Jorg · 28 minut temu · "Urodziny w Prima Aprilis"  

0
0

Chyba mnie czeka maraton z darkosik….

Agnessa Novvak · 57 minut temu · "Noblesse oblige (V) – nie wpada się dwa razy do tego samego basenu"  

0
0

@Jakub - teoretycznie można kontynuować opowiadanie zakończone nawet najbardziej ostatecznie, czyli zgonem bohaterów. Wszystkich. I nie mówię o sequelu, ale właściwej kontynuacji. Żeby trzymać się własnego przykładu, to choćby druga część "Fin de siecle" mógłaby być na przykład stylowym kryminałem, w którym śmierć trojga głównych postaci jest punktem wyjścia dla śledztwa. Czy prowadzonego przez kogoś zupełnie nowego, czyli np. carskiego inspektora, czy kogoś, kto choć co prawda na chwilę, ale jednak się pojawił, w osobach matki/ojca świętej pamięci bohaterki, to już byłoby do ustalenia na bieżąco. Grunt, że się da - tylko ponawiam pytanie: po co? Już lepiej zacząć taką historię od czystej kartki.

W przypadku "Noblesse" sytuacja jest już nieco inna i przyznam, że rozważania o dalszym losie tego co nieco krzywego czworokąta 😉 są całkiem interesujące. Natomiast czym innym jest zastanawianie się "co by było, gdyby" lub nawet ułożenie całkiem sensownej historii w głowie, a czym innym przeniesienie jej na papier. Znaczy ekran 🙂 Bo wtedy dochodzi to, o czym pisalismy wcześniej, czyli zadbanie o spójność narracji dla każdej postaci, logikę fabuły z jakimś głównym motywem przewodnim (bo przecież nie może to być luźny zbiór scen), wreszcie o odpowiednie stężenie erotyki w erotyce. O takich oczywistościach kak ewentualne wprowadzenie nowego charakteru nawet nie mówię, a przecież gdybyśmy weszli bliżej w prywatność Riley lub przeszłość Doro, to na pewno ktoś taki musiałby się pojawić. Dlatego dyskutujmy sobie do woli, ale bez absolutnie żadnych obiecanek.

Agnessa Novvak · 1 godzina temu · "Noblesse oblige (II) – big beautiful walentynka"  

0
0

Tak. I nie pytaj, bo i tak dyskusja skręciła nie tam, dokąd powinna, już parę komentarzy temu. A na serio nie chcę wzorem @AlexFenriss zacząć odpowiadać "pomidor".

Jorg · 1 godzina temu · "Po drugiej stronie lustra"  

0
0

@darkosik więc może będą równie ciekawe bohaterki 😜

darkosik · 1 godzina temu · "Po drugiej stronie lustra"  

0
0

@Jorg lubię skakać po różnych tematach i bohaterach 🙂

Jakub · 2 godziny temu · "Noblesse oblige (II) – big beautiful walentynka"  

0
0

@Agnessa_Novvak „Tajemnica autorska” brzmi podejrzanie jak elegancki sposób powiedzenia: „nie wszystko dostaniesz od razu”. I chyba słusznie. 😉

Najbardziej ciekawi mnie to, że raz potrzebujesz konstrukcji niemal od linijki, a innym razem pozwalasz historii trochę Cię prowadzić. Podejrzewam, że po samym tekście dałoby się nawet rozpoznać, kiedy miałaś wszystko pod kontrolą, a kiedy coś albo ktoś zaczął Ci się wymykać.

I chyba właśnie te drugie przypadki interesują mnie najbardziej.

Swoją drogą coraz mniej jestem ciekawy wyłącznie tego, co dzieje się w Twojej głowie podczas pisania. Zaczynam się zastanawiać również nad bardziej przyziemnymi szczegółami całego procesu — gdzie piszesz, o jakiej porze, z czym pod ręką… i jak wyglądasz, kiedy naprawdę wpadasz w ten swój autorski trans.

Ale rozumiem, że to już pewnie kolejna „tajemnica autorska”. 😉

Agnessa Novvak · 3 godziny temu · "Noblesse oblige (IV) – to nie jest rozmowa na telefon…"   ·

0
0

@Jakub - patrz poprzedni komentarz. W tym na serio nie ma nic z wyidealizowanego wyobrażenia typu "płonący kominek, koncert szopenowski w tle, kapcie, herbatka, koteł, wróżki literatuszki latające pod sufitem". Owszem, zapewne niektórzy tak pracują, ale ja nie. Jest to raczej biurko, krzesło, laptop, zawsze za mało czasu, wena żyjąca własnym życiem. Wszystko. Chociaż może to i dobrze, bo w romantycznym anturażu to się fajnie książki czyta, ale niekoniecznie pisze.

Agnessa Novvak · 3 godziny temu · "Noblesse oblige (II) – big beautiful walentynka"  

+1
0

@Jakub - tajemnica autorska 😉

A poważniej, to różnie. Zwykle powstaje pomysł na główny zarys fabuły, w oparciu o najważniejsze sceny, które też muszą zostać wymyślone, zanim zostanie zapisane choć jedno słowo. Czasami to jest bardzo ogólny szkic ("Noblesse oblige" w zasadzie nie miało określonego zakończenia jeszcze w około połowie pisania, a może nawet i później), innym razem dość dokładny plan (np. "Masquerade" czy "Fin de siecle", jako teksty mające spełniać bardzo konkretne zasady, musiały zostać opracowane "na gotowo" w głowie, żeby się potem nie rozrosły ponad miarę), różnie bywa. Czasami można też wyjść od bohatera/bohaterki, bez jasnego kierunku, w jakim ma podążać, przy czym rezultat jest zwykle mocno niejednoznaczny - patrz Adelina z "Gwiezdnej kobiety".

Agnessa Novvak · 3 godziny temu · "Noblesse oblige (I) – przerwana lekcja palcówki"  

0
0

@Jakub - zazwyczaj wiem, kiedy przestać. Chyba że z założenia coś ma być przejaskrawione, to raczej puszczam swobodnie wodze stylistycznego jednorożca i niech się dzieje, co chce 😄

Jakub · 4 godziny temu · "Noblesse oblige (IV) – to nie jest rozmowa na telefon…"  

0
0

@Agnessa_Novvak Im więcej piszesz o kulisach, tym bardziej zaczynam podejrzewać, że sam proces twórczy interesuje mnie już prawie tak samo jak efekt.

Tylko mam teraz pytanie zdecydowanie mniej literackie: jak właściwie wyglądasz, kiedy piszesz? Elegancko i skupiona przy biurku, czy raczej wersja „nie przeszkadzać, Autorka pracuje” — włosy spięte byle jak, kawa pod ręką i garderoba ograniczona do absolutnego minimum? 😉

Bo skoro już pokazujesz mi, jak wygląda bałagan w Twojej głowie podczas pisania, to ciekawość zaczyna mi schodzić trochę niżej.

Jakub · 4 godziny temu · "Noblesse oblige (III) – gołą dupą w twarz!"  

0
0

@Agnessa_Novvak To akurat brzmi bardziej jak zachęta niż ostrzeżenie. Mapa, GPS, lokalny przewodnik i jeszcze gwarancja, że człowiek i tak się zgubi? Trudno o lepszą reklamę.

chyba właśnie dlatego Twoje teksty działają. Seks jest u Ciebie jednym z języków opowiadania, ale nigdy całym słownikiem. I dobrze, bo „seksuw dla seksuw” wystarcza na chwilę, a ciekawość tego, co Autorka jeszcze schowała za następnym zakrętem, trzyma znacznie dłużej.

Co do tych manowców — nie skreślałbym ich tylko dlatego, że nie są pocztówkowe. Najciekawsze miejsca zazwyczaj właśnie nie są. 😉

Jakub · 4 godziny temu · "Noblesse oblige (II) – big beautiful walentynka"  

0
0

I to chyba właśnie tłumaczy, dlaczego te wszystkie Twoje językowe wygibasy dają się czytać bez poczucia, że autor urządził sobie pokaz sztuczek dla samego pokazu. Pod spodem zawsze jest coś, co naprawdę chcesz opowiedzieć.

Zresztą podejrzewam, że tu działa jeszcze coś gorszego: najpierw wymyślasz historię, a potem najwyraźniej nie potrafisz się powstrzymać, żeby jej dodatkowo nie ubrać, uczesać i wypuścić na miasto w stroju zdecydowanie zbyt efektownym jak na zwykłe opowiadanie. 😉

I dobrze. „Napisz to samo jeszcze raz, tylko żeby facetka się nie kapnęła” brzmi jak całkiem trafna definicja sporej części literatury erotycznej. U Ciebie przynajmniej człowiek czasem nie wie, czy bardziej śledzi bohaterów, czy Autorkę, która ewidentnie świetnie się bawi za kulisami.

Tylko teraz mnie zaciekawiłaś: co zwykle pojawia się u Ciebie pierwsze — konkretna scena, bohater, czy cała historia? Bo mam wrażenie, że niektóre fragmenty musiały Ci się najpierw pojawić w głowie niemal gotowe.

Jakub · 4 godziny temu · "Noblesse oblige (I) – przerwana lekcja palcówki"  

0
0

No właśnie problem polega na tym, że chyba trochę za dobrze Ci się to udało. Gdyby Eric tylko zerkał na Rolexa, a Alissa poprawiała bluzę z wyprzedaży, po trzech akapitach wiedziałbym już wszystko i mógł spokojnie wrócić do życia. A tak człowiek zaczyna się zastanawiać, czy kolejne językowe przegięcie jest jeszcze charakterystyką postaci, czy już Autorka zwyczajnie dobrze się bawi jego kosztem.

A Kingsmana akurat bardzo lubię — i chyba dlatego od razu rozumiem, co masz na myśli. Tam garnitur, sposób mówienia, gesty i cała ta przesadnie elegancka forma mówią o bohaterach niemal tyle samo co dialog. Tylko film ma łatwiej, bo pokaże dobrze skrojony garnitur, spojrzenie i sposób trzymania kieliszka w trzy sekundy. Ty musisz to wszystko przemycić słowami, nie zamieniając postaci w katalog stereotypów.

I podejrzewam, że właśnie w tym jesteś najbardziej niebezpieczna: pozwalasz sobie na krok za daleko, ale zatrzymujesz się pół kroku przed parodią. Przynajmniej zazwyczaj. 😉

Bardziej ciekawi mnie coś innego: po czym sama poznajesz, że już przesadziłaś? Bo nie wierzę, że pisząc takie rokoko, nie masz czasem z tyłu głowy: „dobra, Agnessa, jeszcze jedno porównanie i Papryk Vega przejmuje narrację”.

Slaanesh · 4 godziny temu · "Rodzinne grzechy: Wesele (III)"   ·

+2
0

Pewnie na dniach ukaże sie nowe opowiadanie, chociaż nie w tematyce weselnej. Można powiedzieć, że bedzie to kolejna przygoda znanych juz postaci.
Niedługo po tym, wrzucę jeszcze inny tekst, który mam przygotowany. Bedzie trochę cięższy, jesli chodzi o klimat i w innym niż większość settingu.

Jakub · 4 godziny temu · "Noblesse oblige (V) – nie wpada się dwa razy do tego samego basenu"  

0
0

Agnesso, podejrzewam, że właśnie w tym miejscu rozmijamy się tylko pozornie.

Bo ja wcale nie próbuję Ci wmówić, że „Noblesse oblige” czytają po kryjomu miliony, a świat — jak to świat, zajęty sprawami najwyższej wagi, typu rolki z kotami i kolejnym genialnym sposobem na zrobienie jajecznicy — jeszcze nie zauważył, co mu umknęło 😉 Statystyki są, jakie są. Tyle że statystyka mówi mi, ilu ludzi weszło do pokoju. Niekoniecznie, co było w nim do zobaczenia.

A ja mam chyba tę przypadłość, że jeśli już do jakiegoś pokoju wejdę i zauważę drugie drzwi, to zamiast grzecznie usiąść na krześle, zaczynam sprawdzać, dokąd prowadzą. Potem zaglądam za zasłonę. Następnie, owszem, pod podłogę. A jeśli jeszcze znajdę tam coś interesującego, to bieda — będę grzebał dalej.

I tu właśnie dochodzimy do rzeczy, która mnie w Twoim pisaniu naprawdę interesuje. Nie to, że ma warstwy. Cebula też ma warstwy i jakoś nie prowadzimy o niej trzydniowych dyskusji 😉 Chodzi raczej o to, że te warstwy nie sprawiają wrażenia doklejonych po fakcie. Jedna wynika z drugiej. Seks wynika z charakteru postaci, charakter z relacji, relacja z historii, a gdzieś obok jeszcze siedzi narrator i z miną niewiniątka puszcza do czytelnika oko.

I być może właśnie dlatego tak dobrze mi się z Tobą o tym rozmawia. Bo mam wrażenie, że oboje interesuje nas nie tyle „co się wydarzyło?”, ile raczej „dlaczego właśnie tak, a nie inaczej?” oraz — jeszcze ciekawsze — „co to mówi o człowieku, który zrobił coś, czego sam przed chwilą po sobie się nie spodziewał?”.

A teraz kontynuacja.

Tu już całkiem mnie rozbawiłaś, bo najpierw piszesz, że nie przepadasz za wracaniem do zamkniętych historii, po czym sama otwierasz przede mną cały wachlarz drzwi i pytasz, które z nich miałyby sens 😉

Nie potrzebuję „Noblesse oblige 2”, w którym Alissa wraca po roku, zakłada uszka, ogonek, przewraca trzy krzesła, dwa stoliki i Erica, a czytelnik z satysfakcją odhacza kolejne pozycje z listy 😉 To byłoby właśnie wejście drugi raz do tego samego basenu. I zapewne jeszcze głową naprzód, żeby było efektowniej.

Mnie bardziej ciekawi moment, w którym postaci przestaną pełnić funkcje, jakie pełniły w tej historii.

Riley bez Erica do ratowania.

To jest dla mnie chyba najciekawsze.

Bo dopóki jest siostrą, opiekunką, powierniczką, trochę matką, trochę strażnikiem granic i trochę jednoosobowym ministerstwem do spraw życia młodszego brata, dopóty bardzo łatwo nie pytać, kim jest sama dla siebie.

A Ty już gdzieś mimochodem zasugerowałaś, że odpowiedź mogłaby być mniej uporządkowana, niż Riley chciałaby przyznać.

I właśnie takie postaci mnie najbardziej interesują: te, które świetnie radzą sobie z cudzym chaosem, bo własnego wolą nie dotykać.

Doro podobnie.

Nie „czy będzie trzymała Erica krótko?”, tylko raczej: co robi kobieta, która zapewne doskonale wie, że dostała mężczyznę wraz z całym bagażem uczuć skierowanych niekoniecznie pod właściwy adres?

Czy wystarcza jej układ?
Czy zaczyna chcieć czegoś prawdziwego?
Czy próbuje zasłużyć na uczucie, którego przecież nie powinno się dać „zasłużyć”?
A może przeciwnie — jest od niego dojrzalsza i wcześniej rozumie, że pewnych rzeczy po prostu się nie dostaje?

To już nie byłaby opowieść o Ericu. On mógłby być wręcz problemem w cudzej historii.

I Alissa też zaczyna być ciekawsza dopiero wtedy, gdy przestaje reagować na Erica.

Bo kim jest Alissa rok później, kiedy nie musi mu niczego udowadniać?
Ani go zdobywać.
Ani odpychać.
Ani karać.
Ani prowokować.

Czy bez tego lustra nadal jest dokładnie tą samą kobietą?

No i właśnie dlatego trochę Ci nie wierzę, kiedy piszesz o „zamkniętej historii”.

Historia może być zamknięta fabularnie. Jasne.

Tylko bohaterowie są podejrzanie żywi.

A żywi bohaterowie mają tę paskudną przypadłość, że czasami po zakończeniu tekstu dalej chodzą autorowi po domu, otwierają lodówkę i bez pytania wyjadają ser 😉

Więc spokojnie. Nie będę Cię namawiał do kontynuacji.

Będę tylko obserwował, jak długo sama wytrzymasz bez sprawdzenia, co właściwie stało się z Riley.

Bo mam dziwne przeczucie, że właśnie ona kiedyś zapuka Ci w głowie do drzwi i oznajmi:

„Przepraszam bardzo, ale chyba zapomniałaś, że ja też mam swoją historię”.

Jorg · 5 godzin temu · "Po drugiej stronie lustra"  

+1
0

@darkosik trochę szkoda potencjału bliźniaczek … ale z przyjemnością poznam jakąś nową historię

darkosik · 6 godzin temu · "Po drugiej stronie lustra"  

0
-2

Dziękuję Wam za pozytywne komentarze. To jest zamknięte opowiadanie.
Jednak szykuję coś dłuższego, ale to wkrótce 🙂

Jakub · 7 godzin temu · "Po drugiej stronie lustra"  

0
-2

rewelacja, w końcu coś ciekawego i zaskakującego. Może fajnie jakby zrobić z tego dłuższą histrię z przed i po obecnej chwili, ale sam pomysł rewelacja.

Jorg · 8 godzin temu · "Po drugiej stronie lustra"  

0
-2

Mega fajne …. Fajny pomysł i ciekawe czy rozwiniesz gowcdalszy ciąg czy to zamknięta historia … jedno z moich ulubionych od dzis

Agnessa Novvak · 9 godzin temu · "Noblesse oblige (V) – nie wpada się dwa razy do tego samego basenu"  

+1
0

@RandomowyCzytelnik - ależ ja się naprawde cieszę i ponownie dziękuję za słowa uznania - zarówno te względem mojego tekstu, jak i mnie 🙂 Natomiast równocześnie mam świadomość, w jaki sposób moje "dzieła" (no i mnie też) odbiera większość grona czytelniczego. Lepiej niż ktokolwiek inny.

Co nie zmienia faktu, że to właśnie dzięki takim komentarzom jak wasze wciąż chce mi się pisać (bo przecież nie dla wyświetleń czy tym bardziej perspektywy wielkiej kariery i milionów na koncie 😛 ) i bardzo motywują mnie one do dalszej pracy.

Randomowy czytelnik · 12 godzin temu · "Noblesse oblige (V) – nie wpada się dwa razy do tego samego basenu"  

+1
0

Nie wiem czy coś jeszcze napiszesz. Nie wiem czy jeżeli napiszesz to będzie to kontynuacja czegokolwiek czy nie. Wiem, że Twoje opowiadanie mnie się podoba. A Ty, zamiast się cieszyć, że znalazło się kilku czytelników, którzy dokładnie a nie po łebkach przeczytali tekst i go cały czas chwalą piszesz wiele zarzutów pod własnym adresem. Chyba, że jest to coś, co Anglicy nazywają fishing for compliments.

Agnessa Novvak · 12 godzin temu · "Noblesse oblige (V) – nie wpada się dwa razy do tego samego basenu"   ·

+1
0

Wracając do tekstu:

PS. I nie wierzę ani przez sekundę, że temat uszek, ogonka i wywracania krzesełek naprawdę „zostawisz sobie”. Ty już tę scenę masz gdzieś w głowie. Teraz tylko któraś z postaci musi Ci oznajmić: „ale ja tędy idę, bo tak”.



Nie, nie zostawię. Użyję, tylko w innym kontekście. Być może z nowymi bohaterami, być może z obecnymi - choć po prawdzie nie przepadam za powracaniem do już zamkniętych historii, bo rezultaty są co najwyżej przeciętne. Tak, Alissa mogła założyć kostium, jakiego pozazdrościliby najbardziej futrzaści uczestnicy Pyrkonu 😉 i odstawiła w nim taki pornoteatrzyk (z Ericem w roli wcale nie drugoplanowej ma się rozumieć), aż ci sami konwenciarze dostaliby orgazmu na stojąco, tylko czy to naprawdę pasowałoby do całości historii? W którym w ogóle miejscu tak scena miałaby się znaleźć? Czemu służyć? W jaki sposób miałaby w ogóle zostać umotywowana, skoro w zasadzie od początku relacja Alissy i Erica jest sklejona na ślinę (i to dosłownie 😉 ) i ani jedna, ani droga strona nie byłaby na taki krok gotowa?

Podsuwasz mi, @Jakubie, pewne konkretne pomysły na kontynuację i teoretycznie istnieje taka możliwość, by Alissa poszła na całość z innym partnerem (przy czym niekoniecznie tym samym, z jakim pożegnała się w samochodzie), jednak to już byłaby zupełnie inna historia. Podobnie jak ta z udziałem Doro czy Riley, o których także wspominasz. Tylko wciąż pozostaje podstawowy problem, czyli "nie wpada się dwa razy do tego samego basenu". Bo w jakim miejscu ta opowieść miałaby się zacząć? Od razu? Po miesiącu? Roku? Czy gdybyśmy bliżej przyjrzeli się postaciom, które przecież wciąż ukrywają przed nami wiele sekretów, jak właśnie Doro oraz przede wszystkim Riley, to wciąż byłyby one równie interesujące?

No i czy dalsze zwodzenie czytelnika, o którym wcześniej obaj pisaliście, w ogóle miałoby sens w przypadku kontynuacji? Alissa miałaby pozostać Alissą, tylko uwolnioną spod presji ze strony Erica? Doro wciąż trzymałaby Erica krótko, czy raczej dałaby mu więcej swobody? Próbowałaby wspólnie zbudować relację oparta na realnym uczuciu, a może z założenia stwierdziła "i tak nie będziesz mnie kochał, ale przynajmniej nie zdefrauduj za dużo pieniędzy i nie zapukaj kiedyś do moich drzwi z kochanką i dzieckiem"? Bo ja nie widzę możliwości, by pozostawić ich samych sobie i skupić się jedynie na... no właśnie: Riley - znowu miałaby robić za siostro-matko-powierniczko-opiekunkę młodszego brata, który w zasadzie stał się już dorosłym mężczyzną i z pełną premedytacją przeciwstawia się próbom ciągłego wpływania na jego życie? Przecież sama ma nadto problemów z własnym, o czym może i dość ogólnikowo, ale jednak wspomniała.

Niemniej daliście mi temat do przemyśleń. Co się z nich urodzi, to jeszcze zobaczymy. Może jutro, może w przyszłym roku, może wcale 😉

Agnessa Novvak · 13 godzin temu · "Noblesse oblige (V) – nie wpada się dwa razy do tego samego basenu"  

+1
0

Zacznę może od rzeczy najważniejszej, a niezwiązanej bezpośrednio z historią. Mianowicie bardzo mi miło, @RandomowyCzytelniku i @Jakubie, że doceniacie moją twórczość, a nawet tu i ówdzie komplementujecie mnie osobiście, ale znajcie miarę, mocium panowie 😉 Mogę, podobnie jak Eric, oszukiwać się i udawać, że nie widzę oczywistych oczywistości, jednak lepiej od kogokolwiek mam świadomość, jakie zainteresowanie wzbudzają moje opowiadania. Czy raczej nie wzbudzają, jeśli mamy być wobec siebie uczciwi.

Zresztą sami spójrzcie: rozbieracie "Noblesse oblige" na części pierwsze, zerkacie nie tylko za kurtynę, ale także pod podłogę, tylko co w zasadzie z tego wynika? Że moje teksty, podobnie jak ogry i cebula 😛 mają warstwy? Że to, co może się wydawać oczywiste na pierwszy rzut gumowej fujary, niekoniecznie takie pozostaje, gdy przyjrzymy się bliżej? Że lubię pisać sceny seksu i uważam je nieskromnie za co najmniej przyzwoite, ale od dawna nie traktuję ich jako celu samego w sobie, a z maniery niektórych autorów pt. "ona złapała lewą ręką za jego prawe jajo, on ją prawą ręką za jej lewego cycka" urządzam coraz bezczelniejsze podśmiechujki? Że owszem, lubię sobie pofolgować stylistycznie, ale zazwyczaj nie jest to jedynie popis dla popisu, a niesie ze sobą coś więcej? Że... no ja to wiem. Problem polega na tym, że zasadniczo całą resztę świata mało to obchodzi. A skoro ani ów świat nie przekona się do mojej maniery pisarskiej, ani ja jej nie zmienię na siłę pod cudze gusta, to raczej nie dojdziemy do porozumienia.

Agnessa Novvak · 13 godzin temu · "Noblesse oblige (IV) – to nie jest rozmowa na telefon…"   ·

0
0

Drugą byłoby obserwowanie, jak powstają.



Któryś z członków Monty Pythona (automatycznie narzuca się Cleese, ale wydaje mi się, że to był Idle) zapytany o to, jak zabawne jest tworzenie ich skeczy, skoro później są takie śmieszne, odpowiedział, że... wcale. Przychodzili do pracy jak do biura, siadali nad maszynami do pisania, potem porównywali pomysły, dopisywali, skreślali i tak do uzyskania oczekiwanego efektu.

Oczywiście są momenty, w których proces twórczy jest bardzo satysfakcjonujący, a nawet przyjemny, ale zwykle jest to mozolna praca. Bo bohaterowie muszą być możliwie wiarygodni dla czytelnika, fabuła zachowywać przynajmniej pozory logiki, wydarzenia mieć swą przyczynę i skutek, a to wszystko trzeba jeszcze ubrać w jako-tako spójny styl, poprawność językową, nie utopić całości w dygresjach czy osobistych poglądach, i tak dalej, i tak dalej. A później siadam do takiego opowiadania po przerwie (co polecam każdemu, bo pomaga to spojrzeć na całość ze świeżej perspektywy), chcę już tylko ogarnąć kreski i przecinki przed publikacją, a tam... wszystko źle 😛 I nie raz i nie pięć zdarzało mi się wyrzucać do kosza całe rozdziały, bo nie nadawały się do niczego. A jak do tego pracuję nad bardziej złożoną historią, to już w ogóle jest masakra, bo czasami przestawienie jednej sceny potrafi wszystko rozsypać.

Natomiast zaciekawiłaś mnie jednym: kiedy Alissa odmówiła Ci pójścia zaplanowaną drogą, wiedziałaś już, dokąd pójdzie zamiast niej, czy odkrywałaś to razem z nią?



W momencie, w którym najprostsze rozwiązanie, czyli zaliczanie z Ericem kolejnych baz aż do tej ostatniej w wielkim finale 😉 weszło w kurs kolizyjny z tym, kim Alissa się stała. Możliwe, że nawet była od samego początku, tylko przez moje skupienie się na postaci Erica - bo to jego wątek stanowił główną oś fabularną i gdyby nie pomysł podziału narracji, zaczerpnięty zresztą z oryginalnej serii @Arii, cała historia byłaby opowiedziana jedynie z jego perspektywy - nie mogła dojść do głosu odpowiednio wcześniej. Ale jak już doszła (i w przenośni, i dosłownie 😛 ), to ukradła show tylko dla siebie.

Jakub · 1 dzień temu · "Noblesse oblige (V) – nie wpada się dwa razy do tego samego basenu"  

0
0

@Randomowy_Czytelnik widzę, że rozumiesz i podziwiasz naszą Gwiazdę.. faktycznie Agnessa to ewenement.. wyjątkowa osoba i pisarka nie do podrobienia.. chociaż nie każdy to potrafi docenic i zrozumieć..

Jakub · 1 dzień temu · "Noblesse oblige (V) – nie wpada się dwa razy do tego samego basenu"  

0
0

@RandomowyCzytelnik — z tą strzelbą Czechowa ciekawy trop, choć chyba poszedłbym jeszcze pół kroku dalej. Dla mnie najlepsze jest właśnie to, że Agnessa nie wiesza tych strzelb demonstracyjnie nad kominkiem. Raczej zostawia je gdzieś w półmroku i pozwala nam uznać, że to część wystroju.

Dlatego nie nazwałbym finału *deus ex machina* — właściwie przeciwnie. Deus ex machina rozwiązuje konflikt czymś przychodzącym z zewnątrz, czego tekst wcześniej uczciwie nie przygotował. Tutaj przy ponownej lekturze można zobaczyć, że elementy układanki leżały na stole od dawna. Tylko Agnessa skutecznie przekonywała nas, że są dekoracją.

I chyba właśnie to lubię najbardziej: dobra strzelba Czechowa wystrzeliwuje w finale. Jeszcze lepsza sprawia, że po wystrzale człowiek wraca do pierwszego aktu i myśli: „cholera, przecież ona cały czas tam wisiała”.

A Agnessa najwyraźniej dodatkowo lubi wcześniej powiesić obok trzy parasole, futrzany ogon i obraz sztuki współczesnej, żebyśmy patrzyli nie tam, gdzie trzeba. 😉

Randomowy Czytelnik · 1 dzień temu · "Noblesse oblige (V) – nie wpada się dwa razy do tego samego basenu"  

+1
0

Ja chciałbym pochwalić jeszcze jedną rzecz. To chyba się nazywa "strzelbą Czechowa" - jak w pierwszym akcie pojawia się strzelba to w ostatnim musi wypalić. We wcześniejszych częściach pojawiają się wtręty, które pozornie nie mają znaczenia. A to Erica ktoś broni, a to ma zwykłe ubrania ale z lepszych materiałów czy Doro okazuje się czarnoskóra. Na początku wydaje się, że to jest zapychacz tekstu. Jak lata temu chodziłem do szkoły i wypracowanie z polskiego musiało mieć odpowiednią objętość to wpisywało się jakieś fragmenty, które nie miały znaczenia tylko zajmowały miejsce. A u Ciebie, w ostatnim rozdziale, deus ex machina, nabierają znaczenia.

Jakub · 1 dzień temu · "Noblesse oblige (V) – nie wpada się dwa razy do tego samego basenu"  

0
0

No i teraz zrobiłaś rzecz wyjątkowo niebezpieczną: wyjaśniłaś mechanizm, a zamiast go zepsuć, dołożyłaś mi kolejny powód, żeby wrócić do tekstu.

Bo po Twojej odpowiedzi dochodzę do wniosku, że „Noblesse oblige” ma jeszcze jedną przewrotność, której wcześniej nie nazwałem. Najbardziej uprzywilejowaną postacią nie jest tu wcale ta, która najwięcej z przywileju korzysta, tylko ta, która najlepiej rozumie, że go posiada.

Alissa nie ma pieniędzy ani nazwiska, ale ma samoświadomość. Eric ma pieniądze, nazwisko, ochronny parasol i luksus buntowania się przeciwko światu, który jednocześnie amortyzuje każdy jego upadek — a mimo to uważa się za najbardziej niezależnego człowieka w pokoju. Doro natomiast jako jedyna z tej uprzywilejowanej strony przynajmniej zagląda za kurtynę i sprawdza, jak wygląda scena od zaplecza.

I dlatego coraz bardziej podoba mi się tytuł. „Noblesse oblige” nie brzmi już dla mnie jak opis klasy społecznej, tylko jak pytanie: **czy świadomość własnego przywileju nakłada obowiązek zrobienia z nim czegoś sensownego?** Doro chyba odpowiada „tak”. Eric jeszcze bardzo chciałby udawać, że pytania nie usłyszał.

A Alissa? Paradoksalnie właśnie ona zachowuje się momentami najbardziej „noblesse” ze wszystkich, choć nie posiada niczego, co tradycyjnie dawałoby jej prawo do tego określenia. Rezygnuje z czegoś, co mogłoby jej dać awans społeczny, bezpieczeństwo i wygodne życie, ponieważ dochodzi do wniosku, że zatrzymanie tego za wszelką cenę byłoby nieuczciwe. Można się spierać, czy miała rację. Trudniej odmówić jej klasy.

I tu mam z Tobą mały spór.

Napisałaś, że brat Erica jest kroplą przelewającą kielich. Moim zdaniem dobrze, że nie podkreśliłaś go mocniej. Gdyby dostał jeszcze pół strony i neon „UWAGA, SYMBOL”, przestałby być kroplą, a zostałby wiadrem. 😉 To, że facet niemal nie istnieje jako postać, a mimo to jednym pojawieniem się zmienia trajektorię Alissy, jest znacznie ciekawsze. Czytelnik może go prawie przeoczyć — dokładnie tak, jak wcześniej może przeoczyć drugą stronę Alissy.

Natomiast Twoja groźba „furasowej mordy” przyniosła skutek odwrotny od zamierzonego. Teraz jestem już nie tylko zainteresowany umysłem Autorki, ale również niepokojąco ciekaw, **który stolik zamierza wywrócić następny**. 😛

I skoro sama uchyliłaś drzwi, podrzucę Ci jeden stolik do przewrócenia.

Nie pisałbym dalszego ciągu „Noblesse oblige”. Zostawiłbym Erica z Doro dokładnie tam, gdzie są. Za to bardzo chętnie przeczytałbym kiedyś historię z tego samego świata, w której na pierwszym planie znalazłaby się Riley. Kobieta przekonana, że chroni innych przed złotą klatką, która stopniowo odkrywa, że sama nauczyła się znakomicie zamykać jej drzwiczki — tylko nazywa to troską.

A gdzieś w tle Doro. Już nie jako konkurentka Alissy, tylko osoba, która doskonale rozumie reguły własnej klasy i może z Riley wejść w konflikt o znacznie ciekawszą rzecz niż facet: **o to, gdzie kończy się odpowiedzialność za drugiego człowieka, a zaczyna prawo do urządzania mu życia.**

Bez księcia na białym koniu. Bez biednej dziewczyny uratowanej przez pieniądze. I najlepiej z takim finałem, po którym połowa czytelników napisze „muj borze znuw agnyza”, a druga połowa będzie się przez trzy dni kłócić, która z nich miała rację.

Ja, niestety dla mojego wolnego czasu, należałbym zapewne do tej drugiej.

PS. I nie wierzę ani przez sekundę, że temat uszek, ogonka i wywracania krzesełek naprawdę „zostawisz sobie”. Ty już tę scenę masz gdzieś w głowie. Teraz tylko któraś z postaci musi Ci oznajmić: „ale ja tędy idę, bo tak”. 😉

Jakub · 1 dzień temu · "Noblesse oblige (IV) – to nie jest rozmowa na telefon…"  

0
0

I właśnie dlatego Alissa mnie zatrzymała. Nie dlatego, że w czwartym rozdziale zrobiła coś niespodziewanego, tylko dlatego, że po tym, co zrobiła, człowiek zaczyna podejrzewać, że wcześniej patrzył na nią zbyt powierzchownie.

To chyba najlepszy test takiego zwrotu: czy każe wrócić myślami do poprzednich scen i je reinterpretować. Gdybyś nagle zrobiła z Alissy intelektualistkę przemawiającą frazami Erica, nie uwierzyłbym ani przez sekundę. Ale ona wcale nie przestaje być Alissą. Nadal myśli po swojemu, mówi po swojemu, reaguje po swojemu — tylko okazuje się, że prosty język nie oznacza prostych uczuć. I to jest dla mnie znacznie ciekawsze niż przemiana bohaterki.

Powiedziałbym nawet, że ona się nie zmienia. To czytelnik musi zmienić zdanie o niej.

A z tym „bo ja tędy nie idę” chyba rozumiem, co masz na myśli. Sam nie piszę opowiadań, ale tworzę rzeczy, tylko w trochę mniej romantycznej materii. I tam również najlepsze pomysły mają irytujący zwyczaj przestawać wykonywać polecenia autora, kiedy zaczynają mieć własną logikę.

Natomiast zaciekawiłaś mnie jednym: kiedy Alissa odmówiła Ci pójścia zaplanowaną drogą, wiedziałaś już, dokąd pójdzie zamiast niej, czy odkrywałaś to razem z nią?

Bo jeśli to drugie, to zaczynam podejrzewać, że czytanie Twoich historii jest tylko połową zabawy. Drugą byłoby obserwowanie, jak powstają.

Jakub · 1 dzień temu · "Noblesse oblige (III) – gołą dupą w twarz!"  

0
0

@Agnessa_Novvak oby to nie była tylko kwestia wieku..

pokątne opowiadania erotyczne
Witamy na Pokatne.pl

Serwis zawiera treści o charakterze erotycznym, przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich.
Decydując się na wejście na strony serwisu Pokatne.pl potwierdzasz, że jesteś osobą pełnoletnią.

Pliki cookies i polityka prywatności

Zgodnie z rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r (RODO). Potrzebujemy Twojej zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych przechowywanych w plikach cookies.
Zgadzam się na przechowywanie na urządzeniu, z którego korzystam tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie moich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania przeze mnie ze stron internetowej lub serwisów oraz innych parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych i w celach analitycznych.
Więcej informacji na ten temat znajdziesz w regulaminie serwisu.