Kuzynka, moje panny i złote łany zbóż

Indragor Indragor

4 września 2017

hourglass 2 godz 6 min

Chciałbym, jeśli pozwolicie, opowiedzieć historię, która wydarzyła się, gdy miałem osiemnaście lat, czyli... nie tak dawno temu. Z tamtych wakacji najbardziej zapamiętałem szum wiatru w lesie, zapach złotych łanów zbóż i moją wiecznie rozweseloną, a zarazem roztrzepaną kuzynkę, opuszczającą już wiek dziecięcy, ale jeszcze nieskażoną chorobą dorosłości. Zacznę jednak od nakreślenia tła, aby wydarzenia owego lata stały się bardziej zrozumiałe.

***



Przez moje życie, już od dziecka, przewinęło się sporo dziewczynek, dziewczyn i kobiet. Jednak nie to, co wam być może w tym momencie się wydaje, nie miałem ich „na pęczki” i nie tylko te mam na myśli. Chociaż w znacznej części „te inne” też były moje, ale nie w dosłownym znaczeniu tego słowa. Nigdy jakoś nie czułem potrzeby zdobywania dziewczyn „hurtem” jak niektórzy moi koledzy czy znajomi. Być może dlatego, że w moim najbliższym otoczeniu od zawsze kręciły się aż cztery siostry. A może to po prostu taka cecha charakteru. Ciekawe, że były takie panienki, które z pewnością już na zawsze utkwiły w mojej pamięci, wywołując raz na jakiś czas nostalgiczne wspomnienie. Są też takie, które wówczas wydawały się tymi jedynymi, a teraz nawet nie jestem w stanie przypomnieć sobie ich imion.

Pochodzę z wielodzietnej rodziny. Jak mówiłem, mam cztery siostry, trzy starsze, i ja jeden. Wyobrażacie to sobie? Mama pracowała jako tłumaczka języka angielskiego, ale przede wszystkim zajmowała się domem. To ojciec, który wcześniej był sportowcem, a teraz można powiedzieć biznesmenem w branży sportowej, był tym „od zarabiania pieniędzy”. Wbrew obiegowym opiniom o bratersko-siostrzanych relacjach, miałem bardzo dobre kontakty z siostrami. Może dlatego, że jako „jedynak” w tym towarzystwie, byłem hołubiony, szczególnie przez starsze siostry. Nie znaczy, że nie było żadnych spięć. Jak to w rodzeństwie, zawsze się zdarzały, ale ogólnie nie miałem problemów z dogadywaniem się z siostrami. Ponieważ byłem dyskretny, siostry, bywało, że powierzały mi swoje dziewczyńskie tajemnice, czasami wypłakując się po jakimś niepowodzeniu, a ja musiałem je pocieszać. W rewanżu to one, szczególnie dwie najstarsze wprowadziły mnie stopniowo w arkana seksu. Jeżeli chodzi o wiek, to między nami było kolejno półtora roku różnicy, plus minus. Można powiedzieć, że pod względem kontaktów z siostrami byłem szczęściarzem. Tu pozwolę sobie na dygresję. Jeden z moich kolegów miał siostrę, niestety starszą, która była po prostu... ciężko mi to powiedzieć, bo byłem wychowywany w szacunku do płci przeciwnej, ale była po prostu wredną suką. Jeśli mogła komuś dokuczyć, w tym kumplowi, była szczęśliwa. Kolega kiedyś w rozpaczy powiedział, patrząc na mnie z nadzieją w oczach: „może gdyby ktoś ją wreszcie zerżnął, to nie byłaby taka wściekła”. Ja jednak nie miałem ochoty zbliżać się do takiej osy.

Imiona siostrom wybrał ojciec, a mnie mama. Tato doszedł do wniosku, że skoro mama na imię ma Dorota, to imiona córek powinny zaczynać się na literę „d”. I tak kolejno od najstarszej: Dominika, Diana, Dagmara i Daria. Mama postanowiła zrewanżować się tacie tym samym. Był tylko mały problem. Tato ma na imię Olaf, a imion na „o” jest mało. Ostatecznie dostało mi się imię Oliwier. Szczerze nie cierpiałem go, ale potem dostrzegłem plusy. Rodzice, czy siostry, ogólnie rodzina, zwracali się do mnie Oli lub Olek, ale inni, na przykład koledzy i koleżanki ze szkoły, tylko Olek. Jednak jeśli wpadłem w oko jakiejś dziewczynie, ta zwykle przechodziła na „Oli”, tym samym nieświadomie zdradzając się, że leci na mnie.

Wszystkie moje siostry były ładnymi i zgrabnymi laskami, chyba też ze względu na regularne treningi w naszej domowej siłowni. Bez przesady, ale ładne. Jednak najmłodsza to był prawdziwy majstersztyk inżynierii genetycznej. Była z niej laska, jaką dostrzega się z odległości co najmniej dwóch kilometrów. I też starannie takie same dobierała sobie przyjaciółki.

Mieliśmy własny ładny dom, a w nim między innymi jeden dość duży salon, trzy sypialnie, jedna rodziców, drugą zajmowały dwie młodsze siostry, trzecią – dwie starsze. Kolejny pokój zajmowałem ja. Był najmniejszy w mieszkaniu, ale mój własny, czego siostrzyczki mi trochę zazdrościły, a ja im, że nie są same. I był jeszcze wspomniany pokój ćwiczeń, czyli coś w rodzaju małej siłowni, urządzony przez ojca. Jako sportowiec, również nas, dzieci, wdrażał do sportu. Byliśmy niejako taką sportową rodziną. Poza nami z tej sali treningowej korzystali też nasi znajomi, w tym koleżanki sióstr.

Jako dzieci wychowywani byliśmy liberalnie, trudno zresztą inaczej przy tak licznej rodzinie. Dla nas, rodzeństwa, ciało nie miało tajemnic. Siostry, bywało, że nawet przy mamie chodziły nago. Przy ojcu już nie. Chociaż gdy były młodsze i miały niewielkie piersi, to potrafiły i przy ojcu pokazać się tylko w majtkach, z cyckami na wierzchu.

Od dziewczyny wymagałem nie tylko zgrabnego ciała, chociaż niekoniecznie musiało to być ciało modelki, a nawet nie powinno być, preferowałem te „normalne”. Przede wszystkim jednak wymagałem, aby miały coś w głowie, tak jak moje siostry. Sądzę, że w znacznym stopniu to właśnie zasługa moich starszych sióstr, że wykształciły mi się takie, a nie inne preferencje seksualne. „Pustaki” odpadały u mnie w przedbiegach.

Jak wspomniałem, z naszej salki treningowej korzystały liczne koleżanki sióstr. Nie wiem czemu, ale od dziecka bardzo fascynował mnie widok spoconych dziewczyn. Były takie niesamowicie dziewczęce, a później kobiece, a jeszcze później, gdy byłem starszy, widok kropelek potu na gołej skórze i przesiąkniętych wilgocią topów, sprawiał, że wyglądały niesamowicie seksownie. Po ćwiczeniach biegły pod prysznic, a potem wracały nago do pokojów sióstr, ubrać się. Po prostu niewygodnie było po piętrze biegać w tę i we w tę z ręcznikiem lub ciuchami. Oczywiście nie wszystkie tak robiły, nawet chyba nie większość. Te mniej wstydliwe, zapewne pod wpływem moich sióstr, które jak mówiłem, nie kryły swoich wdzięków, również nie krępowały się własnej nagości. Powiem wam, że w przypadku paru takich niewstydliwych panienek odniosłem wrażenie, po tym, jak się zachowywały, jak słodko się do mnie uśmiechały, że kręciło je to, iż widzę wszystkie ich intymności. Jakby chciały się nimi pochwalić, a dzięki zwyczajom panującym w naszym domu miały pretekst, aby to uczynić. Były też takie, które okutane tylko w ręcznik, z trudem osłaniający biust od góry i tyłek od dołu, albo wręcz nagie, podbiegały do mnie i zaczynały szczebiotać, licząc na podryw. Nie zdawały sobie sprawy, że widok nagiej dziewczyny to było dla mnie za mało. Mając takie widoki na co dzień, może nie uwierzycie, ale byłem w stanie normalnie z taką roznegliżowaną osóbką rozmawiać. Niektórym koleżankom sióstr zdarzało się niby to zabłądzić do mojego pokoju w tym samym celu, o którym mówiłem, jednak te już były ubrane. Poza jedną, ale o niej będzie dalej. Moje siostry były jednakże czujne i zwykle szybko doprowadzały taką chętną panienkę do pionu. Zwykle, bo jeśli mi się podobała lub któraś siostrzyca uznała, że powinna mi się spodobać, to było inaczej. Wówczas mogłem liczyć na pomoc sióstr w charakterze „swatek”. Zawsze jednak taką sytuację poprzedzała rozmowa w stylu: „...bo wiesz, to moja dobra koleżanka. Jeśli myślisz o niej poważnie, to proszę bardzo, pomogę ci, ale jeśli chcesz ją tylko wykorzystać i zostawić, to nie ma mowy. Nie chcę, aby później cierpiała i mi się wypłakiwała”. Doskonale rozumiałem w tym zakresie siostry. Kiedyś kumpel powiedział mi, że chciałby upolować Darię. Oczywiście nie wyraził się w ten sposób, ale jego wypowiedź do tego się sprowadzała. Wtedy też palnąłem mu podobną mówkę. Czasami, choć rzadko, siostry próbowały mnie wkręcać, bawiąc się moim kosztem. Większość takich przypadków rozszyfrowywałem, ale raz Dagmarze udało się mnie wkręcić w bliższe kontakty z jej nietypową psiapsiółką. Nie powiem, abym żałował. No tak, to tyle tytułem wstępu. Jeżeli coś mi się jeszcze przypomni, to wspomnę o tym w trakcie opowieści.

***



Pod koniec kwietnia w powietrzu unosił się zapach wiosny i nieuchronnie zbliżających się wakacji. Pierwszych moich „dorosłych” wakacji. Niedawno skończyłem osiemnaście lat. I właśnie gruchnęła wieść, że wujostwo wygrało nagrodę główną w jakimś konkursie firmy produkującej makarony. Nagrodą tą był tygodniowy pobyt w Grecji dla dwóch osób w pierwszych dniach lipca. Ze względów organizacyjnych ten termin najbardziej odpowiadał wujostwu. Dziesięcioletni kuzyn już wcześniej w tym terminie miał zaplanowanie kolonie, podobnie jak starszy jego brat. Pytanie było, czy pojadą tylko rodzice, czy z jednym z rodziców kuzynka Andżelika, zwana Andżelą a przeze mnie „Endżi” na cześć pewnej aktorki, Angie Dickinson, którą oglądałem w pewnym starym westernie „Rio Bravo”. W tym filmie zrobiła na mnie niesamowite wrażenie jako stuprocentowa kobieta.

W przeciwieństwie do moich sióstr, kuzynka była taką roztrzepaną śmieszką, niebieskooką, o trudnym do określenia odcieniu włosów. Ciągle toczył się spór czy jest ciemną blondynką, czy może już szatynką. Gdy była młodsza, ubóstwiała się przytulać, być przytulaną i głaskaną po włosach, taka „przylepa”, aż zadowolona potrafiła mruczeć w takich sytuacjach jak prawdziwy kot. No, prawie. Krótko mówiąc, gdy ona była w pobliżu, kot nie był już potrzebny.
Z racji, że mieszkaliśmy w tym samym mieście, widywałem ją dość często. Na szczęście, bo gdy przerwa była dłuższa, to pierwsze co robiła, to musiała obgadać wszystkie wydarzenia, począwszy od domu, poprzez szkołę, koleżanki, kolegów, a skończywszy na lotach w kosmos. W tym czasie nie byłem w stanie wtrącić nawet słowa, najwyżej monosylabę. Jeśli już jednak udało się przetrwać ten pierwszy zmasowany atak jej aparatu gębowego, to później było już dobrze. Nie odzywała się nadmiernie. Naprawdę, potrafiła wyrzucać z siebie słowa z taką prędkością, że mogłaby zawstydzić niejednego konstruktora broni maszynowej na czele z Kałasznikowem.
Przyznam się, że lubiłem tą szczuplutką, można powiedzieć chudziutką kuzynkę. Być może dlatego, że wbrew pozorom i mimo niewątpliwej urody, nie miała pusto w głowie, a przynajmniej nie za bardzo, w przeciwieństwie do swoich braci, moich kuzynów, do których nie pałałem nadmierną braterską miłością. Czasami wręcz można było odnieść wątpliwości, czy to aby na pewno jej rodzeni bracia. Może będę trochę niesprawiedliwy i złośliwy, ale wydaje mi się, że w tej rodzinie cała uroda i inteligencja dzieci skupiła się w kuzynce.

Ostatecznie w sprawie wyjazdu wujostwo zdecydowało, że pojadą sami, aby bracia nie poczuli się pokrzywdzeni, że do Grecji pojechała tylko ich siostra. A na ten tydzień, kiedy ich nie będzie, podrzucą nam to czternastoletnie kukułcze jajo. Co prawda czternastolatka pod niewielkim nadzorem moich rodziców czy starszych sióstr dałaby sobie radę przez ten tydzień, ale wujostwo nie chciało jej samej zostawić z obawy, aby taka roztrzepana dziewczyna nie puściła z dymem chałupy w międzyczasie albo nie wyszła z domu, zapominając w pośpiechu zamknąć drzwi na klucz. Mój ojciec jednak wpadł na inny pomysł:
– Olek, miałeś jechać do dziadków pod koniec lipca, ale może byś pojechał wcześniej, razem z Andżeliką, nawet na dwa tygodnie. Chyba nie robi ci to różnicy? Miałbyś ją na oku, bo to taka roztargniona, niezorganizowana dziewczyna, że mogłaby łatwo popaść w jakieś tarapaty. A ona słucha się ciebie, to byś przypilnował, aby nie narobiła sobie kłopotów. No co? Dobry pomysł, prawda?

Szczerze mówiąc, w pierwszej chwili nie byłem zachwycony. Przynajmniej przez te dwa tygodnie chciałem poprzebywać z dala od dziewczyn. To jest potrzebne każdemu facetowi dla zachowania zdrowia psychicznego. Nie dziwcie się, wiem, co mówię. Gdybyście mieli na co dzień tyle bab w domu co ja, łatwiej byłoby wam zrozumieć. A co do niezorganizowania, to rzeczywiście przytrafiały się jej co jakiś czas dziwne przypadki. Aż uśmiechnąłem się do siebie na myśl o tym ostatnim w mojej obecności.

Była plucha, wiosenne roztopy, błoto pośniegowe. Wracałem od kuzynostwa. Endżi wpadła na genialny pomysł, że odprowadzi mnie na przystanek i jeszcze po drodze zajrzy do koleżanki. Gdy wyszliśmy z domu, nagle przypomniała sobie, że o czymś mi nie powiedziała, zresztą u kuzynostwa nie było za bardzo czasu na pogaduszki i Endżi, jak to ona, zaczęła wyrzucać z siebie słowa z ogromną prędkością. Nagle monolog przerwał głośny pisk, który wyrwał się jej z ust, zakończony odgłosem chlupnięcia. Ponieważ równocześnie z owym piskiem zniknęła mi z oczu, spojrzałem gwałtownie w prawo i w dół.
– O! – Usłyszałem tylko od nagle zamilkłej kuzynki, na której twarzy malował się wyraz bezbrzeżnego zdziwienia, z tyłkiem w sporej kałuży.
Pomogłem kuzynce wydostać się z bajorka i ociekającą wodą i błotem odprowadziłem z powrotem. Na szczęście zdarzenie miało miejsce niedaleko jej domu.

O dziwo, mama również odniosła się sceptycznie do wspólnego wyjazdu. Niestety na opiekę którejś siostry nie bardzo można było liczyć, bo wszystkie wymigały się innymi, nagle bardzo ważnymi, planami wakacyjnymi. Podejrzewam, że obawiały się wędrówek między mieszkaniami, po jakieś ważne rzeczy, akurat niezbędne kuzynce, a które dziwnym trafem właśnie znajdują się w jej domu.
Ostatecznie mama dała się przekonać, a mnie nie pozostało nic innego jak zgodzić się na niańczenie kuzynki. Nie powiem, dałem się łatwo przekonać, bo jak mówiłem, lubiłem tego roztrzepańca. W jej towarzystwie nikomu nuda raczej nie groziła. Do dziadków miał nas zawieźć mój ojciec i zostać na weekend, a z powrotem, za dwa tygodnie, mieliśmy wrócić pociągiem.

***



W przeddzień wyjazdu na rozmowę poprosiła mnie mama.
– Posłuchaj Olek. Oboje będziecie tam z dala od domu. Żeby ci tylko nie przyszły do głowy jakieś głupoty. Andżelika ci ufa, jest zapatrzona w ciebie. Taka dziewczyna może łatwo ulec, a potem...
– Mamo, nawet o czymś takim nie pomyślałem... – jęknąłem zażenowany taką rozmową, a dokładniej posądzeniem mnie o tak niecne zamiary wobec kuzynki.
– Nie przerywaj, posłuchaj do końca – zdecydowanym głosem, dla odmiany mi przerwała mama. – Żebyś nie próbował jej wykorzystać, niech cię ręka Boska broni! – Mama pogroziła mi palcem. – Jedna chwila zapomnienia i możecie później oboje tego bardzo żałować. Pamiętaj, że ona ma dopiero czternaście lat i jest twoją kuzynką!

W drodze do dziadków, Endżi zmorzył sen. Przytuliła się do mnie, wręcz można powiedzieć, że wtuliła i tak spała. Było mi niewygodnie, chciałem się ruszyć, ale co spojrzałem na nią, to rezygnowałem z obawy, że mogłaby się obudzić. W pewnej chwili tato odezwał się żartem, chyba żartem, zerkając w lusterko wsteczne:
– Lubicie się, to dobrze. Ona taka roztrzepana, a ty taki poważny, odpowiedzialny. Pasujecie do siebie, che, che.
Chyba nieświadomie wprowadził mnie tymi słowami i ich intonacją w zakłopotanie, aż poczułem pieczenie policzków. Chwilę potem ocknęła się Endżi. Przeciągnęła się, ziewając.
– Zasnęłam? – zdziwiła się, a zaraz potem spojrzawszy na mnie z przestrachem, dorzuciła: – Pewnie było ci niewygodnie, trzeba było mnie obudzić...
Zatkałem jej usta dłonią, abym mógł coś powiedzieć.
– Nie, wszystko w porządku, możesz spać dalej – skłamałem.
– Już się wyspałam! – pewnym głosem stwierdziła, wcześniej odciągając z niemałym trudem moją dłoń od swoich ust.

***



Przez pierwsze kilka dni pobytu u dziadków pogoda była niepewna, ale nie padało, może przelotnie raz czy dwa. Weekend minął i ojciec wrócił do domu, a my zostaliśmy z dziadkami. Wówczas, w niepogodę, główną atrakcją było karmienie kur i gra w Badmintona, a właściwie w Kometkę, gdyż miejsce, w którym graliśmy, w niczym nie przypominało kortu, a nasze umiejętności w niczym nie przypominały profesjonalnych graczy. Gdy Endżi nie udało się odbić lotki, zwykle powtarzał się ten sam rytuał. Podchodziła do miejsca, gdzie w trawie leżała lotka, patrzyła na nią, chichocząc krótko, jakby było to coś śmiesznego, równocześnie przenosząc rozweselony wzrok na mnie. Dopiero wtedy podnosiła lotkę i graliśmy dalej. Na szczęście z każdym dniem słońca przybywało. Któregoś dnia wybraliśmy się na spacer po pobliskim lasku. Był tak mały, że składał się tylko z jednego drzewa... Oczywiście żartuję, ale kiedyś, gdy kuzynka była całkiem mała i nie chciała jechać do dziadków, powiedziałem, że pokażę jej taki las niedaleko domu dziadków. Była rozczarowana, że chodziło mi o ten właśnie lasek, bo jak sama stwierdziła, było w nim przecież duuużo drzew... Jednak rzeczywiście nie sposób było w nim zabłądzić. Wszerz i wzdłuż można było go przejść w jakieś dziesięć minut bez pośpiechu.

Wracając ze spaceru, podkusiło mnie coś, aby zaproponować kuzynce przejście przez zboże. Wiem, że nie należy rozdeptywać zboża, ale chyba każdego to kusi. Areał był spory więc ewentualne starty symboliczne. Jeszcze nie doszedłem do połowy pola, gdy idąca za mną Endżi jęknęła:
– Oli, zaczekaj!
– Co się stało? – Odwróciłem się, patrząc na stojącą może dziesięć metrów za mną kuzynkę.
– Nie mogę iść – ponownie jęknęła.
– Dlaczego? – Zdziwiłem się, nie mogąc dostrzec powodu, z jakiego utknęła. – No chodź!
– Nie mogę – powtórzyła.
– Bo co?
– Bo... bo... no bo zaraz dostanę orgazmu! – zachichotała.
Dopiero teraz się zorientowałem. Minispódniczka Endżi była nieco zadarta, ukazując rąbek białych majteczek i kłosy zboża między udami, z których kilka opierało się o owe majteczki. Ach te dziewczyny, pomyślałem, zawsze mają jakieś dziwne problemy. Może i trochę się podnieciła, ale orgazm? Wydało mi się to grubą przesadą.
– Nie wygłupiaj się! – ponagliłem kuzynkę – rusz się, bo do wieczora nie zajdziemy!
Kuzynka ze skupieniem na twarzy zrobiła kilka kroków w moją stronę, powodując przesuwanie się zboża między jej nogami, po czym ponownie się zatrzymała. W tym samym momencie jej oczy zrobiły się okrągłe, otworzyła buzię i zaraz opadła na kolana, a następnie tyłkiem na pięty, po drodze łapiąc się dłońmi za cipkę. Po prostu „odleciała”!
Pięknie – pomyślałem – nikt mi nie uwierzy, że doprowadziłem dziewczynę do orgazmu, nawet jej nie dotykając.
– No dobrze, odpocznijmy trochę – rzuciłem pojednawczo, gdy Endżi jako tako powróciła do świata realnego.

Klapnęliśmy obok siebie, kuzynka plecami do mnie.
– Endżi, co tak leżysz, odwróć się – poprosiłem.
– Nie.
– Czemu nie, gniewasz się?
– Nie gniewam, ale nie chcę.
– Dlaczego?
– Wstydzę się – mruknęła. Z intonacji jej głosu wywnioskowałem, że to prawda.
– Ale czego, nie masz powodu, aby się wstydzić.
– Mam.
– Jaki?
– Wstyd mi, że tak przy tobie dostałam orgazmu – ledwo słyszalnie wypowiedziała ostanie słowo. – Dlaczego tylko mnie przytrafiają się ciągle jakieś dziwne rzeczy – jęknęła niemal płaczliwie.
– No co ty. Powinnaś być zadowolona. Przynajmniej nie ma wątpliwości, że jesteś stuprocentową dziewczyną.
– Tylko chcesz mnie pocieszyć – miauknęła nieprzekonana.
– Wiem, co mówię. – Ponieważ się nie odzywała, dodałem, chyba trochę niefortunnie: – Nieraz dziewczyna przy mnie miała orgazm.
Tym razem kuzynka zachichotała, odwracając się na drugi bok. Spojrzała na mnie.
– No pewnie Oli, nawet bym nie pomyślała, że mogło być inaczej – powiedziała, siląc się na poważny ton, przez który jednak przebijało rozbawienie.
– Poza tym nie tylko tobie przytrafiają się dziwne rzeczy.
– Tobie nie – mruknęła.
– Też. Kiedyś dostałem od pewnej dziewczyny w twarz.
– No co ty?! – Endżi spojrzała na mnie z wyrazem zaskoczenia pomieszanym z przestrachem.
– Poważnie.
– Och! Gdyby to było przy mnie, od razu bym takiej małpie kudły wytargała!
– To była też moja wina...
– Opowiedz mi o tym! – Nagle zażądała.
W tym momencie pożałowałem, że wspomniałem o owym incydencie, chcąc pocieszyć kuzynkę.
Zapadła dłuższa cisza.
– Oli... no opowiedz...
– Co?
– No o tej dziewczynie. W ogóle nic mi nie mówisz o swoich pannach, a ja ci mówię o wszystkim – obruszyła się.
– Naprawdę o wszystkim? – rzuciłem sceptycznie.
– No prawie... A masz teraz jakąś pannę? – Nagle się zainteresowała.
– Nie.
– Nie? – Zdziwiła się, zerkając na mnie, wcześniej podnosząc się i opierając na łokciach.
– A co myślisz? Czasami trzeba odpocząć od dziewczyn.
– No tak – zaśmiała się – szczególnie od takiej niemożliwej jak ja.
– E, z tobą da się jeszcze wytrzymać.
Endżi posłała mi tylko zadowolone spojrzenie, tym razem się nie odzywając, nie nazbyt długo jednak.

– Oli...
– Co?
– Opowiedz mi o swoich pannach – poprosiła, ponownie kładąc się na ziemi, tym razem z rękami pod głową.
– Jesteś jeszcze za młoda na takie historie – usiłowałem zbyć kuzynkę.
– Mam już piętnaście lat – pochwaliła się.
– Czternaście.
– No ale za trzy tygodnie będę miała piętnaście, to tak jakbym już miała.
– No nie mów, że nie wiesz, co można robić z dziewczynami – nadal próbowałem ją zbyć, zły, że w ogóle poruszyłem ten temat. Znając ją, mogłem przewidzieć, że zaraz się zaciekawi.
– No wiem... ale... chciałabym wiedzieć jak... jak... jak ty obracasz te swoje panny – rozchachała się na dobre.
– Uważaj, bo zaraz cię obrócę – zawołałam.
– Mnie jeszcze nie można – zawołała szybko, nadal się śmiejąc – mam dopiero czternaście lat, jeszcze nie można mnie tknąć!
– Aha! – odpowiedziałem. – Jak tknąć, to masz czternaście lat, a jak słuchać, to już piętnaście?
– Uhm – bezczelnie odmruknęła, nadal rozbawiona.
Myślałem, że dała mi spokój, ale po kilkudziesięciu sekundach znowu się odezwała.

– Oli...
– Co?
– I one tak ci się w ogóle nie opierały? Jak ty to robisz?
– Jedna się opierała – zażartowałem.
– Tak? – zaciekawiła się.
– ...o ścianę...
– No co ty! – Dała mi kuksańca w bok. – I... i ty tak... ją... od tyłu, hi, hi...
– Aha...
– O jejciu! Ale z ciebie świntuch, nie mogę! – zakrzyknęła, śmiejąc się, wiercąc i zaciskając uda przy tym.
Gdy po jakimś czasie się uspokoiła i zapadła cisza, myślałem już, że odpuściła. Byłem w błędzie.
– Oli...
– Co?
– Kiedy pierwszy raz zobaczyłeś nagą dziewczynę? Bo ja dwa lata temu. To znaczy chłopaka. Taki jeden... chciał, abym mu pokazała. To ja pomyślałam, że mogłabym na tym skorzystać i się zgodziłam, pod warunkiem, że on pierwszy mi pokaże. I pokazał. Nawet dotknęłam – zaśmiała się, zaraz kontynuując z lekkim zażenowaniem w głosie – ale ja mu nie pokazałam.
– Nieładnie tak oszukiwać.
– Nie oszukiwałam. Za bardzo się wstydziłam. Naprawdę myślałam, że dam radę, ale za bardzo się wstydziłam i uciekłam. Wiem, że trochę nieładnie wyszło, ale miałam dwanaście lat.
– Przecież masz dwóch braci – nagle przypomniało mi się – musiałaś już wcześniej widzieć...
– No tak, ale bracia się nie liczą. Błe! – Wstrząsnęła się z wyraźnym obrzydzeniem, wywalając na chwilę język.
– A teraz byś pokazała?
– Zależy komu – zachichotała. – No Oli, powiedz, kiedy pierwszy raz zobaczyłeś nagą dziewczynę.
– Od zawsze, mam przecież cztery siostry.
– Wiesz, o co mi chodzi – udała naburmuszoną – siostry się nie liczą, tak samo, jak bracia.
– Hm... czy ja wiem?... Miałem czternaście lat. Do Darii wtedy wpadała taka koleżaneczka, też w jej wieku, trzynastolatka, która przy każdej okazji wgapiała się we mnie, robiąc słodkie miny, aż mi od tego mdło się robiło. Wkurzało mnie to trochę, bo niezbyt mi się podobała. Któregoś dnia, nagle wpadła do mojego pokoju. Przymknęła za sobą drzwi i bez ostrzeżenia zadarła spódnicę, pod którą nie miała majtek. Postała tak kilka sekund i wybiegła. Wszystko to działo się bez jednego słowa.
– Ha, ha, ha, no co ty? Naprawdę tak zrobiła?
– Naprawdę. Nie wiem czemu, ale tak zrobiła.
– Szkoda mi jej – westchnęła Endżi.
– Czemu?
– No co, leciała na ciebie i chciała zrobić wrażenie – mruknęła jak niewiniątko Andżelika – tylko... – zaczęła się śmiać – tylko jej nie wyszło, ha, ha, ha...
– Jak to?
– No... niczym cię nie zaskoczyła, takie widoki masz na co dzień, ha, ha, ha...
– To prawda, ha, ha.
Po serii śmiechów zapadła dłuższa cisza. Myślałem, że kuzynka ma dość tego tematu, ale znów się myliłem.

– Oli...
– Co?
– Czy ja robię słodkie miny?
– Nie, ty jesteś w porządku.
– Aha – w jej głosie zabrzmiała nuta zadowolenia. Po krótkiej pauzie odezwała się ponownie: – No weź Oli, opowiedz mi o swojej pierwszej pannie, jak ją... ogłupiłeś, hi, hi, że ci się oddała?
– Nie ogłupiłem i co cię dzisiaj napadło – burknąłem – przez ten orgazm?
– Nie przypominaj mi – miauknęła – jeszcze się wstydzę. – Po paru sekundach dodając: – No myślę, że jej nie ogłupiłeś, tylko tak mówię, po prostu jestem ciekawa, to źle? – uśmiechnęła się zalotnie.
– Już ci mówiłem, za młoda jesteś na takie historie.
– Chcesz, aby twoja ulubiona kuzynka, zupełnie nieświadoma, wpadła w łapy jakiegoś wstrętnego-zaliczacza-dziewczyn i została... hi, hi, wykorzystana i porzucona?
– No pewnie, że nie. I wcale cię nie lubię.
– Luuubisz, wiem o tym. Inaczej długo nie wytrzymałbyś z taką czepialską...
– Nie jesteś czepialska. Można z tobą wytrzymać.
– A widzisz! Lubisz... ja też ciebie lubię – dodała, szeroko się uśmiechając, delikatnie, zalotnie, rozciągając się i poruszając biodrami.
– No dobrze, lubię cię. Nic przed tobą się nie ukryje – westchnąłem.
– Mówiłam. – Z satysfakcją odnotowała. – No ale opooowiedz... bym zaczekała do tych piętnastu lat, ale wtedy nas tu nie będzie, a w domu pewnie nie będzie okazji – zakończyła zasmucona i przypominając sobie poprzednią kwestię, miauknęła niczym czystej wody niewiniątko: – Muszę wiedzieć, jak taka niewinna dziewczyna jak ja, może bronić się przed takimi podrywaczami jak ty.
– Oj tam, zaraz podrywacz... i nie mów, że nie wiesz.
– Nie wiem – mruknęła tym samym tonem co poprzednio.
– Ja ci powiem, a ty zaraz rozgadasz swoim koleżankom.
– No co ty Oli, nikomu nie powiem. Nikt się nie dowie. – Usiała i patrząc na mnie, wykonała na ustach ręką gest zasuwania zamka błyskawicznego, potem założyła kłódkę, przekręciła kluczyk i wyrzuciła go.
– Ale mucha może przelecieć i usłyszy... – próbowałem jakoś się ratować.
– Załatwię ją i nic nie powie – odpowiedziała pewna siebie. Jednak nagle zmieniła zdanie, pewnie widząc, że nie palę się do opowiadania: – Dobrze. To ja ci opowiem, co mi się śniło niedawno. Tylko musisz obiecać, że nie będziesz się ze mnie śmiał. Obiecujesz?
– Obiecuję – szybko odpowiedziałem, oddychając z ulgą, a i trochę zaciekawiony.
– Na pewno na pewno? – dopytywała się.
– Na pewno na pewno – odpowiedziałem z największym przekonaniem, na jakie było mnie w tym momencie stać.

– To słuchaj. – Mówiąc to, kuzynka wygodniej się umościła.– Śniło mi się, że jadę samochodem. Tylko ja.
– Przecież nie masz prawa jazdy – zauważyłem.
– Oj, we śnie byłam starsza, miałam osiemnaście lat, a może nawet więcej, mogłeś się domyślić – obruszyła się. – Więc jadę – wróciła do swojej opowieści – i nagle gaśnie silnik. Próbuję go ponownie uruchomić, ale nic. Wysiadam, rozglądam się dookoła, a tu zupełna pustka! Asfaltowa droga, mój samochód i żywej duszy po horyzont, jak w amerykańskich filmach. Tylko ja ubrana w lekką powiewającą na wietrze białą bluzeczkę, króciutką, taką tylko zakrywającą pupę, żółtą, lekką spódniczkę, bo był upał, i białe koronkowe majteczki. Otwieram maskę, pochylam się i zaglądam do silnika, ale przypominam sobie, że nie mam pojęcia o silnikach.
– To nie miałaś biustonosza? – zauważyłem.
– Oj, jaki ty niedomyślny, miałam. Do białej lekkiej bluzeczki i białych majteczek to też tylko biały pasuje.
– Mógłby być żółty – powiedziałem.
– No mógłby – zgodziła się kuzynka po namyśle – ale był biały. I gdy tak stoję pochylona, nie wiedząc co zrobić, nagle słyszę jakiś warkot. Patrzę, a to policjant na motorze. Młody, przystojny, z taką długą czarną błyszczącą pałką z boku, bardzo seksowny. Od razu mi się spodobał. Mój wybawca, pomyślałam. Na pewno będzie wiedział jak mi pomóc. Zaraz jednak zawstydziłam się, aż się zaczerwieniłam. Miałam tylko nadzieję, że policjant ten rumieniec weźmie za objaw panującego upału. A zawstydziłam się, bo jak stałam tak pochylona w rozkroku, z pewnością widać było mi majteczki, a że były koronkowe, to policjant mógł zauważyć więcej niż zwykle, hi, hi. „Jakiś problem?”, zapytał niskim głosem, aż ciarki po mnie przeszły a w nogach zrobiło się miękko – w tym momencie Endżi posłała mi promienny uśmiech porozumienia, jakbym to ja był tym policjantem, po czym kontynuowała: – „Zepsuł mi się samochód, a ja nie znam się na tym”, powiedziałam, odwracając się w kierunku maski samochodu i wskazując ręką silnik. „Postaramy się temu zaradzić”, rzekł policjant tym samym niskim głosem, stając tuż za mną, aż mi jeszcze bardziej zrobiło się gorąco, choć i tak już bardzo było. Spodziewałam się, że zaraz coś pogrzebie pod maską i będę mogła jechać dalej, ale on niespodziewanie poklepał mnie dłońmi po biodrach i zaraz przesunął je wyżej, po bokach, wsuwając dłonie pod bluzeczkę aż ponownie przeszły mnie ciarki. „Muszę panią najpierw zrewidować”, powiedział, „czy nie ma pani przy sobie niebezpiecznych narzędzi albo ukrytych środków odurzających”. Przy słowie „ukrytych” złapał mnie za cycki, hi, hi, i zaczął macać. – Endżi spojrzała na mnie wielce zdziwionym wzrokiem dla podkreślenia sytuacji. – „Ależ panie policjancie, absolutnie niczego przed panem nie ukrywam”, odpowiedziałam. „Zobaczymy, zobaczymy”, powiedział i w tym samym momencie poczułam, jak moja i tak krótka spódniczka się unosi i wyobraź sobie, ręka policjanta wsuwa mi się pod te koronkowe majteczki i to od przodu! Możesz to sobie wyobrazić Oli?!
Mogłem i to bez trudu, jednak tylko lekko skinąłem głową na potwierdzenie, czekając na dalszy ciąg wypadków.

– A mnie wtedy – kontynuowała – od tej kontroli, czy czegoś tam nie ukryłam, zaczęło robić tak przyjemnie i jeszcze bardziej przyjemnie – rozmarzyła się Endżi – że przestraszyłam się, że zaraz nie dam rady z tej przyjemności, bo nogi miałam już i tak jak z waty, więc mówię: „panie policjancie, to bardzo szczegółowa kontrola, nie wiem, czy dam radę”. A on na to, tym swoim niskim zniewalającym głosem: „Takie są przepisy, muszę panią dokładnie zrewidować. Nawet nie ma pani pojęcia, gdzie kobiety potrafią ukryć kontrabandę”. Miałam pojęcie – jęknęła kuzynka – i dlatego trochę się przestraszyłam, ale powiedziałam: „skoro takie są przepisy, to proszę mnie rewidować, panie policjancie” i dodałam tak tylko, co zwykle się wtedy mówi: „nie mam nic do ukrycia”. Nie sądziłam, że policjant potraktuje to tak poważnie, no i zaraz spostrzegłam, jak mi zsuwa te koronkowe majteczki. W dodatku powiał lekki wiaterek i poczułam, że teraz naprawdę już nie mam nic do ukrycia. „Och!”, jęknęłam i cała zadrżałam, bo policjant zaczął przesuwać tę swoją pałkę po już gołym moim tyłeczku. Powoli, powoli, coraz niżej, coraz niżej, a mnie powoli, powoli robiło się coraz przyjemniej i coraz przyjemniej... Nagle głośno krzyknęłam, bo policjant zaczął wsuwać swoją pałkę mi w dziurkę, hi, hi – i udając niski głos policjanta: – „Muszę sprawdzić, czy niczego TAM pani nie ukryła”, odezwał się na ten mój krzyk policjant. Tylko że ja krzyknęłam nie dlatego, abym coś przeciwko takiej kontroli miała, ale dlatego, że nagle zrobiło mi się bardzo, ale to bardzo przyjemnie, jak jeszcze nigdy dotąd. No i trochę się bałam, bo ta pałka była bardzo długa i gruba. Policjant zaczął mnie tam rewidować tą swoją pałką, hi, hi, tak przesuwając, to do przodu, to z powrotem, a mnie za każdym takim przesunięciem robiło się coraz przyjemniej, coraz przyjemniej, coraz przyjemniej, aż chyba z tej przyjemności straciłam we śnie przytomność, bo zaraz się obudziłam. – Endżi westchnęła. – Widzisz, jaka ci się trafiła zboczona kuzynka? – jęknęła, kończąc opowieść.
– Nie jesteś zboczona – pocieszyłem.
– Myślisz? – Spojrzała na mnie.
– Nie tylko tobie takie rzeczy się śnią – rzuciłem półgębkiem.
– Aha – krótko odpowiedziała kuzynka, kończąc wypowiedź równie krótkim chichotem i wygodniej układając się na plecach, zamknęła oczy, jednak uśmiech nie zniknął z jej twarzy.

Intonacja owego „aha” wydała mi się mocno podejrzana i już chciałem coś odpowiedzieć, ale ciągnięcie tego tematu mogłoby okazać się wielce ryzykowne. Z kuzynką nigdy nic nie wiadomo i łatwo można by wdepnąć na jakąś minę, więc wzorem dziewczyny zamilkłem. W ciszy słychać było tylko kojące duszę i relaksujące dźwięki dzikiej przyrody, czasami ledwo słyszalnego szumu wiatru buszującego gdzieś w konarach drzew i, z rzadka, udomowionej przyrody w postaci odległego szczekania psów. Zamknąłem oczy i niemal w tym samym momencie, tuż koło mnie, usłyszałem odgłos przedstawiciela bądź co bądź udomowionej przyrody:
– Oli...
– Co? – Oby tylko nie o moich dziewczynach, westchnąłem w myślach z obawą.
– No weź, opowiedz o tych swoich pannach. Ja ci opowiedziałam swój sen.
– Nie – burknąłem.
– A pamiętasz, jak w andrzejki wypuszczałeś... hi, hi, z balkonu ptaka na wolność, hi, hi...
– No już bez przesady! To był paw, no fakt, że z balkonu.
– Nikomu wtedy nie pisnęłam słówkiem, że to ty zarzygałeś chodnik i okno na parterze, bo wiał wiatr, tylko z rana wzięłam się za sprzątanie.
I tu mnie miała. Ten argument był nie do zbicia.
– No dobrze – poddałem się. – Niech ci będzie, ale jutro.
– Dlaczego jutro, nie wytrzymam do jutra – jęknęła.
– Wytrzymasz – zapewniłem. – Musimy już wracać, zanim dziadkowie zaczną nas szukać. Poza tym, jutro będziesz o jeden dzień starsza. Będę miał mniejsze wyrzuty sumienia.
Miałem nadzieję, chociaż nikłą, że do jutra zapomni i nie będę musiał wkraczać na ten grząski teren.
– Dobrze. – Zgodziła się, ciężko wzdychając, widząc, że nic więcej dzisiaj nie zwojuje.
Zaraz jak wstaliśmy, powiedziałem:
– Idź blisko za mną – i ruszyłem w drogę do domu, przydeptując lekko zboże przed sobą. Nie chciałem, aby znów przytrafiło się jej coś dziwnego.
Ciekawe – pomyślałem po drodze – ilekroć kuzynka wspominała o moich dziewczynach, zawsze używała określenia „panna” czy też „twoje panny”.

***



Następnego dnia po śniadaniu dziadek tradycyjnie zapytał, co zamierzamy robić. Endżi jakby tylko na to czekała, bo nawet bez ułamka sekundy zwłoki wypaliła:
– Idziemy z Olim na spacer do lasku. Może nawet trochę się poopalam!
Zaraz potem wyszczerzyła ząbki w moim kierunku. Nie było już wątpliwości, dlaczego kuzynce tak śpieszy się na spacer. Moja nikła nadzieja, że jakimś cudem zdołam się wywinąć z wczorajszej obietnicy legła w gruzach w jednej chwili. Co jak co, ale pamięć kuzynka miała doskonałą. Byłem zły na siebie. Jedno nieostrożne słowo i masz! Co mnie podkusiło, aby rozpocząć ten temat?
– Dobrze dzieci, bawcie się. Później, jak dorośniecie, nie będzie tyle okazji do uciech...
– Oj, daj spokój. – Babcia machnęła ręką, wpadając w słowo dziadkowi, a do nas z uśmiechem zrozumienia rzekła: – Biegnijcie, zanim dziadek na dobre się rozgada.

Tuż przy wyjściu Endżi gwałtownie się zatrzymała.
– Czekaj! Nie mogę tak iść. Muszę się przebrać – zawołała.
Spojrzałem na nią. Biała bluzeczka i czerwona minispódniczka. Fakt, w tym stroju przypominała trochę flagę narodową, ale czy to źle?
– Dobrze wyglądasz, możesz tak iść – powiedziałem. Jednak Endżi nie o to chodziło.
– O nieee. Dostałam nauczkę. Wystarczy, że raz wczoraj się wygłupiłam – powiedziała z przekonaniem, po czym odwróciła się na pięcie i pobiegła do swojego pokoju. – Zaraz wracam! – zdążyła jeszcze z oddali zawołać.
Rzeczywiście uwinęła się szybko. Czerwoną spódniczkę zastąpiły szarobrązowe dość luźne, krótkie spodenki z kieszonkami. Brakuje tylko pasa z narzędziami – tak jakoś mi się wówczas skojarzyło. Dziwne. W tych spodenkach wydała mi się bardziej seksowna. Może dlatego, że teraz wyglądała odrobinę doroślej, mniej dziecinnie, niż wcześniej w spódniczce.
– Idziemy – rzuciła krótko i łapiąc mnie za rękę, pociągnęła w kierunku furtki.
Zgodnie z przewidywaniem, robiąc tajemnicze miny, zaprowadziła mnie prosto w zboże, w miejsce wczoraj przez nas wygniecione.
– Jesteśmy! – zauważyła, po czym nie czekając na mnie, klapnęła na ziemię.
Nie pozostało mi nic innego jak pójść za przykładem kuzynki. Pogoda była śliczna, prawie żadnej chmurki i najwyraźniej Endżi nie zamierzała marnować okazji.

– Oli?
– Co?
– Chciałabym się trochę poopalać. Nie masz nic przeciwko, abym się rozebrała?
– Proszę bardzo.
– Ale jeśli miałoby ci to przeszkadzać, to nie muszę... – zaniepokoiła się.
– Nie marudź, tylko się rozbieraj – przerwałem jej.
– OK – szybko się zgodziła – potrzymaj – dodała, wyciągając z kieszeni spodenek i podając mi małe opakowanie jakiegoś żelu do opalania.
Szybko ściągnęła trampki, doskonałe do poruszania się po takim polno-leśnym terenie, skarpetki, bluzeczkę i spodenki. Teraz miała na sobie tylko kostium składający się ze skąpego staniczka z trudem osłaniającego niewielkie, ale doskonale ukształtowane półkule piersi i równie skąpych majteczek. Całość w czerwonym kolorze w białe groszki.
– Daj. – Mówiąc to, odebrała mi żel, po czym z widoczną wprawą wysmarowała swoje ciało. Mnie nie pozostało nic innego jak obserwować ten spektakl. Na koniec obejrzawszy siebie, mruknęła z aprobatą, najwyraźniej zadowolona z efektów smarowania. Odkładając tubkę, położyła się, wystawiając ciało na promienie słoneczne, wygodnie się moszcząc. Zamknęła oczy i z całą pewnością zaczęła się opalać. Takie przynajmniej odniosłem wrażenie, wyciągając się obok kuzynki. Leżąc, z tej pozycji, dostrzegłem, że skąpe majteczki kostiumu nie przylegają dokładnie do ciała. Wytężyłem wzrok. Mógłbym przysiąc, że pod nimi widać było skrawek delikatnych włosów łonowych Endżi.
– No opowiadaj – usłyszałem ponaglenie.
Gwałtowne przeniosłem wzrok wyżej, na jej twarz. Przestraszyłem się, że przyłapała mnie, jak wciskam gały pod jej majtki. Na szczęście oczy, Endżi miała nadal zamknięte.
– O czym?
– No... opowiedz o pierwszej swojej pannie. Jak zrobiłeś, że ci się nie oparła? Albo nie, o tej wstrętnej małpie co dała ci po buzi. Nie – znowu zmieniła zdanie – chcę najpierw o tej pierwszej. To musiało być bardzo romantyczne.
– No nie wiem... poderwałem ją na podpaskę...
Endżi gwałtownie spojrzała na mnie z otwartą buzią i przeogromnym zdziwieniem na twarzy. Najwyraźniej zatkało ją, bo odezwała się po dobrych paru sekundach.
– Oli, nie wkręcaj mnie! Śmiejesz się ze mnie, a ja naprawdę chciałabym, żebyś mi opowiedział... – zakończyła całkiem zmartwionym głosem.
– Nie wkręcam, jak dasz mi dojść do głosu, to ci opowiem, jak było. – Poddałem się, widząc, że kuzynka nie odpuści tego tematu, chociaż nadal nie byłem przekonany, czy ta historia nadaje dla czternastoletnich uszu.
– Fajnie! – Po chwili się zreflektowała: – Już nic nie mówię!
– Tylko jak ci opowiem, to będziesz musiała potem umyć uszy...
– Tak będziesz świntuszył?
– Aha...
– Nie szkodzi, i tak będę musiała umyć.

Od tego momentu nie było już odwrotu. Sięgnąłem głęboko do zakamarków pamięci i zacząłem opowieść, czasami przerywaną chichotem Endżi, dość szybko zapominając, że dociera ona do niewinnych uszu mojej czternastoletniej kuzynki. Zgoda, może trochę przesadziłem. Znając kuzynkę, z pewnością jej uszy aż takie niewinne nie były.
– Wiesz o tym, że w domu do moich, można powiedzieć obowiązków, należy między innymi dbanie o to, by siostry miały zawsze zapas podpasek. One nigdy o tym nie pamiętają. Chociaż, prawdę powiedziawszy, pewnie by pamiętały, gdyby nie to, że ja zawsze tego pilnuję. Gdy którejś kończy się zapas, idę do mamy po pieniądze i zwykle na drugi dzień po szkole zachodzę do apteki. Dla mnie to coś normalnego, ale podejrzewam, iż niejedną panią w kolejce w aptece musiał kiedyś zaszokować dwunastolatek kupujący podpaski, jakby były to ziółka na trawienie.
– Hi, hi, może i o moich byś pamiętał. A tak sama muszę – westchnęła kuzynka.
– Jeszcze czego – burknąłem. – A więc z powodu owego zapominalstwa sióstr miałem zawsze w plecaku szkolnym zapasowe podpaski na wypadek wystąpienia sytuacji krytycznej. Ten zapas przydał się niespodziewanie tuż przed końcem roku szkolnego, jakieś trzy tygodnie, jak miałem piętnaście lat, a najmłodsza Daria, czternaście. Otóż pewnego dnia na przerwie widzę, jak Daria zmierza w moim kierunku, ciągnąc za sobą swoją przyjaciółeczkę, taką samą lasencję jak ona. Nie mam pojęcia, gdzie ona je wynajduje. Obie długowłose i długonogie blondyneczki podeszły do mnie i moja siostra rzuciła:
– »Dawaj moją podpaskę«.
– »Przecież okres skończył ci się dopiero osiem dni temu« – zdziwiłem się, a przyjaciółeczka aż rozdziawiła buzię, że ja wiem o takich rzeczach.
– »Nie dla mnie« – zniecierpliwiła się siostra – »dla Oli« – trąciła koleżankę.
Spojrzałem na Olę, która w jednej chwili spłonęła rumieńcem. Wyciągnąłem podpaskę i podałem Oli, a ta pisnąwszy „dzięki”, złapała ją i obie pognały do kibelka.
Następnego dnia widzę, jak na długiej przerwie znowu ciągnie swoją przyjaciółeczkę. Tym razem Ola zatrzymała w pewnej odległości a do mnie podeszła tylko siostra.
– »Ola pyta się, czy chciałbyś z nią chodzić«. – Znając mnie, Daria nie owijała w bawełnę.
Obciąłem Olę dokładnie z góry do dołu. Trochę młoda, czternaście lat, ale kształty miała już całkiem kobiece. Tylko twarz zdradzała wiek, ale i tak mogła uchodzić nawet za szesnastolatkę. Cóż, jak mówiłem, Daria dobiera sobie na przyjaciółki wyłącznie seksowne rówieśniczki.
– »Czemu nie«– odpowiedziałam siostrze.
– »To załatwione. Będzie na ciebie czekała po lekcjach przy wyjściu, zgoda?«.
– »Dobrze« – odpowiedziałem po krótkim namyśle. Zresztą dziewczyny pewnie wcześniej już miały wszystko obmyślone.
Podbiegła do Oli, a ta aż podskoczyła, gdy usłyszała od siostry nowinę.

Po lekcjach odprowadziłem Olę do jej domu, obowiązkowo trzymając za rękę i oczywiście trochę rozmawiając. Okazała się nawet fajniejsza, niż początkowo sądziłem. Spodziewałem się, właściwie nie wiem nawet czemu, głupiutkiej blondyneczki, a można było z nią pogadać naprawdę jak z rzadko którą. Krótko mówiąc, zrobiła na mnie spore wrażenie. Chociaż znając swoją siostrę, nie powinno mnie to dziwić.
Weszliśmy do klatki schodowej w jej bloku. Ola spojrzała tak, jakby zamierzała się pożegnać, ale nie pozwoliłem jej na to. Złapałem wpół, lekko przyciskając do ściany, czym wywołałem ciche piśnięcie dezorientacji u dziewczyny. Szybko, ale delikatnie, pocałowałem w usta. Zamruczała, jakby chciała zaprotestować, ale nie dałem jej czasu do namysłu, tylko zaraz mocniej całując, wsunąłem język w usta. Nie opierała się, pozwoliła, aby nasze języki spotkały się i splotły ze sobą. – W tym momencie kątem oka dostrzegłem, jak Endżi wysunęła koniuszek języka, delikatnie oblizując nim wargi. – Chociaż na początku – ciągnąłem – przez jakieś kilkanaście sekund czułem, że jest spięta. Potem się rozluźniła. Wtedy nie przestając całować, przesunąłem ręce na plecy, by powoli zjechać na tyłeczek, bardzo delikatnie go ugniatając z obawy, by Ola się nie wystraszyła. Puściłem ją, gdy długi pocałunek się skończył. Przez moment próbowała złapać równowagę oddechu, a gdy to jej się udało, powiedziała z naganą w głosie:
– »Ale z ciebie świntuch. Tak dziewczynę za pupę łapać«.
– »Źle zrobiłem?« – zapytałem.
Zamiast odpowiedzi dziewczyna zerknęła w kierunku schodów, a potem znów patrząc na mnie z uśmiechem, powiedziała:
– »Muszę już iść, ale najpierw pocałuj mnie jeszcze raz«.
Oczywiście nie mogłem odmówić takiej prośbie. Objąłem ją, kładąc dłonie na plecach i przyciągając do siebie, pocałowałem wedle życzenia. Zanim całowanie się skończyło, Ola złapała mnie za ręce i przesunęła sobie na tyłeczek.
– »To całkiem fajne« – sapnęła z lekkim wstydem, ale takim wstydem zadowolenia.
– O rany – odezwała się Endżi – też bym tak kiedyś chciała, aby chłopak złapał mnie, przyciągnął mocno, tak gwałtownie do siebie i łapczywie pocałował.
– Łapczywie? – zapytałem.
– Aha... no opowiadaj, co było dalej.
– I tak odprowadzałem ją codziennie. Następnego dnia po tym pierwszym spróbowałem posunąć się dalej...
– Hi, hi, hi – znów przerwała mi Endżi – wiem, o jakie posunięcie ci chodziło, hi, hi.
– Nie przerywaj, bo ci nie opowiem – burknąłem.
– No już dobrze, mów – odpowiedziała nadal rozbawiona kuzynka.
– Całując ją na pożegnanie na klatce schodowej, przesunąłem w pewnym momencie jedną rękę z jej jędrnego tyłeczka w górę, aż ująłem za pierś. Niemal natychmiast, gdy to uczyniłem, odepchnęła mnie.
– »Świntuch!« – zawołała oburzona. Po chwili przygryzła usta, a wyraz oburzenia na twarzy zamienił się w uśmiech.
– »Zgoda« – powiedziała już zadowolona.
Ponownie przywarłem do jej ust, macając swoim językiem jej seksowny języczek. Ręką ugniatałem piersi dziewczyny, tym razem bez przeszkód z jej strony.

Jakiś czas później zaprosiłem ją do siebie. Moje kochane siostrzyczki rzecz jasna nie mogły się powstrzymać, aby nie udzielić mi kilku „ważnych rad”, co powinienem zrobić, aby Ola zanadto mi się nie opierała, chichocząc przy tym i poszturchując. Wszystkie z wyjątkiem Darii. Zastanawiało mnie, dlaczego siedzi cicho, ale to wyjaśniło się później. Raz tylko powiedziała: „Idealnie pasujecie do siebie. Ola i Oli. Ależ to romantyczne”, kończąc głębokim teatralnym westchnieniem.
Ola pojawiła się w eleganckich białych spodniach i jasnej bluzeczce. Gdy weszła do mojego pokoju, usiadła niepewnie na łóżku, rozglądając się po nim.
– »Ładnie tu masz« – stwierdziła na koniec, chociaż cały czas wydawała się nieco spłoszona.
Usiadłem przy niej i zacząłem baraszkować językiem w jej ustach, zarazem pieszcząc piersi Oli. Próbowałem położyć ją na łóżku, ale siedziała sztywno, więc zaniechałem tego manewru. W zamian przesunąłem rękę z jej biustu niżej, wsuwając między nogi. Przez kilka sekund pozwalała się pieścić, ale potem wyciągnęła delikatnie, acz stanowczo rękę spomiędzy ud i położyła sobie na piersi.
– »Tu jest bardzo przyjemnie« – wyjaśniła.
– Potwierdzam. Tu jest bardzo przyjemnie – zachichotała Endżi, delikatnie przesuwając palcami prawej dłoni po również prawym cycuszku.
– Jednak przerwałem pieszczoty, przypominając sobie, że powinienem już na początku coś zaproponować.
– »Chcesz może coś do picia?« – zapytałem, wymieniając kilka rodzajów napojów.
– »Może być pepsi«– zdecydowała.
Przyniosłem sobie i jej. Ja wypiłem szybko, ale ona miała z tym problemy. Co chwila bąbelki z napoju ją zatykały. Ostatecznie jakoś udało jej się wypić dwie trzecie szklanki. Wstała, odstawiając szklankę, ja również, z tym że zaszedłem ją od tyłu, łapiąc za piersi. Mruknęła zadowolona, odwracając się po paru sekundach przodem do mnie. Tym razem to ona stając na palcach, pierwsza przywarła ustami do moich. Przesuwałem dłonie po jej plecach do tyłeczka i z powrotem aż za którymś razem wsunąłem pod bluzeczkę. Namacałem zamek stanika i rozpiąłem go. Szarpnęła się lekko, jakby chciała się wyrwać, ale przytrzymałem ją. Drugi raz tego manewru nie powtórzyła, jednak przestaliśmy się całować. Szybkim ruchem nakryłem jej piersi dłońmi, wsuwając pod rozpięty staniczek. Pisnęła cicho, lekko się unosząc na palcach, mrużąc oczy, gdy dotknąłem jej sutków. Chwilę pieściłem, rozkoszując się ich nagością i coraz bardziej nieregularnym i głośniejszym oddechem dziewczyny. Spróbowałem zdjąć jej bluzeczkę, ale tu też mi przeszkodziła.
– »Są malutkie, pewnie nie będą ci się podobać« – zasmuciła się.
– »Będą, będą« – zapewniłem – »i nie są malutkie, idealnie układają się w dłoni«.
Uśmiechnęła się delikatnie, acz z zadowoleniem i już pozwoliła mi zdjąć bluzkę, a stanik zaraz sama zrzuciła.
– »I jakie są? Tylko powiedz prawdę« – zapytała z wyraźnymi oznakami niecierpliwości.
– »Są piękne« – odpowiedziałem.
– »Naprawdę?« – miauknęła niedowierzająco – »naprawdę ci się podobają?«.
– »Naprawdę, wiem, co mówię« – powiedziałem, patrząc Oli w oczy.
– »Bałam się, że ci się nie spodobają«. – Na twarzy dziewczyny zaraz pojawił się szeroki uśmiech, a ja przywarłem ustami do jednego z sutków, ręką ugniatając drugą pierś, co spotkało się z cichym pomrukiem akceptacji z jej strony.

Jak już nasyciliśmy się pieszczotami, tak stojąc naprzeciwko siebie, sięgnąłem do suwaka jej spodni, powoli przesuwając w dół. Obserwowała tylko, co robię. Jednak gdy doszedłem do końca, odsunęła moją rękę i ze słowami „świntuch” podciągnęła suwak z powrotem do góry. Znałem ją jednak na tyle już dobrze, aby zauważyć, że w istocie nie miała nic przeciwko temu. Postępowała w ten sposób dla zachowania pozorów, a może bała się, że zbyt szybko... Usiedliśmy na łóżku. Tym razem nie miała oporu, aby dać się położyć. Mój „mały” wkrótce zaczął uwierać mnie w spodniach, więc ponownie zacząłem zjeżdżać ręką w dół...
– Rany, chłopakom tylko jedno w głowie – przerwała mi wpół zdania Endżi.
– Mówiłem, że to nie na twoje uszy – skontrowałem.
– Mów, mów, ja tylko tak... Przepraszam, już nic nie mówię. – Gwałtownie zareagowała kuzynka.
– ...zacząłem zjeżdżać w dół, najpierw głaszcząc Olę po brzuszku, a potem wsuwając palce pod guzik spodni. Uniosła się na łokciach, obserwując, co robię. Ponownie zacząłem przesuwać zamek jej spodni w dół. Nadal tylko patrzyła z zaciekawieniem i podnieceniem w oczach. Cały czas trzymała złączone nogi, ale gdy skończyłem rozpinanie, niespodziewanie nieco je rozchyliła, spoglądając na mnie z zachęcającym uśmiechem, ale i z nutką niepewności. Przesunąłem palcem po jej majtkach wzdłuż zamka spodni. Ola prawie niesłyszalnie sapnęła, równocześnie jej ciało lekko zadrżało. Spróbowałem zdjąć jej spodnie. Nadal jedynie obserwowała, co robię, nie przeszkadzając. Nawet nieco uniosła pupę, aby ułatwić mi zadanie. Od tego momentu miała na sobie tylko śnieżnobiałe figi, których już nie pozwoliła zdjąć.
– »Teraz ty się rozbierz« – zalotnie zaproponowała.
Cóż było robić, takiej prośbie się nie odmawia. – Tym razem ja zerknąłem na Endżi z uśmieszkiem; wydało mi się, że jej oddech stał się intensywniejszy niż zwykle. – Gdy ujrzała odznaczającego się na majtkach, znajdującego się we wzwodzie członka, zachichotała.
– »Połóż się obok mnie i przytul« – szepnęła.

Pieściłem i całowałem jej aksamitne ciało, przesuwałem dłońmi po udach, a w tym czasie Ola to namiętnie pojękując, to śmiejąc się zachęcająco, właściwie podchichując, szeroko rozchylała uda, to ponownie je łączyła. Zbliżałem się na milimetry do jej cipki, ale nie dotykałem. Coraz bardziej się rozpalała, aż na jej twarzy pojawiły się rumieńce, a na do tej pory nieskazitelnych majteczkach pojawił się ślad wilgoci. Wsunąłem dłoń pod nie. Ola zadrżała, cicho jęknęła, równocześnie nieco wypinając odruchowo w moim kierunku cipkę. Nim jednak zdołałem wsunąć dłoń głębiej i dotknąć szparki, jakby się ocknęła, złapała mnie za rękę, szybko wysuwając spod majteczek. Powracałem kilkukrotnie na chwilę do całowania i pieszczenia jej ciała, zaraz potem próbując ponownie dostać się pod jej majteczki, a ona za każdym razem wyciągała moją rękę. Po jej minie i mruknięciach zorientowałem się, że taka zabawa bardzo jej odpowiadała. Aczkolwiek robiła to coraz później i coraz mniej stanowczo, aż w końcu udało mi się wsunąć dłoń głęboko, przesuwając palce wzdłuż całej jej szparki, już wilgotnej. Wtedy ponownie zadrżała, lekko wypinając cipkę, tym razem jednak głośniej jęknęła. Zaraz potem przestała obserwować co robię, położyła głowę na poduszce i zamknęła oczy. Pieściłem ją pod majtkami, słuchając westchnień dziewczyny, coraz intensywniejszych, pod dyktando delikatnego ruchu jej bioder. Wracałem jeszcze do pieszczot i pocałunków całego ciała Oli. Po dalszych chyba paru minutach odważyłem się zdjąć jej majtki. Nie chciałem jej wystraszyć, wolniutko odsłaniałem ostatnią jej tajemnicę. Niepotrzebnie się bałem. Tym razem bez przeszkód pozwoliła na ich zdjęcie, z lekkim tylko westchnieniem. Teraz tylko pozostało mi zdjąć swoje. Ledwo to uczyniłem Ola nieproszona, sama nagle rozchyliła nogi, ukazując pełną błyszczącej wilgoci szparkę w otoczeniu rozwiniętego kwiatu róży.
Wiedziałem, że jest dziewicą i trochę obawiałem się, jak zareaguje na deflorację, ale nawet nie krzyknęła. W pewnym momencie tylko zacisnęła usta, a na jej twarzy pojawił się krótkotrwały grymas bólu. – Zrobiłem krótką przerwę w opowieści, ale kuzynka się nie odezwała.
– Była bardzo cicha – ciągnąłem. – Leżąc pode mną z zamkniętymi oczami, tylko posapywała, pojękiwała prawie bezgłośnie w rytm przesuwającego się w pochwie członka. Dopiero pod koniec zaczęła popiskiwać, ale też niezbyt głośno. Czując, że dochodzę, też parę razy jęknąłem, nieco głośniej, gdy doszedłem, a mój członek zaczął pompować spermę do pochwy dziewczyny. Niemal równocześnie z tym Ola otworzyła oczy, głośno i gwałtownie wciągając powietrze. Jej oczy zdawały wyrażać zdziwienie, jakby stało się coś nieoczekiwanego... Przez następne kilka minut nie odzywała się, tuląc do mnie.
– »Jak się czujesz« – przerwałem w końcu milczenie.
– »Cudownie« – westchnęła.
– »Nie bałaś się?«.
– »Nieee... nie miałam czego. Darusia mówiła, że znasz się na dziewczynach. I znasz się« – dorzuciła z zadowoleniem.
– »Bolało cię?« – jeszcze zapytałem.
– »Trochę, na początku, ale ja wiedziałam, że za pierwszym razem tak musi być... a potem zrobiło się tak miło« – znów się rozmarzyła.
– »Nie krzyknęłaś«.
– »Jestem twarda«. – Chyba nawet z dumą odpowiedziała, seksownie wyginając ciało. – »Oli« – rzuciła – »nie pogniewasz się, jeśli teraz wskoczę pod prysznic?«.
– »Jasne, że nie, biegnij«.
Też musiałem się odświeżyć.

Po powrocie przykryliśmy się kocem, a Ola po długim buziaku ponownie mocno się do mnie przytuliła.
– »Jednej rzeczy tylko się bałam...« – niepewnie zaczęła.
– »Czego?«.
– »Bo wiesz, dziewczyny różnie mówią. Jedne mówią, że to się czuje, a inne, że nie...«.
– »Co?« – zapytałem, bo Ola zamilkła.
– »No wiesz... wytrysk« – cichutko ze wstydem pisnęła to ostatnie słowo.
– »A ty...«.
– »Jak to się stało, zrobiło mi się wtedy tam tak przyjemnie ciepło...« – rozmarzyła się ponownie, zaraz cicho uzupełniając: – »Pierwszy raz w życiu coś takiego poczułam. To było takie niezwykłe... aż sama nie wiem«.
Złapała moją rękę i szybko wsunęła ją sobie między nogi, mówiąc:
– »Potrzymaj troszeczkę, to takie przyjemne«.
Potem ubraliśmy się. Posiedzieliśmy jeszcze z godzinę, rozmawiając albo całując, a w tym czasie zadowolona Ola cały czas się przytulała. A później, cóż, po czułym pożegnaniu, Ola wróciła do swojego domu.
Wieczorem, gdy wszystkie siostry były już w domu, Daria nie wytrzymała i wpadła do mnie.
– »I jak? Włożyłeś jej?« – zapytała niecierpliwie, konspiracyjnym szeptem.
– »A co ty taka ciekawa?«.
– »Włożyłeś, prawda?«. – Ton jej głosu wskazywał, że nie dopuszczała innej myśli. – »No opowiadaj, jak było. Tylko niczego nie pomiń!«. – Wręcz zagroziła mi tym ostatnim zdaniem.
Siostra usadowiła się na łóżku w oczekiwaniu opowieści.
– »Niech ci Ola opowie« – próbowałem ją zbyć.
– »Opowie, opowie, ale dopiero w poniedziałek. Do tego czasu nie wytrzymam! No mów, musisz!«.
– »Wcale nie muszę«.
– »Musisz!«.
– »Niby dlaczego?«.
– »Bo to ja namówiłam Olę, aby ci się nie opierała« – prychnęła śmiechem siostra.
Okazało się, że jednak za coś powinienem być wdzięczny Darii. Usiadłem obok siostry. Zanim jednak zacząłem, ta podekscytowana powiedziała:
– »Czekaj, zawołam tylko dziewczyny«.
Nie byłem z tego zadowolony, gdy pozostałe siostry zleciały się do mojego pokoju, ale wiedziałem, że nie wyjdą, dopóki nie dowiedzą się szczegółów mojego pierwszego razu. Najmłodsza wychodząc za siostrami z mojego pokoju, rzuciła:
– »Jak masz jakiegoś fajnego kumpla, to daj znać«. – Zamknęła drzwi za sobą, ale zaraz na moment zajrzała ponownie. – »Jak naprawdę fajny to też nie będę się opierała« – zachichotała, natychmiast znikając za drzwiami, zanim zdążyłem rzucić w nią poduszką.
I tak... Mój związek z Olą przetrwał mniej więcej pół roku, ale był niezapomniany, bo to ten pierwszy magiczny raz.

– Fajne – powiedziała Endżi po dłuższej ciszy. – Też bym tak chciała przeżyć pierwszy raz – rozmarzyła się, wzdychając.
– A pamiętasz, co mi obiecałaś?
– A... a... aha, pamiętam. Pierwszy dowiesz się, jak już zrzucę z siebie jarzmo cnoty, hi, hi.
– Co za poetyckie określenie – rzuciłem z cieniem uszczypliwości. – Skąd ty znasz takie słowa?
– Ze szkoły.
– Ciekawych rzeczy teraz uczą w szkole.
– Kto chce, ten się nauczy. – Zaraz potem przewróciła się na brzuch, mówiąc: – Teraz poopalam sobie plecki.
– Czekaj – zawołałem – masz nieposmarowane.
– To weź mi Oli, posmaruj, bo sama nie dam rady. Żel jest przy moich butach.
– O, jak przyjemnie – mruknęła, gdy zabrałem się za smarowanie.
Patrząc na cienki pasek stanika, kusiło mnie, aby go dla żartu rozpiąć. Równocześnie jednak nie chciałem straszyć kuzynki. Diabli wiedzą, jakby zareagowała. Moje dywagacje przerwał jej głos:
– Oli, czy ja mam jędrną pupę?
– Co za pytanie – mruknąłem.
– Ale powiedz, chcę wiedzieć.
– Przestań, bo zaraz ci ją też wysmaruję – rzuciłem zdecydowanym głosem, chcąc uniknąć odpowiedzi. Niestety, tylko pogorszyłem sprawę.
– Oli – odpowiedziała, udając zdziwienie – ty chcesz mi zdjąć majteczki jak tej swojej Oli? O! – zawołała – jak fajnie wyszło: „Oli – Oli”.
Wiedziałem, że Endżi tylko stroi sobie żarty, mimo to pewien niepokój wzbudziła myśl, co by było, gdyby kuzynka rzeczywiście nie miała nic przeciwko zdjęciu majteczek. Zaraz przypomniała mi się przestroga mamy przed wyjazdem. Kończyłem smarowanie, więc tylko rzuciłem:
– Gotowe. Możesz się opalać. – Po chwili wahania, aby sprawić przyjemność dziewczynie, dodałem: – A tyłeczek masz jędrny. – W tej samej chwili coś mnie podkusiło i dałem jej siarczystego klapsa w tenże jędrny tyłeczek.
– Auć! Auć! Auć! – zakrzyknęła, machając nogami. – Za co? Nic nie zrobiłam.

Cisza trwała dobre pięć minut i już myślałem, że Endżi się przysnęło i będzie trochę spokoju, gdy ponownie się odezwała:
– To teraz opowiedz o tej małpie.
– To długa historia...
– Dobrze, to opowiesz mi jutro – zgodziła się szybko, czym mnie zaskoczyła. Zwykle tak łatwo nie odpuszczała. Po chwili dodała: – Poopalam się jeszcze trochę, a ty opowiedz mi teraz coś krótkiego.
A jednak – pomyślałem, acz głośno powiedziałem, grzebiąc w pamięci:
– Coś krótkiego... spróbuję... Mmm... jakiś czas temu, miałem wówczas jeszcze piętnaście... prawie szesnaście lat. Wtedy zaczęła najstarszą siorkę, Dominikę, odwiedzać taka Aneta. Miała chyba dwadzieścia jeden lat. Była taką naprawdę solidnie zbudowaną, kipiącą seksem dziewczyną. Wysoka, szerokie biodra – rozmarzyłem się – nie to, co ty, taka chudzinka – rzuciłem te ostatnie słowa w stronę kuzynki.
– Ja wiem, że nie jestem taka ładna, jak te twoje panny, ale nie musisz... – Zamilkła z marsowym wyrazem twarzy.
– Przepraszam Endżi, nie miałem nic złego na myśli, nie gniewaj się. – Zrobiło mi się głupio, że tak bez pomyślunku wetknąłem szpilę kuzynce. – Tylko chodziło mi o to, że była inna. A tobie nic nie brakuje, jesteś bardzo ładna.
– Naprawdę uważasz, że jestem ładna? – ożywiła się kuzynka.
– Jasne, przecież wiesz.
– Może i wiem, a może i nie – mruknęła półgębkiem. Na szczęście marsowy wyraz zniknął z jej twarzy. – Możesz mówić dalej. – Łaskawie mi pozwoliła.
– Więc...
– Od „więc” nie zaczyna się zdania – zbeształa mnie Endżi, chyba jeszcze nieco urażona moją niefortunną wcześniejszą uwagą.

– Hm... nieraz widywałem Anetę paradującą nago w towarzystwie siostry lub innych dziewczyn. Uśmiechała się zawsze na mój widok, w taki ostrożny, zalotny sposób, nie nachalny, ale wyglądało, jakby mówiła „wiem, jak na ciebie działam”. Z pewnością była w pełni świadoma tego, jak oddziałuje na chłopaków, chociaż wtedy jeszcze tego w ten sposób sobie nie uświadamiałem. I pewnego dnia gram sobie w jakąś grę, a tu niespodziewanie wślizguje się do mojego pokoju Aneta. Zupełnie goła. Podchodzi blisko do mnie do biurka, bardzo blisko, kładąc rękę na ramieniu.
– »Wpadłam zobaczyć, co robisz« – rzuciła obojętnym głosem, ale co chwila lekko pokręcała biodrami.
– A to świntucha, prowokowała cię – zachichotała Endżi.
– Żebyś wiedziała – uśmiechnąłem się do kuzynki. – Udawała zainteresowaną, w co gram, aż stanęła tak, w lekkim rozkroku, niemalże przed moimi oczami prezentując cipkę w całej okazałości. Nie mogłem nie spojrzeć, szczególnie że jak ci mówiłem, była to taka... – chciałem powiedzieć „ostra laska, jakie nieczęsto się widuje”. Jednak przypomniawszy sobie w porę reakcję kuzynki na poprzednią moją wypowiedź na ten temat, tylko rzekłem: – ekstra panienka, prawie tak ładna, jak ty – wywołując uśmiech zadowolenia na twarzy Endżi. – Widząc, gdzie patrzę, Aneta się odezwała:
– »Dotykałeś już tam dziewczynę?«. – Nie czekając na odpowiedź, złapała mnie za rękę i wsunęła sobie między nogi.
– O jej-ciu! Ja bym chyba zamieniła się w kupkę popiołu! – zawołała Endżi, zasłaniając dłońmi oczy, niezbyt dokładnie wszakże. – Naprawdę się nie wstydziła? – dodała niedowierzająco, patrząc na mnie przez rozwarte palce.
– Ani trochę, co gorsza – ściszyłem głos – była w tym miejscu już mocno wilgotna. Uświadomiony już znacznie wcześniej przez siostry, oczywiście doskonale wiedziałem, co to znaczy. Zacząłem ją najpierw powoli pieścić wzdłuż rowka, wsłuchując się w jej namiętne posykiwania. Gdy wsunąłem lekko palec do wnętrza pochwy, jęknęła nieco głośniej, opierając się o biurko i stając w większym rozkroku. Wsuwałam palec coraz głębiej, potem dwa palce, Aneta w tym czasie nie przestawała pojękiwać i poruszać biodrami z rozkoszy, jaką odczuwała. Ja za to z każdym takim ruchem w jej, można rzec, chlupoczącej pochwie, czułem, jak coraz ciaśniej robi mi się w spodniach. Nie wiem, czym by to się skończyło, to znaczy wiem..., gdyby nie... – urwałem.
– No co, co się stało?! – zawołała podekscytowana Endżi.
– No... gdy tak bawiłem się bardzo elastyczną dziurką Anety, nagle... po prostu wpadła z impetem do pokoju Dominika.
– »Tu jesteś!« – zawołała od drzwi w kierunku Anety i głos uwiązł jej w gardle, bo zobaczyła, gdzie trzymam palce...
– Hi, hi, to siostra zastała cię z palcami w środku jej najlepszej przyjaciółki! – Endżi wpadła w korkociąg śmiechowy.
– Czy najlepszej, nie wiem – powiedziałem, gdy się uspokoiła – ale tak było. Dominika zamarła na dłuższą chwilę, po czym prychnęła śmiechem, zasłaniając usta dłonią. Zaraz potem złapała Anetę za rękę i dosłownie wyciągnęła opierającą się i cały czas uśmiechającą do mnie dziewczynę z pokoju. Jeszcze usłyszałem, jak za drzwiami opieprzała ją.
– O rany, ale numer – zaśmiała się Endżi.
– Później siostra wpadła jeszcze raz.
– »A to świnia z tej Anety« – powiedziała. – »Chociaż powinnam była przewidzieć. Ona ma słabość do młodszych chłopaków. Jak jakiś jej się podoba, to nie potrafi mu odmówić. A z ciebie jeszcze taki słodziak, to nic dziwnego...« – Spojrzała na mnie, jakby coś odkryła – »a może niepotrzebnie wam przerwałam? Trochę ją opieprzyłam, ale jeśli masz ochotę, to jeszcze dałoby się wszystko naprawić« – szturchnęła mnie w bok.
– I co? I co? – dopytywała się Endżi.
– No... to była ta, która się opierała o ścianę – powiedziałem, milknąc.
– Cały czas słucham – przypomniała mi po dłuższej przerwie kuzynka.
– Zgodziłem się. Aneta leciała na mnie, a w końcu dla mnie wtedy to był też łakomy kąsek...
– Łakomy kąsek... – burknęła Endżi jakby niezadowolona z określenia.
– No tak, starsza, znacznie starsza dziewczyna...
– Dobrze, dobrze, już rozumiem, mów dalej – rzuciła pośpiesznie Endżi.
– I Dominika umówiła się z Anetą na pewne popołudnie, ale nie zamierzała być. Wychodząc wcześniej, zabrała ze sobą pozostałe siostry, tak że zostałem w domu tylko ja i mama na parterze, a wiesz, że mam pokój na piętrze.
– »My wychodzimy, reszta zależy od ciebie« – na odchodne tylko rzuciła Dominika, a pozostałe siostry jedynie spoglądały na mnie z dziwnym uśmieszkiem, rzucając między sobą porozumiewawcze spojrzenia.
– Biedaczka, wpadła w twoje sidła i nic nie mogła na to poradzić, musiała ci dać – zachichotała kuzynka.
– No raczej chciała, niż musiała – sprostowałem. – Nie wydawała się zmartwiona brakiem Dominiki. Na początku była taka tam gadka-szmatka, czymś tam ją poczęstowałem, ale potem... – przerwałem, zastanawiając się, co dalej powiedzieć.

– Nadal słucham – zaraz przypomniała mi kuzynka.
Co mogłem zrobić, skoro nadal słuchała? Musiałem kontynuować. Jedynie westchnąłem, zanim rozpocząłem ciąg dalszy.
– No wiesz, siedzieliśmy blisko siebie, a Aneta miała na sobie króciutkie spodenki, co w połączeniu z gołymi, lekko rozchylonymi udami, akurat tak, aby zmieściła się tam moja dłoń, działało niesamowicie podniecająco na wyobraźnię. Zrobiło się ciepło, gorąco, a nawet bardzo gorąco, coś nas do siebie przyciągało coraz mocniej, nasze twarze zbliżały się, aż zrobiło się wręcz duszno… wtedy objąłem ją wpół i zacząłem całować – w tym momencie ściszyłem głos – nie opierała się, ochoczo rozchyliła usta. Zaraz potem położyłem dłoń na jej udzie i powoli zacząłem przesuwać…
– Wiem w którą stronę – zachichotała Endżi.
– Właśnie, dokładnie w tę stronę. Byłem już blisko, bardzo blisko, gdy...
– Jak blisko? – nagle mi przerwała.
– No moja ręka była już jakieś pół centymetra, może mniej, od cipki...
– O jej-ciu!
– A żebyś wiedziała! I wtedy Aneta nagle mi się wyrwała. Gwałtownie wstała i odskoczyła ode mnie. Trzeba przyznać, że zwinna była z niej bestyjka, nie łatwo było ją złapać. Za każdym razem, gdy próbowałem ją obłapić, odskakiwała w porę lub zaraz się wyrywała i śmiejąc się, że mi się nie udaje, uciekała, a ja musiałem ją ganiać po całym pokoju.
– Mnie jeszcze nikt nie obłapiał... – westchnęła moja słuchaczka.
– Nikt? – zdziwiłem się.
– No nie tak – westchnęła smutno.
– W pewnym momencie zagoniłem ją w pobliże drzwi. Aby nie dać się złapać, Aneta wyskoczyła z pokoju na korytarz przez otwarte drzwi. I tu ją miałem! Za nią była ściana i już nie miała gdzie uciec. Przycisnąłem ją mocniej do ściany, całując...
– I pewnie obmacując – wpadła mi ze śmiechem w słowo kuzynka.
– A jasne! Próbowała się wyrwać, ale nic to jej nie dało. Nie przestawałem całować, pieścić przez bluzeczkę piersi, a ona cicho pomrukiwała. Dalej jednak była dzika.
– Dzika?
– No dzika. Co chwila próbowała się wyrwać, choć robiła to trochę niemrawo. Była silną dziewczyną, gdyby chciała...
– Nie chciała, abyś sobie pomyślał o niej nie wiadomo co – znowu wtrąciła się kuzynka, od jakiegoś czasu patrząc na mnie z zainteresowaniem, wyraźnie przy tym zaniedbując opalanie.
– Dlatego przesunąłem rękę w dół, ostrożnie namacałem suwak jej spodenek i rozpiąłem. Chyba się nie zorientowała, bo nie zareagowała. Dopiero gdy rozpiąłem guziczek, zareagowała... – zrobiłem pauzę.
– Ummm i co zrobiła?
– Nic już nie mogła zrobić... wsunąłem rękę pod majteczki i gdy tylko dotknąłem jej wilgotnych płatków, Aneta w jednej chwili wciągnęła głośno powietrze, wyprężając ciało i przestała się opierać. Zsunąłem te jej spodenki razem z majtkami, ale najpierw tylko trochę, po czym odwróciłem Anetę tyłem do siebie i dopiero wtedy całkiem ściągnąłem... Pociągnąłem ją za biodra, aby wypięła tyłeczek i wtedy...
– Wykorzystałeś biedaczkę – mruknęła z figlarną miną moja interlokutorka – jak jej włożyłeś rękę pod majteczki, to już nie dała rady ci się opierać. – Endżi usiadła, podciągnęła nogi, obejmując je rękami pod kolanami. – Pewnie uznała się za zdobytą – dokończyła wypowiedź z zadowoloną miną.
– Nooo... można tak to ująć – tylko rzuciłem, zaraz jednak olśniony pewną myślą dorzuciłem: – A ty skąd takie rzeczy wiesz?
– Nie wiem – mruknęła, patrząc w ziemię, jakby trochę zażenowana moim pytaniem – ale dziewczyny tak mówią, że gdy chłopak się bardzo podoba i coś takiego zrobi... – Tu zrobiła pauzę niezbędną do wzięcia w rękę jakiegoś patyka i dłubiąc nim w ziemi, dodała: – Nie wiem, czy mają rację... może... – już całkiem cicho, tak jakoś smutnie wzdychając: – Fajnie. – Uzupełniając po chwili weselej, ale nadal, jak mi się zdawało, z pobrzmiewającą niewytłumaczalną nutką smutku: – Sprawiłeś przyjemność dziewczynie. – Na koniec dziwnie nieśmiało łypnęła na mnie z niewielkim uśmiechem.

Nie wiedziałem, co i jak odpowiedzieć, więc po dłuższej ciszy, obawiając się, aby znowu czegoś nie wymyśliła, szybko powiedziałem:
– Wystarczy tego. Wracamy do domu.
– Już się ubieram. Zaraz będę gotowa. – Sięgnęła po koszulkę, wstając.
Co ona dziś taka zgodna? Słońce padło jej na główkę? Przemknęło mi przez myśl. Zwykle przynajmniej próbowała coś wynegocjować.
– A co ty taka posłuszna dzisiaj? – Po długim namyśle rzuciłem do kuzynki, jeszcze leżąc.
– Muszę. Boję się, że znowu dasz mi klapa. Wiesz, jak to bolało? – jęknęła rozpaczliwie, stojąc nade mną i dopinając spodenki.
Zrobiło mi się głupio, bo nie chciałem sprawić bólu kuzynce. Może rzeczywiście za mocno jej przyłożyłem.
– Przepraszam...
– Oszukuję! Nie bolało! – wypaliła ze śmiechem, wpadając mi w słowo i przerywając myśl.
Na jej twarzy odmalował się wyraz zadowolenia wywołany, wydawać by się mogło na pierwszy rzut oka, tym, iż zdołała mnie oszukać. Ja jednak odniosłem niejasne wrażenie, że Andżelika nie miałaby nic przeciwko temu, abym jeszcze raz przetrzepał jej tyłeczek.
Usiadła z powrotem na ziemi, otrzepała stopy, po czym naciągnęła na nie skarpetki i buty, solidnie zawiązując sznurówki, odrobinę wysuwając język przy tej czynności. Potem wstała, a właściwie podskoczyła, jakby miała nogi na sprężynach.
– Już jestem gotowa. Możemy iść – zakomunikowała.
Zanim powróciliśmy do domu na obiad, zrobiliśmy jeszcze rundkę po lesie, łypiąc na siebie i z rzadka rozmawiając, a Endżi jak zwykle nie wytrzymała, aby swoim zwyczajem, chociaż na chwilę, nie złapać mnie za rękę.

***



Następnego dnia przy śniadaniu kuzynka wierciła się, nie mogąc doczekać momentu, w którym ponownie znajdziemy się w naszym ukryciu wśród złotych łanów zbóż.
Pogoda była gorsza niż ostatnio, chmurzyło się, ale jeszcze nadawała się do opalania, dlatego Endżi, jak to dziewczyna, szybko zrzuciła ciuszki, prezentując się w kostiumie w grochy. Jednak ku mojemu zdziwieniu w innym niż wczoraj. Nie tak skąpy, biały w czarne, ciemnobrązowe i jasnobrązowe wielkie grochy. Dodatkowo zarówno majteczki, jak i stanik, ściągnięty między cycuszkami, posiadały od góry czarny pasek i następny czerwony na zewnątrz. Ramiączka od stanika były czarne.
– Superaśne te twoje grochy – rzuciłem.
– Podobają ci się? Ja uwielbiam grochy! – odpowiedziała entuzjastycznie.
– Grochy są bardzo seksowne.
– Mmm... mam jeszcze w domu jeden taki kostium. Fioletowy w białe groszki. W tym miejscu – przesunęła dwoma palcami wzdłuż majteczek, tuż nad wzgórkiem łonowym – jest taki namalowany niby pasek z klamerką, biały z fioletowymi groszkami, odwrotnie niż reszta. Gdybym wiedziała – zasmuciła się – że lubisz grochy, to bym go zabrała.
– A same majteczki też masz w grochy? – Podkusiło mnie, żeby zapytać.
– No pewnie! Ale nie wzięłam – znów się zasmuciła. – No Oli, opowiadaj o tej małpie, ja będę teraz słuchała – przypomniała mi o obietnicy, wygodniej się moszcząc i sprawdzając kierunek Słońca, aby jak najlepiej wykorzystać te niezbyt intensywne dzisiaj promienie.

– Natalia była o rok starsza ode mnie, czyli miała wtedy osiemnaście lat – zacząłem. – Była dość drobną dziewczyną, o twarzy niemalże aniołka. Szczerze mówiąc, sprawiała bardziej wrażenie szesnastolatki niż osiemnastki. Sprawiała też wrażenie trochę nieśmiałej, przynajmniej w moim towarzystwie, tak że czasami trzeba było ją naprawdę ciągnąć za język, aby się odezwała. Jak mówiła Dagmara, jest taką, która wstydzi się pierwsza zagadać do chłopaka, którego dobrze nie zna. Nie wiem, czy to nie była czasem, tylko taka gra ze strony Natalii i mojej siostry, czy rzeczywiście... Może i taka była. Chociaż wolę śmiałe dziewczyny, które wiedzą, czego chcą.
– Jak ja – odezwała się dumnie kuzynka. – Zawsze wiem, czego chcę.
– Naprawdę? – rzuciłem z powątpiewaniem.
– No prawie – odezwała się już mniej pewnie.
– Jednak Natalia – ciągnąłem – miała w sobie „to coś”, jakiś taki urok, który mnie przyciągał do niej. Któregoś dnia wychodząc z pokoju, natknąłem się na nią wracającą spod prysznica, okutaną tylko ręcznikiem. Gwałtownie zatrzymała się przede mną, z wyraźnym przestrachem w oczach, jakby obawiała się, że mogę zrobić jej coś złego. Dopiero po dłużej chwili, gdy ochłonęła, pobiegła dalej. Później wpadła do mnie Dagmara.
– »Ale z ciebie sierota!« – rzuciła na dzień dobry.
– »Eee... co?«.
– »Natalia mi się poskarżyła«.
– »Tylko że ja nic nie zrobiłem« – byłem strasznie zdziwiony.
– »No właśnie, że nic, a ona liczyła, że coś jej zrobisz«.
– »Daga, mów jasno, o co ci chodzi, nawet jej nie tknąłem!«.
– »No właśnie mówię. Jak tak stała na korytarzu przed tobą, to miała nadzieję, że no... że ją choć trochę skrzywdzisz, hi, hi. Tak powiedziała, hi, hi«.
– »Daga, o co ci chodzi« – rzuciłem zniecierpliwiony.
– »No po prostu, wsuniesz rękę pod ten ręcznik i złapiesz za cipkę, a potem zaciągniesz siłą do pokoju i pozbawisz... czci... hi, hi«.
– »Ta... jasne«.
– »Nie oszukuję. Powiedziała mi. Strasznie leci na ciebie, wiem to... Jak tak stała przy tobie w samym ręczniku to aż zrobiło się jej mokro, hi, hi, wiesz gdzie. Miała nadzieję, że coś jej zrobisz, a ty nic. Była strasznie rozczarowana, że jej nic nie zrobiłeś« – powtórzyła.
– »Daga, już mnie nie wkręcaj. I tak ci się nie uda«.
– »Nie wkręcam!« – burknęła siostra, lekko urażona takim posądzeniem.
To mnie zastanowiło. Dagmara wydała się rzeczywiście mówić poważnie. Zwykle, gdy któraś z sióstr próbowała mnie wkręcić, przynajmniej trochę podejrzanie głupkowato się uśmiechała. Tym razem sprawiała wrażenie, że mówi na poważnie.
– »To prawda!« – odezwała się jeszcze po chwili nieco poirytowanym głosem. – »Wiem, że ci też się podoba, i nie mów mi, że nie zauważyłeś, jak leci na ciebie«.
– »Jest starsza o rok«.
– »To co?« – prychnęła Dagmara – »od kiedy to dla ciebie przeszkoda. Za kilka dni znowu przyjdzie, zawołam cię, jak będzie wychodzić z łazienki. Sam zobaczysz. Chyba że nie chcesz, ale znam cię, wiem, że chcesz« – dokończyła zadowolona.
– »A tobie co tak zależy?«.
– »Nie mogę patrzeć, jak się męczy. Jest tak rozkojarzona, gdy do mnie przychodzi, a ty jesteś, że nie ma z niej żadnego pożytku. Strasznie cierpi biedaczka, hi, hi...« – Poderwała się i wyszła z pokoju, ale zaraz zajrzała ponownie na moment, mówiąc rozbawiona: – Jak dobrze rozegrasz, to ci nie odmówi.
Te ostanie słowa siostry uśpiły moją czujność.

Kilka dni później zgodnie z obietnicą wpada Dagmara, mówiąc:
– »Chodź, Natalia zaraz wyjdzie z łazienki«.
Czekaliśmy na nią przy moim pokoju, gdy po chyba trzech minutach wyszła z łazienki, jak zwykle okutana ręcznikiem, Dagmara przywołała ją. Podeszła, niepewnie zerkając na mnie. Wtedy siostra dyskretnie dźgnęła mnie, a ja wsunąłem rękę pod ręcznik Natalii, łapiąc ją za cipkę. Dalsze wydarzenia potoczyły się błyskawicznie. Natalia krótko pisnęła, delikatnie odskakując i natychmiast po tym rozległo się klaśnięcie, a ja poczułem na policzku rękę Natalii. Ta zbulwersowana, postawszy chwilę, jakby na coś czekała, pobiegła zaraz do pokoju dziewczyn.
Jednak mnie wkręciła! – pomyślałem wściekły o Dagmarze. Spojrzałem na nią, ale ku mojemu zdziwieniu siostra zdawała się zdezorientowana zaistniałą sytuacją. Bez słowa wzruszyła zdziwiona ramionami i pobiegła za Natalią. Tylko ja zostałem na korytarzu jak ten głupi.
– Oli – wtrąciła Endżi – ty naprawdę tak ją złapałeś?
– Aha.
– I... i naprawdę miała gołą...
– Aha...
– O jejciu! – zapiszczała Endżi – zaciskając uda i zasłaniając łono piąstką złożoną z obu dłoni.
– Słuchaj, co było dalej – zwróciłem się do kuzynki, na twarzy, której malował się wyraz przestrachu i rozbawienia jednocześnie. – Wróciłem do pokoju jak niepyszny, z mocnym postanowieniem rozprawienia się później z siostrą. Jednak po dziesięciu minutach niespodziewanie wpadła Natalia, już ubrana. Siedziałem na łóżku, ona podeszła i usiadła na brzegu.
– »Przepraszam« – rzuciła zawstydzonym głosem – »nie powinnam cię uderzyć, głupio mi, nie gniewaj się, przepraszam«.
– »Należało mi się« – odpowiedziałem – »nie powinienem tak się zachowywać, to było...«.
– »Nie, nic złego nie zrobiłeś« – przerwała mi – »to ja zachowałam się strasznie. Powinieneś mnie za to ukarać«.
Byłem w lekkim szoku po jej słowach, zacząłem wyjaśniać, że to moja wina, przepraszać ją za chamstwo, ale szybko przerwałem, widząc rozczarowanie malujące się na jej twarzy. Poza tym coś zaświtało mnie w głowie.
– »OK« – powiedziałem, nabierając powietrza do płuc – »za karę pocałujesz mnie z języczkiem«.
– »Dobrze« – pisnęła potulnie.
Nachyliła się nade mną i... nie mogłem uwierzyć. Zaczęła mnie całować, wsuwając język do buzi.
– »I jutro po południu spotkasz się ze mną na mieście«. – Starałem się tym słowom nadać zdecydowany ton.
– »Przyjdę, gdzie zechcesz« – odezwała się tak samo potulnie.
Poinformowałem ją o szczegółach spotkania. Zapada dłuższa cisza. Przyglądałem się jej. Natalia miała skromnie spuszczone oczy, z lekka tylko niepewnie popatrując na mnie. Odniosłem wrażenie, że czeka jeszcze na coś.
– »Możesz już iść« – łaskawie zdecydowałem.
– »Dziękuję« – szepnęła.
Zaraz potem wstała i opuściła mój pokój. Gdy zostałem sam, przez dłuższą chwilę czułem się jak Alicja w Krainie Czarów. Co się dzieje w tym domu? – nie mogłem pojąć.

I tak zacząłem spotykać się z Natalią. Niestety okazała się bardzo krnąbrną dziewczyną. Nie mogłem jej rozgryźć i zapanować nad nią. Co raz było tylko „nie”. W jednej chwili pozwalała się pocałować z językiem, a zaraz potem nie chciała rozchylić zębów. Tylko nie i nie. Tak samo raz mogłem załapać ją za cycki, by po chwili było znowu „nie”. Ona nie chce i już. Po kilku takich męczących randkach postanowiłem poskarżyć się Dagmarze. W końcu to jej przyjaciółka.
– »Wiem, co źle robimy« – westchnęła z namysłem siostra. – »Wtedy, jak cię uderzyła w twarz, powinieneś był od razu jej oddać. No tak« – kontynuowała, widząc moje zdziwienie – »od razu by spokorniała i stała się posłuszna«.
– »Wątpię« – mruknąłem.
– »Ona już taka jest. Potrzebuje silnej ręki. Wiesz, co mi powiedziała?«.
– »Co?«.
– »Myślała, że jesteś prawdziwym facetem, ale się rozczarowała. Jeszcze ma nadzieję. „Dziś prawdziwych chłopaków już nie ma, takich, którzy by wiedzieli, co trzeba zrobić, jak zająć się dziewczyną, a nie tylko pytali”, powiedziała. A ona by chciała, aby, gdy będzie nieposłuszna, chłopak przełożył ją przez kolano, zadarł spódnicę i wklepał jej tak, aż będzie miała czerwony tyłek i aż się popłacze«.
– »Ale...«.
– »Nie ma „ale” – przerwała siostra. – Jak znowu ci się przeciwstawi, to daj jej wciry. Przywal w dupę albo złap za włosy i pociągnij, aby wiedziała, że tobie nie może podskoczyć i że musi cię słuchać. Najpierw przyłóż w dupę. Tylko nie jak baba, a porządnie, aby poczuła«.
– »Ale to ją zaboli«.
– »I o to chodzi, i o to chodzi« – powiedziała z naciskiem siostra – »musi wiedzieć, kto tu rządzi, a ona nie ma nic do gadania«.

Dwa dni później Natalia, będąc u mnie, znowu zaczęła marudzić. Ciężko było mi zrobić to, co sugerowała Dagmara. Kilka razy zbierałem się w sobie, ale nie mogłem. Cierpliwość straciłem, dopiero gdy nagle wstała z łóżka, na którym siedzieliśmy i podeszła do okna mówiąc, że nie chce się jej całować i jakieś jeszcze głupoty o ładnym widoku za oknem. Wstałem, podszedłem do niej i przyrżnąłem jej w dupę.
– Auć! – syknęła w tym momencie kuzynka.
– Musiała z pewnością mocno poczuć, zwłaszcza że była w leginsach, a nie grubszych spodniach. Krzyknęła głośno, a ja nie czekając, przyciągnąłem ją do siebie, a właściwie szarpnąłem, obracając przodem. Złapałem w garść jej włosy i pociągnąłem tak, że musiała odchylić do tyłu głowę. Z pewnością poczuła ból, bo aż jęknęła, a oczy lekko zaszły wilgocią. Pocałowałem, wsuwając język. O dziwo nawet nie trzeba było przypominać jej o rozsunięciu zębów. Drugą ręką bez żadnych ceregieli złapałem ją za cycek, ugniatając. I znowu ciekawostka. Nawet nie próbowała mnie powstrzymać. Gdy puściłem, nabrała powietrza, jakby zabrakło jej wcześniej tchu. Spojrzała na mnie zaskoczonym wzrokiem, ale też nieco zamglonym z podniecenia. Nie dałem jej czasu do namysłu.
– »Wracaj na łóżko« – warknąłem rozkazująco.
I znowu się zdziwiłem. Natalia posłusznie podeszła do łóżka i usiadła potulnie w tym samym miejscu, co poprzednio. Usiadłem obok. Tym razem nie stawiała oporu. Bez ograniczeń dawała się całować i pieścić. Pewien niepokój wzbudzało we mnie to, że cały czas trzymała razem uda, nie pozwalając ich rozchylić. Na razie postanowiłem zająć się górą Spróbowałem zdjąć bluzkę i tu niespodzianka. Złapała mnie za ręce, nie pozwalając nawet podciągnąć.
– »Nie« – krótko powiedziała.
– »Jak to nie?« – zapytałem.
– »Bo nie«. – Odęła się.
Z niemałym trudem, ale udało mi się przewrócić ją na brzuch i dałem jej klapsa w tyłek. Tym razem nie krzyknęła. Przyłożyłem jeszcze raz mocniej. Nadal nic. Dopiero po chyba z kilkunastu klapach:
– »Dobrze, już będę posłuszna« – zapłakała.
Pozwoliłem jej się odwrócić. Znalazła się w tej samej pozycji, co przed tą akcją. Z jedną różnicą. Tym razem położyła się z rozchylonymi nogami, patrząc na mnie z zadowoleniem, wręcz lubieżnie, chociaż miała lekko wilgotne oczy i pociągała nosem. Ściągnąłem z niej bluzkę.
– »Zdejmuj stanik, tylko szybciutko!« – rozkazałem.
Gdy to zrobiła, mogłem wreszcie podziwiać jej co prawda niezaduże jak na swój wiek piesi, ale nienagannie ukształtowane.
– »Teraz mnie pocałuj, tylko delikatnie« – zażyczyłem sobie, zaraz dodając: – »Obym był zadowolony, bo będzie lanie«.
– »Postaram się« – pisnęła potulnie.
Natalia przywarła ostrożnie swoimi ustami do moich, wsuwając język, równie ostrożnie pieszcząc nim mój język i podniebienie.
Niespodziewanie dla mnie samego, takie rozkazywanie dziewczynie i nieliczenie się z tym, czego ona chce, zaczęło sprawiać przyjemność. Uważaj, aby za bardzo cię nie poniosło, odezwał się w mojej głowie ostrzegawczy głos, w końcu to tylko zabawa.

– Ja też lubię, jak mi rozkazujesz. Jesteś wtedy taki... władczy. – Endżi łypnęła na mnie zadowolona. – Ale to nie znaczy, że cię posłucham – po krótkiej pauzie się zastrzegła z figlarno-zalotnym uśmieszkiem.
– Nie posłuchasz?! Ja ci dam! – zawołałem, rzucając się na kuzynkę, usiłując ją przewrócić na bok i dać klapsa w tyłek.
– Już dobrze... dobrze – zaśmiała się, próbując obronić przed klapsem. Będę cię słuchała... zawsze – chichotała.
– To co innego – odpowiedziałem, dając spokój dziewczynie.
– Nie zawsze – mruknęła półgębkiem, gdy położyłem się już na plecach.
– Co mówisz? – zapytałem z groźną miną.
– Nic, nic – zachichotała. – Opowiadaj dalej.
Chwilę pogrzebałam w pamięci, przypominając sobie, na czym przerwałem.
– »No, dobrze. Sprawiłaś się świetnie« – pochwaliłem Natalię, gdy skończyła całować. Ponieważ się nie odzywała, dodałem: – »Co się mówi?«.
– »Dziękuję. Cieszę się, że jesteś ze mnie zadowolony«. – Powiedziała więcej, niż się spodziewałem.
– »To jeszcze się okaże, czy będę zadowolony« – odrzekłem, zaraz przesuwając język po cycku, aż doszedłem nim do sutka. Natalia drgnęła, wydając z siebie syk podniecenia.
Lizałem i całowałem jej ciało, od oczu do pępka, zagłębiając się od czasu do czasu we wnętrzu jej ust, czasami zbliżając się tylko do nich i prowokując, aby wysunęła język, dotykając nim mojego. Natalia pod wpływem tych pieszczot podniecająco posykiwała, cicho pojękiwała, niekiedy uroczo popiskiwała, czy pomrukiwała, delikatnie wyginając przy tym ciało, które czasami zdawało się drżeć z pożądania. Rozebrana była tylko do pasa. Jednak w tych czarnych leginsach opinających uda i cipkę wyglądała niezwykle kusząco. Przesunąłem dłoń po biodrze, po tych leginsach, zaraz wsuwając między nogi. Natalia drgnęła, próbując zacisnąć uda, wyraźniej usiłując utrudnić mi dostęp.
– »E!« – warknąłem i pogroziłem palcem.
– »Przepraszam« – pisnęła ze skruchą. Już się nie opierała, udostępniając dla pieszczot swoją szparkę – zamilkłem, przypominając sobie, że słucha tego moja mocno nieletnia kuzynka. Ona jednak zdawała się nie przejmować moimi skrupułami, widocznie nadstawiając uszu. Nie wiedziałem tylko, czy zaróżowiona twarz była efektem opalania, czy owego zaciekawienia.
– I co było dalej? – odezwała się z niecierpliwością w głosie, zapewne z powodu przedłużającej się ciszy.
– Ehm... ściągnąłem jej te leginsy. Została już w tylko cieniutkich stringach, też czarnych. Wsunąłem pod nie dłoń, tak trochę. – W tym samym momencie, gdy to mówiłem, Endżi dyskretnie przygryzła dolną wargę. – Wtedy pomyślałem sobie: „a co tam” i szarpnąłem mocno.
– O jejciu! – zawołała kuzynka – rozerwałeś tej swojej pannie majtki???
– A żebyś wiedziała!
– O rany, to już miała wszystko na wierzchu – zaczęła się śmiać kuzynka.
– A żebyś wiedziała! – powtórzyłem, również się śmiejąc. – Ściągnąłem jej z tyłka te resztki majtek, z siebie też, co jeszcze mi zostało do zdjęcia i wszedłem między jej nogi, aby nie mogła ich zacisnąć.
– To już po dziewczynie – jęknęła z udawanym smutkiem kuzynka, z trudem powstrzymując się, aby nie parsknąć śmiechem.
– No tak. Już chciałem... gdy Natalia zapiszczała ze strachem w głosie:
– »Nie, nie, proszę, nie rób mi tego«. – Spojrzałem na nią groźnie, a ona wtedy: – »Jestem jeszcze dziewicą! Nie rób mi krzywdy, boję się, to na pewno będzie bardzo bolało! Proszę, nie krzywdź mnie!«.
– I co zrobiłeś Oli – zapytała z napięciem w głosie kuzynka, oczekując z niedomkniętą buzią odpowiedzi.
– Nie przejmowałem się i wszedłem w Natalię.
Endżi głośno wciągnęła powietrze, szeroko otwierając już nie tylko ze zdziwienia, ale też z zaskoczenia usta.
– Zgwałciłeś ją? – cicho, z niedowierzaniem szepnęła.
– No co ty, Endżi. To była tylko taka gra z jej strony. Nawet się nie wyrywała, nie przeciwstawiała w żaden sposób, tylko spokojnie leżała i jeszcze się uśmiechała, czekając na nieuniknione – wyjaśniłem może nieco teatralnie.
– Nieuniknione, hi, hi, hi, no tak, prawda. A bardzo ją bolało? – nagle zainteresowała się Endżi.
– Nie sądzę, tylko cicho pisnęła.

– O rany, nawet bym nie pomyślała, że coś takiego zrobisz dziewczynie – zaśmiała się kuzynka – to znaczy stłuczesz ją na kwaśne jabłko, a potem porwiesz jej majtki, ha, ha, ha. I jak ona potem poszła do domu bez majtek?
– Daga jej jakieś pożyczyła.
– Ja bym nie założyła cudzych.
– Były nowe, a potem Natalia musiała siostrze odkupić.
W tym momencie Endżi ponownie wpadła w korkociąg śmiechowy.
– Co cię tak śmieszy – zapytałem.
– Bo to wyglądało, skoro musiała odkupić, że zapłaciła ci, abyś zrobił jej dobrze...
Bywało, że myśli kuzynki krążyły różnymi dziwnymi opłotkami, ale wydało mi się, że w tym przypadku coś jest na rzeczy...
– Po wszystkim Dagmara przyleciała do mnie, mówiąc:
– »O rany, Natalia miała całą czerwoną dupę! Co jej zrobiłeś?«.
Poczułem się głupio, coś bąknąłem, że może trochę za mocno ją sprałem, ale siostra machnęła tylko ręką:
– »Dobrze zrobiłeś, jak była u mnie, mówiła, że jeszcze jej dobrze, nie mogła się ciebie nachwalić. Była strasznie zadowolona, chociaż ledwo mogła usiedzieć na tej swojej spranej dupie«.
– Fajna historia. – Endżi się przeciągnęła. – Może ja też coś takiego przeżyję? Nie, nie, nie – zaraz szybko sobie zaprzeczyła – mnie nie można bić, ja jestem bardzo delikatna, hi, hi.

Po dłuższej ciszy odezwała się ponownie:
– Oli, czy ja też mam „to coś”? Jak uważasz?
– Co coś? – Nie załapałem.
– No mówiłeś, że Natalia miała w sobie to coś. Jak myślisz, czy ja też mam w sobie „to coś”, co przyciąga chłopaków?
Odniosłem wrażenie, że podpuszcza mnie, a przynajmniej żartuje sobie, więc odpowiedziałem też żartem:
– Masz nawet dwa „cosie”.
– Tak? – Spojrzała zdziwiona, najwyraźniej nie łapiąc mojego żartu.
Wskazałem ręką na swój tors, wykonując niewielki ruch poziomo dwoma palcami. W tym momencie kuzynka prychnęła śmiechem.
– Świntuch! – powiedziała po paru chwilach, jeszcze rozbawiona. Wydawała się jednak zadowolona z mojej uwagi. Dopiero później spojrzała na mnie, jakby coś odkryła, mówiąc: – Oli, ty gapisz się na moje piersi?
Ponieważ nie odzywałem się, nie chcąc przyznać się do jej odkrycia, dokończyła sama:
– Nie szkodzi. Troszeczkę mooożesz, ale tylko, gdy nie widzę.
– Czemu, gdy nie widzisz? – zapytałem głupio.
– Bo jak nie widzę, to nie będę się wstydziła.
Nie chcąc wpędzać kuzynki w jeszcze większe zakłopotanie tak niezręczną dla mnie też tematyką, rzuciłem:
– Chodź, już chyba czas wracać do domu.
Ledwie podniosłem się z ziemi, zaburczało mi w brzuchu. Chociaż to niemożliwe, mógłbym przysiąc, że nad okolicznymi polami unosił się zapach babcinego placka z jagodami.

***



Rankiem następnego dnia, gdy wszedłem do kuchni, zauważyłem, że coś jest nie tak. Było stanowczo za cicho i za spokojnie.
– A gdzie Andżelika? – zapytałem babci.
– Pewnie jeszcze śpi, obudź ją, bo zaraz śniadanie – odrzekła babcia.
Poszedłem do pokoju Andżeli. Rzeczywiście smacznie sobie spała, zwinięta niemal w kłębek, z kołdrą pod brodą. Nachyliłem się i pocałowałem ją w policzek. Otworzyła oczy i zobaczywszy mnie, zaraz uroczo mruknęła, a jej twarz natychmiast rozpromienił uśmiech.
– Oli, to ty – powiedziała z zadowoleniem, po czym przeciągnęła się, dodając jeszcze zaspanym głosem: – Jak dobrze mi się spało.
Przysiadłem na brzegu łóżka.
– O mało co nie nie przegapiłaś śniadania.
– Tak długo spałam? – zdziwiła się – Ale to było przyjemne przebudzenie – mruknęła, wzdychając zadowolona i zaraz jakby sobie przypominając, dodała, jak mi się wydało, z lekkim wyrzutem w głosie: – Te swoje panny też tak budzisz?
– Tylko ciebie. – Na twarzy Endżi pojawił się szeroki uśmiech wraz z rzędem białych ząbków, równocześnie jej oczy jeszcze bardziej zalśniły. – No wyskakuj z łóżka, bo naprawdę ominie cię śniadanie.
Kuzynka jednak tylko patrzyła na mnie, a ja na nią. Trwało to dobrą chwilę.
– No szybciutko. Wyskakuj, na co czekasz – pogoniłem ją.
– Ale ja nie mam nic na sobie – odpowiedziała.
– Przecież widzę, że masz koszulkę – zdziwiłem się.
– No tak, ale niżej nic nie mam – zmieszała się odrobinę.
– To co?
– No weź Oli, wstydzę się. – Tym razem rzeczywiście z wyraźnym wstydem w głosie to powiedziała, lekko odpychając mnie ręką, abym się ruszył. Podniosłem się z łóżka z myślą o opuszczeniu pokoju, gdy jej głos powstrzymał mnie. – Daj mi jeszcze raz takiego buziaka – zażądała.
Nachyliłem się i cmoknąłem Endżi w policzek.
– Dzięki – rzuciła krótko, zadowolona.
Zaraz potem wyszedłem z pokoju, zostawiając rozpromienioną dziewczynę samą.

Dziś od rana Słońce nie dopisywało. Było jakieś blade i coraz chowało się za jakąś chmurą. Mnie wystarczało, ale sądząc po niezadowolonej minie Endżi i jej uwagach na ten temat, z pewnością było go dla niej za mało. Mimo to po pewnym wahaniu doszła do wniosku, że bez dyskusji idziemy w zboże. Po drodze jednak zdołałem ją namówić na spacer po lesie, a potem ewentualnie zboże, jeśli Słońce nie schowa się całkiem.
Ruszyliśmy w stronę lasu. Wchodząc, objąłem kuzynkę wpół. Mruknęła zadowolona, by po paru sekundach spojrzawszy na mnie powiedzieć:
– Lubię, jak tak mnie obejmujesz, wtedy...
Spojrzałem na nią. Zdziwiłem się, bo w tym samym momencie Endżi spuściła oczy, nieznacznie się rumieniąc. Zaintrygowało mnie jej nietypowe zachowanie i czemu tak nagle urwała.
– Co wtedy?
– Nic – mruknęła.
– Jak to nic?
– Nie powiem – ponownie mruknęła.
– Dokończ, jak zaczęłaś.
– Oj weź Oli, przestań. I tak nie powiem – rzuciła zniecierpliwiona. – Opowiedz coś jeszcze. Tak fajnie opowiadasz – zmieniła temat.
Nie zamierzałem naciskać. Szliśmy leśną ścieżką wśród drzew i coś mi to przypomniało.
– Rozglądaj się uważnie – cicho, tajemniczym głosem odezwałem się, teatralnie rozglądając – może dojrzysz gdzieś między drzewami Kirę.
– Kirę? – zdziwiła się.
– Nie słyszałaś tej legendy o dziewczynie imieniem Kira?
– Nie. – Spojrzała na mnie tyleż zdziwiona, co zaintrygowana.
– Mogę ci opowiedzieć. Mnie opowiedział dziadek, gdy miałem dziesięć lat.
– No pewnie, mów!
– Opowiem ci ją tak, jak opowiadał mi kiedyś dziadek.

Nasza wieś istniała już w średniowieczu, ale wydarzenie to miało miejsce w 1717 roku. Żyła wtedy tu złotowłosa dziewczyna o imieniu Kira. Miała piętnaście lat i czas było jej pójść za mąż. A musisz wiedzieć wnuczku, że w tamtych czasach osiemnastoletnia dziewczyna uważana była już za starą pannę...

– Och! To muszę szybko szukać męża – zachichotała Endżi.
– Słuchaj dalej.

We wsi wszyscy sądzili, że wyjdzie za mąż za syna zielarki, chłopak miał się ku niej. Jakież było zdziwienie ogółu, gdy okazało się, że dziewczyna odmówiła synowi zielarki, odrzucając oświadczyny. Wtedy wyszło na jaw, że potajemnie kocha się z wzajemnością w synu młynarza. A musisz wiedzieć wnuczku, że kiedyś przepływał tu niedaleko za tym lasem strumień. Teraz, gdzie kiedyś stał młyn, jest ten wyschły staw, a rzeczka przepływa dziesięć kilometrów dalej. Zielarka nie mogła ścierpieć, przełknąć takiej zniewagi, że dziewczyna wzgardziła jej synem, a że parała się trochę magią, to zwabiła, nic nie podejrzewają Kirę do siebie i dała jej wywar z ziół, po czym wypowiedziała zaklęcie. Dziewczyna zniknęła. Wszelkie poszukiwania nie dały rezultatów. Ponieważ zielarka ostatnia widziała Kirę, po tygodniu przyciśnięta do muru wyznała, że rzuciła na nią czar. Dziewczyna według zapewnień zielarki miała po miesiącu pojawić się z powrotem na Ziemi, a przez ten czas jeszcze raz przemyśleć swoją decyzję i zgodzić się na ślub z jej synem. Zielarka jednak była marną czarownicą i coś musiała pokręcić z ziołami i czarami, bo ani po miesiącu, ani po dwóch, Kira nie powróciła. Wrogość wobec zielarki we wsi zaczęła coraz bardziej narastać, tak że wkrótce wraz z synem uciekła z wioski. Zanim jednak to zrobiła, ktoś widział, jak wlewała jakiś wywar do strumienia, coś przy tym mamrocząc. O północy strumień nagle zmienił koryto i zaczął płynąć tam, gdzie dzisiaj, czyli dziesięć kilometrów dalej. Tak jeszcze na młynarzu i jego synu zemściła się ta zła kobieta. Ponieważ młyn nie mógł już mleć zboża, pół roku później również młynarz z synem wyprowadzili się z wioski. Dokładnie rok po zniknięciu, a było to ostatniego dnia czerwca, Kira nagle pojawiła się we wiosce. Niestety, nic nie pamiętała, nawet rodziców, tylko to jak ma na imię. Po następnych siedmiu dniach ponownie zniknęła. I tak było co roku. W dniu zniknięcia pojawiała się na siedem dni, błąkając się bez pamięci po okolicy, po czym ponownie znikała na rok. Szczególnie w tym tu lasku, wnuczku, była co rok widywana.
Kilkanaście lat później znowu odżyła w rodzicach dziewczyny nadzieja na odzyskanie córki. Przejazdem we wsi zatrzymał się pewien znamienity mag. Rodzice dziewczyny poprosili go o pomoc w sprowadzeniu córki. Mag jednak rozłożył bezradnie ręce. Powiedział, że dopóki nie będzie wiadomo jakich ziół użyła ta zła kobieta i jakie zaklęcie wypowiedziała, sprowadzenie Kiry nie będzie możliwe. Niestety po zielarce ślad zaginął, a nikt inny nie wiedział, jakich czarów użyła. Mag jednak dał nadzieję rodzicom. Powiedział, że jest pewna siła, która może znieść każde zaklęcie. To miłość. Przez ten tydzień, gdy przebywa na Ziemi w postaci cielesnej, musi znaleźć się jakiś młodzieniec, któremu dziewczyna odda swoje serce. Aby siła uczuć była wystarczająco wielka, ów młodzieniec musiałby jeszcze ją wychędożyć, wtedy potężne uczucia, jakie wyzwolą się w dziewczynie, pokonają czar i wróci ona do chwili i czasów, kiedy zniknęła, a czar nie będzie miał nad nią żadnej mocy.


– Widzę, że wiesz, co to znaczy „wychędożyć” – zwróciłem się do kuzynki, gdyż zachichotała, w chwili, gdy w opowieści padło to słowo. – Ja wtedy nie wiedziałem. Zapytałem: „dziadku, a co to znaczy wychędożyć?”. Dziadek spojrzał na mnie tajemniczo, pyknął fajeczkę i powiedział z nadal tajemniczą miną: „będziesz starszy, to zrozumiesz”. Dziadku, zapytałem, a ty widziałeś tę Kirę? „Tak i to dwa razy” – odrzekł wtedy dziadek, zachowując cały czas tajemniczą minę. „Pierwszy raz, gdy byłem niewiele starszy od ciebie, wnusiu, miałem kilkanaście lat. Zobaczyłem jej postać w gęstwinie lasu. Próbowałem ją dogonić, ale niestety zniknęła mi z oczu. Była zbyt daleko. Drugi raz całkiem niedawno. Wprost wypadła tuż przede mną na leśną ścieżkę”. Dziadek zawiesił głos, pykając fajkę. „I co zrobiłeś dziadku”, zapytałem. „Ano nic. Dziewczyna spłoszona uciekła, a ja wnusiu jestem już za stary, aby uganiać się za dzierlatkami”. „Ale oglądać za kusymi spódniczkami to masz jeszcze siłę”, niespodziewanie włączyła się do rozmowy babcia. Pewnie stała od jakiegoś czasu niewidoczna za progiem drzwi, przysłuchując się rozmowie, a teraz wyszła na werandę, dołączając do dziadka. Wiesz Endżi, co dziadek odpowiedział?
– No?
– Objął babcię i patrząc na nią, powiedział: „ja tylko oglądam się za jedną spódniczką”, wywołując uśmiech na twarzy babci.
– Tak samo objął, jak teraz ty mnie? – dopytywała się Endżi.
– Aha.
– Tylko że ja nie mam spódniczki – odpowiedziała, wzruszając ramionami. – A ty ją, tę Kirę, spotkałeś? – nagle się zaciekawiła.
– Aha. Dwa lata temu.
– No co ty?! – Endżi zbystrzała. – I nic mi nie powiedziałeś?! To teraz musisz.

– Szedłem sobie przez las, tak jak my teraz, tylko sam i nagle patrzę, a w oddali pomiędzy drzewami zamajaczyła mi postać dziewczyny czy kobiety, w długiej sukni o ciemnych barwach. Gdy tylko zorientowała się, że ją spostrzegłem, zaczęła uciekać.
– I co zrobiłeś? – wyrwało się rozemocjonowanej kuzynce.
– Pobiegłem z nią. Wiesz, że szybko biegam. Zatoczyłem koło i zabiegłem jej drogę. Zatrzymała się gwałtownie przede mną, przestraszona. Zaraz wbiła wzrok w ziemię i skuliwszy się ze strachu, poprosiła:
– »Proszę cię panie, nie rób mi krzywdy«.
Przez dłuższą chwilę się nie odzywałem, zupełnie zbiła mnie z tropu. Cały czas stała nieruchomo, skulona, ze wzrokiem wbitym w ziemię, jakby nie miała odwagi spojrzeć na mnie. W końcu się odezwałem.
– »Nic ci nie zrobię. Nie bój się«. – Starałem się nadać swojemu głosowi jak najbardziej uspokajające brzmienie.
– »Dziękuję panie« – cicho odpowiedziała. Zauważalnie odprężyła się, uspokoiła, ale nadal nie śmiała spojrzeć mi w oczy.
– »Mam na imię Oliwier« – przedstawiłem się. – »A ty?« – zapytałem, wyciągając rękę na przywitanie w kierunku dziewczyny.
Ten gest najwyraźniej ją spłoszył, jakby chciała zrobić krok wstecz, więc zaraz cofnąłem rękę, aby nie zawstydzać jej jeszcze bardziej. Dziewczyna nieśmiało spojrzała na mnie, po czym elegancko ukłoniła się tak jak damy na filmach historycznych. Zaskoczyła mnie tym, ale powiem ci Endżi, że zrobiło to na mnie piorunujące wrażenie.
– »Zwą mnie Kira, panie« – odpowiedziała.
– O rany! – wyrwało się Endżi.
– »Nie widziałem cię. Skąd jesteś? Przyjechałaś na wakacje?«. – Starałem się dowiedzieć, skąd się wzięła w tym lesie.
– » Na wakacje? Nie wiem... Wybacz mi panie, ale nic nie pamiętam...«.
Cały czas miała spuszczone oczy, tylko od czasu do czasu nieśmiało zerkała, więc powiedziałem:
– »Możesz patrzeć na mnie, ja nie gryzę«.
– »Dziękuję panie«. – Spojrzała śmielej.
– »I możesz mi mówić Oli«.
– »Dobrze, panie Oli«.
– »Wystarczy samo Oli«.
Spojrzała na mnie bardzo zdziwiona, po czym po chwili ze wstydem odpowiedziała:
– »Nie wiem, czy wypada, panie«.
– »Wypada, a nawet powinnaś« – powiedziałem zdecydowanym tonem.
– »Jak życzysz sobie panie... to znaczy« – zmieszała się znowu – »jak sobie życzysz Oli«. – Na jej twarzy pojawił się delikatny uśmiech.
– »Widzisz? Teraz już lepiej«. – Posłałam jej uśmiech. – »Skąd tu się wzięłaś?« – Spróbowałem jeszcze raz coś z niej wyciągnąć.
– »Ja... ja nie wiem, jestem tu chyba od zawsze«.
Dziwnie mówiła, ale od razu, jak tylko się rozluźniła, spodobała mi się. Było w niej coś tajemniczego, a zarazem niezwykłego. Wydawała się nieśmiała, ale bardzo miła i taka... sympatyczna, ciepła... trudno mi nawet określić... i intrygująca, jakby skrywała jakąś tajemnicę, jakby pochodziła stąd, tutaj, z tej wsi, ale równocześnie jakby była nie z tego świata. Intrygująca i niesamowita przez swoje zachowanie. Ten ubiór, długa do kostek suknia w ciemnych barwach, zupełnie niepasujący do tego, jak ubierają się teraz dziewczyny, a równocześnie doskonale współgrający z jej charakterem i sposobem bycia. To było niezwykłe wrażenie, tak z nią spacerować i rozmawiać. Chociaż początkowo trudno się rozmawiało, przez tą jej nieśmiałość, a może niepewność... i to, że niczego o sobie nie pamiętała, tak mówiła. A może po prostu nie chciała powiedzieć. Umówiłem się z nią na następny dzień w tym lesie. Byłem ciekawy, czy się pojawi, wchodząc następnego dnia do lasu... – zmilkłem.

– I co? – szepnęła po dłuższej chwili, jakby bojąc się spłoszyć czegoś ulotnego, Endżi, będąca pod wrażeniem opowieści.
– Czekała już na mnie – odszepnąłem.
– »Cieszę się, że jesteś panie« – powiedziała, dygając na powitanie.
– Ja nie umiem dygać – zasmuciła się kuzynka.
– Powinnaś się nauczyć – rzuciłem z uśmiechem – może ci się to kiedyś przydać.
– Będę musiała – zapewniła Endżi z przekonaniem, potakując głową. – I co dalej? – ponagliła.
– »Oli, pamiętasz?« – przypomniałem Kirze.
– »Przepraszam«. – Zawstydziła się.
– Nie pamiętam już wszystkiego, o czym rozmawialiśmy, ale kilka rzeczy utkwiło mi w pamięci, bo zadawała czasami dziwne pytania.
– Co na przykład?
– Wiesz Endżi, że w pewnym momencie zapytała o te srebrne ptaki wysoko nie niebie, ciągnące za sobą długi biały warkocz?
– Samolot? – domyśliła się kuzynka.
– Aha, i co się stało z końmi, bo prawie ich nie widuje, i jak to się dzieje, że te warczące pojazdy tak szybko poruszają się po trakcie.
– Rzeczywiście dziwne... – zamyśliła się kuzynka.

– Trzeciego dnia w czasie takiej przechadzki złapałem ją za rękę. Zaczerwieniła się, niepewnie uśmiechając, ale się nie wyrwała. Tego dnia, gdy się rozstawaliśmy, delikatnie pocałowałem ją w usta.
– »Panie Oli, nie godzi się tak...« – wypowiedziała te słowa z naganą w głosie. Prawda, że to śmieszne? Zarumieniła się mocno przy tym, ale widziałem, że tak naprawdę sprawiło jej to przyjemność i gdyby nie chęć zachowania pozorów, nie miałaby nic przeciwko temu.
Przez następne dni poczynałem sobie coraz śmielej, a dziewczyna pozwalała mi na coraz więcej... Nie tylko nauczyłem ją całować się z języczkiem, ale też mogłem dotykać jej piersi przez ową sukienkę. Szóstego dnia spróbowałem unieść tę jej sukienkę, aby dostać się... hm...
– Do cipki, chłopaki tylko o tym myślą – domyślnie dokończyła za mnie Endżi.
– Właśnie...
– Co chłopaki w tym widzą – mruknęła kokieteryjnie.
– Bo to przyjemne...
– Niby tak... – przytaknęła mi półgębkiem kuzynka, równocześnie lekko wzruszając ramionami – ale są też inne fajne rzeczy – dopowiedziała.
– Niestety pozwoliła mi tylko podciągnąć do kolan – kontynuowałem opowieść. – Spróbowałem z innej beczki. Przesunąłem dłoń po jej brzuchu niżej, niżej, coraz niżej, jeszcze niżej... – niemal bezgłośnie szepnąłem to ostatnie.
– I co? – Endżi spojrzała na mnie, nie mogąc wytrzymać napięcia.
– Doszedłem do wzgórka łonowego, jeszcze niżej... i wtedy Kira odskoczyła przestraszona.
– »Przepraszam« – powiedziałem.
– »To ja przepraszam« – rzuciła zmieszana. – »tylko chyba nie powinniśmy... Nie godzi się... i to było takie... takie... dziwne«.
– »Ale przyjemne« – dokończyłem, nie mniej zdziwiony, tylko że jej słowami.
Kira nic nie odpowiedziała, za to mocno się zarumieniła. Nie chciałem dalej jej zawstydzać, więc tego dnia poprzestałem na dalszym jej zdobywaniu. Ciekawe, że często się rumieniła.

Następnego dnia niby wszystko było normalnie, rozmawialiśmy ze sobą, w międzyczasie całując, ale Kira wydawała się niespokojna. Po namowach powiedziała, że czuje, że coś się może wydarzyć, ale zupełnie nie wie co. Zapytałem tylko, czy miałoby być to coś złego. Odpowiedziała, że nie wie, co to miałoby być, ale, że coś się na pewno wydarzy i nie złego, raczej dziwnego, może trochę smutnego. Nie potrafiła tego sprecyzować. Czuła tylko jakiś niepokój jak przed czymś nowym, nieznanym. Przyznam się, że ten jej niepokój jakoś tak i mnie trochę się udzielił, może dlatego, że w tej samej chwili poczułem na skórze chłodny powiew wiatru. Po jakiś dwóch godzinach usiedliśmy na skraju lasu, tam po drugiej stronie. Zacząłem całować Kirę, pieścić i znowu spróbowałem wsunąć rękę pod suknię...
– Jejku, ale z ciebie świntuch, żeby tak dobierać się do nieśmiałej dziewczyny – przerwała mi z naganą w głosie Endżi, dając kuksańca przy okazji.
– Najpierw położyłem rękę na jej kostce i przesuwałem powoli, bardzo powoli nie chcąc jej spłoszyć. Gdy dotarłem do połowy uda, szybko przycisnęła moją dłoń swoją, nie pozwalając mi na więcej. Spojrzałem na jej twarz. Natychmiast gwałtownie spuściła oczy. Siedzieliśmy tak bez ruchu dobrą chwilę, gdy Kira głęboko westchnęła i spojrzała mi tym razem pewnie, zdecydowanie, jak nigdy jej się nie zdarzało, prosto w oczy. Zobaczyłem w nich niezwykły żar namiętności i jeszcze coś...
– Co Oli, mów! – zawołała impulsywnie kuzynka, przerywając ciszę.
– Przyzwolenie na coś więcej, na coś, czego do tej pory jeszcze nie robiliśmy. Niedługo potem położyła się na plecach, spokojnie oczekując tego, co miało nastąpić. Był to jednak spokój pozorny, gdyż ciało Kiry zdawało się drżeć, przyznam się, że moje również, a zaraz potem zawładnął nami niespotykany wir namiętności. Całując jej usta i twarz, wsunąłem rękę tak głęboko, że dotknąłem jej łona. Nagiego i wilgotnego łona. Namiętność sięgnęła zenitu, a nawet przekroczyła go. Podciągnąłem suknię wysoko, mocno i gwałtownie, wywołując tym kolejne westchnienie dziewczyny, ujawniając jej szparkę wraz z trójkątem niezbyt gęstych, za to niezwykle seksownych, czarnych, dziewczęcych włosów łonowych. – W tym momencie Endżi zakryła dłonią usta, może z wrażenia, a może by nie roześmiać się z mojego opisu.
– Wtedy Kira szerzej rozchyliła nogi. Dłużej nie mogłem czekać. Zsunąłem spodnie, położyłem się na niej i ostrożnie zacząłem zagłębiać się w jej otworku, który stawiał niewielki opór.
– Bardzo ją zabolało, gdy jej włożyłeś? – syknęła Endżi w taki sposób, jakby to ona była właśnie rozdziewiczana.
– Skąd wiesz, że była dziewicą?
– No nie wiem... a nie była?
– Była. Tylko cicho jęknęła, a przez twarz przemknął niewielki grymas bólu, gdy to się stało. Zacząłem przesuwać się zrazu wolno i delikatnie, potem szybciej i mocniej w jej... rurce...
– W pochwie, głupi – zachichotała Endżi.
– Kira tylko wzdychała, czasami cicho pojękując, aż nagle znieruchomiała, powstrzymując mnie na trochę, wydając z siebie dłuży, ale nadal cichy jęk, po czym szepnęła „jeszcze”. Wznowiłem akcję. Tym razem Kira już wyłącznie pojękiwała i to znacznie głośniej. W pewnym momencie wytrysnąłem w jej pochwie. Wtedy Kira tylko westchnęła głośno „och” i zaraz potem przytuliła mnie mocno do siebie. Gdy jej uścisk zelżał, położyłem się obok na plecach. Kira zaraz przylgnęła do mnie. Obejmując ramieniem, szepnęła:
– »Kocham cię, bardzo«.
– O rany! – wypsnęło się kuzynce.
– Leżeliśmy tak dość długo. Chciałem się upewnić, więc zapytałem:
– »Jutro też przyjdziesz?«.
– »Tak« – odpowiedziała uśmiechnięta, patrząc mi prosto w oczy, już bez wstydu – »przyjdę na pewno, muszę« – i pocałowała mnie, pierwszy raz z własnej inicjatywy.
– I co było dalej? – zapytała podekscytowanym głosem nieletnia kuzynka, gdyż ponownie zapadła cisza.
– Ano nic. Następnego dnia nie pojawiła się i następnego, i następnego... – wzruszyłem ramionami.
– Jejku... – zmartwiła się Endżi.
– I więcej już jej nie zobaczyłem – tym razem ja smutno westchnąłem. – Bardzo mi jej brakowało, nawet po powrocie do domu, przez parę miesięcy.
– Szkoda. – Westchnęła. – Piękna historia. Też bym chciała coś takiego przeżyć...

Z każdą minutą mojej opowieści, pogoda się poprawiała, aż w końcu, gdy ją skończyłem, okazało się, że Słoneczko pokonało chmury, przynajmniej większość.
– O! Idziemy się opalać – zawołała Endżi, orientując się nagle w sytuacji pogodowej, po czym pociągnęła mnie w kierunku znanego miejsca w środku pola zboża.
– Oli, jak myślisz, to naprawdę była ta Kira? I wróciła do siebie? To byłoby piękne... – powiedziała, szykując się do opalania.
Spojrzałem na Endżi z politowaniem, przekrzywiając głowę.
– No tak, głupia jestem – zreflektowała się kuzynka – przecież to niemożliwe... ale... ale w takim razie kim była ta dziewczyna? – zapytała, ściągając szorty i ukazując majteczki, tym razem w jednolitym zielonym kolorze.
– Sam przez moment pomyślałem, że była to ta Kira z legendy. A kim była? Nie mam pojęcia. Jedyne, co mi wydaje się sensowne, to że tak jak my przyjechała na wakacje do kogoś z tej wsi cztery kilometry od nas. Tu w okolicy wszyscy znają tę legendę więc pewnie ona też. A że się nudziła, to widocznie postanowiła zabawić się, zagrać rolę Kiry.
– Pewnie tak... tylko że chciało jej się tu przychodzić, cztery kilometry? Mnie by się nie chciało.
– No też dziwne... ale wiesz co najdziwniejsze?
– No?
– Zaraz jak teraz przyjechaliśmy, pytałem dziadka. Ani rok temu, ani w tym roku nikt już w tym lasku nie widział Kiry.
– Rzeczywiście dziwne... Ty, ona naprawdę nie miała majtek?
– Naprawdę. Dawniej dziewczyny i kobiety nie nosiły majtek.
– To chłopaki mieli dobrze – zachichotała.
– Pewnie! – I podziwiając kuzynkę ubraną już tylko w dwie zielone szmatki zakrywające dziewczęce intymności, dodałem: – Odważna jesteś.
– Ja? Dlaczego? – zdziwiła się.
– Dziewczyny uważają zielony kolor z nieseksowny.
– Lubię zielony. – Zaraz jednak się zaniepokoiła: – Źle wyglądam?
– Nieee, doskonale ci w zielonym. Bardzo seksownie...
– To dobrze – uspokoiła się zadowolona, dodając po pauzie pewnym głosem: – Tak czy inaczej ja nie zniknę – po czym szczerząc ząbki, niespodziewanie rzuciła hasło: – Turlamy się!

Odturlała się i przyturlała z powrotem. Ponieważ ja się nie ruszyłem, złapała mnie rękami za bok, usiłując przewrócić. Nie miałem wyboru. Musiałem poturlać się z kuzynką.
W pewnej chwili zatrzymała się gwałtownie, leżąc na plecach, a ja z rozpędu wpadłem na nią. Nie odepchnęła mnie, tylko spokojnie patrzyła z zalotnym zaciekawieniem. W pierwszym odruchu chciałem odsunąć się, ale ten jej uśmiech... te jej usta, błyszczące i zarazem zaciekawione ciepłe oczy, oddech, nieco mocniejszy niż zwykle... Na moment wysunęła koniuszek języka, dotykając nim warg i zaraz schowała z przelotnym cieniem zawstydzenia, jakby na moment straciła pewność siebie. Coś mnie podkusiło. Endżi leżała ze złączonymi nogami. Wsunąłem stopę między te jej nogi, próbując rozsunąć. Nie przeszkadzała mi. Powoli, stopniowo, coraz bardziej je rozsuwałem. Ona za to cały czas, w trakcie tej ostrożnej czynności, tylko przyglądała mi się z tym swoim zalotnym wyrazem zaciekawienia. Te niebieskie oczy wpatrzone we mnie, czerwone usta, takie zachęcające... Niespodziewanie poczułem chęć przywarcia do nich swoimi ustami. Jeszcze walczyłem ze sobą, gdy niespodziewanie Endżi, mając już mocno rozchylone nogi, odezwała się z udawanym wielkim zdziwieniem, robiąc przy tym duże oczy:
– Oli, ty chcesz mnie wychędożyć?
Odskoczyłem od kuzynki jak oparzony. Z jednej strony byłem zły, że odezwała się w takim momencie, z drugiej, byłem zadowolony, bo to, co zamierzałem zrobić, mogłoby być już trochę za dużo. Mogłoby stać się przekroczeniem pewnej niewidocznej granicy, zza której nie byłoby już powrotu do tego, co było wcześniej.
– Oli? – odezwała się jakoś niepewnie po co najmniej minucie ciszy.
Leżałem na plecach z zamkniętymi oczami, próbując uporządkować w myślach niedawne wydarzenie i nie zareagowałem na jej głos. Endżi usiadła, nachylając się w moją stronę, zasłaniając sobą słońce.
– Gniewasz się na mnie? Przepraszam... ja tylko żartowałam... – Z jej głosu przebijało autentyczne zaniepokojenie. Słysząc to, nie wytrzymałem i się roześmiałem.
– No co ty. – Otworzyłem oczy. – Na ciebie? Nie ma mowy. I nie ma za co.
– To dobrze – odsapnęła z ulgą – bo nie chciałabym, byś się na mnie gniewał – mruknęła, spoglądając tylko w sobie znanym kierunku.
– Czemu?
– Bo wtedy byłoby mi smutno. A nie lubię, jak jest mi smutno – mruknęła tak samo. Kilkanaście minut później spora chmura zakryła chyba już definitywnie Słońce. Od strony Endżi dobiegło mnie głębokie westchnienie, świadczące, że straciła już nadzieję na opalanie, a potem jej głos: – Chodź, połazimy sobie jeszcze trochę.

***



Dwa dni później siedzieliśmy już w popołudniowym pociągu. Endżi miała na sobie lekką, białą bluzeczkę z jakimś nadrukiem i jak to określała „podróżne dżinsy”, czyli takie luźniejsze, a nie dopasowane dokładnie do ciała, „aby nic nie wpijało się w tyłek”.

Planowy odjazd miał nastąpić o 16:52, a przyjazd na miejsce kilkanaście minut po dwudziestej. Przed nami było więc jakieś trzy i pół godziny jazdy. Jako że to niedzielne popołudnie, chętnych do podróży nie brakowało. Na szczęście w pierwszej klasie tłoku nie było. Weszliśmy do przedziału, który zajmowało na oko dość młode małżeństwo z cały czas wiercącym się ośmiolatkiem, mającym coraz coś do powiedzenia. Jeszcze jedną pasażerką przedziału była starsza pani o ciemnobrązowych włosach, pewnie farbowanych. Nie mieliśmy wielkiego wyboru, zajmując wolne fotele, niemniej mina Endżi wskazywała, że jest rozczarowana brakiem miejsca przy oknie.

Pociąg ruszył. Małżeństwo pochłonięte było własnymi sprawami i ośmioletnim rozrabiaką, tylko starsza pani z ciepłym uśmiechem na twarzy zerkała na nas, a szczególnie na kuzynkę, zapewne przysłuchując się wymianie zdań między nami, chociaż wtedy nie zwróciłem na to baczniejszej uwagi. Dwadzieścia kilka minut później pociąg zatrzymał się na kolejnej stacji, większej od tej naszej, na której wsiadaliśmy. Małżeństwo z urwisem wysiadło, ku mojej uldze, bo dzieciak wiercący i wciskający się we wszystkie miejsca w przedziale wkurzał mnie. Kuzynka zobaczywszy wolne miejsce przy oknie, natychmiast przesiadła się na drugą stronę, a mnie nie pozostało nic innego, jak zrobić to samo. Na ten widok starsza pani szeroko uśmiechnęła się do mnie ze zrozumieniem.
Niemal w tej samej chwili, gdy pociąg ruszył, otworzyły się drzwi przedziału.
– Dzień dobry, możemy? – W drzwiach stanął pan w średnim wieku, pod pięćdziesiątkę.
– Proszę, są wolne miejsca – odezwała się starsza pani.
Zaraz za owym mężczyzną weszła dwudziestoparolatka, jak się kazało córka, gdyż zwracała się do mężczyzny „tato”. Mężczyzna ubrany był na czarno, a jego córka również w ciemnych, stonowanych barwach. Wracają z pogrzebu kogoś bliskiego? – przemknęło mi przez myśl. Ich późniejsza rozmowa zdawała się to potwierdzać. Pociąg sunął, a monotonny stukot kół wagonów działał usypiająco mimo jeszcze popołudniowej pory. Być może także z powodu „leniwej”, czyli bezwietrznej, ciepłej, ale nie upalnej pogody.

Nieco ponad godzinę później pociąg zatrzymał się na małej stacyjce, właściwie przystanku bez dworca. Zawsze zastanawiałem się, czemu tu się zatrzymuje. Co prawda jechałem do tej pory pociągiem tylko ze trzy, cztery razy, bo przeważnie podróżowaliśmy własnym samochodem, ale nigdy nie widziałem, aby ktoś tu wsiadał lub wysiadał. Po krótkim, bo minutowym postoju, pociąg ruszał w dalszą drogę. Tym razem zdziwiłem się, widząc opuszczającego przedział, jeszcze przed zatrzymaniem pociągu, pana z córką, a potem wysiadających na tej stacyjce. Po kilkudziesięciu sekundach zauważyłem jeszcze ciekawy obrazek. Wybiegającego zza wiaty przystanku pana w średnim wieku z czarną aktówką pod pachą, przytrzymującego dłonią kapelusz na głowie. Miał na sobie ciemny garnitur, ale bez krawata, z rozpiętą pod szyją białą koszulą. Dopadł pociągu w ostatniej chwili; zaraz potem pociąg ruszył. Kilkanaście sekund później otworzyły się drzwi od naszego przedziału. Pan z aktówką i w kapeluszu rozejrzał się, po czym bez słowa usiadł zaraz przy drzwiach. Wyświechtaną skórzaną aktówkę położył obok siebie, a następnie naciągnął kapelusz na oczy. Może zamierzał się zdrzemnąć, a może tylko nie życzył sobie, aby ktoś go zagadywał. Tak czy inaczej, gdyby dodać mu prochowiec, wyglądałby jak detektyw ze starych kryminałów. Spojrzałem na Endżi. Najwyraźniej zmorzył ją sen, mnie też zamykały się oczy.

Ocknąłem się, słysząc hałas otwieranych drzwi od przedziału. To starsza pani, ta, która wcześniej nam się przyglądała, wychodziła, pewnie do ubikacji, bo bez bagażu i pociąg jeszcze przez jakieś pół godziny nie miał postoju. Gdy wróciła, niespodziewanie usiadła obok mnie.
– Masz bardzo sympatyczną dziewczynę – odezwała się do mnie szeptem, z ciepłym uśmiechem i takim samym wyrazem oczu. – Trochę przypomina mnie samą, kiedyś, dawno temu – westchnęła.
– Czemu pani sądzi, że jest moją dziewczyną? – zapytałem.
– Nie gniewaj się chłopcze, ale obserwuję was już od dłuższego czasu. Zresztą w moim wieku cóż innego pozostało... – wypowiedziała te słowa, ponownie uśmiechając się ciepło. Chciałem sprostować, że to moja kuzynka, ale starsza pani nie dała mi dojść do głosu. – Jak myślisz młodzieńcze, ile mam lat? No śmiało, nie wstydź się.
– A... sześćdziesiąt pięć?
– Ha, ha, jesteś bardzo uprzejmy – poklepała mnie po ręce – ale niestety już osiemdziesiąt siedem.
Nigdy bym nie pomyślał. Naprawdę wyglądała na znacznie młodszą.
– A twoja przyjaciółka, jeśli to nie tajemnica, ile ma lat?
– Czternaście.
– To młodziutka. W dzisiejszych czasach młodzież bardzo się śpieszy, a przecież nie muszą, nie to, co za mojej młodości. Nie było tak łatwo. A o poważne konsekwencje nietrudno...
– Ona jeszcze jest dziewicą. – Sam nie wiem, czemu to powiedziałem, zamiast sprostowania. Może ubodło mnie posądzenie o seks z kuzynką, a przecież starsza pani nie mogła wiedzieć o naszym pokrewieństwie.
– To dobrze. Nie śpieszcie się. W moich czasach było zupełnie inaczej. Byłam niewiele starsza od twojej dziewczyny. To był czas wojny... ale nie będę cię zanudzała swoim życiem – zreflektowała się – na pewno cię to nie interesuje.
– Ależ proszę mówić. – Autentycznie mnie zaciekawiła.
– Dobrze młodzieńcze – starsza pani ponownie sympatycznie się uśmiechnęła. – Miałam wtedy szesnaście lat. Była wojna. W każdej chwili mogłam zginąć. Wychodząc z domu, nie mogłam mieć pewności czy po powrocie zastanę rodziców. To były straszne czasy, ale też dla mnie, mimo wszystko piękne. Przeżyłam wtedy swoje pierwsze zauroczenie. Moją pierwszą wielką miłością był Janek. – starsza pani westchnęła, ale uśmiech nie schodził z jej twarzy. Był w ruchu oporu i mnie też w to wciągnął. Strasznie się bałam, ale to były takie czasy, że trzeba było i po prostu, mimo wszystko to robiłam. Między innymi przemycałam ulotki. Gdyby Niemcy mnie zatrzymali z tymi ulotkami, zostałabym od razu rozstrzelana, o ile miałabym szczęście. Bo mogliby mnie wziąć najpierw na tortury, abym wydała kolegów. W pewne popołudnie, gdy byliśmy sami, Janek oznajmił mi, że jutro idzie na akcję. Nie było to nic nowego, już brał udział w akcjach, ale tym razem mocno przytulił mnie do siebie, acz zarazem niezwykle czule. Powiedział, że bardzo mnie kocha i poprosił, abym mu się oddała. Zaskoczył mnie. Nie wiedziałam co odpowiedzieć. Zapewniłam go po raz wtóry o swojej miłości do niego, ale nie wiedziałam co zrobić. Powiem szczerze, przestraszyła mnie jego propozycja. Nigdy do tej pory tego nie robiłam. Całowaliśmy się, dotykaliśmy, delikatnie pieściliśmy i to wszystko. Było mi dobrze, gdy Janek był przy mnie blisko i niczego więcej nie chciałam. To mi wystarczało. Swoją obecnością odsuwał ode mnie koszmar wojny. A teraz co miałabym zrobić? Musiałam podjąć dorosłą decyzję, a na zastanowienie, rozważenie za i przeciw nie było dużo czasu. Jeśli odmówię, a chłopak zginie, jak będę się czuła? Ostatnie słowo, jakie ode mnie by usłyszał to „nie”? Bym chyba nie przeżyła, gdyby tak się stało. Zgodzić się? Nigdy jeszcze tego nie robiłam, wystraszyłam się. Jak to będzie, czy dam radę? – starsza pani zamilkła.
– I co pani zrobiła? – zapytałem.
– Bardzo go kochałam, więc się zgodziłam. Niech będzie, co ma być, pomyślałam. Wstydziłam się nagości, ale dla mojego ukochanego byłam gotowa zrobić wszystko. Nawet oddać życie, gdyby trzeba było. Wiesz młodzieńcze? Był to najpiękniejszy wieczór w moim życiu. Pierwszy dotyk nagich ciał, niezwykłe doznania i ta błogość, gdy po wszystkim leżeliśmy przytuleni do siebie. Wtedy czułam się tak cudownie, tak bezpiecznie, jak nigdy dotąd, chyba tylko jak byłam małą dziewczynką. Nic złego nie mogło się wydarzyć, wojna została na ten krótki czas całkowicie wyparta ze świadomości. To nieopisane uczucie pamiętam do dziś. Wy młodzi nie doceniacie tego, że teraz żyjecie w pokoju. Często sami siebie krzywdzicie.

Jak rzadko nie wiedziałem co powiedzieć. Poczułem się, jakbym przeniósł się w czasie. Tylko hałas toczącego się po szynach pociągu przypominał, że nadal w nim jesteśmy. Starsza pani niespodziewanie zapytała:
– A jak ma na imię twoja dziewczyna, jeśli możesz powiedzieć?
– Andżelika. – Ponownie powinienem skorzystać z okazji i sprostować, że to moja kuzynka, a nie dziewczyna, ale jakoś nie mogłem. Nie wiem czemu. Może zabrakło mi na to śmiałości, a może... Może po prostu w tym momencie wydało mi się to bez znaczenia? Nie wiem.
– Bardzo ładnie. Oglądałam kiedyś, dawno temu, taki film „Andżelika wśród piratów” – lekko się zaśmiała.
– Tak – odpowiedziałem w tym samym tonie – coś w niej jest z pirata...
– Dbaj o nią młodzieńcze i nie skrzywdź. Taka dziewczyna nie zasługuje, aby cierpieć. – Poklepała mnie po dłoni.
Chciałem coś odpowiedzieć, nawet otworzyłem buzię, ale starsza pani mi nie dała.
– Chętnie bym z tobą dłużej porozmawiała, ale zaraz moja stacja.
Wstała, podeszła do swojego miejsca, sięgając po bagaż, zwykłą prostokątną walizkę, po czym otworzyła drzwi przedziału. Spojrzała jeszcze na mnie z tym swoim ciepłym uśmiechem.
– Do widzenia – powiedziała.
– Do widzenia – odrzekłem.
Starsza pani, nim wyszła z przedziału, spojrzała na pogrążoną we śnie Endżi i nie przestając się uśmiechać, zwróciła się jeszcze raz do mnie:
– Dbaj o nią.

Niecałe dziesięć minut później pociąg zatrzymał się na stacji. Spojrzałem najpierw na pana w kapeluszu, który nadal wydawał się nieobecny, a potem na Endżi, która właśnie otwierała zaspane oczy, ziewając przy tym niemiłosiernie i przeciągając się z zadowoleniem, nie spuszczając zarazem ze mnie wzroku. Odwzajemniłem uśmiech. Musiałem trochę rozprostować kości. Wstałem i podszedłem do okna. Moja niedawna rozmówczyni, już na peronie, właśnie podchodziła do starszego siwego pana. Oboje wpadli sobie w ramiona, mocno ściskając i całując. Czy to on? Ten Janek? – przemknęło mi przez myśl. Pewnie nie... a może?... Zaraz w mojej głowie zrodziła się inna myśl. Chyba pierwszy raz w życiu pomyślałem o starości. Czy ja też będę miał kogoś, na kogo będę czekał z utęsknieniem i czy będę szczęśliwy, spełniony w życiu? Czy będzie ktoś, kto tak będzie mnie witał, gdy wrócę do domu z podróży? Jaki będzie to dom, zimny i pusty, czy pełen ciepła i miłości, czy będzie bezpieczną przystanią, do której wraca się zawsze z tęsknotą?
Pociąg ruszył. Patrzyłem na uciekającą za oknem parę, aż zniknęła z pola widzenia, równocześnie próbując bez efektu znaleźć odpowiedzi na swoje pytania.
Spojrzałem na Andżelikę, w jej błyszczące oczy, w których dziecięce spojrzenie coraz mocniej wypierała dorosłość. Położyła dłoń na pustym fotelu obok. Poklepała, równocześnie lekkim ruchem głowy zachęcając, abym usiadł. Uczyniłem to, a wtedy Endżi oplotła swoim ramieniem moje, przytulając się. Zaraz jednak spojrzała pytająco, mówiąc:
– Mogę tak?
– Jasne – odrzekłem.

***



Pociąg wjechał na naszą stację z kilkuminutowym opóźnieniem.
– Odwiozę cię – powiedziałem, gdy znaleźliśmy się na peronie.
– Nie trzeba, poradzę sobie – odpowiedziała.
– Odwiozę.
– Gdybym była chłopakiem, to nawet byś o tym nie pomyślał! – Zezłościła się na mnie. – Dam radę, nie jestem już dzieckiem.
Wiedziałem, że by sobie poradziła. Co to z problem wsiąść do autobusu i wysiąść na odpowiednim przystanku. Byłem jednak oficjalnie odpowiedzialny za kuzynkę i dla spokoju wolałem ją dostarczyć pod drzwi domu. Poza tym znając jej talent do wpadania w kłopoty, bym się nie zdziwił, gdyby po drodze gdzieś zniknęła i odnalazła po tygodniu na Nowej Zelandii.
– Odwiozę cię taksówką. Po co masz się tłuc komunikacją miejską – zaproponowałem kompromis. Na szczęście na tę propozycję przystała.

Zaraz jak dojechaliśmy na miejsce, wyciągnąłem z bagażnika torbę z rzeczami Endżi i podprowadziłem ją do furtki. Kuzynka spojrzała na mnie z zadowoloną miną. Tuż potem na dłuższą chwilę zawiesiła wzrok na stojącym na chodniku obok niej bagażu, wzdychając przy tym i ponownie kierując wzrok na mnie, powiedziała:
– Dobrze się bawiłam. Dzięki. Było całkiem fajnie.
– Nie ma za co. – Uśmiechnąłem się do kuzynki.
– Jeeest... Fajne były te opowieści o twoich pannach, nawet jeśli trochę zmyśliłeś... Oli?
– Co?
– Tylko powiedz, bo muszę wiedzieć. Czy... – tu spuściła wzrok, jakby zabrakło jej odwagi. Chwilę pogrzebała końcem buta po chodniku, po czym już odważniej, ponownie utkwiwszy we mnie wzrok, kontynuowała: – Czy ty mnie lubisz tylko jako kuzynkę, czy też, chociaż troszeczkę, jako dziewczynę? – Powiedziawszy to zastygła z wyrazem oczekiwania na twarzy.
– Przecież kuzynka to też dziewczyna – odrzekłem.
– No taaak – powiedziała z akcentem rozbawienia w głosie, ale po jej minie zorientowałem się, że nie takiej odpowiedzi oczekiwała.
Kuzynka wychyliła się w bok, spoglądając na stojące za mną auto.
– Pójdę już, bo przeze mnie wydasz majątek na taksówkę. – Powiedziawszy to, wspięła się na palce i cmoknęła mnie w policzek. Złapała swój bagaż, a ja otworzyłem furtkę, aby było jej łatwiej. – Niedługo się zobaczymy – rzuciła jeszcze.
Patrząc, jak ciągnie ciężką torbę, te parę metrów do drzwi, zastanawiałem się skąd w tej delikatnej dziewczynie tyle siły. Zanim nacisnęła dzwonek, odwróciła się jeszcze i rozweselona pomachała mi ręką. Drzwi otworzyła ciocia. Przywitałem się z nią spod furtki gestem ręki, po czym wróciłem do taksówki.

***



Jeszcze tego samego wieczoru wpadła do mojego pokoju Daria.
– No mów, Andżela jest już kobietą?
– O co ci chodzi? – burknąłem.
– No co, rozdziewiczyłeś ją? Tyle byliście sami... opowiadaj, jak było... Bała się? Bardzo się opierała? – Rozemocjonowana siostra zarzuciła mnie pytaniami.
– No co ty, przecież to kuzynka.
– To co? Ale dziewczyna też.
– Ty też jesteś dziewczyną...
– Ja jestem siostrą, to co innego, nie liczy się.
– Aha, czyli nie jesteś dziewczyną?
– No... wiesz... też, ale rozumiesz, o co mi chodzi...
Daria była rozczarowana, gdy przekonała się, że nic między nami nie było. Pięć dni później niespodziewanie na rozmowę w cztery oczy poprosił mnie tato.
– Olek, co tam na wsi zaszło między wami? Od powrotu Andżelika biega jak nakręcona, ale nic nie chce mówić, tylko że było fajnie. Co tam się wydarzyło?
– Nic tato. Było fajnie i to wszystko.
– No właśnie, ona też tylko to mówi. Możesz być szczery ze mną. Bez obaw, nie ukarzę cię, rozmawiamy w cztery oczy, mama się nie dowie. Jestem tylko ciekaw, czy wy tam ten tego...
– Ależ tato... – byłem zawstydzony, że ojciec podejrzewa mnie o takie kontakty z Endżi. – Nic między nami nie było. Słowo. To tylko kuzynka.
– Hm... – tato uniósł brwi w geście niedowierzania – na pewno?
– Oj, na pewno – zapewniłem już nieco poirytowany sytuacją.
Tato tylko nachylił się z chytrą miną i powiedział niemal wprost do ucha:
– Gdybym miał tyle lat co ty, to na twoim miejscu takiej uroczej kuzynce bym nie przepuścił.

Po tej rozmowie byłem w lekkim szoku. Prawda, fajna z niej dziewczyna, seksowna, miła, tyle że popadająca co jakiś czas w kłopoty z powodu swojego roztrzepania. Chociaż... prawdę powiedziawszy, to roztrzepanie dodawało jej jeszcze uroku. Za tydzień będzie miała piętnaście lat, za rok szesnaście, czas szybko leci. Mama jednak jest zdecydowanie przeciwna takim bliższym kontaktom. Ciekawe, że tata wręcz odwrotnie. Tak... muszę to przemyśleć... i co ona na to...
Wiem, co zrobię, najpierw pogadam z siostrami. Co powie najmłodsza, mogę się domyślić: „Oli i Andżelika, jakie to romantyczne”, czy coś w tym stylu. Ciekawe tylko, co powiedzą starsze.
Dodaj do ulubionych
28,276
Podziel się ze znajomymi
9.61/10

Jak Ci się podobało?

Średnia: 9.61/10 (93 głosy oddane)

Pobierz powyższy tekst w formie ebooka

Komentarze (11)

czasami wpadam i czytam

czasami wpadam i czytam · 4 września 2017+0

Przeurocze, zwiewne , trafione w punkt letnie opowiadanie. Fajne.
Gratuluję lekkości pióra.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
MrHyde

MrHyde · 4 września 2017-1

"łan zboża między udami" i "Po prostu „odleciała”!" Jeszcze nie zacząłem czytać - tylko przebiegam oczami akapity na chybił trafił - a już widzę, że ktoś tu "odleciał" i to niekoniecznie ktoś z bohaterów opowiadania. Człowieku, ty to masz fantazję!

Drugi rzut gałką: – »Przepraszam« – rzuciła zawstydzonym głosem... Po co te cudzysłowy?

...
No, mistrzu! Teraz cię przyłapałem na błędzie! "Jak mówiłem, mam cztery siostry, trzy starsze" vs "Miałem czternaście lat. Do Darii wtedy wpadała taka koleżaneczka, też w jej wieku, trzynastolatka" Będzie za co obniżyć ocenę. wink 9.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
AIison

AIison · 5 września 2017+1

Właśnie chciałam napisać błąd, który wyłapal już MrHyde ale jak nie ten, to mam jeszcze jeden. Na początku Aneta miała legginsy a przy ścianie już spodenki? Ciekawe kiedy zdążyła się przebrać. grin Daję 9, lubię Twoje opowiadania. Są ciekawe, intrygujące. grin pozdrawiam.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Indragor

Indragor · 5 września 2017+0

Dzięki za przeczytanie i podzielenie się uwagami. Miło, że się podobało smile

@AIison, rzeczywiście, jakoś mi ta „przebieranka” umknęła. Dobrze, że zauważyłaś.

@MrHyde
Rzeczywiście, przesada z tym „łanem”. Pomyliły mi się znaczenia.
Cudzysłów ostrokątny pojawia się, gdy bohater (Oli) cytuje rozmowę, która miała miejsce w przeszłości między nim a osobą, o której opowiada.
Tego drugiego nie rozumiem, jaki błąd masz na myśli? Wszystko się zgadza. Trzy siostry są starsze od bohatera (Dominika, Diana, Dagmara), a jedna młodsza (Daria), więc jeśli Oli miał czternaście lat, to nic dziwnego, że Daria miała trzynaście.

Wszystkie zauważone błędy poprawię, jak tylko będę miał trochę wolnego czasu, prawdopodobnie w najbliższy weekend. Przepraszam, że się pojawiły. Samemu pisząc i korygując tekst, niestety czasami nie udaje się ich odkryć. Jeżeli coś jeszcze jest nie tak, proszę pisać.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
MrHyde

MrHyde · 6 września 2017+0

Faktycznie, tylko trzy starsze. Pogubiłem się.
Jeśli chodzi o cytowanie dawnych wypowiedzi, bardziej podoba mi się zapis: Ja wtedy nie wiedziałem. Zapytałem: „dziadku, a co to znaczy wychędożyć?”.
Swoją drogą przy tak trudnych słowach jak wychędożyć powinniśmy chyba dawać link do słownika sjp albo wiki.
Pozdrawiam wszystkie Twoje panny. wink

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Brunonov

Brunonov · 8 września 2017+0

Jedno z najlepszych opowiadań jakie czytałem. Czekam na kolejne części.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Indragor

Indragor · 10 września 2017+0

@Brunonov, dzięki za aż tak pochlebną opinię. Muszę Cię jednak zmartwić: nie planuję dalszego ciągu. Opowiadanie to zostało pomyślane jako całość.

Korekta zauważonych błędów zrobiona. Mam nadzieję, że teraz jest lepiej.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Krystyna

Krystyna · 12 września 2017+0

Wreszcie znalazłam chwilę na przeczytanie. Wyłapałam kilka literówek

tak ja moje siostry.

Chyba miało być jak.
Nie wiem czemu, ale od dziecka

Wiem, że często używa się czemu w mowie ale w opowiadaniu jakoś mi nie pasuje... ale to Twoja decyzja.
Większość takich przypadków rozszyfrowywałam,

Tu powinno być rozszyfrowywałem.
chociaż cały czas wydawała nieco spłoszona.

Brakuje mi się... wydawała się...
– Odniosłem wrażenie, że podpuszcza mnie,

To zdanie nie jest dialogiem dlatego zbędny jest myślnik.
jeśli Słońce nie schowa się

Chyba ze trzy razy napisałeś Słońce, nie bardzo rozumiem celu pisania z dużej.
Patrzyłem na uciekającą za oknem parę,

Według mnie niefortunnie użyte słowo uciekającą, raczej oddalającą lub coś w tym stylu. Przecież staruszkowie nie uciekali smile
Nie bardzo przypadło mi do gustu ciągłe łapanie za cipkę, jako forma ,,nawiązania bliższego kontaktu" z dziewczynami. Z jedną owszem ale naprawdę nie miał innego pomysłu z innymi? Zrobiło się to zbyt przewidywalne i trochę ,,nudne" Duży plus, że tak rozegrałeś ,,sprawę" między kuzynostwem. Nie do końca przekonuje mnie zachowanie sióstr w stosunku do bohatera... może dlatego, że nigdy nie byłam młodszym bratem, który ma starsze siostry wink Może tak właśnie się dzieje w takich rodzinach. Nie wiem. Poza tym fajnie się czyta. Każda kolejna scena jest ,,z innej bajki".
Pozdrawiam Krystyna smile

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Indragor

Indragor · 16 września 2017+0

@Krystyna, dziękuję za wnikliwe przeczytanie i wyłapanie błędów. Literówki są już poprawione, tak samo, jak brak „się” i myślnik.

„Nie wiem czemu” – znaczy „nie wiem, co jest/było przyczyną”, ale może rzeczywiście jest to zbyt potoczne określenie?

Słońce dużą literą, tak z szacunku dla naszej gwiazdy. Tak się przecież nazywa (analogicznie Proxima Centauri czy Syriusz).

Uciekająca czy oddalająca – myślę, że obie formy są poprawne („uciekająca” jakby szybciej, czyli bardziej pasuje do pociągu). Nie należy przecież tych zwrotów traktować dosłownie, bo dosłownie to pociąg z obserwatorem się oddala od tej pary osób, a nie odwrotnie. Zresztą np. mówimy „uciekł mi autobus”, a przecież autobusy nie uciekają smile .

Co do „łapania za cipkę”… w końcu głównym tematem są podboje seksualne głównego bohatera, więc nic dziwnego, że trochę tego jest… W każdym razie wezmę Twoją uwagę pod rozwagę smile w przyszłości (o ile jakaś przyszłość będzie wink ).


Również pozdrawiam i jeszcze raz dziękuję za skłaniający do refleksji komentarz.

@MrHyde, no nie wiem, czy „wychędożyć” to takie trudne słowo… Co do Twojej propozycji zapisu cytowanych dialogów, to na pewno sprawdzi się przy krótkich, ale czy również przy dłuższych? Tak czy inaczej, propozycja warta rozważenia.
Wszystkie panny pozdrowione wink

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
MrHyde

MrHyde · 16 września 2017+0

chędożenie chyba trudne, skoro bohater musiał się dopytać dziadka. wink
Moja sugestia ma charakter ogólny (może myśmy powinni...). Na innym forum zobaczyłem opcję umieszczania linków w tekście - coś w stylu; co to znaczy wychędożyć, dziadku?, gdzie kliknięcie w wychędożyć prowadzi gdzieś w otchłań internetu - i może to nie głupi pomysł, żeby "chędożyć" odsyłało do wikisłownika. To tylko luźna myśl, nie konkretna sugestia odnośnie Twojego tekstu.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Krystyna

Krystyna · 17 września 2017+0

MrHyde pomysł całkiem całkiem gdyby nie małe zagrożenie... Przypomnij sobie, jak oglądasz film przerwany blokiem reklamowym... w połowie reklam zapominasz, o czym był film, a pod koniec, że w ogóle jakiś oglądałeś. Tu może być podobnie, chociaż oczywiście nie musi. "Otchłań internetu", jak to nazwałeś, może pochłonąć czytelnika odsyłając do linka, kolejnego... i w ten sposób możemy GO stracić... Trochę żartuję, a może nie? Sądzę, że jeżeli odbiorca nie zrozumie jakiegoś słowa, a będzie bardzo dociekać jego znaczenia, to sam sobie doskonale poradzi. Ostatecznie ma też autora, którego może zapytać (jak już nieraz tu było). smile

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

lub

Inne popularne opowiadania Indragor: