Ja chciałbym pochwalić jeszcze jedną rzecz. To chyba się nazywa "strzelbą Czechowa" - jak w pierwszym akcie pojawia się strzelba to w ostatnim musi wypalić. We wcześniejszych częściach pojawiają się wtręty, które pozornie nie mają znaczenia. A to Erica ktoś broni, a to ma zwykłe ubrania ale z lepszych materiałów czy Doro okazuje się czarnoskóra. Na początku wydaje się, że to jest zapychacz tekstu. Jak lata temu chodziłem do szkoły i wypracowanie z polskiego musiało mieć odpowiednią objętość to wpisywało się jakieś fragmenty, które nie miały znaczenia tylko zajmowały miejsce. A u Ciebie, w ostatnim rozdziale, deus ex machina, nabierają znaczenia.
No i teraz zrobiłaś rzecz wyjątkowo niebezpieczną: wyjaśniłaś mechanizm, a zamiast go zepsuć, dołożyłaś mi kolejny powód, żeby wrócić do tekstu.
Bo po Twojej odpowiedzi dochodzę do wniosku, że „Noblesse oblige” ma jeszcze jedną przewrotność, której wcześniej nie nazwałem. Najbardziej uprzywilejowaną postacią nie jest tu wcale ta, która najwięcej z przywileju korzysta, tylko ta, która najlepiej rozumie, że go posiada.
Alissa nie ma pieniędzy ani nazwiska, ale ma samoświadomość. Eric ma pieniądze, nazwisko, ochronny parasol i luksus buntowania się przeciwko światu, który jednocześnie amortyzuje każdy jego upadek — a mimo to uważa się za najbardziej niezależnego człowieka w pokoju. Doro natomiast jako jedyna z tej uprzywilejowanej strony przynajmniej zagląda za kurtynę i sprawdza, jak wygląda scena od zaplecza.
I dlatego coraz bardziej podoba mi się tytuł. „Noblesse oblige” nie brzmi już dla mnie jak opis klasy społecznej, tylko jak pytanie: **czy świadomość własnego przywileju nakłada obowiązek zrobienia z nim czegoś sensownego?** Doro chyba odpowiada „tak”. Eric jeszcze bardzo chciałby udawać, że pytania nie usłyszał.
A Alissa? Paradoksalnie właśnie ona zachowuje się momentami najbardziej „noblesse” ze wszystkich, choć nie posiada niczego, co tradycyjnie dawałoby jej prawo do tego określenia. Rezygnuje z czegoś, co mogłoby jej dać awans społeczny, bezpieczeństwo i wygodne życie, ponieważ dochodzi do wniosku, że zatrzymanie tego za wszelką cenę byłoby nieuczciwe. Można się spierać, czy miała rację. Trudniej odmówić jej klasy.
I tu mam z Tobą mały spór.
Napisałaś, że brat Erica jest kroplą przelewającą kielich. Moim zdaniem dobrze, że nie podkreśliłaś go mocniej. Gdyby dostał jeszcze pół strony i neon „UWAGA, SYMBOL”, przestałby być kroplą, a zostałby wiadrem. 😉 To, że facet niemal nie istnieje jako postać, a mimo to jednym pojawieniem się zmienia trajektorię Alissy, jest znacznie ciekawsze. Czytelnik może go prawie przeoczyć — dokładnie tak, jak wcześniej może przeoczyć drugą stronę Alissy.
Natomiast Twoja groźba „furasowej mordy” przyniosła skutek odwrotny od zamierzonego. Teraz jestem już nie tylko zainteresowany umysłem Autorki, ale również niepokojąco ciekaw, **który stolik zamierza wywrócić następny**. 😛
I skoro sama uchyliłaś drzwi, podrzucę Ci jeden stolik do przewrócenia.
Nie pisałbym dalszego ciągu „Noblesse oblige”. Zostawiłbym Erica z Doro dokładnie tam, gdzie są. Za to bardzo chętnie przeczytałbym kiedyś historię z tego samego świata, w której na pierwszym planie znalazłaby się Riley. Kobieta przekonana, że chroni innych przed złotą klatką, która stopniowo odkrywa, że sama nauczyła się znakomicie zamykać jej drzwiczki — tylko nazywa to troską.
A gdzieś w tle Doro. Już nie jako konkurentka Alissy, tylko osoba, która doskonale rozumie reguły własnej klasy i może z Riley wejść w konflikt o znacznie ciekawszą rzecz niż facet: **o to, gdzie kończy się odpowiedzialność za drugiego człowieka, a zaczyna prawo do urządzania mu życia.**
Bez księcia na białym koniu. Bez biednej dziewczyny uratowanej przez pieniądze. I najlepiej z takim finałem, po którym połowa czytelników napisze „muj borze znuw agnyza”, a druga połowa będzie się przez trzy dni kłócić, która z nich miała rację.
Ja, niestety dla mojego wolnego czasu, należałbym zapewne do tej drugiej.
PS. I nie wierzę ani przez sekundę, że temat uszek, ogonka i wywracania krzesełek naprawdę „zostawisz sobie”. Ty już tę scenę masz gdzieś w głowie. Teraz tylko któraś z postaci musi Ci oznajmić: „ale ja tędy idę, bo tak”. 😉
I właśnie dlatego Alissa mnie zatrzymała. Nie dlatego, że w czwartym rozdziale zrobiła coś niespodziewanego, tylko dlatego, że po tym, co zrobiła, człowiek zaczyna podejrzewać, że wcześniej patrzył na nią zbyt powierzchownie.
To chyba najlepszy test takiego zwrotu: czy każe wrócić myślami do poprzednich scen i je reinterpretować. Gdybyś nagle zrobiła z Alissy intelektualistkę przemawiającą frazami Erica, nie uwierzyłbym ani przez sekundę. Ale ona wcale nie przestaje być Alissą. Nadal myśli po swojemu, mówi po swojemu, reaguje po swojemu — tylko okazuje się, że prosty język nie oznacza prostych uczuć. I to jest dla mnie znacznie ciekawsze niż przemiana bohaterki.
Powiedziałbym nawet, że ona się nie zmienia. To czytelnik musi zmienić zdanie o niej.
A z tym „bo ja tędy nie idę” chyba rozumiem, co masz na myśli. Sam nie piszę opowiadań, ale tworzę rzeczy, tylko w trochę mniej romantycznej materii. I tam również najlepsze pomysły mają irytujący zwyczaj przestawać wykonywać polecenia autora, kiedy zaczynają mieć własną logikę.
Natomiast zaciekawiłaś mnie jednym: kiedy Alissa odmówiła Ci pójścia zaplanowaną drogą, wiedziałaś już, dokąd pójdzie zamiast niej, czy odkrywałaś to razem z nią?
Bo jeśli to drugie, to zaczynam podejrzewać, że czytanie Twoich historii jest tylko połową zabawy. Drugą byłoby obserwowanie, jak powstają.
Paulina jest prawdziwa i przy bliższych relacjach, jeśli już pozwoli zbliżyć się do Siebie, nie ukrywa swoich preferencji. A wiadomo jest, że nie wszyscy lubią wszystkich, bo wszyscy to mogą lubić zupę pomidorową ,jak mawia powiedzenie. Ja osobiście lubię tą postać bardzo. Jeśli zdobędzie się zaufanie takiej osoby to oczywiście trzeba być 100% wobec niej szczerym bo ona od siebie daje to samo. A ja nie lubię ludzi w maskach.
No cóż...jestem wiernym czytelnikiem i jakoś zniosę to oczekiwanie na kolejne części tej bardzo fascynującej opowieści. Pozdrawiam i dziękuję 🙂
" (...) Natomiast seks jest dla mnie jedynie elementem całości. Owszem, ważnym, ale czy najważniejszym? Tak naprawdę gdyby nie to, że jesteśmy na portalu wiadomego charakteru, to niektóre moje fabuły byłyby niemal zupełnie nieerotyczne (a jeśli tak, to co najwyżej na poziomie niewinnego biustu, rodem z polskich filmów z minionej epoki), za to miałyby jeszcze więcej opisów przyrody. Tej ubranej 😉"
Człowiek się nauczył czy to z lenistwa czy z braku czasu na dokładne rozpatrywanie każdego aspektu, na wydawanie opinii, podejmowanie decyzji na podstawie niepełnych danych. Świat jest coraz bardziej skomplikowany, nie ma groźby, że jak źle zdecydujemy to nas coś zje bo zdecydowaliśmy się uciekać w złym kierunku itp. Więc podejmowanie decyzji zrobiło się łatwiejsze i grożą za to mniejsze konsekwencje. Dostęp do danych jest coraz łatwiejszy a nikt nas nie skaże za wyrażenie w komentarzu negatywnej (wulgarnej, chamskiej) opinii o postaci opisywanej w internecie. Od czas do czasu potrzebna jest lekcja pokory, która uczy niejakiej nieufności czy ostrożności przy wyrażaniu opinii.
@RandomowyCzytelnik - nie, nie połączyłeś dwóch tekstów. Eric może i odżegnywał się od rodziny, ale jak przychodziło co do czego, czerpał garściami ze wszystkich jej profitów W jaki dokładnie sposób, tego uparcie nie chce nam powiedzieć, inne relacje pochodzą z drugiej ręki (a w zasadzie trzeciej, bo koleżanka Alissy stanowi dodatkowe ogniwo), natomiast pytania Doro:
(...)czy nigdy nie przydały ci się innego rodzaju koneksje rodzinne? Nie zmajstrowałeś czegoś, po czym zdecydowana większość twoich kolegów musiałaby się gęsto tłumaczyć na komisariacie, a u ciebie skończyło się co najwyżej na połajance od rodziców w zaciszu czterech ścian? Nie potrzebowałeś protekcji, by załatwić jakąś z pozoru niezałatwialną sprawę? Nie miałeś nad sobą parasola ochronnego, bez którego byle łajza z Croydon skroiłaby cię za najbliższym rogiem? Jesteś tego absolutnie pewien?
pozostają bez odpowiedzi. Co nie zmienia faktu, że ewidentnie jest to pomoc bardzo szybka i skuteczna. Podobnie jak wsparcie finansowe, bez którego Eric byłby w identycznej sytuacji jak Alissa, a może i gorszej, bo jej udało się zdobyć stypendium, o które on się nawet nie starał, no bo po co? Przecież i tak nie musiał się martwić o pieniądze.
I o ile mogę mieć też uwagi do szczerości Doro, bo ona pracowała w "zwyczajnej" pracy nie dlatego, że musiała (wystarczyłoby krzywe spojrzenie kogokolwiek z zespołu i mogła wyjść tak, jak stała, bez żadnych konsekwencji), to przynajmniej spróbowała. Eric nie. I zapewne nigdy nie odczuje takiej potrzeby. Zostanie "zarządcą majątku", który bardzo ciężko sam odziedziczył 😛 względnie wskoczy od razu na stanowisko kierownicze, chociaż wielkiego pojęcia o tym, co robią ludzie mu podlegli, mieć nie będzie. A czy mógł postąpić inaczej? Odpowiedź na to pytanie także zostawiam czytelnikom.
@Ja0505@Ja0505 staram się utrzymać rytm i raz w tygodniu publikować nowy rozdział, chociaż teraz będzie nieco dłuższa przerwa.
I pytanie jako do fana Pauliny (dziękuję ❤️), czy da się ją lubić? Pod jednym z początkowych rozdziałów przeczytałam, że to nie mozliwe i że ta postać nie budzi najmniejszej sympatii.
Chętnie poznam nie tylko Twoją opinię, ale również pozostałych czytelników.
To już się robi nie do wytrzymania. Znowu ktoś napisał MÓJ komentarz przed mną. I to dużo lepiej niż sam bym to zrobił. Dziękuję Jakubie. Do jego pochwał, dodałbym jeszcze jedną. Na końcu okazuje się, że być może źle ocenialiśmy osoby, że nasze opinie oparte o wyobrażenia które bierzemy z tabloidów są o kant d.... rozbić. Eric - buntownik ale w tle korzystający z profitów pochodzenia. Mam nadzieję, że nie połączyłem tego opowiadania z innym - jak trójka ludzi mu dokuczała to następnego dnia przestali i zaczęli go traktować z przesadnym szacunkiem - czyżby ochroniarze rodziny pomogli? Doro - wyglądająca narozpieszczoną bogatą pannę - doświadczenia z posiadania innego koloru skóry + zatrudnienie się w normalnej, szarej pracy aby poznać jak wygląda życie nie na podstawie czasopism wydawanych w kolorze na kredowym papierze. Taka mała, subtelna lekcja pokory. Dziękuję.
Zaczął mnie interesować umysł kobiety, która ją wymyśliła.
Powtarzam: nie interesujcie się, bo furasowej mordy dostaniecie 😛
Aż się boję, co by było, gdyby Alissa naprawdę posunęła się dalej w relacji z Ericem. Zwłaszcza że tematyka przebieranek jako takich kusi mnie nie od dzisiaj, a opisanie kogoś takiego jak Alissa (z uszkami na głowie, ogonkiem w tyłku i wielkim futrzastym dildosem w ręce) byłoby przyjemnością samą w sobie. Czy tylko dla mnie, czy także dla czytelników, to już inna kwestia. Jednak zostawię to sobie na inną historię, w której znów będę wywracać stoliki. A nawet i krzesełka. Zwłaszcza pod tymi co bardziej zachowawczymi odbiorcami 😀
A wracając jeszcze na moment do opowiadania jako takiego, to czy sceny w rodzaju tej finałowej mogłyby być mniej symboliczne, nie tak pretensjonalne, nie wywracające poczucia komfortu czytelników do góry nogami i nie wymagające od nich własnej interpretacji? Być może. Ale nie od dziś i nie od wczoraj wiem, że nieważne, co napiszę i w jaki sposób, spora część potencjalnych odbiorców zakończy lekturę moich wybitnych dzieł 😛 na stwierdzeniu "muj borze znuw agnyza". A tym, którym taka estetyka odpowiada... no właśnie: im odpowiada. I tego się trzymajmy 🙂
W podsumowaniu: dziękuję za komentarze, @Jakubie. I życzę wielu co najmniej tak samo satysfakcjonujących lektur. Nie tylko moich 🙂
Skoro rozpisałeś się na dwa komentarze, @Jakubie, to może i ja rozdzielę swoje odpowiedzi. Zacznę może od wspomnianego już wcześniej wpuszczania czytelników w maliny. Czy podrzucam czasami fałszywe tropy? Tak. Czy pokazuję jedną stronę medalu, czasami tylko migając drugą, by co uważniejsi to zauważyli? Bywa. Natomiast nie jest moim celem popisywanie się dla samego popisywania, a raczej dekonstrukcja tego, co uważamy za pewniki. Co zresztą uważny czytelnik na pewno zauważy, gdy tylko przyjrzy się bliżej postaciom:
- Alissa - nie jest może najostrzejszą kredką w piórniku i zwykle najpierw robi, a potem dopiero myśli (na dodatek niekoniecznie głową 😛 ), natomiast nie jest żadną głupią laską, która na sam widok bogatego chłopaka ściąga majtki przez głowę. A nie ma co się, oszukiwać, że związek z Ericem, nawet jeśli byłby mocno niestabilny emocjonalnie i co najmniej kontrowersyjny towarzysko, jednocześnie stanowiłby dla niej szansę na awans społeczny, jakiego sama najprawdopodobniej nigdy by nie osiągnęła. Jednak jest dużo bardziej samoświadoma, niż może się wydawać, a na pewno bardziej niż nasz drugi przypadek, czyli
- Eric - niby buntuje się przeciwko zastałemu systemowi, ale trochę na zasadzie "na złość matce odmrożę sobie uszy", co wypominają mu i Alissa, i Riley, i przede wszystkim Doro. Ta ostatnia chyba najbardziej łopatologicznie (może nawet za bardzo), ale najwidoczniej inaczej się nie da, bo chłopak w lot chwyta nawiązania rodem z galerii sztuki współczesnej, a jednocześnie nie widzi końca własnego nosa. Czy raczej nie chce widzieć, nie mówiąc o akceptacji. Do tego dochodzi jeszcze kwestia jego seksualności, z którą ewidentnie nie jest w stanie sobie poradzić. I o ile Alissa na swój sposób stara się z nią dojść do ładu, o tyle Eric zdecydowanie nie.
- Riley - dla mnie jej relacja z Ericem, choć epizodyczna, jest jedną z najciekawszych przez swą niejednoznaczność. Bo Riley chce dobrze, próbując oszczędzić bratu przykrości, jakie spotkały ją samą, na czele z (potencjalnie dożytownim) zamknięciem w złotej klatce, tyle że ostatecznie posuwa się o wiele za daleko i sama zaczyna go kontrolować. I prostego wybaczenia tutaj nie ma, bo być nie może, a przynajmniej nie w tym momencie,
- Doro - bezczelna i złośliwa, gdy tylko ma na to ochotę (patrz scena w kawiarni), ale jednocześnie na tyle uczciwa, na ile jest to możliwe. Wie, co dostała w prezencie od losu i w jaki sposób powinna to wykorzystać nie tylko celem dogadzania sobie (kiedy ostatnio widzieliśmy w newsach nagłówek typu "nawalony w trzy dupy synalek znanego adwokata w furze za pół bańki rozjechał babę na pasach" albo "córka prominentnego polityka zamieszana w aferę krypto"? Wczoraj? Przedwczoraj?), ale i ku wspólnemu dobru. I patrząc z tej perspektywy, równie dobrze tytuł opowiadania można odnieść nie tyle do Erica i jego relacji z Alissą, a właśnie Doro. Przy czym pytanie, jakie faktycznie podejmie ona decyzje względem Erica, Alissy czy nawet Riley, bo przecież obie się znają, pozostawiam bez odpowiedzi. Podobnie niech każdy oceni, na ile ich związek będzie oparty jedynie o chłodne kalkulacje, a na ile o prawdziwe uczucie.
- i w końcu brat Erica i Riley. Pojawiający się jedynie na moment i nie posiadający nawet imienia, a przecież będący tą jedną kroplą, która przelała kielich wątpliwości Alissy. Być może powinno to być nawet mocniej podkreślone, ale ja nie jestem z tych, co walą czytelnika łopatą po łbie, powtarzając co dwa akapity: zrozumiałeś? Widziałeś? Ogarniasz? Tak? No to powtórzę jeszcze raz, tylko wolniej: TO JEST GOŁA DUPA XD
W zasadzie pozostaje mi się tylko cieszyć, że choć moje opowieści z założenia nie są (i nie oszukujmy się - nie będą) przeznaczone dla każdego, to ci, którzy lubią podobne im literackie podróże, docierają do celu usatysfakcjonowani. Choć niekoniecznie w sposób, w jaki na początku myśleli 😉
@Jakub - bez wnikania w szczegóły, to gdyby opowiadanie ukazało się te pół roku temu w sporo krótszej formie, Alissa prawdopodobnie byłaby właśnie taką dość jednowymiarową postacią. Natomiast odejście od uniwersum naszej byłej koleżanki pozwoliło mnie, a przede wszystkim moim bohater(k)om na znacznie większą swobodę.
Nie wiem, czy sam coś tworzysz (obojętne czy jest to pisanie, malowanie, jakieś aktywności muzyczne czy cokolwiek innego), natomiast mnie nieraz zdarza się tak, że w fabuła jest już w zasadzie ułożona w głowie, postaci podążają grzecznie własną ścieżką, a tymczasem jedna z nich postanawia nagle "ale ja tędy nie idę, bo nie!". I coś takiego zrobiła Alissa - mogła pozostać taką właśnie nieskomplikowaną lambadziarą, jednak byłoby to zmarnowanie jej potencjału. Podobnie jak Erica, bo jak wówczas wyglądałaby ta historia? Ona biedna i prosta, on wielki bogaty panicz, tylko białego konia i "żyli długo i szczęśliwie" brakuje. No ileż można?
Przy czym w takiej sytuacji należy jeszcze uwiarygodnić postępowanie bohaterów przed czytelnikiem, a nie poprzestać na "przez trzy rozdziały Alissa robiła tak, ale w czwartym wstała lewą nogą i postanowiła coś zupełnie przeciwnego". Na ile się to udało, pozostawiam innym.
Podejrzewam, że masz w głowie zdecydowanie zbyt dużo przegródek. Chętnie zobaczyłbym instrukcję obsługi.
Nie polecam. Nawet z mapą, GPS i dokładnym opisem od lokalsa można się zgubić po drodze. Więcej niż raz. A moje manowce to naprawdę nie są widoki rodem z pocztówek.
Natomiast seks jest dla mnie jedynie elementem całości. Owszem, ważnym, ale czy najważniejszym? Tak naprawdę gdyby nie to, że jesteśmy na portalu wiadomego charakteru, to niektóre moje fabuły byłyby niemal zupełnie nieerotyczne (a jeśli tak, to co najwyżej na poziomie niewinnego biustu, rodem z polskich filmów z minionej epoki), za to miałyby jeszcze więcej opisów przyrody. Tej ubranej 😉
A z "seksuw dla seksuw" podśmiechujkuję się już bezczelnie, co zresztą widać.
@Jakub - tak, można w moich tekstach zgubić się w nadmiarze formy, co nawet mnie osobiście się zdarza. Natomiast w zasadzie do zawsze najważniejsza jest dla mnie treść. I jeżeli jakaś historia nie wyda mi się ciekawa (oczywiście czysto subiektywnie, bo każdy ma swoje gusta i guściki), to nawet nie zacznę jej pisać, bo po co? Dla pisania? Nadto jest autorów, którzy cały czas wypuszczają "nowe" opowiadania, tworzone na zasadzie "napisz jeszcze raz to samo, tylko tak, żeby facetka się nie kapnęła". A że przy okazji powyżywam się literacko, to już inna sprawa 🙂
@Jakub - powtórzę jeden z własnych komentarzy pod inną częścią. Tak, stylizacja językowa ma u mnie zwykle jakiś cel (oczywiście poza popisywaniem się, że umiem 😛 ) i tutaj służy podkreśleniu różnic pomiędzy bohaterami. Owszem, można to zrobić na wiele innych sposobów, a najprostszym byłoby skupienie się na statusie majątkowym i powtarzanie co chwila "Eric spojrzał na Rolexa / Alissa sięgnęła do kieszeni bluzy z wyprzedaży", ale to byłoby skrajne uproszczenie. I na dodatek nie w moim stylu 😉
Niestety coś, co jest proste do zrealizowania w filmach (przyjrzyj się, w jaki sposób są ubrani jak się zachowują i przede wszystkim jak mówią konkretni bohaterowie w scenie: https://youtu.be/HDJEyqNw-9k - wystarczy do ok. 2;40, bo potem jest już nawalanka), w tekście pisanym wymaga dużo większej gimnastyki. Zazwyczaj z niejednoznacznym efektem, bo łatwo pójść ten krok za daleko i zamiast realnej postaci stworzyć parodię rodem z dzieł Papryka Wege. Tym gorszą, że zupełnie niezamierzoną. Na ile mnie się to udało (lub nie), wolę nie deliberować 😛
@Staruch_ Tak, takie wyhamowanie i trochę romantycznego nastroju fajnie wpłynęłoby na naszą parę. Chciałbym ich takich zobaczyć. To trochę jak w motorsporcie – nie możesz każdego OS-u lecieć po bandzie na pełnej odcinie, bo żadne auto tego nie wytrzyma. Musisz kiedyś wrzucić na luz.
Wiem, że proces twórczy wymaga czasu, nastroju, a pewnie i weny. Absolutnie nie chciałbym popędzać autora, chociaż – tak jak zauważył – pewnie wszyscy przebieramy nogami, żeby dowiedzieć się, co wydarzy się w przyszłości między Izą i Tomkiem. W swojej głowie snuję różne scenariusze, ale @koko podejrzewam wszystkich nas zaskoczy.
Po przeczytaniu całości mam podejrzenie, że „Noblesse oblige” jest małym literackim oszustwem.
Na pierwszym planie wystawiasz seks, bezczelność Alissy, erudycyjne wygibasy Erica i swoje ukochane językowe rokoko. Czytelnik ma się śmiać, rumienić albo sprawdzać, czy właśnie naprawdę przeczytał to, co przeczytał. Tymczasem właściwa historia rozgrywa się pół piętra niżej.
Bo chyba najciekawsze jest to, że zrobiłaś z niedopasowania językowego metaforę niedopasowania społecznego i emocjonalnego. Eric i Alissa nie tylko inaczej mówią. Oni inaczej porządkują świat. Początkowo właśnie ta różnica ich przyciąga i jest źródłem komizmu, później zaczyna uwierać, a w końcu staje się jednym z powodów, dla których Alissa sama uznaje, że miłość może nie wystarczyć.
I tu zrobiłaś rzecz paskudnie dobrą: najmniej subtelnej postaci dałaś najbardziej subtelną decyzję.
Alissa przez sporą część historii wygląda jak żywioł obdarzony libido i ubogim słownikiem, a ostatecznie okazuje się kimś zdolnym do najbardziej bolesnej odmiany miłości — takiej, która potrafi powiedzieć: „chcę ciebie, ale bardziej chcę twojego szczęścia”. Nagle wcześniejsze sceny zaczynają znaczyć trochę co innego.
A potem jeszcze Eric. Może spalić fotografie, ubrania i całą materialną archeologię związku, ale wystarczy jedno jego „to przez dym”, żeby wiadomo było, że Autorka nie zamierza podarować mu wygodnego katharsis. Ogień świetnie radzi sobie z papierem. Z pamięcią — zdecydowanie gorzej.
Dlatego po pięciu częściach najbardziej imponuje mi nie erotyka, choć niewątpliwie potrafisz pisać ją bez kompleksów, ani nawet język, którym ostentacyjnie się bawisz. Najbardziej podoba mi się konstrukcja: pozwalasz czytelnikowi długo sądzić, że wie, co czyta, a dopiero pod koniec pokazujesz mu, co właściwie przeczytał.
To rzadka umiejętność.
I jest tylko jeden skutek uboczny, którego chyba nie przewidziałaś: po ostatnim zdaniu przestała mnie najbardziej interesować historia Erica, Alissy i Doro.
Zaczął mnie interesować umysł kobiety, która ją wymyśliła.
Finał zrobiłaś przewrotnie dobrze. Po basenie, Doro, przejażdżce i całym tym erotyczno-komediowym rozpasaniu kończysz nie fajerwerkiem, tylko kawałkiem papieru wsuwanym w ogień i facetem usiłującym wmówić samemu sobie, że oczy łzawią mu od dymu. I nagle wiadomo, że spalenie pamiątek jest łatwiejsze niż spalenie tego, co znaczą. Świetna klamra: dużo ognia, ale katharsis podejrzanie niepełne. Jeśli taki był zamiar — chapeau bas. Jeśli nie — tym bardziej, bo wyszło Ci coś lepszego, niż planowałaś.
I tutaj nagle okazuje się, że pod całym tym słownym konfetti od początku leżał nabity pistolet. Alissa, którą tak łatwo było wcześniej sprowadzić do wulgarności, temperamentu i libido, okazuje się chyba najbardziej świadomą emocjonalnie postacią tej historii. Najbardziej zabolało mnie właśnie to, że jej decyzja nie wynika z braku miłości, tylko z jej nadmiaru i przekonania, że Eric zasługuje na coś lepszego. To bardzo dobry zwrot, bo zmusza do ponownego ocenienia wszystkiego, co było wcześniej. Agnesso, zaczynam podejrzewać, że te wszystkie żarty służyły głównie temu, żebyśmy nie zauważyli, kiedy zastawiłaś pułapkę.
Tytuł „Gołą dupą w twarz!” powinien właściwie uniemożliwiać napisanie pod nim czegokolwiek inteligentnego. A jednak zrobiłaś z tego rozdział, w którym roleplay działa jednocześnie jako erotyka, komedia i kolejny sposób pokazywania charakterów. Coraz bardziej podoba mi się, że u Ciebie seks nie zatrzymuje fabuły — on ją opowiada. Kto przejmuje inicjatywę, kto gra, kto udaje, kto się wycofuje mówi o bohaterach więcej niż strona deklaracji. I jeszcze znajdujesz miejsce na dowcip. Podejrzewam, że masz w głowie zdecydowanie zbyt dużo przegródek. Chętnie zobaczyłbym instrukcję obsługi.
No i tu mnie dopadłaś. Człowiek nastawia się na kolejną porcję językowej bezczelności, przebieranek i walentynkowego szaleństwa, a pod spodem zaczyna wyrastać całkiem czuła historia o pierwszym uczuciu. Najbardziej podoba mi się, że nie informujesz czytelnika: „uwaga, teraz będzie emocjonalnie”. Dalej żartujesz, dalej robisz słowne piruety, a tymczasem bohaterowie niepostrzeżenie przestają być figurami w erotycznej farsie. Bardzo nieładnie, Agnesso. Człowiek przyszedł się rozerwać, a Ty każesz mu jeszcze coś poczuć.
Po pierwszych akapitach miałem wrażenie, że Autorka postanowiła sprawdzić, ile figur stylistycznych można zmieścić między dwiema częściami garderoby, zanim czytelnik wezwie pomoc. Potem zrozumiałem, że właśnie o to chodzi: Eric i Alissa nie tylko mówią inaczej — oni mieszkają w dwóch różnych językach. I nagle całe to Twoje „rokoko” przestaje być ornamentem, a zaczyna robić za charakterystykę postaci. Bezczelnie sprytne. Najgorsze, Agnesso, że człowiek zaczyna czytać dla fabuły, a po chwili łapie się na tym, że poluje na Twoje językowe wygibasy. To chyba już uzależnienie zawodowe Autorki.
@Staruch_ ja też nie mam nic przeciwko 😁miałem na myśli tylko że dla Koko spokojniej może nie znaczyć że będzie cisza i spokój a tylko mniej akcji niż ostatnio
@Jorg - a ja nie mam nic przeciwko, by jakiś kolejny rozdział był „obiektywnie” spokojny. Ba, nawet romantyczny. Już kiedyś pisałem, że dobra opowieść jest jak dobra płyta - wymaga zmian tempa. Czasem potrzeba przestrzeni, powietrza aby dać szansę na chwilę refleksji i by skontrastować to z momentami bardziej intensywnymi. Tak by uniknąć efektu znużenia.
Poza tym bohaterowie są w takim momencie fabuły, że chyba potrzebują potwierdzić sobie pewne rzeczy, odnowić intymność, zanim posuną się jeszcze dalej. Aby nie stało się zbyt „mechanicznie” i bezosobowo, jak zauważył @Tg.
Serwis zawiera treści o charakterze erotycznym, przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich. Decydując
się na wejście na strony serwisu Pokatne.pl potwierdzasz, że jesteś osobą pełnoletnią.
Pliki cookies i polityka prywatności
Zgodnie z rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r (RODO).
Potrzebujemy Twojej zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych przechowywanych w plikach cookies.
Zgadzam się na przechowywanie na urządzeniu, z którego korzystam tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie moich
danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania przeze mnie ze stron internetowej lub serwisów oraz innych
parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych i w celach analitycznych.
Więcej informacji na ten temat znajdziesz w regulaminie serwisu.
Randomowy Czytelnik · 14 minut temu · "Noblesse oblige (V) – nie wpada się dwa razy do tego samego basenu"
Ja chciałbym pochwalić jeszcze jedną rzecz. To chyba się nazywa "strzelbą Czechowa" - jak w pierwszym akcie pojawia się strzelba to w ostatnim musi wypalić. We wcześniejszych częściach pojawiają się wtręty, które pozornie nie mają znaczenia. A to Erica ktoś broni, a to ma zwykłe ubrania ale z lepszych materiałów czy Doro okazuje się czarnoskóra. Na początku wydaje się, że to jest zapychacz tekstu. Jak lata temu chodziłem do szkoły i wypracowanie z polskiego musiało mieć odpowiednią objętość to wpisywało się jakieś fragmenty, które nie miały znaczenia tylko zajmowały miejsce. A u Ciebie, w ostatnim rozdziale, deus ex machina, nabierają znaczenia.
Jakub · 3 godziny temu · "Noblesse oblige (V) – nie wpada się dwa razy do tego samego basenu"
No i teraz zrobiłaś rzecz wyjątkowo niebezpieczną: wyjaśniłaś mechanizm, a zamiast go zepsuć, dołożyłaś mi kolejny powód, żeby wrócić do tekstu.
Bo po Twojej odpowiedzi dochodzę do wniosku, że „Noblesse oblige” ma jeszcze jedną przewrotność, której wcześniej nie nazwałem. Najbardziej uprzywilejowaną postacią nie jest tu wcale ta, która najwięcej z przywileju korzysta, tylko ta, która najlepiej rozumie, że go posiada.
Alissa nie ma pieniędzy ani nazwiska, ale ma samoświadomość. Eric ma pieniądze, nazwisko, ochronny parasol i luksus buntowania się przeciwko światu, który jednocześnie amortyzuje każdy jego upadek — a mimo to uważa się za najbardziej niezależnego człowieka w pokoju. Doro natomiast jako jedyna z tej uprzywilejowanej strony przynajmniej zagląda za kurtynę i sprawdza, jak wygląda scena od zaplecza.
I dlatego coraz bardziej podoba mi się tytuł. „Noblesse oblige” nie brzmi już dla mnie jak opis klasy społecznej, tylko jak pytanie: **czy świadomość własnego przywileju nakłada obowiązek zrobienia z nim czegoś sensownego?** Doro chyba odpowiada „tak”. Eric jeszcze bardzo chciałby udawać, że pytania nie usłyszał.
A Alissa? Paradoksalnie właśnie ona zachowuje się momentami najbardziej „noblesse” ze wszystkich, choć nie posiada niczego, co tradycyjnie dawałoby jej prawo do tego określenia. Rezygnuje z czegoś, co mogłoby jej dać awans społeczny, bezpieczeństwo i wygodne życie, ponieważ dochodzi do wniosku, że zatrzymanie tego za wszelką cenę byłoby nieuczciwe. Można się spierać, czy miała rację. Trudniej odmówić jej klasy.
I tu mam z Tobą mały spór.
Napisałaś, że brat Erica jest kroplą przelewającą kielich. Moim zdaniem dobrze, że nie podkreśliłaś go mocniej. Gdyby dostał jeszcze pół strony i neon „UWAGA, SYMBOL”, przestałby być kroplą, a zostałby wiadrem. 😉 To, że facet niemal nie istnieje jako postać, a mimo to jednym pojawieniem się zmienia trajektorię Alissy, jest znacznie ciekawsze. Czytelnik może go prawie przeoczyć — dokładnie tak, jak wcześniej może przeoczyć drugą stronę Alissy.
Natomiast Twoja groźba „furasowej mordy” przyniosła skutek odwrotny od zamierzonego. Teraz jestem już nie tylko zainteresowany umysłem Autorki, ale również niepokojąco ciekaw, **który stolik zamierza wywrócić następny**. 😛
I skoro sama uchyliłaś drzwi, podrzucę Ci jeden stolik do przewrócenia.
Nie pisałbym dalszego ciągu „Noblesse oblige”. Zostawiłbym Erica z Doro dokładnie tam, gdzie są. Za to bardzo chętnie przeczytałbym kiedyś historię z tego samego świata, w której na pierwszym planie znalazłaby się Riley. Kobieta przekonana, że chroni innych przed złotą klatką, która stopniowo odkrywa, że sama nauczyła się znakomicie zamykać jej drzwiczki — tylko nazywa to troską.
A gdzieś w tle Doro. Już nie jako konkurentka Alissy, tylko osoba, która doskonale rozumie reguły własnej klasy i może z Riley wejść w konflikt o znacznie ciekawszą rzecz niż facet: **o to, gdzie kończy się odpowiedzialność za drugiego człowieka, a zaczyna prawo do urządzania mu życia.**
Bez księcia na białym koniu. Bez biednej dziewczyny uratowanej przez pieniądze. I najlepiej z takim finałem, po którym połowa czytelników napisze „muj borze znuw agnyza”, a druga połowa będzie się przez trzy dni kłócić, która z nich miała rację.
Ja, niestety dla mojego wolnego czasu, należałbym zapewne do tej drugiej.
PS. I nie wierzę ani przez sekundę, że temat uszek, ogonka i wywracania krzesełek naprawdę „zostawisz sobie”. Ty już tę scenę masz gdzieś w głowie. Teraz tylko któraś z postaci musi Ci oznajmić: „ale ja tędy idę, bo tak”. 😉
Jakub · 3 godziny temu · "Noblesse oblige (IV) – to nie jest rozmowa na telefon…"
I właśnie dlatego Alissa mnie zatrzymała. Nie dlatego, że w czwartym rozdziale zrobiła coś niespodziewanego, tylko dlatego, że po tym, co zrobiła, człowiek zaczyna podejrzewać, że wcześniej patrzył na nią zbyt powierzchownie.
To chyba najlepszy test takiego zwrotu: czy każe wrócić myślami do poprzednich scen i je reinterpretować. Gdybyś nagle zrobiła z Alissy intelektualistkę przemawiającą frazami Erica, nie uwierzyłbym ani przez sekundę. Ale ona wcale nie przestaje być Alissą. Nadal myśli po swojemu, mówi po swojemu, reaguje po swojemu — tylko okazuje się, że prosty język nie oznacza prostych uczuć. I to jest dla mnie znacznie ciekawsze niż przemiana bohaterki.
Powiedziałbym nawet, że ona się nie zmienia. To czytelnik musi zmienić zdanie o niej.
A z tym „bo ja tędy nie idę” chyba rozumiem, co masz na myśli. Sam nie piszę opowiadań, ale tworzę rzeczy, tylko w trochę mniej romantycznej materii. I tam również najlepsze pomysły mają irytujący zwyczaj przestawać wykonywać polecenia autora, kiedy zaczynają mieć własną logikę.
Natomiast zaciekawiłaś mnie jednym: kiedy Alissa odmówiła Ci pójścia zaplanowaną drogą, wiedziałaś już, dokąd pójdzie zamiast niej, czy odkrywałaś to razem z nią?
Bo jeśli to drugie, to zaczynam podejrzewać, że czytanie Twoich historii jest tylko połową zabawy. Drugą byłoby obserwowanie, jak powstają.
Jakub · 3 godziny temu · "Noblesse oblige (III) – gołą dupą w twarz!"
@Agnessa_Novvak oby to nie była tylko kwestia wieku..
Hans · 3 godziny temu · "Rodzinne grzechy: Wesele (III)"
Czekam na dalsze efekty z zapartym tchem. Będzie coś niedługo?
Agnessa Novvak · 4 godziny temu · "Noblesse oblige (III) – gołą dupą w twarz!"
@XXXLord - kolejny dowód na to, że wybitne umysły myślą podobnie 😀
Ja0505 · 6 godzin temu · "Wilczyca (XXIX)"
Paulina jest prawdziwa i przy bliższych relacjach, jeśli już pozwoli zbliżyć się do Siebie, nie ukrywa swoich preferencji. A wiadomo jest, że nie wszyscy lubią wszystkich, bo wszyscy to mogą lubić zupę pomidorową ,jak mawia powiedzenie. Ja osobiście lubię tą postać bardzo. Jeśli zdobędzie się zaufanie takiej osoby to oczywiście trzeba być 100% wobec niej szczerym bo ona od siebie daje to samo. A ja nie lubię ludzi w maskach.
No cóż...jestem wiernym czytelnikiem i jakoś zniosę to oczekiwanie na kolejne części tej bardzo fascynującej opowieści. Pozdrawiam i dziękuję 🙂
XXX_Lord · 6 godzin temu · "Noblesse oblige (III) – gołą dupą w twarz!"
" (...) Natomiast seks jest dla mnie jedynie elementem całości. Owszem, ważnym, ale czy najważniejszym? Tak naprawdę gdyby nie to, że jesteśmy na portalu wiadomego charakteru, to niektóre moje fabuły byłyby niemal zupełnie nieerotyczne (a jeśli tak, to co najwyżej na poziomie niewinnego biustu, rodem z polskich filmów z minionej epoki), za to miałyby jeszcze więcej opisów przyrody. Tej ubranej 😉"
Widzę, że nie tylko ja tak mam... 😉
Randomowy Czytelnik · 6 godzin temu · "Noblesse oblige (V) – nie wpada się dwa razy do tego samego basenu"
Człowiek się nauczył czy to z lenistwa czy z braku czasu na dokładne rozpatrywanie każdego aspektu, na wydawanie opinii, podejmowanie decyzji na podstawie niepełnych danych. Świat jest coraz bardziej skomplikowany, nie ma groźby, że jak źle zdecydujemy to nas coś zje bo zdecydowaliśmy się uciekać w złym kierunku itp. Więc podejmowanie decyzji zrobiło się łatwiejsze i grożą za to mniejsze konsekwencje. Dostęp do danych jest coraz łatwiejszy a nikt nas nie skaże za wyrażenie w komentarzu negatywnej (wulgarnej, chamskiej) opinii o postaci opisywanej w internecie. Od czas do czasu potrzebna jest lekcja pokory, która uczy niejakiej nieufności czy ostrożności przy wyrażaniu opinii.
Agnessa Novvak · 6 godzin temu · "Noblesse oblige (V) – nie wpada się dwa razy do tego samego basenu"
@RandomowyCzytelnik - nie, nie połączyłeś dwóch tekstów. Eric może i odżegnywał się od rodziny, ale jak przychodziło co do czego, czerpał garściami ze wszystkich jej profitów W jaki dokładnie sposób, tego uparcie nie chce nam powiedzieć, inne relacje pochodzą z drugiej ręki (a w zasadzie trzeciej, bo koleżanka Alissy stanowi dodatkowe ogniwo), natomiast pytania Doro:
pozostają bez odpowiedzi. Co nie zmienia faktu, że ewidentnie jest to pomoc bardzo szybka i skuteczna. Podobnie jak wsparcie finansowe, bez którego Eric byłby w identycznej sytuacji jak Alissa, a może i gorszej, bo jej udało się zdobyć stypendium, o które on się nawet nie starał, no bo po co? Przecież i tak nie musiał się martwić o pieniądze.
I o ile mogę mieć też uwagi do szczerości Doro, bo ona pracowała w "zwyczajnej" pracy nie dlatego, że musiała (wystarczyłoby krzywe spojrzenie kogokolwiek z zespołu i mogła wyjść tak, jak stała, bez żadnych konsekwencji), to przynajmniej spróbowała. Eric nie. I zapewne nigdy nie odczuje takiej potrzeby. Zostanie "zarządcą majątku", który bardzo ciężko sam odziedziczył 😛 względnie wskoczy od razu na stanowisko kierownicze, chociaż wielkiego pojęcia o tym, co robią ludzie mu podlegli, mieć nie będzie. A czy mógł postąpić inaczej? Odpowiedź na to pytanie także zostawiam czytelnikom.
AlexFenriss · 7 godzin temu · "Wilczyca (XXIX)" ·
@Ja0505 @Ja0505 staram się utrzymać rytm i raz w tygodniu publikować nowy rozdział, chociaż teraz będzie nieco dłuższa przerwa.
I pytanie jako do fana Pauliny (dziękuję ❤️), czy da się ją lubić? Pod jednym z początkowych rozdziałów przeczytałam, że to nie mozliwe i że ta postać nie budzi najmniejszej sympatii.
Chętnie poznam nie tylko Twoją opinię, ale również pozostałych czytelników.
Randomowy Czytelnik · 8 godzin temu · "Noblesse oblige (V) – nie wpada się dwa razy do tego samego basenu"
To już się robi nie do wytrzymania. Znowu ktoś napisał MÓJ komentarz przed mną. I to dużo lepiej niż sam bym to zrobił. Dziękuję Jakubie. Do jego pochwał, dodałbym jeszcze jedną. Na końcu okazuje się, że być może źle ocenialiśmy osoby, że nasze opinie oparte o wyobrażenia które bierzemy z tabloidów są o kant d.... rozbić. Eric - buntownik ale w tle korzystający z profitów pochodzenia. Mam nadzieję, że nie połączyłem tego opowiadania z innym - jak trójka ludzi mu dokuczała to następnego dnia przestali i zaczęli go traktować z przesadnym szacunkiem - czyżby ochroniarze rodziny pomogli? Doro - wyglądająca narozpieszczoną bogatą pannę - doświadczenia z posiadania innego koloru skóry + zatrudnienie się w normalnej, szarej pracy aby poznać jak wygląda życie nie na podstawie czasopism wydawanych w kolorze na kredowym papierze. Taka mała, subtelna lekcja pokory. Dziękuję.
Agnessa Novvak · 10 godzin temu · "Noblesse oblige (V) – nie wpada się dwa razy do tego samego basenu"
Powtarzam: nie interesujcie się, bo furasowej mordy dostaniecie 😛
Aż się boję, co by było, gdyby Alissa naprawdę posunęła się dalej w relacji z Ericem. Zwłaszcza że tematyka przebieranek jako takich kusi mnie nie od dzisiaj, a opisanie kogoś takiego jak Alissa (z uszkami na głowie, ogonkiem w tyłku i wielkim futrzastym dildosem w ręce) byłoby przyjemnością samą w sobie. Czy tylko dla mnie, czy także dla czytelników, to już inna kwestia. Jednak zostawię to sobie na inną historię, w której znów będę wywracać stoliki. A nawet i krzesełka. Zwłaszcza pod tymi co bardziej zachowawczymi odbiorcami 😀
A wracając jeszcze na moment do opowiadania jako takiego, to czy sceny w rodzaju tej finałowej mogłyby być mniej symboliczne, nie tak pretensjonalne, nie wywracające poczucia komfortu czytelników do góry nogami i nie wymagające od nich własnej interpretacji? Być może. Ale nie od dziś i nie od wczoraj wiem, że nieważne, co napiszę i w jaki sposób, spora część potencjalnych odbiorców zakończy lekturę moich wybitnych dzieł 😛 na stwierdzeniu "muj borze znuw agnyza". A tym, którym taka estetyka odpowiada... no właśnie: im odpowiada. I tego się trzymajmy 🙂
W podsumowaniu: dziękuję za komentarze, @Jakubie. I życzę wielu co najmniej tak samo satysfakcjonujących lektur. Nie tylko moich 🙂
Agnessa Novvak · 10 godzin temu · "Noblesse oblige (V) – nie wpada się dwa razy do tego samego basenu" ·
Skoro rozpisałeś się na dwa komentarze, @Jakubie, to może i ja rozdzielę swoje odpowiedzi. Zacznę może od wspomnianego już wcześniej wpuszczania czytelników w maliny. Czy podrzucam czasami fałszywe tropy? Tak. Czy pokazuję jedną stronę medalu, czasami tylko migając drugą, by co uważniejsi to zauważyli? Bywa. Natomiast nie jest moim celem popisywanie się dla samego popisywania, a raczej dekonstrukcja tego, co uważamy za pewniki. Co zresztą uważny czytelnik na pewno zauważy, gdy tylko przyjrzy się bliżej postaciom:
- Alissa - nie jest może najostrzejszą kredką w piórniku i zwykle najpierw robi, a potem dopiero myśli (na dodatek niekoniecznie głową 😛 ), natomiast nie jest żadną głupią laską, która na sam widok bogatego chłopaka ściąga majtki przez głowę. A nie ma co się, oszukiwać, że związek z Ericem, nawet jeśli byłby mocno niestabilny emocjonalnie i co najmniej kontrowersyjny towarzysko, jednocześnie stanowiłby dla niej szansę na awans społeczny, jakiego sama najprawdopodobniej nigdy by nie osiągnęła. Jednak jest dużo bardziej samoświadoma, niż może się wydawać, a na pewno bardziej niż nasz drugi przypadek, czyli
- Eric - niby buntuje się przeciwko zastałemu systemowi, ale trochę na zasadzie "na złość matce odmrożę sobie uszy", co wypominają mu i Alissa, i Riley, i przede wszystkim Doro. Ta ostatnia chyba najbardziej łopatologicznie (może nawet za bardzo), ale najwidoczniej inaczej się nie da, bo chłopak w lot chwyta nawiązania rodem z galerii sztuki współczesnej, a jednocześnie nie widzi końca własnego nosa. Czy raczej nie chce widzieć, nie mówiąc o akceptacji. Do tego dochodzi jeszcze kwestia jego seksualności, z którą ewidentnie nie jest w stanie sobie poradzić. I o ile Alissa na swój sposób stara się z nią dojść do ładu, o tyle Eric zdecydowanie nie.
- Riley - dla mnie jej relacja z Ericem, choć epizodyczna, jest jedną z najciekawszych przez swą niejednoznaczność. Bo Riley chce dobrze, próbując oszczędzić bratu przykrości, jakie spotkały ją samą, na czele z (potencjalnie dożytownim) zamknięciem w złotej klatce, tyle że ostatecznie posuwa się o wiele za daleko i sama zaczyna go kontrolować. I prostego wybaczenia tutaj nie ma, bo być nie może, a przynajmniej nie w tym momencie,
- Doro - bezczelna i złośliwa, gdy tylko ma na to ochotę (patrz scena w kawiarni), ale jednocześnie na tyle uczciwa, na ile jest to możliwe. Wie, co dostała w prezencie od losu i w jaki sposób powinna to wykorzystać nie tylko celem dogadzania sobie (kiedy ostatnio widzieliśmy w newsach nagłówek typu "nawalony w trzy dupy synalek znanego adwokata w furze za pół bańki rozjechał babę na pasach" albo "córka prominentnego polityka zamieszana w aferę krypto"? Wczoraj? Przedwczoraj?), ale i ku wspólnemu dobru. I patrząc z tej perspektywy, równie dobrze tytuł opowiadania można odnieść nie tyle do Erica i jego relacji z Alissą, a właśnie Doro. Przy czym pytanie, jakie faktycznie podejmie ona decyzje względem Erica, Alissy czy nawet Riley, bo przecież obie się znają, pozostawiam bez odpowiedzi. Podobnie niech każdy oceni, na ile ich związek będzie oparty jedynie o chłodne kalkulacje, a na ile o prawdziwe uczucie.
- i w końcu brat Erica i Riley. Pojawiający się jedynie na moment i nie posiadający nawet imienia, a przecież będący tą jedną kroplą, która przelała kielich wątpliwości Alissy. Być może powinno to być nawet mocniej podkreślone, ale ja nie jestem z tych, co walą czytelnika łopatą po łbie, powtarzając co dwa akapity: zrozumiałeś? Widziałeś? Ogarniasz? Tak? No to powtórzę jeszcze raz, tylko wolniej: TO JEST GOŁA DUPA XD
W zasadzie pozostaje mi się tylko cieszyć, że choć moje opowieści z założenia nie są (i nie oszukujmy się - nie będą) przeznaczone dla każdego, to ci, którzy lubią podobne im literackie podróże, docierają do celu usatysfakcjonowani. Choć niekoniecznie w sposób, w jaki na początku myśleli 😉
Agnessa Novvak · 10 godzin temu · "Noblesse oblige (IV) – to nie jest rozmowa na telefon…"
@Jakub - bez wnikania w szczegóły, to gdyby opowiadanie ukazało się te pół roku temu w sporo krótszej formie, Alissa prawdopodobnie byłaby właśnie taką dość jednowymiarową postacią. Natomiast odejście od uniwersum naszej byłej koleżanki pozwoliło mnie, a przede wszystkim moim bohater(k)om na znacznie większą swobodę.
Nie wiem, czy sam coś tworzysz (obojętne czy jest to pisanie, malowanie, jakieś aktywności muzyczne czy cokolwiek innego), natomiast mnie nieraz zdarza się tak, że w fabuła jest już w zasadzie ułożona w głowie, postaci podążają grzecznie własną ścieżką, a tymczasem jedna z nich postanawia nagle "ale ja tędy nie idę, bo nie!". I coś takiego zrobiła Alissa - mogła pozostać taką właśnie nieskomplikowaną lambadziarą, jednak byłoby to zmarnowanie jej potencjału. Podobnie jak Erica, bo jak wówczas wyglądałaby ta historia? Ona biedna i prosta, on wielki bogaty panicz, tylko białego konia i "żyli długo i szczęśliwie" brakuje. No ileż można?
Przy czym w takiej sytuacji należy jeszcze uwiarygodnić postępowanie bohaterów przed czytelnikiem, a nie poprzestać na "przez trzy rozdziały Alissa robiła tak, ale w czwartym wstała lewą nogą i postanowiła coś zupełnie przeciwnego". Na ile się to udało, pozostawiam innym.
Agnessa Novvak · 11 godzin temu · "Noblesse oblige (III) – gołą dupą w twarz!"
Zacznę od końca:
Nie polecam. Nawet z mapą, GPS i dokładnym opisem od lokalsa można się zgubić po drodze. Więcej niż raz. A moje manowce to naprawdę nie są widoki rodem z pocztówek.
Natomiast seks jest dla mnie jedynie elementem całości. Owszem, ważnym, ale czy najważniejszym? Tak naprawdę gdyby nie to, że jesteśmy na portalu wiadomego charakteru, to niektóre moje fabuły byłyby niemal zupełnie nieerotyczne (a jeśli tak, to co najwyżej na poziomie niewinnego biustu, rodem z polskich filmów z minionej epoki), za to miałyby jeszcze więcej opisów przyrody. Tej ubranej 😉
A z "seksuw dla seksuw" podśmiechujkuję się już bezczelnie, co zresztą widać.
Agnessa Novvak · 11 godzin temu · "Noblesse oblige (II) – big beautiful walentynka"
@Jakub - tak, można w moich tekstach zgubić się w nadmiarze formy, co nawet mnie osobiście się zdarza. Natomiast w zasadzie do zawsze najważniejsza jest dla mnie treść. I jeżeli jakaś historia nie wyda mi się ciekawa (oczywiście czysto subiektywnie, bo każdy ma swoje gusta i guściki), to nawet nie zacznę jej pisać, bo po co? Dla pisania? Nadto jest autorów, którzy cały czas wypuszczają "nowe" opowiadania, tworzone na zasadzie "napisz jeszcze raz to samo, tylko tak, żeby facetka się nie kapnęła". A że przy okazji powyżywam się literacko, to już inna sprawa 🙂
Agnessa Novvak · 11 godzin temu · "Noblesse oblige (I) – przerwana lekcja palcówki"
@Jakub - powtórzę jeden z własnych komentarzy pod inną częścią. Tak, stylizacja językowa ma u mnie zwykle jakiś cel (oczywiście poza popisywaniem się, że umiem 😛 ) i tutaj służy podkreśleniu różnic pomiędzy bohaterami. Owszem, można to zrobić na wiele innych sposobów, a najprostszym byłoby skupienie się na statusie majątkowym i powtarzanie co chwila "Eric spojrzał na Rolexa / Alissa sięgnęła do kieszeni bluzy z wyprzedaży", ale to byłoby skrajne uproszczenie. I na dodatek nie w moim stylu 😉
Niestety coś, co jest proste do zrealizowania w filmach (przyjrzyj się, w jaki sposób są ubrani jak się zachowują i przede wszystkim jak mówią konkretni bohaterowie w scenie: https://youtu.be/HDJEyqNw-9k - wystarczy do ok. 2;40, bo potem jest już nawalanka), w tekście pisanym wymaga dużo większej gimnastyki. Zazwyczaj z niejednoznacznym efektem, bo łatwo pójść ten krok za daleko i zamiast realnej postaci stworzyć parodię rodem z dzieł Papryka Wege. Tym gorszą, że zupełnie niezamierzoną. Na ile mnie się to udało (lub nie), wolę nie deliberować 😛
Ja0505 · 13 godzin temu · "Wilczyca (XXIX)"
Najgorsze jest to oczekiwanie. Ale warto jest czekać, bo naprawdę jest to wspaniała opowieść. Jako fan Pauliny każdą część czytam z wielką radością🙂
AlexFenriss · 13 godzin temu · "Wilczyca (XXIX)"
@Phorven już za tydzień ostatni rozdział trzeciej części. Dziękuję, że czytasz 🙂
Maro1 · 20 godzin temu · "Iza i Tomek (XXIII)"
@Staruch_ Tak, takie wyhamowanie i trochę romantycznego nastroju fajnie wpłynęłoby na naszą parę. Chciałbym ich takich zobaczyć. To trochę jak w motorsporcie – nie możesz każdego OS-u lecieć po bandzie na pełnej odcinie, bo żadne auto tego nie wytrzyma. Musisz kiedyś wrzucić na luz.
Wiem, że proces twórczy wymaga czasu, nastroju, a pewnie i weny. Absolutnie nie chciałbym popędzać autora, chociaż – tak jak zauważył – pewnie wszyscy przebieramy nogami, żeby dowiedzieć się, co wydarzy się w przyszłości między Izą i Tomkiem. W swojej głowie snuję różne scenariusze, ale @koko podejrzewam wszystkich nas zaskoczy.
Pozdrawiam serdecznie.
Jakub · 1 dzień temu · "Noblesse oblige (V) – nie wpada się dwa razy do tego samego basenu"
Po przeczytaniu całości mam podejrzenie, że „Noblesse oblige” jest małym literackim oszustwem.
Na pierwszym planie wystawiasz seks, bezczelność Alissy, erudycyjne wygibasy Erica i swoje ukochane językowe rokoko. Czytelnik ma się śmiać, rumienić albo sprawdzać, czy właśnie naprawdę przeczytał to, co przeczytał. Tymczasem właściwa historia rozgrywa się pół piętra niżej.
Bo chyba najciekawsze jest to, że zrobiłaś z niedopasowania językowego metaforę niedopasowania społecznego i emocjonalnego. Eric i Alissa nie tylko inaczej mówią. Oni inaczej porządkują świat. Początkowo właśnie ta różnica ich przyciąga i jest źródłem komizmu, później zaczyna uwierać, a w końcu staje się jednym z powodów, dla których Alissa sama uznaje, że miłość może nie wystarczyć.
I tu zrobiłaś rzecz paskudnie dobrą: najmniej subtelnej postaci dałaś najbardziej subtelną decyzję.
Alissa przez sporą część historii wygląda jak żywioł obdarzony libido i ubogim słownikiem, a ostatecznie okazuje się kimś zdolnym do najbardziej bolesnej odmiany miłości — takiej, która potrafi powiedzieć: „chcę ciebie, ale bardziej chcę twojego szczęścia”. Nagle wcześniejsze sceny zaczynają znaczyć trochę co innego.
A potem jeszcze Eric. Może spalić fotografie, ubrania i całą materialną archeologię związku, ale wystarczy jedno jego „to przez dym”, żeby wiadomo było, że Autorka nie zamierza podarować mu wygodnego katharsis. Ogień świetnie radzi sobie z papierem. Z pamięcią — zdecydowanie gorzej.
Dlatego po pięciu częściach najbardziej imponuje mi nie erotyka, choć niewątpliwie potrafisz pisać ją bez kompleksów, ani nawet język, którym ostentacyjnie się bawisz. Najbardziej podoba mi się konstrukcja: pozwalasz czytelnikowi długo sądzić, że wie, co czyta, a dopiero pod koniec pokazujesz mu, co właściwie przeczytał.
To rzadka umiejętność.
I jest tylko jeden skutek uboczny, którego chyba nie przewidziałaś: po ostatnim zdaniu przestała mnie najbardziej interesować historia Erica, Alissy i Doro.
Zaczął mnie interesować umysł kobiety, która ją wymyśliła.
Jakub · 1 dzień temu · "Noblesse oblige (V) – nie wpada się dwa razy do tego samego basenu"
Finał zrobiłaś przewrotnie dobrze. Po basenie, Doro, przejażdżce i całym tym erotyczno-komediowym rozpasaniu kończysz nie fajerwerkiem, tylko kawałkiem papieru wsuwanym w ogień i facetem usiłującym wmówić samemu sobie, że oczy łzawią mu od dymu. I nagle wiadomo, że spalenie pamiątek jest łatwiejsze niż spalenie tego, co znaczą. Świetna klamra: dużo ognia, ale katharsis podejrzanie niepełne. Jeśli taki był zamiar — chapeau bas. Jeśli nie — tym bardziej, bo wyszło Ci coś lepszego, niż planowałaś.
Jakub · 1 dzień temu · "Noblesse oblige (IV) – to nie jest rozmowa na telefon…"
I tutaj nagle okazuje się, że pod całym tym słownym konfetti od początku leżał nabity pistolet. Alissa, którą tak łatwo było wcześniej sprowadzić do wulgarności, temperamentu i libido, okazuje się chyba najbardziej świadomą emocjonalnie postacią tej historii. Najbardziej zabolało mnie właśnie to, że jej decyzja nie wynika z braku miłości, tylko z jej nadmiaru i przekonania, że Eric zasługuje na coś lepszego. To bardzo dobry zwrot, bo zmusza do ponownego ocenienia wszystkiego, co było wcześniej. Agnesso, zaczynam podejrzewać, że te wszystkie żarty służyły głównie temu, żebyśmy nie zauważyli, kiedy zastawiłaś pułapkę.
Jakub · 1 dzień temu · "Noblesse oblige (III) – gołą dupą w twarz!"
Tytuł „Gołą dupą w twarz!” powinien właściwie uniemożliwiać napisanie pod nim czegokolwiek inteligentnego. A jednak zrobiłaś z tego rozdział, w którym roleplay działa jednocześnie jako erotyka, komedia i kolejny sposób pokazywania charakterów. Coraz bardziej podoba mi się, że u Ciebie seks nie zatrzymuje fabuły — on ją opowiada. Kto przejmuje inicjatywę, kto gra, kto udaje, kto się wycofuje mówi o bohaterach więcej niż strona deklaracji. I jeszcze znajdujesz miejsce na dowcip. Podejrzewam, że masz w głowie zdecydowanie zbyt dużo przegródek. Chętnie zobaczyłbym instrukcję obsługi.
Jakub · 1 dzień temu · "Noblesse oblige (II) – big beautiful walentynka"
No i tu mnie dopadłaś. Człowiek nastawia się na kolejną porcję językowej bezczelności, przebieranek i walentynkowego szaleństwa, a pod spodem zaczyna wyrastać całkiem czuła historia o pierwszym uczuciu. Najbardziej podoba mi się, że nie informujesz czytelnika: „uwaga, teraz będzie emocjonalnie”. Dalej żartujesz, dalej robisz słowne piruety, a tymczasem bohaterowie niepostrzeżenie przestają być figurami w erotycznej farsie. Bardzo nieładnie, Agnesso. Człowiek przyszedł się rozerwać, a Ty każesz mu jeszcze coś poczuć.
Jakub · 1 dzień temu · "Noblesse oblige (I) – przerwana lekcja palcówki"
Po pierwszych akapitach miałem wrażenie, że Autorka postanowiła sprawdzić, ile figur stylistycznych można zmieścić między dwiema częściami garderoby, zanim czytelnik wezwie pomoc. Potem zrozumiałem, że właśnie o to chodzi: Eric i Alissa nie tylko mówią inaczej — oni mieszkają w dwóch różnych językach. I nagle całe to Twoje „rokoko” przestaje być ornamentem, a zaczyna robić za charakterystykę postaci. Bezczelnie sprytne. Najgorsze, Agnesso, że człowiek zaczyna czytać dla fabuły, a po chwili łapie się na tym, że poluje na Twoje językowe wygibasy. To chyba już uzależnienie zawodowe Autorki.
Phorven · 1 dzień temu · "Wilczyca (XXIX)"
Nadrobiłem całość i z wyczekiwaniem czekam na kolejne części
Jorg · 2 dni temu · "Iza i Tomek (XXIII)"
@Staruch_ ja też nie mam nic przeciwko 😁miałem na myśli tylko że dla Koko spokojniej może nie znaczyć że będzie cisza i spokój a tylko mniej akcji niż ostatnio
Staruch_ · 2 dni temu · "Iza i Tomek (XXIII)"
@Jorg - a ja nie mam nic przeciwko, by jakiś kolejny rozdział był „obiektywnie” spokojny. Ba, nawet romantyczny. Już kiedyś pisałem, że dobra opowieść jest jak dobra płyta - wymaga zmian tempa. Czasem potrzeba przestrzeni, powietrza aby dać szansę na chwilę refleksji i by skontrastować to z momentami bardziej intensywnymi. Tak by uniknąć efektu znużenia.
Poza tym bohaterowie są w takim momencie fabuły, że chyba potrzebują potwierdzić sobie pewne rzeczy, odnowić intymność, zanim posuną się jeszcze dalej. Aby nie stało się zbyt „mechanicznie” i bezosobowo, jak zauważył @Tg.
Pozdrawiam
Strona „B”
Wilczyca (XXIX)
Noblesse oblige (V) – nie wpada…
Noblesse oblige (IV) – to nie…
Noblesse oblige (III) – gołą dupą…
Noblesse oblige (II) – big beautiful…
Noblesse oblige (I) – przerwana lekcja…
Glina pamięta (II) - Przy jednym…
Glina pamięta (I) - Za zamkniętymi…
Wilczyca (XXVIII)