Pani Wisłowska (I)

Sztywny Sztywny

2 marca 2016

hourglass 16 min

Postanowiłem dla odmiany spróbować swych sił w serii. Nie wzniosłem się na wyżyny pisarskiego kunsztu, raczej sięgnąłem do wspomnień okresu dojrzewania i licznych fantazji o paniach, które mnie uczyły. Jako, że nawiązuję do fantazji, radzę tak traktować tekst, gdyż przyznam się bez bicia, że w kilku (a może wielu) miejscach pojechałem po bandzie realizmu.
Życzę przyjemnej lektury. Za uwagi serdecznie dziękuję z góry.

Konrad rozsiadł się na tyle wygodnie, na ile było to możliwe w szkolnej ławce. Wyciągnął nogi pod odrapaną ławką i skrzyżował ręce na piersi. Bynajmniej nie okazywał w ten sposób braku szacunku, raczej przyjął postawę pełną radosnego oczekiwania. Po prostu delektował się widokiem.
Kiedy pozostali z trwogą wyczekiwali końca lekcji, on leniwym wzrokiem śledził nauczycielkę. Pani Wisłowska przemawiała do klasy stanowczym, zimnym głosem, bardzo rzadko obdarzając kogokolwiek swoim spojrzeniem. Nikt oczywiście nie chciał, by chłód szarych oczu spoczął na nich - to by oznaczało kłopoty. Jednak Konrad wręcz wyzywał ją, by skupiła na nim uwagę. Przyglądał się bezwstydnie jej granatowemu żakietowi i spódnicy, która kończyła się tuż nad zgrabnymi kolanami. Strój nie miał w sobie nawet krzty seksapilu, a jednak rozbudzał w uczniu najskrytsze fantazje. Patrzył na obfity biust, zasłonięty trochę zbyt dużą białą koszulką zapiętą do ostatniego guzika. Kiedy odwróciła się do tablicy, gapił się na ogromną pupę, której nauczycielka nie była w stanie w żaden sposób ukryć pod nudną w swym kroju spódnicą. Mimo to Konradowi robiło się duszno, gdy zmieniała ciężar ciała, zmuszając pośladki do ruchu.

Niewiele pamiętał z lekcji biologii pani Wisłowskiej. Czterdzieści pięć minut, które dla wszystkich były horrorem, dla niego zmieniały się w nieprzerwany film erotyczny. Już dawno pomysły podsunięte przez serwisy dla dorosłych przestały mu wystarczać i sam inscenizował w głowie niesamowite sytuacje, które kończyły się zawsze w ten sam sposób - pełnym cielesnym oddaniem nauczycielki.
Wizje jej nagiego, obfitego ciała sprawiały mu taką samą rozkosz jak ból, że fantastyczne obrazy nigdy nie staną się rzeczywistością. Przeklinał się za kaleką wyobraźnię, która nie pozwalała mu zobaczyć dreszczy na skórze, gdy dotykał panią Wisłowską. Klął pod nosem, kiedy nie potrafił wyobrazić sobie smaku rozgrzanej cipki, którą tak zawzięcie i nieskończenie wiele razy smakował. Jak pachniała jej skóra, rozgrzana i zmęczona godzinnym ujeżdżaniem niewyżytego kochanka? Te i inne problemy dręczyły jego duszę, bardziej niż temat lekcji.
Patrzył pobudzony na blond włosy ułożone w kok. To był znak rozpoznawczy nauczycielki, o której żartowano, że urodziła się z taką fryzurą. Nudne i przewidywalne upięcie sprawiało, że budziła się w nim bestia spragniona krwi i trwogi. Chciał szarpać za włosy, potrząsać przerażoną głową i wypełnić usta nauczycielki przyrodzeniem. Kiedy jednak się obracała, furia i nienawiść ustępowały ekscytacji i rozanieleniu. Obserwował chłodne spojrzenie obojętnych oczu spod okularów o czarnych jak jej dusza oprawkach i drżał. Zimny pot spływał mu po plecach, kiedy wyobrażał sobie, jak szepcze mu do ucha czułe słówka, bezwstydne uwielbienie i najszczersze oddanie. Stawał mu na samo wyobrażenie jej głosu, szepczącego: „jestem twoja”. Chłopak miał tylko dwa marzenia: szarpnąć za jasne włosy pani Wisłowskiej i usłyszeć z jej ust rozkoszny dźwięk spełnienia.
- Ziemia do Konrada!
Uczeń wyprostował się, uświadomiony, że przez ostatnią minutę nauczycielka mówiła do niego. Spojrzał w rozgniewaną twarz i spłonął rumieńcem. W tej samej chwili zapragnął zniknąć z powierzchni planety.
- Albo skupisz się na temacie, albo postawię ci pałę!
Chociaż była rozgniewana, klasa i tak zaśmiała się szyderczo z Konrada. Lepiej on niż inni. Sam zainteresowany zamiast czuć się upokorzony, powtarzał ostatnie słowa nauczycielki. „Postawię ci pałę” - to był tekst, który tchnie życie w przyszłe wizje pełne zmysłowości lub chorej perwersji.
Nie podniósł głowy, dopóki pani Wisłowska nie wróciła do meritum lekcji. Przez chwilę, zanim kolejny raz poddał się swojej słabości, zapragnął zemsty. Chciał wstać, pchnąć kobietę na tablicę, chwycić za włosy i szarpnąć z całej siły, rozplatając znienawidzony kok. Chciał ją spoliczkować, upokorzyć, napluć w twarz. Lecz wtedy pokręcony umysł podsunął dalsze sceny. Nauczycielka pada na kolana i bezwstydnie zaczyna dobierać się do jego spodni. Przeklęty umysł!

Nie zawsze pałał uczuciami do nauczycielki biologii. Aż do drugiego roku nawet przez myśl mu nie przeszło, by poczuć do pani Wisłowskiej coś innego niż strach czy niechęć. Wszystko zmieniło się, gdy rodzice kupili nowy dom. Jak się okazało, zamieszkali po sąsiedzku z nauczycielką. To był ciepły, wiosenny dzień. Siedział na parapecie w swoim pokoju, wystukując coś na telefonie. Wtedy po raz pierwszy zobaczył nauczycielkę w stroju innym niż antyczny żakiet i nudna jak flaki w oleju spódnica. Chociaż wciąż upinała włosy w znienawidzony kok, miała na sobie tylko szeroką, rozciągniętą koszulę. Szła boso po trawniku, posuwając nieśpiesznie kosiarkę przed sobą. Wodził zainteresowany po odsłoniętych nogach, całkiem zgrabnych jak na tuszę kobiety. Serce zabiło mu mocniej, gdy wzrok zatrzymywał się na odsłoniętym ramieniu i fragmencie biustu. Lecz dopiero, gdy nieświadoma podglądacza pochyliła się do przodu, Konrad zatracił się w pożądaniu. Zobaczył niesamowity biust, niemalże wylewający się z zabrudzonej koszuli. Tej nocy nie mógł spać cały rozgorączkowany, nie potrafiący przetrawić szokującego widoku.

Od tamtego dnia minęło kilka miesięcy. Świat powoli przygotowywał się do snu, pokrywając liście patyną, grzejąc świat krócej i słabiej każdego dnia. Jednak zupełnie inaczej było z Konradem. Namiętność rosła w chłopaku z każdym dniem. Fantazje już dawno stały się jałowe i wywoływały więcej frustracji niż podniecenia. Zapragnął bliskości kobiety, nawet jeśli miała ograniczać się wyłącznie do spraw szkolnych.
Kiedy drzwi furtki rozwarły się, wyłączył myślenie. Czuł się jak podły bandyta, który pod płaszczykiem niewinnej oferty, niósł pożogę i śmierć. Kroczył ścieżką z szarej kostki, wsłuchując się w krzyczący z przerażenia głosik w głowie. Gapił się jak nafaszerowany lekami przeciwbólowymi na zamek do drzwi, zanim odważył się go wcisnąć. Najpierw chciał uciekać, potem modlił się, żeby nikogo nie zastał, ale wszystkie emocje wyparowały, kiedy w drzwiach pojawiła się szczelina, a w niej znajoma twarz.
- Młody Nowicki? A co cię tu sprowadza?
- Ja... przychodzę do pani z prośbą.
Drzwi otwarły się na oścież, a Konrad z przerażeniem skonstatował, że pani Wisłowska stoi przed nim w tej samej koszuli, od której wszystko się zaczęło. Przełknął ślinę i z całych sił skupiając się na twarzy rozmówczyni, kontynuował:
- Chciałbym wziąć korepetycje z biologii.
- Po co? Nigdy nie wykazywałeś jakiegoś zainteresowania moimi lekcjami, a poza tym jedziesz na solidnych trójach.
- Ostatni rok, wie pani. Chciałbym podwyższyć swoją średnią. - Uśmiechnął się niewinnie.
- No dobrze, wejdź.
Stał przez chwilę w progu, odprowadzając wzorkiem rozkołysaną pupę. W tej koszuli wyglądała jeszcze seksowniej niż w najśmielszych fantazjach. Oddychając ciężko, zamknął drzwi i poczłapał za boginią miłości. Gdy weszli do salonu, kazała mu usiąść na wiekowym tapczanie. Wszystko wydawało się tutaj stare. Antyczne meble, fantazyjna zastawa; brakowało wszelkich oznak współczesności. Komputer, telewizor, nawet głupi telefon nie miały racji bytu w skansenie staroci.
Pani Wisłowska wróciła z dwoma szklankami wody z zanurzonymi w nich plastrami cytryny. Podawszy jedną Konradowi, usiadła wygodnie na drugim końcu, podciągając nogi pod siebie. Wyglądała jak kotka, wygrzewająca się w blasku słońca. Obserwowała ciekawie chłopca, sprawiając, że duszkiem wypił połowę szklanki. Podjął wyzwanie i spojrzał jej w twarz. Dopiero teraz zrozumiał, że w szkole zawsze miała makijaż. Zobaczył delikatne zmarszczki wokół pełnych blado-różowych ust i takie same oznaki zaawansowanego wieku wokół oczu. Dotychczas dawał jej maksymalnie trzydzieści pięć lat, ale dzisiaj w tym pomieszczeniu dodałby jeszcze kilka, jeśli nie kilkanaście. Może to obecność rupieci i antyków, może kurz unoszący się w promieniach wpadającego przez ciężkie firany słońca, a może przez chwilę uwagi poświęconej właśnie jemu, zrewidował swój pogląd.
Czy coś się zmieniło? Owszem, setki wyobrażeń o ich wspólnych chwilach stały się naraz wyjątkowo infantylne, niegodne takiej piękności. Jak mógł myśleć o wypełnianiu tych ust swym przyrodzeniem, kiedy jedynie pragnął poczuć ich smak? Czy wybaczy sobie kiedyś straszliwe rzeczy, które robił z jej falującym zmysłowo biustem, kiedy ten zasługiwał na najsłodsze pieszczoty? A nogi? Ile by dał, żeby zostać dywanem, po którym mogłaby się codziennie przechadzać.
- Pamiętasz na czym skończyłam ostatnią lekcję? - Oziębły głos, tak dobrze znany ze szkoły, przywrócił go do rzeczywistości.
- Eee...
- Nie mówiliśmy o strunach głosowych, bo chyba właśnie te próbujesz mi zaprezentować. Tematem były męskie organy rozrodcze.
Konrad mógł mieć tylko nadzieję, że nie oblał się rumieńcem.
- Ciężko widzę naszą współpracę. Potrafisz opisać budowę członka? - Przełknął ślinę, nawet nie próbując scalić rozbieganych myśli. Nauczycielka westchnęła głośno. - Podejdź tutaj.
Posłusznie stanął przed wciąż lekko znudzoną kobietą.
- Ściągnij spodnie.
- Ssłucham?
- Szybciej zapamiętasz, jak wytłumaczę na konkretnym przykładzie, a skoro z naszej dwójki to ty posiadasz członek... - Wykonała rękami gest, oznaczający, że ma się domyślić reszty.
Próbując rozgryźć czy śni, czy jest obiektem jakieś okrutnej kpiny, opuścił spodnie i majtki. Z przerażeniem odkrył, że jest pobudzony, więc zasłonił się.
- Przestań, widziałam więcej fallusów niż ty filmów pornograficznych.
Coś się zmieniło. Chociaż wciąż była uszczypliwa jak na lekcjach, a jej postawa w ogóle się nie zmieniła, Konrad poczuł niezwykłe mrowienie. Jakaś prawda próbowała do niego dotrzeć, ale przez mętlik w głowie nie potrafiła. Jak zahipnotyzowany opuścił ręce i odwrócił głowę, zaciskając szczękę w oczekiwaniu na szyderczy śmiech.
- Jak mam cię czegoś nauczyć, jak nie patrzysz? - Spojrzał w stalowo-szare oczy pani Wisłowskiej. - To jest żołądź. - Naciągnęła napletek, odsłaniając zaczerwienioną główkę.
Patrzyła przez chwilę na podnieconego kutasa, kręcąc głową jak kotka, która zobaczyła coś interesującego. Ręka zjechała niżej, po czym wróciła na miejsce. Nauczycielka powtórzyła ruch. Gdyby Konrad potrafił myśleć trzeźwo, stwierdziłby, że masturbacja mu się nie podobała. Kobieta robiła to mechanicznie, bez krzty uczucia. A jednak świadomość jej dłoni na przyrodzeniu doprowadzała go do szału.
- Myślisz, że nie wiem, po co przyszedłeś?
Chłopak oderwał wzrok od mechanicznego masażu i spojrzał na kobietę.
- Widziałam, jak mnie obserwujesz. Czułam twoje rozpaczliwe spojrzenia za każdym razem, gdy cię mijałam. Podoba ci się, co robię?
- Ttak... - wykrztusił z nieudawanym trudem.
Ledwo przełknął powietrze, cudowny uścisk zniknął. Spojrzał zdziwiony, ale nauczycielka wycierała dłoń o koszulę. Miał ochotę zawyć, rozerwać ubranie swoje i jej. Kochać się namiętnie do utraty tchu, wyznać miłość, oddanie...
- Chciałbyś zobaczyć moje piersi? - Spojrzała na niego ukosem, a dla efektu przejechała niby przypadkiem po biuście, wprawiając go w drżenie.
- Tak!
- Chciałbyś ich dotknąć?
- Tak!
- A co byś zrobił, żeby tak się stało?
- Wszystko!
Chwila była magiczna. Pierwszy raz w życiu widział panią Wisłowską uśmiechniętą i już wiedział, że naprawdę zrobi wszystko, by ten uśmiech oglądać jak najczęściej.
- Podoba mi się twoje oddanie. W nagrodę pozwolę ci popatrzeć.
Ignorował szybki oddech, wysuszone gardło i pulsującą od emocji głowę. Nieświadomie chwycił się za przyrodzenie, kiedy koszula powędrowała w górę i opadła obok kobiety. Wciąż siedziała z podkulonymi nogami, ale piersi oglądał w całej okazałości. Wstrzymał oddech na widok potężnych cycków, które opadały od swego ciężaru. Dwa różowe talerze zakończone sutkami sterczały zachęcająco, aż się prosząc o soczysty pocałunek.
- Przestań się dotykać!
Ręka Konrada natychmiast odskoczyła jak poparzona.
- Dobrze, a teraz siadaj.
Kiedy tak uczynił, prawie zawył, gdyż ona w tym samym czasie stanęła, ustawiając się bokiem. Zobaczył fałdki na brzuchu i zmarszczki na udach, ale te nawet odrobinę nie psuły cudownego widoku, wręcz go idealizowały. Wiedział, że stoi przed nim prawdziwa kobieta, a nie jakaś wychuchana modelka.
- Chciałbyś zobaczyć moją pupę?
- Tak! Zrobię wszystko!
- Naprawdę? Okradłbyś kogoś?
- Tak!
- Okłamał?
- Zawsze.
- Pobił? Wyśmiał? Sfilmował?
- Tak, tak, tak!
- Zabił?
Chciał machinalnie odrzec, ale poprzez niecierpliwość przebił się sens pytania. Zabić? Czy był w stanie zrobić coś takiego?
- Żartowałam. - Ponownie się roześmiała ciepłym, niskim głosem z domieszką pomrukiwania. - Twoje odpowiedzi spodobały mi się, więc możesz popatrzeć na moją pupę.
Odwróciła się powoli tyłem, zapierając o stolik. Zmieniała ciężar z jednej nogi na drugą, a masywne blade pośladki podnosiły się i opadały. Konrad zdusił krzyk, który chciał się wydostać na tak nieopisany widok. Ile razy fantazjował o rozkosznych krągłościach? Nie potrafił zliczyć kształtów, jakie nadawał tylnej części ciała pani Wisłowskiej i poczuł tylko wstyd, że wszystkie wizje nie były godne prawdzie. Oblizał spierzchnięte usta, ponownie chwytając się za krocze.
- Widzę, że nie potrafisz utrzymać rąk przy sobie. W takim razie użyj ich na mnie.
Konradowi nie trzeba było dwa razy powtarzać. Ręce wystrzeliły z zawrotną prędkością i zacisnęły się na miękkiej skórze. Ugniatał pośladki jak dziecko, które dostało w swoje ręce plastelinę - zachwycone konsystencją, a jednocześnie zagubione w nieskończonych możliwościach formowania materiału. Ściskał, ugniatał, rozdzielał, masował, szczypał, klepał, ale wszystko to była zasłona dymna przed prawdziwym pragnieniem. Nie mogąc dłużej się powstrzymywać, przywarł do cipki i zaciągnął się głęboko. Zapach nie przypominał niczego, co w życiu wąchał, odurzając go lepiej niż mocno zakrapiana alkoholem impreza. Polizał, z początku niepewny, zawstydzony, ale gdy nie usłyszał żadnego sprzeciwu, powtórzył żywiej i bezczelniej. Wciskał język, gdzie tylko potrafił, zlizywał każdą kroplę soku, całował jak spragniony wsysa wilgotny piasek na pustyni. Zatracił się we własnym spełnieniu.
- Dość. - Nie przerwał, może nie usłyszał, a może nie chciał. - Powiedziałam dość!
Zimny głos wprost zza szkolnego biurka wyrwał go z fantasmagorii. Półprzytomny patrzył na panią Wisłowską, nie wiedząc gdzie się znajduje i jaki jest dzień tygodnia. Gapił się zauroczony i milczał pijany od niewysłowionego szczęścia.
- Usiądź wygodnie, teraz ja trochę popracuję.
Posłusznie odchylił się i oparł o tapczan, opuszczając ręce, jakby te w końcu nie utrzymały niewidocznego ciężaru, który cały czas dzierżyły. Próbował wyrównać oddech, kiedy nauczycielka wsunęła się pomiędzy jego nogi. Jęknął głośno i boleśnie, gdy usiadła na nim. Penis nieprzyjemnie zapiekł, znalazłszy się w środku kobiety. Przez chwilę nic się nie działo, Konrad tylko patrzył na pośladki kochanki, nie dowierzając, że znalazł się w utęsknionej od tak dawna cipce.
Poruszyła się. Powoli i systematycznie, jakby wykonywała jakieś ćwiczenie. Nic nie mówiła, nie zerkała na młodocianego kochanka, ale takie drobnostki nic nie znaczyły. W głowie Konrada skrystalizowała się myśl, tak wielka, jak przerażająca i jednocześnie upajająca, że kocha tę kobietę. Jest gotów zrobić dla niej wszystko, może nawet zabić. Tak, był gotów zabić, jeśli to zagwarantowałoby, że magiczna chwila nigdy się nie skończy.
Pani Wisłoska przyśpieszyła, a napięcie rosło. Chłopak chwycił ją za pośladki i rozszerzał, by zobaczyć ekstatyczny rowek i odbyt, który był niczym największy skarb, jaki potrafił sobie wyobrazić. Był na wyciągnięcie ręki... Wystarczył jeden dotyk, nawet nie; wystarczyła świadomość, ciepło skóry pod opuszkiem, by eksplodował. Straszny ból przeszył jego lędźwie, które jeszcze nigdy z taką mocą nie oddały swojego bogactwa. Drżał i pulsował, wył i zaciskał szczęki, próbował usiedzieć w miejscu i jednocześnie wzbić się w kosmos, który jako jedyny potrafiłby ugasić jego żar.

Zasypiał wykończony wrażeniami. Spod przymrużonych oczu zobaczył, jak kobieta wstaje, nie przejmując się spływającymi wzdłuż nóg strużkami kremowej spermy. Odwróciła się powoli i patrzyła z satysfakcją na swojego ucznia.
- Jesteś mój. Do kogo należysz?
- Do ciebie... - Przełknął ślinę.
- Do kogo?!
- Do pani! Należę do pani.
- Zrobisz dla mnie wszystko. Co dla mnie zrobisz?
- Wszystko. Absolutnie wszystko.
- Dobrze. Jutro w szkole wydam ci stosowne instrukcje.
Jak gdyby nigdy nic, zabrała dwie szklanki i skierowała się w stronę kuchni.
- Zaraz! Czy... czy jutro znów będziemy się kochać?
- Jeśli będę miała ochotę, a ty zrobisz wszystko, co rozkażę. A teraz zmykaj.
Ubrał się tak szybko, na ile pozwalał mu jego stan. Nie pamiętał, jak wyszedł i zamknął drzwi, a później furtkę. Gdy wchodził do domu, ktoś do niego mówił, ale nie miał pojęcia kto i czego chciał. Zwalił się na łóżko, jakby ukończył maraton dosłownie przed chwilą. Przed oczami miał tylko jeden obraz, który wypełniał każdą jego komórkę i spychał w głąb wszystkie inne myśli. Nie wiedział, kiedy zasnął, gdyż wciąż jego myśli krążyły wokół pani Wisłowskiej.
Dodaj do ulubionych
19,464
Podziel się ze znajomymi
8.11/10

Jak Ci się podobało?

Średnia: 8.11/10 (56 głosy oddane)

Pobierz powyższy tekst w formie ebooka

Z tej serii

Komentarze (6)

Bbq

Bbq · 2 marca 2016+0

Całkiem ciekawie się zaczyna ta seria , tylko to porównanie piersi do talerzy jest dziwaczne

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Buka

Buka · 2 marca 2016+0

Myślę, że do talerzy porównano tu sutki, a nie piersi. smile

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Sztywny

Sztywny · 2 marca 2016+0

Tak, chodziło mi o sutki, chociaż przyznaję, że nie wyszło mi to porównanie smile

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
paty_128

paty_128 · 2 marca 2016+0

podobało mi się, 7/10
szczęściarz, moja uczyła polaka unhappy ale też była ostra... a takie kobiety są najlepsze...

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
MarySue

MarySue · 3 marca 2016+0

Nigdy nie fantazjowałam o żadnym nauczycielu ani nauczycielce za czasów licealnych wink Coś mnie chyba w życiu ominęło wink

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Sztywny

Sztywny · 3 marca 2016+0

Może nie uczyli cie dość przystojni, by zawrócić ci w głowie smile

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

lub