Księżycowa opowieść (III)

deal deal

16 lutego 2012

hourglass 55 min

Na początek mała porcja wazeliny: Bardzo dziękuję wszystkim, którzy dodali ocenę do moich dwóch poprzednich tekstów, niezależnie od jej wysokości. Dziękuję także za wszystkie komentarze, zarówno te niepozytywne jak i pozytywne, bo to one dają kopa do działania, są "wenopędne" jak już kiedyś napisałam. Pozostaje mi mieć nadzieję, że czytanie moich tekstów przynosi Wam tyle radości, ile mi pisanie ich.

"Będą ci grały nocą sierpniową
wiatry strojone barwą słońca
będą śpiewały, śpiewały bez końca

Będziesz miała imię
jak wiosenna róża
będziesz miała miłość
jak jesienna burza"


- Kopę lat! - Nadia uściskała mnie już w drzwiach. - Zobacz co tu mam. - Zrobiła chytrą minę i wyjęła zza pleców mojego ulubionego słodkiego szampana. - Bąbelki!
Nadia. Pamiętam jak kilkanaście lat temu po raz pierwszy usiadłyśmy razem w szkolnej ławce.
- Ojej! Jaki śliczny piesio! - Pisnęła wtedy radośnie.
- Piesio? - Zapytałam zdezorientowana.
- No tu, na twoim zeszycie moja nowa niemądra koleżanko! - Wskazała paluszkiem okładkę mojego zeszytu.
- To Alaskan Malamute. - odpowiedziałam.
- Naprawdę? Ale dziwne imię dla psa. - Zmarszczyła piegowaty nosek.
- To nie imię, tylko rasa! - Spojrzałyśmy na siebie i chyba już wtedy wiedziałyśmy, że będziemy się wspaniale uzupełniać. Rzeczywiście tak zostało. Nadia była nieco szalona, taki typ dziewczyny z emocjonalnym ADHD, nigdy nie można było się z nią nudzić. Ja byłam buforem, neutralizowałam jej niekiedy karkołomne pomysły. Tłumaczyłam jak małemu dziecku dlaczego na przykład bieg prawie nago po pijaku przez miasteczko akademickie w środku nocy, nie jest najszczęśliwszym pomysłem zważywszy chociażby na to że jest środek grudnia.
- Idź do salonu, przyniosę kieliszki. - Poleciłam jej ze śmiechem. Po chwili wróciłam ze szkłem, a ona zabrała się za otwieranie butelki. Pop! I złote bąbelki przyklejały się do ścianek kieliszka.
- No, to opowiadaj. - Spojrzała na mnie upijając łyk.
- Co chciałabyś wiedzieć?
- Chcę wiedzieć absolutnie wszystko.
- Dobrze.. Więc, przyjęli mnie na okres próbny do tego labu, o którym ci mówiłam, ale dopiero od przyszłego miesiąca, z kasą krucho, więc wakacje spędzam w domu jak widać z resztą, rodzice mają się dobrze...
- Błagam! - Przerwała mi. - Ty mi tu nie pitol, tylko gadaj jak on się nazywa.
- On? - Spojrzałam na nią zaskoczona.
"Skąd ona u diabła o nim wie?!" zdziwiłam się, bo przecież z Arturem spotykaliśmy się dopiero od kilku tygodni.
- On. I nie próbuj mi wmawiać, że nie ma żadnego onego. Oczy ci błyszczą, uśmiechasz się wciąż jak nienormalna.
- Ehhh... Zdążyłam zapomnieć, że nic się przed tobą nie ukryje, czarownico. - Próbowałam się wykręcić. - To nic szczególnego. Ot, taki tam...
- Jaki on jest? - podekscytowała się.
- Nadi, nie ma o czym mówić. Ot, facet jakich miliony na tym świecie. - Chciałam zbyć ją jak najszybciej. Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi.- Przepraszam, pójdę otworzyć.
Gdy uchyliłam drzwi zauważyłam jakiegoś mężczyznę w granatowej bejsbolówce trzymającego spore pudełko.
- Dzień dobry. - Przywitał się. - Pani... Klara Roth... Rot... Rotm... - Dukał próbując odczytać moje nazwisko z kartki.
- Rothermeyer – westchnęłam. - O co chodzi?
- Przesyłka dla pani. - Podał mi kwit i długopis. - Proszę tu podpisać.
- Przesyłka? Od kogo?
- Ja jestem tylko posłańcem, psze pani. Proszę tu podpisać. W środku, w pudle powinien być bilecik.
- Proszę. - Oddałam mu kwit i długopis. Pożegnał się i zbiegł po schodach. Zaniosłam pudło do salonu i położyłam na stole.
- Kurier przyniósł. - ubiegłam jej pytania.
- No, otwórz! - Uklęknęła nad kartonem zawiązanym wielką kokardą.
- Ja pierdolę... - Jęknęłam. - Jak w tanich romansach.
- Przestań dramatyzować, niewdzięcznico. Facet ma gest. Otwieraj! - ekscytowała się Nadia. Podniosłam pokrywę i naszym oczom ukazał się strój. Kąpielowy. Dokładnie czarne bikini. Czarne bikini z grubej matowej lycry. Stanik bez ramiączek, którego miseczki połączone były ze sobą złotą metalową wstawką w kształcie litery "u". I mikroskopijne figi.
- Wow! - Moja koleżanka podniosła majteczki. - Przyjemniutki fetysz...
Patrzyłam na ten prezent z uniesioną brwią. Wzięłam do ręki bilecik. Na małym kartoniku skreślone było tylko jedno słowo i inicjał, "Popływamy? A.".
- Bikini? Popływamy? - Nadia spojrzała na mnie zaskoczona. - Zaczęłaś nosić bikini?
- Nie. Zacznę od dzisiaj. - odpowiedziałam z uśmiechem i zamknęłam pudło.
Nadia wiedziała dlaczego nie nosiłam dwuczęściowych strojów. Dlaczego chowałam mój brzuch najgłębiej jak potrafiłam. Po prostu nie miałam ochoty znosić tych wszystkich ciekawskich spojrzeń i pytań "co się stało?".
- Wie?
- Wie.
- Ale jazda. - Nadia rozparła się na kanapie i sączyła w zamyśleniu szampana. Już otwierała usta by coś powiedzieć gdy rozległ się kolejny dzwonek do drzwi.
- Oszaleję. - Poszłam otworzyć. W drzwiach stał... Artur.
- Dzień dobry, mon chérie. - Zdjął słoneczne okulary i mrugnął do mnie swym rubinowym okiem.
- Zwariowałeś do cholery?! Gdzie twoje szkła? Zakładaj te okulary! - szepnęłam spanikowana. - Co ty tu robisz?
- Myślałem, że mogę odwiedzać swoją... Kobietę, bo... - Był zaskoczony moim zachowaniem. - Bo jesteśmy chyba razem, prawda? Tak mi się wydawało...
- Oczywiście, że tak, ale mam gościa. - Wciąż szeptałam spanikowana.
"Ona nie może go tu zobaczyć! Nie teraz, nie dzisiaj."
- Klara? - usłyszałam głos koleżanki. Artur błyskawicznie założył okulary na nos. - Wszystko w... porządku? - Zrobiła pauzę na widok mojego krwiopijcy.
- Dzień dobry - Rozpromienił się na jej widok.
- Artur wpadł tylko na chwilę. Bardzo się śpieszysz, prawda? - Spojrzałam na niego znacząco.
- Artur? Ach, Artur! Nie, no pan Artur na pewno chciałby zostać z nami chwilę, prawda? - Paplała jak najęta. - Taki gorący dzień, na pewno chciałby pan się czegoś napić? Oj, Klara, Klara... - Pokiwała głową z udawaną dezaprobatą. - Nie spodziewałam się po tobie takiego braku dobrego wychowania.
- Nnnie, jjja... To nic. Rzeczywiście ja tylko na chwilę. Widzimy się później, tak? - Zaczął się wycofywać.
- Ależ wejdź, wejdź. - Nadia wręcz wciągnęła go do domu. - Koniecznie musimy się poznać. Nadia. - Wyciągnęła do niego dłoń. - Jestem przyjaciółką Klary.
Artur wahał się z podaniem jej dłoni, ale w końcu wyciągnął ją i uścisnął rękę dziewczyny.
- Artur. Chyba jestem chłopakiem Klary. - Odpowiedział niepewnie.
- Huh, zimny z ciebie chłopak. - Cofnęła dłoń zdziwiona. - Dobrze się czujesz?
- Jjja? Tak, oczywiście. - Odparł nerwowo. - To klimatyzacja. Klimatyzacja w moim aucie jest po prostu doskonała. Chłodzi, a wręcz mrozi. - Uśmiechnął się.
- Chodźmy do salonu. - Zmieniłam szybko temat. - Napijesz się czegoś?
- Wody - odparł Artur. Siedzieliśmy przez chwilę rozmawiając o wszystkim i o niczym. Nadia patrzyła na niego z szeroko otwartymi oczami.
- Ty zawsze tak? - Zwróciła się do niego wskazując palcem na swoje oczy. - W okularach?
- A, to... - dotknął oprawek.
"No to koniec. Pozamiatane."
Poczułam zimny skurcz w żołądku.
- Trochę choruję. - Odparł szybko. - Lubię zimno w aucie jak już zauważyłaś. I... To zapalenie spojówek! Nie chciałbym was teraz straszyć widokiem takich oczu. Sama rozumiesz. - Uśmiechnął się przepraszająco. - A tak w ogóle, to ja już będę uciekać. Czas mnie goni. - Wstał. - Miło było cię poznać Nadio. - uśmiechnął się lekko do niej. - Widzimy się później, tak? - Zwrócił się do mnie.
- Zadzwonię - uśmiechnęłam się nerwowo, czułam wręcz niewysłowioną ulgę, że już wychodzi. Chciał mnie pocałować na pożegnanie, ja się odwróciłam, później ja chciałam go pocałować i tak się zamieszaliśmy, że w końcu cmoknął mnie tylko w czubek głowy i wyszedł. Odetchnęłam.
- Nic takiego? - zacytowała tym pytaniem moje słowa. - Ale towar! - Zapiszczała Nadia. - Skąd ty go wytrzasnęłaś, dziewczyno?
- Nie przesadzaj... - hamowałam jej ekscytację.
- Nie przesadzaj? - Spojrzała na mnie - wygląda jak zdjęty z okładki. Ten wzrost, ta klata, te usta... - Przyłożyła dłonie do serca zgrywając się tym teatralnym gestem. - Tylko ta blizna... Co mu się stało?
- Aaa... Długo by opowiadać. - odpowiedziałam wymijająco, bo w zasadzie nie znałam odpowiedzi.
- Mafioso czy jak? - zastanawiała się.
- Nie! Skąd ci to przyszło do głowy? - roześmiałam się.
- Heloł? Przyjechał taką furą, że musiałabym pracować na nią dobre kilka lat, ubrany w koszulę i dżinsy z najnowszej kolekcji Calvina Kleina, okulary od Armaniego, pachniał też drogo - wyliczała.
- Jesteś... - Zabrakło mi słów. - Jesteś obrzydliwą materialistką. - Ofuknęłam ją ze śmiechem. - Blachara!
- Saaama jesteś blachara! - roześmiała się i rzuciła we mnie poduszką. - Ej, a powiedz... Dużego ma? - Uniosła brwi i zrobiła głupawą minę.
- Nadi! - Spojrzałam na nią zawstydzona.
- No coo... Ja ci zawsze opowiadałam. - upiła łyk szampana.
- Nic ci nie powiem, ty podpita nimfomanko!
- No weź, opowiedz coś. Dobry jest w te klocki? - dociekała.
- Jesteś okropna! - Teraz ja rzuciłam w nią poduszką. - Nie wiem, nie sprawdzałam.
- Nie wiem jak ty to robisz, żelazna dziewico. Mieć tak ciało w zasięgu ręki... Darłabym z niego te drogie łaszki zębami, a ty nawet nie próbowałaś go dotknąć.
- Tego nie powiedziałam... - Zerknęłam na nią tylko i wbiłam wzrok w podłogę przygryzając ze śmiechu dolną wargę.
- Wiedziałam! - krzyknęła rozpromieniona. - Zdzira! - śmiała się już w głos. Obie zaczęłyśmy się śmiać.
Po wyjściu Nadii zadzwoniłam do Artura.
- Cześć, piękna - usłyszałam jego wesoły głos w słuchawce.
- Cześć, bestio.
- Oj, zaraz tam bestio - oburzył się. - Od czasu do czasu osuszę jakąś wierzgającą istotkę i zaraz że bestio... - Zdziwiłam się, że zażartował na ten temat.
- Przepraszam za Nadię. Ona już taka po prostu jest...
- Przepraszasz? Ale za co? W porządku dziewczyna. Też koniecznie muszę poznać cię z moim najlepszym kumplem, Dominikiem. Wpadniesz do mnie wieczorem?
- Będę na kolację.
- W roli głównego dania?
- Co powiesz na lampkę czerwonego płynu ustrojowego?
- Mmm... Brzmi świetnie.
- Dobry rocznik, świetnie natleniona, bogata w składniki odżywcze, od najlepszego dawcy mieście.
- Łaaał, idealnie podgrzane?
- Oczywiście. Będzie tak, jak lubisz, trzydzieści sześć i sześć.
- Cudownie.
- Osocze... - Wypowiedziałam to słowo iście erotycznym tonem.
- Mmm...
- Erytrocyty...
- O, tak...
- Leukocyty...
- O, skarbie, jesteś taka niegrzeczna...- Mruczał do słuchawki, ale słyszałam, że powstrzymuje się by nie wybuchnąć śmiechem. - Poświntusz jeszcze...
- Megakariocyty...
- O, tak, maleńka.
- Granulocyty, erytropoeza, hemoglobina, saturacja, neutrofile...
- O, kochanie, bo zaraz oszaleję!- Wydyszał po czym wybuchnął śmiechem. - Jesteś nienormalna!
- Ja? To ty jęczysz na dźwięk kilku biologicznych terminów. - Śmiałam się razem z nim.
- Zamówię pizzę. Czekam na ciebie o dwudziestej.
- Okej, będę.
Wzięłam prysznic i przebrałam się w swoje nowe bikini. Z pewną dozą nieśmiałości stanęłam przed lustrem. Na tle czarnego materiału i opalonej skóry blizna straszyła perłowo białym odcieniem, ale jej widok, o dziwo, nie wzbudził mojego niepokoju. Patrzyłam na nią tak, jakby była zwyczajną częścią mojego ciała.
"Ot, taka już moja uroda."
Przyglądałam się sobie. Widziałam swoje odbicie jakbym była kimś innym, kimś nowym. Tak jakbym dopiero zauważyła jakie mam ładne piersi. Dotknęłam ich, spowitych w gładką lycrę, spodobały mi się. Byłam zdziwiona swoim spostrzeżeniem, bo przecież nie patrzyłam na nie po raz pierwszy. Mój wzrok prześlizgnął się na brzuch. Nie był wysportowany, umięśniony, ale był płaski, gładki. Na biodra, dość szerokie, ładnie zaokrąglone. Na nogi, które nie były długie, ale zgrabne i skóra na nich była gładka.
"Wystarczy, bo jeszcze się w sobie zakocham. Zgniję w piekle za pychę." skarciłam się z uśmiechem.

***
Dochodziła dziewiętnasta, siedziałem na tarasie sącząc whisky z lodem. Sięgnąłem po telefon, by zamówić pizzę na wieczór, gdy usłyszałem dzwonek do drzwi.
"Przyszłaby tak dużo przed czasem?" zastanowiłem się. Nawet nie byłbym taki rozczarowany widząc wcześniej ukochane zielone oczy. Otworzyłem drzwi i stanąłem jak wryty. Zimny skurcz zacisnął się stalową obręczą wokół mojego brzucha.
- Witaj, Arturze.
- Witaj, Michaile. - Ledwo udało mi się wydobyć głos.
Michaił. Jeden z kilku osobistych wysłanników kogoś, kto w naszym wampirzym świecie pełnił rolę kontrolera. Można by rzec, że był to ktoś taki jak król, sprawował pieczę nad nami, krwiopijcami i trzymał wszystkich silną ręką od kilku tysięcy lat. Zajmował się na przykład tym, byśmy nie rzucali się zbyt mocno w oczy. Jeżeli ktoś nie stosował się do tych zasad, był że tak powiem "neutralizowany". Jednym słowem - jego serce szybko opuszczało bezpieczną klatkę. Piersiową. Michaił był jednym z tych, którzy niepokornych albo upominali, albo właśnie wysyłali w niebyt. Wiedziałem już czemu zawdzięczam tą wizytę.
- Nie wpuścisz mnie? - zagadnął z uprzejmym uśmiechem. Czerń jego idealnie skrojonego garnituru zdawała się pochłaniać większość światła rozproszonego wokół.
- Oczywiście, przepraszam. Wjedź - otworzyłem drzwi szerzej. - Proszę tędy. - Wskazałem dłonią. - Usiądziemy na tarasie. Napijesz się czegoś?
- Słyszałem, że masz doskonały gust jeśli idzie o whisky. - Skłonił się lekko. - Chętnie sprawdziłbym te plotki. - Dokończył kładąc nacisk na ostatnie słowo.
- Zapewniam cię, że są całkowicie słuszne.- Siliłem się na lekki ton, chociaż byłem zwyczajnie przerażony.
Mój lęk brał się stąd, że jak już wspomniałem, Michaił był jednym z najsilniejszych wampirów na świecie. A ja mógłbym stanąć w szranki z moimi pobratymcami, jak na przykład mój przyjaciel Dominik, czy kilku innych, ale nie z nim. Zbyt długo nie żywiłem się ludzką krwią, by móc walczyć z kimś takim jak on.
Przyniosłem dwie szklanki i jedną postawiłem przed Michaiłem. Podniósł ją i zaciągnął się aromatem bursztynowego alkoholu. Następnie spojrzał przez jego pryzmat na słońce i upił mały łyk.
- Wyborna - zwrócił się do mnie.
- Dziękuję - skinąłem lekko głową. - Czemu zawdzięczam twoją wizytę?
- A tak, byłbym zapomniał. - Wyszczerzył zęby w szerokim uśmiechu. Widok jego obnażonych kłów, nawet że w uśmiechu, wcale nie sprawiał iż poczułem się lepiej. Wręcz przeciwnie. - Widzisz, Arturze, doszły nas słuchy o twoich brzydkich poczynaniach, tutaj, na zachodzie. Nie muszę chyba tłumaczyć o czym... o kim, mówię, prawda? - Przestał się uśmiechać. Jego ton był tak lodowaty, że pomimo sierpniowego upału niemal czułem jak odmraża mi policzki.
- I fatygowałeś się do mnie przez pół Rosji i całą Polskę, by mi o tym powiedzieć? Doprawdy, Michaile, zbytek łaski. - Uśmiechnąłem się uprzejmie. Nie zdążyłem mrugnąć jak znalazł się przy mnie, niemalże podnosząc mnie z krzesła trzymając poły mojej koszuli. Jego twarz od mojej dzieliły centymetry. Raczej nie był w nastroju do żartów, o czym miałem boleśnie przekonać się za chwilę.
- Słuchaj, arogancki dupku, jestem tu, by dać ci jasno do zrozumienia, że górze nie podobają się twoje schadzki z tą długowłosą cizią, jasne? - W jego głosie było już wyraźnie słychać obcy akcent. - Więc bądź tak grzeczny i przestań posuwać swoją karmę, albo sam staniesz się nią dla nas. Nasi chłopcy na wschodzie ostrzą już kły by dobrać ci się do tyłka.
- Jeśli mogę. - Dotknąłem lekko jego ramienia i odsunąłem od siebie na tyle, na ile pozwalała długość jego ramion. - Po pierwsze, jestem zaszczycony, że sam fatygowałeś się do mnie. Po drugie raczej nie planuję uczty na tej długowłosej cizi, jak ją uroczo nazwałeś. Chciałbym cię również poinformować, iż sitofilia nie jest moją bolączką, a po trzecie... - Widziałem, że jego wściekłość miesza się teraz ze zdumieniem. - ...mam smutną wiadomość dla chłopców ze wschodu. Otóż, jeśli chodzi o mój tyłek, to stanowczo obowiązuje tam ruch jednokierunkowy. - Mrugnąłem do niego.
"Co ja, kurwa, najlepszego wyprawiam?" ta krótka myśl zdążyła zabłysnąć w moim umyśle nim Michaił podniósł mnie za poły koszuli i rzucił prawie na drugi koniec ogrodu. Uderzyłem głową o pień drzewa, które przechyliło się i leżało teraz smętnie dyndając korzeniami ponad powierzchnią ziemi. Zamroczyło mnie na chwilę i nim zdołałem się podnieść Michaił znów do nie doskoczył.
- Zawsze taki byłeś, arogancki idiota! - Złapał moje włosy i odgiął głowę do tyłu. Już wiedziałem, że czeka mnie bardzo nieprzyjemna przygoda. - To jest pierwsze i ostatnie ostrzeżenie. Albo ona zniknie z twojego życia, albo... - Zrobił krótką pauzę i błysnął długimi już jak jasna cholera kłami w szyderczym uśmiechu. - ... poszerzy nasze kręgi, a jeżeli nie...
Poczułem tylko palący ból na szyi. Próbowałem się szarpać, ale Michaił trzymał mnie w swoim stalowym uścisku. Robiło się co raz ciszej i co raz ciemniej...

***

Chwilę przed dwudziestą zapukałam do drzwi domu Artura.
"Co ja robię?" uśmiechnęłam się sama do siebie i nacisnęłam klamkę. Weszłam do środka, panowała tam zupełna cisza.
-Jestem!- Zawołałam i weszłam do kuchni, ale nie było tam nikogo. - Artur? - zawołałam jeszcze raz. Pobiegłam na górę, ale tam również go nie znalazłam. Zbiegłam znów na dół i zobaczyłam, że drzwi tarasu są otwarte. Wyszłam na zewnątrz. - Artur? - zawołałam, ale znów odpowiedziała mi tylko cisza. Zauważyłam, że na stoliku stoją dwie szklanki.
"Miał gościa?" zdziwiłam się. Nie wspominał nic o tym. Usiadłam przy stoliku, licząc że może zaraz się pojawi.
"Może wyszedł gdzieś na chwilę?" zastanawiałam się, "ale dlaczego cały dom jest otwarty?"
Wyciągnęłam papierosy, zapaliłam jednego z nich i oparłam stopy na stoliku. Zaciągając się kolejny raz miętowym dymem wybrałam numer do Artura. Równocześnie z pojawieniem się sygnału w słuchawce usłyszałam dzwonek telefonu gdzieś w głębi ogrodu.
"Co u licha?"
Wstałam z krzesła i stanęłam na palcach próbując zobaczyć dalszą część ogrodu, kryjącą się za niewielką skarpą.
- Artur? - zawołałam. Cisza. Nie wiem dlaczego, ale poczułam niepokój. Coś ścisnęło mnie w gardle. Jakiś głos wewnątrz mnie mówił, że stało się tu coś złego. Zgasiłam papierosa i pobiegłam w stronę skąd dochodził dźwięk dzwonka telefonu. Gdy tylko wskoczyłam na niewielki skalniak od razu go zobaczyłam. Leżał na plecach pod przewróconym drzewem z rękoma bezwładnie rozrzuconymi na boki.
- Artur! - Rzuciłam się biegiem w jego stronę. Upadłam na kolana obok niego. - Jezu... Artur! - Na jego szyi kwitła wielka czarna rana. Jakby ktoś dosłownie odgryzł mu kawałek ciała. - Artur! - Chwyciłam jego głowę i próbowałam ocucić, ale nie dało to większych rezultatów.
"Co robić, co ja mam zrobić?" myślałam spanikowana, "przecież nie zadzwonię na pogotowie!". Próbowałam go podnieść, ale byłam zbyt słaba.
- Co ja mam, kurwa, z tobą teraz zrobić? - Spojrzałam na niego bezradnie. Nawet nie wiedziałam czy żyje. Ba, nawet nie wiedziałam jak to sprawdzić. Człowiek, to co innego, bicie serca, puls, źrenice. Ale tu? ¬renice! Podniosłam jedną powiekę, oko świeciło słabym rubinowym blaskiem, ale źrenica natychmiast zrobiła się węższa.
"Żyje! Dziękuję Boże, dziękuję!"
Wiedziałam już, że w tym bezwładnie leżącym ciele jest jeszcze Artur, ale kompletnie nie miałam pojęcia co mam robić.
"Gdybym tylko znała kogoś takiego jak ty..." pomyślałam smutno. Nagle w mojej głowie pojawiła się myśl. Przypomniało mi się, że mówił coś o swoim przyjacielu.
"Jak on miał? Damian? Daniel? Dorian? Dominik!" olśniło mnie nagle. Wyjęłam szybko telefon z jego kieszeni i odszukałam numer zapisany pod tym imieniem. Nacisnęłam zieloną słuchawkę i... jeden sygnał... drugi... trzeci...
"Odbierz, do cholery, odbierz!"
- Cześć, brachu! Kopę lat! - Usłyszałam wesoły głos w słuchawce.
- Mówi Klara. Nie ważne kim jestem. Artur potrzebuje twojej pomocy. Jesteśmy w jego domu. Śpiesz się, chodzi o jego życie. - Mówiłam jak automat. Po drugiej stronie najpierw zapanowała cisza, a po chwili połączenie zostało przerwane. Odłożyłam telefon i chwyciłam dłoń Artura.
- Wytrzymaj, błagam, wytrzymaj... - Głaskałam jego włosy. Położyłam się obok i zamknęłam oczy.
"Nie wiem gdzie wampiry trafiają po śmierci, ale jeżeli panie tego miejsca mnie teraz słyszysz, to błagam, nie zabieraj mi go. Nie teraz."
Poczułam łzy pod powiekami. Piekące. Paliły w oczy jakby były z czystej soli. Spadła jedna. Druga. Trzecia.
- O kurwa... - usłyszałam głos nad sobą. - Niezły szajs.
Otworzyłam oczy i usiadłam. Przede mną stał wysoki blondyn o szerokiej szczęce, typowo słowiański typ urody. Pełne usta, pomimo przerażenia wymalowanego na twarzy, wciąż wydawały się uśmiechać, co nadawało mu łobuzerskiego wyglądu. W jego oczach malował się strach. Nie były rubinowe jak u Artura. Miały kolor najczystszego szkarłatu. Nie chciałam wiedzieć dlaczego.
- Chodź mała. - Zwrócił się do mnie. - Zaniesiemy go do środka, zanim ktoś nas zobaczy. - Założył sobie rękę Artura na szyję i podźwignął go do góry. Zupełnie jakby ten nic nie ważył. Położyliśmy go w białej sypialni.
- Słuchaj... - Spojrzał na mnie i zmarszczył nos. - Kurwa, ale szajs. - Potarł czoło. - Nie wiem jak ci to powiedzieć... Ale skoro tutaj jesteś, to znaczy że wiesz cośmy za jedni. Artur wyrwałby mi serce i je zeżarł, gdyby stała ci się jakaś krzywda z mojego powodu.
"Mi, krzywda?"
- Więc... - przerwał na chwilę jakby ważąc słowa.- Ja pierdolę, dziewczyno, ciężko mi się skupić! - Wybuchnął.- Stoisz tu, taka prawie naga, świecisz mi tymi wszystkimi żyłami po gałach, każda z nich wręcz buzuje krwią, wodospadem krwi, dajesz nią na kilometr! Zrób coś z tym, do cholery! - Jęknął i znów zaczął pocierać czoło.
- Ale... Ale co ja mam zrobić?- Spojrzałam na niego bezradnie.
"Mam się natrzeć czosnkiem? Przybić gwoździem krucyfiks do pleców?"
- Daruj sobie czosnek.- Uniósł brew zaciskając swe zgrabne usta w poziomą kreskę.- Przybijanie gwoździem krucyfiksu do pleców mogłoby tylko spowodować krwawienie. A tego bardzo nie chcemy!- Pokiwał głową.- Jak to co masz zrobić?- Spojrzał na mnie zaskoczony jakby dopiero dotarło do niego moje pytanie.
- No... no, co mam zrobić?- zniecierpliwiłam się.
- Co za szajs, słowo daję, co za szajs!- Krzyknął wyrzucając ręce w górę i wyszedł z pokoju. Stałam tam zupełnie zdezorientowana całą sytuacją.
- Chodź tutaj! - Usłyszałam jego głos z dołu. Zeszłam na dół, stał w kuchni przy otwartej szafce.- Weź to.- Wskazał palcem z miną jakby znajdowało się tam coś wyjątkowo paskudnego. Gdy podeszłam bliżej zobaczyłam metalową puszkę i jakieś buteleczki.- Weź puszkę.
Wzięłam ją i podniosłam wieczko. Poczułam silny zapach lawendy.
"Ach, więc to jest talizman..."
- Zaraz będę rzygać. - Zasłonił dłonią usta.- Weź jedną. Wystarczy, że wsadzisz ją do kieszeni.
- Lawenda?- Podniosłam jedną z kuleczek zrobionych ze splątanych gałązek.
- Tak. Zamknij to zanim będziesz miała jeszcze jednego półtrupa na karku.
Zamknęłam pudełko i odłożyłam je na miejsce. Kuleczkę wsadziłam do kieszeni.
- No, trochę lepiej.- Odsunął dłoń od ust.- Usiądźmy na chwilę, proszę.- Wskazał wysokie krzesła.
- Ale Artur...
- Artur może chwilę poczekać.- Przerwał mi.- Za to ty...- Wskazał na mnie palcem.- Chyba musisz mi wyjaśnić parę rzeczy.- Otworzył lodówkę i wyjął z niej whisky. Pociągnął duży łyk i zrobił głośny wydech. - Łał, wypala mózg.
- Daj mi to.- Wyrwałam mu butelkę z dłoni i również się z niej napiłam. Zabrakło mi tchu, gdy poczułam ogień w przełyku.
- No, widzę że się zaprzyjaźnimy.- Uśmiechnął się zawadiacko.- Wiem kim jesteś.- Usiadł na krześle i pociągnął kolejny łyk.- Ja nazywam się Dominik. Dominik Griegorij, jestem przyjacielem Artura. To są dobre wieści. Złe są takie, że waszym tete-a-tete zainteresowali się ci z góry.
- Ci z góry? - Spojrzałam zaskoczona.
- Ja pierdolę, ty o niczym nie wiesz.- Jęknął i oparł czoło na dłoni.- Wiesz chociaż kim są wampiry?
- Nie przesadzaj.- Uniosłam brwi.
- No, dobrze... Opowiem ci.
Dominik opowiedział mi trochę o ich kulturze, jeśli mogę tak to nazwać. Mówił o strukturze władzy jaka panuje w ich świecie. Nie wiedziałam, że w ogóle mają coś takiego. Dowiedziałam się również, że stan w jakim obecnie znajduje się Artur, jest poniekąd moją winą, a także co powinien zrobić, by góra dała spokój naszemu związkowi.
"Ja, wampirem?!"
- Faktycznie, niezły szajs. Chodźmy do niego, dobrze? - Znów się zmartwiłam.
- Chodźmy.- Wstał z krzesła. Puścił mnie przodem. Szłam po schodach i czułam jego palące spojrzenie na plecach.
- Zaczynam rozumieć dlaczego po prostu cię nie zeżarł.- Mruknął pod nosem.
- Daruj sobie.
Weszliśmy do sypialni. Artur leżał w tej samej pozycji, w jakiej go zostawiliśmy.
- Nie wygląda to dobrze. - Dominik pochylił się nad nim.- Kurwa, jest źle.- Wyprostował się i oparł dłonie na biodrach.
- Co to znaczy? - Spojrzałam na niego zaniepokojona.
- To znaczy, że jest teraz bardzo daleko i... - Spuścił wzrok.- Nie wiadomo czy stamtąd wróci. Chyba że...- urwał.
- Chyba, że co? - Wbiłam w niego spojrzenie.
- Chyba, że mu trochę pomożesz.
- Jak?
- Wy, ludzie, macie coś, co zabija nasze dusze, ale leczy ciała.
- Krew.
- Tak.
- Co mam robić?
- Wiesz jakie jest ryzyko?
- To nie ma znaczenia.
- Jest za słaby, żeby wyczuć krew przez skórę. Musiałabyś ją lekko naciąć... Rozumiesz?- Spojrzał na mnie uważnie.
- Rozumiem.
- Posłuchaj, zrobimy teraz coś, za co on urwie mi łeb jak tylko się ocknie, ale wolę to zaryzykować niż dać mu odejść. Weź to.- Podał mi mały kieszonkowy scyzoryk.- Wystarczy nadgarstek. Gdy tylko natniesz skórę, przyłóż rękę do jego ust. Reszta potoczy się sama. Ja muszę wyjść... Twojego dobra mogłoby nie starczyć dla nas dwóch.- Spojrzał przepraszająco.- A, jeszcze jedno. Wyjmij lawendę z kieszeni. To ja lecę.
- Dominik?
- Tak? - odwrócił się stojąc w drzwiach.
- Dziękuję.
- Nie dziękuj mi. Twój koszmar dopiero się zacznie.- Powiedział i wyszedł z pokoju.
"Koszmar? Pomogę komuś mi bliskiemu, co może być w tym koszmarnego?"
Spojrzałam na Artura. Leżał wciąż bez ruchu, rana na szyi jakby się zmniejszyła, ale wciąż była zbyt duża. Jego skóra zdawała się aż świecić bielą. Wyglądał jak duch. Otworzyłam scyzoryk i zrobiłam małe nacięcie na nadgarstku. Skrzywiłam się z bólu. Patrzyłam jak na skórze pojawia się kropla krwi i spływa w dół po ręce. Przyłożyłam krwawiącą rankę do jego ust. Początkowo nie zauważyłam żadnej reakcji, ale po chwili poczułam, że jego zęby zaczynają naciskać na moją skórę. Bezboleśnie ją przebiły i powoli zaczął pić.
- Pij... - Pogłaskałam jego włosy. Ale małe łyczki zaczęły stawać się co raz większe. Ból jaki zaczęłam wtedy czuć był nie do opisania. Paliło żywym ogniem.
- Puść!- Krzyknęłam i szarpnęłam ręką, ale przyniosło to jeszcze więcej bólu.- Puszczaj!- Wrzeszczałam.- Błagam puść! Zabijesz mnie!- Starałam się wyszarpnąć rękę z jego ust ale chwycił ją obiema dłońmi i wpił się jeszcze głębiej. Poczułam jak zęby otarły się o moje kości. Mój własny krzyk zaczął dochodzić do mnie jakby zza ściany. Co raz słabiej szarpałam się z Arturem. Mój głos słabł na sile, a ja razem z nim. Poczułam się senna. Taka senna. Lekka.
"Tu jest tak ciepło..." pomyślałam i nastała ciemność.

***

Śniłem, że idę. Błądziłem po pustkowiach, wołałem jej imię, ale odpowiadało mi tylko echo. Chyba błądziłem po piekle, bo było tam cholernie gorąco. Gorąco jak diabli i tak bardzo chciało mi się pić... Dotknąłem swoich ust, były szorstkie jak papier. Miałem wrażenie, że z pragnienia płoną mi wnętrzności.
"A więc tak tu jest? Tak wygląda piekło."
Szedłem wciąż przed siebie, czułem się coraz słabszy. Potykałem się o własne nogi. Przewróciłem się. Leżałem na plecach, czując jak ziemia pode mną pali moje ciało żywym ogniem. Gardło już chyba było przezeń trawione, bo piekło najmocniej. Nie wiem jak długo tam leżałem, ale w pewnym momencie poczułem chłodną kroplę na ustach. Woda. Kolejną. Otworzyłem oczy i zobaczyłem ją. Klara. Moja bogini. Moja życiodajna boginka kucała nade mną w dzbanem pełnym wody. Uśmiechała się.
- Klaro? - Wyszeptałem zachrypnięty.
Odpowiedziała mi tylko uśmiechem i położyła mokry od wody palec na moich ustach.- Pij.- Podała mi dzban. Przechyliła go i poczułem jak pierwsze krople spływają do mojego gardła. Rozkosz. Zacząłem pić zachłannie. Woda była chłodna, czysta i słodka jak miód. Piłem tak łapczywie, ze czułem jak zaczyna spływać kącikami moich ust, na szyję i pierś. Nagle Klara odsunęła nieco dzban.
- Puść - powiedziała, ale ja nie chciałem przestać. Woda cudownie chłodziła moje rozpalone piekielnym upałem ciało.- Puszczaj!- Krzyknęła i zaczęła wyrywać mi dzban, ale złapałem go obiema rękami i nie chciałem puścić.- Błagam puść! Zabijesz mnie!- Krzyczała i wyszarpywała naczynie, ale rozkosz jaką dawała woda była silniejsza.
"Zabić ją? Skąd! Chce mi się tylko pić..."
Klara coraz słabiej szarpała dzban, jej krzyki umilkły. Cisza. Teraz powoli sączyłem wodę. Znakomita. Klara, moja bogini, uratowała mi życie. Pyszna woda. Mógłbym ją... Zaraz! Od kiedy gaszę pragnienie wodą?! Obrazy przeleciały przez mój umysł z prędkością światła. Michaił, zęby, ciemność, woda... "Jaka, kurwa, woda?!"
Poczułem jakbym wynurzał się z głębiny, haust powietrza wdarł się w moje płuca jakby miał je rozerwać na strzępy. Otworzyłem szeroko oczy i zobaczyłem ją przed sobą. Leżała bezwładnie na moich kolanach, a ja przyciskałem jej rękę do ust.
"Co do kurwy nędzy..."
Odrzuciłem jej dłoń od siebie jakby była trędowata i w ułamku sekundy znalazłem się po drugiej stronie pokoju. Patrzyłem przerażony na ciało spoczywające w wielkim białym łożu, gdy do pokoju wszedł Dominik.
- No, witamy wśród półżywych!- Oparł się o futrynę z rękoma założonymi na piersi i szeroko się uśmiechnął.- Już myślałem, że będę musiał zakopać twoje truchło w piwnicy.
- Ty sukinsynu!- Zrozumiałem wszystko w jednej chwili. Doskoczyłem do niego i jednym szybkim ruchem skręciłem mu kark. Padł na podłogę.
- Klara!- Już trzymałem ją w ramionach.- Klara! Klaro, skarbie, błagam otwórz oczy! Klara!- Krzyczałem. Byłem przerażony.- Klara, otwórz oczy, błagam, obudź się, Klara!- Spanikowałem.- Ty sukinsynu, jak mogłeś to zrobić?!- Wrzasnąłem do Dominika, który powoli podnosił się z podłogi rozcierając kark.
- Niezłe podziękowanie.- Zerknął na mnie nachmurzony.
- Powinienem wyrwać ci serce!
- Brałem pod uwagę taką ewentualność. - Nadal rozcierał kark.
- Klara, Klaro...- Szeptałem trzymając w dłoniach jej bladą twarzyczkę.- Proszę... Nie odchodź. Nie zostawiaj mnie tu. Klaro...
- Wzruszające...- Mruknął Dominik.
- Wynoś się stąd!- Wrzasnąłem do niego.
- Co?- Spojrzał zaskoczony.
- Wypierdalaj!
- W porządku.- Wstał z podłogi, oczy zaczynały mu czernieć. Był wściekły.- Żebyś tylko nie żałował.
- Żałował?! Kpisz sobie?! Prawdopodobnie ją zabiłem! Zabiłem przez ciebie!
- To ona do mnie zadzwoniła, kazała mi tu przybyć jak najprędzej. Biegłem jak szalony dwadzieścia kilometrów, a kiedy się zjawiłem, leżałeś prawie martwy, tam w ogrodzie! Nie wiedziała co ma robić, chciała cię ratować, ja z resztą też, wiedziała jakie jest ryzyko!- Bronił się.
- Mogłeś tu być, mogłeś mnie pilnować!
- Pilnować? Być tu? Pojebało cię?- Spojrzał na mnie kompletnie zdezorientowany.- Polowałem jak do mnie zadzwoniła, przybiegłem tu na głodzie, a ona śmierdziała krwią na kilometr! Ledwo udało mi się jej nie zeżreć jak była w jednym kawałku, więc jak miałbym się powstrzymać widząc i czując ją krwawiącą. Niech cię szlag, niewdzięczny sukinsynu, uratowałem ci życie.
- Życie?- Spojrzałem na niego.- Bez niej to będzie najwyżej dotychczasowa wegetacja.
- Znajdziesz sobie następną!
- Wyjdź.
- Przepraszam. Artur...
- Wyjdź, zanim znów skręcę ci kark.
- Wedle życzenia.- Powiedział i zniknął za ścianą. Usłyszałem tylko jak zbiega po schodach.
- Klaro...- Szepnąłem.- Proszę, obudź się... Proszę, nie zostawiaj mnie. Klaro...- Oparłem głowę o jej czoło.
- Chryste...- usłyszałem jej cichy szept.- Histeryzujesz jak baba.
- Klara?- Spojrzałem na nią z nadzieją.
- Nie, twój sąsiad.- Odpowiedziała nie otwierając oczu.- Ale mam kaca...
- Ciii...- Szepnąłem. Omal nie podskoczyłem z radości pod sufit, że znów jest tu ze mną.
- Nie cichaj, tylko przynieś mi coś do picia. Czuję, że wyschłam.- Przekręciła się powoli na plecy. Drogę z sypialni do kuchni i z powrotem przebyłem w dwie sekundy. Podtrzymałem jej głowę by się napiła.
- Klaro... Tak się bałem.
- Już dobrze, już dobrze.- Powiedziała schrypnięta. Otworzyła wreszcie oczy.- Jak się czujesz?- Spojrzała na moją szyję.
- Dobrze. Ja... Będę teraz trochę inny...
- Inny?- Spojrzała na mnie pytająco.
- Ludzka krew daje nam więcej siły i takie tam...
- Takie tam?
- Cicho. Nie teraz. Odpoczywaj.- Podłożyłem jej poduszkę pod głowę.
- Zamówiłeś tą pizzę?
- Nie.- Zaskoczyła mnie. Przed chwilą omal nie umarła, a teraz pytała o pizzę? Zakamarki kobiecej psychiki nigdy nie przestaną mnie fascynować.- Zapomniałem. Pójdę teraz, dobrze?
- Dobrze.
Znów zbiegłem po telefon i z powrotem w ułamku sekundy. Przyjemnie było znów czuć tą siłę.
Jakiś czas później leżeliśmy w salonie i oglądaliśmy telewizję. Klara czuła się już nieco lepiej i objadała się pizzą, ale wciąż była słaba. Biegałem jak huragan po domu i spełniałem jej wszystkie najmniejsze zachcianki. To było całkiem przyjemne, opiekować się kimś. Było już zdrowo po północy gdy zażyczyła sobie kąpieli.
- Kąpiel? - Spojrzałem na nią zaskoczony. Nigdy nie przestanie mnie zadziwiać.
- Tak. To był ciężki wieczór, zgodzisz się ze mną, prawda? Mam ochotę położyć się w ciepłej wodzie z pianą. Nic tak nie wyciąga złych emocji jak woda.- Głaskała moją rękę, którą trzymałem ją w pasie gdy leżała oparta o mnie.
- Zaraz po ciebie wracam.- Zniknąłem na górze.

***

Czułam się jak na porządnym kacu. Było to dla mnie zupełnie niezrozumiałe zważywszy na to, że to nie ja piłam tego wieczora. Leżałam rozparta na kanapie w salonie i bawiłam się opatrunkiem, jaki zawiązał mi Artur na nadgarstku.
- Klaro...- Nagle stanął nade mną z wyciągniętą ręką, jak wtedy na parkingu, z tym, że teraz tą dłoń wyciągał oczekując, że podam mu swoją. Spojrzałam w jego oczy. Były... Szkarłatne. Tęczówki wyglądały jakby przelewała się w nich czysta krew, jakby wirowała pod ich powierzchnią. Hipnotyzujące. Podałam mu dłoń. Ujął ją lekko i pocałował wierzch nie spuszczając ze mnie wzroku. Wziął mnie na ręce i zaniósł na górę, drzwi do łazienki popchnął nogą. Posadził mnie na obitym welurem krześle. Woda przyjemnie szumiała lejąc się wartkim strumieniem do wanny pokrytej już gęstym kożuchem piany. Pachniało wanilią. Światło sączyło się leniwie z małej lampki przymocowanej nad lustrem.
- Pomóc ci?- Uklęknął przede mną i ujął w palce ramiączko mojej bluzki.
- Nie.- Pocałowałam go w czoło.- Dziękuję, poradzę sobie.
Wstałam z krzesła i nieco chwiejnym krokiem wyszłam na środek łazienki. Usiadł teraz na moim miejscu, oparłszy się na łokciu zakrył usta dłonią i przyglądał mi się spod przymkniętych powiek. Złapałam za brzegi bluzki i ściągnęłam ją przez głowę.
- Założyłaś je.- Uśmiechnął się na widok bikini.
- Tak. Podoba mi się.- Pogładziłam materiał.
Patrząc mu w oczy powoli rozpięłam zamek szortów, zsunęłam je i odsunęłam bosą stopą pod ścianę. Lustrował moje ciało z góry na dół. Odwróciłam się tyłem do niego i zdjęłam stanik kostiumu.
- Klaro...- Szepnął miękko.
- Tak?
- Pokaż mi się.
Stanęłam przodem do niego zakrywając wciąż piersi dłońmi. Nie czułam wstydu. Ot, po prostu nie chciałam pokazywać mu wszystkiego od razu.
- Teraz ty.- Przygryzłam dolną wargę w uśmiechu. Zdjął koszulę przez głowę i moim oczom ukazało się jego piękne rzeźbione ciało. Szerokie barki, pierś i płaski brzuch z przebijającymi spod skóry mięśniami. Podobał mi się. Bardzo.- Chodź tu.- Poleciłam. Podszedł do mnie powoli i stanął naprzeciw ze schyloną głową. Odjęłam dłonie od piersi i powoli zaczęłam odpinać pasek jego spodni. Nawet nie drgnął gdy klamra paska brzęknęła o podłogę. Odsunął je tylko na bok. Podniósł mój podbródek nieco wyżej i nie wypuszczając go z palców, pochylił się nade mną i nakrył moje wargi swoimi. Oparłam dłonie na jego piersi i stanęłam na palcach, by móc mocniej poczuć jego usta. Cudownie było go całować. Chłód przenikający wtedy moje ciało otrzeźwiał umysł, stopniowo otępiany przez budzącą się namiętność. Poczułam ten znajomy ogień w dole brzucha. Odwrócił mnie tyłem do siebie. Widziałam nas w lustrze, jak wtedy, w korytarzu. Odsunął moje włosy na bok i ująwszy obie piersi w dłonie pocałował ramię.
- Piękna.- Szepnął. Przyglądałam się naszemu odbiciu. Wyglądałam przy nim jak dziecko sięgając mu zaledwie do ramion. Tylko oczy kobiety wodziły za nim wzrokiem i chłonęły całą jego postać. Przesunął dłonie na mój brzuch, pogłaskał jednym palcem bliznę, a drugą zsunął się niżej. Aż wciągnęłam powietrze czując jego chłodną dłoń na tym rozpalonym miejscu.
- Chodźmy do wody.- Pociągnęłam go za sobą.
Siedział za mną masując moje barki namydlonymi palcami. Ich chłód mocno kontrastował z moją skórą nagrzaną gorącą wodą.
- Bałem się dzisiaj.- Odezwał się w końcu.
- Bałeś się Michaiła?
- Jego? Też. Ale tamten strach był niczym w porównaniu do tego, który czułem gdy zobaczyłem cię leżącą bez życia na łóżku.
- Nie musisz już się bać. Jestem tutaj. Przy tobie. Z tobą.
- Klaro... Ja...- Urwał.
- Tak?
- Boję się, że przyjdzie taki dzień, że nie uda mi się ciebie uratować, że zrobię ci krzywdę, że cię zabraknie. Twoje jestestwo jest takie kruche...
- My, ludzie, jesteśmy na to skazani.
- Niecałkiem...- Szepnął, a jego dłonie nagle się zatrzymały. Milczał jakby oczekiwał na mój ruch.
- Wiem, co masz na myśli.- Odchyliłam głowę i oparłam ją o jego ramię. Wiedziałam, że mówi o mojej ewentualnej przemianie. - Myślałam o tym.
- Cena jest wysoka, oznaczało by to dla ciebie rezygnację ze wszystkiego co możesz mieć pozostając w swoim ludzkim wcieleniu.
- Z czego na przykład?
- Z dzieci.
- Dzieci?
- Tak. Ja nie mogę ich mieć, więc decydując się na życie ze mną...
- Wiem.
- Nie chcesz mieć dzieci?- Zapytał zaskoczony. Milczałam chwilę zanim odpowiedziałam.
- Nie są dla mnie priorytetem w życiu.
- A rodzice? Oni na pewno chcieliby wnuka.
- Mam jeszcze brata. Niech on się tym martwi.- Wzruszyłam ramionami.- Zawsze byłam grzeczną córeczką spełniającą ich oczekiwania. Jestem dorosła. Sama o sobie decyduję, oni nie przeżyją życia za mnie.
- Biała suknia... - Szepnął z ustami przy moim ramieniu i poczułam jak rozciągają się w uśmiechu.
- O czym ty do mnie mówisz?- Odwróciłam się i spojrzałam na niego.
- Kobiety nie marzą by być księżniczką tego jednego dnia?
- Nigdy nie miałam aspiracji na księżniczkę. Bawiłam się raczej w archeologa, łowcę demonów, albo gotowanie trawy z błotem.
- Łowca demonów?- Uniósł brew nie przestając się uśmiechać.
- Yhm.- Znów oparłam głowę o jego pierś.- Łaziłam z koleżankami po okolicznych lasach obwieszona talizmanami, szkiełkami na rzemykach i jakimś kiczem z festynowych kramów.- Zaśmiałam się. - Najstraszniejszy był Czarny Roderick.
- Kto?
- Czarny Roderick. To taki demon z piekła rodem. Prawa ręka Lucyfera. Nadia go wymyśliła.
- To wiele tłumaczy dlaczego na przykład teraz nie uciekasz z krzykiem.
- Myślisz, że mam powody?- Mruknęłam podnosząc ręce ze siebie i przeczesując jego wilgotną czuprynę.
- Myślę, że powinnaś się bać.
- Naprawdę? Chcesz mnie ugryźć?- Mruknęłam.
- Ugryźć? Czuję, że mógłbym cię zjeść.- Delikatnie ugryzł moje ramię. -Naprawdę chciałabyś być taka jak ja?- Znów spoważniał.
- Nie wiem... To bardzo poważna decyzja. Sam rozumiesz. Nie chcę żyć bez ciebie, ale z drugiej strony skazywałabym cię na mękę, każąc wciąż się kontrolować. A co z tym?- Zmieniłam nagle temat i podniosłam rękę z opatrunkiem.
- Nic. Rana zagoi się.- Delikatnie rozwiązał bandaż.- Nie zostanie nawet ślad.- Gdy zdjął go całkiem widoczny był tylko niewielki strup.
- Zamienię się w...
- Nie.- Przerwał mi i zaśmiał się lekko.- Oglądasz za dużo filmów. Ale nie będziemy o tym teraz rozmawiać.- Pocałował moje ramię.
- A o czym?
- O niczym.- Poczułam jego dłonie na udach. Ześlizgiwały się powoli w dół, prześlizgnęły przez brzuch i ujęły piersi.
- Mmm...- Wydobyło się z moich ust. Był taki delikatny. W całej tej swojej demoniczności, w całej tej krwiożerczej naturze ujmował po prostu delikatnością. Drażnił moje sutki, które wyprężyły się pod jego dotykiem. Oparłam dłonie na jego zgiętych kolanach. Sunął ustami wzdłuż mojej szyi, drażnił chłodnym językiem płatek ucha. Palce jednej dłoni zataczały kręgi wokół mojego pępka.
- Chcę cię tam...- Delikatnie zsunęłam jego dłoń między uda.
- Och, Klaro...- Westchnął z ustami przy moim uchu. Jego palce wślizgnęły się między płatki mojej kobiecości. Znów zataczały kręgi, ślizgały się z góry na dół, aż jednym z nich wniknął w głąb mnie.
- Jezu...- Jęknęłam.
- Nie chciałbym być niegrzeczny, ale jego imię jest w mojej obecności i w tej sytuacji bardzo nie na miejscu.- Słyszałam jak się uśmiecha.
- Cicho...
Zsunął drugą dłoń między moje uda. Kiedy jedna była wewnątrz, druga znów czyniła sztuczki na tej rozkosznej perełce. Bezwiednie wygięłam się w łuk i rozchyliłam mocniej uda. Czułam jak porusza się we mnie i na mnie. Nie wiem kiedy zaczęłam sama głaskać swoje piersi. Namydlone cieple dłonie ślizgały się po skórze. Artur był już mocno pobudzony, czułam go na plecach. Przysunął mnie bliżej siebie.
- Och, musisz przestać.- Jęknęłam.
- Wcale nie muszę...- Chwycił delikatnie zębami moje ucho.- Pozwól mi... Chcę słyszeć jak ci dobrze.
Jego słowa podziałały jak afrodyzjak. Poddałam się pieszczotom. Bliskość jego ciała, oddech na ramieniu, zwinne place, potrzask utworzony z jego nóg sprawiły, że nie musiał długo czekać. Już po chwili łazienka wypełniła się moimi głośnymi jękami.
- Mógłbym cię słuchać godzinami...- Szepnął gdy powracałam do rzeczywistości. Nic nie odpowiedziałam. Gorąca woda i odprężenie po przeżytej rozkoszy działały usypiająco. Zamknęłam oczy i powoli odpływałam w słodki niebyt.- Hej...- Zakołysał mną delikatnie trzymając w ramionach.- Zasypiasz?
- Co?- Ocknęłam się.- Ja? Nie, nie... Mogę u ciebie zostać na noc? Padam z nóg, nie wiem czy jestem w stanie dojść jeszcze do domu.
- Klaro. Mój dom jest twoim domem, poza tym idzie burza. Chodź. Położymy się.

Leżeliśmy w wielkim łożu obitym białą skórą. Tym samym, na którym konał jeszcze niedawno on, a potem ja. Woda zmyła złe wspomnienia. Pozwoliłam mojemu umysłowi odpłynąć, ciału wyłączyć wszystkie mięśnie, sercu zwolnić. Czułam ten przyjemny spokój, gdy człowiek wie, że nie musi się niczego bać, ani nigdzie śpieszyć. Bezpieczeństwo. Mój demon leżał za mną tuląc w swoich szerokich ramionach moje ciało. Tylko ciało. Umysł już był jakby poza nim.

***

Nie spałem. Nie chciałem spać. Chłonąłem ciszę całym sobą skąpany w brzoskwiniowym aromacie jej włosów. Wtuliłem w nie twarz. Spokój. Po chwili słyszałem już jej miarowy oddech. Zasnęła. Spała w moich ramionach. Urzekająca. Taka bezbronna. Jakie to dziwne, że ta drobna istota czuła się bezpiecznie przy mnie. Oparłem głowę na łokciu i patrzyłem na jej twarz. Była tak spokojna, że nawet powieki jej nie drgały. Pierś powoli unosiła się i opadała z każdym oddechem. Czułem jej krew powoli płynącą przez tętnicę na szyi. Wystarczyło żebym pochyli się i zatopił w niej kły. Nawet by nie poczuła jak skręcam jej kark. Później już obudziłaby się jako moja dama. Zgasiłbym zieleń jej oczu i żółte plamki wokół źrenic. Patrzyłaby na mnie rubinowymi oczami.
"Przestań szaleńcze. Wyrwałaby ci serce, gdyby tylko zorientowała się co jej zrobiłeś" powiedział jakiś głos w mojej głowie.
Sunąłem wzrokiem wzdłuż jej ciała owiniętego w miękki ręcznik. Gładkie ramię, łokieć, krzywizna biodra, pochyłość uda, łydka, wypukła kostka i mała stópka zakończona fioletowymi paznokciami.
Za oknem budził się wiatr, drzewa szumiały przed domem wymachując gniewnie swoimi bujnymi czuprynami. Pierwsza kropla uderzyła o szybę z głuchym puknięciem. Za chwilę następna. Ich miarowy dźwięk powoli wypełniał przestrzeń zatopionej w mroku sypialni. Pierwsze pomruki burzy dochodziły z oddali poprzedzane tnącym ciemność błyskiem.

***

Ze snu powoli wybudził mnie leniwy dotyk ust na szyi. Drgnęłam, gdy dotarło do mnie, że czuję jak sunie po skórze swoimi zębami. Jego dłoń gładziła moje biodro. Bałam się poruszyć. Wiedziałam, że wyczuł że już nie śpię. Całował moje ramię, gdy chwycił delikatnie brzeg ręcznika i odkrył moje ciało. Poczułam jak głaszcze koniuszkami palców mój brzuch. Początkowy strach zaczął ustępować teraz miejsca budzącemu się podnieceniu. Delikatnie musnął mój sutek i znów głaskał brzuch. Wzięłam głęboki oddech i lekko przeciągnęłam się odwracając na plecy. Patrzył na mnie spod półprzymkniętych powiek nie przestając głaskać mojego ciała. Dotknęłam jego twarzy. Zamknął oczy i przytulił się do mojej dłoni. Drugą głaskałam jego włosy. W świetle błysków, które co chwilę rozświetlały sypialnię był przerażająco piękny. Blizna na twarzy dodawała goryczy pełnym ustom. Gdy zapadała ciemność jego oczy wciąż żarzyły się szkarłatem. Mój potwór. Moja bestia. Mój demon. Mój wampir. Podniosłam głowę i skusiłam jego usta by podążały za mną. Westchnął przeciągle, gdy do tego tańca zaprosiłam także jego język. Spijałam pocałunki. Przeturlałam go na plecy kładąc się na nim i oplatając ramiona wokół jego szyi. Wciąż nie przestawałam go całować. Jego dłoń zaczęła niecierpliwie sunąć wzdłuż kręgosłupa, aż spoczęła na moim pośladku. Czułam pod sobą jego pobudzoną męskość. Gładził moje boki obiema dłońmi. Nasze pocałunki przybrały na sile. Artur wczepił palce w moje włosy i lekko odciągnął moją głowę od siebie. Spojrzałam w jego szkarłatnoczarne oczy.
- Pragnę cię, Klaro.- Szepnął. Znów zaczęłam całować jego słodko-gorzkie usta. Złapał mnie w pasie i teraz to on był na górze. Poczułam jego ciężar. Rozkoszny. Całował moją szyję, szepcząc między pocałunkami moje imię, pieścił piersi, głaskał ramiona. W końcu splótł swoje palce z moimi i uwięził nasze ręce nad moją głową. Jego pocałunki stały się namiętne, głębokie. Kochał moje usta swoim językiem. Gdy lekko naparł na mnie biodrami poczułam jakby wybuchł we mnie pożar.
- Kochaj się ze mną.- Powiedziałam z ustami przy jego uchu. Mówi się, że by wybuchł pożar wystarczy iskra. Taką właśnie iskrą były moje słowa. Z tym, że nasz pożar wybuchł w składzie paliw wysokooktanowych. Artur znów naparł na mnie biodrami. Mocno. Natarczywie. Aż sam jęknął głośno. Potem uniósł się nieco i poczułam jak napiera na mnie swoją męskością. Delikatnie. Powoli wnikał we mnie milimetr po milimetrze, aż zatrzymała go ta krucha bariera.
- Jesteś pewna? - Spojrzał tuląc moją twarz w dłoniach. W odpowiedzi tylko musnęłam jego wargi swoimi. Pchnął mocniej i poczułam lekkie ukłucie. Nie spuszczając ze mnie wzroku zagłębiał się wciąż bardziej. Moje ciało ustępowało przed nim. Wpuszczało go wewnątrz siebie. Gdy doszedł do końca zatrzymał się na chwilę, pozwalając mi oswoić się z jego ciałem wewnątrz mnie. Był chłodny i niesamowicie twardy. Jakby miała w sobie kochanka z marmuru, ale idealnie dopasowanego do mojego gorącego wnętrza. Wycofał się równie powoli i później już kontynuował wspinaczkę na szczyt powolnymi mocnymi pchnięciami. Oplotłam go nogami, by czuć go jak najbliżej, jak najmocniej.
- Tak słodka, taka ciasna...- Jęknął prosto w moje usta.
Pokój znów rozświetliła błyskawica, a za oknem rozległ się głośny grzmot. Burza szalała na całego. Wiatr siekł deszczem w okno, wzmagając się z każdym podmuchem. Sprężyste, chłodne jak skała ciało Artura poruszało się we mnie w miarowym tempie. Oplatałam go całym swoim ciałem, nogami wokół pasa, a ramionami chwyciłam się jego pleców.
- Och, Klaro.- Jego szybki oddech przechodził już w gardłowe jęki. Pchnięcia stawały się szybsze, bardziej natarczywe. Podpierając się na łokciu jednej ręki, drugą obejmował mój pośladek. Niecierpliwe usta pieściły moje ucho, karmiły mnie pocałunkami, sunęły wzdłuż szyi. Moje dłonie wciąż głaskały jego plecy, od barków po same pośladki.
W pewnej chwili uniósł głowę i spojrzał na mnie z góry. Jego oczy zaszły zupełnie czernią, która teraz zdawała się wykraczać poza tęczówki. W rozkoszy uniesienia jęknął znów głośno, otwierając przy tym nieco usta. Przez tą krótką chwilę w ciemności błysnęły jego długie kły. Nie czułam strachu. Należałam do niego każdą komórką swojego ciała. Nawet jeśli miałby odebrać mi moje ludzkie życie. W gruncie rzeczy tą decyzję podjęłam już wcześniej. Ale nic takiego się nie stało.
- Ja... Jestem bardzo blisko, najdroższa - jęknął.
- Nie czekaj na mnie... - Szepnęłam. Nie miałam mu tego za złe. Ot, po prostu musiałam się jeszcze nauczyć jak zdobywać rozkosz w ten nowy dla mnie sposób. Artur podniósł się nade mną na wyprostowanych rękach i przyśpieszył znów swoje pchnięcia. Poczułam, że naciska i ociera się teraz o moją słodką perełkę. Poczułam mrowienie. Głaskałam jego pierś, wplatałam palce we włosy.
- Klaro!- Jęknął głośno. Jeszcze jedno pchnięcie. Drugie. Trzecie. Poczułam jakby ktoś cienką strużką lał miód na mój guziczek rozkoszy. Później strużka stała się szersza, a w mojej głowie rozbłysnęło światło. Ciałem wstrząsnęły dreszcze. Wbiłam paznokcie w ramiona Artura i z zewnątrz doszedł do mnie mój własny krzyk. Jeszcze kilka leniwych pchnięć i jego ciało znieruchomiało.- Klaro...- Westchnął przeciągle. Opadł na mnie znów nakrywając sobą mnie całą. Wtulił twarz w moją szyję.- Oszukałaś.- W jego głosie było słychać uśmiech. Musnął nosem mój policzek.
- Nie tylko ciebie - mruknęłam.
- Tracisz przy mnie kontrolę. Jestem z siebie dumny.- Westchnął z udawanym samozachwytem.
- Ja z ciebie też.- Pocałowałam jego nos. Byłam zmęczona. Tak po prostu, cholernie śpiąca. I rozanielona.
- Mmm...- Mruknął nisko.
- Złaź ze mnie bestio.- Zepchnęłam go z siebie na bok i sama wtuliłam się w niego.
- Zmęczona?
- Jak diabli.
Nakrył nas cienkim kocem i objął mnie ramieniem. Leżeliśmy w milczeniu, a Artur nawijał sobie na palce pasma moich włosów. Po chwili jego dłoń znieruchomiała i myślałam, że zasnął. Wsłuchiwałam się w deszcz cichnący za oknem. Wichura ustała, tylko w tle dawały się słyszeć burzowe pomruki.
- Klaro?- Odezwał się nagle.
- Tak?
- Kocham cię.
Zaniemówiłam. Bałam się nawet wziąć oddech. Wyczuł moje napięcie.
- Powiedziałem coś nie tak?
- Nie.- Zaprzeczyłam szybko. Byłam zaskoczona jego słowami. Powiedział kiedyś, że wampiry nie są stworzone do wyższych uczuć, ale z drugiej strony obserwując go, nie odniosłam wrażenia by poza wyglądem było w nim coś nieludzkiego.
- Rozumiem.

***
Czułem radość. Taką prawdziwą radość rozpierającą mnie od środka. Leżałem obok niej, cieszyłem się ciepłem jej wspaniałego ciała, które przed chwilą ofiarowywała mi tak hojnie. Pomyślałem, że mógłbym tak leżeć z nią do końca świata. I jeden dzień dłużej. Chciałem jej powiedzieć jak dobrze mi z nią. Chciałem, by dzieliła ze mną to uczucie.
- Klaro?
- Tak?- Odezwała się sennie.
- Kocham cię.- Nie mogłem uwierzyć, że to powiedziałem. Zupełnie tak jakby moje usta zrobiły to same. Chciałem tylko powiedzieć jej że było mi cudownie. Poczułem zimny skurcz kiedy milczała. Nie liczyłem na "ja ciebie też", ale cisza była męcząca.
"No, to żeś się wykazał chłopie."
- Powiedziałem coś nie tak?- Próbowałem przerwać jej milczenie.
"Powiedz coś, cokolwiek. Odepchnij mnie, ale nie milcz."
- Nie.- Usłyszałem z odpowiedzi. W jej głosie słychać było zaskoczenie. Jakby chciała dodać coś jeszcze, ale się powstrzymała.
"Kochaj mnie, proszę. Kochaj mnie, kurwa!"
Czułem jakby moje ciało zaczynało powoli zamarzać. Od brzucha rozchodziły się fale lodowatego zimna.
- Rozumiem - odpowiedziałem. Nie rozumiałem. Nie chciałem rozumieć. W pokoju zaległa cisza tak gęsta, że dało się kroić ją nożem.
"Wolałbym żebyś tępą łyżką wykrawała mi serce."
Bałem się nawet poruszyć. Bałem się, że jeżeli mrugnę choć jedną powieką, ona zerwie się z łóżka i ucieknie. Nie uciekła.
- Kocham cię od chwili, gdy ponownie zobaczyłam cię na parkingu.- Odezwała się w końcu. Lodowate zimno odpuściło w ułamku sekundy. Chciałem porwać ją w ramiona i biegać z nią wokół łóżka.- Wtedy jeszcze o tym nie wiedziałam. Bałam się tego co czułam. Teraz...- Przerwała.- Teraz już nie boję się w ciebie uwierzyć. Jesteś bardziej rzeczywisty niż niektóre preparaty pod moim mikroskopem. Jesteś dla mnie bardzo ważny. Jesteś moim światem. Jesteś moim... Przeznaczeniem, Arturze.
Dodaj do ulubionych
14,474
Podziel się ze znajomymi
9.41/10

Jak Ci się podobało?

Średnia: 9.41/10 (32 głosy oddane)

Pobierz powyższy tekst w formie ebooka

Z tej serii

Komentarze (22)

lola

lola · 16 lutego 2012+0

Mimo tematyki, którą mi się już odbija, opowiadanie piękne. Mam tylko nadzieję, że nie podzieli losu Belli...

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
deal

deal · Autor · 16 lutego 2012+0

Ale dałam. "Błądziłem po pustkowiach, wołałem jej imię, ale odpowiadało mi tylko echo.". Ciekawe od czego to echo miało się odbijać skoro to było pustkowie grin efekty pisania po nocach wink

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Ola

Ola · 16 lutego 2012+0

kocham to co piszesz ! czytam i nie moge sie od tego oderwać, chylę czoło wink

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Shadowmoon

Shadowmoon · 16 lutego 2012+0

Z każdą częścią opowieść coraz lepsza, oby tak do końca ;] 10/10

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Snow White

Snow White · 16 lutego 2012+0

bardzo dobresmile Ale jak dla mnie, on stał się jakiś taki ludzki, może troszkę za bardzo. Brakuje mi trochę tych zwrotów, w których byłby taki wrrr.....grin Wiesz o czym mówięsmile Ale rozumiem też, że teraz sytuacja wymaga by był właśnie taki.
Oczywiście dyszkasmile

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
ola

ola · 17 lutego 2012+0

Super opowiadanie. Można się zatracić smile)

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Slaulie

Slaulie · 17 lutego 2012+0

Jestem pod jeszcze większym wrażeniem niż po przeczytaniu części drugiej. Serce mi po prostu rosło. Nie wiem, jak potrafisz tak pięknie wszystko opisać, ale trzeba przyznać, że jesteś świetna. Uczucia Artura są wręcz niemożliwe, ale jakieś takie... wyjątkowe. Ciekawa jestem, co okaże się w części czwartej, co z tymi "wampirami z góry" i co ostatecznie postanowi Klara. Czekam z niecierpliwością. Pozdrawiam i życzę weny, oby tak dalej. PS: Po skończeniu tego, będzie jeszcze jakieś opowiadanie właśnie w takim stylu?

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
gośc

gośc · 17 lutego 2012+0

Chyba ktoś naczytał się za dużo książek o "Karpatianinach" po pierwsze imiona : " Gregorij i Michaił ' zapomniałaś dodać Mroczny Gregorij <hahahha> pierwsza częśc była ciekawa i aż chciało się czytać druga się dłużyła a już trzecia to w ogóle jakieś pismadełko. Czytając miałam wrażenie ,że czytam fragmenty książek,które czytałam nie tak dawno temu.Jakby zdania były żywcem ściągnięte.Nie jestem pewna czy tak było ale miałam takie wrażenie po prostu wink Poza tym skoro najpierw wygonił ją w pierwszej części i trzymał się z dala od ludzi to po cholerę potem tak bardzo się zmienił , w pierwszej części był wampirem, to było widać teraz w tej części to zwykły człowiek.A ta scena z nieprzytomnym Arturem a potem z Klarą to już w ogóle przekomiczna ^ pozdrawiam a no i jeszcze jedno śmierdzi mi tu Stefanem i Eleną ;D

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
deal

deal · Autor · 17 lutego 2012+0

Cała opowieść miała być utrzymana właśnie w takim słodko-pierdzącym nastroju, romantyczne scenki, on kocha ją, ona jego i żyją długo i szczęśliwie. Jeżeli komuś NIE PODOBA się mój scenariusz, to swoją frustrację może wyładować za pomocą tych zółtych gwiazdek zaraz pod tekstem lub j*biąc mnie z góry do dołu w komentarzach- wolna wola.

Że Artur jest zbyt ludzki...? No jeeest no... Ale z drugiej strony to jak Wy to sobie wyobrażacie? Że puknie ją w romantycznym stylu a rano powie "Dobra, mała pal wrotki?" wink albo że ją zeżre na koniec? no co Wy smile Laska przeżywa swój pierwszy raz nooo... No przecież nie mogłam skazać jej na skupianie się podczas na tym czy zeżre ją czy nie zeżre.

Obiecuję że czwarta część jest na ostro.

Slaulie: będzie jeszcze czwarta i ostatnia część, bo co za dużo to i koza nie zje wink A czy później będzie jakieś fantasy? Nie wiem. Mam pomysł na coś bardzo przyziemnego, co by mnie w końcu za te MOJE PLAGIATY FSTRENTNE przestali wyklinać wink

gośc: kimkolwiek są "Karpatianini/ninowie" mam nadzieję że żyją i mają się dobrze. Po drugie: rośnie we mnie serce na myśl że kolejnej osobie poprawił się humor czytając moje opowiadanie.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Snow White

Snow White · 17 lutego 2012+0

Szanowny gościu, nic dziwnego że zdania wydają ci się podobne, wszak wiadomo, iż osoba iks, która wyklikała to opowiadanie na swoim komputerku przez dłuższy czas kształciła w sobie sposób pisania, a także język- zupełnie nieświadomie. Nikt nie rodzi się z geniuszem pióra, każdy nabiera pewne cechy stylu literatury którą czyta i która jest mu bliska.
Najbardziej boje się, że każdy teraz widzi tylko podobieństwo do Zmierzchu, czy Pamiętników Wampirów, ale nie zapominajmy, że literatura fantastyczna to nie tylko te dwie pozycje. To ogrom wspaniałych książek, mniej lub bardziej do siebie podobnych. A postać wampira, to nie tylko Edward i Stefan.
Jeżeli chodzi o Deal, to stoję i będę stała za nią murem.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
gośc

gośc · 17 lutego 2012+0

ja tylko wyraziłam swoją opinię ; )

phantom_ one - uwierz ,że ja np dobrze wiem o tym,że są o wiele ciekawsze i bardziej fascynujące książki od Zmierzchu czy Pamiętników. Uwielbiam fantasy dlatego zirytowała mnie ta częśc bo była pełna pitu pitu pierdu pierdu same lofee ;D

kolejna część na ostro? czekam z niecierpliwością.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Snow White

Snow White · 17 lutego 2012+0

gośc -
owszem, w tej kwestii muszę się z Tobą zgodzić, dla mnie sam demon stał się zbyt ludzki, ale rozumiem, że takiego obrotu wymagała konwencja tekstu.
Ja chyba z tego powodu nie jestem w stanie przebrnąć przez sceny łóżkowe swojego opowiadania, boje się, że nie będę potrafiła zachować profilu mojego bohatera.
Ale cóż bywa, że stajemy w martwym punkcie z którego w żaden sposób nie potrafimy wybrnąć.
I dlatego też gratuluje deal, że tak zgrabnie "ciągnie" tą historię.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Omi

Omi · 18 lutego 2012+0

Błagam jeszcze ze dwie części! grin najlepsze opowiadanie jakie kiedykolwiek czytałam, ta delikatność i w ogóle wszystko super dialogi - zakochałam się w Twojej serii :]

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Omi

Omi · 18 lutego 2012+0

teraz przeczytałam komenatarze, większość opowiadań jest "na ostro", ja gustuję raczej w delikatności i namiętności wink co do literatury- każdy ma swoją wyobraźnię i może ją kreować jak tylko zechce :]

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
deal

deal · Autor · 18 lutego 2012+0

większość opowiadań jest "na ostro"

Właśnie dlatego wrzuciłam tutaj swoje opowiadania, żeby ci "delikutaśni" jak ja, też mieli coś dla siebie. Oczywiście jest tu kilka w takim właśnie tonie, ale zdecydowana większość to raczej "rąbanka" albo... No, albo.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Omi

Omi · 18 lutego 2012+0

żeby ci "delikutaśni" jak ja

i ja ;> i ja jestem za, żeby IV część była w takim samym "nastroju" smile

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
gosc

gosc · 18 lutego 2012+0

ja proponuję aby w ostatniej części Artur ją zjadł! albo jakiś jego koleżko , mm na ostro hardkora zrób ;D

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
deal

deal · Autor · 18 lutego 2012+0

Omi: ani nawet mowy nie ma. III część była cukierkowa i starczy wink

gosc: jasne, po to właśnie pisałam w takim słodko- romantycznym tonie, żeby teraz napisać prawdziwy horror, taką porządną rozpierduchę z krwią, flakami i fekaliami w tle. opiszę jak artur i jego koledzy najpierw ją rozczłonkowują a później posuwają jej praktycznie zmielone już truchło. wszyscy na raz. a później dołączy do nich jeszcze jej brat i ojciec, pojawi się motyw złotego deszczu i oczywiście nie zabraknie tam psa, ale o tej postaci dowiecie się już w trakcie czytania. to będzie mój as w rękawie.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
agausia

agausia · 26 lutego 2012+0

Zmierzchu nie czytałam - poległam na 10 stronie... Pamiętników wampirów również, jakoś mnie odrzuca...
Więc jestem w miare obiektywna wink
Tekst bardzo ciekawie napisany, choć fakt - wampir powinien pozostać wampirem, jakoś tak rozmyła się ta sylwetka bohatera za bardzo... Sama pomyśl - zakochujesz się w facecie, który swoją atrakcyjność bierze z faktu bycia tym "złym", a potem co? Rozczłapane kapcie i gazeta? Ja tam bym uciekła w podskokach smile))
Daj mu trochę "pazura" i od razu skoczą emocje wink

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
deal

deal · Autor · 26 lutego 2012+0

Będzie miał pazura. Właśnie skończyłam 4 część, teraz tylko ją trochę zredaguję, co by stylistykę naprawić bo w pośpiechu jak myśli spisuję to nie za bardzo nadaje się to to do publikacji wink

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
agausia

agausia · 27 lutego 2012+0

To i tak jesteś szybka, bo ja odkładam na pół roku w zwyż... Pierwsze mój tekst, który opublikowano, przeleżał w szufladzie 15 lat smile)))))
To czekam na tą IV z pazurem wink ja tam lubię teksty o zniewolonych niespodziewaną miłością złych chłopcach...

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
deal

deal · Autor · 27 lutego 2012+0

OMG wink nieee, ja jak mam coś w głowie to muszę to szybko przelać na słowa, bo inaczej mi się rozlezie. Tą czwartą część już i tak trochę męczyłam. Czwarta, ostatnia. Amen.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

lub

Inne popularne opowiadania deal:

opowiadania erotyczne

Witamy na Pokatne.pl

Serwis zawiera treści o charakterze erotycznym, przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich.
Decydując się na wejście na strony serwisu Pokatne.pl potwierdzasz, że jesteś osobą pełnoletnią.

Wchodzę