Rzeczywistość skomplikowana

Lantja Lantja

7 maja 2013

hourglass 11 min

Tekst należy czytać z lampką ulubionego wina. Inaczej nie smakuje tak bardzo...

Poznajcie Dorotę. Dorota kończy w tym roku 27 lat. Jest średniego wzrostu i pali jak smok. Jeden papieros, za drugim. Gdyby z jakiegoś powodu godzinny podział doby mielibyśmy zamienić na ilość pozostawionych przez nią petów, otrzymalibyśmy precyzyjny wynik 18 sztuk mierzonych od wschodu do zachodu słońca. Dorota jest więc młodą kobietą i palaczką. O pochodzeniu Doroty nie wiele da się powiedzieć. Sama mówi o tym raczej niechętnie. Wiadomo, że nie wychowała się w bogatej rodzinie i że przeżyła jakąś wielką tragedię parę lat temu, ale nie lubi o tym mówić zapytana, a nie pytana nigdy o tym nie wspomina. Praca Doroty też nie jest do końca jasna. Niby jest byłą pracownicą znienawidzonej przez siebie telekomunikacji, niby od jakiegoś czasu wybywa na saksy za granicę, ale do kogo, po co i gdzie dokładnie jeździ też jakoś za bardzo nie wiadomo. Można, więc wywnioskować, że trudno jest poznać ją bliżej. Istnieje jednak pewna rzecz, którą o Dorocie wszyscy wiedzą i nie ma zbyt wiele wspólnego z tym, co na co dzień próbuje o sobie ukryć. Dziewczyna ma bowiem jedną właściwość, coś na kształt talentu, który od pięciu lat obdziera ją codziennie z niewinności, naiwności i sieje psychiczne spustoszenie, a nawet wstręt do samej siebie pozostawiając w zamian próżność i iluzję bezpieczeństwa. I strach. Strach przed starzeniem, dojrzewaniem, utratą młodości. Paraliżującą obsesję dorastania. Dość wysoka cena za leksus wygodnego życia z dala od rodziny.

W zadymionym barze, drobna blondynka w krótkiej czarnej sukience wybucha co chwilę przeuroczym śmiechem. Jej błękitne oczy, utkwione w nadgarstek starszego mężczyzny przypominają ciekawskie spojrzenie dziecka. Mężczyzna coś jej pokazuje, wodzi palcem w wzdłuż swojej dłoni robiąc przy tym rozbrajające miny. Kogoś naśladuje, z czegoś się naśmiewa. Oboje sączą drinki i spoglądają co jakiś czas na zegarek. W końcu mężczyzna całuje ją w kark, zapina na szyi złoty łańcuszek - ot zwykły prezent na pożegnanie, nic zbyt wymyślnego, drogiego, czy nadzwyczajnie szykownego - dziewczyna smutnieje, wie że za chwilę się rozstaną. Mężczyzna upija ostatni łyk ze stojącej przed nim szklaneczki i kiwa ręką na lekko zirytowanego kolegę z wodą mineralną w ręce, który niecierpliwie przestępuje z nogi na nogę od co najmniej godziny. Potem podnosi się, całuje ją po raz ostatni na pożegnanie i odchodzi. Dopiero teraz widać jaki jest potężny. Szerokie barki, mocne ramiona. Materiał garnituru doskonale owijający umięśnione łydki. Lekko łysiejący, ale nadal z beztroskim błyskiem w oku, które w dużej mierze przysłaniają mocno opadające kąciki. A szkoda, ma naprawdę piękne oczy. Zegar wybija dwunastą i z każdym jego uderzeniem, Dorota czuje jak mocno pęka jej serce. Gdyby cokolwiek jej obiecał, gdyby chociaż próbował ją okłamać. Warunki są jasne i pozostają niezmienne od samego początku, to znaczy od ponad sześciu miesięcy. Żadnego żalu i żadnych zmian. Wiedziała dokąd teraz pójdzie. Wiedziała kto właśnie, czeka na niego w domu i myślała o tym jak bardzo chciałaby teraz być nią, kobietą w średnim wieku, ze skołtunionymi włosami, pomarszczonym, sflaczałym ciałem i kubkiem gorącej czekolady w dłoni, która zdenerwowana czeka na niego każdego wieczora, każdego dnia, każdej nocy, za każdym razem, kiedy ją zostawia. Chociaż wie, że nie ma przy niej żadnych szans, marzy czasami, że od niej odejdzie, zostawi ją z dziećmi i będą udawać, że są szczęśliwi. Kiedy o tym marzy i nadchodzi moment, kiedy marzenia te wydają się prawie realne, ktoś brutalnie zawsze brutalnie je przerywa. Może to być niezapłacony rachunek telefoniczny, starsza sąsiadka skarżąca się na hałasy, albo zwyczajnie kolejny z nich. Bądź co bądź, żonatych mężczyzn jest całkiem sporo.
Dorota odprowadziła ukochanego do drzwi podążając za nim tęsknym wzrokiem. Wydaje jej się inny niż oni wszyscy, ale wie, że wcale tak nie jest, że to tylko złudzenie, które towarzyszy jej zwykle na początku, zanim jeszcze zrobi się zbyt poważnie, powie jej, że żona czegoś się domyśla i postanowi odejść, zamienić ją na następną lub po prostu przestać na jakiś czas. Nie pamięta już ile takich rozmów przeprowadziła i zupełnie nie zastanawia jej jak to możliwe, że za każdym razem czuje się tak samo zdeptana. Woli nie myśleć o przyszłości i żyć chwilą. Przyszłość jest zbyt przerażająca.
Po raz ostatni podnosi swoją szklankę do góry, po czym przenosi wzrok na faceta stojącego za barem. To jej opiekun, wszystkiego ją nauczył, podpowiedział. Nie jest jednak jej alfonsem. To rodzaj wspólnika, partnera w interesach. Wie, że mężczyźni, których wybiera sobie na kochanków są silni, niezależni, że zdołają spełnić jej, nawet najbardziej frywolne zachcianki, bez najmniejszego skinienia. Lubią poddawać się jej czarowi, ale nigdy się od niej nie uzależniają. Wiedzą, co mogą stracić, a taka strata mogłaby być śmiertelna. Wystarczy mu więc, że tu przychodzą. Politycy, policjanci, lekarze. Śmietanka tej zapiździałej dziury, której wydaje się, że może cokolwiek tu zmienić, że mają wszystkich w garści. Właściwie, może i po części tak jest? Tak, czy inaczej, kiedy wieść się rozniesie, kto zagląda do jego baru, zaczynają pojawiać się ciekawscy, nowi klienci, zwyczajne plotki, które nakręcają cały interes. Przez kilka następnych miesięcy, miasteczko ma o czym plotkować, a gwiazdy tych historii są w centrum uwagi. Oficjalnie potępiani przez przykładnych mężów, wieczorami klepiący się nawzajem po plecach. Dziwna, niezrozumiała sieć, wzajemnych zależności. Milczące żony, pocieszające je przyjaciółki, udające, że ich mężczyźni są inni i mężowie, którzy ze strachu przed utratą dzieci, nigdy tych żon nie opuszczą. Zdrada nie jest powodem do zakończenia związku. Przynajmniej nie tak silnym jak wspólny kredyt, lub wizja koniecznego ograniczenia własnych wydatków. Dorota nie jest wyjątkiem. Takich kobiet jest wiele. Bardzo wiele. Sęk w tym, że ona miała trochę więcej szczęścia.
Zamyślona rozgląda się teraz po sali. Wie, że jest tu bezpieczna. Sporo ludzi. Jak zawsze dostanie procent od dziennego utargu. Jakby nie było większość z nich, przyszło tu dzięki niej, albo raczej przez nią. Nagle otacza ją jakaś dziwna melancholia. Nie dotyka jej jeszcze, ale czuje, że jest co raz bliżej. Smutek, szepczący do ucha. Podchodzi do baru. Idzie wolno mijając ludzi, rzucających jej ukradkowe spojrzenia. Zazdrosne kobiety i ich nieprzykładni mężowie. Na Boga, kto normalny przyprowadza kobietę do takiego miejsca. Barman uśmiecha się i sięga po butelkę jej ulubionej whisky. Zanim zdąży wyciągnąć z niewielkiej kopertówki banknot, ktoś siedzący na drugim końcu marmurowej lady gestem ręki ją uprzedzi. Piękne kobiety nie płacą za alkohol.
Noc jest jeszcze młoda, a ona nienawidzi samotności. Spojrzy więc na niego, podniesie szklankę w górę i w charakterystyczny dla siebie sposób, ruchem głowy podziękuje mu za drinka. Facet nie wytrzyma dłużej niż trzy minuty. Zanim jednak do niej podejdzie i poprosi o numer używając jakieś oklepanej formułki jej już nie będzie. W tym biznesie trzeba bardzo uważać. Nie można pozwolić sobie na fałszywy ruch, nieroztropność, miłość.
- Jestem naga. Leżę na łóżku zaplątana w pościel. Czuję na poduszce twój zapach. Przyjedź tutaj, pozwól mi cię poczuć.
Przed jednopiętrowym budynkiem położonym na przedmieściach miasta staje czarne bmw. Wysiada z niego około pięćdziesięciokilkuletni mężczyzna, niewysoki, przystojny. Nie jest szczególnie dobrze zbudowany, ale brak szerokich ramion i imponującego kaloryfera nadrabia seksownym dwudniowym zarostem i mocnymi dłońmi. Jest architektem. Może nie najlepszym, ale na pewno najbardziej skorumpowanym w okolicy. Ludzie zamawiają u niego projekty, bo tak wypada jeśli nie chce się mieć kłopotów lub właśnie w ramach profilaktyki. Nie dlatego, że im się podobają.
Podchodzi do bramki z domofonem, ale zamiast nacisnąć guzik wyciąga tylko z kieszeni mały pęk kluczy. To jego mieszkanie. Nie musi tu dzwonić.
Młoda kobieta słyszy klucz przekręcający się w zamku i czuje znajome ciepło. Robi jej się co raz goręcej. Podniecenie w okolicach podbrzusza uderza z ogromną siłą. Naga podchodzi do drzwi. Opiera się o ścianę stojącą dokładnie na przeciwko wejścia i czeka. Jest cierpliwa. Ostatnie sekundy są już częścią zabawy. Wymierzaną sobie świadomie karą. W końcu drzwi się otwierają.
- Adam.
- Nie masz nawet majtek. Matko, ale z ciebie suka.
Przez chwile nie jest pewna, czy powinna się obrazić, czy roześmiać. Nie reaguje, ale wie, że jej zdenerwowanie jest mocno wyczuwalne. Drżenie dłoni, mieszające się ze zwykłym podnieceniem. Podchodzi do niej i kieruje jej rękę miedzy mokre uda. Wkłada jeden z jej palców do środka i leniwie obserwuje jak sama zatracacie się w sobie. Bardziej go to nudzi niż podnieca. Nie ma czasu na zabawę w troszczenie się o małą, stęsknioną dziewczynkę. Przygląda jej się jeszcze przez chwilę, po czym sam, ciągle w ubraniu, nurkuje między jej udami. Dotyka językiem jej mokrej cipki, i liże ją tak mocno, że dziewczyna ledwo utrzymuje równowagę. W końcu wstaje i zanurza język w jej ustach. Pożądanie miesza się z namiętnością.
Chce się mu odwdzięczyć. Błądzi dłońmi po wypukłości na jego spodniach, ale on łapie ją za rękę, przyciska mocniej do twardego miejsca i szepcze do ucha, tylko krótkie: "nie tutaj". Potem prowadzi ją do salonu siada wygodnie na kanapie i czeka na swoje ulubione przedstawienie.
- Rozepnij spodnie. Chyba nie muszę cię uczyć, co robić?
Lekko zdezorientowana, podchodzi do niego i siada obok. Nie chce żeby myślał, że się mu podporządkowuje. Nie klęka. Zaczyna gładzić jego krocze powoli, ale czuje, że za chwilę Adam wpadnie w gniew, więc ostatecznie głęboko go połyka. Jest duży. Czuje jak rani ją w gardło, ale ssie mocno i zapalczywie. Czeka aż złapie ją za głowę, ale nie robi tego. Zamiast tego dyszy ciężko i tylko mocno ją obejmuje. Przesuwa dłonią wzdłuż jej kręgosłupa, dotykając miękkiej skóry. W końcu przerywa pieszczotę. Nagłym ruchem odsuwa ją od siebie i każe jej wstać.
- Myślałam, że ci się podoba,
- Ty mi się podobasz.
- Nie chcesz dokończyć?
- Ależ chcę - uśmiecha się tylko i wstaje. Po chwili łapie ją za ramiona i zanurza palec między jej pośladkami. – Tutaj cię chcę, dziś w nocy - mówi i odwraca ją powoli, zmuszając jej i tak bezwładne z podniecenia ciało do oparcia się o sofę.
- Powoli. Zrób to powoli.
Ale on już jej nie słucha. Odchyla tylko do tyłu jej głowę, ciągnąc za te cholerne blond włosy i nabija się na jej tyłek mocniej i za nim jeszcze jest na to gotowa.
- Widziałem cię dzisiaj z tym pajacem. Przestań się z nim widywać.
Każde pchnięcie jest mocne i zdecydowane. Uderza otwartą dłonią o jej wypiętą dupę i wbija się jeszcze mocniej i głębiej. Nie ma pojęcia jak bardzo jej się to podoba. Bezskutecznie chce sprawić jej ból. W końcu uderza po raz ostatni i wyciągając mokrego fiuta z jej ciasnej szparki każe jej się odwrócić i kończy w jej ustach.
- Nie możesz mi mówić co mam robić. – Odgryza się i układa się na kanapie, rozchylając szeroko uda.
- No dalej, chyba nie muszę cię uczyć co masz robić - odpowiada z rozbrajającym uśmiechem i czeka aż się na nią nabije. Tym razem robi to delikatnie. Zupełnie jakby trzymał lalkę lub jakiś inny kruchy przedmiot. Przyspiesza, a krople potu z jego czoła spadają na jej wygięty brzuch.
- Szybciej. Chyba nie boisz się, że jestem dziewicą.
- Nie tego akurat się nie boję. Mówi z udawaną pogardą i mocno przyspiesza. W końcu łapie ją za gardło i ściska aż zobaczy zaciskające się w rozkoszy drobne pięści. Wie, że to uwielbia. Po raz ostatni tej nocy uderza ją otwartą dłonią w pierś. Dziewczyna krzyczy tylko z rozkoszy. To nie był jej najlepszy seks w życiu. Prawdopodobnie nie był to nawet najlepszy seks w ciągu tego tygodnia, ale wie, że ma ochotę na jeszcze,
- Przyjdziesz jutro? Szepcze. Jest taka spokojna.
- Jesteś nienormalna.
Potem słychać już tylko pisk opon i oddalający się silnik. Wie, że wróci.
Dodaj do ulubionych
13,589
Podziel się ze znajomymi
8.45/10

Jak Ci się podobało?

Średnia: 8.45/10 (20 głosy oddane)

Pobierz powyższy tekst w formie ebooka

Komentarze (1)

brak komentarzy

lub

Inne popularne opowiadania Lantja: