Życie lubi zaskakiwać

CichyPisarz CichyPisarz

9 sierpnia 2018

hourglass 1 godz 29 min

Chyba każdy młody mężczyzna marzyłby o przeżyciu takiej historii, która byłaby spełnieniem nastoletnich erotycznych pragnień. Czasem się o takich czytało, rzadziej słyszało, a ci, którzy je przeżyli, zazwyczaj trzymają to w tajemnicy. Nie da się zaprzeczyć, że są szczęściarzami. Nie każdego stać na sięgnięcie po zakazany owoc.
To opowiadanie dedykuję tym osobom, które się na to odważyły.

CZĘŚĆ I

Władysław nie był tak poważny, jak mówiło to imię w pełnym jego brzmieniu, sugerując innym, że mają do czynienia z dojrzałym mężczyzną z zasadami. On wolał, jak mówiono do niego Włodi, kojarzyło mu się to młodzieżowo i na czasie, na pewno lepiej niż Władysław. Nienawidził zamienników typu Władek, a słysząc zwrot Władzio, nóż otwierał mu się w kieszeni. Jestem Włodi, mów mi Włodi... - powtarzał wciąż i wciąż. Najbliżsi już o tym wiedzieli. Nie pogodził się z faktem, że tak postępowi rodzice nadali mu tak staromodne imię, uważał się za pokrzywdzonego.
Był szesnastoletnim młodzieńcem, który prowadził przeciętne życie nastolatka. Raczej spokojny, chociaż czasem, poddany presji rówieśników, potrafił zaszaleć. Taki typowy nastolatek, ale w miarę skromny, grzeczny. W wyglądzie nie wyróżniał się niczym szczególnym, no może poza sympatycznym wyrazem twarzy, którym obdarzał praktycznie wszystkich. Przynajmniej starał się być miły.

Tego dnia przyjechała do nich rodzina - siostra taty z mężem i córką. Odkąd pamiętał, utrzymywali dobry kontakt i przynajmniej raz w roku, spotykali się na odwiedzinach. Ostatnio im nie wyszło za sprawą wypadku kuzynki Mai, ale tym chętniej nadrabiali to teraz, kiedy rodzice Włodiego przeprowadzili się do domku na przedmieściach, a rodzina wpadła na długo oczekiwaną parapetówkę.
Chłopak uwielbiał swoją kuzynkę Maję, była wyluzowana i taka… normalna. Zawsze kiedy widzieli się przy okazjach rodzinnych zjazdów lub odwiedzin rodziców, mieli świetny kontakt i dogadywali się jak najlepsi przyjaciele. Łączyła ich specyficzna więź. Rzadko zdarzały im się momenty ciszy i zakłopotania, kiedy byli na siebie skazani, bo ich rodzice najczęściej byli zajęci swoimi sprawami. W wyjątkowy i ciekawy sposób mogliby rozmawiać nawet na temat przeczytanej książki telefonicznej. Tak naprawdę temat ich dyskusji nie był ważny, zawsze było wesoło.
Od najmłodszych lat zbierali wspólne doświadczenia, powierzali sobie tajemnice, a jedno pytało drugie niemal o wszystko, co frapowało jego myśli. Mieli najwyżej dziesięć lat, kiedy pierwszy raz pokazali sobie intymne narządy. Do dzisiaj wspominali to czasem z uśmiechem na twarzach, ale tacy byli za dzieciaka. Nie patrzyli wtedy na to z perspektywy przyzwoitych dorosłych, a jedynie z poziomu spontanicznych, zwariowanych zabaw. Czuli obawy, bali się przyłapania. Całe zajście miało przecież miejsce w pokoju Mai, kiedy ich rodzice świętowali jubileusz którejś rocznicy ślubu. Słyszeli tylko przytłumione odgłosy rozmów, toastów i częste wybuchy śmiechów. Nie pamiętali teraz impulsu, kierującego nimi powodu, do wymyślenia tak nieprzyzwoitej zabawy. A może pamiętali, tylko było im głupio o tym wspominać? Nieważne. Umiejętnie udawali niepamięć. Usprawiedliwiali to banalnym "tacy byliśmy" lub "u dzieci to normalne". Tak przecież było. Pokątnie dowiadywali się o podobnych doświadczeniach ze strony ich koleżanek i kolegów, co zmniejszało ich wyrzuty sumienia.
Majka w ciągu ostatnich dwóch lat zmieniła się diametralnie. Dojrzała, stała się stanowcza i poważna. Rozkwitała niczym legendarny kwiat paproci, a jej cechy osobowości były ukryte pod powłoką szczupłego, zgrabnego i ponętnego ciała, niczym wspomniany kwiat. Mało kto poznał ją na tyle, by zauważyć, że osobowość ma równie piękną, jak nie piękniejszą niż jej fizyczna strona, ale specyficzną. Władek czuł dumę, przechadzając się z Mają okolicznymi ulicami. Zdawało mu się, że jest postacią wyjętą z filmu o kopciuszku, i to on występuje w roli głównej. Kuzynka wydawała się być z innej rzeczywistości, lub jak widzieli to pewnie jego kumple, stanowiła wyższą ligę, o której normalnie nie mogli myśleć. Miała klasę i nieopisaną słowami przyjemną aurę, którą roztaczała w każdym miejscu, gdzie tylko się znalazła. Każdy marzyłby o takiej kuzynce.
Władek też dojrzał, rodzice wciąż mu to uświadamiali, on też to dostrzegał, ale kuzynka przeszła prawdziwą metamorfozę. Kiedy ją ostatnio widział miała drobne cycuszki, nogi jak patyki i nieszczególną fryzurę. Dzisiaj, witając się z rodziną, było inaczej. Jakby poznawał się na nowo z jakąś daleką kuzynką. On tak to odebrał. Ciało Mai nabrało kobiecych kształtów, stało się pełniejsze. Piersi wyraźnie odznaczały się spod stylowej bluzki z grafiką... czegoś. Nie był w stanie zinterpretować tego obrazka, ale dostrzegł przypadkowo wyłaniające się ramiączko stanika. Wyglądała przez to bardzo zmysłowo, a śledząc początek wspomnianego ramiączka, dotarł do sporych wypukłości na klatce piersiowej. Głupio mu było kierować tam wzrok, choć i tak miał wrażenie, że szczęka opadła mu tak bardzo, że uderzyła o podłogę. Tylko dziewczyna zrozumiała, co znaczy błysk w oczach kuzyna. Zaśmiała się, lekko unosząc jeden z kącików ust.

- Co ty dzisiaj taki… podniecony? - zaczęła, kiedy po półgodzinnym pobycie w gronie całej rodziny, przenieśli się na piętro, do pokoju Władka.
- Ten, no... - zastanawiał się co ma powiedzieć i po chwili rozważań wyznał prawdę. - Zmieniłaś się.
Sposób w jaki to powiedział mógł oznaczać tylko jedno - zachwyt i podziw. Tak też zinterpretowała to Majka.
- Ty też - kurtuazyjnie dała do zrozumienia, że też zauważyła zmiany w jego osobie. - Co tu mówić, dorastamy - spuentowała.
Nowy wystrój pokoju nastolatka pozwolił im przełamać wynikłe z długiej rozłąki bariery. Rozmowy o plakatach, muzyce, filmach, zawsze działały w taki sposób. Szczególnie, że rozmówcy byli lotni i posiadali sporą wiedzę ogólną na temat ich pasji.
- Nadal słuchasz rocka? - zapytała przekładając płyty CD znalezione na półce z odtwarzaczem.
- Trochę. - Ton odpowiedzi znaczył, że nie jest to już ulubiony gatunek muzyczny. - Słucham teraz więcej - spojrzał na nią, by wyłapać pierwszą reakcję na to, co za chwilę powie - hip-hopu.
- Super! Tak szczerze, myślałam, że zastanę dzisiaj Włodiego z długimi włosami, w byle jakich jeansach i koszulce z czaszkami - wyznała, a wymowny głośny wydech powietrza oznajmił niebywałą ulgę. - Ostatnio miałeś niezłą fazę na rockowe brzmienia... - kontynuowała wspominając minione czasy. Podobny klimat rozmowy towarzyszył im kolejne pół godziny.
Przerobili już kilka kolejnych tematów z dziedziny "standardowych", a na szkole zatrzymali się na dłużej. Opowiadając mieli świadomość, że druga strona i tak nie wie, kto w opisywanych sytuacjach jest kim, ale zdarzenia były dość ciekawe. Udawali, że się dobrze przy tym bawią.

- Dzieciaki! Idźcie się kąpać pierwsi! Później może być problem! - krzyknął z dołu gospodarz, szybko wracając do przerwanej rozmowy z mężem siostry. Wesoły męski głos oraz gwar rozmów zdradzały, że towarzystwo jest już po kilku drinkach.
- Ok! - krzyknął Władek, poczuwając się do obowiązku odpowiedzenia.
Jeszcze stojąc przy drzwiach, obrócił się do kuzynki i uśmiechając się cwaniacko, wypalił:
- Idziemy? Pamiętasz, jak kiedyś kąpaliśmy się razem, w jednej wannie?
- Cwaniaczku! - napomniała go też spojrzeniem za jego śmiałość. - Mieliśmy wtedy po kilka lat - przypomniała.
- Wiem, wiem, żartowałem. Idź pierwsza. - Musiał zaznaczyć, że teraz to dopiero miałby ochotę na taką kąpiel.

Nie było innej możliwości. Maja musiała spać u kuzyna. Nie było to niczym niezwykłym. Od najmłodszych lat spali w jednym pokoju, przy każdej rodzinnej imprezce, czy to w jej, czy w jego domu. Dorośli nie mieli zamiaru kończyć uroczystej popijawy, a jedyna inna możliwość spania, wiązała się z kanapą w pokoju dziennym. Dla imprezowiczów, ich dzieci były jak brat i siostra. Nawet nie pomyśleliby, że mogłoby coś być nie tak. Nie zwrócili uwagi na to, że w jednym pomieszczeniu miało spać dwoje nastolatków, niestabilne hormonalnie jednostki.
Ta noc była… dziwna. Przez pierwsze minuty po zgaszeniu światła panowała przenikająca ściany cisza, a w uszach aż od tego piszczało. No, może dochodziły do nich jeszcze odgłosy poszukiwania wygodnej pozycji na łóżkach, przełamywały czasem ten nienaturalny stan spokoju. Dobrze, że rodzice wybuchali co jakiś czas śmiechem.
- Śpisz? - Przez pokój przebiegł szept Włodiego.
- Nie, a ty?
- Jak mogę spać, jak coś mówię - zaśmiał się. Nie wierzył, że ona o to pyta.
Milczenie Mai dało mu do zrozumienia, że trochę się boczyła na ten przytyk. Jej pytanie było naturalną i automatyczną odpowiedzią. Zrozumiała nielogiczność tej reakcji. Uznała jednak, że chłopak się czepiał drobiazgów. Po chwili rozmawiali, rzucając słowa w ciemną przestrzeń, czasem się śmiejąc, czasem mówiąc z powagą. Zdawało się, że są na jakiejś kolonii i rozmawiają ze sobą o zbyt późnej porze. Panował już tak fajny nastrój, że nastolatki rozmawiali już o relacjach damsko - męskich i swoich spostrzeżeniach na ten temat. Nie obyło się bez opisów pikantniejszych sytuacji, niestety w przypadku obojga, tylko zasłyszanych od znajomych. Nie widzieli rumieńców na swoich twarzach, a chłopak nie musiał czuć się zmieszany pokaźnym wzwodem, który skrywał pod załamaniami kołdry. Jego dłoń była tam częstym gościem. Nie kontrolował się już. Niespodziewanie wypalił:
- Pamiętasz... no wiesz, jak kiedyś... - urwał, bo tego, co miał na myśli, nie musiał tłumaczyć.
- Pewnie, że pamiętam - odpowiedziała błyskawicznie, jakby nie chciała usłyszeć dalszej części, a jej policzki pokryły się czerwienią.
- To chyba było... - udawał, że nie pamięta, chociaż miał to doskonale zapisane w pamięci.
- Dawno, byliśmy szczeniakami... - tłumaczyła. - Moja kumpela też tak robiła - umniejszała łączącą ich tajemnicę. - To częste u ciekawskich dzieci - ucięła temat.
Władek miał nadzieję, że ich rozmowa może do czegoś zmierzać. Jak to niestabilny emocjonalnie nastolatek, wyobrażał sobie, że kuzynka chętnie zgodzi się na podobną zabawę, jak kiedyś. Nawet wyobraził sobie, że uprawiają seks. Każdy chłopak będący na jego miejscu myślałby tak samo. Był ciekaw jak teraz wygląda jej cipeczka, bo jak na razie, nadal wspominał obraz jej łona, przypominający pszenną bułeczkę. Wtedy prawie nie miała na niej włosów łonowych, no może tylko drobniutkie i cieniutkie zwiastuny przyszłych kędziorów. Wielokrotnie podczas masturbacji wspominał te obrazy. Wiedział, jak wygląda kobieca muszelka, filmy w Internecie są prawdziwą skarbnicą. Ale widzieć ten skarb na żywo, to by dopiero było przeżycie. Z drugiej strony, kiedy obnażali się i bawili w nudystów, byli naprawdę mali, a w dodatku spędzali ze sobą godzinę za godziną. Teraz, po tak długim czasie bez kontaktu, poza kilkoma sms-ami i rozmowami przez telefon, oboje czuli się trochę niezręcznie. Nie było pomiędzy nimi muru, raczej tylko bariera, której eliminacja, wymagała spędzenia ze sobą czasu.
- Możemy to powtórzyć - oznajmił wesoło, po czym szybko, nawet zbyt szybko dodał - Nie bój się, żartowałem.
Maja nie skomentowała jego zachowania. Ton głosu ewidentnie świadczył, że nie mówił poważnie, ale i tak uznała jego propozycję za będącą nie na miejscu. Nie wiedziała, co odpowiedzieć.
- Głupi jesteś - zbyła jego słowa śmiechem. Obrócenie wszystkiego w żart, zdawało się być najlepszym wyjściem.

Władysław czekał aż usłyszy regularny oddech kuzynki. Nie to, że chciał zwalić sobie konia, on musiał to zrobić, bo od dobrej pół godziny, penis prężył się i domagał pieszczot. Na co dzień nie byłoby najmniejszej przeszkody. Nieraz robił to w tak śmiały i fantazyjny sposób, że czasem zdawało mu się, że uprawia seks z realną kobietą. W nocy nikt mu nie przeszkadzał, rodzice raczej nigdy nie wchodzili do pokoju. Miał nawet ćwiczebne prezerwatywy, które zakładał dla bardziej realistycznych doświadczeń. Spuszczał się w nie z rozkoszą. Jedyny problem polegał na umiejętnym ukryciu tych zużytych, bo do śmietnika nie mógł ich wyrzucać. Bał się ryzyka. Kto tam wiedział, czy wyrzucając worek z odpadami do śmietnika przed ich posesją, gumowy drobiazg nie zwróci czyjejś uwagi. Wyrzucał je dopiero w drodze do szkoły, zawinięte w chusteczki.
Gładził już maczugę, której napletek napięty był do granic możliwości. Czuł przyjemność z dotykania siebie, ale do orgazmu potrzebował intensywniejszych wrażeń. Już nawet chwycił skórkę między dwa palce, a drugą dłonią uniósł kołdrę, tworząc przestrzeń do bezgłośnej zabawy, ale nic nie było w stanie zastąpić czucia ucisku całej dłoni na ciepłym, nabrzmiałym kutasie i regularnym poruszaniu ręką. Obrócił się na bok i przez chwilę robił to tak, jak lubił. Nie słyszał żadnych odgłosów, a tłumione w płucach powietrze, wypuszczał niczym kontrolowany wypust wody przez tamy na zbiornikach retencyjnych. Powoli i cicho. Nie było to łatwe, ale te konspiracyjne działania pod kołdrą podniecały go w taki sposób, że po kilku minutach ostrożnych pieszczot, wyrzucił spermę z ulgą równą pozbycia się życiowego problemu. Czuł szybko bijące serce, a powstały bezdech dopiero teraz zaczął mu sprawiać dyskomfort. Obrócił się, niby szukając wygodnej pozycji do spania i poczuł zimno rozlanego na prześcieradle nasienia. Rano nic nie będzie widać - uspokajał się. Zostaną tylko ledwo widoczne wysuszone plamy. Zawsze tak było.

Rano chłopak został zobligowany do pójścia do sklepu. Maja słyszała jak wujek Romek woła go szeptem, by wstał i kupił kilka niezbędnych rzeczy. Udawała śpiącą, chociaż głosy były głośne i chyba tylko miały wyglądać na biorące pod uwagę śpiącą obok. Kuzyn wyszedł i po jeszcze kilku minutach myślowych batalii, nastolatka odważyła się to zrobić. Odrzuciła kołdrę i poczuła chłód porannego powietrza. Wstała i podeszła do materaca, na którym spał Włodi. Odgarnęła kołdrę i przez chwilę czegoś szukała. Znalazła. Ślad po ejakulacie odznaczał się lekko żółtawym odcieniem, a materiał w tym miejscu był lekko pomarszczony, choć suchy. Zaśmiała się cwaniacko, bo w nocy była pewna, że słyszany rytmiczny szelest pościeli, jest niczym innym, jak odgłosem masturbacji. Nie mogła spać, tylko udawała. Sporo czasu minęło, nim kuzyn odważył się na tak śmiałą czynność. Prawie zasnęła, ale kiedy nabrała pewności, co dzieje się na materacu nieopodal, nie było szans na zamknięcie oczu. Słuchała, nasłuchiwała najdrobniejszych szelestów i wyłapywała każdy głośniejszy. Jej wyobraźnia pracowała jak szalona. Dłoń dotarła nawet do cipeczki i wyczuła pierwsze soczki, ale szybko ją stamtąd zabrała. Nie miała zwyczaju się tam dotykać, nie poza swoim domem, a i tam zdarzało się to wyjątkowo rzadko. Była podniecona przyłapaniem kuzyna, ale zatrzymała tę wiedzę dla siebie. Usłyszała kiedy skończył. Wypuścił powietrze zbyt gwałtownie i za głośno. Teraz potwierdziła swoje domysły, a prawie stuprocentowa pewność, zmieniła swój status na stuprocentową. Kuzynek dorasta - skomentowała, wracając do łóżka. Narzuciła pościel i rozmyślała o wielu rzeczach. Wyobrażała sobie współlokatora, jak robi to w nocy, w zwykłe dni, kiedy nikogo nie ma, a on ma pełną swobodę w swoim królestwie. Chciałaby to zobaczyć, będąc ukryta np. w szafie, albo przez uchylone drzwi. To byłoby mega! - rozniósł się wewnętrzny krzyk.

Spojrzenie Mai w oczy kuzyna w czasie pożegnania, wzmacniane siłą wyobraźni, prosiło się o uwagę. Chciała dać mu do zrozumienia, że wie o nim rzeczy, których on się nie domyśla, że ona wie. Ich oczy nawet zetknęły się na dłużej niż powinny, ale Włodi wciąż zachowywał się tak samo, niczego nie zauważył i żył w beztroskiej niewiedzy. Dziewczyna uznała, że może to i dobrze, a fajnie jest wiedzieć o skrywanych sprawach innych ludzi. Podobnie czuła się, kiedy odnalazła w sypialni rodziców dwa wibratory i kilka drobniejszych gadżetów erotycznych. Dziwnie się później czuła, rozmawiając z mamą, tatą, gdy w jej wyobraźni tworzyły się obrazy rodziców, korzystających z tych zabawek. Nie pasowało jej to do ich stylu bycia. A oni zachowywali się najnormalniej w świecie. Byli przyzwoici, ładnie i grzecznie się wypowiadali, a w sypialni pewnie zamieniali się w świntuszących kochanków. Musieli ostro szaleć, bo jeden ze sztucznych członków był ogromny. Nigdy nie pomyślałaby, że taki obiekt mógłby wcisnąć się w kobiecy tunel. Sama przecież próbowała wsunąć tam palec i ciasna dziurka przeczyła temu, by zmieściło się tam coś większego niż jej dwa drobne paluszki, no maksymalnie trzy, ale tylko na niewielką głębokość i to z trudem, bo bolało. Nie była w stanie objąć młodym umysłem, jak mama mieści w sobie coś tak dużego. A musiała to robić, bo zabawka zdawała się być używana. Cóż, teraz poznała kolejny sekret, tym razem kuzyna.

W młodzieńczych wyobrażeniach Włodiego zawitał nowy obraz kuzynki - prawie kobiety. Nie była już dziecinna. W oczach Władka stała się kobietą, chociaż nadal emanował z niej dziewczęcość i swoista niewinność. Myśląc o takiej Mai, przeżył po jej wyjeździe wiele wspaniałych chwil.


Mazury. Pół roku później.

Kraina tysiąca jezior zachwycała swoim pięknem. Nie opiszą go setki zdjęć i jeśli chociaż raz było się w tej cudownej krainie, dostrzegało się tę różnicę. Woń lasu, wody, traw, w połączeniu z pięknymi kompozycjami krajobrazów, wnosiło w życie człowieka odczucia, które towarzyszyły mu już zawsze. Tak było z rodzicami Mai, Włodiego i Gabrysi. Planowali ten wyjazd od pół roku i wreszcie się go doczekali. Wynajęli cały dom letniskowy usytuowany na obrzeżach jednego z żeglarskich kurortów i oddali się zasłużonemu wypoczynkowi.
Trzy rodzinki w jednym miejscu, latem, na urlopie, tworzyło tandem przypominający świetnie zgraną grupę. Każdy dbał o samopoczucie pozostałych i chociaż czasem miało się ochotę pomarudzić, raczej dostosowywano się do racji większości. Wszystko w zamian za świetne towarzystwo i wesoły klimat wczasów. Męska część szybko złapała zajawkę na żagle, a że drugie połówki nie miały nic przeciwko, wyjazd zapowiadał się właśnie pod znakiem żeglowania. Z młodszej części grupy, zadowolona z tego faktu była tylko Gabrysia.
Gabi była córką dalekiej kuzynki mamy Władysława, ale kobiety tak bardzo się lubiły, że zdarzały się im wspólne wyjazdy. Tym razem wszystko wyszło przypadkiem, ale to akurat powodowało, że lato zapowiadało się wyjątkowo. Więcej ludzi, więcej towarzystwa, więcej rozrywki. Tak interpretowali to dorośli.
Gabrysia była niczym nie wyróżniającą się dziewczyną w wieku zbliżonym do pozostałych nastolatków, była tylko rok młodsza. Urodę miała dość przeciętną, a jej figura, według bardziej wybrednych chłopców, dawała trochę do życzenia. Nie była puszysta, czy grubsza, ale jej kształty były pełniejsze i typowe dla starszych dziewczyn. Wyraźny zarys tyłeczka, pełne uda, a dzięki większej procentowej zawartości tkanki tłuszczowej, jej piersi również były pokaźniejszych rozmiarów, niż te przeciętne.
Nie była tak śliczna jak Maja, ale i z nią młodzian mógł spędzić miło czas. Fajnie mu się z nią rozmawiało, a ich relacje można było nazwać kumplowskimi. Chłopak czuł się przy niej swobodniej, niż z drugą dziewczyną, przy której czuł się mniej interesującym człowiekiem. Maja była w jego oczach wzorem nastolatki, marzeniem chłopców. W myślowym skrócie, ludzie opisywali takie osoby - piękna, mądra i bogata. Co lepsze, ona właśnie taka była. Jeśli miałaby grać w filmie, pewnie grałaby rolę królewny, lub elfickiej księżniczki. Gabi natomiast była ulepiona z takiej samej jak on gliny. Nastolatek oczarowany był Mają, ale to z Gabrysią łączyło go dużo więcej tematów i zainteresowań.
Dziewczyna była wyluzowana i pozbawiona kompleksów. Niejedna z zapatrzonych w plastikowe modelki z pseudo programów telewizyjnych nastolatka, nie ubrałaby stroju kąpielowego, nie odsłoniła tego i tamtego, ale Gabi, mimo posiadania kilku kilogramów więcej niż powinna, wciąż była otwartą i pogodną dziewczyną. Jej natura i wesoły styl bycia powodował, że jej cielesność nie miała żadnego znaczenia, aż chciało się z nią przebywać i rozmawiać. Zazwyczaj miała do opowiedzenia ciekawe historie, śmieszne żarty, a jej riposty były śmiałe i przepełnione ironią, czasem sarkazmem. Inteligencja była jej mocną stroną.

Drugi dzień na wczasach, a Włodiemu już się nudziło. Właśnie wrócił z porannego rozruchu. Sam sobie tak wmówił, że wcześnie rano będzie przecinał kajakiem jezioro na jego długość i wracał w pobliżu brzegu, by cieszyć się widokami przybrzeżnych roślin i ciekawych miejsc. Nawet zrobił sobie przerwę wchodząc na małą wysepkę na środku jeziora. Tam poczuł się jak rozbitek. Podobało mu się to doświadczenie. To była jego pierwsza runda. Wracając miał już dość i brak jakiejkolwiek ochoty na zrobienie tego jutro. Ale dotarł do domku po nieustannym, dwugodzinnym wiosłowaniu.
- Ale zajebista sprawa! Maja, żałuj, że nie popłynęłaś... - Kilkoma zdaniami streścił wspaniałość podjętej wyprawy. Kłamał jak z nut, ale co miał robić. Streścił cały przebieg trasy, wyolbrzymiając poziom wysiłku, jaki musiał włożyć w wiosłowanie.
- Zajebiście... to było na leżaczku... - skontrowała, krótko opisując mu przyjemność jaką miała z opalania się na niewielkiej plaży nieopodal.

Dziewczyna przełączała programy w telewizji, poszukując jakiegoś interesującego, ale oferta telewizyjna była dość uboga. Zostawiła program informacyjny, bo mówiono coś o zmianach w szkolnictwie wyższym, a ona myślała już o studiach, które wybierze po maturze.
- Zostaw! Chciałbym posłuchać! - poprosił chłopak, kiedy prezenterka zapowiedziała temat o epidemii kleszczy i boreliozie, którą niektóre z tych pasożytów mogą wywoływać. Znajdowali się w takim a nie inny otoczeniu i bardzo chciał się czegoś dowiedzieć. Maja też zainteresowała się tematem.
Po półgodzinnym śledzeniu kolejnych wiadomości ze świata, postanowili wyjść na plażę. Tam Władek miał ucztę dla oczu i męskich zmysłów. Zza przyciemnianych okularów podziwiał szczupłe ciałko Mai, która nie bardzo krępowała się jego obecnością. Jej dwuczęściowy strój, poza powierzchniami okrywającymi intymne miejsca, składał się jeszcze tylko ze sznureczków. Spoglądał na linie szczuplutkich ud, a zarys jędrnych, choć niedużych piersi, pobudzał jego wyobraźnię. Uwielbiał kiedy wstawała. Prezentowała mu wtedy przeuroczy widok na dolinę między jej udami. Ten niebiański prześwit, powyżej zetknięcia się ud, doprowadzał go do szaleństwa. Już nawet widok wyciętych majtek nie podniecał go tak, jak pofałdowany strój w okolicy krocza. Jedynym problemem był wzwód, który szybko ukrył w załamaniach materiału spodenek plażowych.
- Przynieść ci coś? Idę na chwilę do domu, wezmę jakieś picie - rzucił znużonym głosem.
- Colę. Jak możesz, to proszę z lodówki - ucieszyła się z propozycji kuzyna, bo już od dłuższej chwili czuła pragnienie, a nie chciało jej się iść te dwieście metrów. W tak upalną pogodę wydawało się, że to kilometr.
Chłopak wpadł do domu i zamiast do lodówki, udał się do łazienki na parterze, tuż za kuchnią. Bardzo szybko załatwił sprawę, która go tu przywiodła. Złapał sztywną pałę i rozpoczął masturbację. Minuta wystarczyła, by myśląc o Mai robiącej mu laskę, trysnął wprost w jej słodkie usteczka, a tak naprawdę do muszli klozetowej. Podziwiał biały gęsty płyn, wirujący w odmętach przeźroczystej wody. Zdjęcie wielkiego ciężaru z jego barków, nie było tutaj zbytnią przesadą, w opisie ulgi, jaką poczuł. Po wytrysku, czuł się lżejszy i weselszy. Mai cola smakowała wybornie. Pomruk jaki wydała pijąc pierwszy łyk chłodnego napoju, zapamiętał, by wspominać go w fantazji. Równie dobrze pasował do innych okoliczności, tych o których marzył.

Wieczór był specyficzną chwilą, bo wtedy spotykała się cała ferajna i przy ognisku toczyły się niezliczone rozmowy na temat mijającego dnia i planów na kolejny. Gabrysia opowiadała kuzynostwu, jak spędziła dzień na jachcie, co tam nie widziała i w ogóle, jak to było cudownie. A oboje niezainteresowanych tematem małolatów, udawało, że tak nie jest. Czasem nawet Włodi i Maja robili prześmiewcze miny, kiedy kuzynka tego nie widziała. Podobała im się ta zabawa, szczególnie kiedy Gabi znowu zaczynała nawijkę, a oni udawali poważnych.
Władek tego wieczora próbował podejrzeć Maję, kiedy ta rozbierała się, by wziąć prysznic. Nie wiedział, jak się do tego zabrać, ale pragnął poznać tajemnicę jej szczupłego ciała. Już na plaży sporo widział, ale chciał więcej. Polował na kolejne skrawki jej intymności, ale tego wieczoru został nagrodzony tylko widokiem kuzynki owiniętej ręcznikiem. Nie mógł narzekać, obraz był seksowny, szczególnie, że okrycie sięgało ledwo za łuki pośladków. Raz nawet je dostrzegł, ale to był tylko ułamek sekundy, kiedy Maja wchodziła już do łazienki. Piętnaście minut później, niby przypadkiem, wyszedł z pokoju w momencie, gdy Gabrysia wymieniała kuzynkę i przyszła jej kolej na prysznic. Tu wrażenia były zgoła odmienne. Gabi szła w pełni ubrana, a w dłoni trzymała legginsy i zwykły T-shirt. Nijak się to miało do mijającej ją Mai, ubranej w zwiewną dziewczęcą koszulkę. Nie żadną seksowną, ale połyskujący materiał i jej dość krótka długość, w oczach napalonego nastolatka, zdawała się być bardzo erotyczną.
Na całe szczęście, chłopak spał sam w pokoju. Jakiś kwadrans temu przeżył cudowny wytrysk, tym razem fantazjując o ciotce, mamie Mai. W jego oczach ciocia była dojrzałą wersją córki, był również przepiękna. Akcja tocząca się w jego głowie, może była banalna, ale dostarczyła mu wspaniałych wrażeń. Ciocia Ania już nie pierwszy raz pomagał mu rozładować ciśnienie. Odkąd, jako trzynastolatek, odkrył przyjemność z onanizowania się, ta piękna dorosła kobieta weszła na stałe do wachlarza chłopięcych fantazji, była uosobieniem idealnej kobiety. Nadal nie mógł zasnąć. Wciąż napadały go problemy towarzyszące chłopcom w jego wieku. Jak to jest uprawiać seks? Co by robił, gdyby mógł go uprawiać? I jakie pozycje wydają mu się najciekawsze? Było setki pytań i dylematów. Dłoń ponownie znalazła się na lekko nabrzmiałym członku. Gładził go, delikatnie zsuwał skórkę, czasem ściskał dwiema dłońmi, szukając bodźców i wrażeń, jakie mogłaby mu dostarczyć cipka. Tym razem zabawa trwała dłużej, a duszna i ciepła noc powodowała, że na jego ciele pojawiła się cieniutka warstwa potu. Po kilkukrotnej zmianie zmęczonych szybkimi ruchami rąk i niebywale intensywnym finale, opadł na materac głośno oddychając. Jak to nastolatek, był uzależniony od tego euforycznego stanu, odczuwanego w trakcie i tuż po wytrysku.

- Ja pierdzielę! Ale ona ma zdrowy tyłeczek! - krzyczał w myślach, kiedy Maja opuszczała kajak, by wejść do "innego świata", tak czasem mówił o wysepce, którą wczoraj odwiedził.
Kuzynka musiała przytrzymać się krawędzi kajaka, a że zajmowała miejsce z przodu, chcąc wyjść na ląd, musiała wypiąć mu pośladki. Podziwiał ich symetryczną linię i nawet czerwone ślady po siedzisku, nie zaburzyły ich piękna. Opalona i gładka skóra zdawała się być w tych warunkach cudem natury, prezentem Stwórcy dla jego oczu. Robiąc duży krok z kajaka na brzeg, nagrodziła kuzyna widokiem nie do zapomnienia. Srom dopasował się do napiętego materiału dołu stroju kąpielowego, tworząc nieregularne fałdki. Chłopak nie wierzył, w to co widział, aż nabrał rumieńców, bo zdawało mu się, że przez materiał prześwituje zarys sromu. Na całe nieszczęście, Maja dostrzegła, co zwróciło jego uwagę.
- Co się gapisz? - napomniała go.
- Niby na co? - udawał Greka. - Uważaj bo wpadniesz do wody - udał troskliwego.
Wysepka podobała się obojgu. W oczach dziewczyny, było tak, jak opisał to Włodi. Przeszli ten skrawek raju wszerz i wzdłuż, podziwiając kolejne walory natury. Zdawało się, że odkryli nowy ląd. Wracając do domu, całą drogę powrotną poświęcili rozmowie o tym, czego doświadczyły ich zmysły.
Młodzian nie myślał zbyt długo nad tym podstępem. Pływanie kajakiem ma to do siebie, że nawet przy uważnym wiosłowaniu, wychodzi się z mokrym tyłkiem. Setki machnięć wiosłem i tysiące kropel wody lądowało na dnie czółna. Maja musiała się przebrać, a że nikogo innego nie było w domku, bo wszyscy pływali na jachcie, chłopak miał szansę na podglądnięcie kuzynki.
Dziewczyna niespecjalnie uważała na kuzyna, który szybko zniknął w swoim pokoju. Była pewna tego, że nie wejdzie, kiedy pozwoliła majteczkom zsunąć się po smukłych udach na podłogę. Szybkimi ruchami głowy upewniła się, że jest, jak to w filmach akcji mówią "czysto" i podeszła do walizki. Przykucnęła. Dla niej widok jej cipeczki, nie był niczym szczególnym, nawet się nie poczuła zakłopotana na widok bruzdek warg sromowych. Poczuła się trochę dziwnie, ale tylko dlatego, że uświadomiła sobie, że gdzieś tam, w pokoju obok, jest Władek. Zakładała bieliznę szybko, jakby brała udział w wyścigu. Zdawało jej się, że słyszy kroki na korytarzu. Włodi wszedł, gdy króciutkie sportowe spodenki zajęły miejsce na uroczym tyłeczku. Szorty zdawały się być zbyt duże, a może to pupa kuzynki była tak szczupła? Sam już nie wiedział.




Kolejnego dnia dzień zapowiadał się, jak poprzedni, tyle że pogoda się zepsuła. Nie przeszkadzało to nowo mianowanym wilkom morskim w poświęceniu się żeglowaniu. Uznali to nawet za wyzwanie. Dwoje nastolatków myślało jednak inaczej. Rodzice nie chcieli ich do tego zmuszać. Wychodząc upewnili się tylko, czy naprawdę wolą oglądać na kanapie film, niż wybrać się z nimi w rejs. Nie spodziewali się zmiany zdania i... dobrze myśleli.

- Włodi! Włodi! Musisz... - tu zrobiła pauzę - mi pomóc! - panikowała.
- Co jest? Pająk, czy mysz? - zażartował. Cóż innego mogłoby ją tak wystraszyć? Miała tylko pójść się załatwić.
- Nie! Kleszcz! - oznajmiła, a panika zdawała się wzmagać.
- Pokaż, może to coś innego? Pewnie ci się zdaje. Gdzie go masz? - Wciąż się uśmiechał na wspomnienie spanikowanego głosu kuzynki.
Teraz zauważył niewidzianą dotąd minę dziewczyny. Nie potrafił jej odczytać. Strach? Nie, ona zdradzała przerażenie. Nie dostrzegł jeszcze bijącego z jej wyrazu twarzy zakłopotania. Stała wpatrzona w niego z nieopisaną obawą w oczach.
- Spokojnie, nawet jeśli to kleszcz, to nie koniec świata - uspokajał ją, bo dostrzegł powagę sytuacji.
- Wiesz co? Chyba poczekam z tym na rodziców - oznajmiła lekko łamiącym się głosem.
- No dobra, jak wolisz? - odwrócił głowę w kierunku telewizora, a po chwili słyszał jak Majka wchodzi na piętro do swojego pokoju.
Nie chciał się narzucać. Jeśli chciała czekać na starszych, niech tak będzie. Nie chciał jej zanudzać i moralizować, bawić się w eksperta, mówiąc jej, że jeśli to jest kleszcz, powinna jak najszybciej się go pozbyć. Nie musiał. Po kilku minutach ciszy i spokoju, rozszedł się stukot jej butów uderzających o drewniane schody.
- Władek, zobaczysz to?
- No pewnie - odpowiedział spokojnie, głosem pełnym troski.
- Ale… nie powiesz o tym nikomu, co?
- O kleszczu?
- No… tak. Obiecasz?
- Dobra, jak chcesz, ale twoi starsi powinni o tym wiedzieć - rzucił, jakby od niechcenia.
- Ale umiesz je wyciągać? - zapytała, mając na myśli te przeklęte pasożyty.
- Ba! Nawet nie wiesz ile ich wyrwałem swoim psom - przekonywał o niebywałym wręcz doświadczeniu w tej dziedzinie chirurgii domowej. - Masz pęsetę?
Maja poprosiła, by poszedł z nią na górę. Wyciągnęła wspomniany przybór, zdezynfekowała go spirytusem salicylowym i podała chirurgowi - amatorowi. Wciąż zachowywała się dziwnie, ale chłopak uznał to za wynik stresu.
- Dawaj go, zaraz będzie po wszystkim.
Znowu zauważył nienaturalne zmieszanie na twarzy dziewczyny. Uciekała gdzieś spojrzeniem, a jej ramiona zaplotły się na wysokości piersi.
- A… ale nie powiesz nikomu? - upewniała się bojaźliwie.
- O czym? O kleszczu? - Wciąż nie rozumiał, o co jej chodzi.
- Nie, o miejscu... - wyrzuciła z siebie.
Usiadła na łóżku, było to dla niej katorgą. Ale musiała się zdecydować. Zanim zeszła po niego, zdążyła przeczytać kilka informacji na temat zdrowotnych konsekwencji ugryzień tych przeklętych pajęczaków. Przestraszyła się. Musiała przełamać opory. Rozchyliła uda, a jej dłoń błyskawicznie okryła ten obszar ciała, którym interesowali się chłopcy. Trochę dziwnie to wyglądało, ale powaga na twarzy nastolatki, nie pozwalała Włodiemu na reakcję, jaką czuł. Boże, jakie ona ma śliczne te uda - podziwiał ciało kuzynki. Dziewczyna szybko opisała mu miejsce, gdzie wyczuła niewielki punkcik, po czym szybko odszukała intruza palcem. Pachwina, ta bardziej odległa i trudniej dostępna cześć, była niekomfortowym miejscem lokalizacji potencjalnej kreatury. Rumieniec na policzkach wciąż go w tym utwierdzał.
- Muszę… tam zajrzeć - usprawiedliwiał zbliżanie głowy w kierunku dość wstydliwym dla Mai. Tylko skinęła głową. - No jest. To na pewno kleszcz - potwierdził jej obawy, ale też szybko ją uspokoił - ale malutki, musiał, dopiero co, się tu wczepić. - Było mu głupio, ale nie spieszył się z wykonaniem zabiegu. Kilka razy oszukał ją, że trudno mu chwycić tak malutką kreaturę, bo poza trudno dostępnym miejscem, nic nie było dla niego przeszkodą. No, może widok wyłaniającej się spod krawędzi majteczek i zasłaniającej je dłoni, fragmentu sromu. Musiał nacieszyć się tym widokiem. Jeszcze nigdy nie był tak blisko cipki. Zdawało mu się, że czuje woń kobiecości, bardzo przyjemną. Czuł się nim oszołomiony. Miał nieodpartą pokusę ją liznąć. Oj, wpiłby się w nią i zrobił co trzeba. Wiedział co mógłby robić, obejrzał wiele filmików. Wyobraźnia pracowała teraz na najwyższych obrotach, serce waliło mu jak młotem. Kolejny raz odsunął pęsetę od niepożądanego obiektu i pozwolił sobie odchylić bardziej szczupłe udo. Dotyk gładkiej i delikatnej skóry ud przeniósł go do raju. W myślach rozszedł się pomruk rozkoszy. Wreszcie, z największą łatwością, wyrwał intruza. Zrobił to perfekcyjnie, bo nie pozostało nawet choćby jedno odnóże szkodnika.
- No! Koniec! - stwierdził dumnie, pokazując maluteńki, jak ziarnko maku, obiekt ściskany w metalowych kleszczach.
Maja odruchowo złączyła uda, by skryć swój skarb. Mimo przenikającego wstydu, podziękowała za pomoc.
Władysław do końca dnia i sporą część nocy, rozmyślał o tym skrawku tajemnicy, który miał okazję dostrzec, gdzieś pomiędzy szczuplutkimi palcami kuzynki. Był pewny, że ujrzał fragment wargi sromowej. Poza tym, dopiero później zwrócił uwagę na fakt, że Maja była tam dokładnie wydepilowana. Leżąc w łóżku, nie był w stanie się opanować i kolejną noc, dwukrotnie walił konia, a jego imaginacja poprowadziła akcję, tę dziejącą się tuż po zabiegu, w bardzo odważnym kierunku. Za pierwszym razem wystarczyło wyobrażenie robienia minety. Za drugim, kuzynka w podziękowaniu za pomoc, wpuściła go między uda, a on zaspokajał ją niczym najlepszy kochanek z filmów porno.
Już zasypiał, był w stanie, kiedy powieki opadały niczym stalowe sztaby prymitywnej zapadni i trudno było już walczyć z tą siłą. Nagle otworzył oczy, jakby reagowała na czyjeś zawołanie. Pierwszy raz na tym wyjeździe zdarzyło mu się słyszeć odgłosy uprawiania seksu. Musieli to być rodzice, albo Gabrysi, albo Mai, bo jego spali na dole. Było już po pierwszej i musieli poczuć się pewniej, by tak sobie poczynać. Odgłosy zdawały się być kontrolowane, ale i tak rytmiczne trzeszczenie łóżka i tłumione regularne cichutkie westchnięcia, rozchodziły się w przestrzeni pogrążonego we śnie domu. Po dwóch, może trzech minutach wszystko ustało. Władek znowu poczuł pokusę. Wyobraźnia domagała się uwagi. Trzeci raz go wykończył. Zasnął po nim z błogą miną.




Kobieca zazdrość nie zna granic. Gabrysia była tego najlepszym przykładem, zresztą jak się później okazało, nie tylko ona. To nie fascynacja żaglami popchnęła ją do spędzania czasu na rejsach z rodzicami. Po prostu nie mogła znieść bycia tą drugą, tą gorszą. Dobrze widziała jak Władek spogląda na Maję, i pewnie gdyby tylko mógł, pożarłby ją na jej oczach, nie patrząc na nic. Błysk w jego oczach, automatyczny obrót głowy w kierunku, gdzie pojawiała się rywalka, powodowało w Gabrysi odczucie przykrości i obniżenia poczucia własnej wartości. Tym bardziej, jeśli chwilę wcześniej prowadzili z kuzynem ciekawą konwersację. Wystarczyła obecność Mai, a on jakby zapominał o całym świecie. Udawał zainteresowanego rozmową, ale widać było, że myślami jest gdzie indziej, oczami też. Aktywował się w nim typowy samczy instynkt, kiedy tylko na horyzoncie pojawia się cudowne dziewczęce ciało. Gabi zazdrościła nie tylko pięknej figury i zmysłowego stylu bycia Majki, ale przede wszystkim atencji, jaką kieruje na siebie. Straciła nadzieję, że tak fajny chłopak jakim jest Włodi, będzie odporny na roztaczany przez rywalkę czar.
Pierwszym krokiem zwrócenia na siebie uwagi było swobodniejsze zachowanie. Po kilku dniach pobytu, dziewczyna idąc pod prysznic paradowała już w majteczkach i koszulce. Wiedziała, że zwróci to uwagę chłopaka, bo od pierwszego dnia go rozgryzła. Wiedziała, że przygląda się im, kiedy one przechodzą wieczorem korytarzem do łazienki, by wziąć prysznic. Dała mu więc to, czego oczekiwał. Musiała to zrobić bardzo inteligentnie. Sama też miała przy tym świetną zabawę, kiedy widziała zarumienioną twarz kuzyna. Łatwo było go zawstydzić, bo kiedy obróciła się, niby orientując się, że coś zapomniała z pokoju, dostrzegała go za uchylonymi drzwiami. Wystarczyła przelotna jak spotkanie ich spojrzeń informacja o tym, że ona wie, że on patrzy, a na jego twarzy odnajdywała dowód na nieprzyzwoitość, której się dopuszczał - zmieszanie, rumieniec, ucieczka wzroku. Dziewczyna już postanowiła, że kolejnego dnia pozostanie z resztą młodzieży w domku.

- Zabierz ją tam gdzie mnie - podpowiedziała Maja, podkreślając, że ona była tam pierwsza.
- Hmm!? No… może być. Masz ochotę popływać kajakiem? - zaproponował, wywołany słowami drugiej kuzynki.
- Spoko! Czemu nie? - Łatwo się zgodziła, ukrywając złość. Dobrze zrozumiała słowa konkurentki.
Od samego rana spędzali czas razem, ale leżenie plackiem na leżaku i chłodzenie się w wodzie, nie było żadnym specjalnym wyzwaniem, przynajmniej dla dwójki osób. Maja wciąż smarowała ciało filtrem przeciwsłonecznym i oddawała się błogiej bezczynności, kąpiąc się w promieniach słońca. Pozostała dwójka zdradzała oznaki znudzenia i dopiero po rzuceniu pomysłu przez Majkę, uznali, że warto się ruszyć. Kilka wskazówek młodziana, co do zawartości plecaka, kilka minut przygotowań i po chwili zwodowali kajak.
Gabrysia odczuła przytyk kuzynki, co do tego, że ona była tam pierwsza. Nie było to miłe z jej strony, chociaż może zrobiła to nieświadomie. Teraz było to nieistotne, bo miała całkowitą uwagę chłopaka, który popisywał się teraz umiejętnościami sterowania tym wyjątkowym środkiem transportu. Cudownie im się rozmawiało, a przy tym dużo żartowali i się śmiali. Wystarczyło, że byli tylko we dwoje.
- Masz mokry cały tyłek! - zaśmiał się, kiedy wyszli już na brzeg wysepki. - Dobrze, że ci powiedziałem o zmiennych spodenkach.
Doceniła jego przewidywalność, ale co jej po spodenkach, skoro nic nie mówił o bieliźnie. Nie zwróciła na to uwagi, powinna sama się tego domyślić. Skoro spodenki się zamoczą, majtki też. On nie musiał o tym mówić.
- Dzięki! - rzuciła zdawkowo.
Nie wiedzieć czemu, kiedy tylko Włodi wspomniał o mokrych spodenkach, zaczęło jej to przeszkadzać. Czuła się niekomfortowo i dziwnie. Swędzenie, pieczenie, szczypanie powodowane zetknięciem się mokrej tkaniny z ciałem, było tak drażniące, że postanowiła to zmienić.
- Obrócisz się? Muszę się przebrać. Tylko nie patrz! - poprosiła, licząc na zrozumienie i dżentelmeńskie zachowanie się towarzysza wyprawy.
- Pewnie, spoko.
Gabrysia kilka razy upewniała się, że on stoi tyłem do niej. Sama zrobiła podobnie, bo w razie gdyby, mogła ukryć swoją tajemnicę przed wzrokiem kuzyna. Stał jak przysłowiowy słup soli. Szybko zdjęła mokre ciuchy i poczuła dziwną obawę. Energicznie spojrzała w stronę Włodiego, ale on stał tak, jak się umawiali. Z tego całego pośpiechu, przygotowane wcześniej szorty, jak na złość nie chciały dać się założyć. Jedna stopa już weszła w nogawkę, druga zablokowała się na zagięciu materiału, straciła równowagę i goła noga musiała powrócić do stabilnej postawy. Stała w rozkroku z nasuniętą nogawką na jedną nogę do wysokości kolana, a druga zapewniała równowagę.
W tym momencie Władek uznał, że operacja już się zakończyła, i tak dał jej więcej czasu niż potrzebowała. To było tylko przebranie spodenek. Pytając się, czy już, obracał się w jej stronę pewny, że kuzynka stoi i pewnie naśmiewa się z jego rycerskiej postawy. Widok krągłego gołego pośladka, a przede wszystkim ciemniejszego obszaru tuż pod nim wyzwoliły w ciele szereg ciepłych fal emocji. Przeszyły go niczym ściskający ból z tą różnicą, że były niezmiernie przyjemne.
- Ej! Miałeś nie patrzeć! - oburzona ścisnęła nogi i zgięła biodra, stając bokiem do niego.
- Myślałem, że... - nie wiedział, co powiedzieć, bo przecież nie zrobił tego celowo.
- Wszystko powiem... - urwała, bo nie musiała nic więcej wyjaśniać. Postraszyła go rodzicami.
- Sorry, naprawdę myślałem, że już... - nie zdążył dokończyć.
- Żartowałam! - zaśmiała się z jego przejęcia się tak błahym zdarzeniem.
Tak naprawdę nie był to dla niej problem, a nawet liczyła, że będzie podglądał. Miała już dość monotonii tych wczasów. Powinno się w końcu zacząć coś ciekawego dziać, by nie umarła tu z nudów. Żagle - spoko, ale ile można udawać przed rodzicami i rodziną grzeczną dziewczynkę. Gdyby nie Maja, Włodiego już by owinęła wokół palca.
- Co? - zapytał zaskoczony jej słowami. Nie wiedział, czy dobrze ją zrozumiał.
- Nie bądź taki grzeczny. Co, nie widziałeś nigdy nagiej dziewczyny? - pytanie nasycone było czystym powątpiewaniem.
- Nie, no... widziałem, ale... to było dawno... Byliśmy dziećmi.
- Niech zgadnę, Majkę?
Kiwnął głową na znak potwierdzenia. Wciąż patrzył między uda Gabrysi, bo ta teraz stanęła dumnie na wprost niego, a spodenki wylądowały na ziemi. Zdawał się być jak ze snów. Pasek owłosienia łonowego kierował uwagę gapia niżej, w miejsce, gdzie między udami rysowały się pofałdowane elementy dziewczęcego sromu. Cwaniacki uśmieszek kuzynki ośmielił go na tyle, że nawet nie uciekał już wzrokiem od tej cudownej wizualizacji. Przeszywał go dreszcz za dreszczem, a każdy kolejny oddech zdawał się być głębszy niż poprzedni.
- Wyskakuj ze swoich. Jak ty… się rozbierzesz, to… ja nie będę zakładać - wskazała spodenki pałętające się na trawie u jej stóp.
Zaśmiała się. Jego mina była z typu tych, uznawanych za bezcenne. Widać było, że nie wie, o co tu chodzi, czy to nie jakiś żart, był zdezorientowany.
- Poważnie -zapewniała z uśmiechem na ustach, próbując go ośmielić. - Starczy już tej nudy, co?
Sama czuła się dziwnie i wciąż nie wiedziała, jak on zareaguje. Stała naga od pasa w dół i namawiała starszego o rok kuzyna do rzeczy, na które on powinien naciskać. W sumie wyglądała niczego sobie, ale teraz nie własne ciało stanowiło dla niej zagadkę. Od pierwszego dnia tego wyjazdu, zastanawiała się, co Władek kryje w spodniach. Kolejny raz pomyślała, że gdyby nie ta lalunia, już dawno poznałaby tę tajemnicę. On wciąż stał w bezruchu. Poczuła pierwsze oznaki wstydu i pomyślała, że przesadziła ze śmiałością. Rozumiała, że go zaskoczyła, że się nie spodziewał, ale znani jej chłopcy, już staliby, jak ona nadzy, zadowoleni z rysujących się przed nimi perspektyw. Ta wysepka była idealnym miejscem na taką zabawę. Musiała zaryzykować.
- Jak nie... to spoko - udała, że sięga ku darni po okrycie. Kątem oka zerknęła na chłopaka i kolejny raz uniosła kącik ust, który zmienił się w szelmowski uśmieszek.
Włodi zwlekał, nie dlatego, że wstydził się nagości, ale problematycznym w tym momencie wzwodem. Bał się, że małolata go wyśmieje. Nigdy nie obnażał się przed jakąkolwiek dziewczyną, nie licząc dzieciństwa, ale to się nie liczyło. Teraz był już prawie mężczyzną. Wreszcie podjął wyzwanie, a widok delikatnego zarostu łonowego Gabrysi, popychał go do śmielszych reakcji. Powoli zsunął gumkę spodenek, wraz z majtkami, a oczom nastolatki ukazał się całkiem przyzwoity okaz. Zdawał się być duży, a twardość podnieconego członka powodowała spotęgowanie wrażeń.
- No, no! - pochwaliła przyrodzenie. On natomiast nie wiedział, czy jego rozmiar, czy przełamanie nieśmiałości właściciela.
- To teraz możemy zwiedzić wysepkę - zarządziła. Nie było widać, by ktokolwiek tu pływał w pobliżu łodzią, lub czymkolwiek.
Przez ponad kwadrans przemierzali wysepkę porośniętą trawami i krzewami i wysokimi drzewami. W niektórych miejscach były wydeptane ścieżki, co ułatwiało im poruszanie się. Udawali niezainteresowanych nagością, ale kiedy tylko drugie nie patrzyło, zerkali na najciekawsze zakątki ciał kompana. Oboje czuli się jak dzieci, kiedy robią coś zabronionego i nie mają pewności, kiedy wrócą do domu rodzice. Włodi cieszył się, że penis mu już opadł. Podróżowanie po wyspie, trochę odwróciło uwagę jego układu nerwowego w innym kierunku niż erotyka. Nawet kiedy podziwiał jędrne pośladki kuzynki, a czasami zacieniony obszar pomiędzy udami, jego sprzęt nie reagował już tak impulsywnie. Szczególnie czuł potrzebę rozładowania ciśnienia, kiedy zdarzyło mu się dostrzec drobne wypustki pofałdowanych bruzdek sromu, wtedy był w krainie rozkoszy. Teraz waliłby konia jak szalony, nie patrząc na nikogo i na nic, ale... Ale nie chciał obnażyć się aż tak ze swoimi instynktami, musiał zachować fason.
Na wyspie spędzili kilkanaście zwariowanych minut. Ubrali się i wracając do przystani, już tylko bojaźliwe spojrzenia jednego na drugie, przypominały im, do czego doszło na niebiańskiej wyspie. Udawali zainteresowanie podejmowanymi w rozmowach tematami, ale ich myśli były zajęte zupełnie innymi sprawami.

- Jak było? - Majka przywitała ich siedząc na pomoście.
- Spoko - odparł głosem zdradzającym brak emocji.
- Trochę daleko, ale wysepka śliczna. - Gabrysia włożyła w odpowiedź nieco więcej ciepła, choć miało to sugerować, że nie było wyjątkowo, czy nawet fajnie. - Ale jutro też się tam chyba wybierzemy. Spróbujemy pokonać rekord przepłynięcia tej trasy, co ty na to? - zwróciła się do Władka, dając do zrozumienia, że tempo wiosłowania było dzisiaj, jak dla niej, zbyt wolne.
- Jak chcesz, nie ma problemu - zgodził się, a odkładając wiosło, chwycił brzeg pomostu, by ułatwić dziewczynie bezpieczną wysiadkę.

Tej nocy nikt poza Gabrysią nie był w stanie zawładnąć uwagi jego erotycznych fantazji. To co się działo w jego wyobraźni, na dumnie nazwanej przez nich "niebiańskiej wyspie", powinno przemianować człon jej nazwy na rozkoszna. Onanizował się niczym po miesiącach poszczenia, a wspomnienie nagości małolaty, przyspieszała wystrzał spermy aż tak, jak nigdy wcześniej tego nie doświadczył. Usilnie też nasłuchiwał odgłosów dobiegających z innych pokojów, ale tej nocy nikt poza nim nie miał ochoty na seks. Dziwił się temu, bo on, będąc dorosłym i mając żonę, uprawiałby seks codziennie. O swoich rodzicach nie myślał w tym kontekście, chociaż wiedział, że seks nie jest im obcy. Dziwił się tylko wujkom, bo obie ciocie były pięknymi i zgrabnymi kobietami. Ich ciałka dobrze obejrzało młodzieńcze oko. Wyobraźnia była jeszcze bardziej łaskawa.


- Dzisiaj moja kolej. Ty byłaś wczoraj - uzasadniała Majka, kiedy rano dwójka wczorajszych odkrywców zaczęła ustalać godzinę wyruszenia na wyprawę.
- Umawiałem się z Gabrysią - stanął na straży honorowego zachowania się. - Wczoraj nic nie mówiłaś. Możemy popłynąć inny razem - próbował szukać kompromisu.
Wiedział, że z Gabrysią zapowiada się ciekawy rejs. Już od samego poranka miał ułożone w głowie scenariusze na dzisiejszy wyjazd. Co prawda, na razie realizowane w wyobraźni, ale zapowiadało się wyjątkowo.
- Ja się umawiałam, ja popłynę - dołączyła Gabi, broniąc racji.
Przepychanki słowne doprowadziły do rozgorzenia trudnej do opanowania dyskusji, dwie nastolatki walczyły w niej o wpływy. Nie było łatwo, szczególnie chłopakowi. Odczuwany rozdźwięk spowodował, że nakazał dziewczynom się dogadać. Obie były dla niego szczególne, chociaż wolał wypłynąć z wczorajszą partnerką od wiosła. Nastolatki finalnie zdały się na los. Jak dzieci, zagrały w marynarza, do trzech. Wynik starcia był wyrównany, ale to Majka podskoczyła w geście tryumfu. Gabrysia żałowała, że się na to zgodziła. To ona miała rację i powinna płynąć z Włodim.
W porównaniu z wczorajszą wycieczką, ta dzisiejsza była po prostu nudna. Obeszli cel ich wyprawy wszerz i wzdłuż, odpoczęli i wrócili. Tak opisałby to w skrócie organizator rejsu. Nic dziwnego, że chciał szybko wrócić i zagrać na playu. Nawet widok odważnego stroju kąpielowego i wyeksponowanych walorów ciała Majki, nie przyćmiło doświadczeń dnia poprzedniego. Ostatnio miał dużo lepsze widoki. Oczywiście, że pożerał wzrokiem każdy odsłonięty skrawek ciała, ale wczorajsza śmiałość Gabrysi, przyćmiła bodźce dostarczane do tej pory przez Majkę.




- Wsadź go, ale nie za głęboko. Jestem jeszcze... dziewicą - powiedziała lekko zawstydzona o palcu chłopaka krążącym wokół przedsionka pochwy. Spojrzała mu w oczy, badając jego reakcję na to zwierzenie. Dostrzegła ją. Nie dowierzał. Jej dotychczasowa śmiałość przeczyła obrazowi niewinnej dziewczyny, kojarzonej z dziewicą.

Tak potoczyły się wypadki tego dnia. Była to ich trzecia wizyta na wyspie... rozkoszy. Tak ją nazywał w myślach Władek. Poprzedni pobyt wyglądał jak pierwszy. Był fajny, ale oboje czuli, że nie powtórzą już tych emocji z pierwszego razu. Było ciekawie, ale też bez emocji. Trzecia wyprawa nie zapowiadała się inaczej i gdyby nie inicjatywa Włodiego, pewnie znowu pochodziliby tylko na golasa i cieszyli się, że bawią się w nudystów.
- Poczekaj, mam coś fajnego - powiedział i oddalił się w kierunku przycumowanego do grubej gałęzi kajaka. Wrócił najwyżej po dwóch minutach. - Voila! - dynamicznym ruchem rozwinął nieduży koc. - Mam też coś na ząb i colę - pochwalił się. Nie chce mi się jeszcze wracać - uzasadnił podjęte przygotowania. Tak naprawdę wziął koc z innego powodu.
- Fajnie, że o tym pomyślałeś. Nie powiem, wiosłowanie mnie zmęczyło - ucieszyła się, bo siedzieć na trawie gołym tyłkiem, nie należało do przyjemnych doznań.
Przez chwilę żartowali, rozmawiali o drobiazgach i tylko czasem się zarumienili, kiedy niby ukradkiem zerkali na swoje narządy. Uśmiechali się do siebie ze zrozumieniem i przyzwoleniem.
- Dziwne, nie? - rzuciła tajemniczo w momencie przedłużającej się ciszy.
- Co takiego?
- No, że siedzimy sobie tutaj nadzy i... gadamy, jakby nic - uściśliła, co ma na myśli.
- Nigdy bym nie pomyślał... - zaczął, ale nie było mu dane skończyć.
- Że ja... mogę być taka - szukała właściwego określenia - śmiała - weszła mu w słowo.
- Yhym - potwierdził.
- Wiem, że wolałbyś tu być z Majką, ale - zrobiła pauzę, czekając aż szybko zaprzeczy, zrobił to.
Kilka chwil poświęcili na rozmowie o nieobecnej i chłopak zdawał się być szczery w tym, co mówił. Nie zaprzeczał, co do jej piękna i ciekawych rozmów z nią, ale przyznał również rację Gabrysi, która przekonywała go, że dziewczyna nie jest tak idealna, na jaką wygląda. Rozmowa toczyła się w najlepsze, kiedy w przewody słuchowe Włodiego wpadły, jakby wzmacniane specjalnym aparatem dźwiękowym słowa Gabi:
- Chcesz ją dotknąć? - zaproponowała trochę nieśmiało, patrząc mu z powagą w oczy i kierując je w dół, pomiędzy swoje nogi. W tym samym momencie lekko rozchyliła uda, jakby na znak jego zainteresowania.
- Pytasz poważnie? - przełknął nerwowo ślinę.
- Yhym - patrząc mu w oczy kiwnęła głową, zrobiło się wyjątkowo niezręcznie.
To było niezwykłe uczucie, kiedy jego dłoń sięgała w kierunku nagiego uda. Zawahał się chwilkę, czekając na jej słowa typu "żartowałam", ale nadal nic takiego nie usłyszał. Dotknął skóry uda i patrząc na dłoń zmierzającą do celu, nadal nie wierzył, że za chwilę dotknie prawdziwej cipki. Gładkość skóry nogi, była niczym w porównaniu z tym, co poczuł dociskając palce do sromu kuzynki. To była czysta rozkosz. Przysunął się energicznie i odchylił udo, by łatwiej eksplorować ten skrywany na co dzień obszar ciała. Nie widział miny dziewczyny, która zdradzała czystą ciekawość, co do tego, jak się to wszystko potoczy dalej.
- Robiłeś... już to kiedyś - zapytała, patrząc na dłoń Władka, rozchylającą wargi sromowe, a samego zainteresowanego wpatrzonego w jej krocze, niczym w pojazd pozaziemski. Emanowała z niego chęć poznania, równa z determinacją zdobywców szczytów górskich, czy najniebezpieczniejszych zakątków świata.
- Ale... co?
- Dotykałeś tak kiedyś dziewczynę? - uściśliła. Była ciekawa, w sumie obawiała się, że Maja znowu była tą pierwszą.
- Nie, to pierwszy raz - odpowiedział zawstydzony wyznaniem. Brak doświadczenia w tym względzie raczej nie było atutem.
- Widać - zaśmiała się sympatycznie, bez jakiejkolwiek negatywnego zabarwienia. - Ale spoko - upewniła go, że to nie problem. Szerzej rozłożyła uda.
Gabrysia nie czuła nie wiadomo jak dużej przyjemności. Fakt, jej cipka była dotykana przez chłopaka, ale kierowała nią bardziej ciekawość, chęć zrobienia czegoś szalonego, wyjątkowego, a nie ochota na przeżywanie rozkoszy rodem z erotycznych filmików. Chciała przeżyć nowe emocje, zabawić się. Wśród znajomych, nie miała osoby, której mogłaby zaufać na tyle, by odważyć się na coś takiego, a nasłuchawszy się wielu opowieści koleżanek o podobnych doświadczeniach, pragnęła sprawdzić, jak to jest. Nie było lepszej ku temu okazji. Dlatego dokonała takiego wyboru. Miała przeczucie, że kuzynowi może zaufać. Nie zawiodła się.
Fałdki sromu przesuwały się pomiędzy drżącymi palcami Włodiego, który nie odrywał oczu od różowych strzępków dziewczęcego ciała, na którym mieniły się ślady pochwowej wydzieliny. Ślizgał się po nich z łatwością i zapałem, a Gabi dziwiła się męskiej fascynacji kobiecym narządem. Było jej nie tyle przyjemnie, co bardzo ciekawie, ekscytowała się tym przeżyciem. Uważała, że tak powinny wyglądać te wakacje. Powinna zrobić krok w dorosłe życie.
- Wsadź go, ale... nie za głęboko. Jestem jeszcze... dziewicą - powiedziała o palcu chłopaka krążącym wokół przedsionka pochwy lekko zawstydzona .
Nie dopytywał, nic nie mówił, wykonał prośbę i kolejny raz odnalazł skrawek raju na ziemi. Było tam mokro, ciepło i tak dziwnie ciasno. Ślizgał się tam chwilkę, jakby szukał dna, ale po kilku nerwowych ruchach dziewczęcych bioder, przestał i rozpoczął regularną palcówkę. Palce, raz jeden, raz drugi, zagłębiały się w szczelince najwyżej do połowy ich długości, a ilość soczków konsystencją przypominających kisiel, stała się jakby obfitsza. Nie przestawał tak ruszać ręką przez kolejną minutę. To co się wydarzyło później przeniosło ich relację na kolejny, wyższy poziom. Zaskoczyła go tego dnia kolejny już raz.

Nastolatkowie wracali roześmiani i pełni entuzjazmu. To było dla nich tym czymś, o czym od dawna marzyli. Erotyczna wakacyjna przygoda pełna emocji, euforii i zabronionych czynności. Bez wątpienia sięgnęli po zakazany owoc. Ale jakże smaczny. Tym razem przybijając do pomostu zastała ich tylko cisza. Dookoła panował spokój i słychać było tylko śpiew ptaków. Stawiając powolne kroki na gorących od słońca deskach pomostu, spojrzeli na siebie, a w oczach dostrzegli błysk szaleństwa, wspomnienie tego, czego się dopuścili. Jednocześnie się zawstydzili i odwrócili wzrok. Dumne uśmieszki starczyły im za tysiące słów.

W domu zastali nie tylko znudzoną Majkę, ale również rodziców. Tego dnia wrócili z żagli wcześniej, bo chcieli wybrać się do miasta na kolację i drobne zakupy. Nagle sielskie, spokojne życie zamieniło się na w pełni towarzyskie. Wyglądało na to, że do wieczora prawie zapomnieli o łączącym ich sekrecie. Było inaczej, i gdy tylko ich oczy napotykały wspólnika przedsięwzięcia, wspominali swoją śmiałość na kocu, wśród traw i drzew. Wielokrotnie czuli przyjemny ucisk ich trzewi.

Następny dzień przywitał ich deszczem. Wszyscy garowali w domu. Włodi na szczęście miał w pokoju playstation i nadrabiał zaległości w graniu z poprzednich dni. Czasem dochodziły do niego dziewczyny, z którymi dzielił się tą rozrywką. Wirtualne sportowe zmagania były nawet świetną zabawą. Pierwszy raz bawili się świetnie w trójkę. Nie było sporów, złośliwości, a nawet jeśli, wynikały z przebiegu gry, a nie innych, bardziej przyziemnych pobudek.
Dorośli drinkowali w pokoju dziennym na parterze i wciąż wybuchali gromkim śmiechem. Zazwyczaj świetnie się bawili. Władysław pomyślał, że chciałby w przyszłości mieć tak zgraną i wesołą ekipę, jaką tworzy obecna grupa, hucznie urzędujących na dole. Patrząc przez okno w stronę przystani, dostrzegł spacerującą po pełnej kałuż drodze, mamę Mai. Cóż, pewnie lubi spacerować po deszczu. Sam uwielbiał ten specyficzny zapach, tuż po burzy, ulewie, czy mżawce, kiedy zapach runa leśnego podrażniał zmysł powonienia. Czuł się wtedy wyjątkowo. Ciocia Ania musiała mieć podobnie. Miał nawet ochotę do niej dołączyć, ale właśnie przyszła jego kolej na przejście poziomu gry.
Tej nocy nie potrzebował układać scenariusza fantazji. Po prostu wspominał chwile spędzone tego dnia na wyspie. Co tam palcówka. To doświadczenie było wspaniałe, ale to co nastąpiło później, było istnym apogeum rozkoszy, przynajmniej dla poznającego erotyczne życie młodzieńca. Wcześniej tylko oglądał, albo wyobrażał sobie podobne sceny. Teraz mógł je wspominać. Poświęcił na to sporą część nocy.




- Zrobić ci? - spytała nieskrępowania składaną ofertą.
Nie wiedziała czego się spodziewać, ale w odmowę nie wierzyła. Czekała tylko na oficjalną zgodę chłopaka, by nie wyszła na jakąś narzucającą się gówniarę bez zasad. Palec Władka świdrował wnętrze jej ciała, czuła, że niekiedy wpycha w nią nawet dwa. Była w stanie to znieść. Patrząc na zabawy w kroczu, też zapragnęła czegoś więcej, też była ciekawa, jak to jest. Presja rówieśników i szybkiego, beztroskiego życia przemycana w mediach, robiła swoje. Od samego początku podziwiała prężącego się kutasa, którego Włodi czasem sam nieśmiało dotykał, jakby mu w czymś przeszkadzał. Przecież dam radę, to nic trudnego - dopingowała siebie samą do działania.
Młodzian przysunął bliżej biodra. To była jego odpowiedź. Patrzył urzeczony widokiem drobnej dłoni oplatającej penisa, poczuł chłód palców i delikatny ucisk. Westchnął głośno już po kilku pierwszych ruchach dziewczyny. Oparł się rękami za plecami i patrzył na nieśmiałe obciąganko. Żołądź zdawała się za chwile eksplodować, tak była nabrzmiała i prawie purpurowa. Zabawy ręczne Gabrysi trwały tylko chwilę. Nie odczytał jej intencji, a ona nie uprzedzała. Podniecona, pochyliła tułów nad ciałem kuzyna, a jej usteczka nakryły ciepły obły narząd, to była jej inicjatywa.
- Dawno już chciałam tego spróbować - uzewnętrzniła się. Ciam... ciam... ciam - wróciła do frywolnej zabawy, a odgłosy zdawały się być wyrwane ze ścieżki dźwiękowej pornosa.
Poczuła, dziwny jak dla niej, smak prącia, ale nawet się nie skrzywiła, wyczuwając zmieszane ze śliną słonawe drobinki męskiego płynu ustrojowego. Jej głowa rytmicznie tańczyła nad biodrami Władka, kiedy usłyszała niepokojące słowa.
- Przestań! Już przestań! - mówił jakby z wyrzutem.
- Co jest? - Uniosła głowę i spytała pochłonięta czynnością, która nawet jej się spodobała. Niepokoiła się. Przestraszyła się, że robiła coś nie tak.
- Za... zaraz skończę - wytłumaczył przejęty sytuacją, a słowa ledwo przeszły mu przez zaciśnięte gardło. Mięśnie całego ciała miał już mocno napięte. - Ruszaj... ręką - prosił nie patrząc już na nic, a w jego oczach buzował żar zbliżającej się euforii.
Gabrysia odetchnęła, wręcz się ucieszyła. A więc robiła wszystko, jak należy. Zaśmiała się z niezrozumienia intencji Włodiego. Ruszała dłonią, może trochę niewprawnie, ale poczuła ciepło rozlewającej się między palcami spermy. Wytrysk przypominał wystrzał gejzeru, i tak samo jak ta osobliwość natury, wyrzuciła w powietrze gorący płyn, który opadł na brzuch młodziana, a przy okazji na szczuplutkie palce Gabrysi.
Włodi wspominając w nocy oralne pieszczoty kuzynki, pieścił członka powoli, wręcz czule, próbując nadać dłonią tempo pracy ust Gabrysi. Nawet poślinił dłoń, by było mu jeszcze bardziej przyjemnie. Tak własnie było - bardzo przyjemnie, a charakterystyczne ciamkanie powodowane ocieraniem się członka o lepką substancję, rozchodziło się po pogrążonym w ciemności pomieszczeniu. W końcowej fazie wspomnień, zaczął fantazjować i przez chwilę był znowu na wyspie rozkoszy, a finał nastąpił w ustach odważnej kuzynki. Przyjęła lepki ładunek z uśmiechem na twarzy.




Dzisiaj było chłodno od samego rana i cała rodzinka krzątała się po domu. Nie była to łatwa sytuacja, kiedy dwoje nastolatków myślało o czymś zupełnie innym niż pozostali. Nie zmawiali się, ale oboje odmówili wyjazdu do miasta. Powód był banalny - dokończenie gry na konsoli. Od rana grali u niego w pokoju, więc ich wymówka była wiarygodna i znalazła zrozumienie. No może tylko Majka nie rozumiała, jak można wybrać nudną już grę, a nie miłe zakupy, ale to było tylko jej niewypowiedziane zdanie. O kuzynce pomyślała, że jest żałosna i podlizuje się Włodiemu.
Młodzi upewnili się, że jest bezpiecznie i chociaż podążyli do pokoju Władka, nie grali w nim w grę, a od razu przeszli do przyjemniejszych rozrywek. Co prawda zasiedli na łóżku, twarzą do ekranu telewizora, ale ich porozumiewawcze spojrzenia, zdradzały już emocje, towarzyszące ich oczekiwaniom. Oparli się plecami o ścianę i przez chwilę czekali. Młodzian pierwszy sięgnął do guzika spodni kuzynki, ta nie odtrąciła dłoni. Patrzyła się jak nieporadnie i nerwowo trudzi się, by odpiąć zapięcie. Po chwili patrzyła już jak zabawia się cipką.

- Nie boli cię... kiedy tak naciągam - zapytała Gabrysia, kiedy mocno zsunęła napletek, a wędzidełko zdawało się za chwilkę urwać.
Patrzyła się w obnażoną żołądź, wciąż nie wierząc, co właśnie robi. Czuła twardość penisa, a dłoń powoli przesuwała się wzdłuż korpusu męskiej osobliwości. Kontynuowała zabawę, tak to wyglądało. Zmieniała uchwyty, kierowała prąciem niczym gałką zmiany biegów w samochodzie, a zmiany tempa poruszania dłonią, dostarczały jej przyjemnych wrażeń. Widział czasem, że kuzyn uśmiecha się, kiedy ona wpatrzona w narząd, zdawała się być jak zahipnotyzowana. Teraz i on powrócił dłonią w jej majtki, gdzie przywitała go rozkoszna wilgoć. Błyskawicznie rozsmarował ją po okolicy, a głodne palce rozpoczęły delikatne prześlizgiwania po delikatnej szczelince. Gabrysia sama zrzuciła jeansy i została tylko w bieliźnie. Tego dnia pierwszy raz pokazała mu piersi. Sama na to wpadła. Po prostu rozpięła stanik, zdjęła go, pozostając tylko w czarnej bluzce, a widząc rosnące pożądanie Włodiego, najzwyczajniej w świecie uniosła krawędź okrycia wyżej niż normalnie przystoi. Zaprosiła go do odkrycia nowych ziem, tym razem górzystych. Dłoń chłopaka błyskawicznie zapoznała się z jędrnymi cycuszkami. Nie mieściły się w jego dłoni. Wrażenia z dotykania ich były wyjątkowe, szczególnie że ona wciąż trzepała mu gruchę. Po chwili zabawy piersiami, szybko wrócił paluszkami do ciepłej norki. Teraz dłoń kursowała tam i z powrotem, niczym autobus linii miejskich.
- Mogę cię pocałować? - zapytał niespodziewanie i bardzo grzecznie, oddychał głęboko.
- No... nie wiem... . - szukała wyjścia z tej sytuacji. W sumie była bardzo ciekawa, co to przyniesie. Widziała pełen emocji wzrok skupiony na jej twarzy. Patrzył się, wręcz gapił się na jej błyszczące od śliny usta. Właśnie odruchowo je nawilżyła.
Zbliżył głowę ku niej, a ona nie protestowała, czekała. Poczuła ciepło ust, a po chwili ruch języka ocierającego się o jej język. Niby miły stan, ale było jakoś dziwnie.
- Możemy... tego nie robić? Dziwnie się czuję - podzieliła się nie do końca przyjemnym wrażeniem z całowania się z kuzynem. Wyjątkowość pierwszych chwil minęła i teraz czuła się bardzo niezręcznie. Wolała czuć dłoń na cipce niż język w ustach, pocałunki były zbyt intymną sytuacją. Podobało jej się, że nie nalegał, nie naciskał, dużo to ułatwiało. Skupili się na wzajemnych pieszczotach, a ich dłonie pracowały rytmicznie i szybko. Czasem oboje się sympatycznie śmiali, widząc czego się dopuszczają.
- Wolisz ustami, czy ręką? - zapytała, jakby pobierała tajne nauki. W sumie była to jakaś forma wzbogacania wiedzy, tajną również można było ją nazwać. Pytanie zabrzmiało bardzo swobodnie.
- Pewnie, że ustami - prychnął na znak, że to oczywiste, i jak ona może myśleć inaczej.
Urzekło go to, że dziewczyna nie skomentowała, tylko nakryła czerwoną gałkę ustami i przez chwilę pieściła tylko ją, zsuwając usta ku jej krawędzi, by po chwili podążyć nimi na szczyt. Zassała ją, kończąc ruch zmysłowym cmoknięciem. Zrobiła tak kilka razy, a później penis Władka nurzał się w ustach kuzynki na najróżniejsze sposoby. Jej i jemu odpowiadała taka alternatywa dla grania na playu.
Rodzice wrócili po dwóch godzinach i zastali swoje dzieci skupione na pokonywaniu wirtualnych przeszkód. Zauważyli puste opakowanie po ciastkach i dwie puste już puszki po napojach.
- Nie za dużo tych gier? - upomniała Władka mama. - Nie wydaje mi się, żeby to - wskazała oczami pudełko po słodkościach - był dobry obiad. Jedliście coś innego?
Zaangażowany w grę, nawet nie raczył odpowiedzieć.
- Włodi, pytałam o coś - napomniała go za jego niekulturalne zachowanie wobec niej.
- Mamo, gramy! - Dał znak, że im przeszkadza. Te słowa musiały starczyć za odpowiedź.

Dwa kolejne dni, zimne i deszczowe, doprowadziły do sytuacji, że wszyscy pragnęli wybyć z domu. Trzeci zdawał się być zwiastunem zmiany na lepsze, przestało padać. Część osób pojechała do miasta, by tam rozładować frustracje, część pracowała przy jachcie na przystani, a Gabrysia z kuzynem zapowiedzieli rundkę po jeziorze kajakiem. Majka już nie wybrała się z Włodim na podobny rejs. Przestało ją to kręcić i dziwiła się Gabrysi, że widzi w tym coś fajnego, ona wybrała opcję zakupów. Poza tym nie było zbyt ciepło, i wysilać też się jej nie chciało.
Młodzi płynęli szalonym tempem. Zdawali się być zgraną osadą i nawet zaczęło im się to podobać. Wciąż było chłodno jak na letni dzień, ale cieplejsze ubrania i praca wiosłami rozgrzała ich na tyle, że im było teraz ciepło. Wysiłek przecież uszlachetnia - twierdziła nastolatka. W oddali dostrzegli zarys wyspy, pogrążonej w niewielkiej mgle. Okolica zdawała się być pogrążona w magicznej aurze. Słonko nieśmiało przebijało się przez prześwity chmur, plusk wody nastrajał ich spokojem, pozwalał się relaksować, a szuwary zdawały się tworzyć nieforemne postacie - strażników wyspy. Pomimo tak cudownych wizualnych wrażeń, oboje zmierzali na skrawek lądu i myśleli o tym samym. Ostatnio, ponownie przekroczyli granicę, uznawaną za odległą ich możliwościom. I szczerze sobie wyznali, że nie żałowali, że to było fajne. Wchodząc na ląd, uśmiechnęli się porozumiewawczo, dając drugiemu do zrozumienia, że tutaj dzieją się zazwyczaj dziwne rzeczy. Po kilkuminutowym spacerze wśród drzew, mimo chłodniejszego dnia, nie zrezygnowali z przyjemności, którą niedawno odkryli.
Władek właśnie robił palcówkę kuzynce, a ta delikatnie pomagała mu ruchem swojej miednicy. Polubiła te jego wariackie pieszczoty, było naprawdę fajnie. Sama dzierżyła w dłoni kilkunastocentymetrową pałę Władka, a jej dłoń poruszała się na niej już dużo sprawniej. Gabi szukała wzrokiem oczu bardzo skupionego na smyraniu sromu chłopaka, ale ten jak na złość wciąż patrzył i patrzył w jej krocze. Bardzo jej się ostatnio spodobała nowa pieszczota, ale to nie zależało tylko od niej. Nie zdawała sobie sprawy, że młodzian tylko czeka na sygnał. Nie wytrzymała, musiała go naprowadzić.
- Zrobisz... tak... jak ostatnio? - zawstydziła się.
Podniósł głowę i odszukał jej przestraszonych oczu. Zdawała się przepraszać za prośbę, którą uznała za zbyt śmiałą. Jak facet może lubić smak cipy - pomyślała o swoim pomyśle. Ale nie mogła zapomnieć, jak dobrze jej wtedy było. Ostatnie dni myślała tylko o tym.
- A chcesz? - zapytał pełen entuzjazmu, jakby tylko na to czekał. Jemu zdawało się, że nie była ostatnio z tego zadowolona, więc się za to nie zabierał. - Tylko, że... nie wziąłem koca - przeprosił za ten problem.
Zadowolona z werwy, jaką u niego dostrzegła, szybko znalazła odpowiednie stanowisko. Położyła złożone spodenki na wystającym z ziemi kamieniu i usiadła. Powoli, z rezerwą i subtelnie zarazem, zaprosiła kuzyna między uda, rozchylając je wymownie. Czuła wstyd, kiedy trącił ją językiem kilka pierwszych razy, ale po tym, jak zaczął gładzić jej uda, nie odrywając przy tym ust od muszelki, przestała się już martwić o smak, jaki zastanie go w cipce. Buszował w sromie jak wariat, co przyniosło niewidziane dotąd ilości produkowanych soczków. Sam widok głowy wciśniętej między nogi, doprowadzał małolatę to białej gorączki. Wszędobylski język kompana, rozbroił ją do reszty.
Włodi delektował się walorami do tej pory nieosiągalnymi dla niego. Badał krocze nastolatki niczym naukowiec. Dotykał, masował, naciskał, wymyślał nowe sposoby. Przekładając na boki delikatne płateczki sromu, zaglądał w powstały krater i podziwiał kolor różowych, miejscami czerwonych, mieniących się od śluzu okolic. Smak dziewczęcej wydzieliny przestał mu przeszkadzać. Nie był tak cudowny, jak zdawał się być na filmikach, ale zrozumiał, że to nie ambrozja, a płyn ustrojowy mający ułatwiać ruch w ciasnym tunelu, nie musiał smakować jak truskawki. Nawet lekko kwaśnawy smak, zdawał się być paliwem dla jego pożądania. Lizał cipkę i lizał, a momentami zasysał delikatne wypustki, aż słyszał głośne westchnięcia kuzynki potwierdzające, że jej się to podoba. Dziewczyna nerwowo nadziewała się na usta towarzysza i wciąż hamowała werbalne oznaki przyjemności, sama nie wiedziała dlaczego. A więc to tak? - uśmiechała się, czując rozrywającą ciało energię. To był jej pierwszy orgazm zaserwowany przez przedstawiciela płci przeciwnej.
Oczywiście, że mu się odwdzięczyła. Zrobiła mu laskę z ochotą porównywalną do zaangażowania jego ust i języka, pieszczących jej różyczkę. Też szukała nowych sposobów. Kiedyś przelotnie widziała, jak aktorka zasysa jądra filmowego partnera, miała ochotę spróbować. Tylko dość długie włoski łonowe na mosznie, zniechęciły ją do tego, no i trochę jeszcze wstyd, który pojawił się niespodziewanie jak ten pomysł. Dokończyła robienie laski klasycznie. Kolejny raz czuła lepką maź pomiędzy palcami. Nie był to problem, po wszystkim umyła dłonie w wodzie przy brzegu jeziora. Podziwiała białawe smugi znikającej w mętnej zielonkawej wodzie, zdawały się tworzyć abstrakcyjne kompozycje.

Wspominając dzisiejszy pobyt i śmiałe, bardzo śmiałe zabawy, żałował, że nie dojdzie do niczego więcej. Myśląc o tym teraz, czuł wstyd i zakłopotanie, ale z drugiej strony, był szczery, a sytuacja wymagała upewnienia się, co do dalszej relacji z Gabrysią. Podszedł do niej, kiedy myła ręce w wodach jeziora. Czuł się wspaniale, był zadowolony i rozluźniony, śmiałości też mu nie brakło.
- Nie wiem, ale może... - zaczął mowę. Spojrzał na nią trochę zbyt poważnie, jak na zwykłą rozmowę, zaciął się.
- Co mówiłeś? - zapytała, bo chlupot wody trochę zagłuszył jego słowa.
- Chodzi o to, że... Tak się zastanawiam... - zrobił pauzę - Czy mam kupić, no wiesz? - zawstydził się, miał na myśli prezerwatywy. Zrozumiała do czego zmierza.
- Nie, nie zrobimy tego - mówiła trochę przerażona propozycją. Patrzyła w odległy brzeg jeziora, unikając jego spojrzeń. - Nie jestem gotowa... Nie o to mi chodziło... Nie. - zapowiedziała, burząc jego wyobrażenia o uprawianiu seksu. Zastanawiała się jeszcze chwilę i ponownie dała mu to do zrozumienia.
Wracając, rozmawiali o tym jeszcze w dość luźny sposób, ale nie wyczuwała wyrzutów, czy rozczarowania ze strony Władka, bardziej chyba ulgę. Może zostało już kilka ostatnich dni pobytu, ale otwarcie oznajmiła mu, że na nic więcej niż zaoferowała do tej pory, nie może liczyć. I tak dostał wiele, dobrze to wiedział. Dziewczyna nie zmieniła zdania, a on już nie nalegał. Szanował to, co ustalili w trakcie tego powrotu. I tak było cudownie. Nigdy nie pomyślałby, że tak przeżyje te wakacje.




Nie miał zwyczaju chodzić wcześnie spać, szczególnie przedostatniej nocy pobytu na Mazurach. Czasem długo śmigał po internetowych atrakcjach, a kilka ciekawych aplikacji i gier pozwalało mu spędzić czas na tyle miło, że wybierał właśnie to, niż regeneracyjny sen. Normą było, że nocami, przynajmniej raz, zaspokajał młodzieńcze pragnienia, tym bardziej, że wzbogacił się o kolejne erotyczne doświadczenia. Poczucie realności swoich fantazji wzrosło, a co za tym szło, doznania były głębsze i bardziej intensywne. Jakość scen również wzrosła, stały się bardziej realne. Kilka minut temu usunął wszelkie ślady spermy z brzucha, a chusteczki schował zawinięte w woreczek do plecaka. Nie czuł znużenia i oddał się graniu na telefonie. Mógł tak robić, bo rano nie miał żadnych zobowiązań, mógł spać do późna. I tak nie było mu wcześniej łatwo zamknąć oczu, bo przedostatnią noc wczasów dorośli poświęcali na zakrapianej imprezie, po następnej przecież mieli prowadzić samochody. Idąc na górę, do siebie, żegnał rodziców, wujków i ciocie, a poziom ich upojenia alkoholem i rozbawienie, nie zwiastowały rychłego zakończenia. Jeszcze waląc konia, wciąż słyszał śmiechy i głośne rozmowy, które wreszcie ucichły, musieli skończyć, albo zalać się w trupa. To drugie do nikogo z nich nie pasowało, więc pewnie mieli już dość i poszli spać. Jak się okazało po chwili, spać raczej jeszcze nie chcieli. Włodi usłyszał dobiegające zza ściany odgłosy uprawiania seksu, jak kilka dni temu, ale tym razem były jakby śmielsze i głośniejsze. Przeanalizował kilka czynników i upewnił się, że byli to rodzice Gabrysi. Wolałby słyszeć cichutkie jęki cioci Ani, ale nie od niego to zależało. Czasem dosłyszał dyszenie, a niekiedy szybko tłumiony jęk. Podniecił się, ale nie czuł potrzeby masturbacji. Nasłuchiwanie było fajnym urozmaiceniem. Kiedy wszystko ucichło, on nadal nie mógł zasnąć. Już wiedział, co mogą czuć ludzie cierpiący na bezsenność. Teraz zaczęło go to już męczyć. Spojrzał na wyświetlacz telefonu i mrużąc oczy odczytał godzinę. Było sporo po pierwszej, a on nadal się czuł pobudzony i pełny energii. Znów zaczął grać.
Sam nie wiedział, jak to się stało, ale jakiś podszept intuicji podpowiedziała mu, że ktoś się zbliża. Połączenie tego z mikro odgłosami stawiania stóp na korytarzu, a po chwili cichy zgrzyt klamki, spowodowały, że się przestraszył, sam nie wiedział czego. On usłyszał to wszystko jakby wcześniej i zareagował, jak dziecko, chcące ukryć nocną aktywność przed rodzicami. Nie wiedział, po co to robi, był przecież prawie dorosły i miał wakacje, mógł nie spać, ale wygasił ekran telefonu i rzucił go pod poduszkę. Usłyszał dość głośne chrapanie dobiegające z drugiego pokoju, ale też poczuł czyjąś obecność w swojej sypialni, wciąż udawał śpiącego. Pomyślał, że to może Gabi przemknęła z pokoju, by się z nim pobawić w dorosłych, wciąż odgrywał rolę śpiocha. Ale się pomylił. Wybujała wyobraźnia płatała mu figle. Później wszystko przyspieszyło, nie wiedział co się dzieje i o co chodzi.

- Spokojnie, wszyscy śpią - Kobieta przywitała go tymi słowami, szepcząc konspiracyjnie. - Wypili trochę za dużo. Ja chyba też... - uzasadniła, jednocześnie trochę usprawiedliwiając siebie. Uniosła przy tym kącik ust, ciesząc się z tego.
- Ale... - próbował coś powiedzieć, widząc przed sobą dojrzałą kobietę, w dość śmiałej, czarnej koszulce nocnej. Zamurowało go. Nigdy jej nie widział tak ubranej, a właściwie tak pozbawionej ubrania. Zrzucił to na karb jej niedawnego imprezowania. Zapomniała się, ale to dobrze - pomyślał.
- Spokojnie - zrobiła pauzę. - Widziałam, jak pożerasz wzrokiem Maję. - Młodzian poczuł zakłopotanie, bał się, że ciotka będzie robić mu z tego tytułu wyrzuty, problemy, a może tylko będzie trochę moralizować. - Na mnie też tak patrzysz. Rozumiem to - stwierdziła, uznając taki punkt widzenia za fakt nie podlegający dyskusji, tak przecież było. Ostatnie słowa zlały się w jedno dłuższe i zaszeleściły, zdradzając nietrzeźwy stan ciotki. Ale nie wyglądała na pijaną. Jej oczy błyszczały niczym poświata odbijająca się od ciemnych szkiełek, ale otumaniona nie była, panowała nad sobą. Włosy wciąż były wilgotne po niedawnym prysznicu i niektóre kosmyki miała poskręcane niczym małe spirale.
Skonsternowany wyznaniem, i w ogóle obecnością kobiety chłopak, nie wiedział, co powiedzieć, co zrobić. Pozostało mu słuchać, co ma do powiedzenia gość. Ciocia wyglądała niegroźnie, a przypływ śmiałości był pewnie wynikiem wypicia o jednego drinka za dużo. Dziwny uśmiech nie znikał z jej pełnych, idealnych ust. Nie musiał ich wyraźnie widzieć, by przypomnieć sobie ich kształt. Zresztą znał każdy jej zakamarek ciała, podobnie jak ciała Majki, niestety tylko z wyobrażeń. Ciocia miała przecież rację, patrzył na nią z podziwem bardzo często, w sumie zawsze kiedy była w pobliżu. Zdawało mu się, że ona nie ma prawa tego zauważyć, a jednak. Siedząc na brzegu łóżka, przysunęła się do niego, a jej oczy emanowały specyficzną radością, a może to było szaleństwo? Trudno mu było właściwie interpretować zachowanie wstawionej kobiety. Do czego zmierza, o co jej chodzi? Miał nadzieję, że to po prostu nieprzemyślane zachowanie, ot taka reprymenda, by uważał i nie liczył na zbyt wiele ze strony nastolatek. Nie miał nic przeciwko, bo koszulka nocna cioci zdradzała o wiele za dużo, niż powinna, przynajmniej postronnej osobie. Wujek to ma szczęście - pomyślał, że to dla niego kobieta zakłada tak śmiały strój do spania. On teraz mógł nacieszyć oczy idealnym ciałem cioci, takie wyobrażał ją sobie już setki razy, nie mylił się w swojej ocenie.
- Trochę cię obserwowałam i... - uśmiechnęła się - muszę ci powiedzieć, że wyrosłeś na fajnego... - spojrzała mu w oczy - faceta. - Dziewczyny chyba cię lubią? - starała się być oszczędna w słowach, ale łaskawa, bo okoliczności nie sprzyjały prowadzeniu dyskusji, nie po to przyszła.
Nie wiedział, czy chodzi jej o kuzynki, czy ogólnie, o wszystkie inne, ale musiał coś odpowiedzieć. Przyszło mu tylko jedno na myśl, by nie wyjść na sztywniaka.
- Nie... narzekam - rzucił, odchrząkając, bo głos mu się załamywał.
- To dobrze - powiedziała pewnym głosem i nagle urwała zdanie. Wykonała też ruch, którego się nie spodziewał.
Nie pytała, nie uprzedziła, po prostu odkryła kołdrę i sprawnym ruchem ciała, przerzuciła nogę nad jego ciałem. Myślał, że śni. Nie był niczego pewny. Gdzie jest, co robi, czy śni? Przez ułamek chwili widział całe kobiece łono, otwierające się przed nim jak książka. Co prawda było ciemno, ale oświetlenie przystani i otoczenia domu, pozwalało na dostrzeżenie tej osobliwości kobiecego ciała, szczególnie uroczego paseczka owłosienia. Srom zdawał się wyglądać jak poszarpane skrawki mięsa, ale w jego oczach był to najcudowniejszy obraz, jaki ostatnio widział. Poczuł ucisk miękkiej okolicy kroku cioci na twardym członku. Kobieta mruknęła w uznaniu, dociskając cipkę do tej cudownej wypukłości, przy okazji unosząc krawędź piżamki na ponętne biodra. Nic nie robił, był sparaliżowany, a może śnił rozkoszny sen i nie chciał go przerwać, sam nie wiedział. Jeśli tak było, pragnął by omam trwał i trwał, nie chciał dać pretekstu, by coś mu przeszkodziło, a cudowna zjawa zniknęła. Zdawało mu się, że przeniósł się do innego świata. Poczuł dłoń na kutasie, a po chwili wszechogarniające ciepło i wilgoć ścianek pochwy. To byłoby takie proste!? Wszedł jak doświadczony kochanek, za pierwszym ruchem, no dobra, ona go wcisnęła, ale i tak poczuł dla siebie uznanie. Kobieta załatwiła to jak dorosła, a nie jak niezdecydowana, bojaźliwa małolata. Nie wierzył, że to już, że tyle wystarczy. Euforia tryskała z jego ciała i czuł się, jak pogrążony w rozkosznym letargu. Widział nie zdradzającą większych emocji twarz cioci, która zamknęła oczy i wykonywała powolne ruchy w górę i w dół, nawet na niego nie patrząc, a jej usta przeszywały grymasy, na pewno nie bólu, chociaż tak to wyglądało. Cichutko dyszała opuszczając miednicę, chwilę zastygała, robiąc okrężne ruchy biodrami, a po chwili kreśliła nimi ósemki. Mruczała, natrafiając na erogenną strefę i czasem nawet wplatała palce w swoje włosy, unosząc przy tym ramiona w niewerbalnym geście "ja tu rządzę, nie przeszkadzaj". Bał się jej przerwać, bo dopiero teraz uświadomił sobie, że się nie zabezpieczyli. Próbował ją poinformować, ale spanikował, stchórzył, nie chciał przerywać. Zdawała mu się być kobietą z najskrytszych męskich marzeń, zachowywała się jak uosobienie męskich pragnień. Robiła to tak zmysłowo i płynnie, że można by było nagrywać tą scenę do filmu bez żadnych cięć, czy montażu. Rozbroiła go, a on na cały świat machnął ręką z całkowitą obojętnością. Niech się dzieje - mówił do siebie.
Zaśmiała się sympatycznie dostrzegając, że odważył się położyć dłonie na jej tali, pozwoliła mu na to. Niczym mentorka, doceniła tym jego śmiałość. Sama oparła dłonie o tors młodzieńca i dociskała go do materaca w trakcie śmiałych podskoków. On badając, na ile może sobie pozwolić, wsunął palce pod delikatny materiał piżamki, a kiedy dotarł do miękkości bioder, zatopił się w nich, a po chwili dociskał w kierunku swojej wieży. Po chwili zrobił tak z jędrnymi pośladkami. Czuł napinane i rozluźniane mięśnie pośladkowe dżokejki, mruczał wtedy jak kot.
- Spokojnie, dziewczyny śpią, sprawdziłam - uspokajała go kolejny raz, kiedy jakiś odgłos zasłyszany na korytarzu, spowodował, że się zawahał i zatrzymał ruch bioder, a głowa odwróciła się od ujeżdżającego go cudu natury w celu nasłuchiwania.
Nagle opadła na niego i przerzuciła się na bok, nakrywając się odruchowo kołdrą, jakby chciała okryć nagość przed niespodziewanym intruzem, schować się za ciałem Władka. Jej też się teraz zdawało, że coś usłyszała. Milczeli tak leżąc i wytężając zmysły. Oboje byli przerażeni. Gdyby ich ktoś nakrył to, byłaby katastrofa, afera na całego. Czekali w bezruchu ponad minutę, która zdawała się przeciągać w nieskończoność. Wciąż słyszeli tylko oddechy i łomotanie serca. Władek widział strach w oczach tej pewnej i dumnej kobiety. Ta oznaka emocji, słabości, rozpaliła jego zmysły. Jak się po chwili okazało, nie tylko jego.
Tym razem powoli i wciąż czujnie, dosiadła go ponownie. Musiała to dokończyć, nie chciała żałować. Taka okazja jej się nie powtórzy. Wciskając w siebie twardą pałę, westchnęła przy tym tak zmysłowo, że chłopak myślał, że momentalnie dojdzie. Dziękował opatrzności, że rozładował emocje kilkanaście minut wcześniej, zanim pojawiła się tu ciocia, a odczuwany przed chwilą strach odwrócił uwagę zmysłów od serwowanej rozkoszy. Gdyby nie to, dawno już byłoby po wszystkim. Kobieta przyspieszyła, by po krótkiej szarży ponownie zwolnić tempo. Drażniło go, że zachowuje się jak nieobecna, nie patrzyła na niego, tylko gdzieś na boki, a najczęściej miała opuszczone powieki. Znowu zaśmiała się, jakby będąc w szaleńczym amoku, właśnie poczuła nieśmiałe chłopięce dłonie na skaczących piersiach, nie wypowiedziała nawet słowa. Zrobiła to dopiero po kilku mocnych uciskach. Sama odrzuciła cieniutkie ramiączka na bok i oswobodziła stożkowate krągłości.
- Fajne? - spojrzała mu w oczy frywolnie, wręcz uwodzicielsko, wciąż go ujeżdżając. W sumie, to nawet nie zabrzmiało jak pytanie, a potwierdzenie obecnego stanu rzeczy.
- Cudowne! - westchnął. Więcej nie był w stanie powiedzieć, nie musiał, to określenie mówiło wszystko. Bawił się piersiami dorosłej kobiety, cioci!
Wszystko miał wymalowane na twarzy, a jego oczy płonęły żądzą, która nie dała się mu już kontrolować. Ona zapytała o swoje wciąż jędrne piersi, by dostarczyć sobie kolejnych erotycznych bodźców. Wiedziała, że ma seksowne ciało, a cycki szczególnie.
To było za dużo jak na takiego młodzieńca. Jego dłonie czuły zmysłowe kobiece krągłości. Nie dziewczęce, nastoletnie, nie. To była najprawdziwsza kobieta z krwi i kości, dojrzała, a w dodatku piękna i seksowna, obiekt jego niezliczonych fantazji erotycznych. Na kolejne wspomnienie, że to przecież jego ciocia, przeszył go przyjemny dreszcz. Jej wspaniały kobiecy zapach przenikał nozdrza i dodawał kolejnych rozkosznych bodźców, a brzmienie głosu rozchodzącego się cichutko w rytm szarpanych oddechów... Nie, tego było już za wiele. Dla niego, nagle, wszystko się skończyło. Ciocia czując to, jeszcze nerwowo przyspieszyła i dopiero teraz, leżący pod nią Władek, zdawał się być manekinem, w ogóle nie dbała o to co on robi. Nadziewała się na jeszcze twardą wypukłość, jak na ruszt, szurała cipką po jego prąciu, aż trochę zbyt głośno jęknęła. Dawno już zapomnieli o otaczającej ich rzeczywistości i tych wcześniej słyszanych odgłosach.
- Przepraszam - przywrócił ją tym słowem do świadomości, kiedy kobieta suwała srom po leżącej na podbrzuszu pałce w zwolnionym tempie.
- Za co? - dyszała ciężko. Nie miała powodów, by powiedzieć mu o orgazmie, który wciąż przeszywał jej drgające od skaczących impulsów ciało. Nie liczyła na aż tak rozkoszny koniec, to był niespodziewany bonus tej przygody.
- Nie zdążyłem... wyjąć... - powiedział przestraszony. - Nie miałem gumki - zaalarmował.
- Przecież wiem. Przestań - skarciła go. - Myślisz, że pozwoliłaby sobie tak bez, gdym nie była zabezpieczona - zaśmiała się rozbawiona. Mówiła te słowa z dziwnego rodzaju obojętnością i pewnością, tak zwyczajnie, jakby chodziło o drobiazg.
- Zawsze o tym marzyłem - poczuł potrzebę zwierzenia się z tego, kiedy ciało ogarnął cudowny stan po wytrysku. Teraz zdradziłby jej największą tajemnicę, gdyby tylko o to poprosiła. Czuł się taki bezbronny, a dzięki temu, czego doświadczył, ufał jej bezgranicznie.
- Widzisz - stwierdziła pogodnym głosem - Marzenia się czasem spełniają - pozostawiła go na chwilę z tymi słowami. - Ja też spełniłam swoją fantazję - dodała po chwili, wyjawiając mu tym samym powód obecności. Odkleiła krocze od ciała Włodiego i opuściła stanowisko, na którym dostarczyła sobie cudownych wrażeń.
Przejechała po wargach sromu, zbierając w palce największe porcje oblepiającego pochwę nasienia i bezceremonialnie wytarła dłoń w pościel. W oczach młodzieńca, nie była już taka nieskazitelnie idealna. Schodziła z niego już mniej kobieco, a kolejny pobieżny zabieg higieniczny wyglądał niemiło. Wszystko zmienił jednak widok ciała cioci, w całej krasie, kiedy założyła ramiączka na miejsce, a zwiewna piżamka opadła i okryła biodra. Obróciła się jeszcze w jego kierunku, jakby sprawdzała, czy czasem nie śniła, upewniała się, że on tam jest. Wtedy piękne duże cycuszki zakołysały się zmysłowo, a chłopak w tym momencie żałował, że wszystko się skończyło. Stała tak w ciemnym pokoju, skąpana w poświacie mdłego światła, a jej gładka skóra odbijała najdrobniejsze jego promienie. Zdawała się być nierealną postacią, cudem natury. Teraz rozegrałby to może trochę inaczej, bardziej skorzystał. Chociaż nie, wspominając wypływające z jego palców piersi, miękkość, a zarazem sprężystość pośladków cioci i ten cudowny stan, kiedy oplotły go jej uda, a pała zniknęła w ogrodzie rozkoszy, uznał, że skorzystał i to suto. Ale i tak chciałby więcej. Pragnąłby ją tak posuwać do samego rana. Na pewno znalazłby na to energię, a później mógłby nawet pościć miesiącami.

Mama Mai wracała zadowolona ze spełnienia szalonej fantazji. Kładąc się obok pochrapującego pijanego męża, doszło do niej, na co się odważyła. Od lat miała chrapkę na jakiegoś niewinnego młodzieńca. Zazdrościła jednej z koleżanek, która opowiedziała jej o swojej przygodzie z siostrzeńcem, ale o taki materiał nie było łatwo. Cały wyjazd przyglądała się Władkowi. Zdawał się być idealnym kandydatem. Rozgryzła go totalnie, a te jego głodne kobiecego ciała oczy, upewniły ją, że nie będzie to wcale trudne, że funkcjonuje jak typowy nastolatek. Wiele razy, kiedy nieświadomy bycia obserwowanym, wpatrywał się w jej córkę, ona snuła plany, jak go podejść. Była też trochę zazdrosna o to, że nie ona skupia na sobie jego uwagę. Od kilku nocy szukała sposobności, ale dopiero tej, zdecydowało się, bo lepszej okazji już nie będzie. Myśl o tym, co planowała, zaczęła ją niesamowicie kręcić. Celowo dolewała mężowi do szklanki, namawiała, by się wyluzował, a on tak zrobił. Teraz śmiała się ze swojej determinacji, nie dowierzała, że przeżyła orgazm, ale nie mogło być inaczej. Te nieprzeżyte nigdy wcześniej emocje, doprowadziły ją do takiego stanu, że jej ciało działało automatycznie, a pobudzenie było wielokroć potęgowane robieniem tak niecnej rzeczy. Ta cała niewinność chłopaka naprawdę na nią działała. Kochankiem był żadnym, ale nie o to jej chodziło, chciała tylko wyjątkowych wrażeń. Teraz nie była gorsza od znajomej. A mąż wciąż cicho chrapał pogrążony w głębokim śnie.
Podekscytowany zajściem Władysław, po przeżyciu najwspanialszego, zaskakującego i wymarzonego pierwszego razu, nadal nie mógł zasnąć. Co chwilę uśmiechał się do siebie w uznaniu, pękał z dumy. Ta chwila z ciocią Anią, była tak doskonała i upojna, że zabawy cipką Gabrysi, były przy tym niewinnymi podchodami, choć i te były odjazdowe. Ten wyjazd był kurewsko zajebisty - nie znalazł lepszego określenia, by opisać to, co czuł. Jeszcze długo leżał z rękami założonymi za głową i myślał. Ciocia Anna była taka, jaką ją znał. Działała pewnie, stanowczo i bezkompromisowo, dokładnie tak ją postrzegał. Właśnie te cechy go w niej pociągały, była inna niż znane mu dorosłe panie. Nawet czuło się od niej pewnego rodzaju dystans do innych, sam przed chwilą to odczuł. Emanowała z niej kobiecość i klasa, co pewnie pomagało jej w robieniu kariery w firmie korporacyjnej, w której piastowała wysokie stanowisko. Fantazjował o niej setki razy, ale był pewny, że kobieta tak wysokiej ligi - ekstraklasy, nawet by na niego nie spojrzała. A on najzwyczajniej w świecie ją przeleciał. Chociaż nie, poprawił się w ocenie zajścia. Wspominając jej zachowanie, grymasy twarzy, dosiadającej go jak amazonka, uświadomił sobie, że to ona przeleciała jego, nie miał co do tego wątpliwości. Przyszła i go użyła. W sumie... było mu to teraz obojętne. Zaśmiał się bezgłośnie. Czuł przenikające go szczęście. Zamknął oczy i błagał, by to nie był nad wyraz realny sen. Stał się mężczyzną, nabył dziś prawo, by tak się czuć.

EPILOG

O poranku zszedł do kuchni, gdzie dorośli spożywali już śniadanie. Dzisiejszym rejsem mieli pożegnać się z wodami mazurskich jezior. Ciocia Anna odruchowo uciekła wzrokiem od jego oczu, wszyscy pozostali uśmiechnęli się i go przywitali, tylko nie ona. Dopiero po chwili jej źrenice porozumiały się z jego, ale trwało to tylko ułamek sekundy, nie dłużej. Ukrywała zakłopotanie. Tak naprawdę to on odebrał jej gesty właśnie w ten sposób. Mówiły - "to się zdarzyło, ale... ". Nic podobnego później nie dostrzegł, żadnej oznaki jakiejkolwiek emocji, nic poza standardowym zachowaniem. Miał wrażenie, że zapomniała o minionej nocy, on nigdy nie zapomni.

Wracając do domu miał sporo czasu na przemyślenia. Obrazy zza szyby mijały bardzo szybko, ale on nawet nie próbował dostrzegać jakichś szczegółów. Myślami był zupełnie gdzieś indziej. Finalnie doszedł do zabawnego wniosku. Pożądał śliczną Maję, erotyczne zabawy przeżył z Gabrysią, a największe szczęście dała mu kobieta, po której się tego nie spodziewał, ciocia Anna. Rozumiał też jej późniejsze uniki, co niby miała robić w takim przypadku dorosła kobieta, w dodatku zamężna? Nigdy nikomu tego nie powie, co spotkało go pamiętnej nocy. Zresztą doświadczenia z Gabrysią również zachowa tylko dla siebie. Zaśmiał się po chwili do siebie na stworzony w umyśle erotyczny kolaż wspomnień. Jedna kobieta go rozczarowała, ale za to dwie zaskoczyły. Zdawało się, że w życiowej rozgrywce prowadził jednym punktem. Życie bywa zaskakujące. Taką banalną puentą, zakończył rozmyślania, wziął głęboki wdech i podjął luźną rozmowę z rodzicami. Wypełniała go dziwne poczucie spełnienia i szczęścia. Czuł się mężczyzną.
Dodaj do ulubionych
21,968
Podziel się ze znajomymi
9.55/10

Jak Ci się podobało?

Średnia: 9.55/10 (131 głosy oddane)

Pobierz powyższy tekst w formie ebooka

Z tej serii

Komentarze (8)

CichyPisarz

CichyPisarz · Autor · 31 maja 2018+3

Ktoś mnie chyba nie lubi. Rozumiem niskie noty, bo np. temat komuś nie spasował, ale 1 punkt na 10 możliwych to chyba przesada. "Pozdrawiam" tego wyjątkowego czytelnika. Sam odpowiedz sobie, dlaczego tak robisz i co chcesz tym osiągnąć. Pamiętaj, karma wraca. A tak poważnie, pozdrawiam tych szczerych ludzi, których konstruktywne i merytoryczne uwagi sobie cenię.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Katek

Katek · 31 maja 2018+5

Koniecznie z Mają druga część surprised

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Tsss

Tsss · 2 czerwca 2018+1

Koniecznie to rozwiń. Dwie kobiety z jednej rodziny. To by bylo cos

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
CichyPisarz

CichyPisarz · Autor · 2 czerwca 2018+1

Spokojnie, spokojnie. Nic nie obiecuję, ale w głowie już coś kiełkuje. Cieszę się, że się podoba. Szczerze mówiąc, po umieszczeniu opowiadania na portalu, sam poczułem niedosyt, więc chyba coś z tego będzie.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Bigstan

Bigstan · 3 czerwca 2018+0

Moim zdanie powinno się rozwinąć pomiędzy Włodim a ciocią Anią.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Sebb

Sebb · 5 czerwca 2018+0

Super! Fajnie napisane, dobrze się czyta. Szkoda tylko, że tu (jak i w innych twoich opowiadaniach) zdarzają się błędy odmian osobowych w stylu "Włodi myślała" ale to szczegół.
Piszesz świetnie - mam nadzieję, że wyjdziesz z poczekalni.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
10qpalzm

10qpalzm · 10 sierpnia 2018+0

po prostu bardzo dobre opowiadanie, pozdrawiam

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
MrHyde

MrHyde · 10 sierpnia 2018+0

No, no smile
Drobna uwaga: Tandem to para, dwoje. Np. dwie osoby w kajaku. wink

Trzy rodzinki w jednym miejscu, latem, na urlopie, tworzyło tandem przypominający

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

lub

Inne popularne opowiadania CichyPisarz:

opowiadania erotyczne

Witamy na Pokatne.pl

Serwis zawiera treści o charakterze erotycznym, przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich.
Decydując się na wejście na strony serwisu Pokatne.pl potwierdzasz, że jesteś osobą pełnoletnią.

Wchodzę