Egzamin dojrzałości (II)

uczen_nr_10 uczen_nr_10

26 maja 2015

hourglass 14 min

Następnego dnia nie mieliśmy angielskiego. Czwartek to najluźniejszy dzień w tygodniu dla mojej klasy. W-f i kilka zajęć zawodowych. Cieszyłem się z tego powodu, przynajmniej mam chwile na przemyślenie sprawy, a w dodatku nie będę zmuszony do rozmowy z "panią zagadką”. Co prawda widziałem ją parę razy, ale za każdym razem mnie unikała albo ignorowała.
Razem z kumplami czekałem w kolejce przed szkolnym sklepikiem. Chcieliśmy kupić coś dopicia przed WF-em. Na tym samym korytarzu dyżur miała moja nauczycielka j. angielskiego.
- Hej, co tak się na nią gapisz? Wzrokiem jej nie zabijesz. - zagadał do mnie kumpel.
- Co...?
- Pytam czemu się na nią gapisz. Gdybym cię nie znał pomyślałbym, że ci się podoba. Chociaż nic w tym dziwnego by nie było, jest ładna i miła. – wskazał palcem o kogo mu chodzi.
Miła? Na jakim on świecie żyje.
- Ostatnio zapytałem ją czy mogę poprawić test, z którego dostałem kose. Termin na poprawę minął dawno temu, ale zgodziła się bez problemu.
Mnie to pewnie by wyśmiała albo uciekła bez odpowiedzi.
- Próbuje sobie przypomnieć jak się nazywa - odpowiedziałem
- Kwiatkowska. Nie znasz nazwiska własnej nauczycielki?
- Nazwisko znam. Imię, chodzi mi o imię.
- Hmm... Coś na "A” albo "O”. A po co ci taka wiedza? List miłosny piszesz czy z pogróżkami?
- Spadaj.
- Coś ty taki nadęty dzisiaj, na żartach się nie znasz?
Zadzwonił dzwonek na lekcje. Nie miałem ochoty z nikim gadać. Wyszedłem z kolejki.
Cholera, tak się nie da żyć. Dobra. Jutro po zajęciach porozmawiam z nią i przeproszę. Po części to była moja wina, za bardzo ją przycisnąłem.

- Gotów! Start!
Szlak, zamyśliłem się. Kątem oka widziałem jak Damian uderza dłońmi o lustro wody. Skoczyłem.
Spokojnie, dam rade, powinienem go dogonić. Przebierałem rękoma z ogromną szybkością i dokładnością. Czułem jak wszystkie mięśnie napinają się do granic wytrzymałości. Bardzo chciałem wygrać.
Okej, ostatnia długość. Dopłynąłem do krawędzi basenu silnie uderzając dłonią o kafelki. Gdy tylko się wynurzyłem sprawdziłem gdzie jest Damian. Właśnie wychodził z wody.

- Kto płynął na pierwszym torze?! - krzyknął wuefista.
- Ja! – odpowiedział niski, troszkę pulchny chłopak.
- Dwója, ale tylko dlatego, że dzielnie wyłowiłeś swoje kąpielówki.
Było mi trochę żal Kuby, bo był naprawdę dobrym kumplem, ale nie miał za grosz talentu do sportu.
- Damian. Sześć. Świetnie się spisałeś.
- Dziękuję – odpowiedział.
Damian był moim najlepszym kumplem z klasy. Chyba z powodu podobnych zainteresowań. Tak czy owak był naprawdę w porządku.
- A gdzie nasza gwiazda?
Usłyszałem głos nauczyciela.
- Podejdź no tu. Co ty taki zamyślony ostatnio? Zagrożony z jakiegoś przedmiotu jesteś?
Oj, chłopie, chciałbym żeby tylko o to chodziło.
- Nie. Myślę, że to po prostu spadek formy - skłamałem.
- To zrób coś z tym. Wiesz, że w wakacje WOPR organizuje zawody.
- Wiem, wiem. Będę częściej ćwiczył.
- To dobrze.
Wpisał ocenę i obrócił dziennik w moją stronę. Sześć.
Nasz wuefista był ratownikiem wodnym, a ponieważ kumpluje się z moim ojcem to wkręcił w to i mnie.
Rozsiadłem się wygodnie na ławce owijając ręcznikiem. Teraz w wodzie były same dziewczyny. Ten widok trochę mnie odprężył i pozwolił na chwile zapomnieć o problemach. Razem z innymi dziewczynami pływała Asia. Miała na sobie błękitny, dwuczęściowy strój kąpielowy. Jej długie włosy były zaplecione w gruby warkocz wijący się za nią niczym wąż.
Ależ ona wspaniale wyglądała, gdy po jej całym lekko opalonym ciele spływała woda. Siedziałem bardzo blisko, więc bez problemów mogłem dostrzec jak kropelki wody kapią z jej twarzy wprost na obfite piersi, po czym powolutku spływaj w dość wąską szczelinę między nimi.
Dziewczyny również musiały płynąć na ocenę, ale nie kraulem, a stylem grzbietowym. Ciekawe czy to jest zapisane w szkolnym programie nauczania, czy może nauczyciel chciał sprawdzić jak jego uczennice się rozwijają?
Moja dama serca płynie w ostatniej grupie, więc oparłem się o ścianę i przymknąłem powieki.

Oczami wyobraźni zobaczyłem trzy dziewczyny przygotowujące się do startu. Ruszyły.
Jedną z dziewczyn była oczywiście Asia. Pozostałe dwie chociaż wymyśliłem to nie ustępowały urodzie mojemu obiektowi westchnień.
Płynąc na plecach ponad taflę wody wystawały tylko okrągłe piersi, twarz i fragment płaskiego brzucha Asi. Na oczach miała żółte okulary pływackie. Sunęła po wodzie z niesamowitą gracją, a każdy machnięcie ręki skutkowało kołysaniem jej piersi. Raz w lewo, potem w prawo i od nowa.
Na torze obok płynęła inna dziewczyna. Niższa od Asi brunetka z krótkimi włosami związanymi w kitkę. Miała na sobie czerwone okulary i jednoczęściowy czarny strój kąpielowy, który nie posiadał ramiączek, po prostu kończył się zaraz pod pachami. Dość mocno opinał niewielkie, ale zgrabne piersi dziewczyny. Pod strojem kąpielowym kryło się jej idealnie gładkie i blade ciało. Wyglądała na zakłopotaną, a jej ruchy były niezdarne. Jednak mimo wszystko było to słodkie.
Na trzecim, ostatnim torze płynęła szczupła szatynka. Miała włos związane w kucyk sięgający połowy ramion. Jej ciało było równie dobrze rozwinięte i piękne jak pozostałych dwóch dziewczyn z tą różnicą, że była niemal "płaska”. Spod jej sportowego stanika można było zobaczyć ledwie widoczny zarys piersi. Na jej twarzy rysowała się determinacja, przebierając na przemian rękoma próbowała dogonić rywalki. Jednak z marnym skutkiem.
- Hej. Pobudka.
- Hmmy?
- Nie "hmmy”, tylko wstawaj. Wf już się skończył. - to był Damian.
- Jak to skończył?!
- Normalnie, przespałeś resztę lekcji.
- Szlak – powiedziałem cicho pod nosem.
- Oj stary, nawet nie wiesz co straciłeś. Wcześniej jednej z dziewczyn rozwiązał się stanik, ależ spaliła burak. Wyglądała niesamowicie, przyciskając rękoma stanik do swoich zgrabnych cycuszków.
- Dzięki za pocieszenie.
- Tak przy okazji. Twoja ukochana dostała trzy. Może powinieneś zaprosić ją na dodatkowe lekcje pływania?
- Ciiii... Zamknij się.
Damian wiedział w kim się bujam.
- Lepiej się pośpiesz, bo ktoś cię uprzedzi.

Po powrocie do domu próbowałem się trochę pouczyć, ale niewiele z tego wyszło. Pracy domowej z angielskiego nawet nie dotknąłem. Cały czas przez oczami miałem swoją nauczycielkę, panią Kwiatkowską. Nie mogłem się na niczym skupić.
Ostatecznie się poddałem. Obejrzałem jakąś komedie w telewizji. Pograłem trochę na komputerze z siostrą. Gadaliśmy o głupotach, ale nie zapytała co w szkole, chyba wyczuła, że coś jest nie tak. Właściwie to stwierdzenie "chyba wyczuła” nie do końca tu pasowała. Tak naprawdę od zawsze czytała ze mnie jak z książki.

Następnego dnia większość zajęć przebiegło normalnie. Zbliżał się koniec lekcji angielskiego, a ja byłem coraz bardziej zestresowany. Jak tu zacząć rozmowę?
- Zanim skończymy, mam do was prośbę – powiedziała nauczycielka. – Chciałabym żeby po lekcji została dwójka chłopców i pomogła mi zrobić porządek w kantorku. Może niech to będą panowie o numerkach 10 i 20.
O kurde, dwadzieścia to mój numer. Trochę mnie tym zaskoczyła, myślałem, że skończy się na wzajemnym unikaniu jeśli nie podejmę jakichś kroków.
Parę minut później zadzwonił dzwonek. W klasie zostałem tylko ja, mój kumpel i ona.
- Ok chłopcy, w kantorku jest szafa, którą chciałabym przesunąć bliżej okna. Niedługo mam dostać nowy, większy fotel więc potrzebuję trochę miejsca.
- Już się robi szefowo – Kuba był naszym klasowym "klaunem”. Nie żebyśmy się nad nim znęcali czy wyśmiewali, wszyscy lubili jego dowcipy.
Poszło nam całkiem sprawnie. Po ukończeniu zadania Kuba wymienił parę zdań z panią Kwiatkowską. Jak zwykle nauczycielka była oszczędna w słowach, jednak nie wyglądała na skrępowaną. Zaczęliśmy zbierać się do wyjścia. Szedłem parę kroków za nim i intensywnie myślałem jak tu zostać w klasie żeby nie wzbudzać podejrzeń.
- Łukasz, poczekaj, mam dla ciebie książkę z gramatyki o którą prosiłeś – powiedziała głośno tak żeby i Kuba usłyszał.
Więc o tym też pomyślała. Ulżyło mi.
- Poczekaj tylko chwilkę, muszę ją znaleźć.
- Nie ma problemu, mamy teraz W-F więc mogę się troszkę spóźnić.
Poszedłem za nią z powrotem do kantorka. Idąc miałem okazję się jej przyjrzeć. Była ubrana w te same ciuchy, które nosiła pamiętnego dnia, gdy mnie pocałowała. Ciut przy duży ciemnoszary sweter, bordowa spódnica, balerinki w tym samym kolorze z kokardką na palcach i grube czarne rajstopy. Nie mogłem wyjść z podziwu jak bardzo kobieta może być delikatna. Miałem wrażenie, że nawet najmniejszy podmuch wiatru mógłby pozbawić jej równowagi, a chociażby lekkie szturchnięcie spowoduje, że rozpadnie się na miliony kryształowych kawałeczków.
- Wiesz, chciałam ci podziękować.
- Podziękować? Za co?
- Tego dnia gdy referowaliście swoje wypracowanie i się przewróciłam, złapałeś mnie. Gdyby nie ty pewnie skończyła bym z szwami na głowie, a w najlepszym wypadku z wielkim guzem.
- To nic takiego, moje ciało samo się poruszyły. Działałem automatycznie.
- Wiem, jesteś troszkę... impulsywny – zaśmiała się – ale przeze mnie cierpisz ty. Ręka nadal boli?
Zauważyła to? Nawet ja nie zwracałem na to większej uwagi.
- Widziałam jak później masowałeś swój nadgarstek, mocno boli?
Podniosłem lewą rękę i pokręciłem nią w różne strony na dowód, że wszystko jest w porządku.
- Właściwie to już o tym zapomniałem. Troszkę spuchła, ale już tak nie boli.
Podeszła bliżej i ostrożnie złapała mnie za dłoń. Obserwowała ją badawczo.
- Nie chciała bym żebyś cierpiał przeze mnie.
O co jej chodzi? Najpierw mnie ignoruje, teraz się o mnie martwi.
- Właściwie to ja też muszę coś pani powiedzieć. Chciałem przeprosić za to, co wydarzyło się ostatnio po lekcjach. Byłem zbyt natarczywy.
Gdy to powiedziałem strasznie się zaczerwieniła, ale wciąż trzymała mnie za rękę. Poczułem jak nagle ścisnęła ją trochę mocniej. Po jej policzkach zaczęły spływać pojedyncze łzy.
- Nie, to ja powinnam przeprosić... Nigdy żaden nauczyciel nie powinien tak postąpić, ale... – prawie szlochała. Zrobiło mi się jej żal. Boże jak ona była śliczna. Mimowolnie przyciągnąłem ją do siebie. Teraz jej głowa była wtulona w moją klatkę piersiową.
Nawet przez ten gruby materiał czułem jej ciepło.
- Proszę się nie martwić, nic się nie stało.
Odchyliła głowę lekko do tyłu i spojrzała na mnie. Nachyliłem się w jej stronę i delikatnie pocałowałem w usta.
- Nie powinniśmy, jestem mężatką, a w dodatku twoją nauczycielką.
Nic nie odpowiedziałem, nachyliłem się i pocałowałem ją ponownie. Dłużej i mocniej niż poprzednio. Chyba uznała to za wystarczającą odpowiedź, kiedy odwdzięczyła się równie namiętnym pocałunkiem. Przez chwile całowaliśmy się jednocześnie idąc w kierunku starego tapczanu stojącego pod ścianą. Delikatnie położyłem swoją nauczycielkę na nim. Wyglądała tak niewinnie i bezbronnie leżąc z rękoma rozłożonymi po obu stronach głowy i nogami lekko zgiętymi w kolanach. Sweter zsunął się z jej prawego ramienia odsłaniając tak jasną, ze niemal przeźroczystą skórę. Pochyliłem się by móc ją pocałować, tym razem w szyję blisko obojczyka. Z każdym muśnięciem ust posuwałem się coraz wyżej, aż dotarłem do ucha. Lekko je przygryzłem, a w efekcie usłyszałem ciche westchnienie. Jedną nogą stałem na podłodze, a drugą oparłem kolanem o tapczan między jej nogami.
Krew się we mnie gotowała, miałem ochotę zedrzeć z niej ciuchy, ale nie chciałem jej spłoszyć.
Prawą rękę opierałem blisko jej głowy, a drugą zacząłem jeździć po jej łydce, potem udzie wciąż zbliżając się do pośladków. Przesunąłem głowę niżej, na wysokość jej brzucha. Podwinąłem sweter do góry, a moim oczom ukazała się blada skóra i mały pępek. Zacząłem ją po nim całować. Tym razem cicho jęknęła. Położyła ręce na swoich piersiach i zaczęła się po nich masować.
Zszedłem jeszcze niżej i tym razem całowałem ją po udach. Najpierw nisko, blisko kolan, potem coraz wyżej, jednocześnie podwijając spódnicę, aż w końcu mogłem podziwiać jej nogi w całej okazałości. Ku mojemu zdziwieniu okazało się, że wcale nie nosiła rajstop tylko bardzo długie zakolanówki. Sięgały dalej niż do połowy uda. W miejscu gdzie się kończyły ściskały nogę troszkę mocniej tworząc charakterystyczne wgłębienie, przez chwile jeździłem po nim palcami po czym zacząłem przesuwać się dalej w stronę białych koronkowych majtek.
Puk, puk. Ktoś stukał do drzwi klasy. Parę sekund później usłyszeliśmy jak się otwierają. Zamarliśmy w bezruchu, a po chwili zaczęliśmy nerwowo się ogarniać.
- Halo, Anka, jesteś tu? Wuefista wkurza się, że nie przyniosłaś dziennika czwartej "d” do pokoju nauczycielskiego.
To była nauczycielka matematyki. Wychowawczyni mojej klasy. Często widziałem jak spaceruje po korytarzu razem z panią Kwiatkowską. Chyba były dobrymi koleżankami. Słyszałem jej kroki, zbliżała się do kantorka.
– Odnieś ten cholerny dziennik, bo zaraz kreatyna wypłynie mu uszami.
Wziąłem pierwszą lepszą książkę z półki i odwróciłem się do drzwi.
- Dziękuje za książkę sorko, oddam jak tylko przeczytam – powiedziałem lekko dysząc. Trochę ze zdenerwowania, trochę z podniecenia.
- Nie śpiesz się, na razie nie jest mi potrzebna – odpowiedziała równie ciężko oddychając.
- O, tu jesteś. Słyszałaś co mówiłam? Odnieś proszę dziennik czwartej "d” do pokoju, bo pan wuefista się denerwuje.
Zmieniła ton gdy tylko mnie zauważyła. Jednak nie wyglądała na speszoną.
- Dobrze Basiu, zaraz to zrobię. Musiałam porozmawiać z uczniem na temat matur.
Minąłem ją w drzwiach i bez słowa poszedłem do wyjścia, odchodząc usłyszałem fragment ich rozmowy.
- Od kiedy ty taka rozmowna jesteś, żeby całą przerwę przegadać z uczniem? W oko ci wpadł czy jak? Nie powinnaś marnować czasu na dzieciarnie.
- Przestań tak żartować, chciał tylko poradzić się w sprawie matur.
Zamknąłem za sobą drzwi i spojrzałem na drżące ręce. Trzymałem w nich poradnik kulinarny. Po jasną cholerę przyniosła poradnik kulinarny do szkoły?!
Mam nadzieje, że matematyczka tego nie zauważyła. Pobiegłem na sale gimnastyczną.

Ciąg dalszy nastąpi.
Dodaj do ulubionych
12,316
Podziel się ze znajomymi
7.93/10

Jak Ci się podobało?

Średnia: 7.93/10 (30 głosy oddane)

Pobierz powyższy tekst w formie ebooka

Z tej serii

Komentarze (3)

dziki

dziki · 26 maja 2015+0

Dawaj dawaj ciąg dalszysmile

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
logi

logi · 26 maja 2015+0

Takie... przeciętne?

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Dysortografik

Dysortografik · 27 maja 2015+0

Ja co prawda mam dysortografię, więc może się mylę... Ale czy ty przypadkiem nie zapomniałeś o istnieniu litery "ę"?

Przepraszam, że się czepiam, ale "e" na końciu czasowniów zmienia zupełnie podmiot w zdaniu z pierwszej na trzecią osobę i czasem trzeba się zastanawiać kto "próbuje sobie przypomnieć jak się nazywa"... I kto się nazywa...

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

lub

Inne popularne opowiadania uczen_nr_10: