Przybysze z M31 (IV) – Oni już są wśród nas!

XeeleeFirst XeeleeFirst

31 marca 2018

hourglass 43 min

Poniższe opowiadanie znajduje się w poczekalni!

Tekst niniejszy to czwarta część mini-powieści „Przybysze z M31”. Poprzednia, trzecia część była relacją z narady operacyjnej załogi statku. Tekst niniejszy opisuje wydarzenia jakie zaistniały po przerwie w tej debacie. Okazało się, że ingerencja w losy naszej planety została już zapoczątkowana. Pod koniec narady podjęto ostateczne decyzje dotyczące wykonywanej misji. Podjęte działania wpływają już na losy Ziemian.

Przerwa w debacie trwała dłużej. Uczestnicy narady zbierali się powoli. Byli teraz w bardzo dobrych nastrojach. Część z nich zajęła inne miejsca. Alice zjawiła się punktualnie
i ochoczo zajęła miejsce koło mnie i Tessy. W oczekiwaniu na rozpoczęcie obrad zaczęła, półgłosem relacjonować swoje niedawne przeżycia.
– Wiesz Adara, było wspaniale – czy kochałeś się kiedyś z Brendą?
– Niestety nie!
– Umów się z nią! Namów ją na randkę – mogę pójść z Tobą!
– Jeśli ziszczą się plany komandora to nie będzie już okazji. Jutro chyba pożegnamy Cię na zawsze?
– Dzisiaj po debacie, wieczorem zostanie jeszcze kilka godzin. Jeśli miałabym was rzeczywiście opuścić, to wydam przyjęcie pożegnalne. Będzie więc okazja.
– A co Ci się tak spodobało?
– Brenda wprawiła nas wszystkich, hm… to znaczy mnie i Eliasa w osłupienie. Na początek naszego spotkania w trakcie przerwy, chyba po to aby nas maksymalnie podniecić, wyświetliła nad podłogą jej kabiny scenkę holograficzną. Te postacie były jak żywe. Była to szczupła, drobna dziewczyna, która oświadczyła, że jest „szmatką do rżnięcia” i zaprosiła do akcji dwóch młodych chłopaków. Zachęciła ich słowami: „możecie robić ze mną co się wam podoba, każda z trzech moich dziurek jest dla was”. Ci chłopcy zachłannie wykorzystali jej zaproszenie. Wchodzili w jej ciało jednocześnie. Po kilkunastu minutach Brenda wyłączyła postacie holograficzne i powiedziała: „no to teraz my, Elias zaczynaj, zrób ze mną to samo”. No i się zaczęło – uwielbiam patrzeć, jak mężczyzna zanurza swojego penisa w pussy, jak wchodzi w ciało kobiety, no a jeśli jeszcze ktoś inny robi ze mną to samo, to jestem w siódmym niebie...

Opowieści, z ogromnym zainteresowaniem, przesłuchiwała się Tessa. Zapytała – Alice, czy zaprosisz mnie na wieczór pożegnalny? – czy będę mogła… Chciała jeszcze o coś zapytać, ale właśnie debata została wznowiona, więc urwała w połowie zdania.

Komandor Adrian głośno zaapelował! – Proszę o ciszę! – proszę o wytężoną koncentrację uwagi, gdyż musimy podjąć kilka decyzji! – po czym wrócił do kwestii zasadniczej i zapytał:

– Roderick, no i jak? – masz jeszcze wątpliwości? – tak jak usłyszałeś, żadnej eksterminacji ludności nie planujemy. Jak wiesz, nie mamy zresztą żadnej broni ofensywnej. Mamy tu jedynie pracownię literacką, genetyczną i fizyków teoretycznych. Statek jest przy tym bezpieczny, bo jest niewykrywalny. Nasze działania będą delikatne.
– Ale będą daleko zakrojona manipulacją – zareagował Roderick.
– Manipulacje polityczne zachodzące na tej planecie, są znacznie bardziej perfidne – wtrącił się Zachariah.
– Alice, narysuj schemat! – tak jak chciałaś – poprosił komandor.

Alice wstała, podeszła do tablicy, stanęła tyłem do nas, w lekkim rozkroku i zaczęła coś bazgrać. Jej nogi są piękne. Kreśląc swój rysunek cały czas kontynuowała dialog z osobami, które się do niej odzywały, nie odwracając się.
Po przerwie ubrała się inaczej. Do ciemnych rajstop włożyła jasnoniebieską minispódniczkę, sięgającą do połowy ud i ciemno-niebieski sweter z dużym dekoltem. Minispódniczka nie była obcisła, za każdym jej ruchem falowała.

Alice, narysowała po lewej stronie, u dołu tablicy trzy plamki, ustawione od góry ku dołowi, wypowiadając głośno słowa: Alkaid, Mizar, Alioth, a poniżej nich narysowała cztery dalsze punkty, wyznaczające prostokąt albo raczej trapez, punkty połączyła liniami. Najniższe podpisała słowami: Phecda, beta-Merak i alfa-Dubhe.

– Tak Ziemianie widzą gwiazdy, które nazywają Wielkim Wozem. Jest to część gwiazdozbioru, o którym w ich szkołach mówi się Wielka Niedźwiedzica.

Na przedłużeniu linii, łączącej punkty: beta-Merak i alfa-Dubhe, w dość dużej odległości, na środku tablicy narysowała znowu plamkę i podpisała ją POLARIS. Po lewej stronie tablicy wyrysowała wychyloną, wykrzywioną linię W, skierowaną ramionami ku środkowi tablicy i opisała, wyznaczające ją punkty słowami Segin, Ksora, Achrid, alfa-Schedir, beta-Caph. Jeszcze bardziej na lewo, jako wtórnik litery W, narysowała także wychyloną literę V i oznaczyła te punkty słowami: alfa-Sirrah, beta-Mirach, gamma-Alamak. Alice odsunęła się od tablicy, popatrzyła zadowolona na swój rysunek i podjęła wykład.

– Ten schemat ludzie na Ziemi oglądają od tysiącleci, jest to po prostu mapa gwiazdozbiorów nieba północnego, gwiazdozbiorów, które w ciągu roku nigdy nie zachodzą.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Wielka_Niedźwiedzica#/media/File:Zirkumpolar_ani.gif
Mapa ta zawiera wystarczająco dużo punktów i symbolicznych nazw, aby zobrazować to co kierowało ludźmi i to się stanie. Pierwszy punkt, jaki narysowałam, to gwiazda Alkaid Wielkiej Niedźwiedzicy. Alkajos z Mytyleny na wyspie Lesbos pisze o rozpowszechnionym tam jeszcze przed Platonem kulcie trójcy bóstw Hery, Zeusa i Dionizosa.
Jak wiadomo, najstarsze ludy śródziemnomorskie, wywodzące się z Krety, u swych początków, w czasach budowania świątyni w Knossos, wyznawały jeszcze kult bogiń. Hera była Boginią - Matką, karmiła w grocie Psyche swym mlekiem małego Zeusa. My tutaj wiemy, że to CRAFT-III, lecąc z kierunku Oriona, założył cywilizację w rejonie Egipt - Mezopotamia - Mykeny. Tam na Ziemi tylko niektórzy z nich się tego domyślają, jakkolwiek lubią mit o tzw. Argonautach.
Tak się zaczyna historia Ziemian. Kreteńczycy, podobnie jak ludy Polinezji, przenosili swoje zwyczaje przez morza. Gdy założyli Mykeny na Peloponezie wyznawali już bóstwa męskie. Potem wrócili przez Saharę do Egiptu i dalej do Afryki Zachodniej. Do tej pory mówi o tym tam - plemię Dogonów.
Gwiazda podwójna Mizar-Alkor Wielkiej Niedźwiedzicy, tzw. środkowa gwiazda „dyszla” Wielkiego Wozu, może symbolizować dwójnię mężczyznę i kobietę. Symbol jest dobry, bo Mizar jest pierwszą gwiazdą, którą mieszkańcy Ziemi, posiadając już lunetę rozdzielili na dwa składniki, dwie gwiazdy. Dokonał tego Giovanini Riccioli w roku 1650 ich czasu, pół wieku po zbudowaniu pierwszej lunety. Mizar oznacza po arabsku opaskę na biodra. Mężczyzna jest więc nieśmiały.

– Może to kobieta?
– Tak w ogóle to układ potrójny, bo nie należy mylić drugiego składnika Mizara z Alkorem, który jest trzecią gwiazdą układu rozróżnianą gołym okiem przez ludzi, którzy mają dobry wzrok. Jest to odwieczny test na dobry wzrok. Stosowali go nie tylko Arabowie, ale i także Indianie.
– Ale o co Ci Alice chodzi z tymi gwiazdami? – wrzasnęła Beatrice.

– Trapez Wielkiej Niedźwiedzicy składający się z gwiazd: Megrez, Phecda, Merak i Dubhe to symbol trójkątnych układów ludzkich i zazdrości. Jak wiecie według mitów greckich Wielka Niedźwiedzica to kochanka samego Zeusa, zapewne nimfomanka, przyjaciółka Artemidy
i Kallisto, zamieniona przez Herę, za karę za uwiedzenie jej męża Zeusa w niedźwiedzicę…
– no tak, ale Zeus chcąc coś poradzić, przeniósł ją na niebo w gwiazdy razem z jej synem Arkasem i w ten sposób ich uwiecznił.

– Nie wytrzymam – wrzasnęła tym razem rozwścieczona Zoe – nigdy nie lubiłam na wykładach z historii Ziemian tej ich tak zwanej mitologii, zawsze mnie to śmieszyło!
– Zoe, jeśli się nie uspokoisz to wyrzucimy Cię przez prawy boczny właz! – powiedział Uriah.
– Jak wiadomo tylne koła wozu, czyli gwiazdy Dubhe i Merak wyznaczają kierunek ku gwieździe Polaris, która symbolizuje „gwiazdowe bóstwo”.
– Symbol ten jest znany każdemu Ziemianinowi, bo jest to praktyczne, wyznacza on bowiem kierunek północny. Myślę, że jednak również dlatego, że jest w osi głównej, wokół której kręci się świat; gwiazda wskazuje na oś obrotów Gei.
– Jej! – jakie to patetyczne! – wrzasnęła znowu Beatrice.
– Pochylone ramiona litery W Cassiopei wskazują też na Polaris, tyle że z odwrotnej strony. Ostrza litery W wskazują, poza tym na kierunek, z którego przylecimy. Cassiopeia widnieje na tle przechodzącej tędy wstęgi Drogi Mlecznej. To też jest symboliczne.
Na linii przechodzącej przez Schedir, alfa-Cassiopei i Alamak, gamma Andromedy leży Wielka Mgławica, czyli M31, jedyna widoczna gołym okiem Ziemian, odległa od nich, inna galaktyka. Też zresztą pierwsza jaką dostrzeżono, tyle że dopiero w roku 1920 przez pierwszy teleskop. Dla Ziemian jesteśmy więc przybyszami z obszaru leżącego pomiędzy Kasjopeją i Andromedą. Obszar ten to okno dla przybyszy pozagalaktycznych, czyli bóstw o mocy trzeciego stopnia w skali Kardasheva. Litery W i V dobrze symbolizują charakter naszej osobowości jak i nasze ulubione wizje.

Rękę podniósł komandor Adrian dając znak, że chce zabrać głos jako uczestnik dyskusji.

– Alice, dziękujemy Ci za ten wykład, wyjaśniający jak wyglądają gwiazdy z punktu widzenia Ziemian, żyjących na półkuli północnej Planety. Oczywiście te same gwiazdy, dla obecnych na statku, nadlatującym w ten region układają się w inne wzory. Warto także wiedzieć, że większość ludzi na półkuli północnej Gei nie patrzy w gwiazdy. Mieszkając w dużych miastach, spoglądając w niebo niewiele widzą, gdyż przeszkadzają im światła owych dużych miast.
– To jest ważne, nie dociera do nich duch kosmosu. Wyobrażenie o Wszechświecie mają być może tam jeszcze mieszkańcy pasa ponad-równikowego – dodał Zachariah.
– Zabieram głos – kontynuował komandor – jednak głównie po to, aby sprawdzić, czy zebrani tu członkowie załogi statku uświadamiają sobie, że my jesteśmy niezwykle rzadką cywilizacją istot inteligentnych, która ma jeszcze ochotę na dalekosiężne rajdy kosmiczne.
– Tak to prawda, inne inteligentne istoty szukają najbliższej masywnej, czarnej dziury, którą chcą wykorzystać, aby zabezpieczyć sobie możliwie długie trwanie, a może nawet nieśmiertelność – dodał Zachariah
– Co ma czarna dziura do nieśmiertelności – palnęła Beatrice?
– Czarna dziura, to niezwykle gęsta materia, nadaje się więc jako podłoże konstrukcyjne rozproszonego komputera kwantowego o ogromnej mocy. Można więc w jej wnętrzu rekonstruować wszystkich żyjących wcześniej, na drugim poziomie implementacji. Czarna dziura może być ponadto narzędziem do wytworzenia następnego Big Bangu i utworzenia wszechświata potomnego.
– Czy należy więc wyciągnąć wniosek, że nas z Recurrence i Ziemian nie interesuje nieśmiertelność i odtworzenie Wszechświata? – zapytała Beatrice.
– Elias wytłumacz! – poprosił komandor.
– Nas też to interesuje, szukamy w kosmosie użytecznego zagęszczenia materii, dlatego tak często mówimy o Wielkim Atraktorze, natomiast co do owego „życia po życiu” – już jedynie w formie wirtualnej, we wnętrzu dużego komputera, na drugim poziomie implementacji – to mamy wątpliwości. Przede wszystkim, wydaje się nam, że trzeba wiedzieć i trzeba mieć co odtwarzać wirtualnie. Innymi słowy, jest dobrze, gdy wpierw żyje wiele pięknych kobiet, istot cielesnych z krwi i kości, to znaczy tworów biologicznych, które można dotknąć. Trzeba, poza tym poznać w praktyce technologię rzeczywistości wirtualnej, aby potem to sprawnie pakować do pamięci komputerowej. Chyba rozumiecie więc dlaczego takie uznanie budzi
u nas działalność pracowni Tima i Brendy. W tym świetle, znaczenie naszej, rozpoczętej misji, której przyświeca zamiar stymulowania rozwoju kulturowego podobnych do nas istot jest chyba bardziej zrozumiałe. Moim zdaniem trzeba wesprzeć, z całych sił, zamiary księżniczki Alice.

– No właśnie, niech Alice sprecyzuje co ona chce zrobić! – ponownie zażądała Beatrice.

Alice zareagowała. Stała nadal na podeście przy tablicy.
– Jeśli mnie poganiacie, to będą mówić bezczelnie?
– Zawsze jesteś taka, mów! – odparła Beatrice.
– Mój pierwszy młody Ziemianin będzie miał 25 lat, będzie brunetem, będzie sympatyczny, przystojny… chyba dość brutalny.
– Nie boisz się? – może Cię zgwałcić!
– Jeśli będzie to robił w pojedynkę, to bardzo to lubię, wytłumaczę mu, że…
– Co mu będziesz mówiła?
– Na początku będę mu mówiła o małpach.
– Dlaczego o małpach?
– Dlatego, że jest to pomocne, aby potem jasno i prosto powiedzieć o ludziach.
– No to mów o małpach.
– A więc przed dwoma milionami lat, mniej więcej w tym samym czasie tu na Gei i u nas na Recurrence w M31 małpy urodziły ludzi. Później ludzie porównali mentalnością małp
ze swoim sposobem myślenia. Stwierdzili, że małpa wie i koniec, nie kwestionuje tego co wie, po prostu tylko wie i czuje, a dobre uczynki robi tylko wobec krewnych lub za coś.
– Małpy nie są zazdrosne – dorzuciła Zoe.
– Skąd wiesz?
– Sama mam małpią naturę.
– Jedziemy dalej. Małpa patrzy przez "szczelinę teraźniejszości". Nieważna jest dla niej przeszłość i przyszłość, a świat to zbiór dobrze od siebie odgraniczonych rzeczy.
– To nie takie złe, przynajmniej nie trzeba główkować – ponownie w obronie małp stanęła Zoe.
– Małpę cechuje naiwny realizm, to znaczy nie uznaje ona, aby istniało coś więcej niż to co widać.
– Co to ma wspólnego z problemem zazdrości i tolerancji? – zapytała tym razem Tessa.
– Małpy nie są sadystyczne, nie posiadają niewolników, ich wojny ustanawiają hierarchię osobników zdominowanych, ale ich wojny, a raczej doraźne potyczki, są dość polubowne, niezbyt okrutne.
– Czyżbyś chciała powiedzieć, że sadyzm i zazdrość wymagają refleksji, myślenia?
– Chcę powiedzieć, że dopiero następny okres rozwoju ludzkości, kiedy trzeba było polować, a później, kiedy prowadzono wojny, początkowo dla łupów, dla zdobycia niewolników,
a później dla aneksji terytorialnej, no i później wojny o idee, czyli wojny z innowiercami, sprawiły, że satysfakcja ze zwycięstwa i dominowania nad innym człowiekiem mieszała się często lub występowała w tym samym niemal momencie co przyjemność erotyczna. Toteż do tej pory u wielu ludzi te dwa rodzaje satysfakcji są pomieszane, nie rozszczepiły się. Jednocześnie próbowano po raz pierwszy zdefiniować Dobro i Zło.

– Zgadza się! – gdy zaczęto myśleć, wszystko to razem próbowano wypchnąć z głowy
i potępiono jako Zło. Stąd obecny system tabu na Ziemi zakazuje za jednym zamachem zabijać i cudzołożyć pod karą wiekuistego potępienia – powiedział Uriach.
– Jak mówiłam, ten zbiór zasad był postępem, lansował dość dobry model Wielkiego Bóstwa. Zakazywał zabijać, kraść i kłamać.

– "... zadaniem tego, kto miłuje ludzi jest wzbudzanie śmiechu z prawdy, wzbudzanie śmiechu prawdy, gdyż jedyną prawdą jest zdobyć wiedzę jak wyzwalać się z niezdrowej namiętności do prawdy" – tubalnie i głośno wydeklamował nagle Abigal.
– Abigal! – co się wygłupiasz, Ty zawsze te cytaty, nie możesz mówić od siebie, co chcesz powiedzieć.
Abigal niespeszony deklamował następny cytat:
– "... diabeł nie jest zasadą materii, diabeł to zuchwałość ducha, to wiara bez uśmiechu, to prawda, której nigdy nie ogrania zwątpienie. Diabeł jest ponury, ponieważ wie dokąd idzie,
i idąc zdąża zawsze tam skąd przyszedł".
– Słuchaj Abigal, czy Ty mnie teraz popierasz w moim wywodzie, czy mnie ganisz?
– Zgadnij?

Alice zdenerwowała się, usiadła w swoim fotelu, założyła nogę na nogę i zamilkła. Jej uda
i kolana wzbudzały we mnie pożądanie. Odezwał się komandor Adrian.

– Alice! – on zdaje się kwestionuje jedynie etyczny aspekt misji. Chce powiedzieć, że my także jesteśmy zbyt pewni siebie i chcemy dokonać manipulacji na nieświadomych niczego Ziemianach, jak wielu innych, którzy chcieli uformować "nowego człowieka".

Alice zerwała się znów na równe nogi i kontynuowała w ostrym tonie.

– Właśnie, że nikogo nie będziemy oszukiwać. Będziemy mówić całą prawdę.
– Twój mężczyzna powie kobiecie z Gei, że przybył z Andromedy i chce mieć z nią dziecko, czy tak? – włączyła się ponownie Beatrice.
– Czy to takie niemożliwe? A gdyby Tobie przystojny, atrakcyjny mężczyzna powiedział, że przybył z Galaktyk VIRGO, ma ważne sprawy do załatwienia i Ty mu jesteś w tym potrzebna! To pójdziesz na kolację z nim czy nie? Może będziesz wolała zostać w domu i oglądać telewizję?
– A co po kolacji?
– W czasie kolacji pije się wino i gada się trzy po trzy, ale to nie oznacza, że będę oszukiwać. Będę mówić wprost!
– Co będziesz mówić Alice?
– Powiem to samo co powiedziałam tutaj dzisiaj, a potem zapytam "no i co wolisz, stabilną cywilizację strachu i oszukiwania, czy nasz sposób na życie?", też zresztą niewygodny, ale gwarantujący szybkie zmiany, dużo, dużo miłości, myślenie, tworzenie, gadanie, pisanie, życie "jak w serialu TV", zamiast gapienia się na seriale TV? – to nie jest siłowe narzucanie koncepcji "nowego człowieka" a la Torquemada.
– No, ale będziesz proponowała mu "cudzoziemskie zasady", inne niż jego obyczajowość!
– Ty chyba nie słuchasz tego co mówię! Ja nie będę chciała podpisywania cyrografu, będę tylko proponowała znajomość ze mną i z moim mężczyzną!
– Czyli trójkąt, rozumiem, a potem to już będzie zależało od siły waszej argumentacji, co?
– Tak właśnie, ale argumentacji szczerej, bez oszukiwania, przecież oni są równie inteligentni jak my. Tylko niechęć ich duchownych do zmysłowości i zredukowanie u większości z nich swobodnego myślenia przez zazdrość spowodowało ich stagnację.
– To dlaczego nie wykorzystałaś siły swojej argumentacji na Recurrence, byłoby prościej.
– A jak myślisz, po co CRAFT, po wizycie w pobliżu Wielkiego Atraktora wraca na Andromedę, na planetę Recurrence.
– Czyli akcję już rozpoczęto?
– Beatrice, jak już będziesz na Gei to rozglądaj się wokół siebie, to się domyślisz.

– Słuchajcie, mam już dosyć! – gadamy już trzy godziny! – wrzasnął Elias – co jest z tym tunelem Morrisa, przecież zaprosiliście na tę naradę też fizyków czasoprzestrzeni i topologów i nikt nas tu nie potrzebuje, a to co słucham to tak jakby czytać ilustrowany magazyn dla kobiet.
– Elias! – według Ciebie to nie ma o czym gadać?
– Jest o czym, ale trzeba to powiedzieć precyzyjnie.
– To mów precyzyjnie, mów!

– Zgoda! – posłuchajcie mnie. Alice chce sprawić, aby przynajmniej połowa Ziemian miała obyczajowość podobną do naszej, to znaczy, aby ludzie tam byli niezazdrośni, uwielbiający seks z wieloma partnerami. Trzeba sobie jednak przypomnieć, jak doszliśmy do takiego stanu rzeczy u nas, na Recurrence. U nich tam, jak dotąd, nie wolno drukować czasopism erotycznych. Jeśli na Ziemi w końcu będą już nasi wysłannicy to powinni sprawić, aby zaczęto wydawać coś takiego jak tamtejszą edycję naszego Playboya. To na początek! Potem trzeba zainicjować produkcję i dystrybucję filmów erotycznych. Teraz tam to jest zakazane. Gorzej, w niektórych ich krajach „dziewczyny dostępne za pieniądze” są prześladowane, a w innych ich krajach stosują wobec nich dziwaczne upokarzające prawodawstwo. Ktoś powinien im podsunąć także idę otwartych klubów relacji nieodpłatnych. Niechby nazywały się klubami dla swingersów.
Oni, ponadto, nie rozwinęli jeszcze wytwarzania domowych odtwarzaczy filmów. U nich nie ma jeszcze globalnej sieci połączonych komputerów. Ktoś z naszych ludzi powinien podsunąć im koncepcję TCP, czyli protokołu kontroli transmisji, według którego dane przesyłane w sieci komputerowej rozbijane są u nadawcy na tzw. pakiety i z powrotem składane w jedną całość u odbiorcy. Aby utworzyli szybko sieć globalną, ktoś z naszych ludzi powinien podrzucić im także pomysł dokumentów hipertekstowych i zasady języka HTML, aby szybko zaczęli tworzyć w sieci różne witryny do oglądania.
– Ale słuchaj! – odezwał się Zachariah – oni teraz w roku 1968, według ich liczenia, nie wiedzą, że jak im przyrżnie planetoida o rozmiarach większych niż 5 km, to ich tam na Gei już nie będzie lub, że w najlepszym wypadku przeżyją potop i znowu będą musieli budować arkę Noego, nie mówiąc już o lecącej na nich gwieździe Bernarda. W trakcie przerwy dowiedziałem się od Zoe, że na prośbę obecnej tu koleżanki z grupy fizycznej, która boi się
o swoich bliskich, odchyliła orbity Toutatisa i Swift-Tuttle'a, bo inaczej już by ich nie było. Po prostu, oni będąc zajęci zazdrością osobistą i zazdrością plemienną nie wiedzą kto i co im koło pióra robi.
– Gdy oni będą mieli już sieć, to owszem filmy erotyczne będą u nich łatwo dostępne, ale nasili to też walkę ideologiczną i zbrojenia – odezwał się Uriah.

– Dlatego jednak gadanie naszych Pań ma znaczenie zasadnicze. Trzeba bowiem wiedzieć
jak zabezpieczyć się przed oporem, a potem wręcz kontrofensywą ideologiczną owych zazdrośników – powiedział Zachariah.
– No widzisz Elias, a mówiłeś, że to jest gadanina jak w magazynie dla kobiet.
– No właśnie, co z tym tunelem Morrisa – odparł Elias.
– Słuchaj Elias, tunel w przeszłość, na te głupie dwadzieścia lat może wytworzyć nawet samodzielnie TCP-1, byle mieć na pokładzie kogoś od wysokich energii.
– Alice, chciałaś powiedzieć topologa!
– Nie znam się na tym, a jaka różnica między topologiem a energetykiem?
– Cholera by to wzięła! Tessa ona sama nie da rady, ona nie ma pojęcia o fizycznej stronie zagadnienia – odezwał się do swojej dziewczyny Elias.
– Elias pozwalam Ci! Leć! Bo widzę, że masz wielką ochotę na tą awanturę. Za dziewięć lat będę dopiero w wieku trzydziestu siedmiu. Wyznaczam Ci spotkanie gdzieś na M-31, pytaj się o Tessę gamma Alamak, nazwiska nie zmienię. Alice chyba ma rację! Trzeba dać przykład! – ona ma zapewne rację! Zrozumiałam! NIE ZAKAZY, ALE ROZPOCZĄĆ OD SIEBIE, OD SWOJEJ ZAZDROŚCI. Trzeba dać przykład! Rozwiązanie zawsze jest gdzieś
w kącie pola widzenia. Wszyscy mówią o zakazach, a ona twierdzi, że trzeba tylko pokręcić "tolerancją erotyczną partnerów" i rozczepić "satysfakcję z zadawania przyjemności od satysfakcji z zadawania bólu", aby przemyśleć osobowość małp, aby nie robić więcej szkód niż małpy. Od wieków, stale w kółko, mówiono o zakazach, o tym czego nie wolno robić,
a ona nagle mówi, stuknijcie się w głowę! Wojny i wszystkie inne plagi biorą się z zazdrości ludzkiej, a nie małpiej, zwierzęcej cechy. Ona mówi więc: „no to ruszcie głową”! Nie zakazy, kary i groźby, ale to co każdy może zrobić od razu, może dać przykład, że umie zmniejszyć swoją zazdrość.

– Wolę medytację i trudne książki, a te wasze łóżkowe sprawy mnie nudzą, ale nie da się zaprzeczyć, że seks jest w "osi głównej" – powiedział Zachariah.
– Co to jest według Ciebie "oś główna"?
– Są to sprawy, wokół których stale kręci się myślenie, takie na co dzień. Jest wśród nich
potrzeba wolności i potrzeba miłości, ale też po prostu seks.
– Czy nie przesadzasz? Mówi się przecież, że na ogół głównym tematem myślenia człowieka jest Bóg, czyli „duch Wszechświata” – powiedział Uriah.
– Duch Wszechrzeczy i pytanie skąd się wziął świat jest tematem zainteresowania, ale dla całość gatunku ludzkiego. Natomiast pojedynczy człowiek, aby nie był robotem musi mieć "procedurę buntowania się", czyli potrzebę wolności. Ponadto musi mieć powody, aby działać, poznawać i to ciągle na nowo, będąc niejako uodporniony na powtórzenia, na znudzenie, a więc ma też potrzebę miłości i seksu.
– Zachariah masz rację – głośno powiedziała Tessa – co więcej, Alice twierdzi, że „osią główną duszy człowieka” można kręcić w lewo lub w prawo.
– Właśnie! Alice chce tylko aby kręcić nią w lewo, czyli chce zwiększyć zakres osobistej wolności i możności kochania się, jednoczesnego poznawania partnerów do naturalnych wymiarów 3x3. Ona po prostu mówi, że na Gei jeszcze za czasów Rzymian ów "pointer" wolności i seksu stał po lewej, oraz że od Średniowiecza był on uparcie przesuwany w prawo. Ona chce tylko, aby go cofnąć i ustawić pośrodku w pozycji neutralnej.
– Powiedziałaś "pointer miłości i seksu", a więc chodzi Ci o miłość czy o seks?
– Chodzi mi o prawo do poszukiwania miłości, co oznacza prawo do poszukiwania osoby, która jest sympatyczna, umożliwia szczere wypowiadanie się i kontakt fizyczny, innymi słowy jest to poszukiwanie osoby, z którą możliwy jest seks na wysokim poziomie.
– Prosto to ujęłaś! Ale to jest jakiś rodzaj B-moralności!
– Masz rację. Popatrz na schemat, narysowany na tablicy, albo jesteś bardziej po lewej stronie, czyli po stronie tzw. moralności i a-moralności, albo bardziej po prawej stronie, czyli po stronie B-moralności. B-moralność to wolność osobista, to możność doświadczania, że stoisz przed nową przygodą... gdy masz odczucie nie skrępowania w sprawach codziennych, takie jak wtedy gdy zostajesz w domu sama, na przykład na tydzień oraz masz odczucie możliwości pełnego sterowania swoją bliższą i dalszą przyszłością.
– Ty zdaje się chcesz osiągnąć niemożliwe! To są cele sprzeczne.
– Nieprawda, to nie są rzeczy sprzeczne, odwrotnie, odczucie satysfakcjonującej, cennej, atrakcyjnej miłości nie jest możliwe bez jednoczesnego posiadania wolności osobistej. Odbieranie wolności przez zazdrosnego partnera jest zamachem na dobre samopoczucie, podważa atrakcyjność relacji z nim, zazdrość po prostu miłość unicestwia, zazdrość zamienia zachodzący między dwojgiem ludzi fenomen miłości w chęć posiadania partnera na własność. – A więc nie ma miłości bez prób wyzbycia się zazdrości.
– Zdanie: "bez prób wyzbycia się", dobrze oddaje dynamizm zjawiska. Gwoli prawdy trzeba skomplikować jeszcze bardziej zagadnienie. Cała trudność życia w naszej społeczności ludzi wolnych, nie zazdrosnych, ale ceniących sobie miłość, polega na tym, aby "odchodząc" nie zrywać całkowicie więzów z tymi osobami, które uznałaś za sympatycznych, z tymi których kochałaś. Inaczej spalisz wszystkie mosty za sobą i zostaniesz sama z goryczą, a nawet rozpaczą na dnie serca.
– Innymi słowy, wy budujecie takie siatki luźnych powiązań, takie układy możliwych przesunięć.
– Tak, takie siatki gadania i myślenia, inaczej nasza obyczajowość nie miałaby wewnętrznej logiki. Nie ma to nic wspólnego z brakiem zasad moralnych. Nasz system jest spójny, gdyż odtwarza strukturę dużego aktywnego umysłu, a poza tym zapewnia nieśmiertelność.

– Dlaczego nieśmiertelność? – zapytała Beatrice.
– Nie wszystko na raz, dowiesz się.
– Dlaczego twierdzicie przy tym, że to jest klucz do wszelkich kłopotów dwóch galaktyk?
– Jeśli oduczysz się zazdrości o sprawy erotyczne to oznaczać to będzie, że jesteś tolerancyjny, jeśli potrafiłbyś być tolerancyjny w sprawach seksu, czyli w osi głównej Twojej duszy to potrafiłbyś być tolerancyjny w innych sprawach, które nie budzą tyle osobistych emocji.
– Chyba jest również odwrotnie. Jeśli wiadomo, że jesteś zazdrosny o sprawy łóżkowe Twojego partnera to nie ma żadnej gwarancji, żadnych zabezpieczeń, że nie ogranie Cię atak zazdrości o stan posiadania lub nawet umiejętności, urodę lub osiągnięcia zawodowe.
– Jest chyba jeszcze gorzej, gdyż jeśli ktoś ma zazdrosną naturę będzie się bał, aby ktoś nie zmienił mu jego poglądów. Będąc zazdrosny o stan posiadania swoich rzeczy, swoich przedmiotów i swoich przymiotów i innych zalet ducha będzie odrzucał argumenty innych, będzie zwalczał poglądy innych, będzie zabraniał odmiennych sposobów myślenia i tym samym nie będzie mógł przyjrzeć się spokojnie innej osobie. Taki ktoś hamuje myślenie.
– Ważniejsze jest może to, że jeśli zgrupować zazdrosnych to wojna wisi na włosku. Dlatego na planecie, do której się zbliżamy, o dziwo, znów rozpoczęła się tak zwana „wojna kultur”, tym razem nie o złoto czy terytoria, lecz o to „czy bliźniemu wolno mieć kochanka”.
– Chcesz powiedzieć, że skuteczny sposób zapobiegania wojnom to lansowanie tolerancji erotycznej.
– Wynikałoby z tego, że sposób na wojny to nagranie wykładu księżniczki Alice
i odtwarzanie go w szkołach, na lekcjach psychologii.
– Na planecie Ziemia nie ma w programach szkolnych psychologii.
– Jak to?
– Psychologię wymyślono u nich gdzieś w roku 1910, a my rozważamy rok 1968. Sto lat to na ogół minimum, aby ważne odkrycie stało się na Ziemi tematem nauczania.
– No, ale wykład księżniczki byłby też dobry na większość zgryzot kobiet i mężczyzn! – powiedziała Brenda.
– To nie takie proste, bo nikt nie weźmie go do siebie, każdy będzie myślał, że to
o kosmitach.
– O jej! – przestańcie już, my mamy w Układzie Lokalnym ważniejsze sprawy niż handryczenie się o kochanków i struganie różnych odmian Otella – zabrał głos Zachariah –
Adrian i jego koledzy sądzą, że coś musimy poradzić na dryft Wielkiej Mgławicy na Drogę Mleczną, a także umieć zapobiegać śmierci czasoprzestrzeni, czyli stać się cywilizacją czwartego stopnia.
– No właśnie, dlatego powinniśmy jak najszybciej tu i u nas odblokować myślenie powiedziała Alice.
– Słuchajcie, musimy w końcu podjąć decyzję – czy akceptujemy plan Alice? – odezwała się Zoe – Komandorze Adrian, chyba Pan widzi co się dzieje! Sprawy się wyklarowały. Według mnie Elias pożegnał się z Tessą, Beatrice pożegnała się z Roderickiem i na Geę chce lecieć, prócz Alice jeszcze Tim i Brenda Lynx.

Roderick wstał gwałtownie, wywrócił swój fotel i wyszedł z sali konferencyjnej. Beatrice dała do tego komentarz.
– Teraz się upije, ale jak go znam, za dwa dni będzie już w dobrej formie powiedziała Beatrice.

Informacje pozyskane od Vivian

Z fotela podniosła się Vivian, wysoka, czarnowłosa, nikomu nieznana tutaj dziewczyna, która wcześniej czepiała się wywodów księżniczki. Usiadła na brzegu fotela Alice i powiedziała:
– Księżniczko, chcę lecieć z Tobą! – weźmiesz mnie?
Zdumiona Alice wstała i objęła czarnowłosą dziewczynę, przytulając się do niej całym ciałem. Wyglądały tak jakby łączyło je coś więcej niż towarzyska znajomość.

– Vivian myślałam, że nie żyjesz. Nie widziałam Cię sześć lat, gdy odezwałaś się w trakcie debaty myślałam, że zemdleję. Nie mogłam zrozumieć skąd się tu wzięłaś. Ale na szczęście przypomniałam sobie, że trzy godziny temu CRAFT miał drgania. Wywołała je na pewno Twoja jednostka TCP, wysłana przed sześciu laty przez CRAFTa-IV. Żyjesz i wróciłaś.
– Tak, ale chcę lecieć z Tobą z powrotem na Geę.
– Widzisz, że mam tu na razie impas. Ale dobra, znajdź na pokładzie do pojutrza mężczyznę.
– To nie jest potrzebne – ja mam na Gei swoich mężczyzn, urodziłam im troje dzieci, dwóch synów i jedną córkę. Moje dzieci są już mieszańcami. Dałam im imiona: Noah, Bron, a córka ma na imię Phoebe. Kocham ich. Jeśli wylądujemy na Gei w roku 1968, to Noah będą miał dopiero dziesięć lat, a Phoebe cztery. Jednak, gdy dorosną będą mogli kontynuować misję. Pomożemy im zrobić wpływowe kariery.
– Z tego co mówisz wynika, że mieszańcy już są na Gei! Bo mnie się nie udało. Początkowo szło dobrze. Poznałam Adarę, poznałam także blisko dwóch wspaniałych młodych mężczyzn. Bardzo lubiłam Thadd'iego, ale potem wystąpiły trudności, no powiedzmy, techniczne. Uratował mnie Adara. Potem zaś przeżył tylko dzięki mnie, wzięłam go do nas. On jest Ziemianinem. Nie chciał tu przylecieć. Nie dziwię mu się, bo wydostanie się z powierzchni planety, aby się znaleźć na orbicie, gdzie czekała moja szalupa graniczyło z cudem. Adara opisał to nawet w dość ciekawym opowiadaniu. Oj, to długa historia, mimo że byłam na Gei krócej niż Ty.
– Alice musisz mi ją opowiedzieć w szczegółach. To jest bardzo ważne, skoro mamy lecieć z powrotem na Geę. Tym razem musi się udać!
– Przecież skoro mówisz, że urodziłaś i zostawiłaś na Ziemi Twoje dzieci, to znaczy, że misja się rozpoczęła; zależy to od tego co powiedziałaś Twoim mężczyznom - ojcom Twoich dzieci, którym je zostawiłaś.
– Całe szczęście, że przybyliście i zaplanowaliście lądowanie na Gei. Inaczej z moimi bliskimi może być krucho. Nie wiem, czy bez pomocy przetrzymają. Dlatego zaryzykowałam i udało mi się was odnaleźć.
– Ale jakie masz oczekiwania?
– Udając się tam na ta planetę, trzeba umieć sformułować jasną, przekonywującą odpowiedź na trzy problemy egzystencjalne Ziemian. Bez ustalenia sposobów przekonywującej interpretacji i rozwiązywania tych problemów zaplanowana przez was misja może się nie udać.
– Co to za dylematy?
– Przede wszystkim, po pierwsze problem nieśmiertelności. Wyobraź sobie, oni tam na Gei sądzą, że da się zniknąć z tego świata zupełnie, że po śmierci rozsypujesz się w proch to znaczy w rodzaj popiołu, czyli atomy.
– Jakie atomy, jaki popiół, jaki proch, nic nie rozumiem?
– Ja wiem, że to trudne, no ale uwierz, oni po prostu sądzą, że po śmierci rozsypują się
w proch! – słuchaj dalej Alice! Prócz tego oni się boją też niedostatku, biedy, bezrobocia! To jest ich drugi, najważniejszy dylemat.
– Co to jest bezrobocie?
– Wtedy, gdy ktoś nie ma pracy.
– To znaczy, gdy nie wie co robić? – to dlaczego nie idzie do lekarza?
– Słuchaj, bezrobocie jest wtedy, gdy nikt nie chce Cię zatrudnić!
– Nie rozumiem. To dlaczego taki delikwent nie zatrudnia kogoś innego?
– No bo trzeba by mieć pomysł na wspólne wytwarzanie czegoś co jest poszukiwane,
a wszystkie poszukiwane rzeczy są wytwarzane masowo, tanio, przez wielkie międzynarodowe kompanie!
– Uśmiechy, obecność, wdzięk i zmysłowość też?
– U nich na Ziemi, obecność z kimś nie jest wyceniana.
– A trzeci dylemat?
– To nieumiejętność zdefiniowania świadomości, duszy, fenomenu życia, ustalenia tego, kiedy świadomość się rozpoczyna i powstaje człowiek. To im się pomieszało z uprzedzeniem do seksu oraz problemem posłuszeństwa wobec bóstwa i domniemaniem, że bóstwo seksu nie lubi. Doprowadziło to ostatnio do nowej ponad-narodowej konfrontacji ideologicznej pomiędzy „dwoma kulturami”, mimo że zwalczające się obozy to głównie osoby rasy białej.
– Widzę, że jednak całość nie jest taka prosta jak myślałam.

– O czym wy mówicie? Blisko nas stali teraz Tim, Beatrice i Brenda.

– Ważne jest, aby nauczyć się szybko rozpoznawać, czy mamy do czynienia z kimś, kto przybył z Andromedy, jest mieszańcem lub ma nasz typ mentalności, czy też raczej jest to osoba spod zimnych, brunatnych gwiazd – nagle poruszył inny temat Tim.

– To jest akurat proste – powiedziała Vivian. "Ludzie z gwiazd" cechują się tym, że są pogodni, nie spieszą się zbytnio, akceptują siebie i innych, sądzą, że świat jest wspaniały, są tolerancyjni i wyzbyci uczucia zazdrości erotycznej. Nie trzymają się kurczowo jakiegoś określonego zestawu zasad i poglądów, gdyż są otwarci na wszystko co nowe, są ciekawi
i lubią coś sklecać, lubią słuchać innych, gdyż ich podstawowa rozrywka to czerpanie satysfakcji z kontaktu z innymi osobami, których polubili, czerpią bowiem satysfakcję z pomocy w wydobywaniu wartości tkwiących w osobowości innych ludzi, w utwierdzaniu ich pozytywnego samopoczucia.
– To dobrze, że na pierwszy rzut oka, ich się nie rozpoznaje, trzeba chyba dłużej rozmawiać – filozofował Tim – i uważnie słuchać, prowadzić dialog dla wykrycia elastyczności w rozumowaniu. To jest chyba dobry sposób, aby rozpoznać ”ludzi z gwiazd”.
– Myślę, że zostało to dobrze pomyślane – dorzuciła Brenda – mogą robić swoje. Od strony formalnej nikt im nic nie może zarzucić.

Większość uczestników debaty stała już wokół formującej się załogi TCP-1. Komandor Adrian zauważył więc, że cele operacyjnej odprawy dowództwa statku zostały osiągnięte. Stanął na podeście obok tablicy i powiedział głośno:

– Panie i Panowie, debata dzisiejsza została zakończona. Za dwa dni zostawiony TCP-1 na orbicie Gei i lecimy dalej. Za miesiąc zwołamy następną odprawę, która będzie dotyczyć sensowności misji drugiej naszej jednostki Transferu w Czasoprzestrzeni, która zajmie się "nadawaniem snów w kanale świata". Sny nadaje grupa literacka. Szefem grupy jest Tessa. Tessa twierdzi, że długo rozmawiała z księżniczką Alice. TCP-1 i TCP-2 będą współdziałać. One mówią o możności lokalizowania osób w wybranych punktach czasoprzestrzeni "według porządku Melchizedeka", to znaczy na zasadzie rematerializacji. Zoe ze swoją grupą fizyczną ma się natomiast przypatrzeć jakiejś katastrofie kosmicznej. Oni, jak wiadomo szukają obiektu, który nadaje się do wygenerowania Little Big Bang’u. Szefowa grupy fizycznej, dowódczyni TCP-3 twierdzi, że aby to wyjaśnić, trzeba będzie zorganizować trzecią wielogodzinną debatę.

Pojutrze z honorami pożegnamy załogę TCP-1 w pomieszczeniach doku tej szalupy kosmicznej. Na dzisiaj koniec, dobranoc Państwu.

Większość osób opuszczała salę konferencyjna. W rogu nadal stali członkowie statku szalupy TCP-1 i kilka innych osób. Alice ponownie zabrała głos.

– Jak wspomniałam wydaję dzisiaj wieczorem przyjęcie pożegnalne. Spotykamy się za trzy godziny w naszym klubie. Zarezerwowałam to pomieszczenie dla nas – Vivian, skoro lecisz
z nami także jesteś zaproszona, a teraz proszę, choć ze mną do mojej kabiny.



Przyjęcie pożegnalne

Nasz klub zazwyczaj był otwarty całą dobę i był dostępny dla wszystkich członków załogi.
W istocie był to klub typowy dla ludzi „swingujących”. Posiadał zwyczajowe elementy takie jak sauna i jacuzzi. Największym pomieszczeniem był duży salon, do którego można było wejść poprzez rodzaj szatni, w której można było się przebrać w jakieś skąpe stroje. Naprzeciwko wejścia był bar, na ścianach wisiały lustra. Pod ścianą naprzeciwko baru umieszczono sofy. Po lewej były przejścia do przyciemnionych wnęk i innych pomieszczeń. Salon oświetlały żyrandole, emanujące żółtawe, a nawet lekko pomarańczowe, ciepłe światło. Atmosfera była tu zawsze podniosła i ekscytująca, po części z powodu dobrze dobranej, cichutkiej muzyki. Dzisiaj cały klub, dla swoich gości zarezerwowała Alice.

Nikt z zaproszonych osób się nie wyłamał. Wszyscy przybyli, mimo iż na pewno było to wyzwaniem i wymagało odwagi. Po wejściu zobaczyłem kilka osób, których nie poznałem wcześniej jeszcze zbyt dobrze. Większość przybyłych, na razie stojąc i trzymając w ręku kieliszki rozmawiała ze sobą w ożywiony sposób. W klubie piliśmy zazwyczaj napoje kanabisowe, zawierające substancję, której przyjęcie powodowało przemianę psychiczną podobną do tej jaka Ziemianie doznawali po alkoholu. Substancja ta nie powodowała jednak kaca. Jej działanie znikało po kilku godzinach.
Pod ścianą, po prawej dostrzegłem stojącą tam Tessę i Zoe. Miały na sobie krótkie, zwiewne jasne sukienki, czy też raczej haleczki na ramiączkach. Podeszła do nich Alice. Była już chyba podchmielona.

Delikatnie ściągła Tessie ramiączko sukienki, odsłaniając jej pierś. Zaczęła lizać i ssać pierś Tessy, po czym powiedziała – chcę Cię dobrze zapamiętać, nie zapomnij potem usiąść mi na twarzy i dać mi Twojego soku – wiesz – „wina osobistego”.

Zoe zareagowała na to żywiołowo, mówiąc – Alice, uwielbiam Cię, zrób mi to samo! Alice spełniła prośbę z wielką ochotą – powtarzając też analogiczną sugestię dotyczącą sposobu pożegnania się. Zoe odpowiedziała, przytulając ją jednocześnie i szepcąc jej coś na ucho, co bardzo ją rozśmieszyło. Przypatrywała się temu spokojnie Tessa, nie poprawiając już sukienki. Jej odsłonięta pierś wzbudzała pożądanie… nie tylko zresztą we mnie. Podszedł do niej Elias i zaczął ją całować w usta. Elias dźwigną brzeg sukienki Tessy. Pod beżową halką, miała na sobie czerwone majtki.

Pod ścianą, nieco bliżej baru stała nieznana mi para. Mężczyzna, którego ubiorem był jedynie owinięty ręcznik, powiedział dość głośno – Cybelle, chcę Cię mieć już teraz – po czym odwrócił dziewczynę twarzą do ściany i wszedł jej ciało od tyłu dość gwałtownie. Dziewczyna nie protestowała, powiedziała jedynie – mam nadzieję, że się nie spuścisz we mnie od razu, bo może być Ci potem żal.

Alice postanowiła powiedzieć coś głośno do wszystkich obecnych.

– Słuchajcie, zaprosiłam tu dzisiaj jedynie osoby które uwielbiam. Jutro odlatuję, zapewne więc już nigdy mnie nie zobaczycie. Mam więc sugestię, chcę się pożegnać bardzo osobiście, bardzo namiętnie z każdą kobietą i każdym mężczyzną. Powiem prosto, każdy mężczyzna, którego żegnam może mnie dzisiaj mieć. Więcej chcę, aby zostawił we mnie swoją spermę, najlepiej także w moich ustach. Potrafię przemieniać ciało mężczyzny w jego ducha, który będzie we mnie. Chcę też, czegoś analogicznego od każdej kobiety, którą dzisiaj żegnam.
Dla mężczyzn i dziewcząt, którzy polecą jutro ze mną nie mam dzisiaj czasu.

– Ci co zostają, mają dzisiaj fart. Ja i Brenda także opuszczamy was na zawsze – odezwała się Beatrice – jestem nieśmiała, mimo iż mam temperament taki jak Alice – odważę się jednak dzisiaj. Obiecuję dać wszystkim mężczyznom i dziewczynom ten sam podarek. Kto chce może się ze mną dzisiaj kochać. Ma to zapewnione.

Brenda, która znalazła się teraz koło mnie, ujęła moją dłoń i powiedziała – choć tam do tej wnęki – już dawno chciałam Ci to zaproponować… no a dzisiaj to rzeczywiście nasza ostatnia szansa. Gdy znalazłem się już blisko Brendy na szerokim łóżku, zajmującym niemal całość tego małego pomieszczenia poczułem się szczęśliwy, szczęśliwy i podniecony!

– Chcesz rozchylę szeroko uda abyś mógł na mnie popatrzeć, a potem lizać. Jestem tak podniecona początkiem tej orgii, że możesz od razu wejść we mnie, będzie mi dobrze.

Brenda jest śliczną kobieta. Jest taką kobietą, jaką lubię… szczupłą, zgrabną. Ma białą, alabastrową skórę, lecz jej włosy łonowe są czarne. Pachniała cudownie. Gdy mój penis znalazł się już w jej wnętrzu, odczułem to o co mi chodzi zawsze najbardziej. Jak to nazwać? Poczucie całkowitego, bezwarunkowego oddawania się. Po kilku ruchach całkowite rozprężenie wszystkich mięśni i coś co potrafi wygenerować tylko dusza kobiety, która mówi sobie chyba wtedy tak – dam mu całą siebie, niech wejdzie w mój mózg – co mi zależy dzisiaj, wpuszczę go do swojej głowy i obejmując go udami udowodnię mu, że miał dzisiaj kobietę naprawdę.
Ja nazywam to „seksem z zezwoleniem na przeniknięcie i całkowitym, duchowym oddaniem się kobiety”, w skrócie „seksem z podarowaniem siebie” (SPS).

Gdy już dość długo pieprzyliśmy się z Brendą, obok nas położyła się Beatrice i zaczęła się kochać z Abigalem. To było sympatyczne, bo Beatrice przez to swoje bezustanne awanturowanie się działała na mnie także ekscytująco… hm… jak wszystkie zresztą kobiety. Jak pamiętacie, Alice powiedziała, iż jest ona do niej podobna. To prawda Beatrice jest podobna do Alice, także psychicznie. Nie widziałem wcześniej Beatrice rozebranej do naga. Oglądanie gołej, nieznanej wcześniej kobiety jest zawsze podniecające, no a gdy zaczyna się ona na dodatek kochać na twoich oczach z kimś innym to uczta duchowa jest wspaniała.
Po kilkunastu minutach Brenda, także patrząc na nich zapytała nagle: – Beatrice! – Abigal! – wymienimy się? Reakcja była natychmiastowa i zdecydowana.
– Ależ, oczywiście. Nasze ciała szybko i sprawnie zmieniły położenia. To, że nagle wchodziłem w ciało innej pięknej kobiety odczuwałem rewelacyjnie. Kochając się z Beatrice, zapytałem ją dość bezczelnie – a czy Roderick jest tutaj? – czy kochałaś się z nim dzisiaj?
– Hm... i tak i nie. Był tutaj, przeleciał mnie, ale w trakcie seansu pokłóciłam się z nim na nowo. Nie dziwię mu się, to jest rozstanie na całe życie! – muszę Ci się jednak przyznać – ja chyba podświadomie albo celowo od niego uciekam. Wolę wdać się w przygodę z Alice. Ona mi zresztą imponuje. Chcę być taka jak ona. Chcę się przemienić. Też chce mieć tylu facetów ile ona. Podnieca mnie to! – chyba jestem nimfomanką!
Brenda, kochając się z Abigalem, jak się okazało podsłuchiwała naszą rozmowę, gdyż odezwała się teraz i powiedziała:
– Nie martw się Beatrice, ja też jestem nimfomanka i dobrze jest mi z tym – a co robi teraz nasza księżniczka.
– Ona jest w głównym salonie. Położyła na podłodze taki biały koc i ma wokół siebie kilku mężczyzn. Wiesz Adara, ona bezczelnie powiedziała, że ona uwielbia mieć pod koniec wieczoru pochwę pełną spermy i czuć, jak ta maź spływa jej po udach.
– To nie jest bezczelne, to jest fajne, jak też tak lubię – powiedziała Brenda.
– Może pójdziemy tam popatrzeć – zapytał Abigal.
– Chodźmy, powiedziała Beatrice – chciałabym zobaczyć, jak się kocha Vivian – chyba tam jest.
– Na pewno jest – odparła Brenda – Obiecałam jej, bo chciała tego, że pokażę jej niezawodny sposób na to aby podniecić mężczyznę.
– Na czym on polega powiedz mi też.
– Oj, to trzeba raczej pokazać praktycznie! – no ale w skrócie on polega, że kobieta z rozmysłem, przez dość długi czas udaje androida płci żeńskiej, który na dodatek się upił.
– Super, idziemy więc popatrzeć na Twój pokaz praktyczny – powiedział Abigal.
Podnieśliśmy się z szerokiego łoża, aby udać się do salonu.

Moment był szczególny, ale nagle coś zaczęło się z nami niedobrego dziać.

Awaria statku

Każdy z nas, obecnych w klubie poczuł wstrząs, a potem trwające kilkadziesiąt sekund drgania. Słyszeliśmy przejmujący dźwięk przypominający zgrzyt zgniatanego metalu. Przygasły światła, a nadawana tu u nas muzyka przycichła. Gorzej! – zaczęliśmy odczuwać coś bardzo nieprzyjemnego. Po chwili wiedzieliśmy już, że sztuczna grawitacja, generowana na statku, aby dało się tu normalnie żyć słabnie. Trudno mi powiedzieć, czy obecni tu wpadli w przerażenie.

Beatrice przytuliła się jednak do mnie mocniej i powiedziała – Trzeba odczekać, to nie może być poważne, bo inaczej zaistniała by dekompresja i już by nas nie było.

Miała rację, z głośników rozległ się głos. Mówił komandor Adrian – Proszę Państwa, przechodząc przez Układ Słoneczny wpadliśmy na mały głaz, nie wykryty przez radary
i czujniki masy. To był kamień wielkości dyni. Zniszczenia nie są duże. Mamy na pokładzie sprawny zespół inżynierski i narzędzia remontowe. Grawitację już przywrócono. Wszystkie nasze plany będą realizowane. Zapowiedziany na jutro odrzut szalupy TCP-1 odbędzie się. Ponownie życzę dobrej nocy.

Po chwili byliśmy już teraz wszyscy w salonie. Znalazłem się koło Alice, która powiedziała do mnie: – niby wszystko wróciło już do porządku, ale na pewno nie wrócił nam tak dobry nastrój jaki mieliśmy – wątpię, aby dało się kontynuować nasze spotkanie! – jestem jednak szczęśliwa, że większość planu zrealizowałam. Mężczyźni, którzy mnie „przelecieli” przed odlotem, chyba są zadowoleni. Ja także! Zmywam się, idę do siebie – Adara do jutra!

Po chwili Alice, stojąc już na środku salonu powiedziała głośno: – Chłopcy i dziewczyny, każdy robi tu jeszcze co chce! Ja idę spać! Dziękuję wam wszystkim. Trudno mi powiedzieć do widzenia. Tak więc –żegnam was!







Dodaj do ulubionych
2,051
Podziel się ze znajomymi
9.33/10

Jak Ci się podobało?

Średnia: 9.33/10 (3 głosy oddane)

Z tej serii

Komentarze (1)

Asia

Asia · 12 kwietnia 2018+1

Asia, .. podobał mi się ostatni fragment - Przyjęcie pożegnalne. Za tą część wstawiłam Ci osemkę

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

lub

Inne popularne opowiadania tego autora:

opowiadania erotyczne

Witamy na Pokatne.pl

Serwis zawiera treści o charakterze erotycznym, przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich.
Decydując się na wejście na strony serwisu Pokatne.pl potwierdzasz, że jesteś osobą pełnoletnią.

Wchodzę

Pliki cookies i polityka prywatności

Zgodnie z rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r (RODO). Potrzebujemy Twojej zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych przechowywanych w plikach cookies.
Zgadzam się na przechowywanie na urządzeniu, z którego korzystam tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie moich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania przeze mnie ze stron internetowej lub serwisów oraz innych parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych i w celach analitycznych.
Więcej informacji na ten temat znajdziesz w regulaminie serwisu.