Córka Architekta (III)

4 grudnia 2018

Opowiadanie z serii:
Córka Architekta

34 min

– Szymo! – krzyknąłem uradowany na jego widok.

– Obiecałem, że wpadnę, to jestem – skłonił się lekko.

Uściskał Alicję na przywitanie. Pogoniłem go, żeby zdjął buty i zaprowadziłem do dużego pokoju. Na stole czekały już przekąski.

– Widzę, że miękko wylądowałeś – stwierdził rozglądając się pobieżnie po mieszkaniu.

– Stary, cieszę się, że jesteś. Tak dawno nie mieliśmy okazji pogadać – poklepałem go po plecach.

– A właśnie, zanim zapomnę: wszystkiego najlepszego – uścisnęliśmy się na niedźwiedzia i podał mi kopertę. Niechętnie ją przyjąłem; wystarczyłaby mi butelka.

Tego dnia miałem urodziny. Nie przepadałem za hucznymi imprezami, chciałem po prostu posiedzieć w domu. Większość moich dawnych znajomych siedziała we więzieniu, a z nowymi aż tak się nie zżyłem, żeby zapraszać ich do domu. Moi rodzice byli schorowani i rzadko gdzieś wychodzili. Początkowo nie spodziewałem się żadnych gości, ale wtedy Szymo, mój najlepszy kumpel z podwórka, zadzwonił i oznajmił, że za parę godzin wpadnie.

Łączyło nas braterstwo krwi: razem obaliliśmy pierwsze wino, podrywaliśmy dziewczyny, kradliśmy jabłka z sadu. Później nasze drogi się rozeszły, bo wyjechał za pracą do Norwegii. Utrzymywaliśmy jednak kontakt i ilekroć odwiedzał kraj uderzaliśmy razem na miasto by powspominać stare czasy i wypić za naszą przyjaźń. Z biegiem lat widywaliśmy się coraz rzadziej. Wpadł na chwilę na mój ślub, był nawet świadkiem. Ceremonię mieliśmy krótką i prostą, a zaraz po niej Szymo musiał się zmyć. Ustaliliśmy z Alicją, że odpuścimy sobie wesele, bo nie ma nawet dla kogo go wyprawić. Ona miała tylko Baltazara, a moi rodzice chorują. Szymo i tak nie mógł przyjść, a sam przecież pić nie będę.

– To jak to jest mieć dwadzieścia dziewięć lat, młody? – zapytał rozsiadając się w fotelu.

– Nie jestem pewny, czy jutro rano będę jeszcze trzymał mocz – westchnąłem z żalem. Zaśmialiśmy się. Alicja przyniosła nam kawę. – Siadaj przy nas, nie jesteś przecież służącą – pociągnąłem ją na dół i klapnęła obok mnie.

Szymo opowiadał o swojej niewielkiej firmie w Norwegii, która przynosiła mu solidne zyski. Nie zamierzał już wracać na stałe do kraju. Relacjonował szybko i zwięźle. Potem rzecz jasna zapytał o moją pracę, ale odparłem tylko „w banku” i machnąłem ręką.

Wyciągnąłem z barku pół litra czystej.

– Przepraszam, ale nie piję – zaprotestował. – Zdarzyło mi się raz po pijaku narozrabiać i odtąd ani kropli.

Zastanawiałem się przez parę chwil, czy mówi poważnie. Nie żartował. Respektowałem postanowienie kolegi, nie będę go namawiał.

– Sam pić nie będę – przytaknąłem i odłożyłem butelkę na miejsce. – Po raz pierwszy będziemy wspominać szczenięce lata tylko przy kawie.

– A jest co wspominać, bo straszny był z niego łobuz – puścił oczko do Alicji.

– Tak? A mnie mówił, że zawsze był grzeczny.

– Dawid miał talent do pakowania się w kłopoty, a ja musiałem go potem z nich wyciągać.

– Ale pamiętaj, że to ja pomagałem ci w nauce – zaznaczyłem. – Byłem tym mądrzejszym.

– Raczej tylko tym od ocen. A jak cię dręczyli, to moim zadaniem było cię bronić.

– Nie lubię bójek – wzruszyłem ramionami.

– A może po prostu z ciebie taka oferma? – zażartował. – W końcu w podstawówce co chwilę miałeś coś w gipsie; to rękę, to nogę, a to znów szynę na palcu.

Alicja siedziała na kanapie obok mnie. Miała na sobie kreację w stylu „mała czarna”. Na ostatnie urodziny sam jej podarowałem tę sukienkę, zrobiła mi więc wielką radość, że akurat dziś ją założyła. Położyłem rękę na jej biodrze i przysunąłem ją bliżej siebie. Szymo siedział na przeciwko nas w fotelu. Między nami stał niski stolik.

– A pamiętasz jak na dyskotece w technikum zapuściłeś death metal? – Szymon przypomniał kolejny wybryk z młodości.

– Proszę, proszę, ciekawych rzeczy się tu o tobie dowiaduję – Alicja skinęła głową z uznaniem, ale raczej nie dla mojego dowcipu.

– Ale jakoś wyszedł na ludzi. Żonę ładną znalazł, pracę ma... A powiedz ty mi, jak on cię właściwie poderwał? Bo ciężko w to uwierzyć, że tak ładna kobieta połakomiła się na takiego łachudrę – zapytał rozbawiony.

– Powiem ci na ucho – zaśmiała się. Podeszła do Szymona i szepnęła mu coś.

– Serio? – zdziwił się. Przytaknęła.

– Mnie też powiesz? – zaciekawiłem się. Rzucili sobie porozumiewawcze spojrzenia i doszli do wniosku, że mnie nie wtajemniczą.

Dziwnie się czułem siedząc przy stole bez alkoholu. Nie żebym nie potrafił się bawić bez picia, ale miałem urodziny i po raz pierwszy od dłuższego czasu widziałem się ze starym kolegą. Trzeba jednak uczciwie przyznać, że Szymonowi służyło norweskie powietrze i odstawienie alkoholu. Cerę miał zdrowszą i w ogóle wyglądał młodziej. Był ode mnie wyższy i szerszy. Niewiele zostało w nim z blokersa, którym był za młodu. Już parę lat temu zamienił dres na bardziej oficjalny strój. Ciągle jednak pozostał tym kolesiem, któremu nie bałbym się powierzyć swojego życia.

Zajadaliśmy ciastka i popijaliśmy kawę. Czas mijał nam miło. Alicja chyba zdążyła polubić Szymona, który chętnie komplementował jej wypieki. Rozmawialiśmy długo i o wszystkim, nie skąpiliśmy żartów. Chciałem się komuś wygadać o tej całej sprawie z pilotem. Szymo był powiernikiem niejednej mojej tajemnicy. Przed zdradzeniem całej historii powstrzymywała mnie obecność Alicji oraz prośba Baltazara, by się nie chwalić tą sprawą, choć to było tak niesamowite, że bardzo chciałem się tym z kimś podzielić. Jak nie z najlepszym kumplem, to z kim?

W pewnym momencie pojawił się temat naszych starych wspólnych znajomych i Szymo nie byłby sobą, gdyby o nie wspomniał o tej kobiecie.

– A z Dagą utrzymujesz jeszcze jakiś kontakt? Wiesz co u niej?

– No coś ty – wyparłem się. – Ostatni raz spotkałem ją przypadkiem ze trzy lata temu.

– Szkoda, bo to fajna dziewczyna była.

– Jaka Daga? – Alicja pochwyciła wątek. Machnąłem tylko ręką.

– Jego była. Druga wielka miłość w jego życiu – zaśmiał się Szymo wyjaśniając mojej żonie. – Pierwsza była Misza, co nie?

– No... – odparłem niepewnie, czując na sobie świdrujące spojrzenie małżonki.

– Pamiętam, jak stałem na czatach, kiedy z Miszą zabawialiście się w piwnicy. Gdyby jej ojciec was przyłapał, dzisiaj byśmy spotkali się na cmentarzu – ciągnął nie przejmując się moim chłodnym wzrokiem.

– A co z nią w tej piwnicy wyprawiałeś?

– W porównaniu do tego co robiła z nią połowa osiedla, to nic – odpowiedziałem. – Młody byłem i głupi. Poczułem do niej miętę, ale ona nie była tak porządna za jaką starała się uchodzić.

– Dokładnie – przytaknął Szymo. – Ale to znowu ja musiałem ci to wytłumaczyć, bo inaczej do dzisiaj schodziłbyś za nią do piwnicy.

– To były tylko macanki i pocałunki, nic wielkiego – usprawiedliwiłem się.

– Co innego było z Dagą – wtrącił.

Musiał, musiał to powiedzieć! Teraz Alicja nie da mi spokoju, a nie były to historie, z których byłbym dziś dumny. Dotąd nie wspominałem żonie o swoich eks, zresztą, wątpię, czy chciałaby tego słuchać. Przynajmniej nie ode mnie, bo od Szymona to chętnie posłucha.

– Mów ze szczegółami – rozkazała. – Kim jest ta Daga?

– Koleżanka z technikum. Latał za nią jak szalony. Ile ze sobą chodziliście? Trzy lata?

– Dwa lata, dwa miesiące i jedenaście dni. Ale kto by to liczył – mruknąłem.

– I znowu musiałem stać na czatach, kiedy wy w bibliotece szkolnej... – urwał na chwilę, ale już było za późno. Alicja skinęła ręką by kontynuował. – Pamiętasz? To był dzień nauczyciela.

– Jakże mógłbym zapomnieć. – Miałem wrażenie, że zaraz zapadnę się pod ziemię.

– Biblioteka była tego dnia nieczynna, ale jak Daga cię tam zaciągnęła... – zagwizdał na końcu zdania. – Lucynka i ja staliśmy na czatach, tak na wszelki wypadek, żeby nikt wam nie przeszkadzał. Jako przyjaciel waszej dwójki kibicowałem waszemu związkowi, ale myślałem, że poczekacie z takimi rzeczami do studniówki. A wy uparliście się na ten dzień...

– Ona się uparła – sprostowałem.

– I co robiliście w tej bibliotece? – dopytywała się Alicja. Nie było już odwrotu. Skinąłem głową do kolegi, by opowiedział wszystko.

– Pierwszy raz uprawiali seks. Na pieska, między regałami książek. Żeby jeszcze byli cicho, ale tak hałasowali...

– Daga hałasowała – sprostowałem.

– Lucynka zrobiła się ciekawska...

– Bo była kryptolesbijką – wtrąciłem.

– ...zaczęliśmy nieco podglądać, i mogę uczciwie stwierdzić, że nie tylko ona hałasowała. Wyglądałeś na równie zaangażowanego. Parzyliście się jak koty w marcu. Na pieska na podłodze w bibliotece.

– I wtedy przyszedł dyrektor – przewinąłem nieco do przodu. Wolałem, że nie opowiadał jakich pozycji próbowaliśmy. Alicja przybrała zaskoczony wyraz twarzy. – Takie miałem szczęście.

– Na szczęście, to ty miałeś mnie – Szymo wypiął dumnie pierś. – Jak dyro zobaczył, że przed drzwiami z biblioteki liżę się z Lucynką, to najpierw nas postanowił ochrzanić. Kupiliśmy wam trochę czasu. Ale dyro i tak wszedł do biblioteki.

– A my goli między regały, żeby nas nie zobaczył. W ostatniej chwili schowaliśmy ciuchy. Jak on w prawo, to my w lewo... – uśmiechnąłem się mimowolnie.

– A ty głupi dalej się do niej dobierałeś – rzucił komentarzem lekko naginając prawdę. – Ryzykowna zabawa w kotka i myszkę. Wylecielibyście ze szkoły, gdybym nie uchylił tych drzwi i nie powiedział „tu się ktoś kręci, chodźmy zajarać do gabinetu pielęgniarki” – zacytował modulując głos. – To go wyciągnęło, a wy mogliście kontynuować zabawę – zakończył opowieść.

– Ciekawych rzeczy się o tobie dowiaduję – Alicja szturchnęła mnie w bok. – I co było dalej z Dagą?

– A co miało być? Rzuciła mnie i koniec tematu.

– Długo po niej płakałeś. W sumie była porządna – podsumował Szymon. – Sam bym do niej zarywał, gdyby nie była z tobą.

– Teraz możesz ją brać do woli – podkreśliłem. Słowo „brać” wyszło trochę niefortunnie w tym kontekście, ale pojąłem to zbyt późno. Skuliłem się lekko i wlepiłem wzrok w ciastka.

– Ja byłem uczciwy, dziewczyny kolegi nie ruszam, a ty mi później tak dźgnąłeś nóż w plecy – zaśmiał się.

Nie, nie, nie! Tej historii nie opowiadaj! Siedź cicho! Tylko nie to... Ale Alicja już zachęcała go do zdradzenia szczegółów. No to po mnie.

– Przyjechała do mnie daleka kuzynka, Ola. Miała studiować w pobliżu, a u nas był wolny pokój. Od razu zaczął się do niej przystawiać, choć mu powiedziałem, że to ja mam w stosunku do niej plany.

– To było kompletnie inaczej – zaznaczyłem. – No, może nie kompletnie, ale inaczej. To ja się jej pierwszy spodobałem, a ty zacząłeś do niej zarywać później.

– Taka dziewczyna w życiu by na ciebie nie poleciała pierwsza – nie zgodził się. – Ledwo co wyleczyłeś się z Dagi, a już obrabiałeś moją kuzynkę.

– To kto w końcu ustąpił? – zaśmiała się Alicja. Zdawałem sobie sprawę, że ta historia zaraz przestanie być zabawna, ale nie mogłem jej już zatrzymać.

– Nikt – odpowiedziałem.

– Najpierw się pobiliśmy, a potem ustaliliśmy, że każdy będzie ją podrywał i sama niech kogoś wybierze. A to była dziewczyna cud, miód i malina. Wysoka niebieskooka blondynka, taka niewinna twarz... – rozmarzył się wspominając Olę. – I gratka dla ciebie, bo wiem, że jesteś skromnym fetyszystą, miała naprawdę długie nogi.

Alicja zaczęła głaskać mój kark. Pomyślałem, że sprawdza, czy lepszy byłby topór czy sznur. Rzuciła mi wielce wymowne spojrzenie. Sama była przecież długonogą, niebieskooką blondynką z niewinną twarzą, więc słowa Szymona mogły wprowadzić ją w błąd, że jest dla mnie odbiciem dawnych upodobań.

– Było minęło, między nami zgoda – uśmiechnąłem się nerwowo.

– I kogo wybrała? – Nie pozwoliła na zmianę tematu.

– Skakaliśmy wokół niej jak króliki przy kapuście. W końcu dała się trochę zmiękczyć. Namówiliśmy ją na partyjkę pokera – kontynuował. – Jako, że nam było jedno w głowie, to oczywiście rozbierany.

– O, no proszę – powiedziała słodko. Jej palec ledwo dotykał moją skórę, ale miałem wrażenie, że zaraz mnie udusi. Starałem się ukradkiem dać do zrozumienia, żeby nie ciągnął tej historii, ale Szymo widząc moją reakcję nabrał jeszcze większej ochoty by podzielić się wydarzeniami z tamtego wieczoru.

– Twój mąż we wszystkich grach hazardowych był zawsze pechowcem. Nawet trójki w lotku nigdy nie ustrzelił. Ale ja nie miałem wcale więcej szczęścia i zostaliśmy golusieńcy, a Ola miała niezły ubaw.

– To dlatego, że grałeś przeciwko mnie – zarzuciłem mu. – Zresztą, wcale nie byłem golusieńki. Bo jak ty chciałeś już dać dyla, to zauważyłem, że mam jeszcze skarpetki.

– Zostaliście w samych skarpetkach?

– Dawid został. Ale szybko podał mi jedną pod stołem. Mieliśmy jeszcze jeden ciuch, więc mogliśmy kontynuować. A bardzo chcieliśmy zobaczyć ją nagą – westchnął znów odpływając we wspomnieniach.

– I udało się?

– Tym razem dobrze współpracowaliśmy i coś nam się udało wygrać – mruknąłem.

– A co dokładnie? – dopytała niewinnie. Ta zabawa musiała się źle skończyć.

– Wszystko – odparł Szymo. – Miała zostać w stroju Ewy. Ale daliśmy jej kredyt, by mogła się odegrać...

– Ale się późno zrobiło – zauważyłem. Za oknem faktycznie było już ciemno. – Napiłbym...

– Mów dalej – Alicja położyła rękę na moich ustach. No to klops.

– Dzięki skromnej wymianie kart między sobą, wygraliśmy. Ochoczo przystąpiliśmy do odbierania nagrody – ściszył lekko głos. – Wiesz, dwóch napalonych byczków zaczęło ją rozbierać. A przypomnę, że poza rozebraniem była nam winna coś jeszcze... – zawahał się. Dopiero w tym momencie naszły go wątpliwości, a wcześniej to paplał wszystko.

– Mów ze szczegółami. Dawid nie wspominał mi nigdy o żadnej Oli.

– Co tu dużo mówić... – spuścił wzrok. – Dobraliśmy się do niej. Najpierw delikatnie, żeby jej nie spłoszyć. Sama była zaciekawiona, co z tego wyniknie. Żaden z nas nie chciał się wycofać...

– Choć ci proponowałem – wtrąciłem.

– A ja tobie – odgryzł się. – Ale skoro tak wyszło, że taka ładna blondyneczka znalazła się naga między dwoma samcami, to wiadomo...

– Wiadomo co? – Alicja chciała jeszcze więcej szczegółów.

– Jeden z przodu, drugi z tyłu; raz na dole, raz na górze. Mój jedyny w życiu trójkąt – przyznał nieśmiało cicho chichocząc.

Dopiero, gdy sam stał się uczestnikiem tych intymnych spraw, o których uprzednio tak łatwo opowiadał, poczuł wstyd. Jak to wśród dobrych kumpli bywa, gdy przy piwie temat schodził na dziewczyny, to nie wstydziliśmy się mówić co i z którą wyprawiamy, ale nigdy nie wnikaliśmy w szczegóły. Szymo wiedział nieco więcej o moich zbliżeniach z dziewczynami, bo sam zazwyczaj był gdzieś za ścianą. Stał na czatach albo przynosił wcześniej alkohol. Nierzadko pomagał mi przełamać lody w rozmowie z przedstawicielkami płci pięknej. Z Olą było ciut inaczej – był równorzędnym uczestnikiem tej akcji.

– Ta historia nie skończyła się happy endem, nie zapomnij o tym wspomnieć – nalegałem.

– Cóż, po tym jak Ola pokazała nam dokładnie tajniki swojego ciała i sztuki miłosnej, nie mogła się zdecydować z którym z nas chce chodzić. A obaj byliśmy ciągle chętni. Przez jakieś trzy tygodnie miała więc dwóch chłopaków, aż w końcu dla równowagi obu nas rzuciła – uzupełnił. – A Dawid jak zwykle popadł w deprechę po rozstaniu.

– Alu, od tego czasu wiele się zmieniło i dziś jestem innym człowiekiem – zaznaczyłem patrząc jej w oczy.

– A czy ja coś mówię? – prychnęła. Przekazy niewerbalne jasno wskazywały, że czuje się trochę zazdrosna. Nie mogłem jej winić. Wiedziała, że miałem wcześniej inne dziewczyny, ale nigdy nie pytała nawet o imiona, a co dopiero o szczegóły.

– Dawid zawsze bardzo się angażował w związki. Planował nawet ślub z Dagą, o czym ona rzecz jasna nie wiedziała. A wszystkie kobiety zostawiały go na lodzie – powiedział na moją obronę.

– Misza, Daga, Ola... Były jeszcze jakieś? – zapytała.

– Hm, Julia? – zamyślił się.

– Julia nie – zaprotestowałem. – Dwie randki, ale nie byliśmy parą. Zarywałem do niej przez chwilę, ale nic z tego nie wyszło. Za to była jeszcze Lucynka i Alicja. Alicja jest nawet nadal – uśmiechnąłem się niewinnie.

– Lucynka była moją dziewczyną w technikum – zdziwił się.

– Ale po Oli chodziła ze mną chwilę. Co prawda tylko dlatego, żeby rodzice nie domyślili się, że jest lesbijką, ale oficjalnie byliśmy parą przez kilka miesięcy – wyjaśniłem. – Nie mam już nic więcej, co można by jeszcze obnażyć.

– Miszy w sumie można nie liczyć, to były szczeniackie sprawy – przyznał po namyśle. – Ale Daga nie tylko zabrała twoją niewinność wtedy w bibliotece, ale też później złamała ci serducho. A ty głupi chciałeś się leczyć Olą.

– Ładna chociaż była? – zapytała zaintrygowana Alicja.

– Taka se – odparłem dyplomatycznie.

Na chwilę zamilkliśmy. Zrobiło się nieco zbyt poważnie. Szymo nie wspomniał, że Daga rzuciła mnie na dwa dni przed planowanymi oświadczynami. I w sumie wyszło mi to na dobre.

– Obiecałeś, że też się kiedyś podzielisz swoją dziewczyną ze mną, po tym jak pokonałem Olę w pokerze – przerwał ciszę.

– Nie przypominam sobie – zaprzeczyłem.

– Nie zaszkodziło spróbować – zaśmiał się.

– Tym bardziej, że to ja pokonałem Olę.

– Akurat! Ty nie potrafisz grać – parsknął pogardliwym śmiechem. – To ja wygrałem.

– Wtedy się nauczyłem. Wygrałem i w ogóle jestem od ciebie lepszy – pokazałem mu język.

– Ta zniewaga krwi wymaga! – oburzył się. – Gdzie masz karty? Dawaj, zagramy.

Zgodziłem się. Alicja przyniosła starą talię kart, którą kiedyś dał mi Baltazar. Chciała zagrać z nami, ale jej nie pozwoliłem.

– To pojedynek między mężczyznami – wytłumaczyłem.

– Zasady takie same jak wtedy – zaproponował. Skinąłem głową na znak akceptacji.

Faktycznie, nie miałem zbytnio szczęścia w kartach. Ale Szymo nie był wcale lepszy. Wygrałem rozdanie. Zacząłem się z niego nabijać jak dziecko na podwórku z przegranego.

– A bo dawno nie grałem! – usprawiedliwiał się.

Uniósł się honorem i zdjął koszulkę. Wcześniej wspomniał, że w abstynencji od alkoholu pomaga mu chodzenie na siłownię. Było to widać w jego muskulaturze. Zażądał rewanżu, tak dla równowagi. Zanim zdążyłem odpowiedzieć, Alicja rozdała karty. Nie tylko nam dwóm, sobie też. Już jej nie broniłem, w końcu cały wieczór mogła się czuć nieco wyautowana. Szymo i ja wspominaliśmy wydarzenia i ludzi, których nie znała. To rozdanie miało charakter czysto rozrywkowy, rzucaliśmy żartobliwymi komentarzami. Znów wygrałem.

– I co, frajerze? – zaśmiałem się. Machnął ręką.

– Nie gram więcej z tobą, oszuście.

– Powinieneś teraz zdjąć spodnie. Do domu bym cię puścił w samych skarpetkach.

– Zgodnie z zasadami, rozbiera się ten, kto ma najgorsze karty. Czyli pani – wskazał na moją żonę.

Alicja zarumieniła się lekko, zakłopotana pokręciła głową i wyszła z pokoju. Zmartwiłem się i poszedłem za nią.

– Wytłumacz jej, że tylko żartowałem – dodał pośpiesznie Szymo.

Mieszkanie miało tylko dwa pokoje, kuchnię, łazienkę i przedpokój. Wiedziałem więc dobrze, gdzie szukać. Alicja stała przy oknie w naszej sypialni. Wypatrywała czegoś na zewnątrz. Podszedłem do niej bliżej i przytuliłem się do jej pleców.

– To był tylko żart, wracaj do nas – powiedziałem.

– Nie o to chodzi.

– Ala, jeśli gniewasz się o te historie, to wiedz, że to przeszłość – zapewniłem. – Zmieniłem się. Nie jestem święty, ale z każdym dniem staram się być lepszym człowiekiem. Przepraszam za to wszystko.

Mogę mieć pilot do żony, ale słownika z kobiecego na ludzki nie miałem. Nie wiem, o co jej dokładnie chodziło. Przytuliłem ją mocniej. Gniewała się za te opowieści z czasów mojej młodości? A może czuła się nieswojo cały wieczór? Pogłaskałem ją czule po policzku.

– Mam dziś urodziny – zaśpiewałem.

– Zdejmij ze mnie sukienkę – poprosiła.

Dwa razy nie trzeba mi było powtarzać. Do takich rzeczy to ja zawsze jestem chętny. Przygryzłem jej ucho i już po chwili ciuch poleciał na łóżko. A wtedy krew w moim ciele stała się gorąca jak lawa.

Przede mną stała pięknie wyeksponowana Alicja. Istny cud. Miała na sobie czarny koronkowy komplet bielizny, przyozdobiony czerwonymi kokardkami. Biustonosz ładnie podkreślający naturalne walory, majteczki niewiele zasłaniające i cudne pończochy na pasie. W mig zrozumiałem, że czekolada, którą dała mi rano, nie była nawet zaliczką mojego urodzinowego prezentu. Podejrzewam, że moje oczy wyglądały w tamtej chwili jak monety pięciozłotowe. Przyglądałem się jej dokładnie z każdej strony, i choć nie raz widywałem ją w seksownej bieliźnie, to akurat ten zestaw dziś debiutował. A był najlepszy ze wszystkich. Spełnienie moich marzeń. Wprost nie mogłem nasycić oczu.

– Podoba się? – zapytała niepewnie.

– Dzięki ci, Panie, żeś mi raju dał posmakować na ziemi – uniosłem wzrok ku górze i pocałowałem ją. Szybko mnie jednak odsunęła od siebie.

– Muszę jeszcze ubrać szpilki... – uśmiechnęła się uroczo. – Chcesz, żebym się tak pokazała Szymonowi?

To było podchwytliwe pytanie. Nie byłem pewny, czy mówiła to z pretensją, czy szczerze proponowała. Wpadł mi do głowy pomysł, niekoniecznie mądry. Szymonowi gały by wyszły z zazdrości, gdyby to zobaczył. Dodatkowo zawsze nakręcało mnie jak inni faceci napalali się na moją żonę. Jej nieśmiałość w takich sytuacjach też była urocza. Alicja była jednak moja, tylko moja. Nie chciałem się nią dzielić. Przynajmniej nie w każdym aspekcie.

– Ubierz buty i przynieś nam tackę ciastek do pokoju. Potem usiądź na kanapie obok mnie – powiedziałem.

Przełknęła nerwowo ślinę. Chyba nie spodziewała się, że o to poproszę. Podszedłem do szafki i wyciągnąłem z niej pilota. Kucałem odwrócony do niej plecami, nie mogła widzieć jak naciskam przyciski. Najpierw zwiększyłem jej szczęście – wiadomo, że im szczęśliwsza będzie, tym na więcej mi pozwoli. Potem posłuszeństwo, które choć nie miało zagwarantowanej skuteczności, mogło mi trochę pomóc. Powtórzyłem powoli całe polecenie. Kiedy Alicja wyciągnęła z pudełka wysokie szpilki, wyszedłem z pokoju. Widok ubierającej się kobiety też był mi miły dla oka, ale to trochę tak jakby podglądać pakowanie prezentu. Zabrałem ze sobą pilot.

Wróciłem do Szymona i przekazałem mu, że wszystko w porządku. Już nie mogłem doczekać się jego miny na widok mojej żony odzianej w ten ponętny kostium. Wymieniliśmy parę zdań o muzyce. Przy okazji włączyłem cicho radio. A potem weszła Alicja.

Powiedzieć, że szczęka mu opadła, to jakby nic nie powiedzieć. Równe stukanie wysokich szpilek o podłogę było jedynym dźwiękiem, jaki można było usłyszeć. Alicja położyła tackę z ciastkami na stole i usiadła obok mnie. Założyła nogę na nogę i splotła ręce na swoim kolanie. Trochę trwało, zanim Szymo do siebie doszedł.

– Najpiękniejsza kobieta, jaką w życiu widziałem – wydusił z trudem.

– Moja – powiedziałem władczo i pocałowałem ją.

Nie mogłem się powstrzymać. Przyciągałem ją mocniej i mocniej, aż w końcu na mnie usiadła. Złożyłem namiętny pocałunek na jej ustach. Wsunąłem język do środka. Delektowałem się chwilą. Mówią, że mężczyźni są wzrokowcami. Na mnie jednak najsilniej działały zapachy i dotyk. Przejechałem ręką po gładkim materiale pończoch. Alicja była gorąca, jej ciało aż mnie parzyło. Pachniała truskawkami.

– Mam sobie pójść, czy pozwolicie mi się dołączyć? – nerwowo zaśmiał się Szymon. Usiadł na drugim końcu kanapy i pożerał moją żonę wzrokiem. – Jak ja ci zazdroszczę...

– Dotknij jej. – Pozwoliłem, aby mój najlepszy kumpel też miał radość z tej zabawy.

Zagarnął dla siebie jej lewą nogę. Macał łydkę, ale ostrożnie, jakby bał się, że jest ze szkła. Podziwiał stopy Alicji. Buty nie zakrywały palców u stóp. Ala zadrżała czując dotyk innego mężczyzny. Trochę się bała, co z tego wyniknie, ale ufała mi na tyle, by zgodzić się na wszystko, na co ja pozwolę. Masowałem blade i gładkie ramiona żony równocześnie nie mogąc zaprzestać pocałunków. Przewróciłem się na plecy i pociągnąłem Alicję za sobą. Wylądowała na mnie. Wypinała się tyłkiem w stronę Szymona. Musiał mieć piękny widok, bo z tej strony majtki składały się tylko z trzech cieniutkich sznurków. Przyssałem się do anielskiej szyi. Kolega z kolei ścisnął jej pośladki.

– Aj... – jęknęła zlękniona. Czuła się jak uwięziona w sidłach. Tuliłem ją mocno przyciągając do swojego ciała.

– Rozbierz mnie – poprosiłem ją.

– Ale użyj dziś prezerwatywy – szepnęła mi do ucha.

Nie planowaliśmy mieć jeszcze dzieci. Alicja używała tabletek, ale obecność Szymona pewnie ją zawstydzała. Domyślała się, że pozwolę mu popatrzeć, ale nie chciała, by widział absolutnie wszystko. W każdym razie jeśli wyraziła życzenie, czułem się w obowiązku, by je spełnić.

– Przepraszam na chwilę – powiedziałem wstając. Wybiegłem z pokoju, ale nie uszedłem nawet dwóch kroków za próg, a zawróciłem. – Nic nie kombinujcie beze mnie – ostrzegłem.

Wróciłem z trzema prezerwatywami w kieszeni. Wziąłem tyle, ile mi się do ręki przykleiło. Działałem w zbyt dużym pośpiechu, by przejmować się szczegółami. Kiedy wróciłem, Szymon wciąż pożerał ją wzrokiem, a ręką masował jej udo. Alicja siedziała z podwiniętymi nogami w gapiła się w podłogę.

– Także ten, ja już chyba będę szedł – wstał.

– Możesz zostać – zaproponowałem. – Ale pamiętaj, że Alicja jest moją żoną. Moją – podkreśliłem.

– A mnie o zdanie nie pytasz? – odezwała się cicho. Objąłem ją i ścisnąłem mocno.

– Wystarczy słowo, a koniec igraszek, choćbym miał wykopać go za drzwi.

– Fajnie kumpli traktujesz – westchnął słysząc tę rozmowę.

– Źle ci? – zaśmiałem się.

Nie mógł narzekać. W końcu nie co dzień masz okazję podziwiać taką piękność w erotycznej bieliźnie. Widok mu się podobał i nie mógł tego negować. Alicja nie wyraziła sprzeciwu. Położyłem ją znów na sobie. Rozbierała mnie nieśpiesznie, ciuchy niedbale rzucając na podłogę. Poddałem się całkowicie jej woli i tylko całowałem jej cudną skórę. Przygryzała mnie lekko w tors, a dłońmi błądziła po karku i plecach. W końcu zdjęła za mnie bokserki i zostałem całkowicie nagi. Szymon przyglądał nam się lubieżnie. Rozbierał się sam. Bał się jednak dobierać do Alicji, póki co zadowalał się samym patrzeniem.

Wsunąłem ręce pod pachy żony i podciągnąłem ją wyżej. Przycisnąłem mocno do siebie i przywarłem swoimi ustami do jej ust. Rozchyliła nogi i uniosła tyłek do góry. Nie chciała, żebym się o nią przypadkowo ocierał. Tymczasem Szymon wymierzył jej klapsa w pośladek. Szarpnęła się, ale trzymałem ją w potrzasku. Nie lubiła brutalności, nie tolerowała używania siły w łóżku, ale ostatecznie nie poskarżyła się.

– Nie zasługuję na ciebie – powiedziałem cicho.

– W takim razie musisz się bardziej starać – odparła drapiąc mnie za uchem.

Nagle wygięła się w łuk. Zobaczyłem, jak Szymon wierci językiem przy jej tyłku. Był już kompletnie nagi. Brak mu było pewności, jak daleko może się posunąć, ale widząc wypiętą pupę dziewczyny nie potrafił się już powstrzymać. Nie sądziłem, że jest aż tak napalony. Prawdopodobnie sądził, że nasze dzisiejsze igraszki skończą się tak, jak wtedy z Olą. Alicja wyrywała się lekko. Nie spodobała jej się taka zabawa.

– Przestań – poprosiłem go. – Możesz popatrzeć, ale zadowolić musisz się sam.

Wycofał się. Alicja odetchnęła z ulgą. Czekałem chwilę, bo przypuszczałem, że przeszła jej ochota na zabawę w obecności naszego gościa i zechce się poskarżyć. Nic jednak nie mówiła. Przewróciłem ją na plecy. Była teraz twarzą skierowana do Szymona. Jego prącie w pełnej erekcji znalazło się w pobliżu jej policzka. Spojrzała mu w oczy. Uśmiechnęła się. Wyciągnęła lekko ku niemu rękę. Dotknęła dolnych części jego korpusu. Złapał jej lewą rękę i poprowadził ją za nadgarstek na przyrodzenie. Była zaskoczona, kiedy odkryła, za co złapała. Ale zachowała spokój. Przez moment byłem zazdrosny, bałem się, że weźmie go do buzi. Potem jednak odwróciła wzrok.

Tymczasem ja zabrałem się za pieszczenie nóg. Faktycznie, miałem lekkiego bzika na punkcie pończoch. Całowałem, masowałem, tuliłem się do nich. Kręciłem delikatnie kółeczka w okolicach kostek, gdzie znajduje się silnie unerwiony punkt. Trochę ją to łaskotało. Wierzgała nogami, co wyglądało niezwykle zabawnie.

W końcu uznałem, że czas zabaw wstępnych się skończył. Powoli zsuwałem z niej majteczki. Odruchowo zacisnęła uda. Obiema rękami zasłoniła swoje łono. Wstydziła się. Po raz pierwszy inni mężczyzna miał ją zobaczyć tak obnażoną. Była cała czerwona na twarzy. Uchyliłem jej palce, żeby móc się przyjrzeć. Szparka jak zwykle była ładnie wygolona, ale nad nią został zarost w kształcie litery „v”. To była kolejna część prezentu dla mnie, bo ostatnio zdarzyło mi się powiedzieć, że chciałbym taką strzałkę u niej zobaczyć. Pomogłem Alicji usiąść i odwróciłem ją tyłem do siebie.

Pociągnąłem ją za buty. Poleciała nieco do przodu. Szymon złapał ją w porę i założył jej ręce na swoich barkach. Całował ją kark. Fakt, że inny facet pieści moją żonę, podczas gdy ja sam również się do niej dobieram, strasznie mnie nakręcał. To było coś zupełnie innego, niż wtedy z Olą. Między mną, a kuzynką Szymona nie było silnej więzi emocjonalnej, tylko czyste pożądanie. Z kolei uczucia, jakimi darzyłem Alicję, stały się wręcz powodem mojego życia. Naprawdę na nią nie zasługiwałem, była dla mnie zbyt dobra. Nie byłem pewien, czy to, co teraz robimy, było efektem komend wydanych przy pomocy pilota, zwierzęcego instynktu, czy po prostu aktem wolnej woli. Oboje mieliśmy głęboko zakorzenione przeświadczenie, że największym spełnieniem jest pełne zaspokojenie partnera. Dlatego świetnie się rozumieliśmy w łóżku, jak i poza nim.

Pamiętałem o prośbie o prezerwatywę. Założyłem ją w miarę szybko i sprawnie. Przejechałem fallusem po sromie i wsunąłem żołądź do środka. Uchwyciłem żonę w biodrach.

Jęknęła głośno. Zazwyczaj zachowywała się ciszej, ale sięgając po kondom nacisnąłem parokrotnie przycisk zwiększenia głośności. Posuwałem Alicję coraz szybciej. Czułem bijące od niej ciepło. Widziałem, jak drży przy każdym moim ruchu. Szymon także nie próżnował. Kiedy ona stękała mu do ucha, on masował jej piersi przez biustonosz. Wszyscy aż płonęliśmy z podniecenia.

Szybciej i mocniej, ku jeszcze większej rozkoszy. Nie chciałem jednak zbyt wcześnie skończyć. Dawkowanie przyjemności dawało w ogólnym rozrachunku jeszcze większe zadowolenie. Odsunąłem się i zrobiłem głośny wydech. Przez chwilę patrzyłem, jak tuli się Szymona.

Położyłem się na plecach i ustawiłem się między jej nogami. Odczytała moje intencje bez słów. Przesunęła się i usiadła na mnie. Ciągle pozostawała zwrócona do mnie plecami. Prawą rękę zarzuciła Szymonowi na szyję, a lewą masowała jego członka. Robiła to z pasją, starając się zadać mu jak najwięcej przyjemności. Równocześnie wykonywała biodrami wolne, zaokrąglone ruchy. Wstydziła się nieco swoich okrzyków, nie wiedziała, dlaczego dziś zachowuje się tak głośno. Wgryzła się delikatnie w ramię Szymona.

Przyspieszyliśmy. Kolega postanowił odwdzięczyć się nam za dzisiaj, i trzymając Alicję za nogi pomagał jej nadziewać się na mnie. Skakała teraz po mnie, choć bardziej precyzyjne byłoby określenie „unosiła się i opadała”. Zgodnie z poleceniami pilota, mimowolnie hałasowała, co nakręcało mnie jeszcze bardziej.

Nie wiem, jak długo to trwało, bo czas przestał mieć dla mnie znaczenie. Pierwszy doszedł Szymon. Przytulił mocniej Alicję i obficie trysnął na jej brzuch. Masowała go dalej nie chcąc jeszcze kończyć, ale chwilę później sama szczytowała. Krzyknęła głośno niezwykle wysokim głosem. Poczułem jak wszystko w jej ciele pulsuje. Rozpierała mnie duma, że to ja ją doprowadziłem do tego stanu. Zamknąłem oczy i odpłynąłem.

Alicja niepewnie ze mnie zeszła. Strużka mojego nasienia ściekła po jej udzie. Od razu złączyła nogi i podciągnęła kolana pod nos. Spojrzała gdzieś w bok. Dyszała ciężko, a kosmyki jej włosów były sklejone potem. Zawstydziła się bardzo.

Główka mojego członka wystawała z prezerwatywy. Nie poczułem, kiedy pękła. Podniosłem z podłogi moją flanelową koszulę i okryłem nią żonę. Pocałowałem ją w policzek.

– Dzięki za to. Dawno nie miałem okazji... – Szymon próbował coś powiedzieć, ale słowa były zbędne. – Po prostu dziękuję. Piękna jesteś.

Skinąłem do kolegi, żebyśmy wyszli. Ubraliśmy się pośpiesznie w przedpokoju i wyszliśmy na klatkę schodową zostawiając Alicję samą w mieszkaniu. Szymon wiązał jeszcze na schodach buty.

– Nie przypominaj mi nigdy o tym, dobra? – poprosiłem.

– Jasne. Szanuję twoją żonę, cieszę się, że masz kogoś tak wspaniałego przy sobie – poklepał mnie po ramieniu. – A tak w ogóle, nie mógłbym z nią ostro działać, żona przyjaciela jest święta.

– Trzymaj się stary. Do zobaczenia za rok.

Pożegnaliśmy się i wróciłem do domu. Zamknąłem drzwi na zamek. Alicja wyszła z łazienki. Wyglądała przepięknie. Uprzątnęła się w trakcie mojej nieobecności. Ciągle miała na sobie ten wspaniały ubiór. Zdążyła ubrać też majtki. Stanęła przy ścianie. Na twarzy była cała czerwona. Bała się spojrzeć mi w twarz.

– Jak się czujesz? – zapytałem.

– To było dziwne. Przyjemne, ale dziwne – odpowiedziała po namyśle. Przystawiłem ją plecami do ściany.

– Nie jesteś na mnie zły? – szepnęła.

– A niby za co miałbym być? – przyległem do niej. – Myślałem, że to ty będziesz zła na mnie.

– Dziękuję za dzisiaj – objęła mnie. Wyczuła coś twardego w moich spodniach. To był pilot. Pochwyciłem jej ręce zanim zdążyła go wyciągnąć z kieszeni.

– Ten dzień jeszcze się nie skończył.

12,754
9.56/10
Dodaj do ulubionych
Podziel się ze znajomymi

Jak Ci się podobało?

Średnia: 9.56/10 (22 głosy oddane)

Pobierz powyższy tekst w formie ebooka

Z tej serii

Komentarze (3)

paty_128 · 12 listopada 2018

+1
0
Dlaczego ty ją tak traktujesz?!
!!!
!!!
!!!

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

Nefi · 5 grudnia 2018

+1
0
Dzięki ! Czekam niecierpliwie na kolejne częsci.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

XeeleeFirst · 20 lutego 2019

0
0
Do opowiadania "Córka Architekta (III)", napisanego przez P.T. Ignatius, znana autorka paty_128 napisała bardzo krótki komentarz o treści: "Dlaczego ty ją tak traktujesz?! !!! !!! !!!".

Zainteresowało mnie, jakie są powody takiego oburzenia, gdyż na pokatne niewiele osób ujmuje się za losami postaci opowieści. Przeczytałem więc uważnie to opowiadanie.

No cóż, jak na całość wydarzeń w serialu "Córka Architekta", na szczęście, nic takiego złego się nie dzieje.

Ów mąż Alicji (sympatycznej pół-androidki) mówi co prawda: "Najpierw zwiększyłem jej szczęście – wiadomo, że im szczęśliwsza będzie, tym na więcej mi pozwoli. Potem posłuszeństwo, które choć nie miało zagwarantowanej skuteczności, mogło mi trochę pomóc", ale w końcu Alicja jest traktowana... w tym odcinku ... hm... nie najgorzej :-)

Serial o nowatorskim pomyśle "ulepszonych, zmodyfikowanych ludziach", zasługuje, moim zdanie na uwagę!
Takie czasy!

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
pokątne opowiadania erotyczne
Witamy na Pokatne.pl

Serwis zawiera treści o charakterze erotycznym, przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich.
Decydując się na wejście na strony serwisu Pokatne.pl potwierdzasz, że jesteś osobą pełnoletnią.

Pliki cookies i polityka prywatności

Zgodnie z rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r (RODO). Potrzebujemy Twojej zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych przechowywanych w plikach cookies.
Zgadzam się na przechowywanie na urządzeniu, z którego korzystam tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie moich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania przeze mnie ze stron internetowej lub serwisów oraz innych parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych i w celach analitycznych.
Więcej informacji na ten temat znajdziesz w regulaminie serwisu.