Lubieżnicy (III)
30 marca 2026
51 min
Przepraszam że trwało to tak długo, ale czasami tak wyjdzie.
Dziewczyna nie była zadowolona. Najpierw w szatni spotkała pryszczatego amanta, a potem okazało się, że na jej piętrze dyżur pełni jego wielbicielka — Marta. Katastrofa, jednym słowem. Główna opiekunka była na urlopie, a Ania zdała sobie sprawę, że łatwo nie będzie. Dodatkowo dzisiaj miały miejsce kontrolne badania pensjonariuszy oraz innych „zaufanych”. Roboty było co niemiara.
— Słuchaj, nikogo nie ściągnę, a sama zejdę na dół, z Damianem. Tam jest Sajgon, pacjentów więcej. Rozumiesz? — rzuciła do Ani przełożona.
Praktykantka, mając już spore doświadczenie, nie bała się takiego wyzwania. Skinęła głową i pozostała na piętrze sama. Miała chwilę na zrobienie sobie kawy i przygotowanie dokumentacji na dzisiejszy dzień.
Przyjęcia „zaufanych” i badania kontrolne niektórych pensjonariuszy odbywały się od godziny dziewiątej, bo wtedy pojawiali się lekarze-specjaliści. Gdy Ania delektowała się kawą, dostrzegła zbliżającą się starą zołzę.
„Co ta cholera chce, już sobie wypiłam” — była pewna, że ta szantrapa coś wymyśli.
— Przyjdź za chwilę, znowu mam bóle w dłoniach, pomożesz mi się wykąpać — powiedziała do dziewczyny rozkazującym tonem.
— Dobrze, zaraz będę.
Nie znosiła tej baby, a do tego znów miała ją kąpać, paradować nago, namydlać i dotykać to suche, pomarszczone ciało. Obrzydlistwo. Na samą myśl dziewczynie robiło się niedobrze.
Zacisnęła wargi i ruszyła po chwili do pokoju Małgorzaty. Zapukała, a usłyszawszy głośne „Wejść”, zniknęła za drzwiami.
— No, rozbieraj się raz-dwa, bo mam dzisiaj wizytę kontrolną i muszę być świeża. Nie ma czasu — rzuciła stara prukwa.
Nastolatka pozbyła się odzienia i była nieco zdziwiona, że Małgorzata nadal tkwi w szlafroku, zamiast udać się do łazienki. Gdy stanęła przed nią naga, z założonym na głowie czepkiem, by nie umoczyć włosów, ta wydała kolejne polecenie.
— Idź do łazienki, puść wodę, żeby jak przyjdę, to była już ciepła.
Posłusznie skierowała kroki w tamto miejsce i zamknąwszy drzwi za sobą, uczyniła to, co nakazała kuracjuszka. Nie wstydziła się już, tak jak za pierwszym razem, przywykła do tego i nawet uszczypliwe uwagi Małgorzaty zlewała ciepłym moczem.
Sędzina w końcu przyszła i wpakowała się do prysznicowej kabiny. Znów, niby to niechcący, dłonią muskała piersi Anny, to otarła się o nią w okolicach łona. Zrzędziła, że woda jest za gorąca, to znów za chłodna, że za mocno szoruje, a tam i tam to dokładniej. Słowem, czepiała się o wszystko, a gdy kąpiel dobiegła końca, Ania była szczęśliwa.
Wytarła emerytkę, a potem siebie i wróciła do pokoju.
— Co jest? — szepnęła, nie widząc swoich fig.
Rozglądała się, kucnęła, patrząc, czy owe nie wpadły pod tapczan. Nie było ich, zniknęły.
— No, na co czekasz? Zmykaj już — usłyszała za plecami głos Małgorzaty.
— Nie wiem, ale nie ma moich majtek, nie widziała ich pani?
Kobieta zmierzyła ją wzrokiem, a w kącikach ust dał się zauważyć grymas zadowolenia.
— Nie widziałam twoich gaci, może ich nie miałaś.
— Miałam.
— Jakbyś miała, to by były — stwierdziła filozoficznie z uśmieszkiem na twarzy.
Annie nie było do śmiechu. Materiał spodni był cienki, przed nią cały dzień pracy, latania po piętrze, a może i po całym szpitalu. Ślepy by dostrzegł, że paraduje bez majtek, a na samą myśl, że szew spodni ocierałby się o cipkę, dziewczynie robiło się słabo.
— Przepraszam, ale czy pani nie pożyczyłaby mi majtek, bo nie mam drugich? — przemogła się, patrząc błagalnym wzrokiem na emerytkę.
Ta tylko parsknęła śmiechem, omiatając dziewczynę kpiarskim spojrzeniem.
— Ty chyba nienormalna jesteś? Pożyczać bieliznę? I co, oddasz mi ją po pracy, brudną, czy jak? Nie masz w szafce na zmianę? Zapomnij i zmykaj. Muszę odpocząć — powiedziała to takim tryumfującym tonem, że Ania była pewna, że starucha ma z tym zaginięciem coś wspólnego.
Wciągała na goły tyłek cienkie spodnie, czując się cholernie niekomfortowo.
— Ale ci wary na dole widać — musiała ta cholera jej dowalić, rechocząc przy tym niesamowicie.
W głowie dziewczyny przelatywało tysiące myśli i pomysłów. Na szczęście jeszcze nikogo nie było na korytarzu, a Damianek został wysłany na parter, do rejestracji. Mimowolnie zasłaniała dłońmi przód spodni, czując się nagą i eksponującą narządy.
„Przecież mam fartuch i rajstopy w szafce. Nałożę go i rajtki, i będzie po kłopocie” — ta genialna myśl wykiełkowała nagle.
Nie zastanawiając się długo, pędziła jak szalona do szatni. Po kilku minutach, przebrana, wróciła na piętro.
Nigdy nie nosiła rajstop na gołe ciało i teraz czuła się nieco dziwnie. Nylon bezpośrednio ocierał się o intymność, dając nowe, nieznane wcześniej doznania.
„Przyzwyczaję się, będzie dobrze” — starała się uspokoić.
Łatwo było sobie wmówić, ale w praktyce to nie wyglądało tak kolorowo. Majtki, jakiekolwiek, dawały ochronną barierę, a nylon tego nie zapewniał.
Dopiła zimną kawę, nim zaczęli pojawiać się pierwsi „zaufani” i pensjonariusze. Spośród tych ostatnich dostrzegła zołzę i pana Władka. Ten ostatni uśmiechnął się do niej serdecznie, na co odpowiedziała mu tym samym. Gdy na piętro przybył lekarz z Nowego Sącza, przywitała go i otworzyła gabinet.
— Pani jest pielęgniarką? — zapytał, gdy kładła na stole karty pacjentów w kolejności, w jakiej mieli wchodzić.
— Nie, odbywam tu praktyki — odparła cicho, obawiając się, że popełniła jakiś błąd.
— Tak myślałem, bo czepka nie dostrzegłem, ale powiem pani… — tu nabrał powietrza w płuca. — Że nikt, nigdy nie przygotował mi gabinetu i kwitów, tak jak pani, młoda damo — dodał, a Ania poczerwieniała.
— Staram się — bąknęła nieśmiało, patrząc na przystojnego lekarza.
— Punkty na studia, wiem, chore to, ale trzeba. Sam zaiwaniałem na pogotowiu, zdaję sobie sprawę, jaki to ból — odpowiedział, uśmiechając się do dziewczyny serdecznie. — Proszę zaprosić pierwszego pacjenta — dodał.
— Kawa, herbata, panie doktorze? — zapytała, nadal mając rumieńce na policzkach.
— Kawę, mocną, dobrą. Jeżeli mogę prosić.
Przystojny brunet, przed trzydziestką, o miłej aparycji. Kolana Ani się ugięły, a na dole zrobiło się mokro.
— Oczywiście — zapewniła, wychodząc z gabinetu. — Pani Małgorzato, pan doktor zaprasza — rzuciła do emerytki.
— Nie doktor, tylko lekarz. Doktor to tytuł naukowy — musiała jej dopiec, pokazując swoją wyższość.
Wyfiokowana, wypindrzona, mijała Anię, znikając za drzwiami gabinetu. Dziewczyna dostrzegła dwie osoby: młodego chłopaka o kulach i Władysława.
„Kurczę, Władka karty nie widziałam. Przeoczyłam coś?” — zaświtało w głowie.
Przejrzała zlecenia jeszcze raz. Nazwiska Władzia nie znalazła. Podniosła się zza biurka i podeszła do niego.
— Aniu, ale ty dzisiaj wyglądasz — rzucił na dzień dobry.
— Nie mam pana karty…
— Oj, bo ja tylko tak się zapytać, po wszystkich, jak doktor skończy — przerwał jej, bacznie lustrując ciało Anny.
Wróciła za biurko i wstawiła wodę na kawę. Gdy czajnik zagotował ją, zalała z pietyzmem kubek i postawiwszy go na tacy, ruszyła w stronę drzwi gabinetu. Nim weszła, wskazała jednemu z młodzieńców, gdzie znajduje się toaleta.
— Proszę — usłyszała zza drzwi i wparowała do środka.
Pensjonariuszka siedziała na krześle przed lekarzem, a ten przepisywał jej chyba recepty. Postawiła tackę z napojem i dygnęła niczym pensjonarka.
— Pachnie obłędnie, dziękuję.
Wyszła, a tam na dole czuła wilgotność. Boże, jaki ten facet był przystojny, jaki… brakowało jej słów.
„Czy ja oszalałam?” — zapytała się sama siebie i dostrzegła, że nie ma pana Władka.
Szybko zasiadła za biurkiem i zdała sobie sprawę, że jej stopa uderzyła w coś, a to coś uchwyciło nogę.
Spojrzała w dół. Tak, skulony, pod biurkiem tkwił Władysław, który zaczął lizać jej prawą nogę, mocno trzymając ją w uścisku. Posłała mu gromy z oczu, ale nie przestał, posuwając się językiem wyżej, w kierunku kolan.
Przed nią, na fotelach tkwiło dwóch młodych mężczyzn i jakiś starszy facet. Nie mogła krzyknąć, sparaliżowana, nie wiedziała, co zrobić, a Władeczek posuwał dłonie coraz wyżej.
— Nie, proszę — szepnęła tak cicho, że tylko Władziu mógł to usłyszeć.
Na darmo. Lizał nogi przez nylon białych rajstop, dłońmi trzymając obie i rozszerzając je. Podnosił się spod stolika.
„Nie, nie” — przeszło przez myśl, gdy musiała wstać z krzesła, bo podszedł pacjent, na kolejną godzinę.
Wstała, bo musiała, a wtedy poczuła, jak rajstopy idą w dół, do kolan. Jęzor, emeryta dostał się tam, gdzie powinien. Zwarła tylko uda, utrudniając dostęp.
Łechtaczka stała się momentalnie twarda i każde muśnięcie jej wywoływało u Ani, drżenie. Władek dłońmi ocierał się o wewnętrzną część ud, a potem palce zaczęły stymulować wargi sromowe. Organ starca, bo tak przypuszczała, ocierał się o nogę.
Wyszła zołza i spojrzała na nią jakimś dziwnym wzrokiem, uśmiechając się lubieżnie.
„Czy ona wiedziała, czy to jej pomysł?” — szybko dziewczynie przeleciało przez głowę.
Wszedł tamten chłopak, patrząc na nią nieco dziwnie.
Władek nadal zaspokajał ją oralnie, a dziewczyna czuła narastające podniecenie. Usiadła na fotelu i kręcąc głową, jasno dawała mu znak, że nie chce, ale ten nadal robił swoje. Najgorsze było, że podszedł drugi z młodzieńców.
Odprawiła go, tak szybko, jak tylko mogła, stojąc wyprostowana. Szczytowała, zasłaniając sobie buzię i powstrzymując jęki, w towarzystwie starszego pana, Małgorzaty — która patrzyła na nią z lubieżnym uśmiechem i tego niegodziwca tkwiącego pod biurkiem.
Uda nie wytrzymały, opadła na krzesło i poczuła, jak na nogach ląduje coś ciepłego. Było jasne, Władeczek ejakulował, a nasienie centralnie wylądowało na białych rajstopach.
Wykorzystała tę chwilę, gdy po wytrysku, emeryt dochodził do siebie i podnosząc biodra, zgrabnym ruchem nasunęła na siebie rajtki.
Były wilgotne od jego śliny, a w kroku od wydzieliny z pochwy. Od kolan w górę była wylizana niczym małe kocie, przez kocicę. Odsunęła krzesło i powstawszy, poprawiła fartuch i ułożyła właściwie na ciele rajstopy. Wstała i wyszła zza biurka.
Nie patrzyła w kierunku petentów, gdyż zdawała sobie sprawę, że stara zołza znów pośle jej szyderczy uśmieszek. Dostrzegła tylko, jak Władek ociera dłonią usta i patrzy z zadowoleniem.
Czmychnął spod biurka, gdy do gabinetu udał się ostatni z pacjentów i jak gdyby nigdy nic dołączył do Małgorzaty. Szeptali coś do siebie, od czasu do czasu, wybuchając cichym śmiechem. Ania dobrze zdawała sobie sprawę, z kogo te podśmiechujki. Gdy wreszcie zniknęli, miała chwilę odpoczynku.
Była wściekła na siebie, bo o ile mogła pozwolić tamtym trzem na takie zachowanie, to Władysław postąpił podle. Zrobił to bez jej woli, a że cała ta akcja była w porozumieniu z tą starą lampucerą — tego była pewna.
Chciało się jej płakać, wewnętrznie krzyczała i czuła się wykorzystana. Podstępnie i podle. Dodatkowo ta wydzielina, którą pozostawił na jej ciele ten staruch, pragnęła zmyć ją z siebie.
„I jeszcze mnie doprowadził do orgazmu, kutas jeden” — to chyba najbardziej bolało.
Wróciła Marta, dokładnie w tym czasie, gdy gabinet opuszczał przystojny lekarz. Podszedł do obu kobiet i uśmiechnąwszy się serdecznie, położył klucz na blacie biurka.
— Dziękuję pani, bardzo dziękuję, kawa wyśmienita, karty w idealnym porządku. Nie zostaje nic więcej, jak życzyć pani powodzenia na uczelni, bo ma pani do tego dryg — rzucił nastolatce komplement, a ta zarumieniła się.
— Ty, mała, dla niego założyłaś fartuszek i rajty? No, niezłe ciacho z niego, sama bym go schrupała — rzuciła Marta.
— Nie, co ty — starsza kobieta sama prosiła, by przeszły na „ty”. — Kawą ochlapałam spodnie — dziewczyna kłamała jak z nut, nie chcąc podać prawdziwej przyczyny zmiany garderoby.
— Dobra, dobra, nie bajeruj mnie — pielęgniarka nie dawała za wygraną. — Przecież widzę, jaka rozpalona jesteś, rumiana jak… a oczy to ci się świecą…
— Zdaje ci się. Wiesz, pójdę, zobaczę, czy czegoś nie potrzeba, ubikacje nie są posprzątane — dziewczyna nie miała zamiaru prowadzić dalej konwersacji.
— Wyluzuj, koniec praktyki za chwilę…
— Pójdę, dobrze? I tak muszę do łazienki — przerwała rozmówczyni i nie pytając o zgodę, ruszyła w kierunku sanitariatów, wpadając na pana Tadeusza.
— Serdeńko moje, co ty taka? — zapytał, chwytając ją.
— Nie, nic — szepnęła, ale starszy pan nie miał zamiaru jej puścić, widząc, że dziewczyna jest rozkojarzona i jakaś dziwna.
— Nie kłam, widzę, że coś się stało, chodź ze mną i powiedz mi wszystko — Nie odpuścił i pociągnąwszy ją za ramie, wprowadził do pokoju, zamykając drzwi. — Powiedz, nie wstydź się, stary jestem, dużo w życiu przeszedłem. Mów — dodał, sadzając ją na tapczan i stojąc przed nią w szlafroku.
Pragnęła się wygadać, powiedzieć, jak się podle czuje, a ten starszy sympatyczny człowiek, który z pozostałą dwójką jej pomógł, wydawał się dla nastolatki odpowiednim słuchaczem. Przecież pozwoliła tym trzem na taki wiele, więc…
Mając łezki w oczach, zreferowała, co ją spotkało. Tadeusz, słuchając, zmarszczył brwi i widać było, że poziom jego zdenerwowania rośnie. Dostrzec można było, że z trudem tłumi wybuch gniewu. Nie chciał przerywać Annie.
— To chuj zbolały, menda lubieżna — klął na kompana, na czym świat stoi. — I ta pizda nieporuchana, dobrali się jak w korcu maku — dodał, i wydać było, że nerw go bierze. Cały stał się czerwony na twarzy, a dłonie mu drżały.
Odwrócił się tyłem do dziewczyny, pochylił się, sięgnął do szafy. Zapłakana Ania przyglądała się temu z ciekawością.
— Ja wiem, że może nie pasuje, że tak głupio, ale masz tu moje slipki — zaczął, dając jej bawełniane męskie majtki. — Pewnie będą za duże i takie… — tu zabrakło mu słowa. — Ale lepsze takie niż żadne — stwierdził, wręczając je dziewczynie.
Nie wiedziała, co odpowiedzieć, ten gest pomocy, wsparcia, ją zaskoczył. Nie spodziewała się tego. Z otwartymi ustami wzięła z rąk emeryta bieliznę.
— I marsz mi pod prysznic, już wstajemy — prawie jej rozkazał, chwytając za łokcie. — Ręczniki wczoraj wymienił ten pryszczaty pizdeusz, co Małgośkę ruchał — kontynuował.
— Ale oddziałowa…
— Kto dzisiaj jest? — zadał pytanie.
— Marta — padła odpowiedź, a Tadeusz się tylko uśmiechnął delikatnie. — Nasz kwiat szpitala, puchar przechodni turnusów sprzed pięciu lat. Przestań Aniu, już do niej idę. Kąp się spokojnie — rzucił takie stwierdzenie, że nastolatka zamarła na chwilę.
— Ale jak powie komendantowi? Mnie bardzo zależy na dobrej opinii…
— Komendant, weź, przestań. Roman wie o nim, tyle że… — tu machnął tylko dłonią, dając jasno do zrozumienia, by nie zawracała sobie pryncypałem głowy. — Jaki rozmiar rajstop nosisz, bo wyślę Staszka, żeby ci kupił? Potrzebujesz coś jeszcze? — padło pytanie na koniec, gdy Tadeusz stał już prawie przy drzwiach.
— Dwójki, naprawdę nie potrzeba. Ja oddam…
— Nic nie musisz oddawać i uśmiechnij się. Tak ładnie się śmiejesz. Proszę. Rozkazuję. No już!
Zmusiła się do tego, a Tadeusz zniknął za drzwiami, pozostawiając ją samą w pokoju. Pozbywała się odzieży i naga wparowała do łazienki, pozostawiając fatałaszki na tapczanie.
„Jezu, wreszcie, jak tego chciałam” — uzmysłowiła sobie, gdy pierwsze strumienie ciepłej wody oblały ciało.
Namydlała się, ciesząc, że spłukane zostaną ślady lubieżnego Włodka. Postawa Tadeusza ją zaskoczyła. Nie żałowała, że otworzyła się przed tym starszym panem. Zrozumiał, pomógł, był życzliwy.
Przerażała ją jego wiedza, jego i najbliższych kompanów. Ludzie ze służb, nie na darmo matka mówiła, by uważać na takich, a ona się z nimi zwąchała. Anna, nastolatka, takie nikt. To, co usłyszała o Marcie, kpiarskie podejście do tematu komendanta. Nie, Tadeusz nie blefował, dla niej, młodej osoby, to tak nie wyglądało. To, co mówił, było pewnikiem, faktem.
Zakręciła wodę i wyszedłszy z kabiny, ujęła w dłonie ręcznik i poczęła, nim się wycierać. Teraz dopiero zdała sobie sprawę, że niepotrzebnie pozostawiła swoje rzeczy na tapczanie. Przynajmniej na wytarte ciało nałożyłaby fartuszek.
„Wyjdę w ręczniku, przecież widział mnie już nagą”.
Nie słyszała żadnych odgłosów za drzwiami, było spore prawdopodobieństwo, że nikogo tam nie ma. Otworzyła drzwi od łazienki i zdała sobie sprawę, że się myliła. W pokoju prócz Tadeusza tkwił Stanisław. Na stoliku dojrzała cztery pary rajstop, czekoladę i bombonierkę.
— Bogini — wyrzucił z siebie Staszek, patrząc na nią.
Zarumieniła się i podeszła do tapczanu, na którym tkwiły ubrania. Podniosła je.
— A możesz się przebrać tutaj, przy nas? — padło nieskromne pytanie z ust Stanisława.
Obaj patrzyli na nią pożądającym wzrokiem. Stali jak zaczarowani. Z jednej strony było to krępujące, z drugiej poczuła jakieś dziwne mrowienie.
— Nie daj się prosić skarbie — jakże subtelnie wypowiedział to Tadeusz, nie mogąc odwrócić od niej wzroku.
— Panowie? — rzuciła, czując się głupio, ale przecież z nimi już nie takie…
— Nie daj się prosić kochana — cichutko poprosił Staszek.
Zsunęła z siebie ręcznik, stając naga. Jakże oni pożerali ją wzrokiem, a Ania, zawstydzona tkwiła w bezruchu. Mieli jakiś dziwny błysk w oczach.
Ruszyła w kierunku tapczanu, ale Tadeusz zatrzymał ją, chwytając za nadgarstek.
— Zwalisz nam? — padło pytanie i nie mogła się tłumaczyć, że nie wie, o co chodzi.
Zszokowana była faktem, że obaj chcieli to naraz, bez żadnego wstydu i zażenowania. Nim zdołała coś zrobić, Tadeusz skierował jej dłoń na swoje krocze, a drugą przechwycił Staszek, kierując w wiadome miejsce.
Przecież to nie mogło się dziać naprawdę, ale… nie zaoponowała, gdy zsunęli slipki i naprowadzili wątłe dziewczęce dłonie na swoje organy. Masturbowała dwóch facetów.
Wyrażając cichą zgodę, musiała sobie zdawać sprawę, że tamci też nie pozostaną jak posągi i będą chcieli więcej.
Jak na komendę, dłonie obu mężczyzn wylądowały na piersiach, ugniatając owe i pieszcząc w taki sposób, w jaki, w życiu nie zaznała.
— Ale to wszystko, wszystko, nic więcej — wyszeptała, odczuwając przyjemność ze stymulacji biustu.
Obie dłonie Ani sprawnie pracowały na penisach staruszków, a ci, najwyraźniej byli zadowoleni z handjobu, jaki im serwowała.
— Mocniej kochana. Szybciej Aniu — te wszystkie podpowiedzi, dziewczynie się zlewały.
Miała w dłoniach dwa penisy sterczące, gotowe na wytrysk.
— Chcę siurkę, dawaj siurkę — Tadeusz przed ejakulacją pragnął dotknąć cipki. Wsadził paluszek i po chwili trysnął na podłogę. Ręka Staszka zsunęła się na jej biodra. Najwyraźniej potrzebowali takich bodźców.
— Och, och, jaa — ejakulacja drugiego emeryta stała się faktem.
Na szczęście po wytryskach obaj odsunęli dłonie od ciała Anny. Było po wszystkim. Ona wykąpana i czysta, oni spełnieni.
Coraz mniej wstydziła się tego, co robiła tym facetom i no co im pozwalała. Najgorszym było jednak to, że ich dotyk, pieszczoty sprawiały dziewczynie przyjemność i dawały „kopa”.
Ubierała się, a oni z opadniętymi fujarami lustrowali ciało nastolatki. Młode, ponętne i śliczne, jakże kontrastujące z pomarszczoną, pokrytą zmarszczkami i wałkami tłuszczu skórą emerytów. Komicznie wyglądała w tych męskich slipkach, ale lepsze takie niż żadne. Pamiętała, jaki odczuwała dyskomfort, mając nałożone na gołe ciało rajstopy, jak ich szew drażnił okolice intymne.
Usiadła na tapczanie i rozpakowawszy opakowanie z rajstopami, wyjęła je i zrolowawszy, poczęła nakładać na zgrabne kończyny. Zbliżyli się do niej i jakby na komendę zaczęli dotykać obie nogi pokryte nylonem. Oba penisy starszych panów poczęły nabierać kształtów. Dotyk mężczyzn był delikatny, taki, że Ania poczuła gęsią skórkę i przyjemność.
— Nie, już nie, wystarczy — szepnęła i spojrzała im w oczy.
Przestali, choć z pewnością niechętnie. Nałożyła biustonosz, a potem fartuch i dygnąwszy, grzecznie wyszła z pokoju Tadeusza, pozostawiając ich samych.
Starała się uspokoić myśli, ale nie było to takie łatwe. Przecież przed chwilą zaspokoiła dwóch staruszków. Razem, w jednym czasie.
„Jak tak można, nie wstydzą się siebie?” — ta rozwiązłość obu emerytów nie dawała dziewczynie spokoju.
Oddziałowa spojrzała na nią nic nie mówiąc. Co powiedział tej pielęgniarce Tadeusz, że ta nie zapytała się nawet gdzie była? Pozostawało to tajemnicą.
— Coś zrobić? — zapytała się jej.
— Nie, wszystko ogarnięte, przeleć tylko i wywal śmieci z koszy w łazienkach.
W damskiej spotkała Małgorzatę. Starucha uśmiechnęła się lubieżnie.
— No i jak tam, Władek się spisał, bo mówił że mokra byłaś bardzo — rzuciła dziewczynie z przekąsem.
Chciała jej odpowiedzieć, tak by w pięty babsztylowi poszło, ale w ostatniej chwili ugryzła się w język. Nie było sensu na sam koniec generować konfliktu, pyskówek. Przecież to był ostatni dzień jej pracy. Potem tylko przyjechać rozliczyć się i nigdy tu nie wrócić.
— A teraz cipsko wietrzysz, bezwstydnico jedna — usłyszała wychodząc z ubikacji z workami pełnymi śmieci.
Najchętniej walnęłaby Małgorzatę z otwartej dłoni w twarz i wyrzuciła z siebie opinie na jej temat, dopiekła pudernicy do żywego.
Ochłonęła na dworze, usiadła na ławce i myślała nad swoim postępowaniem. Czy nie za dużo od siebie dała, czy warto, czy ci emeryci nie wystawią ją do wiatru?
„Nie”
Zbyt konkretnych działań się podjęli, zbyt dużo dostała informacji. Przypomniała sobie wystraszony głos w słuchawce, jednego z członków komisji. Mieli wtyki, pewnie jakieś haki i znajomości. Nie wierzyła że blefują.
Ostatni pełny dzień pracy Anny minął już bez żadnych perturbacji. Pogadała chwilę, na obiedzie z całą trójką, unikając patrzenia na Władysława. Tadeusz wręczył jej pozostawione w pokoju trzy pary rajstop, bombonierkę i czekoladę.
— To od nas, a Władeczkiem to się zajmiemy, już mu takie głupoty do głowy nie przyjdą. Masz na osłodę.
Podziękowała. Rajstopy wrzuciła do szafki, słodycze zabrała z sobą. Zmęczona dotarła na dworzec i wpakowała się do pociągu.
Trójka emerytów natknęła się na Władysława w parku. Otoczyli go tak, że biedak nie miał gdzie uciec. Na ich twarzach dostrzegł złość i wkurzenie.
— Co ty kurwa debilu odpierdalasz? Już ci ta stara prukwa nie wystarcza? Chuja robisz, a frukta chcesz zjeść — wywalił Tadeusz.
— Na krakowiaka jebany chce sobie poużywać — Roman, nie szczypał się w język.
— Panowie, trzymajcie mnie, bo mu chyba pierdolnę — Stanisław, groził kapitanowi WUSW nie na żarty, zaciskając pięści.
— Dajcie spokój, no kurwa, dajcie spokój. Co tylko wy…
— Tak, tylko my, bo kurwa inwestujemy, a ty chuja robisz — Tadeusz nie przestawał burdać młodszego stopniem kolegi.
Umoralniająca rozmowa trwała długo, a Władeczek kajał się i obiecywał, że już nigdy nie popełni takiego błędu.
— Niech ci nawet do głowy nie przyjdzie pojawić się na pożegnaniu naszej Ani, bo popamiętasz — ostrzegł Stanisław.
— Zabieraj tę swoją chudą szczapę i pierdol się z nią — dodał Tadeusz.
— Pamiętaj! — zakończył Roman.
Zostawili go samego, mając nadzieję, że wystraszyli odpowiednio kapitana. Władysław usiadł na ławce, cały czerwony na twarzy, a po chwili schował w nią dłonie. Zdał sobie sprawę, że nie jest już częścią paczki, a wszystko przez ten głupi wybryk i znajomość z sędziną. Wściekły na siebie, starał się opanować targające nim emocje. W końcu wstał i wrócił do swojego pokoju. Zamknął się w nim i z szafki wydobył damskie majtki, które ukradł Annie, gdy wpuściła go do swojego pokoju Małgorzata.
Najpierw przyłożył bieliznę do nozdrzy, napawając się zapachem, potem opuścił spodnie wraz ze slipkami do kolan i uzbroiwszy dłoń w trofeum począł się masturbować. Po kilku minutach wytrysnął w nie sporą dawką nasienia. Nie poczuł zbytniej ulgi, wolałby, aby to delikatne dziewczęce dłonie operowały na przyrodzeniu, by słodkie usteczka pieściły końcówkę członka, muśnięcia warg lądowały na mosznie, a potem… potem wsunąć fallusa w młodą, różowiutką cipkę i penetrować z lubością wnętrze Ani.
To jednak pozostało w sferze niezrealizowanych marzeń i fantazji. Kawałek jej bielizny musiał zastąpić wyobrażenia.
Otarł fallusa i zwalił się na tapczan, po chwili zapadając w sen.
W ostatni dzień pozwolono jej przyjechać później, więc wyspała się i wypoczęta pędziła objuczona torbami w stronę szpitala. Ubrana w sięgającą kolan czarną spódnicę z plisami, cieliste rajstopy i białą bluzkę, wyglądała szykownie. Zastanawiała się, czy nie pojechać w zwykłej letniej sukience w kwiaty, ale matka przekonała ją, że tak nie wypada. Ma być elegancko, przecież to ostatni dzień i należy wyglądać odświętnie, a nie byle jak.
W torbach dźwigała upieczony sernik, szarlotkę, ciastka, napoje oraz paczkę kawy i herbaty. Nie wypadało odejść ot tak, pasowało się pożegnać z klasą. Ojciec dał jej pieniądze, prosząc, by dla komendanta kupiła w „sezamie szpitalnym” dobry koniak, a dla pielęgniarek, które się nią opiekowały, kawę i bombonierkę. Tam też zamierzała dokupić jakieś paluszki, krakersy i pozostałą drobnicę. Gdyby chciała wziąć wszystko z domu, nie udźwignęłaby takiego ciężaru.
W kadrach dostała kartę obiegową i zaczęła „kolędę”, odwiedzając wszystkie wymienione w niej komórki, a było ich sporo. W kasie pobrała uposażenie, zdała służbową przepustkę, odebrała opinię o praktyce, ale jaką opinię! Gdy przeczytała, usiadła na korytarzu, o mało co nie tracąc przytomności. Tekst kipiał superlatywami i peanami na temat jej pracy, wychwalając ją pod niebiosa. Była szczęśliwa, chyba najszczęśliwsza na świecie, i musiała chwilowo wyjść do parku aby ochłonąć.
Było ciepło, stanowczo za ciepło na tę odświętną kreację i na dodatek rajstopy, choć założyła najcieńsze, jakie miała. Przeszła do ławki w cieniu.
— Dzień dobry, Aneczko — głos Tadeusza zaskoczył ją, tak że aż podskoczyła.
Powstała i dygnęła. Emeryt uśmiechnął się dobrodusznie.
— Przestraszyłem cię, nie chciałem, ale wyglądasz ślicznie, dziewczyno. Gdybym tylko był młodszy…
— Proszę pana, niech pan przestanie, bo mnie pan peszy — przerwała mu, rumieniąc się.
Dotknął jej ramienia, dając do zrozumienia, by usiadła, a sam przycupnął obok. Musiała się przed kimś wygadać, podzielić swoim szczęściem. Doceniono jej pracę i zaangażowanie, pochwalono, wystawiono taką laurkę i to z resortowego szpitala. Nikt tego nie mógł podważyć, nikt by nie śmiał w tamtych latach. Opowiadała o tym, radosna, wesoła, wręczając pismo pochwalne i świadectwo pracy.
— Jak załatwisz wszystko, przyjdź na oddział, musimy cię godnie pożegnać, bo takiej opiekunki nie mieliśmy od czasu, jak tu bywam, a to szmat czasu — usłyszała, gdy skończyła swoisty monolog.
— Ale…
— Żadne „ale”, nie przyjmujemy żadnych wymówek. To rozkaz, a rozkazy się wykonuje — mówiąc to, Tadeusz spojrzał jej głęboko w oczy.
Dziewczyna momentalnie posmutniała, a usta wygięły się w podkówkę. Zaskoczony takim zachowaniem, chwycił jej drobną dłoń i lekko ścisnął.
— Aniu, co się stało?, coś nie tak powiedziałem?, z tym rozkazem to żartowałem — zaczął się tłumaczyć, nie zdając sobie sprawy, co tak naprawdę było przyczyną zmiany nastroju nastolatki.
Uzmysłowiła sobie sprawę, że pomyślała o wszystkim: o kawie dla pielęgniarek, o poczęstunku dla personelu, z którym pracowała, o koniaku dla komendanta, a całkowicie zapomniała o nich. Przecież nie zabierze pozostawionego na świetlicy ciasta, napojów i innych rzeczy. Po zakończeniu praktyki to normalne, że zostawia się coś dla tych, którzy z różnych przyczyn byli nieobecni na pożegnaniu. Poczuła się teraz cholernie głupio. Ciskała na siebie przekleństwa w myślach, że pomyślała o wszystkich, a zapomniała o nich. W czterech literach miała zołzę i lubieżnego Władka, ale pozostała trójka. Łzy napłynęły jej do oczu.
— Aniu, co się dzieje? Mów natychmiast! — Tadeusz delikatnie potrząsnął dziewczyną, a gdy ta opuściła głowę, palcem wskazującym dotknął jej brody, dając do zrozumienia, by spojrzała mu w oczy.
Nie odpuścił, dopóki zapłakana nastolatka nie przyznała się, w czym tkwi problem.
— Ja nie zabrałam na tyle ciasta i innych rzeczy… ale pójdę do kantyny i kupię, naprawdę. Obiecuję, przyjdę, przyjdę z radością do was.
Objął ją ramionami i przytulił. Gdy zwolnił delikatny uścisk obtarł swoją dłonią łzy z dziewczęcych policzków.
— Ty głuptasku mały, wszystko przygotowane jest na czwartym piętrze, tym nieużywanym. To ty ciężko harowałaś, dogadzając nam — powiedział, mrugając okiem, a jego dłoń powędrowała na kolano Anny. — To nasza podzięka i niczym się nie przejmuj — dodał.
Nie mogła na to pozwolić, nie, że oni zapraszali ją, gdy kończyła praktykę. Przekomarzała się z emerytem przez chwilę, ale nie odsunęła jego dłoni, delikatnie gładzącej zgrabne kolano. To było przyjemne, robił to delikatnie i nienatarczywie, a po drugie, przecież nie takie rzeczy… Wytłumaczył, uspokoił, a na koniec kazał się uśmiechnąć. Postanowiła i tak zakupić coś w sklepiku, bo nie wypadało przyjść z pustymi rękami.
— No leć, załatwiaj resztę. Czekamy Aniu — powiedział na koniec tego spotkania.
Czekały ją teraz najprzyjemniejsze rzeczy. Poprawiła delikatnie rozmazany makijaż w łazience i udała się do komendanta. Wzbraniał się przed przyjęciem koniaku, mówił, że to niepotrzebne, w końcu przystał pod warunkiem, że wypije z nim lampkę. Nie pozostało jej nic innego jak pochłonąć dawkę alkoholu. Zdziwiła się, gdy komendant zawezwał oficera finansowego. Gdy dowodzący powstał, ona również podniosła się z krzesła.
— Wyciąg z rozkazu dziennego komendanta… — nie wiedziała, o co chodzi i błędnym wzrokiem patrzyła to na finansowca, to na komendanta. — Za sumienne i wzorowe wykonywanie zadań na powierzonym stanowisku, zaangażowanie i wzorową postawę, wyróżniam praktykantkę Annę Lesień nagrodą pieniężną w wysokości… — kwota, którą usłyszała, przyprawiła ją o zawrót głowy. To było blisko połowy jej miesięcznych poborów.
Mało brakowało, a zemdlałaby z wrażenia, odbierając z rąk komendanta kopertę z pieniędzmi. Nie mogła uwierzyć, że to się dzieje naprawdę. Gdy pułkownik ściskał jej dłoń, zdołała jedynie wyszeptać „Dziękuję” i opadła na krzesło.
Znów się rozryczała, a dowodzący, niczym dobry wujek, przytulił ją i pogłaskał po głowie.
— Oj, Aniu, Aniu. Płakałaś przy przyjęciu, płaczesz przy rozstaniu. Mam nadzieję, że dobrze ci tu było i miło nas będziesz wspominać. A gdy skończysz medycynę, w co wierzę, zapraszam do siebie, jeśli jeszcze tu będę dowodził — powiedział, a ona, zamiast się uspokoić, jeszcze bardziej się rozpłakała.
— Finansowy masz chusteczki? — padło pytanie, do drugiego z mężczyzn.
Podał jej swoją materiałową chusteczkę w kolorze brązowym w granatowe paski.
Ania ocierała łzy, zdając sobie sprawę, że musi się spieszyć, gdy sekretarka pojawiła się w drzwiach i oznajmiła, że dzwoni jakiś ważny pułkownik z Warszawy.
— Zapraszam na poczęstunek na oddział. Proszę — szepnęła, wychodząc z kancelarii.
Na jej piętrze dyżur miała Agnieszka, ta, z którą miała najlepszy kontakt i była dla niej niczym siostra. Objęły się i przytuliły, lekko klepiąc po barkach.
— Będzie mi ciebie brakować, wiesz — usłyszała szept pielęgniarki.
— Mi was też — na to ja tylko w tym momencie było stać, bo głos uwiązł w gardle.
W sali było kilka osób, w tym miejscowe pielęgniarki, a także pan Mietek, portier, dwóch konserwatorów i inni, których znała. To było cholernie miłe, że część z nich przyszła w czasie wolnym. Jej bezpośrednia przełożona, Barbara, również zaszczyciła ją swoją obecnością. Gdy nastolatka zakończyła czułości z Agnieszką, zbliżyła się do niej.
— To, od nas. Taki skromny prezent w podzięce. Niech ci pomoże na egzaminie, a potem wypisuj recepty, diagnozy i co tam chcesz. Kupić ci kwiatki byłoby głupio, więc masz markowe wieczne pióro z grawerką — powiedziała, wręczając prezent. Objęły się i trwały tak chwilę. — A goździki i ten kosz ze słodyczami i rajstopami to masz od panów. Podpowiedziałam im że dwójki, cholera jak za małe to się wymieni, ale Zosia z kantyny mówiła, że takie brałaś — dodała, szepcząc dziewczynie do ucha.
— Dziękuję, dziękuję wam bardzo, nie trzeba było — znów się rozryczała, nie licząc, który to już raz.
— Przestań, przecież wiem, że byłam ostra, ale ja już tak mam. Siadaj, dziewczyny pokroiły to, co przywiozłaś, kawa zrobiona, niczym się nie przejmuj, dzisiaj ty jesteś oddziałową — usłyszała w odpowiedzi.
Nie mogła uwierzyć, że to się dzieje naprawdę. Przecież była najniższym personelem, a oni wszyscy… Nim zasiadła, podeszła męska część towarzystwa i wręczyła swoje prezenty. Podziękowała, ucałowawszy każdego z facetów.
Chciała czuć się gospodynią tego pożegnania, ale Agnieszka i pozostałe kobiety nie pozwoliły. Kroiły ciasto, nalewały herbatę i kawę, a panowie polewali „Sangrię” i „Cinzano”, a sobie kieliszeczki „Bałtyckiej”, bo niestety tylko taka była dostępna w kantynie.
Komendant wraz z kadrowym i finansowcem wpadł na dosłownie pół godziny. Skosztował ciasta, walnął dwie lufy, wypił pospiesznie kawę i ze swoją świtą ulotnił się, mówiąc, że ma coś jeszcze do załatwienia i obowiązki służbowe czekają. Nim się zmył, poprosił do siebie Annę i Agnieszkę.
— Agnieszko, gdyby Ania chciała przenocować, to na czwartym piętrze, na „zakaźnym”, są sale, tam ją umieść. Nie widzę problemu, po co dziewczyna ma się po nocy tułać. Lepiej niech się prześpi, bo… — tu zwrócił się do praktykantki. — Licho nie śpi. Jeszcze Aniu, do północy podlegasz mnie.
Anna kiwnęła tylko głową, na znak, że zrozumiała, a komendant pociągnął Agnieszkę na bok i coś jej jeszcze przekazywał.
Jak to w piątek, około szesnastej towarzystwo się rozeszło, a każdy, kto nie miał dyżuru, pomknął do domu.
Impreza odbywała się na świetlicy, przy otwartych drzwiach, i Anna dostrzegła przemykającą zołzę, a chwilę potem Władeczka. Wypiła nieco i gdyby teraz to podła baba do niej wyskoczyła, to odgryzła by się z pewnością. Nie miała jednak zamiaru zajmować sobie nimi głowy. Nie było Damiana, miał mieć dzisiaj nockę, ale pod kuratelą Agnieszki. Sylwia była na urlopie, więc biedaczek nie mógł liczyć na fory.
Bała się poprosić Agnieszkę, ale w końcu się przemogła, bo Zosia z kantyny jeszcze siedziała.
— Nie zrozum mnie źle, ale… — zaczęła.
— Chcesz się pożegnać z naszymi pacjentami — koncertowo rozpracowała ją oddziałowa.
— Yhm.
— Leć dziewczyno, ostatnia sala przed kibelkiem jest dla ciebie przygotowana, świeża pościel. Przecież słyszałaś, co mi komendant polecił, nie puszczę cię samą. Pojedziesz rano. Przecież oni dla ciebie… od rana się pytali.
— Pani Zosiu, mogę jeszcze? — zapytała nieśmiało, patrząc na sprzedawczynię.
— No pewnie, idziemy — odparła tamta i obie kobiety udały się do sklepiku.
Wydała majątek, i to niekoniecznie na imprezę tam na górze. To był ostatni moment, by zakupić słodycze, markowe perfumy, alkohol, rajstopy i wiele innych rzeczy. Zofia, nieprzyzwyczajona do takich szaleństw klientów, patrzyła na dziewczynę nieco dziwnie.
— Dziękuję, dziękuję kochana — pożegnała się ze sklepowa, całując w policzek.
Cała rozpalona, na delikatnym rauszu, pokonywała schody dzielące ją od czwartego piętra.
Czekali na nią przy suto zastawionym stole, w sali, która wydawała się być fizjoterapeutyczną, bo tkwiły w niej materace, piłki i inne gadżety. Stanęła i zaniemówiła. Na stole stał tort, potężny bukiet czerwonych róż, ciasto, markowe alkohole i mnóstwo słodyczy.
— Nie, nie — szepnęła cicho, widząc to wszystko, i zatrzymała się w drzwiach.
Stanisław podszedł do niej i delikatnie, ująwszy za dłoń, zaprowadził za stół.
Myślała, że na dzisiaj to koniec miłych zaskoczeń, ale najwyraźniej się myliła. Usiadła na krześle pomiędzy Tadeuszem a Romanem i nie mogła z siebie wydobyć słowa. Podała Romanowi to, co kupiła, a w rogu pokoju pozostawiła resztę zakupów do domu.
Trójka mężczyzn miała na sobie szlafroki, co jej nie zdziwiło zbytnio, bo najczęściej w takim stroju ich widywała. Tu w szpitalu to było normalnością.
— Aniu, tu od nas w podzięce mały prezent. Jak to chłopy, nie wiedzieliśmy, co kupić, więc te słodkości, rajstopy i ten bukiet są od nas — Tadeusz, jako najstarszy stopniem, dzierżył większość darów.
Łzy znów popłynęły jej z oczu, nie liczyła, który to już raz. Przecież w sklepiku wykupiono chyba cały zapas nylonów w jej rozmiarze. Pocałowała go, a potem pozostałych. Nie kryła uczuć, to było dla niej bardzo miłe, cholernie miłe.
— Czego się napijesz, skarbie? Wermut, wino, czy coś innego? — padło pytanie od Stanisława.
— Nie wiem, nie wiem, co polecacie?
Wybrali za nią. Roman pokroił tort i nałożył go na talerze. Wypiła i poczuła parcie na pęcherz. Skosztowała ciasta, było pyszne.
— Muszę za potrzebą, zaraz wrócę — rzuciła, wychodząc z pomieszczenia.
— Romek, ty tylko kurwa nie przedobrz, tak jak ostatnio, co mało nam po tej musze hiszpańskiej ta sprzątaczka nie zeszła, może Staszek doda — rzucił Tadeusz, gdy dziewczyna wyszła.
— Tadek, ty masz sklerozę, przecież wtedy Władek dodawał, nie ja — odburknął Roman, dodając afrodyzjak do kieliszka Anny. — Spoko, pięć kropelek i pół godziny. Każdą babę to jebnie — dodał, odmierzając dawkę afrodyzjaku.
— Tadzik, a czy ona sama by nie chciała? Przecież… — zapytał Stanisław.
— Stasiu, ty nadal taki. Szczęściu trzeba dopomóc — zamknął rozmowę Tadeusz.
— Uwaga, wraca — rzucił Stanisław będący na czatach, gdy stukot szpilek dziewczyny stał się słyszalny.
Zasiedli za stołem. Nie działali tak pierwszy raz.
Wypiła po powrocie. Nie odczuwała tego gorąca tak jak wcześniej, bo i pora stała się mniej słoneczna, a emocje opadły. Rozmowy stały się luźniejsze, Ania bardziej odstresowana. Wszak, to był finał jej praktyki.
— A twój chłopak to pewnie dumny jest, że hej.
— Nie, nie mam chłopaka.
— Żartujesz, taka dziewczyna jak ty? — rzucił Tadeusz, a jego dłoń spoczęła na spódnicy Ani.
Potraktowała to jako normalność. Przecież parę godzin temu nie odgoniła ręki emeryta, mało tego, jego dotyk był przyjemny.
Rozmawiali, oni wspominali stare dzieje, ona opowiadała o sobie. Śmiali się wszyscy, a jej stawało się coraz bardziej gorąco.
— Ciepło tu — stwierdziła.
— Tak rzeczywiście ciepło, ale Ania, jak ci gorąco to ściągnij tę bluzkę, nie męcz się — zaproponował Tadeusz.
— Ale jak tak, a jak ktoś przyjdzie? — zapytała.
Wybuchli gromkim śmiechem, a ona nie wiedziała dlaczego, zrobiła głupią minę.
— Anulka, to zakaźny, tak to piętro nazywają nieoficjalnie. Jak my tu balujemy to nikt nie wejdzie, no chyba żeby się paliło. Oddziałowe wiedzą. Czasami jak pobalujemy ostrzej to nawet tu śpimy w sali obok — wytłumaczył dziewczynie Stanisław i powstawszy stanął za jej plecami. — Śmiało dziewczyno, nikt tu nie przyjdzie — zapewnił, a dłonie poczęły rozpinać guziczki bluzki.
Czuła się jakaś lekka, wyluzowana. Nie zaprotestowała. Pozbyła się tego odzienia, pozostając w górnych partiach ciała tylko w białym biustonoszu z delikatnym koronkowym wykończeniem. Stasiu nie omieszkał musnąć poprzez materiał stanika obu piersi, następnie zabrał bluzkę i powiesił ją na wieszaku znajdującym się w rogu pomieszczenia.
Patrzyli na jej zakryte biustonoszem piersi. Przez chwilę nie mogli oderwać wzroku.
Ania miała już trochę w czubie. W domu zjadła lekkie śniadanie, bo zdenerwowana nie mogła w siebie wcisnąć więcej. Lampka koniaku u komendanta, potem kilka kieliszków wina i wermutu na spotkaniu z koleżankami i kolegami, no i teraz. Jak na swoją wagę wypiła sporo i czuła lekki rausz. Nie to jednak dziewczynę najbardziej zastanawiało.
Stała się jakaś mniej wstydliwa, jakby coś przełamało wrodzoną nieśmiałość. Na dość osobiste i frywolne pytania trójki emerytów odpowiadała bez skrępowania, nie rumieniła się, gdy opowiadali „kawały z brodą”. Czuła się taką wyzwoloną Anią, przeciwieństwem Anny z dobrego wiejskiego domu, pruderyjną i płochliwą.
„Boże, co jest, co się ze mną dzieje?” — zastanawiała się.
— Ale ty Aniu, to jeszcze panienką jesteś, czy już posmakowałaś? — wywalił dość odważne pytanie Roman.
— No ja już, ale, szkoda gadać — odparła, nie wierząc, że się na to zdobyła.
— No jak było, opowiedz, jak było? — gorący temat od razu podchwycił Tadeusz i wzrok wszystkich mężczyzn spoczął na niej.
— Nie wstydź się, daj nam starcom pikantne szczególiki. Prosimy — Stanisław złożył ręce w błagalnym geście, a Tadeusz polał wszystkim kolejną dawkę Cinzano.
— Ale… — jeszcze miała odrobinę wstydu, wzbraniając się przed tym wyznaniem.
— Nie daj się prosić Ania, opowiedz — nie ustępowali.
„Przecież ich już więcej nie zobaczę, a co mi tam” — zadecydowała, pochłaniając nalany trunek.
Słuchali jej relacji z zaciekawieniem, a Staszek ponownie napełnił kieliszki alkoholem. Gdy skończyła, otarła pot z czoła, bo stawało jej się coraz bardziej gorąco.
— Aniu, ściągaj te rajtki, bo nam się w nich upieczesz. Elegancja, elegancją, ale teraz mamy część nieoficjalną i nie ma potrzeby się męczyć — dostrzegł Tadeusz i położył dłoń na kolanie dziewczyny, delikatnie, masując je opuszkami palców.
— Ale…
— Nie ma żadnego ale, nie będziesz się Anulko męczyć, wstań pomogę ci — Tadeusz nie odpuszczał i pomógł jej wstać z krzesła. Gdy tylko to zrobiła od razu pojawił się przy niej Roman.
— Pomogę ci — powiedział i wsunął obie dłonie pod spódnice.
Reagowała z opóźnieniem, i nim zdołała skierować swe dłonie, by uchwycić bieliznę to Roman rolował rajstopy w dół. Oby tylko rajtki, uchwycił je razem z figami.
— Ale… no same… — dukała, gdy obie części garderoby zjechały do kolan.
— A co ci szkodzi, niech sobie siurka pooddycha — skwitował działanie Romka, Tadeusz, dostrzegając, że wraz z nylonkami zsunięte zostały czarne, bawełniane majtki.
Było jej głupio, ale nie zareagowała. Nie powiedziała stop, nie chwyciła rolowanych części bielizny, by naciągnąć je na siebie. Patrzyła jak Roman zsuwa bieliznę do kostek.
— Przytrzymam cię Aniu, żebyś się nie wywróciła, podnieś nogę — usłyszała głos Tadeusza, a mocne dłonie emeryta chwyciły ja na wysokości piersi. Niby przypadkiem jedna z nich wsunęła się pod miseczkę biustonosza i poczuła jak palce dotykają sterczącej brodawki. Cofnął ja po chwili, gdy syknęła i jednocześnie zrobiła to, co chciał, wysuwając jedną, a potem drugą stopę z czarnych szpilek.
Zdawała sobie sprawę, że pochylony emeryt operujący przy jej stopach, musiał dojrzeć wilgotną plamę na materiale majtek. Sporą, bardzo sporą, bo od pewnego czasu pochwa produkowała śluz w nadmiarze. Zauważyła to po jakiś czterdziestu minutach, gdy zasiadła z nimi. Nie wiedziała, dlaczego tak się dzieje. Czy to przez to, że wcześniej z całą trójka miała pettingowe epizody? Przecież ci emeryci nie byli w typie Anny, byli przeciwieństwem tego przystojnego lekarza. Owszem, pomogli, byli mili, trochę zboczeni, ale nic więcej.
Gdy Roman odłożył na bok zdjęte części bielizny wyszła za potrzebą.
Odczekali chwilę, po tym, gdy zamknęła drzwi. Stanisław pierwszy chwycił pozostawione na wolnym krześle rajtki z majteczkami i przyłożył je do nozdrzy. Zaciągnął zapach niczym pies tropiący.
— Dawaj! — Tadeusz zabrał mu trofeum spod nosa i podobnie jak poprzednik napawał się aromatem kobiecego zapachu. — Jest podjarana, wilgotna, a suteczki twarde jak skała — dodał, przekazując bieliznę Romanowi.
— Gotowa, wilgotna i nasza. Jak jej ściągałem, to uda jej drżały — po sesji wąchania damskich fatałaszków, swoje spostrzeżenia przekazał Roman.
— Chłopy, tylko delikatnie, to nie Marzenka, co miała dupę jak szalupę i cyce jak donice, a do cipy byś łeb wsadził. To nasza najlepsza zdobycz — Tadeusz udzielał pozostałym swoistego instruktażu — I Romek, bez tych twoich wytrysków na twarz, bo żeś się za dużo niemieckich pornoli naoglądał z tą Orłowski, a ty to lubisz takie perwersje. Spust w cipkę i po wszystkim, no i kondomy, żeby który nie zapomniał — dodał.
Fujary im stały, może nie w pełnym wzwodzie, ale w tym emeryckim. Jak na komendę wszyscy zsunęli z siebie majtki, pozostając tylko w szlafrokach, a swoją bieliznę schowali za piłkami. Nie krępując się dłońmi stymulowali prącia.
Oszołomiona zaskoczona tym, co dzieje się z jej ciałem siedziała na desce klozetowej. Wargi sromowe dziewczyny były nabrzmiałe, ckliwe na wszelakiego rodzaju dotyk, sutki, sterczące jak nigdy. Nawet podczas owulacji, kiedy kobieta jest najbardziej na dotykowe bodźce wrażliwa, tak nie miała. Siedziała na kibelku i sama nie wiedziała, co się z nią dzieje.
„Co się dzieje? Dlaczego?” — zadawała sobie pytania, wycierając mocz z wiadomego miejsca, a potem śluz spomiędzy sromowych warg i ud, bo tyle się tego naprodukowało.
To nie było normalne, była jak samica w rui, podniecona w niewiadomy sposób. Odczuwała specyficzne ciepło. Coś wewnątrz ciała grało i pragnęło dyrygenta, by tę symfonię doprowadził do końca.
Prócz biustonosza, czarnej spódnicy i szpilek na niezbyt wysokim obcasie, nie miała nic. Pozbyła się reszty ubrań i bielizny w ich obecności i zgodziła się na to, nie protestując.
Przez myśl przeszło grzeszne pragnienie — wsadzić sobie palce w cipkę i zrobić dobrze. Masturbować się tak przaśnie, w kiblu, ale odgoniła tę perwersję. Wytarła srom szorstkim papierem toaletowym i ruszyła w kierunku sali ćwiczeń.
Może nieco ochłonęła, może alkohol wyparował, ale tego nie była pewna. Pewnym było to, że stukot jej szpilek na czwartym piętrze był słyszalny z daleka.
Władysława nosiło, nosiło jak cholera. Od dłuższego czasu, gdy zdał sobie sprawę, że tamci, bez niego siedzą sobie z tą dziewuszką, to szlag jasny go trafiał. Był zawsze z nimi, od pięciu lat, a może dłużej i tworzyli zgrana paczkę, a że często traktowali go jak chłopca na posyłki, no był najniższy stopniem. Jednak zawsze kosztował owoców ich wspólnej pracy.
Salowe, stażystki, „piguły”, a i nawet świeża lekarka się trafiła. Nie przejeżdżali tutaj średnio raz na pół roku, by podreperować zdrowie. Pierwsze dwa tygodnie gratis, potem płacili za pobyt, po resortowych cenach, co zbytnio ich po kieszeni nie szargało. Ten smaczek osaczenia, te kobiece opory, przełamywanie wstydu. Tego nie można było porównać do niczego. Jednakże Ania była jedyna, niepowtarzalna. Jakże ona się rumieniła, jak była niewinna, nieśmiała, tak naturalna i … — tu Władeczkowi brakowało słów.
Podniósł się z tapczanu. W przesłuchaniach za starych czasów był ostry. Potrafił wydobyć z zatrzymanego wiele, a czasami nawet przyznanie się do winy, której ów nie popełnił. Za to przecież tuż, przed emeryturą, gdy miał majora w kieszeni podpadł. Za bardzo wczuł się w rolę i spacyfikował delikwenta. Wszystko, wszystkim, ale tego nie dało się ukryć, gdy ów trafił na intensywną terapię.
Przeklinał chwilę, w której zwąchał się z sędziną. Omotała go, ta stara niezaspokojona panna. Przepadł, nie bacząc na kolegów. Teraz zdał sobie sprawę, że popełnił błąd, ale cóż, kiedy tamta, napalona, omotała go.
„Kurwiszcze, jebane kurwiszcze” — ocenił ją, wiedząc, że pieprzyła się z pryszczatym praktykantem.
Wstał i zamknąwszy za sobą drzwi ruszył w kierunku jej pokoju. Zapukał mocno w nie, otworzyła.
— Władek? — zapytała, a on ją pchnął w głąb pokoju i bezpretensjonalnie wsadził łapska pomiędzy uda sędziny.
— Władek, co ty? — zapytała, będąc dalej pchana przez niego, aż w końcu dotarli do tapczanu. Nacierał dalej, tak że zmuszona była położyć się na nim.
Była w sukience, takiej letniej do kolan, w kwiaty. Bezpretensjonalnie zadarł ją w górę i odsunąwszy figi wprowadził fallusa we wnętrze sędziny.
— Ał, boli, nie Władek, nie, nie chce tak. Poczekaj — wyrzuciła z siebie, ale partner nie zwracał na to uwagi.
Zadawał głębokie pchnięcia, a dłonią zatykał jej usta. Czuł się teraz dominatorem, choć w myślach nie kopulował z Małgorzatą, a z Anią.
Przyspieszył ruchy bioder, nie zważając na to, że emerytka miała zamiar uciec swym ciałem. Nie zwracał na to uwagi. Przyśpieszył, zadając płytkie pchnięcia. Trzymał ją mocno. Zacisnął dłonie na jej szyi, tak że chwilowo nie miała dostępu świeżego powietrza.
— O, ooo — wyszło z ust, gdy pierwsza porcja nasienia trysnęła w cipę.
Gdy wróciła z toalety i usiadła mężczyźni wydali się jej jacyś dziwni. Patrzyli na nią dziwnym wzrokiem, takim dzikim.
— Aniu, my… — padło z ust Tadeusza i jak na komendę cała trójka zrzuciła z siebie szlafroki, stojąc na golasa.
— No co wy… — palnęła zaskoczona.
Otoczyli ją i nawet nie zareagowała, gdy pozbawili reszty odzieży. Tadeusz zdjął spódnicę, a Staszek rozpiął biustonosz, który po chwili wylądował na ziemi.
— No co wy… — powtórzyła, gdy unieśli ją nagusieńką i złożyli na materacu obok.
Szpilki spadły z bosych stóp, a tkwiący za nią Roman ułożył głowę Anny na swoich kolanach. Tkwił za nią w kuckach i mocno chwycił dziewczynę za nadgarstki. Będący po przeciwległej stronie Tadeusz rozszerzył nogi nastolatki, tak że wilgotna cipka prezentowała mu się w pełnej krasie. Stanisław tkwiący z boku dłońmi objął piersi i począł je ugniatać.
— Panowie, no co wy… — powtórzyła po raz kolejny, ale przerwała, gdy dłoń Tadeusza otarła się o wargi sromowe.
— Aniu, przecież tego chcesz, mówisz nie, ale twoje ciało mówi tak — usłyszała od niego, a ten, gdy tylko zakończył mówić, zanurkował pomiędzy szeroko rozwiedzionymi udami kobiety i począł lizać wilgotne krocze.
Stanisław w tej samej chwili pochylił twarz i wargami dotknął jedną z piersi, nie przerywając dłonią pieścić drugiej.
Z jednej strony pragnęła wyrwać się, krzyczeć, wzywać pomocy, bo jasne stawało się do czego dążą jurni emeryci, ale bodźce jakie dostawała, były tak stymulujące i przyjemne, że nie miała siły, by zabronić, uciec. Cipka pulsowała, gdy sprawny język Tadeusza wyprawiał w jej wnętrzu hołubce, łechtaczka stała się duża i ckliwa na wszelakiego rodzaju bodźce.
— Aaa ach — wyszło z jej ust i pozwoliła na dalsze działania.
Roman pochylił się i odsunąwszy dłoń Stanisława ustami objął stercząca brodawkę, ssąc ja delikatnie, to samo czynił Stanisław i dało się słyszeć miarowe mlaśnięcia. Tadeusz oralnie działał na dole, powodując, że nastolatka zaczęła popiskiwać.
— Dobrze ci, powiedz dobrze ci? — usłyszała głos Tadeusza i zdała sobie sprawę, że teraz jeden z jego palców delikatnie stymulował jej wnętrze, zastąpiwszy usta.
— Taa, o nie, och — odpowiedziała, przerywając westchnieniami — Oj nie… tak nie można — dodała, ale mówiąc to nie chciała, aby przestali ją pieścić.
Wskazujący palec Tadeusza to wsuwał się, to wysuwał, cały, będąc pokryty w sokach Anny, a ta tylko przymknęła delikatnie oczy, poddając się tej pieszczocie.
— O je, o je — wyrywało się jej przy każdej penetracji, a gdy emeryt przyśpieszył nim ruchy, otwarła szeroko usta i wydała z siebie nieartykułowany dźwięk.
Pozostali dwaj, nadal łapczywie całowali piersi, podgryzali delikatnie sutki, dłońmi obmacywali brzuch.
Tadeusz znów zanurkował i zaczął ją pieścić oralnie, jednak nie wycofał stymulującego palca i teraz dostawała bodźce, jakich jeszcze nigdy nie doznała. Jęzor drażnił łechtaczkę, palce zagłębiał się we wnętrzu. Westchnęła tylko i naprężyła ciało delikatnie, zsuwając się z kolan Romana. Poczuła jak jego sztywny fallus ociera się o szyję.
Poddała się im, dawki przyjemności, jakie teraz dostawała, skruszyły wstyd i zażenowanie.
— Anulko kochanie, Anulko, jak ty jesteś słodka — Tadeusz przestał ją stymulować i uniósł jej obie rozrzucone nogi ku górze. — Ty cała płoniesz, chcesz tego — dodał i puściwszy jedną z nóg począł dłonią stymulować penisa.
Roman zmienił miejsce i natychmiast znalazł się koło Tadka, podziwiając teraz wilgotną szparkę i zbliżając w to miejsce twarz. Stanisław objął dziewczynę za szyję, przestając pieścić pierś.
Teraz miała szansę, by zakończyć ten spektakl, gdy nie była stymulowana, gdy bodźce nie docierały, ale nie zdołała się przemóc, a potem gdy Roman wjechał językiem w cipkę było za późno i tylko jęk rozkoszy wyszedł z ust dziewczyny.
Jakże on ją stymulował tym językiem, jakże te szybkie ruchy, niezbyt głębokie muskające płatki były przyjemne i boskie. Tylko jęczała, zatapiając się w ekstazie, a jej odgłosy chwilowo stłumił Stanisław, który wbił się ustami w jej usta.
Język Romana głębiej penetrował wnętrze, coraz bardziej agresywnie poczynając sobie w środku. Odrzuciła jedno ramie za głowę, odgięła kark i ponownie przymknęła oczy.
Była ich, ich trofeum. Naga bezbronna chcąca tego. Sama nie wiedziała, dlaczego tak się dzieje, bo czy marzeniem większości kobiet jest udział w seksie zbiorowym? Chęć, bycia braną przez trzech starych niegrzeszących urodą facetów? Nie, ale to coś w niej chciało tego. Tylko, co to było? Ukryte drugie ja Anny? To grzeszne, wyuzdane, które teraz się wyzwoliło? Nie wiedziała i w tej chwili wiedzieć nie chciała, czując się bosko.
Zamiast słów, wydawała tylko jęki i poddawała się temu co robią, a oni w tej chwili podnosili ją i nakazali, by przyjęła pozycję na czworaka, pomagając kobiecie w tym.
— Aniu, proszę, weź go — usłyszała prośbę, a przed jej oczami wyrósł penis Tadeusza w pełnym wzwodzie. Zawahała się, a organ delikatnie dotknął jej warg. — Proszę, zrób to — Tadeusz powiedział to błagalnym tonem głosu jeszcze bardziej, wypinając biodra.
Stanisław leżał pod jej ciałem i właśnie wsuwał palca do cipki, Roman będący z tyłu rozpoczął całowanie pośladków i też miał zamiar wsadzić paliczka w piczkę.
Otwarła usta, a Tadeusz delikatnie wsunął kutasa do wnętrza. Niezbyt głęboko, jakby, sondując, na ile sobie może pozwolić. Podparta na dłoniach nastolatka nie mogła pomóc sobie dłonią, i zdana była na to jak delikatny będzie Tadzik.
Ten powoli poruszał biodrami, najpierw, wykonując płytkie ruchy, a potem coraz głębsze. Zamknęła oczy, smakując kutasa, a emeryt po chwili dłońmi ujął jej głowę i sterując nią dyrygował tempo i głębokość penetracji.
Brzuch i okolice ud miała wilgotne od śluzu i śliny kochanków, a ciepłe wnętrze pulsujące i pieszczone palcami Romana, aż kipiało sokami.
Nie mogła dostrzec gestu tego ostatniego, który dał umówiony znak Tadeuszowi, że dziewczyna jest już gotowa na przyjęcie członka w cipkę. Działali ściśle i w porozumieniu, dobrze, wiedząc, kiedy przejść do kolejnej fazy.
Poczuła, że Tadzik wysuwa penisa z ust i odchodzi, a jego miejsce, po sekundzie, może dwóch zajął Tadeusz. Na tę krótką chwilę otwarła oczy i dojrzała fallusa drugiego z mężczyzn.
— Anusiu, teraz mi, mi weź — usłyszała, a przyrodzenie dotknęło warg.
Wydawał się mniejszy niż fujara Tadeusza, a może Ani tak się wydawało. Rozpalona, rozgrzana niczym piec hutniczy, nie mogła odmówić. Otworzyła usta, a Romek wprowadził w nie prącie. Ponownie zamknęła oczy i poczuła jak dłonie łapią ją za tył głowy i sterują ruchami. Stanisław musiał wyczołgać się spod niej, bo nie czułą już jego ust na brzuchu, a dłoni na piersiach. Najwyraźniej zajął pozycję za nią, gdyż w piczce znów zagościły czyjeś palce. Scenariusz oralny się powtarzał, najpierw delikatne wolne pchnięcia, następnie nieco głębsze i szybsze. Gdy miejsce Romana zajął Staszek zmęczona Ania zmuszona była przysiąść na tyłku, gdyż ręce i kolana zaczęły ją boleć. Nie była w stanie tkwić na czworaka dalej.
Tadeusz nakładający na fujarę kondoma dostrzegł uchylone drzwi do pomieszczenia, a w nich sylwetkę Władka. Stał, patrząc na niego błagalnym wzrokiem, który mówił tylko jedno:
„Zgódź się, ja też”
Nie, nie miał zamiaru zgodzić się, by ten dupek, nieprzestrzegający zasad, zwąchany ze starą prukwą, dołączył teraz do orgii, jaka tu się rozgrywała. Nabroił, to niech teraz odpokutuje, może zrozumie co stracił. Gestem przekazał mu to, co przeszło przez jego czerep, dając jasno do zrozumienia, że wstęp ma wzbroniony i może sobie tylko popatrzeć.
Ten wyraz bólu i żalu w oczach Władysława musiał dostrzec. To był wzrok proszący, wręcz błagający, taki, gdy pies patrzy na właściciela, gdy ten kroi smakowite kawałki mięsa.
„Ni chuja” — herszt lubieżników był stanowczy i posłał w kierunku kapitana takie spojrzenie, że tamten musiał zrozumieć, że nie dla niego dzisiejsza impreza.
Ania obrabiała fiuta Staszka oralnie, pomagając sobie dłonią, a ten, dostrzegłszy zbliżającego się Tadeusza, wysunął fallusa z ust i odsunął dłoń dziewczyny z przyrodzenia. Roman całujący łapczywie piersi, Ani też chwilowo zaprzestał działań i jakby na komendę obaj ujęli nastolatkę i położyli na plecach.
Dostrzegła zbliżającego się Tadeusza, który przysiadł i chwyciwszy ją pod kolana rozszerzył uda dziewczyny.
— Tadeusz, nie, nie — wyszeptała zdając sobie sprawę, że ten ma zamiar spenetrować wnętrze fallusem.
— Nie bój się Anusiu, nie bój, mam kondoma, widzisz, będę delikatny — usłyszała a on przesuwał się po materacu ze sterczącą pałą.
Wyraz wzroku i psycha dziewczyny protestowały, ale rozpalone ciało mówiło co innego. Ono chciało, wszelakie dostrzegalne objawy na to wskazywały. Pełne, nabrzmiałe wargi sromowe, nawilżenie, ciepło i skurcze cipki, brązowe sterczące brodawki.
— Bo… — wyrzuciła z siebie, chwilę przed tym, gdy kutas Tadeusza otarł się o płateczki muszelki, a dłonie dwóch pozostałych emerytów zaczęły stymulować piersi dziewczyny.
Kierował go dłonią, ocierając się nadal, przesuwając od wzgórka w dół i z powrotem, a zanim poczuła jak śmiałym ruchem wsunął go do wnętrza, to usta Stanisława spotkały się z jej wargami.
Przesuwał organ powoli, zagłębiając w całości, a potem zaczął wykonywać powolne delikatne ruchy frykcyjne.
Odepchnęła twarz Stanisława od swojej i wydała jęk rozkoszy. Obaj asystujący od razu zajęli się falującymi piersiami, całując je łapczywie.
Przepadła, ale czy teraz zdawała sobie z tego sprawę? Poddała się na całej linii, zgodziła na penetrację vaginalną i… czuła narastającą przyjemność, której chciała, chciała więcej.
Gdy ruchy Tadeusza stały się szybsze puściły Annie hamulce. Jęczała z rozkoszy, wiła się współpracując z partnerem. Zamknęła oczy, zatapiając się w nieopisanym dla niej odczuciu.
Bez żadnego wstydu, gdy dłoń jednego z mężczyzn nakierowała jej rękę na członka zaczęła masturbację owego. Czuła, że nadchodzi orgazm, a jego uderzenie będzie intensywne, takie, jakiego nigdy jeszcze nie doznała.
Wszyscy uczestnicy tej orgii byli po alkoholu, co znacznie wydłużało spełnienie, na dodatek męska część spektaklu, jaki tu się rozgrywał miała swoje lata i nie byli to napaleni nastolatkowie, co to po kilkunastu ruchach trysną w sposób niekontrolowany.
Szczytowała przed ejakulacją Tadeusza. Uniosła biodra, wydając nieartykułowane dźwięki. Uda drżały, ścianki pochwy zaciskały, ciało szalało targane ekstazą.
— Taaa, ooo — wyła z rozkoszy i dłońmi miała zamiar odsunąć obie twarze pozostałych partnerów. A Tadeusz nadal penetrował wnętrze, nie będąc spełnionym.
Odpłynęła, przepadła w szale orgazmu, nie słysząc pojękiwań pierwszego z partnerów i tego, że ów doszedł. Nie zdawała sobie nawet sprawy, że po Tadziu brał ją Stanisław i teraz jego organ gościł w jej wnętrzu.
Panowie mieli scenariusz obcykany. Lata praktyki robiły swoje, a zawsze ów był identyczny, no może z jednym wyjątkiem, bo ten był bez Władzia. A on…
Stał w drzwiach, wściekły na siebie i „marszczył freda”, patrząc na poczynania kompanów. Faja nie stała, tak jakby chciał. Jakże pragnął być tam, przy nich, czekając na swoją kolej.
„Spierdoliłem sprawę, spierdoliłem” — przeklinał się w myślach za to, że skumał się z tą sędziną, a po drugie, że spółkował z ową nie tak dawno, a w jego wieku regeneracja to nie kilkanaście minut, a bite godziny.
Kuśka, to mu stawała, to zaś opadała, powodując frustrację. Starał się mocniej zaciskać dłoń na kutandze, ale niewiele to dawało. Miał jakąś dziwną sinusoidę erekcji, i to pomimo faktu, że oglądał taki spektakl. Jednak jego tam nie było, po raz pierwszy od kilku lat, gdy tu się spotykali i knuli plany jak usidlić, a potem posiąść wytypowaną kobietę.
Pamiętał ten pierwszy raz w 1983 roku, gdy jeszcze służył. Salowa, taka dziewucha, co to ma czym pooddychać i na czym usiąść. Renata. Ale gdzie jej było do Ani, prosta wieśniaczka, co to na sianie niejednemu dawała. Potem doktorka świeżo po szkole, też niczego sobie, ale z pewnością na studiach to ona zaliczała przedmioty przez łózko. Kolejne jak w kalejdoskopie przelatywały biedakowi w myślach i żadna, ale to żadna nie dorównywała Annie.
Ta była inna i na taką czeka się te kilka turnusów… a on? Spierdolił koncertowo swoją szansę, za pięć dwunasta, zwąchując się z sędziną, która była tu drugi lub trzeci raz. Ze starą babą, których mógł mieć na pęczki z domów wypoczynkowych obok, a że tam chętne mężatki, wdowy i stare panny były, to dobrze wiedział, bajerując owe przy domu zdrojowym.
„Nie przebaczę tego tej kurwie. Nie przebaczę — tłukło się w głowie Władeczka, gdy patrzył, jak Staszek spółkuje z Anią, a pozostali towarzysze pieszczą ciało dziewczyny.
Nie zaoponowała, gdy męskie dłonie znów ustawiły ją w pozycji „na pieska”, penetracja Stanisława zakończyła się spełnieniem omawianego i wysunął penisa z gorejącego wnętrza Ani. Za jej pupą usadowił się Roman i wniknął w cipkę swoją kutangą.
Dziewczyna ledwo trzymała się na dłoniach, przyjmując pchnięcia Romka, a i ten ze wzwodem miał pewien problem i fajka nie stała tak jak powinna. Obaj pozostali emeryci obmacywali ją i stymulowali piersi, a Ania…
Opadła, nie była w stanie utrzymać ciała. Czoło oparła o materac, wypychając pupę do góry, co było ostatniemu partnerowi na rękę. Objął jej biodra dłońmi i sterował całym procesem, zadając konkretne pchnięcia.
Zgodnie z poleceniem Tadeusza każdy z nich przed penetracją vaginalną założył „ubranko robocze” na sprzęt. Nie w głowie im było na stare lata płacić alimenty na dziecko, a czy rodzimy „Stomil” to zapewniał? Jaskość nie najlepsza, ale nic innego nie było.
Przeżyła kolejny orgazm, wijąc się, penetrowana przez ostatniego z emerytów. Jęczała, wydawała z siebie szarpane wyrazy, pojedyncze zgłoski, a przede wszystkim, dając spektakl kobiecego orgazmu tej trójce, bo o tym, że Władeczek na to patrzy nie miała zielonego pojęcia.
Gdy zakończyli, całując jej ciało niczym klejnot, drżała. Uda jeszcze przez chwilę przechodził jakiś dziwny prąd, cipka nadal pulsowała, a piersi były tak tkliwe jak nigdy i falowały, będą jakby większe. Leżała na materacu, oddychając głęboko, na wpół przytomna, starając się uspokoić oddech i dojść do siebie.
Nim to się stało, poczuła jak silne dłonie unoszą ją i przenoszą gdzie indziej. Błysnęło światło i dostrzegła tapczan, na którym ją złożono. Ktoś nakrył nagie ciało kocem, inny pocałował w usta, kolejny w czoło. Westchnęła tylko, nie do końca wiedząc, co się stało.
— Śpij kochana — nie zdawała sobie sprawy, który z emerytów to powiedział i jednocześnie poczuła składany pocałunek w usta.
Światło zgasło. Zapadła w sen.
Władek nie miał zamiaru odpuścić. Nie ejakulował tam wtedy, z niewiadomych dla niego przyczyn, nie był w stanie, ale schowany w kiblu na czwartym piętrze dostrzegł, gdzie położyli Anię.
Jak kot, cichutko, po paru godzinach skradał się do zapamiętanego pomieszczenia.
„Kurwa” — zaklął w myślach, gdy drzwi wejściowe do jej pokoju zaskrzypiały.
Spała. Na szczęście spała. W świetle księżyca dostrzegł śliczną twarzyczkę. Delikatnie zsunął z niej kołdrę i lustrował nagie ciało dziewczyny.
„Dała im, to i mnie da” — przeszło mu przez głupi czerep. — „A jak nie da, to se sam wezmę” — dodał i począł majstrować przy pasku szlafroka.
Nie miał nic pod spodem. Zrzucił go i tkwiąc nagi przed nieprzytomną dziewczyną począł stymulować członka.
Ruszył się, a wtedy wpadli wszyscy trzej. Kop w dupę, zadany przez Stanisława był silny, tak że padł na podłogę. Kolejny razy zadawane przez Tadka i Romana nie oszczędzały korpusu i okolic krocza Władeczka.
— Ty głupi chuju — usłyszał od jednego z trójki kamratów. — Chciałeś sobie poużywać? — teraz rozpoznał głos Tadeusza.
Poczuł, jak jeden z byłych kolegów zakłada mu dźwignię, a potem, nagi, zostaje wyciągnięty na korytarz.
— Ty kurwa jednak głupi jesteś.
— Głupi? Staszku, on jest pojebany!
— Wypierdalaj do tej starej pizdy! — przy tym ostatnim zdaniu, dostał kopy od całej trójki.
Staszek chwycił go za głowę i przyciągnął do siebie.
— Co ty głupi chuju myślałeś? Że Anię tak zostawimy? Na pastwę losu, żebyś mógł sobie poużywać? Tobie się kapitanie we łbie nie pojebało? — i dostał z pięści w twarz, mocno, solidnie.
— Wykurwiaj stąd, idioto — Tadeusz precyzyjnie wymierzył cios w krocze niedoszłego amatora Ani, zadając mu przeszywający ból.
Skulony, nagi, upokorzony, zmierzał do swojego pokoju. Miał szczęście, dyżurna pielęgniarka spała i nie musiała oglądać tego żałosnego widoku. Zwalił się na łózko i zapłakał.
Obudziła się, nim nastał świt. Ogarnęła się i dostrzegła poukładane na stoliku prezenty. Znalazła spódnicę i bluzkę. Długo szukała bielizny, ale tej nie znalazła. Zamiast niej natknęła się na prezent od nich — złoty łańcuszek z serduszkiem.
Tak, zdawała sobie sprawę, co zaszło zeszłej nocy w sali obok. Nie namyślając się długo, rozpakowała jedną z par rajstop i założyła je na gołe ciało. Nie zważała na brak biustonosza, wszak bluzka maskowała jej piersi.
Opuściła teren szpitala, obładowana jak transportowy koń. Rozkład jazdy miała w małym paluszku. Wsiadła do pociągu, czując się emocjonalnie rozbita. Przeklinała się za to, że pozwoliła im… ale z drugiej strony. Pociąg ruszył.
Pięć lat później. Akademia Medyczna w Krakowie. Ceremonia wręczenia dyplomów ukończenia szkoły.
— Anna Lesień, trzecie miejsce w rankingu. Gratuluję — rektor mocno uścisnął jej dłoń, wręczając dyplom.
Była lekarzem medycyny. Dopięła swego. Ona, z takiej wioski, znalazła się w ścisłej czołówce abiturientów tej szanowanej uczelni. Nigdy nie zawaliła semestru, zawsze była na czołowej pozycji. Lubiana, pomocna i jakże piękna.
Odebrała ten ważny dokument i zeszła do najbliższych. Już wybrała specjalizację — ginekologię i miała zamiar iść w tym kierunku.
Rodzice mieli pierwszeństwo. Ucałowali córkę, a duma na ich twarzach mówiła wszystko, a potem…
Zbliżył się Rafał, student Politechniki, którego poznała na III roku. Jej równolatek, który również kończył uczelnię.
— Gratuluję, kochanie, jestem z ciebie dumny, a w domu…
— Wiem i już teraz ci mówię tak — odpowiedziała, poprawiając łańcuszek z serduszkiem na szyi.
— Kocham cię — usłyszała.
— Kocham cię — odpowiedziała, nie żałując tego, co zrobiła, by osiągnąć cel.
Rok po praktykach Anny. Wojskowy Szpital Uzdrowiskowy.
— Panowie, czy tylko mi się wydaje, że ta nowa pomoc kuchenna…
— Tadziu, czytasz w naszych myślach, ale czy ona będzie taka, jak Ania? — zapytał kolegę Staszek.
Na to pytanie nikt z emerytów nie znał odpowiedzi.
— Nie będzie, ale chuj oczu nie ma, a nam potrzebna nowa dupa, bo inaczej to będziemy sami sobie konia walić.
To już materiał na kolejne opowiadanie, a czy ono powstanie?…
jamer106
Jak Ci się podobało?