@Henio - narrator jest i działa on dokładnie tak samo, jak w "Matce, żonie i kochance", czyli poznajemy historię z punktu widzenia głównego bohatera. Znaczy bohaterki 😉 Jedyną, ale i najważniejszą różnicą jest czas narracji - teraźniejszy, a nie przeszły. Jako czytelnicy jesteśmy przyzwyczajeni do formy "ja zrobiłam" / "on zrobił", ale nie "ja robię" i zapewne stąd bierze się dysonans poznawczy.
Zerknij na "MiniaTurkę", która choć ma bez porównania bardziej kwiecisty styl i inne stężenie erotyki w erotyce, opiera się na tej samej narracji. Jeżeli będziesz miał takie same odczucia, to znaczy, że tutaj jest dildos pogrzebany 😛 https://www.pokatne.pl/opowiadanie/miniaturka-czyli-edycja-rocznicowa
@Nie_chce_mi_się_logować
Dziękuję za komentarz i podpowiedzi.
Co do swego 50/50 , to winno być zapisane z myślnikiem.
Według sztucznej inteligencji, weszło do mowy polskiej po 1989 roku, tu akcja dzieje się na początku 90. , więc może...
Pozdrawiam.
Akcja dzieje się od września 1995 do czerwca 1996 + teraźniejszość (przyjmijmy, że teraźniejszość = czas pisania opowiadania, czyli druga połowa sierpnia 2025).
Musiałem w takim razie chodzić do dziwnej szkoły (liceum) albo nie dotarły do mnie wieści, ale nie słyszałem o podobnych akcjach. Oczywiście wierzę, że to się działo, bo natura jest jaka jest, a ludzie uwielbiają plotki, nawet jeśli nie mają one pokrycia w rzeczywistości 😉
Na próżno odwiedziła rodzinny dom Ani, wychowawczyni z podstawówki — pani Teresa,
-tutaj coś chyba nie gra z przecinkiem, trzyy razy się zastanawiałem kto do czyjego domu przychodził
Byli w tej kwestii fifty / fifty.
-myślnik? Nie jestem pewien, ale ukośnik mi tu nie pasuje.
I ogólnie sporo jest w opowiadaniu takich zwrotów, które "mi nie pasują", bo są wyciągnięte z anghielszczyzny lub bardziej "współczesnego, miastowego" języka, przez co gryzą się z klimatem podkrośnieńskiej wsi z lat 90. Ale wtefy nie było mnie jeszcze na świecie, więc może się nie znam.
"(...) Przy czym mam podejrzenia, graniczące z pewnością, że jest to albo ktoś bezpośrednio z Pokątnych, albo bardzo aktywnie obserwujący ten portal, bo jeśli już dostaję takie oceny, to pojawiają się one bardzo szybko po publikacji."
Podobną hipotezę wysnułem pod "Światłem pochodni" ostatnio, różnica polega na tym, że u Ciebie wskakują jedynki, a u mnie czwórki i tróje, chyba mniej podpadłem trollowni 🤣 Schemat jest identyczny - godzinę, dwie po publikacji następuje wysryw kiepskich ocen.
Uważaj, @jamerze, z nadmiarem lukru, bo możesz przesłodzić. A ostatnie, czego nam tu trzeba, to nadmiar mojego samozachwytu 😛
Co do stawiania mi 1/10, to tak naprawdę niewiele mnie to obchodzi. Przy czym mam podejrzenia, graniczące z pewnością, że jest to albo ktoś bezpośrednio z Pokątnych, albo bardzo aktywnie obserwujący ten portal, bo jeśli już dostaję takie oceny, to pojawiają się one bardzo szybko po publikacji. Mam nadzieję, że nikt mnie nie zmusi do śledztwa, bo jak się uprę i znajdę delikwenta (a anonimowość w internetach jest wbrew pozorom mocno umowna, o czym się swego czasu paru cwaniaków od multikont przekonało), to na grożeniu palcem się nie skończy. Ale to temat na inną dyskusję.
Co się zaś tyczy samego tekstu, to dziękuję za słowa uznania (tak Twoje, jak i @Tejota pod drugą częścią), przy czym przypominam o dość istotnym szczególe: to nie jest żaden naturalny talent, jak niektórzy uparcie twierdzą, a wynik długiej, ciężkiej i nieraz niewdzięcznej roboty. Czy piszę sprawnie technicznie? Bez fałszywej skromności powiem, że tak, choć celowo używam tylko określenia "sprawny", a nie na przykład "super duper zajebiaszczy". Natomiast niezależnie od owej sprawności, moje pisanie można porównać do kładzenia cegły na cegle: jest w miarę równo i jako tako solidnie, natomiast zupełnie bez finezji. A to, że efekt ostateczny jest taki, jaki jest, wynika właśnie z późniejszego dopieszczania, poprawiania, poprawiania poprawek, usuwania tego, dodawania tamtego, a nieraz przepisywania całych scen od zera. I tylko ja wiem, ile faktycznie zajmuje mi praca nad takim łatwym, lekkim i przyjemnym opowiadankiem na 20 minut czytania, co to inni "napiszą w jeden wieczór".
A jeśli już wspomniałeś o bardziej rozbudowanych fabułach, dziejących się w równie szczegółowo opisanym tle, to... cóż, nie ukrywam, że chcę takie pisać. Zarówno w już istniejących uniwersach (np. kontynuacja losów pewnej uprawiającej strzelanie i rozpustę wiktoriańskiej pannicy), jak i nowych (ujawnię dwa słowa: przedwojenny transatlantyk). Tylko co z tego? Będzie mnie to kosztowało miesiące, a może i lata rwania włosów nie tylko z głowy, a później i tak odzew czytelników pozostanie na poziomie błędu statystycznego. Więc po co to komu potrzebne? Bo mnie do szczęścia niespecjalnie.
@Agnessa,
Primo - niechże się ten buc, co dał 1 się pokaże, a ryja mi osobiście...
Ten Twój styl w jakim piszesz, swobodny, fajny, ludzki. Masz w sobie tę lekkość pióra, której Ci zazdroszczę.
Nie operujesz stwierdzeniami "bułkę przez bibułkę", walisz takim lotnym językiem, na swój sposób fajnym, "swojskim" że podziwiam.
Publikuje tu sporo Autorów/ek i większość czasami ( patrz na mnie, choć ja to Tobie rzemyka u sandałka niegodzien) próbuje podrasować tekst wrzucając poetyckie stwierdzenia i trzyma się utartych kanonów, bo tak trzeba. A ja powiem, nie trzeba. Płynąłem tekstem, był napisany nie prostym, a FAJNYM językiem. Masz to coś, swoje wyrazy, stwierdzenia "zAgnessowane", przyswajalne, na swej sposób zrozumiałe dla Czytelnika.
Już sam sposób opisania rudej baby. Szczerze, nie frywolnie, bo to zły wyraz, ale tak... zajebiście, że wymiękłem i widziałem że dalej to będzie lepiej. I było.
Masz kobieto dar, i twierdzę że nikt inny jak Ty nie potrafi przekazać w taki sposób. To jest inne, inaczej podane, ale super smaczne.
Można przygotować potrawę na różny sposób, ale schab pozostaje schabem, a TY podałaś go na swój sposób, gdzie ja takiego nigdy nie kosztowałem. PYSZOTA -mało powiedzieć.
Czy fabularnie jest lepsze od dla mnie kultowego wiesz czego. Nie, ale jest zajebiście podane i sam mam dylemat co teraz u mnie jest z Twojej twórczości number one. Myśli się biją, serce mówi jedno, rozum drugie. @Jamer zwariował.
Więcej @Agnesso takich opowiadań, więcej - to powiedział trener , wróć pisarczyk II klasy.
Pozdrawiam.
Ech no to byście się w takim wypadku zdziwili - byłam kilkanaście lat temu na praktykach w wielu szkołach i mimo, że moje życie potoczyło się inaczej pamietam wiele z sytuacji gdzie na poważnie wcale nikt pod dywan plotek nie zamiatał, a i większość wiedziała co się dzieje więc i cichaczem nic nie przechodziło 😉 Tak wiem, że czasy opisywane przez Ciebie drogi @Lordzie są opisywane jako 80/90 ewentualnie później, ale uwierz w każdej szkole zostają opowieści z przeszłości…
A to o nawiedzonych internatach, a to nauczycielach i uczniach w podobnych sytuacjach… nawet nie wiecie ile tego wszystkiego z ust „życzliwych” można się nasłuchać jak się nie chce, a nie wypada odejść od tak od mówiącego 😉
Drogi @Lordzie ja wszystko rozumiem i nie zawsze jak wiesz zwracam uwagę na te niuanse.
Tylko jak już ktoś mi poleca tego autora to uważam, że mogę skomentować daną publikacje - zazwyczaj moje skupienie jest na treści i przesłaniu 😉, a tu przyznam, że bolało… i tak tylko nadmieniłam, że może czasem wrócić do starszych i choć te rzucające się jak pięść w oko babole poprawić 😉
@Hakdak nie da się ukryć. Ja odświerzam sobie jeszcze raz całą historię w ramach oczekiwania. Może trafię na jakieś inne wątki które mi umknęły wcześniej.
Informacyjnie dla Ciebie (plus innych osób, lubiących grzebać się w starociach), opowiadania sprzed lat mniej więcej 2018-2019 rzadko kiedy są napisane poprawnie, a najczęściej zawierają sporo błędów. Autorzy skupiali się bardziej na treści, regulamin i wytyczne strony nie obligowały do ścisłego przestrzegania zasad gramatyki i ortografii, ponadto nie było Loży Autorskiej, monitorującej jakość publikowanych opowiadań.
Na palcach jednej ręki można policzyć osoby, które dbały w tamtym okresie o technikalia. W zasadzie z obecnych tu Autorów, którzy nie pokasowali w międzyczasie kont i pisali dobrze od strony technicznej, pozostała jedynie @deal, pozostali publikujący przed rokiem 2019 i obecni tu do dzisiaj (wliczając w to interlokutora 😜) mieli głęboko gdzieś zasady interpunkcji oraz gramatyki, panowała wolna amerykanka, pisało się tekst w Wordzie, a później bez korekty - myk i publikacja na stronie 😉
Obecnie często łapię się na tym, że korekta zajmuje mi tyle samo czasu, co pisanie, co z jednej strony świadczy o tym, jak bardzo większość z nas rozwinęła umiejętności, bo piszemy (i stwierdzam to bez cienia zawahania) jak na amatorów naprawdę dobrze, a z drugiej strony jest to smutne, bo zamiast skupiać się nad jakością i treścią, ślęczymy nad przecinkami, zastanawiając się, czy aby tutaj nie powinno być jednego więcej...
Tak więc nie ma co tyrać Autora wspomnianej historii, a na błędy w starociach trzeba patrzeć przez palce 🙂
Hmm i co tu napisać… Pierwszy raz odczułam, że niektórzy maja racje pisząc o tym, że gdy błędów i literówek kupa to z czytania przysłowiowa d…
Mam nadzieje, że troszkę poprawisz, aby kolejni czytelnicy nie mieli tak pod górkę.
Odnosząc się do treści i sensu tego opowiadania - czytałam kilka tego typu historii, gdy wymiera część społeczeństwa czy to mężczyźni, kobiety, dzieci, itp. podziały - nigdy nie wiadomo co tak naprawdę się zadzieje w takiej sytuacji…
Po przeżyciu Covid i innych plag cywilizacji w ostatnich czasach ludzkość daje radę, ale to co napisałeś trochę futurystycznie może mieć miejsce…
Co wtedy nie wie nikt tak naprawdę.
Twój bohater jest raczej zadowolony z tego obrotu spraw 😉
@Tejot - dla mnie po nic. Natomiast znam reakcje części - i to niemałej - czytelników na takie plot twisty, więc wolę się zabezpieczyć. Choć może faktycznie wystarczą te zabezpieczenia, które są już używane (i to intensywnie) w tekście? 😉
A za uznanie dziękuję. Zwłaszcza że jest to moje pierwsze pełne opowiadanie w tym klimacie. Owszem, pewne mrugnięcia okiem pojawiały się tu i ówdzie już wcześniej (a i tutaj ani data, ani tytuły nie są przypadkowe), ale do niczego to nie prowadziło. Dlatego tym bardziej cieszy mnie efekt ostateczny 🙂
@Agnessa
Nie, żebym się podlizywał cy-cuś, ale dla mnie to jedno z twoich lepszych opowiadań, jednego tylko nie rozumiem. Po kiego grzyba to ostrzeżenie o "wyjątkowo kontrowersyjnych scenach"? Ja tu nic kontrowersyjnego nie widzę, a tym bardziej wyjątkowo.
@Wja - mimo że ja pewne niedociągnięcia w tekście widzę (patrz poprzednie komentarze), to akurat tutaj zgodzę się z @XXXLordem. Owszem, niby wszystko o wszystkich wiedzieli, tylko to wynikało z "ktoś coś widział, ktoś coś słyszał, ktoś coś komuś powiedział", tylko zwykle na plotkach się kończyło. Dzisiaj masz w kieszeni niezły sprzęt szpiegowski i możesz nagrać każdego nawet z odległości, a wtedy? Przecież nikt nie biegał z aparatem czy dyktafonem. Jasne - nawet plotka potrafiła mieć konkretną siłę rażenia, ale na plotkach się zazwyczaj kończyło.
Mam też wrażenie (choć mocno subiektywne), że obecnie pewne rzeczy traktuje się poważniej, a na pewno bardziej prawdopodobnie. Wtedy pierwszą reakcją na podejrznie romansu nauczycielki z uczniem byłoby święte oburzenie (a przynajmniej ze strony rodziców, grona nauczycielskiego i innych poważnych person, bo koledzy raczej gratulowaliby jurności 😉 ), ale już po chwili ci sami oburzeni stwierdziliby "eee, niemożliwe". Dziś bardzo wątpię.
A wiesz, że pisząc też o tym myślałem. O plotkach, podejrzeniach. I o ile w obecnych czasach, czy nawet dekadę temu podobną historię spuściłbym w kiblu, określając ją jako nierealną bajkę (idę o zakład, że zaraz wjechałyby fotki na mediach społecznościowych albo wulgarne zdjęcia obojga, przerabiane przez AI), o tyle 30 lat temu sytuacja wyglądała "trochę" inaczej, przynajmniej w tych kręgach, w których się obracałem, i żeby nie było, chodziłem do zwykłego, państwowego, warszawskiego liceum.
Ciężko wyobrazić mi sobie udokumentowanie romansu obojga przez innych licealistów (o komórkach można było pomarzyć, zresztą przypominały bardziej enerdowskie kalkulatory, niż obecne smartfony, a przydatnych funkcji miały dzwonienie i SMS-y), kto przy zdrowych zmysłach nosił ze sobą aparat fotograficzny do szkoły? A i ludzie byli mniej jacyś mniej wścibscy i zawistni (wiem, brzmię jak boomer 😜).
Prawie dekadę temu przeczytałem tu "Szkołę na peryferiach" @CichegoPisarza. Bardzo dobre opowiadanie, w którym właśnie podniesiona przez Ciebie kwestia mi zgrzytała. W obecnych czasach "schowanie się" przed ciekawskimi oczami tłumu wymaga umiejętności agenta wywiadu/kontrwywiadu, zdjęcie da się zrobić prawie wszystkim, co mamy pod ręką, a we wspomnianej historii szkoła zamieniła się w jedno wielkie pole romansu i seksu, co było nierealne.
Wydaje mi się (a oczywiście mogę się mylić, bo wszechwiedzący nie jestem), że 30 lat temu łatwiej było ukryć się z uczuciami i "nielegalnym" romansem, niż teraz, stąd nie do końca zgodzę się z tym, że romans zostałby szybko odkryty, a Beata z Michałem trafiliby pod publiczny pręgierz.
Chyba, że masz przykłady z tamtej epoki, świadczące na moją niekorzyść, chętnie wysłucham 😉
P.S.
Tak na koniec wykoncypowałem, że kobiety są mimo wszystko dużo bardziej ostrożne w takich sytuacjach, niż faceci i gdyby zamienić płeć bohaterów (nauczyciel - mężczyzna, uczeń - kobieta), na bank by to wypłynęło, bo rzeczony wuefista wystrzelałby się np. przed kolegami. Tutaj Beatka od początku trzymała Michała w ryzach, a i on sam był nad wiek dojrzały, stąd udało im się utrzymać uczucia w tajemnicy przed wszystkimi.
Ten tekst czytałam już kilka razy drogi @Lordzie… I w pierwotnej wersji jak i tej nigdy nie znalazłam czegoś co można byłoby ocenić źle 😉
Wcześniej nie napisałam jednak komentarza, bo obserwowałam co się z tego rozwinie po jakże ciekawych komentarzach innych…
Patrząc na relacje uczeń- nauczyciel wiele takich dawniej jak i dziś…
Rozśmieszył mnie tekst pod tytułem „że nikt nie wiedział” z komentarzy. Zazwyczaj wszyscy o wszystkich wiedzą w takich społecznościach jakimi jest szkoła 😉 Tylko niektórzy w takich relacjach myślą, że udało się, nikt nie wie itp.
Pół szkoły plotkowało i plotkuje o tego typu rzeczach… - WF-istach obmacujących dziewczyny w kantorku, nauczycielach podpijających co nie co to tu, to tam nie wytrzymujących presji…
Wybacz, że nie napisze peanów jaki ten tekst jest dobry, ale Ty sam w przecież już wiesz…
Pozdrawiam
Serdecznie dziękuje za komentarze. @W_ja - jeżeli po przeczytaniu serii, opowiadanie pozostawiło pytania co ja bym zrobiła na jej miejscu, to osiągnąłem zamierzony cel i lampkę zacnego trunku w literatce (tak @Anonie z literatem mam tyle wspólnego że z owych literatek trunek konsumuje) sobie walnę.
Zgadzam się z @Agnessą, jesteśmy w stanie poświęcić wiele, szczególnie w tych czasach, gdzie jest pogoń za pieniądzem, lepszym statusem życia. Poświęcić bliskich, swoją godność i honor ( jakże ten ostatni wyraz ostatnimi czasy stracił, gdy szumowiny zaczęły sobie nim gębę wycierać). @Anonie, przeanalizowałem Twój nick i gdy przemieści się litery w odpowiedni sposób wychodzi Onan, a kimże ów był i czy zasłynął właśnie w czasach faryzeuszów, łatwo można w czelusciach neta wygrzebać, tak że w kwestii walenia konia ... @Hart - wielki dzięki, ale z tym oceanem i wieszczem to przesadziłeś. Pisarczyk II klasy z powiatowej dziury. Błędy pewnie są, postaram się je wychwycić i poprawić, ale zawsze tak jest że inni dostrzegą je szybciej niż autor, który enty raz tekst czyta i zlewa mu się on juz w całość.
Miałem dylemat pisząc zakończenie, cholerny, bo bałem się że przedobrze z opisem orgii i uderzę w stereotyp że kobiety lubią seks grupowy ( co nie jest prawdziwe, przynajmniej dla większości z nich -moje zdanie). Dlatego owa hiszpanska mucha, żeby wypośrodkować, złagodzić odbiór, choć patrząc na większość opowiadań w Poczekalni i na Głównej to właśnie tematy zdrady kontrolowanej, seksu z wieloma partnerami, kaziorodztwa królują, jakby to były zachowania normalne i dla większośći akceptowalne, chętnie realizowane. Dlatego ciekawi mnie Wasz odbiór, szczególnie kobiet, bo męski punkt widzenia znam.
Pozdrawiam wszystkich serdecznie.
Wiem, że fikcja literacka fikcją literacką, ale powstaje pytanie co my jesteśmy w stanie zrobić dla własnych marzeń.
Dużo, duuużo więcej, niż się nam wydaje. Zwłaszcza gdy cierpimy na permanentny deficyt niespełnionych marzeń i zaczniemy usilnie dążyć do ich realizacji za wszelką cenę, bo co złego może się stać, prawda? Prawda? Otóż może i to bardzo wiele. A wciąż mówię tylko o marzeniach natury erotycznej w rodzaju "mam ochotę na wielokąt", a nie na przykład "zacznę sprowadzać cukier puder z Kolumbii" 😉
@jamer106. No to wpłynąłeś na wielki przestwór oceanu. Jak pisał kiedyś nasz wieszcz narodowy. Nie żebym to porównywał ale skojarzenie takie. Opowiadanie bardzo dobrze oddaje te klimaty które tak bardzo budowały nasze lata młodości. Rzeczywistość i oryginalność w pigułce. Co do części erotycznej bardzo rozbudowana i spójna. Dajesz tu do wiwatu muszę przyznać. Całość bardzo miło się czyta mam oczywiście na myśli wszystkie trzy części. Lubię ten klimat i to w jaki sposób widzisz tamtą rzeczywistość. Zresztą znasz już mnie to wiesz co o tym myślę. A tak poza tym masz kilka błędów w tekście co pewnie poprawiasz reszta jak zwykle utrzymana w idealnych proporcjach. Pozdrawiam 😉
@W_ja Dziękuję za Twój głos i poświęcony czas. 🙂 Myślę, że mówienie w związku, a nawet opowiadanie, nie jest dziwne. Zresztą ta strona na "drugie imię" może mieć: nic nie jest dziwne. A historia oczywiście jest niemal prawdziwa🙂. Dobrego czytania.
Zaczęłam pisać komentarz i strona mi się odświeżyła.
Nie wiem czy zaczynać od początku czy po prostu skrócić do kilku słów.
Kilku rzeczy się nie spodziewałam - czytaj mucha.
Kilku spodziewałam - opieka nad Anią po i zlanie Włodka plus to, że ukończy dziewczyna te studia…
Wiele poświęciła żeby zdobyć to co potrzebowała, bo jednak to nie była do końca dla niej prosta sytuacja…
Wiem, że fikcja literacka fikcją literacką, ale powstaje pytanie co my jesteśmy w stanie zrobić dla własnych marzeń.
Tak wiem powtarzam się bo już takie pytanie stawiałam po przeczytaniu wcześniejszych części.
Lubie tego typu historie dające w sumie przemyśleń - jak my byśmy zrobili będąc na jej miejscu…
A zresztą tu nie do końca jest powiedziane, że ona tego na koniec chciała - bo jednak dostać afrodyzjak pobudzający, na który nijak nie ma się wpływu… No cóż…
Dzięki za dokończenie tego @jamer106
Serwis zawiera treści o charakterze erotycznym, przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich. Decydując
się na wejście na strony serwisu Pokatne.pl potwierdzasz, że jesteś osobą pełnoletnią.
Pliki cookies i polityka prywatności
Zgodnie z rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r (RODO).
Potrzebujemy Twojej zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych przechowywanych w plikach cookies.
Zgadzam się na przechowywanie na urządzeniu, z którego korzystam tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie moich
danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania przeze mnie ze stron internetowej lub serwisów oraz innych
parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych i w celach analitycznych.
Więcej informacji na ten temat znajdziesz w regulaminie serwisu.
Agnessa Novvak · 2 godziny temu · "Prima aprilis, czyli niespodzianki chodzą parami (II) – Żeby życie miało smaczek, raz dziewczynka, raz... chłopaczek?"
@Henio - narrator jest i działa on dokładnie tak samo, jak w "Matce, żonie i kochance", czyli poznajemy historię z punktu widzenia głównego bohatera. Znaczy bohaterki 😉 Jedyną, ale i najważniejszą różnicą jest czas narracji - teraźniejszy, a nie przeszły. Jako czytelnicy jesteśmy przyzwyczajeni do formy "ja zrobiłam" / "on zrobił", ale nie "ja robię" i zapewne stąd bierze się dysonans poznawczy.
Zerknij na "MiniaTurkę", która choć ma bez porównania bardziej kwiecisty styl i inne stężenie erotyki w erotyce, opiera się na tej samej narracji. Jeżeli będziesz miał takie same odczucia, to znaczy, że tutaj jest dildos pogrzebany 😛
https://www.pokatne.pl/opowiadanie/miniaturka-czyli-edycja-rocznicowa
jamer106 · 3 godziny temu · "Wsi spokojna... (I) "Bibliotekarz""
@Nie_chce_mi_się_logować
Dziękuję za komentarz i podpowiedzi.
Co do swego 50/50 , to winno być zapisane z myślnikiem.
Według sztucznej inteligencji, weszło do mowy polskiej po 1989 roku, tu akcja dzieje się na początku 90. , więc może...
Pozdrawiam.
XXX_Lord · 4 godziny temu · "Spalam się"
@W_ja
Akcja dzieje się od września 1995 do czerwca 1996 + teraźniejszość (przyjmijmy, że teraźniejszość = czas pisania opowiadania, czyli druga połowa sierpnia 2025).
Musiałem w takim razie chodzić do dziwnej szkoły (liceum) albo nie dotarły do mnie wieści, ale nie słyszałem o podobnych akcjach. Oczywiście wierzę, że to się działo, bo natura jest jaka jest, a ludzie uwielbiają plotki, nawet jeśli nie mają one pokrycia w rzeczywistości 😉
Nie chce mi się logować · 4 godziny temu · "Wsi spokojna... (I) "Bibliotekarz""
-tutaj coś chyba nie gra z przecinkiem, trzyy razy się zastanawiałem kto do czyjego domu przychodził
-myślnik? Nie jestem pewien, ale ukośnik mi tu nie pasuje.
I ogólnie sporo jest w opowiadaniu takich zwrotów, które "mi nie pasują", bo są wyciągnięte z anghielszczyzny lub bardziej "współczesnego, miastowego" języka, przez co gryzą się z klimatem podkrośnieńskiej wsi z lat 90. Ale wtefy nie było mnie jeszcze na świecie, więc może się nie znam.
XXX_Lord · 4 godziny temu · "Prima aprilis, czyli niespodzianki chodzą parami (I) – Nie da ci ojciec, nie da ci matka, da za to sąsiad (a nawet sąsiadka)!"
@Agnessa_Novvak
"(...) Przy czym mam podejrzenia, graniczące z pewnością, że jest to albo ktoś bezpośrednio z Pokątnych, albo bardzo aktywnie obserwujący ten portal, bo jeśli już dostaję takie oceny, to pojawiają się one bardzo szybko po publikacji."
Podobną hipotezę wysnułem pod "Światłem pochodni" ostatnio, różnica polega na tym, że u Ciebie wskakują jedynki, a u mnie czwórki i tróje, chyba mniej podpadłem trollowni 🤣 Schemat jest identyczny - godzinę, dwie po publikacji następuje wysryw kiepskich ocen.
Agnessa Novvak · 6 godzin temu · "Prima aprilis, czyli niespodzianki chodzą parami (I) – Nie da ci ojciec, nie da ci matka, da za to sąsiad (a nawet sąsiadka)!"
Uważaj, @jamerze, z nadmiarem lukru, bo możesz przesłodzić. A ostatnie, czego nam tu trzeba, to nadmiar mojego samozachwytu 😛
Co do stawiania mi 1/10, to tak naprawdę niewiele mnie to obchodzi. Przy czym mam podejrzenia, graniczące z pewnością, że jest to albo ktoś bezpośrednio z Pokątnych, albo bardzo aktywnie obserwujący ten portal, bo jeśli już dostaję takie oceny, to pojawiają się one bardzo szybko po publikacji. Mam nadzieję, że nikt mnie nie zmusi do śledztwa, bo jak się uprę i znajdę delikwenta (a anonimowość w internetach jest wbrew pozorom mocno umowna, o czym się swego czasu paru cwaniaków od multikont przekonało), to na grożeniu palcem się nie skończy. Ale to temat na inną dyskusję.
Co się zaś tyczy samego tekstu, to dziękuję za słowa uznania (tak Twoje, jak i @Tejota pod drugą częścią), przy czym przypominam o dość istotnym szczególe: to nie jest żaden naturalny talent, jak niektórzy uparcie twierdzą, a wynik długiej, ciężkiej i nieraz niewdzięcznej roboty. Czy piszę sprawnie technicznie? Bez fałszywej skromności powiem, że tak, choć celowo używam tylko określenia "sprawny", a nie na przykład "super duper zajebiaszczy". Natomiast niezależnie od owej sprawności, moje pisanie można porównać do kładzenia cegły na cegle: jest w miarę równo i jako tako solidnie, natomiast zupełnie bez finezji. A to, że efekt ostateczny jest taki, jaki jest, wynika właśnie z późniejszego dopieszczania, poprawiania, poprawiania poprawek, usuwania tego, dodawania tamtego, a nieraz przepisywania całych scen od zera. I tylko ja wiem, ile faktycznie zajmuje mi praca nad takim łatwym, lekkim i przyjemnym opowiadankiem na 20 minut czytania, co to inni "napiszą w jeden wieczór".
A jeśli już wspomniałeś o bardziej rozbudowanych fabułach, dziejących się w równie szczegółowo opisanym tle, to... cóż, nie ukrywam, że chcę takie pisać. Zarówno w już istniejących uniwersach (np. kontynuacja losów pewnej uprawiającej strzelanie i rozpustę wiktoriańskiej pannicy), jak i nowych (ujawnię dwa słowa: przedwojenny transatlantyk). Tylko co z tego? Będzie mnie to kosztowało miesiące, a może i lata rwania włosów nie tylko z głowy, a później i tak odzew czytelników pozostanie na poziomie błędu statystycznego. Więc po co to komu potrzebne? Bo mnie do szczęścia niespecjalnie.
Hakdak · 7 godzin temu · "Iza i Tomek (XVIII). Historia zatacza koło"
Tak przy sposobie jak prowadzi akcję i jak pisze Koko łatwo zgubic jakiś smaczek.
Henio · 12 godzin temu · "Prima aprilis, czyli niespodzianki chodzą parami (II) – Żeby życie miało smaczek, raz dziewczynka, raz... chłopaczek?"
Przeczytałem, Starałem się. Nie dla mnie - technicznie. (Nie wiem jak to nazwać)
Twoją serią Matka żona i kochanka jest przystępniej napisana. Próbowałem zrozumieć co mi nie pasuje tutaj? Brak narratora?
Tutaj czuję się wyrwany na każdym kroku, jakby co chwilę ktoś mnie przenosi do innego pokoju.
jamer106 · 14 godzin temu · "Prima aprilis, czyli niespodzianki chodzą parami (I) – Nie da ci ojciec, nie da ci matka, da za to sąsiad (a nawet sąsiadka)!"
@Agnessa,
Primo - niechże się ten buc, co dał 1 się pokaże, a ryja mi osobiście...
Ten Twój styl w jakim piszesz, swobodny, fajny, ludzki. Masz w sobie tę lekkość pióra, której Ci zazdroszczę.
Nie operujesz stwierdzeniami "bułkę przez bibułkę", walisz takim lotnym językiem, na swój sposób fajnym, "swojskim" że podziwiam.
Publikuje tu sporo Autorów/ek i większość czasami ( patrz na mnie, choć ja to Tobie rzemyka u sandałka niegodzien) próbuje podrasować tekst wrzucając poetyckie stwierdzenia i trzyma się utartych kanonów, bo tak trzeba. A ja powiem, nie trzeba. Płynąłem tekstem, był napisany nie prostym, a FAJNYM językiem. Masz to coś, swoje wyrazy, stwierdzenia "zAgnessowane", przyswajalne, na swej sposób zrozumiałe dla Czytelnika.
Już sam sposób opisania rudej baby. Szczerze, nie frywolnie, bo to zły wyraz, ale tak... zajebiście, że wymiękłem i widziałem że dalej to będzie lepiej. I było.
Masz kobieto dar, i twierdzę że nikt inny jak Ty nie potrafi przekazać w taki sposób. To jest inne, inaczej podane, ale super smaczne.
Można przygotować potrawę na różny sposób, ale schab pozostaje schabem, a TY podałaś go na swój sposób, gdzie ja takiego nigdy nie kosztowałem. PYSZOTA -mało powiedzieć.
Czy fabularnie jest lepsze od dla mnie kultowego wiesz czego. Nie, ale jest zajebiście podane i sam mam dylemat co teraz u mnie jest z Twojej twórczości number one. Myśli się biją, serce mówi jedno, rozum drugie. @Jamer zwariował.
Więcej @Agnesso takich opowiadań, więcej - to powiedział trener , wróć pisarczyk II klasy.
Pozdrawiam.
W_ja · 17 godzin temu · "Orzechowe (II)"
Miło po latach znów wrócić do tych historii.
Pozdrawiam i dziękuje 🙂
W_ja · 17 godzin temu · "Księżycowa opowieść (IV)"
Miło było ponownie zagłębić się w ten cykl… Nie kusiło żeby wrócić i dopisać dalsze losy?
Pozdrawiam i dziękuję
W_ja · 21 godzin temu · "Spalam się" ·
Ech no to byście się w takim wypadku zdziwili - byłam kilkanaście lat temu na praktykach w wielu szkołach i mimo, że moje życie potoczyło się inaczej pamietam wiele z sytuacji gdzie na poważnie wcale nikt pod dywan plotek nie zamiatał, a i większość wiedziała co się dzieje więc i cichaczem nic nie przechodziło 😉 Tak wiem, że czasy opisywane przez Ciebie drogi @Lordzie są opisywane jako 80/90 ewentualnie później, ale uwierz w każdej szkole zostają opowieści z przeszłości…
A to o nawiedzonych internatach, a to nauczycielach i uczniach w podobnych sytuacjach… nawet nie wiecie ile tego wszystkiego z ust „życzliwych” można się nasłuchać jak się nie chce, a nie wypada odejść od tak od mówiącego 😉
W_ja · 21 godzin temu · "Szczęściarz" ·
Drogi @Lordzie ja wszystko rozumiem i nie zawsze jak wiesz zwracam uwagę na te niuanse.
Tylko jak już ktoś mi poleca tego autora to uważam, że mogę skomentować daną publikacje - zazwyczaj moje skupienie jest na treści i przesłaniu 😉, a tu przyznam, że bolało… i tak tylko nadmieniłam, że może czasem wrócić do starszych i choć te rzucające się jak pięść w oko babole poprawić 😉
Maro1 · 22 godziny temu · "Iza i Tomek (XVIII). Historia zatacza koło"
@Hakdak nie da się ukryć. Ja odświerzam sobie jeszcze raz całą historię w ramach oczekiwania. Może trafię na jakieś inne wątki które mi umknęły wcześniej.
XXX_Lord · 23 godziny temu · "Szczęściarz"
@W_ja
Informacyjnie dla Ciebie (plus innych osób, lubiących grzebać się w starociach), opowiadania sprzed lat mniej więcej 2018-2019 rzadko kiedy są napisane poprawnie, a najczęściej zawierają sporo błędów. Autorzy skupiali się bardziej na treści, regulamin i wytyczne strony nie obligowały do ścisłego przestrzegania zasad gramatyki i ortografii, ponadto nie było Loży Autorskiej, monitorującej jakość publikowanych opowiadań.
Na palcach jednej ręki można policzyć osoby, które dbały w tamtym okresie o technikalia. W zasadzie z obecnych tu Autorów, którzy nie pokasowali w międzyczasie kont i pisali dobrze od strony technicznej, pozostała jedynie @deal, pozostali publikujący przed rokiem 2019 i obecni tu do dzisiaj (wliczając w to interlokutora 😜) mieli głęboko gdzieś zasady interpunkcji oraz gramatyki, panowała wolna amerykanka, pisało się tekst w Wordzie, a później bez korekty - myk i publikacja na stronie 😉
Obecnie często łapię się na tym, że korekta zajmuje mi tyle samo czasu, co pisanie, co z jednej strony świadczy o tym, jak bardzo większość z nas rozwinęła umiejętności, bo piszemy (i stwierdzam to bez cienia zawahania) jak na amatorów naprawdę dobrze, a z drugiej strony jest to smutne, bo zamiast skupiać się nad jakością i treścią, ślęczymy nad przecinkami, zastanawiając się, czy aby tutaj nie powinno być jednego więcej...
Tak więc nie ma co tyrać Autora wspomnianej historii, a na błędy w starociach trzeba patrzeć przez palce 🙂
W_ja · 1 dzień temu · "Szczęściarz"
Hmm i co tu napisać… Pierwszy raz odczułam, że niektórzy maja racje pisząc o tym, że gdy błędów i literówek kupa to z czytania przysłowiowa d…
Mam nadzieje, że troszkę poprawisz, aby kolejni czytelnicy nie mieli tak pod górkę.
Odnosząc się do treści i sensu tego opowiadania - czytałam kilka tego typu historii, gdy wymiera część społeczeństwa czy to mężczyźni, kobiety, dzieci, itp. podziały - nigdy nie wiadomo co tak naprawdę się zadzieje w takiej sytuacji…
Po przeżyciu Covid i innych plag cywilizacji w ostatnich czasach ludzkość daje radę, ale to co napisałeś trochę futurystycznie może mieć miejsce…
Co wtedy nie wie nikt tak naprawdę.
Twój bohater jest raczej zadowolony z tego obrotu spraw 😉
Agnessa Novvak · 1 dzień temu · "Prima aprilis, czyli niespodzianki chodzą parami (II) – Żeby życie miało smaczek, raz dziewczynka, raz... chłopaczek?" ·
@Tejot - dla mnie po nic. Natomiast znam reakcje części - i to niemałej - czytelników na takie plot twisty, więc wolę się zabezpieczyć. Choć może faktycznie wystarczą te zabezpieczenia, które są już używane (i to intensywnie) w tekście? 😉
A za uznanie dziękuję. Zwłaszcza że jest to moje pierwsze pełne opowiadanie w tym klimacie. Owszem, pewne mrugnięcia okiem pojawiały się tu i ówdzie już wcześniej (a i tutaj ani data, ani tytuły nie są przypadkowe), ale do niczego to nie prowadziło. Dlatego tym bardziej cieszy mnie efekt ostateczny 🙂
Tejot · 1 dzień temu · "Prima aprilis, czyli niespodzianki chodzą parami (II) – Żeby życie miało smaczek, raz dziewczynka, raz... chłopaczek?"
@Agnessa
Nie, żebym się podlizywał cy-cuś, ale dla mnie to jedno z twoich lepszych opowiadań, jednego tylko nie rozumiem. Po kiego grzyba to ostrzeżenie o "wyjątkowo kontrowersyjnych scenach"? Ja tu nic kontrowersyjnego nie widzę, a tym bardziej wyjątkowo.
Agnessa Novvak · 1 dzień temu · "Spalam się"
@Wja - mimo że ja pewne niedociągnięcia w tekście widzę (patrz poprzednie komentarze), to akurat tutaj zgodzę się z @XXXLordem. Owszem, niby wszystko o wszystkich wiedzieli, tylko to wynikało z "ktoś coś widział, ktoś coś słyszał, ktoś coś komuś powiedział", tylko zwykle na plotkach się kończyło. Dzisiaj masz w kieszeni niezły sprzęt szpiegowski i możesz nagrać każdego nawet z odległości, a wtedy? Przecież nikt nie biegał z aparatem czy dyktafonem. Jasne - nawet plotka potrafiła mieć konkretną siłę rażenia, ale na plotkach się zazwyczaj kończyło.
Mam też wrażenie (choć mocno subiektywne), że obecnie pewne rzeczy traktuje się poważniej, a na pewno bardziej prawdopodobnie. Wtedy pierwszą reakcją na podejrznie romansu nauczycielki z uczniem byłoby święte oburzenie (a przynajmniej ze strony rodziców, grona nauczycielskiego i innych poważnych person, bo koledzy raczej gratulowaliby jurności 😉 ), ale już po chwili ci sami oburzeni stwierdziliby "eee, niemożliwe". Dziś bardzo wątpię.
XXX_Lord · 1 dzień temu · "Spalam się"
@W_ja
A wiesz, że pisząc też o tym myślałem. O plotkach, podejrzeniach. I o ile w obecnych czasach, czy nawet dekadę temu podobną historię spuściłbym w kiblu, określając ją jako nierealną bajkę (idę o zakład, że zaraz wjechałyby fotki na mediach społecznościowych albo wulgarne zdjęcia obojga, przerabiane przez AI), o tyle 30 lat temu sytuacja wyglądała "trochę" inaczej, przynajmniej w tych kręgach, w których się obracałem, i żeby nie było, chodziłem do zwykłego, państwowego, warszawskiego liceum.
Ciężko wyobrazić mi sobie udokumentowanie romansu obojga przez innych licealistów (o komórkach można było pomarzyć, zresztą przypominały bardziej enerdowskie kalkulatory, niż obecne smartfony, a przydatnych funkcji miały dzwonienie i SMS-y), kto przy zdrowych zmysłach nosił ze sobą aparat fotograficzny do szkoły? A i ludzie byli mniej jacyś mniej wścibscy i zawistni (wiem, brzmię jak boomer 😜).
Prawie dekadę temu przeczytałem tu "Szkołę na peryferiach" @CichegoPisarza. Bardzo dobre opowiadanie, w którym właśnie podniesiona przez Ciebie kwestia mi zgrzytała. W obecnych czasach "schowanie się" przed ciekawskimi oczami tłumu wymaga umiejętności agenta wywiadu/kontrwywiadu, zdjęcie da się zrobić prawie wszystkim, co mamy pod ręką, a we wspomnianej historii szkoła zamieniła się w jedno wielkie pole romansu i seksu, co było nierealne.
Wydaje mi się (a oczywiście mogę się mylić, bo wszechwiedzący nie jestem), że 30 lat temu łatwiej było ukryć się z uczuciami i "nielegalnym" romansem, niż teraz, stąd nie do końca zgodzę się z tym, że romans zostałby szybko odkryty, a Beata z Michałem trafiliby pod publiczny pręgierz.
Chyba, że masz przykłady z tamtej epoki, świadczące na moją niekorzyść, chętnie wysłucham 😉
P.S.
Tak na koniec wykoncypowałem, że kobiety są mimo wszystko dużo bardziej ostrożne w takich sytuacjach, niż faceci i gdyby zamienić płeć bohaterów (nauczyciel - mężczyzna, uczeń - kobieta), na bank by to wypłynęło, bo rzeczony wuefista wystrzelałby się np. przed kolegami. Tutaj Beatka od początku trzymała Michała w ryzach, a i on sam był nad wiek dojrzały, stąd udało im się utrzymać uczucia w tajemnicy przed wszystkimi.
Dzięki za komentarz i fajny temat do dyskusji 🙂
Również pozdrawiam.
W_ja · 1 dzień temu · "Spalam się"
Ten tekst czytałam już kilka razy drogi @Lordzie… I w pierwotnej wersji jak i tej nigdy nie znalazłam czegoś co można byłoby ocenić źle 😉
Wcześniej nie napisałam jednak komentarza, bo obserwowałam co się z tego rozwinie po jakże ciekawych komentarzach innych…
Patrząc na relacje uczeń- nauczyciel wiele takich dawniej jak i dziś…
Rozśmieszył mnie tekst pod tytułem „że nikt nie wiedział” z komentarzy. Zazwyczaj wszyscy o wszystkich wiedzą w takich społecznościach jakimi jest szkoła 😉 Tylko niektórzy w takich relacjach myślą, że udało się, nikt nie wie itp.
Pół szkoły plotkowało i plotkuje o tego typu rzeczach… - WF-istach obmacujących dziewczyny w kantorku, nauczycielach podpijających co nie co to tu, to tam nie wytrzymujących presji…
Wybacz, że nie napisze peanów jaki ten tekst jest dobry, ale Ty sam w przecież już wiesz…
Pozdrawiam
W_ja · 1 dzień temu · "Spalam się"
Mój komentarz przepadł… dodam jeszcze raz 😉
jamer106 · 2 dni temu · "Lubieżnicy (III)"
Serdecznie dziękuje za komentarze.
@W_ja - jeżeli po przeczytaniu serii, opowiadanie pozostawiło pytania co ja bym zrobiła na jej miejscu, to osiągnąłem zamierzony cel i lampkę zacnego trunku w literatce (tak @Anonie z literatem mam tyle wspólnego że z owych literatek trunek konsumuje) sobie walnę.
Zgadzam się z @Agnessą, jesteśmy w stanie poświęcić wiele, szczególnie w tych czasach, gdzie jest pogoń za pieniądzem, lepszym statusem życia. Poświęcić bliskich, swoją godność i honor ( jakże ten ostatni wyraz ostatnimi czasy stracił, gdy szumowiny zaczęły sobie nim gębę wycierać).
@Anonie, przeanalizowałem Twój nick i gdy przemieści się litery w odpowiedni sposób wychodzi Onan, a kimże ów był i czy zasłynął właśnie w czasach faryzeuszów, łatwo można w czelusciach neta wygrzebać, tak że w kwestii walenia konia ...
@Hart - wielki dzięki, ale z tym oceanem i wieszczem to przesadziłeś. Pisarczyk II klasy z powiatowej dziury. Błędy pewnie są, postaram się je wychwycić i poprawić, ale zawsze tak jest że inni dostrzegą je szybciej niż autor, który enty raz tekst czyta i zlewa mu się on juz w całość.
Miałem dylemat pisząc zakończenie, cholerny, bo bałem się że przedobrze z opisem orgii i uderzę w stereotyp że kobiety lubią seks grupowy ( co nie jest prawdziwe, przynajmniej dla większości z nich -moje zdanie). Dlatego owa hiszpanska mucha, żeby wypośrodkować, złagodzić odbiór, choć patrząc na większość opowiadań w Poczekalni i na Głównej to właśnie tematy zdrady kontrolowanej, seksu z wieloma partnerami, kaziorodztwa królują, jakby to były zachowania normalne i dla większośći akceptowalne, chętnie realizowane. Dlatego ciekawi mnie Wasz odbiór, szczególnie kobiet, bo męski punkt widzenia znam.
Pozdrawiam wszystkich serdecznie.
Agnessa Novvak · 2 dni temu · "Lubieżnicy (III)"
Dużo, duuużo więcej, niż się nam wydaje. Zwłaszcza gdy cierpimy na permanentny deficyt niespełnionych marzeń i zaczniemy usilnie dążyć do ich realizacji za wszelką cenę, bo co złego może się stać, prawda? Prawda? Otóż może i to bardzo wiele. A wciąż mówię tylko o marzeniach natury erotycznej w rodzaju "mam ochotę na wielokąt", a nie na przykład "zacznę sprowadzać cukier puder z Kolumbii" 😉
Diabełwgłowie · 2 dni temu · "Koło fortuny"
@W_ja, dzięki. To trochę inne opowiadanie, niż pozostałe. Chyba sam przeczytam, bo trochę o nim zapomniałem. 😉
Hart61 · 2 dni temu · "Lubieżnicy (III)"
@jamer106. No to wpłynąłeś na wielki przestwór oceanu. Jak pisał kiedyś nasz wieszcz narodowy. Nie żebym to porównywał ale skojarzenie takie. Opowiadanie bardzo dobrze oddaje te klimaty które tak bardzo budowały nasze lata młodości. Rzeczywistość i oryginalność w pigułce. Co do części erotycznej bardzo rozbudowana i spójna. Dajesz tu do wiwatu muszę przyznać. Całość bardzo miło się czyta mam oczywiście na myśli wszystkie trzy części. Lubię ten klimat i to w jaki sposób widzisz tamtą rzeczywistość. Zresztą znasz już mnie to wiesz co o tym myślę. A tak poza tym masz kilka błędów w tekście co pewnie poprawiasz reszta jak zwykle utrzymana w idealnych proporcjach. Pozdrawiam 😉
Anon · 2 dni temu · "Lubieżnicy (III)"
I tym tekstem pokazujesz Jamek, że Tobie tylko pupy w głowie i walenie konia. Weź stań w prawdzie i przynajmniej nie zgrywaj literata faryzeuszku.
W_ja · 2 dni temu · "Koło fortuny"
Niezły tekst i chyba już czytam go któryś raz…
Jakoś ostrzeżenia mnie nie odstraszyły 🙂
Dzięki
Pawel_rumpel · 2 dni temu · "Kostka"
@W_ja Dziękuję za Twój głos i poświęcony czas. 🙂 Myślę, że mówienie w związku, a nawet opowiadanie, nie jest dziwne. Zresztą ta strona na "drugie imię" może mieć: nic nie jest dziwne. A historia oczywiście jest niemal prawdziwa🙂. Dobrego czytania.
W_ja · 2 dni temu · "Lubieżnicy (III)" ·
Zaczęłam pisać komentarz i strona mi się odświeżyła.
Nie wiem czy zaczynać od początku czy po prostu skrócić do kilku słów.
Kilku rzeczy się nie spodziewałam - czytaj mucha.
Kilku spodziewałam - opieka nad Anią po i zlanie Włodka plus to, że ukończy dziewczyna te studia…
Wiele poświęciła żeby zdobyć to co potrzebowała, bo jednak to nie była do końca dla niej prosta sytuacja…
Wiem, że fikcja literacka fikcją literacką, ale powstaje pytanie co my jesteśmy w stanie zrobić dla własnych marzeń.
Tak wiem powtarzam się bo już takie pytanie stawiałam po przeczytaniu wcześniejszych części.
Lubie tego typu historie dające w sumie przemyśleń - jak my byśmy zrobili będąc na jej miejscu…
A zresztą tu nie do końca jest powiedziane, że ona tego na koniec chciała - bo jednak dostać afrodyzjak pobudzający, na który nijak nie ma się wpływu… No cóż…
Dzięki za dokończenie tego @jamer106
Prima aprilis, czyli niespodzianki chodzą parami…
Prima aprilis, czyli niespodzianki chodzą parami…
Lubieżnicy (III)
Wilczyca (IX-X)
Przebudzona (VII-IX)
Kolekcjonerka
Wilczyca (VIII)
Króliczek (remastered)
Wsi spokojna... (II) "Klechy"
Kostka