Moja matka na zapleczu klubu (I)
26 października 2026
25 min
Poniższy tekst znajduje się w poczekalni!
Opowiem Wam dziwną historię, może prawdziwą, a może nie, któż to wie. Na początku jest to jedynie część historii, bo jeśli się nie nadaję to, po co was męczyć kolejnymi wersjami. Na pewno imiona zostały zmienione z wyjątkiem żeńskich, które są w pełni prawdziwe. W ramach wstępu muszę napisać, że jako kobieta wczułam się tu w rolę młodego chłopaka, więc za pewne błędy wybaczcie.
Jestem klasycznym, przeciętnym chłopakiem ze średniego miasta, jakich w Polsce wiele. Takim gościem, którego można minąć pod sklepem i po dziesięciu sekundach nie pamiętać, jak wyglądał. Osiemnaście lat skończyłem dwa miesiące temu, więc lubię się pobawić i korzystać z życia. Nadal mieszkam z rodzicami, nadal chodzę do szkoły i nadal słyszę, żebym wyniósł śmieci, chociaż zgodnie z prawem jestem już przecież dorosły.
Mam na imię pospolicie – Kuba. Jestem dość wysoki, szczupły, z ciemnymi włosami, które z przodu ciągle wpadają mi do oczu. Matka regularnie przypomina mi więc o fryzjerze, mimo że jestem dorosły. Zwykle noszę klasyczne dżinsy, jakiś t-shirt, bluzę i sportowe buty, na które wydaję więcej, niż powinienem – co równie ciągle wypominają mi rodzice. Tego wieczoru miałem na sobie czarną bluzę bez nadruku i szarą jesienną kurtkę. W kieszeni kurtki trzymałem pieniądze dla Patryka – to ważne – pieniądze zawsze są ważne, tego nauczył mnie ojciec.
Ojciec prowadzi firmę budowlaną. Buduje magazyny, jakieś takie markety, czasem hale, które widzimy na obrzeżach miast, a z okna samochodu wyglądają identycznie. Dobrze na tym zarabia. Nawet bardzo dobrze, na tyle, że synkowi nic nie brakuje. W domu ogólnie nigdy nie brakowało pieniędzy, za to ojca często nie było. Wracał w czwartek, w sobotę odbierał telefon, a w niedzielę pakował torbę, bo w poniedziałek rano musiał być trzysta kilometrów dalej na jakimś zadupiu, stawiając kolejny taki sam blaszany kurnik warty miliony złotych.
Jest spokojnym facetem w średnim wieku. Kiedy już siedzi w domu, najbardziej lubi zjeść coś ciepłego i obejrzeć pół filmu, zanim zaśnie na kanapie. Potrafimy cały wieczór spędzić w jednym pokoju i wymienić pięć zdań. Zupełnie jednak nie przeszkadza mi to. Z nim przynajmniej nie muszę się zastanawiać, czy każde pytanie to przesłuchanie.
Bo z moją matką jest zupełnie inaczej.
Ma na imię Karolina, lecz spora część znajomych woła na nią Ceca, ma czterdzieści dwa lata i pracuje w dochodzeniowym czy kryminalnym sam już nie wiem, no jest po prostu z policji. Zawsze mocny permanentny makijaż, który podkreślał jej twarz, aby nie była tak owalna jak naturalnie. Ludzie, którzy widzą nas razem pierwszy raz, czasami biorą ją za moją starszą siostrę. Mnie to oczywiście dużo bardziej krępuje niż ją.
Jest średniego wzrostu, ma pełną twarz, szerokie wydatne wargi, mocne uda i ogólnie trochę ciała to tu to tam. Nie to, że jest gruba, ale duży biust sprawia, że nawet zwykłe koszulki musi długo przymierzać, zanim znajdzie taką, w której czuje się dobrze, a właściwie eksponuje jej walory, zasłaniając delikatne wady. Wieść miasteczkowa niesie, że to podobno od wielkości jej biustu ten pseudonim Ceca. Nie nosi workowatych rzeczy. Lubi dopasowane dżinsy, krótkie kurtki i wyraziste buty. Włosy do pracy najczęściej wiąże w kok, a po powrocie rozpuszcza i przez chwilę masuje palcami skórę głowy. Wtedy każdy w domu wie, że lepiej dać jej święty spokój.
Nie wygląda jak typowa policjantka z serialu. W ogóle cała jest atypowa. Do pracy wychodzi ubrana jak każda laska z mojego liceum. Ale kiedy z kimś rozmawia, trudno zapomnieć, czym się zajmuje. Słucha zawsze do końca, nigdy nie przerywa. Nie pomaga, kiedy zabraknie ci jakiegoś słowa. Potrafi siedzieć cicho tak długo, aż sam zaczniesz dopowiadać rzeczy, o które nawet nie pytała.
Przy znajomych jest mocno wyluzowana. Śmieje się głośno, przeklina, pije, pali i gra w bilard czy darta lepiej od wielu facetów. Spędza masę czasu w barach i klubach, podobno tam ma najwięcej informatorów. No taki już ma charakter pracy.
To tyle o naszej rodzinie, a czas przejść do rzeczy, jakie wydarzyły się w pewien wrześniowy dzień.
Do miejscowej spelunki o wdzięcznej i tematycznej nazwie Bila przyszedłem z Maćkiem, Oskarem i Filipem kumplami z mojego liceum. Z Maćkiem nawet znamy się od dziecka. Oficjalnie mieliśmy pograć w bilard. Ja byłem jednak faktycznie umówiony z Patrykiem, który napisał, że będzie po dziewiątej. Znałem go od kilku miesięcy i kupowałem od niego rzeczy, o których moja matka nie mogła się dowiedzieć. Z tego, co wiedziałem w Bili był jego punkt zaopatrzeniowy jak sporej części miasta.
Klubik mieścił się pod klasycznymi pawilonami handlowymi, które podobno powstały jeszcze za komuny, znałem tu każdy zakamarek. Do klubu Trzeba było zejść po schodach, minąć tablicę z wyblakłym zakazem spożywania alko i pchnąć ciężkie drzwi, które zawsze szorowały o dość sfatygowaną podłogę.
Był wrzesień, ale był to naprawdę zimny wrzesień, zwłaszcza po okropnych sierpniowych upałach, trzeba było założyć cieplejsze ciuchy, by nie zmarznąć. W środku było jednak bardzo ciepło, zdawać się mogło, że specjalnie włączają ogrzewanie. Cztery stoły bilardowe, zielone lampy, telewizor nad barem. Na parapecie stał wiatrak, który przypominał o minionym już lecie.
Zajęliśmy stolik najbliżej ściany, w najciemniejszym miejscu knajpy czekając na ewentualne zwolnienie stołu. Jednak to była tylko przykrywka, w rzeczywistości czekaliśmy na coś innego.
Wyciągnąłem telefon. Od Patryka nie było nic nowego.
Oskar i Maciek poszli do kibla. Filip został ze mną przy stole, popijaliśmy spokojnie zamówione piwko. Które od całkiem niedawna mogłem kupić zupełnie legalnie.
Spojrzałem znowu na telefon.
Dziewiąta siedemnaście.
Patryk odczytał moją wiadomość, ale z jakiegoś powodu nie odpisał.
Maciek wrócił pierwszy. Zatrzymał się przy krześle, jednak nie usiadł. Za nim pojawił się Oskar. Popatrzyli po sobie.
- Co jest? – zapytałem.
Maciek potarł nos.
- Twoja stara jest w robocie?
Podniosłem głowę.
- A skąd mam wiedzieć?
Wiedziałem. Przed wyjściem napisała, że wróci bardzo późno, bo ma dużo pracy i żebym zamówił sobie coś do jedzenia i na nią nie czekał.
- Chyba ją widzieliśmy – powiedział Oskar.
- Tutaj?
- Na korytarzu. Szła do tego pokoju na końcu. Gdzie siedzi boss.
Spojrzałem w stronę baru. Aśka, bardzo atrakcyjna dziewczyna pracująca za ladą wyjmowała szklanki i ustawiała je na stosie, do góry dnem. Dalej zaczynał się korytarz do toalet i wspomnianego przez chłopaków zaplecza dyrektorskiego.
- Podobna tylko pewnie była, weź nie wymyślaj – powiedziałem.
- Kuba, gadałem z twoją matką w zeszłym tygodniu pod szkołą – odparł Maciek. – Wiem, jak wygląda, znam ją od urodzenia.
Poczułem, że robi mi się gorąco pod przejściową kurtką.
- Sama?
- Z takim typem. Wielki w chuj, jeszcze większy od szefa. Otworzył jej drzwi i weszli do środka.
- Może kogoś sprawdza, prowadzi śledztwo – rzucił Filip.
Przytaknąłem.
- Miała skórzaną kurtkę? – zapytał ponownie.
Nie odpowiedziałem, ale wiedziałem doskonale że tak.
Matka kupiła ją w sobotę. Czarną z jakiejś skóry czy tam ekoskóry, z ukośnym zamkiem. Pytała mnie jeszcze w przedpokoju, czy nie jest za ciasna. No trochę była ale lepiej o tym nie mówić, bo baby robią z tego problem, kiedy powiesz prawdę, jakby to była moja wina, że kupuje za ciasne ubrania. Nie mogłem tego tak zostawić.
- Pilnujcie stołu – powiedziałem i ruszyłem w stronę toalet.
Dopiero przy barze zrozumiałem, że najbardziej boję się spotkać ją twarzą w twarz. W kieszeni nadal miałem odliczone pieniądze, a na telefonie wiadomość, której nie umiałbym jej wytłumaczyć.
Na korytarzu muzyka przycichła. Słychać było wentylator i wodę płynącą w rurach. Pod ścianą stała skrzynka pustych butelek, dalej odkurzacz z kablem owiniętym wokół uchwytu. Jakieś zawory wystawały ze ścian. Zwyczajne zaplecze zwyczajnego lokalu, gdzie nie ma nic ciekawego.
Zatrzymałem się przy toalecie. Drzwi biura na końcu korytarza były niedomknięte. Padał spod nich wąski pas światła.
- … mówiłam ci to przez telefon.
Znałem ten głos.
Stałem z ręką na klamce do kibla i patrzyłem na namalowanego na drzwiach ludzika. Ktoś dorysował mu markerem papierosa.
- Przez telefon to ty ostatnio Ceca niewiele mówisz – odpowiedział mężczyzna.
Matka coś powiedziała, ale nie dosłyszałem. Potem rozległ się krótki śmiech.
To był jej śmiech.
Pchnąłem drzwi toalety, wszedłem do środka i stanąłem przed umywalką. W lustrze wyglądałem normalnie. Trochę blady, ale normalnie, myślałem że będę wyglądał jak przerażony bohater filmowy, od którego zależy los świata, tacy bohaterowie często przed finałową sceną stają przed lustrem i odkręcają wodę by przemyć twarz. Odkręciłem wodę.
Mogła być na służbie. Mogła rozmawiać z informatorem. Przecież nie opowiadała mi, co robi przez cały dzień. Tak to było miejsce złą sławą owiane, to bardzo możliwe, że właśnie realizuje, jak to zazwyczaj mówiła czynności. Czasami wracała późno, czasami wychodziła po telefonie i zostawiała niedojedzoną kolację. To więc akurat nie było nic dziwnego.
Dziwne było, że śmiała się tak samo jak w domu, była zupełnie wyluzowana, a co chwila słychać było głośniejsze wulgaryzmy, które potrafiłem dosłyszeć. Odnosiłem wrażenie, że doskonale się znają.
Telefon znów zawibrował.
To Patryk – był już właściwie na miejscu.
Wychodząc z kibla zauważyłem, że drzwi do gabinetu otworzyły się szerzej.
Cofnąłem się odruchowo o pół kroku. Z pokoju wyszedł mężczyzna z pustą szklanką. Był szeroki w barkach, ubrany w ciemną koszulkę polo z grubym złotym łańcuchem na szyi. Miał krótko ostrzyżone blond włosy i okulary zawieszone na dekolcie w serek. Znałem go dobrze z widzenia.
Spojrzał na mnie i wycedził przez zęby.
- Odsuń się! Co tak stoisz jak debil? Szukasz czegoś? – rzucił do mnie z pogardą.
Był naprawdę wielki, a z każdego miejsca widocznego dla ludzi wystawały tatuaże. Darek to jeden ze znanych nie tylko w naszym mieście gangsterów. Kręci w zasadzie całym miastem. Minął mnie, kręcąc głową z politowaniem, przez pewnie to zmieszanie zostawiając szerzej uchylone drzwi.
Matka siedziała przy niewielkim stole, w pół bokiem do korytarza. Zdjęła kurtkę i przewiesiła ją przez sąsiednie krzesło. Pod spodem miała dokładnie to, co rano pokazywała mi w domu, ciemną, dopasowaną bluzkę z rękawami podciągniętymi do łokci. Jej biust klasycznie wylewał się z dekoltu – miała naprawdę wielkie cycki, ale nie były one jędrne, nigdy nie myślałem o nich jak o ideale kobiecego biustu, no ale kurde były wielkie, więc wiadomo że faceci się na nie gapili. Teraz miałem wrażenie, że są jeszcze bardziej wystawione na widok niż zwykle. Miała też obcisłe czarne jeansy biodrówki. Włosy miała spięte w kok do góry, który przez sporą ich długość spływał jej na kark, a blond pasemka mieszały się z jej ciemnymi włosami. Jedną nogę podwinęła pod krzesło, drugą trzymała wyprostowaną, z piętą opartą o podłogę co jeszcze mocniej podkreślało kozaki do kolan, które musiała założyć później, bo rano wychodziła w glanach.
Przed nią stała szklanka z rudym napojem – pewnie whisky. Obracała ją powoli, trzymając za górną krawędź. Robiła tak często przy kuchennym stole, kiedy słuchała, jak ojciec opowiada o problemach na budowie i innych mądrościach życiowych.
Naprzeciwko niej siedział drugi mężczyzna. Widziałem tylko jego wytatuowane przedramię, duży złoty zegarek i kawałek jasnej koszuli. Na stole stała mała lustrzana tacka a na niej już tylko ślady po kilku białych kreskach. Pewnie aspiryna uśmiechnąłem się sam do siebie i stwierdziłem, że lepiej zmykać, bo pewno ich rozpracowuje i mogę mieć przesrane. A kolesie nie mają pojęcia, w jakie gówno wpadli.
Kiedy wróciłem do stołu, chłopaki przestali rozmawiać.
- I co? – zapytał Maciek.
Wziąłem swoje piwo i pociągnąłem dużego łyka.
- Ona. – uśmiechnąłem się z grymasem.
Filip spojrzał na mnie.
- Widziała cię?
Pokręciłem przecząco głową.
- To spadajmy stąd – powiedział Oskar.
- Dlaczego? Ustawiłem się z Patrykiem.
- No jak dlaczego? Siedzisz tutaj, masz się spotkać z Patrykiem, a twoja matka, pies jest za ścianą.
To było rozsądne. Powinienem był wziąć kurtkę, wyjść i dopiero na dworze zastanowić się, co zobaczyłem. Ja tymczasem siedziałem i kminiłem w środku.
Zamiast wyjść spojrzałem na wejście do korytarza.
Mężczyzna w koszulce polo wrócił z toalety. Zatrzymał się przy barze, nachylił do kobiety i coś jej powiedział. Skinęła głową, podała mu butelkę whisky, a on zabrał się z tym prowiantem na zaplecze.
W tym momencie pojawił się Patryk. Usiadł obok mnie. Odebraliśmy to, po co przyszliśmy, a pieniądze zniknęły teraz w jego kieszeni. Całość trwała krócej niż pożegnanie Filipa i Oskara, którzy opuścili pospiesznie lokal, tylko machając nam ręką.
Zostaliśmy z Maćkiem. W sumie zawsze razem od przedszkola, chyba byliśmy na siebie skazani.
Patryk znał tu wszystkich. Chciałem już zapytać Patryka o kobietę na zapleczu, czy wie kim jest, ale nie wiedziałem, jak zacząć. Obracałem telefon w dłoni, a on dopijał resztkę piwa.
Z baru wychyliła się Aśka.
- Patryk, Darek cię woła.
Odstawił szklankę z piwem.
- Zaraz wrócę, zamówcie mi piwo, muszę się rozliczyć.
Ruszył korytarzem. Maciek spojrzał na mnie i lekko uniósł brwi.
Patryk zapukał tylko raz, otworzył drzwi i wszedł, jakby robił to codziennie. Przez kilka sekund widziałem fragment pokoju. Matka była tym razem mocno nachylona przy stole, widać było jej sporą dupę w tych obcisłych czarnych spodniach.
Drzwi się zamknęły.
Maciek nachylił się nad stołem.
- Zna go?
Patrzyłem na pusty kufel, z którego przed chwilą pił Patryk.
- Nie wiem.
Patryk wrócił po kilku minutach. Uśmiechał się do telefonu, ale kiedy podszedł do stolika, schował go do kieszeni.
- No co tam słychać chłopaki, gdzie moje piwo – powiedział wyraźnie uśmiechnięty.
Maciek wzruszył ramionami. Ja zerknąłem na korytarz.
- Ty, a co to za kobieta tam siedzi?
- Gdzie?
- U Darka.
Patryk obejrzał się, potem spojrzał na mnie i parsknął śmiechem.
- A ty co taki ciekawy?
- Pytam tylko.
- To się nie interesuj, bo kociej mordy dostaniesz.
Powiedział to lekko, nadal rozbawiony. Przysunął sobie krzesło, postawił tyłem, usiadł i oparł dłonie na jego oparciu.
- Jakaś laska, dobrze zblatowana z chłopakami. Często tu wpada robią interesy i melanżują ostro.
Maciek spuścił wzrok. Poczułem pod stołem jego but przy swoim, w sumie nie wiem po co mnie szturchnął.
- I co tam robią? – zapytałem.
- Siedzą, gadają. Ona się właśnie mocno wyluzowała, pocieszna laska i te wielkie oczy. – powiedział to, nakreślając rękoma wielkość cycków mojej matki.
- To znaczy, co robią?
Patryk pokręcił głową z uśmiechem.
- Przesłuchujesz mnie?
Zamilkłem.
- Dobra, spadam – powiedział. – Trzymajcie się.
Odprowadziłem go wzrokiem aż do schodów. Dopiero kiedy zniknął te ciężkie szurające drzwi, Maciek przysunął się bliżej.
- Może po prostu to znajomi – powiedział cicho.
Nie odpowiedziałem. Z zaplecza dobiegł śmiech matki, a potem czyjś głos:
- Ciszej kurwa, drzwi są otwarte. Dawaj, dawaj…
Drzwi trzasnęły z hukiem.
Przez chwilę siedzieliśmy bez słowa.
Po tym, co wcześniej wzięliśmy, nie mogłem spokojnie siedzieć. Muzyka drażniła mnie coraz bardziej. Co chwilę zerkałem na korytarz, choć drzwi ciągle pozostawały zamknięte.
- Chodź na powietrze – powiedział Maciek.
Zabrałem kurtkę i wyszedłem z nim.
Na dworze było zimno. Stanąłem przy poręczy schodów i zapiąłem bluzę pod szyją. Maciek patrzył wzdłuż pawilonu, w stronę przejścia na tyły.
- To biuro musi mieć okno – powiedział.
Spojrzałem na niego.
- No co? Cały czas tam patrzysz. Chcesz wiedzieć czy nie? – zapytał mnie.
Chciałem. W środku mogłem jeszcze udawać, że czekamy na kolejne piwo. Teraz musiałem się przyznać, że chcę wiedzieć, co tam się dzieje.
Maciek ruszył w drogę. Poszedłem więc za nim.
Za pawilonem stały śmietniki i samochód dostawczy. Wzdłuż ściany ciągnęły się niskie okna lokalowego zaplecza. Jedno było ciemne, przez drugie widzieliśmy złożone krzesła. W ostatnim paliło się światło.
Maciek zatrzymał się pierwszy.
Żaluzja wisiała krzywo. Przy jednym brzegu kilka listewek nie domykało się do końca i okno było uchylone.
Nachylił się na moment, po czym gwałtownie odsunął od szyby.
- Kurwa.
Powiedział to tak cicho, że ledwie go usłyszałem.
- Co?
Odwrócił się do mnie. Miał rozchylone usta i przez chwilę wyglądał, jakby zapomniał, co chciał powiedzieć.
- Kuba, chodźmy.
- Co widziałeś?
- Lepiej chodźmy.
Odsunąłem go i spojrzałem przez przerwę w żaluzji.
To, co zobaczyłem, było najdziwniejszym widokiem, jaki do tej pory widziałem. Matka siedziała na kanapie obok Darka. Jej kurtka leżała na biurku, a przed nią stał ten drugi facet. W mgnieniu oka zorientowałem się że jej bluzka leży na ziemi, a jej cycki są całkowicie wyjęte na wierzch. Trzymała dłoń na karku Darka i właśnie go całowała. Całowała to mało powiedziane, ona się z nim lizała. Wtedy zauważyłem, że ten drugi gość, wcale tak bez celu nie stoi, on po prostu wpycha penisa miedzy wielkie piersi mojej matki, co chwila ruszając tyłkiem w tył i przód.
Cofnąłem głowę. Nie wierzyłem w to co widzę.
Maciek złapał mnie za rękaw, ale strząsnąłem jego rękę.
- Widziałeś? – zapytał bez potrzeby.
Skinąłem głową.
Przypomniałem sobie ojca, który rano dzwonił z budowy. Pytał, czy wszystko w porządku i czy matka zdążyła odebrać samochód od mechanika. Jak mocno go ściskała i całowała przez telefon, no idealna rodzinka.
Oparłem plecy o zimną ścianę za mną.
Maciek stał obok. Po raz pierwszy tego wieczoru nie wiedział, co ma zrobić, kątem oka obserwował jednak widok w oknie, ja w tym momencie nie mogłem na to patrzeć.
Nie wiedziałem, co myśleć o tym wszystkim i jak mam rozwiązać tę sytuację. Właśnie nie wiem, czemu przypomniałem sobie, że jeszcze pół godziny temu martwiłem się, tylko tym czy matka przyłapie mnie tutaj z Patrykiem i jego przesyłką dla mnie.
- O kurwa, ale ma wielkie sutki – powiedział nagle Maciek, który podszedł znów do okna. Było widać, że natychmiast zrobiło mu się głupio.
Faktycznie moja mama miała bardzo duże brodawki, które zajmowały większą część jej olbrzymich piersi – widziałem to parę razy, podglądając ją w domu. Teraz były one jeszcze bardziej widoczne na mlecznobiałych cyckach, na których białe plamy pozostawił noszony jeszcze na koniec sierpnia w Łebie strój kąpielowy.
- Zamknij się – rzuciłem do niego zły na cały świat, ale w środku nie miałem mu tego za złe, gdyby to była jego matka czy jakakolwiek inna laska sam robiłbym to samo. Podszedłem więc bliżej.
Staliśmy więc obaj i patrzyliśmy w okno, gdzie faktycznie było widać moją mamę siedzącą na kanapie, tym razem była już doskonale widoczna, bo panowie z wyjętymi penisami stali po jej dwóch stronach a ona na zmianę wkładała sobie ich penisy w usta i mocno ssała, pomagając sobie ręką.
- Sorry, ale kurwa czy ty to widzisz – powiedział Maciek, nie odrywając wzroku, a wręcz przysuwając się do odchylonego okna.
Przez uchylony lufcik słyszeliśmy rozmowę.
- No proszę, pani komisarz – odezwał się drugi mężczyzna. – Na komendzie też jesteś taka miła?
Darek roześmiał się głośno.
- Na komendzie to ona nas nie zna. A tu ciągnie pały, aż jej łzy lecą.
- I tego się trzymajmy, nie chce was znać – odpowiedziała matka, łapiąc powietrze w chwili przerwy między odwracaniem ust to w lewo to prawo. Gdzie jej wielkie wargi, które wyglądały jak napompowane botoksem, a przecież całkiem naturalne, opinały się co chwila na jednym z niezbyt wielkich, ale bez wątpienia grubych penisów.
Powiedziała to zupełnie bez urazy. Jakby nigdy nic i mówiła to przy kawie do znajomych, a przecież sytuacja nomen omen była zgoła inna.
- Słyszysz ją? – ciągnął tamten. – Jeszcze będzie nam, kurewka, rozkazywać.
- Ktoś musi, bo sami robicie głupoty.
Znałem ten ton. Tak samo odpowiadała ojcu, kiedy żartowała z niego przy znajomych. Czekałem, aż choć raz usłyszę w jej głosie złość albo zakłopotanie, ten moment jednak w ogóle nie nadchodził.
- Dobra, pani komisarz. Napij się i nie pierdol o tej twojej robocie. – Darek odszedł od niej po szklankę ze stołu, którą szybko wychylił do dna.
Przestała ssać kutasa nieznajomego i też udała się w stronę szklanki, miała na sobie spodnie, a jej wielkie piersi kołysały się w rytm ruchów, poddając się grawitacji.
- To przestańcie mnie tak nazywać. – powiedziała.
Będziemy cię nazywać lachociągiem – rzucił drugi facet, którego penisa przed chwilą wypuściła z ust. W tym momencie razem w trójkę wybuchnęli śmiechem – matka coś odpowiedziała, ale jej głos był dla nas niesłyszalny.
Maciek odwrócił głowę w moją stronę. Chyba dopiero teraz dotarło do nas obu to samo.
Wiedzieli, że jest policjantką.
W środku ktoś podgłośnił muzykę. Bas zabrzęczał w szybie, a matka zawołała, żeby zmienili ten kawałek.
- Teraz będziesz nam jeszcze puszczać swoje przeboje? – zapytał Darek.
- Daj telefon.
Maciek odsunął się od okna, robiąc mi miejsce. Zajrzałem mocniej.
W środku była skórzana kanapa dwa fotele, biurko stół, jakiś regał z segregatorami, widać było też w rogu wielki sejf. Matka stała przy biurku z telefonem Darka w ręku. Poprawiła włosy, by ułożyć lepiej kok, przewinęła coś kciukiem i po chwili z głośnika poleciała piosenka, którą znałem z naszych wyjazdów samochodem. W domu zawsze podkręcała przy niej radio.
Zaczęła się rytmicznie bujać i śpiewać refren. Jej gołe cycki wydawały się falować tak, że mogły faceta wprowadzić w hipnozę. Ale nic z tego, bo fałszowała, śmiała się z samej siebie. Mężczyzna w jasnej koszuli podniósł szklankę jak do toastu.
- No, pani komisarz, talent się wielki marnuje!
Pokazała mu środkowy palec, nie przerywając śpiewania.
Facet spojrzał na Darka. Darek siedział roześmiany na kanapie. Szeroko rozłożył ręce na oparciu i obserwował ją z uśmiechem, a fujara sterczała mu w górę – nie odwracając głowy od Darka, facet podszedł do mojej matki z uśmiechem, był dużo wyższy, szybko ręką chwycił ją za koka, który po jej zabiegach sterczał tak samo dumnie w górę, jak ich fiuty.
Siłą ręki pociągnął jej głowę w dół – Co ty sobie myślisz suko?! – rzucił ostro – Nigdy nie będziesz tak mi więcej pokazywać! – krzyknął i bezceremonialnie wpakował penisa w usta mojej matki, a ona bez sprzeciwu poddała się ruchom bandziora, który wyzywał ją od najgorszych.
Maciek spojrzał na mnie z niedowierzaniem, nie wiedziałem, jak mam się zachować, co robić ani co myśleć.
Darek wstał z kanapy i ze śmiechem podszedł do swojego kolegi i obciągającej jego fiuta matki.
- Mówiłem ci Ceca, że z nim nie tak dobrze jak ze mną – powiedział, macając olbrzymie cycki mojej matki, które w wyniku jej pochylenia do orala całkowicie swobodnie zwisały w dół. Widać było, że robienie loda nie jest jej obce, spokojnie poddawała się ruchom tego wielkiego faceta, nie przestając dossać się do jego pałki.
Za chwile Darek zmienił pozycje – podszedł od tyłu i w zasadzie niezdarnie zaczął ściągać jej spodnie, które zatrzymały się na mniej więcej na wysokości kolan o kozaki, jakie miała na sobie.
Nie mogłem uwierzyć, że moja mama stoi tam w jakiejś zapyziałej sali w samych stringach z penisem w ustach i jej to się podoba. Darek nie czekał, złapał za swojego penisa, odciągnął stringi matki na bok i krzycząc – Jazda! – wpakował szybkim i mocnym ruchem swojego kutasa w jej cipę.
Myślałem, że zaraz się przewróci, jednak mocny chwyt Darka w biodrach i trzymający ją za włosy nieznajomy, nie dopuścili do tego. Matka tylko głośno jęknęła, ale zaraz jej mięsiste usta znów otoczyły penisa, a Darek zaczął ją ruchać tak szybko i ostro jakbym oglądał jakiś film porno. Widziałem takie sceny tylko w filmach, ale tym razem aktorką była moja matka. Głośno jęknęła, coś starała się mówić, ale nie wiem, czy to przez to, że ciągle miała penisa w ustach, czy przez cichość jej mowy nie usłyszeliśmy nic.
Dalej Gruby ruchaj jej buźkę, niech się pies nauczy – zdradzając ksywkę swojego kompana, krzyknął Darek. Widać było, że Gruby chętnie się dostosowuje i dalej mocno trzymając w rękach kok mojej mamy, którego jasne pasemka opadały mu na wytatuowaną rękę, po prostu zaczął nabijać jej usta na swój pal. Stali do nas bokiem, nie można było wyobrazić sobie lepszego widoku, były to najlepsze miejsca sali kinowej. Kutas Grubego w całości znikał w grubych, umalowanych permanentną szminką ustach mojej matki, której ślina spływała po brodzie.
Zerknąłem na Maćka, patrzył na to wszystko bez słowa, z otwartymi oczyma i ustami jak zahipnotyzowany.
Penis ciągle w całości, szybko i zgodnie z ruchami Grubego znikał w jej ustach, podczas gdy Darek nie zwalniał i dawał jej dupie soczyste klapsy, pozostawiając na skórze czerwony ślad odciśniętej dłoni. Gruby w pewnym momencie wyjął swojego fiuta z jej ust zaczął go walić przed jej twarzą puszczając strzał spermy prosto w jej wykrzywioną od pchnięć Darka twarz.
Sperma rozlała się po jej twarzy, a Gruby zaczął coś mówić, dokładnie nie słyszałem, a w zasadzie słychać było coś o tym, że matka umie ciągnąć i ma szczęście, kazał jej jeszcze lizać resztki ze stojącego wciąż prącia do sucha. Ale jakoś to im nie szło, bo Darek nie zamierzał jej odpuszczać i mocno nabijał ją od tyłu.
Jak tylko penis opuścił jej usta, moja matka zaczęła jęczeć strasznie głośno, nie raz słyszałem jej pojękiwania, jak uprawiała seks z ojcem, ale nigdy to nie były takie krzyki i jęki. Widać było, że jej przyjemnie i dochodzi, jej ciało wyginało się, a twarz przybierała niespotykane na co dzień u ludzi wyrazy.
- Podoba się pani komisarz co? – zapytał z przekorą Gruby, który uśmiechał się od ucha do ucha, popijając drinka i patrząc na dymającą się przed nim parę. – Dobra suka z ciebie, takich policjantek powinno być więcej.
Darek nie przestawał mocno posuwać mi matkę, która jęczała i prosiła o więcej, jej ręce powędrowały teraz na swój biust, ściskały wielkie brodawki i mocno już twarde sutki.
- Ceca zawsze była dobra dupodaja – skomentował Darek, śmiejąc się i wymierzając mojej matce solidnego klapsa. Zaraz złapał ją za włosy i ruchał jeszcze mocniej, choć wydawało się to niemożliwe – O tak! – pojękiwała matka, której sperma Grubego spływała po twarzy. Na jej kosmykach blond pasemek zostawiła sklejone ślady. Cycki latały jej w przód i tył zgodnie z pchnięciami Darka. Jęczała wniebogłosy, przecież to musiano słyszeć na sali – nie wiem, czemu akurat o tym pomyślałem.
Mój telefon zawibrował w kieszeni. Spojrzałem na ekran oświetlający wszystko do koła.
To był ojciec.
Odszedłem kawałek od okna i odebrałem, przyciskając drugą dłoń do wolnego ucha, by lepiej słyszeć, co mówi.
- Cześć, młody. Mama nie odbiera. Jesteś z nią?
Spojrzałem na Maćka. Wciąż wpatrywał się w okno. Stał prawie nieruchomo, jedynie wyciągnął telefon i zaczął nagrywać lub robić zdjęcia. Nie wiedziałem, co mam robić, nie mogłem nic zdradzić ojcu
- Nie. – wydukałem
- Jeszcze w pracy? No tak. Pewnie ostro dojeżdża przestępców – zaśmiał się ojciec. Dla mnie w obecnej chwili brzmiało to jak idiotyczny żart twórców kina C.
Z pomieszczenia dobiegł głośny jęk i śmiech. Słyszałem jakiś głos, przerywany – Dajesz kurewko, dajesz… nie no dobra jest… – nie wszystko jednak mogłem zrozumieć, trzymając telefon przy uchu i oddalając się od okna, bo zrobiłem kilka kroków w stronę śmietników. Maciek, na którego spojrzałem, śmiał się z tego, co widział, nie wiedziałem, o co chodzi.
- Chyba tak, na pewno złapie wszystkich złych ludzi. – chociaż teraz to bardziej chyba oni złapali ją.
- Dobra. Jak będziesz z nią gadał, powiedz, żeby oddzwoniła. Jadę właśnie do hotelu, będę czekał.
- Powiem.
- Wszystko u ciebie w porządku tato?
Patrzyłem na jasny prostokąt okna. Bardzo było mi żal ojca.
- Tak.
Ojciec pożegnał się i rozłączył. Jeszcze przez chwilę trzymałem telefon przy uchu, patrząc na Macka, który ciągle gapił się w okno za pośrednictwem swego telefonu.
- Co ty kurwa robisz! – powiedziałem mu cicho, ale dosadnie
- Sorry kurwa Kuba, ale weź no – zmieszany patrzył na mnie i mimo że odłożył telefon, nie przestawał gapić się w okno – ziomek twoja matka to jest… niesamowite – wiem, co chciał powiedzieć, nie wiedziałem, czy go za to ganić czy nie. Jak już ustaliliśmy, sam robiłbym to samo.
Zajrzałem do okna, sytuacja się zmieniła, tzn. mama dalej głośno jęczała, ale już leżąc na stole, jej piersi ruszały się rytmicznie w rytm pchnięć Darka, wiecie, jak to jest, miało się wrażenie, jakby pływały na niej, tak to po prostu wygląda u kobiet z wielkimi cyckami. Zastanawiałem się tylko jakim cudem udało się ściągnąć spodnie z niej, kiedy dalej miała na sobie te kozaki do kolan, w sumie dzięki nim wyglądała naprawdę jak jakaś dziwka lub aktorka porno. A ten paseczek retro na jej łonie potęgował to wrażenie, byłem pewny, że takich już się nie nosi. Tymczasem na środku miała piękny, ciemny paseczek włosów. Szczerze wyglądała wtedy zajebiście.
Gruby stał obok nich, chuj też mu znów stał. Co chwila popijał, ale już z butelki i podawał je co jakiś czas Darkowi i mojej matce, której zapewnione przez bandytów atrakcje bardzo się podobały. Doszła z dwa razy, widać to było po głośniejszych jękach, szybkich westchnięciach i siarczystym – O kurwa! – które wykrzyknęła w momencie szczytowania. Co zawsze jakoś wulgarnie komentowali obecni w środku faceci.
Darek wyjął z niej w pewnym momencie penisa, też chwycił za ten mocno już potargany kok i rzucił przed siebie na kolana – Dmuchaj w balonik cycata suko, pokaż, jak to robią grzeczne mężatki i policjantki! – wręcz krzyczał do mojej matki, a ta posłusznie znowu użyła swoich ust, by dokładnie otoczyć nimi penisa Darka. Była spocona, na twarzy ciągle miała ślady spermy Grubego, zwłaszcza te we włosach.
- O tak Pani komisarz – parsknął śmiechem Gruby, bawiąc się odznaką mojej matki, która wypadła z nowej skórzanej kurtki.
W tym momencie Darek wyjął fujarę z jej ust i wystrzelił prosto na jej twarz. Znów przyjęła to ze spokojem opadła na podłogę i ciężko dyszała.
Gruby z Darkiem zbili piątkę jak piłkarze dokonujący zmiany na boisku.
Darek podniósł ze stołu telefon i uniósł go w stronę matki.
- Zdjęcie rodzinne kurwiszonie.
Matka natychmiast zasłoniła twarz dłonią.
- Odłóż to. – krzyknęła tak jak na mnie, kiedy nie bardzo mam ochotę przestać przeglądać telefon.
- Przecież żartuję, sam znam zasady. Ale widzę, że jeszcze nie nauczyłaś się, że na mnie się nie krzyczy, jeszcze dziś z tobą nie skończyłem Pani komisarz Ceco. Choć popudrujemy ci nosek, byś była ładna i miała siły.
Z pomieszczenia dobiegł głośny śmiech. Dla mnie było na tę chwilę za dużo. Złapałem Maćka za kurtkę i odciągnąłem od okna.
- Idziemy! – zakomunikowałem głosem nieuznającym sprzeciwu.
Nie powiedział nic, musiał, choć jeszcze raz odwrócić głowę w stronę okna, by spojrzeć na sponiewieraną moja nagą matkę, której wielkie piersi widocznie kołysały się w rytm jej ciężkich oddechów.
Nie mogłem go tak po prostu zostawić, bo jeszcze by tu z kimś wrócił, więc zabrałem go do Bili na piwo.
Co będzie później, zobaczymy, muszę się napić i pomyśleć, o co chodzi. Co tu jeszcze się wydarzy, to przecież nie może być prawda…
Jak Ci się podobało?