Skert - wtajemniczenie

BaPe BaPe

2 stycznia 2014

hourglass 27 min

Jolka pracuje w firmie od niedawna, ale czy można to nazwać pracą? Ktoś kto pracuje powinien otrzymywać zapłatę, a Jolka podpisała jakiś świstek i dostaje jałmużnę i to w nieprzewidywalnych terminach. Ona, absolwentka socjologii, miała szczęście, bo uczelnia wywalczyła dla niej miejsce w ramach jakiegoś biurokratycznego programu. Marzenia o ambitnej pracy prysły natychmiast - podczas porządkowania dokumentacji związanej z własnym zatrudnieniem. Papiery zajęły trzy grube segregatory i wtedy skopiowała je trzy razy. Jedna z tych kopii, została nawet umieszczona w specjalnym pudełku, które można było zakupić tylko w jednym sklepie w Poznaniu i to wszystko, opisane czcionką Arial 16 w miejscach, których położenie określono co do milimetra zostało złożone w Urzędzie Marszałkowskim.

Dla Urzędu nie jest ważne, kim jest naprawdę Jolka. W segregatorach znalazły się odpowiedzi na pytania: o ile wzrośnie zatrudnienie kobiet w przedziale wiekowym 50-60, w województwie Zachodniopomorskim, na skutek zatrudnienia Jolki, albo o ile z tego powodu zmaleje emisja dwutlenku węgla za trzy lata. Oczywiście, że odpowiedzi są wzięte z sufitu, ale Urząd gromadzi takie bzdury, aby rzesze Jolek dzięki temu miały pracę.

W tej totalnej paranoi zapytajmy - kim jest Jolka naprawdę? Absolwentka socjologii na UAM, zamieszkała w Santoku od kilku miesięcy. Wynajęła pokój – stół, szafa, łóżko – minimum niezbędne do życia. Jolka to średniego wzrostu dziewczyna, aktualnie o krótkich, zielonych włosach (to wyzwanie rzucone szarości życia). Buzia ładna, symetryczna, bez znaków szczególnych, oczy duże, zielonoszare z przewagą zieleni. Urzędu nie interesuje to, że Jolka pasjonuje się filmem i do tego dużo czyta, nie interesuje go, że jest samotna i coraz bardziej popada w depresję. Jakie filmy Jolka lubi? – takie, które przenoszą do świata dobrych i życzliwych ludzi, takie o miłości, o Kopciuszkach, znajdujących wymarzonych królewiczów, takie, które dobrze się kończą. Lektury Jolki to popularnonaukowe opracowania, dotyczące sztuki i jej działania na umysł, ale od czasu do czasu przegryzie jakimś kryminałem, dla odreagowania, ale koniecznie w języku angielskim. Jolka ćwiczy język i pragnie wyjechać do Anglii. Kiedyś, bo jeszcze nie dojrzała do decyzji.

Aktualnie Jolka opracowuje graficznie kampanię reklamową leków uspokajających. Praca bardziej sensowna od układania zakurzonych papierów – można wytrzymać, ale okropna jest samotność. Fajnie byłoby kogoś poznać, ale faceci zajęci. Ci wolni to albo wybrakowani, albo ograniczone umysłowo pajace myślące tylko o jednym. A koleżanki zostały w rodzinnym Kutnie. Tutejsze obawiają się samotnej dziewczyny – może popsuć układy towarzyskie. Nie spotkała w życiu tak hermetycznego środowiska...

Naprzeciw Jolki siedzi Renata. Zawsze pogodna, odzywa się mało i dobrze, bo to co powie, to nie Jolki świat. Dyskoteki, ciuchy, plotki... Jeśli już cokolwiek z siebie wydusi, to do telefonu... O, znów - Tak, kogut był wyśmienity!!! - rosół udany!!! Gracja – Muczos gracjas – Renata śmieje się i odkłada słuchawkę...

- Lubisz rosół? – Jolka nawiązuje rozmowę. Gdzie tu można zjeść dobry rosół? Taki z prawdziwej kury... - Naprawdę nie chodzi o żadną zupę, a o podtrzymanie rozmowy.

Renata uśmiecha się. - Nie mogę ci powiedzieć, bo musiałabym ciebie zabić.

- Cooo? Jolka spogląda wielkimi ze zdziwienia oczami, ale Renata unika jej spojrzenia. Tajemnica rosołu pozostanie nierozwiązana.

- No tak, o tobie nie pomyślałam – mruczy cicho Renata pod nosem – sorry, powiem tobie o rosołach... o całej książce kucharskiej. Obiecuję, ale muszę to uzgodnić.

- Jeśli to tajemnica, to ja się nie narzucam... Nie musisz mówić...

- Muszę to poprawić włosy. Nic innego nie muszę – Renata unosi komórkę i trzyma pionowo, jakby przeglądała się w lusterku. Cichy dźwięk towarzyszący fotografowaniu nie pozostawia wątpliwości.

- Dlaczego mnie fotografujesz? Co to za tajemnica? Jolka niczego nie rozumie. Co to za bzdura z tym rosołem?

Renata wychodzi bez słowa. Ot i pogadały!

***

Renata pojawia się. Uśmiech od ucha do ucha razi fałszem i sztucznością. Coś ma do powiedzenia. Jolka czuje podstęp. Nastawia się negatywnie.

- Jest dobrze – mówi Renata. – Gratuluję. Przekonałam laski – są za!
- Jakie laski, za czym?
- Słyszałaś o SKERT? Wiesz, co to jest?
- No, tak – spódniczka po angielsku.
- Właśnie – spódniczka... Ha, ha, ha – dobre... SKERT to Stowarzyszenie Kochających Ekstremalne Rozrywki Towarzyskie. Nasz babski wynalazek. Widzisz – robota wymaga poświęceń. Nie ma czasu na romanse, a bzykać się chce. Czy może być coś gorszego niż seks z kolegą z pracy? Tak – może być coś gorszego - brak seksu! Ten wariant akurat mamy doskonale przećwiczony. Prawda? Ha, ha, ha!!! SKERT rozwiązuje problem bzykania i to w sposób ekstremalny.
- To znaczy...?
- Nie mogę mówić zbyt dużo. Poznasz SKERT, jak zostaniesz wtajemniczona w procedury. Ale – czy na pewno chcesz w to wejść?... to znaczy czy przystępujesz do nas, do SKERTEK!
- A kto tam jeszcze jest?
- Nie możesz za dużo wiedzieć. Przyjdzie na to pora! Teraz możesz znać dwie laski – tą, która ciebie wprowadza, czyli mnie i tą, którą ty wprowadzisz, jeżeli uznasz, że któraś na to zasługuje. Trzy warunki – wolna, atrakcyjna i z wyższym wykształceniem, chociaż to trzecie nie jest kategorycznie przestrzegane. Uwierz, SKERT to drugie życie. IKSAJTING! (?) Ja nie żałuję!
- A na czym to polega? Skąd będę wiedziała, że jakaś sytuacja ma coś wspólnego z wami?... to znaczy z nami, ze SKERT?
- SKERTKI nie mają problemu. Powiem ci, jak się zdecydujesz!.
- Nie mogę... zbyt mało wiem...
- Oferta wygasa za chwilę. Szybka decyzja! Mówię ci, że nie pożałujesz! Liczę do trzech. Jeden, dwa... dwa i pół...
- No, dobrze... tak... chcę do Was. Wchodzę w ciemno!
- Na pewno? Pytam, bo muszę powiedzieć ci coś, co jest tajemnicą. Od tej pory mnie będzie odwrotu! Nie możesz się wycofać!!! No, więc świadoma decyzja! Jak?
- No tak - na pewno – chcę.
- Powiedz to głośno i wyraźnie!
- TAK, CHCĘ!!!!
- Tu podpisz. To oczywiście biurokracja, ale przyjęłyśmy taką zasadę, dla ewentualnego przypomnienia. Tu jest napisane, że przystępujesz dobrowolnie do naszego stowarzyszenia i podporządkowujesz się zasadom, które znasz.
- Przecież nie znam!
- Poznasz, podpisz!
- No dobrze... Całym imieniem i nazwiskiem? Sorry głupio pytam. Jolanta Gronek. Podpisałam!
- Hasło brzmi GRACJA – Jeśli usłyszysz to z ust faceta słowo GRACJA, to jest to nasz kogut, który zrobi ci dobrze. Możesz mu zaufać... ba, nawet jest tak, że MUSISZ mu zaufać!
- Jaki kogut? Aaaa - To jest ten kogut z rosołu, ten facet, znaczy się, to kogut? - język poplątał się z wrażenia - ... a ten rosół...
- ... to bzykanie! TAK! Koguty nie należą do SKERT. Muszą się bardzo starać, aby świadczyć nam usługi, bo jak nie, to wypad. Koguty są starannie selekcjonowane. Wiesz – zdrowie, postawa, inteligencja... w ogóle styl. Wszyscy są zadowoleni – zobaczysz. Koguty są sprawdzone, a skertki nie maja stresu... Po co ci facet na stałe! Same problemy, a do tego prędzej, czy później zrobi z ciebie służącą i porzuci cię dla innej.
- A gdyby kogut chciał zrobić coś, czego nie lubię? Faceci mają różne pomysły, prawda?
- Wtedy mówisz „TRUSKAWKA”, ale pamiętaj – jak gość co ciebie powie hasło, to już wiesz, że to kogut, i niestety ma święte prawo do bzyknięcia! Tu nie ma odwołania... Możesz go najwyżej poprosić, aby przebiegło to w jakiś tam sposób... Możesz być autorką scenariusza, ale czy się zgodzi...

- Zaskoczyłaś mnie – to brzmi jak jakaś dziecinada... Muszę się z tym oswoić.
- No to się oswajaj, bo podpisałaś, a wkrótce pierwszy obiad! Będzie rosół i drugie danie! Ha, ha, ha..., to dobre - „drugie danie”... Zapamiętałaś hasło?

Renata wychodzi z pokoju... Jolka próbuje pozbierać myśli, ale są potargane... Czy ona, Jolka chce się bzykać z obcym facetem, tylko dlatego, że powiedział słowo GRACJA? Nie, chyba nie dojrzała mentalnie do aż takiego wyzwolenia... Alternatywą jest samotność i izolacja społeczna. Co lepsze? Zresztą nie ma co się zastanawiać. Decyzja zapadła!!!

***

Jolka nie przepada za Arletą. Arleta to szefowa marketingu... Codziennie przychodzi do pracy w innych, starannie dobranych ciuchach i opowiada o zagranicznych podróżach. Właśnie rozpoczęła podyplomówkę z psychologii w Poznaniu i szpanuje opowieściami o tym, kogo tam poznała i jaką niesamowitą wiedzę gromadzi. Renata patrzy w nią, jak w obraz. Inne dziewczyny też.

- Joleczko – dziś piątek - mam zajęcia – zwróciła się przed południem do Jolki – wiesz, mam taką prośbę. Mieszkasz niedaleko Warty, prawda. Czy byłabyś taka uprzejma i podała starszej pani z pierwszego piętra na Tatarskiej niewielką przesyłkę – a gdyby jej nie było, to jej mężowi? Tatarska, to w bok od Kościuszki...
- Wiem... Jolka zgadza się. Nie jest dość asertywna, aby odmówić nielubianej Arlecie. Dobrze, ale dopiero wieczorem – wymyśla utrudnienie – nawet po dziewiątej, bo mam dziś angielski... Może Arleta zrezygnuje...
- No wiesz, zależy mi, aby dotarło to jak najwcześniej, ale dziewiąta jest OK!
- Dobrze – do dziesiątej tam będę!!!
Jolka odbiera od Arlety niewielką paczuszkę.
- Co tam jest? – pyta.
- Pieniądze. To nie ode mnie. Też miałam to tylko podać, ale wiesz, dla mnie to drugi koniec miasta, a niebawem jadę na zajęcia, wiesz – fryzjer, kosmetyczka... Jakoś się tobie odwdzięczę.
- Nie lubię ciebie - przemknęło przez głowę Jolki. - Jesteś wredna... - Jolka uśmiecha się do Arlety i sama siebie nie lubi za własny nieszczery uśmiech...

***

Wieczór. Jolka idzie na Tatarską. Domofon. Drzwi otwierają się same. Jolka włącza światło i po skrzypiących schodach gramoli się na piętro. Stara się iść cicho, ale buty stukają głośno jakby dzięcioł szedł po schodach... Po cholerę założyła szpilki? Nie wie – coś jej kazało. Głos wewnętrzny. Cholera, światło zgasło. Ciemno jak w grobie... Jolka kurczowo trzyma się poręczy, aby nie wybić sobie zębów..

Jest wyłącznik. Na pierwszym piętrze żarówka nie świeci, ale z góry dociera tyle światła, że można dostrzec przycisk dzwonka.

- Podam tylko przesyłkę tej babci i znikam. Pora do domu. Kolacja i spać... albo nie... Nie będę już niczego jeść... trzeba dbać o figurę...

Babcia otwiera drzwi boso i w szlafroku. Mimo półmroku Jolka jest prawie pewna, że pod kapturem szlafroka kryje się mężczyzna. Babcia pachnie Aqua di Gio i ma męski głos.
- Nareszcie jesteś – mówi babcia.

Co znaczy „nareszcie”? Jolka czuje się skrępowana sytuacją. Co ja tu robię? Za chwilę zapytam „Babciu, a dlaczego ty masz takie duże oczy”. – Co za piramidalna bzdura? Władowałam się w masakryczny bezsens... Gdzie ja się znalazłam? Jaka ja jestem głupia...
- Ja... Jolka usiłuje wydusić z siebie coś sensownego... Była tak pewna, że zobaczy staruszkę, że teraz z wrażenia zaczyna się jąkać...
- Ja... ja... ja – kontynuuje - przyniosłam przesyłkę od Arlety... Pytanie tej akurat babci dlaczego ma coś dużego, byłoby ryzykowne. Postawny facet – prawdziwe męskie ciacho. Czy pani Tomaszewska?... Głupio zabrzmiało... wiadomo, że facet nie jest panią Tomaszewską. Czy pani Tomaszewska... jest w domu? – dodała... tak jest lepiej. To ma jakiś sens...
- Tak. Wejdź.
- Nie, dziękuję, spieszę się. Czy może pan poprosić panią Tomaszewską?
- Wejdź, mówię. To chwilę potrwa. Nie będziesz kwitła na schodach. Zawołam i jej dasz, jasne? No wchodź!!! Jolka zadrżała, gdy usłyszała słowo „dasz”. Było powiedziane jakoś dziwnie... nie wiedziała dlaczego, ale intuicyjnie czuła, że wilk już zjadł babcię i przebrał się w jej skórę, czy jakoś tak... nie mogła pozbierać myśli.
- Ja... ja zaczekam... tutaj. Na schodach było zdecydowanie bezpieczniej. Szlafrok babci, niedbale zakrywający klatkę piersiową, rozchylał się przy każdym ruchu, zdradzając coraz więcej męskich tajemnic... Jolka nie była zainteresowana babcinymi sekretami, a przynajmniej nie teraz i nie na Tatarskiej. Czuła zakłopotanie i przerażenie.
- Wchodź! - Babcia powiedziała to na tyle zdecydowanie, że Jolka przekroczyła próg mieszkania, będąc oczywiście pewna, że robi źle, a nawet bardzo źle. - Czy ja oszalałam... przeraziła się swoim postępowaniem... Troglodyta zatrzasnął drzwi. Gdzie jest pani Tomaszewska – zapytała Jolka z tonem agresji w głosie. Nadrabiała miną, ale przeraził ją widok pustego pokoju, bez firanek, ze stołem na środku, otwartą butelką wina i szklaneczką do połowy napełnioną dla optymistów i do połowy pustą dla niej...
- Powiedziałem... musisz zaczekać. Jolka nie lubiła słowa „musisz” . Niczego nie muszę – pomyślała, ale nie powiedziała tego, aby nie drażnić babci.
- To ja... ja może przyjdę jutro. Śpieszę się. Kiedy to mówiła, czuła że strach paraliżuje jej krtań a głos, który wydobywa się z tej właśnie krtani należy do obcej osoby. Śpieszę się, przepraszam pana... Odwróciła się w kierunku drzwi.
– Jest późno – dodała bez sensu i skierowała kroki ku wyjściu.

Facet obserwował ją bez słowa. Stał pod ścianą w pomarańczowym poblasku tandetnego abażura i milczał. Patrzył tak dziwnie... Jolka miała wrażenie, że jego wzrok jest zbyt męski, ale nie potrafiła określić na czym to przekroczenie dopuszczalnej męskości polega. Narastało w niej poczucie zagrożenia. Obcy facet, obce mieszkanie, środek nocy..
- Dość tego – nacisnęła klamkę i w tym momencie poczuła ulgę. - Dobrej nocy – zakończyła wizytę.
- Noc będzie dobra – usłyszała! Niepowtarzalna...
- Ufff... Klamka ugięła się pod naciskiem dłoni, ale drzwi nie były chętne do współpracy. Były zamknięte a klucza nie było.
Odwróciła się i spojrzała teraz na faceta z oburzeniem i dużymi wykrzyknikami w oczach
- Proszę otworzyć! Natychmiast otwieraj!
- Mała – facet zbliżył się do niej. - Nie lubię, jak mi ktoś rozkazuje. To ja jestem od wydawania poleceń, jasne? A teraz usiądź i porozmawiamy.
- Nie mamy o czym rozmawiać. Proszę otworzyć!!! No już!
- Spokojnie, mała. Nie ufam tej twojej Arlecie. To zdzira! Wszystkie jesteście takie same... Przeliczę pieniądze. Po to tu przyszłaś, prawda? Wyszarpnął z dłoni Jolki zawiniątko, zanim zdołała zaprotestować. Rozerwał opakowanie. Co to – pocięte gazety? Miała być kasa. Gdzie masz pieniądze?
- Ja... ja nic nie wiem... miałam tylko przynieść.
- Mała – pomyliłaś czas i miejsce. Bajki to w przedszkolu! Ooo - tu jest kartka jakaś.. Ty jesteś Jolka? – tu jest napisane „Dla Jolki” – masz, to do ciebie.

Na kartce napisano jedno tylko zdanie: „Historia z kasą to moja zemsta a jak nie odczepisz się od MOJEGO Michała to ci kłaki powyrywam.”

Jolka była niedawno na wieczorku integracyjnym. Totalna nuda. Tańczyła tam dwa razy z Michałem, kolegą z firmy. Do głowy jej nie przyszło, że może w tym być coś niestosownego, ale nie pora teraz na rozwiązywanie problemów Arlety. Babcia przemówiła!
- Mała - nie jesteś pierwszą laską, którą Arleta przysyła. Mamy układ. Ona ma dług! Jasne? Nie sądziłem, że przyśle taki smaczny kąsek. GRACJA!!! Słyszałaś: powiedziałem „GRACJA” – powtórzył widząc pustkę w jej oczach. Jesteś skertką – prawda?
- Natychmiast otwórz! Ty... ty .. Jolki zabrakło słów. Zamachnęła się aby kopnąć drzwi, ale zdała sobie sprawę, że nie poprawi sytuacji a zniszczy czubek nowych szpilek, które kosztowały majątek. Co robić? W tej chwili dopiero dotarło do niej, że usłyszała HASŁO! Głowę przeszyła błyskawica. SKERT? Teraz właśnie? Tutaj?
- Tak – powiedziała łamiącym się głosem – chyba... chyba tak. Nogi drżały – rozpoczęło się to od kostek i promieniowało w górę. Mięśnie nóg sztywniały. Głos drżał. Serce biło... tak mocno, jakby chciało wyrwać się na zewnątrz. Oddech... brakowało tlenu. Sztywność mięśni dotarła do szyi... Od czubków palców... Co się ze mną dzieje?
- Ja... ja chcę wyjść... Tru... truskawka... - powiedziała to z mniejszym przekonaniem.
- Oczywiście, Jolka... Proponuję tobie umowę. Zaśpiewasz coś dla mnie, a ja ciebie uwolnię. Czy to duża cena za wolność?
- Na pewno mnie pan uwolni.
- Powiedziałem - uwolnię.
- Co mam zaśpiewać?
- Może być „Miała baba koguta...” , to piosenka o mnie i mojej eks...
- Dobrze, ale proszę, dotrzyma pan słowa, prawda? ... Jolka nadal czuła się totalnie bezradna. Przecież jest pan dobrym człowiekiem – powiedziała to bez przekonania.
- O tak, jestem dobry... dziewczyny chwalą, więc na pewno jestem. Twoja szansa – śpiewasz i ciebie uwalniam, ale, ale – nie powiedziałem najważniejszego – śpiewasz bez bluzki!
- Cooo?
- Jakie coo... – Facet chyba zniecierpliwił się zbyt długą dyskusją. Zdejmuj! Hasło GRACJA!
- Gdzie mogę to powiesić? Jolka zsunęła kurtkę z ramion i rozglądała się za wieszakiem. Nie rzuci przecież swojej nowej kurtki z Kärtnerstrasse na podłogę.
- Powieś gdzie bądź! ... I zagęść ruchy, mała, bo ruszasz się jak mucha w smole!!!.
- Bluzkę. Zdejmę tylko bluzkę!!!
- No już!

Jolka przekłada bluzkę przez głowę... Jestem głupia – myśli szaleją – co ja wyprawiam... SKERT działa i zobowiązuje. Jak się powiedziało „A” ... Stoi teraz przed kogutem, w czarnym staniku 75C, krótkiej czarnej spódniczce i szpilkach. Nogi drżą... Czy jest w stanie zaśpiewać cokolwiek z tak sparaliżowanym gardłem?
- No, na co czekasz? Śpiewaj!
- Miała baba koguta, koguta, koguta, wsadziła...
- Wystarczy. To mój ulubiony fragment! Ha, ha, ha - baba wsadziła. W prawdziwym życiu tak nie jest. Chłop musi się męczyć... Życie to jakaś masakra! Zdejmij spódniczkę! Szpilki zostaw!
- Ale... przecież... obiecał pan!
- Zdejmuj – samiec był nieugięty. Obiecałem, że ciebie uwolnię, ale nie powiedziałem od czego. Uwolnię ciebie od odzieży, tak jak obiecałem. Może muzyka ci pomoże. Czy Wagner może być?
- Jaki Wagner... Jolka zastygła w bezruchu...
- Mała – Wagner to taki Lennon z epoki twojej babci. Spodoba się tobie.
Jolka poczuła oburzenie z powodu Wagnera. Za kogo on mnie uważa?

Zanim jednak zdążyła wyjaśnić, że nie jest muzyczna gęsią, kogut kontynuował - Słuchaj, - powiedział - bo widzę, że się niezbyt rozumiemy. Przysłała cię tu Arleta, tak? Powiedziałem hasło, tak? O co jeszcze chodzi? Chcę teraz widzieć jak zdejmujesz ciuchy. Czy to rozumiesz? Potrzebujesz bodźca? Patrz... Zsunął szlafrok na podłogę. Stał przed nią nagi, w pomarańczowym świetle, które rzeźbiło na jego mięśniach męską siatkę wypukłości i cieni. Wzrok Jolki próbował uniknąć tego widoku i niestety zbyt szybko skoncentrował się tam, gdzie porządna dziewczyna nie powinna spojrzeć. To coś było nabrzmiałe i powoli unosiło się ku górze.
- Nie gap się, mała! Poznam cię z nim! Co miałaś robić?
- Matko, co ja wyczyniam... Jolka przesunęła ręce do tyłu i rozsunęła zapinkę. Trzymając stanik w prawej dłoni, opuściła ręce.
- Połóż na podłodze... Obróć się... Niech spojrzę!!! Pełen szacun... Cycuszki piękne! Zostały pozytywnie zaakceptowane... Punkt dla ciebie. Aż się proszą o ugryzienie! I powiem ci, że się tego doczekają... za chwilę!!!
- Ja... ja tak nie potrafię.
- Mała, nudzisz. Mówiłem, że masz zdjąć spódniczkę, a ty niepotrzebnie chwalisz się cyckami. Nie przypuszczałem, że tak ci na tym zależy.
- Jest pan wstrętny. Oszust. Obiecał pan!
- Co obiecałem?
- Że mnie pan uwolni, jak zaśpiewam.
- No, to właśnie chcę ciebie uwolnić od spódniczki a ty generujesz problemy... Zresztą mała, powiedzmy szczerze - wcale nie zaśpiewałaś! Tego nie można nazwać śpiewem! Violetta Villas to ty nie jesteś!
- I nie zaśpiewam, koniec tego!!! Truskawka!
- Mała, już wykorzystałaś swoją truskawkę. Za chwile podejdę i sam ci to zdejmę. Uprzedzam, że mogę być niegrzeczny. Porozrywam ci ciuchy i będziesz miała pretensje. Może jednak wolisz, abym zachowywał się elegancko? Zdejmuj! Jesteś skertką, czy nie?
- Jestem nowa! ... od wczoraj.
- Wystarczy. Dla mnie im krócej tym lepiej!
Jolka zsuwa spódniczkę. Odkłada na kupkę odzieży. Liczyła na litość i zawiodła się.
– Proszę pana – mówi – nie mam nastroju...
Kogut był już pewien, że nie wypuści tak atrakcyjnej zwierzyny. Bycie kogutem SKERTu coraz bardziej mu się podobało. „Składka członkowska”, czyli „kogucie”, jak to wredna Arleta z uśmiechem nazwała, była spora, ale opłacało się...
Masz świetną figurę, mała... Gracja! Po prostu GRACJA! Arleta przy tobie, to paszczur!!!
- Dziękuję – Jolka nie chciała tego powiedzieć, ale samo się to jej powiedziało. Czasami w życiu tak jest, że coś się samo powie a jak już powiedziała, to nie mogła odwołać, zresztą była skertką, on powiedział hasło... A poza tym on powiedział, że Arleta to paszczur... Arleta to paszczur... natrętna myśl wracała, jak zwielokrotnione echo... Była mu wdzięczna za te słowa!
- Zdejmij jeszcze to i podejdź – wskazał na jej czarne majteczki.
- Co, proszę?
- Dobrze słyszałaś. Pozwalam ci tu do mnie podejść? No już!!! Poczujesz się wolna! Jak nigdy! Zachłyśniesz się wolnością!!! Nie każ mi czekać, bo już jestem niecierpliwy. Chyba to widzisz.
Jolka spojrzała „tam” i przeraziła się. To coś było imponująco nabrzmiałe i istotnie mogło powodować zniecierpliwienie.
- Ale ja... ja nie jestem gotowa... mówiłam już...

Kogut ujął w dłoń swój instrument... Nie, teraz Jolka nie pamiętała nawet jak TO się nazywa... a raczej pamiętała, ale tylko bardzo wulgarne określenia, które śmigały po jej głowie tam i z powrotem. Co się ze mną dzieje? To coś sterczało wyzywająco i prężyło się bardziej, kiedy podchodził do Jolki. Zbliżał się powoli – dzieliło ich pięć, może sześć kroków... a czas nagle zwolnił. Jolka przeżywała dokładnie każdy ułamek z kliku sekund, które ich coraz mniej dzieliły... więc kiedy kogut zmierzał w jej kierunku, ze strachu, chyba ze strachu, bo dlaczego... zsunęła majtki. Zrobiła to szybko. Jednym ruchem zsunęła. Sprawnie, choć nie bez zaczepienia o szpilkę przełożyła przez buty. Zrobiła to i wyprostowała się. Spojrzała w jego oczy. Zebrała w sobie całą energię i spojrzała. Starcie dumnej kobiecości z nacierającą męskością trwało niecałe trzy sekundy. Był silniejszy. Opuściła wzrok. Po prostu nie wytrzymała jego spojrzenia. A jak już opuściła wzrok, to padł on znów na... Dreszcz przeszył ciało... był przyjemny. Bardzo... Nie, wcale nie minął. Zadomowił się w brzuchu. Tam szalał... biologia brała górę nad rozsądkiem.
- Nie... krzyknęły jej usta, kiedy pochwycił jedną ręką kark i pochyloną prowadził przed siebie. Niezbyt delikatnie pchnął ją i położył Jolkę na łóżku Jedna szpilka spadła i uderzyła w drewnianą komodę. Druga uderzyła w ścianę, tuż obok lustra. Lustro na szczęście nie pękło, bo wiadomo, stłuczone lustro, to siedem lat nieszczęścia... To może głupie, ale Jolka przyczepiła się do myśli, że właśnie ominęło ją nieszczęście.
- SKERT. Musi się z tego SKERTu wypisać! Przecież, jak to może być, żeby jakiś obcy facet... O kurczę. Nie, nie przyznam się do tego nawet przed sobą, ale jestem cholernie podniecona... Co ja mówię... Nie to nie ja powiedziałam, to moje usta...
- Podniecona jesteś, suczko? Tak... Nareszcie zaczynasz współpracować! - Jolka zawstydziła się. Nie chciała tego powiedzieć. Nie mogła się wygodnie ułożyć, bo już klęczał nad nią, trzymając jej ręce obok głowy. Próbowała się wyrwać... Nie, nie udawało się. Był ciężki i silny...
- Niczego nie powiedziałam. Jest pan złym człowiekiem...
- Kłamiesz i będziesz ukarana! Widzisz mała, zło kręci dziewczyny. Nie lubisz grzecznych facetów – prawda? Nudnych i przewidywalnych. Dobry los zesłał ci niegrzecznego, złego chłopaka... Nie spieprz tego, mała!!! Kiedy masz urodziny?
- Już miałam.
- To dostaniesz spóźniony męski upominek. Tego ci nie da żadna koleżanka. Masz szczęście, że jesteś taka ładna, bo dawno mi tak nie stał!

Tu masz trzymać ręce, tu, powiedziałem... Obok głowy!
Jego dłonie spoczęły na piersiach. Głaskał je delikatnie kulistymi ruchami... Jak takie duże, silne, męskie łapy mogą być tak delikatne... Jolka nadal czuła totalne zesztywnienie wszystkich mięśni i dziwne emocje, bardzo dziwne... Czy było to zawstydzenie, strach, podniecenie, niepewność, czy wszystko razem... Co to za głupota, ten SKERT... kurczę, jakie to podniecające... Niby wiadomo, co ma się jeszcze wydarzyć, ale...
- Mała... czemu jesteś taka sztywna... Nie, tak nie może być!!! Kornel pochwycił małą szpilkę i po prostu ukłuł Jolkę w pośladek. Aaaaa... CO ROBISZ!!!! Było to tak nieoczekiwane, że zesztywniałe ciało zwiotczało w jednej chwili. Ciało wiotkie i jednocześnie poddane woli samca... Jeszcze raz? – zapytał. Chcesz? Nie – powiedziała. Strach zwiększył podniecenie i uległość. Oczywiście, że nie chciała drugiego ukłucia. TRUSKAWKA – krzyknęła. Tru...!!!
- Zamknij się! Oprawca ujął w dłoń wibrator i posmarował zakończenie śliskim żelem. Wsunął dłoń między uda Jolki. Usiłowała zewrzeć je jak najmocniej, aby przeszkodzić, ale pewnie wsunął kolano między jej kolana i nic sobie nie robił z jej oporu. Żel - śliski, odświeżający, miętowy... powodował mrowienie, które rozlewało się na całe trzewia, na brzuch, uda, piersi... Kulka wibratora przesuwała się w dół, a ona zdawała sobie sprawę, że napięcie tak narasta, że ona, Jolka długo tego nie wytrzyma... Wibrator wędrował obok jej największej intymności i nie, nie dotykał tych najważniejszych miejsc, Umysł przestał pracować. Z każdą chwilą stawała się większym pożądaniem... Bezrozumnym żądnym seksu biologicznym zwierzątkiem... Niech wreszcie dotknie tego miejsca!!! Świnia bawi się nią! Każdy facet to świnia!!! SKERT... SKERT... Była skertką... Za chwilę skosztuje rosołu... Kogut, dorodny kogut... Rosół... Pragnęła, jakże pragnęła aby kogut wreszcie dotknął TEGO miejsca... i to nie wibratorem, bynajmniej. Kogut był wredny... niczym nie dotykał, a przecież żel zwielokrotnił doznania... Kogut muskał okolice, głaskał i nagle wibrator wdarł się TAM. Jolkę przeszyła błyskawica. To było, jak trafienie piorunem, jak utrata świadomości i zatracenie w porywach szalonego wichru. Błyskawica nie zanikła, jak zwykły to robić burzowe błyskawice, ale wyzwalała kolejne... I szalały kolejne wichry... Mrowienie rozchodziło się do najdalszych zakątków ciała. Coraz silniej i silniej! Drżała... Burza wyrywała drzewa z korzeniami... Jolka poddała się wichrowi i miotana jego porywami pędziła w najdalsze krańce świata... Kogut, bezlitosny kogut, zwiększał intensywność drgań... Tego było zbyt wiele... Otworzyła usta, aby krzyknąć, ale kogut przykrył je dłonią... Brzuch uniósł się ku górze... Kręgosłup wyprężył... Zastygła w nieustającym naprężeniu... Teraz kogut bezceremonialnie kładzie się na niej... Maczuga zastyga w stanie gotowości tuż przy wejściu do raju... Będzie rosół!!! Świetnie przyprawiony!!! Kogut wdziera się bez pardonu w tajemnicę. Wtargnął tam jak zdziczała horda barbarzyńców i teraz zdobywa twierdzę. Twierdza poddała się, ale kogut walczy do końca, aż do zdobycia każdej komórki jej ciała. Przecież ona, Jolka już nie może mu oddać niczego więcej... Nie ma niczego, czego by jej nie zabrał... Niesamowite doznanie całkowitego oddania! Pragnęła, zatrzymać czas. Totalny odlot... Nic nie może być bardziej ekscytujące... może skok w dół wodospadu... Zdecydowany samiec, zdobyta samiczka. Ona, skertka, kogut, rosół... Wszystko wiruje. Skertka zesztywniała w rozkoszy, naprężona, jak cięciwa łuku, który za chwilę wystrzeli... mięśnie naprężone do granicy bólu... kogut atakuje jej kobiece naprężenie... Sztywność jeszcze potężnieje, choć wydaje się to niemożliwe... Strzelec już uwolnił strzałę... Ułamki sekundy... znów zwolnione tempo... wydaje się, że człowiek nie wytrzyma takiego naprężenia, że eksplodujące ciało rozpadnie się na miliony wibrujących, rozedrganych kawałków... Samiec uwolnił cięciwę łuku... uwolnił i krzyknął... był to raczej ryk, nieartykułowany ryk samca, który zabija przeciwnika... Osiągnął swój cel. Wystrzelił prosto w serce zwierza... Zwyciężył!!! Wulkan wypluwał gorące strumienie lawy... Pulsował nieujarzmionym ogniem rozkoszy, czy czymś tam, czymkolwiek to było, wywoływało w ciele Jolki kolejne eksplozje drgań, furie pozagalaktycznych doznań... Nie przeżyła czegoś takiego nigdy...
Ciało skertki jeszcze drżało, kiedy oprawca spokojnie spoczął obok. Położył dłoń na piersi. Było to miłe... Powiedział coś w rodzaju: „masz mała, dwadzieścia minut na odpoczynek”. Nie potrafiła wypowiedzieć słowa... Była jednym, wielkim, drżeniem...
Rosół podano kilka razy tej nocy. Smakował wyśmienicie!

***

- Jak rosół? – Renata uśmiechała się porozumiewawczo. Kogut był dorodny?
- O, tak... Jolka nie przejawiała ochoty na rozmowy o tematyce kulinarnej.
- A drugie danie było?
- I drugie i trzecie...
- No to zasłużyłaś na deser. Trzymaj. Przeczytasz wieczorem.
- Co to?
- W pewnym sensie książka kucharska... To „Julia w Paryżu”. Poznasz historię z krainy SKERT!
Dodaj do ulubionych
14,126
Podziel się ze znajomymi
7.38/10

Jak Ci się podobało?

Średnia: 7.38/10 (26 głosy oddane)

Pobierz powyższy tekst w formie ebooka

Komentarze (8)

GreatLover

GreatLover · 2 stycznia 2014+1

Ilekroć widzę ten tytył to czytam go "Skręt" a nie "Skert" i myślę "o cholera?? Mika wraca?!" wink

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Siostra.

Siostra. · 2 stycznia 2014+1

Wielokropki... tak bardzo... pasujące... do... wszystkiego...

Nie dało się tego przeczytać do końca. Ale założenie dość fajne, uratowało to opowiadanie przed jedyneczką.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
elena

elena · 3 stycznia 2014+0

fajny pomysl

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
dragon

dragon · 3 stycznia 2014+1

do jasnej cholery. Nie piszesz "dam TOBIE" tylko "dam CI". Nie mam pojęcia skąd bierze się ta ohydna maniera, ale jak tylko to widzę, to zaprzestaję czytania. Analfabetyzm.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Bawel Pe

Bawel Pe · 3 stycznia 2014-1

Okropnie nerwowi ci PT Czytelnicy. Jeden nie radzi sobie z wielokropkami, drugi z mową zależną. Przykro mi, że postawiłem przed Wami nazbyt ambitne zadanie. Życzę, aby to był jedyny Wasz problem w Nowym Roku i popieram decyzję o zaprzestaniu czytania. Własny spokój niech będzie najwyższym dobrem.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
GreatLover

GreatLover · 4 stycznia 2014+0

Ktoś łaskawie wyjaśni mi, co oznacza to tajmnicze PT?

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Bawel Pe

Bawel Pe · 5 stycznia 2014+0

Dziekuje za uwagi Seaman! To jest wlasnie taka opinia, ktora jest zyczliwa i konkretna .GreatLover - PT oznacza "Pleno Titulo" i zostalo tu uzyte, jako zwrot grzecznosciowy, wyrazajacy szacunek dla adwersarzy.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
GreatLover

GreatLover · 5 stycznia 2014+0

Podziwiam taką postawę i postaram się ją naśladować. Zaiste, zaciekłość i zgryźliwość niektórych komentujących przechodzi wszelkie wyobrażenie, ale cóż, w końcu to Internet ;] Pozdrawiam.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

lub

Inne popularne opowiadania BaPe: