Karty na stole

4 sierpnia 2026

23 min

Poniższy tekst znajduje się w poczekalni!

To również opowiadanie napisane kilka lat temu. Tym razem, mam nadzieję, jest w nim mniej "typowo tartacznych momentów", a więcej erotyzmu, napięcia i gry między bohaterami. Nie wiem, czy przez to spodoba się wszystkim, ale przecież nie to jest najważniejszym celem :) Jak zawsze chętnie poznam Wasze opinie.

Nina od początku wiedziała, że ta noc będzie inna.

Nie dlatego, że wynajęty na weekend dom stał na skraju lasu, daleko od sąsiadów, a ogromne okna salonu wychodziły na czarną taflę jeziora. Nie przez butelkę prosecco chłodzącą się w kuchni ani przez kominek, który Tomasz rozpalił zaraz po przyjeździe. Powodem była niewielka granatowa szkatułka leżąca na środku stołu.

W środku znajdowały się karty.

Miała dwadzieścia siedem lat, Jan — dwadzieścia dziewięć. Od czterech byli małżeństwem. Znała chód męża, wszystkie odmiany uśmiechu i tę ledwie widoczną zmarszczkę między brwiami, która pojawiała się, kiedy usiłował udawać spokój. Teraz także ją dostrzegała. Rozstawiał kieliszki z przesadną starannością, choć jeszcze niczego do nich nie nalewał.

Emilia i Tomasz przyjechali chwilę wcześniej. Obie pary znały się od kilku lat, ale dopiero w ostatnich miesiącach ich przyjaźń nabrała nowego, niepokojąco przyjemnego odcienia. Zaczęło się od żartów przy kolacji, potem od dłuższych spojrzeń podczas wspólnego wyjazdu, wreszcie od rozmowy na grupowym czacie, której żadne z nich nie próbowało obrócić w dowcip.

Pomysł na talię należał do Emilii.

— Nadal możemy po prostu ugotować kolację, wypić po kieliszku i pójść spać — powiedziała teraz, siadając przy stole.

Mówiła lekko, bez prowokacji. Miała dwadzieścia osiem lat, ciemne włosy kończące się tuż nad ramionami i sylwetkę, która łączyła smukłą talię z miękką linią bioder. Butelkowozielona bluzka układała się w luźne fałdy na piersiach, a czarna spódnica kończyła się nad kolanem. Gdy sięgnęła po szkatułkę, materiał bluzki rozsunął się na moment i odsłonił wąski fragment koronkowego stanika w podobnym kolorze.

Jan zauważył koronkę od razu. Nina również.

Zamiast zazdrości poczuła ukłucie ciekawości. Przyłapany mąż spojrzał na nią bez poczucia winy. Odnalazła w tym spojrzeniu pytanie, na które odpowiedzieli sobie już wcześniej, leżąc obok siebie w ciemnej sypialni.

Chcieli sprawdzić, jak daleko sięga ich zaufanie.

Zdjęła krótki wełniany płaszcz. Pod nim miała czarną sukienkę z miękkiej dzianiny, prostą z przodu i wyciętą głębiej na plecach. Sięgała kilka centymetrów nad kolana, podkreślając pełne biodra i zaokrąglone pośladki. Kiedy odwróciła się, by zawiesić płaszcz, dolna krawędź sukienki przesunęła się nieco wyżej. Nad czarną pończochą na moment odsłonił się pas nagiej skóry i zapięcie cienkiego paska.

Tomasz urwał zdanie w połowie.

Odwróciła głowę. Trzydziestolatek o szerokich ramionach nie próbował udawać, że niczego nie zobaczył. Uśmiechnął się tylko, powoli i bezczelnie, lecz pozostał na miejscu.

To właśnie spodobało jej się najbardziej.

Jan wskazał szkatułkę.

— Najpierw zasady.

Usiedli we czworo. Granatowa szkatułka pozostała zamknięta. Rozmowę odbyli na trzeźwo, bez pośpiechu i bez licytowania się odwagą. Karty miały być propozycjami, nie poleceniami. Każde z nich mogło w dowolnej chwili powiedzieć „zmieniamy rozdanie”, a wtedy gra kończyła się natychmiast, bez tłumaczeń i obrażania się. Bez zdjęć. Bez wychodzenia poza dom. Bez rozdzielania się w sposób, który pozostawiałby kogokolwiek samotnego i niepewnego.

Najważniejsza była jednak decyzja, czy naprawdę zaczynają.

Tomasz położył otwartą dłoń na stole.

— Wchodzę w to.

Emilia dołączyła, kładąc dłoń na ręce męża.

— Ja też.

Nina poczuła, jak serce przyspiesza. Spojrzała na męża. Nie potrzebowała kolejnej rozmowy w cztery oczy; odbyli już dwie przed wyjazdem. Położyła dłoń obok ręki Emilii; Jan dołączył jako ostatni.

Cztery ręce spotkały się pośrodku stołu.

— Karty na stół — powiedziała Nina.

Dopiero wtedy otworzyli prosecco.

Kolację przygotowali wspólnie. Jan kroił warzywa, Emilia mieszała sos, a Tomasz zajął się makaronem. Nina krążyła między nimi z talerzami, raz po raz czując, że ktoś ją obserwuje. Mąż patrzył ciepło, głodnie i z dumą. Tomasz przyglądał się uważniej, jakby dopiero uczył się kształtu jej ciała i chciał zapamiętać, jak sukienka napinała się na biodrach.

Nina zauważyła zainteresowanie przyjaciółki, gdy Jan sięgnął na górną półkę po misę. Koszula i podkoszulek podciągnęły się, odsłaniając fragment brzucha. Emilia oparła biodro o blat i bez skrępowania przyglądała się nagiej skórze.

To powinno zaboleć.

Zamiast tego poczuła dreszcz. W zwykły piątkowy wieczór taki widok utkwiłby w niej jak drzazga. Teraz wszystko zostało wyłożone na stół: intencje, granice i ciekawość. Mogła przyjąć to zainteresowanie bez zastanawiania się, czy oznacza ono zdradę, tajemnicę albo zagrożenie. Było częścią wspólnie wybranej gry.


Po kolacji przenieśli się przed kominek. Nina zajęła z Janem kanapę, Emilia i Tomasz — fotele naprzeciwko. Tomasz zgasił górne światło; pozostały lampa przy kanapie i pomarańczowe refleksy ognia. Emilia otworzyła szkatułkę.

Talia nie zawierała dosłownych poleceń. Każda karta proponowała gest, pytanie albo niewielką zmianę układu między nimi. Pierwsza trafiła do Jana.

— „Powiedz osobie siedzącej naprzeciwko, co zauważyłeś w niej jako pierwsze” — przeczytał.

Naprzeciwko siedziała Emilia.

Odłożył kartę na stolik.

— Sposób, w jaki patrzysz ludziom prosto w oczy — powiedział. — Nawet kiedy się z nimi nie zgadzasz.

— Myślałam, że powiesz coś o bluzce.

— Bluzkę zauważyłem później.

Roześmiała się, a na policzki wypłynął delikatny rumieniec. Nina znała męża jako człowieka dowcipnego, lecz ostrożnego w komplementach kierowanych do innych kobiet. Teraz odkrywała w tym spokoju coś nowego i intrygującego.

Kolejna karta przypadła Ninie.

— „Zamień się miejscem z wybraną osobą”.

Zamiana z mężem byłaby najłatwiejsza. Zamiast tego wstała, wygładziła sukienkę na biodrach i zatrzymała się przed Tomaszem. Kiedy podniósł się z fotela, wskazała miejsce obok Jana.

— Ty siadasz na kanapie.

Zajął wskazane miejsce, a ona usiadła w zwolnionym fotelu. Znalazła się naprzeciw obu mężczyzn. Świadomość, że skupia uwagę całej trójki, sprawiała niespodziewaną przyjemność. Założyła nogę na nogę. Sukienka podsunęła się, odsłaniając koronkowy brzeg pończochy.

Nie poprawiła materiału.

Jan przesunął kciukiem po dolnej wardze — znała ten gest od lat. Nie miał wątpliwości, że odsłoniła pończochę celowo. Powolny uśmiech Tomasza mówił, że także odczytał zaproszenie.

Gra toczyła się powoli. Jedna karta pozwoliła Tomaszowi wybrać muzykę, kolejna — Emilii zadać dowolnej osobie pytanie wymagające szczerej odpowiedzi.

— Nina, co podoba ci się w tym, jak Tomasz na ciebie patrzy?

W salonie zapadła cisza. Nie spuściła oczu.

— To, że niczego nie udaje. I że czeka, aż sama zdecyduję, co mu pokażę.

Oparł łokcie na kolanach i spoważniał. Napięcie między nimi stało się tak wyraźne, że poczuła je niemal jak dotyk.

Mąż śledził tę wymianę bez drgnięcia.

Kolejna karta należała do Tomasza.

— „Poproś do tańca osobę, z którą dotąd nie tańczyłeś”.

— Trudny wybór — mruknął, podnosząc się.

Podszedł do fotela.

Nie wyciągnął ręki od razu. Stanął przed nią i poczekał. Sama podała dłoń i wstała z jego pomocą.

Muzyka płynęła spokojnie, zupełnie nie w rytmie jej pulsu. Początkowo objął ją niemal formalnie: jedną dłoń położył na wysokości łopatki, drugą zamknął wokół palców. Czuła bijące od niego ciepło oraz zapach mydła zmieszany z dymem z kominka. Po kilku krokach sama opuściła ich splecione ręce.

To wystarczyło.

Przesunął dłoń z łopatki na talię, lecz nie przyciągnął jej mocniej. To ona zmniejszyła dystans. Oparła rękę na szerokim ramieniu i kołysała się w rytm muzyki. Ich biodra muskały się przy każdym obrocie.

Ponad ramieniem widziała Jana.

Emilia przesiadła się do niego na kanapę. Ich kolana prawie się stykały. Nina dostrzegła na twarzy męża skupienie, cień zazdrości i zachwyt, którego od dawna nie okazywał tak otwarcie. Jakby dopiero cudze zainteresowanie przypomniało mu, że żona jednym ruchem bioder potrafi przyciągnąć wszystkie spojrzenia.

Przy obrocie sukienka zafalowała. Dłoń Tomasza zsunęła się nieco niżej, ale zatrzymała tuż nad biodrem. Przysunęła się bliżej.

Kiedy utwór się skończył, nie wypuścił jej natychmiast. Uniosła twarz. Przez sekundę dzieliło ich kilka centymetrów. Potem uśmiechnęła się i odsunęła, wracając na fotel. Tomasz zajął ten, który zwolniła Emilia.

Jan wylosował następną kartę.

— „Oddaj jeden element stroju osobie wybranej przez partnera”.

Wszyscy spojrzeli na Ninę.

To ona wskazywała odbiorcę; decyzję podjęła niemal od razu.

— Zdejmij krawat i daj go Emilii.

Jan poluzował węzeł. Przyjaciółka patrzyła, jak materiał wysuwa się spod kołnierzyka. Kiedy podał jej krawat, przeciągnęła jedwab między palcami, a potem zawiesiła go sobie luźno na szyi.

— Pasuje?

— Bardziej, niż powinien.

Roześmiała się i zostawiła jeden koniec krawata między piersiami.

Zazdrość ukłuła mocniej niż wcześniej.

Nie była nieprzyjemna. Przypominała chłodne powietrze wpadające do nagrzanego pokoju — budziła wszystkie zmysły. Obserwując męża i przyjaciółkę, odkrywała, jak znajome gesty zmieniają znaczenie, gdy kieruje się je ku innej kobiecie. Na co dzień Jan okazywał jej zainteresowanie ze swobodą wynikającą z tysięcy wspólnych wieczorów; teraz zachowywał większą ostrożność. Ta różnica nie odbierała im bliskości. Sprawiała, że ta chwila stawała się czymś nowym.

Następną kartę wyciągnął Tomasz.

— „Wskaż element czyjegoś stroju, którego najbardziej chciałbyś dziś dotknąć”.

Nie odpowiedział od razu. Przez chwilę rozważał wybór, lecz ostatecznie skupił się na odsłoniętym brzegu pończochy Niny.

— Podwiązka.

Słowo, wypowiedziane bez uśmiechu, zabrzmiało poważniej, niż sugerowała karta. Poczuła gorąco na karku. Mogła poprawić sukienkę i przerwać tę chwilę. Zamiast tego wsunęła dwa palce pod dzianinę, uniosła materiał nieco wyżej i pokazała niewielkie zapięcie łączące pasek z pończochą.

Patrzył tylko kilka sekund. Nie pochylił się ani nie wyciągnął ręki. Ta powściągliwość działała mocniej niż pośpieszny dotyk.

— Wystarczy?

— Na razie.

Opuściła materiał, nie zasłaniając jednak koronki całkowicie.

Emilia wyciągnęła kartę z propozycją, by poprosić kogoś spoza pary o poprawienie jednego elementu stroju. Dotknęła jedwabnego krawata między piersiami i zwróciła się do Jana.

— Skoro to twój krawat, chyba wiesz, jak powinien leżeć.

Przysunął się, rozluźnił węzeł, wyrównał oba końce i ułożył materiał przy kołnierzyku bluzki. Robił to powoli, uważając, by knykciami nie musnąć piersi. To ona pochyliła się bliżej. Zielona tkanina otarła się o grzbiet dłoni, a oddech obojga zmienił się w tej samej chwili.

Nina obserwowała męża. Znała te palce, lecz nigdy nie widziała w ich ruchach podobnej ostrożności. Zazdrość już nie kłuła; stała się napięciem rozpiętym między czworgiem ludzi, narastającym z każdym gestem.

Następną kartę przeczytała dwa razy.

— „Zadaj wybranej osobie pytanie, którego nie zadałabyś przy zwykłej kolacji”.

Odłożyła kartę i zwróciła się do Tomasza.

— Gdy tańczyliśmy, gdzie naprawdę chciałeś położyć dłoń?

Oparł przedramiona na kolanach.

— Na biodrze. Niżej, niż ją trzymałem.

— Dlaczego tego nie zrobiłeś?

— Bo chciałem zobaczyć, czy sama skrócisz dystans.

Odpowiedź spodobała jej się bardziej, niż zamierzała pokazać. Przesunęła się w fotelu i ponownie założyła nogę na nogę. Tym razem sukienka podsunęła się jeszcze wyżej. Zauważył ruch, lecz nie przerwał kontaktu wzrokowego.

Jan wylosował kartę z propozycją: przez pół minuty miał trzymać dłoń wybranej osoby, nie mówiąc ani słowa. Wybrał Emilię. Ujęła wyciągniętą rękę, a on przesunął kciukiem po wewnętrznej stronie nadgarstka ku palcom. Dotyk pozostawał niewinny, lecz cisza sprawiła, że wszyscy śledzili najdrobniejszy ruch. Po chwili obróciła dłoń i sama splotła z nim palce.

Nina zerknęła na Tomasza, siedzącego w drugim fotelu z kolanami rozstawionymi nieco szerzej niż wcześniej. Kiedy odpowiedział spojrzeniem, przesunęła palcem po widocznym zapięciu przy pończosze. Nie odsłoniła niczego więcej; obietnica wystarczała.

Wyciągnęli jeszcze kilka kart. Jedna proponowała wyszeptanie wybranej osobie krótkiego komplementu, inna — opisanie pierwszej fantazji, która pojawiła się po wejściu do domu. Odpowiedzi stawały się krótsze, a przerwy między nimi coraz dłuższe.

W końcu Emilia odłożyła talię na skraj stolika. Nikt nie ogłosił końca gry. Po prostu gesty zaczęły mówić więcej niż kolejne karty.

Nina wstała i podeszła do stołu, żeby nalać wody. Tomasz znalazł się obok. Nie wiedziała, czy podszedł po szklankę, czy za nią. Kiedy się odwróciła, stał tak blisko, że materiał sukienki otarł się o spodnie.

Ponad ramieniem widziała męża rozpartego na kanapie. Emilia siedziała obok, z krawatem nadal przewieszonym przez szyję, i szeptała mu do ucha.

Odstawiła szklankę.

Tomasz uniósł dłoń, lecz zatrzymał ją kilka centymetrów od twarzy Niny. Sama pokonała pozostałą odległość. Oparła policzek o palce i na moment zamknęła oczy. Potem odwróciła głowę i musnęła ustami wnętrze dłoni.

Pochylił się. Pierwszy pocałunek był krótki jak próba dźwięku przed koncertem. Cofnęła się o pół kroku, spojrzała na niego, a następnie chwyciła go za koszulę i ponownie przyciągnęła do siebie.

Drugi pocałunek nie był już próbą.

Smakował wodą i miętą. Kiedy objął ją w talii, wsunęła palce na kark i wyczuła napięte mięśnie. Z początku całował ostrożnie, po chwili coraz pewniej.

Mąż potrafił przewidzieć jej kolejny ruch. Tomasz musiał odczytywać reakcje na bieżąco, dlatego skupiał na niej całą uwagę.

Kiedy odsunęła usta, spojrzała na męża.

Jan stał już przy kanapie. Emilia opierała dłoń na jego piersi, lecz on patrzył na żonę. Nina odnalazła w tym spojrzeniu pytanie, które nie wymagało słów.

Uśmiechnęła się i skinęła głową.

Odpowiedział uśmiechem. Potem objął przyjaciółkę za kark i pocałował ją.

Nina przez chwilę tylko obserwowała. Znała profil męża, linię szczęki i charakterystyczne pochylenie głowy. Nowy był jedynie widok dłoni wsuniętej w ciemne włosy innej kobiety. Emilia przysunęła się bez wahania. Krawat zsunął się z szyi i opadł na dywan.

Tomasz stanął za Niną, nie zasłaniając drugiej pary. Ujął ją za biodra i przyciągnął do siebie. Przylgnęła plecami do torsu i oparła głowę na ramieniu. Oboje pozostali zwróceni ku kanapie.

— Jest piękna — powiedziała cicho.

— Twój mąż też robi wrażenie.

W odpowiedzi nie było rywalizacji. Odetchnęła swobodniej. Cztery osoby nie musiały tworzyć dwóch walczących par. Mogły pozostać sobą — ciekawe różnic i świadome więzi, które je łączyły.

Odwróciła się w jego ramionach.

— Chodź.


Nina zaprowadziła Tomasza do sypialni po lewej stronie korytarza. Kątem oka zobaczyła drugą parę kierującą się do pokoju po prawej. Drzwi obu sypialni pozostawili otwarte. Ustalili wcześniej, że będzie to znak, iż nikt nie zostaje odcięty od reszty, a nie zaproszenie do zaglądania. Od tej chwili każdy duet miał pozostać w swoim pokoju.

W sypialni paliła się mała lampka. Na łóżku leżała narzuta w kolorze piasku, a na stoliku stała woda. Zatrzymała się przy oknie. W szybie widziała własną sylwetkę i Tomasza stojącego kilka kroków dalej.

Sięgnęła do zamka sukienki.

Patrzył, ale nie podchodził. Rozpięła zamek do połowy, po czym odwróciła się do niego plecami. Ten gest był wystarczającym zaproszeniem. Poczuła palce na karku, potem powolny ruch suwaka. Sukienka rozluźniła się na ramionach.

Pod nią miała czarny komplet z miękkiej koronki. Stanik podkreślał pełne piersi, a wysoki pas do pończoch obejmował talię i prowadził wzrok ku krągłości bioder. Wybrała go razem z mężem. To on zapiął rano drobne haftki i powiedział, że będzie o nich myślał przez całą drogę.

Teraz patrzył na tę bieliznę ktoś inny.

Rozluźniła palce i sukienka opadła na podłogę. W odbiciu szyby zobaczyła, jak bierze głębszy oddech.

— Twój mąż ma dobry gust — powiedział.

— Komplet wybrałam ja. On tylko zatwierdził.

Uśmiechnął się.

— To brzmi bardziej wiarygodnie.

Odwróciła się, podeszła do niego i zaczęła rozpinać guziki koszuli. Nie spieszyła się. Chciała widzieć każdą zmianę na twarzy i czuć, że sama wyznacza tempo. Gdy rozchyliła materiał, przesunęła dłonie po odsłoniętej klatce piersiowej. Ujął ją za nagie ramiona.

Pocałowali się ponownie.

Z drugiego pokoju dobiegł cichy śmiech Emilii, a potem nieokreślony szmer. Przymknęła oczy. Wyobraziła sobie męża z przyjaciółką, zieloną koronkę i znajome dłonie uczące się obcych reakcji. Zazdrość wróciła, ale teraz miała w sobie także czułość.

Musnął ustami skroń, szyję i ramię. Odpowiedziała, przyciągając go bliżej.

Usiadła przed nim na łóżku i sama rozpięła koronkowy stanik. Nie zdjęła go od razu; zsunęła ramiączka i znieruchomiała, pozwalając się oglądać. Dopiero potem odłożyła go na krzesło; pas i pończochy pozostawiła na sobie.

Wyciągnął ku niej dłonie, lecz lekkim ruchem głowy dała znak, by zaczekał. Najpierw dokończyła rozpinanie koszuli, guzik po guziku, po czym zsunęła mu ją z ramion. Choć pod palcami czuła napięcie nieznanego ciała, stał zaskakująco nieruchomo i zdawał się na nią.

Ta cierpliwość podobała jej się bardziej, niż oczekiwała.

Pociągnęła go na łóżko i usiadła mu na kolanach. Pocałunek zaczął się wolno, lecz szybko zmieniła tempo. Kiedy objął ją mocniej w talii, cofnęła się o kilka centymetrów i spojrzała mu w oczy. Rozluźnił uścisk. Dopiero wtedy wróciła bliżej.

Przesunęła się z kolan na brzeg łóżka. Całował szyję, ramiona i skórę tuż nad koronkowym pasem, a ona nadal nadawała tempo, trzymając go za kark. Gdy przyspieszał, powstrzymywała go naciskiem palców; gdy chciała więcej, sama przybliżała biodra.

Zszedł niżej. Przy piersiach zatrzymał się dłużej, niż się spodziewała — brał sutek do ust, przytrzymywał, puszczał, wracał, aż oparła się na łokciach i straciła poczucie czasu. Następnie przesuwał usta wzdłuż żeber i brzucha, aż dotarł do koronkowej krawędzi pasa. Tam znieruchomiał i podniósł wzrok.

Pytał bez słów.

Odpowiedziała, unosząc biodra o kilka centymetrów.

Powoli zsunął figi z bioder i ostrożnie ściągnął je po nogach, pozostawiając pas i pończochy na miejscu. Odłożył bieliznę na krawędź materaca, ukląkł na dywanie i ułożył sobie jej nogi na ramionach. Potem przyciągnął Ninę do samego skraju łóżka.

Wciągnęła powietrze przez zęby.

Każdy dotyk był poszukiwaniem: wolniejszym, czasem mniej precyzyjnym, zawsze nieprzewidywalnym. Nie wiedziała, co wydarzy się za kilka sekund, i właśnie ta niewiedza spotęgowała napięcie do tego stopnia, że przez chwilę bała się zbyt szybkiego finału.

Kiedy odnalazł najczulsze miejsce, jęknęła tak głośno, że dźwięk poniósł się przez otwarte drzwi aż na korytarz.

Chwyciła go za włosy i lekko odsunęła. Nie z zawstydzenia — potrzebowała kilku sekund przerwy. Posłuchał natychmiast, oparł policzek o wewnętrzną stronę uda i czekał, oddychając nierówno tuż przy rozgrzanej skórze.

— Jeszcze — poprosiła, gdy odzyskała oddech.

Tyle wystarczyło. Wrócił do przerwanej pieszczoty, a ona zacisnęła palce na narzucie.

Kiedy napięcie wreszcie opadło, opuściła nogi i odsunęła się od krawędzi łóżka. Usiadła, uspokoiła oddech, a dopiero potem wstała i podeszła do okna. Nocna szyba odbijała dwie sylwetki. Stanął za nią; widziała czarny pas na własnej talii i nagi tors tuż za plecami, lecz nie to, co działo się po drugiej stronie korytarza.

Najmocniej działał właśnie brak pełnego obrazu. Nie wiedziała, czy mąż nadal całował Emilię, pomagał jej zdjąć bieliznę, czy może również się zatrzymał. Zamiast pozwolić wyobraźni zamienić ciekawość w lęk, ujęła Tomasza za rękę i poprowadziła z powrotem na łóżko.

Rozpięła mu pasek i zsunęła spodnie wraz z bielizną. Odłożył je obok koszuli. Z krawędzi materaca podniosła własne czarne figi i położyła przy staniku.

Odwróciła się i przyjrzała szerokiej klatce piersiowej oraz mocno zarysowanym udom. Gdy opuściła wzrok, poczuła ostry dreszcz w brzuchu.

Zauważył to spojrzenie, lecz milczał.

— Jesteś większy od Jana.

Nie poruszył się. Przesunęła mu dłonią po udzie i uklękła między jego kolanami.

— Chcę cię spróbować, zanim pójdziemy dalej.

Objęła go dłonią u nasady i przez chwilę nie odrywała od niego wzroku. Kiedy pochyliła głowę, wciągnął powietrze i oparł dłoń o materac.

Nie spieszyła się ani nie próbowała niczego udowadniać. Brała go do ust stopniowo, za każdym razem odsuwając się na tyle, by obserwować reakcję. Lubiła widzieć, jak się skupia, słyszeć urywany oddech i czuć pod palcami drżenie uda. Kiedy poruszył biodrami, położyła drugą dłoń na udzie i utrzymała wybrane tempo.

Przerwała, zanim napięcie osiągnęło szczyt. Otarła kciukiem kącik ust, uniosła się, przyciągnęła go do siebie i pocałowała.

Na stoliku czekały zabezpieczenia. Wyjęła jedno opakowanie i podała mu je. Folia zaszeleściła. Kiedy założył prezerwatywę, puste opakowanie trafiło do małego kosza przy łóżku.

Położyli się na środku łóżka, twarzą do siebie. Objęła go i zarzuciła mu nogę na biodro. Pierwsza przyciągnęła go bliżej, przejmując prowadzenie.

Wszedł w nią powoli, a mimo to w połowie drogi powstrzymała go dłonią opartą na jego piersi. Nie czuła bólu, tylko intensywną pełnię, do której nie była przyzwyczajona. Zamknęła oczy i oddychała, aż napięcie ustąpiło.

— Poczekaj — szepnęła. — Jeszcze chwilę.

Czekał. Kiedy w końcu skinęła głową, dokończył jednym powolnym ruchem, a ona wypuściła powietrze wprost w zagłębienie szyi.

Na początku pozostali na boku, blisko, poruszając się oszczędnie. Patrzyli sobie w oczy; każde pchnięcie było krótkie, płytkie i ostrożne. Później obróciła go na plecy i usiadła na nim okrakiem. Przyjmowała go tylko częściowo, sama wybierając głębokość. Włosy opadły na ramiona, pończochy przesunęły się po jasnej narzucie. Objął ją w talii, lecz nie narzucał tempa. Dostosowywał się do niej.

Zwolniła celowo. Nowość nie pozwalała na roztargnienie ani znajomą niedbałość. Oddech wyznaczał tempo, gest był wskazówką, a ruchy stopniowo stawały się głębsze. To skupienie miało własną zmysłowość.

Z czasem przestała kontrolować każdy ruch. Kiedy obrócił ją na plecy, na krótko oddała mu prowadzenie. Poruszał się wolno, za każdym razem wchodząc do końca i zatrzymując się przed kolejnym ruchem. Wsunął dłoń pod krzyż i uniósł jej biodra. Pończochy napięły się na udach; chwyciła go za przedramię.

Znów obróciła go na plecy i usiadła na nim okrakiem. Nie patrzyła już ku korytarzowi. Chciała być całkowicie obecna w tym pokoju. Oparła dłonie na szerokich barkach, przyspieszyła, po czym nagle zwolniła, przedłużając ostatnią fazę zbliżenia.

Przyjemność narastała etapami: słabła, po czym wracała mocniej, aż nie sposób było dłużej odwlekać spełnienia. Wyprostowała się, jedną dłoń oparła za sobą na jego udzie, drugą wsunęła między własne nogi i zaczęła poruszać się krótkimi, mocnymi ruchami, całkiem już bez elegancji. Czerń pasa i pończoch odcinała się od jasnej pościeli. Oddychał urywanie i mocno trzymał ją za biodra, żeby się nie zsunęła.

Spełnienie poczuła najpierw w udach, potem wszędzie naraz — długo, falami, z jeszcze jednym skurczem na końcu. Przytrzymał ją blisko, a ona ukryła twarz w zagłębieniu szyi i nie potrafiła się poruszyć. Gdy nadal obejmowała go udami, również doszedł i objął ją mocno.

Pozostali w objęciach, dopóki oddechy się nie uspokoiły. Kiedy odsunęli się od siebie, Tomasz zajął się zabezpieczeniem, włożył bieliznę i spodnie, a następnie podał jej wodę. Wypiła połowę szklanki, siedząc pod lekką narzutą. Gdy wstała, włożyła jego koszulę. Sięgała do połowy ud, ale między rozchylonymi połami wciąż było widać czarny pas, a poniżej ciemniały pończochy.

— Chcę zobaczyć Jana.

— Ja Emilię.

Nie wyszli od razu. Dali drugiej parze tyle czasu, ile sami chcieliby dostać.


Gdy Nina i Tomasz ruszali do lewej sypialni, Emilia podniosła z dywanu w salonie krawat Jana. Zabrała go do pokoju po prawej i ułożyła na nocnym stoliku, obok karafki z wodą. Dopiero wtedy wysunęła bluzkę ze spódnicy. Zielony materiał uniósł się, odsłaniając koronkowy stanik i miękką linię talii. Jan patrzył, lecz nie sięgnął pierwszy. Zdjęła bluzkę przez głowę i odłożyła ją na fotel.

— Teraz możesz patrzeć — powiedziała.

Podszedł i pocałował ją spokojniej niż wcześniej w salonie, ale pod tą powściągliwością pulsowało napięcie. Objęła go za kark, a wolną ręką rozpięła dwa górne guziki koszuli i wsunęła dłoń pod materiał. Przylgnęła do niego i poprowadziła ich w stronę łóżka.

Patrzył tak, jakby poza nią nie istniało nic — ani druga sypialnia, ani żona po drugiej stronie korytarza. Pod tym spojrzeniem każdy kolejny gest przychodził łatwiej.

Rozpięła resztę guzików koszuli i zsunęła mu ją z ramion. Potem wsunęła palce pod biały podkoszulek i ściągnęła go przez głowę. Odpowiedział, całując ją w szyję. Powoli przesuwał usta od miejsca pod uchem ku obojczykowi, a palcami wodził po nagich plecach, aż dotarł do paska spódnicy.

Usiadła na brzegu łóżka i przyciągnęła go za pasek spodni. Zielona koronka, czarna spódnica i jedwabny krawat leżący na stoliku złożyły się w obraz, który wyparł myśl o sąsiedniej sypialni.

Z oddali dobiegł przytłumiony głos Niny. Jan znieruchomiał, z dłonią na ramieniu Emilii. Nie musiał wyjaśniać dlaczego.

— Ja też myślę o Tomaszu — przyznała cicho. — I nadal chcę być tutaj.

Pocałunkiem dodała mu śmiałości. Przesunął dłonie wzdłuż boków i rozpiął spódnicę. Wstała, a on powoli zsunął materiał z bioder. Odsunęła ubranie stopą. Przez moment stała przed nim w samej zielonej koronce, świadoma skupionego spojrzenia. Obróciła się, pozwalając mu odpiąć stanik, lecz gdy ramiączka opadły, znów zwróciła się ku niemu i przywarła do nagiej piersi.

Pocałunkami i dotykiem poznawali reakcje drugiej osoby, wracając do gestów, które przyspieszały oddech. Dopiero gdy oboje przestali zerkać ku drzwiom, zsunęła figi. Chwilę później pozbył się spodni i bielizny. Nie potrzebowali porównań. Wystarczało to, co działo się między nimi.

Emilia położyła się na środku łóżka i przywołała go ruchem dłoni. Uklęknął między rozchylonymi udami. Sama uniosła biodra i przyciągnęła go ku sobie, nadając kierunek pierwszemu ruchowi.

Wszedł powoli. Intensywna pełnia wyrwała z niej urwany oddech, lecz zamiast się cofnąć, docisnęła piętę do jego pleców i sama dokończyła ruch.

Zaczęli bez pośpiechu, twarzą w twarz. Wspierał się na przedramionach, a ona obejmowała nogą jego biodra. Rozluźniała uścisk, kiedy chciała zwolnić; przyciągała mocniej, gdy chciała poczuć go głębiej. Nie musieli niczego nazywać.

Kiedy ostrożność przestała być potrzebna, zatrzymała go dłonią na biodrze i wysunęła się spod niego. Uklękła na środku łóżka, oparła przedramiona na poduszkach i spojrzała przez ramię. Jan przesunął się za nią. Ujęła go za nadgarstek, poprowadziła jego dłoń na talię i cofnęła biodra.

Tym razem przyjęła go bez wahania. Początkowo poruszał się długimi, spokojnymi ruchami, całując ją między łopatkami. Gdy wyprostowała plecy i mocniej naparła biodrami, rytm przyspieszył. Jedną ręką przytrzymywał ją w talii; drugą zebrał ciemne włosy i odsłonił kark. Sięgnęła za siebie, chwyciła go za nadgarstek i zaczęła poruszać się w tym samym rytmie.

Przyjemność przyszła szybciej, niż się spodziewała. Opuściła czoło na poduszkę i cofnęła biodra jeszcze mocniej. Nie wstrzymywała oddechu ani nie tłumiła dźwięków. Kiedy szczyt wreszcie nadszedł, zacisnęła palce na pościeli i znieruchomiała. Przytrzymał ją blisko; kilka ruchów później również doszedł. Po wszystkim opadli obok siebie, zbyt zmęczeni, by od razu się poruszyć.

Włożył bieliznę, podkoszulek i spodnie, po czym okrył ją koszulą. Usiadła obok, napiła się wody i przez chwilę trzymała go za rękę. Dopiero po kilku spokojnych minutach wrócili do salonu.


W salonie ogień zdążył przygasnąć. Emilia i Jan usiedli na dywanie, oparci o kanapę. Gdy w progu pojawili się Nina i Tomasz, cała czwórka wybuchnęła śmiechem. Obie kobiety miały na sobie pożyczone koszule; mężczyźni zostali w spodniach, Jan dodatkowo w podkoszulku.

Napięcie pękło.

Nina usiadła obok męża. Objął ją ramieniem i pocałował w skroń. Emilia przysunęła się do Tomasza, opierając głowę na jego barku.

Przez chwilę nikt się nie odzywał. Nie była to cisza pełna wstydu, raczej ostrożny spokój ludzi sprawdzających, czy po takim doświadczeniu nadal potrafią siedzieć razem.

— I co? Wszyscy cali? — odezwała się w końcu Emilia.

— Cali — odpowiedział Jan. — Chociaż jestem bardziej zazdrosny, niż planowałem.

Nina ścisnęła męża za rękę.

— To dobrze. Już się bałam, że tylko ja miałam ochotę jednocześnie wyjść, zabrać cię dla siebie i zostać tam, gdzie byłam.

— Ja z kolei bałem się, że zacznę się porównywać — przyznał Tomasz.

— I jak ci poszło? — zapytał Jan.

— Przez pierwszą minutę fatalnie. Potem dotarło do mnie, że przecież nikogo tu nie zastępujemy.

Emilia przesunęła palcem po obrączce męża. Ujął ją za rękę.

Rozmawiali jeszcze długo, już bez kart: o tym, co ich zaskoczyło, co chcieli zachować jako jednorazowe wspomnienie, a do czego być może kiedyś wrócić. Nie wypowiadali się za partnerów ani nie udawali, że zazdrość zniknęła. Po prostu po raz pierwszy mogli o niej mówić, zamiast pozwalać, by narastała w ciszy. Na koniec Emilia zebrała niewykorzystane karty i schowała je do granatowej szkatułki.


Gdy w kominku został już tylko żar, każde małżeństwo zajęło osobną sypialnię: Nina i Jan lewą, Emilia i Tomasz — prawą.

Nina zamknęła drzwi i oparła się o nie plecami. Nadal miała na sobie pożyczoną koszulę. Mąż podszedł i rozchylił materiał, odsłaniając czarny koronkowy pas.

— Cały wieczór myślałem o tym komplecie.

— Przecież widziałeś go rano.

— Rano wyglądał inaczej.

Objęła go za szyję.

Pocałunek męża był znajomy, lecz pozbawiony rutyny. Niósł wszystko, co wydarzyło się tej nocy: cudze spojrzenia, zazdrość, odwagę i ulgę. Jan śledził każdy szczegół, jakby odkrywał żonę na nowo.

Zdjęła pożyczoną koszulę i starannie złożyła ją na krześle.

— Jutro mu oddam.

— Krawat pewnie wróci do mnie w podobny sposób.

Roześmiała się i pociągnęła męża w stronę łóżka.


Następnego ranka obudzili się późno. W kuchni pachniała kawa, a Emilia smażyła jajka w za dużej męskiej koszuli. Na oparciu krzesła wisiał krawat Jana; obok leżała starannie złożona koszula Tomasza.

Granatowa szkatułka nadal stała na stole.

Nina otworzyła ją i spojrzała na niewykorzystaną połowę talii. Potem zamknęła wieczko.

— Nie gramy dalej? — zapytał Tomasz.

— Nie dzisiaj. Dzisiaj wolę śniadanie.

Jan podał Ninie kubek kawy.

— Rozsądna kobieta.

— Nie przyzwyczajaj się.

Emilia usiadła naprzeciwko i uniosła kubek. Wszyscy wymienili uśmiechy, w których było więcej porozumienia niż skrępowania.

Karty spełniły swoje zadanie. Nie powiedziały im, co mają robić. Pomogły jedynie wyłożyć na stół pragnienia, które dotąd łatwiej było sugerować niż nazwać.

Resztę wybrali sami.
 

8,039
9.26/10
Podziel się ze znajomymi

Jak Ci się podobało?

Średnia: 9.26/10 (30 głosy oddane)

Teksty o podobnej tematyce:

pokątne opowiadania erotyczne
Witamy na Pokatne.pl

Serwis zawiera treści o charakterze erotycznym, przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich.
Decydując się na wejście na strony serwisu Pokatne.pl potwierdzasz, że jesteś osobą pełnoletnią.

Pliki cookies i polityka prywatności

Zgodnie z rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r (RODO). Potrzebujemy Twojej zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych przechowywanych w plikach cookies.
Zgadzam się na przechowywanie na urządzeniu, z którego korzystam tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie moich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania przeze mnie ze stron internetowej lub serwisów oraz innych parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych i w celach analitycznych.
Więcej informacji na ten temat znajdziesz w regulaminie serwisu.