Starter z doładowaniem

Indragor Indragor

13 kwietnia 2016

hourglass 36 min

Jeżeli tamtego dnia mijaliście mnie na ulicy, to mogliście zobaczyć jak wygląda wkurzony siedemnastolatek. To, że siedemnaście lat nie było niczym dziwnym, ale wkurzony byłem, bo gdzieś posiałem smartfona. Jak to się stało, jak mogłem go zgubić?! Teraz muszę zadowolić się zwykłą komórką, łączność przecież muszę mieć. Całkiem przyzwoity z niej telefon, ale to nie to samo co smartfon. W dodatku goły. Musiałem dokupić jakiś starter. Całości dramatu dopełniał fakt, że od pół roku nie miałem dziewczyny i mój pędzel coraz natarczywiej domagał się bliskiego towarzystwa kobiety.

Jakby tego było mało deszcz jeszcze siąpi. I jak tu żyć w tym kraju?! Na szczęście kiosk „Ruchu”, do którego właśnie się zbliżam jest taki większy. Wchodzi się do środka, przynajmniej na głowę nie będzie się lało. Dobre chociaż to, pomyślałem wchodząc. Było pusto, tylko sama sprzedawczyni. Całkiem zgrabna i seksowna babka. Szkoda, że posunięta już w latach, na oko czterdziestka. Z drugiej strony, gdyby było tu jakieś większe zaplecze z jakąś leżanką, to mógłbym jej przeczyścić komin. Czemu nie. Dobra wentylacja to podstawa. Chyba byłem wściekły jeszcze dlatego, że nie miałem prawie od pół roku żadnej dziewczyny. Już o tym wspominałem? Doceńcie moją desperację.
– Dzień dobry – rzuciłem podchodząc do lady.
– Dzień dobry – odpowiedziała uprzejmie całkiem miłym, dość niskim głosem.
– Aaa... potrzebuję startera, dostanę u pani?
– Oczywiście – odpowiedziała. – Może być ten? – zapytała podając z półki niewielkie opakowanie.
T-CONDOME – przeczytałem krwistoczerwony napis na niebieskim tle, stylizowany na 3D. Obok po prawej był rysunek nadzwyczaj skąpo odzianej panienki wypinającej tyłeczek i stojącej w pozie hm... nieparlamentarnej.
– Nie znam tej firmy – rzuciłem patrząc na sprzedawczynię spode łba. Byłem wkurzony, a tu jeszcze takie nie wiadomo co.
– To nowy operator telekomunikacyjny. Właśnie wchodzi na rynek. Jest promocja. Jeżeli dokupisz doładowanie za dwadzieścia złotych to dostaniesz dodatkowo trzy numerki gratis z siostrą przyjaciela – ciepłym głosem odrzekła sprzedawczyni.

Siostra przyjaciela... ech... – westchnąłem sam do siebie. Co za dziewczyna! Przed oczami stanął mi obraz siostry mojego najlepszego kumpla. Przyznaję bez bicia, gdy o niej tak dłużej pomyślę nie tylko jej obraz mi staje... co prawda starsza od nas, czyli ode mnie i kumpla o trzy lata, ale po prostu ideał kobiety! Wysoka prawie tak jak ja, dobrze zbudowana, szerokie biodra, nie taka chodząca szczapa z wąskim tyłkiem i jeszcze mniejszymi cyckami, no i ani grama zbędnego tłuszczyku. A uroda aż bije po oczach i z poczuciem humoru, umysł jak żyleta... Jak powiedziałem: ideał. Taką chudzinkę to nawet strach mocniej przytulić, bo kostki chrupną i człowiek pójdzie siedzieć za morderstwo. Tą... och... tą można by przytulić z całej siły i nic by się nie stało. Ech... szkoda... jak się trafi sikoreczka do rzeczy to akurat siostra przyjaciela. Szkoda, bo bym zaraz do niej startował. No i starsza o trzy lata. Co z tego, taką z pewnością potrafiłbym zadowolić w stu procentach!

– Jaka promocja? – zapytałem, bo wydawało mi się, że coś źle zrozumiałem.
– Jeżeli dokupisz doładowanie za dwadzieścia złotych to dostaniesz dodatkowo trzy numerki gratis z siostrą przyjaciela – powtórzyła.
– Biorę – rzuciłem bez namysłu.
Zaintrygowało mnie to, co powiedziała sprzedawczyni. To może być nawet ciekawie.
– Z doładowaniem? – zapytała.
– Oczywiście – rzuciłem i przypominając sobie, szybko dodałem – ma pani może jeszcze prezerwatywy w jakiejś rozsądnej cenie?
– Są w zestawie – odpowiedziała uprzejmie.
No proszę co znaczy konkurencja – przemknęło mi przez głowę – o wszystkim pomyśleli.
Zapłaciłem, podziękowałem i wyszedłem z kiosku. Byłem tak zaintrygowany tym zakupem, że nawet zapomniałem o przeczyszczeniu rury sprzedawczyni. Zresztą i tak nic by z tego nie było. Atrakcyjna babka, ale zbyt posunięta w latach jak na mnie.

Nie chciałem kombinować na deszczu więc otworzyłem opakowanie dopiero w domu. Włożyłem kartę i uruchomiłem telefon. Wkrótce pojawił się napis: „Witamy w sieci T-CONDOME” a po paru następnych sekundach na wyświetlaczu pojawił się rysunek skąpo odzianej panienki w nieparlamentarnej pozie, znanej mi już z opakowania. Taka czy inna sieć, nieważne – pomyślałem – ważne, że działa. W opakowaniu z doładowaniem znalazłem jeszcze trzy ponumerowane krwistoczerwone kupony z napisem „NUMEREK Z SIOSTRĄ PRZYJACIELA” i trzy prezerwatywy. Zastanowiło mnie, dlaczego napisali „z siostrą”, a nie „do siostry”. No i fajny bajer z prezerwatywami. Ktoś miał dobry pomysł reklamowy. Pewnie startery tej firmy schodzą jak ciepłe bułeczki.

Beata, Beata... dziewczyna moich sennych marzeń odkąd skończyłem 15 lat. Znałem się z kumplem już wcześniej, ale pamiętam jak miałem jeszcze dwanaście lat, to już jego starsza siostra robiła na mnie wrażenie. Wtedy, w wieku dwunastu lat, było dla mnie oczywiste, że żadna baba nie będzie mi rozkazywać, ale Beata to co innego. Zawsze było co innego. Jak wydała polecenie to kładłem po sobie uszy i natychmiast wykonywałem. Kumpel zresztą też, ale to w końcu była jego starsza siostra. „Z urzędu” musiał jej się słuchać pod nieobecność rodziców. Muszę jednak uczciwie przyznać, Beata rzadko, o ile w ogóle, wykorzystywała swoją uprzywilejowaną pozycję wobec mnie, choć z pewnością miała jej świadomość, tak sądzę. A później, do dziś nie mogę tego zapomnieć, teraz jest to śmieszne, ale wówczas wcale nie było mi do śmiechu. Wierzcie mi. Byłem wtedy ledwo co opierzonym piętnastolatkiem. Wiecie, w tym wieku wystarczy, że wiatr zawieje, a chłopakowi już pędzel staje na baczność, czy chce, czy nie chce. Bywa to kłopotliwe, ale cóż poradzić, taki wiek... Więc przyszedłem do kumpla, wchodzę, jeszcze stoję w drzwiach wejściowych, a tu w tym samym momencie otwierają się drzwi od łazienki i wychodzi Beata. Powiecie co w tym dziwnego? Ona była NAGA. KOMPLETNIE! Gdy tylko mnie zobaczyła pisnęła zatrzymując się i zasłaniając dłońmi te cudowne, zniewalające każdego chłopaka a mnie na pewno, kuleczki. Zapomniała, czy jak, że nie ma majtek i nie zasłoniła cipki więc gapię się w ten jej trójkącik między nogami w kształcie strzałki wskazującej coś, co rozgrzewa zmysły każdego chłopaka do czerwoności. Był niczym drogowskaz z napisem TU WKŁADAĆ. No i się zakochałem w boskiej Beacie (BB!). Nie goliła cipki, tylko trochę, co jeszcze bardziej podkreślało jej stuprocentową kobiecość. Co ja gadam! Dwustuprocentową. Dopiero po dłuższej chwili, chyba gdy ochłonęła z szoku, jedną ręką nadal zasłaniając cycki, drugą zakryła niezbyt dokładnie ten trójkącik i pobiegła do swojego pokoju. Najgorsze, że na ten widok, gołej siostry przyjaciela, mój spoczywający jeszcze przed wejściem do mieszkania bezczynnie w uśpieniu pędzel gwałtownie ożył, zatrzepotał, a ja poczułem dyskomfort w postaci mokrych majtek. Bąknąłem tylko coś do kumpla, czerwony, że muszę wracać do domu, odwróciłem się i uciekłem. Jaki wstyd, żeby tak wystrzelić w majtki, no i wejść i zaraz wyjść... Na szczęście to już historia.

Dorodna samiczka. Jaka szkoda, że była dla mnie nieosiągalna. Zdawałem sobie doskonale z tego sprawę. Siostra kumpla w dodatku starsza o trzy lata. Takie dziewczyny nie zwracają na mnie uwagi, nawet nie próbowałem startować do niej, bym się tylko ośmieszył. Zresztą Beata nie była pod tym względem wyjątkiem, też nie zwracała na mnie uwagi poza tak zwanymi ogólnie przyjętymi uprzejmościami. Po prostu ona była samicą alfa, a ja w porównaniu do niej, hm... chyba nie przejdzie mi to słowo przez gardło...

Tego wieczoru pod prysznicem nie przestając myśleć o Beacie tradycyjnie zwaliłem konia i zrelaksowany poszedłem spać. Następnego dnia, to był piątek, zaraz po szkole wróciłem do domu. Pomyślałem, że mógłbym tak dla jaj pokazać Beacie te „numerki z siostrą przyjaciela”. Najpierw chciałem zadzwonić, ale kumpel mieszkał w sąsiednim bloku, więc zrezygnowałem z dzwonienia, co zresztą miałbym gadać? Kumpel pewnie już powiedział siostrze, bo w szkole oczywiście pochwaliłem się nowym starterem. Ciekawe, że tylko ja z całej klasy miałem w T-CONDOME. Może działają od paru dni, dlatego, pomyślałem. Najważniejsze, że sieć działała super. Sygnał cały czas na maksa, żadnych zaników jak w innych sieciach. A może tylko trafił mi się dobry telefon. Nieważne. Przed wyjściem jednak wyciągnąłem go, aby popatrzeć sobie na panienkę w nieparlamentarnej pozie. Tak się wgapiałem, aż wydało mi się jakby mrugnęła do mnie okiem. Dość, idę.

Zapukałem do drzwi, które otworzyła Beata.
– Hej – rzuciłem.
– Hej – odrzuciła jak zwykle uprzejmie. – Ale Daniela nie ma, umawialiście się?
– Ja właściwie do ciebie – powiedziałem niepewnie.
– Do mnie? – zdziwiła się. – To chodź, nikogo nie ma, przygotowuję się do egzaminu, może mi pomożesz – zaśmiała się prowadząc do swojego pokoju.
Wyczułem w jej głosie lekceważący ton studentki, ale co mogłem na to poradzić. Poszedłem za nią wbijając oczy w jej idealnie opięty czarnymi leginsami tyłek. Na sam ten widok i myśl co z takim tyłeczkiem mógłbym zrobić, mój fiut zaczął budzić się do życia. Szybko przeniosłem wzrok w inne miejsce i pomyślałem o zbliżającym się sprawdzianie z matematyki, zanim namiot w moich spodniach zacznie być widoczny. Zawsze chciałem złapać ją za tę dupeczkę i... dobrze, wystarczy, sprawdzian z matematyki... sprawdzian z matematyki...

Zanim jeszcze w przedpokoju odwróciła się do mnie tyłem zdążyłem zauważyć pod jej białą koszulką na guziki prześwitujące odrobinę ciało. To cudowne jej ciało. W dodatku wydało mi się, że nie ma na sobie stanika. Nie mogłem dokładnie dojrzeć, bo jakoś tak pechowo w miejscu, gdzie powinny prześwitywać centralne części cycuszków naszyte były na koszuli kieszonki. Beata zaraz jak wprowadziła mnie do pokoju usiadała na łóżku po turecku, skupiając na mnie swoją uwagę. Miejsca na łóżku pośród porozrzucanych książek, zeszytów i innych papierów było akurat tyle, co dla niej. Jaka szkoda, że nie jest w spódniczce – zaraz pomyślałem, próbując równocześnie ustalić, czy ma, czy nie, ten stanik. Byłem półprzytomny z samego tego faktu. No i moja bogini raczyła zwrócić na mnie swoją uwagę! Chyba tylko z tej półprzytomności nie pomyślałem, że niby gdzie miała ją zwrócić. Była w swoim pokoju, który znała na pamięć. Jedynym nowym elementem byłem ja no i mój pędzel z ogromnym trudem powstrzymywany od żywszej reakcji. Czułem już, że myślenie o tak nieprzyjemnym wydarzeniu, jakim był czekający mnie sprawdzian z matematyki lada moment nie wystarczy. Musiałem znaleźć coś mocniejszego. „Muchy na gównie”, „muchy na gównie”. Pomogły, tylko na jak długo?
– Przestań gapić mi się na cycki i mów co masz do powiedzenia – lekko zniecierpliwiona ciszą odezwała się siostra przyjaciela.
– Kiedy nie mogę – bąknąłem.
– Och! – Spłoszyła się. – Prawda, nie spodziewałam się nikogo i nie założyłam stanika. Zaraz się ubiorę, zaczekaj.
Poderwała się tak gwałtownie z łóżka, że jej piersi cudownie zafalowały, potwierdzając tym samym prawdziwość wypowiedzianych przed chwilą słów. Niestety prawdziwość tego faktu potwierdził również mój fiut próbując zerwać się do lotu. Sprawdzian z matematyki, sprawdzian z matematyki – szybko pomyślałem, a do Beaty rzuciłem:
– Nie trzeba, nie ma problemu. Zresztą i tak widziałem cię nagą.
Cholera. Muchy na gównie, muchy na gównie... Beata zatrzymała się wpół drogi do szafy, jak się domyślałem, z biustonoszami.
– Ale... – Niezdecydowanie zerknęła kilkakrotnie to na mnie to na szafę. – No tak, rzeczywiście – dodała zawstydzona wypuszczając powietrze z płuc, po czym zrezygnowana ponownie usiadła na łóżku. Tym razem jednak nie patrzyła już na mnie, a na poduszkę, jakby coś po niej łaziło.

Byłem zły na siebie. Jak mogłeś idioto zawstydzić TAKĄ dziewczynę. Musiałeś przypomnieć o tym nagim incydencie?! Głupi, głupi. Rozum ci chyba odjęło – karciłem się w myślach. Na domiar złego straciłem jej uwagę, czym byłem mocno podłamany. Mój pędzel w tym samym czasie sflaczał do cna, chyba też przerażony moim zachowaniem.
– Beatuś – rzuciłem niepewnie, przepraszająco, by zatrzeć swoje grubiaństwo.
– Aha – ucieszyła się ze zdrobnienia, jak każda dziewczyna, ponownie patrząc na mnie.
Dobra nasza, pomyślałem zadowolony z odzyskania jej uwagi i z faktu, że w ogóle się do mnie odezwała po tym skandalicznym incydencie.
– Chcę coś ci pokazać – odważyłem się odezwać.
– Co takiego? – ożywiła się dziewczyna.
Powiedziała to w taki sposób, iż odniosłem wrażenie, że spodziewa się zobaczyć mojego pędzla z całą resztą mojej, może nie nadzwyczajnej, ale jednak męskości. Prawdę powiedziawszy w pierwszym odruchu po jej słowach chciałem to zrobić. Powstrzymałem się jednak. Bo co, gdyby mój pędzel nie stanął na wysokości zadania? Wyśmiałaby mnie, a ja nie mógłbym pokazać się jej na oczy do końca życia. Nie zobaczyć już więcej Beaty to byłoby ponad moje siły. Dlatego się powstrzymałem. I dobrze zrobiłem, bo te jej zainteresowanie moją męskością pojawiło się z całą pewnością tylko w mojej wyobraźni. Bez wątpienia.

Wyciągnąłem z kieszeni opakowanie z doładowania i się zawahałem. Co ty robisz, zaraz cię obśmieje. Tylko jak tego nie zrobię, wycofam się, to uzna mnie za wariata. Znalazłem się w potrzasku. A niech tam, za późno na wątpliwości, pomyślałem. Wyciągnąłem kartonik numer 1 z napisem „NUMEREK Z SIOSTRĄ PRZYJACIELA”.
– Zobacz co teraz dają – kryjąc przerażenie niepewnym uśmiechem, podałem Beacie kupon.
Rzuciła okiem na kartonik a zaraz potem na mnie, ale tak jakoś inaczej. Nigdy w taki sposób na mnie nie patrzyła. Powoli uniosła się z łóżka i równie powoli zaczęła się do mnie zbliżać, niczym duch niedotykający stopami podłogi, tak jakoś lekko i zwiewnie się poruszała. Zaraz mnie wyśmieje albo dostanę w dziób, byłem tego całkowicie pewny. Z dwojga złego lepiej niech mnie walnie w twarz, mniej ucierpię, pomyślałem jakbym mógł wybierać.
– Chociaż potrafisz zająć się taką dziewczyną jak ja? – zapytała ze zwierzęcym seksem w głosie, podchodząc już bardzo blisko.
Jasne, będzie się teraz nade mną pastwić – pomyślałem i już nic więcej. Nie to, żebym nie miał o czym myśleć, tylko że siostra przyjaciela nagle włożyła swoją cudowną rączkę mi w spodnie, dalej w majtki, bez najmniejszego wahania ujmując w nią fiuta, który niebezpiecznie szybko zaczął przypominać laskę dynamitu. Beata jeszcze przez kilka chwil prowadziła tę ryzykowną zabawę grożącą w każdej chwili eksplozją, po czym wyjęła rękę, przy okazji przyszpilając mój wzrok swoimi cudownymi błękitnymi oczętami, w których już nieraz o mało co nie utonąłem.
– No, no, prawdziwy mężczyzna – mruknęła z podziwem, lubieżnie oblizując usta.
Jeszcze byłem pod wrażeniem jej niezwykłej umiejętności w ujmowaniu męskich członków, a tu taki komplement! Niech się dzieje co chce, pomyślałem. Potem choćby potop. Beata jakby czytając w moich myślach zaczęła intensywnie mnie rozbierać i bardzo szybko stałem przed nią zupełnie nagi, z męskością gotową do zaatakowania jej kobiecości, gdyby tylko nadarzyła się sposobność. Niestety, jej kobiecość była w tym momencie pechowo osłonięta leginsami i choć tego nie widziałem, ale się domyślałem, jeszcze jakimiś stringami. Bo niby co innego zdołałaby tam wcisnąć? Barchanowe majtki, he, he? Czyli była chroniona podwójną warstwą ochronną i niewiele zmieniał fakt, że ta druga warstwa była wyjątkowo skąpa. To, że ja byłem kompletnie nagi nie stanowiło problemu. Już od dawna nie miałem przed tą dziewczyną żadnych tajemnic. Nie mógłbym nawet. Źle bym się czuł mając przed tą cudowną istotą jakąś tajemnicę. Tyle tylko, że moje tajemnice jej nie interesowały. Przynajmniej dotąd.

Ośmielony tym jak z podziwem wpatruje się w mój sterczący narząd, który jak kompas wskazywał kierunek ruchu, podszedłem do niej i zrobiłem to, co zawsze chciałem, ale na co nigdy nie miałem odwagi. Złapałem siostrę przyjaciela za tyłek i energicznie, mocno do siebie przycisnąłem. Pisnęła zaskoczona, ale się nie wyrwała, choć moja męskość znalazła się niebezpiecznie blisko jej kobiecości.

Tak na marginesie. Właściwie nie wiem, dlaczego przyjęło się nazywać męskie narządy „męskością” a kobiece „kobiecością”. Jakby mogło być odwrotnie. Po prostu tak jakoś się utarło i już. Chociaż... chociaż obserwując niektórych chłopaków w szkole i niektóre dziewczyny czasami nie jestem pewny kto ma jaja, a kto jest cipą.

Tak... a więc moja męskość znalazła się niebezpiecznie blisko jej kobiecości. I nie tylko to, nasze usta również niebezpiecznie zbliżyły się do siebie. Czerwone, gorące, z tej odległości wyraźnie czułem żar ust Beaty. Nie czekałem co zrobi, tylko mocniej ująłem jej tyłek, jak prawdziwy mężczyzna, i przywarłem do tych gorących i słodkich warg próbując wedrzeć się do wnętrza. Nie opierała się w najmniejszym stopniu. Wpuściła mój język, jakby dysponował paszportem dyplomatycznym a ja pijany ze szczęścia zacząłem rozrabiać w jej buzi. Całowałem bawiąc się jej językiem, ustami, podniebieniem, czym tylko się dało a moje ręce pieściły cały czas przez delikatny materiał spodni ten tyłeczek, który od zawsze chciałem pomiętosić.

To się nie dzieje naprawdę, niemożliwe, kołatało mi się na dnie świadomości, czułem, że coś tu jest nie tak, ale narastające podniecenie zaraz usunęło w niebyt te wątpliwości. Wsunąłem siostrze przyjaciela ręce lekko pod spodnie, namacałem coś w rodzaju majteczek i zaraz pod nie wsuwając palce z wyjątkiem kciuków, pewnym ruchem pociągnąłem całość w dół, aż poniżej kolan. Ukląkłem przed moją królową, mając przed oczami jej nagi trójkąt, który jak strzałka, dyskretnie, acz jednoznacznie wskazywał nowicjuszom dalszy kierunek działań. Pocałowałem go niczym pierścień władcy i zaraz spojrzałem w górę oczekując reakcji mojej władczyni. Boska Beata patrzyła na mnie uśmiechając się ciepło. Uznałem to za przyzwolenie do dalszych działań. Ostrożnie wsunąłem język między niedomknięte, zapewne nie przez przypadek, uda władczyni dotykając nim jej wilgotnego atrybutu władzy nade mną. Poczułem smak gatunkowego piwa. Beata była niezwykła pod każdym względem. Wiedziałem to od zawsze, mimo to nie mogłem się nadziwić i nasycić tą niezwykłością. Królowa drgnęła czując dotyk języka i wydała z siebie pomruk, który odczytałam jako zadowolenie i akceptację moich poczynań. Zamerdałem językiem próbując wniknąć nim do otworu, z którego wypływał ten gatunkowy napój bogów. W tym czasie moja pani tylko pojękiwała, z czasem głośniej, delikatnie poruszając biodrami. Gdy spijałem ten sok czułem jak razem z nim przenika mnie jej moc, jej władza nade mną, aż w pewnym momencie wstrzymałem się z dalszymi pieszczotami.
– Jeszcze, proszę – jęknęła.
Tyle że nie zamierzałem spełniać jej prośby.

Wstałem, złapałem oburącz za górę jej koszuli i mocno szarpnąłem. Guziki w popłochu przed moją brutalnością rozbiegły się w różnych kierunkach, a oczom ukazały się dwie nagie idealne krągłości zakończone ciemniejszymi kółeczkami, na których szczycie widniały wypustki nie mniej twarde niż mój pędzel. Zdawały się oddychać z ulgą, mówiąc do mnie: „wreszcie jesteśmy wolne”. Gwałtownie ująłem te półkule w dłonie, zaznaczając w ten sposób swoją władzę nad nimi. Pieściłem i ugniatałem bez najmniejszego sprzeciwu ze strony Beaty. Wręcz przeciwnie, usłyszałem jej pełen erotycznego napięcia, proszący głos:
– Ach! Jakie to przyjemne, rób tak dalej, weź mnie całą!
Nie zamierzałem jej słuchać.
– Pościel łóżko – wydałem twarde polecenie równocześnie gwałtownie przerywając pieszczoty.
Beata położyła uszy po sobie i zabrała się za ścielenie łóżka.
– Tak dobrze? – zapytała niepewnie, gdy już skończyła ścielić.
– Dobrze – odpowiedziałem zadowolony z efektu, zaraz dodając rozkazująco – kładź się!
– Jak? – zapytała.
Rzeczywiście, nie uściśliłem tego. Muszę bardziej precyzyjnie formułować polecenia – pomyślałem.
– Na plecach. – Zaraz przypominając sobie o uściślaniu dodałem: – i rozchyl nogi.

Beata ponownie położyła uszy po sobie i wykonała dokładnie moje polecenie. O to chodzi, pomyślałem z satysfakcją, kładąc się na siostrze przyjaciela. To znaczy pomyślałem z satysfakcją i położyłem się również z satysfakcją. Nie zapomniałem przy tym o prezerwatywie z kompletu. Nacelowałem na wejście do jaskini rozkoszy i zacząłem się tam wsuwać niczym w szarlotkę.
– Och! – jęknęła zadowolona Beata wyginając ciało.
Cuda się jednak zdarzają, pomyślałem dobijając do końca. Jeszcze godzinę temu była dla mnie całkowicie nieosiągalna, a teraz jest całkowicie mi posłuszna. Chociaż nadal nie mogłem pozbyć się wrażenia, że coś tu jest nie tak. Nie dociekałem jednak co, tylko skupiłem się na przyjemności, jak sądzę słusznie, szczególnie że siostra przyjaciela namiętnie szepnęła:
– O tak... jakie to przyjemne... rób mi tak dalej... jesteś cudowny... Och! – jęknęła głośniej, zaczynając się bardziej wiercić.
Włożyłem jeszcze więcej siły i namiętności w penetrację Beaty, w rytm jej coraz głośniejszych jęków, chociaż nie byłem pewny czy czasem nie było odwrotnie. To znaczy im mocniej ją dmuchałem, tym głośniej krzyczała. Ostatecznie uznałem, iż nie ma to znaczenia. Znaczenie miała coraz większa ogarniająca nas przyjemność zbliżająca się do ekstazy, do tego stopnia, że i ja nie mogłem powstrzymać się od jęków rozkoszy, a Beata jeszcze mocniej wierciła się pode mną. Oboje wydaliśmy z siebie równocześnie głośny krzyk, gdy osiągnęliśmy szczyt euforii. Troszkę miałem obawę, czy prezerwatywa wytrzyma, w końcu była darmowa, ale dała radę. Mimo to odniosłem wrażenie, że cała dotychczasowa moja pewność siebie wraz z wytryskiem ponownie przelała się na siostrę przyjaciela.

– Wstawaj, musisz już iść – rzuciła niestety zdecydowanie Beata po kilku minutach odpoczynku.
Położyłem uszy po sobie. Zgodnie z rozkazem wstałem i zacząłem z niejakim obrzydzeniem ubierać się, po prostu nie miałem zupełnie na to ochoty. Cóż, gratisowy numerek z siostrą przyjaciela musiał mieć jakieś ograniczenia, miałem tego świadomość. Co innego, gdyby był płatny. Tylko gdyby był płatny, to na pewno nie byłoby mnie stać na Beatę, tego też byłem nawet więcej niż pewny. Beata ubrała się zaraz po mnie i uprzejmym głosem, niczym sprzedawczyni z kiosku zapytała:
– To kiedy chcesz wykorzystać drugi kupon?
– Możemy jutro? – rzuciłem z nadzieją.
– Jutro wyjeżdżam pociągiem, ale jeśli chcesz to możemy to tam zrobić – odrzekła.
Hm. Nigdy tego nie robiłem w pociągu – zamyśliłem się. – To mogłoby być ciekawe.
– Dobrze – krótko odpowiedziałem. Beata podała mi namiary na pociąg.

Nazajutrz byłem na dworcu już godzinę wcześniej. W końcu pojawiła się w niezwykle seksownej czerwonej spódniczce, ciągnąc dużą torbę. Natychmiast podbiegłem do niej.
– Daj, pomogę – zawołałem łapiąc za bagaż.
– Zostaw, poradzę sobie – syknęła ostrzegawczo jak lwica broniąca młodych.
Ja jednak nie zwróciłem na to uwagi tylko wyrwałem jej z ręki torbę.
– Zostaw! – warknęła – poradzę sobie, mamy równouprawnienie! Teraz dziewczyny potrafią to samo co chłopaki!
Dopiero w tym momencie dotarło do mnie co powiedziała. Poczułem, że robię jej obciach i to publicznie na dworcu.
– Przepraszam. – Położyłem uszy po sobie i zawstydzony swoim zachowaniem oddałem jej bagaż.
– Nic się nie stało – odpowiedziała ugodowo, zaraz stanowczo dodając – wsiadamy!
Ludzi było sporo, ale jakoś udało nam się znaleźć pusty przedział. Niestety, tylko co pociąg ruszył, do przedziału wpakowała się siostra zakonna z dużą walizą, którą usiłowała umieścić na półce nad fotelami. W pierwszej chwili chciałem jej pomóc, ale pomny ostrzeżenia Beaty się nie ruszyłem. Nie miałem jednak pewności czy równouprawnienie dotyczy też zakonnic, zanim jednak uporałem się z tym dylematem, zakonnica uporała się ze swoim bagażem i dylemat okazał się bezprzedmiotowy. Na oko miała tyle lat co sprzedawczyni w kiosku, może trochę młodsza i całkiem do twarzy było jej w tym habicie. Żeby być bardziej precyzyjnym, wyglądała w nim bardzo seksownie. Usiadła uśmiechając się do nas. Mnie jednak wesoło nie było. Co za pech! Z darmowego numerku w pociągu nici! A tak się napaliłem!

Pociąg wyjechał z miasta na otwartą przestrzeń i siostra przyjaciela zwróciła się do mnie:
– Jak masz kupon, to możemy zaczynać.
Spojrzałem zaskoczony najpierw na Beatę a zaraz później na zakonnicę.
– Nie przeszkadzajcie sobie dzieci – dobrotliwie, z pobłażliwym uśmiechem odezwała się siostra zakonna.
Skoro tak... wyciągnąłem kupon numer 2 z darmowym numerkiem z siostrą przyjaciela i podałem Beacie. Ta wstała, zręcznie rozłożyła stolik przy oknie i opierając się o niego wypięła tyłeczek odziany w czerwoną minispódniczkę i jak się domyślałem jakieś majteczki, których teraz jeszcze nie widziałem ani nie miałem pojęcia, jakiego koloru są. Miałem tylko nadzieję, że też będą czerwone. Właściwie to nie musiałem mieć nadziei. Stanąłem za dziewczyną i szybkim ruchem zadarłem spódniczkę. Z satysfakcją wbiłem oczy w jej osłonięty tylko czerwonymi figami tyłeczek. Ten widok omal nie doprowadził do rozerwania mi spodni. Tej idealnie seksownej dupci nie oparłby się żaden facet na Ziemi, a i poza Ziemią, jeśli jakiś by się znalazł, o takim napalonym jak ja już nie wspominając. Szczerze mówiąc, podejrzewam, że pewnie niejedna dziewczyna też by się nie oparła takiej pupie. Złapałem dłońmi za te jej pośladki, krótko z ogromną satysfakcją miętosząc. Krótko, bo nie zdołałem się oprzeć, aby nie wsadzić jednej ręki pod te jej mięciutkie czerwone figi, tak z przodu. Jęknęła, gdy moja ręka dotknęła płatków jej kwiatu, mokrych niczym po ulewie. Nie czekałem dłużej. Szybkim ruchem wręcz zerwałem z niej tę ostatnią osłonę chroniącą jej głębię kobiecości. Teraz była już całkowicie dostępna i widoczna. W pośpiechu rozpiąłem swoje spodnie, zdejmując razem z majtkami, aby było szybciej, szczególnie że mój pędzel znów niebezpiecznie przypominał laskę dynamitu tuż przed eksplozją. Niezwłocznie zagłębiłem się w tej jej wilgotnej jaskini, co siostra przyjaciela przywitała jękiem rozkoszy, jak poprzednim razem. Nie szczypałem się, tylko od razu zacząłem mocno chlupać w jej jamce. Nawet nie zauważyłem, kiedy przy nas przyklękła zakonnica obserwując jak to robię.
– Teraz rób tak – powiedziała wykonując ręką z dłonią zwiniętą w pięść ruch obrotowo posuwisty.
Zgodnie z jej sugestią zacząłem robić młynki, rozpychając się w pochwie Beaty.
– O tu jest łechtaczka – usłużnie podpowiedziała zakonnica.
Skąd ona to wie? Zaraz jednak sobie przypomniałem, że zakonnica to przecież też kobieta.
– Nie, proszę – jęknęła Beata – nie dam rady, to zbyt przyjemne... och... – i nie dała już rady mówić. Mogła tylko głośno pojękiwać.
– Teraz pchnij trzy razy mocno i jeszcze raz to, co poprzednio – odezwała się po jakimś czasie zakonnica pokazując ręką co powinienem zrobić, równocześnie nie przestając uważnie obserwować tego, co robię, a może czy prawidłowo dogadzam siostrze przyjaciela.

W chwili, gdy mocno ją pchnąłem, Beata wrzasnęła. Nie była w stanie już być cicho, krzyczała na cały głos, również, gdy powróciłem do delikatnego, obrotowego rozpychania się w niej.
– Teraz rżnij ile masz siły! – zakrzyknęła z impetem siostra zakonna do mnie, równocześnie wykonując gwałtowne ruchy ręką niepozostawiające wątpliwości jak powinienem postąpić. Usłuchałem. Pchnąłem tak mocno, aż nóżka stolika chrupnęła, o który opierała się siostra przyjaciela. Beata już zaczynała chrypnąć od wrzasku, gdy zakonnica klepiąc mnie po tyłku, abym zintensyfikował działania, szepnęła do ucha:
– Zostawiam was samych, niedługo moja stacja.
Zdjęła walizę z górnej półki i jeszcze spojrzała na mnie z dezaprobatą. Mocniej! – odczytałem z jej ust bezgłośne słowo, równocześnie wykonała gwałtowny ruch ręką z zaciśniętą pięścią, jak poprzednio. Nie bardzo wiedziałem jak mógłbym jeszcze mocniej. Beata i tak już chrypiała tracąc głos. Wtedy niespodziewanie zakonnica podciągnęła wysoko habit i... okazało się, że nie ma majtek! Za to miała śliczną, niezwykle podniecającą szparkę. Jaka szkoda, że to siostra zakonna, a nie siostra przyjaciela, pomyślałem z żalem, bo przecież został mi jeszcze jeden darmowy kupon. Ten widok wyzwolił we mnie jeszcze jakieś nieznane rezerwy siły. Skupiłem się na zupełnie już ochrypłej Beacie, ledwo wydającej z siebie jakieś dźwięki i zacząłem tak ją posuwać, że aż dało się odczuć jak wagon kiwa się na boki. W końcu dopadł nas gigantyczny, niewiarygodny wręcz orgazm. Beata już nawet nie miała siły, aby wydać z siebie jakikolwiek dźwięk, tylko ja ryknąłem jak żubr na rykowisku, chociaż żadnego naprawdę nie widziałem, a rykowiska też.

Ten orgazm musiał być naprawdę mega, bo nawet nie pamiętałem jak wróciłem do domu. Musiałem jednak jakoś wrócić, bo byłem w nim. Nieważne. Ważne, że został mi jeszcze ostatni kupon z darmowym numerkiem, który jutro zamierzałem wykorzystać.

Następnego dnia, gdy zawitałem do siostry przyjaciela, ta niespodziewanie zapytała:
– Może chciałbyś to zrobić z moją młodszą siostrą? To też siostra twojego przyjaciela więc wszystko będzie w porządku.
Strasznie się zdziwiłem. Kumpel nigdy nie wspominał, że ma młodszą siostrę. W ogóle mówił, że ma tylko jedną. Zresztą wielokrotnie bywałem u niego i nigdy nie widziałem drugiej siostry. Widząc moje zdziwienie Beata wyjaśniła:
– Widzisz, wczoraj miała jeszcze czternaście lat, więc nie mogła, a dzisiaj ma piętnaście więc już może.
Ahaaa! – Pomyślałem – to dlatego nic o niej nie wiedziałem. Teraz to jasne.
– Więc jak? – kontynuowała Beata – to jeszcze siksa, ale mogę ją zawołać.
– Zawołaj – byłem ciekawy tej młodszej siostry.
– Jolka, Jolka! – krzyknęła Beata.
Jolka po chwili jakby znikąd pojawiła się w pokoju. Była bardzo podobna do siostry, tylko trochę mniejsza. Nie było w tym nic dziwnego, miała przecież dopiero 15 lat. Nawet ubrana w takie same dżinsy i niemal identyczną bluzkę.
– Zobacz – powiedziała Beata pokazując kupon Jolce.
– Ale fajne! Naprawdę mogę? – zawołała Jolka łapiąc się za cipkę i dwa czy trzy razy podskakując.
– To jak decydujesz – zwróciła się do mnie Beata i obie wgapiły się we mnie.
Jolka nie przestając trzymać się za cipkę znów nieco podskoczyła.
– Już się podnieciłaś? – zwróciłem się do Jolki.
– Nieee – odpowiedziała – tylko siku mi się chce.
– To biegnij do kibelka – wspaniałomyślnie rzuciłem.
– Tylko zaczekajcie na mnie – zawołała biegnąc do kibelka.
– Mówiłam, siksa – rzuciła Beata.
– I jak? – zapytałem, gdy Jolka wróciła.
– Nigdy jeszcze nie byłam tak wysikana! – odpowiedziała radośnie.
– Ale ja pytam, czy się decydujesz.
– Jasne! – odpowiedziała wyrywając z ręki starszej siostry kupon numer 3.
– Jolka, Jolka pamiętasz lato, gdy pisałaś... – odezwała się tak jakoś dziwnie starsza.
Spojrzałem na Beatę ze zdumieniem.
– Ona jeszcze jest dziewicą – wyjaśniła.
– Aha – przyjąłem do wiadomości.
– To zostawiam was samych – powiedziała starsza i rozpłynęła się za drzwiami pokoju.

Oby tylko nie przestraszyła się i nie uciekła, skoro robi to pierwszy raz – pomyślałem. Na wszelki wypadek, aby mi się nie urwała wsunąłem ostrożnie rękę między jej nogi i pewnie złapałem za krocze, przyciągając do siebie.
– Hi, hi – pisnęła – jeszcze nikt mnie tak nie trzymał. Całkiem fajnie, tylko... – urwała.
– Co? – zapytałem zaciekawiony.
– Zaraz coś ze mną zrób, nie zostawiaj tu samej, o nie.
Dziwnie jakoś mówi, zauważyłem w myślach. Sam jednak sprowokowałem Jolkę do wypowiedzi, w związku z tym nie mogłem w tym miejscu marudzić. Może po prostu była zestresowana sytuacją.
– Bez obaw – łagodnym głosem starałem się ją uspokoić.
Równocześnie nie mogłem się oprzeć jakiemuś wewnętrznemu przekonaniu, że skądś te słowa znam, jakbym wielokrotnie wcześniej je słyszał. Tylko skąd? Starałem się to sobie przypomnieć, ale nic z tego nie wychodziło. Nieważne. Aby nie paplała dalej, zamknąłem jej usta pocałunkiem z języczkiem. Na szczęście całować się już potrafiła. Nie mniej cały czas na wszelki wypadek mocno, po męsku trzymałem ją za cipkę, aby się nie wyrwała. Całowaliśmy się już dobre kilka minut i trzeba było coś jeszcze zrobić. Jedyne co w tym momencie przyszło mi do głowy to pozbawić Jolkę ubrania i dziewictwa przy okazji. Tak jakoś dziwnie się złożyło, że wszystkie moje wcześniejsze dziewczyny nie były dziewicami, jakby w ogóle ich nie było, to znaczy dziewic, jakby wyginęły niczym mityczne stwory sprzed tysiącleci. Tym bardziej, rozumiecie, chciałem zakosztować dziewicy. W mgnieniu oka rozebrałem młodszą siostrę przyjaciela. Przyglądałem się jej niczym nieosłoniętemu ciału w pełnej krasie i doszedłem do wniosku, że jeżeli ustępuje urodą Beacie, to na pewno nieznacznie. Ostatecznie nic w tym dziwnego, przecież to siostra. Niespodziewanie Jolka lekko podskoczyła. Zaniepokoiło mnie to.
– Ale teraz siku nie chcesz? – zapytałem na wszelki wypadek.
– Nie – zadowolonym głosem odpowiedziała – tylko nie mogę już się doczekać – zachichotała.
Ach te młode to takie szybkie, pomyślałem kiwając ze zrozumieniem głową. Sam już nie mogłem się doczekać. Zdarłem z siebie ubranie.
– O jej, jaki duży! I jaki gruby! – zawołała wgapiając się w mojego pędzla z zachwytem i podziwem, zakrywając zaraz usta, aby chyba nie krzyknąć na jego widok.

Szczerze mówiąc nigdy nie myślałem w tak dużych kategoriach o swoim pędzlu, chociaż wstydzić nie mam się czego. Niemniej przez wrodzoną skromność nie zaprzeczyłem słowom siksy.
– A lubisz lody? – zapytałem, bo coś kosmatego zaświtało mi głowie.
– Aha, bardzo – odrzekła, a jej oczy zaraz się zaświeciły.
To raczej nie będzie problemu, pomyślałem z ulgą, głośno jednak powiedziałem co innego.
– To spróbuj, to jak lody.
Dla pewności czy aby zrozumiała moje kosmate myśli zamachałem członkiem, który aż wyrywał się, aby poczuć gorące, dziewicze usta młodszej siostry przyjaciela. Dziewczyna uklękła przede mną. Westchnęła ujmując dłonią trzon penisa jakby to był kubek z lodami. Mile połechtany tym wiernopoddańczym gestem wobec mojej męskości, zachwycony i wzruszony zamknąłem oczy. Aż syknąłem z podniecenia, gdy językiem omiotła żołądź, niczym markowy wentylator. Zacząłem posuwać ją w usta, a ta tylko mlaskała i siorbała jakby naprawdę lizała lody. Przyznam, że te odgłosy w połączeniu z wirującym językiem bardzo mnie podniecały. Normalnie wirujący seks! Czegoś takiego jeszcze nie przeżyłem. Po prostu dziewczyna idealna jak jej siostra, chociaż siksa. Nikt jednak nie jest doskonały. Beata... Boska Beata... Tak się rozmarzyłem o Beacie, że moja nabrzmiała trąbka omal nie odegrała finału. Cofnąłem się szybko przerywając pieszczoty siksy. W ostatniej chwili przypomniałem sobie o głównym moim celu: ROZDZIEWICZENIE.
– I jak? – zapytałem próbując opanować dyszenie.
– Całkiem fajnie, smakuje podobnie, tylko nie rozpuszcza się jak lody – zauważyła.
Tego by tylko brakowało, gdyby się rozpuścił, pomyślałem ze zgrozą, na wszelki wypadek dyskretnie rzucając okiem, czy wszystko jest OK. Było OK.

Klapnąłem na pobliskiej kanapie i drżącą z pośpiechu ręką nałożyłem ostatnią darmową prezerwatywę.
– Wskakuj! – zarządziłem, ponownie wywijając pędzlem, aby młodsza siostra przyjaciela nie miała wątpliwości, o jaki skok chodzi.
Na szczęście, mimo że dziewica, ale jak domniemywałem doskonale uświadomiona przez starszą siostrę, wiedziała co robić wskakując mi na kolana.
– Dziupla! – zakrzyknęła nadziewając się na penisa.
Nieco zdziwił mnie ten okrzyk, ale być może jest to tradycyjne zawołanie w tej rodzinie w momencie utraty dziewictwa, przez żeńską linię tej rodziny ma się rozumieć.
Od początku nasza współpraca układała się idealnie. Ja posuwałem się w jej śliskim wnętrzu, a ona ujeżdżała mnie jak rumaka. Oboje coraz mocniej się podniecaliśmy, gdy ja zaczynałem pojękiwać, Jolka już porządnie krzyczała. I zrobiło mi się niewiarygodnie przyjemnie. Nie uwierzycie, ale równocześnie osiągnęliśmy orgazm. Nigdy jeszcze aż taki! Głośno ryknąłem wytryskując we wnętrzu dziewczyny z potężną siłą. Nie było co się krępować, wiedziałem już, że prezerwatywa wytrzyma.

– Drrrrrrrryń, drrrrrrrryń... – darła się Jolka przeżywając orgazm.
Jakoś dziwnie, pomyślałem otwierając oczy. Mój pędzel właśnie wypluwał z siebie ostatnie porcje spermy. Cholera, wkurzyłem się, co mnie podkusiło, aby spać bez piżamy. Znowu będę musiał zmieniać pościel. Drrrrrrrryń, drrrrrrrryń... – cały czas darł się budzik, przerażony tym, że nie może mnie dobudzić. Potraktowałem go mocno z góry i zaraz poczułem wyrzuty sumienia. W końcu to nie jego wina. Sam ustawiłem go na tę godzinę. Robił to, co do niego należało. Nabrałem do płuc tyle powietrza ile się dało i zaraz wypuściłem. Dwóch rzeczy w tym momencie byłem pewien. Jednej może nie do końca. Pierwsza to gdy skończę studia wynajdę budzik, który nie będzie przerywał takich snów – tego akurat nie byłem całkiem pewny. Druga sprawa to, że dziś powiem Beacie co do niej czuję i jak ważna jest w moim życiu i jak bardzo chcę ją przelecieć. No może to ostatnie niekoniecznie powiem. Trudno, niech mnie wyśmieje, wykopie za drzwi czy wyrzuci oknem. Trudno. Muszę jednak wiedzieć, na czym stoję, muszę to jej powiedzieć, zanim kolejny poranny wytrysk urwie mi pędzel.


W opowiadaniu wykorzystano fragmenty tekstu piosenki „Jolka, Jolka pamiętasz” Budki Suflera.
Dodaj do ulubionych
13,020
Podziel się ze znajomymi
8.69/10

Jak Ci się podobało?

Średnia: 8.69/10 (35 głosy oddane)

Pobierz powyższy tekst w formie ebooka

Komentarze (19)

paty_128

paty_128 · 13 kwietnia 2016+0

Zależy, w jakim mieście grin
Jak to jest wkładać do szarlotki?

Nigdy jeszcze nie byłam tak wysikana!
mistrz xd

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
MarySue

MarySue · 13 kwietnia 2016+0

obśmiałam się jak norka grin zadanie specjalne: znajdź zdanie w którym napisałeś "te jej ciało" i popraw, bo mam świeżo farbowane włosy i nie chcę od razu osiwieć grin

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Nazca

Nazca · 14 kwietnia 2016+0

Wielki plus za pomysł. Małe plusiki za zakonnicę i zakończenie.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Indragor

Indragor · 14 kwietnia 2016+0

Dziękuję za opinie. Jeżeli kogoś rozbawiłem, a widzę, że tak, to cieszę się – taki był cel opublikowania powyższego opowiadania smile

@paty_128
Kup lub upiecz szarlotkę i wetknij palec w tą część gdzie jest jabłko smile

@MarySue
Nie ma takiej sekwencji słów, proszę bardziej przybliż problem.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
MarySue

MarySue · 14 kwietnia 2016+0

Zanim jeszcze w przedpokoju odwróciła się do mnie tyłem zdążyłem zauważyć pod jej białą koszulką na guziki prześwitujące odrobinę ciało. Te cudowne jej ciało. W dodatku wydało mi się, że nie ma na sobie stanika.


Proszę bardzo.
Ciało zawsze jest TO , te przynależą do liczby mnogiej ciał grin A Beatka ma zdaje się tylko jedno ciało grin
TE jej nogi. TE jej piersi, TE jej oczy, ale TO jej ciało, TO jej łono, TO jej westchnienie... smile

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Indragor

Indragor · 14 kwietnia 2016+0

Najwyraźniej mam tendencję do nadużywania "te" smile . Dzięki MarySue, poprawione.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
paty_128

paty_128 · 15 kwietnia 2016+0

Nie tylko ty grin

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
adix

adix · 15 kwietnia 2016+0

Podobało mi się. Zabawne i ciekawie napisane.
Cztery razy użyłeś zwrotu "położyć uszy po sobie". Wymieniłbym ze dwa przypadki na jakieś synonimy.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Indragor

Indragor · 15 kwietnia 2016+0

Dzięki adix. Wielokrotne użycie tego zwrotu jest celowe. Stanowi element charakteryzujący głównego bohatera.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Red

Red · 16 kwietnia 2016+0

– I jak? – zapytałam próbując opanować dyszenie.

I jeszcze zmień tą kobiecą formę na męską ;D

Poza tym, extra grin

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Indragor

Indragor · 16 kwietnia 2016+0

Dzięki Red. Literówka poprawiona.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Krystyna

Krystyna · 19 czerwca 2016+0

T-CONDOME – przeczytałam krwistoczerwony napis

przeczytałem
jeszcze prezerwatywy w jakieś rozsądnej cenie?

jakiejś
Beata zaraz jak wprowadziła mnie do pokoju usiadała na łóżku po turecku skupiając na mnie swoją uwagę.

przecinek po "po turecku"
– Poderwała się tak gwałtownie z łóżka,

zbędny myślnik
Powiedziała to taki sposób,

brakuje "w"
Tyle że nie zamierzałem spełniać jej prośby.

brak przecinka
Nie dociekałem jednak co, tylko skupiłem się na przyjemności, jak sądzę słusznie, szczególnie że siostra przyjaciela namiętnie szepnęła:

sugestia: podzieliłabym na dwa zdania pierwsze kończąc "na przyjemnościach"
– Zostaw, poradzę sobie – syknęła ostrzegawczo jak lwica broniąca młodych.

"syknęła jak lwica" lwica nie syczy, czyżbym się myliła wink
Nie miałem jednak pewności czy równouprawnienie dotyczy też zakonnic, zanim jednak uporałem się z tym dylematem, zakonnica uporała się ze swoim bagażem i dylemat okazał się bezprzedmiotowy.

kolejna sugestia : kropka po wyrazie "zakonnic"
Równocześnie nie mogłem oprzeć jakiemuś wewnętrznemu przekonaniu,

oprzeć się
Ogólnie fajnie się czyta. Polecam smile

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Indragor

Indragor · 22 czerwca 2016+0

Dzięki za uważne czytanie, Krystyna smile
Drobne błędy poprawiłem. „Tyle że” sądzę, iż jednak powinno być bez przecinka, dlatego zostawiam bez zmian. (MarySue, co ty na to?).
Kiedyś ktoś mi powiedział, że mam tendencję do tworzenia zdań wielokrotnie złożonych. Staram się ograniczać, ale są one takie fajne wink . Dlatego zostawiam bez zmian te takie bardziej rozbudowane, które wskazałaś. Poza tym nie chcę zaburzać rytmu opowieści. Inaczej przecież akcentuje się kropkę a inaczej przecinek.

Masz rację: lwica nie syczy, ale całe opowiadanie jest napisane z przymrużeniem oka. Mogłem napisać tylko „syknęła ostrzegawczo”. Jednak zależało mi na podkreśleniu komizmu tej sytuacji, stąd „syknęła ostrzegawczo jak lwica broniąca młodych”, podobnie jak wcześniej „Guziki w popłochu przed moją brutalnością rozbiegły się w różnych kierunkach”.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Krystyna

Krystyna · 22 czerwca 2016+0

Indragor To były jedynie sugestie. To TWOJE OPOWIADANIE i tylko Ty decydujesz o ostatecznej wersji.

A tak na marginesie. Wypadałoby zabrać się za poprawki w moich tekstach ... Ależ mi się nie chce ... unhappy

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Indragor

Indragor · 22 czerwca 2016-1

Krystyna napisała:
To były jedynie sugestie. To TWOJE OPOWIADANIE...

No tak, ale uważam, że czytelniczce (a i czytelnikowi również) należy się wyjaśnienie smile .

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
kari45

kari45 · 4 października 2017+0

Dziupla wygrała grin

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Indragor

Indragor · 5 października 2017+0

Cieszę się kari45, że udało mi się Cię rozbawić smile .

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Torment

Torment · 6 października 2017+0

Rewelacja. Najbardziej podobał mi się fragment z Jolką, która w moich oczach wyglądała jak podlotek. Opowiadanie w trakcie czytania nabiera surrealizmu, szczególnie w scenie z zakonnicą, ale całość świetnie zwieńczona budzikiem. I zdecydowanie popieram słowa Kari45 - Dziupla wygrała wink

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Indragor

Indragor · 7 października 2017+0

Dziękuję, Torment, za podzielenie się wrażeniami smile .

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

lub

Inne popularne opowiadania Indragor: