Jak zostałem prostytutką
20 lipca 2026
30 min
Poniższy tekst znajduje się w poczekalni!
We wtorek miałem wolne, więc poszedłem na basen. Wróciłem do pływania. Dopiero teraz, po latach, zaczęło mi to sprawiać przyjemność.
Jako dziecko trenowałem w klubie. Tamte czasy kojarzą mi się z koszmarem: wstawaniem o czwartej nad ranem, przysypianiem na lekcjach i powrotami do domu grubo po zmroku. Gdy na początku liceum nadwyrężyłem bark, z ulgą zakończyłem moją sportową karierę, rozwiewając marzenia rodziców o wychowaniu olimpijczyka. Przez kolejnych piętnaście lat nie wchodziłem do chlorowanej wody.
A teraz znów byłem na basenie, tyle że z własnej woli i bez trenera ze stoperem w ręku. Wróciłem do dobrej formy. Miałem swoją rutynę. Robiłem pięćdziesiąt długości stylem dowolnym, chwilę przerwy, dziesięć szybszym tempem i na koniec znów spokojnych dwadzieścia. Z każdym wyrzutem ręki czułem napinające się mięśnie. Z radością uwalniałem skumulowaną w nich siłę i cieszyłem się perfekcyjnym rytmem, który nadawałem swojemu ciału. Żadna siłownia nie może równać się z basenem, jeśli chodzi o robienie sylwetki i kondycji. A tak się składa, że obie te rzeczy są w moim zawodzie dosyć istotne.
Jestem męską prostytutką. Lubię o sobie myśleć w ten sposób, bez uciekania się do eufemizmów. Nie jestem panem do towarzystwa, eskortem ani bawidamkiem. Uprawiam seks z kobietami za pieniądze. Kropka. Nie ma jak tego inaczej nazwać.
Wszystko zaczęło się od Moniki. Byłem wtedy świeżo po trzydziestce, ona była ode mnie dobre piętnaście lat starsza. Poznaliśmy się banalnie, w piątkowy wieczór w jednym z tych modnych barów, do których zaglądają dojrzałe kobiety w grupach po kilka koleżanek. Miałem dobry dzień, a ona miała ochotę poczuć na sobie pożądanie. Potem zapewniała, że wcale nie miała zamiaru iść z nikim do łóżka. Być może wcale nie kłamała. Być może wydarzenia wymknęły jej się spod kontroli wraz z wypitym alkoholem i dwiema kreskami kokainy, które wciągnęliśmy w damskiej toalecie. Pewne jest to, że wsiedliśmy do taksówki i pojechaliśmy do mnie.
Na środku sypialni zarzuciła mi ręce na szyję i pocałowała mnie w usta. Miała wilgotne wargi, robiła to pospiesznie i natarczywie, jak niedoświadczona nastolatka albo ktoś, kto obawia się, że za chwilę może się rozmyślić. Rozpiąłem zamek sukienki na plecach i położyłem dłonie na jej ramionach.
– Poczekaj.
– Dlaczego?
– Zgaś światło.
Na torsie czułem jej duże, ciężkie piersi. Domyślałem się, że uwolnione ze stanika opadną niżej niż by tego chciała, na brzuch, który uważa za zbyt duży i że dalej są jeszcze uda i pośladki, w jej wyobrażeniu zbyt niedoskonałe, bym miał je zobaczyć.
– Nie. Chcę na ciebie patrzeć.
Bezwiednie rozchyliła usta w grymasie zdziwienia i przez moment wahała się, co dalej robić. Zsunąłem materiał z ramion, a czarna sukienka łagodnie opadła w jej nogi. Stała przede mną w samej bieliźnie, lekko unosząc ręce, tak jakby chciała się nimi zakryć. Ale zbyt wiele zostało już odsłonięte i wszelkie próby były bezcelowe.
Zrobiłem krok w tył i przesunąłem po niej oczami.
– Mam na ciebie straszną ochotę. Na każdy kawałek twojego ciała – powiedziałem i dokładnie tak się wtedy czułem.
Zbliżyłem się, położyłem dłonie jej na talii i pocałowałem. Jej usta przez chwilę nie odpowiadały. Nagle coś w niej drgnęło. Odwzajemniła pocałunek, tym razem lżej i pewniej niż za pierwszym razem.
Kochaliśmy się kilka godzin aż za oknem zrobiło się jasno i zaczęły terkotać tramwaje. Co tu dużo mówić, popłynęliśmy. Czułem, jak puszczają w niej kolejne bariery, jak coraz bardziej wierzy w moje słowa, aż w końcu zupełnie o nich zapomina, a jej głowę zajmuje już tylko zwierzęcy seks.
Rozchylała szeroko nogi i rozrzucała ręce w pościeli, unosiła głowę, by patrzeć, jak w nią wchodzę, wykrzykiwała „szybciej, szybciej”. Sama przede mną klękała i wkładała penisa do ust głębiej niż była w stanie przyjąć, celowo dławiąc się nim przy każdym ruchu głowy. Nad ranem, gdy już bez żadnego wstydu wypinała do mnie obfite, zaczerwienione pośladki, kazała mi zdjąć prezerwatywę.
– Chcę cię naprawdę poczuć – rzuciła.
Zanim ubrała się i wyszła, zostawiła swój numer. Po raz drugi spotkaliśmy się kilka dni później. Wtedy powiedziała mi, że ma męża i dwoje dzieci i że ich kocha i że nie zamierza niszczyć swojej rodziny.
Pomyślałem, że to tyle z naszej znajomości. Po chwili jednak dodała:
– Niczego nie żałuję. Nie chcę tego kończyć.
Tamtego wieczoru znów pojechaliśmy do mnie i znów się kochaliśmy, ale tym razem nie było tak samo. Była zestresowana i nieobecna, nie doszła ani razu, a po wszystkim siedzieliśmy długo w niezręcznej ciszy. Postanowiłem, że nie będę sam do niej dzwonił. Ona też przez blisko dwa tygodnie milczała.
Kiedy jednak w końcu napisała wiadomość, zaprosiła mnie do swojego domu. Nie było w nim męża ani dzieci, a ja nie pytałem, gdzie są. Usiedliśmy na wysokich stołkach przy wyspie na środku przestronnej kuchni, zaprojektowanej i urządzonej tak, jak robili to bogaci ludzie kilkanaście lat temu. Monika miała na sobie elegancką beżową sukienkę, czarne rajstopy i cienki złoty naszyjnik. Wyglądała jakby wybierała się na proszoną kolację albo ważną rozmowę z klientem.
– Chcę, żebyś brał ode mnie pieniądze za nasze spotkania – powiedziała stanowczym tonem i przesunęła przede mnie kopertę.
Odjęło mi mowę. Patrzyłem na nią skonsternowany i w końcu zrobiłem najgłupszą rzecz, którą można zrobić w takim momencie. To znaczy: wziąłem kopertę do ręki i przeliczyłem zawartość. W środku były dwa tysiące złotych.
– W środku są dwa tysiące złotych – czekała z tym komentarzem aż skończę liczyć. W jej głosie była satysfakcja. – Tyle będziesz dostawał za jeden raz.
Nagle zrozumiałem. Nie chcąc zakończyć naszych spotkań, znalazła sposób, by zbudować mur i chronić swoje dotychczasowe życie. Uniknąć rozmów w spoconej pościeli o tym, co dalej i czy to w ogóle ma sens. Uciąć idące zbyt daleko myśli, które – jak podpowiadało jej doświadczenie – prędzej czy później musiały się pojawić. Może nawet bardziej u niej niż u mnie.
Znalazła sposób bardzo pasujący do niej, do jej podmiejskiego domu z kolumnami na ganku, SUV-a na podjeździe i dzieci uczących się do angielskiej matury. Ostatecznie w jej codziennym świecie pieniądze były podstawą większości relacji. Płaciła za zrobienie paznokci, za projekt ogrodu, za psychoterapię i za zajęcia z mindfulness. Mogła więc płacić też za dobre rżnięcie.
– Robisz ze mnie dziwkę – odpowiedziałem.
– Tylko jeśli pójdziesz teraz ze mną na górę.
Chciałbym powiedzieć, że w ten sposób zostałem męską prostytutką, ale nie byłaby to do końca prawda. Zostałem nią kilka miesięcy później.
Na początku byłem raczej utrzymankiem Moniki, a ona moją sponsorką. Tamtego dnia, gdy wziąłem od niej pierwszą kopertę, zaprowadziła mnie za rękę do swojej małżeńskiej sypialni i kazała mi ją rozebrać. Posłusznie zdjąłem z niej tę elegancką, wieczorową sukienkę, rozpiąłem stanik, zsunąłem rajstopy i majtki. Usiadła na skraju wielkiego łóźka, na którym – chciałem w to wierzyć – zmieniła wcześniej pościel. Rozchyliła nogi. Powiedziała, żebym uklęknął.
– Nie przestawaj, dopóki nie powiem, żebyś przestał.
Jej cipka, po raz pierwszy nieogolona, była mokra, zanim jeszcze przytknąłem do niej usta. Czułem, że cała ta sytuacja podnieca ją w sposób, którego jeszcze nie znała. Mnie zresztą także.
Doszła w chwilę, trzęsąc się w długim spazmie i zaciskając uda na mojej głowie, jakby chciała ją zmiażdżyć. Gdy je rozluźniła, wróciłem językiem do rosnącej łechtaczki. Po czterech razach na białym prześcieradle pod jej pośladkami zrobiła się widoczna mokra plama.
– Teraz możesz we mnie wejść. Bez gumki – przesunęła się na środek łóżka i wyciągnęła ręce za głowę.
Pieprzyliśmy się kilka godzin. Pozwalała mi tylko na krótkie przerwy. Gdy wreszcie ona sama nie miała już siły i leżeliśmy, patrząc w sufit, wyjaśniła, jak od tej pory miało to między nami wyglądać.
Po pierwsze stawka była stała, niezależnie od długości spotkania i tego, co będziemy robić. Po drugie, nie obchodziło jej, czy będę sypiał z kimś jeszcze, ale z innymi bezwzględnie miałem robić to w zabezpieczeniu. Po trzecie, miałem być zawsze gotowy na telefon. Po czwarte, sam miałem nie dzwonić, ani nie pisać. Wiedziałem, że wcześniej dokładnie to sobie przygotowała.
Zgodziłem się, na początku bardziej z ciekawości i podniecenia niż dla pieniędzy. Choć te oczywiście też miały znaczenie. Pracowałem wtedy na uczelni, do mizernej pensji dorabiałem dorywczymi tłumaczeniami i dwa tysiące złotych były dla mnie dużą kwotą. Sprawy osobiste nie stały na przeszkodzie. Krótko wcześniej mój wieloletni związek zakończył się katastrofą i nie miałem najmniejszej ochoty na szukanie nowego.
Monika dzwoniła mniej więcej dwa razy w miesiącu. Czasem zapraszała mnie do siebie, częściej do hotelu, który wybierała i za który płaciła ona. Przestała wkładać pieniądze do kopert, dawała mi je do ręki i za każdym razem mówiła, żebym je przeliczył. Widziałem, że ta ordynarna czynność ją nakręca, pewnie dlatego, że była pieczątką na naszej relacji i dobitnie potwierdzała moje podporządkowanie. Mi też się to na swój sposób podobało.
To ona zawsze wskazywała, jak będziemy się pieprzyć, co nie oznacza, że cały czas miała inicjatywę już w trakcie. Często mówiła „chcę, żebyś mnie wziął jak sukę”. Pozwalała się rzucać na łóżko, bić po pośladkach i twarzy, dociskać za kark do pościeli albo sprowadzać za włosy na kolana i wpychać penisa do gardła. Było jednak między nami jasne, że w każdej chwili ja jedynie spełniam jej wyrażone wcześniej życzenie.
Czasem chciała, żebym ją tylko lizał. Któregoś razu nie zdjęła nawet spódnicy, która wyglądała, jakby przyszła w niej z pracy. Rozsiadła się w fotelu w swoim salonie i kazała mi przed sobą klęknąć. Musiałem doprowadzać ją do kolejnych orgazmów, tracąc czucie w języku i prosząc o przerwę. Uwielbiała to, a mnie – przyznaję – schlebiało jak cholera. Już wcześniej uważałem się za dobrego kochanka, a minetka była moim numerem popisowym. Ale uznanie z jej strony, podkreślane plikiem banknotów, wprowadzało moją pewność siebie na nowy poziom.
– Powinnam cię polecić koleżankom – rzuciła po którejś sesji, a mnie przeszedł dreszcz dumy i podniecenia.
Nie rozmawialiśmy wiele. Wszystko, co o niej wiedziałem, powiedziała mi na dwóch pierwszych spotkaniach, zanim jeszcze na stole pojawiły się pieniądze. Miała czterdzieści siedem lat, była dyrektorką jakiegoś dumnie brzmiącego działu w koncernie farmaceutycznym, miała letni dom na Mazurach i lubiła gotować. O mężu i dzieciach wiedziałem tyle, że istnieją. Prowadziła chyba dość bogate życie towarzyskie i chyba ogólnie ją to nudziło.
Naturalnie, to ona decydowała o długości spotkania. Gdy mówiła: „możesz iść się umyć”, było to sygnałem, że nasza sesja dobiegła końca. Czasem robiła to dopiero po kilku godzinach, a ja czułem się, jak po przebiegnięciu półmaratonu.
Tu muszę zaznaczyć jedną rzecz. Nie chciałbym wyjść na pyszałka w męskim konkursie sprawności, ale sprawa jest istotna. Otóż od kiedy na studiach nabrałem jako takiego seksualnego doświadczenia, zawsze byłem długodystansowcem. Po pierwsze bez większego trudu potrafiłem wstrzymywać się z dochodzeniem. Po drugie, szybko się regenerowałem. Wystarczało mi kilka minut odpoczynku i chwila zabawy penisem, by znów doprowadzić go do pełnej użyteczności. Jedno i drugie zawsze było atutem w relacjach z kobietami, a w pracy okazało się bezcenne. Może nawet ostatecznie przesądziło o tym, że zostałem profesjonalistą. Choć później nie obyło się bez sięgnięcia po pomoc chemiczną, ale do tego jeszcze dojdziemy.
Któregoś razu, gdy wyszedłem spod prysznica i ubierałem się, by ruszyć do wyjścia, Monika powiedziała, żebym poczekał.
– Mam dla ciebie propozycję.
Zatrzymałem zapinanie paska, myśląc, że ma jeszcze jakieś życzenie.
– Mam przyjaciółkę, no może bardziej znajomą. Rozstała się z mężem i jest w nie najlepszym stanie. Wspomniałam jej o tobie. Pomyślałam, że mógłbyś się z nią spotkać.
Spotkaliśmy się w kawiarni w centrum. Alicja była nieco starsza od Moniki, niższa i dużo szczuplejsza, wręcz chuda. Taka, o której kiedyś będzie można powiedzieć „zasuszona staruszka”, jednak od tego etapu wciąż dzieliło ją co najmniej kilkanaście lat. Pół twarzy zasłaniały przeciwsłoneczne okulary. I tak widziałem, że nie waha się korzystać z dobrodziejstw chirurgii plastycznej.
Biała, zapinana na guziki bluzka pasowała do jej bladej cery. Farbowane na czarno, proste włosy opadały do ramion i przykrywały do połowy czoło grzywką. Delikatne zaokrąglenia pod bluzką sugerowały malutkie piersi. Ogólnie Alicja nie była w moim typie i pewnie w normalnym świecie nie zwróciłbym na nią uwagi. Ale nie byliśmy w normalnym świecie.
– No więc Monika jest wspaniałą przyjaciółką, bardzo o mnie dba i strasznie mi pomogła, strasznie, a ja miałam, no cóż, trudny okres, pewnie wiesz, może coś słyszałeś, no w każdym razie nie chcę do tego wracać, czy o tym opowiadać, ale Monika mnie świetnie rozumie, jest dla mnie, wiesz, jak siostra czasem, nie chcę, żeby to źle zabrzmiało, że siostra, ale przyjaciółka po prostu, rozumiesz, o co mi chodzi – Alicja przykrywała oczywiste nerwy gadatliwością.
Pozwoliłem jej mówić. Intuicyjnie czułem, że tego potrzebuje. Czas mijał, a ona nie zbliżała się do celu, w którym się tu znaleźliśmy. Gdy wreszcie zapadła chwila ciszy, powiedziałem:
– Monika na pewno mówiła ci, jak to wygląda. Chętnie się z tobą spotkam. Cena to dwa tysiące złotych i nie mamy ograniczeń czasowych. Możemy pójść do hotelu albo możesz mnie zaprosić do siebie. Nie musisz się teraz decydować. Masz mój numer. Odezwij się, kiedy będziesz miała ochotę.
Dwa dni później przysłała wiadomość z adresem hotelu, godziną i numerem pokoju.
Otworzyła ubrana w czarny kostium bez rękawów. Na górze był luźniejszy, niżej, związany w talii materiałowym paskiem, ciasno opinał wąskie biodra i małą pupę. Na stopach miała zamszowe pantofle na niewielkim obcasie, a przy uszach duże, okrągłe kolczyki. Ubrała się jak na randkę i to w dobrym stylu. Bez wielkich okularów i w półmroku pokoju jej twarz była całkiem przyjemna. Zielone oczy wydawały się uważne i inteligentne. Podobała mi się bardziej niż podczas pierwszego spotkania w kawiarni.
Pachniała cytrusowymi perfumami i alkoholem. Na stole pod hotelowym telewizorem stała dopita prawie do końca butelka wina, a obok leżała kupka banknotów. Schowałem ją do kieszeni bez liczenia, by jak najszybciej zamknąć ten temat. Czułem, że Alicja – w przeciwieństwie do Moniki – na parę godzin chce zapomnieć, że płaci mi za to, co będziemy robić.
Stała przed łóżkiem wyczekująco, niepewna dalszego kroku. Miała mocny makijaż i naciągniętą na policzkach skórę, ale stres na jej twarzy był oczywisty. Poczułem, że musimy się do tego zabrać na spokojnie. Byłem na to przygotowany. Przyszło mi to głowy, gdy szedłem do hotelu. Chwilę przed spotkaniem wstąpiłem do sklepu po olejek.
– Zaczniemy od masażu. Rozbierz się i połóż na łóżku. Na brzuchu.
To przywróciło jej pewność siebie. Masaż był czymś, co znała. Naturalnymi ruchami rozpięła pasek i guziki i zrzuciła z siebie kostium, tak jakby była w sklepowej przebieralni. Stała przede mną w samej bieliźnie, koronkowej i białej.
– Pomożesz mi? – nabrała trochę śmiałości i odwróciła się do mnie plecami, wskazując na stanik. Mimowolnie zatrzymałem wzrok na jej pupie. Była zaskakująco zgrabna jak na jej wiek. Małe, lekko zaokrąglone pośladki napinały koronkowy materiał. Powstrzymałem odruch by położyć na nich rękę i posłusznie rozpiąłem stanik.
Alicja natychmiast położyła się na łóżku, ukrywając przede mną piersi. Wprawnym ruchem zsunęła majtki i szybko przykryła pupę białym, hotelowym ręcznikiem. Zorientowałem się, że mój penis jest już zupełnie sztywny. Obawy, że nie dam rady stanąć na wysokości zadania, ulotniły się w jednym momencie.
Zdjąłem ubrania, zostając w bokserkach i koszulce, i uklęknąłem obok niej na łóżku. Zabrałem się za prawdziwy, solidny masaż, zaczynając od barków i ramion. Miała bladą, niemal przezroczystą skórę, gęsto usianą piegami. Pomyślałem, że w rzeczywistości musi być rudzielcem i byłoby jej nawet do twarzy w naturalnych włosach, gdyby nie farbowała się na kolor głębokiej czerni.
Na plecach nieco zmniejszyłem nacisk. Były chude i kruche, a przez cienką jak papier skórę wyraźnie przebijały się żebra. Masowałem ją kciukami, powoli przesuwając się w dół kręgosłupa. Wydała z siebie pierwszy pomruk zadowolenia. Choć nie mogłem zobaczyć jej twarzy, wiedziałem, że ma w tej chwili przymknięte oczy i się uśmiecha. Poczułem jak jej ciało, do tej pory spięte, łagodnie się rozluźnia.
Ominąłem ręcznik i przesunąłem dłonie najpierw na łydki, potem na uda. Skóra była tu wiotka i wydawała się jeszcze delikatniejsza niż na plecach. Nie opierała się, gdy lekko rozchyliłem jej nogi i zacząłem masować wewnętrzną stronę ud. Znów zamruczała, tym razem głośniej. Sama rozsunęła szerzej nogi.
Śliskimi od olejku dłońmi zbliżyłem się do jej kobiecości. Wsunąłem ręce pod ręcznik i poczułem bijące od niej ciepło. Koniuszkami palców przesunąłem po jej wargach. Były doskonale gładkie, tak jakby wydepilowała je tuż przed naszym spotkaniem. Poruszyła głową i długo westchnęła.
Dotykałem ją samym czubkiem kciuka, muskając najdelikatniejszą część jej ciała. Nie spieszyłem się. Pozwoliłem, żeby przeszedł ją dreszcz, najpierw jeden, potem drugi i trzeci. Westchnienia zrobiły się częstsze i szybsze. Wtedy wsunąłem palec pomiędzy rozchylone płatki. Była gorąca, gęsta i lepka. Wyczułem maleńką łechtaczkę i skupiłem na niej delikatne ruchy opuszki. Alicja przeszła z westchnień do cichego jęku i wbiła głowę głębiej w poduszkę.
Zdjąłem z niej ręcznik i z bliska patrzyłem teraz na jej drobną pupę. Bez ciasnego materiału majtek straciła swoje krągłości i nie sprawiała już wrażenia tak jędrnej. Wydawała się jednak bardziej naturalna i pociągająca. Mlecznobiałe, lekko pomarszczone pośladki zaciskały się w nieregularnych skurczach. Zmieniłem palec na otwartą dłoń i przyspieszyłem pocieranie łechtaczki.
– Taa-aa-a-ak – Alicja jęknęła płaczliwym tonem. Intuicyjnie wypchnęła biodra, dając mi do siebie łatwiejszy dostęp. Prosiła tym gestem, żebym nie przestawał.
Chwilę potem wydała z siebie przeciągły krzyk i eksplodowała. Szczupłe, rozrzucone w pościeli nogi bezwolnie zadrżały. Pośladki zaciskały się w przyspieszonym, pulsującym tempie. Moja dłoń była zupełnie mokra.
Poczekałem chwilę aż jej ciało się nieco uspokoi i przewróciłem ją łagodnie na plecy. Wreszcie zobaczyłem jej piersi. Nie mogłem powstrzymać myśli, że są urocze – małe i piegowate, miękko rozchylały się na boki. Ciemnoczerwone sutki sterczały z nich jak dwa twarde kamyki.
Alicja patrzyła na mnie zdziwionym, trochę nieobecnym wzrokiem. Wyglądała jakby od lat nikt nie doprowadził jej do orgazmu – a może nawet od lat nikt nie próbował tego zrobić.
Przesunęła rękę na bokserki i znalazła w nich naprężonego penisa.
– Wejdź we mnie, proszę wejdź we mnie, proszę wejdź we mnie – wymamrotała, nie odrywając oczu od mojej twarzy.
Tak Alicja została moją pierwszą prawdziwą klientką. Pisała do mnie regularnie, zawsze wybierając ten sam hotel, co za pierwszym razem. Jednocześnie ciągle spotykałem się z Moniką. O ile apetyt Alicji tylko się zwiększał i za każdym razem pozwalała sobie na coraz więcej, o tyle Monika powoli traciła zainteresowanie seksem. Wolała ode mnie słyszeć, co robimy z Alicją.
Uparcie wypytywała o szczegóły. Chciała wiedzieć, co mówi jej przyjaciółka, jakie ma fantazje, jak jej ciało reaguje na moje pieszczoty i jaki ma grymas, gdy dochodzi. Wreszcie jak ja się z tym czuję i co mi się w niej podoba. Początkowo myślałem, że to objaw niezdrowej zazdrości. Potem zorientowałem się, że Monika w tych opowieściach odkryła nowe źródło podniecenia – zapewne również niezbyt zdrowe, ale niezwykle silne.
Opowiadałem jej więc długo i z detalami. Wiem, że było to straszliwie niedyskretne z mojej strony, ale Monika miała nade mną tajemniczą władzę i nie potrafiłem oprzeć się jej poleceniom. Fakt, że to ona nagrała mi Alicję, czynił z niej kogoś w rodzaju mojej sutenerki. Oboje rozumieliśmy to bez słów – i oboje byliśmy tym podekscytowani.
Widząc, jak Monika odnajduje się w nowej roli, przeczuwałem że nie będzie chciała się zatrzymywać. I faktycznie, kilka tygodni później zaproponowała, żebym spotkał się z Bożeną. Potem z Magdą. A potem już poszło.
Nigdy do końca nie zrozumiałem, jak znajdywała mi klientki. Zapytałem ją kiedyś o to, ale zbyła mnie triumfalnym uśmiechem i komentarzem, żebym skupił się na swojej pracy. Musiała mieć dar wyczuwania potrzeb innych kobiet i cierpliwego kierowania rozmową, aż do momentu, w którym mogła wyjść ze swoją niemoralną propozycją. Tak przynajmniej zgadywałem. Jakkolwiek to robiła, robiła to dobrze i nie mogłem na to narzekać.
W tamtym czasie stałem się profesjonalistą. Wróciłem do pływania, ograniczyłem używki, okazjonalnie biegałem i chodziłem na siłownię. Czułem się w obowiązku, by nie zawieść moich klientek, a przyznaję, że nie wszystkie wywoływały we mnie szalone podniecenie. Wtedy też zacząłem korzystać z dobrodziejstw współczesnej farmakologii i z pewnym zdziwieniem odkryłem, że cudowne męskie tabletki działają nie tylko w reklamach. Próbowałem różnych środków, ostatecznie przekonując się do klasycznej i niezawodnej opcji na receptę. Znajomy lekarz zapewnił mi bezpieczny zapas. Pigułka przed umówionym spotkaniem stała się dla mnie czymś tak oczywistym jak umycie zębów.
Z końcem semestru rzuciłem pracę na uczelni. Z dorywczych zleceń zrezygnowałem już wcześniej. Miałem pieniądze i potrzebowałem czasu na nową pracę. Klientki nie zadowalały się 15-minutowymi wizytami. Znajomym mówiłem, że szczęśliwie złapałem duży kontrakt na tłumaczenia z pewną wielką firmą, niestety jego częścią była pełna poufność. Nie szastałem forsą, więc nikt nie zwracał na to większej uwagi.
Z czasem wypracowałem zestaw zasad bezpieczeństwa. Bezwzględnie trzymam się ich od czasu Beaty. No więc może najpierw o Beacie.
Miała zrobione cycki i męża przedsiębiorcę w branży budowlanej. Rozgadana, energiczna i bezpośrednia blondynka już na spotkaniu informacyjno-zapoznawczym zaproponowała, żebyśmy od razu poszli do hotelu. Ubrania zaczęła zrzucać, gdy tylko trzasnęły za nami drzwi do pokoju. Zanim zdążyłem wspomnieć o masażu, stała przede mną zupełnie naga.
– Chodź, umyjesz mi plecy – pociągnęła mnie za rękę do łazienki.
Opalone na brązowo ciało wskazywało, że sporą część roku spędza na wakacjach po cieplejszej stronie świata. Tylko na piersiach i pupie odcinały się białe trójkąty po bikini. Gdy pod prysznicem odwróciła się do mnie tyłem, pozwalając mydlić sobie plecy, wyglądała na dwadzieścia lat młodszą niż w rzeczywistości. Jasne było, że bardzo o siebie dbała i bardzo chciała, żeby ktoś to odpowiednio docenił.
W łóżku, w przeciwieństwie do większości klientek, Beata nie musiała się przełamywać, ani oswajać z niecodzienną sytuacją. Przyjęła mnie, jakbyśmy byli starymi kochankami. Gdy była na dole, wpijała się we mnie całą sobą, gdy była na górze, ujeżdżała mnie wściekle, bezbłędnie wyczuwając wspólny rytm. Przy pierwszej możliwej okazji pogryzła mi ramiona i podrapała do krwi długimi paznokciami. Stało się to jej podpisem – robiła to zawzięcie na każdym spotkaniu.
Dała mi tylko dzień przerwy i zadzwoniła ponownie. Pieniądze najwyraźniej nie były dla niej problemem. Wydawało się, że przez lata nagromadziła ogromny zapas energii i nie uda mi się go szybko wyładować.
Starałem się zachować profesjonalizm, ale przyznaję, że na początku byłem zachwycony. Seks z nią był dobry, nawet bardzo dobry, a ja znajdywałem prawdziwą przyjemność w pracy. Tak naprawdę nie potrzebowałem przy niej swoich pigułek, choć i tak brałem je dla zasady.
Ostrzegawcza lampka zapaliła mi się, gdy po całodniowej sesji w hotelu zadzwoniła wieczorem, żebym przyjechał do niej do domu jeszcze na szybki numerek. Otworzyła drzwi w szlafroku, który zrzuciła natychmiast w drodze do kuchni. Była pijana. Oparła się na blacie, wypinając przede mną tyłek i rozciągając szeroko dłońmi pośladki.
Po wcale nie tak szybkim numerku, nalegała, żebym został na noc. Gdy odmówiłem, zaczęła mnie błagać, potem wyzywać, potem płakać, a potem znów wyzywać. Byłem „kurwą”, „śmieciem”, „cwelem” i „szmatą, którą zniszczy”. Powiedziałem, żeby więcej nie piła i wyszedłem.
Następnego dnia zadzwoniła z przeprosinami. Mówiła, że nie wie, co w nią wstąpiło, że to oczywiście alkohol, że miała ciężki okres i musiała się na kimś wyładować, choć oczywiście to straszne, że zrobiła to akurat na mnie. Że wynajęła już na wieczór ładne mieszkanie i że mi to wynagrodzi.
Nie podobało mi się coś w jej tonie i zupełnie nie miałem ochoty jechać wieczorem do wynajętego ładnego mieszkania. Przypomniałem sobie jednak, że w końcu to moja praca, a nawet najlepsza praca nie codziennie sprawia przyjemność i czasem trzeba się do niej zmusić. Poprosiłem o adres.
Rzuciła się na mnie od wejścia, na przemian całując i przepraszając.
– Ja taka nie jestem, przecież wiesz, przecież mnie znasz! Nie wyrzucaj mnie, nie przekreślaj tego wszystkiego co jest między nami! Musisz mi wybaczyć, byłam taka głupia, czasem jestem taka głupia, głupiutka, ale to nic nie znaczy… – wyrzucała z siebie pospiesznie kolejne słowa.
To wszystko było niezręczne. Szczególnie w kontekście naszej – nazwijmy to w ten sposób – zawodowej relacji.
– Daj spokój. Nie ma sprawy – przerwałem jej i pociągnąłem za rękę do wielkiego łóżka, chcąc uciąć ten krępujący wywód.
Rozpromieniła się jak dziecko i obejmując mnie rękami w pościeli, zaczęła całować po twarzy i szyi.
– Dziękuję, dziękuję, wiedziałam, że zrozumiesz!
Seks był jeszcze lepszy niż zwykle z Beatą. Wypuściłem z siebie całą frustrację, a ona radośnie mi się poddała. Straciłem swoje profesjonalne opanowanie. Pieprzyłem ją brutalnie, dla własnej przyjemności, biorąc od tyłu rozłożoną na brzuchu unieruchomioną lalkę. Nie wstrzymywałem się z dochodzeniem, nie czekałem na jej orgazmy. Beatę to tylko nakręcało. Szczytowała raz za razem, krzycząc z twarzą wciśniętą w materac.
Kiedy się obudziłem, było już zupełnie ciemno. Zasnąłem wyczerpany, co mi się do tej pory nie zdarzało w pracy. Beata leżała z głową na mojej piersi. Instynktownie wyczuła, że już nie śpię.
– Wiesz, coś ci muszę powiedzieć. Mam dla ciebie niespodziankę. A nawet dwie.
– Mhm.
– Rozwodzę się. Powiedziałam już Waldkowi.
Waldkowi, czyli oczywiście mężowi, królowi budowlanki.
– Co powiedziałaś Waldkowi? – na wpół jeszcze śpiący, nie do końca zrozumiałem znaczenie jej słów.
– Powiedziałam mu o nas. O tobie i mnie. Wściekł się, ale nie ma wyboru. Możemy być teraz naprawdę razem. Nie musimy się już ukrywać.
– Co? – wydusiłem.
– Na początek gdzieś wyjedziemy. To jest druga niespodzianka. Zarezerwowałam na piątek bilety na Malediwy. Musisz mi jeszcze podać swoje dane i numer paszportu. Dwa tygodnie, tylko ty i ja. Nikt nam nie będzie…
– Beata!
Usiadłem, strącając z siebie jej głowę.
– Beata, chyba doszło do jakiegoś nieporozumienia…
– O co ci chodzi?
– My nie jesteśmy i nie będziemy razem. To, co robimy… to wszystko dzisiaj i wczoraj i wcześniej to… to jest moja praca. Jesteś moją klientką, rozumiesz? Przecież wyjaśniliśmy to sobie na początku… Mam wiele klientek i…
– Czyli chodzi ci o pieniądze? – uśmiechnęła się pobłażliwie. – O pieniądze się nie martw. Będziesz miał tyle, ile będziesz chciał. Najlepsze hotele, najlepsze restauracje, najlepsze ciuchy, tylko mi powiedz. Nie będziesz już musiał brać od tych swoich kurew.
Pomyślałem, że określenie „kurwy” nie pasuje w tej sytuacji akurat do moich klientek. Uznałem jednak, że nie będę się o to sprzeczał.
– Beata, stop. To się nie wydarzy – wstałem i zacząłem się ubierać. – Coś ci się pomyliło. Ty mi płacisz za seks, ja ci go dostarczam i tyle. Na tym to polegało od początku i na tym to polega teraz…
Chwila ciszy.
– Nie mówisz poważnie?
– Mówię poważnie.
Znów cisza. Skończyłem ubieranie i ruszyłem do wyjścia, chcąc jak najszybciej opuścić mieszkanie. Wyskoczyła z łóżka zupełnie naga i kołysząc zrobionymi cyckami i stanęła między mną a drzwiami.
– Ty chuju. Ty gnoju. Myślisz, że możesz ze mną w ten sposób? Kim ty, kurwa, jesteś? Kim ty, kurwa, myślisz, że jesteś? No odpowiedz!
Nie odpowiedziałem. Złapałem ją za ramiona i popchnąłem na podłogę. Upadła i zszokowana uderzeniem o parkiet, umilkła. Rzuciłem się do drzwi. Gdy zbiegałem po schodach, słyszałem wiązankę bluzgów ciągnącą się za mną po klatce.
Przez całą noc i większość następnego dnia do mnie dzwoniła. W sumie kilkadziesiąt razy. Wyciszyłem telefon, nie czytałem przychodzących co chwila wiadomości. Po południu przestała. Wieczorem zobaczyłem na ekranie połączenie z nieznanego numeru.
– Halo?
– Skurwysynu, znajdę cię i zapierdolę – męski głos nie przedstawił się, ale od razu wiedziałem, że to Waldek. – Upierdolę ci fiuta, upierdolę ci jaja i zakopię w lesie…
Rozłączyłem się. Wszedłem w wiadomości od Beaty. W potoku naprzemiennych wyzwisk i błagań znalazłem tę jedną: „Dałam twój numer Waldkowi. Kazał mi. Przepraszam”. A zaraz kolejną: „Powiedziałam mu o tobie wszystko. Mam nadzieję, że cię zajebie”. Dalej nie czytałem.
Co mogła o mnie wiedzieć? Raczej niewiele. Nie mówiłem jej o sobie prawie niczego, a na pewno nie tego, gdzie mieszkam, jakim samochodem jeżdżę, z kim się przyjaźnię. Nie brałem poważnie szaleńczych gróźb zdradzonego męża. To było tylko prężenie chuja… z drugiej strony wiedziałem o Waldku tyle, że miał kupę kasy i kontakty z półświatkiem. Połączenie tych dwóch rzeczy dawało mu pewne możliwości, których mogłem sobie w tym momencie nie uświadamiać.
Niewiele myśląc, zadzwoniłem do Moniki. To ona nagrała mi Beatę, choć nie miałem pojęcia, jak dobrze i skąd się znają. Ostatecznie jednak to właśnie w takich chyba momentach dziwka powinna zwracać się do sutenera.
Nie odebrała, ale oddzwoniła po dwudziestu minutach.
– No?
Po jednej sylabie wiedziałem, że jest wkurwiona. Umowa była jasna: tylko ona miała prawo do mnie dzwonić.
– Monika, musisz mi pomóc – rzuciłem bez zbędnych wstępów. Wyłożyłem jej w skrócie moją sytuację. Wydawała się szczerze rozbawiona.
– Sorry kochanie, ale musisz sobie poradzić sam – Monika najwyraźniej nie miała ochoty wchodzić zbyt głęboko w rolę sutenerki.
No więc poradziłem. Zablokowałem numery Beaty i Waldka. To na początek. Przez internet kupiłem nową, czystą kartę SIM. Tylko do kontaktów służbowych. Podałem nowy namiar wszystkim klientkom, z wyjątkiem dwóch, które wydały mi się niebezpiecznie podobne do Beaty. A potem wprowadziłem sztywne zasady, które próbowałem ustalić już od jakiegoś czasu, ale do tej pory bez szczególnej konsekwencji. Trzymam się ich do dzisiaj.
Po pierwsze, żadnego wspólnego spania. Spotkanie trwa tak długo, jak życzy sobie klientka, ale nie ma opcji, żebym zostawał na noc. Po drugie, maks dwa spotkania w miesiącu. Widzenie się co chwilę kategorycznie odpada. Miałem już na tyle duże portfolio, żeby móc sobie na to pozwolić. Wreszcie, po trzecie, nie ma domowych wizyt. Tylko hotele i wynajęte mieszkania. Wyjątkiem, jak zawsze, została Monika.
Monika, no właśnie. Mógłbym długo opowiadać o klientkach, ale zrobię to innym razem. Teraz Monika.
Wspominałem już, że w miarę jak się profesjonalizowałem traciła zainteresowanie seksem ze mną, za to zyskiwała zainteresowanie tym, co robię w pracy? Tak właśnie było. Chciała słuchać moich dokładnych relacji nie tylko o Alicji, ale też o kolejnych kobietach, które mi załatwiała. Na naszych spotkaniach coraz częściej w ogóle nie chciała się pieprzyć. Rozkładała się w łóżku lub w wannie, a mi kazała siadać obok i opowiadać. Zaspokajała się sama, długo i wielokrotnie, na moich oczach. Doprowadzała mnie do szaleństwa. Patrzyłem jak zahipnotyzowany na jej palce wsuwające się w mięsiste wargi kilkadziesiąt centymetrów ode mnie. Gdy któregoś razu nie mogłem wytrzymać i nachyliłem się do jej ud, bezceremonialne odepchnęła moją głowę.
– Co ty robisz? Powiedziałam, że tego chcę? Przestań.
Sprawiało jej to przyjemność. Zdałem sobie sprawę, że jest bardziej popierdolona ode mnie.
Tymczasem ja coraz bardziej jej pożądałem. Wiedziałem, że proponowanie seksu z mojej strony będzie przeciwskuteczne. Musiałem czekać, aż sama mnie do siebie dopuści. Robiła to raz na kilka miesięcy, akurat gdy traciłem nadzieję, że kiedykolwiek będę mógł jej jeszcze dotknąć. Wariowałem wtedy z podniecenia. W długich przerwach pomiędzy tymi okazjami fantazjowałem o niej podczas seksu z klientkami i wieczorami, gdy masturbowałem się w swoim mieszkaniu. O jej dużych, ciężko zwisających piersiach, zadbanej dłoni zabawiającej się ciemnobordową cipką, jej zapachu kobiecego potu zmieszanego ze słodkimi, jakby brzoskwiniowymi perfumami.
Przy czwartej czy piątej klientce przestała mi płacić. Zarabiać miałem z innymi, z nią spotkania były za darmo. Powiedziała, że i tak powinienem się cieszyć, że nie każe odpalać mi działki. Nie była to do końca prawda. Działką były moje opowieści. Czasem nie chciała się nawet spotykać. Polecała spisywać mi dokładne relacje o moich stosunkach z klientkami i wysyłać jej na skrzynkę. Dziś mam na dysku ponad sto takich plików.
Domyślałem się, że w którymś momencie same słowa jej nie wystarczą. I tak się stało.
– Nagrasz to dla mnie, najlepiej z dwóch różnych ujęć. I w porządnej jakości. Sprytny jesteś, ogarniesz tak, żeby było dobrze.
Perwersyjnie za swoją ofiarę wybrała Renatę, najstarszą z moich ówczesnych klientek. Renata była po sześćdziesiątce i choć całkiem o siebie dbała, czas odcisnął na jej ciele niezaprzeczalne ślady. Z początku nieśmiała, po kilku razach obudziła w sobie dzikie żądze – jak się okazało, wcale nie tak głęboko ukryte. Spotkania z nią były jednymi z najdłuższych. Nie chciała mi odpuścić nawet po tym, jak doszła już pięć albo sześć razy. Najbardziej lubiła, kiedy biorę ją od tyłu. Od tyłu, to znaczy od tyłu. W dupę, mówiąc wprost. Monika oczywiście dobrze o tym wiedziała.
Nie potrafiłem odmówić. Nagranie wymagało specjalnej procedury. To ja musiałem wynająć mieszkanie i wcześniej je przygotować. Bez większego trudu znalazłem w internecie dobrej jakości kamery ukryte w nocnych lampkach. Nie były tanie, ale ja też nie narzekałem na brak pieniędzy. Zresztą za to mogłem akurat wystawić specjalny rachunek Monice.
Renata nie miała żadnych podejrzeń, gdy zaproponowałem, że wyjątkowo to ja wybiorę lokal. Mijało akurat pół roku od pierwszego spotkania i powiedziałem jej, że to prezent od firmy. W odpowiedzi przysłała mi wiadomość z uśmieszkiem.
Jedną lampkę ustawiłem na regale dokładnie naprzeciw łóżka, drugą – dla bliskiego planu – na nocnej szafce. Trzy razy sprawdziłem baterie i ustawienia. Sprzęt był wysokiej klasy, nie było mowy o wpadce. Jeszcze standardowa tabletka i byłem gotowy.
Przyszła odstawiona jak zwykle: gruba warstwa makijażu, kręcone blond włosy prosto od fryzjera, biała sukienka do kolan, ściśnięta na sporym brzuszku szerokim, skórzanym paskiem ze złotą klamrą. Dekolt był dyskretny, ale wtajemniczonym przypominał, że Renata obdarzona została piersiami w rozmiarze powyżej litery D. Całkiem stylowo, doceniałem, że się stara. Do tego buty na obcasie i brązowe pończochy, które zaczęła zakładać, od kiedy znowu odnalazła w sobie kobiecość.
Wiedziałem, że Monika potrzebuje przedstawienia. Pocałowałem Renatę na powitanie i sam usiadłem na łóżku.
– Dzisiaj jest specjalna okazja, więc mam specjalną propozycję. Zrobisz coś, o co cię poproszę?
– Tak? – uśmiechnęła się zalotnie. Było jasne, że zrobi.
– Zatańczysz dla mnie? Chcę zobaczyć, jak robisz prawdziwy striptiz.
Zmieszała się i spuściła wzrok jak nastolatka. Ale tylko na chwilę.
– W sensie mam zatańczyć i… się rozebrać?
– Dokładnie tak. Byle nie za szybko. Powoli i seksownie.
– Dobra.
Uśmiechała się figlarnie. Pomysł wyraźnie jej się spodobał. Włączyłem głośnik i puściłem muzykę, stary, francuski kawałek z gatunku tych pościelowych. Miałem przygotowaną ich całą listę.
– Stań tutaj – wskazałem miejsce dokładnie pomiędzy mną, a kamerą na regale.
Zaczęła nieporadnie, przesuwając nieśmiało rękami po biodrach i udach. Uginała i prostowała kolana, próbując złapać rytm umykającej jej wciąż muzyki. Złapała go przy drugim refrenie. Być może przypomniała sobie coś, co widziała na jakimś filmie, albo na moment uwierzyła, że znów jest dwudziestolatką. Gwałtownie pochyliła się do przodu, ścisnęła dłońmi piersi i zakołysała pupą wprost do nagrywającej ją lampki. Patrząc mi w oczy, włożyła palec głęboko do ust, a potem przesunęła nim po szyi. I dalej, pomału, wzdłuż wyraźnej kreski jej powiększonego w tej pozycji dekoltu. Była lepsza niż się spodziewałem.
Drugą piosenkę zatańczyła tyłem, raz za razem wysuwając w moją stronę pośladki. Unosiła sukienkę, ale tylko na tyle, żeby pokazać mały kawałek uda ponad pończochą. Aż za dobrze zrozumiała, że ma się nie spieszyć. Ruchy miała płynne i rytmiczne. Pomyślałem, że w zwyczajnych warunkach musi nieźle tańczyć, choć byłem pewny, że striptiz robi pierwszy raz w życiu. Byłem wniebowzięty.
Przy trzecim kawałku zaczęła się rozbierać. Odpięty pasek rzuciła w moim kierunku. Gdy przeszła do sukienki, chwilę męczyła się z zapięciem na plecach, ale nie mogło to zepsuć spektaklu. Zsunęła ją powoli, zatrzymując się na dłuższe chwile przy odsłanianiu ramion i piersi. Wreszcie sukienka spadła na podłogę, a ona stanęła przede mną – i przed kamerą – tylko w czarnej, koronkowej bieliźnie i ciemnobrązowych pończochach. Kupiła nowy komplet. Nad kilkoma fałdami brzucha stanik typu pushup eksponował jej wielkie piersi. Koronka była delikatna i prześwitująca. Widać było przez nią wygolony wzgórek łonowy i duże, ciemne plamy sutków.
Gdy piosenka się skończyła, ona także się zatrzymała. Patrzyła na mnie pytająco, jakby niepewna, czy w tym momencie powinna już kończyć.
– Śmiało. Zostaw tylko pończochy.
Podłapała natychmiast kolejną melodię. Gdy zdejmowała stanik, odwróciła się do mnie plecami. Podobało mi się, że chciała się w ten sposób drażnić. A jeszcze bardziej podobało mi się, że Monika będzie zachwycona oglądając tę samą scenę z przeciwnej perspektywy. Zsuwanie majtek było już przeznaczone tylko dla mnie. Zrobiła to głęboko pochylona, z tyłkiem wypiętym tuż przed moją twarzą. Gdy majtki znalazły się na podłodze, rozchyliła pośladki, jasno zachęcając, żebym zaspokoił ją w sposób, który lubi najbardziej.
Kiedy wyszła dobre trzy godziny później, byłem wycieńczony. Dałem z siebie wszystko. Myśl o tym, że Monika będzie na to patrzeć, podniecała mnie jak cholera. A przy tym bardzo zależało mi na tym, żeby była zadowolona z tego, co zobaczy.
Orgazmy analne Renaty, od kiedy tylko wspólnie odkryliśmy tę funkcjonalność jej ciała, były prawdziwym widowiskiem. Uwielbiałem ją do nich doprowadzać. Wpadała cała we drgawki, zadzierała głowę i wydawała z siebie przeszywający, wysoki skowyt. Brzmiała wtedy jak histerycznie wrzeszcząca dziewczynka. Osiągnięcie tego efektu wymagało przed penetracją długich przygotowań za pomocą języka i palca, ale miałem to z nią opracowane do perfekcji. Zadbałem, żeby dyskretne oko kamery mogło dokładnie zarejestrować każdy szczegół. Renata dochodziła w drgawkach, wyjąc prosto do obiektywu.
Monika rzeczywiście była zachwycona.
Zapach chloru mnie uspokajał. Skończyłem zaplanowany na dziś trening i odpoczywałem na plastikowym leżaku. Basen o tej porze był zupełnie pusty. Naszła mnie ochota, żeby przed pójściem na saunę zrobić jeszcze kilka luźnych długości.
Miałem się właśnie podnieść, kiedy leżący na ręczniku telefon zawibrował. Spojrzałem na ekran. Wiadomość z nowego numeru.
„Dzień dobry, chciałabym skorzystać z usług. Mam nietypowe zamówienie. Możemy się spotkać? Pozdrawiam, Gosia”.
W porządku, Gosiu. Zobaczymy, co da się zrobić.
Nuwandadwa
Jak Ci się podobało?