Technologia zmartwychwstania (II) – Ucho igielne

XeeleeFirst XeeleeFirst

26 listopada 2018

hourglass 36 min

Poniższe opowiadanie znajduje się w poczekalni!

Tekst niniejszy jest drugim odcinkiem powieści, którą podzieliłem na cztery części. Jak zaznaczyłem na wstępie, tylko po części opowieść ma charakter tekstu science-fiction. Niektóre fragmenty są poważnymi, aktualnymi spekulacjami z zakresu biologi, astrofizyki i kosmologii. Zgodnie z postulatami czytelników, zawartymi w komentarzach, tym razem nie zamieściłem linków Internetowych. W tej sytuacji, w razie wątpliwości, konieczne jest samodzielne sprawdzanie wiarygodność poszczególnych tez.

Publikowanie niniejszej opowieści w portalu poświęconemu erotyce, jest moim zdaniem uzasadnione tym, iż seksualność, seks, miłość jest ściśle powiązana z problemem śmierci poprzez fakt, iż większość doktryn religijnych i świeckich wyobrażeń o dalekiej przyszłości wypowiada się o erotyce osób które zmartwychwstaną. Teza przestaje być wątpliwą, jeśli oglądnąć film pod tytułem "San Jupitero", o którym była mowa w poprzednim odcinku.

Tęcza o poranku



Przez okna schroniska „Equinox” wyzierało słońce. Dzisiaj rozpogodziło się! Nad odległymi dolinami, z tej wysokości, poniżej Equiny, było widać jednak znowu tęczę. Co jest u licha z tą tęczą nad Equiną? To musi coś znaczyć?

Jedliśmy śniadanie w sali restauracyjnej. Do naszego stolika przesiadły się poznane wczoraj dziewczyny Agnieszka i Patrycja oraz ich znajomy mężczyzna Mariusz.

– Ja uczestniczyłam już wczoraj w waszych obradach – odezwała się Patrycja. Dzisiaj natomiast pytam w imieniu Agnieszki i Mariusza, czy oni także mogą dołączyć do grona słuchaczy?

– Sądzę, że tak… nie jestem przewodniczącym komitetu organizacyjnego, ale nie widzę powodu, abyście nie mogli słuchać tego wszystkiego. Podkreślam jednak, że zrobicie to na własną odpowiedzialność.
– Dlaczego to ostrzeżenie? – zapytała Agnieszka.
– To wam może zrobić wodę z mózgu, to was może przestraszyć – odparłem.
– Nie zniechęcaj ich! To sympatyczne osoby. Moglibyśmy spotkać się z nimi po obradach,
w celach towarzyskich – odezwała się Jaycee.
– To świetny pomysł. Jak najbardziej jestem za tym, abyśmy się spotkali wieczorem w celach towarzyskich – z filuternym uśmiechem odezwała się Patrycja.
– Umowa stoi – dodałem – musimy jednak już teraz pójść na salę obrad.

Uczestnicy konferencji, jak zauważyłem, zajmowali te same miejsca, co wczoraj po południu. Wszyscy byli radośni, jakkolwiek niektórzy wyglądali na osoby nieco zmęczone.

W zasadzie jest to normalne zjawisko ‘drugiego dnia’ wszystkich konferencji naukowych całego świata. Opisał to niejaki Lodge, który pierwszy zauważył, że jedna trzecia wszystkich pasażerów samolotów unoszących się akurat w danym momencie w powietrzu, to są to osoby, które udają się na jakąś konferencję naukową. To coś znaczy. To świadczy za tym, iż celem naszej cywilizacji jest jakiś ‘cel naukowy’. Lodge stwierdził brutalnie w swojej powieści „Mały światek”, że wszystkie osoby udające się na międzynarodową konferencję naukową zabierają ze sobą butelkę jakiegoś alkoholu i paczkę prezerwatyw.

Być może analiza sytuacji w lotnictwie współczesnym, dokonana przez Lodge’a tłumaczy ‘jakość nastroju’ osób, które zasiadają teraz w naszej salce konferencyjnej.

Na ‘foteliku prezydialnym’ usiadła oczywiście Phoebe. Jest ona co prawda jakaś blada dzisiaj, ale jest! To jest ważne, że jest! To było zresztą pewne, że będzie w miarę trzeźwa i sprawna dzisiejszego ranka.

Uczestnicy konferencji naukowych, to w większości wypadków, osoby spod Enneagramicznego znaku „Człowiek Czynu”, czasami spod znaku „Władcy”. Oczywiście połowa uczestników każdej konferencji to tak zwani „Adwokaci Diabła”. Osoby te przyjeżdżają na konferencje naukowe po to, aby powiedzieć referentom, że to, co mówią, jest nieprawdziwe, że jest to „czysta bzdura”. Oczywiście jest to, systemowo biorąc, bardzo potrzebne i twórcze.

Snując takie rozważania, usłyszałem, jak przez mgłę, przebijającą się przez opary Valium, pomieszanego z mocną kawą marki „Tchibo-Exclusive”, głos Phoebe:

– A teraz referat wygłosi Bron Colins.

Przygotowywałem się do tej konferencji, podobnie jak i inni uczestnicy. Miałem więc ‘wstępne’ przezrocze z tytułem mojego referatu i ładną grafika. Na ekranie, znajdującym się za mną, został więc wyświetlony napis:

Czy będziemy musieli pozbyć się naszej cielesności?



Grafikę stanowiły, umieszczone w tle przeźrocza, sylwetki dwóch nagich, szczupłych, obejmujących się kobiet. Rozpocząłem od tradycyjnego:

Pani przewodnicząca, Szanowni państwo!

W trakcie wczorajszego referatu Jaycee Mac Peteren sugerowała, że prócz nas ludzi, żyjących na tej planecie, być może istnieją istoty inteligentne, których siedliskiem są wnętrza niektórych gwiazd. Jak wiadomo, Giordano Bruno podejrzewał nawet, że inteligencją sumaryczną, całościową są obdarzone także niektóre planety. Jaycee skupiła się jednak głównie na potężnych cywilizacjach zamieszkujących wnętrza ciężkich gwiazd. Wyraziła podejrzenie, iż cywilizacje te coś majstrują na skalę galaktyczną, a nawet na skalę całego Wszechświata, mając zapewne na celu zabezpieczenie możliwości odrodzenia się w nowej wersji potomnej.

Wydaje się, że te potężne cywilizacje wewnątrz-gwiezdne, dla osiągnięcia swoich celów porozumiewają się przy pomocy pulsarów.

O ile nadrzędna inteligencja planetarna, być może wynika z sumarycznego wykorzystania nas ludzi, to wspomniane cywilizacje wewnątrz-gwiezdne nie mogą istnieć na bazie cielesności podobnej do nas. Są to inteligencje postbiologiczne. Mogły one wyewoluować, przed milionami lat z populacji osobników humano-podobnych.

Takie przeszłe społeczności, złożone z osobników podobnych do nas, musiały zapewne podjąć kiedyś decyzję i pozbyć się swojej cielesności, implementując do materii gwiezdnej już tylko swoją psychikę, konglomerat umysłów. Musiały wtedy niejako przejść przez ucho
igielne.

W rozdziale pod tytułem „The case of postbiology”, wspomnianej wczoraj książki Clement Vidala znajdujemy kluczowe zdanie: ”The moral of the SETI story is: matter doesn’t matter (much). What is important is the ability to manipulate matter-energy and information, not the material substrate itself!”.

Niektóre osoby obecne na tej sali zastanawiają się więc zapewne nad intrygującym, ważnym pytaniem: Skoro jeszcze żyjemy i skoro są wśród nas podobni do nas potomkowie cywilizacji humano-podobnej, zamieszkującej na pewnej planecie galaktyki M31, to jak ma się nasza egzystencja do owych inteligencji planetarnych i gwiezdnych. Innymi słowy, zagadnienie to sprowadza się do pytania: „Czy w niedalekiej przyszłości będziemy musieli pozbyć się naszych ciał, naszej cielesności?”. Te osoby, które lubią seks, są zapewne szczególnie zainteresowanie odpowiedzią na to pytanie. Jest ono również niezwykle ciekawe dla tych z nas, którzy chcieliby wiedzieć, jak doszło do owej niezwykłej sytuacji równoczesnego istnienia trzech poziomów inteligencji.

Cóż muszę ostrzec! To jest trudne zagadnienie. Aby spróbować odpowiedzieć na to pytanie trzeba wpierw w sposób zdecydowany ustosunkować się do trudnych dylematów współczesnej nauki i rozeznania w aktualnym stanie rozwoju technologii.

Ewolucja



Podejmę próbę. Zaczynamy! Wpierw musimy zakwestionować współczesne rozumienie Darwinowskiego rozumienia mechanizmów ewolucji.

Klasyczna teoria ewolucji Darwina, mówiąc krótko, zakłada: (1) zachodzenie losowych mutacji w strukturze DNA, wyznaczającego nasz organizm, prowadzących do zmian struktury organizmu, (2) selekcję naturalną, wynikającą z uwarunkowań środowiskowych i w efekcie (3) przeżywanie osobników najlepiej dostosowanych.

Po odkryciu genów zmodyfikowano w latach trzydziestych ubiegłego wieku teorię klasyczną, zastępując ją tak zwaną ”teorią syntetyczną". Nadal zakładano jednak, iż podstawowym mechanizmem ewolucji są losowe mutacje i dobór naturalny. Owa teoria syntetyczna cieszyła się akceptacją przez dwie lub trzy dekady, ale już od roku 1970 narastało niedowierzanie.

Niektórzy współcześni biolodzy sądzą, że bardzo trudno jest zrozumieć, w jaki sposób całkowicie przypadkowe mutacje mogłyby spowodować pojawienie się żywych istot o niezwykłym poziomie złożoności. Ogromna liczba mutacji musiałaby występować jednocześnie, we właściwym porządku i w ścisłym powiązaniami między sobą. Jak to wszystko mogłoby zaistnieć przez przypadek? To samo można powiedzieć o tworzeniu się złożonych narządów, na przykład ucha wewnętrznego, oczu lub mózgu.

Trudno jest także wyjaśnić, dlaczego zmiany budowy organizmów następują skokami. Zazwyczaj nagle wyłania się znaczna modyfikacja struktury organizmu lub wręcz nowy gatunek. Spostrzeżono także, że zmiany zachodzą nie tyle po mutacjach pojedynczych nukleotydów, ile raczej po inkorporacji długich polinukleotydów, dokonywanych przez tak zwane retrowirusy.

Odkryto przedziwne koincydencje. Dla przykładu odkryto w DNA koralowców, żyjących na rafach, sekwencje nukleotydów odpowiadające fragmentom DNA ludzkiego. Zadziwia także ilość tak zwanych endo-wirusów tkwiących w genomie człowiek.

Proces ewolucyjny wygodnie jest opisać więc jako poprawki wnoszone do pierwotnego zapisu, tak aby powstawały organizmy coraz bardziej złożone, wyposażone w coraz bardziej rozwinięte systemy nerwowe. Zapytacie Państwo – a co sprawia, iż te poprawki są inkorporowane. No cóż, tacy wasi filozofowie jak Hegel, który mówił o duchu wszechświata i Bergson, który mówił o ”elan vital"– próbowali to wytłumaczyć.

Dla nas tutaj, pragnących zrozumieć miejsce ludzi we Wszechświecie, jest ważna jedynie ogólna konstatacja. Otóż ewolucja ma charakter ukierunkowany. Świat rozwija się według pewnego planu. Ów plan nie jest określony ściśle. Pisze o tym wiele tutejszy intelektualista Ervin Laszlo, autor tak zwanego systemowego widzenia świata. Według niego wytyczony jest jednak ogólny kierunek i cel nadrzędny rozwoju. Tym celem nadrzędnym jest pojawienie się istot inteligentnych, których potomkowie będą w końcu zdolni to odtworzenia pewnego fragmentu przemieniającego się Wszechświata.


Osobliwość



Osoby obecne tu na sali dożyły momentu, kiedy to mogły na własne oczy zapoznać się z wysoko zaawansowaną technologią. Każdy z państwa ma w rękach smartfona, który jest potężnym urządzeniem informatycznym, jakkolwiek działającym na podstawie wsparcie z zewnątrz. Zapewne większość z nas słyszała o przewidywania takich futurologów jak Vernon Vinge i Ray Kurzweil, którzy wieszczą zaistnienie tak zwanej technologicznej osobliwości.

Technologiczna osobliwość to hipotetyczny moment w przyszłym rozwoju cywilizacji, kiedy to stworzona zostanie sztuczna inteligencja znacznie przewyższająca intelektualnie żywych ludzi. Od tego momentu postęp techniczny stanie się tak szybki, że wszelkie ludzkie przewidywania mogą stać się nieaktualne. Takie sztuczne inteligencje mogłyby bowiem opracowywać jeszcze wydajniejsze jej odmiany, wywołując lawinowy rozwój technologii.

Szukając odpowiedzi na nasze pytanie, istotne jest, aby zastanowić się nad tym, jak mogą zmienić się losy ludzi w wypadku zaistnienia osobliwości technologicznej.

Można wyliczyć możliwe ścieżki dalszych wydarzeń. Jedną z nich jest zagłada istot żywych wskutek dominacji rozwijającej się populacji androidów. Inna możliwa sytuacja to współistnienie ludzi, w ich dotychczasowej formie biologicznej, z gromadami powielających się androidów. Niezwykle prawdopodobne jest jednak, że owe androidy, układy sztucznej inteligencji, przystąpią do budowania superkomputerów, umożliwiających emulację istot żyjących teraz jako tworów wirtualnych, istniejących na drugim poziomie implementacji.

Owa przyszłościowa sztuczna inteligencja zapewne zmierzy się z wyzwaniem jak zorganizować systemy informatyczne, których podstawowe elementy przełączające były strukturami w nanoskali, to znaczy układami złożonymi z drobin, atomów, cząsteczek subatomowych, kwantów. Opanowanie konstruowania takich zminiaturyzowanych elementów przełączających i ich funkcjonalnego konfigurowania prowadziłoby do możliwości budowania systemów informatycznych na bazie gęstego nośnika materialnego, choćby takiego, jaki znajduje się we wnętrzu ciężkich gwiazd.

Czy przeszłość istnieje oraz czym jest dusza?



Być może, w przyszłości osoby z krwi i kości, takie jak my, będą mogły być odtworzone w formie wirtualnej we wnętrzu superkomputerów. Zapewniałoby to im względną nieśmiertelność. Czy będzie to możliwe? Przecież już nawet ewentualne zaistnienie osobliwości zależy od możności odtwarzania świadomości w układach sztucznych. Idąc dalej, należałoby zapytać, jak miałaby funkcjonować psychika człowieka, emulowana we wnętrzu komputera, czyli implementowana nie w układzie nerwowym, lecz na procesorach sztucznych. Informatycy, odpowiadając na takie pytanie, mówią o sztucznych sieciach neuronowych. Gdyby poprzez precyzyjne skanowanie mózgu ustalono wpierw jak zbudować sieć neuronową, a potem, gdyby odnotować stan synaps, czyli połączeń pomiędzy owymi neuronami, to teoretyczne biorąc, powinniśmy zdołać odtworzyć psychikę i świadomość.

Warto jednak moim zdaniem spróbować na serio odpowiedzieć na nieprecyzyjne, nienaukowe pytanie, czym jest dusza człowiek. Sięgnijmy do pradawnych pism. Okazuje się, że jedni utożsamiają ją z psychiką żyjącego człowieka, ale inni, tak jak proponował to Platon, a później Tomasz z Akwinu pojmowali ją jako niematerialny „wyznacznik” człowieka. To drugie rozumienie duszy jest nie do ugryzienia w kategoriach racjonalnych. Trzeba w nie, co najwyżej wierzyć.

Wprowadzono tutaj u was jednak stosunkowo niedawno pojęcie czasoprzestrzeni. Jej model wyobrażeniowy to czterowymiarowa kula, której powierzchnią jest nasza trójwymiarowa przestrzeń, a jej promień jest wymiarem czasu. Zakładając prawidłowość tego modelu, można wyróżnić skrawek tej czasoprzestrzeni, który został wyznaczony przez życie konkretnej osoby. Ów skrawek, nie jest tożsamy z duszą w sensie Platona i Tomasza z Akwinu, ale może być nazwany, po śmierci rozważanego człowieka, jego ”duchem".

Proszę Państwa, takie rozumienie wirtualnego bytowania człowiek po jego śmierci, ma jednak sens tylko wtedy, jeśli uznamy „że przeszłość nadal istnieje”, choćby tak jak zobrazowano to w filmie „Powrót to przeszłości”.

Widzę na sali osoby, które uczestniczyły w naszej poprzedniej konferencji, w trakcie której staraliśmy się dociekać czy rzeczywiście tak jest. Pytajcie więc te właśnie osoby, do jakich wniosków wtedy doszliśmy.

Zaistniało zamieszanie. Mój wykład został brutalnie przerwany przez młodą kobietę o rudych włosach, która do tej pory nie odzywała się.

– Mam na imię Weronika. Uczestniczyłam w konferencji, o której wspomniał Bron. W Internecie jest zresztą dokładny stenogram z tych obrad. Cieszę się, że po przemyśleniach mogę powrócić to ówczesnych rozważań i postawić ci Bron ponownie dramatyczne pytania. Jak sobie przypominasz, tam na Krecie Hyperion mówił o tak zwanym zwierciadle czasu. Twierdził, że je skonstruował. – Proszę Państwa owo zwierciadło czasu to takie urządzenie, które pozwala nie tylko przyglądnąć się przeszłemu skrawkowi czasoprzestrzeni, ale i także przenieść jej fragment do chwili obecnej.

Hyperion twierdził, że pojęcie zwierciadła czasu jest w stanie pogodzić zwolenników zapatrywań teologicznych, którzy preferują 'zmartwychwstanie' (rezurekcję) ze zwolennikami idei reinkarnacji oraz wyjaśnić mechanizm zjawiska ”inkarnacji niezwykłych osobowości”, takich jak Mozart, Beethoven, Einstein, wobec których jesteśmy skłonni powiedzieć, że są ”istotami nie z tego świata".

Póki pewna osoba żyje, realizuje liczne procesy mentalne w oparciu o wspomnienia, czyli odwołania się do wydarzeń przeszłych. Są fizycy, którzy twierdzą, że wtedy mózg człowieka jest sprzęgany kwantowo z tkwiącym w przeszłości „duchem tej osoby”. Z chwilą śmierci ów proces zostaje ‘zawieszony'. Istota danego człowieka, w postaci śladu pozostawionego za sobą w przeszłości (w ”past light cone”) jednak pozostałaby. Według dogmatów Chrześcijańskich byłoby to oczekiwanie na moment 'wskrzeszenia'.

Posiadając zwierciadło czasu, innymi słowy Time Mirror Device, w skrócie TMD, można wyobrazić sobie technologię typu: „Time mirror device coupled to reincarnation mechanism” [TMDcRM].

Można dodatkowo założyć, iż istnieje 'technologia i urządzenie Erotic Event Detection’, które jest w stanie wykryć fakt, iż 'pewien mężczyzna kocha się z pewną kobietą'. Po rozwinięciu 'mierników i czytników' zachodzących wtedy 'sprzężeń kwantowych' sytuację taką będzie można w przyszłości wykrywać zdalnie. Jeśli więc pewna zaawansowana cywilizacja opanowałaby technologię TMD i EED wtedy mogłaby ona pokusić się na realizowanie procesów reinkarnacji i inkarnacji. Otóż w momencie wykrycia, przez urządzenie EED, faktu zachodzenia 'istotnego aktu erotycznego' należałoby wtedy 'sprzęgnąć' przy pomocy TMD pewien ' ślad po życiu pewnej osoby' z... powstającą komórką zygoty.

Hyperion namieszał wtedy wszystkim w głowach, gdyż nagle stwierdził, że podejrzewa, iż zygoty, już teraz, u wszystkich ludzi mają właściwości TMcRM/TMcIM. W ten sposób sprytnie cybernetycznie i systemowo wszystko zapętlił. Sugerował mianowicie, iż wyznawcy inkarnacji, rezurekcji i reinkarnacji po prostu wierzą, że taka cywilizacja, właśnie działa i wszystko zapakował do jednego worka przy pomocy tego swojego ”zwierciadła czasu".

– A więc już teraz krótko, Bron, co teraz myślisz na ten temat?
– Weronika, streściłaś to sprawnie. Nie dodałaś jednak, że Hyperion mówił dalej, iż każdy z nas może uznać się za istotę potencjalnie nieśmiertelną, gdyż skoro żyje, to ślad po swoim życiu, czyli swojego ducha wytworzy i zostawi. Duch ten może być w przyszłości wykryty i wywołany. Ponadto, przy ewentualnej ”masowej operacji kosmologicznej”, realizowanej przez wysoko rozwiniętą cywilizację duch ten może stać się ”wzorcem”, który przyczyni się do odtworzenia ”analogicznej” istoty w nowym Wszechświecie.

Jest wśród nas Astrid, która także uczestniczyła w poprzedniej konferencji. Możemy ją poprosić, aby powtórzyła teraz wypowiedziane przez nią wtedy szokujące zdania.

– Chętnie coś powiem! Lubię to ludziom uświadamiać – zabrała głos Astrid. – Otóż tym łatwiej jest odnaleźć w przeszłości ducha pewnej osoby, im bardziej za życia rozrabiała, w szczególności im bardziej była aktywna seksualnie. Po prostu przeglądanie przeszłości musi być oparte o wyróżnione wydarzenia biograficzne, a najłatwiej jest wykorzystać wspomnianą technologię ”Erotic event detection” [EED]. To jest przekonujące, bo na innym polu, wtedy gdy szukamy ciekawych powieści biograficznych, także zwracamy uwagę na zapisy, ślady o osobach żywiołowych. Co więcej, sądzę, że w starożytnej Grecji Dionizos, organizując swoje bachanalia, owe orgie – tak właśnie chciał przypodobać się swoim bóstwom.

– OK, pozwól Weronika, że będę zmierzał do zakończenia mojego referatu.

Los ludzi



Uwzględnienie wspomnianej, optymistycznej opcji wydarzeń umożliwia więc przewidywanie koegzystencji układów wysoko zaawansowanej sztucznej inteligencji z ludźmi pozostającymi w obecnej formie, znanej nam z codziennych doświadczeń.

Taka koegzystencja jest w szczególności prawdopodobna, gdyż twory myślące, istniejące w oparciu o rozproszone, zminiaturyzowane systemy informatyczne, implementowane na przykład we wnętrzu gwiazd mogą chcieć zachować możliwość okresowego, czasowego pojawiania się w atawistycznych formach istot żywych, biologicznych.

Co więcej, prócz niepojętych dla nas mentalnie, inteligencji wewnątrz-gwiezdnych, istniejące w przestrzeni, na powierzchni niektórych planetach cywilizacje humano-podobne, krótko mówiąc takie jak nasza, będą mogły rozwijać się w takim tempie i takich ramach, jakie są możliwe przy zachowaniu ludzkiej cielesności.

Tak więc – proszę państwa – to, że na planecie Recurrence istnieje cywilizacja istot humano-podobnych, których potomkowie są obecni na tej sali, wynika z faktu, iż znane nam istoty wewnątrz-gwiezdne postanowiły nas tolerować, albo nawet więcej współpracować z nami okresowo wtedy, gdy jest im to potrzebne. Tym się więc jedynie różnimy, iż my tam na Recurrence mamy pełną świadomość istnienia owych god-like civilizations, w odróżnieniu od was, tu na Ziemi, gdzie nikt w to nie potrafi, jak na razie uwierzyć.

Dziękuję Państwu za wysłuchanie mojego referatu.

– Otwieram dyskusję – powiedziała Phoebe.
– Słuchajcie, przecież tu trudno jest wytrzymać i znieść te wszystkie wasze informacje –
powiedział Virgil Harmakhis. – Trzeba jakoś odpocząć, do licha!
– Jest godzina 12.30, no to robimy przerwę na lunch. Proponuję ponowne spotkanie o
godzinie 16.00 – powiedziała zmęczonym głosem Phoebe.
– Bron chodź do mnie! Zrobię ci przerwę na lunch! – powiedziała Jaycee.

Równania różniczkowe II stopnia dla opisu kształtów ciała kobiety i orgazmu



Weszliśmy do pokoju hotelowego numer siedem, w którym mieszkała Jaycee. Było tu bardzo szerokie łóżko. Zdjąłem buty i natychmiast położyłem się na tym jej szerokim łożu. Jaycee zdjęła szpilki i także wyciągnęła się na łóżku tuż koło mnie. Leżeliśmy w ciszy przez jakieś pół godziny, patrząc w sufit. Słońce, świecąc poprzez gałęzie świerku rosnącego tu za oknem, rzucało cienie na przeciwległej ścianie i suficie. Cienie układały się w zgrabne elipsoidalne kształty. Pierwsza odezwała się Jaycee.

– Popatrz, te łuki przypominają mi kształt kobiety, która rozebrała się i usiadła w pozycji lotosu.
– Masz rację, twój nos i kształt twoich otwartych oczu, gdy na Ciebie patrzę, przypomina mi wykresy równań różniczkowych II stopnia!
– Co chcesz przez to powiedzieć?
– To, że kształt ludzkiego ciała, a właściwie ciała kobiety wtedy, gdy jest ona rozebrana, prezentuje najpiękniejsze krzywe, jakie się da obmyślić!
– Skąd to wiesz?
– Często oglądam filmy erotyczne i zawsze to spostrzegam! Naga kobieta, jeśli tylko reżyser jest ludziom przyjazny, jest przejawem topologicznego zmysłu i gustu Boga. Najpiękniejsze kształty, jakie da się wykreślić, Bóg zamieścił w obrębie ciała kobiety. Żaden matematyk nie byłby w stanie wymyślić tych wszystkich linii, jakie są wrysowane w twarz dziewczyny, w jej biodra, a zwłaszcza wtedy, gdy dziewczyna rozchyla uda.
– Chcesz, to Ci pokażę?
– Chcę, pokaż, bo to się nigdy nie nudzi!
– Jesteś bezczelny. Ja Jaycee miałabym ci się znudzić? Nie znasz mnie. Musiałbyś rozwijać się wraz ze mną przez 38 lat, abyś zrozumiał, że każdy następny rok to nowy etap atrakcji. Kontynuując ten wywód, Jaycee rozebrała się do naga. Praktyka potwierdziła teorię.

Dziewczyna miała szczególny sposób zachowywania się, który bardzo mi odpowiadał. Jej ruchy, gesty były podobne do wypowiadanych zdań. Zażenowanie było jej obce. Uwielbiała wręcz podniecać obecnego przy niej mężczyznę. Była kobietą wyzwoloną i wyuzdaną. Upajałem się podarowanym mi nagle dodatkowymi obrazami, gdyż moja dziewczyna zaczęła się dotykać. Zacząłem odbierać topologiczno-geometryczny gust Pana Boga.

Jaycee mając świadomość, że ją obserwuję, kontynuowała z premedytacją seans ekshibicjonistyczny, przeznaczony chyba specjalne dla mnie. No, nie wiem, może robiła to jedynie dla własnej przyjemności.

Jej twarz najpierw stężała, a potem zaczęła się rozluźniać. Rysy jej twarzy były teraz piękniejsze niż poprzednio. Czasami wywracała gałki oczne, tak iż źrenice chowały się za górną powieką. Było to rozkoszne. Miarowo, głęboko wdychała powietrze, cichutko pojękując. Usłyszałem dziesiątki razy dźwięk ahhhh... ahhh… ahhh… Rytm owego ahhh przyspieszał. Spociła się jak mysz. Mięśnie jej szeroko rozchylonych ud czasami drgały. Była mokra. Jej soki spływały na pościel. W świetle promieni słonecznych, padających akurat na jej podbrzusze, jej kobiecość lśniła… jej i moje doznania stały się przenikliwe. Dziewczyna od czasu do czasu spoglądała mi głęboko w oczy i czasami filuternie się uśmiechała. Trwało to długo… tak jak chciałem. W końcu się odezwała:

– Jest mi dobrze. Aaaaa… Ohhhh… Tak… teraz to mam!!!

Nie przeszkadzałem dziewczynie. Patrzałem na ekscytujący wyraz twarzy, przymknięte teraz oczy, rozluźnioną sylwetkę i słuchałem uspokajających się powoli oddechów. W końcu się odezwałem:

– Przyznasz, że istota tego, co miałaś przed chwilą, jest największą tajemnicą poznawczą! Ty jesteś kosmitką, córką Beatrice z TIME-CRAFT’a-V, więc chyba wiesz, jak to odtworzyć w robotach? Od dawna chodzi mi po głowie podejrzenie, że przyjemność seksualną doznajemy wskutek działania dość prostych obwodów neuronalnych, które realizują jakąś rekurencyjną funkcję matematyczną, a jej wykres to jakieś ekspotencjalne wspinanie się na wierzchołek, po to, aby w końcu wpaść w jakąś otchłań.

– Bron, czy ty nigdy nie potrafisz się rozluźnić i zapomnieć o tym całym świecie? Czy ty nigdy nie potrafisz przestać pracować? Nawet gdy się kochasz z ładną kobietą! Tak, bo ja jestem ładną dziewczyną. Wiesz zresztą o tym. Słyszałeś, co mówił do mnie ten facet z „Pop-Artu” przy barze! Dlaczego zaczynasz znowu te trudne tematy? Ja cię zresztą nauczę relaksu. Potrzebuję na to trzy dni. Wiesz, zostaniemy tutaj w tym „Equinoxie” trzy dni dłużej, wtedy gdy inni już wyjadą. Będę cię uczyć „sztuki spokoju i relaksu”. Może mi się uda! Hm…może warto byłoby namówić na to też Patrycję, Agnieszkę i owego Mariusza. Zależy mi zresztą na tym!

– Jaycee! Masz rację, ja nie potrafię przestać pracować. Teraz jednak muszę przypomnieć, że jest już 15.30. Musimy się szykownie ubrać i iść na ostatnią, oficjalną część tej konferencji. Tak zapowiedziała Phoebe – moja siostra!
– Phoebe, twoja siostra, a skąd w końcu wiesz, kto jest twoją siostrą? Może ja jestem jednak twoją siostrą?
– To niemożliwe! Ty jesteś młodsza ode mnie o kilkanaście lat i zbyt silnie mnie pociągasz. Zbieraj się, idziemy.
– Czasami tak się zdarza, że to właśnie siostra jest dla brata najbardziej ekscytującą kobietą. Czytałam kiedyś… No dobrze! Już idziemy! Wezmę prysznic. Chodź popatrzeć, jak się kąpię!
– A co ubierzesz teraz?
– Teraz ubiorę długą spódnicę… chcę zwrócić na siebie uwagę.

Globalny Moment Krytyczny



Gdy o godzinie 16.00, wszyscy bez wyjątku zasiedli w swoich fotelikach, słońce znowu chyliło się ku zachodowi. Tym razem uczestnicy narady byli rześcy, pełni energii. Widać wypili mocną kawę.

Phoebe, trzymając fason, znów usiadła w swoim fotelu „prezydenckim”. Wyraźnie była z czegoś zadowolona. Z uśmiechem powiedziała:

– No więc znowu mamy pełnię Słońca. Co więcej, nadchodzą nowe sztormy słoneczne. Zdaje się, że to właśnie z tego powodu, ktoś z obecnych tutaj na tej sali zwołał tę konferencję. Jak do tej pory nie wiem, kto to był, mimo iż konferencja jakoś się toczy! W każdym razie ja przyjechałam tutaj, dlatego że otrzymałam ‘elektroniczną depeszę’ od Jaycee Mac Peteren. Jej list tak mię przestraszył, że przyjechałam tutaj ‘w te pędy’. Jaycee wypisała na ekranie mojego komputera dużymi różowymi literami na zielonym tle, że Globalny Moment Krytyczny jest wyjątkowo blisko. Ponieważ uwierzyłam kiedyś temu Japończykowi amerykańskiego pochodzenia – Michio Kaku, że my na tej planecie zbliżamy się często do takiej właśnie sytuacji i musimy te kryzysy sprawnie pokonywać, więc przyjechałam. Minęły dwa dni. Tutaj na Equinie, w tym „Equinoxie” jest bardzo przyjemnie, niemniej jednak muszę postawić Jaycee pytanie: Kto nas tu zebrał? Dlaczego sądzisz, że GMK jest wyjątkowo blisko? Mów więc Jaycee!

– Pani Przewodnicząca, Szanowne Panie i Panowie! Rzeczywiście tym razem to nie żarty. Po tych dwóch dniach konferencji każdy z nas już wie, że jesteśmy teraz w dołku aktywności słonecznej, który predysponuje do formułowania nowych koncepcji ideologicznych, a za dwa, trzy lata rozwinie się w pełni cykl dwudziesty piąty. Słońce będzie nadawać swoją audycję. Tym razem będzie ona już jednak trafiać do głów ludzi o nastawieniu bardzo egoistycznym. Jak Państwo słyszeliście wczoraj z okazji bankietu, zorganizowanego przez członków redakcji owego pisma „Pop -Art” nihilistyczna subkultura „postmodernistyczna” staje się „najważniejszym nurtem w kulturze masowej” początków nowego milenium. Nie byłoby to ważne, gdyż zawsze mieliśmy subkultury typu „beatnicy”, „dzieci kwiaty”, „hippisi”, „panki”, „skinheadzi”. Zawsze był to tylko margines całości globalnego społeczeństwa. Tym razem doszły jednak nowe okoliczności technologiczne. Mamy ogólnoświatowy Internet. Treści w owej sieci są świadectwem podświadomego myślenia planety. O ile trudno jest uzyskać wgląd w podświadomość pojedynczego człowieka, o czym przekonali się Freud, Jung i ich uczniowie, to dość łatwo jest oszacować stan podświadomości całej planety. Można sprawdzić metodami sondażowymi, ‘co się święci’.

Sądzimy, że koniec końców mamy jak na dzisiaj, następującą sytuację. Po nauczkach Pierwszej Wojny Światowej, Rewolucji Październikowej, Drugiej Wojny Światowej, kiedy to wymordowano łącznie około sto milionów ludzi, już potem przecież nastąpiły masakry w Kambodży, Wietnamie, Afganistanie, byłej Jugosławii, Rwandzie, Kongo i Syrii. Od czasów procesu Norymberskiego ostatnio ludobójstwa nikogo nie obchodzą. Ludzie tej planety nauczyli się żyć obok morderców i handlować z owymi mafioso, polewając to alkoholami, narkotykami, muzyką techno i postmodernistycznym, ‘wypinaniem się na wszystkie te zjawiska’. Śledzenie Internetu wykazuje, że coraz większa ilość witryn jest tworzona przez ludzi o poglądach nietolerancyjnych lub ujmując to inaczej przez ludzi o mentalności paranoidalnej.

Zachodzi teraz ”Globalny Moment Krytyczny”, gdyż ilość krajów, które przeszły od jako takiego zarządzania demokratycznego do zarządzania autokratycznego jest już tak znaczna, iż można się obawiać o losy planety. Zapanowała moda na tak zwany nacjonalizm. Zamiast mody na hippisów mamy modę na nacjonalistów. Przywódcy stwierdzają coraz częściej: ”nasz kraj najpierw". Powstaje przedziwna międzynarodówka nacjonalistów. Powstaje sytuacja taka jak przed Pierwszą Wojną Światową. Coraz liczniejsze rządy populistyczne zagrażają stabilności finansowej. Jednocześnie nasilają się zmiany klimatyczne, wynikające z nieopanowanej konsumpcji i produkcji. Podnoszą głowę organizacje jawnie rasistowskie i faszystowskie.

Jednocześnie zmiany klimatyczne oraz nierozważne poczynania mocarstw sprawiły, że rozpoczęła się migracja ludzi z Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej w kierunku niemal ostatniej ostoi porządku demokratycznego, jaką jest Europa.

Dla nas, potomków ”przybyszy” jest kompletnie obojętnie, kto ma większość forsy, nieruchomości i kapitału. Ważna jest dla nas jedynie kondycja psychiczna tutejszych mieszkańców i to, czy cel główny będzie realizowany. Sądzimy jednak, że wyznawcy Islamu, po zdobyciu przewagi liczebnej zachwieją równowagą ”duszy planety” na tyle, iż realizacja celu głównego ludzkości zostanie zaniechana.

Niepokojąca jest także kondycja psychiczna ”Frakcji 12- tu Sprawiedliwych". Spostrzegamy coś nowego, niepokojącego w umysłach ludzi o poglądach liberalnych, którzy wydawałoby się, zabezpieczają realizację celu głównego. Wystąpiły nowe zespoły psychopatologii społecznej.

(1) Rozpowszechniła się impotencja mistyczna, to znaczy niezdolność do wyznaczania wzniosłych celów.
(2) Brak jest koncepcji, jak umniejszyć rażące niesprawiedliwości.
(3) Narasta podejrzenie, iż ”bogaci i dobrze uzbrojeni” nie potrafią poprawić sytuacji tam, gdzie jest bieda,
tam gdzie rządzą despoci, tam gdzie rodzi się terroryzm.
(4) Coraz częściej słyszymy wypowiedzi cyniczne i odwracanie kota ogonem, narasta ilość manipulacji,
realizowanych przez mass media.
(5) Zbyt częste są wpadki tak zwanej demokracji, polegające na tym, iż w wolnych, niesfałszowanych
wyborach większość wybiera na swojego przywódcę socjopatę, pragnącego władzy absolutnej.

Badając stan podświadomości planety, trzeba szacować na bieżąco LOC. Noah i ja opracowaliśmy i uruchomiliśmy program, który pracowicie, dzień w dzień, sprawdza ‘stan ducha planety’. Program ten zawsze z rana przedstawia nam wykres kilku parametrów, określających stan podświadomości ludzi zamieszkujących Ziemię. Od kilku już miesięcy, wszystkie te krzywe przekroczyły poziomy krytyczne.

– Co to jest LOC? – odezwała się Patrycja.

– To jest skrót of ”Level of Consciousness” – pojęcie wprowadzonego przez Davida Hawkinsa. Prócz tej jego skali, opracowaliśmy własne narzędzie szacujące ogólną kondycję psychiczną, deficyt sensu i aktualne ”zasilanie spirytualne".

– Śledząc to, co pojawia się w Internecie, śledząc fale owych fake newsów, działania trolli próbujących wpływać na referenda, wybory, a nawet wspierać ruchy anty-szczepionkowe zwracamy uwagę także na ugrupowania, wydawałoby się empatyczne. Dostrzegliśmy ostatnio bardzo szczególne towarzystwo. Nie mamy wyrobionej opinii. W trakcie naszej konferencja to także chcemy rozeznać.

– O czym mówisz, o jakie ugrupowanie ci chodzi? – zapytała Patrycja.

– Mam na myśli „The Boreal Crown and Downfall of Civilization”. Oni chcą coś majstrować przy tzw. głównym polu magnetycznym planety. Oni mają tak zwariowany pomysł, że po prostu nie wytrzymaliśmy nerwowo. To jeden z powodów, że ktoś z nas postanowił zwołać tę konferencję.

Zaproszono osoby, jak już Państwo wiecie, skoligacone w szczególny sposób. Wiemy przecież, że księżniczka Alice przewidywała, że potomkowie przybyszy będą organizowali czasami doraźne spotkania, aby się zastanowić czy dostrzegana sytuacja GMK jest rzeczywiście groźna. To nie ja sama zorganizowałam tę konferencję. Ktoś jeszcze przyczynił się do tej inicjatywy. Nie wiem, kto to zrobił. No, ale cóż, strach ma czasami duże oczy.

Jeśli okaże się tu w „Equinoxie”, że alarm był fałszywy, to być może jedyną korzyścią będzie wyciągnięcie z tej debaty ‘wniosków prywatnych’. Jestem gotowa na dodatkowe pytania. Skończyłam – powiedziała Jaycee – zwracając się w kierunku Phoebe.

– Mam pytanie do Brona! Jego referat, tak jak gdyby wskazywał na odpowiedzi –powiedziała Weronica – Bron, dlaczego według Ciebie zasilanie spirytualne współczesnych religii jest takie słabe?

– Bo ich przesłanie jest nieunowocześniane… jest w starym stylu, w języku sprzed dwóch tysięcy lat. Jest skostniałe. Prawie nikt nie jest przekonany. Ludzie nie wierzą w rzeczywistości w pojęcie duszy. To jest dla nich taki mistyczny, „nawiedzony” abstrakt. Nie wierzą w możliwość zmartwychwstania, bo wydaje się im to niewiarygodne, technicznie niewykonalne. Ku naszemu zdumieniu Chrześcijanie nie dostrzegają, że ich koncept trójosobowego Boga pasuje jak ulał do współczesnych teorii kosmologicznych. Ludzie nie wierzą w istocie do głębi także w żadne, pośrednie „siły większej mocy”. To całe gadanie w stylu New Age jest także mało przekonywające, bo ono jest dyskredytowane zarówno przez tak zwaną naukę, jak i przez dostojników głównych religii. To nie jest jednak najważniejsze. Pies jest pogrzebany gdzie indziej.

– Gdzie jest pies pogrzebany? – zapytała Veronica
– Od czasów Kolumba minęło już około 500 lat i dlatego ludzie nie umieją wytyczyć sobie porywających, przekonywających celi. Nikt nie płynie na korwetach do Ameryki. Prócz zarobienia na życie bądź zarobienia większych pieniędzy na „luksusowe” zbytki i gadgety, bądź inwestowanie, czyli ciężką służby dla przemysłu, ludzie wobec natłoku informacji nie wiedzą, do czego dążyć, co zdobywać. Zaistniał deficyt poczucia sensu. Nadal seksualność nie jest wprzęgnięta w budowanie samozadowolenia, tak jak to było w czasach starożytnej Grecji. Co prawda wydawałoby się, że seksualność wyziera z wielu filmów i powieści, ale proszę się przyjrzeć, seks nadal jest oferowany łącznie z etykietką „to jest grzeszne”, „to jest zdrożne”, „to jest wstyd”.

Korona północna



– Jaycee, do diabła – syknął nagle Patrick – Co to jest ten „BOREAL CROWN”?
– „The Boreal Crown” jest organizacją działającą na zupełnie nowej zasadzie, wykorzystującej fakt istnienia Internetu. Czekają aż Internet „będzie już chodził” w każdym niemal domu. W największym skrócie oni chcą ustawić pewne urządzenie, dokładnie w miejscu najsilniejszej aktywności geomagnetycznej, to znaczy koło północnego bieguna magnetycznego Ziemi.
– Nie, Jaycee, nieco bardziej na południe, w miejscu szczytowej aktywności zórz
polarnych, tzn. w pobliżu wyspy Barthurst na północy Kanady – odezwała się Kornelia.

Wszyscy odwrócili się w kierunku młodej dziewczyny o kruczoczarnych włosach. Patrzeliśmy na nią zdumionym wzrokiem. Była ubrana w czarne, obcisłe dżinsy i także czarna, ale wykonaną z siatki o dużych okach, bluzkę, pod którą widać było biały stanik.

– Widzicie to jedna z nich – powiedziała Veronika.

– Jaycee mów dalej co o nich wiesz – powiedział Patrick.
– Oni sądzą, że nie tylko ludzie, ale wszystkie ciała niebieskie, to znaczy takie obiekty astronomiczne jak Ziemia, inne planety, gwiazdy są organizmami żywymi, czującymi i pożądającymi. Oni sądzą, że podobnie jak pomiędzy ludźmi może istnieć nienawiść, obojętność bądź miłość, to samo zachodzi pomiędzy planetami i okolicznymi gwiazdami. Według nich pożądanie erotyczne lub jego brak, czyli nienawiść, organizuje życie nie tylko w grupach i społeczeństwach, ale i także pomiędzy okolicznymi planetami i gwiazdami.
– No to fajnie, gdzie widzisz tu kłopot – odezwał się tym razem Nigral, kolega Patricka.
– No tak, ale oni doszli do wniosku, że ktoś pozbawią planetę Ziemię możności życia erotycznego i że koniecznie trzeba planecie pomóc.
– A jak planety się pieprzą, przepraszam ... kochają, to znaczy na czy polega ich życie erotyczne? – zapytał Patrick.
– W tym całe niebezpieczeństwo – odpowiedziała Jaycee. Oni sądzą, że zdrowa planeta w tym celu właśnie ma możność omiatania sąsiednich planet i gwiazd taką wiązką specjalnego promieniowania, które oni, za niejakim Charlesem Fourierem nazywają „promieniami aromalnymi”. Zorze polarne według nich to tylko resztki tych „aromal rays”, niejako przejaw onanizowania się (‘deadly orgone’) planety, co zaczerpnęli od adepta psychoanalizy Freudowskiej – Wilhelma Reicha.

– No właśnie! – odezwała się znowu Kornelia – Ty przedstawiasz cele „The Boreal Crown” w sposób tendencyjny. Oni chcą uratować nas wszystkich.
– Kornelia, a skąd to wiesz? Należysz do ich organizacji czy co? – zapytała Phoebe.
– Phoebe, przecież ty mnie tu zaprosiłaś według listy. Dobrze wiesz, że jestem córką Brendy Lynx z TCP-1, a jeśli chodzi o moją znajomość tego, co chce zrobić „The Boreal Crown”, to wynika z prostego faktu, że poznałam się wczoraj z takim sympatycznym chłopakiem. Ma na imię Rorvik i jest jednym z zastępców redaktora naczelnego tego pisma „Pop-Art”. Rozmawiałam z nim kilka godzin, kochałam się z nim także. To on należy do owej „grupy fizycznej” – jak to ujęła Jaycee – a nie ja. Jest natomiast prawdą, że oni finansują, z kieszeni takich nawiedzonych gwiazd pop-artu, taką był Jackson, jaką jest Madonna, konstrukcję tego „aromal device” i wierzą, że gdy ta ich „maszyna” zadziała, to na całym świecie zostanie ogłoszony strajk generalny i rozpocznie się ‘Wielki Festiwal Erotyczny’.
– Trzeba by jednak jeszcze wiedzieć, jak ją skonstruować – odezwałem się teraz ja.
– Bron powiedz im, bo ja chcę im pomóc – powiedziała Kornelia – Czy oni mają szansę? A jeśli nie to, co im brakuje? Oni mają mnóstwo pieniędzy! Spostrzegłam się jednak, że oni nie są w stanie tego skonstruować.
– Bo to nie jest problem konstrukcyjny.
– No to jaki to jest problem, Bron?

Nagle siedząca koło mnie dzisiaj Astrid zaczęła mówić półgłosem jak gdyby do siebie.
– Znam lepszych, tych z Gakona na Alasce. Mają już 180 anten nadających z mocą 3,6 megawatów. – Mówiąc to Astrid, patrzała mi w oczy, mówiła to chyba do mnie tylko. Gdy skończyła to jedno krótkie zdanie, odwróciła głowę, po chwili wstała i potrącając nieco siedzących, którzy z zapartym tchem słuchali tego, co się dzieje, wyszła. Była zgrabna, dzisiaj ubrana w zieloną sukienka. Kolor pończoch był dobrze dobrany. Co ona ma wspólnego z tą harfą? Czyżby mieszkała na Alasce? Przecież High Frequency Active Auroral Research Project, prowadzony przez US Navy i US Air Force jest tajny? Chyba że pracuje na Wolnym Uniwersytecie Alaski w Fairbanks, który podjął współpracę. Im marzy się tam „pępowina”. Pępowina! Właśnie! Nie wytrzymałem. Jung widać miał rację, twierdząc, że wszystkie najważniejsze decyzje życiowe są podejmowane na zasadzie nagłych wtargnięć silnego impulsu z obszaru podświadomości. Myślałem teraz gorączkowo.

– Nie wiem, czy to zrobić? Jaycee w liście przesłanym e-mailem prosiła mnie, abym przywiózł ze sobą program, który opracowałem: „Program do nadsłuchu i tłumaczenia na niższy, ludzki poziom rozmowy nad-istot" (NaTroNa). Nie wiedziałem, że rzeczywiście zaistnieje gwałtowna potrzeba, aby zademonstrować wam jego działanie. Musimy to chyba jednak zrobić. Zamiast gadania proponuję więc, abyśmy wsiedli w nasze samochody zaparkowane pod schroniskiem i abyśmy pojechali do „Obserwatorium Astronomicznego Pięciu Wzgórz”. Przecież to jest tylko 80 kilometrów stąd. Tam mają dość potężny radioteleskop. Nie jest to co prawda coś takiego jak META i BETA, jakie mają na Harwardzie w Massachusetts, ale wystarczy. Jeśli tylko spotkamy tam dr Chaffinch’a, zapewne pozwoli on nam użyć obydwu swoich radioteleskopów.
– Warto pojechać, bo rzeczywiście potrzebne są dwa – odezwał się Noah.
– Ależ Bron, przecież teraz jest już późno. Wieczór się zbliża.
– Nam potrzebna jest noc właśnie. Dobrze się składa, że Księżyc jest jeszcze nisko.
– Jedziemy Bron – powiedziała Kornelia – Kto jedzie z nami?
– Ja także pojadę – odezwała się Jaycee.
– No to dobrze, biorę was do mojego samochodu – powiedział Nirgal.
– Chyba wszyscy jedziemy, czy jak? – zapytał Patrick.
– Tak jest! Wyznaczam spotkanie za dwie godziny pod bramą Obserwatorium Astronomicznego na Orlej. Ja też znam doktora Chaffinch’a. Zadzwonię do niego. Jedziemy!
Dodaj do ulubionych
2,380
Podziel się ze znajomymi
4/10

Jak Ci się podobało?

Średnia: 4/10 (5 głosy oddane)

Z tej serii

Komentarze (2)

kuba

kuba · 26 listopada 2018+2

ciężkie i męczące.. za dużo pseudomądrości i cytowania wiedzy wraz z podaniem źródła.. autor chce sprawiać wrażenie erudyty ale zwyczajnie męczy.. Do tego sztucznie budowane zdania typu:
"To wam może zrobić wodę z mózgu, to was może przestraszyć – odparłem." tak mówią roboty z lat 90-tych.
oczywiście, gustów się nie dyskutuje ale mnie osobiście wyjątkowo męczy ten styl. Cielawe co byłoby, gdyby opowiadania Autora pozbawiać przegadanych, naukowych wstawek. Może coś dużo lepszego?

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
XeeleeFirst

XeeleeFirst · Autor · 26 listopada 2018+0

@ kuba

Dziękuję za komentarz. Zawsze cenię sobie głosy krytyczne. Myślę, że Twoje wrażenie, że tekst jest męczący jest uzasadnione. Jednak, odpowiadając już na komentarz do pierwszego odcinka tej powieści, próbowałem wyjaśniać, że tym razem nie zależy mi na tym, aby czytelnicy dobrze się bawili w trakcie lektury. Zdając sobie sprawę, że narażam się na zarzut "nachalnego mędrkowania" z premedytacją kompletuję tu (...będą jeszcze dwa odcinki) przesłanie nowych zapatrywań filozoficznych, które stanowią pierwszą niereligijną wizję światopoglądu, która nie jest dosmucająca.

Odwołuję się między innym do opublikowanych niedawno poglądów Clement Vidala (vide: We are significant in the universe, https://www.youtube.com/watch?v=Q-fFUVPuHzQ)

Niestety nie da się bardziej zabawnie i lekko powiedzieć w sposób zdecydowany, że... na przykład, lub między innymi Darwinowskie widzenie procesu ewolucyjnego jest błędne. Czasami atrakcją jakiejś fabuły nie jest rozwój akcji jak w thrillerze czy też prezentacji emocji w trakcie randki, lecz raczej kompletowanie argumentów, które jest próbą dokonania zamachu na całość obowiązującej wizji establishmentu współczesnych "mieszczan". Może się to przydać ponadto jako temat rozmów na drugiej randce.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

Opowiadania o podobnej tematyce:

opowiadania erotyczne

Witamy na Pokatne.pl

Serwis zawiera treści o charakterze erotycznym, przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich.
Decydując się na wejście na strony serwisu Pokatne.pl potwierdzasz, że jesteś osobą pełnoletnią.

Wchodzę

Pliki cookies i polityka prywatności

Zgodnie z rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r (RODO). Potrzebujemy Twojej zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych przechowywanych w plikach cookies.
Zgadzam się na przechowywanie na urządzeniu, z którego korzystam tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie moich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania przeze mnie ze stron internetowej lub serwisów oraz innych parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych i w celach analitycznych.
Więcej informacji na ten temat znajdziesz w regulaminie serwisu.