Ćwiek i jedwab (IV)

Karolina Kazer Karolina Kazer

22 listopada 2017

hourglass 23 min

Witam po przerwie. Tym razem poza miłością, jest też akcja, krew i przemoc. Pisałam w większym pośpiechu niżbym chciała, ale mam nadzieję, że będziecie usatysfakcjonowani i usatysfakcjonowane :)

Kiedy Alicja wpadła na pomysł pierwszego wspólnego wieczorku filmowego, jej dziewczyna była pewna, że skończy się na jakiejś dziwnej produkcji. Monika, próbując uprzedzić fakty, zaproponowała ze swojej strony pewien poważny islandzki dramat o nieszczęśliwej lesbijskiej miłości; Alicja jednak zbyła ten pomysł.
- Mam dla ciebie coś ekstra – powiedziała podniecona przez telefon.
- Mam nadzieję, że nie film pornograficzny?
- Co? Nie, ale w sumie to nie taki zły pomysł...
- Nie, nie pokaż mi tę swoją niespodziankę – Monika szybko zmieniła temat.
Projektantka bardzo lubiła zbliżenia ze swoją kochanką, ale uważała, że czas wyjść poza sam seks. Pragnęła lepiej zrozumieć swoją nową dziewczynę i sama dać się poznać. Wiedziała jak trudno zbudować poważny związek i była gotowa na poświęcenia, nawet jeżeli wiązało się to z obejrzeniem jakiegoś bardzo głupiego filmu. Poza tym, ostatnio Alicja się poświęciła dając zaciągnąć do opery. Dzielnie zniosła wszystkie akty „Tristana i Izoldy”, chociaż pod koniec nieco przysypiała, a po wszystkim była tak zmęczona, że Monice pozostało jedynie odwieźć ją do domu i położyć spać.
- Ok. Masz wideo. Jest sprawne? – podniecona Alicja układała wszystkie szczegóły.
- Oglądam na nim czasem „Króla Lwa”.
- Dobra. Przyniosę VHS.
- Myślisz, że mi się spodoba? – Monika miała nadzieję, że ton jej głosu jest wystarczająco sugestywny.
- Ba! Myślę, że wybuchną ci patrzałki!
Jeszcze tego samego dnia Alicja przyjechała motocyklem pod blok swojej dziewczyny. Monika nie musiała nawet stawać w oknie, poznałaby ten gaźnik nawet na końcu świata.
Wkrótce zadzwonił dzwonek do drzwi. Obie kobiety ucałowały się w przejściu, potem Alicja zawiesiła na kołu przy drzwiach skórzaną kurtkę oraz kask motocyklowy, a tymczasem Monika poszła drinki.
Kiedy projektantka wróciła z tacką, na stole leżało już pudełko po filmie. Okładka była zużyta, najpewniej miała więcej niż jednego właściciela, ale obrazek przedstawiający piękność w ćwiekowanym bikini był wciąż rozpoznawalny.
- Mówiłaś, że to nie będzie film dla dorosłych.
- Nie jest... częściowo – odparła Alicja. – Ma też inne rzeczy.
- Jakie?
Monika podała okładkę dziewczynie. Ta odczytała z dumą tytuł:
- „Barbarzyńska nimfomanka w piekle dinozaurów”!
Projektantka spodziewała się czegoś takiego. Seks, przemoc i fantastyka – to rzeczy, jakich Alicja poszukiwała w kinie.
- Kto był reżyserem? – zapytała siadając obok kochanki.
- Pewnie jakiś Massimo DiKutasso, czy coś w tym rodzaju. Nie ważne, bo i tak to są pseudonimy.
- To może chociaż aktorzy?
- W głównej Francesca Rossa, grała w „Nazistowscy surferzy muszą umrzeć”, „Maniakalne pielęgniarki odnajdują ekstazę”, jakieś pornole z Ciccioliną, „Der Ruf der blonden Göttin„. Oraz Makbet – spojrzała na Monikę. – Reszta to jacyś źle zdubbingowani Włosi.
- Bo to włoski film, tak? – zapytała z nadzieją projektantka, mając w pamięci dokonania Giuseppe De Santisa oraz Vittorio De Siki.
- Ooo taak – odparła Alicja mają w pamięci dokonania Joego D’Amato oraz Umberto Lenziego.
Uśmiechnięta brunetka wepchnęła kasetę do odtwarzacza. Głowica urządzenia zaświszczała, wyrobiona na wielokrotnie przewijanej śmierci Mufasy, lecz otworzyła zużytą taśmę „Barbarzyńskiej nimfomanki”.
Na ekranie pojawił się obraz zniszczonej metropolii. Ponury gwizd wiatru podkreślał gęstą atmosferę, jaką twórcy filmu chcieli roztoczyć nad początkiem swojego dzieła.
- Jest rok 2006 – ogłosił pompatycznie narrator. – W tej odległej przyszłości nastąpiła katastrofa nuklearna po której nie da się żyć na powierzchni ziemi. Niedobitki ludzi zgromadzone w podziemnych schronach budują maszynę czasu, by przenieść się do czasów dinozaurów i tam odbudować cywilizację.
Monika z trudem stłumiła nerwowy śmiech, tymczasem narrator kontynuował:
- Po latach władzę na ziemi przejmuje okrutny Lord Darkthrone. Ze swojej twierdzy Grim Dark prowadzi łupieżcze napady, by stłumić wszelki opór. W tej mrocznej godzinie jedyną nadzieją ludzkości jest księżniczka Coelophysis...
Projektantka spojrzała pytająco na dziewczynę. Alicja wzruszyła ramionami, chcąc odpowiedzieć: „A nie mówiłam, że będzie coś o dinozaurach?”.
- ... Lord Darkthrone planuje zgładzić księżniczkę – ciągnął narrator. – W tym celu wysyła swoją najlepszą podwładną – wojowniczą Hundrę...

Mknęła przez pole bitwy niczym złota strzała. Jej jasne loki falowały na wszystkie strony tworząc grzywę, którą znali wszyscy jej wrogowie. Każdy godny tancerki ruch wojowniczki uwidoczniał ścięgna i sploty mięśni, tworzące smukłą, jednocześnie piękną i groźną postać. Hundra niczym dzika pantera spadała na wojowników Grayskull i raziła ich buławą z kości ankylozaura. Czasem padał jeden, czasem więcej, było to bez znaczenia, gdyż siły wojowniczki były niespożyte.
Hundra wyżynała sobie drogę ku stojącej na wzgórzu postaci. Znienawidzona Coelophysis, bez zbroi, zakutania w płacz sprawiała wrażenie bezbronnej. Słaba, tak bardzo słaba, myślała o niej Hundra. Wkrótce jej pan będzie z niej zadowolony.
O wilku mowa, w pobliżu przejechał rydwan Darkthrone’a. Potężny, łysy mężczyzna o czarnych wąsach przypominających szczotki raził wrogów z miotacza oszczepów. Rzucał rzadko, ale kiedy już to robił, drewniany drąg przebijał ciała kilku ludzi. Po każdym ataku Darkthrone wydawał z siebie straszliwy ryk, który na moment zagłuszał hałas bitwy.
To jest wódz dla którego warto walczyć, pomyślała dumna Hundra i pospieszyła biegu.
Przed nią została jeszcze tylko gwardia Coelophysis otaczająca wzgórze. Na widok wojowniczki unieśli swoje długie tarcze i położyli włócznie.
Hundra jeszcze bardziej przyspieszyła. To przestraszyło gwardzistów, nigdy nie widzieli podobnej reakcji. Zbili się w ciasną kupę wnosząc tarcze, nie wiedząc czego się spodziewać. Wtedy Hundra zrobiła wślizg, przesuwając się miedzy nogami najbliższego jej żołnierza. Nim zdążył się obrócić, kobieta już roztrzaskała mu czaszkę.
Hundra wykonała straszliwy młynek kosząc zdezorientowanych gwardzistów. Ci stojący dalej zdążyli otrzeźwieć. Skierowali ku wojowniczce swoje włócznie i zaszarżowali. Hundra tylko czekała na ten ruch. Gdy tylko ostrza prawie raniły jej skórę, skoczyła przed siebie, a gwardziści, nie zdążywszy wyhamować, powpadali na własne włócznie.
Druga na górę była wolna. Wojowniczka wskakiwała po wystających kamieniach intonując pieśń bojową. Coelophysis nie reagowała, nie wiadomo nawet, czy była świadoma zagrożenia, tylko stała tak bez ruchu, niczym strach na wróble wetknięty w sam szczyt wzgórza.
I kiedy straszliwa Hundra była już na górze i wznosiła broń do zadania jednego z jej zabójczych ciosów, księżniczka niespodziewanie rozpięła płaszczyk, pozwalając by opadł na ziemię. Bez niego była całkowicie naga.
Hundra instynktownie zamarła, obserwując przepiękny posąg, jaki przed nią wyrósł. Skóra księżniczki była alabastrowa, czarne brwi i kruczoczarne loki odcinały się na białym ciele, czyniąc ją jeszcze bardziej nierealną. Obłe kształty księżniczki zachęcały do dotyku, pieszczot. Wojowniczka opuściła broń, nie mogąc zdobyć się na skalanie tego dzieła sztuki.
Wtedy ta piękna istota ruszyła się ze swojego miejsca i zbliżyła się do Hundry. Delikatnie musnęła karminowymi ustami policzek wojowniczki, a potem rzekła:
- Nie jesteś zła, lecz brak ci miłości. Przyjdź do mnie, a opowiem ci na czym ona polega.
Wtedy księżniczka rozpłynęła się w powietrzu, zostawiając Hundrę z wielką dziurą w sercu. Dla niej bitwa dobiegła do końca.

- To nie ma sensu. Tu nic się nie trzyma kupy! – westchnęła Monika nie ukrywając irytacji.
- Te filmy nie mają być logiczne – odparła Alicja, zapewne spodziewając się takiej reakcji. – One mają ci pokazać to, czego wstydzisz się sama przed sobą.
Monika zmrużyła oczy. Wychwyciła tę uwagę zastanawiając się, czy oby nie ma w niej drugiego dna.

- Ulegnij mi, kobieto! – wycedził przez zęby Lord Darkthrone, niezadowolony z ucieczki Coelophysis.
Uniósł teatralnie dłoń ku twarzy Hundry, złapał ją za brodę. Wojowniczka szarpnęła głową, ale Lord złapał ją za włosy. Rzuciła mu gniewnie spojrzenie, złapała go za rękę, lecz jej nie odepchnęła; patrzyła podniecona, jak Darkthrone zrywa z niej tunikę i rzucą ją na kamienną posadzkę.
Lord przesunął wolną dłonią po ciele Hundry, z brzucha przeniósł się ku piersiom. Ścisnął jedną z nich i pchnął do przodu. Wojowniczka jęknęła, dając się położyć za zasłanym mapami biurku Lorda. W ostatnim zrywie uniosła nogę, by odepchnąć Lorda, lecz ten złapał Hundrę za kolano i brutalnie obrócił kobietę na brzuch.
- Nie wierzgaj! – pogroził potrząsając głową wojowniczki.
Nie puszczając rudych włosów, drugą ręką Lord sięgnął do suspensorium. Poluzował sznurki, by wyjąc zza metalowej plakiety wyprężonego członka. Darthrone wszedł w odbyt Hundry nim ta zdołała cokolwiek zrobić. Kobieta wypięła się w łuk głośno stękając. Lord trzymał ją tak przez chwilę, a potem przygniótł Hundrę swoim ciężarem.
- Zabijesz tę sukę, słyszysz!? To rozkaz!
Darkthrone sprawnie popychał wojowniczkę dając się jej przyzwyczaić. Jej twarz wyrażała ból i coraz bardziej narastające podniecenie; mimowolnie zsynchronizowała się z ruchami swojego pana. Jej piersi ślizgały się po nierównym blacie dostarczając Hundrze dodatkowej rozkoszy. Lord nie musiał już jej trzymać za włosy.
Darktrone znacznie zwolnił i odciągnął kobietę, by móc sięgnąć do jej krocza. Hundra jęknęła, Lord stłumił te westchnięcia wpychając palec do ust wojowniczki..
Zwierzęta wiedzą, kiedy skapitulować przed silniejszym. Hundra uległa całkowicie swojemu panu błagając w duchu, by dał jej łaskę rozkoszy.

Alicja, z racji, że wielokrotnie widziała już ten film, przyglądała się dyskretnie Monice.
Jasnowłosa dziewczyna udawała równie znudzoną jak poprzednio, jednak jej delikatnie rozchylone wargi i zaczerwienione policzki zdradzały pobudzenie. Pochłaniała wzrokiem wijącą się na stole Hundrę. Ładne, leniwe ujęcia tonące w orientalnej muzyce doskonale wydobywały z ciała aktorki wszystkie emocje i drobne, budujące wiarygodność sceny ruchy. Reżyseria nie poświęcała wiele uwagi Lordowi, wszystko było sfilmowane tak, by widz czuł, jakby to jego ręce zaciskały się na ciele Hundry.
Po tym jak aktorzy wydali z siebie ostatni jęk, również Monika cicho westchnęła. Gdy sceneria filmu zmieniła się na bardziej neutralną, zdała też sobie sprawę ze wzroku Alicji.
- Podoba ci się taka dominacja? – zapytała Monika siląc się na oburzony ton.
- Pewnie! Nie chciałabyś, żeby ktoś tak cię wziął tak brutalnie, jak zwierzę, a ty ulegasz, bo tak naprawdę bardzo tego potrzebujesz? Że za każdym ruchem zrywa z ciebie kolejną warstwę obrony i dociera do żądnego seksu jądra? Że na końcu potrafisz tylko jęczeć i prosić o jeszcze?
- Nie!– projektantka była cała czerwona. - A poza tym to było niehigieniczne!
- Dobra, dobra, kłamczucho – Alicja ucałowała dziewczynę w policzek i objęła ją w pasie.

Tym razem Hundra nie chciała zawieść swojego pana. Wykorzystała fortel, by od razu znaleźć się w górnej części zamku Grayskull, gdzie spodziewała się spotkać Coelophysis.
Kierowała się instynktem i znajomością tego typu budowli. Zwiększająca się za każdym rogiem ilość strażników potwierdzała podejrzenia Hundry, że otoczone wieloma warstwami murów prywatne komnaty księżniczki ukryto głęboko we wnętrzu donżonu.
Nie obyło się bez przemocy, ale elitarni gwardziści byli zaskakująco nieprzygotowani na ataki z zasadzki i podstępne morderstwa. Ich ciała wypełniały skrzynie i schowki na miotły.
Wreszcie Hundra znalazła się w pomieszczeniu, które uznała za przedsionek prywatnych komnat Coelophysis. Przeczuwając pułapki, wojowniczka rzuciła przed siebie magiczny proszek aktywujący.
Żaden mechanizm nie został jednak uruchomiony, co zaskoczyło i zaniepokoiło Hundrę. Czyżby proszek był wybrakowany? - myślała. Nie mogła się już wycofać. Weszła ostrożnie do przedsionka nasłuchując wszelkich dźwięków zagrożenia. Powoli stawiając kroki, zbliżyła się do miedzianego wejścia prywatnych komnat.
Wtedy usłyszała za sobą łomot zamykanych wrót. Wojowniczka obróciła się trzymając już w pogotowiu buławę.
Drzwi prowadzące do wnętrza zamku przytrzymywał olbrzym w skórzano-metalowej zbroi nabijanej kolcami. Wiele miejsc jego ciała pozostało nieosłoniętymi, ale głowa była całkowicie skryta we wnętrzu rogatego hełmu. Jego przyłbica była stylizowana na pysk mięsożernego dinozaura.
- Musisz przejść jeszcze przeze mnie – powiedział olbrzym. - Jestem Tarbosaurus.
Bez zbędnych ceregieli wyciągnął dwuręczny miecz rzucając się na Hundrę.
Wojowniczka pozwoliła zbliżyć się Tarbosaurusowi, by w ostatniej chwili uskoczyć i pozwolić mu stępić miecz na wrotach. W tym czasie chciała zdzielić olbrzyma po czerepie, kończąc szybko starcie, ale Tarbosaurus zaskakująco zwinne odchylił głowę na moment przed uderzeniem.
Olbrzym uderzył Hundrę łokciem. Kobieta aż straciła dech i dziękowała w duchu bogom, że nałokietnik nie był nabijany kolcami.
Tarbosaurus wykręcił się, zbijając niezdarny cios Hundry. Siła uderzenia wytrąciła buławę z rąk wojowniczki. Wtedy Hundra, zamiast odskoczyć, czego spodziewał się olbrzym, wykonała swój popisowy numer z wślizgiem między nogami. Tym razem była uzbrojona w krótki sztylet, który służył jej do zdejmowania strażników, a teraz przejechał po odkrytym brzuszysku Tarbosaurusa.
Hundra była już po drugiej stronie, gry usłyszała jak olbrzym zwala się na kolana.
- Zbliż się... muszę ci coś powiedzieć... – Tarbosaurus dyszał, a z jego ust wyciekała ciemna krew. Trzymał się za rozerżnięty brzuch, by zatrzymać organy we wnętrzu.
Wojowniczka pochyliła się na dogorywającym przeciwnikiem. Każdy ma prawo do ostatnich słów.
Tarbosaurus uniósł głowę, jakby chciał spojrzeć w oczy wojowniczki. Już w następnej chwili Hundra usłyszała bulgot wyciąganych wnętrzności. Przeciwnik błyskawicznie wyciągnął własne jelita i zarzucił je pętlą na szyję wojowniczki. Nim zdążyła zareagować, wypełnione nieczystościami flaki miażdżyły jej krtań, a Tarbosaurus rechotał triumfalnie.

Przerażona Monika zakryła oczy jak dziecko. Krew i wywlekane wnętrzności to za dużo jak na jej możliwości. Alicja przytuliła ją jeszcze mocniej, głaszcząc po głowie. Tymczasem z głośnika telewizora wydobywały się wrzaski bólu i klekot zderzającej się stali.
- Czy straszne rzeczy już się skończyły? – jęknęła Monika, gdy hałasy ustały.
Alicja rzuciła okiem na film. Hundra już uporała się z Tarbosaurusem i ruszyła po schodach do kwatery księżniczki.
- Tak.
Projektantka opuściła dłonie i spojrzała gniewnie na dziewczynę:
- Dlaczego pokazujesz mi takie okropne rzeczy.
Alicja nie odpowiedziała, zamiast tego głaskała kochankę szepcząc czule: „Już dobrze, nic się nie dzieje”.
- Jesteś niedobra. Nie lubię cię – fuknęła Monika pozwalając się głaskać.

Hundra wybiła sobie drogę ku komnatom Coelophysis. Teraz mnie nie zaskoczy. Już ja jej wytłumaczę tę całą miłość!, powtarzała w myślach potrząsając buławą.
Drzwi ku komnatom były uchylone. Wojowniczka wpadła do środka, ale nikogo nie napotkała. Chciała zawołać księżniczkę, krzycząc coś o tchórzach, ale Coelophysis sama pojawiła się w jednej z framug odchylając zasłonę barwnych koralików.
Księżniczka nic nie powiedziała, tylko uśmiechnęła się tajemniczo i zaraz zniknęła w przejściu. Hundra, utraciwszy większość swojego kurażu, ruszyła za nią.
Drugie pomieszczenie okazało się basenem. Coelophysis spokojnie kroczyła ku wodzie delikatnie kołysząc biodrami. Hundra była zafascynowana tym ruchem, cała jej uwaga skupiała się na wznoszących pośladkach księżniczki. Jeszcze nigdy nie czuła niczego podobnego.
Coelophysis weszła po schodach do wody, zatrzymała się jednak, nie słysząc żadnego ruchu ze strony Hundry. Obróciła się:
- Jesteś cała we krwi, waleczna istoto.
- No...no i co z tego?
- Chyba nie chcesz mnie zabić w takim stanie?
Po tych słowach Coelophysis rzuciła się na głęboką wodę i popłynęła w kierunku sztucznego wodospadu.
Hundra spojrzała po sobie. Rzeczywiście nie wyglądała zbyt dobrze, a jej skórzane okrycie znaczyły plamy nie tylko nowe, ale i stare, już dawno zaschłe. Darkthronowi nigdy to nie przeszkadzało, po prostu zrywał z niej ubranie.
Wojowniczka zdjęła okrycie i wskoczyła do wody. Darowała sobie buławę, Coelophysis nie wyglądała na kogoś, kto może się samodzielni obronić.
Cień księżniczki migotał zza kaskady wody. Hundra popłynęła w tamto miejsce. Wyciągnęła dłonie, próbując wymacać Coelophysis po drugiej stronie wodnej zasłony, a gdy niczego nie dotknęły, sama przekroczyła kaskadę. Po drugiej stronie niczego nie było.
- Obmyta wyglądasz znacznie lepiej – powiedziała księżniczka zza pleców Hundry. Wojowniczka spodziewała się sztyletu, na sekundę przed spodziewaną śmiercią pluła sobie w brodę, że dała się tak łatwo zaskoczyć, a wtedy poczuła na plecach parę dużych piersi. Coelophysis objęła Hundrę w pasie.
- Powiedz, czy dzieliłaś rozkosz z kobietą? – zapytała zmysłowo księżniczka.
Zaskoczona Hundra wydusiła z siebie tylko słabe „Nie”.
- Jeżeli dam ci coś, czego nie dał ci nikt inny, czy darujesz mi życie?
Wojowniczka parsknęła.
- Jeżeli myślisz, że potrafisz mnie poruszyć bardziej niż Lord Darkthrone to śmiało, próbuj. Ja w niczym ci nie pomogę.
- Taka jesteś pewna?
- Zaiste – Hundra podciągnęła ostatnią samogłoskę, gdy Coelophysis ścisnęła jej piersi.
- Przysięgnij wiec, że jeżeli dam ci większą rozkosz niż ktokolwiek w twoim życiu, to dołączysz do mojej krucjaty przeciw Darkthrone’owi. A jeżeli polegnę, to ja przysięgam, że dam ci swoją głowę na tacy.
- P-p-przysięgam – jęknęła Hundra, ponieważ dłonie księżniczki niebezpiecznie zbliżyły się ku jej podbrzuszu.
Wojowniczka wzięła głęboki oddech. Nie zmierzała dać się zbałamucić. Spięła wszystkie członki, próbując odgonić myśli o rozkoszy.
Coelophysis wiedziała gdzie dotykać kobietę. Nie zamierzała też marnować zbyt wiele czasu na to wyzwanie, chociaż potrafiła przedłużać nadejście spełnienia. Hundra była już odpowiednio rozgrzana, wystarczyło zaangażować obie dłonie w krytycznych punktach, pobudzić wnętrze palcami lewej ręki, a prawą dać łechtaczce wojowniczki czułość, jakiej nigdy nie zaznała. Nawet Hundra była zaskoczona jak szybko wpięła palce w jędrne uda księżniczki.
Wyginała ciało, by doznać jeszcze więcej rozkoszy. Napięcie rosło szybko, za szybko, by wojowniczka mogła się oprzeć, a nawet zauważyć, że czuje coś intensywniejszego niż kiedykolwiek wcześniej. Myślała, że zna pożar, podczas gdy dotychczas patrzyła jedynie na ognisko. Niespodziewany język wydobywający się w gardła Hundry ogłosił koniec zawodów.
- C-c-co to za czary miłosne? – wyjąkała.
- To nie czary. Dałam ci tylko to, czego nie doznałaś od żadnego z tych brutali których spotkałaś. Ten dar – pocałowała Hundrę – nazywa się „orgazm”.

Monika, ochłonąwszy już od sceny z biurkiem, teraz ponownie się rozgrzała. Tym razem pobudzenie było podwójne, ponieważ w pościeli zamkowej sypialni drżały dwa cudowne kobiece ciała, jedno atletki, drugie zmysłowej księżniczki, tworzące razem dyszącego Uroborosa. Monika, skupiwszy całą uwagę na obrazie, na wpół świadomie ocierała o siebie uda. Nie zaważył nawet, gdy Alicja zalotnie opuściła stanik projektantki, a jej sterczący sutek wydostał się na wolność, przebijając zza koszuli.
- Mam wyłączyć? – Alicja położyła dłoń na kolanie dziewczyny, ale Monika delikatnie ją odsunęła.
- Zaczekaj. Nie lubię zostawiać filmu bez poznania zakończenia. Zobaczymy, co będzie dalej.

Jechały przez las, była noc, lecz ich rumaki bez trudu odnajdywały drogę pomiędzy drzewami. Za nimi w luźnej formacji podążali jeźdźcy Grayskull, zakuci w pancerze upodobniające ich do szkieletów. Byli jak posępne zmory, jak gon przemierzający świat, lecz błyszczący kostur jadącej na czele Coelophysis uświadamiał nielicznym widzom tego spektaklu, że ta złowieszcza armia przyniesie zgubę tylko jednej osobie – ciemiężcy Darkthrone.
Tymczasem Hundrę niosły skrzydła miłości. Serce które pokochała było tuż po jej prawicy. Księżniczka nie miała na sobie nic poza płaszczem z kapturem, podmuchy nocnego wiatru okrywały jej gładkie, alabastrowe ciało.
Zamek wroga już się wyłaniał spośród drzew. Posępna budowla, z której murów wyzierały magicznie podświetlane zielenią nietoperze, jaszczury i gargulce wywierała złowrogie wrażenie. Topiło odwagę i skłaniało do ucieczki.
Coelophysis wyczuła wahanie Hundry. Złapała wojowniczkę za ramię i krzyknęła:
- Nie martw się! Zwyciężymy!
Hundrze nie trzeba było innej zachęty. Obróciła się w siodle i wyciągnęła buławę.
- Dalej wojowie, dalej! – krzyknęła do jeźdźców. – Jeszcze tej nocy reżim Lorda Darkthrone upadnie!
Hundra zaintonowała pieśń bojową wojowniczych amazonek. Mężczyźni zaraz ją podchwycili, chociaż nie rozumieli słów. Nie bali się, że wróg ich usłyszy. Przeciwnie, pragnęli konfrontacji, honorowej walki ze znienawidzonym wrogiem i jego potworami.
Wkrótce mieli dowieść swej wartości, gdyż na opadającym moście zamku dostrzegli szarżującego ku nim tyranozaura bojowego...

- O, faktycznie jest scena z dinozaurem – zauważyła Monika obserwując pokraczne ruchy animowanej poklatkowo bestii.
- Na to poszła połowa budżetu – odparła Alicja, skarbnica ciekawostek na temat kina, które umarło wraz z nośnikami magnetycznymi.

To już był prawie koniec. Hundra i Coelophysis przedarły się do sali tronowej, podczas gdy ich ludzie walczyli z niedobitkami wroga. Darkthrone podjął je ze swojego mrocznego tronu. Wygłosiwszy pełną pogardy mowę chwycił za miecz i zamachnął się na księżniczkę. Hundra sparowała ten cios, a potem sama zaatakowała, zmuszając Lorda do defensywy.
Po krótkiej wymianie ciosów Darkthrone wiedział, że nie da rady wygrać z niedawną faworytą. Zamiast tego uciekł się do podstępu – pozwalał Hundrze spychać się ku ścianie, ku stojakowi z bronią. Znalazłszy się w odpowiednim miejscu sięgnął po procę i zamachnął się, uderzając kamieniem w głowę biernie przyglądającej się Coelophysis. Księżniczka padła na wznak.
- Nie! – wrzasnęła Hundra.
Darkthrone obronił się, ale jego miecz pękł od uderzenia buławy. Lord był zbyt zdezorientowany tym faktem, by cokolwiek zrobić, gdy spadało na niego drugie, tym razem zabójcze uderzenie, roztrzaskujące jego czaszkę na drobne kawałki.
Hundra nie miała czasu napawać się widokiem mózgu Darkthrone rozsmarowanego na ścianie sali tronowej. Jej Coelophysis była ranna.
Z głowy księżniczki ciekła krew. Chociaż rana była niewielka, ziała niczym najstraszniejsza otchłań. Serce Coelophysis biło, ale słabiej, coraz słabiej. Zrozpaczona Hundra zawołała po pomoc, lecz nikt nie odpowiadał. Wrzeszczała, ale na próżno, a ciało Coelophysis zaczynało zdradzać brak krążenia. Wtedy Hundra rozpłakała się, znacząc łzami alabastrową skórę kochanki.
I w tej najczarniejszej godzinie, kiedy wrażenie niedawnej walki, triumf i trwoga zmieszały się w jego, Hundra poczuła na policzku delikatny dotyk. Otworzyła oczy i zobaczyła, że księżniczka uśmiecha się do niej:
- Widzisz, to właśnie miłość o której ci mówiłam.

- Jak ci się podobało? Tylko bądź szczera! – zapytała podniecona Alicja.
Zaczęły się napisy końcowe, Coelophysis i Hundra jechały ku wschodzącemu słońcu. Mimo pewnych pozytywnych wrażeń, Monika miała już przygotowany osąd na temat tego zobaczyła - było to tandetne, źle zrobione i raczej infantylne kino w bardzo złym smaku. Coś, co powinno przestać istnieć wraz z kasetą VHS na której zostało nagrane.
Ale wtedy spojrzała w oczy Alicji i zobaczyła w nich te radosne iskierki, które zawsze roztapiały jej serce. Ciepło tak wielkie, że Monika chciała zakrzyknąć do towarzyszki „Kocham cię!”. Słowa, które wciąż bała się wypowiedzieć, gdyż racjonalną stroną jej osobowości wciąż miotały zbyt duże wątpliwości.
- Myślę, myślę... – projektantka szukała słów. – Myślę, że jeżeli płynie z tego jakaś nauka, to taka, że prawdziwa miłość zawsze pokona przeciwności. Choćby nie wiem jakie. Nie wiem czy każda miłości, ale na pewno lesbijska.
Uszczęśliwiona Alicja chciała o coś zapytać, ale dziewczyna pocałowała ją i gdy jeszcze wciąż grała muzyka napisów końcowych, obie kobiety zaczęły się kochać.
Monika nie chciała rozmawiać na ten temat, jeszcze nie teraz.
Dodaj do ulubionych
6,257
Podziel się ze znajomymi
7.94/10

Jak Ci się podobało?

Średnia: 7.94/10 (16 głosy oddane)

Pobierz powyższy tekst w formie ebooka

Z tej serii

Komentarze (2)

paty_128

paty_128 · 29 listopada 2017+1

Bardzo fajne! Ta niepewność... Brak odwagi do wypowiedzenia tych dwóch słów... Fajnie przedstawiona gra uczuć. Podobało mi się smile

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Karolina Kazer

Karolina Kazer · 29 listopada 2017+0

Dziękuję za miłe słowo smile

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

lub