Humanity (I)

5 lutego 2014

24 min

- Zamknij drzwi na klucz – poprosił, kiedy kobieta weszła do środka.

Alba uśmiechnęła się i przekręciła klucz w zamku.

- Myślałam, że to będzie spotkanie służbowe – zbliżyła się wolno, z typowym dla siebie wdziękiem oswojonej pantery.

Spotkali się w jego biurze – wielkim, ciemnym pomieszczeniu pełnym ciężkich skórzanych mebli i biurkiem przyprawiającym o zawrót głowy. Jedyna lampa o ciemnozielonym kloszu ledwie rozświetlała półmrok. To lubił. Biuro urządzone w takim stylu dawało mu poczucie władzy. Napawał się świadomością, że jego petenci czują się w tym pomieszczeniu mali, osaczeni i zdani na jego łaskę. Tylko Alba była inna: w jego mrocznym królestwie najwyraźniej czuła się jak ryba w wodzie. Zdjęła z ramienia wąską torebkę na złotym pasku i nonszalancko rzuciła ją na jeden z foteli. Usiadła na brzegu biurka.

- Bo będzie – stwierdził Victor. – Przez następną godzinę będziesz mi służbowo służyć na tym oto biurku.

Alba odrzuciła w tył głowę i zaśmiała się dźwięcznie.

- Nie bądź taki pewien! A jak się nie zgodzę?

Victor rozsiadł się w swoim ogromniastym fotelu i poluzował krawat.

- Zdejmij marynarkę, gorąco tu – stwierdził.

Dziewczyna ubrana była w ciemny kostium z jakiegoś lekko połyskującego materiału i czarne szpilki. Zauważył, że nie założyła rajstop – miał nadzieję, że zrobiła to dla niego. Do szaleństwa doprowadzały go jej gładkie, gołe nogi kontrastujące ze służbowym uniformem.

- Wcale nie jest gorąco! – zaprotestowała Alba, ale w tej samej sekundzie poczuła, że jednak jest. Temperatura w biurze podskoczyła o kilkanaście stopni i Alba zaczęła się pocić.

- Victor, to nie fair! – zawołała oburzona. Zdjęła marynarkę i z naburmuszoną miną cisnęła ją śladem torebki. Miała na sobie białą bluzkę: bardzo niewinną gdyby nie fakt, że tak obcisłą, że ledwie dopinała się na jej kształtnym biuście.

- Kocham zapach twojej spoconej skóry – westchnął mężczyzna rozmarzony. – Podejdź tu moja droga.

Alba wstała niechętnie i dostojnym krokiem obeszła gigantyczne biurko. Stanęła przed nim na lekko rozstawionych nogach i obrzuciła go wyzywającym spojrzeniem. Victor wyciągnął rękę i dotknął jej nagiego uda w miejscu, w którym kończyła się obcisła spódniczka. Wbrew jej minie i zachowaniu pełnemu urażonej godności usłyszał, że przyspiesza jej oddech.

- Jesteś taka piękna...

- Ha!

Dziewczyna przeniosła spojrzenie na lampę, która zgasła w tej samej chwili. Wykorzystując ciemność odskoczyła w tył i ramiona mężczyzny zagarnęły pustkę.

- Nie drocz się ze mną, Albo!

Sprawił, że oprócz jednego zamilkły wszystkie inne odgłosy. Kierując się szmerem przyspieszonego oddechu, bezszelestnie podkradł się do swojej ofiary i po chwili zamknął to ciepłe, jędrne, znajome ciało w tak ciasnym uścisku, że dziewczyna nie mogła się ruszyć.

- Mam cię!

Przycisnął dziewczynę mocno do siebie i w ciemności zaczął całować oporne usta, jakby usiłował rozgnieść na miazgę soczysty i słodki owoc. Alba broniła się tylko przez chwilę, potem zaczęła oddawać pocałunki z żarliwością, która go zaskoczyła. Zaczęli się dotykać w ciemności: wsunął jej dłonie pod bluzkę obejmując szczupłą talię, ona przez materiał spodni mocno uciskała jego nabrzmiewający szybko organ.

- Światło! – poprosił i lampa ponownie zapłonęła na biurku.

Dostrzegł, że pocałunkami rozmazał jej szminkę, przez co wyglądała bezbronnie i szalenie kusząco zarazem. Podniósł ją do góry, przeszedł kilka kroków i posadził Albę na brzegu biurka. Jej droczenie się z nim, jej uroda, powab, słodki zapach, który roztaczała – wszystko to sprawiło, że był podniecony do szaleństwa.

- Albo... - wykrztusił, zadzierając jej bluzkę i dobierając się do opiętych białym koronkowym biustonoszem piersi – Kiedyś przez ciebie oszaleję..!

Po raz kolejny musiał stwierdzić, że nie było na tym świecie drugiej takiej - piersi Alby to był majstersztyk natury: krągłe, kształtne i bez skazy. Długimi powolnymi pociągnięciami języka pieścił sterczące brodawki aż dziewczyna zaczęła się wić i pojękiwać. Oplotła go w pasie nogami, przez co spódniczka podwinęła jej się do talii ukazując koronkowe majtki. Ocierała się przez materiał o jego twardość z jakąś dziką niecierpliwością, chyba jeszcze nigdy nie widział jej równie roznamiętnionej. Jęknęła zawiedziona, kiedy Victor delikatnie, ale stanowczo uwolnił się z jej uścisku. Ukląkł na podłodze i zdjął eleganckie buty na szpilkach z jej stóp.

- Nie musimy się spieszyć – wyszeptał.

Zaczął całować jej nagie, smukłe nogi poczynając od kostek i powoli kierując się w górę. Nogi Alby to był jego fetysz, nigdy nie mógł się nimi nacieszyć. Kiedy doszedł do wewnętrznej strony ud dziewczyna wygięła się gwałtownie, strącając przy tym stertę papierów z biurka. Szeroko rozłożył jej kolana i przycisnął twarz do łona. Biały materiał pomiędzy nogami był wilgotny, pachniała bardzo mocno seksem i podnieceniem. Przywarł ustami do jej najbardziej wrażliwego miejsca i przez materiał chuchnął na nią ciepłym powietrzem.

- Och, Vic... - wymruczała z zamkniętymi oczami – Przeleć mnie kotku..!

Westchnęła z ulgą, kiedy wreszcie zsunął z niej majtki. Umościła się wygodnie na jego biurku z nogami szeroko rozłożonymi: otwarta, ufna i gotowa.

Victor przysunął sobie bliżej fotel, tak by mieć to co najważniejsze tuż przed oczami.

- Jaśniej! – rozkazał i lampa pojaśniała posłusznie.

Alba nie depilowała się gładko, tylko przycinała włoski blisko skóry, a potem smarowała chyba jakimś balsamem zmiękczającym, bo jej odrastające futerko było mięciutkie jak ptasi puch. Była blondynką, także tam i widok jej różowej szparki oprószonej złocistymi włoskami doprowadzał Victora do wrzenia. Nigdy nie mógł się nadziwić, że kobieta może być doskonała nawet tam: kształtne bladoróżowe płatki otaczały lekko wgłębiony kielich kwiatu, łechtaczka idealnie kulista, przypominała mały różowy groszek. W jasnym świetle lampy miał to wszystko tuż przed oczami, jak przepięknie podany deser. Nie kazał dziewczynie długo czekać i z wprawą smakosza zaczął zlizywać wypełniający ją przeźroczysty śluz. Smakowała słodko, jak soczysta brzoskwinia. Starał się nie spieszyć i docierać językiem najgłębiej, jak się da, wsłuchując się jednocześnie w jej urywany oddech. Sądząc po gwałtownych dreszczach, które raz po raz przebiegały przez jej ciało, nie powinno trwać to zbyt długo. Czasami, jakby od niechcenia trącał językiem ten jej uroczy groszek, na co dziewczyna reagowała głośnym jękiem i gwałtownym uniesieniem bioder. Zmieniał wtedy natężenie pieszczot, drażnił się z nią. Wreszcie za którymś razem złapała go z całej siły za włosy i przytrzymała jego głowę dokładnie tam gdzie chciała. Szczytowała gwałtownie, przeszywająco krzycząc. Miał wrażenie, że pragnie jednocześnie odepchnąć go i przyciągnąć do siebie jak najbliżej. Położył dłoń na jej gładkim brzuchu i zadowolony poczuł głębokie, miarowe pulsowanie.

- Och, Victorze... - westchnęła Alba, powoli dochodząc do siebie – Jesteś prawdziwym mistrzem...

Zsunęła się z biurka. Jego ślina i jej soki pozostawiły plamę na cennym blacie.

- Zniszczyłam ci biurko! – zaśmiała się.

- Kupię sobie nowe! – odparł beztrosko.

Victor zauważył, że nadal jest w spodniach, koszuli i krawacie. Dziewczyna uklękła na podłodze i z wprawą rozpięła mu rozporek, oswobadzając jego ciągle sztywny oręż.

- Chyba należy ci się mały rewanż... - wyszeptała.

Wzięła go w usta, pracując jednocześnie dłonią. Czuł na skórze jej zwinny język, a czasami także ostre ząbki – miał wrażenie, że zabawia się z nim duży, biały, ledwie oswojony kot. Przerwali na chwilę, żeby mógł wstać i rozpiąć do końca spodnie. Alba brała teraz w usta to jego członka, to napięte jądra, dłoń wsunęła mu między pośladki i uciskała delikatnie. W pewnym momencie Victor przytrzymał jej głowę i zaczął poruszać biodrami w najlepszym dla siebie rytmie. Dziewczyna nie protestowała, chociaż jego sporych rozmiarów organ raz po raz prawie w całości znikał w jej ustach. Pomagała mu dłonią, mrucząc i patrząc na niego do góry jak w tęczę. Widok Alby na klęczkach, z piersiami wyzywająco wystającymi ze stanika, z koralowymi ustami ściśle obejmującymi członka, podziałał na niego niesamowicie stymulująco. Nie chciał jej zrobić krzywdy, ale musiał zwiększyć tempo, musiał mocno wypieprzyć w usta tę śliczną, uległą, bezwstydną...

- Już, teraz..! – wystękał przez zaciśnięte kurczowo szczęki.

Alba wypuściła go, odsunęła się trochę i jego ładunek wylądował na jej szyi i piersiach. Musiał położyć rękę na jej ramieniu, żeby nie upaść. Patrzył jak sperma wolno ścieka po ciele dziewczyny, czując ogarniające go błogie rozleniwienie. Podniósł Albę z klęczek i opadli oboje na fotel, zaspokojeni i ociężali.

- Było cudownie, moja droga – zapewnił Victor sennie.

- Tak, ale powinniśmy chyba się wykąpać... - Alba spojrzała wymownie na swój dekolt, na którym zasychały ślady jego namiętności.

- Mogę potem jeszcze wpaść do ciebie na chwilę? – spytał Victor nieoczekiwanie.

Alba zmarszczyła brwi, ale po chwili uśmiechnęła się przyzwalająco.

- Jasne, Vic. Tylko wezmę prysznic.

Pozbierała swoje rzeczy i na paluszkach, bez ubierania się, opuściła jego biuro.

***

Victor wyłączył wizualizację. Bardzo powoli zdjął hełm i gogle zasłaniające mu prawie całą twarz. Sięgnął ręką w tył i ostrożnie wyciągnął mikrowtyczkę tkwiącą w złączu w miejscu, w którym kręgosłup łączył się z czaszką. Zdjął rękawice i delikatnie zsunął urządzenie stymulujące ściśle opinające jego penisa i jądra. Ciągle ubrany w kombinezon podniósł się z erofotela i podreptał do kabiny myjącej. Po drodze sprawdził jeszcze temperaturę i warunki na zewnątrz: panowały miłe 33 stopnie Celsjusza oraz aura typowa dla wczesnej zimy.

Przed wejściem do kabiny myjącej zdjął kombinezon i odkleił z ciała wszystkie przewody i czujniki, po czym niepotrzebny chwilowo sprzęt wsunął w otwór ukrytego w ścianie urządzenia sterylizującego. Rozbłysła dioda ostrzegawcza i kombinezon został poddany działaniu ultrafioletu.

„Do następnego razu” – pomyślał Vic i pogwizdując wszedł nagi do kabiny. Nałożył na nos i usta maskę tlenową i zamknął oczy. Zawór odkręcał się automatycznie, więc szybko poczuł chłodny strumień wypełniający mu płuca. Przygasło światło i z dysz ukrytych w ścianach, suficie i podłodze kabiny trysnęła mgiełka roztworu wody i myjących nanobotów. Wrażenie było miłe, jakby jego nagie ciało zostało poddane działaniu wilgotnej morskiej bryzy. Nawet tlen podawany z butli miał lekko słonawy smak, co potęgowało wrażenie, że stoi nagi na brzegu morza, gdzie owiewa go i oczyszcza rześki morski wiatr. Kąpiel trwała dokładnie trzy minuty – tyle czasu potrzebowały nanoboty myjące, aby oczyścić każdy por i zakamarek jego ciała. Z dysz zamiast wody popłynęły strumienie ciepłego powietrza i już po chwili Victor wyszedł z kabiny dokładnie sterylny.

Ze specjalnego schowka wyciągnął przygotowane wcześniej czyste ubranie: bawełniane spodnie i bluzę z długimi rękawami. Nalał sobie wody z dozownika, po czym uruchomił zajmujący całą ścianę ekran Smart OLED. Przy pomocy ruchów dłoni przerzucał kanały stojąc przed telewizorem. Chciał znaleźć jakieś najświeższe wiadomości, ale wszędzie leciały albo wizualizacje, albo wszechobecne multireklamy. Wystarczyło dotknąć dłonią wybranego produktu, aby go kupić. Dotykowy ekran sprzężony z bazą biometryczną w ciągu kilku sekund porównywał linie papilarne z profilem użytkownika, potwierdzając jego tożsamość i wypłacalność. Victor zniechęcony wyłączył telewizor, zastępując obraz videotapetą przedstawiającą powolny zachód słońca nad morzem.

Popijając chłodną wodę ze szklanki poszedł do swojego gabinetu i miejsca pracy jednocześnie. Pracował zdalnie przez kilka godzin dziennie, jako kontroler ruchu na niewielkim odcinku Głównej Magistrali Powietrznej. Nie miał za wiele do roboty, ponieważ pieczę nad wszystkim trzymały całe zespoły mikrokontrolerów połączonych z odpowiednimi czujnikami. Jego zadanie polegało niejako na kontrolowaniu kontrolujących: był czynnikiem ludzkim sprawującym opiekę nad maszynami. Ponieważ maszyny działały bez zarzutu, jego praca polegała na reagowaniu w tych niezwykle rzadkich wypadkach, kiedy zawodził któryś z sensorów i komputery głupiały otrzymując błędne dane. Musiał wtedy ręcznie odłączyć wadliwy podzespół i zgłosić awarię odpowiednim brygadom naprawczym.

Victor usiadł przy pulpicie i nałożył na głowę hełm bardzo podobny do tego, który miał na sobie godzinę wcześniej podczas spotkania z Albą. Teraz jednak nie był podłączony do erofotela, chciał tylko zamienić z dziewczyną kilka słów zanim pójdzie spać.

- Alba Miles – powiedział do mikrofonu i prawie natychmiast stanął przed drzwiami jej prywatnego apartamentu.

Nałożył rękawice wyposażone w szereg czujników i receptorów, a potem zapukał uprzejmie.

- Wejdź Vic! – usłyszał głos dziewczyny zza drzwi i wszedł do środka.

Alba ubrana w biały pluszowy szlafrok siedziała przed kominkiem z książką w ręku. Rozpuszczone jasne włosy okalały miękkimi falami jej twarz, nadając jej anielski wyraz. W blasku płomieni skóra dziewczyny przybrała ciepły koloryt, zupełnie jakby ogień rozgrzewał ją od środka. Całości tej sielankowej sceny dopełniał obraz okna, za którym miękkie i białe płatki śniegu opadały wolno w różowej poświacie zachodzącego słońca.

- Coś się stało? – Alba palcem zaznaczyła miejsce, w którym skończyła czytać i spojrzała na niego pytająco.

Victor usiadł u stóp dziewczyny i ujął w obie dłonie jej wypielęgnowaną i ciepłą rękę. Alba wyglądała tak zniewalająco, że przez chwilę miał ogromną ochotę, żeby przesiąść się na erofotel i zamiast poważnej rozmowy kochać się z nią na dywanie przed kominkiem. Z trudem zdusił w sobie to pragnienie i odwracając wzrok od szlafroka rozchylającego się kusząco na jej piersiach, zaczął uroczystym tonem:

- Albo, od jak dawna się znamy?

Dziewczyna drgnęła i posmutniała gwałtownie.

- Znudziłam ci się? – spytała nadąsana i zaniepokojona – Mogę zmienić awatara...

- Och nie... Nie, to nie tak! – Victor mocniej ścisnął dłoń dziewczyny – Nigdy mi się nie znudzisz, Albo! Jesteś oszałamiająca, cudowna...

Rumieniec powoli wrócił na jej twarz.

- Więc o co ci chodzi?

- Chodzi o to, że znamy się już ponad dwa lata, a ja cię jeszcze ani razu nie widziałem... - Victor znacząco zwiesił głos.

Alba odłożyła książkę, spojrzała na niego przeciągle, a potem zaczęła się śmiać.

- Vic, ja w ogóle nie rozumiem, o czym ty mówisz! – wykrztusiła – Widujemy się przecież prawie codziennie! Przecież nawet teraz...

Przerwała nagle.

- Victor, ty chcesz mieć dziecko?? – powoli wysunęła dłoń z jego rąk – Jeśli tak, to wyślij mi próbkę swojego kodu, żeby mój Doc mógł ją sprawdzić. Jeśli twoje DNA okaże się odpowiednie, może wystąpię do Wydziału Urodzeń o pozwolenie... - dokończyła bez przekonania.

Victor zmieszany i zaskoczony, próbował odzyskać panowanie nad sobą.

- No może nie tak od razu... Mnie chodziło bardziej o to, że chciałbym cię zobaczyć... tak naprawdę. Bez tego wszystkiego – zatoczył ręką krąg.

- Ale po co?? – parsknęła Alba.

- No nie wiem: bo jestem ciekawy? – Victor wzruszył ramionami – Bardzo cię lubię, jesteś cudowna... Po prostu chciałbym dowiedzieć się o tobie czegoś więcej.

Dziewczyna wstała i zaczęła nerwowo przechadzać się po pokoju.

- Nie wiem, Victor – odezwała się po chwili. – Ja tego po prostu nie rozumiem. Co jest złego w tej wizualizacji? Co jest złego w tym awatarze? Boisz się, że w rzeczywistości jestem pomarszczoną staruszką?

Teraz Victor zaczął się śmiać, ale bardzo szybko jego śmiech stał się nieszczery. Musiał przyznać, że sugestia Alby zmroziła mu krew w żyłach.

- Ale nie jesteś..? – spytał trochę niepewnie.

- Nie, nie jestem – odparła Alba zimno. – Ta rozmowa przestaje mi się podobać, powiedz mi wprost, czego chcesz, albo wynoś się.

Victor wstał i pomimo wyraźnego oporu z jej strony, mocno przytulił dziewczynę do siebie.

- Naprawdę, Albo. Jestem po prostu ciekawy. Nie wierzę, że ty nie. Równie dobrze to ja mogę być w rzeczywistości jakimś troglodytą...

- Nie ma dla mnie znaczenia, jaki jesteś w rzeczywistości! – odparła dziewczyna, usiłując się wyswobodzić z jego objęć – Do niczego mi taka wiedza nie jest potrzebna. Jest nam razem dobrze, dogadujemy się... Dlaczego uparłeś się żeby to wszystko zepsuć?

- Dlaczego sądzisz, że jeśli cię zobaczę, coś zepsuje się między nami? – spytał z przekorą.

- Eeech..! – Alba wyraźnie zła i zniecierpliwiona, zaczęła szamotać się w jego ramionach – Nie potrafię tak z tobą rozmawiać... Victor! Ludzie po prostu nie robią takich rzeczy! I puść mnie wreszcie!

Podeszła do okna i stanęła przy parapecie, tyłem do niego.

- Możemy się przełączyć na widok z kamery, skoro tak bardzo ci zależy – powiedziała wreszcie.

Victor zbliżył się i położył dziewczynie rękę na ramieniu.

- To mi nie wystarczy, Albo – powiedział cicho. – Chciałbym się z tobą spotkać w realu. W Zachodnim Węźle Magistrali jest poczekalnia dla podróżnych, możemy tam pojechać. Na pewno będą tam inni ludzie... na wypadek, gdybyś się mnie obawiała. Nie będziemy się przy tym za bardzo rzucali w oczy...

- Ty sobie to wszystko przemyślałeś, Vic!

Odwrócił dziewczynę twarzą do siebie i spojrzał głęboko w jej jasne, zagniewane oczy.

- Jedno spotkanie, Albo. Proszę...

Dziewczyna przygryzła usta, bijąc się z myślami.

- Dobrze. Jutro, powiedzmy o... 17. Jeśli się nie zjawię punktualnie, to znaczy, że nie przyjdę wcale. Naprawdę uważam, że to jest bardzo zły pomysł! – wyrzuciła z siebie jednym tchem.

- Będę tam! – Victor nie był w stanie uwierzyć we własne szczęście.

- A teraz idź sobie – odburknęła. – Muszę to sobie jakoś poukładać w głowie...

Victor bez słowa wyłączył wizualizację i na powrót znalazł się w swoim pokoju. Zanim położył się spać, sprawdził dane meteotoksykologiczne na kolejny dzień. Stężenie tlenków siarki i węgla utrzymywało się na stałym poziomie, jedynie metanu mogło być odrobinę więcej niż zwykle. Temperatura nie przekroczy 35 stopni, co dawało pewność, że teoretycznie nic im nie powinno grozić, zresztą – na Boga! – przecież niektórzy zmuszeni byli przebywać przez większą część dnia na powierzchni i jakoś żyli. Jedyne, czego się teraz obawiał to fakt, że Alba mogła się rozmyślić – albo, co gorsza, odejść od niego. Przez cały czas był tego świadomy, a jednak musiał spróbować. Teraz pozostało mu tylko czekać...

***

Węzeł Zachodni był rodzajem skrzyżowania na Głównej Magistrali Powietrznej – z punktu tego rozchodziły się w różne strony mniej znaczące kanały przerzutowe, oplatające siecią połączeń całe państwo. Sama Magistrala łączyła stolice wszystkich siedemnastu krajów świata: była jedynym w swoim rodzaju tunelem szybkiego ruchu. Gigantyczny, całkowicie odizolowany od środowiska zewnętrznego „rękaw” służył specjalnie zaprojektowanym pojazdom do poruszania się pomiędzy kontynentami. Ruch w tunelu zapewniała wysoka próżnia: powietrze przed pojazdem zostawało wysysane, a następnie przepompowane i sprężane za nim. Tym sposobem na pojazd oddziaływały jednocześnie dwie siły: ssąca próżnia z przodu i ciśnienie z tyłu. Ponieważ brak powietrza przed pojazdem ograniczał tarcie, mógł się on poruszać naprawdę szybko – bez trudu osiągał prędkości hipersoniczne. Hamowanie polegało na stopniowym odwróceniu biegunów: zagęszczano atmosferę z przodu, a z tyłu zmniejszano ciśnienie, aż obie siły wyrównywały się i pojazd stawał w miejscu docelowym.

Pomimo istnienia cudu techniki jakim była Magistrala, niewielu ludzi podróżowało po świecie. Efekt cieplarniany w połączeniu z całkowitym zanikiem warstwy ozonowej sprawił, że Ziemia stała się środowiskiem zabójczym dla człowieka. Kto nie musiał wychodzić, przez całe życie pozostawał w domu, odizolowany w swojej bezpiecznej komórce od śmiercionośnego promieniowania i żrącego deszczu. Dlatego też Victor spotkał w terminalu Węzła Zachodniego zaledwie kilkadziesiąt osób podróżujących w interesach, a może po prostu gnanych przed siebie rządzą ruchu. Wszyscy w kombinezonach ochronnych i z aparatami tlenowymi na plecach, nie zwracali na siebie najmniejszej uwagi. Victor usiadł na jednej z twardych ławeczek i wyświetlił na wewnętrznej stronie szyby hełmu aktualny czas. Alba miała jeszcze dziesięć minut.

Nagle uświadomił sobie, że nie ustalili żadnego znaku rozpoznawczego.

„Victor, ty idioto!” – przeklinał się w myślach. Rzeczywiście, tak mocno tkwił w wirtualnej rzeczywistości, że spodziewał się pięknej blondynki w mini i szpilkach. Niespokojnie rozglądał się po terminalu, zezując jednocześnie na timer. Nieliczni podróżni kręcili się w hallu, ale nikt z nich nawet nie odwrócił twarzy w jego kierunku. Wtem ktoś poklepał go z tyłu po ramieniu. Podskoczył i odwrócił się przerażony.

- Alba Miles – przedstawiła się postać w skafandrze.

- Och, co za ulga..! – wydusił z siebie głosem zniekształconym przez hełm – Jak mnie poznałaś?

- Tylko ty siedzisz tutaj i rozglądasz się wkoło, jak ostatni idiota! – stwierdziła Alba, siadając obok niego na ławce.

Przez chwilę mierzyli się wzrokiem przez szyby hełmów ochronnych. Wreszcie Victor wyciągnął do dziewczyny dłoń w rękawicy i Alba w odpowiedzi uścisnęła ją nieśmiało.

- Victor Britewhite – przedstawił się. – Zdejmę teraz hełm i proszę, żebyś ty zrobiła to samo. Nie obawiaj się, tutaj jest bezpiecznie, powietrze jest czyste. Kontroluję to miejsce.

- Jesteś kontrolerem Magistrali? Nie wiedziałam, że taki zawód jeszcze istnieje – stwierdziła z przekąsem.

- No cóż... istnieje – odparł lekko zirytowany. - Albo, skup się teraz. Zdejmujemy na raz, dwa, trzy. Gotowa?

Jednocześnie zdjęli hełmy. Victor zamknął oczy. Serce łomotało mu w piersi jak oszalałe, kiedy powoli uniósł powieki i spojrzał... a zaraz potem omal nie krzyknął. Alba musiała częściej niż on przebywać na powierzchni, a może po prostu była bardziej wrażliwa, ponieważ wyposażona była w specjalne implanty oczne, tzw. „trzecie powieki”. Z czarnymi, matowymi osłonami na oczach wyglądała jak wielka, bezskrzydła mucha.

- Cóż... Trochę to inaczej wygląda, niż sobie wyobrażałeś, co? – spytała, uśmiechając się ironicznie.

Poza implantami Alba przypominała jego samego. Miała białą, półprzejrzystą skórę i nieproporcjonalnie dużą głowę pokrytą popielatym meszkiem. Ludzie nie potrzebowali już pigmentu, ani ochrony w postaci włosów, ponieważ od stuleci nie opuszczali osłon.

- Masz piękny uśmiech – stwierdził Victor dzielnie.

Alba otworzyła swoje „trzecie powieki”, zamrugała oślepiona, a potem uniosła na niego załzawione, bezbarwne oczy.

- Dlaczego to zrobiłeś? – spytała wprost – Dlaczego musiałeś koniecznie zobaczyć mnie w realu?

- Nie wiem... - Victor bezradnie rozłożył ramiona – Zawsze byłem inny. Po prostu czułem, że żyję w ułudzie.

- Normalni ludzie potrafią się z tym pogodzić.

- Wiem. Wybaczysz mi?

Alba opuściła głowę.

- Jasne. Tylko nie wiem, czy powrót do tego, co było przedtem jest jeszcze możliwy.

Victor aż zapadł się w sobie z poczucia straty, żalu. Zupełnie wbrew sobie zaczął płakać bezgłośnie.

- Vic, no coś ty... - Alba dłonią w rękawicy zaczęła nieudolnie ścierać jego łzy.

- Nie wiem co się ze mną dzieje. Czuję się strasznie dziwnie, jakby coś we mnie umarło.

- Mnie też jest smutno. Chyba wcześniej nie wiedziałam, jak bardzo jestem samotna...

Znowu spojrzeli na siebie, a potem przytulili się nieśmiało.

- Nie chcę być dzisiaj sama... - wyszeptała Alba z ustami przy jego szyi – Lećmy do mnie.

Prośba była tak nieoczekiwana, że Victor aż wstrzymał oddech. Ludzie nie przebywali razem, nie było im to do niczego potrzebne. Wszelkie potrzeby kontaktu, czy to emocjonalnego, czy seksualnego załatwiane były zdalnie. Victor miał wielu znajomych, których nigdy nie poznał w realu, miał też w życiu kilka kobiet, z którymi uprawiał wirtualny seks. Jednak dopiero Alba stała mu się do tego stopnia bliska, że wpadł na niedorzeczny pomysł osobistego poznania jej.

- Jesteś pewna?

Zatrzasnęła sztuczne powieki, jakby odgradzając się od niego.

- Chcę spróbować jak to jest – odparła zdawkowo.

Założyli hełmy i poszli w stronę jednej z wind. Już w środki Alba wcisnęła guzik oznaczający najwyższy poziom.

- Nie jedziemy kanałem? – spytał Victor zdziwiony.

- Przyleciałam prywatnym kopterem – odparła. – Jestem bogata.

Pojazd latający Alby był małą, dwuosobową jednostką napędzaną energią elektryczną. Pokryte specjalną powłoką antykorozyjną i wyposażone w osłony chroniące przed ultrafioletem - pojazdy tego typu dobrze radziły sobie w zabójczej atmosferze Ziemi. Miały jedną wadę – bardzo ograniczony zasięg. Alba usiadła za sterami i po chwili dostali zezwolenia na start. Kopuła nad ich głowami odsunęła się i unieśli się w powietrze. Niebo nad miastem było czarne, zasnute ciężkimi żółtymi chmurami. Kropił wieczny siarkowy deszcz, zdolny wypalać dziury w skórze ludzkiej. Poza osłonami na Ziemi nie istniało życie biologiczne. Morza wyparowały dawno temu i jedynie w najgłębszych miejscach pozostała woda zbyt słona, by cokolwiek mogło w niej przetrwać. Po niebie tańczyły błyskawice, od których czasami zapalał się nagromadzony w osłoniętych miejscach metan. Wtedy następowała błękitna eksplozja zwana potocznie „flashem”. Nie było to niebezpieczne, o ile nie przebywało się w pobliżu. Na Ziemi od dawna nie pozostało nic, co mogłoby zacząć płonąć.

- Nie mogę uwierzyć, że pilotujesz to sama – powiedział Victor z wyraźnym podziwem.

- To nie jest nic trudnego pod warunkiem, że uważa się na drony meteo. Latają chaotycznie, bez wyznaczonych tras – odpowiedziała.

- Kim ty jesteś, Albo?

Wzruszyła ramionami.

- Projektuję wizualizacje – rzuciła. – Sprzedaję ludziom kłamstwa.

Koniec części I

15,689
9.79/10
Dodaj do ulubionych
Podziel się ze znajomymi

Jak Ci się podobało?

Średnia: 9.79/10 (24 głosy oddane)

Pobierz powyższy tekst w formie ebooka

Komentarze (6)

Epic · 5 lutego 2014

0
0

Z A J E B I S T E !!11!1!!!1!1 - Juz nawet nie chodzi o sam erotyzm. To opowiadanie to jakbym czytal jakas zajebista ksiazke

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

Mała. · 6 lutego 2014

0
0

Dla mnie to po części smutny obraz tego do czego zmierza świat, kiedy zapominamy, że to człowiek człowiekowi jest najbardziej potrzebny do szczęścia.
Chciałabym powiedzieć jak bardzo mi się podoba ale nie umiem.
Ogromny plus za telewizor dzięki któremu można kupować poprzez dotykanie ! Marzyłam o takim jako mała dziewczynka ! Z mała poprawką, bo mój miał być magiczny, żebym nie miała problemów z ewentualną niewypłacalnością 😉
Pozdrawiam!

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

Ningru · 6 lutego 2014

0
0

Mi również bardzo sie podobało opowiadanie. Chociaż smutna jest taka wizja przyszłości. Mam tylko nadzieję, że to opo bedzie zakończone happy endem. Pozdrawiam!

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

Dandelion · Autor · 7 lutego 2014

0
0

Wow... Ciężko cokolwiek dodać do tego, co już zostało powiedziane. Za wszystkie te szczere, sympatyczne, pozbawione jakiejkolwiek złośliwości, czy jadu, po prostu stwierdzające fakty komentarze - wielkie dzięki. Nie jestem w stanie wytłumaczyć się ze wszystkiego, miejsca by tutaj zabrakło, zresztą chyba nie ma sensu, skoro z większością uwag się zgadzam? Opowiadanie powstało, jest jakie jest. Dzięki wam znam jego słabe i mocne strony, następne może być już tylko lepsze🙂 Pozdrawiam!

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

a · 7 lutego 2014

0
0

Odjazdowe, może starskiemu się nie za bardzo podoba,ale jak dla mnie jest to o wiele lep sza ,perła ,, niż jego pornole. Piszesz z gustem i smakiem.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

JB · 8 lutego 2014

0
0

SUROGACI

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

Opowiadania o podobnej tematyce:

pokątne opowiadania erotyczne
Witamy na Pokatne.pl

Serwis zawiera treści o charakterze erotycznym, przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich.
Decydując się na wejście na strony serwisu Pokatne.pl potwierdzasz, że jesteś osobą pełnoletnią.

Pliki cookies i polityka prywatności

Zgodnie z rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r (RODO). Potrzebujemy Twojej zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych przechowywanych w plikach cookies.
Zgadzam się na przechowywanie na urządzeniu, z którego korzystam tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie moich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania przeze mnie ze stron internetowej lub serwisów oraz innych parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych i w celach analitycznych.
Więcej informacji na ten temat znajdziesz w regulaminie serwisu.