Przepraszam z góry (piszę te słowa na Łysej Górze zbierając na sabacie czarownic materiały do nowych opowiadań) tych, którzy mogą poczuć się urażeni, że nie obsmarowałem ich w poniższym opowiadaniu. Niestety, wszystkich nie dało rady.

Opowiadanie to zadedykowałbym braciom Marx, gdyby żyli. Chociaż gdyby żyli, to bym się nie odważył...




Miejsce akcji:
Mała miejscowość Zarośnięte Doły. Kompleks konferencyjno-rekreacyjny Krajowej Unii Polskich Adwokatów, w skrócie... hm... mniejsza z tym, wynajęty tymczasowo na sympozjum Powszechnej Krajowej Wspólnoty Narratorów, w skrócie... hm... nieważne. Restauracja „Papuga i przyjaciele”. Pora obiadowa.

Dzięki uprzejmości jednego z kelnerów, mogę przedstawić zapis podsłuchu rozmowy pewnych dwóch narratorów, nazwijmy ich N1 i N2, gdyż z pewnością pragną zachować anonimowość. Rozmowa ta zapewne rzuci więcej światła na ten chyba nawet niezauważany zawód i pozwoli odkryć niektóre mroczne tajemnice literatury pięknej, która jak się zaraz okaże, wcale aż taka piękna nie jest.


W tle nagrania słychać skoczną melodię graną przez miejscowy zespół taneczno-wokalny „Fajf oklok”. Wokalista śpiewa:

U la, la, u la, la
Przeleciałem bo-cia-na...


KELNER: Dzień dobry. Co panowie zamawiają?

N1: Tak... dwa razy kacza zupa, dla mnie antrykot z wołowiny galicyjskiej, dla kolegi comber z sarny [kilka, kilkanaście niezrozumiałych słów] i butelkę Porto Vintage rocznik 1863.

N2: I cygara kubańskie proszę.

Kilka minut później.

N1: Jutro spróbuję stek Ribeye z Wagyu. Drogi, ale może warto.

N2: Hm. Może i ja się skuszę.

N1: I pomyśleć, że nasza praca jest tak ważna i ciężka, a jak niedoceniana.

N2: Fakt. Bez nas nie byłoby filmów, opowiadań, w ogóle literatury...

N1: Tak, a ci autorzy uważają się nie wiadomo za kogo, a rzeczywistości... Właśnie, narratorowałem ostatnio opowiadanie niejakiego Man in blacka. Niby bystry facet, a nie wie, że pisze się „men”, a nie „man”. Man to co najwyżej Wojciech.

N2: Jego to chyba pisze się przez dwa „n”. Może Emanuel?

N1: Nie, Emanuel to był Kant.

N2: A gdzie tam, Kant to był Immanuel. No zdrówko! Świetny rocznik ten 1863.

N1: Zdrówko! ...a taki MrHyde. Czytasz jedno, drugie, trzecie opowiadanie, aż natrafiasz na takie, że zastanawiasz się: on to napisał, czy nie on, bo jakieś inne. Przecinki nie te, dialogi nie te, opisy nie te... Nie przymierzając, jakby pod autobus wpadł.

N2: Może wtedy był doktorem Jekyllem, he, he.

N1: A wiesz, całkiem możliwe... to by wyjaśniało dwa oblicza tego samego... taki współczesny człowiek witruwiański, he, he.

N2: Tyle że autorem „Człowieka witruwiańskiego” jest XXX_Lord, żeby być ścisłym. Swoją drogą, nie mam pojęcia, skąd ci autorzy biorą te fanki, ten XXX_Lord ma ich na pęczki.

N1: W tym przypadku to akurat proste. No wiesz, Lord. Tytuł, nienaganny wygląd, nienaganne maniery, kasa, pisze o zdradzie, opętaniu i takie tam, słowem diabeł w głowie mu siedzi, ustosunkowany...

N2: Ustosunkowany, he, he.

N1: No tak. Obiady u prezydenta, elegancko, miła atmosfera, muzyczka, dudy grają, to co się dziwić. Każda na to poleci.

N2: Rzeczywiście. Taki ordynat Michorowski, też tytuł, wygląd, maniery, ustosunkowany, kasa, to nic dziwnego, że nawet trędowata babka na niego poleciała.

N1: Ale on wolał wydupczyć swoją kuzynkę, zboczeniec, jak jej tam...

N2: Lucia. Dziwisz się? Kto by chciał zadawać się z trędowatą.

N1: Fakt, ale z kuzynką?

N2: A co, kuzynki mają w poprzek?

N1: No nie...

N2: A co sprawdzałeś u swojej, he, he... Dobra, żartuję, ale wracając do tematu. Bo nie wiem, ja mam żonę i dwie córki. Jak te trzy chimeryczne baby rzucą się na mnie naraz, to nie wiem, czy uciekać drzwiami, czy wyskoczyć oknem. A ten XXX_Lord panuje nad tymi wszystkimi fankami. Jak on to robi, że trzyma je w ryzach?

N1: Ekhm... iksy dają radę siksy, he, he, he.

N2: He, he, świetne. Dobrze, że nikt nie słyszy, o czym rozmawiamy. Byłaby afera, he, he.

N1: No fakt, he, he. Jednak ci autorzy to naprawdę potrafią być upierdliwi. Ostatnio robiłem narrację dla MarySue. Przyczepiła się, że przecinek krzywo postawiłem. Kątomierzem mi sprawdzała! Wyobrażasz to sobie?! A sama nie wie, że MarySue pisze się oddzielnie.

N2: Jasne, wszystkim tym autorom wydaje się, że wiedzą więcej od narratora.

N1: Mniejsza z tym. Narratorowałem też opowiadanie niejakiej Paty_128. Wiesz jak się napaliłem? Myślałem, że te 128 to obwód... no wiesz, klata... A to się okazało, że te 128 to wiek!

N2: Zalewasz!

N1: Polewam, he, he, zdrówko!

N2: To zdrówko!

N1: Zresztą i tak jeszcze nieźle. Taki Starski. Jak on gwiazdorzy!

N2: Cóż, jaka ksywka...

N1: To powinien mieć gwiazdowski czy gwiazdorski, he, he.

N2: Pewnie wiedźmińska krew, dlatego, he, he, he.

N1: A czy „Wiedźmińską krew” nie napisała Krystyna?

N2: Krystyna? Ne kojarzę... zaraz, zaraz, coś jakbym widział we mgle...

N1: Pewnie goryle, he, he.

N2: No nie, aż tyle nie wypiłem, żeby widzieć goryle we mgle, he, he, ale czy ta Krystyna to przypadkiem nie jest córką Lavransa?

N1: Nie wiem, nie spotkałem jej, ale chyba nie. Ta pisze po polsku, a tamta jest norwe... Jak się mówi: Norweszką czy Norwerzką?

N2: Norweżką.

N1: O właśnie. Pewności jednak nie...

N2: Zaraz, zaraz, co ty pieprzysz stary. Właśnie mi się przypomniało. Krystyna to ta, co lubi ślady bosych stóp. No wiesz, romantyczka, delikatne uczucia, silne pragnienia, odurzające emocje i takie tam dyrdymały. A „Wiedźmińską krew” napisała jakaś nawiedzona fetyszystka... nie pamiętam tylko imienia... Zaraz... chyba nie ma.

N1: Oj tam, każdy może się pomylić, tyle już człowiek w życiu się na narratorował. I czemu zaraz nawiedzona...

N2: Sama napisała w swojej biografii, cytuję: „Tak naprawdę mieszkam z 16 osobami w kartonie po małym telewizorze, oczywiście pod mostem, kaczki rzucają nam chleb, taka jest bieda”.

N1: Kaczki... może nawet sam prezes... to by wyjaśniało pomysł 500+. A że jest taka bieda, to pewnie za radą profesora Taksiołowskiego pogryzała roślinki, a z nimi trzeba uważać. Za dużo trawki i halucynacje gotowe.

N2: Nie wiem. W końcu Taksiołowski chyba wie co mówi, to profesor nauk biologicznych.

N1: A na szczaw z takimi...

N2: Czekaj, czekaj, to mój ulubiony kawałek.

W tym momencie Narrator 2 poderwał się i dziarsko ruszył w tany, porywając po drodze jakąś miejscową dziołchę. Kolejna skoczna piosnka dudniła po sali, a wokalista śpiewał:

Wypiłem se setkę
I jebłem na kozetkę
Z tą Baśką co od rana
Nie daje bez siana...


Trzy i pół minuty później.

N2: Ale się zziajałem, muszę trochę odsapnąć. Zdrówko!

N1: Zdrówko!

Tymczasem miejscowy zespół taneczno-wokalny nie przestawał zadziwiać klientów restauracji kolejną skoczną nutką:

Muszę przez całą dobę
Pilnować mojej Kasieńki
Bo Krzychu wciąż się dobiera
Do jej pasiastej sukienki.
Czemuż to robisz, och czemu?
Nie nękaj Krzychu mojej wybranki
Masz przecież żonę i dwie kochanki...


N1: A powiem ci jeszcze coś. Narratorowałem jakiś czas temu opowiadania niejakiego Indragora. Tępy grafoman, powiem ci tylko. Po co on pisze te gnioty.

N2: Dzięki temu mamy pracę, he, he.

N1: Fakt, he, he. Chociaż nawet mój siedmioletni chłopak pisze lepsze opowiadania.

N2: Może zostanie autorem albo pójdzie w ślady tatusia, he, he.

N1: Kto wie, kto wie. Tylko myślałem, że nikt inny większych gniotów od tego Indragora nie pisze, ale się pomyliłem.

N2: Zawsze trafi się większa ryba...

N1: Ostatnio zająłem się takim opowiadaniem „Dziewczyna na linii prądu”. Jacyś naładowani żołnierze wpadają do irackiej wioski składającej się z jednego domu.

N2: Jednego?!

N1: Nie pytaj mnie, tylko autora. Tylko jakoś dziwne mają procedury, bardziej jak najemnicy, ale też dziwnie. Proponowałam, aby nazwać ich najemnikami albo żołdakami. A skąd! Autor uparł się, że mają być żołnierze. Trudno, autor nasz pan. I ten żołnierz wpada z oddziałem do tej wioski, wybija w pień całą rodzinę, łącznie z nieletnimi. Ocalała tylko taka małolata. I w tym czasie, kiedy on wybija jej rodzinę, ta małolata, zdążyła się umyć, ogolić cipę i spakowana czekała na gwałt.

N2: Na gwałt, w sensie, że ktoś ją uratuje, zanim ten żołnierz...

N1: A skąd! Dosłownie na gwałt. Chociaż według autora założyła koszulkę brudną i potarganą.

N2: Może nie zdążyła uprać. He, he.

N1: Na pewno, he, he. Ten żołnierz walczy ze sobą, aby pokonać chuć, mężnie stawia opór, ale gdy spojrzał w jej duże zalane zielone oczy, to pękł.

N2: Jak to zielone? Skoro były zalane, to powinny być czerwone.

N1: No, powinny, ale pytaj autora. I ten żołnierz pęka i ją gwałci. Dziewczynka zalewa się nie tylko łzami, ale też strumieniem krwi z rozerwanej błony dziewiczej.

N2: I co, przeżyła?

N1: Według autora tak. I jeszcze było słychać odgłosy szczęścia.

N2: Nie wierzę... i nie porzygałeś się pisząc narrację?

N1: Prawie, ale jak mówiłem: nasza praca nie jest łatwa...

N2: Zawsze myślałem, że opowiadanie pisze się głową, a nie dupą.

N1: Żeby tylko dupą...

N2: Nie mówmy o takich rzeczach przy obiedzie. A powiedz mi, co jest najgorszego w naszym zawodzie?

N1: Cenzura.

N2: Zgadzam się. Człowiek jako narrator wie co się naprawdę dzieje, ale nie może o tym powiedzieć i w świat idzie fałszywa informacja. A ludzie powinni znać prawdę. Weźmy taką Śpiącą Królewnę...

N1: Ty ją narratorowałeś???

N2: A jak! Tylko pewnie nie wiesz, dlaczego była taka śpiąca.

N1: No nie.

N2: A widzisz! Wyobraź sobie, że ona całymi nocami balowała. Co tam się wyrabiało na tych imprezach! Nawet służki nie mogły czuć się bezpiecznie no, chyba że jakaś raszpla. Królewna łapała dildo i kazała służce usiąść na stole z szeroko rozchylonymi nogami albo oprzeć się rękami i wypiąć tyłek, po czym zadzierała takiej fartuszek i rżnęła aż furczało. Ku radosze gawiedzi. A ilu ją tam posuwało we wszystkie otwory... Messalina to przy niej niewinna harcereczka. A rano kac, wykończona, to nic dziwnego, że spała przez cały dzień.

N1: No ale książę jasnolicy obudził ją pocałunkiem.

N2: Oj, młody, jurny, ogromne posiadłości i bogactwo, to czemu miałaby się nie obudzić?

N1: Fakt. Podobno wtedy też obudzili się jej rodzice, bo również wcześniej spali.

N2: Wcześniej nie wiedzieli, co ich córeczka wyprawia po nocach, a jak w końcu się dowiedzieli, to dopiero się obudzili...

N1: Pięknie, pięknie...

N2: Właściwie jak się zastanowię, to też nie wiem, co moje córki po nocach robią na tych imprezach.

N1: To ja ci też coś opowiem. Narratorowałem Pana Tadeusza Mickiewicza.

N2: To pan Tadeusz miał na nazwisko Mickiewicz?

N1: Nieee... chyba nie. W urzędzie jak był rejestrowany po urodzeniu, wpisano „ojciec nieznany” i „matka nieznana”.

N2: No popatrz co na tym świecie się porobiło. Nie do wiary, aby nawet matka nie wiedziała, że ma dziecko. Co za czasy nastały.

N1: Jak na okrągło pijani, chlali Soplicę, to co się dziwisz? To jeszcze nic, ale ta Zosia... w poemacie zrobiono z niej drugą dziewicę orleańską, a prawda wyglądała ciut inaczej.

N2: No co ty? Dawaj!

N1: Pamiętasz, jak Tadeusz wrócił do domu?

N2: Jasne.

N1: A Zosia też wróciła parę dni wcześniej z uniwerku. Sam wiesz jak to jest na studiach. Z dala od rodziny, akademik... wiadomo, w akademiku każda potraja przerób. A tu ci przyjeżdża pan Tadeusz, młody chłopak wyposzczony po długiej podróży, wiesz był we Francji...

N2: Podobno przyjechał z Wilna...

N1: To wersja oficjalna. A Paryż wiadomo, to miasto miłości. Zosia nie w ciemię bita, od razu się połapała. Okazji takiej przegapić nie śmiała. O świcie koszulkę prześwitującą włożyła i hyc, pod drzwi pokoju Tadeusza skoczyła. A że nic pod nią nie miała, wzrok młodzieńca szybko przyłapała...

N2: Co ty tak rymujesz?

N1: A cholera, nie wiem. Chodzi o to, że pod tą prześwitującą koszulką od razu było widać, że dziewczę dorodne. Pan Tadeusz, jako że porywczy był, zoczywszy Zosię, złapał ją i na łoże swe zaraz rzucił, rękę pod koszulkę wsunąwszy, łono dziewczęcia namacał, aż Zosia zachichotawszy beztrosko, z dziewczęcą niewinnością w oczach, migiem koszulkę zrzuciła wołając „gorąco tu mój Tadeuszu”... O kurczę, ale pojechałem. Chyba trochę za dużo tego wina. Tak czy siak, wkrótce „w domu było słychać tylko odgłosy jej szczęścia”, żeby zacytować klasyka.

N2: E, to nic nowego, wszyscy o tym wiedzą.

N1: Nie wszyscy jednak wiedzą, że Zosia robiła to ze wszystkimi na zamku... i nie tylko na zamku. Wystarczyło, że zobaczyła kutasa Klucznika Gerwazego i już, po chłopie. Dosłownie ze wszystkimi... możesz mi wierzyć. Wiem coś o tym.

N2: Nie bujaj, ty też Zosię...

N1: Uhm...

N2: Ja pierdzielę!

N1: Tylko ksiądz nie mógł. No wiesz, ksiądz. Za to z tej rozpaczy, że nie może, zalewał robaka.

N2: Co innego taki narrator, ten to może, he, he, he.

N1: Nawet napisałem piękny fragment, ale oczywiście cenzura go wycięła, że niby dzieci mogą czytać. Jaki tam dzieciak chciałby czytać te głupoty. I niestety. Nikt nie zna mojego wpisu.

N2: No fakt, to dawaj go, bo ja też nie znam.

N1: O widzisz! To słuchaj:

Dlatego Telimena była taka wściekła.
Wszyscy rżnęli Zosię a jej nikt nie chciał.

N2: No piękny kawałek, faktycznie nie wiadomo dlaczego go wycięli.

N1: A popatrz. Taka Grażyna. Co ona wyprawiała z Konradem Wallenrodem! Nic dziwnego, że na koniec chłop się zabił.

N2: Ale przecież on miał żonę, Aldonę.

N1: No miał. I jak wyszło, że na boku od lat kombinuje z Grażyną, to przyszli po niego rycerze oskarżając o zdradę i kazali mu przygotować się na własną śmierć. To co miał chłop robić? Wypił truciznę.

N2: Taaak, przykre... to tak samo, jak z lasem.

N1: Z lasem?

N2: Z daleka pięknie, zielono, wiatr szumi, ptaszki śpiewają, a jak zajrzysz pod kamień...

N1: No, rozumiem. To zdrówko.

N2: Zdrówko.

N1: A taka Nasza Szkapa. Wszyscy ją kochali, zwłaszcza chłopcy. Jak myślisz dlaczego?

N2: Kochali, he, he. Rozumiem... aż zdechła...

N1: No zdechnąć nie zdechła, ale całe życie miała pod górkę, he, he.

N2: To podobnie jak z Czerwonym Kapturkiem i wilkiem. Do spółki zaciukali babcię, aby w jej domku otworzyć burdel. Nie powiesz mi jednak, że dziewczynka z zapałkami też... przecież przymierała głodem.

N1: Żarliwa przedstawicielka przemysłu zapałczanego. Akurat! Raczej zapalona miłośniczka knotów. W tamtych czasach prostytucja była zakazana. Zapałki, to tylko dla picu, aby zmylić władzę. A że była brzydka jak noc, to miała mało klientów więc nic dziwnego, że przymierała.

N2: No popatrz jak ten świat się zmienił. Kiedyś taka przymierała głodem, a pięknotki opływały we wszystkie luksusy. A teraz taka brzydula może zostać nawet prezydentem jakiegoś mocarstwa nuklearnego, podczas gdy ślicznotka, Francja elegancja, co najwyżej żoną prezydenta.

N1: Prędzej nałożnicą. A później tylko kłopoty. Ileż ten Kennedy miał kochanek. Do dziś historycy nie policzyli wszystkich. Przez tą jego chuć o mało co nie doszło do wojny jądrowej.

N2: Jak to?

N1: A tak to. Przecież kryzys kubański to był de facto kryzys jądrowy. Władze Kuby odkryły, że Kennedy ma chętkę uwieść wszystkie kobiety na wyspie i wykorzystać. Oczywiste było, że przeciwko tej władzy. A bez kobiet system polityczny z takim mozołem budowany na Kubie runąłby w ciągu dwudziestu czterech godzin.

N2: To prawda. I nie tylko na Kubie. Swoją drogą, świnia z tego Kennedy'ego. Taki sprośny plan wymyślić.

N1: Nawet doszło do inwazji w Zatoce Świń, ale bez należytego przygotowania. Urażone tak prostacką próbą podboju Kubanki skopały tym casanowom tyłki i podbój się nie udał. Nawet kasa nie pomogła... Tak, tak, masz rację, rzeczywiście tak samo, jak pod kamieniem. A weźmy takiego Kaja i Gerdę. Niby rodzeństwo...

N2: O nie, nie. Kaj i Gerda nie byli rodzeństwem. Kiedyś przy piwie rozmawiałem o tym z autorem. Początkowo chciał, aby było to rodzeństwo, ale odwiodłem go od tego pomysłu.

N1: A to w porządku, tylko myślałem...

N2: Czekaj, czekaj. To będzie piękna ballada, posłuchajmy.

Miejscowy zespół taneczno-wokalny „Fajf oklok” zwolnił tempo, przechodząc do ballady. Smutne nuty piosenki przerwała tym razem wokalistka o pięknym głosie, może tylko odrobinę ochrypłym, zapewne od nadużywania alkoholu:

O kurka, kurka
Co teraz se wsadzę
Jak zjadłam ogórka.


Rzewne brzmienie instrumentów rozległo się ponownie. Tym razem przerwał je wokalista:

O jejku, jejku
Co teraz będzie
Złapałem indyczkę
I wsadziłem jej w piczkę.


Dźwięki ballady mile przez pewien czas wypełniające uszy, przerwała ponownie wokalistka:

Mój brachu, bez strachu
Moja piczka to nie indyczka
Przyjdź dzisiaj na żura
A wieczorem zakisim ogóra.


I znowu rozległo się rzewne łkanie instrumentów, po którym oboje zaśpiewali w duecie:

O matko, matko
Co teraz się stanie
Gdy dziecię na świat postanie.


N2: Piękna ballada. To kwintesencja mądrości ludowej.

N1: Stary, może już więcej nie pij. Zresztą i tak będziemy musieli zaraz iść. Niedługo prelekcja, nie wypada na niej nie być.

N2: A kto będzie prelegentem?

N1: A taki jeden starszy narrator wszech wiedzący.

N2: Uuu, tacy to potrafią truć. Wydaje im się, że naprawdę wszystko wiedzą.

N1: Kelner! Rachunek!

KELNER: Pan płaci za obiad tysiąc czterysta osiemnaście złotych, a pan tysiąc dwieście sześćdziesiąt trzy.

N1: Rachunek proszę przesłać na adres Ministerstwa Kultury i Dziewictwa Narodowego. Oni płacą za wszystko.


Na tym urywa się zapis z podsłuchu.
Dodaj do ulubionych
15,630
Podziel się ze znajomymi
9.26/10

Jak Ci się podobało?

Średnia: 9.26/10 (23 głosy oddane)

Pobierz powyższy tekst w formie ebooka

Komentarze (12)

Krystyna

Krystyna · 24 sierpnia 2016+0

Gratuluje poczucia humoru wink Oczywiście pięknie dziękuje, że nie pominąłeś śladu moich bosych stóp na piasku, pozostawionych w pewną romantyczna noc. (Gdybym powiedziała, że to sprawiło, że dałam dychę, wyglądałoby to na podlizywanie się, ale co mi tam, coś w tym jest ... żart) smile

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Sztywny

Sztywny · 24 sierpnia 2016+0

Dawno już niczego nie czytałem na portalu, a tu sobie wybrałem takie coś po długiej przerwie... Gratuluję oryginalności i poczucia humoru smile Może trochę dla mnie przydługie, ale wciąga, a za rymy masz u mnie dożywotni szacun grin

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
XXX_Lord

XXX_Lord · 24 sierpnia 2016+0

Obśmiałem się setnie smile
Dycha za pomysł, wykonanie, brak błędów i świetne rymy. Bierz się za pisanie satyr, mój nos wyczuwa talent wink
@Sztywny- opowiadanie szacowane na 18 minut czytania jest dla Ciebie przydługie...? Aha...
P.S. Z trudem panuję nad sobą, a co dopiero nad kobietami w ilości więcej niż jedna...

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Sztywny

Sztywny · 24 sierpnia 2016+0

@XXX_Lord:
Czas - pojęcie względne. Nie chodziło o te 18 minut, a o odbiór. Ja bym skrócił rozmowę, bo zaczynało wiać nudą momentami.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Czytelnik

Czytelnik · 24 sierpnia 2016+0

Ja bym do tagów dodał jeszcze "bez nudy"

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Krystyna

Krystyna · 24 sierpnia 2016+1

@Sztywny jeżeli powiało nudą, to ja z chęcią "ponudzę się" jeszcze wiele razy. smile

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Indragor

Indragor · 24 sierpnia 2016+0

Ogromne podziękowania za pochlebstwa smile

XXX_Lord rzekł:
Bierz się za pisanie satyr…

Oj tam, nawet ślepej kurze ziarno się trafi smile


Sztywny rzekł: Ja bym skrócił rozmowę, bo zaczynało wiać nudą momentami.
Czytelnik rzekł: Ja bym do tagów dodał jeszcze "bez nudy".

No to się wyrównało grin

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Ciri

Ciri · 24 sierpnia 2016+0

Piękne, rewelacyjne, uśmiałam się do łez; 10 z przytupem. Kurka, kurka...

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Indragor

Indragor · 25 sierpnia 2016+0

O kurka, dzięki za pozytywny (i entuzjastyczny) komentarz, Ciri smile

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
MrHyde

MrHyde · 27 sierpnia 2016+0

Ładnie to tak dworować sobie z przecinków? wink Dziękuję za wyjaśnienie fenomenu Zosi. Zawsze wiedziałem, że autorowi się coś strasznie pomieszało. Teraz już wiem. To była zdolna dziewczyna, wcześnie dojrzała. Geniusz w kiecce po prostu. Czternaście lat i już studentka! Niech się Skłodowska chowa! Jakby Nobel żył 50 lat wcześniej, to Zosia zgarnęłaby nie dwie a cztery nagrody. wink Nie pytaj za co.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
MrHyde

MrHyde · 27 sierpnia 2016+0

Aha, żeby nie zapomnieć: Zasłużone 10. wink

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Indragor

Indragor · 27 sierpnia 2016+0

Dziękuję za ocenę z zerem i jedynką na początku (zera są bardzo ważne).

Żeby nie było: nie mam nic do przecinków, są takie same jak inne znaki interpunkcyjne, a nawet lepsze wink . Chociaż kropki są bardziej seksi.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

lub

Inne popularne opowiadania Indragor: