Ćwiek i jedwab (III)

Karolina Kazer Karolina Kazer

5 maja 2017

hourglass 21 min

Bajka dla zakochanych dziewczynek o tym, że seks pozwala pokonać wszelkie przeciwności

Związki rzadko rozwijają się jak w romansach. Czasem przypominają film pornograficzny – po przypadkowym spotkaniu następuje nie mniej przypadkowy i wulgarny seks, a potem pustka, aż do następnego razu, już inną osobą; czasem jak koncert dożynkowy – przaśne, zdecydowanie zbyt długie, ale niektórym się to podoba. Najczęściej są po prostu monotonne, szare i zakończone pytaniem: „Czy to już wszystko co niesie życie?”
Niemniej, bez znaczenia na scenariusz, niewielkiej liczbie szczęśliwców uda się przeżyć kilka pięknych, godnych momentów; te chwile warto pamiętać, warto też o nich pisać.
Po pierwszej, przyjemnie spędzonej z Moniką nocy, naładowana pozytywnymi emocjami Alicja chciała czym prędzej zobaczyć się ze swoją kochanką; dopadła ją w zakładowej kuchni, gdy ta, odwrócona plecami do wejścia, robiła sobie śniadanie. Ponieważ w pobliżu nikogo nie było, brunetka zaszła dziewczynę od tyłu, objęła ją w pasie i, całując w szyję, złapała ją delikatnie za krocze.
- Co robisz?! Jesteśmy w pracy! – Monika delikatnie, ale stanowczo odepchnęła koleżankę.
Alicja poczuła się dotknięta tym odrzuceniem, naburmuszona bez słowa wyszła z kuchni i do końca dnia unikała projektantki. Wychodząc po cichu liczyła, że Monika będzie ją szukać na parkingu. Specjalnie poczekała na nią kilka minut, a kiedy zobaczyła zjeżdżający z podjazdu mały, biały samochodzik, jeszcze bardziej wściekła wsiadła na motor obiecując sobie, że nigdy nie zadzwoni do tej zmanierowanej „ĄĘ”.
Oczywiście sięgnęła po telefon minutę po wejściu do mieszkania.
Ponieważ Monika nie odpowiadała, zadzwoniła jeszcze raz i jeszcze, i, tracąc wszelką nadzieję, przed snem; za każdym razem zgłaszała się poczta głosowa. Zrezygnowana Alicja okładała już komórkę obok łóżka, kiedy rozbrzmiała jej w dłoniach - na ekranie wyświetlił się numer Moniki. Pół minuty trwało, nim brunetka przegryzła dumę i odpowiedziała na telefon.
- Część ĄĘ.
- Część Sex Pistols.
- Nie odbierasz.
- Przepraszam, mam dużo na głowie – Monika użyła dorosłej wersji wymówki o psie, który zjadł pracę domową. - Wciąż się gniewasz o tę kuchnię?
Właściwie Alicja już o tym zapomniała, ponieważ, dzięki potędze kobiecej logiki, wytłumaczyła sobie, że kochanka nie wiedziała jaką przykrość sprawia swoim odrzuceniem. Jednakże, jak się okazało, doskonale wiedziała. I nic z tym nie zrobiła!
- Posłuchaj – ciągnęła Monika. – Chcę, aby praca pozostała pracą, a nasze relacje czysto profesjonalne.
Alicja milczała. W końcu wycedziła:
- Chciałam cię zerżnąć na pracowym blacie.
Projektantka zaniemówiła, zaskoczoną tą bezpretensjonalną szczerością, a potem roześmiała się:
- Wiesz, możemy to omówić na spotkaniu. Na przykład jutro.
- Mam nadzieję, że masz na myśli randkę w jakimś homobarze?
-Miałam na myśli miejsce, gdzie kobiety mogą być kobietami – najwyraźniej Monice nie podobała się uwaga kochanki – Ale tak, chodzi o randkę. Ze wszystkimi tego konsekwencjami – dodała uwodzicielsko.
Alicja poczuła jak robi jej się gorąco. Możliwie spokojnym tonem omówiła szczegóły i zakończyła grzecznie rozmowę. Gdy tylko usłyszała dźwięk rozłączenia, rzuciła aparatem o podłogę i wrzasnęła na całe gardło:
- Ty zmanierowania, przemądrzała, stuknięta, cholernie seksowna głupia pipo!

Alicja nie do końca wierzyła, że adres podany w SMS należał do miejsca, pod którym stała.
Bar mieścił się w położonym na uboczach centrum bloku z lat sześćdziesiątych, jednym z tym bardziej reprezentacyjnych, z niewielką przestrzenią wydzieloną na kawiarnię. Pod lokalem stały dwie kobiety o aparycji inteligentek, najwyraźniej na kogoś czekały.
- A ta karczma „PRL” się nazywa – rzekła Alicja i pchnęła przeszklone drzwi.
Również wnętrze nie należało do najnowszych; zdecydowanie kojarzył się latami sześćdziesiątymi, brakowało tylko plakatów w rodzaju „Cukier krzepi” i „Alkohol zgubą narodów”. O tej porze nie było wewnątrz wielu klientów, jedynie siedzący w kącie smutny facet pochylony na kieliszkiem czegoś mocniejszego. Monika jeszcze nie przyszła.
- Czy macie coś innego oprócz wódki? – Alicja zwróciła się do krótko obciętej, zaniedbanej barmanki z wielkim pieprzykiem nad wargą.
- Sok. Do picia z wódką – odparła pracownica głosem osoby, która nie odmawia sobie uciech bachusowych.
„Pewnie nie mają tu Martini”, pomyślała dziewczyna. Zanim zamówiła cokolwiek, niespodziewanie wyręczył ją słodki głos mówiący zza jej pleców:
- Dla nas dwa pomarańczowe.
Monika.
Na ladę wjechały szklanki. Dziewczyny wzięły swoje drinki i zajęły miejsce przy oknie.
„Jaka uchachana ”, pomyślała Alicja, zwracając uwagę na zauważalną wesołość blondynki. „Chyba naprawdę cieszy się na mój widok”.
- Nietypowe miejsce – zaczęła.
- A co, brakuje ci tęczowej flagi nad barem?
- Tak. I zapętlonego „4 Non Blondies” sączącego się z głośnika.
- Lubię to miejsce – Monika oparła głowę na ręce, rozejrzała się po lokalu. – Jest mało ostentacyjne. Takie jak lubię.
- Niektórzy mogą się pomylić – Alicja skinęła na faceta w rogu, ten wciąż pogrążony w ponurych myślach powoli sączył alkohol.
- Och przestań! Jak możemy domagać się uznania jako mniejszość, jeżeli sami odrzucamy innych? Niech sobie pije tutaj, jeżeli lubi – blondynka zawiesiła głos, uśmiechnęła się tajemniczo. – A może boisz się, że będzie nas podglądać?
Alicja chciała odpowiedzieć, że bardziej martwi się bezczelnie gapiącej się barmanki, a wtedy kochanka złapała ją za ręce i pocałowała w usta. Smakowała malinami.
Dalej rozmowa potoczyła się zupełnie swobodnie. Monika była zaprawiona w piciu wódki z sokiem, chociaż najwyraźniej nie miała mocnej głowy, ponieważ już po pierwszej szklance jej głos zrobił się głośniejszy, bardziej żywy i nieco bełkotliwy. Alicji bardzo spodobało się to nowe wcielenie kochanki, która z każdym łykiem wyzbywała się swojej sztywności; żałowała tylko, że nie ma tutaj parkietu, taniec z podpitą i napaloną Moniką musiał być czymś niezwykłym. A przynajmniej bardzo zabawnym.
Tymczasem blondynka zrobiła bardzo gadatliwa, cały czas streszczała co ją spotkało od czasu wspólnej nocy, zazwyczaj były to wydarzenia z pracy, chociaż podzieliła się również informacją, że którego dnia przez pół godziny próbował ją poderwać jakiś facet:
- Wyobraź sobie, że on przez cały czas nic nie kumał – Monika zachichotała, a wtedy zadzwonił jej telefon. Spojrzała na ekran i od razu spoważniała – Szef, muszę odebrać.
Dobry nastrój prysł jak bańka mydlana.
- Muszę wracać, jakieś problemy na produkcji.
- Jesteś wstawiona.
- Jestem po pracy – żachnęła się Monika.
Rzuciła ciche przekleństwo pod nosem. Była szczerze niezadowolona.
W milczeniu podeszły do lady, by zapłacić. Barmanka spojrzała na niewielki dekolt Alicji:
- Jak coś, to mogę dotrzymać ci towarzystwa, złotko.
Brunetka w odpowiedzi pokazała jej język.
Kobiety wyszły na dwór i zbliżyły się do pobliskiego postoju taksówek. Niespodziewanie projektantka nerwowo złapała za ramię Alicji:
- Spotkamy się jeszcze raz?
- A o obiecujesz w tygodniu zadzwonić?
- Obiecuję – odparła wyraźnie uspokojona Monika. – Kiedy masz czas?
- W piątek idę na koncert ze znajomymi. Potem możemy iść do mnie – Alicja uśmiechnęła się, naśladując tajemniczy styl koleżanki, chociaż bardziej przypominała skrzywionego jokera, niż zagadkową piękność.
- Dobrze... Powiesz im, że jesteśmy razem?
- O nie, ci obleśni metale zamasturbowaliby się na śmierć! –brunetka roześmiała się. Jej również nieco udzielił się alkohol. – Jesteśmy koleżankami z pracy, pamiętasz? Chcę, aby praca pozostała pracą, a nasze relacje czysto profesjonalne.
- Och przestań, złośnico! – Monika żartobliwie pchnęła koleżankę, która od czasów podstawówki nie słyszała, by ktoś mówił o niej per „złośnica”.
Alicja była ciekawa, czy kochanka traktuje ich relację jako związek, ale na razie wolała nie wyciągać na wierzch tej kwestii. Poza tym, już nadjeżdżała taksówka.

Monika nie do końca wierzyła, że koncert miał odbyć się w miejscu, pod którym stała.
Baro-klub muzyczny mieścił się w położonym na uboczach centrum byłym magazynie kolejowym, jednym z tym bardziej zapuszczonych, z niewielką przestrzenią do zagospodarowania. Pod lokalem stało kilku ponurych punków, wyjętych żywcem z wczesnych lat dziewięćdziesiątych.
- Porzućcie wszelką nadzieję, wy, którzy wchodzicie – rzekła i pchnęła stalowe drzwi. Również wnętrze nie należało do najciekawszych; zdecydowanie kojarzyło się ze złotymi latami undegrundu; odziana w spódnicę i żakiet Monika odcinała się od otoczenia jak biały kwiatek od pobliskiej kupy obornika. O tej porze w środku było mnóstwo ludzi, zostało niewiele miejsca na przemieszczanie się.
Projektantka za nic w świecie nie wypiłaby czegokolwiek polewanego przy klubowym barze.
- Ej, spadłaś z nieba aniele? – powiedział jakiś odrażający głos za plecami Moniki.
Projektantka poczuła, jak zamarza jej krew w żyłach, nie odważyła się odwrócić; wrzasnęła, kiedy jakaś dłoń złapała ją za ramię.
- Spokojnie! To tylko ja!
Alicja.
Na widok kochanki Monika chciała się przytulić do piersi kobiety, przypomniała sobie jednak o tych wszystkich ludziach, którzy teraz się na nich gapili. Subtelny uścisk musiał na razie wystarczyć.
Alicja nie była sama, towarzyszyło jej dwóch mężczyzn w strojach nie pasujących do otoczenia. Jacek, przysadzisty „trashowiec” jak się określił, z głową otoczoną burzą czarnych loczków, miał na sobie opiętą na tuszy dżinsową kurtkę z naszywkami; jego kolega, Andrzej, chudzielec z kozią bródką w znoszonej koszulce z logiem jakiegoś zapomnianego zespołu, nosił stare, niebieskie glany. Obaj wyglądali na nierozłączną parę wiecznych nastolatków, chociaż dawno już przekroczyli trzydziesty rok życia.
Jacek i Andrzej byli kolegami Alicji z zespołu „SMP”, w rozwinięciu „System of Megadeath Pussy”, grającego „progresywną mieszankę grindcoru oraz postpunka”; brunetka grała na gitarze i śpiewała. Obecnie kapela była w hibernacji od kiedy perkusista porzucił muzykę i poszedł do klasztoru, gdzie obecnie gra wyłącznie na organach.
- Będą dziś grały „Spocone rowy”! – ogłosił Jacek i głośno przy tym beknął.
Projektantka domyśliła się, że to obsceniczna nazwa gwiazdy wieczoru.
- Czy wy nie należycie do subkultury metalowej? – zagaiła wykorzystując całą swoją erudycję na temat subkultur.
- Oi! Oi! Oi! – zaryczeli koledzy Alicji.
Nawet Monika wiedziała, że metale zawsze żartują w sposób śmieszny i zrozumiały tylko dla nich samych. Nie zamierzała ciągnąć tego tematu, ani też żadnego innego, po prostu umilkła.
Na koncercie było bardzo głośno, bardzo tłoczno i bardzo gorąco. Kiedy spocony tłum punków przycisnął ją do siatki przed sceną, Monika zaczęła intensywnie myśleć o jakimś miłym miejscu. Było to trudne, ponieważ nieustannie obce ręce łapały ją za pośladki, a nasączone piwem oddechy tłumiły wszelkie inne zapachy. W takich warunkach ciężko fantazjować o tropikalnej wyspie, gdzie półnagie, piersiaste mulatki podają słodkie drinki.
Tymczasem Alicja była absolutnie zachwycona „Spoconymi rowami”. Śpiewała wraz z tłumem cover „Moja mama była milicjantką, mój tata jest policjantką”, kołysała się przy balladzie „Dla dziwki”, podskakiwała wraz z tłumem w rytm „Niech włosy łonowe uginają się” i wreszcie skandowała ze wszystkimi „Maciuś! Maciuś!” kiedy grano anglojęzyczne „Potato face”.
Wreszcie nadszedł wielki finał ogłuszającego koncertu. Wokalista, Janusz „Rów” Spocony, stanął na skraju sceny, by wykrzyczeć do tłumu kilka ważnych słów:
- Oszukali was! Okradli! Bankierski system światowego nacjonalizmu! Jedna rasa, ludzka rasa! Fuck the systeeeem...
Ostatnie słowo utonęło w spływających wymiocinach; kolorowa, złożona głównie z alkoholu breja długim glutem zawisła ku ziemi, a potem obryzgała widownię, w tym lewy but Moniki.
- Obrzygał mnie! Widzieliście? – radowali się szczęśliwcy dotknięci wydzieliną idola, który jak gdyby nigdy nic wrócił do śpiewania bisów.
- Dobrze się czujesz? – zachrypnięta Alicja próbowała przekrzyczeć hałas. Nie wiedziała, czy kochanka ją słyszy; projektantka miała wzrok „długi na milę”, charakterystyczny dla ludzi po straszliwych traumach.
Nagle Monika odbiła się od barierki i zniknęła z oczu Alicji. Brunetka wyciągnęła głowę ponad tłum, po chwili wypatrzyła jasną czuprynę przesuwającą się w kierunku wyjścia. Zaniepokojona gitarzystka zostawiła kolegów przy siatce i, rozdając kuksańce, pobiegła za kochanką.
Monika czekała na nią niedaleko od wejścia, przy samotnym, nitowanym filarze. Jedną ręką opierała się o metal, drugą, uzbrojoną w chusteczkę, czyściła trzewik.
- Dobrze się czujesz? – powtórzyła pytanie Alicja.
- A wyglądam?! – blondynka rzuciła chustkę na ziemię. Wzdrygnęła się z obrzydzenia – Och! Czuję się brudna!
Przechodzący obok punk usłyszał to i unosząc piwo krzyknął:
- Taest! Kto się myje ten krócej żyje!
- Spieprzaj! – gitarzystka zasłoniła sobą Monikę. W odpowiedzi punk prychnął pod nosem, pokazał im wolną ręką środkowy palec, a potem poszedł się wysikać w pobliskich krzakach. Alicja wzięła blondynkę po ramię i czym prędzej oddaliły się na bezpieczną odległość od klubu.
Gitarzystka ustawiła Monikę z tyłu starego transformatora, u dziewczyny minęły wszelkie oznaki buntu, wyglądała teraz jak przestraszone, skrzywdzone zwierzątko; Alicja objęła projektantkę najmocniej jak potrafiła.
- Przepraszam, to moja wina. Chcesz iść? Do mnie?
Monika nieśmiało przytaknęła:
- A twoi koledzy?
- Pieprzyć ich – rzekła bruentka i na dowód swoich słów demonstracyjnie wyłączyła telefon komórkowy.

Alicja mieszkała niedaleko o klubu, wystarczyło przejść przez park, największy w mieście, otoczony z każdej strony tramwajami i ruchliwymi drogami. Monika nie była szczególnie zadowolona z tego pomysłu, ale nie chciała się jeszcze raz narzucać się kochance.
O tej porze park był pusty, brakowało nawet pijaków, gdyż większość lamp nie działała, a najbliższe sklepy z alkoholem były dość daleko. Dziewczyny miały więc całą okolicę dla siebie, nie czuły jednak swobody, ponieważ towarzyszyły im nieartykułowane wątpliwości.
Czy ta relacja miała sens?, zastanawiały się. Uprzednio doszły do wniosku, że poczekają na rozwój wydarzeń; rozwój nastąpił, lecz co przyniósł? Czy jego owocem było coś więcej niż zwątpienie? Jak mogły żyć ze sobą, a nawet obok siebie, jeżeli różniły je tak podstawowe sprawy, jak sposób spędzania wolnego czasu?
Ponieważ ich serca były niepewne, a umysły przynosiły tylko złość i wątpliwości, musiały przemówić zmysły.
Najpierw nadąsana Monika poczuła się zmęczona, bez zapowiedzi podeszła do brzegu pobliskiego sztucznego stawiku i usiadła na trawie. Wkrótce dołączyła do niej Alicja.
Projektantka zezłościła się dodatkowo, że nie może dostrzec ptactwa, gdyż te już spało w pobliskiej kępie pałek wodnych; położyła się na plecach, by znaleźć ukojenie w obserwacji gwiazd. W tym momencie gitarzystka dostrzegła zupełnie inną gwiazdę - pod zsuniętą spódnicą Moniki.
Alicja wyciągnęła dłoń i korzystając z nieuwagi koleżanki delikatnie pogładziła ją po kroczu. Blondynka cicho jęknęła; chociaż udawała niewzruszoną, uniosła nogę wyżej, pozwalając spódnicy zsunąć się jeszcze bardziej. Alicja wymacała wargi sromowe koleżanki, zaczęła je masować, szybko jednak znudziła ją zabawa przez ubranie i próbowała włożyć rękę do majtek Monika, jedna projektantka zatrzymała jej dłoń. Gitarzystka westchnęła, zawiedziona przedwcześnie skończoną zabawą. Pozwoliła przesunąć swoją rękę, ale kiedy znalazła się nad jej kroczem, Monika puściła ją i rozpięła guzik w dżinsach Alicji; brunetka westchnęła, kiedy palec kochanki bezbłędnie drogę do sprawienia jej przyjemności. Podniecona Alicja podjęła jeszcze jedną próbę dotknięcia Moniki, tym razem bez ceregieli włożyła jej rękę do majtek.
Bawiły się tak dobrą chwilę, zmieniając techniki i tempo, masując, na przemian z wchodzeniem do środka. Nie zamierzały do szczytu, odkrywały radość błądzenia. W końcu, nim dopadło je znużenie, wróg wszelkiej zabawy, Monika przewróciła się na bok i przytuliła do Alicji.
- Poszukajmy lepszego miejsca – szepnęła lepkim od podniecenia głosem.
Idealne, jak się zdawało, miejsce znalazły za krzakami, dobry kawałek o nieoświetlonej ścieżki; po drugiej stronie było jeszcze więcej krzaków i tak aż do torów tramwajowych.
Monika nieco zawahała się, nie wiedząc jak się do tego zabrać i bojąc o higienę, na szczęście wybawiła mająca podobne doświadczenia Alicja, od razu zarzucając na trawę skórzaną kurtkę oraz, dla pewności, koszulkę.
- Bądź moim gościem – brunetka wskazała niewyraźnej w ciemności postaci kochance gdzie ma spocząć.
Monika niepewnie usiadła na legowisku, tymczasem jak zawsze swobodna Alicja rzuciła obok dżinsy, buty i bieliznę.
- A co jak będziemy musiały uciekać? Pójdziesz na golasa? – dopytywała się projektantka. W odpowiedzi gitarzystka gwizdnęła lekceważąco:
- A tam, już mi się tak raz zdarzyło. No, no dalej...
Alicja na zachętę pogładziła blondynkę po karku, potem delikatnie po policzkach. Strzeliły guziczki, rozluźniona Monika rozpięła żakiet, a potem koszulę. Podskoczyła, podwijając spódnicę, by zdjąć majtki, kochanka pomagała jej z biustonoszem.
- Proszę, nie, nie to, oszaleję ze strachu... – szeptała Monika.
- Cii, spokojnie dziewczynko... – Alicja zręcznym ruchem odpięła biustonosz i rzuciła go do pobliskiej kupki.
Podniecone kobiety zbliżyły się kroczami, Monika mimowolnie jęknęła, jej głos zagłuszył jednak przejeżdżający tramwaj.
Obie kobiety zdały sobie sprawę jak podświadomie im tego brakowało, nie seksualnej erudycji, nie wyrafinowania, lecz bliskości, w tej zwierzęcej, spoistej formie jaką może dać tylko seks.
Całkowicie rozluźniona Monika przejęła inicjatywę, zapomniawszy o strachu zdominowała kochankę, a Alicja z zadowoleniem się dostosowała. Projektantka z wprawą kontrolowała tempo ocierania się, idealnie zsynchronizowana, jakby czytała w myślach koleżanki, a w tym samym czasie języczkiem lizała jej piersi, pobudzając dodatkowo zmysły; w tej kotłowaninie znalazło się też miejsce dla dłoni, którymi Monika pieściła stopy kochanki, jednocześnie przytrzymując ją. Pasywna Alicja odwzajemniała się emocjami, ciągnąc za włosy blondynkę i ściskając jej piersi, co sprawiało im obu wielką przyjemność.
Przyczajone w krzakach dwugłowe zwierzę o nieokreślonych kształtach dyszało, jęczało, drżało, a jego zarys migotał w ciemności, aż wydawszy z siebie straszliwy ryk całkowicie zwiotczało.
Zwierzę nie cieszyło się długo swoim rozluźnieniem, tym szczególnym spokojem, który następuje po orgazmie, gdyż niedaleko, tuż za pobliskimi tujami, inne zwierze głośno pierdnęło ku uciesze swojego stada.
- O cholerka – wyrwało się Monice, wciąż oszołomionej. – Musimy wiać.
- Siedź! – Alicja przyciągnęła kochankę do ziemi. – Nie zdążę się ubrać!
- Mówiłaś, że masz wprawę!
- Tak, ale wtedy byłam pijana!
Umilkły, gdyż przestraszył je niespodziewany rechot dresiarzy. Mężczyźni zajęli pobliską ławkę, swoim zwyczajem siadając na oparciu. Najwyraźniej nie zamierzali szybko stąd odchodzić.
Przerażone kobiety przytuliły się jeszcze bardziej; głaskały się wzajemnie, żeby dodać sobie otuchy. Po kolejnym wybuchu śmiechu Monika zasłoniła uszy Alicji, ta zrobiła dla niej to samo; stykały się nosami, czuły swoje nerwowe oddechy. Kiedy dodatkowo nadjechał tramwaj, przerażona projektantka pocałowała brunetkę, wpychając głęboko język. Za chwilę Alicja odwzajemniła gest i ich języki złączyły się w nerwowym splecie; dla obu kobiet był to najbardziej elektryzujący pocałunek w życiu.
- Dobra ziomeczki, cza odcedzić kartofelki.
Dziewczyny rozczepiły się, ich serca waliły jak młoty. Nie było dla nich ratunku. Złowrogie kroki były coraz głośniejsze, dresiarz bezsprzecznie kierował się dokładnie do kryjówki kobiet. Wkrótce zobaczyły na tle nocnego nieba niewyraźny cień mężczyzny sięgający do swojego krocza. Kiedy zatrzeszczał zardzewiały rozporek, Monika nie wytrzymała i pisnęła najwyżej jak potrafiła; przestraszony dresiarz musiał wypuścić ptaszka z ręki, gdyż obok dziewczyn spadł strumień moczu. Na szczęście niecelny.
Śmiechy mężczyzn umilkły, było jasne, że ją usłyszeli. Zaczęli się zbliżać do kolegi, który przed podjęciem śledztwa pakował interes do spodni. Alicja, korzystając z tego momentu konsternacji, postanowiła zagrać va banque:
- Zajęte! Znajdźcie sobie z chłopakami własny krzak!
Dziewczyny nie mogły zobaczyć twarzy dresiarza, ale brzmiał na zakłopotanego:
- O kuźwa, spoko. Sieg heil.
- Sieg heil.
Najwidoczniej nie byli to tacy zwyczajni dresiarze, ale nie było to już problemem dziewczyn, gdyż po wybuchu głupawego śmiechu mężczyźni rzeczywiście się oddalili. Kiedy Monika nabrała pewności, uszczypnęła Alicję w pierś; brunetka słodko jęknęła.
- Ja ci dam sieg heil! – syknęła projektantka.
- No tak, z nas dwojga to ty bardziej nadajesz się na dominę – Alicja wyobraziła sobie Monikę w obcisłym, skórzanym mundurze i z szpicrutą w dłoniach; dopisała sobie ten obraz do katalogu fantazji erotycznych. Tych do zrealizowania.
- Słucham?
- No wiesz, jak Elza, z „Elza: Strażniczka z SS”. O takiej cycatej esesmance, która zamieniła obóz koncentracyjny w loch sado-maso.
- To jakiś chory film!
- Super, no nie?
Niespodziewanie projektantka odepchnęła ręce kochanki; Alicja wzięła to za objaw złości, ale za chwilę poczuła na piersi dotyk blond loków.
- Ten wieczór był wart obrzyganego buta – szepnęła Monika.
Wzruszona Alicja poczuła nabiegające do oczu łzy, ale powstrzymała je – nie chciała wyjść przy Monice na płaksę, nie teraz, kiedy zazwyczaj zamknięta kochanka zebrała się na takie wyznanie. Zamiast tego gładziła czule blond główkę, skrywając emocje; nie wiedziała, że walcząca z płaczem Monika czuła dokładnie to samo.
Dodaj do ulubionych
14,712
Podziel się ze znajomymi
8.95/10

Jak Ci się podobało?

Średnia: 8.95/10 (19 głosy oddane)

Pobierz powyższy tekst w formie ebooka

Z tej serii

Komentarze (10)

Karolina Kazer

Karolina Kazer · 6 maja 2017+0

Wymoderowano zachwyt, li złe słowo?

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Marc

Marc · 7 maja 2017+0

Wyłącznie za "złe słowo".

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Karolina Kazer

Karolina Kazer · 7 maja 2017+2

Zatem szkoda, że nikt nie komentuje samego opowiadania

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
MrHyde

MrHyde · 7 maja 2017+1

Szkoda ci zachwytu skażonego hailem? wink
Kobieto, miało być porno, a tu poezja:

Przyczajone w krzakach dwugłowe zwierzĘ

i śmichy chichy: zardzewiały rozporek w dresie.

Chwalenie to wielka sztuka, której zupełnie nie posiadam. A tekst jest dobry, "z jajem". Chętnie bym go przeczytał uszami jako audiobook.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Karolina Kazer

Karolina Kazer · 7 maja 2017+0

Szkoda ci zachwytu skażonego hailem? wink


Ja tam nic nie wiem. Po prostu patrzę na komcie, a tu jeden wymoderowany. "Ooo, co tu się stanęło?" pomyślałam.

Zwierz odzyskał ogonek smile

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
MrHyde

MrHyde · 8 maja 2017+0

Widziałem ten koment i reakcję na niego jednego z czytelników, która też zniknęła. To była chyba pochwała, ale strzeż Pannie Boże od takich pochwał.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Imp

Imp · 1 czerwca 2017+2

Fajnie, podoba mi się smile Nigdy nie robiłam tego z kobietą...ale może kiedyś XD

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
CzytelniczkaP

CzytelniczkaP · 4 czerwca 2017+2

Mam nadzieje, że napiszesz kolejną cześć. smile
Miłoby było gdybyś wkrada trochę wyjaśnienia dlaczego Monika jest taka jaka jest. Tego tajemniczego faceta.
Rozwiń jeśli możesz troche flirtu miedzy nimi.
Opowiadanie warte przeczytania :-)

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Karolina Kazer

Karolina Kazer · 8 czerwca 2017+1

Pan ze wspomnień to tylko motyw ubarwiający wypowiedź. A co do kontynuacji...na razie zajmują mnie Sprawy Wagi Najwyższej wink W każdym razie jest tu przestrzeń na rozwój postaci.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Maria

Maria · 21 czerwca 2017+1

Świetne. Proszę o ciąg dalszy.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

lub