, zobaczysz moje rzeźby.
Nigdy nie interesowałem się sztuką, jednak skoro już byłem w jej mieszkaniu postanowiłem zerknąć na jej twórczość.
Kobieta zaprowadziła mnie do pokoju, spełniającego funkcję jej pracowni. W ciemnym pomieszczeniu panował twórczy chaos i specyficzna atmosfera, której nie potrafiłem określić. Wszędzie leżały porozrzucane drewniane figurki jakichś kreatur. Dojrzałem drewnianą postać faceta z trzema twarzami, gołą babę z rogami na głowie i jakiegoś krasnoluda z ponad naturalnie dużym fallusem. Gdzie nie spojrzałem, leżały same kreatury wystrugane w drewnie, do kompletu brakowało tylko Pinokia...
Laska ma spaczoną psychikę, pomyślałem.
Wszędzie też walały się narzędzia, a warstwa kurzu przekraczała uznawane przeze mnie wartości. Całość sprawiała wrażenie jakby nikt tu nie zaglądał od wielu tygodni.

- Imponujące - skłamałem. Po czym starając się być grzeczny, udałem zainteresowanie - sama to wszystko zrobiłaś?
- Oczywiście - Oczy Roksany zalśniły, a usta rozpromieniły się w szerokim uśmiechu - naprawdę ci się podoba? Zazwyczaj moje dzieła budzą raczej mieszane odczucia...
- Nigdy nie widziałem nic podobnego... - Teraz byłem szczery.
- Mógłbyś wybrać sobie jedną figurkę i zebrać do domu! - Kobieta była wyraźnie podekscytowana moim fałszywym zainteresowaniem.
No tak, pięknie, wyobraziłem sobie wykrzywioną minę Igi, gdy patrzy na jedną z tych maszkar.
- Nie mogę, na pewno się sporo warte... - Musiałem się jakoś wykręcić, byłem przekonany, że tylko debil zapłaciłby za coś tak paskudnego. W pomieszczeniu panowała jakaś dziwna atmosfera, czułem się jakoś nieswojo i zapragnąłem stamtąd wyjść. Moja nowa znajoma miała jednak inne plany...

- Mam coś jeszcze, coś co cię zainteresuje! - Roksana chwilowo porzuciła pomysł wciśnięcia mi jednego z tych potworków. Kobieta podeszła do kąta, gdzie kryła się jeszcze jedna, duża rzeźba zasłonięta pokrowcem.
Nie bawiąc się w zbędne ceremoniały błyskawicznie odsłoniła swoje "największe" dzieło.
- Matko przenajświętsza! - krzyknąłem i odruchowo odskoczyłem do tyłu. Moim oczom ukazała się groteskowa rzeźba baby, jakby zrośniętej z pniem drzewa. Zapragnąłem się stamtąd ulotnić.
- Świetnie - entuzjazm Roksany się wzmagał - tak, to nasza matka! Wielka Bogini! Dawczyni wszelkiego życia - kobieta podeszła do rzeźby i przejechała rękoma po niej jakby chodziło o kochanka - Jestem jej kapłanką!
Wspaniale, wariatka. Wiedziałem, że powinienem stamtąd jak najszybciej uciec i nigdy nie wracać. Nim zdążyłem podjąć jakiekolwiek działanie, Roksana skupiła na sobie moją uwagę.
- Wiesz co to jest? - kobieta wiła rękoma po czymś co przypominało głowę, tylko, że bez oczu.
- Twarz bogini? - powiedziałem, a Roksana potwierdziła skinięciem głowy i przesunęła dłoń nieco niżej, ku jej trzem piersiom.
- Piersi? - przełknąłem ślinę, wijąca się wokół rzeźby szalona kobieta wydała mi się seksowna. Zaraz potem zjechała rękami jeszcze niżej, do miejsca gdzie łączyły się uda bogini i z którego wyrastał kwiat przypominający różę. Czy ona sobie ze mną pogrywa?
- A to? - jednoznacznie pokazywała na cipę paskudnej rzeźby - A to co to jest? - pieściła palcami drewniany kwiatuszek.
- Słuchaj Roksana... - serce zaczęło mi szybciej pulsować, musiałem się z tego jakoś wyplątać - Muszę już iść...
- Tylko powiedz co to jest... - kobieta kusiła mnie, wciąż wskazując na cipę bogini - No powiedz to...
- Wiem o co chodzi... - słowo na "c" nie mogło mi przejść przez gardło.
- No powiedz... Jesteśmy dorośli... Powiedz jak nazywasz TO miejsce...
- Nie mogę! - wyrzuciłem z siebie, czułem się jak piętnastolatek przyłapany na masturbacji, cały drżałem.
- Ja nazywam TO... Cipką! - Roksana uklękła i przykładając twarz do TEGO miejsca zaczęła lizać je językiem - nie lubisz cipek?
Cała ta scena była surrealistyczna. Czułem się jak bohater jakiejś pokręconej książki Gombrowicza, miałem prawie trzydziestkę na karku, a przy tej kobiecie zachowywałem się jak łebek.
- Nie... To znaczy tak... Lubię... - język mi się plątał, nie wiedziałem jak się zachować. To wszystko było bardzo dziwne, Roksana na przemian mówiła i drażniła językiem kwiatuszek rzeźby symbolizujący łono.
- Skoro tak bardzo lubisz... Cipki... - głos kobiety przybrał niezwykle seksowny ton - To na pewno chciałbyś oddać cześć Wielkiej Bogini?
Ona też lubi... Cipki... Pragniesz tego?

Stałem jak sparaliżowany, nie wiedząc ani co się dzieje ze mną, ani tym bardziej co powinienem zrobić. Serce waliło mi jakbym za chwilę miał zejść z tego świata, a fala gorąca oblała moje ciało. Roksana pomalutku oderwała się od rzeźby i zwróciła się ku mnie. Rozpięła guziczki swojej bluzki, pokazując swoje duże, jędrne piersi uwięzione w zmysłowym biustonoszu. Podeszła do mnie. Wpatrując się w moje oczy przesunęła ręką po moim kroku. Nie mogłem się ruszyć. W pokoju panowała surrealistyczna atmosfera. Jakby to wszystko mi się śniło.
- Widzę, że pragniesz tego - nowo poznana kobieta masowała mnie po kroczu - pragniesz oddać cześć Wielkiej Bogini!
Rozum nakazywał mi uciekać, ale ciało odmawiało posłuszeństwa. Stałem w miejscu jak jedna z tych groteskowych rzeźb tej wariatki. Sprawy potoczyły się zbyt szybkim tempem. Poczułem jedną rękę wbijającą mi się za spodnie i po chwili obmacującą moje prącie. Druga dłoń Roksany walczyła z moim rozporkiem.
- Iga - wyszeptałem imię mojej ukochanej - proszę nie!
Poza tym lichym protestem, na nic więcej nie było mnie stać. Nigdy nie sądziłem, że byłbym skłonny do zdrady, sytuacja mnie wyraźnie przerastała. Spodnie zsunęły się w dół, a zaraz później dołączyły do nich majtki. Członek stał już w pełnym wzwodzie. Kobieta wpatrywała się we mnie swoimi pustymi, czarnymi oczami i jednocześnie ręką wykonywała miarowe ruchy po obnażonym penisie.
- Nie lękaj się Wielkiej Bogini - Roksana jęczała jakby właśnie doznawała ekstazy - jeżeli oddasz jej cześć, spłynie na ciebie łaska.

Mój zdradziecki penis, stymulowany dłonią kobiety rósł coraz wyżej i wyżej, aż wreszcie z smętnego kikuta przemienił się w dorodny korzeń. Roksana na chwilę oderwała się od penisa, sięgnęła dłońmi do swojego stanika i zrzuciła go z siebie na podłogę. Miała piękne piersi, duże, dorodne, spragnione czułości. Wciąż jednak toczyłem wewnętrzną walkę między lojalnością a chucią, nie byłem wstanie wyciągnąć rękę, by pochwycić te dwa niezwykłe okazy.
Ponętna niewiasta nie czekała na moją reakcję, wystarczyła jej wywołana erekcja. Uklęknęła przede mną i wzięła mojego penisa do ust. Ponownie zadrżałem, ubezwłasnowolniony przez swój własny organ zacząłem przyjmować rozkosze ciała jakim poddawała mnie Roksana. Jednocześnie moja dusza cierpiała, wiedząc o zbrukaniu wierności i zaufania jakim obdarzyła mnie Iga. Tymczasem nie przejmując się moimi rozterkami, kobieta wyczyniała cuda z moją sterczącą pałą - delikatnie obejmowała ustami jej główkę i językiem drażniła wrażliwe okolice wędzidełka. Moje zmysły świrowały wraz ze świdrującym mnie języczkiem czarnulki. Roksana zwiększała tempo swoich poczynań, przyjmując mojego członka aż po same gardło, by następnie szybko odprowadzić go na krawędź swoich ust. Powtarzała ten manewr raz za razem doprowadzając mnie na skraj wytrysku. Wtedy wypuściła z ust mojego penisa i wysyczała...
- Pragniesz oddać cześć Wielkiej Bogini? - byłem już w takim punkcie, że pragnąłem się tylko spuścić za wszelką cenę - Pragniesz otrzymać jej błogosławieństwo?
- Tak pragnę tego ponad wszystko na świecie - wyrzekłem jednym tchem, oddał bym duszę diabłu w zamian za orgazm.
Ten pierwotny instynkt wziął górę nad zdrowym rozsądkiem i moją moralnością. Roksana złapała moją nabrzmiałą faję i pociągnęła w kierunku posągu Wielkiej Bogini.
Ponownie przyklęknęła nad moim instrumentem i języczkiem zaczęła finalizować naszą znajomość. Więcej mi nie było trzeba. Penis zadrżał, a następnie wstrząsnęły nim rozkoszne skurcze. Kobieta złapała go i przystawiła do kwiatka imitującego łono Wielkiej Bogini. Chlusnąłem raz, potem znowu i jeszcze raz. Trafiłem idealnie, zalewając symbol kobiecości bogini swoim nasieniem.
- O tak, idealnie - Roksana zauroczona widokiem komentowała bieg spraw - doskonale, Wielka Bogini będzie zadowolona, spłynie na ciebie część z jej łask! Daj jej jeszcze troszkę, niech żadna kropelka się nie zmarnuje! - dodała, po czym złapała mojego penisa i naciskając na niego wycisnęła ostatnie krople nektaru, które spłynęły na kwiatuszek Bogini.

Napięcie momentalnie ustąpiło i poczucie winy zwaliło się na mnie z ciężarem ponad moje siły. Zdradziłem Igę! Zdradziłem ukochaną! Nie mogłem uwierzyć, że to się stało. Upadłem na podłogę. Oddychałem ciężko, nie wiedząc co ze sobą dalej począć. Penis sflaczał i teraz zwisał bezwładnie. W głowie mi się kręciło i byłem osłabiony, ale przynajmniej odzyskałem rozum. Zapragnąłem stamtąd uciec, uciec jak najdalej od obłąkanej Roksany i jej przeklętej Bogini. Zataczając się wstałem i złapałem za leżące na podłodze spodnie. Szybko je założyłem i uciekłem w popłochu. Zwiewając zerknąłem jeszcze na Roksanę, która z rozmarzonym wzrokiem rozsmarowywała moją spermę po kwiecistej cipce rzeźby...
Oddalając się słyszałem jeszcze jej głos...
- Brama została otwarta! Oni nadchodzą!




Nie pamiętam jak dotarłem do domu. Obudziłem się wieczorem leżąc we własnym łóżku. Nie rozumiałem nic z tego co mnie spotkało. To czego doświadczyłem w mieszkaniu Roksany wymykało się moim zdolnościom poznawczym.
Może to był piekielnie realny sen?
Byłem rozpalony jakbym miał gorączkę, może więc to były jakieś majaki, zwidy chorego człowieka?
Poza rozpalonym organizmem czułem się całkiem dobrze. Spodnie uciskał nawet pozostający w pełnym wzwodzie penis. Często mi się to zdarzało po przebudzeniu, wystarczyło chwilę poczekać, by erekcja ustąpiła.
To zdrowy objaw.
Z kuchni słyszałem odgłosy krzątającej się Igi. Przypomniałem sobie o zdradzie i poczułem okropne ukłucie winy. To się nie miało prawa wydarzyć, ja taki nie byłem! Zacząłem szukać wymówek. Może jednak to się nie wydarzyło, może to tylko sen albo majaczenia człowieka w gorączce?

Wstałem z łóżka i przemknąłem szybko się łazienki, pragnąc się odświeżyć. Przypatrzyłem się sobie w lustrze - byłem cały czerwony na twarzy, jakby wewnętrzny ogień zżerał mnie od środka. Wzwód nie ustępował, a penis boleśnie wygniatał spodnie. Co dziwne nie miałem na sobie majtek więc, gdy rozpiąłem rozporek mój organ od razu skorzystał z okazji wystrzeliwując na wolność. Przyjrzałem mu się bliżej, stał w pełnej okazałości i ani myślał opadać. Chociaż to niemożliwe, wydawało mi się nawet, że jest większy niż był przedtem. Pomyślałem, że to przez gorączkę mam takie niepokojące spostrzeżenia. Najdziwniejsze jednak, że miałem wrażenie nie panowania nad swoim członkiem. Byłem bardziej wystraszony aniżeli podniecony, fallus jednak sterczał niezłomnie w całej okazałości.
Nic z tego nie rozumiałem. Pogrążony w konsternacji nad niewytłumaczalnym zjawiskiem, usłyszałem pukanie do drzwi.
- Dobrze się czujesz? - Iga zauważyła, że wstałem i podeszła do łazienki.
- Już wychodzę - podciągnąłem spodnie do góry i otworzyłem drzwi.
- Słabo wyglądasz, jesteś cały czerwony - złotowłosa dziewczyna była zmartwiona moim stanem - masz grypę?
- Nie mam, nie wiem co mi jest... Czuję się dobrze tylko jestem cały... Rozpalony...
- Oooo, właśnie widzę - wzrok Igi utkwił na moim kroczu wypychanym przez penisa - potrzebujesz z tym pomocy? - wskazała palcem na wiadome miejsce, uśmiechając się zalotnie.
Pomyślałem, że byłoby to jakieś rozwiązanie, może po małym seksie wszystko wróci do normy?
- Mogłabyś? - tyle byłem wstanie z siebie wydukać.
- Dla mojego tygrysa wszystko - pocałowała mnie w usta i zaraz potem dodała - idź się połóż, pani doktor za chwilę przyjdzie...

Wróciłem więc do łóżka i rozebrałem się czekając na fachową pomoc ukochanej. Oczywiście penis sterczał, jakby był obcym ciałem, które przestałem móc kontrolować. Zaniepokoiłem się, przypomniałem sobie wydarzenia z mieszkania Roksany i zacząłem łączyć fakty - a jeśli to ma coś wspólnego ze sobą?
Po chwili jednak zaprzeczyłem sam sobie, uznałem, że to co się stało było tylko snem albo majakiem.
Na szczęście szybko pojawiła się fachowa pomoc.
Iga przyszła do pokoju i nie tracąc czasu zaczęła zdejmować zbędne elementy garderoby.
- Nadal stoi? - Mojej dziewczynie wydawało się to zabawne, cóż, nie mogła wiedzieć o tym co siedzi mi w głowie.
Odsłoniłem koc i ukazałem swoje nagie ciało z napęczniałym członkiem.
- Myślę, że gra wstępna będzie dziś zbędna... - Skomentowała Iga, gdy tylko pozbyła się majteczek.

Była teraz naga i chętna. Zakradła się do łóżka i usiadła na mnie okrakiem. Złapała za mój członek i przykucnęła nad nim celując w niego swoją muszelkę. Opuściła się w dół, napotykając niespodziewany opór przy wejściu penisa do pochwy. Podniosła się i powtórzyła manewr jeszcze raz, tym razem rozsuwając szeroko nogi.
Czerwona główka mojej męskości na chwilę zatrzymała się przy wejściu, by zaraz potem wsunąć się w głąb ciała mojej ukochanej. Doznałem cudownego uczucia ulgi, najwyraźniej faktycznie tylko tego mi było trzeba. Objąłem Igę za biodra, zamknąłem oczy i oddałem się jej cały.
- Jest jakby większy...- usłyszałem głos dziewczyny - Albo to ja się skurczyłam, albo twój penis jest jakby większy... To jest bardzo dziwne.
Jak wszystko dzisiaj, pomyślałem. Byłem jednak tak napalony, że nie miałem ochoty na zbędną gadkę.
- Kochanie, nie przestawaj, proszę nie przestawaj - wyjęczałem cicho , każde przedłużenie drogi do orgazmu było dla mnie udręką.
Iga nic nie odpowiedziała, tylko wzięła się do pracy wykonując rytmiczne ruchy biodrami. Błogie uczucie mojego penisa otulonego słodką szparką ukochanej, powodowało wrażenie wytchnienia od rozpalającej mnie gorączki. Dziewczyna coraz bardziej się angażowała dążąc do osiągnięcia rozkoszy. Jej ruchy stawały się coraz szybsze, a poczucie zbliżającego się odprężenia coraz większe. Mój organ przyjmował kolejne razy od ocierającej się cipki zbliżając się pożądanego celu. Jeszcze tylko chwila i wszystko wróci do normy...
Im bliżej byłem celu tym większą odczuwałem rozkosz zmieszaną z ulgą od gnębiącego moje wnętrze ognia. Wilgotne lekarstwo Igi działało nad wyraz dobrze. Jeszcze tylko trzy ruchy biodrami i będę wyleczony...
Jeszcze tylko dwa...
Jeszcze tylko jedno...

Iga wykonała finałowy ruch po moim penisie, a ja eksplodowałem. Jednak zamiast zwyczajowego doznania wyrzucanego nasienia doświadczyłem czegoś nowego, dotychczas nieznanego. Mój rozpalony członek, jakby rozszerzył się jeszcze bardziej. Iga krzyknęła z bólu zmieszanego z orgazmem. Poczułem jak skumulowane w penisie napięcie ulatnia się wypychane wprost do wnętrza mojej dziewczyny. Pogrążony w ekstazie przeraziłem się nieznanym zjawiskiem.
Coś, jakby przechodziło przeze mnie do ciała Igi. Chociaż nie rozumiałem tego co się działo, podświadomie wyczuwałem w tym coś złowieszczego. Spazmy orgazmu dobiegły końca, a wycieńczona Iga opadła wprost na mnie.
Objąłem ją ramieniem, wyczuwając krzywdę jaką mogłem jej wyrządzić.
Pogrążyliśmy się w ciszy.

- Ty naprawdę lubisz te... Cipki... - usłyszałem głos Roksany dobiegający z ust mojej dziewczyny.

Ze strachu niemalże narobiłem pod siebie.
Przesiąknięty grozą z całej siły odepchnąłem Igę zrzucając ją z łóżka. Nie dowierzałem temu co się dzieje wokół mnie. Coś się stało z moją dziewczyną.
Leżała teraz na podłodze za łóżkiem i się nie ruszała. Pomyślałem, że odchodzę od zmysłów. Krzywdzę swoją ukochaną przez jakieś zwidy...
- Iga kochanie - trwożnym głosem zwróciłem się do swojej dziewczyny - nic ci się nie stało?
Cisza. Z przerażeniem, powolutku, zacząłem pochylać się w kierunku krawędzi łóżka za którym leżała Iga. Serce biło mi coraz mocniej, sprawdzając ile jestem wstanie znieść - Iga? - wyszeptałem.
Znienacka dziewczyna uniosła głowę, gapiąc się na mnie obcym wzrokiem.

- Brama zostało otwarta! Oni nadchodzą! - wysyczała niczym żmija przekrzywiając przy tym usta.

Tego już kurwa było dla mnie za wiele. To nie była moja Iga!
Struchlały podskoczyłem w miejscu jak kot i runąłem w kierunku drzwi pokoju. W mgnieniu oka pokonałem je i skierowałem się do łazienki.
Po paru sekundach już tam byłem, błyskawicznie ryglując drzwi pralką i zamykając je na cztery spusty. Przelękniony kucałem w kabinie prysznicowej.
Cały drżałem ze strachu, sytuacja mnie przerastała. Koszmar okazał się prawdą. Coś czym zaraziłem się w mieszkaniu Roksany przekazałem nieświadomie Idze? Brzmiało to jak jakieś filmowe brednie, ale nie potrafiłem tego inaczej wytłumaczyć.
Usłyszałem szuranie i uświadomiłem sobie, że Iga kieruje się w kierunku łazienki. Skurczyłem się w sobie, pragnąc by koszmar dobiegł końca.

- Radziu, Radziu... - usłyszałem głos Roksany - Chodź do mnie... Mam to, co lubisz najbardziej... Cieplutką... Wilgotną... Cipeczkę! - rozległ się paskudny rechot.
Zobaczyłem ruch klamki, to COŚ próbowało wejść do łazienki. Nigdy w życiu nie byłem tak przerażony. Strach był tak wielki, że całkowicie sparaliżował moje ciało. Mogłem jedynie wyjąkać parę słów.
- Zostaw nas... Zostaw mnie i Igę w spokoju... - mój głos musiał brzmieć żałośnie.
- Radziu, Radziu... - COŚ co przejęło ciało mojej dziewczyny zaczęło dobijać się do drzwi - Otwórz drzwi... Czas abyś dostąpił mojej łaski... Należy ci się! Należy ci się jak chujowi cipa! - ponownie rozległ się okropny rechot.
- Czym ty jesteś? - wydukałem pytanie.
- Jestem milionem... Bo są nas miliony... Poznacie nas po czynach!... Wszyscy nas poznacie!

Wciąż nie rozumiałem z czym miałem do czynienia, ale na pewno z niczym dobrym. A jeśli jest tego CZEGOŚ więcej to faktycznie mam przejebane. Poprawka, wszyscy mamy przejebane. Czarna myśl, że sprowadziłem apokalipsę na świat zaświtała mi w głowie. I chociaż to zabrzmi niedorzecznie, zrobiłem to wszystko swoim kutasem.
To było tak cholernie irracjonalne, że wydało mi się niemożliwością, aby było nieprawdą.

- Radziu... Radziu... Otwórz drzwi... Nic ci nie zrobię... - Pogrążony w rozpaczy milczałem jak grób - Jak kurwa chcesz! Sama wejdę, a wtedy inaczej sobie porozmawiamy!
To COŚ wzięło rozpęd i z całej siły uderzyło w drzwi. Wytrzymały. Po chwili sytuacja się powtórzyła, a potem kolejny raz i jeszcze raz. COŚ nieustępliwie zaczęło walić w drzwi z całym impetem, kawałki drewna i farby ze ściany zaczęły sypać się na podłogę. Całe pomieszczenie trzęsło się od gwałtownych uderzeń. Drzwi drgały już w zawiasach i wiedziałem, że długo tak nie wytrzymają. Będąc jednak cały struchlały, nie byłem wstanie podjąć jakiegokolwiek działania. Mogłem jedynie wyartykułować naiwną prośbę.
- Przestań! Zabijesz ją - obawiałem się o ciało Igi teraz miotane niczym taran w drzwi.
Nastąpiła cisza. Długa, złowroga cisza. Sekundy ciągnęły się niczym minuty, a minuty niczym godziny. Wszystko to było tak wstrząsające, że ze strachu zaschło mi w ustach i miałem problem ze złapaniem oddechu. Byłem totalnie rozbity.
- Sam nas znajdziesz... - Ostatni raz usłyszałem ten zatrważający głos.
Po chwili usłyszałem, jak otwierają się drzwi wyjściowe mieszkania i jak to COŚ wychodzi na zewnątrz.

Wciąż przerażony całą tą sytuacją, leżałem nagi, zwinięty w kłębek w kabinie prysznicowej i płakałem jak dziecko. A gdy już zabrakło mi łez, wycieńczony emocjonalnie zasnąłem.
Po przebudzeniu pierwsze co rzuciło mi się w oczy to nadszarpnięte przez uderzenia drzwi i kawałki tynku, że ścian i sufitu. Bolesna prawda, że wszystko to dzieje się na jawie, a nie we śnie spadła na mnie niczym grom z jasnego nieba. Co gorsza gorączka ponownie wróciła, a penis sterczał maksymalnym wzwodem. Mój organ znowu zaczął żyć własnym życiem.
Znów kurwa był naładowany, tym CZYMŚ i niebezpieczny.
W przypływ rozpaczy albo szału, stanąłem nad zlewem kładąc na jego krawędzi nabrzmiały członek. Wyjąłem z szafki nóż i przymierzyłem. Pomyślałem, że jednym szybkim ruchem noża i ręki pozbędę się tego stojącego problemu. Wziąłem zamach i opuściłem ręką w dół.
Tuż przed zetknięciem się ostrza z tkanką jednak się zatrzymałem. Nie byłem wstanie tego zrobić.
Być może jest na to jakieś lekarstwo? Może da się to wszystko jakoś odwrócić? Musiałem zrozumieć z czym mam do czynienia, by móc potem pomóc sobie i Idze.
Myśl o mojej ukochanej pomiatanej i niszczonej przez to COŚ skłoniła mnie do działania.
Wkurwiłem się. Wziąłem się w garść i postanowiłem stawić czoła problemowi, który sam stworzyłem.

Zacząłem się ubierać co w moim ówczesnym stanie stanowiło pewien problem. Sterczący penis wypychający spodnie sprawiał spory kłopot. Ciężko byłoby tak pokazać się ludziom, jeszcze ktoś wziąłby mnie za zboczeńca i wezwał policję. Przyłożyłem więc nabrzmiały organ do brzucha i obwiązałem bandażem. Założyłem luźne ciuchy i lekko przygarbiony mogłem opuścić mieszkanie bez obaw o posądzenie o jakieś skrzywienie erotyczne.
Udałem się do dozorcy bloku. Siwy facet miał ze sto lat i całe swoje ekscytujące życie spędził na doglądaniu tego budynku. Wiedział wszystko o wszystkim. Postanowiłem wypytać go o Roksanę, będąc przekonanym, że jej osoba jest kluczem do wyjaśnienia zagadki.
- Nie mieszka tutaj żadna Roksana... - Facet był zdziwiony moim pytaniem.
- Roksana z ostatniego piętra, ładna, czarnowłosa kobieta... - doprecyzowałem pytanie.
- Nie może pan jej znać, nie mieszka tutaj od trzech miesięcy... Ta wariatka postanowiła zmierzyć wysokość budynku lotem... Nic z niej nie zostało... Była jakaś dziwna, ludzie powiadali, że to satanistka...
Dalej już nie słuchałem, podziękowałem facetowi i udałem się wprost do mieszkania Roksany.

Było otwarte. Kurz i brud jednoznacznie wskazywały, że nikt nie zaglądał tu od miesięcy. Poszedłem do kuchni, ale nigdzie nie dostrzegłem filiżanek z których piliśmy z Roksaną kawę. Wróciłem do przedpokoju szukając drewnianego kloca, który wniosłem do mieszkania, ale też go nie znalazłem.
Wszystko było omamem.
Pozostało mi tylko sprawdzić pokój będący pracownią zmarłej kobiety.
Ten był taki jakim go zapamiętałem. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy, to moje majtki leżące na podłodze, niemy dowód mojej wczorajszej obecności w mieszkaniu. W kącie stała złowieszcza rzeźba Wielkiej Bogini.
Poczułem, że to miejsce pozbawione jest już wszelkiej energii... Ja ją wcześniej uwolniłem... Emocje zwyciężyły nad rozsądkiem i w przypływie gniewu złapałem za młot i celnym uderzeniem rozwaliłem głowę Bogini. Drewniane odłamki rozprysły się po całym pokoju.
Wszystko na nic, było już za późno. Czara zła się już wylała.

Usiadłem na podłodze tuż obok zdewastowanej rzeźby i zacząłem szukać jakiegoś punktu zaczepiania. Czegoś co wyjaśniałoby to wszystko co doświadczyłem i zobaczyłem. Dostrzegłem parę książek porozrzucanych pod szafką, na której znajdował się drewniany posążek kobiety z kurzą głową - najwyraźniej personifikacja kury domowej, obiekt chorej wyobraźni Roksany.
Poszedłem po lezące książki i zacząłem je przeglądać...
Coś o rzeźbiarstwie...
Jakiś mdławy Harlequin...
Jakiś przewodnik rozwoju samoświadomości dla kobiet... Blablabla...
Potężna księga z jakimiś obcymi znakami... Tego szukałem!
Otworzyłem znalezisko i zacząłem je studiować.
Niestety napisane było w nieznanym języku i co gorsza w jakimś obcym alfabecie, nic więc z tego nie rozumiałem.
Były jednak też rysunki. Dużo wymownych rysunków...
Poświęciłem im całą swoją uwagę. Musiało minąć sporo czasu, a ja wciąż nie mogłem oderwać się od księgi. Szukałem odpowiedzi.
Czegoś co pozwoli mi odnaleźć i uratować ukochaną od zatracenia. Wreszcie gdzieś pod koniec księgi odnalazłem rysunek bliźniaczo podobny do rzeźby Wielkiej Bogini autorstwa tragicznie zmarłej Roksany. Dalej był przedstawiony mężczyzna kopulujący z posągiem...
Następnie jego napęczniały członek, wokół którego unosiły się demony...
Potem był rysunek aktu seksualnego pomiędzy kobietą a mężczyzną, podczas którego niewieście zostaje za implikowany złowrogi duch...
Dalej zobaczyłem rysunki kobiety przemienionej w demona i mężczyzny w pełnym wzwodzie roznoszącego nieczyste nasienie. Całość kończyła się przedstawieniem upadłej bramy i armagedonu na Ziemi o wręcz biblijnej skali.
Wszystko to czego ja i Iga doświadczyliśmy zostało tutaj opisane. Elementy mrocznej układanki zaczęły do siebie pasować.

Posąg Wielkiej Bogini był bramą między dwoma wymiarami/światami - naszym i tym zamieszkanym przez złe duchy/demony/diabły. Żeby brama się otwarła potrzeba było klucza, czegoś z naszego świata, czegoś co niesie ze sobą życie - męskiego nasienia.
Brama ustępuje i wylewają się demony, ale nie tak od razu. Potrzebują czegoś w rodzaju portalu między światami - zostaje nim penis, a konkretnie MÓJ penis. Wypełniony istotami nie z tego świata poprzez akt cielesny przekazuje partnerkom demona, który przejmuje kontrolę nad ich ciałem.
KONIEC. Dalszych rysunków w księdze już nie rozumiałem. Zamknąłem więc ją i zebrałem ze sobą.

Kim była Roksana? Opętaną ponurymi ideałami kiepską artystką. Zafascynowana czarną magią zaczęła bawić się w przywoływanie duchów. Stworzyła rzeźbę Wielkiej Bogini, która pewnie ku jej przerażeniu rzeczywiście miała moc i wywierała na nią wpływ. Wtedy albo sama Roksana nie wytrzymała napięcia, albo rzeźba ją do tego zmusiła - jakkolwiekby nie było, w efekcie kobieta popełniła samobójstwo.




Wracam do mieszkania i pośpiesznie pakuję wszystkie niezbędne rzeczy. Wyciągam jeszcze zeszyt i spisuję te słowa dla potomności ku przestrodze. Jeżeli mi się nie uda, a świat pogrąży się w demonicznej rozpuście, wiedz czytelniku, że odpowiedzialność za powstrzymanie zła spada na twoje barki. Przepraszam, ale czasami to los decyduje za nas.

Wyruszam w drogę na poszukiwanie kogoś, kto wie jak to wszystko naprawić. Kogoś, kto pomoże mi odzyskać ukochaną dziewczynę owładniętą przez złe duchy.
Jeżeli znajdę w sobie na tyle sił, by zapanować nad trawiącym mnie notorycznym pożądaniem, to przynajmniej zatrzymam tę apokaliptyczną plagę.

Z księga trzymaną pod ramieniem, rozgorączkowany z podniecenia, z nawiedzonym kutasem ruszam przed siebie. Naprawię wszystko co zepsułem.

Iga, moja ukochana! Uratuję cię!
Dla naszej wiecznej miłości.

Dodaj do ulubionych
11,959
Podziel się ze znajomymi
8.88/10

Jak Ci się podobało?

Średnia: 8.88/10 (40 głosy oddane)

Pobierz powyższy tekst w formie ebooka

Z tej serii

Komentarze (7)

Noniezle

Noniezle · 18 kwietnia 2016+0

Opętany kutas XDDDD nawet śmieszne grin

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Aga

Aga · 18 kwietnia 2016+0

Mi tam sie spodobalo a co.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
MarySue

MarySue · 18 kwietnia 2016+0

NO faktycznie ci nie wyszło grin
Pojechałeś po bandzie, chłopie grin

Idea opętanego penisa przepyszna grin Nawiedzony fiut, to brzmi jak tytuł grin

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Nazca

Nazca · 18 kwietnia 2016+0

Dziękuję za komentarze, fajnie że opowiadanie się wam podobało.

Dziwna sprawa, ale miałem wiele pomysłów na tytuł tego opowiadania i zupełnie nie pomyślałem o tym najbardziej oczywistym - Nawiedzonym kutasie.
Ostatecznie zdecydowałem się sparafrazować tytuł jednego filmu - Coś za mną chodzi, w pewnym stopniu jest zbliżony tematycznie do opowiadania, ale się na nim nie wzorowałem.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Bbq

Bbq · 20 kwietnia 2016+0

Bogini z trzema piersiami była chyba w jednym z opowiadań MiB, tak mi się coś kojarzy ;-) opowiadanie ciekawe mogłeś je bardziej rozwinąć bo zapowiadało się na wciągającą historię, a tu taki szybki koniec

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Diabełwgłowie

Diabełwgłowie · 20 kwietnia 2016+0

Fajna lektura. Ciekawy pomysł.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Nazca

Nazca · 20 kwietnia 2016+0

Lubię opowiadania MiB, większość zresztą przeczytałem, ale podobieństwo z trzema piersiami jest przypadkowe, po prostu chciałem nadać rzeźbie karykaturalny wygląd - stąd brak oczu i dodatkowa pierś wink

Planuję napisać kilka opowiadań luźno ze sobą powiązanych, a "Coś ze mną chodzi" byłoby jednym z nich. Historia więc tutaj się nie zakończy, ale w jakiś sposób wróci w innym opowiadaniu.
Muszę to jednak jeszcze przemyśleć.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

lub

Inne popularne opowiadania Nazca: