Karmin zmysłowo muśnięty szeptu bryzą rozchylił nadzieją późny wieczór ćmy ciekawskie wędrują po szybie zaglądając bezwstydnie pod firankę zrozpaczone kieliszki cierpią tęsknotą porzucone w otchłani zwyczajności cisza półmrok ciepło zamknięte w oczekiwaniu nadchodzi noc litościwym mrokiem kryjąc rozedrgane zawstydzenie
Niezmiernie dłuży się czas do wieczora. Zakończyć może czekania udrękę Jedynie chwila, gdy się z Tobą spotkam I w końcu z Twych ramion zsunę sukienkę. Za to nocą za szybko czas ucieka. Tak nie oddałaś się jeszcze nikomu. Pomagam Ci zapiąć zamek na plecach, Znowu musimy wrócić do swych domów.
Mijamy się obojętnie Nie patrzą w słońce A pod nogi żeby nie upaść Żeby minąć jeszcze raz I nie zauważyć Że znowu nie mamy celu Mijamy się bez słów Bez uczucia w oczach Nie ma w nas uśmiechu Ale wciąż wierzymy Że w końcu uda się Zobaczyć chociaż skrawek nieba Zobaczyć świat Z innej perspektywy Swojego serca
Czy głęboki znasz sonet, czy bajkę czy fraszkę W którym człowiek pełen seksu łapie za apaszkę? Bo apaszka jest na szyi - zatem bardzo blisko rozpalić niespiesznie ...w kobiecie .....ognisko Zdejmowanie tej apaszki raźno czynić trzeba Bo i wtedy czyn jest mocny ...aby miękka gleba Gleba-runo leśne, łąkowe - sprawnie do działania A kobieta to odczuje ...to Coś nie do dodania...
Ryzykownie zostawiać, uchylone drzwi do serca. Nigdy nie wiesz kto podąży, za smugą światła. Potem jest już za późno na opamiętanie. Zostaje tylko żar ust, bezwstydny dotyk, niewinność ciała. Uważaj. Prawa nie stworzono dla miłości.
Zrozumiałem całą tą miłość Tą której jeszcze nie znałem Poczułem ją całym sobą Po całe swoje jestestwo Teraz już wiem jak rozmawiać z tobą Jak cię pojmować i czuć Rozumiem każde słowo Które mi dajesz sobą Mogę patrzeć bez obawy W twoje oczy Przepełnione smutkiem Nietolerancji i zła Które tak bardzo pochłania Cały ten świat Który nas otacza Ale ty wiesz jak kochać I jak przebaczać Za każde potknięcie Za każdy upadek Ty kochasz mnie bardziej Nie oczekujesz nic w zamian Czym byłbym bez ciebie?
Dotknij mnie. Prawdziwie, całym sobą, najgłębiej jak potrafisz. Dotknij mnie. Myślą i słowem, spojrzeniem i uśmiechem. Dotknij mnie. Odkryj, nazwij, jak nikt przed tobą. Rozpal mnie. Niewinnym gestem pozbawionym dotyku. Rozpal mnie. Półsłówkiem, aluzją, obietnicą. Zrób to. A dostaniesz więcej, niż marzysz.
Nie patrzę w oczy, by zgadywać kolor, lecz by usłyszeć echo myśli. Dotykam słów, jak dłoni – powoli, ostrożnie, bo wiem, że ostre zdania potrafią skaleczyć mocniej niż szkło. Uwodzi mnie Twój umysł – labirynt, w którym chcę się zgubić, gdzie każde pytanie jest pocałunkiem, a odpowiedź – rozpiętą suknią ciekawości. Kocham to ciało i kocham ten umysł, kocham – iskrę, co tańczy między zdaniami, aż żar w myślach nagle trysł, rozlewając się pragnieniami. Piękno przemija, a inteligencja… – jeśli znajdzie…
Jesteś moją fantazją. W nocy, kiedy nie mogę zasnąć. Jesteś moim marzeniem. Nawet czyniąc mi tym cierpienie. … Będziesz spełnieniem dla mnie. Czego? Nieprzyzwoitych pragnień. Mą własnością zostaniesz. Uwierz. Tak na pewno się stanie. Zabawką dla mnie będziesz. Tylko dostań się w moje ręce. Rozrywką moją się staniesz. Nie walcz. Na nic twoje szlochanie. Dasz mi każdą uciechę. Zgódź się. Nic już nie będzie grzechem. … Rozkosz Ci podaruję. Oddasz Za to w zamian mi duszę.
Co zrobisz, gdy poczujesz na swym karku oddech i gdy jak mgła, oplecie Cię on swym zapachem? Co się stanie, gdy dłońmi Twoich bioder dotknie i przyciągnie do swoich, zniewalając strachem? A co ja mam zrobić, gdy ujrzę w Twoich oczach żar, którego już dawno nie było mi widzieć? Gdy zrozumiem, że zaczęło Ci się to podobać, zostawić Cię? Czy też do Twego ciała przywrzeć? … Zamknięta pomiędzy dwa wielkie męskie ciała, poczujesz w podbrzuszu ścisk paraliżujący. Przyspieszonym oddechem chcę byś wyszeptała,…
Nie jestem w tym, twoim zdaniem właściwym okruchu czasu. Uczucia więżą, wybieram emocje. Ciepło skóry gdy chcę, chłód pościeli, gdy wolę. Nie istnieją prawa wyłączności, do mego ciała, (Ja również, nie mam klucza.) do serca Nikogo nie wpuszczam. Taka jestem. Mogę być tylko twoja na czas określony, Wybieraj. Nie jestem dziwką, nie oczekuję zapłaty.
Tak bardzo mi Ją przypominasz. Wiem, nie powinienem tego mówić. I po co ta skwaszona mina? Po prostu to co Ona lubisz. Tak samo kochasz wolno tańczyć, Z rękoma jego na Twych biodrach I tak jak Ona wtedy patrzysz, Jak zazdrość płonie w moich oczach. Albo, gdy tyłem się obracasz i po swym brzuchu jego palcom, Lubieżnie głaskać się pozwalasz, Kołysząc się jak Ona w tańcu. Kiedy do siebie Cię przyciąga I gdy go na pośladkach czujesz, Dokładnie wtedy tak wyglądasz, Jak kiedyś Ona. Czy rozumiesz? Podobna…
To przypadek, nie szukałem wrażeń. Dawno zapomniana zakładka, w przeglądarce. Więc dlaczego? Ciekawość, nic więcej. Skoro już jestem. Rozbiorę cię, bo mogę, wszystko ma swoją cenę. Stać mnie. Piksel na prive jest ciekawszy. Zawsze możesz wyjść, ale wtedy nie licz na komentarz. Kompromis? Jeśli nalegasz. Skrycie chcę wierzyć w twój spektakl, ale zaglądam pod maskę. Zawsze dążę do wnętrza. Jestem odkrywcą. Nie pytaj, co widzę. Nie chcę cię przestraszyć. Może mieszkam za ścianą? Mijamy się w tramwaju?…
Masz mnie. Złapałeś. Nie ukrywałam maski, ale i tak musiałeś pod nią zajrzeć. Rozumiem. Też jestem diabelnie ciekawska. Możemy wrócić do udawania? Nie? Musisz mnie rozebrać. Pokroić na kawałki. Chcesz dotrzeć do środka. A ja naprawdę się wstydzę. Bez maski rzeczywistość mnie ściska i dusi. Udając kogoś innego – nie muszę się bać. Nie muszę się wstydzić. To może: kompromis? Pół fikcji. Pół prawdy. --- Lubię aktorzyć. Lubię przywdziewać maski. Ja – zboczuch. Ja – nienasycona. Ja – outsiderka. Kocham…
Nie planowałam, tak wyszło jakoś samo. Nie powiedziałam, ta chwila kosztowała życie. Umierałam zamknięta w strachu, każdego ranka. Odradzam się, w cieple twoich słów. Ale... Wciąż nie wiem czy mogę, się przytulić.
Wiem. Tak po prostu, to nie oskarżenie. Wiem. Nie planowałaś, tak wyszło. Wiem. Otworzył niby książkę, przeczytał co chciał. Wiem. Chwila zapomnienia, może się zdarzyć. Wiem. Dlaczego nie krzyczę? Co to zmieni? Wiem. I tak już zostanie. Wiem... Nie, nie odejdę. Nigdy nie chciałem cię na własność.
Dzień żniw, dzień jak dzień, ale noc niezwykła. To dzień, w którym Baba Jaga do osady przybywa. Kim jest? I co czyni? Ona decyduje, od kiedy młodzież rozkoszy cielesnych może zażywać. I ona w święto żniw nasienie męskie ku pomyślności rozlewa. Zazwyczaj naga, w magiczne wzory umalowana. Kilku mężczyznom przy ognisku się oddaje. Zabronionym jest jednak w jej łonie się spuścić. Nasienie musi na nią być rozlane, zebrane i w ogniu spalone. Wpierw tych, co mogą ją posiąść magicznie wybiera. Chętni z…
Codziennie chłonę misterium pospiesznych poranków. Znad kubka kawy podziwiam spektakl burzy niesfornych włosów do wtóru opadającego muślinu. Czekam pierwszego uśmiechu – wspomnienia nocy, obietnicy wieczoru. Niestety okrutny czas pozwala jedynie profanować twego ciała świętość nienajczystszymi myślami.
To jest to, to jest smak raju zwiedzać ustami ciała Twego szlak. Od smukłej szyi, przez pagórki miłości, aż do pachnących równin słodkiego łona. Zbliżając zaś się do cudnego kwiatu, zmieniam się w poławiacza pereł. Delikatnie rozchylając znalezioną muszelkę, staram się odnaleźć perłę rozkoszy, abyś Ty także mogła osiągnąć niebo...
Jeśli miałbym przyrównać kobietę do jakiegokolwiek instrumentu, byłaby to harfa... Dumna i dostojna, a zarazem urocza. Delikatnie muskana palcami, wydobywa z siebie jęk tak niewinny i namiętny zarazem, jak tylko dziewiczo czysta istota potrafi. Gdy zaś dotknąć ją intensywniej, dźwięk zmienia się w krzyk ekstazy. Potrzebny zaś do tego tylko muzyk o zręcznych palcach lub dyrygent ze sprawnym batutem. I wtedy rozlega się cudna symfonia rozkoszy...
Szept, jak motylich skrzydeł bicie, w mrok odziane marzenia, prześwietlone księżycem. W pąkach jabłoni zaklęta, Tęsknota. Czas, jak szara wstęga, przestrzeń bezodległa, zatarta i nieistotna. w jabłoni kwiatach ukryte, pragnienie. Ty, jak barwne olśnienie, liście śpiewnie zielone, powiewem wiatru pieszczone. W owocu jabłoni zamknięte, Spełnienie.
Mówią na mnie młody Simba, groza Król dżungli, lwi uskok, sztywny prozak Marna utopia tak czuje robi z piciem pałę Każda kropla jak umie żłobi z życiem skałę Cisne skały, ale lew wchodzi do jaskini Simba stał się dorosłym lwem w jednej chwili Spust i finał... Nagle nie ma już dżungli, nie ma lwa i jaskini jest spadek emocji i tylko mokra plamka na brzoskwini
Obudziłem się o świcie, Kutas stoi wyśmienicie, Drzwi łazienki uchylone, Wiem, że trochę to zboczone, Jednak chętnie tam zaglądam, Choć nie wolno, to podglą dam, Mama sobie cipkę goli, Chuj tak stoi, że aż boli, Synku, proszę nie podglądaj, Do łazienki nie zaglądaj, Muszę szparkę swą ogolić, By go lepiej zadowolić, Cipka, która Cię wydała, Gościa będzie przyjmowała. Nagle słychać kołatanie, Natarczywe w drzwi pukanie, Mama w ręcznik przepasana, Drzwi otwiera roześmiana, I do niego coś szczebiocze,…
Brązowy kleks, tyle zostało Stosunek od zaplecza po dziś, było mało Brązowy kleks w akademiku na pościeli Każdy myśl moja, każdą chwilą w kąpieli Ona była gotowa, rowek ciasny, gorący Po wszystkim został kleks, trochę śmierdzący Pachnący członek już nie będzie pachnący Nic nie będzie takie jak dawniej Miłość od tyłu, od tylu lat w prawdzie Tył o tyle gotowy o ile wypięty ...ale każdy odwraca się od puenty! Kleks w Akademii, niepojęty!
Kaski na głowach, jest nas tu kilku Wchodzimy do jaskini, wilgoć sufitu Staje czas, bulimia, Hilton to zbok Kilku nas, jaskinia, wilgoć i mrok Hilton patrzy na Marry, ona widzi płomień Wilgoć jaskiń to stary błona szydzi spodem Ogień powoduje, że wilgoć paruje tutaj Każdy z nas to czuje, szybko kosztuję suta Sut naprężony, jaskinia już pełna Zapytajmy żony, jak smakuje sperma?
Ruch, rytm, oddech i szept i westchnienie i porzucona dnia szarość, dłoni i ud splecenie. Splątanymi zmysłami, w jedno ciało stopieni, w pościgu za wieczności ułamkiem, namiętnie zgubieni. Uwięzieni spojrzeniem, upojeni dotykiem, oszalali miłością, ciszę przerwą krzykiem.
Tyle słów w myślach wypowiedzianych Z pożądania jak i z namiętności! W sercu pragnień głęboko skrywanych, Zakazanej do Ciebie miłości! A to wszystko zamknięte jest w ciele. Delikatnej i kruchej osobie. Więc zazdroszczę Mu, że ma tak wiele Dni, a zwłaszcza zaś nocy przy Tobie! Chciałbym miejsce choć raz zająć jego, Doznać tego co z Tobą doznaje! Przeżyć chociaż raz coś cudownego, A co w głowie na zawsze zostaje! Czuć Twój dotyk i Ciebie dotykać, W nozdrzach zapach Twojego czuć ciała! Wzrokiem cząstkę…
Kiedyś usłyszałem słowa kaznodziei, Które nie dawały w tych sprawach nadziei. Bo z nich wynikała szczerość lub złośliwość, Że przed ciążą chroni tylko wstrzemięźliwość! Zaś antykoncepcja w grę wchodzić nie może. I z tego powodu wciąż z nim jestem w sporze! Bo po co się żenić lub za mąż wychodzić, By robić ,,to’’ tylko, aby dzieci płodzić?! Powiedzcie to sami – Brzmi to idiotycznie, Żeby mąż się z żoną nie kochał fizycznie, A jak już to tylko w przypadku tej sprawy, Aby spłodzić dziecko, nie zaś…