Noc gier
26 sierpnia 2026
9 min
Poniższe opowiadanie zawiera wyjątkowo kontrowersyjne sceny!
Poniższy tekst znajduje się w poczekalni!
Ze Sławkiem znamy się od lat. Wszystko przez to, że nasze matki pracują w jednej firmie, więc za łebka nieraz nocowaliśmy u siebie. Tym razem wypadło na jego chatę. Zapowiadała się całkiem zwyczajna nocka: konsola, chipsy i granie do oporu, czyli dopóki nie padniemy albo jego stara nie straci cierpliwości.
Około północy jego mama miała już po prostu dość. Graliśmy w najlepsze, gdy nagle drzwi do pokoju uchyliły się z głośnym skrzypnięciem.
— Nie przesadzacie już przypadkiem? Prawie dwunasta, do spania! Jutro też jest dzień, a ja wstaję rano do roboty.
Nie chcieliśmy jej wkurwiać, więc bez dyskusji zaczęliśmy się zbierać. Sławek gasił sprzęt, a ja w tym czasie zrzuciłem z siebie ciuchy. Stałem na środku pokoju kompletnie nagi, ale dla nas to nie była żadna nowość — nie raz widzieliśmy się bez niczego i nikt nie robił z tego halo. I wtedy stało się coś, co mnie kompletnie zaskoczyło.
— Weź, Rafał, przesuń tę gołą dupę — rzucił z uśmiechem Sławek i nagle klepnął mnie prosto w pośladek. Zatkało mnie. Zszokowało mnie to, ale najbardziej przeraziło mnie jedno: to było cholernie przyjemne.
Chwilę później wydarzyło się coś równie dziwnego. Sławek, rozebrany już do pasa, zaczął powoli zsuwać z siebie resztę ubrań i przez cały ten czas nie spuszczał ze mnie wzroku. W końcu stanął naprzeciwko mnie całkowicie nagi, spojrzał mi prosto w oczy i zapytał z cichym uśmiechem:
— Podobam ci się?
Zamurowało mnie. Stałem tam z otwartymi ustami, nie potrafiąc wykrztusić ani jednego słowa.
— Wiesz, Rafał... słodki jesteś, jak tak nie wiesz, co powiedzieć — zamruczał i posłał mi delikatnego buziaka w powietrzu.
Dopiero wtedy zaczął po omacku szukać na szafce jakichś gaci do spania. Patrzyłem na niego, a przez głowę przemknęła mi tylko jedna, szalona myśl: Czyżby to właśnie dziś miało spełnić się moje marzenie? Czy chłopak, w którym skrycie kochałem się od lat, w końcu da mi znak, że moje nadzieje na coś więcej nie były płonne?
W końcu wpakowaliśmy się do łóżka — ja tradycyjnie od brzegu, on od ściany.
Leżeliśmy przez moment w ciemności, gadając szeptem. W pewnym momencie Sławek wyciągnął dłoń i chwycił mnie za rękę. Tak po prostu, splatając nasze palce. Po chwili obrócił się na bok, a opuszkami drugiej dłoni zaczął delikatnie muskać moją skórę.
— Przyjemne? — szepnął.
— Tak — odpowiedziałem ledwo słyszalnie.
Jego palce powoli wędrowały po moim ciele: przejechał po brwiach, policzkach, potem zszedł niżej, na piersi, aż po wewnętrzną stronę ud. Za każdym razem zadawał to samo pytanie, a ja z każdym oddechem potwierdzałem.
W pewnym momencie przestał. Wsparł się na łokciu, nachylił nademną i delikatnie pocałował mnie w czoło.
— Przyjemne?
— Tak.
Pocałował mnie w lewy policzek, potem w prawy. W końcu jego usta dotknęły moich.
— Przyjemne?
— Nie — palnąłem z przekory, chociaż serce waliło mi jak szalone.
Pocałował mnie drugi raz, tym razem trochę pewniej.
— Nie jestem pewien... — mruknąłem.
Przy trzecim razie już nie dałem mu uciec. Złapałem go za kark i złączyliśmy usta w długim, namiętnym pocałunku, mieszając języki. Pierwsze, co zrobiłem, to wsunąłem dłoń w jego spodenki. Był niesamowicie twardy — dokładnie tak samo jak ja.
— Sławek... chcesz wejść we mnie?
— Znaczy... w tyłek? — zapytał, a jego oddech przyspieszył.
— Tak. Chcę cię wreszcie poczuć w sobie. Ale najpierw zrzućmy te szmaty.
Zgodził się bez słowa. Po chwili obaj byliśmy już zupełnie nadzy, spoceni i spragnieni dotyku.
— Tylko pamiętaj — szepnąłem mu prosto w usta, uśmiechając się lekko. — Najpierw solidnie mnie nawilż, a dopiero potem wchodź.
Sławek powoli przemieścił się nade mnie, a w pokoju słychać było tylko nasze ciężkie, przyspieszone oddechy i cichy szum lodówki z kuchni. mrok rozświetlały jedynie latarnie z ulicy, rzucając na jego ciało delikatne cienie.
Najpierw obficie nawilżył palce śliną. Był przy tym niesamowicie ostrożny, jakby bał się, że zrobi mi krzywdę. Rozchylił moje nogi i zaczął powoli powoli przyzwyczajać moje ciało do dotyku – najpierw jednym palcem, delikatnie masując i oprowadzając wokół, a gdy poczuł, że powoli odpuszczam i się rozluźniam, dołożył drugi. Każdy jego ruch sprawiał, że wbijałem palce w prześcieradło, z moich ust wyrywał się cichy jęk, a ciało samo unosiło się do góry.
Kiedy uznawaliśmy, że jestem gotowy, Sławek uniósł się na kolanach i przyłożył czubek swojego członka do mojej wejścia. Złapałem go za ramiona, patrząc mu prosto w oczy – w tym ciemnym pokoju jego wzrok był niesamowicie głęboki i pełen emocji, jakich nigdy u niego nie widziałem.
— Powoli, Sławek... — mruknąłem.
Zaczął wchodzić we mnie centymetr po centymetrze. To było dziwne, intensywne uczucie pełności, łączące lekki ból z niewyobrażalną przyjemnością. Głośno wciągnąłem powietrze, a on zatrzymał się na moment, całując mnie mocno w usta, żeby odwrócić moją uwagę i dać mi czas na oswojenie się z tą sytuacją.
Ale też nie chciałem go zawieść więc zacisnąłem zęby i pozwoliłem mu dalej we mnie wchodzić.
Gdy wszedł cały, zastygnął we mnie na chwilę, a potem zaczął powolny, rytmiczny ruch. Każde pchnięcie było głębokie i pełne czułości, ale z każdym kolejnym tempo zaczęło rosnąć. Nasze ciała zderzały się ze sobą ze cichym mlaśnięciem, a pościel pod nami była całkowicie pogięta i mokra od potu. Złapałem go z całej siły za pośladki, przyciągając jeszcze bliżej do siebie, przyspieszając ten taniec.
Sławek nachylił się nisko, opierając czoło o moje. Jego dłoń wędrowała w dół i chwyciła mojego twardego kutasa, masując go w jednakowym tempie ze swoimi pchnięciami. To było za dużo naraz – szczyt przyszedł nagle, falą obezwładniającego gorąca. Jęknąłem głośno prosto w jego usta, kiedy dochodziłem na własny brzuch i jego dłoń. Sławek poczuł moje skurcze i dosłownie kilka pchnięć później, z głośnym stęknięciem, skończył głęboko we mnie, drżąc na całym ciele.
Przez dłuższą chwilę żaden z nas się nie ruszał. Opadł na mnie całkowicie bez sił, ciężko oddychając w moją szyję, a nasze serca waliły jak szalone, dopasowując się do jednego rytmu.
Objąłem go ciasno ramionami i oplotłem nogami w pasie, nie pozwalając mu ze mnie wyjść. To było niesamowite uczucie — czuć go tak głęboko w sobie, gdy leżał na mnie całym ciężarem i delikatnie muskał ustami moją szyję.
— Sławek... ty wiedziałeś, że na ciebie lecę? — wykrztusiłem w końcu, poprawiając uścisk.
— Jasne, że wiedziałem — szepnął mi prosto do ucha, a jego ciepły oddech przyprawił mnie o dreszcze. — Widziałem, jak szukasz pretekstu, żeby mnie dotknąć. Jak w nocy niby przypadkiem na mnie nachodzisz. I jak ci natychmiast staje, kiedy widzisz mnie na golasa.
— Od dawna wiedziałeś?
— Ze dwa, trzy miesiące... Na początku nie wiedziałem, co z tym zrobić, ale cholernie podobało mi się to, jak na mnie patrzysz. Aż w końcu niedawno dotarło do mnie, że chyba też coś do ciebie czuję. Non stop o tobie myślę i brakuje mi ciebie, jak leżę sam w łóżku. Dziś po prostu postanowiłem coś z tym zrobić.
Gdy to usłyszałem, po prostu mnie odcięło. Wplotłem palce w jego gęste włosy i mocno przyciągnąłem jego głowę do swojej szyi. Bałem się, że jeśli go puszczę, to wszystko okaże się tylko głupim snem.
— Nawet nie wiesz, jak długo na to czekałem... — wyznałem szeptem, zatapiając twarz w jego ramieniu. — Myślałem, że zwariowałem. Że sobie to wszystko wmówiłem i że jak się zdradzę, to stracę cię na zawsze.
Sławek podniósł się lekko na rękach. W ciemności widziałem tylko błysk jego oczu i ciepły, miękki uśmiech. Zamiast odpowiedzieć słowami, zaczął powoli gładzić mnie kciukiem po policzku, spływając dotykiem aż na szyję i obojczyk.
— Nigdy byś mnie nie stracił, głupi — mruknął cicho, nachylając się i składając na moich ustach powolny, niewiarygodnie czuły pocałunek.
Nie było już w nas żadnego pośpiechu ani dzikiej namiętności. Zostało tylko powolne, leniwe dopasowanie się do siebie. Sławek zaczął ruszać się we mnie z niesamowitą delikatnością, a każdy jego ruch splatał się z głębokimi oddechami i cichym westchnieniem satysfakcji.
Teraz kiedy przyzwyczaiłem się że jest we mnie nie czułem żadnego dyskomfortu tylko przyjemność. Sławek niepotrzebował dużo czasu by dojść, wylewając we mnie kolejną porcję nasienia. Trzymałem go za plecy, czując pod dłońmi napięcie jego mięśni i ciepło skóry.
Kiedy w końcu obaj opadliśmy z sił, wysunął się ze mnie ostrożnie i przytulił od tyłu, przyciągając moje plecy do swojej klatki piersiowej. Oplotł mnie ramieniem w pasie, a ja położyłem swoją dłoń na jego. Leżeliśmy tak w idealnej ciszy, słuchając splecionych ze sobą oddechów i czując, że od tej nocy wszystko między nami zmieniło się na dobre.
Gdy rano otworzyłem oczy, pokój spowity był już delikatnym, porannym światłem przedostającym się przez szpary w roletach. Pierwszą rzeczą, którą poczułem, był ciężar ramienia Sławka owiniętego ciasno wokół mojej klatki piersiowej. Leżał tuż za mną, wciśnięty w moje plecy, a jego równomierny, ciepły oddech gładził moją szyję.
Przez moment leżałem bez ruchu, bojąc się, że jakikolwiek gest zburzy ten czar i okaże się, że wydarzenia minionej nocy były tylko sennym marzeniem. Ale Sławek poruszył się cicho, ziewnął i zamiast się odsunąć, przytulił mnie jeszcze mocniej, składając senny, miękki pocałunek tuż pod moim uchem.
— Nie śpisz już? — wymamrotał chrypką ze snu.
— Nie śpię — powiedziałem, odwracając głowę i napotykając jego spojrzenie. Nie było w nim ani grama skrępowania, tylko spokój i niesamowite ciepło.
Powoli zwlekliśmy się z łóżka. Wstałem jako pierwszy, przeciągając się leniwie.
— Rafał, ty weź spójrz na siebie... masz jeszcze ślady naszych nocnych igraszek na tyłeczku, zresztą na brzuchu też — mruknął Sławek z chytrym uśmiechem, taksując mnie wzrokiem.
— To znaczy co? — spytałem, oglądając się przez ramię.
— Moja sperma ci zaschła. Musimy koniecznie skoczyć pod prysznic.
Gdy tak staliśmy na środku pokoju, bez ostrzeżenia drzwi uchyliły się i do środka zajrzała mama Sławka z kubkiem parzącej kawy w ręku. Jej wzrok od razu przejechał po naszych całkowicie nagich ciałach.
— A wy dwaj czemu w ogóle spaliście nago? — zapytała nagle, mrużąc podejrzliwie oczy i unosząc brwi. — Sławek, to wiem, że tak czasem sypia. Ale po tobie, Rafał, to się nie spodziewałam.
— No, namówiłem go, żeby spróbował. I chyba mu się spodobało — rzucił z idealnie zagranym luzem, jakby chodziło o próbę nowej gry na konsolę.
Mama Sławka pokręciła tylko głową z pobłażliwym uśmiechem.
— Wariaci. Dobra, zbierajcie się i spadajcie pod prysznic, bo od dziewiątej ma wody nie być. W kuchni macie zrobione śniadanie.
Gdy drzwi się za nią zamknęły, wypuściliśmy powietrze z płuc niemal jednocześnie. Sławek spojrzał na mnie, puścił mi oko i bez słowa przyciągnął mnie do siebie na jeszcze jeden krótki, pocałunek.
Rafal1984
Jak Ci się podobało?