Poliamoria - inicjacja (I)

XeeleeFirst XeeleeFirst

6 marca 2018

hourglass 24 min

Poniższe opowiadanie znajduje się w poczekalni!

Poniższy tekst jest relacją z przebiegu rzeczywistego spotkania. Co więcej, pierwotnie niektóre fragmenty zostały zaznaczone kursywą, co naniosła na mój pierwotny tekst Beata, dziewczynę z którą się spotkałem.

Jest to pierwszy epizod z serii opowiadań, które zamierzam opublikować, gdyż wierzę, że promowany tu styl życia jest obyczajowością aprobowaną i głęboko zakorzenioną w psychice wielu z nas.

Należy chyba jednak ostrzec, że przeczytanie tego tekstu może wpłynąć na zmianę "sposób na życie".
Jest istotne więc abyś się zastanowił, czy należy namówić partnerkę lub partnera aby także przeczytali tekst tego opowiadania.

Byłem tu pierwszy raz w życiu. Zajechałem pod ten jakiś nowy motel i utknąłem w głębokim śniegu. Niebo było pochmurne, a motel wyglądał miernie, jakkolwiek zapewne oddano go do użytku niedawno.

Właśnie nadszedł sms: "Aldrin, wydaje mi się, że powinnam być punktualnie. Jak to wygląda u Ciebie?" Odpisałem "Beata, zajechałem, już ─ pod ten motel. Jeszcze tam nie wszedłem. To jest obok stacji Shella".

Nadal nie wchodziłem do środka ─ czekałem. Chciałem ją zobaczyć gdy podjeżdża. Nie widziałem jej jeszcze nigdy. Poznaliśmy się i umówiliśmy na to spotkanie w ubiegłym tygodniu – za pomocą archaicznego portalu randkowego pierwszej generacji.

Spojrzałem w pochmurne niebo i nie wiedzieć dlaczego przypomniało mi się, iż wtedy gdy Beata się urodziła, ja napisałem swoje pierwsze opowiadanie, które mi z ochotą wydrukowano w szacownym piśmie. Nosiło ono tytuł "Przybyć poprzez inkarnację". Minęły od tego czasu 33 lata. Teraz wiem już, że w opowiadaniu tym wyraziłem ideę z którą się urodziłem. Jest tak na pewno, gdyż bez przerwy do owej idei nawracam na różne sposoby. Przekazuję ją w rożnych formach, a to w postaci powieściowej, a to w postaci lepiej lub gorzej sformułowanych teorii niemalże naukowych. Przesłania te nie czepiają się nikogo. Myślę nawet, że idea ta powinna podnosić ludzi na duchu. Przemknęła mi przez moment myśl, że Beata ma z tym jakiś związek.

Przez zwały śniegu przedarł się na parking mały, czarny, nowy samochód marki Honda z rejestracją odległego miasta. Wysiadła z niego piękna kobieta. Rzeczywiście była średniego wzrostu. Ciemne włosy miała spięte w kucyk. Na szczęście była szczupła. Była w czarnej spódnicy. Miała bardzo zgrabne nogi. Podszedłem i popatrzałem z bliska na jej twarz.

─ Fajna jesteś! ─ a co sądzisz o mnie?
─ Dobrze, że jesteś taki.
─ Nie byłem jeszcze w środku. To jakaś nowa budowla.
Spojrzałem raz jeszcze ─ nigdy tu jeszcze nie byłem. Uśmiechnęła się.
─ W Nowym Roku nowe miejsce?

Weszliśmy, rozglądając się po zupełnie bezludnych, zimnych pomieszczeniach holu i recepcji. Ich ogrom potęgował wrażenie pustki. Kelnerki z baru i restauracji pełniły funkcje recepcjonistek. Dziwne miejsce.
─ Usiądźmy najpierw w restauracji.
─ Dobrze, jakkolwiek trudno będzie się całować przy kelnerkach.
─ Tak sądzisz...?
Zawahała się, nie kończąc. Miałem niewytłumaczalne przeczucie, że ─ wyrażając wątpliwość ─ wie co mówi... jakby była tu już wcześniej i pocałunki były zaledwie fragmentem większej, o wiele bardziej „gorszącej” całości, którego świadkami była obsługa motelu.

Usiedliśmy za stolikiem przy ścianie, obok siebie. Dotknąłem jej ręki. Za chwilę położyłem dłoń na jej kolanie, a po chwili przesunąłem rękę wyżej, odchylając nieco jej spódnicę.

─ Oooo! Masz takie samonośne pończochy! Nie zareagowała na tę uwagę.
─ W ostatnim mailu napisałeś, że nadal nie rozumiesz dlaczego zaproponowałam Ci
spotkanie, czy tak?
─ Tak, a potem napisałaś, że nie będziesz miała dostępu do Internetu przez trzy dni. Tak
więc czuję niedosyt rozeznania sytuacji.
Uśmiechnęła się:
─ Przecież napisałam Ci, że chcę Cię zaliczyć i tyle!
─ Czy jest jakieś podwójne dno tego naszego spotkania? ─ Niechby nawet i było,
ale chciałbym wiedzieć jakie?
─ Napisałam Ci, że chcę po prostu zrealizować swoją fantazję. Chcę się przespać
z facetem, który jest znacznie... znacznie starszy ode mnie. Fantazję, która tkwi we mnie od dawna... urodziłam się z nią chyba... fantazję nieustannie realizowaną i wciąż niespełnioną... Ostatnio lektura „Memoria de mis putas tristes” Marqueza wywołała, po raz kolejny już, tę przemożną chęć...
Przerwałem jej nagle, decydując się:
─ Tam był błąd. Nie chciałem wpadać w przedział wieku 60-120 lat, więc kilka lat sobie odjąłem.
Filuterny błysk w jej oczach i pytanie:
─ Więc ile masz lat?
─ Sześćdziesiąt pięć.
─ Tym bardziej mnie to rajcuje!!! Niemal się rozpromieniła.

─ Napisałaś, że wykonujesz dość poważny zawód.
─ Tak, jestem prawnikiem ─ radcą prawnym.
─ Imponujesz mi!
─ Tak powinno być ─ jestem bardzo sprawnym i efektywnym prawnikiem.

Przesunąłem dłoń wyżej aż do brzegu samonośnych pończoch, gdzie wyczuwalna była jedwabista gładkość jej ud, by po chwili wsunąć zdecydowanie rękę pomiędzy jej nogi. Beata bardzo swobodnie i bez oporu rozchyliła uda. Była bez majtek. Odsunąłem nieco stolik, a ona podciągnęła spódnicę jeszcze bardziej ku górze. Wpatrywałem się w jej pussy. Zacząłem ją delikatnie dotykać. Nawet przez myśl mi nie przeszło, że mogłaby tego nie chcieć ─ mroczna głębia oczu ─ Beata nie mówiła nic, absolutnie nic ─ nie widziałem w niej ani przyzwolenia, ani oporu, ale widziałem, miałem ─ pochodzącą skądinąd ─ pewność, że robię to, co powinienem...

─ Poproszę o dwie lampki wina?
─ Nie piję wina. Prowadzę samochód! Mam mało czasu ─ tylko 3 godziny. Idziemy
do pokoju! Chcesz?
─ Czy chcę? Chcę już od momentu, gdy wysłałaś to jedno krótkie zdanie! Jak to było? Chyba: "Chciałabym Cię poznać. Spotkajmy się!"

Idąc poprzez kompletnie puste korytarze motelu dotarliśmy do pokoju nr 21. Pomyślałem sobie ─ ciekawe czy liczba 21 coś zwiastuje? To jest chyba "oczko". Ale oczko czego? Zapomniałem! Weszliśmy do pokoju. Miało być tzw. "małżeńskie łoże", a tu w ogromnym, niezbyt przytulnym pokoju, stały w odległości dwóch metrów dwa wąziutkie łóżka.

─ Beata, pójdę do recepcji aby zamienili nam ten pokój!
─ Zostań! Damy sobie radę!
Po raz pierwszy poczułem niepokój:
─ Wiesz, jak jestem z kimś po raz pierwszy to jestem tak stremowany, że mogę być
niesprawny.
Spojrzała nieco roztargnionym wzrokiem:
─ Kiedy byłeś ostatni raz z kobietą?
─ Przed tygodniem.
─ No więc co jest?
─ Hmm... - to jest zagadnienie dotyczące "przełączeń" sprzężeń kwantowych z istotnymi
partnerami. Każdy ma jakiegoś „istotnego” partnera! Problem tzw. zdrady rzeczywiście istnieje!
Beata, wyczułem to, nie chciała kontynuować tematu. Jakby nie miało dla niej znaczenia, czy ja ─ za chwilę jej kochanek ─ da sobie radę... Albo... doskonale zdawała sobie sprawę z istnienia powiązań, o których mówiłem...Spróbowała „zneutralizować” tę kwestię:
─ A może... wypada Ci zażyć Viagrę? Ale ─ uśmiechnęła się weź ─ pod uwagę,
że mój przyjaciel niedawno połknął taką tabletkę i... po 20 minutach zasnął.

Słuchałem ale poprosiłem zdecydowanie:
─ Rozbierz się do naga!
Na co ona rzuciła stanowcze:
─ Ty też, natychmiast! Mówiłam, że fascynują mnie starsi mężczyźni.

Rozebrałem się, stanąłem przed nią nagi, ale powiedziałem… idę wziąć prysznic. Dziewczyna zrobiła to samo. W łazience nie przeszkadzaliśmy sobie. Po powrocie na brzeg wąskiego łóżka dziewczyna wróciła do rozmowy.
─ Chcę Cię pooglądać. Połóż się na wznak i nic nie mów. Będę Cię pieścić. Skup się całkowicie na swoich doznaniach. Nie zwracaj na mnie najmniejszej uwagi.

Beata miała liczne piegi, sterczące, jędrne piersi, ani śladu opalenizny, ładnie pachniała. Była zgrabna, szczupła, zbudowana idealnie. Pomyślałem sobie, iż takie pończochy, jakie nosiła, wyglądają ekscytująco wtedy, gdy kobieta jest szczupła i ma kształtne nogi. Chwilowo moja teraz dziewczyna wyglądała jak modelka, która lubi seks, co ponoć u modelek zdarza się rzadko.

Niezwykła ─ chyba jednak ─ dziewczyna działała tak jak zapowiedziała. Dwoma palcami wodziła po całym moim ciele. Powoli jej palce powędrowały w okolicę moich ud, pachwin, ścięgna przywodzącego. W końcu dotknęła nimi mojego członka, najpierw drażniła mnie delikatnie tam gdzie jest ujście, potem wodziła palcami wzdłuż całej nabrzmiałej pod skórą cewki. Widziała, że jest to bardzo czułe miejsce. Znała zresztą wszystkie miejsca, które są u mężczyzny wrażliwe. Sprawdzała też jak moje jądra zmieniają się w trakcie tej zabawy. Nagle jej palce zawędrowały w okolice mojego odbytu. Wzwód miałem potężny.

Powiedziała ─ chcę Cie doprowadzić na samą krawędź, tak abyś był na skraju wytrzymałości. Ciekawa jestem gdzie się dzisiaj spuścisz... w moje usta czy w pizdę.
Zapytałem ─ jak sądzisz czy to słowo jest bardziej wulgarne od słowa cipa?
─ Według mnie jest bardziej podniecające.

Uklękła teraz nade mną. Rozchyliła uda tak szeroko, że obejmowała moje biodra. Uniosła się nieco i zaczęła ręką wprowadzać mój członek do swojej pochwy.
Przerwałem to, lekko ją odpychając mówiąc:
─ Ja też chcę abyś była na krawędzi. Przesuń się o pół metra w górę i usiądź mi na twarzy, chcę Cię lizać. Beata natychmiast wykonała to co zasugerowałem. Uwielbiam tak. Rękoma trzymałem ją w pasie. Lizałem ją… najpierw w okolicy łechtaczki, potem wsysałem w swoje usta jej wargi sromowe. W końcu wkładałem język możliwie głęboko do jej pochwy. Było to skuteczne. Dostałem to co chciałem. Jej płyn nieco słony, nieco słodki, trochę gorzki, smakujący jak wytrawne wino spływał do moich ust. Byłem wniebowzięty.

Beata należała niewątpliwie do kobiet, które "zaginają czasoprzestrzeń", tak jak to czyni planeta w pobliżu gwiazdy. Są kobiety, które wyprostowaną psychikę mężczyzny są w stania 'pofałdować '. Czasami robi się im wtedy wir, który sięga tam, gdzie są obwody neuronalne odpowiedzialne za świadomość.

Po kilkunastu minutach dziewczyna przesunęła się jednak na powrót w dół. I teraz już zdecydowanie już usiadła na moich biodrach, wkładając sobie mojego członka w swoje wnętrze. Zaczęła się poruszać. Nie były to ruchy rytmiczne. Chciała wyczuć coś w swoim wnętrzu. Czasami mój członek sięgał więc głęboko i stykał się z szyjką jej macicy. Czasami było to płytko, ale za to tarcie przy kolejnych wejściach było z każdym ruchem jej bioder inne. Dziewczyna co kilka minut pytała czy sobie życzę czegoś nowego. Miała różne pomysły szczegółowe. Pytała co chwilę czy jest mi dobrze.

Beata podobała mi się coraz bardziej... ale tkwiło w moim umyśle, że z tego co powiedziała miałem już jej więcej nie zobaczyć.

─ Już jest bardzo dobrze, ale teraz ja! Połóż się na wznak i szeroko rozchyl uda. Masz też mówić dokładnie co chcesz! Tak jasno i prosto jak w Twoich liścikach.
Usłyszałem jej zdecydowane:
─ Wejdź we mnie znowu. Ten moment jest szczególny ─ to jest... to jest… szukała odpowiedniego słowa, by w końcu powiedzieć po prostu ─ najbardziej fantastyczne!
Wystąpiło to co najbardziej doceniam w trakcie kochania się z kobietą, którą uwielbiam, a mianowicie poczucie, że ona mnie całkowicie akceptuje, że mi się całkowicie, w pełni oddaje. Wrażenie takie odnoszę wtedy gdy kobieta całkowicie rozluźnia mięśnie, gdy leży pode mną grzeczna i posłuszna, przyjmując moje ruchy w ten sposób, iż wykonuje tak jak gdyby ruchy analogiczne. Oj! Taki sposób oddawania się mężczyźnie jest bardzo trudno skutecznie wyrazić słowami. Mówiąc krótko ─ trzeba mieć wrażenie, że wchodzę w nią nie tylko cieleśnie ale także, że kobieta wpuszcza moją osobę do swojej duszy. Tak właśnie było z Beatą.

W następnych minutach Beata zmieniła styl swojego zachowania. Po każdym moim ruchu słyszałem przenikliwe UAAA lub wykrzykiwała głośno słowa: znowu, tak właśnie, dalej… dalej.. jeszcze… krzyczała na cały głos. Powtarzało się to wiele razy… po spełnianiu każdego takiego życzenia... czy też rozkazu. Nie wiem... być może gdy krzyczała bardzo głośni przeżywała kolejny orgazm? Żałuję, że nie wypytałem jej o to. Jestem natomiast przekonany, że personel instytucji, w której przebywaliśmy, przeżył rodzaj inauguracji. Dziewczyna była ─ jak później powiedziała nieco zdumiona, że jej krzyki w czasie naszego pieprzenia się ─ wzbudzały we mnie taki entuzjazm. Musiałem jej wyznać, że fenomen taki znam jedynie z literatury.

Po mniej więcej godzinie uspokoiliśmy się nieco i zaczęliśmy rozmawiać. Trochę żałuję, iż zajęło nam to tak dużo czasu. Rozmowa dotyczyła zagadnień ważnych dla ludzkości, ale... przecież warunkiem „brzegowym” były owe trzy godziny.

Nieoczekiwanie, w swoistej sprzeczności z jej wcześniejszym wyuzdaniem, miękko spytała:
─ Aldrin, czy to prawda, że mężczyzna w Twoim wieku nie jest w stanie się zakochać?
─ Ortega y Gasset, w takim swoim tekście pt: "Szkice o miłości " napisał, że mężczyzna
jest w stanie zakochać się w swoim życiu jedynie trzy, cztery razy.
Ożywiła się:
─ Znam tę książkę!
─ Jak to możliwe? Przecież wydrukowano to wiele lat temu. Ortega y Gasset był szefem
Katedry Metafizyki w Madrycie, to stare dzieło z 1930 roku.
─ Pamiętam każdą linijkę... jak mogło mi umknąć to… ─ odbiegła myślami... by po chwili dodać.
─ Podobało mi się np. o Admirale Nelsonie i jego tajnej kochance mieszkającej w Neapolu. Flota Brytyjska często zawijała wtedy do portu w Zatoce Neapolitańskiej.

Z niejakim zdziwieniem, skonstatowałem:
─ Masz sporą wiedzę. Nawet to jedno zdanie w Twoim mailu... wiesz to zdanie o Penelopie, Odyseuszu i Itace, świadczy o tym, że masz szczególny umysł.
─ A Ty znasz mit o Penelopie i Odysie? Itaka była wspaniałym miastem! Tam były możliwe rozmaite uciechy. To co działo się w Itace, później „odtworzono” w Tebach, za sprawą bóstwa Dionizosa. Znasz słowo wykrzykiwane w trakcie Dionizji, w trakcie erotycznej ekstazy… ponoć krzyczano święte słowo EUOE EUOE..
─ To dość podobne do Twojego UAA.
─ Ja jestem Anty- Penelopą. Penelopa była wzorem wierności, a ja jestem wyuzdana, lubię seks w trójkę lub w dwie pary. Ja na swój sposób, realizuję wszystko to co działo się w Itace!
─ Imię Penelopa kojarzy mi się jedynie z powieścią Oriany Fallaci pt: "Penelopa na wojnie".

Dziewczyna uśmiechnęła się przekornie. Zaśmiała się wyraźnie, jak z dobrego żartu, ale jednocześnie była w niej jakaś powaga.
─ Beata!... ale skup się... czy Ty wiesz, czy zdajesz sobie sprawę, że możesz stać się narkotykiem dla każdego mężczyzny?
Spokojnie odparła:
─ Wiem, że tak jest! Jakkolwiek chyba nie dla każdego. Chyba tylko dla takich jak Ty.
─ Uosabiasz współczesny mit. Oferujesz wszystko to, co się śni mężczyznom. Uosabiasz
wszystko to co się działo w Itace i Tebach. Każdemu mężczyźnie marzy się taki seks jaki opisujesz.
─ Chcesz powiedzieć, że wiem co się działo w trakcie małych, wiejskich Dionizji i
w trakcie wielkich- miejskich? Hmm.... W Tebach kobiety kochały się z kobietami, a mężczyźni przyglądali się temu, uważając ten widok za niezwykłe doznanie estetyczne. Pary małżeńskie zapraszały inne pary na wspólne wieczory... W trakcie Dionizji, organizowanych w okresie zimowego przesilenia, zwykłymi obrzędami były tak zwane orgie. Szalone tańce i dzikie okrzyki pomagały wpaść w ekstazę... Wierzono, że w trakcie orgii dusze opuszczają ciało, a w ich miejsce wchodzi bóstwo.
─ Beata, powiedz... co najbardziej lubisz z tego, co działo się w Itace?
─ Lubię czuć w sobie dwóch mężczyzn... jednocześnie ... chociaż – zawahała się, jakby nie
mogąc dokonać gradacji w wyborze... czy ja wiem ... a może jednak spotkanie dwóch par partnerskich, ale dobrze jeśli się lubią. Tak... – znowu ten wyraz skupienia na jej twarzy ─ to jest chyba najbardziej ekscytujące.
─ Dlaczego?
─ No... wyobraź sobie, że kochasz kogoś, ale wyzbyłeś się zazdrości i patrzysz jak jakiś
samiec wchodzi w ciało Twojej żony lub kochanej kobiety, ale wiesz że za chwilę to Ty w nią wejdziesz.... Jest coś po co tamten nie sięgnie. Ona jest „twoja”.
─ A seks grupowy?
Jakby trochę poirytowana tą indagacją, opanowała się jednak i zaczęła rzeczowo:
─ To jest najbardziej impulsywny, nieobliczalny, chyba najbardziej zwierzęcy seks. Byłeś
na filmie Jacques Annaud "Walka o ogień". Tam to pokazano na poziomie artystycznym. Możesz mieć zasady, ustalone poprzeczki, ale w trakcie grupowej orgii
zerżniesz wszystkie, najbardziej nawet brzydkie kobiety...

Byłem nieco zdegustowany:
─ Wierzę Ci! Jesteś ekspertem z zakresu działań obywateli Itaki.
─ Aldrin, albo jesteś głupi, albo chcesz mnie obrazić! Mówiliśmy o Dionizjach… ten mit... zresztą więcej niż mit, bo wzorce rzeczywiście organizowanych kiedyś obrzędów, są nadal
w głowach żyjących współcześnie ludzi. Więcej, współcześni nadal organizują "Dionizje", tyle, że na ogół w formie "zakłamanej" ─ bo zatracili możność rozróżniania swych naturalnych potrzeb ...
─ Mówisz: realizują? Teraz? Współcześnie?
─ Dobrze wiesz, że czterdzieści procent wszystkich witryn w Internecie dotyczy seksu, na które wchodzi codziennie miliony, ba… miliardy ludzi ─ Byłeś kiedyś z prostytutką?

Nasza rozmowa zaczynała być nieco chaotyczna.
─ Tak, ale dopiero kilka miesięcy temu, pierwszy raz w życiu.
─ Dlaczego? No i jak było?
─ Miała na imię May. To była fajna dziewczyna. Kochałem się z nią około sześć razy, ale na ogół nie byłem zbyt sprawny.
─ Dlaczego niesprawny?
─ Bo ona wymagała, aby stosować prezerwatywę.
─ Seks z prezerwatywą jest bez sensu.
─ Zgadza się! Seks z prezerwatywą jest bez sensu. To tak, jagdyby, ktoś chciał kogoś całować, ale przez szybę.
─ To dlaczego May, jak mówisz, była „fajna”?
Nie podobało jej się to, lubiane przeze mnie, słowo.

─ Miała analityczny sposób myślenia. Była z pod znaku Wodnika. Pisała interesujące
maile. Była podniecająca. W jej pokoju na poddaszu są takie drewniane słupy. Gdy
w nią wchodziłem, opierała zawsze nogę o jeden z nich. Jest poza tym ekspertem w zakresie AIDS. Ma ogromną wiedzę na ten temat. Niestety, nie piszę już do niej, bo z powodu mej niesprawności, było mi trochę wstyd.

Tu Beata przerwała:
─ Mam dość tego gadania. Weź mnie od tyłu! … ─ No widzisz, że takie intelektualizowanie źle wpływa na kondycję mężczyzny ─ Jeszcze jedno Cię też minęło... chciałam abyś był też... tam... Przecież mam jeszcze też trzecią dziurę.
─ Chciałaś abym był też... tam? Lubisz to?
─ Ogromnie, a Ty?
─ Tylko dwie kobiety w moim życiu pozwoliły mi na to, ale jest to bardzo podniecające.
Stała się dociekliwa:
─ Dlaczego? Proszę wyjaśnij mi to drobiazgowo ─ w szczegółach!
─ Wyjaśnienie jest uogólnieniem argumentacji dotyczącej satysfakcji podstawowej.
Jak dobrze wiesz seks jest ważny nie tylko dla "lokalnej przyjemności" lecz dlatego,
że porusza duszę, wstrząsa całością psychiki. To jest więcej niż kontakt, to jest przenikanie lubianego człowieka, lubianej osoby. Jest poruszające, że ten ktoś zezwala, aby w niego wejść. Przy tym szczególnym, analnym sposobie kochania się... owe zezwolenie jest jeszcze bardziej intymne, niezwykłe i dlatego niesłychanie oddziałuje na psychikę. Dochodzi do tego
taka inna, specyficzna przyjemność lokalna...

Przerwała, poirytowana lub tknięta jakimś impulsem… usiadła na brzegu łóżka:
─ Aldrin, mój czas się kończy. Jesteś gadułą. Mamy już tylko kilkanaście minut. No ale zważam na to, iż ja miałam kilka orgazmów. Muszę na zakończenie coś jednak jeszcze zrobić dla Ciebie. Stań naprzeciwko mnie, weź moją głowę w swoje dłonie i włóż mi
Twojego chuja do ust. Najpierw wepchnij mi go kilka razy głęboko do samego gardła, a potem stój i nie ruszaj się ─ ja dokończę ─ będzie Ci się podobało! Aha, stań przede mną w lekkim rozkroku.

Już tylko chwilowo moja dziewczyna zrobiła tak jak zapowiedziała. Może dlatego, iż chciała abym się spuścił szybko po kilku minutach nagle, jakkolwiek powoli i delikatnie włożyła mi palec do odbytu. Wtedy poczułem ten dreszcz i eksplodowałem. Byłem teraz w odmiennym stanie świadomości.

─ Nie żałuję! Twoja sperma ma specyficzny, ale fajny smak, a te konwulsje które wyczuwałam ręka były ekstra! Gdybyś miał tylko tyle lat co ja, to teraz miałabym usta pełne spermy. Tak to jest z trzydziestolatkami. Lubię zapach kasztanów, lubię mieć spermę w ustach ─ to jest też mistyczne.

─ Beata czy spotkasz się jeszcze ze mną?
─ Hmm… miałam na myśli tylko spotkanie jednorazowe. Chciałam Ciebie po prostu tylko zaliczyć. Co prawda wspomniałam… niejako obiecałam Ci dzisiaj jeszcze dwa doznania,
których nie wypróbowaliśmy na sobie
Zawahała się…
─ Ty rozpoczęłaś we mnie dzisiaj jakaś przemianę. Coś we mnie wzbudziłaś.
─ Wspomniałeś, że masz partnerkę?
─ Tak, ma na imię Krystyna.
─ Czy ty ją kochasz?
─ Tak, bardzo, jesteśmy bardzo powiązani.
─ W takim razie, jeśli Ci to odpowiada to obiecam Ci następne spotkanie, o ile spotkamy się w trójkę.
─ Zgoda, ale dlaczego tak chcesz.
─ Uwielbiam spotkania w trójkę, oczywiście także w czwórkę.
─ Dlaczego lubisz tak.
─ Gdy kocham się z facetem i patrzy na to jego kochanka lub żona to wtedy odczuwam dwa razy większą przyjemność. Jestem wtedy podniecona, pochwę mam nabrzmiałą, jestem tak mokra, że się ze mnie leje. Jest tak jednak tylko wtedy, gdy wiem, że ów mężczyzna jest głęboko powiązany psychicznie z tą kobietą. Inaczej to nie działa. Można przecież zorganizować seans na przykład z "dziewczyną za pieniądze", ale wtedy to nie to samo.
─ A seans w dwie pary?
─ To też jest cudowne, ale jakość seansu też zależy od owych powiązań. Krystynę powinno podniecać jak patrzy gdy pieprzysz się ze mną. Ciebie powinno podniecać, że Krystyna na to patrzy. No a jak dołączy mój Darek to Ciebie dodatkowo powinno podniecać, jak on będzie się rżnął z Twoją kochanką.
─ Czyli im bardziej będę z Tobą powiązany tym większą przyjemność będę odczuwał gdy będę patrzył jak Ty się pieprzysz z Darkiem.
─ Dokładnie tak! Trzymaj się mnie to przeżyjesz w życiu jeszcze wiele przyjemności.

─ Sądzisz, że im więcej w życiu przyjemności tym większy jego sens?
─ Tak jest! Ale tylko wtedy, gdy nikogo… jakość specjalnie nie krzywdzimy. Jest to jednak trudne, by nie wyrządzać krzywdy. Trzeba mieć wypracowany cały złożony system ideologiczny ─ powiedz mi jeszcze tylko dlaczego, po naszej pierwszej rozmowie telefonicznej, powiedziałeś, że w moim głosie nie ma nawet cienia depresji? Dlaczego miałabym mieć depresję ─ chyba miałeś na myśli mój sposobie na życie?
─ Jesteś pozbierana, sprawna, poukładana i konsekwentna, działasz tak jakbyś wiedziała
co chcesz osiągnąć.
─ Tak jakbym… "wiedziała co chcę…", a dlaczego nie, iż "działam, bo wiem czego
chcę", to jest przecież różnica?
─ Masz rację, niepotrzebnie powątpiewam, Ty chyba wyznaczyłaś sobie misję. Ty chcesz chyba wzbudzać energię wśród ludzi uporządkowanych, ale zdychających z nudów, z monotonii. To jest chyba Twoja misja życiowa. Ty chyba przybyłaś tu z innej planety!

Wyraźnie nie chciała o tym mówić:
─ Co Ty mówisz? ─ Adrian... wiesz, nasz czas na dzisiaj się skończył!
Nagle postanowiła coś dodać:
─ Zgoda! Nie jestem z tej planety. Moja mama mi też to mówiła! Nie chciała jednak
powiedzieć jak się tu znalazłam!
─ Beata, mogłaś przybyć tu statkiem, ale Ty chyba jesteś namacalnym dowodem na tak tak zwaną "inkarnację celowaną".
─ Wiem, co chcesz powiedzieć, ale ─ według Ciebie ─ dlaczego wydaje Ci się, iż mnie to dotyczy?

Zacząłem mówić szybko; chciałem, żeby zrozumiała, to, co tkwiło we mnie od dawna i do czego ostatecznie przekonało mnie jej pojawienie się:
─ Jak wiesz, są tacy ludzie, którzy urodzili się z pewną ideą i uparcie ją realizują niemalże
od dzieciństwa lub od wczesnej młodości... aż do śmierci. Tacy ludzie są
wysłańcami. Ktoś ich nadał w paśmie poza-elektromagnetycznym, czyli oni się
tu po prostu urodzili i już. Ludzie myślą, że trzeba nadsłuchiwać sygnałów z kosmosu
w paśmie fal radiowych aby odkryć inną cywilizację. Jest to bzdura. Zachodzą zdalne interwencje szczególne i ogólne. Wyjątkowi posłańcy... swoją drogą, ale poza
tym występują zmasowane inkarnacje dość licznych grup ludzi, takich jak Ty i ja.
─ Rozumiem... Mozart, Beethoven, Bach i Einstein… ale te zmasowane inkarnacje...
─ Beata! Ty wypełniasz szczególną misję życiową i należałoby cię zaliczyć do inkarnacji szczególnych, ale znam Cię dopiero od trzech godzin i dlatego czegoś jeszcze nie rozumiem. Wiem jednak, iż do elementarnych, systemowych wymogów przetrwania naszej cywilizacji należy konieczność realizacji wszystkich podstawowych mitów ludzkości. Ulisses musi wracać. Argonauci i Tezeusz muszą wyruszać na wyprawę, a kto inny jeszcze musi dbać o misteria Dionizejskie.
─ Ja to pojmowałam prościej. Po prostu wiem, że ludzi, którzy przeszli inicjację są inni, działają lepiej lub może inaczej. Tak jak gdyby odcyfrowali jakiś kod, albo lepiej po inicjacji odczytują różne rzeczy inaczej. W szczególności patrzą na owych zazdrosnych, szamocących się o wyłączność, cierpiących z powodu zdrady jak na jakiś prymitywnych baranów. To jest jednak w pierwszej kolejności bo potem ich wyprostowana psychika i uruchomiona energia umożliwia im bardzo skuteczne i kreatywne działania.

Teraz jednak Beata spojrzała na zegarek. O jej! Wychodzę już! ─ ale zapytała jeszcze nagle:
─ Adrian, czy ja Ci się podobam?
─ Jest inaczej! Ja się w Tobie zakochałem ─ wiem co mówię!
─ Więc jeśli tak, to będziesz kochał już dwie kobiety. To się wtedy nazywa poliamoria.
─ Ano, ale to przez Ciebie!
─ Odpowiedzialność zawsze się rozkłada na całą istotną grupę osób.

Wkrótce staliśmy już w śniegu, koło naszych samochodów. Spoza chmur wydostało się na chwilę pomarańczowe, zachodzące już o tej porze Słońce. Beata nie powiedziała już ani słowa więcej. Ja wydusiłem z siebie: "Dziękuję Ci..."

Patrzyłem jak zapaliła światła, jak cofnęła swoją Hondę i jak odjechała. Pomyślałem
sobie... "toż to było bliskie spotkanie III stopnia".
Dodaj do ulubionych
6,056
Podziel się ze znajomymi
7.56/10

Jak Ci się podobało?

Średnia: 7.56/10 (25 głosy oddane)

Komentarze (0)

brak komentarzy

Opowiadania o podobnej tematyce:

opowiadania erotyczne
Witamy na Pokatne.pl

Serwis zawiera treści o charakterze erotycznym, przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich.
Decydując się na wejście na strony serwisu Pokatne.pl potwierdzasz, że jesteś osobą pełnoletnią.

Wchodzę

Pliki cookies i polityka prywatności

Zgodnie z rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r (RODO). Potrzebujemy Twojej zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych przechowywanych w plikach cookies.
Zgadzam się na przechowywanie na urządzeniu, z którego korzystam tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie moich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania przeze mnie ze stron internetowej lub serwisów oraz innych parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych i w celach analitycznych.
Więcej informacji na ten temat znajdziesz w regulaminie serwisu.