Nieposkromione marzenia (II) - Armageddon

25 lutego 2026

Opowiadanie z serii:
Nieposkromione marzenia

45 min

Poniższy tekst znajduje się w poczekalni!

Autobus zatrzymał się na przystanku i Dorota wysiadła z jego ciepłego i przytulnego wnętrza, prosto w styczniową pluchę. Szła powoli w stronę mieszkania, osłonięta od wiatru grubymi warstwami szalika. Coraz mocniej docierało do niej, że nie mają już złotówki długu. Z drugiej strony nie mieli też złotówki oszczędności… Jedne problem się skończył, zaczęła więc zastanawiać się na kolejnym. Zdecydowanie wolała ten drugi problem. zastanawiała się czy przypomnieć Piotrkowi, że od dzisiaj są tak naprawdę wolni i mają czystą kartę? Postanowiła dać mu szansę, może się sam zainteresuje. Tak myślała, chociaż wiedziała że to zwykłe, życzeniowe myślenie. Kasy z jego zleceń ani razu nie starczyło na życie za cały miesiąc i już dawno przestał udawać, że kontroluje ile zarabiają a ile wydają. Za to historii który biznes jest teraz na topie, który daje najszybszą kasę wsłuchiwała regularnie i cierpliwie. Miała wielką ochotę zapytać ile zarobił na pomyśle z poprzedniego miesiąca, ale wtedy iluzja jego wsparcia rozprysnęłaby się w momencie.

Weszła do mieszkania.

— Cześć! —  zawołała z entuzjazmem. Wyćwiczonym od codziennego, udawanego przez lata entuzjazmem…Kiedy naprawdę czułą radość z powrotu do domu i do wszystkiego co w nim było?

— Hejka! —  usłyszała z głębi pokoju, ale nie przyszedł się przywitać. 

Odwiesiła ubranie, zmieniła botki na klapki i weszła do kuchni. Naczynia które odłożyła po śniadaniu były przykryte stertą innych. Rozejrzała się po kuchni, ale nie znalazła żadnych oznak, żeby Piotrek coś dla niej przygotował. Stała w tej obskurnej kuchni w ciszy i to chyba zwróciło jego uwagę.

— Aha! Sorry, ale nie zrobiłem nic na obiad, bo akurat wpadło mi zlecenie i się za nie wziąłem.

Tja, na pewno… dwie godzin pracy, drugie tyle opowiadania, a kasy tyle co na  jedne zakupy w supermarkecie.

— Okej.

Znalazła trochę chleba, który podsmażyła na patelni z resztą żółtego sera i wyszły jej całkiem dobre tosty. Dla smaku polała je sosem tajskim, 30% droższym od keczupu. Zatrzymała rękę w drodze do ust. Boże. Ona naprawdę przeliczała to w sklepie, pamiętała że jest o tyle droższy. Uśmiechnęła się, że od dzisiaj to już nie jest problem. Umyła dokładnie ręce i weszła do łazienki. Z wielką starannością ściągnęła swoją garsonkę na wieszak i została w samej bieliźnie. Obejrzała swój strój bardzo dokładnie. Dzięki tej dbałości jej ubrania może wychodziły z mody, ale były w nienagannym stanie i nie musiała kupować  kolejnych. Każdy grosz, odłożony i przeznaczony na spłatę oznaczał dzień bliżej zakończenia jej horroru.  Lubiła ten swój mały rytuał. Zamknięta w łazience, w ciszy, otoczona swoimi ubraniami i kosmetykami miała poczucie, że jest to jej prywatne sanktuarium gdzie wszystko służy temu, żeby to ona była zadbana a nie na odwrót.

Przejrzała się w lustrze. Wciąż była młoda i atrakcyjna. Gdyby wyrzuciła zmartwienia ze swojej głowy pewnie ubyło by jej kilka lat i znów towarzyszyła by jej ta ciepła aura o której mówiły jej koleżanki. Kręciła się w miejscu patrząc z uwagą na każdy zakamarek swojego ciała. Jej jasno brązowe włosy, które sama przycinała, kończyły się na łopatkach. Zawsze była normalnej postury i nie miała z tego powodu kompleksów, ale po cichu myślała, żeby schudnąć kilogram tu i tam… Teraz, po tak długim czasie zaciskania pasa widocznie schudła. Z zadowoleniem stwierdziła, że jej talia się wyostrzyła, eksponując jeszcze bardziej jej solidne miseczki C. Odwróciła się tyłem. Między jej udami pojawiła się seksowna przerwa o którą wariowało tak wiele kobiet. Przejechała dłońmi po brzuchu. Gładka, napięta skóra była miękka, sprężysta i przyjemna w dotyku. Z dumą stwierdziła, że mało która kobieta może się takim pochwalić. Nie wiedząc kiedy ręce zjechały poniżej linii niebieskich majteczek. Kiedyś ten zakątek pomiędzy udem a brzuchem był jednym z jej ulubionych miejsc. Skóra już była delikatna i wrażliwa, a jednocześnie na tyle oddalona od krocza, że każdy dotyk , pocałunek czy pieszczona wzbudzały duże podniecenie przez nadchodzącą, coraz większą ekscytacją. Teraz było tylko przyjemny dotyk… Kiedy ostatni raz pożądała, czy czuła się pożądana?. Chyba masturbowała się z kilka razy przez te długie miesiące, ale dawało to słaby efekt, a tylko bardziej potęgowało jej samotność. Gdzie się podziała jej chęć seksu?? Kiedyś to była zwykłą potrzeba jak chęć jedzenia, picia czy snu… Po dwóch, góra trzech dniach czuła pustkę czuła się nieswojo, jej myśli zaczęły obracać się tylko wokół jednego. Jak to możliwe, że można stracić coś tak cennego i przejść nad tym do porządku? Teraz zbliżenia z mężem były tylko groteskowym cieniem ich niegdyś szaleńczego seksu… Wolała przeżywać dobre chwile w swojej głowie i tam szukać źródła rozkoszy.

Wspomnienia przerwane w autobusie znów domagały się uwagi. Zawsze miało słodko-gorzki smak i potrafiły zarówno dać jej siłę na następny dzień jak i zalać falą smutku po utraconym życiu. Dziś postanowiła pozwolić im przyjść. Mimo, że przywrócą wspomnienia o tym felernym przełomie roku, gdzie z rajskiego ogrodu spadli wprost do płonącego piekła. Nachyliła się nad umywalką lustrując teraz swój dekolt.


Kredyt który dostał Piotrek do spółki z Tadkiem był prawdziwym wiatrem w żagle. Stary zaczął obdzwaniać wszystkich kolegów z propozycjami współpracy, negocjował i podpisywał umowy. Dorota wciąż się zastanawiała ile tak naprawdę jest pracy w tym całym jego “załatwianiu”, a ile samego gadania. Patrząc jak szczęśliwy i zaangażowany jest Piotrek tłumiła swoje wątpliwości. Pracowali jak szaleni obydwoje. Pracy było na tyle dużo, że Piotrek z wielkim bólem, ale jednak przyznał- potrzebuje kogoś do pomocy. Oczywiście nikt nie był godny go zastępować, więc Dorota miała dodatkową pracę, którą wykonywała popołudniami i po nocach. Była bardzo zmęczona, ale nie chciała zostawać w tyle za nim i go blokować. Pieniądze, które spływały z miesiąca na miesiąc były kosmiczne. Kupowali coraz więcej sprzętu, oprogramowania, brali coraz więcej leasingów. Docierało do niej coraz więcej niepokojących faktów—  wydatki wzrastały nieproporcjonalnie do zysków.  Mówił jej, że się nie znała, że to inwestowanie w przyszłość, a potem zarobią jeszcze więcej. Odkryła, że większość umów ma kary umowne za niewykonanie idące w setki tysiące złotych… Nie ma się czym przejmować — to tylko formalność bo i tak wyrobią się przed czasem, a zresztą jak będzie jakiś problem to Tadek dogada się z prezesem bo lata jeździli razem na ryby…

Po prawie roku tak szaleńczej pracy była na skraju wyczerpania.

— Piotrek, ja już mam dosyć, zróbmy jakąś przerwę, jest piątek. Chodźmy do klubu, na kolację, gdziekolwiek!

— A możemy coś zamówić?

Odpowiedział jej po dłuższej chwili nie odrywając wzroku od monitora komputera.

— Rzygam już jedzeniem ze styropianu przed laptopem, wyjdźmy do ludzi, zabawmy się!

—  Wiem, że ostatnio mamy zapieprz, ale zobacz, jest już początek grudnia, jak zrobimy ten kontrakt przed końcem miesiąca to mamy z tego dodatkowe dziesięć procent. Policz ile to jest, w pracy nie zarobisz tyle w pół roku, a roboty mamy dosłownie na dwa tygodnie.

—  Za każdym razem tak mówisz! Od pół roku to ja tylko słyszę, że jeszcze tylko ten kontrakt, jeszcze jeden, i następny kurwa!

Przekleństwo otrzeźwiło go i spojrzał na nią uważnie. Była zdenerwowana, w wymiętych domowych ciuchach i okrutnie zmęczona. Krążyła poirytowana po pokoju jak lew w klatce. Wstał, żeby do niej podejść i na własnym ciele poczuł jak jest zesztywniały i obolały od ciągłego siedzenia na fotelu…

Podszedł do niej i przytulił się do niej obejmując ją od tyłu za ramiona. Obruszyła się i jak obrażona nastolatka odrzuciła jego czułość stojąc na środku pokoju ze spuszczoną głową i założonymi rękami.

— No już… Proszę, nie dąsaj się. Chcę się wyrobić z robotą do końca miesiąca, bo wiesz, że na początku przyszłego kupujemy kupę sprzętu, za kupę kasy żeby zrobić te trzy gigantyczne przetargi. Tadek zna się z prezesami jak łyse konie. Na to będzie szmat czasu. Będziemy robili na spokojnie tylko to i nic innego przez parę lat i wtedy już jesteśmy ustawieniu do końca życia… Mówiłem ci ile na tym zarobimy?

— Tak, w chuj!

Nadal zgrywała obrażoną małolatę i obaj parsknęli ze śmiechu. Dała się w końcu objąć. Wtulił głowę w jej ramię i pocałował jej szyję, kołysząc nią lekko. Wkomponował się ruchami w lecący w tle przyjemny jazz.

— Dobrze, zróbmy sobie przerwę. Nalej jakieś dobre alko, ja dokończę jedną rzecz w  piętnaście minut. Coś wypijemy i idziemy zjeść coś dobrego na mieście. Potańczymy sobie, co ty na to?

Dorota odwróciła się, pocałowała go czule w usta. Znała jego “piętnaście minut’, więc nalała sobie w kuchni mały kieliszek, na rozgrzewkę który wypiła na raz i wskoczyła pod prysznic. Poczuła się rześko, jak nowo narodzona. Wstąpiły w nią nowe sił i wraz z ostatnimi strumieniami gorącej wody zmyła z siebie cały znużenie. Wytarła się, włożyła czarny szlafrok na gołe ciało. Kończył ledwie w połowie ud, więc jakikolwiek szybszy ruch obnażał w pełni  jej krągłości. Przeczesała włosy i poszła do kuchni i chlapnęła sobie jeszcze jedną kolejkę. Zrobiła duże porcje drinków, ozdobiła je plastrami pomarańczy i poszła do pokoju w którym siedział Piotrek. Zauważył ją z dwoma drinkami, zamknął szybko laptopa i uśmiechnął się. Kiedy wyciągnęła do niego rękę szlafroczek podsunął się do góry, a ciemny paseczek skóry zapraszał do spojrzenia pod spód ubrania. Przełknął ślinę skuszony tym widokiem.. Kurczę, kiedy ostatni raz się kochali? Tydzień jak nic… I to chyba też taki szybki numerek, bez rozkoszowania się chwilą… Jego myśli zaczęły się krystalizować…

Wziął od niej szklankę, upił duży łyk i mruknął z zamkniętymi oczami…

— Dorota, jesteś czarodziejką… Nawet nie wiesz jak mi teraz tego było potrzeba…

— Nie zawsze wiem czego chcesz, ale za to zawsze wiem czego potrzebujesz, nawet jeżeli ty nie masz o tym pojęcia. — Odpowiedziała z uśmiechem.

Stojąc kilka kroków od niego oparła łokieć na wysokiej szafce popijając drinka. Jej krocze, pachnące ciepłą kąpielą było niemal odkryte, na wysokości jego wzroku i w zasięgu ręki… Nie mógł się zdecydować, czy chce spokojnie dopić drinka, iść już na kolacje, czy też zerwać ten zasłaniający wspaniałe ciało szlafrok i kochać się z Dorotą… Chyba nie do końca wiedziała ile mu pokazuje, więc postanowił delektować się tą chwilą i lekko się z nią podrażnić.

— To powiedz mi wróżko moja na co miałbym teraz ochotę zjeść.

— Hmmm… Coś lekkiego, niecodziennego, dobrze doprawionego, może nawet… ostrego. Co byś powiedział na… na przykład na coś azjatyckiego? Jakiś pikantny ryż czy makaron, albo ramen?

— Chętnie! Mnie też już zaczyna mdlić na widok tych pudełek, i byle jakiego żarcia. Cały dzisiejszy wieczór niech będzie pikantny! — dopił drinka i wpadł na pomysł… —  Wspaniały ten drink! Zrób nam proszę jeszcze jednego, ale w tych fikuśnych kieliszkach, tych, które kupiliśmy w Madrycie, pamiętasz? Mamy je w kuchni nad ekspresem do kawy.

— Kochanie, czy ty mnie zamierzasz dzisiaj upić?!

— Kotku, póki co to ty mi polewasz, a ja grzecznie piję. Mówiliśmy coś o rozluźnieniu się, więc ci w tym pomagam.

— No tutaj faktycznie mogę na ciebie liczyć —  uśmiechnęła się z udawanym przekąsem —  Dobrze, ja, biedna, niewinna dziewczynka zdam się na twoje towarzystwo licząc, że będziesz mi szarmancko towarzyszył.

Machała przy tym teatralnej szklanką, a przy każdym ruchu jej pierś coraz odważniej wysuwała się z poły szlafroka.

— Obiecuję, że będę robił tylko to co chcesz… i to co potrzebujesz! — powiedział całując ją wolną rękę.

— Zachowanie godne gentlemana, choć podejrzewam, że pod spodem może chować się prawdziwy jebaka!

Oboje parsknęli śmiechem. Kiedy się uspokoili, Dorota dopiła resztkę swojego napoju i ruszyła w stronę kuchni, rzucając przez ramię:

— Pora na drugą nóżkę!

Wstał i poszedł za nią, starając się nie śmiać, z obmyślonego przez siebie szczwanego planu. W kuchni usiadł tak, żeby mieć szafkę z kieliszkami na wprost siebie.

Dorota odsunęła składniki do drinka na bok i otwarła szafkę na oścież. Zaczęła się rozglądać.

— Nie widzę ich… One są na pewno tutaj?

— Tak, chyba na środkowej półce…

Sięgnęła nad głowę przesuwając stojące od przodu przedmioty. Szlafrok podsunął się do górny na tyle, że połowa jej pośladków była widoczna. Piotrek był zachwycony tym widokiem. Obserwowanie jej ukradkiem podnieciło go znacznie silniej niż mógłby się tego spodziewać…

— Piotrek, ich tutaj nie ma!

— Są na pewno! zobaczy na górnej półce.

— Fajnie się mówi jak się tak siedzi i komentuje!

Przysunęła krzesło i stanęła na nim. Znowu próbowała sięgnąć, ale trochę jej brakowało, więc oparła stopę na blacie łapiąc równowagę. Mógł teraz podziwiać jej brzoskwinkę w pełnej krasie. Starannie wydepilowana, zaróżowiona otoczona pagórkami zgrabnych pośladków… Wpadła mu do głowy myśl, że chętnie by zobaczył z tej perspektywy wysuwającego się w nią kutasa, którego ona przyjmuje z przyjemnością… Poczuł ukłucie ekscytacji drażniącą go w kroczu.

— Nie ma ich, na bank! Przecież wszystkie takie kieliszki trzymamy w tamtym pokoju, po co ktoś miałby je…

Spojrzała w dół na swój na niemal rozwiązany szlafrok, zauważyła, że stoi w rozkroku, z niemal gołą dupą wypiętą na wysokości wzroku męża siedzącego dwa metry dalej, który czerwony na twarzy starał się nie parsknąć śmiechem.

— Ty świnio jedna! Specjalnie kazałeś mi tu wejść!

Piotrek wybuchł niekontrolowanym śmiechem. Dorotę zalał nagły rumieniec wstydu, zwłaszcza że stała na wysokości okna i pół osiedla mogło ją teraz oglądać. W chaotycznych ruchach próbowała jednocześnie zasłonić okno, zawiązać fartuch i zejść z krzesła, co jeszcze bardziej rozbawiła Piotrka. Zła jak osa podeszła do niego i zaczęła go dźgać palcami w brzuch i klatkę. Piszczał, próbował się bronić, ale nie przestawał się śmiać.

— Taki cwaniak jesteś?! Taki mistrz zła? Ja ci zaraz pokażę! Ja ci pokażę, co potrafi wkurzona Dorota! Będziesz błagał o litość!

Teraz tarzał się już po ziemi, a Dorota wciąż się z nad nim znęcała w żartach.

— Błagaj o litość!

— Nigdy!

Nagle sięgnęła mu do pasa i jednym silnym szarpnięciem ściągnęła mu dresy i majtki do kolan. Sztywniejący penis zakołysał się przed jej oczami.

— Ej! Spokojnie! —  teraz już się tylko uśmiechał. Jednym kolanem klęknęła między jego nogami nie uniemożliwiając mu ubranie się i ucieczkę, których właśnie próbował.

— Ja jestem znacznie spokojniejsza niż powinnam! Za to twój kolega… — przejechała mu dłonią po jego jądrach i całym drążku, który drgnął— sprawia wrażenie zdenerwowanego, prawda?

Alkohol dodał jej animuszu i podsycał jej chęć drażnienia się.

— Dałaś mu wspaniałe przedstawienie, nie ma mu się co dziwić!

— Wszystko przez twoją intrygę! Ja nie byłam świadoma, za to tobie— chwyciła penisa w rękę i zaczęła powoli, ale mocno trzepać w górę i dół… — chyba podoba się takie… szpiegowanie ?

Westchnął na jej dotyk.

— W twoim wykonaniu bardzo!

Chwyciła go oburącz, a ściśnięte ramionami piersi, już niemal uwolnione podczas tarzania się podskakiwały w rytm ruchów.

—Do takiej specjalnej misji będą potrzebne aż dwie agentki…

Przyśpieszyła swoje ruchy. Z satysfakcją zauważyła, że coraz ciężej oddycha, że zaczyna ruszać biodrami i masuje coraz mocniej jej uda. Chwyciła mocno jego jądra jedną ręką, jednocześnie przyspieszając trzepanie drugą ręką, kręcąc nią jednocześnie. Zaczął jęczeć, coraz głośniej, widziała jego wzbierające podniecenie, ale jego członek nie był w pełni postawiony, tak jak mogła się tego spodziewać. Nie zwalniała tempa.

— Zwolnij, troszkę!

— Ani mi się śni!

— Dorota!

— No co…?! — patrzyła się na niego z dziką satysfakcją

— Proszę, zwolnij, nie chcę teraz skończyć! Błagam o litość!

Zaśmiała się głośno i z triumfem.

— Nie wytrzymasz długo takiego przesłuchania, co? chyba zabawimy się w dobrą i złą agentkę. No i widzisz, mam tu dla ciebie…

Zrzuciła szlafrok za siebie. Oparła się o jego klatkę piersiową i przesunęła się wzdłuż jego ciała, tak że klęczała teraz w rozkroku, niemal nad jego głową. Położyła dłoń na swojej muszelce i zaczęła ją lekko pocierać…

— … agentkę specjalną… Widziałam jak ją obserwujesz z daleka, więc chyba masz ochotę na bliższe poznanie?

Kiwnął głową, a ona powoli obniżyła krocze, żeby mógł do niej sięgnąć. Wysuniętym językiem od razu zaczął drażnić jej łechtaczkę, co sprawiło jej ogromną radość. Piotrek nie przepadał za lizaniem jej cipki i robił to wyjątkowo rzadko. Ona za to nie miał problemu że zrobieniem mu loda, co uwielbiał… Uważała to za trochę niesprawiedliwe, ale tłumaczyła sobie, że każdy robi tyle na ile ochota mu pozwala i nie ma co nad tym dywagować… Teraz miała swoje 5 minut i skupiała się właśnie na tym…

Bardzo szybko samo pieszczenie guziczka okazał się niewystarczające i Dorota zaczęła szczypać swoje sutki i rytmicznie poruszać biodrami, tak żeby język męża mógł zadowolić całą jej cipkę… Piotrek lizał językiem wargi i łechtaczkę, ale nie zagłębiał się w nią tak jak właśnie miała na to ochotę. Chciała więcej, ale nie nalegała, choć niedosyt pozostał. Postanowiła go podrażnić w zamian. Wstała.

— To by było na tyle z przesłuchania, wyciągnęła z ciebie chyba wszystko co potrzebowałam!

Jeszcze na ziemi zrzucił z siebie dresy, wstał, ściągnął t-shirt i objął ją mocno w pasie całując namiętnie. Zaskoczona nie otworzyła ust w które próbował się wwiercić. Spodobało jej się uczucie jego penisa opierającego się o jej podbrzusze. Mimo wszystko lekko odepchnęła go od siebie, starając odkleić się od jego ust.

— Znajdźmy jakieś wygodniejsze miejsce, nie będziemy się gzić jak chomiki w tych okruszkach— powiedziała przecierając mu ręką plecy, a następnie zaprowadziła z powrotem do pokoju. Usiadł na środku kanapy i wyciągnął do niej zapraszająco  ręce.

— Chodź! Mam na ciebie ogromną ochotę!

— Naprawdę? Kto by się spodziewał! A na co masz ochotę? — kusiła go głaszcząc swój ponętny brzuszek.

— Chcę, żebyś na mnie usiadła.

—Tylko tyle? Proszę bardzo.

Podeszła do niego i lekkimi kopnięciami w kostki rozszerzyła jego nogi. Miała teraz dobry wgląd w jego penisa. Nigdy nie zastanawiała się nad jego rozmiarem, ani też nie rozmawiała o tym z koleżankami. Pasował jej w sam raz. Jedyne doświadczenie jakie miała to prawie-chłopak z liceum, kiedy byli swoimi pierwszymi kochankami. Miało to swój urok, ale teraz miała Piotrka i zamierzała się nim zająć.

Usiadła na jego podbrzuszu opierając ręce na jego klatce. Z przyjemnym dreszczem poczuła, że jej mokre wargi objęły leżącego penisa, którego teraz będzie mogła wymasować… Powoli ślizgała się na nim. Chwycił ją za piersi, ugniatał, zataczał nimi kręgi i delikatnie szczypał sutki jednocześnie ściągając ją w dół by mocniej napierała na jego pałkę. Słyszała jego przyśpieszający oddech, chciała mu dać tyle przyjemności ile tylko umiała. Ponownie sięgnęła za siebie, do jego jąder ugniatając ja, bawiąc się nimi. Piotrek nie mógł już dłużej znieść tej słodkiej tortury. Wbił lekko paznokcie w piersi i zmusił aby się na nim położyła. Jęknęła zaskoczona, a on chwycił w rękę swojego uwolnionego nagle penisa. Przyłożył go do jej otwartej, nabrzmiałej z podniecenia i wilgotnej szparki po czy pchnął powoli w jej gorące wnętrze. Jęknęła przeciągle wypuszczając powietrze kiedy poczuła jak fiut jej męża przesuwa się w głąb niej trąc po sączących z podniecenia ściankach cipki. I jęczała dalej, z każdym posunięciem kiedy leżała na jego klatce, przyjmując łapczywie wtłaczaną w nią przyjemność. Jego gorący oddech buszował w jej włosach…

— Boże, Piotrek, jak cudownie!! — wydyszała.

— Mi też, kocham cię Dorota ! Uwielbiam seks z tobą!

Na potwierdzenie swoich słów zwiększył ucisk na macanych cyckach i zaczął lizać i kąsać jej szyję. Dorota, zaczęła odchodzić od zmysłów, jedyne czego teraz mogła chcieć bardziej to tego, żeby w niej skończył…

— Piotruś, oszaleje zaraz, nie przestawaj, mocniej!!

Żeby mu pomóc sięgnęła między nogi i otwartą dłonią pocierała spodnią stronę posuwającego ją fiuta….

— Dalej, nie przestawaj aż do samego końca…

Najpierw poczuła jego jęk przy uchu, dopiero potem pulsowanie penisa zmierzające w stronę jej wnętrza, które zaczęło wypełniać się tryskającą spermą. Z każdy jego pchnięciem czuła jak jego penis coraz mocniej oblepia się mieszanką wyrzuconego nasienia i jej śluzu, obłędnie masując jej cipkę. Orgazm, który się po niej przetaczał się falami po jej ciele zostawiał gorącą rozkosz, a pulsująca szparka łapczywie wsysała reszty jego nasienia.

Leżeli nieruchomi, dyszący, spojeni wymieszanym potem i swoimi sokami… Pierwsza ruszyła się Dorota, wyślizgnęła się z objęć swojego męża i usiadła. Spojrzała między swoje nogi… Boże! Całe krocze miała lśniące i oblepione od jego spustu, a na granicach ich ciał utworzył się nawet małe kałuże… Delikatnie chwyciła kurczącego się członka męża i wstała, żeby nie podrażnić przewrażliwionego ciała. Kiedy wysunął się z niej, sperma ze słyszanym pluskiem, niczym zaczęła wypływać i kapać z jej warg na brzuch Piotrka i rozlewać się na boki. Zatrzymała się w pół ruchu.

— Boże! Ile ty tego miałeś! Gdzie ci się to wszystko zmieściło?!

— Haha! Pytanie gdzie tobie się to wszystko zmieściło!

— Kurde! Właśnie widzisz, że się nie zmieściło! Masz jakieś chusteczki?

— W kieszeni nie.

Widać, że był rozluźniony po orgazmie i nie śpieszyło mu się z pomocą. Na klęczkach przesunęła się bliżej jego klatki. Twarz miał teraz dosłownie centymetry od jej kapiącej szparki.

— To znajdź jakieś! Bo zaraz wszystko pobrudzę! Albo mi pomożesz, albo będziesz zaraz wszystko zlizywał!

— Błe! Weź przestań! — aż podniósł głos i skręcił się z niesmaku.

— O proszę jaki wrażliwiec? — wypięła się lekko w stronę jego twarzy specjalnie go drażniąc—Jak ci się nie chce mi wstać, to możesz wylizać mnie do czysta, jak się nałykasz takich ilości swojej spermy, to może od razu będziesz mógł wystrzelić drugi raz taką samą ilość? I tak w kółko, co? Sprawdzimy?

— Dorota, weź, zaraz puszczę pawia! Przestań, proszę! Już, już wstaje!

Wrócił szybko z łazienki z paczką chusteczek

— Ale masz minę! Jakbym ci kazała wąchać tygodniowe skarpetki!

— W sumie blisko, a nawet gorzej.

— Facetów aż tak to brzydzi? Jakoś kobiety nie mają takiego wstrętu do swoich soczków, więc dziwi mnie ta fascynacja wytryskami i lęk przed zawartością jak diabeł przed wodą święconą…

— Po prostu błe, ok? i na tym skończmy.

— Dobra, już kończę, bo jeszcze zwrócisz tu tego drinka co się na nim napracowałam. Wskakujemy pod prysznic i lecimy na miasto!

Umyli się wspólnie pod prysznicem i szybko ubrali. Popijali drinki w oczekiwaniu na taksówkę, która zawiozła ich do japońskiej restauracji gdzie zamówili sobie pikantny ramen, który miał ich rozgrzać na resztę wieczoru.

Uśmiechali się do siebie patrząc sobie w oczy i trzymając za ręce jak zakochane kundle.

— Wiesz, miałaś rację. Rozumiem, nie można tak ciągle tylko pracować. Zależy mi bardzo na tym kontrakcie bo to jest złoty strzał, ale widzę, że mamy spory zapas czasu. Możemy sobie zrobić jakiś nieduży wypad.

— W święta nie ma co jechać… to może przedłużony sylwester? Tak ze trzy dni chociaż?

— Chętnie. Gdzie byś chciała pojechać?

— A ty ?

— A ja pierwszy spytałem!

— Wszędzie! Hahaha!

— Dobrze, specjalnie dla ciebie poszukam takiej wycieczki.

Po kolacji poszli do klubu. Tańczyli i bawili się jak na studiach. Dorota nie miała pojęcia jak brakowało jej towarzystwa, nawet anonimowych ludzi, którzy bawili się wokół niej. Ostatni czas był wypełniony pracą niemal na dwóch etatach, a teraz mogła w końcu podglądać, obgadywać i żartować z otaczającego ją tłumu. Wrócili późno zrelaksowani, upojeni pozytywną energią i z naładowanymi bateriami. To był wspaniały wieczór, który chciała, żeby się nie kończył…

Obudziła się o dziesiątej sama w łóżku. Nie wierzyła w godzinę na zegarku, bo zawsze wstała o tej samej porze, nawet w weekendy, żeby się nie wybić z rytmu. Jeszcze lekko rozespana, jednak nie mniej zadowolona z wypoczynku wyszła z sypialni. Zauważyła, że Piotrek siedzi już przy komputerze z rozłożonymi ich portfelami i paszportami.

— Cześć roszpunko! —  uśmiechnął się szeroko.

Dotknęła włosów i kwaśną miną zrozumiała, że ma na głowie stóg siana.

— Cześć kochani, już pracujesz? Jadłeś śniadanie?

— Jeszcze nie jadłem i nie pracuję. Myślałem w nocy o tym co mi powiedziałeś, wstałem dość wcześnie i stwierdziłem że znajdę nam jakiś fajny wyjazd.

— Znając ciebie pewnie będzie grała Taylor Swift, a Gordon Ramsay będzie gotował ??

— Hahaha, może nie aż tak, ale też fajnie. Zobacz: Sylwester… w samolocie… lecimy na zachód… zaliczymy nowy rok w kilku strefach czasowych. Impreza jest 24 godziny na dobę, każdy sobie wybiera kiedy chce odpocząć na górnym pokładzie, a kiedy pobawić się na dolnym. Myślę, że to dobra oferta dla osoby, która chce pojechać “wszędzie”?

— No brzmi jak nie z tej ziemi! Pokaż zdjęcia. O wooooow! To samolot może tak wyglądać?? Przecież to jak hotel! Przesuń w dół co zapewniają… Bez jaj, nawet prysznic, szczoteczki, klapki, szampan na śniadanie? To jest chyba niemożliwe… A przesuń jeszcze w dół. No przesuń mówię! Weź, daj mi tą myszkę.

Sięgnęła i przejechała do końca strony gdzie podana była cena. Zamarła patrząc i próbując poskładać szereg cyfr w cenę wycieczki.

— Ja pierdolę…

Dorota klęła tak rzadko, że każdy bluzg był jak bomba atomowa.

— Oszalałeś chyba! Przecież za to można kupić auto, to znaczy ileś aut?!

— Ale składa się idealnie, bo to jest pierwsza taka impreza, więc cena i tak jest niższa, dolecieć możemy z Warszawy, więc też nieźle no i to tylko i aż trzy dni. I mam kilka postojów na krótkie zwiedzanie stolic…

— Widziałeś cenę?!

—Widziałem. Wiem, że jesteś zaskoczona, ale inne pytanie jest ważniejsze.

Westchnęła… Nie wiedziała, czy częściej kocha, czy nienawidzi to jego szaleństwo.

— No? Jakie?

— Chcesz siedzieć przy oknie czy przy przejściu? Już kupiłem bilety….


Teraz stojąc przed lustrem, w norze zwanej mieszkaniem, odtwarzała i pielęgnowała sobie te wszystkie piękne chwile. Trzymała się ich mocno bo dodawały jej siły na każdy następny dzień… Włożyła swoje domowe dresy których szczerzenie nie znosiła. Miała je nie wiadomo od ilu lat, ale nie kupowała nowego bo było jej szkoda pieniędzy, a poza tym nikt jej w tym nie widział. Co prawda w domu był też Piotrek, jej mąż, ale tak naprawdę też je nie widział… Przez te wszystkie długie nadgodziny i wszelkie możliwe dodatkowe obowiązki wracała do domu jak do pokoju hotelowego, który dodatkowo musiała ogarniać. Z żony, partnerki, przyjaciółki, kochanki, została zdegradowana do co najwyżej współlokatorki, którą można pomacać raz na ruski rok.

Przerwała te złe myśli i opędziła się od nich. Czekała ją jeszcze rozmowa z mężem, która zapewne łatwa nie będzie. Zmyła makijaż, odświeżyła się i wyszła z łazienki. Weszła z powrotem do kuchni, zrobiła sobie herbatę i siedziała patrząc jak się zaparza wypuszczając spiralkę pary. Cisza. Spokój. Coraz wyraźniej goszczący się w głowie spokój…  Na przyszły miesiąc nie wzięła jeszcze żadnych nadgodzin, i z zadowoleniem stwierdziła, że już nie będzie musiała. Uśmiechnęła się do siebie i policzyła w głowie ile wolnego czasu będzie nagle miała. Poczuła lekki niepokój, no bo co właściwie zrobi z tym wolnymi popołudniami? Przez większość życia uczyła się, albo pracowała tyle i mogła albo ile trzeba było… Trochę się wzdrygnęła na myśl, że miała by siedzieć całymi godzinami z Piotrkiem w jednym mieszkaniu. Chyba przyzwała go myślami, a może zaniepokoiła swoją ciszą, bo pojawił się w drzwiach.

— Wszystko w porządku? Jak tam w pracy? — zagaił zapominając udać zainteresowanie.

— W porządku, sporo było, ale do ogarnięcia — odpowiedziała zwyczajnie, nie chcąc rozwijać tematu, ale słowa same popłynęły — Wiesz jaki jest dzisiaj dzień?

Wydawał się zaskoczony. Zaczął obmacywać kieszenie w poszukiwaniu komórki, której nie znalazł i rozejrzał się po kuchni w poszukiwaniu kalendarza.

— Nie…? Mamy tu kalendarz? Ten jest z zeszłego roku, nie mamy nowego?

— A kupiłeś?

To proste pytanie, które zawisło w powietrzu było aż nadto wymowne i niosło za sobą znacznie więcej niż oboje przypuszczali.

— Nie.

— No to nie ma.

Cisza.

— Ej, bo mnie stresujesz, przecież urodziny masz w maju, a rocznicę mamy w sierpniu? To znaczy we wrześniu!

Znów cisza.

— Dzisiaj spłaciłam… — zacisnęła usta. — Spłaciliśmy kredyt.

— A ! No tak! Przecież! No tak, mamy styczeń!  Wow ale to szybko minęło…

— Mi nie mijało szybko.

— Nie no, nie mówię, że było przyjemnie, ale dobrze, że mamy to już za sobą, prawda?

— Prawda — westchnęła ciężko. — Piotrek… Musimy to zmienić. Moją pracę, twoje… zlecenia. Ostatnio pracowałam od  rana do nocy, brałam wszystkie możliwe nadgodziny, żeby tylko spłacić ten cholerny kredyt. Teraz kiedy już wszystko spłaciliśmy nie ma powodu, żebym pracowała w takim tempie, z resztą już nie dam rady tak dłużej funkcjonować…

— Okej, rozumie się przecież też trzeba mieć kiedy żyć, prawda?

— To się wiążę z tym, że będziemy mieli też mniej pieniędzy co miesiąc.

— Słuchaj, nie martw się, daliśmy radę z kredytem, damy radę z trochę mniejszą wypłatą.

Tłumiła jak mogła rosnący gniew. “damy radę”, “spłacimy”, “policzymy to” mdliło ją od tej liczby mnogiej, bo oznaczało to tylko i wyłącznie jej pracę i odpowiedzialność. To ona pracowała po 12 godzin, ona zasypiała ze zmęczenia w autobusie i mijała swój przystanek, to ona co miesiąc liczyła co do złotówki ile mogą wydać!

— Piotrek, chcę powiedzieć, że już najwyższy czas, żebyś… Żebyś znalazł normalną pracę, i mnie odciążył. Nie jestem w stanie dalej pracować za dwóch.

— Dorota, rozumiem, że jesteś zmęczona, ale ja też pracuję, ok? To, że nie wychodzę z domu nie znaczy, że nic nie robię, rynek znowu zaczyna się zbierać po covidzie, widać, że zaraz będą startowały kolejne porządne przetargi…

— Piotrek — przerwała mu podniesionym głosem, czego nigdy nie robiła. — Ile lat ten twój rynek się zbiera?? Ile zrobiłeś przez ten czas??

Zamilkł zupełnie zaskoczony. To nie będzie rozmowa jak dziesiątki podobne do tej pory.

— Czy której twoje zlecenie zapłaciło za nasze życie dłużej niż na dwa tygodnie? Ile ich w sumie miałeś? Przepraszam, że ci to mówię… Kocham cię, widzę, że też cierpisz z powodu tego co miało być, a co jest… Ale tak w życiu bywa. Minął kolejny rok, próbowałeś i nie zdarzyło się nic! — krzyknęła mimowolnie. — Przepraszam, ale nie zdarzyło się nic… Nie założyłeś firmy, nie masz żadnego kontraktu, przetargu czy nawet obietnicy. Świat się zmienił i nie zawróci specjalnie tylko dla ciebie. Trzeba spojrzeć prawdzie w oczy. Nie ma na co czekać. Jeżeli mamy normalnie żyć to potrzebujesz normalnej pracy. Wiem, że to będzie poniżej twoich ambicji i kwalifikacji, ale… Pieniądz to pieniądz.

Obyło się bez krzyków. Ze łzami w oczach wypunktowała wszystko co się do tej pory zdarzyło i to właśnie Zabolało go bardziej niż się spodziewał. Myśl, że miałby iść do “normalnej pracy” byłaby obwieszczeniem całemu światu, że poniósł sromotną porażkę… Czuł, ze zalewa go fala wściekłości, którą ledwie tłumił. Starał się kontrolować cedząc słowa przez zaciśnięte zęby.

— Nie po to zaharowywałem się na śmierć, żeby teraz być wyrobnikiem w jakimś korpogównie za żałosne pieniądze!

— Korpogówno płaciło mi na tyle, że byłam w stanie sama utrzymać siebie, ciebie i twój kredyt.

— Mówisz tak jakbym jak nic nie robił! Z moich pieniędzy korzystaliśmy oboje! Ten kredyt miał być dla nas obojga!

Krzyczał coraz głośniej i w furię wprowadzał go jej cichy i monotonny głos.

— Kto miał dostęp do wszystkich kont? Kto był tą głupią która mówiła, że te umowy są cholernie stronnicze? Kto decydował ile i na jaki cel wziąć kredyt?? I kto na końcu za to wszystko zapłacił?!

Piotrek był wręcz purpurowy na twarzy ze wściekłości. Chciał się jej odszczekać, tylko czym…

— Jeżeli chcesz to przynieś swoją komórkę i policzmy ile przez ten czas zarobiłeś ty, a ile ja. Nie chcę się licytować i porównywać. Chcę ci pokazać, gdzie są teraz pieniądze. Żadne zwrotne kwoty, ale normalne wypłaty, które wystarczają ludziom na normalne życie.

Zaczął bezładnie krzyczeć swoje frazesy od rynkach, odkuciu się, trendach, o tym jak się zna na biznesie… Opuściła głowę i starała się myślami być gdziekolwiek indziej. Kiedy umilkł i ochłonął zadała mu tylko jedno pytanie.

— Chciałabym… żebyśmy oboje mieli normalne, zwyczajne życie. Żebyśmy oboje mieli pracę z której się wychodzi o 16 i całkowicie o niej zapomina, wraca do domu, do drugiej, ukochanej osoby i spędza się z nią całe popołudnie i wszystkie weekendy. Mi wystarczy tylko tyle. Jesteś w stanie to dla mnie zrobić, po tym co ja zrobiłam dla ciebie?

Tego było już dla niego za wiele. Odwrócił się bez słowa i zamknął w swoim pokoju. Odwlekała tą konieczną rozmowę mimo, że przewidywała jak się skończy. Teraz już miała to za sobą. W sumie poczuła nawet ulgę…  mimo wszystko… Nie chciała teraz, w takim dniu być w mieszkaniu, gdzie atmosfera zrobiła się duszna. W łazience przebrała się z powrotem w ciuchy na zewnątrz i wyszła z mieszkania. Poszła do pobliskiej, niedużej restauracji i starając się nie patrzeć na ceny zamówiła sobie sałatkę, a na deser gorącą szarlotkę z lodami. Nie śpieszyła się, miała czas. Dopiero kiedy zjadła wszystko i poczuła błogie uczucie sytości zrozumiała jak mało jadła na co dzień… Było na tyle późno, że po powrocie do domu zostało jej tylko obejrzeć może jeden odcinek serialu przed pójściem spać.

Kiedy wróciła Piotrek leżał już w łóżku. Nie chciała ryzykować, że go obudzi, zaczęła więc czytać choć czuła narastające zmęczenie. Mimo, że oczy jej się zamykały i bardzo chciała się już położyć, to jeszcze bardziej chciała, żeby Piotrek zasnął i wszelkie interakcje na dzisiaj były już skończone. Czy jej mąż, ten prawdziwy: odważny, dzielny, działający jeszcze do nie wróci?

Kiedy cisza się przedłużała, a później dał słyszeć się jedynie miarowy oddech odłożyła książkę. Nawet nie wiedziała o czym były ostatnie strony, bo jedynie ślizgała się wzrokiem po czarnych maczkach na białych stronach. Przetarła oczy i spojrzała za okno. Leniwie, od niechcenia sypało grubymi płatkami śniegu, skrzącymi się na pomarańczowo od sodowych lamp ulicznych. Pomyślała, że na wszelki wypadek wstanie jutro na wcześniejszy autobus, gdyby miały być opóźnienia. No i żeby na wszelki wypadek wstać przed Piotrkiem, żeby mieć spokojny poranek. Ten śnieg, te lampy, uczucie zawieszenia w czasie przypomniały jej szczęśliwe dni zanim zaczęła się gehenna. Zamknęła oczy i przywołała wydarzenia na lotnisku które tak lubiła sobie powtarzać…


Wjechali na parking lotniska znacznie później niż chciała Dorota. Była napięta i bała się spóźnić na samolot. Po kilka razy sprawdzała czy numer lotu na telefonie zgadza się z tym na telebimie. Co chwilę zerkała czy wskazano numery bramek. Po raz setny sprawdziła numery i daty ważności paszportów. Piotrka wyraźnie bawiło, to że biegała jak kot  z pęcherzem.

— Dorota, może usiądziesz i walniesz sobie kolejkę na uspokojenie?

— Nie potrzebuję żadnej kolejki, możemy co najwyżej usiąść— ofuknęła go.

— Kotuś, to jest limitowany event ze ścisłym door selection. Tutaj to oni starają się o ciebie a nie na odwrót… Wyluzuj. Daj się porozpieszczać. Nie jesteś już nieśmiałą Dorotką z Wygwizdowa dolnego, tylko panią prezesową i możesz zacząć wymagać od ludzi którym płacisz.

— Piotrek, nie chcę żebyśmy się spóźnili, chodźmy już! — nalegała niecierpliwie Dorota.

— Kochanie, to jest czarter na ekskluzywną imprezę a nie PKS do Zgierza. Bez nas nie zaczną.

— Przecież już tu jesteśmy, co za problem podejść pod bramkę?

— Ano taki, moja kochana, że nasz czas jest w cholerę cenny. I jest tak cenny, że to zadaniem stewardessy, której czas nie jest w ogóle cenny. Ma  wyjść i nas poszukać, żebyśmy relaksowali się do ostatniej minuty. A jak będziemy zrelaksowani i zadowoleni, to może polecimy jeszcze raz za rok… Może polecimy ten lot naszym znajomym. Dlatego ktoś kto zatrudnił tą stewardessę wbił jej do głowy, że jedyne co się liczy na tej imprezie to nasze zadowolenie.

Spojrzała na niego z ukosa bez komentarza. Głęboko w sercu przyznawała mu rację, ale tak się czuła. Bała się, że za chwilę ktoś się zorientuje, że jest zwykłą szarą myszką, bilet okaże się fałszywy, a ona wróci do swojego konta…

— Nie będę piła o tej godzinie.

Powtórzyła jeszcze raz w nadziei, że przekona ją, że jednak będzie piła.

— Kochanie, masz wakacje, więc zegarek cię nie obowiązuje. A zaraz wsiądziesz do samolotu i w ciągu doby przelecisz przez wszystkie strefy czasowe na globie. Więc w sumie ten zegarek możesz nawet wyrzucić.

Z ulgą stwierdziła, że została przekonana.

— Dobra, to chodź.

Weszli do lotniskowej restauracji, gdzie tylko kilka miejsc było zajętych.

— Słucham, co dla pani?

— Podwójna whisky bez lodu.

Piotrek spojrzał na nią zaskoczony.

— Przecież ty nie lubisz whisky?

— No nie lubię, ale działa, dlatego wypiję na raz.

Piotrek razem z ekspedientką parsknęli śmiechem. Piotrek wziął dla siebie piwo i usiedli. Westchnęła ciężko. Jednocześnie irytowało ją i pociągało w Piotrku to samo — wewnętrzne, niczym nie zmącone poczucie zajebistości. Rozparł się na krześle jakby to był to on był właścicielem lokalu. Szczupły, zadbany, ubrany z niewymuszoną elegancją… Nawet nie musiał nosić najlepszych ubrań dla poprawy swojego statusu, bo to on dodawał splendoru wszystkiemu co otaczał i czułą, że również jej  to dotyczy… W markowej bluzie podkreślających jej kształtne piersi, modnych legginsach opinających jej zgrabną dupę i dobrych butach dodających kilka centymetrów — czuła się nieswojo. Zwłaszcza przy nim… Wciąż tkwiła w niej obawa, że ktoś rozpozna w niej tego nieśmiałego, małomiasteczkowego szaraczka, który przebrał się za  wielkomiejską panią…  Westchnęła ciężko i upiła duży łyk.

Nie doceniła ostrości alkoholu. Zakrztusiła się, Schowała twarz w rękach, żeby odkaszlnąć. Kiedy doszła do siebie i otarła łzy z oczu napotkała uśmiechniętą twarz Piotrka.

— I co się szczerzysz?

Uśmiechnął się jeszcze szerzej.

— To źle, że jestem miły i się uśmiecham do mojej ukochanej? Doceniam twoją próbę wyluzowania. Słuchaj. Jesteśmy tu i teraz. Jest dobrze, mamy wszystko, przyszłość mamy dobrze poukładaną. Jedyne co nas może powstrzymać to trzecia wojna światowa, albo dżuma, albo meteoryt. Naciesz się tym, co jest wokół, zamiast szukać na siłę nie istniejących zmartwień.

Westchnęła, wiedziała, że ma rację.

— No niby wiem… Tylko wiesz, że jak wszyscy moi znajomi martwią o ceny jedzenia, liczą ile starczy do pierwszego, dyskutują i promocjach, a odkąd poznałam ciebie… Nie wierzyłam, że można tyle zarabiać… No i tyle wydawać, to mi dalej wygląda na jakiś sen czy szaleństwo…

— Kotku… Różni są ludzie, różne są historie. Każdy ma to na co na co zasługuje. Widzisz ile pracujemy i wiesz, że na drukarce tych pieniędzy nie robimy. Widzisz, że dzwonią ludzie, chcą, żebyśmy dla nich robili różne projekty i tylko pytają kiedy mogą zapłacić. Tak też wygląda życie i to też jest twoje życie. Jak się nie nauczysz wydawać pieniędzy, to nigdy nie przeskoczysz. Musisz bez sensu i dla kaprysu porozpierdalać trochę kasy, żeby sobie udowodnić, że cię na to stać i luzik, nic się nie dzieje. Dobra ta whisky?

— Pytasz jakbym się znała. Niezła.

— O! No to patrz, masz teraz szansę poćwiczyć. Halo! Mogę panią poprosić??

Krzyknął przez cały, niemal pusty lokal na ekspedientkę. Dorota wręcz się skuliła od jego krzyku.

— Co ty kurde robisz ?!

— Dobra łycha? To teraz zamówisz u tej dupy najdroższą butelkę i weźmiemy sobie do samolotu.

— Oszalałeś, wiesz ile…

Przerwał jej, zanim zdążyła ugryźć się w język.

— Pięć albo dziesięć razy tyle co w biedrze i to pewnie jeszcze taka sama. Ale ciebie to teraz nie interesuje.

Uśmiechnięta kelnerka podeszła i spytała w czym może pomóc. Dorota błagalnie spojrzała na męża, ale nie odnalazła w nich chęci pomocy…

— Ja bym chciała… Jaką ma pani najdroższą whisky?

Lekko zaskoczona kelnerka musiała się chwilę zastanowić.

— Ekhm… Wydaje mi się że to będzie Dalmore, piętnastoletni, jeżeli się nie mylę.

— To ja bym poprosiła całą butelkę… Na wynos.

Starała się być nonszalancka jak tylko potrafiła, ale czuła, że powiedziała to tak zmieszanym głosem, że równie zmieszany może mieć tylko ktoś kupujący majtki i lekarstwo na rozwolnienie… Kelnerka mimowolnie spojrzała na Piotrka, ale poza lekkim uśmiechem nic nie odczytała z jego twarzy.

— To będzie kartą.

Słowa Doroty przekonały ją, że to nie żaden żart. Kiedy poszła w stronę lady Piotrek przesunął Dorocie swoją kredytówkę po stole.

— I co trudno było?

— Nie bo to twoje pieniądze.

— Ej! Nasze.

— No dobra, nie było tak źle. Chyba się przełamię. Zacznę od butów i torebek a potem będę kupowała auta, porzucała je na parkingu i wracała taksą.

Roześmiali się oboje. Kobieta wróciła z terminalem i torebką. Wystukała kwotę na terminalu i obróciła w stronę Doroty, która zobaczyła na wyświetlaczu swoją pensję. Po kilku sekundach, sztywnymi palcami wystukała kod na klawiaturze. Radosny dźwięk oznajmił, że właśnie skutecznie przejebała miesiąc swojej pracy na butelkę wódy która jej nawet nie smakuje. Obie lekko zaskoczone, że to się stało naprawdę, po czym kelnerka odeszła.

— Najlepsze jest to, że w samolocie będziesz przebywać w takim towarzystwie, że jak im wyciągniesz tą flaszkę, to historia jej kupna będzie więcej warta niż te pieprzone pół litra. Będzie miała przyjaciół, pogadacie sobie o innych historyjkach a na końcu z takiemu przyjacielowi wyświadczysz przysługę po kosztach za bańkę, czy dwie, bo w którymś momencie będzie potrzebował rady i załatwienia czegoś na szybko.

Patrzyła na niego z niepewną miną. Wiedziała, że znowu ma rację… Wiedziała, że musi zrzucić tą szarą, mysią skórkę. Że musi wyrzucić ten głos przypominający gdzie jej miejsce.  Że musi opieprzyć kogoś kto się nie stara. Że wchodząc do sklepu nie przepraszać wyglądem, że przeszkadza, tylko ogłosić wszem i wobec, że dzisiaj akurat tutaj postanowiła wydać pieniądze, więc przyjdźcie tu niewdzięcznicy i pokażcie czy na to zasługujecie!.

— Wiesz co jest jeszcze ważniejsze?

— Nie, sensei, powiedz mi…

— Że zagrałaś pewną siebie, i wyszłaś przekonująco. Nikt nie wie jaka jesteś  “naprawdę” ty, a jaka każdy inny. Każdy pokazuje się z jakiejś strony, i albo kłamie w tym troszkę, albo bardzo. Ci co udają lepiej przekonują tych udają słabiej. No i miałaś kasę, to też pomaga, ale tym co potrafią udawać trochę słabiej.. Ale najważniejsze, że zrobiłaś to wszystko z rozmazanym makijażem a tej babce nawet oko nie drgnęło, bo wiedziała z kim ma do czynienia i jak ma się zachować.

Dorota z wrażenia aż się wyprostowała. Z otwartymi z zaskoczenia ustami sięgnęła po komórkę, włączyła przednią kamerę i zdębiała. Wyglądała jak wyruchana w twarz tania aktorka porno!

— Kurwa mać! — zasyczał wściekła. — Gapisz się na mnie i nawet się słowem nie odezwiesz?!

— Cóż, wyglądasz jak wyruchana w twarz topowa aktorka porno, ale nie dałaś po sobie nic poznać. Widzisz? najlepiej się udaje, jak nawet nie wiesz, że masz wady.

Zdenerwowała się nie na żarty. Dopiła swoją szklaneczkę i ruszyła w stronę łazienki. Piotrek ruszył za nią. Widział jaka jest rozjuszona i nie chciał, żeby ten moment rozszedł się po kościach bez ważnej lekcji. W momencie obmyślił plan

— Co ty robisz?! Zostań tu i pilnuj bagaży.

— Ona popilnuje. Halo! Przepraszam panią! Może pani zerknąć na nasze bagaże? Idziemy do łazienki.

Kelnerka skinęła głową. Oczywiście, że zrobi to z przyjemnością, z taką samą z jakim obwieści szefowej, co dzisiaj sprzedała.

Dorota weszła do damskiej łazienki — w głębi widziała tylko szereg kabin toaletowych. Musiała chwilę poszukać umywalek, skręciła w prawa i zobaczyła ich rząd po prawej. Położyła torebkę na blacie, wyciągnęła podręczne kosmetyki i zaczęła się sobie przyglądać z bliska… Tusz do rzęs spłynął jej aż do policzków. Boże, dobrze, że przynajmniej tak mało ludzi jest teraz na lotnisku, że nie musieli jej oglądać… Zaczęła grzebać w swoich przyborach, kiedy zobaczyła kątem oka ruch…

— Co ty tutaj robisz ?! To jest damska łazienka!

Była bardziej zaskoczona niż oburzona zachowaniem Piotrka.

— Wyluzuj, nikogo tutaj nie ma.

— Ciszej! ktoś może być w kabinie! Jeszcze cię wezmą za jakiegoś zboczeńca i pojedziesz na komisariat a nie dookoła świata.

Uśmiechnął się pobłażliwie, uklęknął na ziemi  spojrzał na prześwit między drzwiami kabin a podłogą.

— Pusto.

Westchnęła ciężko. Po raz setny! To on się bawił, a ona martwiła i to cudzymi zmartwieniami. Wróciła do swojego odbicia w lustrze. Chciała zrobić ze sobą porządek, ale ręka jej drżała ze zdenerwowania i nie umiała się zdecydować od czego zacząć. Wzięła chusteczkę do demakijażu i postanowiła skupić się na konturze rzęs, może to ją uspokoi…

Zdążyła wykonać ledwie jeden ruch, kiedy jej mąż, nie znający słowa “odpowiedni moment”, objął ją od tyłu przylegając do niej całym ciałem. Jej ręka zafalowała w pobliżu oka.

— Czy ty chociaż na chwilę możesz mi dać spokój i pozwolić się ogarnąć ??

— No już moja chmurko burzowa, spokojnie…

Zacisnęła usta i postanowiła, że będzie dzielna, oziębła, stanowcza i nie będzie reagowała na jego grubiańskie zaloty. Wróciła do demakijażu nawet kiedy rozpiął jej bluzę i zaczął miętosić jej piersi ledwie schowane za cienkim topem. Robił to przynajmniej na tyle umiejętnie, że jej nie przeszkadzał. Chociaż jej uwaga powoli i stopniowo przenosiła się z twarzy w dół ciała… Kiedy masował jej brzuch i podbrzusze, jednocześnie szczypiąc sutek już tylko patrzyła w swoje wypieki rozkwitające na policzkach i dekolcie. Nie zwróciła uwagi, kiedy na krótką chwilę ręce przestały ją pieścić z a jej plecami rozległ się krótki , metaliczny odgłos rozpinanego paska.

Nagle, kiedy poczuła, że opuszcza jej legginsy wraz majtkami do kolan, przetrzeźwiała w momencie.

— Pojebało cię !? Zaraz ktoś tu wejdzie!

Rozglądała się panicznie i w pośpiechu zaczęła ubierać nagle odsłonięty tyłek, ale przyciśnięty do niego mąż już wsadził sztywniejącego członka między jej uda. Korzystając z tego, że ręce miała zajęte szarpaniem się z majtkami, sięgnął szybko do jej piersi i wyciągnął je z bluzeczki.

— Jak ktoś wejdzie to będzie musiał przeprosić, że przeszkadza i poszukać innej łazienki… —  Dyszał jej do ucha podniecony, już poza granicą gdzie mózg miał coś do powiedzenia.

Mieszanka strachu, podniecenia, obawy przed byciem przyłapanym przyprawiła ją o zawrót głowy. Jednocześnie chciała się schować, zostać odkryta, kochać się i dać Piotrkowi w twarz!

On natomiast wiedział czego chce, i wiedział, że mu ulegnie, bo zawsze ulegała. Nie dlatego, że ją zmuszał, tylko dlatego, że pokazywał jej, że świat nie zagrzmi świętym oburzeniem kiedy Dorota zrealizuje swoje głęboko schowane marzenia. Nawet te do których sama przed sobą nie chciała się przyznać…

Żeby nie stracić równowagi oparła się rękami o brzeg umywalki. Poczuła ledwie kilka ruchów jego fiuta masującego jej wargi. Skorzystał z jej wahania i pchnął ją stanowczo. Wszedł w nią… Powolnym, mocnym ruchem, do samego dnia, aż poczuła jego jajka dociskające się do jej muszelki… Kiedy otwarła oczy zobaczyła jakie są szkliste z podniecenia w lustrze, dosłownie centymetry od niej. Wycofał się na tyle, że zostawił w niej samą główkę, po czym niespiesznym tempem zaczął ją posuwać za każdym razem odbijając się od jej pośladków mokrym plasknięciem.

Patrzyła w swoje odbicie, na wypełniające się żyły na szyi, na jej uwolnione piersi kołyszące się wraz z każdym jego pchnięciem i przede wszystkim na swoja twarz… W ekstazie, czekającą z utęsknieniem po każdej sekundzie przerwy na kolejne wypełnienie cipki kolejną dawką podniecenia. Patrzyła na swój rozmazany makijaż, czuła swój pot, czuła zapach swojej mokrej pizdy i nie mogła się tym nasycić… Boże kiedy ona nauczyła się tak mówić?! Co on z nią robi?? Przy każdym ich zbliżeniu pedantycznie dbała o czystość przed i po, a zwłaszcza po seksie… Teraz myślała tylko o tym, żeby rozmazywać na własnych ciałach ich soki, ocierać się i zlizywać je z siebie w pożądaniu…

Odepchnęła go, obróciła się i klęknęła przed nim. Wsadziła sobie główkę jego penisa w usta i zaczęła zlizywać z niego językiem ich wymieszane soki… Jęczała ze smaku i z podniecenia nabijając się coraz głębiej w łapczywym poszukiwaniu kolejnej pysznej porcji… Piotrek zachłysnął się wrażenia kiedy jej język ślizgał się po spodniej stronie jego fiuta. Napierała na niego swoimi ustami… Ale kiedy połknęła go niemal całego i lizała jądra wyciągniętym językiem zaniemówił z wrażenia — jego wrażliwa i rozważna żona właśnie obrabiała mu fiuta niczym zawodowa aktorka porno.

Kiedy poczuła, że zlizała już wszystko, wróciła do swojej poprzedniej pozycji. Sięgnęła ręką między nogami, złapała jego penisa i przyciągnęła wprowadzając go w swoje wnętrze. Przyłożyła mu dłonie na swoje piersi dociskając mocno i obracając głową w boku szukała swoimi ustami jego. Nabijał ją na siebie mocną próbując całować jej drgające lubieżnym uśmiechu usta.

 — Skończ we mnie… Chcę poczuć jak mi tryskasz w cipce…. zrób mi to! —  wydyszła mu gorącym oddechem prosto w twarz.

Słowa zadziałały jak narkotyk. Nabijał ją mocnymi pchnięciami, które zmuszały ją raz po raz do stawania na palcach, żeby przyjąć go w całości, ale bez bólu i wkrótce zaczął się w nią spuszczać… Lizała mu policzek śmiejąc się, łapiąc oddech i jęcząc jednocześnie… Z przyjemnością poczuła i usłyszała jak nasienie, które nie mieściła się w jej pochwie ściekała jej po udach wzmacniający dźwięk ich obijających się bioder.

Oparła się o brzeg umywalki Oddychała ciężki, podobnie jak on, wciąż w jej wnętrzu, z rękami zaciskającymi się na jej pośladkach. Patrzyli na swoje odbicia w lustrze, spoceni, zachwyceni sobą… Ich intymny moment przerwał głos dobiegający z głośników.

— Ostatnich pasażerów Pana Piotra i Panią Dorotę podróżujących z biurem Global Travel na lot “ucieczka przed rokiem 2020” zapraszamy na pokład samolotu do bramki numer cztery. Powtarzam, zapraszam Pana Piotra i Panią Dorotę do ucieczki przed rokiem 2020 do bramki numer cztery.

W ich spojrzeniach pojawiła się panika, całkowicie stracili poczucie czasu! Piotrek  wysunął się z niej i jednym ruchem podciągnął jej majtki i legginsy na miejsce!

— Co ty robisz?! Mam całą cipkę pełną od twojej spermy!

— Teraz to już nie ma żartów, to było ostatnie wezwanie!

Wściekła, że postawił ją przed faktem dokonanym, ale wyrwała dwie garści chusteczek do demakijażu, jedną szybko wytarła twarz, drugą podtarła się na tyle ile mogła. Pośpiesznie  wyszli z łazienki, mijając w drzwiach zdezorientowaną staruszkę, która wróciła się przed drzwi, żeby sprawdzić jeszcze raz czy aby na pewno weszła do dobrego pomieszczenia. Na korytarzu rozejrzeli się nerwowo i zobaczyli stewardessę idącą z tabletem przed sobą z wyświetlonym ich nazwiskiem. Pomachali jej z daleka, a Piotrek poleciał po bagaże. Cała trójka szybkim tempem udała się do bramki i do rękawa samolotu. Pozostali pasażerowie byli pochłonięci swoimi sprawami i nawet nie obrzucili ich jednym spojrzeniem. Kiedy zajęli swoje miejsca Dorota zesztywniała. Piotrek spojrzał na nią z zaciekawieniem, domyślił się co właśnie zdarzyło się między jej nogami kiedy usiadła. Kwaśny uśmiech na jej twarzy tłumaczył wszystko.

Na szczęście ma kilka rzeczy na przebraniem, pomyślała. Nie jest źle… Wpadła jej do głowy sprośna myśl i zastanawiała się czy powiedzieć o niej mężowi… Zastanawiała się, czy będzie kiedyś bawiła się w towarzystwie, gdzie będą opowiadali sobie o takich historiach jak ta dzisiaj w łazience, i robić, hmmm… “przysługi”. Nie, może następnym razem. Zapięła pasy czując ekscytację przed nadchodzącym lotem i imprezą. Zastanawiała się, czy ten lot jak i  nowy rok zaczną od turbulencji czy też wszystko pójdzie gładko…


W styczniu obkupili się w sprzęt do firmy pod korek. Tak jak myśleli, dzięki znajomościami Tadka wygrali wszystkie przetargi o które się starali. Kary umowne opiewały na grube miliony, ale Piotrek się nie bał, bo wiedział, że poradzi sobie w każdej sytuacji.

Świat pokazał mu, że się mylił. W marcu, świat przerażony epidemią covid zatrzymał się w momencie. Wszyscy zagraniczni kontrahenci powtarzali jak mantrę: “Nie mamy sprzętu”, “nie produkujemy”, “nie wysyłamy”, “nie wiemy”. Piotrek wył, błagał, dzwonił, groził, obrażał, wszystko żeby tylko dostać sprzęt, bo czas który miał grać na jego korzyść zamienił się w kata. Dzwonił do każdego który cokolwiek znaczył w tym kraju. Przedsiębiorcy z pierwszych stron Forbesa, ludzie maszynki do zarabiania pieniędzy zniknęli. Z rekinów biznesu zmienili się w oszalałe z przerażenia bydło. Dezynfekowali telefony w mikrofalówce, pili wybielacz, zamykali się w piwnicy, byle tylko wirus przenoszony przez 5g nie przedostał się do ich osłabienia aury.

Tadek również przestał odbierać telefony. Najpierw prośbami, potem już obelgami i groźbami Piotrek zapychał jego pocztę głosową. Kiedy zapłakana Dorota powiedziała, że jego syn napisał do niej w internetowym komunikatorze informując, że Tadek zmarł na intensywnej terapii, ledwie kilka dni po pierwszych objawach nie uwierzył jej. Stwierdził, że się gówno zna, że on by tego im nie zrobił… Starała się mu tłumaczyć, ale tylko kazał jej spierdalać i traktował jak najgorszego wroga. Z przerażeniem stwierdziła, że zupełnie stracił z rzeczywistością i nie przyjmował do wiadomości nic poza swoimi urojeniami.

Wszystkie firmy tonęły i chwytały się każdego kruczka prawnego byle tylko zmienić warunki umów i odzyskać jakiekolwiek pieniądze, byle przedłużyć swoją agonię. Firma Piotrka był na dnie tej hierarchii. Zobowiązał się do wielu rzeczy, żeby tylko się wybić w dobrych czasach, ale kiedy nadszedł krach w ekspresowym tempie zaczynały przychodzić wezwania do zapłaty i kary umowne. Dorota zamknięta jak w klatce z szalejącym Piotrkiem nie wiedziała co ma robić. Dzwonił do firm, prawników, ale nie dawało to nic. W końcu stwierdził, że ma już to gdzieś, i poza wyrzucaniem pism nie robił prawie nic. On wstawał w południe, ślęczał godzinami przed telewizorem i zasypiał od pitego o każdej godzinie alkoholu.  Jej krzyki w ogóle nie robiły na nim wrażenia. Potem nie spał przez kilka dni pod rząd szukając inwestycyjnego złotego graala, który  powrotem wyniesie ich na wyżyny.

Wyciągnęła z kosza wszystkie wyrzucone listy i zaczęła je przeglądać. Kiedy podliczyła sumę potencjalnych kar do pięciu milionów wybiegła do łazienki i zwymiotowała. Poczuła że została sama na tym świecie.  Że stoi, chwiejąc się na krawędzi piekielnego kotła i tylko chwila nieuwagi dzieli ją przed upadkiem. Przez dwa dni też piła i płakała. Kiedy skończył się alkohol posprzątała całe mieszkanie, przyjęła do wiadomości, że Piotrek przestał znaczyć cokolwiek i usiadła z powrotem do papierów. Od rana do nocy czytała ustawy i kodeksy, szukała w intrenecie analiz prawnych. Powoli bardzo powoli pojawiał się promyk nadziei, że być może z części kar się wybronią.

Po długich tygodniach i bezsennych nocach okazało się, że jako amatorski prawnik-cwaniaka Dorota radzi sobie bardzo dobrze. Na każdy argument  skarżącej się firmy miała trzy swoje. Dzięki temu udało jej przewlekać dwie firmy tak długo aż upadły a wraz z nimi ich żądania. Dwa miliony mniej.

 Na kolejną firmę z całym działem prawnym była za słaba. Pogodziła się już z przegraną, kiedy w papierach Piotrka zauważyła, że mają z Piotrkiem kupione ich udziały. Niewiele… Zaczęła szukać i okazało się, że ich konkurenci mają na tyle dużo, że z pakietem Piotra mogą ich przejąć. Zadzwoniła do obu prezesów proponując licytację kto da więcej. Jeden był bardzo zadowolony, drugi wył i ryczał, że skończy w lesie zerżnięta z ujebaną głową. Za jednym zamachem zmniejszył dług o kolejny milion i pięćdziesiąt tysięcy z osobistej kieszeni prezesa w zamian za skasowanie rozmowy w której je groził.

Zostało trzy i pół miliona. Jedyne co mogła zrobić to sprzedać firmę na części i mieszkanie. Rozmowa z Piotrem była jak kłótnia ze schizofrenikiem. Miał swój świat, który tylko czekał na jego wielki powrót i kolejne biznesy, jak naćpany szukał start-upów od Maroka do Indonezji w które może zainwestować nieistniejącymi pieniędzmi. To nie miało sensu… Podłożyła mu pełnomocnictwo, sprzedała firmę za śmieszne pieniądze, a mieszkanie z kolei za absurdalnie wysoką kwotę. Potem sprzedała auto. Przypomniało jej się, że w szafie ma dużo topowych, prawie nie noszonych ubrań. Nie wierzyła, że ktokolwiek to kupi, ale zdziwiła się. Kolejne kilkadziesiąt tysięcy do przodu.

Przeprowadzili się do zapuszczonego małego mieszkania na końcu miasta, a za część kasy ze sprzedanych mebli z poprzedniego mieszkania kupiła w intrenecie używane rupiecie za grosze. Reszta poszła na spłaty. Usiadła przy stole w kuchni pamiętającej czasy PRLu i liczyła. Kilkaset tysięcy do oddania. Z jej jednej pensji… Popatrzyła w głąb pokoju na człowieka, który kiedyś był Piotrkiem zdolnym podbić świat, a teraz był rozwalonym na kanapie cieniem. Oziębły, niemiły, wrogi… Policzyła wszystkie wydatki, kredyty, odsetki jeszcze raz i zapłakała. Nie z rozpaczy, tylko z żalu, bo dokładnie, co do miesiąca wiedziała ile lat będzie musiała pracować, zanim wyjdzie na prostą. Kiedy ostatnia łza spadła na stół, wytarła twarz i sięgnęła do tabletu. Weszła na firmowy intranet i wpisała się na wszystkie dostępne nadgodziny na najbliższy kwartał. Potem na kolejny i kolejny… Żyjąc tak od grafiku do grafiku kiedyś dobrnie po tych wszystkich latach do tego dnia będzie już wolna… Wolna?

100
bd/10
Podziel się ze znajomymi

Jak Ci się podobało?

Średnia: 0/10 (0 głosy oddane)

Teksty o podobnej tematyce:

pokątne opowiadania erotyczne
Witamy na Pokatne.pl

Serwis zawiera treści o charakterze erotycznym, przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich.
Decydując się na wejście na strony serwisu Pokatne.pl potwierdzasz, że jesteś osobą pełnoletnią.

Pliki cookies i polityka prywatności

Zgodnie z rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r (RODO). Potrzebujemy Twojej zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych przechowywanych w plikach cookies.
Zgadzam się na przechowywanie na urządzeniu, z którego korzystam tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie moich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania przeze mnie ze stron internetowej lub serwisów oraz innych parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych i w celach analitycznych.
Więcej informacji na ten temat znajdziesz w regulaminie serwisu.