@Jakub - to zrób sobie kiedyś dzień samoupodlenia rozumu i godności człowieka: poszukaj choćby na fejsie autorek powieści posuwisto-zwrotnych i zacznij sprawdzać, o czym i w jaki sposób piszą (zazwyczaj udostępniają darmowe zajawki na swoich profilach czy choćby wattpadzie). Oczywiście nie każda będzie reprezentowała ten sam poziom, ale jeśli oczekujesz jakichś podniosłych doznań literackich, to możesz się mocno zdziwić. I to niespecjalnie pozytywnie.
@Jakub tak zwłaszcza jak czytasz na raty to jest problem z wystawieniem oceny ale za to podoba mi się nowa forma oceny rozbita na trzy elementy super pomysł.ale ocenę można później wstawić 😁
@Agnessa_Novvak Czyli granica przebiega mniej więcej tam, gdzie redakcja przestaje usuwać niedoskonałości, a zaczyna produkować nowe. To akurat brzmi jak bardzo zdrowa definicja końca pracy.
A przykład z Anią jest okrutny, bo teraz już zawsze będę podejrzewał, że gdzieś istnieje autor, który właśnie poprawia „wyszła z domu na przystanek” na „opuściła mieszkanie i skierowała się ku przystankowi”, po czym z satysfakcją uznaje tekst za literaturę. 😉
na początku oczywiście nie daje oceny bo dla algorytmu za szybko czytam albo nie powinienem na dwa razy podchodzić do tekstu.. ale opowiadanie jest świetne. Pozostawia niedosyt - podświadomie oczekiwałem dramatycznych zwrotów ale bez nich spokojna miłość..
@Diabełwgłowie Pozdrawiam autora i w pas się kłaniam w podziwie. Opowiadanie po prostu zajebiste... ale zgodnie z moją naturą na forum znaną zapytam Szanownego autora o kontynuację- czy jest możliwość kontynuacji znajomości małżeństwa bohaterów z Mariuszem w kontekście być może kontynuowania kariery aktorskiej Marty ,z Magdą,z Rafałem w kontekście kontynuacji ich znajomości seksualnej i wspólnych uciech cielesnych, niezależnie od tego,czy znowu na Mazurach ,czy też w innym regionie kraju.
@Jakub - jak czuję, że mam już dość, to wtedy odpuszczam 😉 A jeżeli usuwając jedne błędy, jednocześnie produkuję drugie (co się zdarza zwłaszcza przy łączeniu krótkich zdań w dłuższe i odwrotnie, a także przy dopisywaniu nowych, kiedy łatwo można zgubić przecinek lub dołożyć powtórzenie), to wtedy koniecznie trzeba przestać i to od razu. A wciąż mówię bardziej o błędach czysto technicznych, a nie wygładzaniu stylu jako takiego, bo tutaj zawsze można zrobić coś jeszcze: tu lepszy epitet, a tam jakąś mniej oczywistą metaforę, a jeszcze gdzie indziej ciekawszy szyk zdania i tak dalej. Dlatego zazwyczaj wyglądam momentu, w którym wiem, że niby wciąż może być lepiej, ale zaczynam poprawiać poprawki i robić sztukę dla sztuki.
Przy czym zaznaczam: to dotyczy mojego stylu. Ktoś, kto pisze w sposób "Ania ma 20 lat i długie włosy. Właśnie wypiła kawę i założyła spodnie. Wyszła z domu na przystanek. Po drodze myślała o swoim chłopaku Marcinie i jego nadchodzących 22 urodzinach" raczej będzie miał inne priorytety w zakresie redakcji/korekty/samego procesu tworzenia niż ja.
@Jakub - tyle że ta sama scena na etapie planowania niekoniecznie musi być identyczna z tą, która została napisana, poprawiona raz, drugi i dziesiąty, przeniesiona (także nieraz więcej niż raz 😉 ) na inne miejsce i jeszcze przemielona przez redakcję na końcu. Zresztą z tą redakcją też różnie bywa, bo teoretycznie powinien być to bardziej ostateczny szlif, a praktycznie czasami polega na zaoraniu całych fragmentów do gołej kartki i napisaniu ich od nowa. Albo i nie, jeżeli okazały się zbędne z dowolnego powodu. Więc uznajmy, że jeśli na przykład powyższa część została opublikowana 22.09.2026, to jest ona finalną wersją na ten dzień. Niekoniecznie tydzień wcześniej i niekoniecznie miesiąc później. A grzebać w tekście można tak naprawdę w nieskończoność.
@Agnessa_Novvak Przyjąłem sygnał. „Pomidor” byłby jednak trochę zbyt bolesną recenzją moich zdolności do trzymania się tematu. 😉
Wracam więc grzecznie do tekstu, zanim rzeczywiście zacznę zasługiwać na warzywną odpowiedź.
Ale jedną rzecz Ci zostawię: bardzo podoba mi się, że potrafisz w paru zdaniach opowiedzieć o warsztacie tyle, że człowiek zaczyna czytać kolejne fragmenty trochę inaczej niż wcześniej. Teraz już będę się zastanawiał, które sceny miałaś zaplanowane od początku, a które wygrały z planem po drodze.
@Agnessa_Novvak Zauważyłem, że bardzo sprawnie odpowiedziałaś na wszystko poza jednym fragmentem pytania. 😉
Biurko, laptop, za mało czasu i kapryśna wena przyjmuję do wiadomości. Ale część dotyczącą tego, jak właściwie wygląda Autorka przy tym biurku, ominęłaś z precyzją godną kogoś, kto doskonale wie, co robi.
I teraz mam problem, bo moja ciekawość zamiast zniknąć, właśnie dostała dodatkowe paliwo.
Może rzeczywiście żadnego kominka, Chopina ani wróżek literatuszek. Tylko coś mi mówi, że nawet najbardziej prozaiczny obrazek potrafiłabyś przedstawić tak, żebym i tak zobaczył go zdecydowanie mniej prozaicznie, niż zamierzałaś. 😉
@Jakub - teoretycznie można kontynuować opowiadanie zakończone nawet najbardziej ostatecznie, czyli zgonem bohaterów. Wszystkich. I nie mówię o sequelu, ale właściwej kontynuacji. Żeby trzymać się własnego przykładu, to choćby druga część "Fin de siecle" mógłaby być na przykład stylowym kryminałem, w którym śmierć trojga głównych postaci jest punktem wyjścia dla śledztwa. Czy prowadzonego przez kogoś zupełnie nowego, czyli np. carskiego inspektora, czy kogoś, kto choć co prawda na chwilę, ale jednak się pojawił, w osobach matki/ojca świętej pamięci bohaterki, to już byłoby do ustalenia na bieżąco. Grunt, że się da - tylko ponawiam pytanie: po co? Już lepiej zacząć taką historię od czystej kartki.
W przypadku "Noblesse" sytuacja jest już nieco inna i przyznam, że rozważania o dalszym losie tego co nieco krzywego czworokąta 😉 są całkiem interesujące. Natomiast czym innym jest zastanawianie się "co by było, gdyby" lub nawet ułożenie całkiem sensownej historii w głowie, a czym innym przeniesienie jej na papier. Znaczy ekran 🙂 Bo wtedy dochodzi to, o czym pisalismy wcześniej, czyli zadbanie o spójność narracji dla każdej postaci, logikę fabuły z jakimś głównym motywem przewodnim (bo przecież nie może to być luźny zbiór scen), wreszcie o odpowiednie stężenie erotyki w erotyce. O takich oczywistościach jak ewentualne wprowadzenie nowego charakteru nawet nie mówię, a przecież gdybyśmy weszli bliżej w prywatność Riley lub przeszłość Doro, to na pewno ktoś taki musiałby się pojawić. Dlatego dyskutujmy sobie do woli, ale bez absolutnie żadnych obiecanek.
Tak. I nie pytaj, bo i tak dyskusja skręciła nie tam, dokąd powinna, już parę komentarzy temu. A na serio nie chcę wzorem @AlexFenriss zacząć odpowiadać "pomidor".
@Agnessa_Novvak „Tajemnica autorska” brzmi podejrzanie jak elegancki sposób powiedzenia: „nie wszystko dostaniesz od razu”. I chyba słusznie. 😉
Najbardziej ciekawi mnie to, że raz potrzebujesz konstrukcji niemal od linijki, a innym razem pozwalasz historii trochę Cię prowadzić. Podejrzewam, że po samym tekście dałoby się nawet rozpoznać, kiedy miałaś wszystko pod kontrolą, a kiedy coś albo ktoś zaczął Ci się wymykać.
I chyba właśnie te drugie przypadki interesują mnie najbardziej.
Swoją drogą coraz mniej jestem ciekawy wyłącznie tego, co dzieje się w Twojej głowie podczas pisania. Zaczynam się zastanawiać również nad bardziej przyziemnymi szczegółami całego procesu — gdzie piszesz, o jakiej porze, z czym pod ręką… i jak wyglądasz, kiedy naprawdę wpadasz w ten swój autorski trans.
Ale rozumiem, że to już pewnie kolejna „tajemnica autorska”. 😉
@Jakub - patrz poprzedni komentarz. W tym na serio nie ma nic z wyidealizowanego wyobrażenia typu "płonący kominek, koncert szopenowski w tle, kapcie, herbatka, koteł, wróżki literatuszki latające pod sufitem". Owszem, zapewne niektórzy tak pracują, ale ja nie. Jest to raczej biurko, krzesło, laptop, zawsze za mało czasu, wena żyjąca własnym życiem. Wszystko. Chociaż może to i dobrze, bo w romantycznym anturażu to się fajnie książki czyta, ale niekoniecznie pisze.
A poważniej, to różnie. Zwykle powstaje pomysł na główny zarys fabuły, w oparciu o najważniejsze sceny, które też muszą zostać wymyślone, zanim zostanie zapisane choć jedno słowo. Czasami to jest bardzo ogólny szkic ("Noblesse oblige" w zasadzie nie miało określonego zakończenia jeszcze w około połowie pisania, a może nawet i później), innym razem dość dokładny plan (np. "Masquerade" czy "Fin de siecle", jako teksty mające spełniać bardzo konkretne zasady, musiały zostać opracowane "na gotowo" w głowie, żeby się potem nie rozrosły ponad miarę), różnie bywa. Czasami można też wyjść od bohatera/bohaterki, bez jasnego kierunku, w jakim ma podążać, przy czym rezultat jest zwykle mocno niejednoznaczny - patrz Adelina z "Gwiezdnej kobiety".
@Jakub - zazwyczaj wiem, kiedy przestać. Chyba że z założenia coś ma być przejaskrawione, to raczej puszczam swobodnie wodze stylistycznego jednorożca i niech się dzieje, co chce 😄
@Agnessa_Novvak Im więcej piszesz o kulisach, tym bardziej zaczynam podejrzewać, że sam proces twórczy interesuje mnie już prawie tak samo jak efekt.
Tylko mam teraz pytanie zdecydowanie mniej literackie: jak właściwie wyglądasz, kiedy piszesz? Elegancko i skupiona przy biurku, czy raczej wersja „nie przeszkadzać, Autorka pracuje” — włosy spięte byle jak, kawa pod ręką i garderoba ograniczona do absolutnego minimum? 😉
Bo skoro już pokazujesz mi, jak wygląda bałagan w Twojej głowie podczas pisania, to ciekawość zaczyna mi schodzić trochę niżej.
@Agnessa_Novvak To akurat brzmi bardziej jak zachęta niż ostrzeżenie. Mapa, GPS, lokalny przewodnik i jeszcze gwarancja, że człowiek i tak się zgubi? Trudno o lepszą reklamę.
chyba właśnie dlatego Twoje teksty działają. Seks jest u Ciebie jednym z języków opowiadania, ale nigdy całym słownikiem. I dobrze, bo „seksuw dla seksuw” wystarcza na chwilę, a ciekawość tego, co Autorka jeszcze schowała za następnym zakrętem, trzyma znacznie dłużej.
Co do tych manowców — nie skreślałbym ich tylko dlatego, że nie są pocztówkowe. Najciekawsze miejsca zazwyczaj właśnie nie są. 😉
I to chyba właśnie tłumaczy, dlaczego te wszystkie Twoje językowe wygibasy dają się czytać bez poczucia, że autor urządził sobie pokaz sztuczek dla samego pokazu. Pod spodem zawsze jest coś, co naprawdę chcesz opowiedzieć.
Zresztą podejrzewam, że tu działa jeszcze coś gorszego: najpierw wymyślasz historię, a potem najwyraźniej nie potrafisz się powstrzymać, żeby jej dodatkowo nie ubrać, uczesać i wypuścić na miasto w stroju zdecydowanie zbyt efektownym jak na zwykłe opowiadanie. 😉
I dobrze. „Napisz to samo jeszcze raz, tylko żeby facetka się nie kapnęła” brzmi jak całkiem trafna definicja sporej części literatury erotycznej. U Ciebie przynajmniej człowiek czasem nie wie, czy bardziej śledzi bohaterów, czy Autorkę, która ewidentnie świetnie się bawi za kulisami.
Tylko teraz mnie zaciekawiłaś: co zwykle pojawia się u Ciebie pierwsze — konkretna scena, bohater, czy cała historia? Bo mam wrażenie, że niektóre fragmenty musiały Ci się najpierw pojawić w głowie niemal gotowe.
No właśnie problem polega na tym, że chyba trochę za dobrze Ci się to udało. Gdyby Eric tylko zerkał na Rolexa, a Alissa poprawiała bluzę z wyprzedaży, po trzech akapitach wiedziałbym już wszystko i mógł spokojnie wrócić do życia. A tak człowiek zaczyna się zastanawiać, czy kolejne językowe przegięcie jest jeszcze charakterystyką postaci, czy już Autorka zwyczajnie dobrze się bawi jego kosztem.
A Kingsmana akurat bardzo lubię — i chyba dlatego od razu rozumiem, co masz na myśli. Tam garnitur, sposób mówienia, gesty i cała ta przesadnie elegancka forma mówią o bohaterach niemal tyle samo co dialog. Tylko film ma łatwiej, bo pokaże dobrze skrojony garnitur, spojrzenie i sposób trzymania kieliszka w trzy sekundy. Ty musisz to wszystko przemycić słowami, nie zamieniając postaci w katalog stereotypów.
I podejrzewam, że właśnie w tym jesteś najbardziej niebezpieczna: pozwalasz sobie na krok za daleko, ale zatrzymujesz się pół kroku przed parodią. Przynajmniej zazwyczaj. 😉
Bardziej ciekawi mnie coś innego: po czym sama poznajesz, że już przesadziłaś? Bo nie wierzę, że pisząc takie rokoko, nie masz czasem z tyłu głowy: „dobra, Agnessa, jeszcze jedno porównanie i Papryk Vega przejmuje narrację”.
Pewnie na dniach ukaże sie nowe opowiadanie, chociaż nie w tematyce weselnej. Można powiedzieć, że bedzie to kolejna przygoda znanych juz postaci.
Niedługo po tym, wrzucę jeszcze inny tekst, który mam przygotowany. Bedzie trochę cięższy, jesli chodzi o klimat i w innym niż większość settingu.
Agnesso, podejrzewam, że właśnie w tym miejscu rozmijamy się tylko pozornie.
Bo ja wcale nie próbuję Ci wmówić, że „Noblesse oblige” czytają po kryjomu miliony, a świat — jak to świat, zajęty sprawami najwyższej wagi, typu rolki z kotami i kolejnym genialnym sposobem na zrobienie jajecznicy — jeszcze nie zauważył, co mu umknęło 😉 Statystyki są, jakie są. Tyle że statystyka mówi mi, ilu ludzi weszło do pokoju. Niekoniecznie, co było w nim do zobaczenia.
A ja mam chyba tę przypadłość, że jeśli już do jakiegoś pokoju wejdę i zauważę drugie drzwi, to zamiast grzecznie usiąść na krześle, zaczynam sprawdzać, dokąd prowadzą. Potem zaglądam za zasłonę. Następnie, owszem, pod podłogę. A jeśli jeszcze znajdę tam coś interesującego, to bieda — będę grzebał dalej.
I tu właśnie dochodzimy do rzeczy, która mnie w Twoim pisaniu naprawdę interesuje. Nie to, że ma warstwy. Cebula też ma warstwy i jakoś nie prowadzimy o niej trzydniowych dyskusji 😉 Chodzi raczej o to, że te warstwy nie sprawiają wrażenia doklejonych po fakcie. Jedna wynika z drugiej. Seks wynika z charakteru postaci, charakter z relacji, relacja z historii, a gdzieś obok jeszcze siedzi narrator i z miną niewiniątka puszcza do czytelnika oko.
I być może właśnie dlatego tak dobrze mi się z Tobą o tym rozmawia. Bo mam wrażenie, że oboje interesuje nas nie tyle „co się wydarzyło?”, ile raczej „dlaczego właśnie tak, a nie inaczej?” oraz — jeszcze ciekawsze — „co to mówi o człowieku, który zrobił coś, czego sam przed chwilą po sobie się nie spodziewał?”.
A teraz kontynuacja.
Tu już całkiem mnie rozbawiłaś, bo najpierw piszesz, że nie przepadasz za wracaniem do zamkniętych historii, po czym sama otwierasz przede mną cały wachlarz drzwi i pytasz, które z nich miałyby sens 😉
Nie potrzebuję „Noblesse oblige 2”, w którym Alissa wraca po roku, zakłada uszka, ogonek, przewraca trzy krzesła, dwa stoliki i Erica, a czytelnik z satysfakcją odhacza kolejne pozycje z listy 😉 To byłoby właśnie wejście drugi raz do tego samego basenu. I zapewne jeszcze głową naprzód, żeby było efektowniej.
Mnie bardziej ciekawi moment, w którym postaci przestaną pełnić funkcje, jakie pełniły w tej historii.
Riley bez Erica do ratowania.
To jest dla mnie chyba najciekawsze.
Bo dopóki jest siostrą, opiekunką, powierniczką, trochę matką, trochę strażnikiem granic i trochę jednoosobowym ministerstwem do spraw życia młodszego brata, dopóty bardzo łatwo nie pytać, kim jest sama dla siebie.
A Ty już gdzieś mimochodem zasugerowałaś, że odpowiedź mogłaby być mniej uporządkowana, niż Riley chciałaby przyznać.
I właśnie takie postaci mnie najbardziej interesują: te, które świetnie radzą sobie z cudzym chaosem, bo własnego wolą nie dotykać.
Doro podobnie.
Nie „czy będzie trzymała Erica krótko?”, tylko raczej: co robi kobieta, która zapewne doskonale wie, że dostała mężczyznę wraz z całym bagażem uczuć skierowanych niekoniecznie pod właściwy adres?
Czy wystarcza jej układ?
Czy zaczyna chcieć czegoś prawdziwego?
Czy próbuje zasłużyć na uczucie, którego przecież nie powinno się dać „zasłużyć”?
A może przeciwnie — jest od niego dojrzalsza i wcześniej rozumie, że pewnych rzeczy po prostu się nie dostaje?
To już nie byłaby opowieść o Ericu. On mógłby być wręcz problemem w cudzej historii.
I Alissa też zaczyna być ciekawsza dopiero wtedy, gdy przestaje reagować na Erica.
Bo kim jest Alissa rok później, kiedy nie musi mu niczego udowadniać?
Ani go zdobywać.
Ani odpychać.
Ani karać.
Ani prowokować.
Czy bez tego lustra nadal jest dokładnie tą samą kobietą?
No i właśnie dlatego trochę Ci nie wierzę, kiedy piszesz o „zamkniętej historii”.
Historia może być zamknięta fabularnie. Jasne.
Tylko bohaterowie są podejrzanie żywi.
A żywi bohaterowie mają tę paskudną przypadłość, że czasami po zakończeniu tekstu dalej chodzą autorowi po domu, otwierają lodówkę i bez pytania wyjadają ser 😉
Więc spokojnie. Nie będę Cię namawiał do kontynuacji.
Będę tylko obserwował, jak długo sama wytrzymasz bez sprawdzenia, co właściwie stało się z Riley.
Bo mam dziwne przeczucie, że właśnie ona kiedyś zapuka Ci w głowie do drzwi i oznajmi:
„Przepraszam bardzo, ale chyba zapomniałaś, że ja też mam swoją historię”.
Serwis zawiera treści o charakterze erotycznym, przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich. Decydując
się na wejście na strony serwisu Pokatne.pl potwierdzasz, że jesteś osobą pełnoletnią.
Pliki cookies i polityka prywatności
Zgodnie z rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r (RODO).
Potrzebujemy Twojej zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych przechowywanych w plikach cookies.
Zgadzam się na przechowywanie na urządzeniu, z którego korzystam tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie moich
danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania przeze mnie ze stron internetowej lub serwisów oraz innych
parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych i w celach analitycznych.
Więcej informacji na ten temat znajdziesz w regulaminie serwisu.
Agnessa Novvak · 15 minut temu · "Noblesse oblige (II) – big beautiful walentynka"
@Jakub - to zrób sobie kiedyś dzień samoupodlenia rozumu i godności człowieka: poszukaj choćby na fejsie autorek powieści posuwisto-zwrotnych i zacznij sprawdzać, o czym i w jaki sposób piszą (zazwyczaj udostępniają darmowe zajawki na swoich profilach czy choćby wattpadzie). Oczywiście nie każda będzie reprezentowała ten sam poziom, ale jeśli oczekujesz jakichś podniosłych doznań literackich, to możesz się mocno zdziwić. I to niespecjalnie pozytywnie.
Jorg · 6 godzin temu · "Tym razem na miejscu" ·
@Jakub tak zwłaszcza jak czytasz na raty to jest problem z wystawieniem oceny ale za to podoba mi się nowa forma oceny rozbita na trzy elementy super pomysł.ale ocenę można później wstawić 😁
Jakub · 6 godzin temu · "Noblesse oblige (II) – big beautiful walentynka"
@Agnessa_Novvak Czyli granica przebiega mniej więcej tam, gdzie redakcja przestaje usuwać niedoskonałości, a zaczyna produkować nowe. To akurat brzmi jak bardzo zdrowa definicja końca pracy.
A przykład z Anią jest okrutny, bo teraz już zawsze będę podejrzewał, że gdzieś istnieje autor, który właśnie poprawia „wyszła z domu na przystanek” na „opuściła mieszkanie i skierowała się ku przystankowi”, po czym z satysfakcją uznaje tekst za literaturę. 😉
Jakub · 6 godzin temu · "Tym razem na miejscu"
na początku oczywiście nie daje oceny bo dla algorytmu za szybko czytam albo nie powinienem na dwa razy podchodzić do tekstu.. ale opowiadanie jest świetne. Pozostawia niedosyt - podświadomie oczekiwałem dramatycznych zwrotów ale bez nich spokojna miłość..
pepesza_41 · 7 godzin temu · "Mazurska gorączka (II)"
@Diabełwgłowie Pozdrawiam autora i w pas się kłaniam w podziwie. Opowiadanie po prostu zajebiste... ale zgodnie z moją naturą na forum znaną zapytam Szanownego autora o kontynuację- czy jest możliwość kontynuacji znajomości małżeństwa bohaterów z Mariuszem w kontekście być może kontynuowania kariery aktorskiej Marty ,z Magdą,z Rafałem w kontekście kontynuacji ich znajomości seksualnej i wspólnych uciech cielesnych, niezależnie od tego,czy znowu na Mazurach ,czy też w innym regionie kraju.
Jorg · 8 godzin temu · "Tym razem na miejscu"
O jakie to dobre …. Poproszę dokładkę jeśli można
pepesza_41 · 8 godzin temu · "Mazurska gorączka (II)"
@Intel Pozdrawiam i w pełni zgadzam się z wnioskiem o kontynuację.
pepesza_41 · 8 godzin temu · "Mazurska gorączka (I)"
Pozdrawiam autora. Opowiadanie zajebiste,tak po prostu zajebiste.
Agnessa Novvak · 10 godzin temu · "Noblesse oblige (II) – big beautiful walentynka" ·
@Jakub - jak czuję, że mam już dość, to wtedy odpuszczam 😉 A jeżeli usuwając jedne błędy, jednocześnie produkuję drugie (co się zdarza zwłaszcza przy łączeniu krótkich zdań w dłuższe i odwrotnie, a także przy dopisywaniu nowych, kiedy łatwo można zgubić przecinek lub dołożyć powtórzenie), to wtedy koniecznie trzeba przestać i to od razu. A wciąż mówię bardziej o błędach czysto technicznych, a nie wygładzaniu stylu jako takiego, bo tutaj zawsze można zrobić coś jeszcze: tu lepszy epitet, a tam jakąś mniej oczywistą metaforę, a jeszcze gdzie indziej ciekawszy szyk zdania i tak dalej. Dlatego zazwyczaj wyglądam momentu, w którym wiem, że niby wciąż może być lepiej, ale zaczynam poprawiać poprawki i robić sztukę dla sztuki.
Przy czym zaznaczam: to dotyczy mojego stylu. Ktoś, kto pisze w sposób "Ania ma 20 lat i długie włosy. Właśnie wypiła kawę i założyła spodnie. Wyszła z domu na przystanek. Po drodze myślała o swoim chłopaku Marcinie i jego nadchodzących 22 urodzinach" raczej będzie miał inne priorytety w zakresie redakcji/korekty/samego procesu tworzenia niż ja.
Jakub · 13 godzin temu · "Noblesse oblige (II) – big beautiful walentynka"
@Agnessa_Novvak Czyli „wersja finalna” to u Ciebie raczej aktualny stan rozejmu między Autorką a tekstem. 😉
I chyba najciekawsze jest właśnie to, że nie bronisz sceny tylko dlatego, że już została napisana. To trudniejsza dyscyplina niż samo pisanie.
Pozostaje tylko pytanie: po czym poznajesz, że tym razem trzeba już naprawdę przestać poprawiać?
Agnessa Novvak · 14 godzin temu · "Noblesse oblige (II) – big beautiful walentynka"
@Jakub - tyle że ta sama scena na etapie planowania niekoniecznie musi być identyczna z tą, która została napisana, poprawiona raz, drugi i dziesiąty, przeniesiona (także nieraz więcej niż raz 😉 ) na inne miejsce i jeszcze przemielona przez redakcję na końcu. Zresztą z tą redakcją też różnie bywa, bo teoretycznie powinien być to bardziej ostateczny szlif, a praktycznie czasami polega na zaoraniu całych fragmentów do gołej kartki i napisaniu ich od nowa. Albo i nie, jeżeli okazały się zbędne z dowolnego powodu. Więc uznajmy, że jeśli na przykład powyższa część została opublikowana 22.09.2026, to jest ona finalną wersją na ten dzień. Niekoniecznie tydzień wcześniej i niekoniecznie miesiąc później. A grzebać w tekście można tak naprawdę w nieskończoność.
Krzysztof · 22 godziny temu · "Po drugiej stronie lustra"
Niesamowicie dobrze się czytało rewelacja czekam na kontynuację
Jakub · 23 godziny temu · "Noblesse oblige (II) – big beautiful walentynka"
@Agnessa_Novvak Przyjąłem sygnał. „Pomidor” byłby jednak trochę zbyt bolesną recenzją moich zdolności do trzymania się tematu. 😉
Wracam więc grzecznie do tekstu, zanim rzeczywiście zacznę zasługiwać na warzywną odpowiedź.
Ale jedną rzecz Ci zostawię: bardzo podoba mi się, że potrafisz w paru zdaniach opowiedzieć o warsztacie tyle, że człowiek zaczyna czytać kolejne fragmenty trochę inaczej niż wcześniej. Teraz już będę się zastanawiał, które sceny miałaś zaplanowane od początku, a które wygrały z planem po drodze.
Jakub · 23 godziny temu · "Noblesse oblige (IV) – to nie jest rozmowa na telefon…"
@Agnessa_Novvak Zauważyłem, że bardzo sprawnie odpowiedziałaś na wszystko poza jednym fragmentem pytania. 😉
Biurko, laptop, za mało czasu i kapryśna wena przyjmuję do wiadomości. Ale część dotyczącą tego, jak właściwie wygląda Autorka przy tym biurku, ominęłaś z precyzją godną kogoś, kto doskonale wie, co robi.
I teraz mam problem, bo moja ciekawość zamiast zniknąć, właśnie dostała dodatkowe paliwo.
Może rzeczywiście żadnego kominka, Chopina ani wróżek literatuszek. Tylko coś mi mówi, że nawet najbardziej prozaiczny obrazek potrafiłabyś przedstawić tak, żebym i tak zobaczył go zdecydowanie mniej prozaicznie, niż zamierzałaś. 😉
Jakub · 23 godziny temu · "Noblesse oblige (V) – nie wpada się dwa razy do tego samego basenu" ·
@Agnessa_Novvak brzmi wspaniale.
Jorg · 1 dzień temu · "Urodziny w Prima Aprilis"
Chyba mnie czeka maraton z darkosik….
Agnessa Novvak · 1 dzień temu · "Noblesse oblige (V) – nie wpada się dwa razy do tego samego basenu" ·
@Jakub - teoretycznie można kontynuować opowiadanie zakończone nawet najbardziej ostatecznie, czyli zgonem bohaterów. Wszystkich. I nie mówię o sequelu, ale właściwej kontynuacji. Żeby trzymać się własnego przykładu, to choćby druga część "Fin de siecle" mógłaby być na przykład stylowym kryminałem, w którym śmierć trojga głównych postaci jest punktem wyjścia dla śledztwa. Czy prowadzonego przez kogoś zupełnie nowego, czyli np. carskiego inspektora, czy kogoś, kto choć co prawda na chwilę, ale jednak się pojawił, w osobach matki/ojca świętej pamięci bohaterki, to już byłoby do ustalenia na bieżąco. Grunt, że się da - tylko ponawiam pytanie: po co? Już lepiej zacząć taką historię od czystej kartki.
W przypadku "Noblesse" sytuacja jest już nieco inna i przyznam, że rozważania o dalszym losie tego co nieco krzywego czworokąta 😉 są całkiem interesujące. Natomiast czym innym jest zastanawianie się "co by było, gdyby" lub nawet ułożenie całkiem sensownej historii w głowie, a czym innym przeniesienie jej na papier. Znaczy ekran 🙂 Bo wtedy dochodzi to, o czym pisalismy wcześniej, czyli zadbanie o spójność narracji dla każdej postaci, logikę fabuły z jakimś głównym motywem przewodnim (bo przecież nie może to być luźny zbiór scen), wreszcie o odpowiednie stężenie erotyki w erotyce. O takich oczywistościach jak ewentualne wprowadzenie nowego charakteru nawet nie mówię, a przecież gdybyśmy weszli bliżej w prywatność Riley lub przeszłość Doro, to na pewno ktoś taki musiałby się pojawić. Dlatego dyskutujmy sobie do woli, ale bez absolutnie żadnych obiecanek.
Agnessa Novvak · 1 dzień temu · "Noblesse oblige (II) – big beautiful walentynka"
Tak. I nie pytaj, bo i tak dyskusja skręciła nie tam, dokąd powinna, już parę komentarzy temu. A na serio nie chcę wzorem @AlexFenriss zacząć odpowiadać "pomidor".
Jorg · 1 dzień temu · "Po drugiej stronie lustra"
@darkosik więc może będą równie ciekawe bohaterki 😜
darkosik · 1 dzień temu · "Po drugiej stronie lustra"
@Jorg lubię skakać po różnych tematach i bohaterach 🙂
Jakub · 1 dzień temu · "Noblesse oblige (II) – big beautiful walentynka"
@Agnessa_Novvak „Tajemnica autorska” brzmi podejrzanie jak elegancki sposób powiedzenia: „nie wszystko dostaniesz od razu”. I chyba słusznie. 😉
Najbardziej ciekawi mnie to, że raz potrzebujesz konstrukcji niemal od linijki, a innym razem pozwalasz historii trochę Cię prowadzić. Podejrzewam, że po samym tekście dałoby się nawet rozpoznać, kiedy miałaś wszystko pod kontrolą, a kiedy coś albo ktoś zaczął Ci się wymykać.
I chyba właśnie te drugie przypadki interesują mnie najbardziej.
Swoją drogą coraz mniej jestem ciekawy wyłącznie tego, co dzieje się w Twojej głowie podczas pisania. Zaczynam się zastanawiać również nad bardziej przyziemnymi szczegółami całego procesu — gdzie piszesz, o jakiej porze, z czym pod ręką… i jak wyglądasz, kiedy naprawdę wpadasz w ten swój autorski trans.
Ale rozumiem, że to już pewnie kolejna „tajemnica autorska”. 😉
Agnessa Novvak · 1 dzień temu · "Noblesse oblige (IV) – to nie jest rozmowa na telefon…" ·
@Jakub - patrz poprzedni komentarz. W tym na serio nie ma nic z wyidealizowanego wyobrażenia typu "płonący kominek, koncert szopenowski w tle, kapcie, herbatka, koteł, wróżki literatuszki latające pod sufitem". Owszem, zapewne niektórzy tak pracują, ale ja nie. Jest to raczej biurko, krzesło, laptop, zawsze za mało czasu, wena żyjąca własnym życiem. Wszystko. Chociaż może to i dobrze, bo w romantycznym anturażu to się fajnie książki czyta, ale niekoniecznie pisze.
Agnessa Novvak · 1 dzień temu · "Noblesse oblige (II) – big beautiful walentynka"
@Jakub - tajemnica autorska 😉
A poważniej, to różnie. Zwykle powstaje pomysł na główny zarys fabuły, w oparciu o najważniejsze sceny, które też muszą zostać wymyślone, zanim zostanie zapisane choć jedno słowo. Czasami to jest bardzo ogólny szkic ("Noblesse oblige" w zasadzie nie miało określonego zakończenia jeszcze w około połowie pisania, a może nawet i później), innym razem dość dokładny plan (np. "Masquerade" czy "Fin de siecle", jako teksty mające spełniać bardzo konkretne zasady, musiały zostać opracowane "na gotowo" w głowie, żeby się potem nie rozrosły ponad miarę), różnie bywa. Czasami można też wyjść od bohatera/bohaterki, bez jasnego kierunku, w jakim ma podążać, przy czym rezultat jest zwykle mocno niejednoznaczny - patrz Adelina z "Gwiezdnej kobiety".
Agnessa Novvak · 1 dzień temu · "Noblesse oblige (I) – przerwana lekcja palcówki"
@Jakub - zazwyczaj wiem, kiedy przestać. Chyba że z założenia coś ma być przejaskrawione, to raczej puszczam swobodnie wodze stylistycznego jednorożca i niech się dzieje, co chce 😄
Jakub · 1 dzień temu · "Noblesse oblige (IV) – to nie jest rozmowa na telefon…"
@Agnessa_Novvak Im więcej piszesz o kulisach, tym bardziej zaczynam podejrzewać, że sam proces twórczy interesuje mnie już prawie tak samo jak efekt.
Tylko mam teraz pytanie zdecydowanie mniej literackie: jak właściwie wyglądasz, kiedy piszesz? Elegancko i skupiona przy biurku, czy raczej wersja „nie przeszkadzać, Autorka pracuje” — włosy spięte byle jak, kawa pod ręką i garderoba ograniczona do absolutnego minimum? 😉
Bo skoro już pokazujesz mi, jak wygląda bałagan w Twojej głowie podczas pisania, to ciekawość zaczyna mi schodzić trochę niżej.
Jakub · 1 dzień temu · "Noblesse oblige (III) – gołą dupą w twarz!"
@Agnessa_Novvak To akurat brzmi bardziej jak zachęta niż ostrzeżenie. Mapa, GPS, lokalny przewodnik i jeszcze gwarancja, że człowiek i tak się zgubi? Trudno o lepszą reklamę.
chyba właśnie dlatego Twoje teksty działają. Seks jest u Ciebie jednym z języków opowiadania, ale nigdy całym słownikiem. I dobrze, bo „seksuw dla seksuw” wystarcza na chwilę, a ciekawość tego, co Autorka jeszcze schowała za następnym zakrętem, trzyma znacznie dłużej.
Co do tych manowców — nie skreślałbym ich tylko dlatego, że nie są pocztówkowe. Najciekawsze miejsca zazwyczaj właśnie nie są. 😉
Jakub · 1 dzień temu · "Noblesse oblige (II) – big beautiful walentynka"
I to chyba właśnie tłumaczy, dlaczego te wszystkie Twoje językowe wygibasy dają się czytać bez poczucia, że autor urządził sobie pokaz sztuczek dla samego pokazu. Pod spodem zawsze jest coś, co naprawdę chcesz opowiedzieć.
Zresztą podejrzewam, że tu działa jeszcze coś gorszego: najpierw wymyślasz historię, a potem najwyraźniej nie potrafisz się powstrzymać, żeby jej dodatkowo nie ubrać, uczesać i wypuścić na miasto w stroju zdecydowanie zbyt efektownym jak na zwykłe opowiadanie. 😉
I dobrze. „Napisz to samo jeszcze raz, tylko żeby facetka się nie kapnęła” brzmi jak całkiem trafna definicja sporej części literatury erotycznej. U Ciebie przynajmniej człowiek czasem nie wie, czy bardziej śledzi bohaterów, czy Autorkę, która ewidentnie świetnie się bawi za kulisami.
Tylko teraz mnie zaciekawiłaś: co zwykle pojawia się u Ciebie pierwsze — konkretna scena, bohater, czy cała historia? Bo mam wrażenie, że niektóre fragmenty musiały Ci się najpierw pojawić w głowie niemal gotowe.
Jakub · 1 dzień temu · "Noblesse oblige (I) – przerwana lekcja palcówki"
No właśnie problem polega na tym, że chyba trochę za dobrze Ci się to udało. Gdyby Eric tylko zerkał na Rolexa, a Alissa poprawiała bluzę z wyprzedaży, po trzech akapitach wiedziałbym już wszystko i mógł spokojnie wrócić do życia. A tak człowiek zaczyna się zastanawiać, czy kolejne językowe przegięcie jest jeszcze charakterystyką postaci, czy już Autorka zwyczajnie dobrze się bawi jego kosztem.
A Kingsmana akurat bardzo lubię — i chyba dlatego od razu rozumiem, co masz na myśli. Tam garnitur, sposób mówienia, gesty i cała ta przesadnie elegancka forma mówią o bohaterach niemal tyle samo co dialog. Tylko film ma łatwiej, bo pokaże dobrze skrojony garnitur, spojrzenie i sposób trzymania kieliszka w trzy sekundy. Ty musisz to wszystko przemycić słowami, nie zamieniając postaci w katalog stereotypów.
I podejrzewam, że właśnie w tym jesteś najbardziej niebezpieczna: pozwalasz sobie na krok za daleko, ale zatrzymujesz się pół kroku przed parodią. Przynajmniej zazwyczaj. 😉
Bardziej ciekawi mnie coś innego: po czym sama poznajesz, że już przesadziłaś? Bo nie wierzę, że pisząc takie rokoko, nie masz czasem z tyłu głowy: „dobra, Agnessa, jeszcze jedno porównanie i Papryk Vega przejmuje narrację”.
Slaanesh · 1 dzień temu · "Rodzinne grzechy: Wesele (III)" ·
Pewnie na dniach ukaże sie nowe opowiadanie, chociaż nie w tematyce weselnej. Można powiedzieć, że bedzie to kolejna przygoda znanych juz postaci.
Niedługo po tym, wrzucę jeszcze inny tekst, który mam przygotowany. Bedzie trochę cięższy, jesli chodzi o klimat i w innym niż większość settingu.
Jakub · 1 dzień temu · "Noblesse oblige (V) – nie wpada się dwa razy do tego samego basenu"
Agnesso, podejrzewam, że właśnie w tym miejscu rozmijamy się tylko pozornie.
Bo ja wcale nie próbuję Ci wmówić, że „Noblesse oblige” czytają po kryjomu miliony, a świat — jak to świat, zajęty sprawami najwyższej wagi, typu rolki z kotami i kolejnym genialnym sposobem na zrobienie jajecznicy — jeszcze nie zauważył, co mu umknęło 😉 Statystyki są, jakie są. Tyle że statystyka mówi mi, ilu ludzi weszło do pokoju. Niekoniecznie, co było w nim do zobaczenia.
A ja mam chyba tę przypadłość, że jeśli już do jakiegoś pokoju wejdę i zauważę drugie drzwi, to zamiast grzecznie usiąść na krześle, zaczynam sprawdzać, dokąd prowadzą. Potem zaglądam za zasłonę. Następnie, owszem, pod podłogę. A jeśli jeszcze znajdę tam coś interesującego, to bieda — będę grzebał dalej.
I tu właśnie dochodzimy do rzeczy, która mnie w Twoim pisaniu naprawdę interesuje. Nie to, że ma warstwy. Cebula też ma warstwy i jakoś nie prowadzimy o niej trzydniowych dyskusji 😉 Chodzi raczej o to, że te warstwy nie sprawiają wrażenia doklejonych po fakcie. Jedna wynika z drugiej. Seks wynika z charakteru postaci, charakter z relacji, relacja z historii, a gdzieś obok jeszcze siedzi narrator i z miną niewiniątka puszcza do czytelnika oko.
I być może właśnie dlatego tak dobrze mi się z Tobą o tym rozmawia. Bo mam wrażenie, że oboje interesuje nas nie tyle „co się wydarzyło?”, ile raczej „dlaczego właśnie tak, a nie inaczej?” oraz — jeszcze ciekawsze — „co to mówi o człowieku, który zrobił coś, czego sam przed chwilą po sobie się nie spodziewał?”.
A teraz kontynuacja.
Tu już całkiem mnie rozbawiłaś, bo najpierw piszesz, że nie przepadasz za wracaniem do zamkniętych historii, po czym sama otwierasz przede mną cały wachlarz drzwi i pytasz, które z nich miałyby sens 😉
Nie potrzebuję „Noblesse oblige 2”, w którym Alissa wraca po roku, zakłada uszka, ogonek, przewraca trzy krzesła, dwa stoliki i Erica, a czytelnik z satysfakcją odhacza kolejne pozycje z listy 😉 To byłoby właśnie wejście drugi raz do tego samego basenu. I zapewne jeszcze głową naprzód, żeby było efektowniej.
Mnie bardziej ciekawi moment, w którym postaci przestaną pełnić funkcje, jakie pełniły w tej historii.
Riley bez Erica do ratowania.
To jest dla mnie chyba najciekawsze.
Bo dopóki jest siostrą, opiekunką, powierniczką, trochę matką, trochę strażnikiem granic i trochę jednoosobowym ministerstwem do spraw życia młodszego brata, dopóty bardzo łatwo nie pytać, kim jest sama dla siebie.
A Ty już gdzieś mimochodem zasugerowałaś, że odpowiedź mogłaby być mniej uporządkowana, niż Riley chciałaby przyznać.
I właśnie takie postaci mnie najbardziej interesują: te, które świetnie radzą sobie z cudzym chaosem, bo własnego wolą nie dotykać.
Doro podobnie.
Nie „czy będzie trzymała Erica krótko?”, tylko raczej: co robi kobieta, która zapewne doskonale wie, że dostała mężczyznę wraz z całym bagażem uczuć skierowanych niekoniecznie pod właściwy adres?
Czy wystarcza jej układ?
Czy zaczyna chcieć czegoś prawdziwego?
Czy próbuje zasłużyć na uczucie, którego przecież nie powinno się dać „zasłużyć”?
A może przeciwnie — jest od niego dojrzalsza i wcześniej rozumie, że pewnych rzeczy po prostu się nie dostaje?
To już nie byłaby opowieść o Ericu. On mógłby być wręcz problemem w cudzej historii.
I Alissa też zaczyna być ciekawsza dopiero wtedy, gdy przestaje reagować na Erica.
Bo kim jest Alissa rok później, kiedy nie musi mu niczego udowadniać?
Ani go zdobywać.
Ani odpychać.
Ani karać.
Ani prowokować.
Czy bez tego lustra nadal jest dokładnie tą samą kobietą?
No i właśnie dlatego trochę Ci nie wierzę, kiedy piszesz o „zamkniętej historii”.
Historia może być zamknięta fabularnie. Jasne.
Tylko bohaterowie są podejrzanie żywi.
A żywi bohaterowie mają tę paskudną przypadłość, że czasami po zakończeniu tekstu dalej chodzą autorowi po domu, otwierają lodówkę i bez pytania wyjadają ser 😉
Więc spokojnie. Nie będę Cię namawiał do kontynuacji.
Będę tylko obserwował, jak długo sama wytrzymasz bez sprawdzenia, co właściwie stało się z Riley.
Bo mam dziwne przeczucie, że właśnie ona kiedyś zapuka Ci w głowie do drzwi i oznajmi:
„Przepraszam bardzo, ale chyba zapomniałaś, że ja też mam swoją historię”.
Tym razem na miejscu
Po drugiej stronie lustra
Strona „B”
Wilczyca (XXIX)
Noblesse oblige (V) – nie wpada…
Noblesse oblige (IV) – to nie…
Noblesse oblige (III) – gołą dupą…
Noblesse oblige (II) – big beautiful…
Noblesse oblige (I) – przerwana lekcja…
Glina pamięta (II) - Przy jednym…