Pierwsza część serii science fiction w nieco cyberpunkowych/dystopijnych klimatach (a przynajmniej takie było założenie). Zaznaczam, że w tej części seksu prawie nie ma, a jak już jest to w raczej mało "erotycznym" kontekście. Z resztą tagi mówią same za siebie. Proszę się im uważnie przyjrzeć, żeby później nie mieć do mnie pretensji. Uprzejmie proszę, żeby wszystkie sugestie/wrażenia/opinie (włącznie z hejtami) wyrażać w komentarzach.

Miłej (?) lektury :)

Prolog. Królik Doświadczalny.

Ciemność i światło wirują niesymetryczną mozaiką plam. Nie wie, co jest prawdziwe. Co jest naturalne. Otwiera szerzej oczy.
Oczy... zna to słowo, zna ich setki, tysiące... A przecież jego pamięć jest świeża, pusta jak pomieszczenie, w którym zostały jedynie cztery ściany, podłoga i sufit. Zero wspomnień, czymkolwiek by nie były. Tylko dziwne przeświadczenie, że układanka nie tworzy spójnej całości, że coś jest nie w porządku. Ludzie nie oddychają pod wodą, a on pływa właśnie w przejrzystym, sinym płynie wewnątrz czegoś przypominającego syntetycznie wytworzony kokon. Jego mózg obudził się ze śpiączki zaledwie parę sekund temu, ale wie, że to co widzi dookoła jest aż nazbyt sterylne - przytłacza go, zarazem obce i niepokojąco znajome. Próbuje poruszyć palcami. Nie powinien przecież wiedzieć czym są palce, wie jednak i czuje, że je ma. Odkrywa, że są sprawne. Powoli, z wahaniem podnosi rękę do oczu, chociaż dziwna ciecz, w której się znajduje mu tego wcale nie ułatwia. Ręka... nie tak powinna wyglądać. Od łokcia w dół nie ma skóry - jest za to błyszcząca, metaliczna powłoka oznaczona znakami, które nie wiedzieć czemu przypominają numery seryjne. Ludzie nie mają numerów seryjnych. Myśl ta, głupia przecież i oczywista, napawa go jakimś dreszczem, którego źródła nie potrafi zidentyfikować. Ludzie nie mają numerów seryjnych - powtarza i tym razem nie robi to na nim żadnego wrażenia. Nie jest człowiekiem, nie do końca. Nie jest, chociaż jego mózg wie o ludziach tyle, że musiał być w pełni jednym z nich. Kiedyś, zanim trafił do kokonu. Kiedyś, w alternatywnej rzeczywistości, gdy był... nie pamięta. Pusto. Nowy on istnieje dokładnie od trzystu pięćdziesięciu dwóch sekund. A może raczej jest świadomy swojego istnienia. Ma tylko numer - imię zginęło wraz z przeszłością, którą mu odebrano.
Nie posiada imienia, nie istnieje, jest niczym...

Gdy przestajesz być człowiekiem zostaje wyłącznie ten pusty pokój, dryfowanie w próżni. Brakuje mu jeszcze czegoś do tego stanu, jeszcze został jakiś cień... kawałek ludzkiej natury z jej wszystkimi niedoskonałościami i sprzecznościami. Ale to dopiero początek. Naprawiają go z człowieczeństwa. Póki co są w trakcie, lecz uda im się prędzej czy później. Kiedy i jak? Ma przeczucie, że wie o tym wszystkim, musi zaledwie sięgnąć głębiej, nacisnąć odpowiednie przyciski wewnątrz swojej głowy. Naciska. I nagle, gdy zamyka oczy, widzi przed sobą splątane ścieżki informacji biegnące w oszałamiającym tempie wprost do celu. Pod powiekami przewijają mu się plany i hologramy, czekające na to by je zatrzymać. Wybiera. Sylwetka młodego mężczyzny. Pozbawianie kolejnych części ciała i organów wewnętrznych, zastępowanie ich sztucznymi zamiennikami. Załączone dane informują, że następne będzie oko. Jesteś obiektem eksperymentalnym - podpowiada mu cichy głos, teraz brzmiący jakby nieco złośliwiej. Czemu nie poeksperymentują na sobie? - nachodzi go gorzka myśl.
Emocje powinny być mu obce, lecz najwidoczniej ten cichy, tajemniczy cień w umyśle chwilowo wygrywa ze specjalistyczną aparaturą, w którą uzbroili jego mózg. Ale dlaczego akurat on? Czy odpowiedź tkwi we wspomnieniach, których został pozbawiony z chirurgiczną precyzją? Czy spytali go o zdanie, czy kiedykolwiek wyraził zgodę na stanie się ich królikiem doświadczalnym? Odpowiedź nasuwa się sama i co więcej wcale mu nie odpowiada. Liczy na to, że ONI popełniają błędy, a chłodna wściekłość w jego umyśle jest ich niepowodzeniem - skutkiem ubocznym, którego istnienia nie są świadomi. A może... Może wszystkie te uczucia są wykalkulowane, zaplanowane... Nawet wątpliwości, które go teraz ogarniają... Logicznie rzecz ujmując powinien odczuć panikę i lęk, lecz najwidoczniej właśnie z tego zestawu zdążyli go „wyleczyć”. Póki co będzie jedynie cicho oczekiwać w tym sinym płynie przypominającym wody płodowe. Oczekiwać i myśleć o tym, co tak naprawdę mu odebrano, usuwając ten utrudniający życie ludzki pierwiastek. Oczekiwać...

***

Dostawy spoza Sektorów zakończyły się jakieś pół wieku temu dlatego, że nie było już czego dostarczać. Wyczerpanie zasobów, tak to nazywają. Z resztą - nie oszukujmy się - komu w Dwójce zależy na tym, żeby zapalić papierosa z 2025 roku? No cóż, znaleźli by się tacy, a dokładnie - taki jeden.
Po tym jak zabrali ci wszystkie wspomnienia, zrobili z ciebie żywą maszynę podłączoną do globalnego komputera, aż w końcu okazali się być na tyle żałośni by pozwolić ci uciec, jedyne co może cię zrelaksować to właśnie zapalenie takiego papierosa - o ile w przypadku cyborga można mówić o stanie relaksu. Niestety, psychologowie, socjologowie i filozofowie to wymarły gatunek, więc nie ma teraz nikogo, kto pochyliłby się nad tym problemem. W gruncie rzeczy cyborgi są takimi samymi „osobliwościami”. Powiedziałbyś, że tak naprawdę nie ma dowodu na ich istnienie, o ile sam nie byłbyś chodzącym dowodem. Jedyny w swoim rodzaju - jedyny, który przetrwał.
Powinieneś poczuć wzruszenie wywołane doniosłością tej myśli. Może poczułbyś, ale niestety - biologicznie zostało w tobie około pięćdziesiąt procent „człowieka”, a psychicznie sześćdziesiąt. Codziennie śledzisz tajne bazy danych, publiczne portale i ogólnie rzecz biorąc całą to zawiłą, niekończącą się pułapkę, by znaleźć interesujące cię informacje. Główny cel - dowiedzieć się, czy ktokolwiek pamięta o twoim istnieniu. Tak... wygląda na to, że pamiętają, inaczej nie nasyłaliby na ciebie rządowego zabójcy. Cichy dostęp do bazy Głównego Departamentu Obrony czyni cuda. Snajper... Zlikwidował już dwieście czterdzieści osiem "wrogów systemu", a ty masz być kolejny. Cel likwidacji: Obiekt 06Y23X.
Ładnie to tak, klasyfikować ludzi po numerach seryjnych?
No cóż... przecież ty nie masz żadnego imienia i nawet nie jesteś prawdziwym „człowiekiem”, chociaż te pięćdziesiąt, sześćdziesiąt procent to nadal nie najgorszy bilans. Co ciekawe, lista celów nie kończy się na tobie. Jest jeszcze jeden - Szofer. Pod tym pseudonimem znany jest w Sieci wspinacz, złodziej i tak zwany terrorysta, podejrzany o współpracę z dilerami esencji. Wiek nieokreślony, twarz nieznana, miejsce pobytu nieznane. Innymi słowy, aktualny wróg publiczny numer jeden, czy może raczej dwa, bo zaszczytne pierwsze miejsce jest okupowane przez ciebie. Ale o tobie nie wie nikt oprócz twoich twórców, pomysłodawców eksperymentu i Głównego Departamentu Obrony, a słowo "Szofer" wypływa na powierzchnię Sieci dosyć regularnie.

A gdyby tak odnaleźć Szofera, zanim zrobią władze... W końcu odczuwasz przewlekłe znudzenie. Czy to nie zabawne? W tych sześćdziesięciu procentach przeznaczonych na uczucia i emocje, czyli to, co teoretycznie decyduje o twoim człowieczeństwie, pozostało ci akurat znudzenie. Nie wiesz czym jest miłość, współczucie i sympatia. Wiesz za to, że nuda jest uciążliwa a wspinacz, będący bohaterem niezliczonych miejskich legend stanowi interesujący cel.

1. Numer twojego życia.

Ta noc znowu minęła bez snów. Żadnych snów. Nie było nawet mizernych strzępów o wyblakłych barwach, zupełnie jakby oczy porosły mu jakąś niezidentyfikowaną czarną materią. Zapewne gdzieś głęboko w odmętach tego miasta ktoś zajmuje się rozprowadzaniem podobnego gówna, ale to w końcu nie jego sprawa. Przecież doskonale zna prawdziwy powód. Przyczynę tego, że nie widzi niczego ani przed, ani po zamknięciu oczu. Tutaj, piętnaście metrów pod ziemią to chleb powszedni. Zapadanie się przez całą noc w pustce o głębokim, smolistym odcieniu czerni. Gdy z trudem uchyla zapuchnięte powieki czuje jedno - że jest kompletnie obolały po spaniu na starym materacu, a dziś czeka go najważniejsze zadanie. Jeżeli mu się powiedzie, nie będzie musiał wegetować w zimnym walcu parę pięter poniżej ulicy.

Ponoć przyczyną braku snów jest nadmiar modyfikacji ciała, lecz on w to wątpi - tak jak w każdą informację, którą ogół uważa za prawdziwą. Przecież skoro wszyscy w coś wierzą, musi być to efekt sprytnej propagandy. Gdzieś indziej rozumowanie tego typu byłoby podręcznikowym przykładem manii prześladowczej, ale nie tu. Nie w Dwójce, czy może raczej - Sektorze Drugim. W tym miejscu i w tym zawodzie sprawdza się tylko pokrętna logika, a bez podejrzliwości nie przetrwasz. Z resztą ma swój koronny argument - ostatnio śnił jeszcze jako czternastoletni dzieciak, a przecież nie poddał się przez ten czas ani jednemu, chociażby najmniejszemu „udoskonaleniu”, mimo że namawiały go do tego wszystkie działające banery w okolicy. Całe szczęście, że nie zwyciężyła w nim wówczas chęć sztucznego ułatwienia sobie życia, bo dla wspinacza każdy implant w ciele to samobójstwo - namierzą cię w ułamku sekundy przez czip identyfikacyjny zakodowany w numerze seryjnym. Rzecz jasna nie jest to wiedza dostępna dla przeciętnego mieszkańca Sektora.
Mimo to większość decyduje się na drobne, mało widoczne zmiany, zwłaszcza w tej okolicy, gdzie praktykujący miłośnicy nowych technologii mogą łatwo paść ofiarami Pobieraczy. Gangi handlujące "sprzętem używanym" to prawdziwa zmora, a niewielu chciałoby obudzić się bez oka, ucha, zębów lub któregoś z organów. Ilość dostępnych modyfikacji dla jednej osoby jest kontrolowana pod względem inwazyjności wobec organizmu i sankcjonowana prawnie. Zmiany nie mogą dotyczyć powierzchni ciała większej niż piętnaście procent przy implantach o pierwszym stopniu zaawansowania. Jedno z nielicznych praw, które przestrzega się dobrowolnie.

Jak zwykle nie pamięta, w której części swojej "posesji" zostawił ubranie, jednak na pewno było mu wtedy znacznie cieplej... Stąpając boso po kafelkach stara się opanować szczękanie zębów. Uciążliwe, przejmujące zimno gładkiej tafli przenika go niemal boleśnie od stóp aż do czubka głowy, ale przynajmniej szybciej się ocknie. Po paru chwilach ślepego badania podłogi jakimś cudem znajduje panel otwierający. Intuicyjnie wciska odpowiedni przycisk i czeka, aż właz otworzy się ze zgrzytem. Urok podpoziomowych mieszkań... ciągle musisz schodzić coraz niżej. Za dużo mieszkańców, oszczędność miejsca, każdy kogo nie stać na więcej żyje we własnej Tubie. Na powierzchnię trafisz windą. Jeżeli się zepsuje, kombinujesz sam albo wzywasz Moduł Naprawczy. Nie umiesz naprawić lub nie masz płatniczych E-kart? Gnijesz w Tubie. Żeby nie zwariować, wystarczy mieć wszystko gdzieś, naćpać się esencji, albo umieć wszystko naprawić samemu.

Bez wahania wskakuje do niewielkiego, kwadratowego pomieszczenia i wtacza się pod prysznic. Zimny strumień uwalania się automatycznie, oblewając jego głowę regularnymi strugami. Codzienny akt wieczornego masochizmu - skończy się, kiedy stwierdzi, że jest dostatecznie wybudzony. Wreszcie po paru ciągnących się w nieskończoność chwilach stwierdza, że cała ociężałość odpłynęła razem z resztkami wspomnień o czarnej, smolistej mazi z wcześniejszego niby-snu. Wyczołguje się niezdarnie z brodzika ledwo utrzymując równowagę - oby dzisiejsza akcja poszła mu lepiej, bo inaczej skończy z dziurą po laserze w czole. Spogląda z powątpiewaniem na własną twarz, odbijającą się krzywo w przestarzałym plazmowym lustrze i odgarnia z czoła postrzępione czerwone włosy. Rozległość sińców pod oczami osiągnęła już chyba apogeum, lecz wziąwszy pod uwagę okoliczności nadal wygląda całkiem zdrowo. Przynajmniej nie przypomina jednego z uzależnionych. No cóż, przecież uzależniony nie jest – w końcu tylko okrada transporty i dogaduje się z miejscowymi dilerami. Towaru nigdy nie próbował, bo byłoby to wykroczenie przeciwko własnej profesji, a konkretnie niepisanemu kodeksowi wspinacza. Każcie uzależnionemu dostarczyć jego ukochaną używkę w nienaruszonym stanie i zobaczycie jaki będzie efekt... Wszyscy wiedzą, że jest profesjonalistą, a przynajmniej wszyscy, którzy powinni wiedzieć, bo na przykład władze wolałby trzymać z daleka od tej świadomości. O nie, oni takich profesjonalistów nie potrzebują – za okradanie transportów rządowych pozbyliby się go bez wahania. Któryś tam paragraf z Kodeksu o Dobru Publicznym i Własności Rządowej. Kto by to spamiętał...
Zbyt przystojny jestem, żeby dać się załatwić - powtarza to przed każdą akcją. A później sam z siebie się gorzko śmieje. Tak jakby kiedykolwiek miał opcję by funkcjonować inaczej. On – nieudane dziecko Nowej Eugeniki. Teraz musi żyć z łatkami, które mu przyczepiają. Rebeliant, anarchista, terrorysta. Nie przeszkadzałoby mu to, bo na ulicy nadal jest zwyczajnym gościem w szarej bluzie, jednak przez to przypomina sobie, że sam nie zna swojego celu. Nie wie, czy jest buntownikiem walczącym z systemem, czy zwykłym złodziejem szukającym zarobku. A może ani jednym, ani drugim... może jest po prostu znudzonym wspinaczem z manią na punkcie adrenaliny.

Jako przewidywalny wspinacz, ukrywa swoje skarby, żeby w razie rewizji były bezpieczne. Właz, pozornie ślepy, wychodzi z łazienki. Nie otwiera się go panelem, a kopniakiem. W dzisiejszych czasach nikomu nie przyjdzie do głowy, że coś da się otworzyć przy pomocy kopnięcia... Wejście kryje klaustrofobiczne, ponure pomieszczenie, czy może raczej skrytkę. Kolejny skok w ciemność i twarde, ale pewne lądowanie. Zna swój bunkier na pamięć - musi znać, skoro pięćdziesiąt procent oświetlenia zazwyczaj nie działa lub szwankuje. W pierwszym kartonie znajduje tymczasowy strój na przejście - bluza z kapturem i nieco powycierane, granatowe dżinsy, czyli tak zwany "ubiór idealnego przeciętniaka". Naciąga je pośpiesznie, bo zamienienie się w sopel jeszcze przed wyjazdem nie jest mu na rękę. Gogle, maska filtrowa, skafander, rękawice, chwytaki... szepce pod nosem swoją zwyczajną mantrę i po raz setny w tym tygodniu układa w myślach plan, punkt po punkcie.

***

Owalna platforma windowa znajduje się między stalowoszarymi budynkami, na których wiszą niedziałające banery pamiętające jeszcze Okres Cyberprzejścia. Każdego dnia z platformy wydostają się nieszczęśni mieszkańcy Tub - o ile rzecz jasna ich windy nadal działają - wyglądając przy tym jak zniszczone podziemnym trybem życia krety. Tak naprawdę wszystkim to całkiem zobojętniało. Tylko nie jemu. Winda podnosi się ze znajomym, ociężałym zgrzytem i otwiera, wypuszczając go na wolność. O tej porze na powierzchni panuje chłodny półmrok, rozjaśniany jedynie ogromnymi reklamowymi ekranami, jaskrawymi neonami klubów i latającymi na różnych poziomach powietrznych dronami świetlnymi, które rażą oczy jarzeniową barwą. Poruszają się bezszelestnie, niczym metaliczne nietoperze wypatrujące ofiary i znikają szybciej niż się pojawiły. Gdy był młodszy budziły w nim lęk, teraz została jedynie nieufność, nie poparta właściwie niczym konkretnym. Nie ufa Sektorowi - to tyle.
Patrząc w górę może dostrzec zaledwie wąskie, podłużne pasmo nieba w jakimś niewyraźnym kolorze wypranym z wszelkiej intensywności, poprzetykane siatką mostów, portali, wind, dźwigów. Z obu stron otaczają go wysokie, metaliczne ściany, które zdają się ciągnąć bez końca jak tunel. Mieszkańcy Sektora Drugiego żyją w wiecznym potrzasku, konstrukcji-pułapce nie pozwalającej zobaczyć się z góry. Ale wspinacz może patrzeć z góry i to jest właśnie w jego życiu najpiękniejsze.

Po drodze do metra mija parę skupionych gromadek - otępiali, ożywieni, agresywni lub bujający w swoim własnym świecie. Wszystko zależy od tego, na jakim poziomie "esencjowego stanu upojenia" właśnie się znajdują. A kto dba o zaopatrzenie? On. Często leżą tu ci, którzy zapomnieli o rozsądnym wydzielaniu dawek i wówczas odzywa się w jego głowie jakiś uciążliwy głos, nie sumienia, bo tego już dawno do siebie nie dopuszcza. Przecież nie pomógł im przedawkować. Sami są winni...
Dzisiaj nie dostrzega leżących bezwładnie ciał, lecz mimo to przyśpiesza kroku. Czas mija. Jesteś wspinaczem na górze, pozostajesz nim też na dole - oto dewiza, którą wyznaje. Coś, co odrywa go od tej rzeczywistości. Od platformy windowej, metra i gangów, które olewają go tylko dlatego, że nie został poddany technologicznemu liftingowi i jego organy są dla nich nic niewarte. Nie myśli o tym. Nie pozwala sobie na to, by się złamać. Bo jeśli się złamie, nastąpi efekt domina - Sektor zawali się na niego i pogrzebie pod swoimi gruzami. Utknie tu na zawsze.

Metro jest puste. Na ścianach wiszą obsceniczne reklamy 4D, dosyć nachalnie zapraszające do pobliskich burdeli. Hologramy rozkraczają się bezwstydnie nie pozostawiając niczego dla wyobraźni i wydają z siebie mało realistyczne jęki.
Za rogiem dostrzega zaschniętą, brunatną plamę krwi i wydłubany implant gałki ocznej, najwidoczniej zbyt uszkodzony, by można było go sprzedać. Idzie dalej. Pod kurtką ma przestarzały model laserowego pistoletu. Może i stary, ale potrafi przysmażyć...
W środku lata jeden mini-dron. Gdy ospale lewituje obok, zalewa brudną posadzkę drgającym, anemicznym strumieniem światła. Wie, że w tym świetle jego skóra przybiera trupi odcień jasnej szarości. Nie dba o to. Nie ma o co dbać, liczy się wyłącznie dzisiejsza akcja. Nie dlatego, że jest „najważniejsza”. Tak po prostu wygląda życie - z dnia na dzień, akcja za akcją, transport za transportem. Esencja, która kusi go swoimi wdziękami, ale pozostaje niezdobyta. Główne zadanie to bycie szoferem księżniczki, nie może się do niej dobierać.
Idzie dalej tym obskurnym, zimnym labiryntem, nie zastanawiając się nawet po czym stąpa, chociaż może się domyśleć, że jest to mało zachęcająca mieszanka ekskrementów, rzygów i wszelkich możliwych płynów ustrojowych. Niektórych rzeczy po prostu lepiej nie wiedzieć... Na peronie jest sam, a wagon samosterowny zatrzymuje się tylko wtedy, gdy czeka więcej niż trzydzieści osób - oszczędność czasu. Po co zatrzymywać się dla jednego dzieciaka z kanałów? Będzie musiał użyć chwytaków już teraz. Całe szczęście, że nie ma tu dronów monitorujących. A może raczej - całe szczęście, że nikt nie dba o to, co się tutaj dzieje. Gdy słyszy charakterystyczne buczenie ze środka tunelu, ma już podłączone rękawice. Diody migają seledynowym światłem, a laser czeka w gotowości na wypadek, gdyby napatoczyło się tu stado Pobieraczy. Zna to na pamięć. Oślepiające światło, podmuch gorącego powietrza, skok. Otworzenie się rozsuwanych drzwi i próba dostania się do wewnątrz zanim wagon wjedzie pomiędzy dwie ściany, by pozostawić po tobie coś na kształt marmolady. Po paroletnim skakaniu nie masz wątpliwości, czy gra jest aby warta ryzyka. W Sektorze Drugim niewiele rzeczy ceni się mniej niż życie, a zwłaszcza cudze, jednak rzucanie na szalę własnego też nie należy do rzadkości, taka rzeczywistość. Nie działasz - giniesz, a działanie równa się ciągłemu ryzyku. Ryzyko to szansa. Jedyna jaką w Dwójce dostaniesz...
W ostatniej chwili wskakuje do ciemnego przedziału, czując w głowie wściekły szum ciśnienia. Krew od razu krąży dwa razy szybciej. Uniknął rozmazania się na murze, więc wieczór zaczyna się nieźle, lecz niebawem będzie potrzebował znacznie więcej szczęścia. Nadal ściska w dłoni broń, bo ostrożności nigdy za wiele. Kuca w bezruchu gotów na reakcję, próbując oswoić wzrok z panującym wewnątrz mrokiem i zamiera.
W wagonie nie jest sam. Czuł to podskórnie od początku, ale teraz dostrzega wyraźniej zapadającą się w mroku sylwetkę niecałe pięć metrów dalej. Gdy sięga po broń i celuje, zalewa go skupiona fala czerwonego światła. Powinien nacisnąć spust, lecz nie robi tego. I nic się nie dzieje - żyje. To oko. Oko... Postać sięga po coś powoli, a on sam czuje, jak jego palce nadal drżą trzymając kurczowo laserowy pistolet. Po chwili dostrzega mały, drżący ognik i obłok unoszącego się powoli dymu. Widział kiedyś podobną rzecz - na jakiejś projekcji o zamierzchłych czasach przed Okresem Cyberprzejścia, gdy ludzie zamieszkiwali całą Ziemię, nie tylko wydzielone sektory. Gdy zmienił się Rząd, projekcje zostały zabronione. Uznano, że wiedza o przeszłości jest zbędna i wprowadza niepotrzebne zamieszanie w społeczeństwie.

Czuje się idiotycznie, trzymając wycelowaną broń i oczekując na dalszy rozwój wydarzeń w przedziale, który powinien być pusty. Ale nic się nie dzieje, chociaż w powietrzu unosi się ciężka woń jego własnego potu. Woń strachu, niczym czarny smar zatykający nozdrza. Wszystko dzieje się nie tak jak powinno. Przypadki nie istnieją, nie w tym mieście, nie w tym metrze. A ten ktoś - to coś - ma oko świecące w mroku jaskrawą czerwienią. Tak nie może być. Implanty gałki ocznej muszą wyglądać naturalnie, tak mówi cholerny kodeks. Tak mówi też niepisane prawo miasta, w którym wszyscy chcą przetrwać, ale nikt nie posunie się do jednego. W Dwójce możesz funkcjonować gorzej niż zwierzę. Nie możesz być jedynie cyborgiem - egzystować gdzieś pomiędzy życiem a śmiercią, jako ogniwo pośrednie między człowiekiem i maszyną.

Nie zastanawia się jednak kto to, nie zastanawia się dlaczego. Teraz nie ma czasu. W jego mózgu krąży uporczywa myśl: akurat dziś wagon nie jest pusty. Akurat dziś.

***

W Sektorze Drugim jest miejsce znane jako Dzielnica Szkieletów - cmentarz opuszczonych drapaczy chmur, ciągnący się kilometrami gdzieś na samym skraju wszystkiego. Można jedynie podejrzewać, co jest dalej, za majaczącą w mgle ogromną górą. Szczyty są owiane przejrzystą poświatą, błękitno sine. Sprawiają wrażenie przechylonych, zupełnie jakby zaledwie krótka chwila dzieliła je od załamania, od zmiażdżenia wszystkiego, co napotkają na swojej drodze.
Gdzieś tam, daleko za Dzielnicą Szkieletów, w zamieszkanej części Sektora Drugiego, wąskie przerwy między budynkami przecinają niewielkie statki odrzutowe, skaczące jak pchły z miejsca na miejsce. Tutaj jest tylko cisza, krystalizująca się w chłodzie powietrza. Czysta i realna wolność.
Stoi na samej krawędzi. Od fundamentów budynku dzielą go jakieś trzy kilometry. Jeżeli zakręci mu się w głowie, spadnie i nie zostanie z niego nic poza cząstkami elementarnymi. Jak to mówią, ryzyko zawodowe, ale nigdy dotychczas się nie zachwiał, bo przecież to jego praca. No, może nie do końca - konkretnym zadaniem jest znaleźć się we właściwym miejscu, we właściwym czasie i na właściwiej wysokości. A stanie nad przepaścią... taki fetysz. Oczekiwanie staje się mniej nużące, gdy słyszysz szum adrenaliny w głowie, a krew przemierza żyły jak motocyklista w czasie rajdu. Wtapiasz się w tę martwą okolicę i wreszcie uświadamiasz sobie, że sam żyjesz. Po prostu jesteś jedyną oddychającą osobą na całym ogromnym obszarze - gdy to do ciebie dociera, istnienie nagle smakuje nieco inaczej, nadal gorzko, ale intensywniej. Czujesz się żywy dlatego, że inni są martwi. Czujesz się żywy, ponieważ każdego dnia igrasz ze śmiercią. Żywy... i tylko trochę samotny.

Kuca, wyczekując. Maska filtrująca powietrze i gogle zaczynają uwierać, zupełnie tak samo jak ciemny skafander. Mógł zostać dilerem, nie dostawcą, ale pewnie nie byłby w tym tak dobry. No i nigdy nie przepadał za bezpośrednimi kontaktami, to fakt. Lepiej balansować na krawędzi niż usiłować targować się z mieszkańcami Sektora Drugiego.
Świadomość, że to będzie najbardziej błyskotliwy i spektakularny numer w jego karierze, dodaje mu sił. Zmieniali trasę parokrotnie, od kiedy zwinął im dwadzieścia procent towaru. Musiał kopać naprawdę głęboko, aby znaleźć niezbędne informacje na temat transportu: najbardziej dokładne współrzędne, szczegółowe zabezpieczenia. Nie mówiąc już o patrolach czy kierunku wiatru... Unikanie latających detektorów też nie jest najprostszym zadaniem, ale akurat do tego przywyknął. Jesteś wspinaczem? Twoja twarz musi pozostać dla władz czarną plamą i - czy tego chcesz czy nie - również dla twoich potencjalnych klientów, którzy gdy zostają złapani wybierają taktykę odwracania od siebie uwagi. „Jeżeli powiem, kto dostarczył towar, dostanę pięć lat mniej?”. Kary nigdy nie są obniżane, ale nadzieja umiera ostatnia. Wszystkie przygotowania pochłonęły znacznie więcej czasu niż planował - cóż, dochody też będą znacznie większe niż kiedykolwiek wcześniej. W dzisiejszej Dwójce trzeba być chciwym, bezwzględnym, gotowym na wszystko.
Odgarnia czerwone włosy przyklejające się do czoła, czuje osiadające na rzęsach krople potu. Lustrzane pozostałości okien błyszczą oślepiająco, ale on nadal wypatruje. W mieście sama chciwość nie wystarczy, trzeba być cały czas czujnym. Wie, że musi zachować spokój, ale dziś nie jest to łatwe. Nie dziś...

Godzinę później. Ciemność. Opuszczona dzielnica przypomina teraz prawdziwy cmentarz, ale wisząca w powietrzu cisza nie ma nic wspólnego ze spokojem. Martwe budynki wyczekują razem z nim, oddychając płytko. Nagle w oddali dostrzega wątłą smugę światła. Blask zbliża się z każdą sekundą, coraz intensywniejszy, coraz bardziej agresywny. Chwytaki na miejscu. Dostrzega opływową sylwetkę, rozróżnia już zarys kadłuba. Statek wygląda jak złowroga ryba głębinowa, badająca nieznaną przestrzeń przy pomocy świecących oczu. Jaskrawe reflektory nie oślepiają go tylko dzięki goglom. Mokre od potu palce ślizgają się na przyciskach, ale udaje mu się włączyć tryb noktowizyjny. Statek przesuwa się powoli, co oznacza, że nie namierzyli intruza czyhającego w mroku. Na oko jakieś pięćdziesiąt kilometrów na godzinę, więc zostało mu... Tak naprawdę potrzebuje więcej intuicji i wyczucia niż wiedzy, ale liczenie go uspokaja - to część rytuału. Trzy, dwa, jeden. Zero. Skacze w przepaść. Nie zamyka oczu, nie może. Musi być w pełni świadomy. Czuje ciśnienie powietrza, ale grunt, którego oczekiwał pod nogami nie pojawia się. Wyciąga rękę w rozpaczliwej próbie uchwycenia się życia i udaje mu się - dosięgnął skrzydła. Nawet kostium nie zamortyzował do końca siły uderzenia. Ból oszałamia go, ale nie może pozwolić mu wygrać. Ręki chyba nie złamał, ale powoli traci w niej czucie. Odrętwienie rozchodzi się od czubków palców aż do ramienia, odbierając mu sprawność. Sprawność konieczną, by zakończyć ten numer z powodzeniem. I by w ogóle wyjść z tego cało.

Kurczowo ściska metaliczną powierzchnię przeklinając bezgłośnie statek, siebie i przede wszystkim esencję, która po raz kolejny zmusiła go żeby postawić wszystko na szali. Podciąga się na tej ręce, którą - póki co - może używać i milimetr po milimetrze wtacza się na skrzydło. Gdy wreszcie mu się udaje, pozwala sobie na kilka sekund odpoczynku i ustabilizowanie oddechu. Więc tak się zaczyna numer twojego życia. Lepiej być nie może. Patrzy z powątpiewaniem na zwisającą bezwładnie kończynę, lecz mimo to postanawia, że nie wróci z niczym. Nigdy nie wraca. Sęk w tym, że musi ulotnić się z towarem zanim statek przekroczy barierę ochronną miasta.
W Dzielnicy Szkieletów nie ma radarów, dronów, laserów. Nikt nie przechwyci jego twarzy aby umieścić ją w bazie, nikt nie upiecze go na skwarek. Jeżeli wygra z systemem alarmowym statku...

2. Idealny Człowiek.

Męska Akademia imienia Titusa Voltona, twórcy Nowej Eugeniki oraz ojca założyciela projektu Selektywnego Rozmnażania Nowej Ery, znajdowała się na peryferiach Sektora Pierwszego, zaledwie parę kilometrów od laboratoriów. Nigdy nie podejrzewał, że kiedykolwiek będzie zmuszony wrócić w te strony. Do miejsca swojego urodzenia, czy może raczej do miejsca, w którym wyszedł ze sztucznego łona pod okiem paruset maniaków w białych kombinezonach.
Wyszedł zresztą tylko po to, by po około czternastu latach zostać uznanym za nieudanego osobnika i wylądować w Sektorze Drugim, w Jedynce postrzeganym jako wysypisko, do którego trafiały wszystkie eksperymentalne odpadki. Na tym właśnie wysypisku zdołał ułożyć sobie jakoś życie, a nawet stać się jednym z głównych „wrogów systemu” dzięki swojej złodziejskiej karierze. Nie trwało to jednak zbyt długo... Numer jego życia nie poszedł zgodnie z planem. Nie zdołał zwinąć chociażby połowy z planowanego towaru a dilerzy, z którymi ubijał interesy jakimś cudem zorientowali się, że planował ich wyjebać. Nie pozostało mu nic innego jak zabrać oszczędności i ratować się ucieczką do Jedynki. Tak właśnie skończył w Męskiej Akademii imienia Voltona.
Dzięki swoim hakerskim umiejętnościom nazywał się teraz Alain Bein. Uczeń klasy trzeciej, lat osiemnaście. Nie pamiętał, ile lat ma w rzeczywistości. Zakładał, że około dwudziestu dwóch ale wiedział, że ze swoją twarzą może spokojnie uchodzić za osiemnastolatka. Na wstępnych badaniach został zaklasyfikowany do kategorii trzeciej. Zabawne, wystarczyło zmienić kolor włosów, barwę tęczówek oraz zamaskować znamię na plecach aby stać się jednym z „przeciętnie udanych” młodych mężczyzn. Jego wzrost – niecałe metr osiemdziesiąt - znajdował się niestety w dolnej granicy tych akceptowalnych przez Nową Eugenikę, dlatego otarł się o kategorię czwartą. Prędko przekonał się, że miał niebywałe szczęście unikając tego losu. Udało mu się uciec przed zemstą dilerów, ale Akademia okazała się być piekłem ukrytym pod fasadą raju... Strzepnął kurz z mundurka i sprawdził kieszenie.
Do rozpoczęcia zajęć zostało jeszcze pół godziny, wychodził jednak znacznie wcześniej wiedząc, co grozi za spóźnienie.
Westchnął na widok swojego odbicia w gładkiej, lustrzanej ścianie. Jego rysy były regularne a skóra wręcz nienaturalnie jasna. Sama twarz nadawałaby się co najmniej do kategorii drugiej, gdyby sprawiała nieco bardziej męskie wrażenie. Brakowało mu mocno zarysowanej szczęki i paru innych standardowych cech promowanych w Akademii. Taki typ, którego określa się raczej jako „ładnego” niż „przystojnego”. Był szczupły, lecz mógł się pochwalić wystarczająco umięśnioną sylwetką aby dostać się do kategorii trzeciej.

Z zamyślenia wyrwały go odgłosy dochodzące z toalety. Instynkt podpowiadał mu, żeby trzymać się od tego z daleka, jednak ciekawość okazała się silniejsza. Później miał jeszcze wiele okazji, aby żałować swojej decyzji z tamtego dnia.
Automatyczne drzwi rozchyliły się same, gdy tylko się do nich wystarczająco zbliżył. Aby dojść do kabin musiał przejść przez około trzymetrowy korytarz i skręcić. Nie był pewny, czy chce to zobaczyć. Nie miał ochoty bawić się w obrońcę uciśnionych. Tak naprawdę nie mógłby nawet gdyby chciał... W końcu władze Akademii dawały ciche przyzwolenie na to, co się tu wyprawiało. Niepisana zasada brzmiała „z kategorią czwartą i piątą rób co ci się podoba”. W skrócie oznaczało to, że zaklasyfikowani jako K4 lub K5 byli nieoficjalnymi niewolnikami dla pozostałych. W najlepszym wypadku oznaczało to dla nich mnóstwo dodatkowej pracy, w najgorszym natomiast...
Alain Bein wychynął zza rogu i stanął jak wryty. W Sektorze Drugim podobne zdarzenia stanowiły stały element okrutnej rzeczywistości, jednak tutaj, w tej sterylnej, pseudo-idealnej atmosferze wydawało się to wyjątkowo odpychające. Poczuł, że żołądek podchodzi mu do gardła, a nogi trzęsą się jak po biegu maratońskim. W pomieszczeniu znajdowało się pięciu uczniów. Jeden z nich – zapewne K5 – miał wątpliwy zaszczyt zostać dzisiejszą ofiarą. Raczej nie wspominano o tym głośno, ale wszyscy doskonale wiedzieli o losowaniach urządzanych codziennie przez przedstawicieli Komitetu Dyscyplinarnego. Każdego dnia wybierano jednego kozła ofiarnego, skazanego na zbieranie cięgów od wszystkich, którym przyszła na to ochota. Nieszczęśnik trafiał potem na oddział leczniczy twierdząc, że „niefortunnie upadł w czasie ćwiczeń”. Obdukcji rzecz jasna nie robiono, bo po co. Obrażenia były zazwyczaj tak oczywiste, że kłamstwo wychodziło na jaw na pierwszy rzut oka. Nie żeby komukolwiek robiło to różnicę. Tak czy inaczej, Komitet przypominał raczej ściśle zhierarhizowany, oficjalnie uznany gang młodzieżowy niż organ powołany do utrzymywania porządku...

Dzisiejsza ofiara okazała się wyjątkowo pechowa. Ubranie chłopaka walało się po całej posadzce, włącznie z bielizną. Pierwszy z uczniów trzymał go za ręce, drugi regularnie podtapiał w klozecie, a trzeci intensywnie posuwał od tyłu. Nieszczęsny K5 na przemian płakał z bólu i krztusił się wodą z kibla przy wtórze usatysfakcjonowanych śmiechów swoich oprawców. Jedna osoba stała na uboczu, obserwując całe zdarzenie. Najprawdopodobniej tak właśnie Titus Volton wyobrażał sobie „Idealnego Człowieka”...
Alain rozpoznał platynową odznakę przyczepioną do idealnie gładkiego kołnierza. Tak, był to nie kto inny, jak sam przewodniczący Komitetu Dyscyplinarnego - Maximilian Traver. Jego nonszalancko założone ręce i spojrzenie pełne rozbawionego dystansu od razu sugerowało, kto tu rządzi. Zupełnie jak władca, który łaskawie zapewnia rozrywkę dla swoich poddanych lecz sam nie zniży się do bezpośredniego uczestnictwa, preferując obserwację efektów swoich działań. Z pewnością to właśnie on odpowiadał za wprowadzenie tej barbarzyńskiej tradycji. Prawdziwie odrażający typ...
Alain wzdrygnął się, słysząc żałosne łkania gwałconego chłopaka. W powietrzu unosiła się dusząca mieszanka potu, krwi i seksu.
- Hej, podaj mi paralizator – krzyknął jeden z dręczycieli. - Przysmażymy trochę tego śmiecia!
Ekstaza słyszalna w jego głosie wydawałaby się bardziej na miejscu, gdyby niespodziewanie wpadł na pomysł jak ocalić ludzkość przed zagładą. Nawet jeżeli fizycznie byli Idealnymi Ludźmi, to chyba naukowcy przeliczyli się co do stanu ich psychiki.
- Pamiętajcie, że nie możemy go zabić – spokojnie pouczył swoich podwładnych Maximilian.
Odpowiedzialny władca i sadystyczny skurwiel w jednym. Interesujące połączenie – pomyślał były mieszkaniec Sektora Drugiego. I niebezpieczne.
Ofiara dnia zaczęła wyrywać się w desperacji słysząc te słowa.
- Nie...! Nie... - Drugi z katów natychmiast zareagował, ponownie wpychając głowę chłopaka do klozetu.
- Zagradzacie przejście! – Czyiś agresywny głos rozległ się echem w pomieszczeniu.
Alain rozejrzał się pośpiesznie w celu odnalezienia źródła tak ryzykownej zaczepki, tylko po to by uświadomić sobie, że on sam to powiedział. No właśnie. O kurwa... Było już za późno na rozważanie za i przeciw czy banie się o własną dupę. Najwidoczniej ponad siedem lat w niesławnej Dwójce nie nauczyło go wcale trzymania języka za zębami. A przecież zawsze wychodziło mu to świetnie... Życie w cieniu i nie rzucanie się w oczy graniczące z niewidzialnością miał opanowane do perfekcji.
Przez swoje czerwone włosy i heterochromię - konsekwencję nieudanych manipulacji naukowców - stanowił mimowolnie obiekt zainteresowania, ale w Sektorze Drugim wystarczyło zaciągnąć kaptur na głowę aby wtopić się w tłum. Przed przybyciem do Akademii zmienił kolor włosów, a nawet poddał się bolesnemu wstrzyknięciu barwnika do tęczówek aby nadać im jednolitą, „idealną” barwę pożądaną przez Nową Eugenikę. I na co mu to było...?

Cóż, przynajmniej ofiara dnia mogła chwilowo odetchnąć z ulgą, gdyż cała uwaga skupiła się teraz na nim. Trzej podwładni zamarli, najwidoczniej nieprzyzwyczajeni do słyszenia takiego tonu - zwłaszcza od kogoś, kto nie wyglądał na K1. Jedynie Maximilian Traver wydawał się dziwnie nieporuszony. Powoli odwrócił się i utkwił spojrzenie w intruzie. Jego stalowe oczy były wyjątkowo jasne, co sprawiało nieprzyjemne wrażenie. Wydawały się patrzeć oceniająco i kalkulować, tak jak ocenia się przedmiot, nie drugiego człowieka. Trudno jednak oczekiwać czegoś innego po królu dwulicowych zwyrodnialców, ukrywających swoją krwiożerczą naturę pod starannie ułożonymi fryzurami i schludnymi mundurkami. Wniosek, że jest on najgorszym z najgorszych nasuwał się sam. Właśnie z nim zadarłeś – odezwał się natrętny głos w umyśle Alaina Beina – a w końcu chciałeś mieć święty spokój.
- Nie wiesz, że na dzisiaj ten obszar wyłączono z użytkowania? - Pan sadystów odwrócił powoli głowę w stronę intruza. - Pokaż identyfikator.
Alain z wahaniem wyciągnął swoją kartę. Zawierała ona imię i nazwisko, zdjęcie oraz numer klasyfikacyjny. Jej szary kolor oznaczał mniej więcej tyle, co „nie ma znacznych ubytków, ale nie jest wystarczająco idealny by trafić do elity”. Dlatego też na K3 mówiono czasem „szaraki”. Co prawda nie zostawali oni chłopcami do bicia, ale byli traktowani bez jakiegokolwiek szacunku, niczym towar z gorszego sortu.
Ciekawe, czy tak właśnie Titus Volton wyobrażał sobie efekty swojego selektywnego rozmnażania...? Czy tak właśnie miała wyglądać „Idealność”? Z pewnością dla Alaina nie był to najlepszy czas na historyczne bądź filozoficzne dywagacje. Przewodniczący Komitetu Dyscyplinarnego zerknął chłodno na podaną mu kartę.
- Trójka – mruknął i uśmiechnął się krzywo pod nosem. - Myślisz, że możesz sobie pozwalać tylko dlatego, że nie jesteś uwzględniony w losowaniu?
- Nie wiedziałem, że ten obszar jest zamknięty. Przeniesiono mnie tu parę dni temu. – Wspinacz założył ręce na piersi w obronnym geście, żywiąc cichą nadzieję, że ta próba zmiany tematu nie wyda się zbyt oczywista.
Maximilian podszedł nieśpiesznie do Alaina, a ten odruchowo cofnął się o dwa kroki. Poczuł za sobą nieprzyjazny dotyk zimnych kafli. Gdy przewodniczący zbliżył dłoń do jego twarzy, zacisnął zęby i spiął mięśnie w gotowości na potencjalny atak. Jednak atak nie nastąpił. Idealny K1 dosyć brutalnie ścisnął policzki Alaina i przyjrzał mu się uważnie.
- Na oko metr siedemdziesiąt osiem wzrostu. Mało wydatna szczęka, kształt twarzy owalny, długie rzęsy, duże oczy i pełne usta. Jakieś dwa na dziesięć w Zestawieniu Męskich Cech. Zgaduję, że ledwo załapałeś się na Kategorię Trzecią, chociaż jak na mój gust to raczej pomyliłeś akademie... Żeńska jest paręnaście kilometrów dalej.
Trzech podwładnych wydało z siebie zgodny rechot.
To, że jesteś wyższy nie robi z ciebie prawdziwego faceta, sukinsynu. Na taką właśnie odpowiedź miał ochotę, ale wiedział, że nie jest to najlepszy pomysł w obecnej sytuacji.
- Nie każdy ma szczęście urodzić się Idealnym Człowiekiem. – Wypalił i uświadomił sobie, że wcale nie zabrzmiało to lepiej. Maximilian był z pewnością wystarczająco inteligentny, by wyczuć ironię tej wypowiedzi.
- Spójrz na niego. – Traver wskazał na uwalaną we krwi i spermie „ofiarę dnia” leżącą nieopodal. – Tak właśnie działa Akademia... Chyba powinieneś to wreszcie zrozumieć po paru dniach pobytu tutaj. A może zajęcie jego miejsca by cię lepiej uświadomiło, księżniczko? - Ton Maximiliana wydawał się wyjątkowo zjadliwy, biorąc pod uwagę prezentowane przez niego wcześniej opanowanie.
Alain wyswobodził głowę i spojrzał mu prosto w oczy. Nie planował wyglądać jakby rzucał przewodniczącemu wyzwanie, mógł się jednak założyć, że właśnie takie wrażenie ostatecznie sprawił.
- Jestem tu na tyle długo, by wiedzieć, że losujecie tylko spośród K4 i K5 – odparł bez wahania.
- Losowanie...? - Maximilian zaśmiał się szyderczo pod nosem. - To zaledwie jedna z metod, szaraczku.
- Więc Idealni Ludzie nie mają zasad? - Alain uniósł znacząco brwi, konsekwentnie kopiąc swój własny grób.
- Zasady Idealnych Ludzi stosuje się wyłącznie do innych Idealnych Ludzi. A TOBIE daleko do ideału.
Nie miał zamiaru kontynuować dyskusji z przewodniczącym, najwidoczniej ze wzajemnością.
- Idziemy – zakomenderował władca swoim wiernym sługusom. - Za dziesięć minut zaczynają się zajęcia. Ty też postaraj się nie spóźnić, K3. Potraktuj tą radę jako wyraz mojej dobrej woli.
Ostatnia wzmianka przypominała raczej umiejętnie zamaskowaną groźbę niż szczerą sugestię. Alain zignorował wychodzących i cierpliwie poczekał, aż drzwi toalety się zamkną.
- Wstawaj – mruknął w stronę ofiary dnia. Mimo że nie należał do szczególnie pomocnych osób, nie czułby się dobrze zostawiając go tutaj.
- Odwal się! - Chłopak skulił się w kącie i ponownie zaczął płakać.
- Ja też mam ci wpierdolić? - Alain starał się zabrzmieć wystarczająco wiarygodnie. - Jeśli nie chcesz oberwać, to szybko zakładaj gacie.
W końcu udało mu się przekonać rozhisteryzowanego dzieciaka do współpracy i odprowadzić go na oddział leczniczy. Już odwrócił się i miał odejść bez słowa, gdy usłyszał za sobą cichy głos:
- Uważaj na NIEGO.
Najwyraźniej była to jakaś forma okazania wdzięczności ze strony pechowego K5.
Niestety, konfrontacja już się odbyła...

W gruncie rzeczy okoliczności nie sprzyjały rozmyślaniu na temat Travera. Wchodząc do klasy zrozumiał, że przez całe to zamieszanie o czymś zapomniał - spóźnił się na zajęcia... Idealni ani aspirujący do ideału nie powinni się spóźniać, jednak gdy już do tego doszło obowiązywała tylko jedna kara, a mianowicie piętnaście batów na gołe plecy. Mam dzisiaj przejebane – doszedł do wniosku Alain, siedząc w pomieszczeniu oddziału leczniczego przeznaczonym dla niesubordynowanych. Ukarani sami musieli zajmować się swoimi ranami, tak głosiły żelazne zasady Męskiej Akademii imienia Titusa Voltona. Walić idealnych i ich regulamin – pomyślał, ściągając mundurek z obolałego ciała. Za dawnych czasów oberwał tyle razy, że jego próg bólu był stosunkowo wysoki. Niestety, u większości udanych eksperymentów zawyżona odporność na ból należała do wrodzonych, naturalnie występujących cech, więc wykonywane w akademii razy dostosowano biorąc ten fakt pod uwagę. W związku z tym czuł się prawie tak, jakby ktoś przejechał go walcem. Rozglądając się za odpowiednimi środkami usłyszał cichy szmer dochodzący zza holograficznego parawanu, tworzącego maskującą lecz łatwą do przekroczenia barierę.
Ktoś tu za nim wszedł...?! Pośpiesznie sięgnął po leżący obok mundurek, lecz było już za późno.
- Interesujące znamię na plecach, Alainie Bein. Chociaż chyba nie powinienem cię tak nazywać... - W pomieszczeniu zabrzmiał ironiczny głos Maximiliana.
Nagle zrozumiał. Minęły już dwadzieścia cztery godziny, od kiedy wstrzyknął sobie ostatnią dawkę maskującego pigmentu. Normalnie o tej porze miałby wszystko pod kontrolą, jednak spóźnienie i późniejsza kara całkowicie rozwaliły jego starannie przygotowany plan.
- Oszukałeś mnie. Okazuje się, że nie jesteś wcale szaraczkiem. Co więcej, w rzeczywistości nie kwalifikujesz się nawet do kategorii piątej. Naprawdę, jesteś jeszcze mniej idealny niż sądziłem...
Alain odwrócił się powoli tylko po to, by napotkać zimne spojrzenie przewodniczącego Komitetu Dyscyplinarnego. Niczego nie pragnął w tej chwili tak bardzo, jak znaleźć się piętnaście metrów pod ziemią w Sektorze Drugim...
Dodaj do ulubionych
13,976
Podziel się ze znajomymi
8.78/10

Jak Ci się podobało?

Średnia: 8.78/10 (18 głosy oddane)

Pobierz powyższy tekst w formie ebooka

Komentarze (18)

Ere

Ere · 12 lipca 2016+0

Dziwne. Czy to opowiadanie tutaj pasuje ?

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
DesperateBunny

DesperateBunny · 12 lipca 2016+0

Dziwne. Czy to opowiadanie tutaj pasuje ?

Nie do końca rozumiem co masz na myśli. Jeżeli chodzi o brak erotyki - jest to dopiero pierwsza część, więc jeszcze za wcześnie na ocenianie czy opowiadanie tutaj pasuje czy nie...

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Nazca

Nazca · 12 lipca 2016+0

Opowiadanie dobre.
Do połowy treść nieco "ciężka" i trudna w odbiorze, ale jednocześnie bardzo klimatyczna. Później się rozkręca i zarysowuje się historia.
Myślę, że śmiało mogłabyś startować z tym opowiadaniem, także na portalach nie zajmujących się erotyką.
p.s
Prowadzisz krucjatę przeciwko kobiecym postaciom w opowiadaniach erotycznych? wink

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
DesperateBunny

DesperateBunny · 12 lipca 2016+0

Dzięki za opinię Nazca smile

Do połowy treść nieco "ciężka" i trudna w odbiorze

Zdaję sobie sprawę z tego, że historia może być nieco ciężkostrawna, zwłaszcza przez natłok terminów. Niestety, nic się na to nie poradzi, bo SF ma to już do siebie a wyjaśnianie wszystkiego zepsułoby właśnie wspomniany przez Ciebie klimat wink.
Prowadzisz krucjatę przeciwko kobiecym postaciom w opowiadaniach erotycznych?

Nie jest to bynajmniej krucjata, a raczej kwestia tego, że postaci męskie po prostu lepiej mi "wychodzą" wink. Mam zamiar pomyśleć nad jakąś fabułą, w której występowałaby postać kobieca (może nawet w roli głównej), ale za efekty głowy nie dam grin.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Nazca

Nazca · 12 lipca 2016+1

Mylisz się i to dosyć poważnie.
Postacie męskie na pewno lepiej nie "wychodzą", one mają to do siebie, że zawsze lepiej "wchodzą" a gorzej "wychodzą". Tak już jest na świecie od dawien dawna i nic z tym nie zrobimy ;/

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Alina

Alina · 13 lipca 2016+0

A ja powiem tak , nie podobało mi się. Tak po prostu. Czyta się bardzo ciężko, totalnie do mnie nie trafia Twój przekaz. Sorry.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
DesperateBunny

DesperateBunny · 13 lipca 2016+0

A ja powiem tak , nie podobało mi się. Tak po prostu. Czyta się bardzo ciężko, totalnie do mnie nie trafia Twój przekaz. Sorry.

Cóż, pisząc na taki temat i w takiej formie nie spodziewam się samych zachwytów (a właściwie to w ogóle się ich nie spodziewam). Jako autorka najlepiej zdaję sobie sprawę z tego, że tekst jest "ciężki", ale właśnie taki miał być... Wolę pisać opowiadania nieco kontrowersyjne w odbiorze, niż na siłę próbować dopasowywać swój styl by wszyscy byli usatysfakcjonowani. Tak czy inaczej zawsze doceniam szczery komentarz wink.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Marko

Marko · 14 lipca 2016+0

Bunny musi byc bardzo zdesperowana ze takim belkotem dzieli sie na lamach

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Irina

Irina · 14 lipca 2016+0

A ja tu widzę odniesienia, choć nie wiem czy zamierzone, do "Nowego wspaniałego świata", przez te eugeniczne klimaty prawdopodobnie.

Może i opowiadanie ciężkie, ale ładny język, na pierwszy rzut oka brak błędów, chętnie przeczytam kolejną część.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
A.

A. · 14 lipca 2016+0

Bardzo mi się podoba styl i język opowiadania. A klimat? Rewelacja, naprawdę dobre SF.
Pozdrawiam!

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
DesperateBunny

DesperateBunny · 14 lipca 2016+0

Marko - widzę, że łatwo Ci przychodzą agresywne wypowiedzi, ale trochę gorzej z argumentami... Nie sądzę, żeby mój tekst posiadał jakieś specjalne walory artystyczne lub przesłanie - piszę tylko dlatego, że dobrze się przy tym bawię, a efekty są lepsze lub gorsze. Jednak skoro już decydujesz się na krytykę to chociaż zrób to konstruktywnie. Krótko mówiąc, jeżeli to opowiadanie jest "bełkotem", tak samo można określić Twój komentarz, nie zawierający żadnego uzasadnienia.

Irina - dzięki za opinię smile. Nie miałam zamiaru nawiązać konkretnie do "Nowego wspaniałego świata", chociaż z pewnością była to jedna z wielu inspiracji. Nigdy nie pisałam niczego w klimatach SF więc bardziej lub mniej świadomie korzystałam z tego co kiedyś przeczytałam wink.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
DesperateBunny

DesperateBunny · 14 lipca 2016+0

Bardzo mi się podoba styl i język opowiadania. A klimat? Rewelacja, naprawdę dobre SF.


Dziękuję bardzo za opinię. Właśnie na klimat postanowiłam postawić w tym opowiadaniu, więc cieszę się, że zostało to docenione.
Również pozdrawiam smile.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Ciri

Ciri · 20 lipca 2016+0

Bardzo ciekawe opowiadanie,dobrze napisane; być może jakieś błędy są, ale pochłonęła mnie treść i nie zwróciłam na nie uwagi

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
DesperateBunny

DesperateBunny · 21 lipca 2016+0

Bardzo ciekawe opowiadanie,dobrze napisane; być może jakieś błędy są, ale pochłonęła mnie treść i nie zwróciłam na nie uwagi

Dzięki smile Jeżeli chodzi o błędy, to dosyć uważnie przeglądam swoje teksty pod tym kątem i byłabym zdziwiona gdyby ktoś coś znalazł wink. No ale jakieś przeoczenie mogło się zdarzyć.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Nazca

Nazca · 28 września 2016+0

DesperateBunny, ale co z kontynuacją?

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
DesperateBunny

DesperateBunny · 5 października 2016+1

DesperateBunny, ale co z kontynuacją?

Pożyjemy, zobaczymy wink. Szczerze mówiąc to ostatnio nie mam zbyt dużo czasu. Poza tym trochę rozczarowuje mnie proporcja (czy raczej dysproporcja) pomiędzy ilością wejść a ocen. Udostępniam opowiadanie min. po to, żeby przekonać się jaki będzie odzew. Skoro tak mało osób decyduje się ocenić/zostawić komentarz, nie wiem czy opłaca mi się w ogóle kontynuować historię.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Nazca

Nazca · 7 października 2016+0

Tak jak wspomniałem wcześniej - skoro nie jesteś zadowolona z aktywności, osób czytających opowiadanie - z tą historią możesz startować śmiało także w innych miejscach.

Większość osób pewnie szuka na pokątnych samego seksu, ale jest i grupa osób, którzy lubią złożoną fabułę i klimat opowieści.
A ty piszesz takie historie.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
DesperateBunny

DesperateBunny · 9 października 2016+0

Może z pierwszą częścią mogłabym wystartować na innym portalu, ale to co zaplanowałam w dalszej perspektywie już raczej nie nadawałoby się na stronę z niewinnymi opowiadaniami SF wink

W opowiadaniach erotycznych interesuje mnie bardziej psychologia, emocje i ogólnie wszystko to co prowadzi do seksu niż sama scena, którą traktuję raczej jako "wisienkę na torcie". Siłą rzeczy to czego szukam w twórczości innych przenoszę do własnych opowiadań, jednak domyślam się, że moje preferencje są raczej w mniejszości wink

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

lub

Inne popularne opowiadania DesperateBunny: