Baltica Express

20 maja 2026

29 min

– Jeden pan potrzebuje?

– Tak, wagon przedziałowy, miejsce przy wyjściu na korytarz.

Zignorował mruczenie pod nosem „ten to ma wymagania” kobiety w okienku. Od pewnego czasu przestał tracić energię na awantury w realu oraz Internecie, kłótnie z nic nie znaczącymi dla niego ludźmi, dyskusje na temat polityki, gospodarki, socjalu i innych tematów, mogących wywołać spięcie.

W Wielkanoc rodzina rozkręciła wojenkę o majonez. Który jest lepszy? Kielecki czy Winiary? Klasyka po polsku.

Po kilku minutach słuchania podnoszących się coraz bardziej głosów wstał i wyszedł. Wrócił po kolejnych kilkunastu, gdy kłótnia wygasła.

Z celowo podkreślonym uśmiechem podziękował nad wyraz uprzejmie babsku za bilet, kolejnego komentarza już nie usłyszał.

Do odjazdu pozostało niecałe trzydzieści minut, w dworcowej poczekalni kupił kawę, po czym leniwym krokiem, ciągnąc za sobą szurającą cicho na dworcowych płytach chodnikowych walizkę, maszerował w kierunku peronu. Ciepłe, wiosenne powietrze, z incydentalnymi dmuchnięciami wiatru, noszącego ostatnie ślady zimy, owiewało sylwetkę, wprawiając jednocześnie w dobry nastrój. Miał ochotę na papierosa, nie chciało mu się jednak wychodzić poza teren dworca, a odpalenie „dymka” na peronie szybko skończyłoby się wizytą SOK–istów i mandatem w kwocie kilku stówek. Stanął niedaleko jednej z kilku ławeczek, obserwując gęstniejący w pobliżu tłum. Miał cichą nadzieję, że pociąg nie będzie zbytnio zatłoczony, nic nie irytowało go tak mocno, jak stojący w korytarzu ludzie, gapiący się do wnętrza przedziału lub blokujący dojście do toalety. Chciał w spokoju i ciszy wrócić do domu. Konferencja, w której uczestniczył, wiała od początku nudą i tylko impreza, finalnie rozczarowująca trzymała jego osobę w Gdańsku dłużej, niż wynosiło absolutne minimum. Po pierwszym dniu miał ochotę wracać do domu, ale jako szanowany ginekolog musiał siedzieć tam do samego końca. Z ulgą powitał piątek i perspektywę powrotu do rodzinnego Wrocławia.

Na dworcu panowała cisza, przerywana okazjonalnymi komunikatami, odczytywanymi przez syntezator mowy oraz hukiem pociągów. Rozglądał się przez dłuższą chwilę po peronach i znudzony brakiem obiektów do obserwacji miał jednak pójść na papierosa, gdy ujrzał…

Delikatny makijaż, długie, sztuczne, czarne rzęsy, błyszczącą, bezbarwną pomadkę na wąskich ustach, proste, ciemny blond włosy, tuż za ramiona. Ewidentnie stylizowane, pewnie prostownicą.

Kremowe szpilki na dość wysokim obcasie. Elegancką, casualową czarno–popielatą spódnicę tuż nad kolana, białą koszulę z rozpiętym pierwszym i drugim guzikiem, odsłoniętym na centymetr, do dwóch rowkiem między piersiami i narzuconym na ramiona czerwonokrwistym żakietem. Dużymi jak na wzrost, co ocenił bezbłędnie po szybkim przemknięciu wzrokiem.

Spotkał się z nią spojrzeniem. Chłodnym, pełnym rezerwy, odpychającym. Wyczuł jednak pod spodem drapieżność, ciekawość i błysk, który znał aż za dobrze u płci przeciwnej. Zielone tęczówki były bardzo seksowne, tak jak owiewający oszałamiającą aurę dyskretny zapach perfum, który dofrunął do niego po kilku sekundach.

Odwróciła spojrzenie w przeciwnym kierunku, nie próbując podtrzymać kontaktu. Tak, znał ten scenariusz. Granie niedostępnej przy jednoczesnych, przelotnych zerknięciach, niby nieistotnych, a w rzeczywistości znaczących bardzo wiele.

Spojrzał na tablicę z rozkładem jazdy, pociąg miał odjechać za dziesięć minut, uznał że warto podejść i spróbować zagadać, zanim straci kontakt, a ona ulotni się do któregoś z wagonów. Obserwował ją jeszcze przez kilka sekund, nie kryjąc się, wręcz bezczelnie gapiąc. Stała tyłem, więc miał okazję ocenić krągłą figurę i dość masywne uda, widoczne spod cielistych pończoch oraz pośladki, wypychające obcisłą, szczelnie przylegającą do ciała spódnicę.

Z letargu wyrwał go szum podstawiającego się pociągu. Z rozczarowaniem stwierdził, że stracił okazję do zagadania, a może czegoś więcej. Machnął z rezygnacją ręką i po krótkim oczekiwaniu na zatrzymanie, skierował się do właściwego wagonu. Sprawdził wcześniej na bilecie, że sprzedano mu miejsce oznaczone jako „Korytarz” w wagonie przedziałowym, czyli tak jak chciał. Pociągiem jechał po raz pierwszy od czasów nastoletnich (na konferencje i wykłady zazwyczaj latał lub jeździł samochodem) i nie za bardzo znał się na oznaczeniach na papierowych biletach. Udało mu się jednak odcyfrować z druczku numer wagonu i siedzenia.

Przedział był pusty. Wrzucił walizkę na półkę, wyjął laptopa z torby i zagłębił się w lekturze prasy branżowej. Podróż miała trwać kilka godzin, do składu podpięto wagon restauracyjny, więc zamiast zaopatrywać się w wałówkę, kupił tylko w dworcowym kiosku butelkę wody, a obiad zamierzał zafundować sobie w Warsie.

W końcu po coś tę dietę delegacyjną dostałem. – Uśmiechnął się w duchu.

– Dzień dobry. – Usłyszał męski głos nad głową, tuż po szurnięciu drzwi. Do przedziału władował się dziadek z ogromną walizą, a w nozdrza przywiało charakterystyczny zapach niemytego ciała oraz brudnych stóp.

Wesoła podróż się zapowiada. – Podsumował w myślach i odmruknął na powitanie, a na prośbę o pomoc z walizką podniósł się i z trudem wytrzymał gęstniejący fetor, który z wielokrotną mocą uderzył po przyjęciu pozycji wertykalnej.

Przed wejściem do pociągu powinni robić test czystości. Jak ja mam wytrzymać z tym brudasem kilka godzin w zamkniętym przedziale? – Zniesmaczony wrócił do lektury, zakrywając nos fragmentem koszuli. Gdy kilka minut później drzwi do przedziału ponownie szurnęły, spodziewał się kolejnego emeryta czy niezbyt przyjemnie pachnącego współpasażera.

– Przepraszam, to moje miejsce. – Kobiecy, dobitnie świadczący o wysokiej pewności siebie głos wybrzmiał nad głową. O ile tonacji i dźwięku nie rozpoznał, o tyle zapach już tak.

Zielone oczy przelotnie otaksowały go spojrzeniem pełnym rezerwy.

– Jezu, niemożliwe. – Dziadek spojrzał na nią w górę. Zmarszczyła nos, najwyraźniej również dotarł do niej fetor od tego satyra. – Pani pokaże swój bilet.

– Proszę sprawdzić numer wagonu, numer miejsca i datę odjazdu. – Zignorowała poprzednie zdanie.

– A niby dlaczego ja mam sprawdzać? To pani przyszła tu druga. – Dziad zajeżył się i poruszył niespokojnie, a do niego dotarła kolejna chmura woni rodem z brudnej dupy, oprócz smrodu niemytych pach i stóp, wyczuwał coś jeszcze, a po chwili uświadomił sobie genezę.

Tak capiły nieleczone, niemyte zęby! Żołądek podjechał mu do gardła, skulił się na siedzeniu i z nadzieją spojrzał na kobietę.

Boże, niech ona mnie uratuje. – Sapnął w myślach. – A dziadyga spierdala zatruwać powietrze gdzieś indziej.

– Szanowny panie, mam bilet kupiony na to miejsce z dzisiejszą datą. – Głos kobiety wskazywał, że nie będzie negocjować. – Pokazuje pan swój, czy mam wołać konduktora?

– A co mnie pani tu konduktorem straszy?! – wykrzyczał śmierdziel. – Smarkula jedna.

– Hola, hola. Szanowny panie. – Postanowił zainterweniować. – Tylko bez obrażania, proszę. Pani rozmawia z panem grzecznie, proszę zachować kulturę.

– A pan co, adwokat?

– A to już nie pana sprawa, kim jestem. Ta pani ma rację i zamiast wołać konduktora, oszczędzając sobie i pani nerwów oraz czasu, radzę okazać, a przynajmniej sprawdzić bilet.

Dziadyga mruknął zły, po czym wyciągnął z tylnej kieszeni spodni pognieciony kawałek papieru, podając go mężczyźnie.

– Dziękuję, wystarczy że będzie pan trzymać. – Zignorował wyciągniętą dłoń. Cholera wie, jakie bakterie śmierdziel na sobie nosi, wolał nie poczęstować się chorobą skóry lub czymś równie atrakcyjnym. – Ma pan to samo miejsce, ale w wagonie dwieście sześćdziesiąt dwa, ten wagon nosi numer dwieście sześćdziesiąt trzy.

Zapadła cisza. Kobieta wyczekująco stała w drzwiach, dziadek nie mając wyjścia, podniósł się, celowo bardzo powoli. Mężczyzna zasłonił instynktownie nos ubraniem, nawet się z tym nie kryjąc.

– Chamstwo i niewychowanie – mruknął, ściągając tym razem walizkę samodzielnie, po kilkunastu sekundach zniknął.

– Nie będzie pani przeszkadzało, jak otworzę okno? – Zerwał się natychmiast, jak tylko generator smrodu ulotnił się wzdłuż wagonowego korytarza.

– Nie – skwitowała krótko, wrzucając małą walizkę na półkę, a z podręcznej torby wyciągając spray, którym pokryła całe siedzenie i oparcia.

– Środek dezynfekcyjny, jednocześnie wybijający większość insektów, w tym pluskwy. Działa – wyjaśniła, nie odwracając się. Obserwował migające przelotnie spod spódnicy krawędzie obwódek wokół pończoch samonośnych.

Ciekawe, czy ma na sobie majtki… – Pytanie wpadło do głowy szybciej, niż był w stanie się nad tym zastanowić.

– Chyba często pani jeździ, co?

– Wystarczająco często, żeby po jednej z podróży musieć robić dezynsekcję całego mieszkania i gotować całą pościel oraz ubrania, bo brudasy współpasażerowie się nie myją. – Usiadła wreszcie i spojrzała na niego z lekkim zaciekawieniem. Nie, nie, to nie było zaciekawienie, raczej rzut oka na zasadzie „no fajny jesteś, ale jakbyś tu nie siedział, to byłbyś równie spoko”.

– Ciekawe, opowie pani coś więcej?

– Nie – odparła krótko. – Przepraszam, ale nie mam ochoty na konwersację. – I niewiele myśląc, włożyła do uszu bezprzewodowe słuchawki, po czym zajęła się lekturą.

Osłupiały nieco zamrugał oczami, po czym z niedowierzaniem spojrzał na nią, pokręcił lekko głową i wrócił do czytania.


Zauważyła go, a w zasadzie instynktownie wyczuła tuż po wejściu na peron. Zazwyczaj ignorowała spojrzenia, uważając dziewięciu na dziesięciu napotkanych mężczyzn za seksistowskich dupków, śliniących się na widok krawędzi wystawionych spod bluzki piersi. Ewentualnie innego, obnażonego elementu kobiecego ciała. Tym razem postanowiła nie robić odstępstw od reguły i zarezerwowała dla niego nadzwyczajny rzut oka, pełen chłodu, rezerwy, wzniesionej barykady i wystawionego niemego, środkowego palca z komunikatem „śliń się, gap, gówno możesz”. Przy okazji dyskretnego omiecenia go wzrokiem, wyłowiła szczegóły, dostrzegalne tylko przez wprawne, kobiece oko.

Świetnie dopasowana do spodni marynarka.

Nieco wyćwiczona sylwetka, nieprzesadzona w drugą stronę, na pewno niewiele siłowni, może crossfit. Unikała tych muskularnych. On taki nie był.

Szarostalowe oczy.

Zaciekawione spojrzenie.

Odwróciła wzrok.

Czuła, że patrzył. Wiedziała, że jakakolwiek reakcja da mu sygnał do ataku, a to ona miała panować nad sytuacją. Stała tyłem do niego, z jego wzrokiem na pośladkach i udach. Pończochy samonośne i przylegająca do ciała spódnica skutecznie maskowały to, co najcenniejsze. Pod spodem.

Lekki wiaterek owiał łydki i wślizgnął się pod spódnicę, frunąc w górę, wzdłuż wewnętrznej części ud, do pachwin. Drgnęła, zauważalnie tylko dla siebie, gdy powietrze musnęło nagie wargi sromowe, nabrzmiałe i śliskie od wewnątrz. Owulacja zawsze powodowała zmianę nastroju. Stawała się oschła, opryskliwa, niekiedy bardzo niemiła, a jednocześnie, gdy otrzymała to, czego oczekiwała, czyli seks i orgazm, następowała odmiana nastroju o sto osiemdziesiąt stopni. Poznała swoje ciało i głowę na tyle głęboko, że nie walczyła. Nie próbowała hamować tego procesu. Cyklicznie poddawała mu się bezwolnie i bezopornie.

Teraz jednak, no cóż. Czekała ją kilkugodzinna podróż, więc na rozładowanie napięcia musiała poczekać.

Lekki pisk hamujących wagonów obudził ją z letargu. Chwilę później pchała przed sobą walizkę, szukając numeru miejsca i właściwego przedziału. Pomyliła wagony i dłuższą chwilę zajęło trafienie do właściwego.

Rozsunęła drzwi.

To on. Siedział w środku.

Cóż za niespodzianka. – Zaśmiała się w duchu. – Jak w „Randce w ciemno” lub w amerykańskiej komedii romantycznej. Pociąg liczy sobie sześć wagonów, a ja trafiłam akurat na miejsce naprzeciw niego. Halo, scenarzysta! – Zachichotała ponownie w głowie, na twarzy pozostając jednak absolutnie poważną.

Jej miejsce zajmował dziad, który nie dość, że próbował się z nią kłócić, to jeszcze koszmarnie śmierdział. Tak obrzydliwie, że do gardła podjechał zjedzony godzinę przed odjazdem obiad. Powstrzymując się ostatkiem sił przed zwymiotowaniem, zagroziła konduktorem i w duchu podziękowała jemu, temu z peronu, który tak się gapił. Włączył się do sprzeczki i dziad po chwili zniknął.

I znowu poczuła wzrok. Wkładając walizkę na półkę zadrżała i prawie zagryzła wargi do krwi, gdy śliskie płatki cipki otarły się o siebie, a spomiędzy ud rozlało się przyjemne ciepło. Na próbę rozmowy szybko uciekła w muzykę, ale nie mogła się skupić. W chmurze trzymała nagrania, z których korzystała w wyjątkowych okazjach lub w sytuacjach, gdy była podniecona, ale niewystarczająco i potrzebowała wejść na wyższy poziom.

Po uruchomieniu pierwszego pliku początkowo słyszała ciszę, po chwili jednak dotarł do niej cichy chichot i jęknięcie. Jej własne. Skuliła się i ścisnęła uda, gdy coraz głośniejsze, tłumione jęki i mlaśnięcia języka, spijającego soki z cipki, kontrastowały z rytmicznym „grop, grop”, wydawanym przez gardło, przyjmujące kutasa w pełnej erekcji, docierającego w płynnych, niezbyt szybkich ruchach do końca, a następnie wycofującego się powoli, z mlaszczącymi na główce ustami. Czasem śmiała się, że mogliby zostać seks instruktorami w szkole cyrkowej w Julinku. Odświeżyła w pamięci ten orgazm, nie dało się go zapomnieć, po wszystkim partner powiedział jej, że zastanawiał się, czy nie zsikała mu się na twarz. Odparła, że podczas owulacji dochodzi tak obficie, że czuje się trochę jak facet podczas wytrysku, co tak go podnieciło, że po chwili powtórzyli zbliżenie, a ona wiła się w spazmach pod wpływem języka i ust. Teraz jednak, skupiona na nagraniu, nie zauważyła, że do przedziału wsiadły kolejne osoby. Wzrok mężczyzny co jakiś czas zaczepiał ją, ignorowała jednak spojrzenie z godną podziwu determinacją, podniecona coraz bardziej, świadoma jednocześnie, że napięcie będzie rosło, a jego upuszczenie lub całkowite rozładowanie nie nastąpi w pociągu.

Zerknęła przelotnie na niego. Podłapał wzrok i uśmiechnął się oczami, co również zignorowała i wróciła do nagrania. Penis w ustach właśnie finiszował z efektownym akompaniamentem charczącego głosu właściciela, chwilę wcześniej doszła ona, ściskając mu mocno głowę udami i pokrzykując z wypełnionymi ustami.

– … dku? – Dotarło do niej zza słuchawek.

Spojrzała na niego. To chyba on pytał, reszta pasażerów rozmawiała między sobą, nie zwracając na nich uwagi.

– Mówił pan coś do mnie?

– Pytałem, czy wszystko w porządku.

– Tak. – Zdziwiona uniosła brwi. – Dlaczego pan pyta?

– Dobrze się pani czuje? Zrobiła się pani cała czerwona. Nie jest pani słabo?

– Nie. Proszę dać mi spokój. – Założyła z powrotem słuchawki.

O boże, ale wstyd. Na pewno się zorientował, jaki jest powód.

– Proszę się nie wygłupiać, jestem lekarzem, na pewno wszystko z panią okej?

– Tak, dziękuję. – Wyłączyła nagranie – Zawsze pan taki pomocny? – Chciała powiedzieć „wścibski”, ale uznała, że facet chce po prostu być miły.

– Czasem. Nie dla wszystkich. – Mrugnął.

– Wow, powinnam czuć się wyróżniona – skomentowała zgryźliwie.

– Nie, przepraszam, to głupio zabrzmiało. – Zaczerwienił się lekko. – Wolę zapobiegać, niż później leczyć.

Kiwnęła porozumiewawczo głową, niewiele rozumiejąc, mając ochotę skończyć wymianę zdań i wrócić do nagrań. Plik numer dwa, uruchomiony przed chwilą rozpoczął się ciszą.

Kroki nagich stóp na podłodze. Po kilku sekundach odgłos wciąganego głęboko do płuc powietrza i wypuszczenie z głębokim, szepczącym „oooch”, kończącym się błagalnym podniesieniem tonu i prośbą o więcej. Pamiętała również drugie nagranie. Zasłoniła oczy grzywką przed jego wzrokiem, wnętrze wrzało, a w słuchawkach wybrzmiewał odgłos ślizgającej się po mokrych od śluzu płatkach skórze oraz jęki, skutecznie ograniczone dłonią, zasłaniającą jej usta. Pamiętała pieprzące cipkę coraz szybszymi sunięciami palce, zaciskającą się na ustach rękę, która tuż przed orgazmem zjechała na szyję i poddusiła lekko. Ruszyła się niespokojnie, ponownie zaciskając mocno nogi i pozwalając pożarowi rozlać się na całe podbrzusze.

Czy ja właśnie jęknęłam? Spalę się ze wstydu. – Oddychała szybko. Poczuła dłoń na kolanie.

– Naprawdę coś jest nie tak. Zaczęła pani hiperwentylować.

Odpieprz się, facet! To nie hiperwentylacja, tylko nadciągający orgazm!

– Wszystko jest w porządku, po prostu słucham czegoś, co powoduje bardzo duże emocje – rzuciła, żeby go zbyć.

– Tak? A czego? – W spojrzeniu nie było nawet krzty wiary w to, co powiedziała.

– True Crime.

– O, ciekawe. Jakiś konkretny podcaster? Kryminatorium czy może coś innego?

– Tak, Kryminatorium. Czy mogę? – Uciekła do nagrania, właśnie skończył zlizywać, stojąc nad nią, soki z palców po orgazmie. Uwielbiała to, słuchanie dźwięków i przypominanie sobie szczegółów ze zbliżeń kręciło ją chwilami bardziej, niż sam seks.

Uff, dał mi w końcu spokój.

 

– Czy ktoś z państwa jest lekarzem? – Po kilkunastu minutach jazdy i względnego opanowania się przez nią (wyłączyła nagrania i patrzyła się w okno, ignorując muskające wciąż spojrzenia z naprzeciwka) do przedziału niespodziewanie wpadł konduktor.

– Ja jestem. – Mężczyzna naprzeciw uniósł się. Spojrzała przelotnie na jego dłonie, bardzo zadbane i delikatne, ewidentnie mówił prawdę. – Co się dzieje?

– Pasażer w wagonie obok zasłabł, pomoże pan?


Zerwał się z siedzenia i szybkim krokiem ruszył za konduktorem, nie oglądając się za siebie. Na dyżurze SOR po raz ostatni był wieki temu, chyba jeszcze podczas praktyk studenckich. Podstawy pierwszej pomocy miał jednak wbite do głowy, a w takich sytuacjach mózg pracował jak automat.

Szybkie spojrzenie kontrolne padło po przedziale. Starszy facet, w początkującym wieku emerytalnym leżał na podłodze, z nogami na zewnątrz. Rozejrzał się, było względnie bezpiecznie, brak przedmiotów, które mogły spaść na głowę (walizki czy torby podróżne) lub niespodziewanie uderzyć.

– Proszę iść po AED. – Odwrócił się do konduktora.

– Po co iść?

– Defibrylator – rzucił za siebie, nie oglądając się. Usłyszał tylko oddalające się kroki. – Proszę pana, słyszy mnie pan? – Potrząsnął mężczyzną, po czym uderzył go lekko w policzek i nachylił twarz nad nosem nieprzytomnego.

Cholera, nie oddycha.

– Niech ktoś z państwa zadzwoni na 112 i wezwie pomoc na najbliższą stację, trzeba opis…

– Już to zrobiłam. – Usłyszał ją za plecami. – I proszę się nie martwić, znam się na pierwszej pomocy, niczego nie przekręciłam. A tu ma pan apteczkę, drugi konduktor przed chwilą przyniósł.

Spojrzał na nią krótko, ale przeciągle, poczuła, że się czerwieni, po czym odwrócił wzrok i po krótkim „dziękuję” ułożył mężczyznę i rozpoczął resuscytację.

Trzydzieści uciśnięć, dwa wdechy. Dzięki bogu, że w apteczce była maseczka na usta, średnio miał ochotę dotykać warg sześćdziesięcioletniego dziada.

Dobrze, że to nie ten śmierdziel z początku trasy, chyba bym zwymiotował.

Po mniej więcej dwóch minutach bez efektu, krzyknął po defibrylator.

– Proszę się odsunąć, wszyscy państwo – ostrzegł. Rozebrał mężczyznę, podłączył elektrody.

– Proszę absolutnie nie dotykać nieprzytomnego, to może zepsuć pomiar! – Obejrzał się za siebie, oprócz kobiety z przedziału, stał za nim konduktor i obok towarzyszka pacjenta, płacząca z chusteczką do nosa przy twarzy. – Mamy migotanie komór, uwaga! – Nacisnął przycisk.

Zap.

Bez efektu.

– Ktoś z państwa jest przeszkolony w pierwszej pomocy oprócz pani? – Spojrzał na nią. Mimo iż sytuacja nie miała w sobie krzty erotyzmu, uznał że wzrok którym go obdarzyła, równie dobrze mógłby paść na jego twarz w sypialni, tuż przed tym, zanim dosiadłaby kutasa w pełnej erekcji. Uświadomił sobie, że ma bardzo seksowną figurę, a zamiast kontynuować resuscytację, najchętniej wsunąłby dłoń pod spódnicę i przeciągnął wyżej.

Otrząsnął się błyskawicznie.

Zgłosił się konduktor.

Zap.

Dalej bez efektu.

– Daleko do miejsca, gdzie podjedzie karetka?

– Pięć minut. – Konduktor stał nad nim zdenerwowany. – Zatrzymamy się w miejscu, gdzie nie ma zaplanowanego postoju.

– Nie jest dobrze, jeszcze jeden strzał i wznawiam RKO.

Towarzyszka nieprzytomnego załkała.

Zap.

Uff.

– Jest reakcja – odetchnął głęboko z ulgą. Serce ponownie biło, a on odczekał chwilę, odłączył elektrody i ułożył mężczyznę w pozycji bezpiecznej, sprawdzając jednocześnie oddech. Pacjent był nieprzytomny, ale żył i za chwilę otrzyma pomoc w lepszych warunkach.

– To pani mąż? – Podniósł się i zapytał płaczącą kobietę, co potwierdziła skinieniem. – Doświadczał wcześniej przypadków utraty przytomności i zatrzymania akcji serca? – Zaprzeczyła. – Ile ma lat? Sześćdziesiąt dwa? Zawały? Dobrze, zaraz będzie karetka, zabiorą państwa do szpitala i tam uzyska pani więcej informacji. Na teraz najważniejsze, że żyje, oddycha i jest stabilny.

Stanął obok przedziału w korytarzu, oparty plecami o okno i oddychał ciężko. Resuscytacja to dość męcząca fizycznie czynność, poza tym był zdenerwowany, do jego obowiązków zazwyczaj nie należało ratowanie ludzkiego życia.

Rozległy się brawa. Ona również klaskała. Nie uśmiechała się, patrzyła jednak wprost na niego z lekkim podziwem, wyzywającym spojrzeniem.

– Proszę. – Podała mu chusteczkę, otarł czoło. – Bohater z pana. – W głosie nie wyczuł kpiny, co najwyżej żartobliwy, skrzętnie ukrywany uśmiech.

– A tam. – Machnął ręką. – Idzie pani? – Wskazał korytarz w stronę ich wagonu. – Wie pani, nie lubię takiego gadania, że to mój obowiązek i tak dalej, ale to naprawdę był mój obowiązek. – Sięgnął za jej plecami do uchwytu i otworzył drzwi do przedziału. Jak się okazało, pustego, współpasażerowie zniknęli na ostatniej stacji.

– Rozumiem. – Usiadła i napiła się wody. – Człowiek z powołaniem. A jaką ma pan specjalizację?

– Ginekolog. – Uniosła lekko brwi, słysząc odpowiedź.

– Czyli jest pan jednym z tych, którzy są fanami…

– Fanami czego?

– No… – Najwyraźniej krępowało ją słowo, które miała wypowiedzieć.

– Żeńskich organów płciowych? Cipek? – Zaśmiał się, widząc jej reakcję. – Nie, fanem nie jestem. Oczywiście jestem hetero – zapewnił szybko – jednak żeńskie, hm, organy, traktuję zazwyczaj jako obiekty z medycznego punktu widzenia. Tylko i wyłącznie.

– Przepraszam, to zabrzmiało dziecinnie. – Zamierzała założyć słuchawki.

– Nie musi pani przepraszać, przyzwyczaiłem się, że ludzi w większości przypadków krępuje mój zawód, choć dziwię się czemu. Proszę zaczekać. – Chwycił ją za dłoń. – Może przejdziemy na ty?

– Może nie. – Zwinnie wyśliznęła palce z uścisku.

– Przepraszam. – Zaczerwienił się.

– Teraz to pan nie ma za co. A ja lubię jasne sytuacje. – Uśmiechnęła się i założyła słuchawki.


Okurwakurwa. – Na zewnątrz była zimna jak lód, ale wnętrze gotowało się, niczym zupa pod przykrywką. – Japierdolękurwamać! – wykrzyczała w głowie na wydechu. Najpierw klęcząc przy nieprzytomnym mężczyźnie, zmierzył ją z dołu takim wzrokiem, jakby zamierzał rozebrać w obecności wszystkich, a teraz dotknął, co wywołało wrzenie wnętrza.

W trakcie resuscytacji stała za nim mokrzusieńka w środku. Była ciekawa, czy gdyby nie ruszała się przez dłuższy czas, soki z cipki skropliłyby się na krawędzi płatków i zaczęły kapać pojedynczo na podłogę.

A teraz chwycił za dłoń.

Uczucie wróciło. A w zasadzie podniosło tylko moc, bo nie ustąpiło, a zasnęło na kilka chwil.

Uruchomiła ponownie nagrania. Jakiś czas temu uderzyło ją, że stała się seksualną masochistką. Dziwnie to brzmiało, ale uwielbiała „znęcać się nad sobą”, podniecając różnymi bodźcami zewnętrznymi i wewnętrznymi, dźwiękami, zdjęciami czy filmami, zdarzeniami wywołanymi w pamięci. Nie dotykała się jednak, unikała fizycznej stymulacji, odbierając jedynie przypadkowe wrażenia, z biustonosza, stringów czy majtek oraz ocierających się o siebie ud. Wielokrotnie udało się jej doprowadzić do stanu tuż przed powstrzymanym w ostatniej chwili orgazmem, a okazyjnie zdarzało się dojść w taki sposób. Pamiętała zwłaszcza jeden przypadek, gdy zaczęła szczytować w sobotnie popołudnie podczas przedświątecznego sprzątania i wspinaczki na drabinie przy okazji wieszania firanek. Doszła, trzymając się ostatniego szczebla, z głową tuż pod sufitem.

Zawsze jednak działo się to w domu, a gdy czuła, że wytrzyma dłużej, rozładowywała napięcie.

Teraz jednak nie miała na to szans, do przystanku, na którym wysiadała zostało jeszcze półtorej godziny drogi.

 

Około pół godziny później niespodziewanie zgasło światło i przestała działać klimatyzacja. Po kilku minutach usłyszeli konduktora, wykonującego rajd po przedziałach.

– Awaria zasilania w wagonie – oznajmił, otwierając drzwi. – Nie do naprawienia w trakcie jazdy. Wytrzymają państwo?

– Nie mamy wyjścia. – Uśmiechnęła się lekko i spojrzała na wprost.

Czy on rozbiera mnie wzrokiem, czy mam omamy?

W jego głowie powstała jedna myśl: „Ciekawi mnie, czy ten żakiet jest wystarczająco ciepły, żebyś musiała go za chwilę zdjąć?”.

Dziesięć minut później zaczęła pocić się i zrobiło się jej gorąco, po chwili podniosła się i odwiesiła odzienie wierzchnie, pozostając w samej koszuli. Białej, opinającej się mocno na biuście, rozpiętej tuż nad rozpoczęciem rowka między piersiami. Wiedziała, że przyciąga tym jego spojrzenie. Palący wzrok, świdrujący, a jednocześnie wzmagający podniecenie. Gdy usiadła, udawał, że nie patrzy, ale w każdej możliwej chwili taksował jej kształty.

Pełne, wypychające koszulę piersi.

Założone na siebie uda, maskujące coś więcej, niż widział.

Drobne dłonie, zakończone paznokciami, pomalowanymi w kolorze pończoch.

Wreszcie twarz, na pierwszy rzut oka surową i nieco odpychającą, ale kiedy zaczynała mówić czy uśmiechała się – doszedł do wniosku, że piękną.

Jak podejść ją, żeby dała namówić się na coś więcej? – Zastanawiał się dobre kilka minut.

– Ma pani ochotę zjeść coś w Warsie? Stawiam – odezwał się znienacka. Ściągnęła słuchawki i sennym głosem zapytała, czy coś do niej mówił. Powtórzył pytanie.

– Przepraszam, byłam na obiedzie przed odjazdem, poza tym chyba zaraz zasnę, więc dziękuję, ale nie – odparła, tym razem bez „spierdalaj” w głosie, słyszalnego w poprzednich odmowach. Połowicznie rozczarowany uznał, że to postęp.

– Szkoda. A chce pani coś stamtąd? Kawę?

– Dziękuję, bardzo pan jest miły, ale mam wodę, która w zupełności wystarczy.

Zniknął.

Została sama.

Pstryknęła kolejne nagranie, napięta jak struna fortepianowa, prawie do granic możliwości.


Siedząc w wagonie restauracyjnym i powoli konsumując, przywołał obraz kobiety przed oczy. Nie potrafił jej rozgryźć, zachowywała się momentami dziwacznie, jakby coś powodowało, że stawała się nerwowa.

Nie, to nie były klasyczne nerwy, raczej napięcie, jakby czymś się przejmowała albo emocjonowała.

Nie wierzył w tę bajeczkę o true crime. Zaczęła hiperwentylować, a to zdarza się w sytuacjach emocjonalnego stresu, problemów z oddychaniem, napięcia na tle nerwowym lub…

Ten oddech, to nie były nerwy, tak brzmią kobiety, które są…

Podniecone…

Zamurowało go.

Słuchała czegoś, co wywołało napięcie seksualne? Dźwięków seksu?

Otworzył szeroko oczy i zorientował się, że ma erekcję.

Patrzyła na niego, słuchała czegoś, co ją pobudzało, a jednocześnie…

Myślała o nim jako o obiekcie…?

Nie, to przecież absurd.

A może za dużo sobie wyobraża? Na pewno nie chodzi o niego.

Wszelkie próby zbliżenia czy zapoznania gasiła jak peta w popielniczce, a sama nie wyglądała na taką, która szukała przygodnego pieprzenia. Używając jednak kontrargumentów, niczym w pojedynku adwokatów na sali sądowej uznał, że przecież zerkała na niego przelotnie, co wyłapał co najmniej kilka, jeśli nie kilkanaście razy, a każdorazowo kiedy ich spojrzenia spotykały się, uciekała z oczami na bok.

Rozważał za i przeciw, na jednej szali kładąc jej zachowanie i podejrzenie, niczym nie uzasadnione, a jednak instynktownie czuł, że słuszne. Podejrzenie, że to seks był powodem kolorów na twarzy i dziwnego zachowania. Na drugiej szali położył przypuszczenie, że to mogło być coś kompletnie innego, a on jeśli wykona niewłaściwy krok, dostanie po twarzy i skończy z kajdankami na nadgarstkach oraz sprawą za próbę gwałtu, w najlepszym wypadku molestowania.


Drgnęła i otworzyła oczy, gdy wrócił pół godziny później do przedziału. Podczas jego nieobecności drzemała w erotycznym półletargu. Śniła o mężczyźnie. Obcy, którego nie znała, robił jej dobrze, dłonią, ustami, ale celowo nie doprowadzał do orgazmu. Była tak napięta, rozedrgana, podniecona i potrzebująca pieszczot, że po pobudce bez słowa wstała i przeszła się po pustym, ciemnym korytarzu, aby wywołać tarcie ud o siebie i przynieść sobie choć chwilową ulgę i rozlanie się przyjemności na ciało. Zaskoczyło ją, jak zaciemniony i mroczny jest pociąg. Jedyne światło, jakie docierało do wnętrza, to blask mijanych latarni i domów. Podczas spaceru policzyła, że, nie uwzględniając dwóch ostatnich przedziałów w kierunku lokomotywy, wagon był pusty.

Do przedziału weszła, nie patrząc na niego, kątem oka zauważyła lekkie wybrzuszenie w spodniach między udami. Jako kobieta była wyczulona na ten widok, w okamgnieniu potrafiła rozpoznać erekcję, nawet dobrze zamaskowaną. W ostatniej chwili powstrzymała się przed jęknięciem.

On już wie, na pewno wie! A ja nie wytrzymam! Boże, nie dam rady! Za chwilę włożę przed nim w siebie palce, po prostu nie mam już siły. – Usiadła, schowała twarz za wiszącym na haku tuż obok szyby żakiecie i sięgnęła po słuchawki. Nie zamierzała już niczego słuchać, nawet dla niej to było za dużo, potrzebowała jedynie odizolować się od niego, od tego spojrzenia, przewiercającego na wylot, jakby czuł i wiedział, że jej stan to nie choroba czy cokolwiek innego, a podniecenie, tak mocne i intensywne, że miała ochotę rozsunąć uda przed kimkolwiek dysponującym członkiem, byle to nieznośnie, palące i drażniące w podbrzuszu uczucie zniknęło.

Jedna ze słuchawek w trakcie zakładania upadła na podłogę.

– Podniosę, proszę się nie kłopotać. – Zerwała się i schyliła pod siedzenie. Nie było jej widać, więc nachyliła się jeszcze bardziej.

Jest, uff – westchnęła w duchu, po czym usiadła i zerknęła na niego.

Oczy mężczyzny błyszczały się, jak latarnie w ciemną noc. Przestał kryć, że jest podniecony, a wyraźne wybrzuszenie między udami pokazywało, co o niej myśli.

Och, kurwa! – Prawie zachłysnęła się powietrzem, orientując się w powodzie zmiany jego zachowania. – Przecież schyliłam się, wypięłam tyłek, a nie mam majtek! Wszystko widział!

Zorientował się, że ona już wie, co przed chwilą się stało. Kiedy ujrzał wystające spomiędzy ud różowe wargi, zaparło mu dech i błyskawicznie dostał tak mocnej erekcji, że choćby chciał, nie był w stanie jej powstrzymać. Po tym, jak odwróciła się, usiadła i zorientowała, co przed chwilą się wydarzyło, ponownie zaczęła szybko oddychać, a na policzkach wykwitł czerwony rumieniec. Pociąg jechał bardzo szybko, a twarz i ciało kobiety migało w świetle przelatujących obok składu latarni, niczym gasnące i zapalające się imprezowe stroboskopy. Patrzyli na siebie bez skrępowania.

Wykonasz pierwszy krok, czy ja mam to zrobić? – Oczekiwał z pewną niecierpliwością. Leniwym, wolnym ruchem schowała słuchawki do etui, po czym spojrzała prosto w jego oczy i przegryzła lekko dolną wargę.

Przestał oddychać.

Wiedział, że wygrał.

Członek o mało przebił spodni. Obserwował ją, gdy zsunęła powoli dłonie na uda i patrząc mu w oczy, podnosiła, centymetr po centymetrze spódnicę, a kiedy ta była w odpowiednim miejscu, rozsunęła nogi.

W blasku migającego światła ujrzał różowe, lekko świecące wargi, okolone krótkimi włoskami, z dwoma wąskimi, prostokątnymi paskami, ciągnącymi się w górę kości łonowej. Odwróciła wzrok w szybę, po czym wsunęła palce między uda i rozciągnęła cipkę, ukazując wnętrze.

Przełknął nerwowo ślinę.

Gestem dotknięcia palcami ust nakazała ciszę, po czym opuściła spódnicę, wyszła na korytarz, rozejrzała się i przed ruszeniem w kierunku toalety, spojrzała na niego wymownie. Nogi miała jak z waty, a ciało przypominało rozgotowany makaron. Z trudem doszła do toalety, zgrabnie wślizgnęła się do wewnątrz i zamknęła drzwi.

Odczekał kilkanaście sekund, serce waliło jak młot. Na chwiejnych nogach szedł korytarzem, nie próbując nawet maskować wypukłości między udami, zresztą w pociągu panowały ciemności i obserwator musiałby dysponować umiejętnością infrawizji, żeby ujrzeć stojącego w spodniach mężczyzny kutasa.

Zapukał lekko do drzwi.

Zamek przekręcił się.

Ujrzał dwoje błyszczących, zielonych oczu, ręce wciągnęły go do środka i przekręciły blokadę w drzwiach. Rzuciła się na niego z pożądliwie wysuniętym językiem, wpychając go do wnętrza jego jamy ustnej. Smakowała herbatą, ciastkami zjedzonymi w przedziale oraz gumą do żucia. Nerwowo zsunęła ręce między uda i pocierała go przez materiał spodni, a następnie rozpięła rozporek i wydobyła na zewnątrz. On zdążył jedynie musnąć lekko palcami śliskie płatki, trochę śluzu zostało mu na opuszku, na co ona zareagowała cichym, krótkim jęknięciem.

Wręczyła mu prezerwatywę.

Wszystko, poza odgłosami seksu, działo się w absolutnej ciszy. Nie padło nawet jedno słowo.

Nałożył gumkę na sprzęt.

Odwróciła się do niego tyłem, uniosła spódnicę, zaparła dłońmi o ramę okna oraz fragment mebla toaletowego i wyczekująco spojrzała za siebie.

Zbliżył główkę do cipki, drgnęła i jęknęła cicho, a po tym, jak wjechał w nią niczym w rozgrzane masło, krzyknęła i obróciła głowę na bok. Nabijał powoli, obserwując jak twarz wykrzywia się w spazmach rozkoszy. Widok był surrealistyczny, migające światło sprawiało wrażenie, jakby znajdowali się na imprezie w klubie, a on widział wybrane stop klatki, nie pełen obraz.

Przyspieszył nieco, czując narastające podniecenie. Prawą dłonią poszukała jego ręki i położyła na włosach. Początkowo nie zrozumiał, jednak po chwili załapał, owinął pęk wokół nadgarstka i pociągnął.

Wygięła ciało w łuk.

Zatrzymał się, nie chcąc, aby już doszła. Chyba miała mu to za złe, bo odwróciła się z pretensją we wzroku, ale nie zdążyła się odezwać. Wznowił ruchy. Kiedy oswobodził lewą pierś z biustonosza, złapał ją mocno, próbując utrzymać równowagę i nie wywrócić się. Jęknęła, szepcząc, żeby nie przestawał. Pieprzył ją tak szybko, jak był w stanie w tych niezbyt komfortowych warunkach, bujającym pociągu i niewielkim kiblu, uniemożliwiającym jakiekolwiek manewry, poza machnięciem tyłkiem w przód i tył.

– Pociągnij mnie mocno za włosy! – wyjęczała i krzyknęła, gdy spełnił życzenie. Szczytując, wiła się w spazmach, z trudem utrzymując równowagę, podczas gdy on pompował ją i wreszcie strzelił z tłumionym jękiem, rozlewając się w prezerwatywę i ciężko dysząc.

Trwali tak chwilę w pozycjach, uspokajając oddechy i wracając do rzeczywistości. Chciał się odezwać, ale ona niespodziewanie wysunęła członek z wnętrza, opuściła spódnicę, pocałowała go lekko w usta, po czym otworzyła drzwi i zniknęła.

Zdziwiony, chciał ruszyć za nią, powstrzymała go jednak zamontowana na penisie, wypełniona nasieniem prezerwatywa, z którą walczył przez chwilę, aż do zutylizowania w koszu. Umył dłonie, doprowadził się do właściwego stanu i otworzył drzwi.

Przedział był pusty.

Co za popieprzona akcja!

Mógł oczywiście spróbować przejść się po pociągu i spróbować ją znaleźć, ale skoro uniknęła jego towarzystwa po wszystkim, to znaczy, że nie miała ochoty na kontynuację.

Może tak miało być? I tak będzie lepiej?


Na stacji Wrocław Główny wezwał taksówkę. Jadąc do domu przed oczami migała mu jej twarz. Zaciśnięte z powodu przeżywanej przyjemności oczy, półotwarte usta, przez które wydostawał się jęk, migające światło, klatkujące ich ciała oraz twarze.

Miał ją przed oczami również w trakcie szybkich zakupów w sklepie niedaleko domu.

Jadąc windą do mieszkania, czuł przyjemną ulgę w lędźwiach, zrelaksowanie i zadowolenie. Ze śmiechem stwierdził, że na taką delegację, to on może wybierać się co tydzień.


– Żaba? Jesteś tu? – Postawił walizkę w ciemnym przedpokoju i wszedł do salonu. – Kochanie?

– Tu jestem! – Wyskoczyła znienacka z tyłu, skacząc mu na plecy. Poczuł, że była naga, a dłonie wślizgnęły się pod koszulę oraz w bokserki.

– A kysz, muszę się umyć. – Strącił rękę, odwrócił się, pocałował lekko i spojrzał w zielone, skrzące podnieceniem oczy. – Jak się czujesz?

– Jak się czuję? – Odsunęła się, przeciągnęła i zamruczała, piersi zafalowały pod wpływem ruchów ciała, a on dostał lekkiej erekcji. – A jak mogę się czuć po cudownym orgazmie, który dał mi ulgę po pełnych napięcia kilku godzinach w pociągu?

– Trzeba było nie słuchać tych nagrań. – Mówiąc do niej, zrzucał z siebie kolejne części garderoby, aż stanął nagi.

– Wiesz, że lubię doprowadzić się na skraj, aż wchodzisz we mnie jednym pchnięciem – wyszeptała i chwyciła palcami za penis, przesuwając napletek w górę i dół. – Większy problem sprawiało mi udawanie, że jesteśmy dla siebie obcy, a ja od sześciu lat nie jestem twoją żoną. Kiedy zostaliśmy sami, kilka razy miałam poprosić cię, żebyś wsunął we mnie palce, a później po prostu się na ciebie nabić.

– No cóż, musiałem sobie wyobrażać, że nie pamiętam, jak wyglądają twoje cycuszki i jak smakuje cipka. To było równie trudne. A w Warsie zastanawiałem się, dlaczego jesteś taka podniecona. I miałem rację, że nas słuchałaś.

– Lubię ten dźwięk, kiedy gwałcisz moje gardło, skarbie. Podnieca mnie to, zwłaszcza jak kończysz w ustach, a ja krztuszę się twoją spermą.

– Tyyy… – Zaschło mu w gardle. – Nie można tak, przecież znowu mam na ciebie ochotę.

– I bardzo dobrze, a na kogo innego chciałbyś mieć? – Penis był w pełnej erekcji. – Kiedy zapytałeś mnie o hiperwentylację, o mało nie doszłam, po prostu siedząc. – Pokręcił głową z niedowierzaniem. – Chcę cię dosiąść, ale najpierw umyję cię, a później trochę się nim pobawię, w buzi i między piersiami. Nie masz nic przeciwko? Od rana to za mną chodzi.

– Nie, pod warunkiem, że będziemy bzykać się tam, gdzie jest dużo miejsca, a nie w pomieszczeniu gabarytów kibla pociągowego.

– Cicho, sam chciałeś. – Podsunęła mu pierś pod nos, łapczywie chwycił ustami sutek, possał i lekko przygryzł. – To co, następnym razem idziemy do klubu, udając że się nie znamy i wyrywamy kogoś do trójkąta? – wyrzuciła z siebie, mówiąc coraz szybciej.

– Czemu nie? – jęknął, czując pracującą na kutasie dłoń. – Chodź pod ten prysznic, bo zanim mnie umyjesz, będzie pozamiatane.

– Do tego nie możemy dopuścić. – Uszczypnęła go w pośladek. – Mam tylko nadzieję, że później wykonasz na mnie równie profesjonalną penetrację, co defibrylację na tym dziadku.

– To masz jak w banku, przynajmniej nie muszę powstrzymywać się przed tym, żeby nie stanął mi na twój widok.

299
bd/10
Podziel się ze znajomymi

Jak Ci się podobało?

Średnia: 0/10 (0 głosy oddane)

Pobierz powyższy tekst w formie ebooka

Teksty o podobnej tematyce:

pokątne opowiadania erotyczne
Witamy na Pokatne.pl

Serwis zawiera treści o charakterze erotycznym, przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich.
Decydując się na wejście na strony serwisu Pokatne.pl potwierdzasz, że jesteś osobą pełnoletnią.

Pliki cookies i polityka prywatności

Zgodnie z rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r (RODO). Potrzebujemy Twojej zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych przechowywanych w plikach cookies.
Zgadzam się na przechowywanie na urządzeniu, z którego korzystam tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie moich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania przeze mnie ze stron internetowej lub serwisów oraz innych parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych i w celach analitycznych.
Więcej informacji na ten temat znajdziesz w regulaminie serwisu.