All That Jazz

MarySue MarySue

22 lutego 2016

hourglass 25 min

Życzę przyjemnej lektury.

Ta historia wydarzyła się całkiem sporo lat temu, w pierwszej dekadzie naszego wieku. Był to czas, kiedy Wielka Brytania otwarła swoje granice dla imigrantów z nowych krajów członkowskich Unii Europejskiej, i całe rzesze młodych i trochę starszych Polaków wyjeżdżały do Anglii, Walii, Szkocji czy Irlandii w poszukiwaniu pracy i lepszego życia. W tej rzeszy znalazłam się także i ja, świeżo upieczona absolwentka studiów magisterskich. Przyjechałam do UK z jedną walizką i stoma funtami w kieszeni, licząc na to, że znajdę pracę i zobaczę, jak się żyje w innym kraju.
Po dwóch dniach za pośrednictwem agencji zatrudnienia ja i mój chłopak znaleźliśmy pracę w fabryce wody mineralnej pod Manchesterem. Był kwiecień, sezon się rozkręcał, i w fabryce każda para rąk mogła się przydać, a jeśli do tego ktoś miał głowę na karku można było całkiem znośnie się urządzić.
Kiedy w połowie maja dziewczyna, która na nocnej zmianie szefowała linii produkcyjnej numer trzy, odeszła na urlop macierzyński, otrzymałam awans - i jej miejsce. I wszystko byłoby fajnie, gdyby nie jeden drobny szczegół.
Jazz.

Jasmine była pół krwi hinduską, mieszanemu pochodzeniu zawdzięczała aksamitne, ciemne oczy w przepięknej oprawie i złocistą gładką cerę. Ilekroć ją widziałam, nie mogłam oderwać wzroku od jej twarzy, ust, od dynamicznych ruchów jej rąk.
Była też suką z piekła rodem, o czym wiedział każdy na nocnej zmianie. Kiedy szła wzdłuż linii produkcyjnej, wdzięcznie kołysząc biodrami, a jej bujny biust falował kusząco przy każdym kroku, ze wzrokiem utkwionym w jednej konkretnej osobie, wszyscy pracownicy wiedzieli, co to oznacza.
Wojnę.
Od kiedy zostałam kierowniczką linii produkcyjnej, Jasmine była moim nemezis, moim wiecznie bolącym zębem trzonowym. Jasne, jako QC, czyli kontrolerka jakości, miała obowiązek wpychać nos we wszystko, na każdym etapie produkcji, i wyłapywać wszelkie niedociągnięcia. Ale sposób w jaki to robiła...
Miałam wtedy dwadzieścia pięć lat, byłam chuda jak śmierć na chorągwi, i absolutnie nie wyglądałam na swoje lata. Ilekroć chciałam kupić papierosy musiałam pokazywać dowód osobisty, żeby udowodnić że jestem pełnoletnia. Nie było mi łatwo – na mojej linii pracowali mężczyźni i kobiety niekiedy dużo starsi ode mnie, i to zarówno imigranci z Polski i Słowacji, jak i rodowici Brytyjczycy. Prawie każdy uważał, że nadaje się lepiej do tej roboty ode mnie. Sporo podejrzewało, że musiałam zrobić loda komuś z tak zwanej „góry” żeby dostać to stanowisko. Jedynie mój chłopak, Jarek, nie podejrzewał mnie o to. Chociaż on również uważał, że to stanowisko należało się jemu.
Prawda była taka, że byłam jedyną osobą która mówiła w językach wszystkich pracowników tej linii, a także jedyną osobą z wyższym wykształceniem bez przydziału kierowniczego, więc dla świętego spokoju i żeby zapobiec podejrzeniom o dyskryminację, uznali że najlepiej będzie linię numer trzy powierzyć mnie – kobiecie i imigrantce.
Każdy dzień był walką, aby udowodnić moim podwładnym, że wiem co robię, i wiem co robią – i czego nie robią – oni.
I w to wszystko wpada Jasmine, drąc się na mnie z całych płuc, że temperatura wody jest tylko o pół stopnia niższa od granicy normy, albo z inną bzdurą. Jakbym nie umiała dopatrzyć temperatury podczas nalewania! Naprawdę, byłam świetna – sumienna, dokładna, a jak trzeba to potrafiłam i z pracownikami dojść do ładu. A Jazz przynajmniej dwa razy każdej nocy urządzała mi awantury z powodu niedociągnięć, których mogłabym ewentualnie dopuścić się w przyszłości, chociaż do tej pory się nie dopuściłam.
Suka i już.
Nawet jeśli miała przepiękne oczy.

Jakoś dotrwałam, pomimo jej nieustannych prób wyprowadzenia mnie z równowagi, do zamknięcia sezonu letniego. Oczywiście, Clive, szef nocnej zmiany, nie omieszkał mi pogratulować rekordowych wyników.
Żeby uczcić zakończenie sezonu, a także uhonorować tych pracowników, którzy nie zostawali na sezon jesienno – zimowy, szefostwo zorganizowało imprezę w modnym klubie w sercu Manchesteru. Oczywiście, cała brać pracująca schlała się koncertowo, ale zabawa była przednia.
Jarek siedział w kącie przy stoliku i pił na równo z Clivem i Jamesem, i wiedziałam że to się źle skończy. Ja sama mam głowę jak smok, i tak łatwo się nie upijam, więc i wtedy mi to raczej nie groziło.
Wtedy zdecydowałam nie przejmować się Jarkiem, tylko dobrze się bawić, tańczyć i śmiać się ze wszystkimi. Po prostu całkowicie się wyluzować.
Jak to bywa, w pewnym momencie musiałam się odłączyć od zabawy i udać się do toalety.
W wąskim korytarzyku prowadzącym do łazienek, wpadłam na Jazz.
- Odkąd się pojawiłaś na nocnej zmianie działasz mi na nerwy – syknęła, zupełnie bez związku z aktualną sytuacją, tak, jakby to była kontynuacja jakiejś wcześniejszej rozmowy.
- Jazz, czego ty kurwa ode mnie chcesz! - wybuchłam. - Wpieprzasz mi się nieustannie do pracy, podkopujesz mój autorytet u pracowników, a teraz warczysz na mnie na imprezie!
Wzruszyła ramionami, podchodząc o krok bliżej.
- Wkurwiasz mnie! - powiedziała z pasją – Pieprzona panna doskonała, doskonały pracownik, doskonała kierowniczka, doskonała narzeczona. Tobie się nawet jeden włosek spod czapki nie wymyka!
Patrzyłam na nią kompletnie ogłupiała, o co tej kobiecie w ogóle chodzi. Wtedy ktoś, przechodząc obok, potrącił mnie ramieniem tak, że wpadłam prosto na Jazz. Centralnie wylądowałam nosem na jej policzku, a ona odruchowo złapała mnie za ramiona, chcąc podtrzymać lub odepchnąć. Między nami przebiegła jakby iskra, wystarczył mały ruch głową, jej, mój, może nas obu, i nasze usta się spotkały w pełnym pasji i gniewu pocałunku. Nie jestem wysoka, więc Jazz górowała nade mną, wykonałyśmy pół kroku tak, że znajdowałam się plecami do ściany, a Jazz przywierała do mnie z całej siły, jednocześnie wdzierając się językiem w moje usta.
Spomiędzy warg wyrwał mi się jęk. Oderwała się ode mnie tylko po to, aby pociągnąć mnie za rękę do łazienki, a tam – do pierwszej wolnej kabiny. Znów przyparła mnie do ściany, całując z pasją, jednocześnie jej dłonie już siłowały się z paskiem moich dżinsów.
Niemal odruchowo przesunęłam dłoń w dół, i poprzez dżinsy nacisnęłam na jej wzgórek łonowy. Oderwała usta od moich warg, ugryzła mnie w szyję, a potem wilgotnymi pocałunkami zaczęła torować sobie drogę w dół, poniżej obojczyka, aż do wznoszących się i opadających w przyśpieszonym oddechu piersi.
Następne minuty zapadły mi w pamięć jako kompletne szaleństwo, ręce gorączkowo wdzierające się pod ubranie, usta, łapczywie całujące każdy cal obnażonej skóry. Gdy moje palce dotarły wreszcie do jej gorącej i wilgotnej cipki jęknęła, gryząc mnie w ramię, i równie gwałtownie wdarła się palcami między moje uda. To było jak opętanie, szaleńczy wyścig, która z nas potrafi dać drugiej więcej, mocniej, głębiej. Zaciskałam się wokół jej palców, nie przestając jednocześnie posuwać jej w tym samym rytmie, w którym ona dawała mi rozkosz.
Orgazm przyszedł nagle i mocno. Zanim zdążyłam opaść na ziemię, już wznosiłam się od nowa, w rytm gwałtownych ruchów Jazz, jej chrapliwy oddech przy moim uchu był jak najwspanialsza muzyka...
Och, Jazz...

Wyszłam z kabiny pierwsza, prosto do umywalki, żeby ochlapać zarumienioną twarz zimną wodą. W lustrze spotkałam rozognione spojrzenie Jasmine.
- To niczego między nami nie zmienia – rzuciła.
- Jak jasna cholera. - potwierdziłam.
Wyszłam przed klub, żeby zapalić.
Koło popielniczki stał już Clive, niewysoki brunet koło czterdziestki. Obrzucił mnie badawczym spojrzeniem.
- A ty co taka rozgorączkowana? - rzucił.
- Wpadłam na Jazz – wzruszyłam ramionami, jakby to wszystko tłumaczyło.
- Ech, wy dziewczyny i ta wasza wojenka – potrząsnął głową. - Nie mogłyście nawet dzisiaj dać sobie spokój?
Zaciągnęłam się papierosem, nie odpowiadając. Bo i co mogłam odpowiedzieć.
I tak już wkrótce dla mnie zabawa miała się skończyć – Jarek upił się kompletnie i musiałam jakoś odstawić go do domu, zanim mógłby narobić mnie i sobie wstydu jakimś koszmarnym pijackim wyskokiem.
Tamtej nocy leżałam w ciemności, słuchając jego pijackiego chrapania, i rozmyślałam o Jazz. O jej piersiach przyciśniętych do moich, o jej chrapliwym oddechu, o nieustępliwym nacisku jej palców w moim wnętrzu. I nie miałam ani grama poczucia winy.

Gdy na początku następnego miesiąca wróciliśmy do pracy po zasłużonym urlopie już pierwszej nocy Jazz dała mi do wiwatu. Wpadła przed zmianą etykiety, wydarła się na całe gardło, przy czym oczywiście wyszło na to, że znowu wszystko grało na linii jak w zegarku. Gdy odmaszerowała do laboratorium zobaczyłam jej teczkę z dokumentacją zmiany etykiety – cholerna suka zapomniała swoich papierów, pomyślałam. Złapałam za teczkę i ruszyłam za nią.
Gdy wparowałam do laboratorium, obrzuciła mnie niechętnym spojrzeniem.
- Czego chcesz? - warknęła.
- Zapomniałaś swoich papierów – wycedziłam, rzucając teczkę na najbliższe biurko.
Już miałam wyjść, ale spojrzałam na nią raz jeszcze. Zrobiła krok w moją stronę. Zatrzasnęłam drzwi i w tej samej chwili Jazz już była przy mnie. Pociągnęła mnie na podłogę, przywierając ustami do moich warg, i całe to szaleństwo, które ogarnęło nas wtedy w klubie wróciło. Znów nie mogłyśmy nasycić się pocałunkami, znów dłonie walczyły o dostęp do nagiej skóry, tarzałyśmy się po podłodze nie mogąc oderwać się od siebie. Tym razem ja pierwsza zdołałam rozebrać ją na tyle, aby wsunąć palce między jej uda. Pieprzyłam ją jakby od tego zależało moje życie, patrzyłam jak odpływa, a potem zanim doszła do siebie, robiłam to dalej, nie mogąc oderwać oczu od jej rozognionej twarzy. Dochodząc przyciągnęła mnie do siebie mocniej, wpychając język w moje usta, a chwilę później poczułam jej dłoń na mojej rozpalonej kobiecości.

Wierzcie lub nie, ale opuściłam laboratorium niecałe piętnaście minut po swoim wejściu. Nikogo nie zdziwiło moje rozgorączkowanie ani to ,że pędem wyszłam na papierosa. To zrozumiałe, po starciu z Jasmine. Wszyscy przecież słyszeli wiele razy jak się kłócimy.

Rano, kiedy układałam się do snu u boku Jarka, marudzącego na ciężką noc w fabryce, nadal nie miałam ani grama poczucia winy. Kiedy poczułam jego rękę przesuwającą się po moim ramieniu w stronę piersi westchnęłam cicho, jego dotyk nie mógł mnie poruszyć tak, jak zrobiła to Jazz te kilka godzin wcześniej. Jednak odpowiedziałam na jego pieszczoty, jak zawsze, i w końcu zasnęłam przytulona do jego ramienia.

Zima w fabryce przebiegła spokojnie, mniejsze progi produkcyjne, więcej czasu na papierkową robotę. Niemal każdej nocy Jazz wpadała na moją linię, czasami wściekła jak osa , a czasami tylko zirytowana. Czasami zapominała papierów, a ja odnosiłam je do laboratorium, gdzie znów tarzałyśmy się po podłodze w pogoni za kolejnym orgazmem. Czasami nie zapominała niczego, a ja po jej odejściu wychodziłam na papierosa, żeby przewietrzyć głowę, jak to mówiłam. Czasami Jazz przechodziła akurat wtedy koło składziku na środki czystości obok wejścia. W składziku również tarzałyśmy się po podłodze, a niekiedy po prostu przypierała mnie do najbliższej ściany, i znowu pieprzyłyśmy się jak opętane.

Wiosna przyniosła zmianę, i to istotną.
Jarek coraz gorzej radził sobie z tym, że jestem jego szefem, więc dla świętego spokoju zaczęłam rozglądać się za inną pracą. I znalazłam – w agencji pośrednictwa pracy. Koniec z fabryką, koniec z halą produkcyjną. Żegnajcie, ciężkie buciory ochronne, żegnajcie gumowe rękawice i czepki, zasłaniające włosy.
Żegnaj Jazz.

Wypowiedzenie wręczyłam Clive'ovi, z prośbą, żeby nic nie mówił załodze.
Oczywiście, drań nie dotrzymał słowa – mojej ostatniej nocy w fabryce podczas ostatniej przerwy w kantynie czekały ciastka i napoje. Clive wygłosił krótką mówkę, jak to dobrze się ze mną wszystkim pracowało, jak będzie im mnie brakować, i jak bardzo życzą mi powodzenia w nowej pracy. Potem niemal każdy członek załogi mnie wyściskał lub poklepał po plecach, życząc powodzenia, wszyscy wznieśliśmy toast. Napotkałam spojrzenie Jazz – i przez chwilę zapragnęłam znaleźć się z nią sama, gdzieś bez świadków. Poklepała mnie szorstko po ramieniu.
- Bez ciebie będzie tu nieznośnie spokojnie – wycedziła, a kilka osób stojących w pobliżu się roześmiało.

Na początku czułam się dziwnie, wstając rano, i kładąc się spać wieczorem – po roku pracy na nocnej zmianie musiałam się przestawić. Jarek, co było do przewidzenia, nie dostał mojego stanowiska, więc nadal wychodził do pracy wściekły i wracał wkurzony, albo odwrotnie.
Teraz już tylko w weekendy mogliśmy spać razem – Jarek nadal o dziewiętnastej wychodził do pracy, i wracał o siódmej rano, kiedy to ja wstawałam i szykowałam się do mojej pracy.
W sumie dzięki temu miałam więcej czasu dla siebie. Nawet raz czy dwa umówiłam się na wieczór w mieście z koleżankami z biura, kiedy już wyprawiłam mojego wiecznie nadąsanego mężczyznę do pracy. Cieszyłam się porannym spacerem do pracy, tym, że codziennie mogłam robić makijaż i miałam znów zadbane dłonie z wymalowanymi paznokciami, cieszyło mnie chodzenie w balerinach i butach na obcasie, ubrania – eleganckie i kobiece. Podobało mi się nowe życie, i nawet nie przeszkadzało mi to, że teraz dużo mniej czasu spędzałam z Jarkiem.

Pewnego wieczora – to był, o ile dobrze pamiętam, wtorek – zaskoczyło mnie pukanie do drzwi. Jarek godzinę wcześniej wyszedł do pracy, a ja nie spodziewałam się tego wieczora żadnych gości. Planowałam spokojny wieczór w domu, z górą rzeczy do prasowania i jednym lub dwoma filmami.
Podeszłam do drzwi , uchylając je niepewnie.
Na progu stała Jazz, trzymając w ramionach dwie duże papierowe torby z pobliskiego marketu.
- Nie pożegnałaś się ze mną. - powiedziała. - Mogę wejść na chwilę?
W milczeniu otwarłam drzwi szerzej, wpuszczając ją do środka.
Zamknęłam drzwi, a Jazz w tym czasie odstawiła torby na ziemię. Gdy odwróciłam się w jej stronę, w dwóch krokach znalazła się przy mnie, zaborczo obejmując ramionami.
- Powiedz że tęskniłaś – wydyszała w moje usta, i nie dając mi dojść do słowa nakryła je swoimi.
Z jękiem odpowiedziałam na pocałunek, zataczając się i nie przestając się całować ruszyłyśmy w stronę sypialni. Gdy chwyciłam za pasek jej spodni, złapała mnie za rękę.
- Nie tym razem – powiedziała.- Dzisiaj chcę cię nagą i w łóżku. Wreszcie.
Tym razem było inaczej. Rozbierałyśmy się nawzajem, ciesząc się odkrywaniem ciała tej drugiej. Po raz pierwszy byłyśmy same, naprawdę same, bez zamkniętych drzwi za którymi toczy się praca w fabryce, bez pośpiechu mogłyśmy cieszyć się sobą. Po raz pierwszy zobaczyłam nagą Jazz, z płaszczem ciemnych włosów opadających na plecy. Przywarłam ustami do jej pełnych piersi, zaciągając się głęboko zapachem jej ciała. Popchnęła mnie na łóżko, i opadła koło mnie, splotłyśmy się ramionami i nogami, przywierając ciasno do siebie, podczas gdy nasze usta spotkały się w kolejnym długim, głębokim pocałunku.
Wargi i języki splatały się w skomplikowanym tańcu, piersi Jazz przyciskały się do moich, w sypialni było słychać tylko nasze oddechy, westchnienia, i cichy szelest pościeli pod naszymi splecionymi ciałami. Udo Jasmine wciskało się między moje nogi, poruszała się płynnie, jej wilgotne łono ocierało się rytmicznie o moje biodro, w tym samym rytmie moja rozpalona cipka przywierała do jej gładkiej skóry. Oblewał mnie żar, wznosiłam się nieskończenie wolno, każdy ruch przybliżał nas do szczytu tylko o milimetr. Czułam że jest mi mało, że chcę więcej, bliżej, mocniej, wbijałam palce w jej pośladki, wiłam się razem z nią.
Napięcie stało się tak dojmujące, że byłam bliska łez, i nagle to poczułam. Znajome pulsowanie, tak głębokie i mocne, jakbym rozpadała się na kawałki, a jednocześnie jakbym teraz dopiero stała się całością.
- Och, Jazz! - krzyknęłam, wpatrując się szeroko rozwartymi oczami w jej twarz tak blisko mojej. Czułam, wiedziałam że Jazz jest ze mną.
- O tak, maleńka, właśnie tak – wyszeptała, przyciskając usta do mojej szyi.

Nie wiem jak długo tak trwałyśmy, przytulone, spocone, zdyszane.
W końcu Jazz odsunęła się nieznacznie, układając się na boku, z głową opartą na łokciu.
- Ja też za tobą tęskniłam – powiedziałam, wywołując uśmiech na jej twarzy. - Nie pracujesz dzisiaj?
- Dzisiaj wzięłam wolne, Olivia mnie zastępuje. - odpowiedziała, leniwie gładząc moje biodro. - Wiedziałam, że jesteś sama, i chciałam się z tobą zobaczyć.
- Cieszę się, że przyjechałaś – uśmiechnęłam się, i uświadomiłam sobie, że jest to nasza pierwsza prawdziwa rozmowa, nie licząc tych wszystkich kłótni w fabryce. Jak to się stało, pomyślałam, że pieprzymy się ze sobą od września, a dopiero teraz, w maju, ze sobą rozmawiamy.
- W ogóle to plan był inny – powiedziała lekko. - Chciałam wyciągnąć cię do miasta, wiesz, na taką prawdziwą randkę, ale potem pomyślałam, że możesz być zmęczona po pracy, więc kupiłam jedzenie i wino z zamiarem urządzenia ci romantycznej kolacji w domu.
Randka? Romantyczna kolacja? Popatrzyłam na nią lekko zaskoczona.
- Chciałaś wyciągnąć mnie na randkę? - powtórzyłam jej słowa. - Myślałam że to po prostu... no wiesz, zajebisty seks.
Zaśmiała się z mojego zaskoczenia.
- Jest zajebisty, nie da się ukryć. - potwierdziła. - Ale pomyślałam, skoro tak nam dobrze razem... to może powinnyśmy poznać się lepiej...
- Przecież ja mam faceta! - wyrzuciłam z siebie.
Dotknęła dłonią mojego policzka.
- Obie wiemy, że Jerry to dupek i że nie jest ciebie wart. Nie mówię, żebyś go od razu rzuciła, ale... może dasz szansę nam? Po prostu zobaczmy, co z tego wyniknie, co ty na to?
Zamknęłam oczy. Jasne, Jazz nie była pierwszą kobietą w moim życiu, ale moje związki z kobietami nigdy nie wykraczały poza przelotny seks. Jakbym nie pozwalała sobie na zaangażowanie. A teraz Jazz, kobieta która działała na mnie mocniej niż ktokolwiek wcześniej, mężczyzna czy kobieta, prosi mnie, żebym dała szansę naszemu związkowi.
Poczułam się zagubiona.
- Hej, malutka – Jazz pogładziła mnie po włosach. Podniosłam powieki, i spojrzałam na nią. - Nie myśl tyle, OK? Po prostu zobaczmy, co z tego wyniknie. Kto wie, może za pięć minut znowu zaczniemy się kłócić, i wyrzucisz mnie za drzwi gołą jak noworodek? - roześmiałyśmy się obie.
- Mówiłaś coś o jedzeniu i winie – rzuciłam lekko. - Chyba zgłodniałam.
- Na dodatek cała się kleisz od potu – dodała Jazz. - Masz wannę, czy prysznic?

Miałam jedno i drugie, więc zdecydowałyśmy się na wannę. Jazz poszła do kuchni, przygotować jedzenie a ja zajęłam się przygotowaniem kąpieli. Pozapalałam stojące w łazience świeczki, nalałam do wanny różanego olejku, i przygotowałam stojak na tacę z jedzeniem.
Romantyczny wieczór z Jazz... Cała noc z Jazz... Poczułam powracające podniecenie. Z bieliźniarki wyciągnęłam czysty szlafrok dla Jasmine – jakoś nie przypuszczałam, żebyśmy miały ochotę się ubierać w coś bardziej skomplikowanego.

Popijałyśmy lekkie białe wino, karmiąc się nawzajem przystawkami. W powietrzu unosił się zapach róż, a światło świec odbijało się od białych kafelków. Rozmawiałyśmy. Jazz opowiadała o swoim dzieciństwie, o rodzinie – miała dużo starszą siostrę, gromadę siostrzeńców i siostrzenic, a także brata bliźniaka. Ja opowiedziałam jej o swoim dzieciństwie, jedynaczki wychowywanej przez babcię, i o tym, jak ciężkim przeżyciem był dla mnie rozwód rodziców. Opowiedziałam jej o wakacjach na mazurach, i o wypadach z mamą w polskie Tatry. Pomyślałam, że fajnie by było pokazać Jazz moje ulubione miejsca w Polsce.
Kochałyśmy się w wannie, i znów było inaczej.

Potem przeniosłyśmy się do sypialni, gdzie znów pozapalałyśmy mnóstwo świeczek – Jazz nie była pewna, czy mam w domu świeczki, więc wyłuskała ze swojej torby kilkanaście małych świeczników i pudełko tealigthów. Podgrzała kolejne dania, które popijałyśmy tym razem czerwonym winem – lepiej pasuje do mięsa i do serów, orzekła Jazz. Pokazałam jej mieszkanie – z rozbawieniem odkryła że wszystkie tytuły z mojej skromnej kolekcji książek znajdują się również w jej biblioteczce. Zachwyciła się stołem, który wypatrzyłam w sklepie Armii Zbawienia – owalny szklany blat na pięknym, żeliwnym statywie z wykutymi pnączami winorośli. Potem posadziła mnie na tym blacie, i uklękła między moimi nogami, a ja po raz kolejny poczułam, że mogę dotknąć nieba.
Zasnęłyśmy, wtulone w siebie, dobrze po północy. Rano ziewając wypiłyśmy kawę, pogryzając tosty z miodem, i pożegnałyśmy się pocałunkiem w drzwiach. Jazz zapowiedziała, że o dwunastej przyjdzie po mnie pod biuro zabrać mnie na lunch.
I tak właśnie zaczął się nasz romans. Wcześniej łączył nas tylko seks, teraz – tak, jak zaproponowała Jazz – poznawałyśmy się nawzajem, spędzałyśmy wspólnie czas, kiedy tylko miałyśmy taką możliwość. W lecie fabryka pracowała siedem dni w tygodniu na obie zmiany, i Jazz mogła układać swój grafik tak, by pracować w inne noce niż Jarek. Niekiedy, kiedy on odsypiał nocną zmianę w sobotę lub niedzielę, wsiadałyśmy w samochód Jazz i jeździłyśmy na wycieczki za miasto.
To było najpiękniejsze lato w całym moim życiu.
Wiedziałam, że w końcu będę musiała wybrać, jednak odpychałam tą myśl od siebie.
Czułam się szczęśliwa. Byłam zakochana.

Jednak w końcu przyszedł ten moment, kiedy nie mogłam dłużej żyć podwójnym życiem, i musiałam zdecydować.
We wrześniu Jarek niespodziewanie wystąpił z bukietem czerwonych róż i złotym pierścionkiem. Był niemile zaskoczony, kiedy zamiast z entuzjazmem rzucić mu się na szyję, zaczęłam coś jąkać o tym, że to nagle, że szybko. Zirytowało mnie jego zaskoczenie. Czy on naprawdę nie widział, że oddaliliśmy się od siebie przez ostatnie miesiące?
Najwyraźniej nie widział. Mieszkamy razem już od dwóch lat, na co mamy jeszcze czekać? Weźmy ślub tej zimy, na wiosnę zacznijmy starać się o dziecko, nie ma na co czekać, przecież dobrze nam razem.

Co do tego jednak nie byłam przekonana.
Wzięłam wolny dzień w pracy i pojechałam prosto do Jazz.
- Co się stało? - zapytała zaniepokojona na widok wyrazu mojej twarzy. Bez słowa pokazałam jej pudełeczko z pierścionkiem.
Wpuściła mnie do domu, pomaszerowałam do kuchni i usiadłam przy szerokim kuchennym stole z sosnowego drewna, tym samym, przy którym tyle razy razem jadłyśmy śniadanie po spędzonej wspólnie nocy.
- I co zamierzasz z tym zrobić? - zapytała w końcu, przerywając przedłużające się milczenie.
- Nie wiem. - odpowiedziałam bezradnie.
- Kochasz go?
- Nie wiem – powtórzyłam. - Na pewno kochałam go na początku... a może tylko byłam zakochana... teraz już sama nie wiem...
- Kochasz mnie?
To było najtrudniejsze. Rozpłakałam się.
- Tak, Jazz, kocham cię. - nigdy wcześniej nie rozmawiałyśmy o miłości, ale tak, czułam że ją kocham, jakkolwiek niemożliwe mi się to wydawało.
- Odejdź od niego. Jeszcze dzisiaj.
- Jazz... ale ja chcę tego – powiedziałam przez łzy. - Małżeństwa, dzieci, tego wszystkiego...
- To wyjdź za mnie, do cholery! Chcesz małżeństwa, proszę bardzo! Mieszkasz w UK ponad rok, z formalnościami nie będzie problemów. Chcesz dzieci? Ja też. Możemy to zrobić. Możemy być razem.
Patrzyłam na nią oszołomiona. Nigdy o tym nie rozmawiałyśmy, nie sądziłam że ona może chcieć tego co ja. Tylko czy potrafiłam jej to dać?
Pomyślałam o mojej rodzinie. O potwornie katolickiej i tradycyjnej babci, o mamie, ciotkach, kuzynach... Czy nadal będę mogła nazywać ich rodziną, jeśli zwiążę się z Jazz?
- Maleńka, kocham cię, kocham jak nikogo wcześniej nie kochałam – mówiła żarliwie. - Zostań ze mną. Możemy to zrobić, być razem już na resztę życia. Nie mam pierścionka, ale jak chcesz to pojedźmy choćby zaraz wybrać coś dla ciebie. Wyjdź za mnie, zostań moją żoną i pozwól się uszczęśliwiać przez resztę naszego życia.
Tak bardzo chciałam odpowiedzieć – tak! Tak, Jazz, zostanę z tobą, wyjdę za ciebie, będę twoją żoną.
Ale nie potrafiłam.
Za bardzo się bałam.
Bałam się reakcji mojej rodziny, bałam się zaryzykować znany związek dla czegoś tak wykraczającego poza moje dotychczasowe wyobrażenia.

Ta historia nie ma szczęśliwego zakończenia.
Rozstałam się z Jazz i wyszłam za Jarka. Który, zgodnie ze słowami Jazz, był kompletnym dupkiem, i pięć lat później rozwiódł się ze mną.
Dwa lata po ślubie wróciliśmy do Polski i nigdy więcej nie zobaczyłam Jasmine.

Czasami zaglądam na jej profil na facebooku. Mam nadzieje że jest szczęśliwa. Na zdjęciu profilowym Jazz w białej sukience z koronki obejmuje czule drobną blondynkę w kremowym żakiecie, zdjęcie w tle przedstawia dwie roześmiane kobiety na plaży z dwójką małych dzieci. Wygląda na to, że jej marzenie o rodzinie i dzieciach spełniło się. Czy żałuję, że nie ze mną?
Dodaj do ulubionych
12,698
Podziel się ze znajomymi
9.41/10

Jak Ci się podobało?

Średnia: 9.41/10 (46 głosy oddane)

Pobierz powyższy tekst w formie ebooka

Komentarze (15)

paty_128

paty_128 · 22 lutego 2016+0

Końcówką mnie załamałaś. Jak mogłaś napisać tak okrutne zakończenie? No jak? Trzymałam za nie kciuki! A ty to zepsułaś! Męczyła się z nim aż 5 lat!
Ale i tak 10/10.
Nawet 11/10.
Ach, nie ma takiej oceny.
Pozostaję przy 10/10.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Lola

Lola · 22 lutego 2016+0

Podoba mi się bardzo! Ale to zakończenie... tak cudownie się zapowiadało☺
9/10

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Adam

Adam · 22 lutego 2016+0

A mi zakończenie nie sprawiło zawodu, opowiadanie idealne

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
MarySue

MarySue · Autor · 22 lutego 2016+0

Pati - to nie ja jestem okrutna, tylko życie. Powiem szczerze, że miałam ochotę jak rzadko zmienić to zakończenie, dopisać happy end. Ale nie potrafiłam sobie wyobrazić, jak ta akurat bohaterka miałaby zaryzykować zerwanie stosunków rodzinnych - pamiętasz? jest jedynaczką, wychowaną przez babcie, tradycyjną i katolicką. Ona faktycznie, była za słaba, żeby wyjść z szafy i wybrać Jazz. Może jakby Jarek wcześniej wyciął jakieś koncertowe świństwo, zdradzał albo stosował przemoc, bohaterka przestałaby w ogóle rozważać związek z nim i zaryzykowała. A on był może egocentryczny, może wiecznie nadąsany, ale w sumie ciężko go było jednoznacznie zakwalifikować jako świnię.

Więc skończyło się jak się skończyło, i czytelnik może sam sobie dopowiedzieć, czy bohaterka będzie jeszcze w życiu miała szansę na miłość.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Panna Nikt

Panna Nikt · 22 lutego 2016+0

Świetnie napisane. 10/10 smile

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
paty_128

paty_128 · 23 lutego 2016+1

Ja też się załapałam na 1 smile

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Wisielec

Wisielec · 23 lutego 2016+0

Super. Koniec był potężnym ciosem prosto w serce, bo z całego serca miałem nadzieję, że bohaterce uda się z Jazz. Rozumiem jednak argumentację, dlaczego skończyło się tak a nie inaczej. W każdym razie 10/10

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
adix

adix · 4 marca 2016+0

Kolejne dobre opowiadanie. Jest wciągająca historia, niepewność, są rozterki, emocje. No i zakończenie, które może zaskakiwać. I bardzo dobrze, że zaskakuje i nie jest trywialnym happy endem. Lubię jak fabuła ma zwroty akcji i potrząsa.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Minionek

Minionek · 28 czerwca 2016+0

Co tu dużo pisać. Są w otchłaniach Internetu opowiadania, które zapadają w pamięć. To właśnie jedno z nich. Wzbudza głębsze emocje.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
XXX_Lord

XXX_Lord · 15 sierpnia 2016+0

Opowiadanie jest dobre i niestety tylko dobre. Nie podzielam zachwytów moich przedmówców z prostej przyczyny- poza rozbudowanymi i plastycznie opisanymi scenami seksu fabuła została mocno ograniczona i czytając historię miałem wrażenie, jakbym oglądał film z kasety wideo przewijając większość scen na podglądzie.
Zdaję sobie sprawę, że nie każdy lubi czytać i pisać epistoły, ale prognozowany czas zapoznania się z opowiadaniem (25 minut) to zdecydowanie zbyt krótko jak na ww. scenariusz. Można było bez problemu podwoić długość i bardziej rozwinąć postaci Jarka i Jazz- a tak jeszcze nie zdążyłem się rozgrzać i wprowadzić w klimat, a tu już pierwsza scena seksu.
Brakuje mi przede wszystkim dialogów, zwłaszcza między Jarkiem a główną bohaterką. Nie chce mi się wierzyć, żeby jej chłopak nie wyczuł zmiany jej nastawienia do siebie w trakcie romansu bohaterki. I tak po prostu wyskoczył z pierścionkiem zaręczynowym.
Nieprawdopodobne jest, żeby dziewczyny romansowały w pracy bez jakiegokolwiek strachu przed wykryciem.
Do Jarka nie doszły żadne plotki? W takim miejscu roznoszą się błyskawicznie, czasem bezpodstawnie. A tu nic- romans pełną gębą bez wpadki przez dwa lata pod nosem narzeczonego i całej załogi.

Podsumowując.
Na plus:
- Napisane sprawnie warsztatowo, czyta się lekko, przyjemnie i bezboleśnie.
- Ciekawe umiejscowienie w czasie i realiach (nie czytałem do tej pory opowiadania o Polakach w UK) więc chwała Ci za pomysł.
- Zakończenie. Cukierkowy happy end nie pasowałby.

Minusy:
- Wspomniana powyżej długość.
- Brak rozwinięcia osobowości Jazz i Jarka.
- Spłaszczenie historii, co wpływa na jej odbiór.

Pozdrawiam
Lord

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
MrHyde

MrHyde · 7 marca 2017+1

Chciałoby się powiedzieć: "Ach te baby!" i "Kto się czubi...".
Ilu Polaków mieszka w UK, Niemczech, Francji? Ilu wyjeżdża na studia lub do dorywczej pracy? Ilu Anglików, Niemców, Litwinów myśli po polsku? Wielu. A ile opowiadań pokątnych i nie tylko pokątnych traktuje o rzeczywistości poza obszarem ograniczonym Odrą i Bugiem? Może kilka.
Świetnie, że zapełniasz tę lukę. Krzyknę nawet: Stop wykluczeniu Polaków z zagranicy! Erotyka dla wszystkich! smile

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
paty_128

paty_128 · 8 marca 2017+0

Zaczekaj no, MrHyde, właśnie kończę wielkie niemieckie love xD

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
MrHyde

MrHyde · 8 marca 2017+0

@paty_128 brenne vor Neugier wink

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
paty_128

paty_128 · 14 marca 2017+0

Zbrodnią w j.niemieckim jest zapominanie o osobie, Mr.Hyde grin

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
MrHyde

MrHyde · 14 marca 2017+0

Osobę ukryłem, jak przystało na językowego zbrodniarza. wink

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

lub

Inne popularne opowiadania MarySue: