Technologia zmartwychwstania (IV) – niebo Tiplera

XeeleeFirst XeeleeFirst

1 stycznia 2019

hourglass 41 min

Poniższe opowiadanie znajduje się w poczekalni!

Poniższy tekst jest ostatnim odcinkiem powieści "Technologia zmartwychwstania", który zamyka także całość cyklu powieściowego, do którego należą opublikowane wcześniej "Przybysze z M31" oraz "Sissi-kosmitka". Utwory te przedstawiają pewien konsekwentny światopogląd. Jest zapewne niewiele osób, które myślą podobnie. Tym nie mniej przesłanie jest użyteczne dla emocjonujących dyskusji dotyczących metafizyki, etyki i teorii poznania. Zamieszczenie tych tekstów w portalu poświęconym opowiadaniom erotycznym jest celowe, gdyż czytelnicy tych tekstów cechują się znaczną energią życiową. Ponadto portal niniejszy umożliwia zgłaszanie wątpliwości i pytań poprzez tak zwane komentarze.

Pogawędka przy śniadaniu o filozofii



Nazajutrz około godziny dziesiątej, w restauracji hotelu ”Wanda” spotkało się przy śniadaniu kilkoro uczestników konferencji. Usiadłem przy tym samym stoliku, przy którym świętowaliśmy wczoraj wieczorem wydarzenia zaistniałe w sterowni radioteleskopu.

Dopiero teraz mogłem przyjrzeć się sylwetkom kobiet, uczestniczących w naszej konferencji.
Kornelia wyglądała ponętnie w obcisłej, krótkiej, niebieskiej sukience i czarnych pończochach. Poruszała się zmysłowo. Astrid zwracała uwagę kolorystyką swojego stroju. Ubrała białą bluzkę i dopasowaną do niej żółtawą, bądź raczej ciemnobeżową spódnicę, sięgającą do kolan. Jej jasne włosy i subtelna twarz przywodziły mi na myśl skojarzenie, iż być może na ziemię zstąpił aniołek. Rudowłosa, długonoga, wysoka Weronika, w obcisłych dżinsach i wyrazistym makijażu wywierała natomiast na mnie wrażenie diaboliczne.

Po chaotycznych wędrówkach do stołu typowego dla śniadań w stylu szwedzkim w końcu kilka osób ponownie podjęło trudne tematy. Pierwsza odezwała się Weronika:
– Bron, ty generujesz dziesiątki pytań i prowokacji. Trudno zostawić to tak w spokoju. Zacznę od samej góry. Skoro gwiazdy mają duszę, to czy cały wszechświat ma duszę i czy jest świadomy samego siebie?

– Ojej! Weronika on nie da rady odpowiedzieć na to pytanie w trakcie tego śniadania – odezwała się Jaycee.
– No, ale niech przynajmniej zacznie – stwierdziła Kornelia.
– Słuchajcie, najpierw musimy się umówić co do podstawowej kwestii metodologicznej. Na takie pytanie, jak „czy całość wszechświata jest świadoma samego siebie” nie da się odpowiedzieć naukowo. Tego nie da się sprawdzić. Jest więc pytanie, czy wy tolerujecie metafizykę? – wtrącił Noah.
– Filozofia nie ma sensu, to są tylko spekulacje – odezwał się Patrick.
– No dobrze, musimy więc szybko się porozumieć. Rzeczywiście filozofia to są tylko spekulacje. Na najważniejsze pytania, nurtujące człowieka nie da się jednak udzielić odpowiedzi przetestowanej naukowo, gdyż są to kwestie niesprawdzalne.
– Czytałam gdzieś, iż pewien hiszpański filozof powiedział, że filozofia próbuje wypowiedzieć się na te same tematy co religia, jakkolwiek w sposób niereligijny, albo nawet antyreligijny – stwierdziła Kornelia
– Postmoderniści stwierdzili, że zaproponowane systemy filozoficzne to bujdy wyssane z palce – stwierdził Patryk.
– Ta ich ocena filozofii, sformułowana w poprzednim wieku, przyjęła się i jest uznawana przez większość współczesnych ludzi – ponownie wtrąciła Kornelia.
– Właśnie! Tak więc, aby nasza rozmowa nie była stratą czasu, to trzeba wyjaśnić nasze stanowisko metodologiczne – stwierdził Noah.
– Co przez to rozumiesz? – zapytał Patrick.

– Było to tak. Przez całe wieki filozofowie zaproponowali około ośmiu czy dziewięciu
ogólnych wizji świata. Nie da się sformułować ich wiele więcej, gdyż przy dalszych takich próbach dochodzi do powtórzeń. Te wizje to spekulacje, usiłujące wywieść najważniejsze sformułowania z tego, co widać gołym okiem. Systemy filozoficzne tym się różnią od wizji religijnych, że ich autorzy nie twierdzą, iż zostały im objawione, lecz że sami je obmyślili.

Prawdą jest, iż od czasów Jacques Derridy, Michela Foucaulta i innych postmodernistów większość intelektualistów zwątpiła w sensowność rozważania takich wizji metafizycznych.
Profesjonalni filozofowie zajęli się więc już tylko analizą języka. Tak byłoby do tej pory, gdyby nie nowy trend intelektualny, polegający na tym, że na tematy metafizyczne zaczęli wypowiadać się współcześni kosmologowie. Nie zwracają oni większej uwagi na sformułowane wcześniej spekulacje filozoficzne, niemniej jednak przywrócono rozważanie hipotez metafizycznych.

– Mówiliście o tym w trakcie pierwszego dnia konferencji – zauważyła Weronika.
– Właśnie, nie będziemy się powtarzać. Trzeba jednak zrobić jeden krok dalej. Clement Vidal stwierdził, że każdy z nas ma jakiś światopogląd oraz że można wyróżnić światopoglądy naukowe i religijne. Charakterystyczną cechę światopoglądu religijnego jest to, iż zaspokaja on potrzeby emocjonalne i chroni przed lękami egzystencjonalnymi. Wadą takiej wizji jest natomiast to, iż często stoi ona w sprzeczności z ustaleniami nauki. Z kolej światopogląd naukowy jest uzgadniany z zapatrywaniami nauki, jednak z kolei nie zaspokaja on potrzeb emocjonalnych.
– Na czym polega więc ten jeden krok dalej? – zapytała Weronika.
– Na próbie uświadomienia, że jeśli światopogląd zakłada istnienie we wszechświecie cywilizacji na tyle rozwiniętych, że w skalach rozwoju trzeba by je określić stopniami Kardashev IV i Barrow Ὠ, to wtedy zanika różnica pomiędzy światopoglądem naukowym a światopoglądem religijnym.
– Być może zdołacie przekonać garstkę ludzi to takiego stanowiska, ale będzie to trudne, gdyż trzeba by wykazać możliwości rozwiązywania obietnic religijnych przez cywilizacje typu „Kardashev IV-Barrow Ὠ”.
– Zdajemy sobie sprawę ze stopnia trudności. Cała nasza nadzieja leży w kinematografii – odparł Noah.
– Cóż masz na myśli?
– Współczesne wizualizacje filmowe już wystarczą. Weź pod uwagę np. Star Trek, Matrix, Interstellar, Avatar, Solaris, Łowca androidów, Powrót do przeszłości.
– Kiedy to są takie bajki tylko!
– Hm… A może przeczucia. To trzeba rozpatrzeć drobiazgowo, w szczegółach.
– Nirgal, mój chłopak, który jest z nami tutaj od rana, pasjonuje się od lat fizyką „transportera”. Wiesz! Tego urządzenia z serialu „Star Trek”, które służy do dematerializacji człowieka i przeniesienia go w inne dowolne miejsce – stwierdziła Astrid.

Fizyka „Star Trek”



– No nie całkiem dowolne. Transporter, wg scenariusza Gene Roddenberry, działa tylko na nieznaczne odległości, w zasadzie tylko po to, aby przesłać kogoś z pokładu statku „Enterprise” na ląd, czyli na powierzchnię planety, do której ów statek akurat doleciał.
– Nirgal nie potrafi się oderwać od ograniczeń opisanych przez Lawrance Kraussa, który w swojej książce pod tytułem „Fizyka podróży międzygwiezdnych”, w sposób przekonywający uzasadnia, że skonstruowanie transportera nie jest możliwe, ze względu na potworne ilości energii, jakie są potrzebne, aby porozrywać i stopić atomy wchodzące w skład tych sześćdziesięciu kilogramów, jakie waży ciało ludzkie.
– Założenia wstępne Lawrance Kraussa są takie, że potem rzeczywiście nie można dać sobie rady. On nawet nie posługuje się pojęciem duszy, a przecież niemal każda religijna opowieść, jeśli przewiduje przeniesienie kogoś na dużą odległość, powiedzmy w „zaświaty”, to zakłada przeniesienie tylko duszy, a nie całego ciała razem z kopytami.
– No, było kilka ważnych wyjątków!
– Tak, ale to w tych fragmentach opowieści, które dotyczyły nadistot przybyłych z odległej przyszłości, niemal z czasów na krótko przed Punktem Omega. One z definicji potrafią niejako wszystko. Na razie, trzeba mówić jednak o ‘transporterach’ dla zwykłych śmiertelników.

– Ty Bron napisałeś kiedyś tekst pod tytułem „Narodziny człowieka jako zakończenie teletransmisji w paśmie (poza) elektromagnetycznym”? Dlaczego ten przedrostek „poza” jest w nawiasie?
– Czasami w podróżach międzygwiezdnych na duże odległości, na przykład na planetę Recurrence, która krąży wokół planety Sirrah, gdzieś w Galaktyce Andromedy, trzeba podróżować w paśmie poza elektromagnetycznym, czyli z szybkościami rzędu setek warpów.
– Warpów! Znów ten Stark Trek! Mów poważnie, bo mnie z Nirgalem chodzi o konstrukcję transportera, a nie o pisanie powieści science-fiction! – powiedziała Astrid.

– Dobrze, dobrze! Zauważ, że Lawrance Krauss w rozdziale o transporterach, pod tytułem „Atomy czy bity”, najpierw zauważył, że przenoszenie osoby z „zabraniem” ciała, czyli jego zupełną dematerializacją w „punkcie startowym”, jest znacznie trudniejszym sposobem działania transportera, niż manipulowanie informacją o człowieku, po czym głównie uczepił się tej właśnie wersji – powiedziałem dość głośno.
– Gdy oglądasz kolejny odcinek ‘Star Trek’ i znowu jakaś osoba ustawia się na płycie podstawy tunelu transportera i mówi na przykład „prześlij mnie Scotty”, to za chwilę sylwetka migocze na niebiesko, staje się coraz bardziej przeźroczysta, po czym znika zupełnie. Nie zostaje po niej sześćdziesiąt kilogramów materii – powiedziała Astrid – i tak jak już wspomniałam – ten obrazek przeszkadza Nirgalowi robić postępy.
– No tak, na obrazku, na ekranie telewizora jest wtedy bardziej estetycznie, bo nie zostaje trup, powiedzmy, pozostałości po człowieku, ale stopień trudności wykonania takiego transportera jest właśnie tak ogromny, że nawet Pan Bóg nie dał rady!
– Co ma do tego Pan Bóg?
– No przecież Pan Bóg daje nam przykład, demonstrując swój „własny transporter”. Stosuje przecież na co dzień materializację w postaci narodzin i dematerializację w postaci śmierci. Z tym, iż zauważ, że w momencie śmierci materia, to znaczy tak zwane zwłoki pozostają.
Pojęcie duszy jest więc wielce przydatne.
– No, ale tu wkraczamy na grunt niesprawdzalnych tez metafizycznych. Jak wiadomo, na ogół zwolennicy istnienia czegoś takiego jak dusza stwierdzają, iż jest ona niematerialna. Jeśli coś jest niematerialne, to z definicji nie da się tego sprawdzić.

– Nie da się sprawdzić? Przyznajcie jednak ty i Noah, że jest problem z matematykami takimi jak Euler, Gauss, Cardano, Ramanujan, którzy twierdzili zgodnie, iż odkrywają byty niematerialne – w zamyśleniu wtrąciła Weronika.

– Hm... no tak, ale dodatkowo, wczoraj, na konferencji w Cubbyhole, Bron zaproponował pojęcie ducha pewnej osoby, które wywiódł z koncepcji materialnych. Dla celów praktycznych owego „ducha zmarłej osoby” można utożsamiać z duszą. Jeśli jednocześnie wierzyć w możność skonstruowania, wspomnianego też wczoraj, tak zwanego zwierciadła czasu, to da się jednak zaplanować materializację i dematerializację pewnej osoby – powiedział Noah.
– Trzeba jednak, w takim razie zauważyć, że większość dalekosiężnych wizji optymistycznych dla ludzi, zależy od tego, czy przeszłość nadal istnieje. Jednocześnie poinformowaliście nas, że nie jest proste wydusić od współczesnych fizyków jednoznacznego potwierdzenia.
– Zgadza się, niestety część z nich twierdzi, że czas nie jest wielkością fizyczną, lecz jedynie abstraktem tworzonym w umysłach ludzi, a na wspomnienie o czasoprzestrzeni Einsteina nabierają wody w usta.
– Słuchajcie, jest już późno, musimy wracać do Cubbyhole, aby zdążyć na ostatnią, wiążącą część konferencji.

Punkt Omega — na podsłuchu



Wkrótce spotkaliśmy się na parkingu, pod hotelem, próbując dobrać sobie towarzystwo na czas przejazdu samochodami na powrót w góry. Ja z Jaycee i Astrid wsiedliśmy do samochodu Nirgala. Noah zabrał do swojego potężnego SUV-a jedynie Weronikę i szybko odjechali. Kornelia zaprosiła do swojego Peugeota tylko Rovika. Nie było już na parkingu potężnego BMW Wojtka, który zabrał Phoebe i Patricka.

Musieliśmy się spieszyć. Za dwie godziny w Cubbyhole rozpoczynała się ostatnia sesja naszej konferencji.

Rozpoczęliśmy przejazd przez znane mi duże miasto. Rozglądałem się na wszystkie strony. Początkowo milczeliśmy. Nirgal od dłuższego czasu nie słuchał nas, lecz prowadząc samochód, robił coś dziwnego. Nałożył sobie potężne hełmowe słuchawki i manipulował pokrętłem swojego samochodowego odbiornika radiowego. Spostrzegliśmy jednak wkrótce, że nie jest to tylko odbiornik radiowy. Jego urządzenie jest większe, ma wiele pokręteł i wskaźników. Właśnie, nasz kierowca odezwał się:

– Mam! Posłuchajcie! Wszystkie nasze samochody zbliżają się do Cubbyhole. Nic dziwnego więc, że potrafię już podsłuchiwać rozmowy niemal we wszystkich samochodach zbliżających się promieniście w kierunku Equiny.
– Podsłuchujesz! Jak to robisz? – zapytała Jaycee.
– No przecież w końcu dokonaliśmy już z Astrid pewnych postępów, no nie? – odparł Nirgal, wyraźnie teraz zadowolony.
– No i co oni tam mówią? – zapytała Jaycee.
– Ano wiesz! Takie zwykłe ludzkie rozmarzone, pogodne rozmowy po atrakcyjnej nocy. Tylko Noah i Weronika prowadzą rozmowę mieszaną, na bardzo różne tematy. Bardzo mnie to zainteresowało. Jeśli chcecie, to posłuchajcie. Noah, jak się okazuje, też dobrze zna Tiplera!
– A kto to jest Tipler? – zapytała Astrid.
– To jest właśnie jeden z tych współczesnych kosmologów, którzy nie bacząc na całość wcześniejszych rozważań filozofów, wziął się za metafizykę. Właściwie to on rozpoczął ten nowy nurt, wydając w roku 1995 słynną już książkę pod tytułem „Fizyka nieśmiertelności – współczesna kosmologia, Bóg i wskrzeszenie zmarłych”. Mógł sobie na to pozwolić, nie tylko z powodu swojej pozycji na Uniwersytecie w Tulane, ale i także ze względu na fakt, iż jest współautorem przełomowej dla kosmobiologii książki o „Zasadzie Antropicznej”.

– Dobra, podaj na głośniki! – powiedziała Jaycee.

Zaczęliśmy wsłuchiwać się. Trochę przeszkadzały trzaski i inne zakłócenia. Docierał jednak do nas intrygujący dialog:

– Ty się tak zachowujesz wobec mnie, jakbyś był już w ‘niebie Tiplera’. Wybrałeś sobie dziewczynę, która ci się podoba i ‘rozkazujesz jej’! Robisz z nią, co chcesz! Nawet tutaj w samochodzie, w trakcie jazdy dobierasz się do mnie.

– W niebie Tiplera jest jeszcze lepiej. Można sobie zażyczyć spotkania z najpiękniejszymi kobietami świata lub na przykład z tymi kobietami, które kiedyś odrzuciły danego mężczyznę. Więcej, Tipler w rozdziale: „What happens after the resurrection”, na stronie 255, pisząc o możliwości doznawania przyjemności seksualnej, stwierdza, że „Christians grossly underestimate the pleasures that will be available in Heaven. They greatly underestimate what a Being with literally infinite power can do”.

– Dlaczego nagle mówisz do mnie po angielsku?
– Chcę udowodnić, że nie zmyślam, że ów fizyk na poważnie rozważał, jak zwiększyć w niebie intensywność doznań erotycznych. O, ho, ho… po twojej minie widzę, że spodobał ci się pomysł na ‘niebo Tiplera’!
– Przekonał mnie ten twój cytat z książki tego kosmologa, że tu na Ziemi pary mogą się zapoznawać jedynie w sposób ‘sekwencyjny’, a nie ‘równoległy’, więc mają małe szanse na to, aby mogły się dobrze dopasować!
– To jest niewątpliwe! Przed nosem pewnej dziewczyny przesuwają się w czasach jej młodości mężczyźni. Przy trzecim, czwartym musi się już zdecydować, bo kończy się wtedy już ‘wąskie okienko w czasie’. Jeśli nie wyjdzie za mąż teraz, to nie wyjdzie za mąż w ogóle.
– No, ale można by, tak jak w Szwecji, w ogóle nie wychodzić za mąż i umawiać się z tymi mężczyznami, na których ma się akurat ochotę!
– To jest dostęp jedynie „pół-równoległy”, a raczej „ćwierć-równoległy”, gdyż kobieta i tak nie wie, czy dobrze wybrała, czy za węgłem nie stoi mężczyzna jej marzeń; owa ‘druga połowa, rozpołowionego młotem kamienia’; która pasuje do jej osoby jak ulał; jak w micie Androgynii.
– Ja od wczorajszego wieczora, od tych chwil w tej budzie radioteleskopu „CYGNUS” pomału przekonuję się, że ‘ty pasujesz do mnie jak ulał’, właśnie jak w micie Androgynii.
– No, ale przecież ty jesteś mężatką i ja jestem żonaty; więc jakiego typu jest to dostęp?
– To jest dostęp „quasi-równoległy”, czyli taki jak w niebie Tiplera, tylko tak trochę na siłę,
z zastosowaniem oszukiwania lub przynajmniej wdrożenia ideologii poliamorii.
– Muszę jednak w takim razie koniecznie zrozumieć całość wywodu Tiplera, bo się jeszcze gubię. Noah, mów więc jednak od początku. Jak to u niego jest? Ty zacząłeś od końca! Od ‘nieba Tiplera’, bo chciałeś mnie uwieść!
– Weronika, to ty chciałaś mnie uwieść!
– Noah, mów, jak to jest u tego Tiplera!
– To się da nawet powiedzieć prosto i jasno w kilku zdaniach! On zakłada, że jesteśmy sami w kosmosie, więc musimy wziąć sprawy w swoje ręce. Za kilkaset lat zaczniemy więc wysyłać tak zwane „sondy von Neumana”, przy pomocy których skolonizujemy cały wszechświat.
– Czyli ufoludków według Tiplera nie ma?
– Może to nawet nie takie ważne, czy są, ale Tiplerowi chodzi o to, aby wyjaśnić wszystkie ostateczne sprawy na podstawie aktualnego stanu wiedzy.
– To zapewne te jego sondy według pomysłu von Neumana nie są zbyt wielkie.
– Jakbyś wiedziała. Żagiel na światło, napęd laserowy i tylko sto kilogramów ładunku.
– Sto kilogramów? Przecież to do takiej sondy nawet jeden człowiek nie wlezie!
– Masz rację! Podobno jednak tyle wystarczy, aby prócz napędu i układu sterowania zmieścił się tak zwany „Samoreprodukujący się uniwersalny odtwarzacza wszystkiego”. Trzeba tylko dodać układy pamięci, aby zapamiętać wszystko, co się da, to znaczy przepis na człowieka, bakterie, żaby i jaszczurki.
– Aha! Rozumiem, według dyskietki z Human Genom Project i innych projektów sekwencjonowania DNA roślin i zwierząt! Jak z tego mają jednak powyskakiwać te żaby na powierzchni pewnej planety, napotkanej na drodze takiej sondy, to nie rozumiem?
– Po prostu! Uniwersalny odtwarzacz wszystkiego wyprodukuje skrzek żabi i jajka jaszczurek i położy je na piasku.
– A jak z człowiekiem?
– Słuchaj! Oczep się ode mnie z tymi szczegółami, bo miało być ‘od początku do spraw ostatecznych’ w pół godziny, a my mamy jeszcze tylko sześćdziesiąt kilometrów do Cubbyhole.

– Masz rację! Czepiam się! No dobrze już! Mów dalej!
– Tipler zakłada, że czasoprzestrzeń naszego wszechświatabędzie się zapadać do końcowej osobliwości'. Jeśli ów skurczony wszechświat będzie brzemienny w zdobywaną przez biliony lat wiedzę i umiejętności to powstający w ten sposób, tak zwany Punkt Omega będzie niemal wszechmogący. Tiplera przewiduje, że 'u końca czasów' zostanie zbudowana tam hiper-cyber-przestrzeń, to znaczy układ informatyczny, oparty o twory kosmologiczne zagęszczającej się czasoprzestrzeni. Według Tiplera nasi potomkowie, tworząc przyszłościową cywilizację odtworzą w tej hyper-cyber-przestrzeni na tak zwanym drugim poziomie implementacji wszystkie istoty żyjące wcześniej. Byłoby to dla nich odpowiednikiem przebywania w 'zaświatach' co przewiduje większość współczesnych religii monoteistycznych. Przewidywanie zmartwychwstania ludzi w obrębie przyszłościowych, potężnych układów informatycznych, według wizji Franka Tiplera nie ma charakteru opowiastki science-fiction, lecz jest przewidywaniem technologicznym i kosmologicznym, mimo iż jednocześnie jest wizją nawiązującą, a właściwie uwiarygodniającą koncepty religijne tak zwanego nieba lub też raju.

– Punkt Omega to przecież pojęcie ukute przez tego francuskiego księdza, jezuitę, paleontologa, którego za karę wysłano na ekspedycję do Chin i zabroniono mu wydawanie jego książek!
– Zgadza się! Grecka litera Ω jest wyszywana także na tunikach naszych duchownych. Tipler mimo to, że widzi tylko luźne związki między jego równaniami, a poetycko-mistyczną wizją Theiharda de Chardin, swojej poważnej, fizycznej teorii, która stanęła już ością w gardle innym fizykom, a także biologom i teologom, nadał na cześć owego potępionego mnicha nazwę Teorii Punktu Omega.
– Co to w końcu jest ów Punkt Omega?
– Punkt Omega to miejsce, gdzie przestrzeń i czas zbiega asymptotycznie do zera. Punkt Omega, to także potężny, świadomy superkomputer, który jest w stanie prezentować pewną, oddzielną maskę względem każdego z nas. Byłby on więc osobą o jakiej mówią wyznawcy judaizmu, chrześcijanie i muzułmanie.
– Kurde! Nie jest to jednak tak, jak chcą buddyści!
– Weronika, ale trzeba docenić dokonania Franka Tiplera, który jedną książką, zawierającą przepełniony wzorami matematycznymi tak zwany „Appendix for Scientists”, przyłączył teologię do fizyki.
– Z tym, że teolodzy tego wcale sobie nie życzyli!
– Tak jak czarownicy, szamani i uzdrowiciele nie życzą sobie lekarzy i psychologów!

– Wiedzieć to móc! W ‘miejscu Omega’ można coraz więcej, niemal wszystko. Można wskrzesić wszystkich zmarłych i powołać ich do życia, w formie ‘emulacji’, we wnętrzu cyberprzestrzeni, która będzie się wtedy tworzyć w pamięci potężnego „komputera Omega”. Wtedy ty zmartwychwstaniesz i ja zmartwychwstanę i pójdziemy na trochę do ‘Czyśćca’, a potem już odnajdziemy się na zasadzie ‘równoległej’, skoro niby ty i ja pasujemy do siebie i wtedy będziemy już w ‘niebie Tiplera’.

– Kurde! Ja nie chcę iść do czyśćca! Ja nie chcę być odtwarzana na wyższym poziomie emulacji. Ja chcę zostać na moim najniższym poziomie implementacji, bo wtedy tutaj możemy skręcić w tę ścieżkę do tego lasu i znowu się kochać – Noah, skręcaj!
– Dobrze, już zjeżdżam, bo rzeczywiście za dużo teoretyzowania!
– Wybornie, ta leśna dróżka pomiędzy krzewami to jest dobre miejsce. Stań, o tu na tej polance. Położymy koc na ziemi. Ekstra! Bez żadnej gry wstępnej. Wejdź we mnie natychmiast!

***
– Takie gwałtowne przejście od męczących wywodów do twojego niemal „zwierzęcego” seksu jest uzdrawiające. Nareszcie oprzytomniałam! Inaczej bym zwariowała!
– Dlaczego mówisz o „zwierzęcym seksie”. Przecież byłem delikatny, bo cię kocham. Nie, to był brutalny seks, ale odpowiadało mi dzisiaj takie pieprzenie się. – Hej Noah, patrz mignęło to BMW. Tam chyba jedzie Nirgal, Bron, Jaycee i Astrid. My już też zaczynamy wjeżdżać po serpentynach na Equinę. Teraz mija nas ten Peugoet Kornelii! Szkoda, znowu zaczną się uroczystości oficjalne!
– Lokalny, mały Punkt Omega się zbliża!


Ostatnia sesja konferencji – próba podsumowania.



Okazało się, że o godzinie siedemnastej, w sali konferencyjnej pensjonatu „Equinox”, zgromadzili się wszyscy, którzy byli tu poprzednio. Oczekiwano widać na wielką odpowiedź.

Phoebe, siedząc już na swoim foteliku, wyrzuciła z siebie okrzyk:
– No więc, co robimy?
– Konferencja niepotrzebnie przerodziła się w rozmowy w grupach. Jest teraz u nas tak
jak na całym świecie, każdy wie tylko swoje – powiedziała Kornelia.
– Ja widzę możliwe rozwiązanie. Zorganizujemy teraz seminarium wyjaśniające.
– Zgoda! Pani przewodnicząca, niech pani rozpocznie podsumowanie końcowe – w imieniu wszystkich odezwał się Patrick.
– Ja chcę rozpocząć to seminarium – powiedziała Weronika.
– Prosimy cię, mów!
– Bron spróbuję parafrazować twoje przesłanie. Poprawiaj mnie, gdyż chcę ci zadać jeszcze kilka pytań. Otóż wydaje mi się, że ty wierzysz, że na zaludnionej planecie pojawia się nadrzędny duch planety, coś, co ma świadomość i próbuje wpływać zarówno na swoje wnętrze, to znaczy procesy toczące się na planecie, jak i próbuje nawiązać łączność z równorzędnymi tworami zewnętrznymi. Powtarzasz z pewnym niekonwencjonalnym fizykiem Matti Pitkanenem przekonanie, że siedliskiem planetarnej świadomości nadrzędnej jest magnetosfera, jakkolwiek owa „nadistota planetarna” powstaje na bazie umysłów ludzkich. Ponadto powtarzasz starodawne przeświadczenie Giordano Bruno, który twierdził „że gwiazdy mają duszę”. Tu napotykasz, jak mi się wydaje na trudność. Należałoby bowiem wskazać elementy pierwotne świadomości gwiazdy. To, czy jakieś fizyczne podjednostki gwiazdy biorą w tym udział, byłoby tezą wysoce spekulatywną. Omijasz ten problem i zakładasz, że świadomość gwiazdy powstaje na bazie umysłów planetarnych danego układu gwiezdnego. Nie będę cię przyciskać w tym momencie do wyjaśnienia tego problemu, idźmy dalej.

– Nie zapominaj tego, co powiedziała Astrid w trakcie kolacji w restauracji hotelowej – wtrącił się Noah.

– Rozważacie wspólnie ty i Noah sposoby powstawania środków komunikowania się planet i gwiazd. Powtarzasz za astronomami tezę, że wiatr słoneczny, łączący w czasie sztormu słonecznego gwiazdę z planetą, jest tak zwaną ”pępowiną". Sądzisz, że taka pępowina mogłaby być anteną nadawczą, umożliwiającą ”nadawanie przesłania” na bardzo dalekie odległości.

Dalej oto, jesteś przekonany, że skoro zjawisko erotyzmu jest niezwykle ważne dla zwierząt i ludzi to zachodzi zapewne również na poziomie nadistot, czyli planet i gwiazd. Przychylasz się, w tych zapatrywaniach do przekonań nieżyjących myślicieli: Charles’a Fouriera i Wilhelma Reicha, że planety i gwiazdy realizują także kontakty erotyczne. Co więcej, inklinacja tworów nadrzędnych do kontaktów erotycznych powoduje niepojętą motywację do zorganizowania możliwości konwencjonalnych podróży międzyplanetarnych ludzi oraz zmysłowych ”przesyłów informacyjnych".

– Owe przesyły informacyjne z kolei wiążą się z koniecznością opanowania technologii dematerializacji i rematerializacji układów żywych, tworzenia zapisów kodowych, przepisów na ciało i psychikę ludzi, a więc mówiąc hasłowo z tzw. technologią zmartwychwstania.

– Przedstawione przez Weronikę streszczenie naszych poglądów dotyczyło jedynie tego, co mówiliśmy wczoraj. Nie włączyła ona jednak treści przedstawionych w trakcie dwóch pierwszych dni konferencji. Czy zgadzacie się na moją próbę uzupełnienia syntezy?

– Zgadzam się! Noah mów! – odpowiedziała przewodnicząca obrad.


Organizm pokolenia „n-1”.



– Konieczne jest przypomnienie spraw podstawowych:

Otóż istniejący wszechświat przemienia się i też kiedyś miał swój początek. Wydaje się, że wszechświat po długim okresie przemian zginie. Obserwowany przyrost wiedzy i rozwój całości kultury jest wysiłkiem w kierunku zrozumienia istoty procesów fizycznych, kosmologicznych, istoty życia, funkcjonowania umysłu i społeczeństw. Wydaje się, że ludzie dążą do zrozumienia istoty tworzenia, wręcz „zasady odrodzenia”.

Aby mówić o odradzaniu się wszechświata trzeba, wprowadzić koncepcję wielu cykli i założyć, że obecna, obserwowana faza szybkiego rozwoju to odtwarzanie jakiegoś poprzedniego wzorca.

Poznanie sposobu na utworzenie nowej wersji wszechświata nie jest jednak wystarczające, gdyż według przepisu-projektu, coś-ktoś musi ową ideę zrealizować. Innymi słowy, musi istnieć „procesor”, który przepis ów wykona.

W naturze ożywionej program, zapis genetyczny, określający organizm potomka, utrwalony na łańcuchach nukleotydowych DNA chromosomów komórki jajowej jest realizowany przez organizm matki, a więc organizm pokolenia „n-1". Przez analogię można przypuszczać, że nowa wersja wszechświata zostanie zrealizowana także przez obiekt pokolenia ”n-1”, to znaczy przez obecny wszechświat.

W organizmach żywych, w procesie odradzania się wykorzystywane są komórki, tkanki, wytwarzane wcześniej. Rozwijająca się dziewczynka staje się kobietą, poznaje ”ludzki” sposób na urodzenie potomka, ale muszą być ku temu użyte utworzone dawno temu, w trakcie embriogenezy tkanki jajnika, macicy i komórki jajowe. Dla odrodzenia się potrzebny jest akt woli, do czego jest potrzebna świadomość, która powstaje na bazie systemu nerwowego, mózgu.

Przez analogię zapewne podobnie będzie działał obecny wszechświat. Ludzie żyjący aktualnie wydają się wczesną wersją powstającego, rozwijającego się ”mózgu wszechświata". Mózg ów ustala zasadę odrodzenia. Mózg musi mieć pamięć. Wszechświat można więc pojmować jako wielki organizm – twór, który prócz rusztowania to znaczy gwiazd, planet, umiejscowionych w czasoprzestrzeni posiada także umysł.

Jeśli uznać analogię pomiędzy człowiekiem a Nadrzędnym Tworem Myślącym, to w tym świetle ludzie, którzy żyli i zmarli stanowią informacje wpisane do pamięci tego nadrzędnego umysłu.

Życie ludzkie, wraz z wchodzeniem osób w rozmaite interakcje, niektóre intensywne wskutek istnienia fenomenu miłości, powoduje wytworzenie śladu pamięciowego, który jest ładowany do pamięci przez zarejestrowanie, ”zamrożenie” we wnętrzu kuli czasoprzestrzeni.

Wszechświat, odradzając się, powstaje na nowo w sposób stopniowy, ewolucyjny, nie natychmiastowy, niemagiczny. Wykorzystuje zapewne pamięć o swoim poprzednim rozwoju. Rozwój ten jest podobny do embriogenezy. Nowy wszechświat zapewne podobnie nie będzie obmyślony całkiem na nowo, lecz my i nasi potomkowie ustalą jedynie sposób na wykorzystanie wcześniejszych i późniejszych składowych czasoprzestrzennego tworu. Aby mógł narodzić się nowy wszechświat, trzeba będzie zapewne wykorzystać jego ”części”, które powstawały wcześniej, to znaczy: spisany, operacyjny, sprężony przepis startowy, będący odpowiednikiem komórki jajowej oraz później także pamięć, to znaczy tkwiące w przeszłości wzorce.

Decyzja o utworzeniu nowego wszechświata będzie podjęta przez naszych potomków, którzy mogą już nie być ”ludźmi z krwi i kości”, istotami pełnymi wigoru, emocji i instynktownych działań jak my, tak więc nowy wszechświat być może zostanie zrealizowany w oparciu o „przepis startowy”, ładowany do pamięci sieci komputerowej teraz przez nas, współczesnych nam ludzi.

Współcześni fizycy podsuwają myśl dotyczącą tego, co może być odpowiednikiem ”narządów rodnych dla nowego wszechświata". Już Stephen Hawking w książce pod tytułem ”Czarne dziury i wszechświaty niemowlęce” napisał, że może być to każde miejsce, w którym zachodzi zagęszczenie materii, zbliżone do warunków początkowych Wielkiego Wybuchu. Podobnego zdania jest wielu innych fizyków, między innymi wspomniany Clement Vidal.

Późniejsza, stosunkowo wolno zachodząca faza rozwoju nowego Wszechświata polegać będzie, podobnie jak i faza obserwowana obecnie, na ”odtwarzania wzorców na formy żywe”. Zostaną użyte zapewne, nie tylko ”przepisy na ludzi”, ale wcześniej ”przepisy na gady, dinozaury”, których już teraz nie ma, ale wcześniej były, czyli takie które ”tkwią w przeszłości".

Jest prawdopodobne, że w cyklu rozwojowym istoty inteligentne powstają wpierw w znanej nam postaci biologicznej. Jest możliwe, że inteligentne cywilizacje bardzo szybko przechodzą ze stanu”formy biologicznej”, do trwania inteligencji na innym nośniku. Uwzględniają one być może szczególne własności ciężkich gwiazd, a nawet czarnych dziur. Aby było to możliwe, cywilizacja jakiejś planety, która opanowała już nanotechnologię, musi nauczyć się tworzyć {rozproszone systemy informatyczne, których elementy przełączające składają się z atomów, kwarków i kwantów}.

Jest prawdopodobne, że cywilizacje inteligentne, istniejące na bazie biologicznej przekazują samo powielające się rozproszone systemy informatyczne, których elementy przełączające składają się z atomów, kwarków i kwantów poprzez celowy transfer do wnętrza okolicznych gwiazd. Taki transfer jest niezbędny, aby zrealizować zamiar celowego wykorzystania obiektów kosmicznych dla spowodowania nowego Wielkiego Wybuchu.

Być może cywilizacje post – biologiczne zapewniają sobie także możliwość bytowania, w postaci emulowanej, we wnętrzu superkomputerów utworzonych na bazie ciężkich gwiazd. Ciężkie gwiazdy i czarne dziury są zapewne właściwym nośnikiem, aby zorganizować superkomputer, o ile zdołano już opanować procesy wymagające zaawansowania rozwoju rzędu B6 lub nawet BὨ w nanoskali Barrowa.

Przedstawiony wywód ma znaczenie dla kondycji psychicznej współczesnych ludzi, wskazuje bowiem na namacalny, realny sens i cel ludzkiej egzystencji. Wydaje się bowiem, że życie każdego człowieka jest niezwykle ważne i użyteczne dla innych, dla przyszłości, gdyż prowadzi do wytworzenia śladu pamięciowego, który jest niezbędny”jako wzór”, potrzebny w procesie odtwarzania nowego wszechświata.

Na dodatek to my właśnie teraz, działając emocjonalnie i niecierpliwie, formułujemy startowy, operacyjny sposób na odrodzenie. Nasi potomkowie,”intelektualiści”, co prawda, podejmą dopiero decyzję, ale muszą odwołać się do naszej ”młodzieńczej” warstwy tworu czasoprzestrzennego.

– W ten sposób, szanowni państwo, próbowałem uporządkować znaczną część naszego przesłania – zakończył swoje wystąpienie Noah.

Nikt się nie odzywał. Zapanowało milczenie. Wydawało mi się, że Phoebe chciała otworzyć teraz już tylko dyskusję końcową i umożliwić zadawanie pytań. Z fotelika wstała jednak teraz, milcząca do tej pory kobieta o imieniu Geneviève, podeszła do przewodniczącej i zaczęła szeptać jej coś do ucha. Po chwili Phoebe stwierdziła dość stanowczo. Proszę o cierpliwość. Umożliwię zaproszonej przez nas osobie wygłoszenie jeszcze jednego krótkiego referatu.

Na twarzy młodej, pięknej kobiety rysowała się satysfakcja z udzielenia jej głosu.

– Panie i panowie, dziękuję za umożliwienie mi wystąpienia i wygłoszenia, mimo tak późnej pory i zmęczenia wszystkich uczestników konferencji, mojego krótkiego referatu. Nosi on tytuł:

Próba zintegrowania głównego dogmatu chrześcijańskiego z modelem cyklicznie odradzającego się wszechświata.



Rozpocznę od spostrzeżenia i stwierdzenia, że religia chrześcijańska, w porównaniu z Judaizmem i Islamem jest wysoce politeistyczna, gdyż Bóg składa się z trzech elementów: Boga Ojca, Syna i Ducha Świętego. Wszystkie trzy składowe pasują do przedstawionego przed chwilą modelu wszechświata cyklicznego.

Ważne jest, że mamy osobno Ducha Świętego, którego można utożsamić z substancją znaną z ”propozycji Spinozy nr 14”, co oznacza, że zakładamy, iż natura, całość tego, co widzimy, łącznie z odległymi galaktykami to owa ”substancja-Bóg”. Natomiast chrześcijański Bóg Ojciec to działający Demiurg.

Konieczne jest jednak odróżnianie poprzedniego Demiurga i nowego Demiurga. Zgodnie z przedstawionym przed chwilą podsumowaniem, według nas, współcześnie żyjący ludzie to wczesna wersja powstającego z wolna nowego Demiurga, który kiedyś dokona ”przepakowania”, ”odpalenia” nowego Wielkiego Wybuchu.

Wyjaśnia to sens pojawienia się w mózgach ludzkich świadomości oraz istotę zadania postawionego wobec ludzi żyjących wcześniej, żyjących teraz, a zwłaszcza dla naszych potomków. Pojawia się jednak problem, kim jest ów Syn Boży. Początkowo wydawało się nam, że jest to „nadmiarowy element teologiczny". Mylące było owo zdanie z Credo chrześcijańskiego. Jak państwo wiecie, jest tam powiedziane: ”... współistotny Ojcu ...". Trzeba się więc zdecydować czy w roku pierwszym naszej ery w Judei zjawił się cały wszechświat — w sensie Spinozy, czy raczej tylko wysłannik Demiurga. Jeśli jednak wysłannik Demiurga ... to którego Demiurga, poprzedniego czy nowego?

Demiurg poprzedni w tym Wszechświecie nie istnieje. On go tylko stworzył. Demiurg nowy pojawi się natomiast dopiero w przyszłości. Jedna z możliwości rozwiązania tego problemu metafizycznego polega na przyjęciu założenia, iż Demiurg poprzedni przewidział pojawienie się osoby, która będzie go reprezentowała i jednocześnie uosabiała, przez co byłaby współistotna z nim właśnie. Jeśli Syn Boży byłby niejako uosobieniem sposobu myślenia nowego Demiurga, to rzeczywiście byłby współistotny Ojcu.

Oczywiście postać taka powinna mieć cechy bardzo zaawansowanych potomków ludzi, tak jak to przewidywał Taihard de Chardin. Powinien to być ktoś bliski potomkom z czasów przyszłościowego Punktu Omega, niemniej jednak powinien on być na wskroś ludzki. Przede wszystkim postać ta powinna być obdarzona płcią i zmysłowością, na obraz i podobieństwo ludzi. Postać ta powinna być ponadto wzorcem na czynną postawę wobec zadania, jakie trzeba wykonać. Przesłaniem takiej osoby byłyby więc słowa: ”musicie zacząć myśleć, zacząć działać, dbać o losy tego świata”.

– Geneviève, słuchaj! … ale Syn Boży nie był zbyt zmysłowy i o żadnym zadaniu dla ludzi nie mówił – wtrąciła Kornelia.
– Czyżbyś nie czytała książki Dana Browna. Wydano ją aż w sześćdziesięciu milionach egzemplarzy. W sposób przekonywający autor podkreśla właśnie zmysłowość postaci, o której mówimy. Jest tam też o wysokim metafizycznym statusie kobiet, uznanym przez tę postać i znaczeniu inicjacyjnym Hieros Gammos.
– No tak, ale zakończenie tej powieści jest mętne, w końcu nie jest jasne, czym jest ów kod Leonardo de Vinci i czy go ktoś przechowuje.
– Jest dziesiątki książek i witryn Internetowych poświęconych związkom postaci Marii Magdaleny z Afrodytą lub Boginią Wenus. Ważne jest jednak, aby nam nie umknęło przesłanie mojego referatu.

Zauważcie, iż ja dokonałam próby sformułowania zaczątku światopoglądu religijnego, uzgodnionego z kosmologią współczesną, a więc tym samym zintegrowania go ze wyśrubowanym światopoglądem naukowym.

Zamknięcie obrad konferencji.




Słuchajcie! Widzę, że rozpoczęliście już dyskusję. W takim razie chcę podkreślić, że musimy zmierzać do końca. Pozwolę wam już tylko na postawienie kilku krótkich pytań lub wygłoszenie krótkich oświadczeń.
– Zgadzam się, ale chcę sformułować właśnie pewną wątpliwość – stwierdził Patrick.
– Prosimy!
– W swoim oświadczeniu chcę zwrócić uwagę, na fakt, że jeśli jest tak, iż przeszłość nie istnieje, to znaczy, że model czterowymiarowej czasoprzestrzeni Einsteina nie jest prawdziwy to całość koncepcji Brona i Noaha byłaby unieważniona.

Rękę podniósł Rovik i powiedział:
– Ja także chcę zgłosić oświadczenie!
– Proszę! Chcę zwrócić uwagę, że jeśli autorzy lansowanej tu wizji metafizycznej nie wskażą na wiarygodne badania potwierdzające, że możliwe jest formowanie się autonomicznej świadomości i pewnej dozy wolnej woli w postaciach pojawiających się w rzeczywistości wirtualnej, to także podważałoby to ich przewidywania.

Rękę podniosła teraz Weronika.
– Ja w swoim oświadczeniu chcę stwierdzić, że konieczny jest pomysł na stymulowanie przemiany obyczajów niezbędnej dla uzyskania celów, które symbolizuje postać nowego Demiurga. Geneviève wspomniała, że ktoś napisał o inicjacyjnym znaczeniu Hieros Gammos, ale to za mało. To, że my tutaj osobiście jesteśmy na luzie, nie oznacza, że potrafi to znacząca proporcja osób tej planety.

– Okay! Dalszego roztrząsaniu tu na miejscu już nie będzie, ale nic straconego. Materiały z konferencji opublikujemy w stosownej witrynie Internetowej, a prócz tego wydamy książkę. Każdy z uczestników może przesłać mi mailem swoją opowieść, dotyczącą tego, co tu było powiedziane lub tego, co tu się działo. Ktoś złoży to w całość i powstanie dokumentacja… myślę, że także scenariusz na serial telewizyjny.

Jeśli komuś coś nie będzie się zgadzało, to może komentować te treści, które zamieścimy we wspomnianej witrynie Internetowej. Postuluję, aby takie komentarze podpisywać tymi imionami, jakie padały tu w trakcie dyskusji na tej naszej konferencji! – Cóż, czy akceptujecie takie rozwiązanie? – Jeśli tak to zmykam obrady. Przypominam naszym gościom, że organizatorzy opłacili także całą dzisiejszą dobę hotelową. Można więc zostać tu w tym schronisku do jutra.

Pożegnanie



– Słuchajcie, mam dość! Powinniśmy odprężyć się, zrelaksować i pożegnać – powiedziała Phoebe, stojących już blisko wyjścia z sali konferencyjnej.
– To się dobrze składa, bo moglibyśmy wypróbować pomysł z tym niebem Tiplera, to znaczy sprawdzić, czy to może działać tu na ziemi! Ja z Astrid mamy więc propozycję – chodźcie do nas, do naszego pokoju. Urządzimy wieczorek pożegnalny – powiedziała Weronika.
– Co masz na myśli, mówiąc o testowaniu koncepcji „nieba Tiplera”.
– To się pomału wyjaśni.
– Zaproście też moje znajome Agnieszkę i Patrycję – poprosiła Jaycee.
– Powinniśmy zaprosić także, Geneviève, zasługuje na to – dodałem.
– Słuchajcie! Tyle osób nie zmieści się w jednym pokoju, a poza tym wśród wyliczonych osób jest za mało mężczyzn.
– To się da opanować. Weronika mieszka w dużym pokoju wieloosobowym, który już opustoszał. Nasze trzy, sąsiadujące ze sobą pokoje są na wydzielonym korytarzyku. Tam jest taka kotara. Odgrodzimy korytarz od reszty budynku. Pozostawimy drzwi otwarte
i będziemy się wymieniać – powiedziała Kornelia.
– Kto z mężczyzn zostanie jeszcze dodatkowo zaproszony? – zapytała Astrid.
– Napiszę SMS-y. do Nirgala i Patryka – odpowiedziała Astrid.
– Ja zaproszę Mariusza, partnera Agnieszki – dodała Jaycee.

Po pół godziny, osoby zaproszone zaczęły gromadzić się w obszernym, wieloosobowym pokoju. Wystrój tego wnętrza był jak w innych górskich schroniskach. Dziewczyny poprzesuwały jednak łóżka tak, że tworzyły one wielokąt z wolnym miejscem pośrodku.

O dziwo, zjawiający się goście wystroili się z tej okazji. Phoebe ubrała obcisłą, czerwoną sukienkę, która dobrze kontrastowała z ciemnobrązowymi pończochami. Astrid tym razem paradowała w rozkloszowanej, żółtej spódnicy. Ubrała do tego cieniutkie, przeświecające pończochy. Chyba zdawała sobie sprawę, że emanuje zmysłowością. Rudowłosa Weronika dopasowała do koloru swoich włosów i jasnej karnacji ciemnożółtą sukienkę, przewiązaną szerokim pasem oraz ciemnobeżowe pończochy. Perfumy pań kłóciły się trochę z wystrojem górskiego schroniska.

Geneviève, także w czarnej, krótkiej sukience, wyglądała nęcąco. Ona pierwsza nawiązała do intrygującej wypowiedzi i zapytała ponownie Weronikę:
– Na czym ma polegać owa zabawa w niebo Tiplera?
– To Noah, w drodze powrotnej z Krakowa, zaintrygował mnie opowieścią o tym pomyśle.
Według Franka Tiplera, matematyka, fizyka i kosmologa światowej sławy wszechświat u kresu czasów, czyli blisko tak zwanego Punktu Omega wytworzy superkomputer, który wskrzesi wszystkich żyjących wcześniej i zapewni każdej takiej osobie, emulowanej w swoim wnętrzu, szczęście pod każdym względem, także w wymiarze erotycznym. Wszystko będzie tam wspaniałe.
– A dlaczegóż to zmysłowość, seks poprawiany przez komputer omega ma być niby lepszy – odezwała się Agnieszka, mało nam znana dziewczyna, która jednak pilnie uczęszczała na wszystkie obrady.
– Ponoć może być lepszy, gdyż komputer omega może wszystko. Na przykład może poszukać dla ciebie partnera, który będzie idealnie dopasowany, może zapewnić kochanie się z najpiękniejszymi kobietami świata, hm… kochanie się z osobami, które kiedyś nas odrzuciły, kochanie się w taki sposób, aby doznania były coraz bardziej przyjemne.

– Powiedziałaś, że teraz, tutaj sprawdzisz tę koncepcję? To trudna sprawa!
– Trudna? Nie wiem jeszcze, można jednak zacząć. Interesuje mnie przede wszystkim to, na co mielibyście ochotę. Każdy z was, jeśli szczerze powie, co chciałby zrealizować, to ja orzeknę, czy da się coś w tym kierunku, tu na ziemi zrobić.
– Chcesz być więc taką sędziną dla osób zgłaszających zwariowane, wyszukane potrzeby.
– Ktoś musi być animatorem takiej nowatorskiej zabawy. Myślę jednak, że wielu z was będzie się starało, aby mi pomóc. Każdego przecież interesuje, co można by udoskonalić w jego życiu seksualnym.

– Zgoda, mnie to interesuje, pojmuję twój zamysł – odezwała się Phoebe – zacznę wiec pierwsza. A więc tak, ja… chciałabym kochać się z Bronem! Co przedstawicielka Punktu Omega na to?
– Hm… realizacja zachcianki jest możliwa, ale chyba niewskazana. To jest twój brat. To byłoby kazirodztwo, incest. Widzę jednak możliwość czegoś pośredniego. Namów Brona, aby poszedł z tobą do sąsiedniego pokoju. Może przynajmniej zobaczy cię nagą. On zapewne też by tego chciał. Gdy wrócicie, nie będziemy was pytać, czy coś zbroiliście.
– Okay – odparła Phoebe.
– Teraz ja! Odezwał się Patrick. Byłem przed laty na pewnej konferencji. Było to w Moguncji. Spodobałem się tam wtedy pewnej ładnej kobiecie, które wielokrotnie przekazywała mi sygnały, że chce mi się oddać. Chciałem być wierny mojej żonie i nie skorzystałem z tego zaproszenia. Przedstawicielko Punkt Omega czy mogłabyś wywołać tę osobę z przeszłości, abym mógł się zrehabilitować i mieć z nią teraz seks?

– Hm… to jest typowe życzenie wszystkich mężczyzn. Oni do końca życia nie potrafią zapomnieć kobiet, które chciały im się oddać, a oni z tego nie skorzystali. Nie potrafią odżałować takiej straty. – Patrick! Nie umiem jednak jeszcze przywoływać kobiet z przeszłości. Nie mam tu „zwierciadła czasu”. Sądzę jednak, że można złagodzić twoje cierpienie w prosty sposób. Może któraś z obecnych tu kobiet, chciałaby wejść w rolę owej kobiety z Moguncji. Jeśli się zgłosi taka osoba, to macie przecież obok wolne pokoje do dyspozycji.

– Zgłaszam się! – odezwała się Agnieszka. – Pójdę z tobą do jednego z wolnych pokoi, jeśli mnie akceptujesz. Odpowiada mi próba wczucia się w rolę tej damy z Moguncji, która miała ogromną ochotę akurat na ciebie. Pójdę z tobą, ale trochę później, bo chcę posłuchać, jakie jeszcze życzenia zostaną tu zgłoszone.

– Dobrze, teraz ja! – odezwała się Patrycja. – Często fantazjuję o gangbangu. Chcę, aby przeleciało mnie dzisiaj, raz za razem kilku sprawnych mężczyzn. Mam jednak specjalne wymagania. To ja muszę wszystkim dyrygować. Delektuję się tymi momentami, kiedy mówię „teraz ty”. Nie wolno mnie tknąć bez mojego polecenia. Chyba widzę tu chętnych. Mogę się oddać im natychmiast.

– Okay! – odparła Weronika. – W pełni wykonalne, według mnie chętni się znajdą. Wyślijcie do Patrycji SMS-y zgłaszając ochotę, ale poczekajcie jednak jeszcze trochę, aż do wyczerpania koncertu życzeń.

– Ja bym chciała to samo co wczoraj, czyli czterolistną koniczynkę, tylko w innym składzie. – powiedziała Jaycee.

– Co ty rozumiesz, przez czterolistną koniczynkę? – zapytała Phoebe.

– Można to określić różnie. Teorię, jak to działa na płaszczyźnie mistycznej i kwantowej, znajdziesz w czwartej części opowieści o cesarzowej Sissi. W skrócie jednak i możliwie prosto – chodzi o symultaniczny seks w dwie pary, z wymianą partnerów. Ekscytację zwiększa specjalne, odwrotne ułożenie ciał, tak aby głowy dziewcząt były obok siebie. Weronika zapraszam cię, ale znajdź dwóch mężczyzn.

– Oui madame! Znajdę ich! – Widzę, że teraz jest już coraz częściej mowa o życzeniach wykonalnych bez potrzeby ingerencji punktu omega. – Jeszcze ktoś? – zapytała Weronika

– Tak, ja mam dzisiaj proste zapotrzebowanie. Chcę się pieprzyć sam na sam z piękna kobietą. Mam jednak szczególne upodobania. Uwielbiam zmysłowe westchnienia, jęki, odgłosy oraz uduchowiony wyraz twarzy. To powinno delikatnie drażnić moją psychikę. Chcę aby potem dziewczyna użyczyła mi swoich płynów wprost do moich ust – powiedziała Astrid.

– Słuchajcie… widzę, że wykonanie nawet tych najprostszych życzeń może być trudne, bo nakłada się jedno na drugie w tym samym czasie. Szkoda takich okazji, bo drugiej takiej energetyzujących grupy osób szybko nie znajdziecie. Proponuję więc kontynuować umawianie się poprzez komentarze w witrynie Internetowej, którą utworzymy dla udostępnienia materiałów z konferencji – ogłosiła Kornelia.

Wieczorek pożegnalny rozkręcał się. Już teraz, w naszym pokoju atmosfera była ekscytująca.

Usłyszałem jednak w tej chwili sygnał SMS-a. Odczytałem wiadomość. Pisała do mnie Łucja.
Treść komunikatu była krótka: „Bron, mam prośbę, chcę, abyś natychmiast wrócił do domu, bo mam tu pewien problem”. Po dłuższym namyśle odpisałem: „Przyjadę możliwie szybko. Wyjadę stąd za godzinę”. Ową godzinę przydzieliłem sobie, aby się pożegnać z Jaycee i Phoebe.
Dodaj do ulubionych
1,221
Podziel się ze znajomymi
10/10

Jak Ci się podobało?

Średnia: 10/10 (1 głosy oddane)

Komentarze (3)

historyczka

historyczka · 13 lutego 2019+0

No cóż, stwierdzenia te budzą zainteresowanie, ale też niedowierzanie. Hipotezy te nadają się jednak niewątpliwie do tego aby stymulować dyskusję.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
XeeleeFirst

XeeleeFirst · Autor · 13 lutego 2019+0

@ historyczka
To prawda, teoria jest prawdziwa, o ile spełnione są dwa uwarunkowania, omawiane pod koniec tekstu, a mianowicie, że:

(1) teoria Einsteina i jego pojęcie czasoprzestrzeni zachodzi w rzeczywistości
(2) że jest "możliwe formowanie się autonomicznej świadomości i pewnej dozy wolnej woli w postaciach pojawiających się w rzeczywistości wirtualnej".

Ciekawe czy ktoś z czytelników ma na ten temat jakąś opinię?

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Agnieszka

Agnieszka · 13 lutego 2019+0

Zdaje się, że aby być świadomym, trzeba mieć ciało (cielesność). Aby roboty i androidy były świadome siebie, muszą odbierać sygnały z wnętrza własnego "ciała". Zdaje się, że tak wynika z żywej dyskusji, prowadzonej aktualnie pod:
http://forum.gazeta.pl/forum/w,32,167367294,167367294,Odrebne_swiadomosci_istot_z_Matrix_.html

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

lub

opowiadania erotyczne

Witamy na Pokatne.pl

Serwis zawiera treści o charakterze erotycznym, przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich.
Decydując się na wejście na strony serwisu Pokatne.pl potwierdzasz, że jesteś osobą pełnoletnią.

Wchodzę

Pliki cookies i polityka prywatności

Zgodnie z rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r (RODO). Potrzebujemy Twojej zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych przechowywanych w plikach cookies.
Zgadzam się na przechowywanie na urządzeniu, z którego korzystam tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie moich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania przeze mnie ze stron internetowej lub serwisów oraz innych parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych i w celach analitycznych.
Więcej informacji na ten temat znajdziesz w regulaminie serwisu.