Nowa rodzina Moniki

13 lutego 2010

1 godz 12 min

Poniższe opowiadanie zawiera wyjątkowo kontrowersyjne sceny!

PROLOG

Porywiste podmuchy wiatru poruszały nagimi, obdartymi z liści konarami, drobny listopadowy deszcz nieprzyjemnie, z ukosa, zacinał w twarze. Wyglądało tak, jakby sama przyroda dostosowała się do nastroju żałobników zgromadzonych na małym podmiejskim cmentarzu. Stojąca przy grobie Monika czuła, że jej serce za chwilę wyrwie się z piersi, że rozedrze się na miliony kawałków. Przez łzy widziała urnę, niewielkie pudełeczko, w którym ukryto wszystko to, co było dla niej najcenniejsze - jej Marka, jej ukochanego. Rozpacz rozrywała jej piersi. Niespełna sześć lat temu pochowała rodziców, a teraz jeszcze to. Ten straszliwy wypadek samochodowy, w którym odszedł jedyny mężczyzna jej życia. Tak, teraz została kompletnie sama... Bez żadnej rodziny... Zgromadzeni na cmentarzu byli jedynie znajomymi, kolegami jej, Marka... Płakała...

- Mamo... - usłyszała jak przez mgłę - Mamo nie płacz...

Ktoś tu jest obok niej? Ktoś ją woła?

Powoli wracała z krainy rozpaczy do rzeczywistości. Poczuła delikatne szarpnięcie za rękę.

- Mamo... proszę...

Obok niej stał mały, czteroletni chłopiec. Jej syn... Jej i Marka syn...

- Piotruś... Piotrusiu... - głos jej uwiązł w gardle.

- Mamo... Jestem przy Tobie - chłopiec wpatrywał się w Monikę wielkimi oczami, pełnymi łez.

Kobieta spojrzała na chłopca zamglonymi oczyma. Rozejrzała się wokół, po twarzach ludzi, tak jej obcych, stojących obok niej, spojrzała dalej, nad murem cmentarza, położonego na wzniesieniu. W oddali widać było domy miasteczka, strzelistą wieżę kościoła, most na rzece spływającej wartko z widocznych jeszcze dalej, teraz zamglonych gór.

"Nasze miejsce na ziemi" - pomyślała.

Tak mówił Marek, kiedy niespełna pięć lat temu przyjechali do tego miasteczka. Uciekali wówczas z dużego miasta będącego ich domem, zostawili za sobą przeszłość, aby wreszcie BYć RAZEM. Nosiła wówczas pod sercem Piotrusia, jej przyszłość rysowała się cudownie. Zachwycały ją góry, łagodne szczyty, przypominające Markowi kobiece piersi, jej piersi... Zachwycała ją rzeka, płynąca wartko z gór przez miasteczko... Zachwycało ją powietrze, czyste i rześkie, zupełnie inne od tego, które znała z miasta... A teraz...

- Mamo... - usłyszała ponownie.

Odetchnęła głęboko. Nie Marek nie umarł. Wciąż żyje. Jego cząstka stoi tu obok niej, trzyma ją za rękę. Ich syn... Zrodzony z miłości...

W tym momencie wiedziała już, że ma dla kogo żyć. Wiedziała, że od tej pory nie istnieją dla niej żadni inni mężczyźni. Będzie nosiła w sercu Marka, a całym jej życiem stanie się Piotruś, ich dziecko, cząstka jej ukochanego...

Odwróciła się do syna. Uśmiechnęła się przez łzy.

- Już dobrze synku - powiedziała - Mama już nie płacze. Od teraz będziemy razem. Mama nigdy Cię nie zostawi.

Przytuliła dziecko, kładąc dłonie na jego ciemnych włosach, tak podobnych do włosów Marka. Chłopiec objął ją z całej siły.

- Będziesz ze mną Mamo?

- Będę... Będę z Tobą zawsze syneczku...

Deszcz prawie zupełnie ustał, a zza chmur wyjrzało słońce, oświetlając matkę i syna wtulonych w siebie przy świeżym grobie, jakby chciało ogrzać, dać nadzieję dwóm pogrążonym w smutku duszom.

PIęTNAŚCIE LAT PÓ¬NIEJ

CZWARTEK, RANO

Poranne, wiosenne słońce oświetlało dachy miasteczka. Monika krzątała się w kuchni. Pomimo zbliżających się czterdziestych urodzin wyglądała nadal młodo i ponętnie. Jej długie kasztanowe włosy, sięgające do połowy pleców, zgrabna szczupła sylwetka i duże, jędrne piersi sprawiały, że większość mężczyzn w miasteczku spoglądała na nią z pożądaniem. Przez ostatnie kilkanaście lat miała zresztą wiele propozycji, zarówno ze strony kolegów i klientów banku, w którym pracowała, jak i samotnych znajomych. Odrzucała je wszystkie, nie wiążąc się z nikim, poświęcając cały wolny czas na dom i wychowywanie Piotra. Wreszcie większość jej znajomych zrozumiała, iż kobieta nie chce żadnego nowego mężczyzny i propozycje ustały. Czasem tylko jakiś nowy klient, zachwycony jej urodą proponował kawę lub spotkanie po pracy, jednak konkretna, często złośliwa odprawa ze strony Moniki powodowała, że rezygnował z dalszych prób flirtu.

Nie znaczy to, że kobieta stała się całkowicie aseksualna, zimna jak lód. Wciąż w sercu nosiła Marka, wciąż pamiętała jego czuły dotyk, ręce błądzące po jej nagim ciele, delikatnie pieszczące jej piersi, brzuch, wzgórek łonowy. Pamiętała język ukochanego, dotykający z czułością jej muszelki, zanurzający się pomiędzy wargi, usta ssące nabrzmiałą łechtaczkę. Pamiętała penisa, idealnie dopasowującego się do jej wnętrza, czuła go nieomal fizycznie... Była kobietą, jej pragnienia były tak realne, chciała poczuć to znów...

Zawsze po takich wspomnieniach robiła się mokra, rozpalona. Wówczas, wieczorem, aby jej syn nie widział, masturbowała się w swoim pokoju, wyobrażając sobie członek Marka wchodzący głęboko w jej pochwę, poruszający się w jej wilgotnym wnętrzu, docierający do jej macicy, a potem tryskający w nią, wypełniający ją nasieniem po brzegi...

Zawsze jednak, po chwili szczytu i rozkoszy uświadamiała sobie, że to już było, że to przeszłość, która nieodwracalnie minęła, pozostając na cmentarzu odwiedzanym przez nią przynajmniej raz w miesiącu.

Teraz liczył się dla niej tylko syn, dziewiętnastoletni Piotr, coraz bardziej podobny, w miarę upływu lat, do swojego ojca. To jemu, teraz już, za miesiąc, maturzyście, poświęcała cały swój czas i całą swoją miłość. Miłość matki...

Rozmyślania Moniki przerwało trzaśnięcie drzwi w pokoju syna i szybkie kroki na schodach.

- Mamo, wychodzę do szkoły! - usłyszała.

Zostawiła swoją pracę w kuchni i szybko weszła do przedpokoju. Piotr właśnie sznurował buty.

- O której dzisiaj wrócisz?

- Mam nadzieję, że nie za późno. Obiecywałaś dziś na kolację łososia, a wiesz jak go lubię. Postaram się być przed wieczorem. Po szkole skoczę tylko na kółko dziennikarskie i wracam do domu - Piotr podniósł się i z uśmiechem spojrzał na Monikę.

"Boże, jaki on jest podobny do Marka" - pomyślała kobieta.

- No to pędzę mamo. Nie mogę się spóźnić - Piotr odwrócił się i podniósł teczkę.

- Piotrze, nie zapomniałeś o czymś?

Chłopiec popatrzył na matkę. No tak, od lat wychodząc z domu całował ją na pożegnanie. To był ich codzienny rytuał, a dziś, w pośpiechu, o mało co o nim by zapomniał. Monika wyglądała pięknie. Stała oparta o framugę drzwi patrząc na niego z czułością. Obcisły sweter podkreślał jej duży biust, a krótka czarna spódniczka sięgająca powyżej kolan odsłaniała cudownie kształtne nogi.

Na ten widok Piotr poczuł znajome mrowienie w lędźwiach. Zawsze tak się czuł, gdy dłużej obserwował matkę. Jego penis wyprężył się w spodniach.

"Jaka ona jest piękna" - pomyślał - "Jaka cudowna".

- Tak Mamo, oczywiście, że zapomniałem.

Zbliżył się do Moniki, objął ją i przytulił. Poczuł jej jędrne piersi opierające się o niego, poczuł jej ciepło i miękkość. Jego podniecenie wzrosło. Naprężony członek boleśnie napierał na materiał spodni.

- Kocham Cię Mamo! - powiedział.

Kobieta poczuła intensywny zapach kosmetyków syna. Pachniał tak niesamowicie... Dopiero po chwili uświadomiła sobie, że to ten sam zapach, którego kiedyś używał Marek. Jakby iskra elektryczna przeszyła jej ciało. Nie do końca uświadamiając sobie co robi przyciągnęła chłopca do siebie i pocałowała go w czoło. Piotr czując jej usta na twarzy jeszcze mocniej ją przytulił i uniósł głowę. Ich usta spotkały się.

- Co... - szepnęła Monika. Chciała powiedzieć: "Co Ty robisz?", ale głos uwiązł jej w gardle.

- Mamo - usłyszała jak przez mgłę - Mamo pragnę Cię...

- Aaahh... - usta Moniki rozchyliły się bezwiednie.

Poczuła język Piotra na swoim. Nie myśląc o tym co robi, odpowiedziała na pocałunek. Ich języki splotły się w gorącym, namiętnym tańcu. W gorącym pocałunku mężczyzny i kobiety zapomnieli się oboje, a czas stanął w miejscu.

Piotr wpił się w matkę jak szalony. Oto całował ją, kobietę swoich marzeń, kobietę która była obiektem jego fantazji. Jego dłonie zsunęły się z pleców Moniki na jej kształtne pośladki. Poczuł je wyraźnie przez materiał spódnicy. Poczuł i zaczął pieścić, ugniatając coraz mocniej. Tak bardzo teraz pragnął więcej, jeszcze więcej...

Trudno powiedzieć, jak daleko by się posunął, Monika jednak opamiętała się. Odepchnęła syna.

- Stop! Przestań! Przestań natychmiast! Co ty wyprawiasz?! Jesteś chyba szalony!

- Prz... przepraszam - wyjąkał Piotr patrząc na matkę przerażonym wzrokiem.

- Nie przepraszaj, to też moja wina... Nie możemy... To złe... Piotr, idź już do szkoły... Porozmawiamy jak wrócisz... Poważnie...

- Tak Mamo, porozmawiamy... Ja też muszę Ci coś powiedzieć...

- Dobrze, idź już... - kobieta ukryła spłonioną twarz w dłoniach.

Piotr odwrócił się i otworzył drzwi.

- Pa, Mamo, będziemy kontynuować, kiedy wrócę... - szybko wybiegł z domu.

- Uważaj na siebie - zawołała za nim Monika.

Stojąc w drzwiach patrzyła na syna, jak przebiegał przez ulicę. W głowie kłębiły jej się myśli. Na ustach czuła jeszcze smak jego ust, dotyk rąk na pośladkach, jego zapach... Wiedziała, że to co się stało było złe, ale czuła też, że pocałunek syna ją podniecił. Czuła wilgoć wyciekającą z jej muszelki... Całkiem wbrew sobie czuła narastające podniecenie...

"Boże, mój chłopiec całuje zupełnie jak dorosły mężczyzna" - pomyślała - "I te słowa na koniec... będziemy kontynuować... co on chciał powiedzieć?"

Zamknęła drzwi i wróciła do kuchni. Tego dnia miała wolne, nie musiała iść do banku, zaplanowała więc typowo kobiece zajęcia, pranie, sprzątanie, gotowanie... To co się jednak przed chwilą stało, całkiem wytrąciło ją z równowagi, nie mogła się skupić na niczym. Pocałunek rozbudził w niej kobiecość, to co się zdarzyło przerażało ją, a jednocześnie, całkowicie wbrew woli, podniecało.

Nalała sobie lampkę koniaku, potem drugą, usiłując uspokoić myśli i ciało. Alkohol rozgrzał ją wewnętrznie, ale nie wyciszył rozbudzonej żądzy. Bezwiednie sięgnęła dłonią do łona. Poczuła jak jest wilgotna. Soki wyciekały z jej gorącej muszelki. Opierając się o kuchenny blat delikatnymi, okrężnymi ruchami zaczęła masować łechtaczkę. Zamknęła oczy, ciężko oddychała. Jak zwykle w takich sytuacjach próbowała sobie wyobrazić Marka, tym razem jednak jej podświadomość uparcie podsuwała jej widok Piotra. Jego usta, zapach, dłonie pieszczące jej nagie ciało...

Pieściła się coraz szybciej. Drugą ręką podniosła sweter i gładziła dorodne piersi. Wreszcie wsunęła dwa palce do pochwy i w tym momencie oczami wyobraźni ujrzała męskiego członka wchodzącego w nią, rozciągającego jej waginę. Członka Marka... Nie, nie Marka, Piotra!.. Marka... Piotra... Piootraa...

- Mmmmmm... aaaahhh... - orgazm przyszedł bardzo gwałtownie.

Ciało kobiety wygięło się w łuk, osunęła się na podłogę. Soki wyciekały z jej rozpalonej muszelki na podłogę. Czuła się zbrukana, a jednocześnie spokojna. Przeżyta rozkosz uspokoiła ją. Monika wiedziała już, o czym porozmawia z synem...

CZWARTEK, WIECZÓR

Stół, nakryty obrusem wyglądał pięknie. Pośrodku płonęła zapachowa świeca, tworząc niezwykłą, intymną atmosferę. Nie było to nic dziwnego. Monika zawsze dbała o dom, piękny wystrój i atmosferę, toteż takie posiłki wraz z synem były prawie codziennością. Na stole, obok łososia, stał talerzyk ze śledziami, na półmisku pokrojony w kostkę karp w galarecie prezentował się wyjątkowo smakowicie. Oboje uwielbiali ryby, oboje przy okazji kolacji najczęściej wymieniali się wydarzeniami mijającego dnia.

Tym razem jednak było inaczej. Monika i Piotr siedzieli naprzeciwko siebie w milczeniu spożywając posiłek. Każde z nich na swój sposób przeżywało wydarzenia poranka, obserwując to drugie. Talerze już były puste, kiedy ciszę przerwała wreszcie Monika.

- Wiesz, Piotrze... - przełknęła ślinę, która nie wiadomo dlaczego nagle gwałtownie zebrała się jej w ustach - mhm... chciałam Ciebie o coś zapytać...

- Taaak?? - policzki Piotra miały kolor czerwonego wina.

- Wiesz... To nic takiego, ale... ale chciałam Cię zapytać... bo wiesz, już jesteś prawie dorosły... Czy Ty... Czy masz jakąś ulubioną koleżankę, dziewczynę?

- Mamo! - Piotr odetchnął z ulgą. Już bał się, że matka zacznie temat porannego zdarzenia.

- Bo wiesz... to naturalne, mężczyźni w Twoim wieku zwykle interesują się płcią przeciwną... A Ty opowiadasz o kolegach, o wypadach z nimi...

- Boisz się, że jestem gejem?

- Nieee... to nie to... tylko...

Półmrok panujący w jadalni nie pozwolił Monice dostrzec spojrzenia syna, jego roziskrzonych oczu, które w tej chwili patrzyły na nią z miłością, bynajmniej nie synowską.

- Oj, Mamo, jak Ty boisz się zapytać o sprawy oczywiste - Piotr czuł, że odzyskuje kontrolę nad sytuacją, za żadne skarby nie chciał wracać do poranka w przedpokoju - Tak, oczywiście, że jest taka dziewczyna, która mi się podoba. Ja jej chyba trochę też...

- Aaaach... jeeest... Nic mi nie mówiłeś...

- Bo to... Ja jeszcze nie wiem, co z tego będzie... - zająknął się syn.

- Nawet nie wiesz, jak się cieszę. Czy to koleżanka ze szkoły?

- Nieee... Tak ją znam... Noo... poznałem na imprezie - Piotr czuł, że pogrąża się coraz bardziej.

- Tak? A jak ma na imię?

- Yyyy... Na imię... Karolina! - Piotr wypalił pierwsze z brzegu imię, które mu przyszło do głowy.

- A jak wygląda? - Monika nieświadoma prawdziwych myśli syna drążyła temat dalej.

- No więc... jest... jest bardzo podobna do Ciebie... Wiesz, bardzo, ale to bardzo podobna...

- Ach! - Monice wydawało się, że choć trochę rozumie - To dlatego dzisiaj rano...

- Co?... - Piotr wyraźnie się wystraszył.

- To dlatego... Myślałeś, że ja to ona...

- Taaak... To dlatego... Wiesz, przypomniałem sobie... Mamo, przepraszam Cię, obiecałem Bartkowi, że wyślę mu dziś maila z tymi zadaniami z historii z próbnej matury. Muszę to załatwić teraz, bo za chwilę wychodzi, a potrzebne są na jutro... - mówiąc te słowa Piotr zerwał się i wyszedł do swojego pokoju zostawiając matkę samą.

Monika siedziała w jadalni w milczeniu. Nagłe wyjście syna zaskoczyło ją. Nie bardzo wiedziała, co o tym myśleć. Pozbierała talerze, zaczęła zmywać. Im dłużej zastanawiała się nad tym, co usłyszała, tym więcej miała wątpliwości. To, co Piotr powiedział, było tak niejednoznaczne, tak dziwne.

"Czyżby kłamał" - pomyślała.

Nie mieściło się to jej w głowie. Ich relacje dotychczas były tak bardzo partnerskie, nie mieli przed sobą tajemnic. Piotr zawsze opowiadał jej praktycznie o wszystkim, co się w jego życiu działo, ona zresztą też nie miała przed synem tajemnic. I nagle ta Karolina... Jak królik z cylindra... Monika była pewna, że gdyby naprawdę istniała jakaś dziewczyna w życiu jej syna, opowiedział by o tym wcześniej. I to jego nagłe wyjście...

Czuła niedosyt. Czuła, że coś się dzieje w ich wzajemnych relacjach. W dodatku, to, co zdarzyło się rano... Nie, musiała to wyjaśnić do końca. Ta rozmowa musiała być zakończona. Skończyła zmywanie i postanowiła iść do pokoju syna. Tym razem wyjaśni wszystko do końca...

Wchodząc po schodach zauważyła, że drzwi do pokoju Piotra są niedomknięte. Przyćmione światło padało na korytarz. Stanęła przy uchylonych drzwiach. Komputer w pokoju był wyłączony. Piotra przy nim nie było.

- Aaach... - usłyszała cichy jęk.

Uchyliła drzwi i zajrzała. Stanęła jak zamurowana.

Piotr leżał na łóżku, tyłem do drzwi. Nie widział jej. Był nagi. Prawą ręką pieścił swojego wyprężonego członka, a w lewej... W lewej ręce trzymał zdjęcie MONIKI. Wpatrywał się w nie intensywnie, palcami prawej dłoni masturbując się coraz mocniej.

- Aaaach... aaaa... Moni... aach... Mamooo... - usłyszała oniemiała kobieta.

Szok, oburzenie, przerażenie i... podniecenie. Te uczucia szarpały nią do głębi. Chciała wejść, krzyczeć, przerwać to widowisko, ale nie mogła. Stała jak sparaliżowana wpatrując się w syna i jej zdjęcie w jego ręku.

- Aaach... taaak... Monika... chcę Ciebieee... Chcęęę... Chcęęę w Ciebie... trysnąć... Aaaaaa....

Ruchy ręki były coraz szybsze, coraz intensywniejsze. Penis Piotra był taki duży, taki czerwony. Monika poczuła, że znów robi się wilgotna, że gdzieś głęboko w jej podbrzuszu rodzi się rozkosz. To co widziała przerażało ją, a jednocześnie tak bardzo podniecało...

- Aaaaa... Mamooo... Kocham Cię... Aaaaaaa....

Fontanna białego nasienia trysnęła z penisa Piotra wprost na jego nagi brzuch. Spermy było tak dużo, że zaczęła spływać po bokach, skapując na pościel. Chłopiec zamknął oczy, ciężko oddychał. Wreszcie przyłożył do ust zdjęcie Moniki i pocałował.

- Kocham Cię Mamo. Kocham Cię Moniko. Śpij słodko - mówiąc te słowa włożył zdjęcie matki pod poduszkę.

Monika cofnęła się w ostatniej chwili na korytarz. Mało brakowało, a syn by ją zauważył. Szybko zeszła po schodach na dół. Usłyszała, jak Piotr wchodzi do łazienki, jak odkręca wodę w wannie. Wiedziała, że właśnie zmywa ze swojego ciała nasienie, życiodajną maź, którą poświęcił JEJ.

Oparła się o ścianę. Ciężko oddychała, patrząc przed siebie pustym wzrokiem. Teraz zrozumiała poranne wydarzenia, wypowiedzi syna podczas wieczornej rozmowy. Nie było żadnej Karoliny. Nigdy nie istniała. Piotr pragnął tylko jednej kobiety. Tylko jednej.... I to ją, wcale nie przez pomyłkę, całował rano tak namiętnie... A ona odpowiedziała na pocałunek...

Czuła mętlik w głowie. Jej świadomość odrzucała myśl o tym, że mogłaby z synem... Wiedziała doskonale, że to jest złe, że kazirodztwo jest społecznie piętnowane. Z drugiej jednak strony... sama też czuła podniecenie. Podświadomie chciała tego... Dotychczas był tylko jeden mężczyzna w jej życiu, jej Marek. A teraz Piotr, jej syn, tak podobny do ojca... Kochała go najbardziej na świecie i czuła, że ta miłość, dotychczas matczyna, przeradza się w coś zupełnie nowego. Pragnęła Piotra jako mężczyznę. Pragnęła i odrzucała to uczucie od siebie... Musiała coś z tym zrobić. Czuła, że dłużej tego nie wytrzyma.

Zgasiła światła na parterze i poszła do swojego pokoju. Nie chciało jej się dzisiaj myć, zrobi to rano. Leżąc na łóżku, skulona w pozycji embrionalnej, usiłowała uspokoić gonitwę myśli. Wciąż jednak widziała przed oczami penis Piotra, słyszała jego słowa wypowiadane do fotografii. Jej ciało było tak rozpalone. Podniecenie walczyło ze zdrowym rozsądkiem. To był jej syn! Jej mężczyzna?!

Odruchowo wsunęła dłoń pomiędzy uda. Jej bielizna była całkiem mokra. Soki wyciekały ze środka. Zaczęła pieścić swoją muszelkę. Coraz szybciej, szybciej... Palce odruchowo wsunęły się do środka. Jeden, drugi, trzeci... Widziała penisa Piotra, to on teraz ją brał, on w nią wchodził... Była coraz bardziej rozpalona... Coraz mocniej, szybciej, głębiej...

"Chcęęę w Ciebie... trysnąć..." - te słowa odbijały się echem w jej głowie.

- Aaach... Piotruś, Pioootr - jęknęła.

Rozkosz była jeszcze silniejsza niż rano. Monika jęcząc wiła się po pościeli, aż wreszcie znieruchomiała z palcami wsuniętymi głęboko w pochwę. Fale rozkoszy przepływały przez jej ciało. Orgazm zawładnął całym jej ciałem. Nieomal straciła przytomność. Oczami wyobraźni widziała strugi nasienia tryskające z członka Piotra, wlewające się w jej wnętrze... Tak, tego chciała, tego się bała...

Pieszczoty pozwoliły jej się uspokoić. Wkrótce, zmęczona przeżyciami, usnęła w ubraniu na łóżku.

PI¡TEK, WIECZÓR

Monika przez cały dzień nie mogła się na niczym skupić. Owszem, była w pracy, w banku, obsługiwała klientów, ale jednocześnie cały czas wewnętrznie była rozedrgana. Przypominała sobie całe swoje dotychczasowe życie, Marka, okoliczności w których znaleźli się tu, w niewielkim górskim miasteczku. Przeżywała swoiste deja vu, analizując wszystko, co w jej życiu dotychczas się zdarzyło. Wszystko, co doprowadziło do wczorajszego dnia. Czy tak musiało być? Musiała podjąć jakieś działanie, przerwać ten zaklęty krąg... Musiała porozmawiać z Piotrem...

Tym razem nie pozwoli mu uciec. Doprowadzi rozmowę do końca. Wyjaśni wszystko. Musiała tylko znaleźć odpowiedni moment. Im bliżej końca pracy tym bardziej była przekonana, jak ma to rozegrać... Miała plan...

Wieczorem, podobnie jak poprzedniego dnia, przygotowała kolację. I podobnie jak poprzedniego dnia oboje zaczęli jeść w milczeniu, obserwując się nawzajem. Piotr obawiał się powrotu do wczorajszej rozmowy, jednak Monika nie poruszała tematu. Pytała go o dzień dzisiejszy, o wydarzenia w liceum, tak jakby wczorajszego dnia nigdy nie było.

Piotr obserwował matkę z zachwytem. Po przyjściu z pracy przebrała się i teraz ubrana była całkiem domowo, w ten sam, co wczoraj, obcisły sweter, pod którym cudownie zaznaczały się dwie duże wypukłości oraz w ulubione przez Piotra obcisłe carne getry, podkreślające tylko kształt jej zgrabnych nóg i pośladków. Patrząc na matkę znów zaczął odczuwać rosnące podniecenie. Penis w spodniach ponownie wyprężył się, przeszkadzając trochę.

"Boże, co za cudowna kobieta" - pomyślał.

Monika obserwując Piotra, uważniej niż wczoraj, zauważyła jak nerwowo kręci się na stołku, jak na jego twarzy pojawiają się rumieńce. Doskonale wiedziała, o czym w tej chwili myśli. Znów zaczęło ją podniecać to, że dziewiętnastolatek tak reaguje na jej dojrzałe czterdziestoletnie ciało, a jednocześnie poczuła się rozbawiona. Wstała od stołu i sięgnęła po pilota od telewizora leżącego na parapecie przy oknie, tuż za Piotrem. Przy tym, niby niechcący, oparła się piersiami o plecy chłopca.

Piotr zesztywniał. Poczuł na swoich plecach biust matki, piersi, które były częścią jego fantazji. Członek uwierał go coraz mocniej. Zerwał się od stołu.

- Wychodzisz gdzieś? - zapytała Monika patrząc uważnie na Piotra. Nie mogła nie zauważyć wypukłości w jego spodniach.

- Eeeech... tak... Wiesz, trochę boli mnie głowa. Chyba pójdę się położyć. Dobranoc Mamo...

- Dobranoc Piotrze, śpij spokojnie.

Po wyjściu Piotra Monika usiadła przy stole. Wiedziała już, co zrobi syn, aby ulżyć sobie w "bólu głowy". Bawiło ją to, jak ukrywa przed nią swoje uczucia.

"Zupełnie jak Marek" - pomyślała.

Postanowiła dać jednak synowi więcej czasu. Pozmywała naczynia, po czym poszła do łazienki. Wzięła prysznic. Woda przyjemnie chłodziła jej rozpalone ciało. Musiała przyznać, że myśli o rozmowie z synem, poważnej rozmowie, którą musiała odbyć do samego końca, a także o tym, że za chwilę znów ujrzy jego nagie ciało, niesamowicie ją podniecały.

"Nie, tym razem będę stanowcza" - obiecała sobie - "wyjaśnię wszystko".

Rozczesując swoje długie kasztanowe włosy, przyglądała się sobie w lustrze. Tak, mimo swoich blisko czterdziestu lat nadal była piękna. Ale Piotr był jej synem, musiała o tym pamiętać...

Ubrała się z powrotem i na palcach wyszła z łazienki. Drzwi od pokoju Piotra były zamknięte. Ostrożnie, aby nie spłoszyć syna, nacisnęła klamkę i podobnie jak wczoraj uchyliła je.

Piotr leżał ponownie jak wczoraj. Z całej siły przyciskał do ust zdjęcie Moniki, prawą ręką pieszcząc swego członka. Był tak zaaferowany, że ponownie nie zauważył obserwującej go matki.

- Moniko... aaach... Kocham Cięę...

Ruchy ręki były coraz szybsze. Penis prężył się i lśnił w świetle nocnej lampki. Monika wiedziała doskonale, że jeszcze chwila, a wytryśnie, zalewając brzuch syna nasieniem. Nie, tego nie chciała. Nie chciała widzieć tego znowu. Teraz był dobry moment na rozmowę. Teraz Piotr jej nie uniknie.

- Aaach... Monikaaaa... Zaraz trysnęęę...

Kobieta wzięła głęboki oddech. Teraz...

Otworzyła szeroko drzwi i weszła do pokoju Piotra....

PI¡TEK, NOC

Piotr patrzył na Monikę szeroko otwartymi oczyma. Z przerażenia cały zdrętwiał. Zastygł bez ruchu, z ręką na członku i zdjęciem w drugiej dłoni. Wyglądało to dość komicznie, jednak w tej chwili Monice nie było do śmiechu. Oparła się o ścianę, patrząc poważnie na syna.

- Wszystko widziałam i słyszałam - powiedziała spokojnym tonem.

- Mamo... jaaa... - na nic więcej nie było stać Piotra.

- Nie próbuj się tłumaczyć, wszystko już wiem. Wczoraj też tu byłam - to nie było oskarżenie, a spokojne stwierdzenie faktów.

Twarz Piotra miała w tej chwili kolor dojrzałego buraka. Gorączkowo poszukiwał wyjścia z sytuacji.

- Mamo... Przepraszam... Ja...

- Powtarzam, nie tłumacz się. Chcę tylko, abyś wyjaśnił mi wszystko.

Na to Piotr już nic nie odpowiedział. Puścił członka, który opadł sflaczały i zasłonił oczy dłońmi.

Monika uważnie obserwowała syna. Widziała, jaki jest zawstydzony i spanikowany, a jednocześnie widok jego młodego ciała, wbrew jej woli zaczął budzić w niej ukrytą żądzę.

Podeszła do łóżka i usiadła obok Piotra. Ten czując matkę przy sobie gwałtownie się odsunął, zdjęcie wypadło mu z ręki. Monika podniosła je i obejrzała. Tak, to była ona, w poprzednie wakacje nad morzem, w jej ulubionym stroju kąpielowym. Spojrzała na syna. Nadal, odsunięty na krawędź łóżka, zakrywał twarz dłońmi.

- Popatrz na mnie - powiedziała łagodnie.

Wyciągnęła rękę i delikatnie pogładziła jego rękę. Piotr spojrzał na matkę. Oczy miał pełne łez.

- Nie ma żadnej Karoliny, prawda? - zapytała.

Piotr pokręcił głową.

- Tak myślałam. - na chwilę przerwała, szukając właściwych słów - Wiesz, to co robisz jest naturalne. Ponad 60 procent chłopców marzy o seksie z własną matką.

Chłopiec popatrzył na matkę szeroko otwartymi oczyma.

- To normalne w Twoim wieku. Kazirodcze pragnienia są tematem tabu, społecznie nieakceptowane, wręcz ścigane przez prawo, ale są prawdziwą, ukrytą częścią ludzkiej natury - Monika uśmiechała się do syna. Deja vu, które towarzyszyło jej przez cały dzień, znów powróciło.

Gładziła delikatnie jego rękę, czuła jej szorstkość, tak podobną do szorstkości Marka. To młode ciało podniecało ją. Czuła, jak głęboko w jej kobiecości rodzi się wilgoć. Ale przecież nie mogła tego powiedzieć Piotrowi. Nie mogła przyznać się, że jej pragnienia są podobne. Była jego matką.

- Piotrze, za jakiś czas, pewnie niedługo, poznasz dziewczynę, w twoim wieku. I to ona będzie towarzyszką Twojego życia. A ja... będę coraz starsza, coraz brzydsza... Nadal będziesz mnie kochał jako matkę, ale twoje życie będzie... - przerwała zaskoczona zmianą, jaką zobaczyła na twarzy syna.

Już nie płakał. Patrzył na nią z czułością, z nieprawdopodobną miłością, a jednocześnie ze zdecydowaniem. Taki wyraz oczu miał Marek, kiedy podjął jakąś decyzję. Wtedy już nic nie mogło go zawrócić z obranej drogi.

Chwycił rękę matki i przycisnął do swoich ust.

- Nawet nie wspominaj mi o innych kobietach - powiedział drżącym, ale pewnym głosem - Nigdy nie będę miał dziewczyny.

- Nie wiesz co mówisz...

- Wiem i posłuchaj mnie - uścisk ręki był mocny, prawie bolesny - Mamo, Moniko... Kocham Cię. Kocham Cię jak matkę, ale jeszcze bardziej jak Kobietę. Pragnę Ciebie... Pragnę być z Tobą... Na zawsze... Nawet nie wiesz od ilu lat onanizuję się myśląc tylko o Tobie... Ile razy wyobrażałem sobie nas razem... Chcę Ciebie, jako matkę... i jako ŻONę...

Mówiąc te słowa Piotr z całej siły przyciągnął Monikę do siebie. Zaskoczona opadła na niego i poczuła jego usta na swoich. Wpił się w nią z całą swoją młodzieńczą mocą. To nie był pocałunek syna. To był pocałunek Mężczyzny, pożądającego Kobiety. Taki sam, jak poprzedniego poranka. Mówił wszystko o uczuciu chłopca, jego żądzy i pragnieniach. Monika bezwiednie odpowiedziała na to wezwanie. Ich języki splotły się w tańcu miłości.

Kobieta czuła, jakby w jej głowie wybuchła bomba. Żądza, dotychczas ukryta, tłumiona, doszła z całą mocą do głosu. Jej ciało płonęło. Tak, wiedziała, że to jest złe, ale pragnęła tego młodego ciała. Nie mogła dalej tego ukrywać, nie mogła tamować uczuć, które nią szarpały... Ułożony przez nią plan rozmowy z synem rozsypał się na drobne kawałki...

Oderwała się od ust syna i spojrzała w dół. Członek Piotra ponownie był wyprężony w erekcji, dobitnie potwierdzając jego poprzednie słowa. Leżąc na boku obok Piotra wyciągnęła dłoń i dotknęła penisa. Był taki gorący, taki rozpalony. Czuła też soki wyciekające z jej muszelki, wilgoć przesiąkającą przez bieliznę, na uda. Delikatnie zaczęła poruszać członkiem.

- Onanizowałeś się... Tak? - szepnęła.

Piotr zamknął oczy, skinął głową.

- Lubisz tak? Chcesz, żebym to zrobiła?

- Taaak... taaakk... - odpowiedział jej cichy jęk.

Ostatni raz dotykała męskiego penisa piętnaście lat temu. Teraz, po tylu latach, czuł go znowu. Kiedyś uwielbiała to uczucie, uwielbiała pieścić w ten sposób Marka. Zapomniała się całkowicie. Była coraz bardziej rozpalona. Jej dłoń poruszała się coraz szybciej. Czuła, jak zaczyna drgać w jej ręku, czuła pod palcami, jak na główce członka pojawiają się pierwsze krople wilgoci.

- Aaaach Moni... Mamooo... Zaraz, zaraz... Będę miał... - wyszeptał Piotr.

- Zrób to... zrób to... tryśnij.....

Ruchy ręki były coraz szybsze. Penis, cały czerwony, pulsował.

- Ooooch...... - krzyknął chłopiec.

Białe strugi nasienia trysnęły wysoko, opadając na brzuch Piotra, rękę Moniki, jej getry i pościel. Kobieta ścisnęła mocno członka, czując jak życiodajna maź przesuwa się wewnątrz prącia, jak wypływa kolejnymi falami na zewnątrz, na jej rękę. Trzymała penis syna dopóki nie uspokoił się i nie przestał drgać. Spojrzała w oczy Piotra. Patrzył na nią zamglonym wzrokiem, wypełnionym miłością.

- Tego chciałeś? Dobrze Ci było?

- Tak... tak Mamo... - Piotr oddychał głęboko.

Monika poczuła, że dłużej już nie wytrzyma. Jej ciało pragnęło pieszczot. Musiała to z siebie wyrzucić.

- Piotr... Proszę... Nie nazywaj mnie mamą... Teraz chcę, abyś mówił mi po imieniu... Nie przypominaj mi o tym, że nie powinniśmy... Ja też...

- Kocham Cię Moniko! - przerwał jej syn.

Uniósł rękę i dotknął jej piersi. Poczuła przez materiał swetra jego dłoń. Ten dotyk... Zaczął ją delikatnie masować. Czuła, jak jej sutki wyprężają się. Uniosła dłoń, lepką od nasienia i przysunęła do twarzy. Poczuła ostry, podniecający zapach. Tak dawno go nie czuła. Tak bardzo jej go brakowało. Wysunęła język i polizała dłoń. Smak nasienia... Lekko słonawy, trochę piekący...

- Twoje nasienie jest cudowne - szepnęła.

Dłoń Piotra pieściła jej piersi coraz mocniej, coraz intensywniej. Członek chłopca, pomimo niedawnego wytrysku, ponownie drgnął i zaczął się unosić. Druga ręka Piotra wsunęła się pod sweter dotykając pełnych piersi kobiety.

- Pokaż mi je - powiedział.

- Co...

- Pokaż mi siebie... Chcę widzieć Cię taką, jaką Ty mnie oglądasz...

- Piotr, nie możemy... Nie powinniśmy się dalej posuwać...

- Moniko... Pragnę Ciebie... Pragnę się z Tobą kochać - pieszczoty piersi doprowadzały Monikę do szaleństwa.

- Piotr, rozpalasz mnie... Nie możemy, proooszę... - kobieta ostatkiem sił próbowała zapanować nad sytuacją, nad własnymi pragnieniami.

- Możemy. Ty też tego chcesz, zróbmy to...

Monika czuła, jak coś w niej pęka, coś się rozpada. Znane jej słowo INCEST, tak płonące, prześladujące ją, pękło jak szkło pod uderzeniem młotka. Oderwała się od Piotra i wstała. Jej oczy płonęły.

- Chcesz mnie zobaczyć? Chcesz mnie widzieć nagą? Patrz!!!

Gwałtownym ruchem chwyciła dół swetra i ściągnęła przez głowę. Jej uwolnione, dorodne piersi, zakołysały się. Piotr patrzył zachwycony.

- Mam... Monika, jesteś piękna... - jego członek powrócił do poprzednich rozmiarów.

- Pamiętaj... To tylko dziś, tylko tej nocy... I nigdy więcej... Nie możemy... - Monika zsunęła z siebie getry wraz z figami.

Oczom Piotra ukazała się cudowna muszelka Moniki, z doskonale przyciętym, delikatnym zarostem. Widać było, jak jest podniecona, kobiece soki wypływały z niej, wewnętrzne strony ud lśniły wilgocią.

- Oooch... - Piotr usiłował się podnieść, dotknąć matki.

- Leż! Leż, bo się rozmyślę!

Nie, tego za żadne skarby nie chciał. Położył się i patrzył na kobietę, na jej długie ciemne włosy, spływające swobodnie na plecy, na kształtną szyję, przepiękne piersi, kołyszące się przy każdym ruchu, na płaski, jędrny brzuch i na cudowny zarost skrywający przedmiot największego pożądania. Jego podniecenie sięgało szczytów.

Monika też dłużej nie chciała się hamować. Ogarnęło ją szaleństwo, zrodzone z jej żądzy, ze smaku nasienia... Chciała jeszcze raz poczuć ten cudowny smak.

"Tylko dziś w nocy" - pomyślała - "I nigdy więcej"

Uklękła w nogach łóżka, rozsuwając nogi Piotra. Jego wyprężony penis lśnił zasychającym nasieniem. Przez chwilę pieściła go ręką, delikatnie poruszając w górę i w dół, po czym zbliżyła usta do czerwonej główki.

- Aach - cicho jęknął Piotr.

Przez chwilę całowała główkę, jej język zataczał na niej koła, czuła w ustach smak nasienia. Wreszcie wsunęła członek syna w usta.

- Mmmmhmm... - mruknęła z rozkoszą - cudownyyy... jest taki cudownyyy...

Jej ciało domagało się zaspokojenia. Drugą ręką sięgnęła pomiędzy uda, dotknęła rozpalonej muszelki. Była tak wilgotna, spragniona pieszczot... Jednym palcem zaczęła pieścić nabrzmiałą łechtaczkę, dwa kolejne wsunęła do pochwy, głęboko, jak najgłębiej...

Jej usta poruszały się miarowo. Ssała, połykała członka. Wsuwała i wysuwała. Palce w pochwie poruszały się coraz szybciej. Zapomniała się w rozkoszy, już nie wiedziała, kogo pieści, Marka, Piotra... Chciała tylko poczuć spełnienie, tak jak wiele lat temu, chciała tylko poczuć smak nasienia...

- Aaaaa... dooochooodzęę... - krzyknął Piotr.

Jego dłonie oparły się na głowie Moniki, chwycił ją mocno za włosy, poruszał się wraz z nią. Monika czuła, że dłużej też nie wytrzyma, że za chwilę znajdzie się wysoko na szczycie. Wsunęła penisa, jak najgłębiej do gardła, ssała go coraz mocniej i szybciej, czując drgania członka...

Biodra Piotra poderwały się do góry, całe ciało wyprężyło się. Strugi nasienia popłynęły kanalikami wprost do gardła kobiety, zalewając jej podniebienie. Usta Moniki wypełniły się życiodajnym, białym płynem, ssała i połykała wszystko. Ssała, a jej ciało drgało w tańcu rozkoszy.

Czując pierwszą falę nasienia wypływającego w jej usta sama szczytowała. Palce w jej pochwie znieruchomiały, jej vagina pulsowała rytmicznie, fale rozkoszy przepływały przez jej ciało. Prawie straciła przytomność. Nie wypuszczała jednak penisa z ust, łapczywie spijając wszystko, do ostatniej kropli....

Stopniowo ciała zakazanych kochanków uspokajały się. Powoli wracali do rzeczywistości. Penis Piotra powoli opadł i wysunął się z ust kobiety, cały lśniący od nasienia i jej śliny. Monika uniosła się z kolan i położyła obok syna. Przykryła ich kołdrą.

- To było... to było wspaniałe... - wyszeptał drżący Piotr patrząc na matkę.

- Ciii... Uspokój się - delikatnie pogładziła go po włosach - Dobrze Ci było?

- Moniko... Jesteś najpiękniejszą kobietą na świecie.

- Chyba w Twoim świecie - powiedziała uśmiechając się do chłopca - Wiesz co? Ja też Cię kocham...

Pochyliła się i ucałowała syna w usta. Tym razem świadomie, jak Kobieta powinna całować swojego Mężczyznę...

- Śpijmy już - powiedziała - Jeśli chcesz, zostanę dziś z Tobą. Ale tylko dziś...

- Chcę - mruknął Piotr.

Obrócił się bokiem i wtulił w jej piersi. Jego ręka gładziła delikatnie plecy kobiety...

Monika leżała przy synu, słuchając jego spokojnego oddechu.

"Tak szybko zasnął" - pomyślała.

Dłonią gładziła wciąż jego ciemne włosy i rozmyślała. Czuła się winna. Wiedziała, że to, co się właśnie wydarzyło, na zawsze zmieni ich wzajemne relacje. Zastanawiała się, jak teraz będą wyglądać. Czy była złą matką? A może tak musiało być, może właśnie do tej chwili zmierzało całe jej życie? Może tak właśnie było pisane, może właśnie do tego została stworzona? To cholerne deja vu! Nie mogła znaleźć odpowiedzi na żadne z pytań.

Czuła tylko ulgę, że nie uległa swojej żądzy do końca. Co by się stało, gdyby ich pieszczoty zakończyły się pełnym stosunkiem? Gdyby Piotr wlał całą swoją młodzieńczą chuć w jej pochwę, wypełnił ją całą? Nie była zabezpieczona. Nie mając przez tyle lat żadnego mężczyzny nie musiała używać żadnych środków. Wprawdzie nie obawiała się ciąży, za trzy dni powinna zacząć się jej miesiączka, ale... Jak bardzo zmieniło by się ich życie, gdyby tak się stało... Ich relacje...

"To było tylko dziś. Tylko tej jednej, szalonej nocy" - pomyślała - "Nigdy więcej"

Przytuliła się do syna. Czuła jego ciepło, jego dłoń na swoich plecach. Było jej tak dobrze. Ten jeden, jedyny raz...

"Kocham Cię Piotrze. Nawet nie wiesz, jak pragnę tego samego co Ty. Ale nie możemy... To był jedyny raz...."

Z tą myślą, zaniepokojona o przyszłość, a jednocześnie wyciszona i pełna miłości, zasnęła.

<--PAGEBREAK-->

SOBOTA, RANO

Piotr obudził się pierwszy. Świtało. Zza okna dochodził świergot ptaków witających dzień w porannych promieniach wiosennego słońca. Młody mężczyzna przetarł powieki. Czy miniona noc była tylko snem? Nie, czuł wyraźnie ciało matki przy swym boku, słyszał jej spokojny, miarowy oddech.

Odwrócił się do Moniki. Spała, zwrócona twarzą do niego. Jej piękne kasztanowe włosy, rozsypane teraz na poduszce, cudownie kontrastowały z bielą pościeli. Patrząc na nią Piotr poczuł znane mu świetnie uczucie wszechogarniającej miłości, które towarzyszyło mu od kilku lat. Wzbierało w nim falą, której nie mógł i nie chciał zatrzymać. Tak, kochał Monikę. I nie było to zwykłe seksualne pożądanie dojrzewającego młodzieńca do starszej kobiety, pożądanie, które z czasem mija. To była prawdziwa Miłość do wymarzonej Kobiety, potrzeba bliskości, codzienności, zwykłego bycia razem.

Wiedział doskonale, że to zakazane pragnienie, była jego matką, starszą o dwadzieścia jeden lat. Związek kazirodczy, oparty na największej nawet miłości, był wyklęty, całkowicie sprzeczny z normami społecznymi. Dlatego ukrywał swoje pragnienia przed całym światem, ukrywał przed nią. Ukrywał to, że, bez względu na dzielącą ich różnicę wieku oraz fakt bycia jej dzieckiem, tylko Monika liczy się dla niego. Tylko z nią chce być, chce jej stworzyć dom, ciepłą, prawdziwą rodzinę, której tak jej od śmierci ojca brakowało. Chce z nią być po kres swoich dni. Tylko ona, nie żadna inna kobieta, mogła być matką ich dzieci... Ukrywał to wszystko... aż do wczoraj...

Pochylił się i pocałował kobietę w policzek. Mruknęła rozkosznie i odwróciła się na wznak. Kołdra przy tym zsunęła się, odsłaniając jej dorodne, pełne piersi. Piersi, które zawsze tak bardzo go podniecały, które wiele razy, gdy tylko mógł, podglądał. Teraz miał je tu, na wyciągnięcie ręki, cała Monika była tuż obok, jego, tylko jego...

Ostrożnie wyciągnął dłoń. Poczuł pod palcami jedwabistą, jędrną skórę. Dotknął sutka, który momentalnie, jakby na znak, stwardniał, stał się większy, podniecający. Zaczął pieścić jej piersi, jedną, potem drugą... Monika cichutko jęknęła przez sen.

Piotr poczuł, jak jego uśpiona męskość budzi się do życia. Ogarniało go szaleństwo. Pragnął jej. Pragnął spełnić swoje najskrytsze, największe marzenie. Zespolić się z nią tak blisko, jak tylko może Mężczyzna z Kobietą. Zespolić i spełnić się w tym akcie. Zawrzeć najpiękniejsze przymierze Kochanków.

Odsunął kołdrę do końca. Jej muszelka, cudownie wyeksponowana, lśniła sokami. Była cała wilgotna. Przesunął dłonią po jej delikatnym zaroście, dotarł do wilgotnych, różowych warg. Kobieta ponownie westchnęła i rozsunęła nogi. Była teraz całkiem otwarta, bezwstydnie zapraszała do wnętrza. Podniecenie Piotra sięgało zenitu. Zaczął pieścić muszelkę kobiety, długimi, kolistymi ruchami. Była tak śliska, tak gorąca... Ustami przywarł do piersi, jak dziecko. Zaczął ssać, przygryzać delikatnie. Jego język zataczał koła, ssał i pieścił wyprężony sutek. Jednocześnie wsunął palec do pochwy Moniki. Jeden, potem drugi. Poruszał nimi wewnątrz, z początku powoli, potem coraz szybciej...

Monika jęknęła, teraz już głośno. Rozsunęła jeszcze szerzej nogi, uginając kolana. Piotr czuł, że już dłużej nie wytrzyma. Jego członek wyprężony był do granic możliwości. Musiał to zrobić. Zrobi to. Będzie się z nią kochał. Spełni swoje marzenie. Przestaną być matką i synem, staną się Mężczyzną i Kobietą. Na zawsze...

- Niech się stanie... - szepnął.

Przerwał pieszczoty i delikatnie, aby nie zbudzić Moniki wsunął się na nią. Jego wyprężony penis dotknął gorących, wilgotnych warg. Jeszcze chwila...

Marek. Monice śnił się Marek. Był tak blisko. Patrzył na nią z taką czułością, z tak ogromną dozą miłości. Jak wtedy, kiedy przerażona powiedziała mu, że jest w ciąży. Był przy niej, na wyciągnięcie ręki. Uśmiechał się, tak wspaniale...

Pochylił się nad nią i pocałował w policzek. Odwróciła się do niego, chcąc szukać jego ust, złączyć się z nim w pocałunku, ale on niespodziewanie zaczął pieścić jej piersi. Tak jak uwielbiała. Czuła, że zaczyna go pragnąć. Poczuć go w sobie.

"Chodź do mnie" - powiedziała.

W odpowiedzi Marek przywarł ustami do jej piersi, dłonią zaczął pieścić jej muszelkę. Rozsunęła nogi, aby ułatwić mu dostęp.

"Tak, pieść mnie, pragnę Cię" - wołała.

Wsunął palce do pochwy. Uwielbiała to uczucie. Czuła go, wręcz fizycznie. Jeszcze szerzej rozłożyła nogi, uginając kolana w geście oddania. Chciała go poczuć, głęboko, w środku... Tak dawno go nie czuła...

"Weź mnie, wejdź we mnie" - krzyczała.

"Niech się stanie" - usłyszała w odpowiedzi.

Poczuła jego ciężar, tak cudowny, wiedziała, że zaraz stanie się to o czym marzyła. Ciężar ją przygniatał, Marek gdzieś odpływał... Był przy niej, prawie w nią wchodził i jednocześnie znikał...

Budziła się... Była rozpalona... Pragnęła spełnienia... Marek znikał... Znikał? Nadal czuła ciężar, tak kochany, tak upragniony, ale nie widziała Marka... Był przy niej i go nie było... Marek? Piotr? Jej Marek? Jej Piotr? PIOTR!!!

- O Boże, Piotr, Piotrusiu... Nieeee... - krzyknęła, rozpoznawszy, kto ją pieści, czyj wyprężony penis dotyka jej wilgotnej muszelki.

Chciała się podnieść, wyrwać, zepchnąć go z siebie, ale pozycja w której leżała uniemożliwiała jej to. Zaczęła wić się w pościeli. Piotr chwycił jej ręce i przytrzymał nad głową.

Patrzył na nią poważnym wzrokiem. Jego oczy płonęły. Płonęły szaleństwem... i czułością. Jak kiedyś oczy Marka...

- Zróbmy to Moniko... - powiedział spokojnie - zróbmy to razem... Teraz... Oboje tego chcemy...

- Nie, Piotr, przestań, nie możemy... Jestem twoją matką...

- Jesteś moją Kobietą. Wymarzoną, Jedyną. Pragniesz mnie, tak samo, jak ja Ciebie, chociaż to ukrywasz. Chcę spędzić przy Tobie resztę życia, chcę zająć miejsce Taty. Chcę się z Tobą zestarzeć.

- Aach, przestań, Pioootr... - Monika czuła, że jej opór zaczyna słabnąć. Miał rację. Pragnęła go, był młodszym wcieleniem Marka, ale przecież...

- Teraz wejdę w Ciebie... Zespolę się z Tobą... - penis Piotra coraz mocniej napierał na płatki muszelki - Połączę się z Tobą jak to może zrobić tylko Mężczyzna z Kobietą...

- Piotr, proszę... - Monika czuła główkę członka syna zanurzającą się powoli pomiędzy jej wargi, wiedziała, co się zaraz stanie - Piotr, czy naprawdę tego chcesz? Jeśli wejdziesz we mnie, jeśli tryśniesz we mnie... Możesz strasznie skomplikować nam życie... Piotr... Nie jestem zabezpieczona... Z tego może być dziecko... Piotrusiu...

- Wiem Moniko - Piotr przestał napierać, puścił jej ręce i patrzył się na nią spokojnie. Przestała już się wyrywać - Wiem i chcę tego. Chcę mieć z Tobą dziecko. Chcę dać Ci dom, rodzinę i być przy Tobie jako Twój Mężczyzna. Do końca naszych dni...

Monika zamknęła oczy. Spod powiek popłynęły łzy. To przeklęte deja vu. Jej przeznaczenie, jej przekleństwo... Tajemnice, o których nikt nie wiedział... Klątwa, która musiała się spełnić. Jeszcze raz...

- Piotr, czy Ty naprawdę mnie kochasz? - spytała - Czy naprawdę chcesz tego o czym mówisz? Naprawdę chcesz być ze mną, jako mój Mężczyzna? Na zawsze?

- Tak, Moniko - usłyszała poważną odpowiedź - Chcę być twoim Mężem. Bez żadnych ślubów, wesel i innych głupot. Chcę być Twoim Mężczyzną...

- Niech się stanie... - szepnęła kobieta.

Wyciągnęła ręce i objęła Piotra. Jeszcze szerzej rozłożyła nogi, obejmując stopami plecy syna.

- Zrób to... Wejdź we mnie... Wypełnij mnie całą...

- Aaach... Moniko... Kochanaaaa!!! - jęknął Piotr.

Penis młodego mężczyzny bez trudu wniknął do wilgotnej, rozpalonej, gotowej na jego przyjęcie pochwy. Monika poczuła, jak ślizga się po ściankach, jak wchodzi coraz głębiej w jej ciało, aż do ukrytej głęboko macicy. Tak brakowało jej tego uczucia. Tak pragnęła poczuć w sobie ukochanego Mężczyznę, przez piętnaście lat, tłumiła w sobie żądzę, która teraz wybuchła niepowstrzymaną siłą. Było jej już wszystko jedno... Marek... Piotr... Ta sama krew... To samo ciało... Krew z krwi... Niech się stanie...

Piotr wchodził w nią i wychodził. Z początku wolno, delikatnie, potem coraz szybciej i głębiej. Wili się po łóżku zespoleni w miłosnym uścisku spragnionych ciał. Główka członka młodego mężczyzny docierała już niemal do tylnej ścianki macicy. Jego penis wypełniał całą pochwę, idealnie rozciągał ją, sprawiając nieziemską rozkosz. Czuła go głęboko, płonęła z rozkoszy. Czuła, że zaraz dojdzie, że szczyt góry jest już blisko... Czuła, że penis zaczyna drgać, poruszał się w niej coraz szybciej, coraz mocniej...

- Aaaaa... Moni... Zaraz... zaraz... będzie.... - jęknął Piotr.

- Zrób To! Zrób To! Teraaaz! Piooootr!

- Monikaaaa!

Wbił się jak najgłębiej w pochwę kobiety, docierając do samego wejścia do macicy. Nasienie potężną strugą popłynęło w głąb Moniki. Czuła, jak penis syna pulsuje w niej, jak wypuszcza kolejnymi skurczami wciąż nowe porcje spermy w głąb jej ciała. Jej vagina pulsowała w skurczach nieziemskiego orgazmu, zmuszając członka do kolejnych wytrysków, wchłaniając nasienie wciąż głębiej i głębiej...

Czas stanął w miejscu. Byli tylko oni oboje, złączeni miłosnym uściskiem. Nasienie Mężczyzny w pochwie Kobiety wypełniało ją całą. Tego pragnęła, tego się obawiała... Zakazani Kochankowie...

Piotr leżał wtulony w piersi Moniki, ciężko oddychał. Jego spracowany członek wysunął się z jej muszelki. Nasienie mężczyzny, pomieszane z sokami kobiety, leniwą strugą wypływało z jej pochwy na pościel, znacząc miejsce spełnienia.

Kobieta gładziła syna po głowie. Teraz, gdy opadły emocje, rozmyślała o wydarzeniach ostatnich dwóch dni, o wszystkim, co doprowadziło do tej chwili, do tego aktu. Myślała o miesiączce, która powinna nadejść pojutrze, miała nadzieję, że jej obawy są bezpodstawne. Myślała o tym, jak kruche były jej plany, obietnice, jak łatwo rozsypały się w pył...

"No, tak - jeśli chcesz rozbawić Pana Boga - zrób plan na przyszłość" - pomyślała.

- Stało się... - szepnęła.

- Co? - Piotr uniósł głowę.

- Piotr, Synu... Co myśmy teraz zrobili?

- Teraz? Mamo... Moniko. Teraz staliśmy się Jednością. Mężczyzną i Kobietą. Kochamy się i to jest najważniejsze. A świat musi to zrozumieć, o ile kiedykolwiek się dowie...

Monika zamknęła oczy. Czuła to. Czuła, jak rodzi się w niej, narasta. Dotychczas był tylko Marek, tylko jego kochała bezgranicznie. A teraz... Skurcz serca, dotyk Miłości. Piotr... Owoc jej poprzedniej Miłości...

Dziewiętnaście lat temu, powstały z nasienia Marka i jej jajeczka, wyszedł z jej łona. Z miejsca, do którego teraz powrócił, znacząc je swoim życiodajnym płynem. Krąg się zamknął...

"Właściwie wrócił do domu" - pomyślała.

- Kocham Cię, Moniko - usłyszała szept Piotra.

Otworzyła oczy. Wpatrywał się w nią z taką miłością, z takim oddaniem, że nie mogła mieć wątpliwości, co do siły jego uczuć. Wiedziała, co odpowie. Nie mogła czekać.

- Ja Ciebie też Kocham, mój Mężczyzno. Już na zawsze...

Ich ciała znów splotły się w uścisku, a usta połączyły w miłosnym pocałunku...

PI¡TEK, DWA TYGODNIE PÓ¬NIEJ

Wieczorne słońce rzucało długie cienie na zalesione szczyty. Monika stała w kuchni, patrząc na zachód słońca. Zjedli właśnie wspólną kolację i teraz Piotr pracował we własnym pokoju, raz jeszcze powtarzając materiał do zbliżającego się egzaminu dojrzałości. Egzaminu, który właściwie, z bycia Mężczyzną, zdał już w ciągu ostatnich dni. Zdawał go zresztą codziennie, jako kochanek i jej opiekun... Czuła się szczęśliwa. Przez ostatnie dwa tygodnie wszelkie jej obawy i lęki rozwiały się bezpowrotnie. Znów czuła się Kobietą...

Ostatnie dni były cudowne. Piotr okazał się najwspanialszym kochankiem, jakiego mogła sobie wymarzyć. Był tak delikatny, tak wrażliwy, a jednocześnie tak dbający o ich wspólny dom, tak bardzo starający się wywiązywać z codziennych prozaicznych spraw, jak sprzątanie, pranie, zakupy... W codziennych miłosnych zapasach odkrywali wciąż na nowo swoje ciała, nienasyceni sobą, nie pamiętający o całym świecie. Piotr miał niewyczerpaną energię i równie niewyczerpaną inwencję. Codziennie, po wykonaniu niezbędnych, coraz bardziej przykrych w tej sytuacji, obowiązków (jej pracy, jego szkoły i nauki), stawali się parą oszalałych z miłości kochanków, wciąż gotowych do nowych bojów. Ich wspólna sypialnia (od tej pamiętnej soboty dwa tygodnie temu Piotr przeniósł się do łóżka Moniki) z podwójnym łożem była świadkiem cudownych uniesień, zaklęć miłości, czułych szeptów i głośnych okrzyków rozkoszy. Bywało, że w ciągu doby, zwłaszcza w weekendy, gdy mieli więcej czasu, Piotr trzy - cztery razy dziennie składał nasienie w jej ciele, a ona przyjmowała je bez żadnych oporów wspinając się w skurczach kolejnych orgazmów na niebotyczne szczyty.

Kobieta uśmiechała się do siebie. Znów czuła miłość. Miłość Kobiety do Mężczyzny. To uczucie, zapomniane przez nią piętnaście lat temu, ale drzemiące cały czas w jej duszy wybuchło teraz z nieposkromioną siłą. Kochała Piotra, kochała swego Mężczyznę, swego Kochanka, którego sama sobie urodziła... Fakt, że był jej synem, młodszym o dwadzieścia jeden lat, obecnie niewiele dla niej znaczył. Świat, który określiłby ich związek mianem patologii, nie musiał o tym wiedzieć. Kochała Piotra i czuła się kochana...

Dziś pragnęła go jeszcze bardziej niż zwykle. Czuła delikatne kłucie w dole brzucha, a jej ciało przepełnione było pożądaniem. Wiedziała, co to znaczy, przeżywała ten stan co miesiąc. W jej jajnikach wytworzyło się jajeczko, które teraz przesuwało się właśnie jajowodami w stronę macicy. Zaczynały się jej najbardziej płodne dni, a ona nie była zabezpieczona...

Właściwie była trochę zła na siebie. W miłosnych uniesieniach tak bardzo się zapamiętała, że zapomniała o tym, że powinna o to zadbać. Ponad tydzień temu, pod koniec miesiączki, próbowała wprawdzie odwiedzić jedynego ginekologa w miasteczku, ale był akurat na urlopie, wracał dopiero za trzy dni, zaś do większego, powiatowego miasta, nie chciało się jej jechać. Do innych środków, poza tabletkami hormonalnymi, nie miała zaufania, nie potrafiła się przemóc, aby je stosować, a trzy próby eksperymentów z prezerwatywami zakończyły się kompletnym fiaskiem. Piotrowi odzienie z gumowego kombinezonu całkowicie uniemożliwiało osiągnięcie rozkoszy (tak samo było kiedyś z Markiem), a ona sama czuła nieprzyjemne pieczenie, być może jakiś rodzaj alergii na lateks.

"Trudno Kochany" - pomyślała rozbawiona - "dziś będziesz musiał skupić się wyłącznie na pieszczotach".

Skończyła wieczorne porządki w kuchni i poszła do sypialni. Przechodząc obok łazienki usłyszała, że Piotr właśnie bierze prysznic, widocznie skończył już naukę. Za chwilę przyjdzie nagi do sypialni, od pamiętnej soboty nie używali bowiem piżam. Myśl, że za chwilę ujrzy jego cudowne, młode ciało, obudziła w niej jeszcze większe pożądanie.

Pościeliła łóżko, zapaliła solną lampkę, której blask co noc oświetlał ich pokój, tworząc idealny klimat dla ich igraszek. Postanowiła się rozebrać, aby zaraz po Piotrze wziąć gorącą kąpiel. Zdjęła spódnicę i figi, gdy nagle zadzwonił telefon. Koleżanka z banku dopytywała się o jakieś nieistotne dokumenty, które załatwiała dziś w pracy.

Zaaferowana rozmową nie zauważyła, że Piotr wszedł właśnie do sypialni. Widok Moniki, pochylonej nad telefonem, w samym tylko swetrze, z wypiętymi cudownie pośladkami, obudził w nim żądzę. Podszedł do kobiety, która odkładała właśnie słuchawkę i chwycił ją od tyłu za piersi.

- Ach... Piotr! - zawołała zaskoczona odwracając się.

- Przepraszam, nie chciałem Cię przestraszyć. Jesteś cudowna... Tak bardzo mnie podniecasz...

- Och Piotr, przestań, jestem brudna, muszę.... mmm... - Monika przerwała, gdyż młodzieniec zamknął jej usta gorącym pocałunkiem.

Oboje opadli na łóżko. Ich języki splotły się w namiętnym tańcu. Ręce Piotra wsunęły się pod sweter, pieszcząc wyprężone sutki matki. Jego dotyk, jeszcze bardziej ją rozpalił. Wyciągnęła dłoń i chwyciła jego wyprężonego w potężnej erekcji członka. Czuła, jak bardzo jest rozpalony. Zaczęła powolutku przesuwać dłonią w górę i w dół, pieszcząc nabrzmiałego penisa syna.

- Piotr, przestań... przerwij... muszę Ci coś powiedzieć - udało jej się uwolnić od zachłannych ust młodzieńca.

Piotr spojrzał na nią roziskrzonymi oczyma. Jego dłonie nadal pieściły jej piersi.

- Moniko... czy coś się stało? - zapytał poważnie.

- Najdroższy, posłuchaj... Wiem, że mnie pragniesz... ja Ciebie też... ale dziś nie możemy, tak jak byśmy chcieli... Wiesz, że jestem niezabezpieczona, trochę to zaniedbałam, a od dziś zaczęły mi się dni płodne... Wiesz, co by było, gdyby... gdybyśmy... To mogłoby mieć straszliwe konsekwencje...

Piotr nic nie odpowiedział. Jego dłonie coraz mocniej pieściły jej wyprężone sutki, półkolistymi ruchami gładził cudowne piersi ukochanej kobiety. Wreszcie chwycił brzeg swetra i ściągnął go z Moniki. Patrzył teraz na jej ponętny, duży biust swobodnie kołyszący się w rytm jej przyspieszonego oddechu, wyraźnie wskazującego, jak jest podniecona.

- Są takie piękne, takie jędrne... - wyszeptał - Są większe niż zwykle...

- To dzięki twoim codziennym pieszczotom... I trochę dlatego, że zawsze są takie w dni płodne... - Monika pochyliła się, chcąc pocałować kochanka, ten jednak ją przytrzymał.

- Ja też Ci chcę coś powiedzieć...

Jego wzrok był poważny, bardzo poważny. A jednocześnie tak bardzo pełen ciepła, oddania i miłości.

- Pamiętam, jak mi opowiadałaś o Tacie, o Marku... Pamiętam, jak mówiłaś o Waszych planach na przyszłość, o Waszych marzeniach. O tym, że oboje pragnęliście mieć trójkę dzieci, ale los sprawił, że tylko mnie dane było przyjść na świat... - przerwał na chwilę, szukając właściwych słów, aby wyrazić dokładnie wszystko to, co chciał, co musiał powiedzieć.

- Teraz ja jestem Twoim Mężczyzną... Zająłem miejsce ojca... na zawsze... Myślę, że tam gdzie jest, nie ma nic przeciwko temu, wręcz przeciwnie... I spełnię Twoje pragnienia... Powiedziałem Ci to już wtedy, kiedy po raz pierwszy, razem, w moim pokoju... - głos mu się zaczął łamać - Moniko... Chcę mieć z Tobą dziecko...

Monice zakręciło się w głowie. Deja vu. Jej klątwa. Spełniała się do końca...

- Piotr, posłuchaj, nie mów tak - musiała przekonać syna, zanim stanie się to, czego się obawiała. Obawiała i... podświadomie pragnęła.

- Piotr, nie możemy... Kocham Cię Mój Mężczyzno, ale nie zapominaj, że bez względu na wszystko jesteśmy matką i synem. Nie możesz być ojcem swojego rodzeństwa. To co dotychczas zrobiliśmy, to już jest zakazane, ścigane przez prawo...

- Miłość ma własne prawa - przerwał jej, gładząc jednocześnie jej brzuch i łono - Właśnie powtarzałem historię... Czy wiesz, że w starożytności zachowania dziś piętnowane były na porządku dziennym? W Grecji i Rzymie dzisiejsi geje i lesbijki byli nie tylko akceptowani. Homoseksualizm był wręcz w dobrym tonie. A w Egipcie... Wręcz nakazem religijnym było, aby faraon żył ze swoją siostrą, matką, córką... Izyda, najważniejsza bogini Egiptu, była siostrą swego męża, Ozyrysa, a ich syn, Horus...

Monika czuła, że zaraz zemdleje. Te słowa, wypowiadane tak spokojnie, kruszyły ją, osłabiały... Wiedziała, że jeszcze chwila i ulegnie. Zdarzy się nieuniknione.

- Piotr, proszę... - próbowała jeszcze, coraz słabiej tłumaczyć, przekonać jego, siebie...

- Piotr, pomyśl o konsekwencjach... To było wtedy, ale teraz... Dziś to zabronione, karane... A poza tym... jestem już za stara, nie mam dwudziestu, trzydziestu lat...

- Wyjedziemy stąd - te słowa wypowiedziane spokojnym, zdecydowanym tonem uderzyły ją jak pięść - wszystko przemyślałem. Za dwa tygodnie zdaję maturę, więc nic mnie nie będzie tu trzymało. Ty też możesz znaleźć pracę gdzieś indziej. A jeżeli chodzi o Twój wiek... Właśnie dlatego to zrobię. Dam Ci rodzinę, której tak bardzo pragniesz. Dam Ci dom, dzieci... Chcę zestarzeć się z Tobą...

Ostatnia granica została przekroczona. Nie było już odwrotu. To musiało się stać. Teraz... Tej nocy... Bez względu na konsekwencje... Monika już nie mogła, już nie chciała się dalej opierać... Poddała się ogarniającej ją fali pożądania...

Położyła się na boku, tyłem do syna. Uniosła nogę i zbliżyła jego wyprężonego penisa do swojej rozwartej, wilgotnej, gotowej na jego przyjęcie muszelki.

- Zrób to... Teraz... - szepnęła.

Piotr nie czekał ani chwili. Tak bardzo tego pragnął. Pchnął mocno i poczuł jak główkę członka otulają rozkosznie gorące, śliskie od soków wargi sromowe.

- Aaach... jak cudownie... - jęknął - tak dobrze...

Jego penis był ogromny. Nigdy jeszcze kobieta tak mocno go nie czuła. Rozrywał ją, wchodził wciąż głębiej i głębiej, coraz dalej wewnątrz niej.

- Piooootr!!... Kocham Cię!!!... Głębiej, wbij się głębieeej!... Wypełnij mnie całąąąą!... - Monika zaczęła tracić zmysły z rozkoszy.

Czuła go każdą komórką ciała, każdym nerwem. Rozkosz była nie do opisania. Wiła się po łóżku, dociskając pośladki do jego przyrodzenia, pragnąc wchłonąć go całego, do końca. Wchodził w nią i wychodził, jego jądra obijały się o jej nabrzmiałą łechtaczkę, stymulując ją coraz bardziej. Monika straciła wszelkie hamulce. Teraz już tego chciała, była samicą w rui, zapomniała o całym świecie... Jej kobiecość domagała się spełnienia...

Poruszał się coraz szybciej, coraz mocniej. Czuła, jak zaczyna drgać, ona też dochodziła. Uniosła się i nie wypuszczając penisa Piotra z pochwy usiadła na nim, tyłem do mężczyzny. Nabijała się na sterczący pal, wypełniał całą jej pochwę, wydawało się, że dociera aż do wnętrza macicy, wiedziała, że jeszcze chwila i znajdzie się tak wysoko, jak jeszcze nigdy nie była.

- Ooooochh... Pioootr... On jest cudownyyyy... fantastycznyyyy... taki dużyyyy... - zaczęła krzyczeć nie panując nad sobą.

Poruszała się coraz szybciej. Dłońmi pieściła swe nabrzmiałe piersi. Piotr trzymał ją z tyłu za biodra. Jego członek do końca, aż do nasady tkwił w pochwie, a mimo to poruszał biodrami, starając się jeszcze głębiej, jeszcze dalej wejść w jej ciało.

- Aaach... aaach... zaraaaz... aaach.. trysnęęęę... - jęknął, wiedząc, że dłużej nie da rady. Czuł, jak penis nabrzmiewa, czuł znajome uczycie cudownego swędzenia, kiedy nasienie, uwolnione z jąder, pędziło nasieniowodami w górę, na wolność, spełnić swoją misję...

- Taaaak... taaak... Wypełnij mnie... swoim nasieniem... Zapłoooodnij mnieee... - dla Moniki czas stanął w miejscu - Zrób mnieeee matkąąą...

Rozkosz nie mogła narastać w nieskończoność. Jeszcze dwa pchnięcia, jeszcze jedno... Ciało Piotra wygięło się w łuk. Wbił się najgłębiej, jak potrafił, po same jądra. W tym samym momencie Monika znalazła się najwyżej w swoim życiu. Opadła na sterczący, drgający penis i zastygła w bezruchu...

- Aaaaaaaaa.....

We wnętrzu kobiety gorące wytryski białej, życiodajnej mazi znaczyły jej pochwę, wlewały się do szeroko otwartej szyjki macicy. Miliony zdrowych, silnych plemników popłynęły w głąb płodnego, niezabezpieczonego wnętrza kobiety, dążąc do ukrytego w macicy, gotowego na ich przyjęcie jajeczka...

Piotr chwycił Monikę za piersi i pociągnął na siebie. Opadła na niego tyłem jęcząc z rozkoszy. Wciąż tryskał w nią, choć już coraz słabiej. Czuła, jak nasienie wypełnia ją całą. Jak wlewa się w nią, jak wypełnia jej pochwę, jej płodną macicę, jak wciąż nienasycenie wypływa z członka Piotra. Cała drżała, skurcze je pochwy, zaciskającej się rytmicznie na penisie wysysały ostatnie krople zdrowej, młodzieńczej spermy, wciągały ją głębiej, wciąż głębiej...

Przez długi czas oboje dochodzili do siebie. Piotr leżał na wznak, ciężko oddychając. Monika leżała na nim, na plecach, z zamkniętymi oczyma. Ich spocone ciała rozkosznie kleiły się do siebie. Kobieta czuła, że umiera, że całe jej dotychczasowe życie odchodzi. Jej klątwa... wypełniała się do końca.

Penis Piotra wysunął się z jej muszelki. Wraz z nim z pochwy trysnęła fontanna nasienia i jej soków znacząc pościel. Monika zsunęła się z Piotra i obróciła do niego. Leżał spokojnie, patrząc na nią z miłością.

- Piotr... Co teraz będzie???

Jego wzrok był tak ciepły, tak głęboki... Tylko Marek potrafił tak patrzeć... A może to był właśnie Marek?...

- Teraz... Być może właśnie stajemy się Mamą i Tatą... I chyba musimy założyć nową rodzinę...

Za oknem świecił księżyc...

EPILOG

SIEDEM MIESIęCY PÓ¬NIEJ

Monika obudziła się wczesnym świtem. Za plecami czuła spokojny oddech śpiącego Piotra. Leżała na boku, tyłem do niego. Tak było jej najwygodniej. Za oknami słyszała wrzaskliwy krzyk mew szukających w jesienny poranek śniadania nad falami morza. Była szczęśliwa. Była bezpieczna.

Ostatnie pół roku było szaleństwem, pełnym obaw i nadziei, strachu i miłości. Matura Piotra, potem jego egzamin na studia w odległej uczelni, sprzedaż domu, kupno domu, zmiana pracy, zmiana tożsamości, fałszowanie dokumentów, aby świat nie poznał prawdy... Tak dużo się wydarzyło... Chwilami ogarniała ją panika, miała dość, żałowała tego co się stało... Gdyby nie Piotr... Był przy niej, tak dojrzały mimo młodego wieku, taki odpowiedzialny i troskliwy. Prawdziwy Jej Mężczyzna. To w sumie za jego sprawą dała radę przetrwać to wszystko...

Udało się, choć było ciężko. Opuścili na zawsze przytulne górskie miasteczko, to jej miejsce na ziemi, jej i Marka... Teraz byli tu, nad morzem, w miasteczku pachnącym rybami, pełnym krzyku mew i turystów wypełniających w sezonie plaże... Oszczędności wystarczyło na kupno większego domu - pensjonatu, prowadzonego przez Monikę. Piotr pomagał jej w weekendy i wieczorami, po powrocie z zajęć na politechnice w odległym o 30 kilometrów mieście wojewódzkim. Stworzyli własny dom... Jej i Piotra miejsce na ziemi...

Piotr nie zapomniał o niczym. Parę dni temu oświadczył kobiecie, że musi pilnie na dwa dni wyjechać. Nie pytała go o nic, przekonała się przez te wszystkie miesiące, że może mu w pełni ufać. Kiedy wrócił, ujrzała w jego ręku omszałą urnę z prochami Marka. Nie powiedział jej jak ją zdobył, jakim cudem otworzył grób i wykradł pudełeczko. Zapewnił ją jedynie, że nikt się nie zorientuje.

"Nie mogłem go tam zostawić" - powiedział.

Wczoraj wieczorem poszli na długi spacer nad morze, aż do półwyspu z latarnią morską i niewielkim molo. Kiedy stanęli na jego końcu Monika otworzyła urnę i wsypała zawartość w morskie fale. Potem puściła urnę i patrzyła, jak wolno znika w głębinach.

"Tu Ci będzie tak samo dobrze, jak tam" - myślała - "A przynajmniej jesteś blisko swojej rodziny".

Jej życie zatoczyło pełny krąg. Po dwudziestu latach zaczynała życie na nowo. Klątwa się dokonała, choć pozwoliła jej się odrodzić. Odruchowo pogładziła się po coraz bardziej wypukłym, z tygodnia na tydzień większym brzuchu. Głęboko w jej macicy dojrzewało nowe życie. Owoc Miłości jej i Piotra...

Początkowo obawiała się tej ciąży. Wpadła w przerażenie, kiedy okazało się, że jej uległość, zapomnienie się siedem miesięcy temu zaowocowała konsekwencjami. Na szczęście kolejne badania nie pozostawiły wątpliwości. Dziecko rozwijało się prawidłowo. A do tego Piotr... Był przy niej, cały czas... Czuła się przy nim tak bezpieczna.

"Jeszcze tylko dwa miesiące" - pomyślała.

Poczuła ruch za sobą. Piotr nie spał, wpatrywał się w nią pełnymi, wyspanymi oczami.

- Dzień Dobry, Tatusiu - uśmiechnęła się do ukochanego - Poleż jeszcze chwilę, a ja zrobię dla nas kawę.

- Mmmmm... - mruknął rozkosznie - Nie wstawaj jeszcze.

Wyciągnął dłoń i pogładził ją po nabrzmiałych piersiach. Były ogromne, pęczniejące mlekiem, gotowe do spełnienia swojej życiowej roli. Przesunął rękę niżej, na brzuch. Poczuł pod palcami poruszającą się skórę. Ich dzieciątko też się obudziło.

- Moni... - wyszeptał - Jaka jesteś piękna... Taka duża...

- To normalne w tym stanie Kochany - Kobieta czuła, jak dotyk mężczyzny rozpala jej pożądanie - A poza tym, to Twoja sprawka...

- Mmmhmm - mruknął potakująco - I wcale nie żałuję... Chcę jeszcze...

Poczuła na pośladkach drgnięcie jego członka. Widok jej pełnych piersi, okrągłego brzuszka, obudził jego żądzę. Nie opierała się, też tego pragnęła. Ułożyła się na boku, odsłaniając swoją nabrzmiałą muszelkę.

- Zrób to tak, od tyłu. Tylko bądź delikatny Najmilszy. To już trzeci trymestr. Niedługo pewnie czeka Cię post.

Był bardzo delikatny, wręcz subtelny. Jego penis wsunął się bez trudu do jej obszernej już, pęczniejącej pochwy. Czuła go tak wyraźnie, tak dokładnie wypełniał ją całą...

W tej pozycji oboje bardzo szybko dochodzili. Po kilku minutach Monika poczuła skurcze orgazmu. Krzyknęła głośno i znieruchomiała, a mięśnie pochwy zacisnęły się na członku mężczyzny. Piotr czując skurcze też wystrzelił, napełniając nasieniem wnętrze ukochanej kobiety...

Leżał teraz na boku, wtulony w plecy Moniki. Jego dłonie błądziły po jej dużych piersiach, krągłym brzuchu, muszelce, z której wyciekało nasienie... Kobieta, spełniona, patrzyła na zdjęcie Marka, stojące na kominku. Uśmiechnęła się do niego. To zdjęcie było pamiątką jej poprzedniego życia, zrodzonego w tragedii, pełnego nadziei i tragicznie zakończonego. To zdjęcie i ten młody mężczyzna, leżący obok niej... Tym razem będzie inaczej... Tym razem, razem z Piotrem...

"Śpij spokojnie, Kochany Braciszku" - pomyślała - "Masz godnego następcę".

Jej klątwa, jej deja vu, odpłynęły bezpowrotnie. Miała nową Rodzinę. Jej własną...

111,324
9.98/10
Dodaj do ulubionych
Podziel się ze znajomymi

Jak Ci się podobało?

Średnia: 9.98/10 (91 głosy oddane)

Pobierz powyższy tekst w formie ebooka

Komentarze (9)

akira1990 · 15 stycznia 2011

0
0

Zakazana miłość i to że tak bardzo syn przypomina ojca pięknie gratulacje za twórczość🙂

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

P · 19 listopada 2011

0
-1

no nie wiem

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

geon · 18 stycznia 2013

0
0

Pierwsze opowiadanie fajne i tworcze, drugie to już kalka pierwszego, i nie przemawia do mnie ta konwencja "powtórki z rozrywki', czyli "deja wu".
Szkoda - spodziewałem się czegoś innego, bardziej nowego.
Ale opowiadanie nie jest złe.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

Kossa · 14 października 2013

0
0

Pierwsze opowiadanie było urocze. Opowiadało o rodzeństwie które połączyła miłość. Rozbudowałeś akcje i sprawiłeś że opowiadanie czytało się świetnie. Osobiście bardzo polubiłam Marka, a teraz został zabity. Ale a propo tego opowiadania jestem rozczarowana. Wszystko wydawało mi się sztuczne i straciło swój urok. Poza tym mam wrażenie że niektóre części opowiadania po prostu przekopiowałeś z ,,Rodzina Moniki"

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

Miłośnik · 30 czerwca 2015

0
0

to opowiadanie mialo cos w sobie ale tak jak powiedział genon to jak by kalka pierwszego pierwsze opowiadanie bylo piękne zakazna milośc romans miłośc nie tylko brata i siostry ale i kobiety i meżczyzny ale tutajczegoś zabrakło masz talent i to wielki tylko maż chyba problem z robieniem sequeli poćwicz a bedziesz mistrzem i gratuluje wrzystkich innych opowiadań

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

Huehue · 22 grudnia 2015

+1
0

Mam pomysł na część 3. Piotr ginie i Monika zostaje z wnukiem 😉

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

Dorota Tomaszko · 19 sierpnia 2017

0
0

Cała historia została stworzona w oparciu (zapewne) o książkowe terminy, statystyki i mądrości naukowe.
Brak w niej życiowej prawdy w której literatura ma się często nijak do realiów. Najczęstszym efektem fascynacji matką, jest łączenie zachowań naturalnych z bodźcami seksualnymi. Znaczy to że relacja matka - syn, pozostaje na tym samym poziomie i nie sprowadza się do roli rówieśniczej. Tutaj była sprytna kombinacja tematem. Tematem który przyciąga uwagę z pozycji intrygi i kontrowersji a to sprawia że jest szerszy odbiór. Szkoda tylko że mało w nim...tego ,,innego,, a dużo szablonowego. Mimo to czytało się całkiem przyjemnie. Pozdrawiam

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

Alu2018 · 24 maja 2019

0
0

Czytało się dobrze... ale... nie rozumiem jak można tak długo żyć w celibacie... mama z synem... żadnych innych członków rodziny czy społeczności... nie miał skąd czerpać wzorów... typowy mami synek, który nie odróżnia kilku rodzajów miłości

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

Minionek · 20 sierpnia 2020

0
0

Pomimo tego, że tematyka incest z matką mi nie leży to ogólnie odpowiadanie było ok, było kilka drętwych kwestii w opisach i dialogach, ale suma summarum dotrwałem do końca z dość dużym zaangażowaniem.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

Opowiadania o podobnej tematyce:

Pokątne opowiadania erotyczne
Witamy na Pokatne.pl

Serwis zawiera treści o charakterze erotycznym, przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich.
Decydując się na wejście na strony serwisu Pokatne.pl potwierdzasz, że jesteś osobą pełnoletnią.

Pliki cookies i polityka prywatności

Zgodnie z rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r (RODO). Potrzebujemy Twojej zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych przechowywanych w plikach cookies.
Zgadzam się na przechowywanie na urządzeniu, z którego korzystam tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie moich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania przeze mnie ze stron internetowej lub serwisów oraz innych parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych i w celach analitycznych.
Więcej informacji na ten temat znajdziesz w regulaminie serwisu.