pokatne.pl na facebookupokatne.pl na twitterzepokatne.pl na google+
Masz konto?

Zapomniałeś hasła?

Nie masz konta? Zarejestruj się!

1 sierpnia 2014
Czat

Tag » ciąża


2
!!!
8.8

"Miłości (II). Razem czy osobno?"


Autor: Amanda Ero · 11 czerwca 2014 · 3828 odsłon
Miłości (II). Razem czy osobno?W sobotę człowiek chciałby się wyspać po piątkowej zabawie. Niestety, nic z tego. Jakiś nie znający litości kat wydzwaniał już od wpół do siódmej. Dwa razy Marcel zignorował telefon, warcząc wściekle i plując wyzwiskami. Za trzecim razem spojrzał na wyświetlacz. No tak, Tereska, miał do niej pojechać, ale na litość boską, nie o świcie...
Odebrał i włączył głośnik. Nie zdążył nawet wymamrotać powitania. Położył głowę z powrotem na poduszce i zamknął oczy.
– Marcel, dzwonię do ciebie i dzwonię – szczebiotała Teresa mocno czymś przejęta i chyba na granicy płaczu. – Coś się stało? Marcel, ja tu czekam, to naprawdę ważne, przyjedź, proszę cię, musisz przyjechać!
– Dobrze, skarbie – zdołał wtrącić. – Obiecałem, to przyjadę. Mogę chociaż spodnie na tyłek wciągnąć i zjeść śniadanie? – dodał tonem nagany. – Obudziłaś mnie, jest siódma rano.
– Ale to naprawdę bardzo ważne, całe moje życie legło w gruzach!
– Co się stało?
– Nie przez telefon. Proszę, pospiesz się. Zaraz się załamię...
Oprzytomniał wreszcie i przetarł oczy. Teresie nieczęsto zdarzało się przesadzać, choć mógł się założyć, że tym razem dla pokreślenia melodramatyzmu sytuacji nie zmrużyła oka przez całą noc. Nie raz próbowała nim manipulować, czego szczerze nie znosił.
– Już jadę – powiedział rzeczowo i rozłączył się.
Nie tracąc czasu umył się i ubrał, może to rzeczywiście coś poważnego. Zbiegł po schodach, skoczył na moment do kuchni i porwał słodką bułkę z chlebaka, żeby choć w drodze coś przegryźć. Pogłaskał machinalnie kotkę siedzącą na stole. Dzisiaj nici ze wspólnego śniadania. Roześmiał ... czytaj dalej »
Pobierz e-booka z tym opowiadaniem:   ePub   mobi
5
!!!
8.3
ostrzeżenie

"Urodziny Basi"


Autor: wujas matwiejczuk · 27 czerwca 2012 · 60718 odsłon
Urodziny BasiKiedy zgasła urodzinowa świeczka Anna uśmiechnęła się do siostry.
- A życzenie pomyślałaś?
- Jasne...
Spojrzała pytająco. Baśka wzięła puste dzbanki i wyszła do kuchni zaparzyć herbatę i kawę. Anna wsunęła się za siostrą. Zaciekawiło ją tajemnicze milczenie zwykle gadatliwej siostrzyczki.
- No więc?
- Takie same jak w zeszłym roku.
- A może coś bardziej realnego? Wybacz, ale Adam już się chyba nie nadaje do robienia dzieci...
- Tak, ale tym razem zgodził się na plan B.
- Przecież mówił, że nigdy nie będzie chował obcego bachora.
- I nadal tak mówi...
- ?
Baśka uśmiechnęła się chytrze.
- Bo to będzie również jego dziecko, tylko jego i moje geny.
- Hmmmm?...
- No pomyśl trochę... Zbyszek!
- Wasz syn będzie dawcą? Ale to się może skończyć jakimś upośledzeniem albo...
- Bzdurne obiegowe opinie mające na celu zastraszenie gawiedzi, badałam sprawę, takie przypadki są rzadkie i tylko w rodzinach obciążonych genetycznie...
- Fakt u nas tego nie ma. To co, probówka?
- No właśnie.
- A co na to twój syn?
- I tu jest pies pogrzebany...
- Nie chce?
- Zgodził się.
- Więc w czym tkwi haczyk?
Oczy Anny zrobiły się wielkie jak talerze.
- On chce to zrobić z tobą... Tradycyjnie?!
- Powiedział, że skoro ma zostać tatą to chce wiedzieć jak to jest zostawać ojcem, jak to ujął "patrzeć ukochanej w oczy kiedy będzie się spuszczać do cipki".
- Chyba się nie zgodziłaś...
Basia się wkurzyła.
- Jak miałam się nie zgodzić!? Od ... czytaj dalej »
Pobierz e-booka z tym opowiadaniem:   ePub   mobi
0
!!!
8.2

"Teściowa"


Autor: Radeck · 11 czerwca 2012 · 50679 odsłon
TeściowaZ Heleną zakochaliśmy się w sobie od pierwszego spotkania. Po pół roku postanowiliśmy się pobrać. Helena była jedynaczką mieszkała poza miastem wraz z rodzicami, w pięknej willi. Polubiłem jej rodziców, myślę, że z wzajemnością. Zamieszkaliśmy w mieście. Oboje mieliśmy dobrą pracę. Nie zamierzaliśmy od razu mieć dzieci, chcieliśmy zwiedzić trochę świata, a było nas na to stać.

Teściowie prowadzili dosyć towarzyskie życie, mieli wielu znajomych i gdy myśmy ich odwiedzali, to często mieli gości. Helena miała u nich w willi ciągle jeszcze swój pokój, ale nigdy tam nie nocowaliśmy, bo do domu, do miasta mieliśmy tylko parę kilometrów. Gdy zachorował teść, to zrezygnowaliśmy z wyjazdu na urlop, bo stan jego był ciężki.
Po śmierci teścia, teściowa poprosiła nas byśmy zamieszkali w ich domu, bo i tak już jest na nas przepisany, a ona nie chce mieszkać w nim sama.
Na parterze był duży salon z wysokim dużym oknem na taras, przez który było wyjście na piękny ogród, kuchnia, łazienka z ubikacją, umywalką i kabiną prysznicową, i mały pokój.

U góry była sypialnia, pokój Heleny i pokoje dla gości. Teściowa powiedziała, że przeniesie się na dół do tego małego pokoiku, a nam zostawi całą górę. Oczywiście na dole z salonu, tarasu i wszystkiego innego też możemy korzystać.
Ogród, to było hobby, oczko w głowie teścia, ale już w czasie jego choroby, zostało wszystko zaniedbane. Postanowiłem się tym zająć. Zacząłem od koszenia trawy. Od sąsiadów odgradzał go żywopłot. Było parę drzew owocowych, ale był to raczej rekreacyjny ... czytaj dalej »
Pobierz e-booka z tym opowiadaniem:   ePub   mobi
1
!!!
8.3
ostrzeżenie

"Kuba. Zima z Wandą"


Autor: Radeck · 24 maja 2012 · 33780 odsłon
Kuba. Zima z WandąKuba wraz z mamą i sporo od niego starszą siostrą Wandą mieszkali w małym dwupokojowym komunalnym mieszkanku. Kuba miał wspólny pokój z siostrą. Gdy był małym chłopczykiem to przeważnie Wanda się nim zajmowała. Ich mama pracowała jako pielęgniarka w szpitalu. Kuba pamiętał jeszcze czasy, gdy Wanda go kąpała, lecz od dnia, gdy w czasie kąpieli zesztywniał mu siusiak, to Wanda powiedziała, że on już jest na tyle dużym chłopcem, by sam się mył.
Swojego ojca Kuba nigdy nie poznał, a ojciec Wandy zmarł jeszcze parę lat przed jego urodzeniem.
Kuba był jeszcze dzieciakiem, gdy pierwszy raz chłopak Wandy został u nich na noc, bo uciekł mu ostatni autobus, tak mu powiedziała siostra. Później też się to zdarzało, gdy mama miała nocny dyżur.
Z początku nie ciekawiło go to, co oni robią. Później, gdy był już trochę starszy, jego siostra miała innego chłopaka, któremu też uciekał autobus, a ich zabawy w łóżku, w nocy budziły młodszego braciszka, który spał na przeciw. Chłopca zainteresowało już to, co się tam dzieje.
Pewnego ranka przebudził się słysząc krzątającą się po pokoju siostrę. Widział, że siostra spogląda na niego. Nie był jeszcze rozbudzony i wcale nie miał ochoty jeszcze wstawać. Przymknął oczy, słyszał jak podeszła blisko jego łóżka. Gdy odeszła, to je lekko otworzył i zobaczył, że siostra zdjęła nocną koszulę. Spodobał mu się ten widok swojej nagiej, bardzo pięknej siostry.
Gdy Wanda ze swoim chłopakiem wieczorem przychodzili do pokoju, to Kuba udawał, że śpi. Pomimo, że w pokoju był mrok, to ... czytaj dalej »
Pobierz e-booka z tym opowiadaniem:   ePub   mobi
5
!!!
8.3

"Zakazana rozkosz, zakazany owoc"


Autor: Caroline l'Fey · 17 lutego 2012 · 54041 odsłon
Zakazana rozkosz, zakazany owocNie pamiętam, kiedy pierwszy raz ojciec przespał się ze mną. To musiało być wtedy, gdy matka wyjechała na urlop. Pamiętam tylko, że śmierdział alkoholem. Z całego zdarzenia tylko to utkwiło mi w pamięci.

Potem sytuacja powtarzała się. Raz, dwa razy w miesiącu. Matka chyba niczego nie zauważała, a ja nawet do końca tego nie rozumiałam. Zresztą wszyscy udawali, że nic się takiego nie dzieje. Sytuacja zmieniła się, dopiero wtedy, gdy matka nas nakryła na gorącym uczynku.

Wróciła wcześniej z zakupów. Stanęła w drzwiach do mojego pokoju i zamarła, stojąc z siatkami pełnymi jakichś idiotycznych ziemniaków. Patrzyłyśmy sobie w oczy. Ona, skamieniała w drzwiach i ja, leżąca pod ojcem, który właśnie zbliżał się do szczytu. Chyba jej nie usłyszał, bo ruszał się między moimi udami, stopniowo przyspieszając, aż w końcu stęknął i spuścił się we mnie całym ładunkiem swoich wielkich jaj.

Wtedy rozpętało się piekło. Pamiętam do dziś ten wrzask. Ojciec, który poderwał się niezgrabnie, stał z opuszczonymi majtkami i usiłował coś tłumaczyć, a matka robiła scenę. Ja czułam się jak kretynka, leżąc we własnym łóżku w samym podkoszulku ze spermą kapiącą z cipki. Najchętniej nakryłabym się wówczas kołdrą i poszła spać, ale oczywiście nie było mi to dane.

Awantura trwałaby do nocy, gdyby nie to, że ojciec wkurwił się na cały ten jazgot, ubrał się i wyszedł, trzaskając drzwiami. W związku z tym cała afera spadła na mnie. Dowiedziałam się, że jestem dziwką, suką i kurwą. Że jeśli aż tak swędzi mnie między nogami, to powinnam ... czytaj dalej »
Pobierz e-booka z tym opowiadaniem:   ePub   mobi
8
!!!
7.5

"Z brzuszkiem w 9 miesiącu"


Autor: Radeck · 6 stycznia 2012 · 37241 odsłon
Z brzuszkiem w 9 miesiącuPracowałem w kopalni, jako sztygar zmianowy. Byłem wtedy już po trzydziestce i miałem rozwód za sobą. Dzieci nie mieliśmy, bo ona nie chciała, to była główna przyczyną naszych konfliktów i rozejścia się.
Powodziło mi się nie źle, bo wtedy były to czasy dobrych zarobków w górnictwie.

Miałem wtedy popołudniową zmianę. Jeden z pracowników pierwszej zmiany uległ wypadkowi i w ciężkim stanie zawieziono go do szpitala. Kierownik oddziału polecił mi, bym powiadomić jego rodzinę. Tak jak mi polecił, wyszedłem wcześniej z pracy i tam pojechałem, był już późny wieczór.
Stary, zaniedbany przedwojenny budynek, wszedłem, oświeciłem światło na klatce schodowej. Na drucie wisiała brudna dająca mało światła żarówka. Ciemny, ponury korytarz, wieki nie było tutaj malowane. Szukam spisu lokatorów nie ma, czytam po kolei wizytówki na drzwiach, drewniane skrzypiące schody, chwiejąca się poręcz. Pomyślałem - tutaj mieszkają jeszcze ludzie. Dotarłem na drugie piętro, jest, to tutaj, zapukałem do drzwi.
- Kto tam? - usłyszałem głos z mieszkania.
Przedstawiłem się, kobieta uchyliła drzwi na łańcuchu.
- Czy mogę wejść na chwilę? - zapytałem.
- Ale męża jeszcze nie ma z pracy - odrzekła.
- Wiem, ja właśnie w tej sprawie, on miał dzisiaj wypadek w pracy.
Otworzyła, wpuściła mnie do środka.
Niska, bardzo gruba kobieta poprosiła mnie bym usiadł. Nie wyglądała ciekawie, było widać, że jej tusza sprawia jej problemy w chodzeniu, ale głos miała miły.
- Napije się pan Herbaty? - nie czekała na odpowiedź, tylko postawiła czajnik na piecu. Otworzyła furtkę, dołożyła węgla ... czytaj dalej »
Pobierz e-booka z tym opowiadaniem:   ePub   mobi
!!!
7.7
ostrzeżenie

"Zemsta za zdradę"


Autor: Caroline l'Fey · 29 grudnia 2011 · 77681 odsłon
Zemsta za zdradęKiedy dowiedziałem się, czy raczej domyśliłem, że moja kochana żoneczka mnie zdradza? Jakieś pół roku temu. Pół roku. Przez cały ten czas udawałem, że o niczym nie wiem i układałem mój plan. Rzekłbym nawet - knułem.

Żona... Natalia pochodziła z bogatej, wpływowej rodziny. Jej ojciec i matka byli notariuszami, więc jak to się mówi - osobami zaufania publicznego. Taaak, śmiechu warte... Ale to oni przekonali Natalię do podpisania umowy ślubnej. To miało być takie wzmocnienie więzów małżeńskich. Gdybyśmy kiedyś chcieli brać rozwód, to strona, z winy której byłby orzeczony praktycznie poszłaby z torbami.

Najwyraźniej jednak dla Natalii było to tylko podnietą do działania. Była ładną dziewczyną i podobała się mężczyznom. Miała wszystko co potrzeba facetom - duże, jędrne piersi, piękne pośladki i zmysłowe, namiętne usta. Nic tylko poderwać i rżnąć. Tym bardziej, że jak się okazało - moja żoneczka nie lubiła mówić "nie". Głupia sucz.

Początkowo nic nie podejrzewałem - dopóki jeden z moich znajomych nie wygadał się po pijaku, że Natalia "robi boki". Nie wierzyłem w zdradę, ale trochę się z siebie podśmiewając nająłem detektywa. Zdjęcia mojej Natalki bzykającej się z trenerem fitness nie pozostawiały złudzeń.

To było pół roku temu. Te pół roku wykorzystałem na zbudowanie misternego planu.

Tego wieczora siedzieliśmy z Natalią w odziedziczonym po rodzicach domu, przy kominku i lampce wina. Z tym, że kieliszek mojej żony zawierał trochę dodatkowych składników, które sprawiły, że moja żoneczka stała się trochę bardziej pijana, trochę bardziej chętna do migdalenia i trochę mniej opanowana. W ... czytaj dalej »
Pobierz e-booka z tym opowiadaniem:   ePub   mobi
!!!
5.3
ostrzeżenie

"Magia miłości"


Autor: Kosynant · 9 czerwca 2011 · 22444 odsłon
Magia miłościDroga prowadziła w dół, kamienistą ścieżką zagłębiając się w niewielką kotlinkę. Zjeżdżałem ostrożnie, dbając o to, aby moja Felicity nie stawiała kopyt w miejscach, w których kamienie mogły obsunąć się i doprowadzić do upadku. Klacz stąpała ostrożnie, ale i tak z każdym jej krokiem sypały się niewielkie kamienne lawiny. W końcu dotarliśmy do dna dolinki.

Miałem nadzieję, że spłynie tu na nas chłodny cień, ale rozpalona kula słońca stała na niebie w samym zenicie. Upał był nieznośny. Żar lał się z nieba potokami. Oblepiał ciało, wysysał ostatnie krople wilgoci. Moje ciało przestało się już nawet pocić. To był zły znak. Powodowany jakąś rozpaczliwa nadzieją sięgnąłem do boku po bukłak. Odpiąłem go i uniosłem do ust. Oczywiście był pusty. Suchy jak wiór. Westchnąłem. Jeśli pośród tych skał nie odnajdę wody, będzie źle. Poklepałem Felicity po szyi.
- No co, maleńka, bije tu gdzieś jakieś źródełko?
Zsunąłem się z końskiego grzbietu, zdjąłem siodło i zrezygnowany rzuciłem je na rozgrzane kamienie. Nie było sensu, żeby Felicity nosiła je na grzbiecie.

Klacz parsknęła cicho. Jej chrapy rozdymały się w niemym wołaniu o odrobinę wilgoci. Ona też cierpiała straszliwe katusze pragnienia. Parsknięcie powtórzyło się... Błysnęła mi nadzieja. Czyżby rzeczywiście moja wierna towarzyszka zwietrzyła wodę? Miałem nadzieję, że jej zwierzęcy instynkt nas nie zawiedzie. Poklepałem ją zachęcająco po szerokim zadzie.
- No, śmiało, moja piękna. Dokąd byś chciała pójść?
Ruszyła naprzód, ale nie podążała ścieżką. Przeszliśmy pod jedno ze zboczy, które wznosiło się pionową, kilkunastometrową ścianą, a potem poszliśmy brzegiem.

Usłyszałem cichy szmer ... czytaj dalej »
Pobierz e-booka z tym opowiadaniem:   ePub   mobi
7
!!!
9.1

"Przewartościowanie wszystkich wartości (IV)"


Autor: shadow1939 · 22 stycznia 2011 · 14451 odsłon
Przewartościowanie wszystkich wartości (IV)Od Autora: Część czwarta jest przedostatnią częścią "Przewartościowania wszystkich wartości". Złe decyzje zazwyczaj mają swoje przykre konsekwencje, jednakże mam nadzieje, że finał zaskoczy wszystkich.


Od czasu zdarzenia w żeńskiej szatni minęły dwa miesiące. Dwa miesiące w trakcie, których Agnieszka stała się istnym kłębkiem nerwów. Z jednej strony uczyła się, aby jak najlepiej ukończyć pierwszą klasę liceum, z drugiej strony żyła w ciągłym strachu.

Prawie dwa miesiące temu wykonała test ciążowy. Wynik pozytywny. Problem miała tylko jeden, bowiem było aż 3 różnych kandydatów na ojca, z czego jednego nie znała. Pierwsze dwa tygodnie były najgorsze, jednakże ostatecznie zamaskowała zarówno wymioty, jak i nudności tak, że rodzice nie mieli o niczym pojęcia. Po tych dwóch miesiącach nerwów rodzice oznajmili jej, że są zmuszeni wyjechać na kilka miesięcy. Aga pożegnała się z nimi krótko, ciesząc się w duchu, że będzie miała "trochę spokoju". Czas płynął powoli, a brzuch zaczynał przybierać krągłości, wprawiając ją w nastrój załamania. Wciąż chodziła do szkoły, nikt nic nie podejrzewał, jednakże wiedziała, że długo nie da rady maskować ciąży. W przeszło trzy miesiące po swoim brutalnym ataku, Piotrek porwał Agę na korytarzu szkolnym tak, aby mogli porozmawiać z dala od innych.

- Aga, słuchaj, potrzebuje Ciebie.
- Ale ja Ciebie nie - powiedziała. - Zostaw mnie gnoju, nie mam ochoty z Tobą rozmawiać.
Gdy chciała już odejść, Piotrek zdecydowanie złapał ją za rękę i rzucił na ścianę, przyciskając ją do niej i pokazując jej zdjęcie w komórce - widziała siebie oblaną spermą, nagą, niczym ... czytaj dalej »
Pobierz e-booka z tym opowiadaniem:   ePub   mobi
1
!!!
4.5
ostrzeżenie

"My Heart Belongs to Daddy (II)"


Autor: Caroline l'Fey · 28 grudnia 2010 · 22508 odsłon
My Heart Belongs to Daddy (II)To były moje urodziny. Miał być tort, świeczki i prezenty... Ale i tak najważniejszy był mój Jedyny. Dzień był śliczny, a ja byłam najszczęśliwszą osobą pod słońcem. Kupiliśmy nawet butelkę szampana. Prawdziwego, a nie szampanopodobnej oranżady!

- Kochanie, mam nadzieję, że nie uderzy ci do głowy - przykazał kiwając żartobliwie palcem

- A jeśli uderzy? - zrobiłam stropioną minkę

Przyciągnął mnie do siebie, mocno, tak jak lubiłam. Byłam taka malutka w jego silnych ramionach...

- Jeśli uderzy, to możesz mieć chęć zrobić się bardzo niegrzeczna - zamruczał mi do ucha

Ten dreszcz... Sięgnęłam do jego spodni, bezczelnym ruchem kładąc rękę wprost na jego członku.

- Chcę być niegrzeczna...

Cofnął się, jak oparzony. Ktoś mógł nas zobaczyć. Na szczęście ekspedientka obsługiwała właśnie jakiegoś klienta.

- Córuś... przecież jesteśmy poza domem - syknął

- Wiem, przepraszam - spuściłam oczy

- Poczekajmy trochę...

- Nie bardzo. Dziś raczej nie powinniśmy - westchnęłam - W każdym razie nie do końca...

Westchnął.

- Powinienem wysłać cię do lekarza. W mieście na pewno jest jakiś dobry ginekolog. Powinnaś zacząć brać tabletki...

Wzruszyłam ramionami. Do miasta jest z naszej wsi spory kawałek. Zawsze odkładaliśmy to na następny miesiąc...

Wróciliśmy do domu, objuczeni zapasami na cały tydzień. Na szczęście nie było za późno, aby poświętować. To były najcudowniejsze urodziny ze wszystkich. Wreszcie zmęczeni i utrudzeni całym dniem, poszliśmy spać. Nie mieliśmy sił na nic innego. Obróciłam się plecami, pozwalając by przyciągnął mnie do ... czytaj dalej »
Pobierz e-booka z tym opowiadaniem:   ePub   mobi

pokatne.pl logo

Witamy na Pokatne.pl

Serwis zawiera treści o charakterze erotycznym, przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich.
Decydując się na wejście na strony serwisu pokatne.pl potwierdzasz, że jesteś osobą pełnoletnią.

Pokatne.pl korzysta z plików cookies

Używamy cookies w celu gromadzenia danych statystycznych, emisji reklam oraz prawidłowego funkcjonowania niektórych elementów serwisu. Pliki te mogą być także umieszczane na Państwa urządzeniach przez współpracujące z nami firmy zewnętrzne. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej informacji w Polityce prywatności.