W co grasz ze mną?

Krystyna Krystyna

24 sierpnia 2017

hourglass 30 min

Dla M.

Nie znała miasta. Musiała zapytać o drogę przypadkowego przechodnia. Jeszcze raz spojrzała w niebo. Chyba będzie burza - pomyślała, widząc nadciągające ciemne chmury. Skierowała się w stronę wskazanej jej, najbliższej kawiarni. Weszła do środka i uważnie rozejrzała się po lokalu. Ku jej radości niewiele osób było wewnątrz. Kiedy zajmowała miejsce przy stoliku, pierwsze krople deszczu zaczęły cicho uderzać w szybę okna. No i rozpadało się - pomyślała zrezygnowana i lekko tym rozdrażniona. Chociaż jeszcze przed chwilą było parno i duszno, i deszcz na pewno przyniesie ulgę, nie była zachwycona. Czekała ją daleka droga do domu. Zajmie jej to pewnie z pięć godzin jazdy samochodem, a kto wie, czy nie dłużej. Do tego była już szósta po południu. Niby jeszcze nie tak późno, ale chmury skutecznie zasnuły niebo, przyśpieszając nadejście zmroku. Postanowiła więc odpocząć chwilę, wypić kawę i zastanowić się, co ma dalej robić. Nie była w najlepszym nastroju. Wcześniejszy pogrzeb, a potem stypa w gronie bliższej i dalszej rodziny nie były powodem do radości. Jeszcze przed końcem uroczystości pożegnała się i wyszła, tłumacząc to daleką podróżą. Tak naprawdę, to miała dosyć atmosfery panującej podczas rodzinnego spotkania, wiecznych pytań: Co u ciebie?, Gdzie pracujesz?, Jak ci się ułożyło?... i to od osób, które ledwo pamiętała lub nawet wcale.
Zamówiła kawę i zamyśliła się. Przyszła jej do głowy pewna myśl, która nie dawała jej spokoju. W pobliżu, jakieś pół godziny drogi, mieszkał mężczyzna, znajomy, przyjaciel... Ktoś, za kim tęskniła, i z kim chętnie by się spotkała. Nadarzyła się super okazja. Kto wie, kiedy kolejna taka się trafi? Ciekawe, czy jest w domu, a co ważniejsze, czy zechciałby się z nią spotkać? Nie rozmawiali ze sobą wystarczająco długo, aby nie mogła mieć wątpliwości. Wyjęła telefon i na mapie sprawdziła położenie miejscowości. Zjechałabym z głównej drogi jakieś pięć kilometrów. Nawet, gdybyśmy się nie spotkali, wiele nie nadłożę - w myślach szybko przeliczała trasę.
Sama niewielka różnica nie zadecydowała o podjęciu decyzji. Bardzo chciała wykorzystać okazję do spotkania. Zebrała swoje rzeczy ze stolika, zapłaciła za kawę i wyszła z lokalu. Tymczasem deszcz rozpadał się już mocno, więc przyśpieszyła i niemal podbiegła do samochodu. Siedząc w środku ponownie zastanowiła się nad podjętą wcześniej decyzją. Za bardzo chciała się spotkać, aby ją zmienić. Teraz była pewna, że powinna zaryzykować. Uruchomiła silnik i ruszyła. Po kilku kilometrach odszukała w telefonie interesujące ją imię i zadzwoniła. Chwilę czekała na znajomy głos.

- To naprawdę ty? - usłyszała niedowierzanie w głosie swojego rozmówcy.
- Tak, to ja... - niespodziewanie dla niej samej coś ścisnęło ją za gardło.

Nie wiedziała, co ma powiedzieć. Myśli kołatały w głowie, przeskakiwały z tematu na temat. Wtedy padło pytanie, które przerwało ciszę.

- Jesteś szczęśliwa? Masz kogoś?
- Jest ktoś... nie wiem... to skomplikowane... Widzisz... on o niczym nie wie...
- Mhy...

Znowu zapadła cisza i to znowu on ją przerwał.

- Czy mi się wydaje, czy jesteś w drodze?
- Nie mylisz się. Właśnie jadę do... - urwała nagle, nie wiedząc, jak powiedzieć prawdę.
- Do niego? - podchwycił. - Wybacz moje pytanie, ale skąd ten telefon do mnie? Nie wiesz, czy dobrze robisz? Mam ci doradzić? Kiedyś tak, ale teraz... nie jestem pewien, czy mam prawo ci cokolwiek sugerować.
- Nie o radę chodzi. Czas pokaże, jak się ułoży. Wiem, że to dziwnie zabrzmi, ale chciałam cię usłyszeć. Mów, co u ciebie.
- U mnie bez zmian, nadal na tym zadupiu. Jedynie praca dotrzymuje mi towarzystwa - tu westchnął. - Rozłączę się na chwilę. Mam ochotę zapalić, a właśnie skończyły mi się papierosy. Przyniosę i oddzwonię.

Mężczyzna rozłączył się, schował telefon do kieszeni. Wolnym krokiem skierował w stronę domu. Wszedł do środka i uważnie się rozejrzał, wypatrując paczki z papierosami. Wyjął zapalniczkę z kieszeni spodni i sprawdził, czy działa. Zaopatrzony we wszystko, czego potrzebował, wyszedł ponownie na dwór. Tam, ruszył w stronę rozłożystego kasztanowca, dającego przyjemne uczucie chłodu, w dzisiejszy, parny wieczór. Oparł plecami o jego pień i zapalił papierosa. Zaciągnął się raz, potem kolejny. Dopiero wtedy wrócił myślami do chwilę temu odbytej rozmowy. Telefon go zaskoczył. Kiedy ostatni raz rozmawialiśmy? - zastanowił się. - Rok temu, może nawet dawniej. Widzieliśmy się jeszcze dawniej. Upłynęło już pewnie ze trzy lata - podsumował obliczenia.
Początkowo dzwonili do siebie niemal codziennie. Z czasem telefon odzywał się coraz rzadziej, aż w końcu całkowicie zamilkł.
Dlaczego tak się stało? Co było przyczyną? - wiele pytań cisnęło mu się do głowy. Na niektóre odpowiedź pojawiała się od razu, na inne nie znajdował odpowiedzi. Chyba nawet nie dociekał.
Była jego ostatnią stałą partnerką. Spotkał po niej kilka kobiet, żadna jednak nie miała ,,tego czegoś", co skłoniłoby go do związania się z nią na dłużej.

Ponownie zaciągnął się głęboko i wrócił myślami do początków znajomości. To było kilka lat temu... Co pięć lat od zakończenia studiów, on i reszta paczki, mieli zwyczaj spotykać się. Pogadać, rozerwać, jak za dawnych czasów, dowiedzieć, jak się komu układa. Ot, takie pogaduchy, przy dobrym alkoholu i w doborowym towarzystwie. Siedzieli właśnie w jakimś pubie dobrze się bawiąc, złączywszy uprzednio stoliki. Wyszedł na chwilę zaczerpnąć powietrza. Wracając spostrzegł kobietę. Siedziała samotnie przy stoliku. W jednej dłoni trzymała niemal pełny kieliszek. Podnosiła go wolno, a kiedy dotykał jej warg, jakby się rozmyślała i odstawiała z powrotem na blat. Drugą dłonią bawiła się serwetką. Chwilę się zatrzymał i obserwował kobietę.
Niezła - uśmiechnął się do swoich myśli. Nawet nie bardzo wiedział, dlaczego tak o niej pomyślał. Nie widział jej twarzy. Siedziała bokiem do niego, a jej długie, ciemne włosy dodatkowo zasłaniały resztę.
Pewnie czeka na kogoś - dokończył myśl i szybko wrócił do towarzystwa, zapominając o kobiecie. Kiedy jednak, po jakimś czasie, odwrócił się, jego wzrok ponownie zatrzymał się na tamtym stoliku. Nadal siedziała sama. Teraz mógł zobaczyć jej twarz. Patrzyła przed siebie niewidzącym wzrokiem, jakby nie interesowało jej, co dzieje się obok. Czasem jej wzrok ślizgał się po ścianach lokalu, czasem zatrzymywał na wesołym i podchmielonym towarzystwie. Miał wielką ochotę podejść do niej i zaprosić do stolika. Tylko, jak to zrobić? Odmówi, albo, co bardziej prawdopodobne, pogoni. Rozejrzał się po sali, jakby tu szukał pomysłu. I o dziwo, znalazł go. Pod ścianą stała szafa grająca, pamiętająca czasy młodości, kto wie, czy nie jego rodziców.
Ciekawe, czy działa, czy stoi tu tylko dla dekoracji? - przemknęło mu przez myśl.
Podszedł bliżej i szybko przejrzał listę utworów. Znalazł coś, co go zadowoliło i wrzucił monetę. Szafa zadrżała, a ramię zaczęło wyszukiwać wybranej płyty. Kiedy podchodził do jej stolika rozległ się dźwięk trąbki...

- Mogę? - zapytał.

Kobieta ze zdziwieniem podniosła wzrok na niego, nie bardzo rozumiejąc, czego od niej oczekuje.

- Zatańczymy? - bardziej wyjaśnił, niż zapytał, wyciągając rękę zapraszająco.

Uśmiechnęła się i podniosła, jednocześnie podając mu dłoń.
Przeszli bliżej muzyki. Utwór musiał być bardzo krótki, bo zanim objął ją w talii i lekko przyciągnął do siebie, już się skończył.

- O nie! - powiedział zawiedziony. - Nie odchodź, zaraz nastawię kolejny utwór.

Tym razem wrzucił kilka monet i wrócił do czekającej partnerki. Ponownie ujął jej dłoń, a drugą objął ją w pasie. Poczuł przez materiał sukienki przyjemne ciepło jej ciała.
Miło trzymać kobietę w ramionach - na tę myśl uśmiechnął się. Kobieta odwzajemniła uśmiech. Nachylił głowę i przytulił do jej. Poczuł zapach perfum. Nie takich, jakie lubił u kobiet, delikatnych i lekkich. Ona pachniała opium. Widocznie jednak użyła ich w bardzo małej ilości, ponieważ zapach, chociaż ciężki i zwykle duszący, otaczał ją niemal niewyczuwalną mgiełką. Ku swojemu zaskoczeniu musiał przyznać, że idealnie do niej pasuje. Do jej karnacji, ciemnych włosów, nawet do czerwonej sukienki. W tańcu swobodnie poddawała się jego ruchom.
Idealna partnerka do tańca - przyznał w myślach. - Ciekawe, czy tylko do tańca? - zadał sobie pytanie i ponownie się uśmiechnął.
Jej zapach, ciepło ciała i ta swoboda, z jaką dawała się prowadzić spowodowało, że zaczął odczuwać podniecenie rosnące z każdą mijającą minutą. Uśpiony dotąd penis budził się nabierając mocy i coraz wyraźniej stawał się wyczuwalny, a co gorsze, również zauważalny. Prężył się, jak dziki zwierz gotowy zaatakować.

- Co robisz sama w tym pubie? - zagaił rozmowę, chcąc odwrócić swoje myśli od kobiety, od nieodpartej chęci pieszczenia językiem jej odsłoniętej szyi, od namiętnych pocałunków składanych w wyobraźni na lekko rozchylonych ustach. - Pewnie czekałaś na kogoś, a on się nie zjawił.

Roześmiała się na te słowa.

- Nic z tych rzeczy. Miałam tu kilka spraw, a przy okazji odwiedziłam rodzinę. Chciałam chwilę oderwać się od problemów, posiedzieć, przemyśleć kilka spraw. Dlatego tu weszłam. Jutro wracam do domu. To wszystko.
- Nie jesteś stąd... Z daleka?
- Z daleka. Jakieś czterysta pięćdziesiąt kilometrów. Podróż zajmie mi z pół dnia.
- Zatrzymałaś się u rodziny? - dopytywał.
- Nie. Firma zapewniła mi hotel. Właśnie... zrobiło się późno, powinnam już iść. Rano mam pociąg.
- Odprowadzę cię - szybko zaproponował.
- Nie trzeba, zostań. Widziałam, że jesteś z towarzystwem, a ja mam raptem przecznicę do hotelu. Sama trafię - na te słowa roześmiała się serdecznie.
- To daj chociaż jakieś namiary na siebie. Nie musi być od razu adres, ale telefon... Co ty na to? Może będę kiedyś w twoich stronach to się odezwę, dam się zaprosić na kawę - zażartował.

Chwilę się zawahała, kiedy wyjął telefon z zamiarem zapisania numeru. Po namyśle jednak podała go i dodała:

- Wpisz ,,Ewa", żebyś wiedział, do kogo będziesz dzwonić.
- Poważnie Ewa? - zapytał z niedowierzaniem. - Adam jestem.

Kobieta wyszła z lokalu, a on wrócił do swojego towarzystwa.

Od tamtego wieczoru minęły trzy miesiące. Mężczyzna pakował torbę do samochodu. Zamierzał spędzić kilka dni nad morzem, odpocząć, zmienić klimat, nawdychać się jodu.
Gdyby tak zadzwonić do Ewy, przypomnieć się. Jej dom wypada niemal w połowie drogi... Przydałaby się chwila odpoczynku, jakaś wspólna kawa, rozmowa... Nie namyślając się długo wybrał numer.

- Cześć, Adam z tej strony. Ten, z którym jakiś czas temu tańczyłaś w pubie, będąc na jakimś służbowym wyjeździe. Pamiętasz mnie? - zapytał, niecierpliwie oczekując odpowiedzi.
- Oczywiście, że pamiętam. Miło cię usłyszeć.
- Będę dzisiaj, około południa, przejeżdżał obok ciebie. Co powiesz na spotkanie, kawę?
- Chętnie. Kiedy będziesz blisko odezwij się. W tym czasie zastanowię się, gdzie się spotkamy.

Wybrała lokal, gdzie zjedli obiad i... rozmawiali, rozmawiali, rozmawiali. Nie brakowało wspólnych tematów. Czas mijał nieubłaganie i nawet nie spostrzegli nadejścia wieczoru.
Nie dotarł wtedy nad morze. Cały urlop spędził z Ewą. Wracając do domu czuł, że zrobi wszystko, aby znowu się z nią spotkać i to jak najszybciej. Wiedział, że chce spędzić z nią więcej niż tylko ten tydzień.

Ponownie zapalił papierosa i głęboko się zaciągnął. Jej obraz powrócił do niego, jakby rozstali się chwilę temu. Doskonale pamiętał każdy szczegół jej twarzy, kolor włosów, oczu. Pod dłonią niemal wyczuwał krągłość piersi, pośladków, wcięcie w talii. Wyraźnie wróciło wspomnienie rozchylonych ust i koniuszka języka, który delikatnie drażnił każdy zakamarek jego ciała. Na tę myśl dreszcz przeszedł mężczyznę, sięgając lędźwi. Serce mocniej zabiło. Poczuł podniecenie, jakby Ewa była obok. Cholera! Miałem oddzwonić - zreflektował się.

Kobieta uważnie rozglądała się za zjazdem. Bała się go przegapić. Silny deszcz jeszcze tu nie dotarł, ale pierwsze krople i szybko nadciągający zmierzch utrudniały widoczność. Jest! - odetchnęła z ulgą. - Jeszcze jakieś pięć kilometrów, może siedem, i jestem na miejscu. Dlaczego nie dzwoni? Czyżby się rozmyślił i nie chce ze mną rozmawiać? - wkradło się zwątpienie. Po przejechaniu kolejnego odcinka drogi ujrzała światła w oknach domów. Tablica z nazwą upewniła ją, że dobrze jedzie. Jeszcze tylko znaleźć dom i będzie na miejscu. Nigdy tu nie była, ale drogę znała. Tak przynajmniej sądziła. Kiedyś wielokrotnie sprawdzała ją na mapie satelitarnej wierząc, że tu przyjedzie. Zwolniła, a samochód pomału mijał kolejne zabudowania. Dojechała do skrzyżowania i spojrzała na nazwę ulicy. To ta! - miała ochotę krzyknąć radośnie, ale głos odmówił posłuszeństwa. Serce zaczęło bić szybciej. Poczuła tremę, może nawet strach. Dlaczego nie dzwoni? Co ja tu w ogóle robię? Może lepiej zawrócić zanim najem się wstydu? O niczym się nie dowie. Nie powiem mu, że tu byłam, tak blisko. Jechała jednak dalej. Wtedy odezwał się telefon.

- Już mam papierosy. Teraz możemy spokojnie rozmawiać - usłyszała.
- Jesteś w domu? - zapytała niepewnie.
- Nie. Tam nie da się wysiedzieć, taka duchota. Palę przed domem - odpowiedział rozbawionym głosem.
- Pod kasztanowcem?
- Skąd wiesz? - zaskoczyło go pytanie.
- Coś tam jeszcze pamiętam. Lubiłeś pod nim stać. Chować się w jego cieniu lub przed deszczem.
- Mhy... więc to też pamiętasz...

W oddali ujrzała zarys znajomego budynku...

- Daj mi chwilę, nie mogę teraz rozmawiać. Zaraz dokończymy. Ok? - mówiąc to rozłączyła się.

Zwolniła jeszcze bardziej, wyłączyła światła chcąc pozostać niewidoczna. Samochód wolno toczył się dalej. Zatrzymała go na wysokości domu. Wyjęła kluczyk ze stacyjki i wysiadła z auta. Krople deszczu, jakby ją zaskoczyły. Podniosła twarz wysoko, przymknęła oczy i chwilę rozkoszowała się mokrym chłodem. Sprawdziła jeszcze, czy zamknęła drzwi i ruszyła przed siebie w kierunku drzewa. W połowie drogi wyjęła telefon i ponownie zadzwoniła. Usłyszała sygnał telefonu, jego telefonu...

- Zrób coś dla mnie - niemal wyszeptała, aby usłyszał ją tylko w aparacie. - Zamknij teraz oczy i chwilę nie otwieraj. Pomyśl, że jestem blisko, tuż obok.

Ponownie się rozłączyła.
Co to za gra? - zastanowił się. - Chce mnie podniecić, czy o co jej do cholery chodzi? Jeżeli taki miała cel to jej się udało. Już sam jej głos zadziałał. Do tego ten szept, urywany oddech. Podnieciłem się, jak szczeniak na myśl o pierwszej cipce, którą zobaczył. - Pomyślał z lekkim rozbawieniem czując, jak krew napływa do penisa, a ten powiększa się i twardnieje. - Ciekawe, co teraz wymyśli. - Zamknął jednak oczy i mocniej przylgnął plecami do pnia.

Starała się iść bardzo ostrożnie, aby nie usłyszał jej kroków. Nawet, gdyby była mniej uważna to i tak deszcz skutecznie je głuszył. Podeszła blisko, bardzo blisko i stanęła tuż przed mężczyzną. Wystarczyło wyciągnąć rękę, aby go dotknąć. Zamknął - zauważyła z ulgą. - Nie podejrzewa, że jestem tuż obok. Jak zareaguje na mój widok? Zbeszta za milczenie, czy ucieszy się? Niepewnie podniosła rękę i delikatnie przesunęła palcami wzdłuż policzka mężczyzny. Zadrżał, ale oczy miał nadal zamknięte. Jakby nie uwierzył w to, co poczuł. Teraz już pewniej dotykała jego twarzy, czoła, nosa, warg, podbródka...

Wolno otwierał oczy, jakby bojąc się rozwiać powstały w głowie obraz. Śni na jawie? Czuje coś, czego czuć nie może, nie powinien. Ona jedzie gdzieś tam, daleko, do swojego faceta, z którym chce być, a on wyobraża sobie, jak go dotyka, pieści opuszkami. Otworzył szeroko oczy, Zobaczył pierw jej zielone oczy, bardziej domyślając się barwy, niż widząc ją rzeczywiście, które wpatrywały się w niego bardzo uważnie. Potem wzrokiem objął całą jej twarz, sylwetkę. Stała przed nim z mokrymi od deszczu włosami, w przemoczonej sukience.

- Ewa - zdołał wyszeptać.
- Ciii -przysłoniła mu usta dłonią. - Tak, to ja Adamie.

Przysunęła się do niego, głową dotykając policzka. Poczuł łaskotanie mokrych włosów. Przylgnęła całą sobą. Wyraźnie wyczuwała, jak cały drży. Objął ją ramionami mocno, jakby się bał, że za chwilę zniknie, że wszystko okaże się wytworem jego wyobraźni. Wysunęła się z objęć i przesuwając dłonie wzdłuż jego boków zaczęła pomału osuwać się coraz niżej, nadal mocno przylegając ciałem.

Dreszcze zawładnęły jego ciałem, stado mrówek w szaleńczym pędzie biegło do stóp, by zaraz wracać coraz wyżej i sięgnąć włosów. Serce waliło jak szalone. Złapał ją znowu mocno i podniósł. Nie chciał, aby wyczuła jego silne podniecenie, chociaż pewnie dawno to zauważyła. Trzymał ją ramionami i głęboko zaglądał w oczy. W myślach robił coś zupełnie innego. Szybkim ruchem obrócił ją i teraz to ona stała oparta o drzewo. Docisnął mocniej do pnia, złapał za ręce i unieruchomił nad głową jedną dłonią. Drugą zadarł sukienkę i jednym szarpnięciem zdarł z niej majtki. Rozsunął zamek w spodniach, kolanem rozepchał nogi kobiety. Nie broniła się, kiedy wchodził w nią brutalnie. Zamknęła oczy, a z rozchylonych ust dało się słyszeć pojękiwanie. Wdzierał się szybko i głęboko. Z każdym kolejnym ruchem coraz mocniej i głębiej. Orgazm nadszedł szybko, wraz z jednym długim strzałem, potem kolejnymi, już mniejszymi. Chciwie łapał powietrze, uspokajał się. Wtedy dotarło do niego, że materiał klei się do niego, że lepka ciecz wypełniła nie ją, a jego bokserki. Kurwa! Co się ze mną dzieje, do cholery? - nie mógł uwierzyć w to, co się stało.

Kobieta mocno przywarła ciałem do mężczyzny. Sutki nabrzmiały i stały się wrażliwsze na bodźce. Boleśnie dotykały od wewnątrz koronki biustonosza. Zaczęła pocierać nimi o tors partnera. To spotęgowało podniecenie. Jej biodra kołysały się, ocierając o biodra mężczyzny. Przez materiał spodni wyraźnie wyczuwała twardą męskość. To zadziałało na nią ze zdwojona siłą. W kroczu pulsowało, fale gorąca rozpaliły całe ciało. Majtki lepiły się od wypływających z niej soków. Przyśpieszyła ruchy bioder coraz silniej napierając na twardego penisa. Oddech przyśpieszył, stał się płytszy, urywany. Z otwartych ust wydobywały się jęki. W myślach pojawił się obraz wypełniającego ją kutasa. To wystarczyło. Jej głowa opadła bezwładnie na ramię mężczyzny, po przebytym właśnie orgazmie.
Stali bez ruchu, zasłuchani w swoje oddechy, z myślami krążącymi nadal wokół przeżytej chwili.

Uspokoiwszy się, mężczyzna lekko odsunął kobietę od siebie, przyglądnął ponownie, jakby dopiero teraz ją ujrzał.

- Jesteś cała przemoczona, Ewuś - odezwał się. - Chodź do domu. Jeszcze mi się przeziębisz - dodał z troską w głosie.

Weszli do środka. Mężczyzna ciągle przyglądał się towarzyszce. Kobieta ciekawie rozglądała się po pomieszczeniu. Była tu po raz pierwszy i wszystko ją ciekawiło.

- Potem sobie pooglądasz. Teraz najlepiej będzie, jak weźmiesz prysznic i przebierzesz się w coś suchego.

Podszedł do szafy i wyjął z niej T-shirt i krótkie spodenki.

- Powinno pasować - zlustrował kobietę podając ubranie. - Wybacz ale damskiej bielizny nie mam - roześmiał się na swoje słowa, - Mogłaś uprzedzić, że przyjedziesz zmoknięta. Przygotowałbym się - mówiąc to, puścił oczko do kobiety.

Już nie było w nim napięcia towarzyszącego mu od pierwszych słów telefonicznej rozmowy. Znowu czuł się swobodnie, rozluźniony.

Weszła pod prysznic dokładnie spłukując z siebie pot i pozostałości lepkich soków. Następnie przeprała bieliznę i rozwiesiła na suszarce. Chyba nie będzie mieć nic przeciwko, że tak się panoszę? - uśmiechnęła się. Wytarła włosy i rozczesując je spojrzała w lustro. Pod założoną koszulką wyraźnie rysowały się sterczące brodawki. Trudno. Niech widzi, że jestem podniecona - podsumowała swój wygląd i skierowała do pokoju.

Mężczyzna stawiał właśnie na stole talerze z parującym mięsem. Po chwili doniósł pokrojoną, świeżą paprykę i ogórki.

- Zaraz będzie herbata z cytryną. Dobrze ci zrobi - zawołał już z kuchni. - Nie mam nic specjalnego, nie spodziewałem się gości. Gościa - poprawił się. - Wiesz, jak wygląda lodówka u samotnego faceta, szczególnie u mnie. Świeci pustką. Co najwyżej piwo się w niej chłodzi - roześmiał się na te słowa.

Usiedli przy stole. Nie była głodna, a mimo to z przyjemnością jadła uszykowany posiłek.
Stale się jej przyglądał. Jego oczy błyszczały radośnie.
Dobrze, że przyjechałam. Wyraźnie ucieszył się na mój widok - pomyślała z ulgą. - Do tego nie zadaje zbędnych pytań: Skąd się tu wzięłam? Dlaczego przyjechałam do niego, skoro mówiłam, że jadę do swojego faceta? Chociaż nie... to nie ja tak powiedziałam, tylko on tak wywnioskował. Zresztą, czy to teraz ważne, kto i co powiedział? Liczy się tylko, że czujemy się dobrze razem.
Mężczyzna sprzątnął ze stołu odnosząc puste naczynia. Po chwili wrócił z kuchni z butelką wina i dwoma kieliszkami.

- Napijemy się za spotkanie? Chyba nie zamierzasz odjechać w środku nocy. Zostaniesz do jutra, prawda? - zapytał z nutą niepewności w głosie.
- Liczę na to, że mnie nie wygonisz w taką burzę. Do tego w przemoczonej sukience... i bieliźnie - odparła puszczając do niego oczko. - Chyba, że sprezentujesz mi te ciuszki, które mam na sobie.
- No nie wiem, nie wiem. Zbyt seksi w nich wyglądasz.. szczególnie w tej koszulce, przez którą widać ponętne, sterczące guziczki. Mhy... - dorzucił z przekąsem.

Poczuła, że się czerwieni. Miała tylko nadzieję, że tego zbytnio nie widać. Podeszła szybko do regału z książkami i ciekawie zaczęła przeglądać tytuły. On w tym czasie otworzył butelkę i nalał wino do kieliszków. Podszedł z nimi do niej.

- Za niespodziewane, ale... miłe spotkanie - wzniósł toast. - Cieszę się, że przyjechałaś... że jesteś...

Patrzyli sobie długo w oczy. Odnajdywali w nich wspomnienia, czy raczej zastanawiali się, co przyniesie im przyszłość?
Odstawił niedopity kieliszek, podszedł do komputera i chwilę coś w nim szukał. Rozległy się dźwięki muzyki. Trąbka zaczęła grać znaną melodię.

- Mogę? - zapytał, jak kiedyś. - Zatańczymy?

Tylko skinęła głową na znak zgody. Objął ją ramieniem i przysunął do siebie. Poruszali się w rytm utworu. Kierował jej ruchami, a ona poddawała się temu. Zrobiło się późno. Miała wielką ochotę posiedzieć jeszcze, porozmawiać, ale zmęczenie dzisiejszym dniem dawało znać. Wypity alkohol też zrobił swoje. Poczuła senność.

- Idziemy spać - wyszeptała czując, że oczy same się zamykają.

Zaprowadził ją do pokoju, w którym miała nocować. Okno było szczelnie zasłonięte zasłoną. Do tego ciągle padający deszcz i późna pora sprawiły, że panował w nim przyjemny chłód. Szybko wśliznęła się pod koc i już będąc pod nim, zdjęła spodenki, zostając w samej koszulce.

- Dobrej nocy - powiedział na pożegnanie i skierował w stronę drzwi. - Śnij słodko.
- Nie wychodź - zatrzymała go. - Zostań ze mną póki nie zasnę. Obiecuję, nie potrwa to długo - uśmiechnęła się porozumiewawczo. - Albo jeszcze lepiej, połóż się obok - mówiąc to przesunęła się robiąc mu miejsce.
- Mhy - chwilę się zawahał. - Czyżbyś się bała sama spać?
- Zaraz tam bała. Naopowiadałeś mi tyle o zmarłej dziewczynie, która czasem nawiedza nocami ten dom, że czułabym się nieswojo, gdyby w nocy obudził mnie jakiś hałas. Zresztą... kto wie, czy nie byłaby zazdrosna widząc śpiącą u ciebie obcą kobietę. Może rzuciłaby się na mnie? - zażartowała, ale w jej głosie dała się wyczuć obawa.

Widocznie przekonały go te słowa, bo położył się i z czułością jej przyglądał, bardziej wyczuwając, niż widząc. Podsunęła się blisko, mocno wtulając plecami w niego. Pogładził jej włosy. Doleciała go delikatna woń perfum wymieszana z zapachem użytego szamponu.

- Śpij już, Kocie - wyszeptał wprost do ucha.

Po chwili usnęła. Słyszał jej równy oddech. Pod ręką, którą w międzyczasie objął kobietę, brzuch wolno podnosił się i opadał.
Jest teraz taka bezbronna - pomyślał. - Zdana na moją łaskę. Przecież mógłbym ją teraz wykorzystać i nie miałaby nic do gadania. Nawet nikt by jej tu nie usłyszał, gdyby zaczęła krzyczeć. Wsunął rękę pod koc. Przez materiał, rozpalone ciało kobiety, niemal parzyło mu dłoń. Wolno podniósł T-shirt i dotknął skóry. Delikatna, jak dawniej - przemknęło mężczyźnie przez myśl. Wolnymi ruchami pieścił, przesuwając palcami do samych piersi, by po chwili dotykać wgłębienia pępka. Ogromnie kusiło go, aby sięgnąć niżej. Rozchylić uda, wedrzeć się w wilgotne miejsce, spenetrować głęboko. Podniecenie rosło w nim z każdą sekundą, z każdym ruchem ręką. Nabrzmiały penis wyrywał się z bokserek, napierał na pośladki. Ustami dotknął jej karku. Zamruczała cichutko przez sen. Ręką dotykał teraz jej pleców, stopniowo schodząc niżej. Rozsunął palce i objął pośladek. Lekko ucisnął. Odczekał chwilę, po czym ponowił ucisk już mocniej. Jęknęła. Co ja wyprawiam? - zapytał sam siebie. - Ewka, co ty ze mną robisz? Zapraszasz mnie do siebie, niemal całkiem naga i zasypiasz... Może nie śpi, tylko udaje? - zwątpił przez moment. Wsłuchiwał się chwilę w jej równy oddech. Śpi, a ja się męczę. Po cholerę przyjechałaś? Aby mnie kusić i odjechać do niego, jakby nigdy nic? - zadawał sobie kolejne pytania. Był tak podniecony, że miał wielką ochotę zerżnąć ją bez pytań, czy chce tego, czy nie. Kobieta poruszyła się. Chyba było jej za gorąco pod kocem, bo wystawiła nogę i położyła na wierzchu. Tym samym rozchyliła uda na tyle szeroko, że jej intymny zapach podrażnił mężczyznę. Jeszcze chwila, a nie powstrzymam się i wystrzelę - skarcił sam siebie.

Ostrożnie, aby jej nie obudzić, wstał z łóżka i wyszedł do łazienki. W kabinie odkręcił wodę. To miało go wyciszyć, ale nie przynosiło pożądanego skutku. Cholera! Muszę zwalić, inaczej się nie uspokoję. Dodał więcej ciepłej wody. Sprawdził dłonią temperaturę i nakierował strumień na obolałą męskość. Ujął trzon, zacisnął mocno palce i jednym pociągnięciem odsłonił główkę. Zamknął oczy. W myślach wchodził głęboko w kobietę. Dociskał jej ciało do kafelków, trzymał za biodra, penetrował coraz to silniejszymi pchnięciami. Nie musiał długo czekać na efekt. Uwolniona sperma sięgnęła ścianek kabiny, dając mężczyźnie chwilowe odprężenie. Szybko spłukał wszystko silnym strumieniem wody. Wyszedł z łazienki otulony ręcznikiem. Na chwilę zatrzymał się obok uchylonych drzwi do pokoju, w którym spała.

- Śpij słodko. Nic się nie bój. Jestem tu - zapewnił cicho i odszedł do drugiego pokoju.

Rano zajrzał do lodówki, jakby łudził się, że po nocy coś się w niej pojawi. Bez zakupów się nie obejdzie - podsumował i wyszedł z domu.

Stanęła w drzwiach kuchni, kiedy szykował śniadanie. Podeszła blisko i przytuliła się do jego pleców. Położyła głowę i przycisnęła policzek. Rękami objęła tors i przesuwała je, to w górę, to w dół. Stał nieruchomo, a uśpione w nocy podniecenie, ponownie zaczęło dawać znać o sobie. Czekał bez słowa, nie wiedząc, jak zareagować. W tym czasie dłonie kobiety dotarły do paska i mocowały się z klamrą. Poradziły sobie i z nią, i z suwakiem. Już chciała dotknąć wybrzuszonych bokserek, kiedy chwycił jej dłoń i mocno przytrzymał.

- Nie tak cię uczyłem! - skarcił. - Wszystko zapomniałaś! Nie wolno ci tak mnie dotykać bez pozwolenia! Niegrzeczna dziewczynka! - tym razem w jego głosie dało się wyczuć podniecenie.

Szybkim ruchem obrócił się i stanął przodem do kobiety. Nie wystraszyło to jej ani nie zniechęciło. Nadal kontynuowała to, co zaczęła. Wolno osuwała się, aż kolana dotknęły podłogi. Podniosła głowę wysoko, szukając jego wzroku. Patrzył na nią swoimi niebieskimi oczami. Jeszcze nie była do końca pewna, czy z gniewem, czy też z pożądaniem. Nawet, jeżeli dostrzegła w nich oznaki zakazu, nie przestała. Ponownie opuściła głowę i wtuliła ją w jego krocze. Wolnymi ruchami pocierała je policzkami, czołem, brodą, jednocześnie wdychając znajomy zapach. Czuła, jak pod materiałem bokserek pulsuje twardy penis. Szarpnął za koszulkę, niemal ją z niej zdzierając. Podniósł kobietę za ramiona i pchnął na blat stołu. Opadła na niego plecami. Piersi kobiety zafalowały, by zaraz ułożyć się miękko na ciele. Oddychała szybko, nierówno. Ramiona rozrzuciła niedbale. Szybkimi ruchami zdjął z siebie koszulę, spodnie i bokserki. Uwolniony kutas ukazał się w całej okazałości, prężąc się dumnie. Mężczyzna stanął między rozchylonymi szeroko udami. Jedną ręką oparł się o blat, drugą naprowadził oręż wprost na wilgotną szczelinę.

- Ewka!

Nie dodał nic więcej. Naparł mocno na wyczekujące wejście. Jęknęła tylko, kiedy rozpychał ją. Przecież tego chciała, na to czekała od chwili podjęcia decyzji o przyjeździe tu. O tym marzyła. Ponawiał pchnięcia z coraz to większą siłą. I on pragnął tego od dawna. Był podniecony, od kiedy usłyszał jej głos w telefonie. Czuł, jak ścianki pochwy rytmicznie zaciskając się, mocno obejmują kutasa. Wchodził w nią, z każdym pchnięciem głębiej i głębiej, sięgając dna. Jądra obijały się o kobietę. Dłonią zaczął na przemian ugniatać piersi i zaciskać palce na sterczących brodawkach.

- Pieprz mnie! Mocniej! O tak... - wołała, nie do końca zdając sobie sprawę z tego, co wykrzykuje.

Nie rozróżniał słów, ale siła, z jaką je wykrzykiwała, jęki, wyraźnie oznaczały jedno. Była już bliska szczytu, a on ją do niego doprowadzi! Rżnął ją, jak dziwkę, jak napalony samiec swoją samicę. Sperma wytrysnęła z całą mocą wypełniając kobietę. Wtedy na jej twarzy ujrzał grymas zawsze towarzyszący orgazmowi. Uwielbiał ten widok. Oczy jej zmętniały, a z ust wyrwał się przeciągły krzyk rozkoszy. Szczytowała, kurczowo zaciskając palce na jego ramionach. Opadł na ciało kobiety dysząc ciężko. Mokre ciała lepiły się do siebie. Powoli wyciszali się oboje.

- Ewa! Ewuś! Kocie mój! - powtarzał, nie mogąc znaleźć odpowiednich słów.
- Tak Adam! Tak! - odpowiadała.
- I coś narobiła?

Podniósł się i pomógł jej zrobić to samo.

- Zmykaj się opłukać. Potem ja.

Siedzieli przy stole jedząc późne śniadanie. Co chwila przerywali je, dotykając swoich dłoni. Oczy im skrzyły radośnie, usta układały się w uśmiech.

- Kiedy powinnaś być w pracy? Masz jeszcze trochę wolnego?
- W poniedziałek rano. Czyli jutro powinnam jechać.
- Jutro?
- Tak... Chyba że... - nie dokończyła.
- Chyba że, co? - dopytywał.
- Chyba że nie pozwolisz mi na to, zatrzymasz... W końcu przecież dojechałam do swojego mężczyzny Adamie.
Dodaj do ulubionych
24,939
Podziel się ze znajomymi
9.03/10

Jak Ci się podobało?

Średnia: 9.03/10 (61 głosy oddane)

Pobierz powyższy tekst w formie ebooka

Komentarze (9)

blond

blond · 24 sierpnia 2017+0

Cholernie podniecający tekst.Uch!

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
AIison

AIison · 24 sierpnia 2017+2

Jak Krystyna coś doda, to klękajcie narody. grin Mistrzyni zmysłowości... 10 jak się patrzy. grin pozdrowiam. smile

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Indragor

Indragor · 25 sierpnia 2017+1

Robi wrażenie i zasadniczo nie można się nie zgodzić z opinią Alison, chociaż sceny seksu następują zbyt gwałtownie, jak dla mnie. Czegoś pomiędzy nimi mi brakuje. Niemniej dałbym dychę, gdyby nie to palenie cuchnących papierosów. Za to odejmuję 1 punkt. O przecinkach (z trzema wyjątkami) nic nie napiszę, bo sam wiem jakie to złośliwe stworzenia.


– Nie mylisz się. Właśnie jadę do... – urwała nagle nie wiedząc, jak powiedzieć prawdę.

Wydaje mi się, że przecinek powinien być po „nagle”, a nie przed „jak”.

Wolnym krokiem skierował [się] w stronę domu. Wszedł do środka i uważnie [się] rozejrzał, wypatrując…
Kobieta ciekawie rozglądała [się] po pomieszczeniu

Tak mi się wydaje, że brakuje „się”, a może się mylę?

Zamknął – zauważyła z ulgą. – Nie podejrzewa
ucieszył się na mój widok – pomyślała z ulgą. – Do tego nie

Drugi myślnik chyba niepotrzebny.

lepka ciesz wypełniła

Literówka – ciecz.

t–shirt

T-shirt.

Z resztą

„Zresztą” - jak mniemam, o taką resztę tu chodzi.

Chyba, że

„Chyba że” - bez przecinka, chyba że czegoś nie załapałem...

Był tak podniecony, że miał wielką ochotę zerżnąć ją bez pytań[,] czy ma na to ochotę, czy nie.

Hm...

Dociskał jej ciało do kafelek

kafelków.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Krystyna

Krystyna · 25 sierpnia 2017+1

blond cieszę się, że przeczytałaś i to ,,Uch!" na końcu... wystarcza za cały komentarz smile
AIison to bardzo subiektywna ocena, ale miło, że Ktoś w taki sposób odbiera moje teksty. Również pozdrawiam smile
Indragor... dobrze, że jest ktoś taki, jak Ty, któremu się chce wyłapywać błędy. Poprawiłam wszystkie, z którymi się zgadzam. Ja, po kolejnym przejrzeniu tekstu i próbie poprawek, nie mam już ochoty na niego patrzeć, nie mówiąc o czytaniu. Co do scen seksu... zauważ, że poza ostatnią, to jedynie myśli, wyobrażenia bohaterów i wszystko dzieje się w ich głowach. Nie będę powoływać się tu na statystyki, ale i bez tego wiemy, że myśl o seksie (w szerokim znaczeniu tego słowa) towarzyszy nam w ciągu dnia wielokrotnie. Podejrzewam, że w opisanej sytuacji, kiedy spotyka się dwoje ludzi, których coś łączy/łączyło, którzy siebie pożądają, tych myśli jest znacznie więcej. Ja ograniczyłam się do trzech, może czterech. Mówisz, że czegoś pomiędzy nimi brakuje? Sądzę, że dla tych dwojga wszystko inne się nie liczy. Na tę chwilę są ,,wpatrzeni" tylko w partnera, a cała reszta nie ma znaczenia. Dałam im tę możliwość. I na koniec... cóż, każdy ma jakieś wady, mój bohater nie jest idealny... pali.
Jeszcze raz dziękuję Wszystkim swoim czytelnikom za przeczytanie i zapraszam do wyrażenia swojej opinii.
Pozdrawiam Krystyna smile

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Indragor

Indragor · 25 sierpnia 2017+1

Krystyna napisała:
Co do scen seksu…
Sądzę, że dla tych dwojga wszystko inne się nie liczy.

W sumie też prawda, chociaż czytając pierwszy raz, chciałoby się więcej wiedzieć o bohaterach. Z drugiej strony autor nie musi czytelnikowi mówić wszystkiego. Niedosyt powoduje (chyba), że opowiadanie jeszcze bardziej zapada w pamięć.
A co do niedoskonałości, to mógłby być niedoskonały w inny sposób. Palenie… jeśli nie jest pójściem na łatwiznę, to przynajmniej tak trochę na skróty smile

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Krystyna

Krystyna · 25 sierpnia 2017+1

Indragor z mojej strony to nie było pójście na łatwiznę. Pierwowzór pali (widocznie również nie jest idealny), więc papierosy same się nasunęły. Co do informacji o bohaterach... I tak dużo (jak na mnie) ich podałam. Tak na marginesie... podoba mi się to wtrącenie: ... chociaż czytając pierwszy raz... Czyżbyś zamierzał przeczytać jeszcze raz? Nie mam nic przeciwko. (żart). Cieszę się, że czytasz moje teksty. smile

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Indragor

Indragor · 25 sierpnia 2017+1

Dobrze, że wyjaśniło się, że nie było to pójście na łatwiznę wink
A Twoje teksty staram się czytać, bo warto smile

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
wczorajszy

wczorajszy · 4 września 2017+0

Tekst całkiem niezły, przyjemne się czyta aczkolwiek jak już ktoś napisał sceny sexu następują zbyt gwałtownie/szybko... same sceny ok ale przydało by się 'jedno zdanie' dodatkowo budujące klimat i napięcie, wprowadzające w sytuacje przed punktem kulminacyjnym... Całokształt na 8 takie moje zdanie smile

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Krystyna

Krystyna · 7 września 2017+0

wczorajszy powinnam odpowiedzieć na Twoją uwagę, ale... jeżeli zauważyłeś, że ktoś wcześniej wspomniał o tym samym, powinieneś był tez zauważyć, że już na to odpowiedziałam (ok, mogłeś tego nie przeczytać, dlatego odsyłam do niej). Mogłabym rozwinąć ,,obronę" dlaczego jest tak, a nie inaczej, ale wtedy musiałabym powołać się na tekst , a tego nie chcę robić. Mam nadzieję, że jeszcze ktoś będzie miał ochotę go przeczytać nie będąc z góry uprzedzony o jego treści. Dziękuję, że poświeciłeś czas na przeczytanie i skomentowanie.
Pozdrawiam Krystyna smile

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

lub

Inne popularne opowiadania Krystyna: