Orzechowe (I)

deal deal

10 stycznia 2016

hourglass 21 min

Enjoy.
EDIT: tekst został poprawiony w miarę moich skromnych możliwości ;)

Schowany w półmroku nieco zadymionego baru dopijam drugą szklaneczkę whisky. Czuję się już nieco rozluźniony jej poprzedniczką, ale wieczór jest młody i mam zamiar bez żalu oddać się w objęcia jeszcze kilku takich zimnych... 
Sorry, mała, tego wieczora nie będziesz jedyna. 
Ujrzawszy rozmazane wnętrze pubu przez dno szklanki, kieruję spojrzenie na bar w nadziei, że cycata kelnerka dostarczy mi następną kolejkę. Niestety nie widzę jej nigdzie, za to mój wzrok przyciągają długie włosy kobiety siedzącej na wysokim stołku przy kontuarze. Z miejsca, w którym jestem, widzę tylko sięgające za łopatki orzechowe włosy, połyskujące jak jedwab i opięte w czarny materiał sukienki krągłe pośladki. Miły dla oka kształt uwydatniony dodatkowo tym, że kobieta ma założoną nogę na nogę. Nie jestem w stanie zobaczyć jej twarzy, co w tej chwili zupełnie mi nie przeszkadza, bo wciąż wpatruję się w te włosy. Orzechowy jedwab. Grube, gęste, bursztynowo-brązowe, miękkie pasma, przetykane złotymi promieniami. Pochłaniam ten widok, niemalże czując na dłoniach chłód przesypywanego między palcami jedwabiu. Otrząsam się z tych wizji ściskając nasadę nosa, aż czuję ból pośrodku czoła. Mam ochotę zdzielić się po twarzy. 
Weź się w garść, cipo. Przed tobą wypięty okrągły, duży tyłek, a ty myślisz o włosach. 
Próbuję skupić myśli na trzymaniu tych pośladków, na tym jakby podskakiwały w rytm pieprzenia, jednak to, co sprawiło, że mój przyjaciel drgnął, to myśl, że mógłbym trzymać w garści te włosy, owinąć wokół nadgarstka i czuć ich łaskotanie na skórze przedramienia.
Nim zorientowałem się co robię, byłem dwa kroki od hookera stojącego przy barze, obok zgrabnego tyłka właścicielki orzechowych włosów. 
– Jeszcze raz to samo – zwróciłem się do barmana przesuwając pustą szklaneczkę po blacie. Odpowiedział tylko skinieniem i na dnie zatańczył kumpel Jim.
Cześć, brachu, miło cię znów widzieć.
Trzymając już w dłoni chłodną szklankę, niby od niechcenia, powoli odwracam się w prawą stronę i skanuję profil mojej "sąsiadki". Widzę czarne kreski na powiekach, nie mogę dojrzeć oczu, bo wpatruje się w resztki swojego drinka, ale mój wzrok przyciągają pomalowane na ciemnoczerwony kolor usta. Umysł zaczyna świrować roztaczając wizje, jak wbijam się kutasem pomiędzy te czerwone wargi. 
Szlag, dwa miesiące bez chętnej cipki i wali mi na dekiel!
– Możesz postawić mi następnego – dociera do mnie jej głos.

Czuję jak gapi się na mnie i kątem oka dostrzegam, że otwiera i zamyka usta, nie wiedząc co odpowiedzieć. Usiadł obok, żeby zagadać, a teraz kłapie tym dziobem jak ryba wyjęta z wody.
Kobieta do niego mówi. No, kurwa, szok i niedowierzanie. 
Odwracam się i mierzę go spojrzeniem, od końców przyprószonych na skroniach siwizną włosów, po same uda w czarnych spodniach. Tyle jestem w stanie dostrzec z tej bliskiej odległości, w jakiej siedzimy. Z przyjemnością zauważam, że o ile nie jest zbyt bystry, to przynajmniej dość przystojny i potrafi się ubrać. No, i ładnie pachnie. 
– Kali chcieć banan? – wyrywa się z moich ust nim zdążę przemyśleć. Jestem zniecierpliwiona jego brakiem reakcji.
– Słucham? – odzywa się w końcu zdziwiony, a czarne brwi niemal dotykają linii włosów.
– Mówić polska? – tym razem moja brew wygina się w akcie irytacji. 
– Wyszczekana – zauważa z uśmiechem, ale wkurzył się, co poznaję po tym, że nerwowo poprawia się na stołku.
– Czy ty właśnie nazwałeś mnie suką? – nie przestaję wbijać w niego zimnego spojrzenia, ale kącik moich ust nieco uniósł się ku górze. Sama nie wiem czemu, ale ten troglodyta wzbudza sympatię.
– A lubisz to? – odpowiada zlizując z dolnej wargi resztki whisky, której wziął łyk. Teraz ja gapię się na tę część ust, błyszczącą wilgocią w słabym świetle pomieszczenia. Też chciałabym ją oblizać.
– Agnieszka – wyciągam dłoń.
– Hubert – odpowiada tym samym. Trzyma dłużej, niż przewiduje grzeczność i zamawia dla mnie następnego drinka.
To będzie dobry wieczór.

Pod miażdżącym spojrzeniem zielonych oczu czuję się jak gówniarz, a od razów ciętego języka, niemal wyczuwam pręgi na dupie. Jest magnetyczna. Przyciągająca. Jak jakaś cholerna modliszka. Wabi powierzchownością, a jej słowa urywają mi łeb. Słucham tego głosu, opowiada o czymś i nieznacznie uśmiechając się nawija na palec pasmo tych cudownych włosów. Wywołuje we mnie mieszane uczucia - z jednej strony chciałbym sprawić, by jęczała pode mną i błagała o więcej, a z drugiej ją ukarać, dać klapsa, nauczyć grzeczności. Złapać w garść grubą kitkę, przyciągnąć do siebie i rżnąć do nieprzytomności.
– Jedziemy do mnie? – wypalam nagle.
Znów spotykam to badawcze spojrzenie zielonych tęczówek.
– Słucham?
– Mówić polska? – odpowiadam jej słowami uśmiechając się nieznacznie.
– Jesteś niegrzeczny – zauważa i przechyla na bok głowę.
– Ty zaczęłaś.
– Chcesz mnie za to ukarać? – Przygryza lekko dolną wargę patrząc niewinnie spod rzęs, a ja czuję, że zaczynam sztywnieć. I to nie jest kolano.
– Nawet nie wiesz jak bardzo.
– Więc prowadź.
To będzie dobry wieczór.
Pod drzwi mieszkania docieramy po kilkunastu minutach. Przekręcając klucz w zamku nie mogę już wytrzymać, aż wejdziemy do środka. Obejmuję ją jedną ręką i przyciągam do siebie, ale widać, że ona też to czuje, bo łapie poły mojej marynarki i przyciąga jeszcze bliżej. Uderzam plecami w drzwi i razem wpadamy do ciemnego wnętrza.

Nim znika ostatni promień światła sączący się z korytarza, jestem już przyciśnięta do ściany, a jego usta suną po mojej szyi. Chcę więcej. Wciąż trzymając poły marynarki wyciskam zachłanny pocałunek na tych niecierpliwych wargach. Czuję jak wsuwa dłoń w moje włosy z tyłu głowy i delikatnie za nie ciągnie. 
Mmm...
Hałas obok przerywa gorące pożądanie jakie trawi mnie od środka. To Hubert, zrzucił wszystko z komody, a teraz owija sobie moją nogę wokół bioder i sadza na blacie. Rozpycha się między moimi kolanami i na wzgórku czuję prężną erekcję. Językiem kontynuuje wędrówkę po szyi i obojczykach sięgając drugą ręką na moje plecy. Cichy szmer suwaka i zdziera ze mnie sukienkę, aż materiał opada do pępka. Jest zbyt ciemno by mógł dostrzec kunszt koronkowego stanika, ale dotyk nie myli. Gdy tylko chwyta w dłoń moją pierś słyszę zduszony jęk. Atakuje znów i czuję jego niecierpliwe palce sunące w górę ud.
Tak...
Zadziera dół sukienki do pępka i kuca opierając sobie moją stopę na kolanie. Czuję delikatnie ugryzienie w łydkę i zsuwa ze stopy szpilkę. Drugi but również uderzył o podłogę i znów mam w ramionach tego mężczyznę. Dotykam jego brzucha, przesuwam dłonie w górę, aż do barków i ściągam z niego marynarkę. Nieprzerwanie penetrując językiem moje usta, próbuje zrzucić niepotrzebną warstwę ubrania. Gdy ta w końcu opada ze stłumionym stuknięciem guzików o podłogę, podnosi mnie z komody i dwie mocne dłonie zaciskają się moich pośladkach. Robi tak kilka kroków i chwieje się nieco ściągając w międzyczasie buty.
– Jezu! – piszczę, bo nagle lecimy w dół. 
Kiedy zderzam się z materacem łóżka czuję ulgę, a z jego ust wyrywa się zduszony śmiech. 
– Nie ufasz mi? – pyta, a ja słyszę, że wciąż się uśmiecha.
– Za grosz, łajdaku. – Łapię zębami miękki płatek ucha.
– O tak... - jęczy, ale odzyskuje od razu rezon – twe słowa ranią me serce. 
– Serce – prycham i liżę nieco głębiej małżowinę.
– Kobietooo... 
Sunie językiem pomiędzy moimi piersiami łapiąc je w obie dłonie. Chcę go. Chcę go poczuć, usłyszeć i zobaczyć. Chyba potrafi czytać w myślach, bo sięga ręką gdzieś za nami i nad łóżkiem zapala się malutka lampka. Daje wystarczająco miękkiego i ciepłego światła, bym mogła spojrzeć w czarne jak węgiel oczy. 

Wspaniała. Zapach chętnego ciała miesza mi w głowie. Teraz, gdy mogę ją widzieć, dostrzegam czarną koronkę stanika. 
Chryste. Co ona robiła sama w tym pubie?
Myśli wietrzeją, gdy patrzę niżej, na jej biodra, wokół których wciąż owinięta jest ta cholerna sukienka. Z kocim uśmiechem klękam między zapraszająco rozchylonymi udami i patrząc w podążające za mną oczy, powoli zsuwam zrolowany materiał wraz z majtkami. Zbędne fatałaszki lądują gdzieś poza łóżkiem. Omiatam wzrokiem krągłą postać leżącą teraz nago z zaciśniętymi udami.
– Piękna – tylko tyle mogę z siebie wykrzesać.
W odpowiedzi przyciąga mnie do swych ust. Spodobało się jej ssanie mojej dolnej wargi. Mi też. Nasze zęby zderzają się w żarłocznym pocałunku.
– Rozbieraj się – dyszy niecierpliwie z ustami przy moich ustach i podczas gdy klęczę nad nią na czworakach rozpina pasek spodni.
Nie pozostaje mi nic innego jak spełnić rozkaz mojej niecierpliwej i władczej pani. Zsuwam spodnie tylko nieco poniżej bioder, bo Agnieszka znów atakuje mnie językiem.
Kurwa, jak ona całuje.
Na chwilę udaje mi się od niej oderwać i zrzucam z siebie resztę ubrań. Znów opadam na nią i w chwili, gdy czuję na piersi rozgrzaną skórę i wyprężone sutki chcę ją mieć. Teraz. Natychmiast.
Szaleństwo. Jego ciężar wciska mnie w materac, a między udami czuję twardego jak stal penisa. Porusza biodrami przesuwając nim między wilgotnymi już płatkami kobiecości. 
Tak!
– Chcę. Ciebie. Teraz. – Jęczę i ocieram się o wyprężone ciało kochanka.
– Jedną sekundę, mała – mruczy wtulając twarz w moje włosy. Sięga do nocnego stolika i wyciąga z szuflady srebrną paczuszkę. Rozrywa ją zębami i wprawnym ruchem nakłada kondom. 
– Gotowa? – pyta mrugając brwiami z kocim uśmiechem, a w odpowiedzi otrzymuje tylko zniecierpliwione westchnięcie. – No, to jazda. 
Jednym ruchem bioder wpycha się w moje wnętrze. Czuję ulgę pomieszaną z palącym pragnieniem. 
Więcej, więcej!
Zaczyna poruszać się powoli, a jego przyspieszony oddech owiewa nabrzmiałe od pocałunków usta. Pochyla się i sunie językiem aż do jednej z piersi i uwalnia ją z miseczki stanika. Liże sutek leniwymi ruchami, a gdy ten napręża się do granic chwyta go wargami i i zaczyna ssać. Mocno. Aż czuję to w kręgosłupie.
– Chryste, kurwa, Hubert! – wykrzykuję odchylając w tył głowę. 
Pomimo, że ta pieszczota przeszła przeze mnie jak błyskawica potrzebuję więcej. Oblizuje wrażliwy wierzchołek oplatając go językiem, a drugi rozciera między palcami. Przesuwa wolną rękę pod moimi plecami i łapie za ramię znów wtulając twarz we włosy, które zwinęły się w zgięciu szyi jak połyskujące węże.
– Złap się mocno – mruczy i naciera biodrami z taką siłą, aż wyrywa ze mnie jęk zaskoczenia. 
Dobrze, tak mi dobrze...
Każde kolejne pchnięcie jest jak uderzenie młotem. Posuwa mnie tak szybko i mocno, że zaczynam się spod niego wymykać, więc oplatam go nogami i łapię się palcami pleców.
– O taaak! – mój krzyk przerywany jest uderzeniami bioder. 
Łapię zębami jego bark i czuję pod wargami pracujące mięśnie. Jęczy głośno czując to ukąszenie.
– Pieprz mnie – kwilę pośród szybkich pchnięć.
– Lubisz świntuszyć? – ciągnie zębami za płatek ucha.
– Lubię jak mnie pieprzysz – odpowiadam, ale słowa wychodzą bez udziału umysłu. Ten odparował kilkanaście pchnięć temu.
– A lubisz, jak cię rżnę, suko? – syczy prosto w moje ucho i przesuwa po nim językiem.
Te słowa są niczym oliwa wlana prosto w ogień. Czuję pierwsze skurcze rozkoszy.
– O tak – jęczy głośno. – Posuwanie ciebie to prawdziwa przyjemność. No, dalej, małolato, pokaż jak ci dobrze, kiedy czujesz w sobie kutasa.
Te niegrzeczne słowa motywują do zadania kolejnej porcji bólu. Wbijam paznokcie w jego łopatki i przesuwami nimi aż do samych pośladków.
– Kurwa! – unosi się nagle na wyprostowanych rękach.
– Przepraszam, ja... – wystraszyłam się, że zrobiłam to za mocno.
– Nie przepraszaj – spod zaciśniętych powiek rzuca mi rozpalone spojrzenie. – Zrób to jeszcze raz! – opada i zostaję pochłonięta głębokim pocałunkiem. W pokoju znów rozbrzmiewa echo zderzających się ze sobą w szaleńczym tempie ciał. Na przemian ssie mój język i wsuwa we mnie swój w rytm pchnięć. Gdy tylko na powrót udaje mi się uchwycić jego pleców, wbijam paznokcie w rozgrzaną skórę, pokrywającą się powoli cienką warstewką potu.
– Ja... – jęczę.
Chcę powiedzieć, że zaraz dojdę, ale nie jestem w stanie złożyć do kupy dwóch słów. Rozkosz rozmywa myśli, a jedyne co mogę, to skupić się na tej słodyczy, która co raz silniejszym strumieniem wlewa się do rozgrzanego już do białości wnętrza. Prześlizgujący się sztywny penis obezwładnia ciało i umysł palącym uczuciem nadchodzącego spełnienia.
–Jezu! – wykrzykuje głośno i zatrzymuje się raptownie. 
Wiem, że unosi się na łokciach, ale oszołomienie dopiero po chwili pozwala mi rozchylić powieki. Zdyszany patrzy z lekkim uśmiechem i pociera mój policzek kostkami palców. Pochyla się i składa delikatny pocałunek na czubku nosa.
– Słodka... – wzdycha i opiera czoło na moim.
Wciąż nie mogę pozbierać myśli, podczas gdy Hubert obraca mnie na czworaki. Drżą mi ręce, kiedy się na nich opieram. Czuję penisa między pośladkami i szorstkie dłonie głaszczące plecy. Delikatnie wsuwa się znów we mnie. Jestem tak mokra, że nie ma z tym żadnych trudności. Pochyla się nade mną i zbiera moje włosy w kitkę, aż wszystkie trzyma w pewnym chwycie, owinięte wokół zaciśniętej pięści. Powoli prostuje się ciągnąc moją głowę do siebie, przez co jestem wygięta pod mocnym kątem, a pośladki idealnie wpasowują się w jego biodra. Jest głęboko, czuję jak dotyka miejsc, których nie dotknął nikt wcześniej. Wysuwa się powoli i tak samo powoli wraca. Tak samo głęboko, w to samo miejsce, z którego wyszedł. Jeszcze raz. I jeszcze. Mozolna wspinaczka. Wolną ręką rozpina stanik i pozwalam koronce opaść na łóżko. Podciąga mnie znów wyżej, tak że teraz dotykam plecami jego klatki piersiowej. Opiera mi głowę na ramieniu, wbija się szybkim mocnym ruchem i powoli cofa. 
– O tak... – jęczę. 
– Właśnie tak. 
Nie pozwalając mi się pochylić łapie mnie w pasie i zabija kolejnymi szybkimi pchnięciami i powolnym wycofywaniem. Znów czuję zaciskające się na sutku szorstkie palce. 
– Jeszcze – proszę.
– Czego sobie życzysz, księżniczko? – szepcze uśmiechając się.
– Chcę... – głos mi się rwie.
– Hmmm? – gardłowy pomruk aż wibruje w płucach. – Chcesz mocniej? – pyta uderzając biodrami aż szarpie mnie za włosy – Szybciej?
– Tak – sięgam rękoma w tył w ponaglającym geście.
Przyciągam go jeszcze bliżej, chociaż nie wiem czy to możliwe. 
– Nic z tego – śmieje się cicho. – Ja tu dowodzę. – Sunie palcem od spodu nabrzmiałej piersi, aż do pępka. – Będziesz teraz grzeczną dziewczynką i przyjmiesz wszystko, co będę chciał ci dać. I dasz mi to, co będę chciał wziąć.
– Yhm – przytakuję mruknięciem. – Uważaj, bo zaraz się obudzisz.
Znów śmieje się tylko i popycha mnie na materac, tak że muszę oprzeć się na rękach. Dźwigam cały ciężar ciała, które rozwala mnie na kawałki od kilkunastu minut, ale w ogóle mi to nie przeszkadza. Leniwie liże moją szyję, delikatnie szczypie zębami bark i zmusza do uległości trzymając za włosy. Wspina się ze mną na szczyt, popychając nas ku niemu powolnymi, niespiesznymi ruchami. 
Czy on właśnie się ze mną kocha?
Uwalniam głowę od wszelkich myśli. Skupiam się na tarciu gorącego penisa we wnętrzu, ale gdy czuję palce na łechtaczce, to już wiem, że ta podróż właśnie się kończy.

Jestem panem sytuacji. Mam ją, jej ciało, jej ciasną cipkę i jestem właścicielem każdego krzyku jaki wyrywa się z jej ust. Ślizgam się w jej gorącym wnętrzu i wiem, że jest mokra dla mnie. Trzymam te boskie włosy w garści, czuję jak łaskoczą moją skórę na nadgarstku. Wdycham ich delikatny zapach. Nie śpieszę się, posuwam ją mocnymi pchnięciami i wiem, czuję i słyszę, że robię to dobrze. Mając pod sobą tą kobietę czuję się jak samiec alfa. Jestem władcą przyjemności. Zataczam palcami kółka, drażniąc słodką perłę. Gdy cipka w pierwszym skurczu zaciska się na moim kutasie, już wiem, że potrzebujemy więcej. Unoszę się i znów ciągnąc lekko do siebie jej głowę przyspieszam tempo. Uderzam biodrami, patrzę na otwarte w jęku usta i słyszę jak zaczyna krzyczeć. Kolejne skurcze elastycznego wnętrza zaciskają się i robi się jeszcze bardziej mokra.
Zbyt wiele, zbyt wiele do ogarnięciaaa...
Orgazm przeszywa mnie na wylot. Czuję się jakby przez moje ciało przepływało dwieście trzydzieści woltów. Ktoś krzyczy i nie wiem czy to ja, czy ona, to nieistotne. Gdy wyrzucam z siebie ostatnią porcję spermy, w moim ciele zostaje odłączona energia i opadam na plecy kochanki przygważdżając do materaca. Leżymy dysząc ciężko. Ona pode mną, ja na niej. Wdycham swój oddech odbity od jej karku. 
Nie wiem czy przeleżeliśmy tak trzy minuty, czy trzy godziny. Ze śmierci z uśmiechem na ustach, wyrywa mnie delikatne drgnięcie miękkiego ciała.
– Złaź ze mnie, potworze – mruczy.
Nie jestem w stanie nic odpowiedzieć, więc bez słowa przewracam się obok na plecy.
– Zmęczona? – pytam cicho bezwiednie nawijając na palec pasemko orzechowych włosów.
– Mhm – przytakuje.
Podnosi się i rozgląda szukając czegoś na podłodze.
– Co robisz?
– Zbieram się.
– Chyba oszalałaś. Jest – zerkam na zegar nad komodą – jest druga nad ranem. Zostań. Odwiozę cię rano.
Odwraca się i patrzy z tą cholerną brwią wygiętą w łuk. Znowu czuję się jak szczeniak.
– Chyba ty oszalałeś.
– Zostań – nalegam.
Spina się na chwilę w niepewności, ale w końcu kładzie się obok z westchnięciem. Naciągam na nas koc i chciałbym ją objąć, ale mam wrażenie, że jest gdzieś dużo dalej niż tuż obok. Bez żalu. Nawijam tylko pasmo włosów na palec i odpływam w niebyt.
Pstryknięcie elektrycznego czajnika wyrywa mnie z zamyślenia, gdy w oczekiwaniu na zagotowanie się wody, gapię się na nią w świetle dnia. Jej powieki drgnęły i zielone oczy zakotwiczają spojrzenie na mojej jeszcze nieogolonej facjacie. Przygląda się przez chwilę z nieodgadnionym wyrazem twarzy, po czym powoli wstaje z łóżka. Podnosi z podłogi porzuconą wieczorem sukienkę i próbuje przywrócić jej pierwotny kształt. Patrzę na nagie piersi, na ciemne sutki, twardniejące pod wpływem chłodu, jak kołyszą się z każdym ruchem i czuję, nie, ja domagam się powtórki pieprzenia sprzed kilku godzin. Opierając się biodrem o komodę obserwuję ją w milczeniu z założonymi rękami. Gdy w końcu odnajduje i wciąga to filuterne, czarne coś, co teraz nawet trochę przypomina majtki, wcelowuje we mnie palcem o czerwonym paznokciu. Kolejny ruch powoduje, że jej cycki podskakują, a ja czuję, że chcę być. W niej. Głęboko. 
– Nawet nie próbuj mnie osądzać, dupku.
– Dzień dobry. Jak się spało? Ja też się cieszę, że cię widzę – odpowiadam z sarkazmem.
Niezrażona kontynuuje uzupełnianie swojej garderoby, odnajdując na dywanie kolejne jej elementy. Kobieca psychika nigdy nie przestanie mnie zadziwiać, więc przyglądam się zafascynowany, podczas gdy Agnieszka pozostając wciąż niemal nago zakłada kolczyki, bransoletkę i pończochy, a sukienka wraz ze stanikiem nadal leży na łóżku. Widok jej nieprzerwanie kołyszących się, nagich piersi wydmuchuje w mojej głowy wszelkie myśli i przyznam, że już wiem jak czuje się ameba. Bardzo zadowolona ameba.
– Czy ty naprawdę myślisz, że mając na karku czterdzieści lat i widok twoich bujających się, zajebistych cycków o poranku, miałbym czelność osądzać twoją moralność? – prycham.
– Mam gdzieś, czy i jak oceniasz moją moralność – odpowiada wypluwając ostatnie dwa słowa.
– Nie oceniam – zniecierpliwiony pocieram czoło. – Kawy?
– Nie, dziękuję. Uznaj, że już mnie tu nie ma – chwieje się nieco zakładając czarną szpilkę.
Zauważam, że ma śliczne małe paluszki i próbuję sobie przypomnieć czy ssałem każdego z osobna i wszystkie na raz. Z bólem stwierdzam, że nic takiego się nie działo. Jestem zawiedziony, me serce krwawi. Koniecznie muszę to naprawić. Odnotowuję to w swoim ego-notesiku, na liście rzeczy do zrobienia z tą orzechowowłosą modliszką, którą najwyraźniej coś ugryzło w dupę w moim łóżku. Stwierdzam ponownie z bólem, iż to nie byłem ja.
Starzejesz się, chłopie...
– Chryste, zawsze jesteś taka wredna? - Mam ochotę nią potrząsnąć, żeby chociaż na chwilę wróciła ta dziewczyna, którą całkiem niedawno pieprzyłem aż bolało mnie w krzyżu. Chcę mieć moc sprawczą, by zastąpić tą sztywną maskę suki, twarzą z grymasem wszechogarniającej ekstazy.
– Nie pij tyle, to będziesz wiedział z kim kładziesz się do wyra – ostatnie słowo wypowiada stojąc już za progiem i zamiast "żegnaj, było cudownie" słyszę trzaśnięcie drzwi.
Zdezorientowany nadal tkwię w tym samym miejscu, w którym znajdowałem się, oglądając ją dziesięć minut temu, zanim przepoczwarzyła z tego ładnego, zaróżowionego kokonu leżącego w moim łóżku i zgniotła w miazgę euforyczny nastrój po dobrym dymaniu.
– Co to, kurwa, było? – pytam sam siebie pośród ciszy dudniącej w uszach.
Z miną, która przedstawia bezbrzeżne zdziwienie udaje mi się przetrwać do południa. Co prawda jest sobota, ale czas to pieniądz, a „business is business” i takie tam, więc trzeba wziąć się za robotę. Ciężko jest skupić się na czymkolwiek, ale mimo wszystko próbuję. Szukam w telefonie numeru do właściciela firmy, z którym mam spotkać się w poniedziałek.
Po niecałych dwóch godzinach rzucam telefon na łóżko, zamykam laptopa i postanawiam zrobić sobie w końcu wolne. Gdy moje ciało zapada się w materacu uzmysławiam sobie, że przerwa, którą postanowiłem uskutecznić, tak naprawdę nie jest kwestią wyboru, a przymusu. Oprócz wykonania wcześniej telefonu, nie zrobiłem kompletnie nic, poza włączeniem laptopa, a następnie tępym wpatrywaniu się w ścianę i rozmyślaniem o tej modliszce, która rano jak niepyszna opuściła moje mieszkanie. Leżę tu teraz jak jakaś oferma i zastanawiam się w dalszym ciągu, co to, kurwa, było. Z koca, na którym leżę unosi się jej zapach i czuję, że mój kutas drgnął. Podnoszę głowę i patrzę z dezaprobatą w kierunku własnego krocza.
Już za nią tęsknisz, gnoju?
Cholerna modliszka o zielonych oczach. Przez chwilę nawet układam w głowie dialogi, co jej powiem jak ją spotkam, gdy z niepokojem uświadamiam sobie, że nie mam pojęcia jak ją odnajdę. Przecież poza imieniem, które nawet nie wiem czy jest prawdziwe - nie wiem o niej kompletnie nic.
Dodaj do ulubionych
32,744
Podziel się ze znajomymi
9.68/10

Jak Ci się podobało?

Średnia: 9.68/10 (122 głosy oddane)

Pobierz powyższy tekst w formie ebooka

Komentarze (15)

Iza

Iza · 10 stycznia 2016+0

więcej!

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Sandra

Sandra · 11 stycznia 2016+0

Świetne opowiadanie, ode mnie 10. Mimo tego że jedna połowa mnie chciałby przeczytać kolejna część to ta większa połowa mówi że to w zupełności juz wystarczy wink czekam na kolejne opowiadanie

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Sara

Sara · 11 stycznia 2016+0

Ciężko się czytało przed nadmiar zaimków, przykład:

To Hubert, zrzucił wszystko z komody, a teraz owija sobie moją nogę wokół bioder, unosi mnie lekko i sadza na blacie. Rozpycha się między moimi kolanami i na wzgórku czuję jego erekcję. Nie przestaje lizać mojej szyi i obojczyków sięgając drugą ręką na moje plecy. Cichy szmer suwaka i zdziera ze mnie sukienkę, aż materiał opada mi do pępka.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
deal

deal · 11 stycznia 2016+0

Dziękuję za uwagę. Wezmę to pod uwagę podczas pisania kolejnych tekstów.

Mówcie do mnie, poważnie. Napiszcie "tu i tu było do bani", albo że nigdy wcześniej nie czytaliście niczego wspanialszego wink

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
paty_128

paty_128 · 11 stycznia 2016+0

zabiję za zaimki...

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
ania

ania · 12 stycznia 2016+0

dalszą część poproszę

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
deal

deal · 12 stycznia 2016+0

paty_128 ·
zabiję za zaimki...

Nie wolno zabijać autora, bo to dla niego bardzo niekomfortowe uczucie.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Aksia

Aksia · 22 stycznia 2016+0

Kiedy można liczyć na kolejną część?

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
deal

deal · 24 stycznia 2016+0

Miotam się pomiędzy "napisz, będzie fajnie" a "zostaw, tak będzie lepiej" wink

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Aksia

Aksia · 27 stycznia 2016+0

zdecydowanie "napisz, będzie fajnie"
Serio jest bardzo dobre i szkoda zmarnować smile

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Luk

Luk · 1 lutego 2016+0

Genialne. Podwójna narracja zrobiona po mistrzowsku, w dwóch miejscach chyba tylko nie rozdzielona wyraźnie. Świetny pomysł, dobry opis, długość też w sam raz. No i charakterek bohaterki...CUDO! Pozdrawiam i życzę kolejnych świetnych tekstów.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
deal

deal · 2 lutego 2016+0

Każda zmiana narracji oddzielana jest odstępem, "pustą linijką" tekstu. Teoretycznie mogłam zastosować gwiazdki. No, niby mogłam, ale uznajmy, że jestem leniwą bułą i zrobiłam po swojemu wink

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Jaime

Jaime · 6 maja 2016+0

Rewelacja smile To można się spodziewać dalszego ciągu? Bo mam niedosyt, słodki bo słodki, ale jednak niedosyt... smile
I fragment " - Chryste, kurwa, Hubert!" Trochę wybił mnie z rytmu czytania...

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
JustINe

JustINe · 6 maja 2016+0

@Jaime Orzechowe (II)

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
A.

A. · 8 stycznia 2017+0

Cudowne. Tak chcę.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

lub

Inne popularne opowiadania deal: