Ostatni goście
6 września 2026
31 min
Poniższy tekst znajduje się w poczekalni!
Rozdział 1: Impreza i pierwsze kroki
Wieczór w willi Marcina i Natalii miał być zwykłym spotkaniem towarzyskim. Dom szybko wypełnił się muzyką lounge, gwarem rozmów i brzękiem kieliszków. Goście przybywali pojedynczo albo w niewielkich grupach, a atmosfera od początku była swobodna.
Natalia stała w salonie z kieliszkiem szampana w dłoni. Trzydziestolatka miała długie nogi, pełne piersi i wyraźnie zarysowane biodra. Elegancka granatowa suknia podkreślała jej sylwetkę, głęboki dekolt eksponował biust, a wysokie rozcięcie przy każdym śmielszym ruchu odsłaniało znaczną część uda. Pod spodem nosiła czarne koronkowe stringi i dopasowany stanik.
Tomasz i Krzysztof przybyli nieco później. Pierwszy był wysoki, pewny siebie i zawsze gotowy do flirtu. Drugi odzywał się rzadziej, ale obserwował otoczenie z przenikliwą uwagą.
Początkowo nie dostrzegała ich zainteresowania. Kiedy usiadła na niskiej kanapie obok Tomasza, materiał sukni przesunął się wysoko po udzie. Na moment odsłonił pasek koronkowych stringów i fragment pośladka. Pochłonięta rozmową, nie zauważyła ani kaprysu sukni, ani nagłego milczenia mężczyzn.
Tomasz odrobinę za długo zatrzymał wzrok na odsłoniętej skórze. Krzysztof również dostrzegł ten widok i porozumiewawczo zerknął na przyjaciela.
Nieświadoma przyczyny ich rozproszenia, sięgnęła po kieliszek i podjęła przerwany wątek. Tomasz wrócił do rozmowy z udawaną swobodą, choć od tego momentu uważniej śledził każdy ruch rozcięcia. Krzysztof słuchał w milczeniu; tylko mocniej zacisnął palce na kieliszku.
Impreza nabierała tempa. Kieliszki napełniano coraz częściej, rozmowy stawały się głośniejsze, a Natalia stopniowo poddawała się swobodnej atmosferze wieczoru. Przestała kontrolować każdy ruch sukni. Nie znaczyło to, że celowo coś odsłaniała — po prostu tańczyła, siadała i krążyła między gośćmi, nie myśląc bez przerwy o kapryśnym rozcięciu.
Kiedy tańczyła z Tomaszem, granatowy materiał falował wokół nóg. Przy jednym z obrotów rozcięcie otworzyło się niemal na całej długości uda, po czym natychmiast opadło. Partner spóźnił się o pół taktu. Roześmiała się, przekonana, że pomylił krok, i pociągnęła go z powrotem w rytm muzyki.
Później usiadła na szerokim podłokietniku kanapy, żeby porozmawiać z koleżanką stojącą po drugiej stronie niskiego stolika. Założyła nogę na nogę. Suknia napięła się na biodrze, a rozcięcie rozsunęło się tak wysoko, że przez moment znów było widać czarną koronkę przy pośladku. Krzysztof, który właśnie nalewał wino, zatrzymał butelkę nad kieliszkiem. Oprzytomniał dopiero wtedy, gdy kilka czerwonych kropel spadło na blat.
— Uważaj, bo zalejesz stół — rzuciła.
Spojrzała na plamki, nie na własne udo. Kiedy zmieniła pozycję, materiał wrócił na miejsce. Nie zauważyła nawet nagłego milczenia obu mężczyzn.
Innym razem schyliła się po kostkę lodu upuszczoną obok barku. Dekolt odsunął się od ciała na tyle, że Krzysztof dostrzegł górny brzeg stanika i krągłość piersi pod cienką koronką. Odwrócił wzrok sekundę za późno. Wyprostowała się, wrzuciła lód do pustej szklanki i wróciła do rozmowy, nieświadoma ani widoku, ani spojrzenia, które obaj wymienili.
Każde podobne zdarzenie pozostawiało po sobie drobny ślad: urwany w połowie wątek, pomyłkę przy nalewaniu albo uśmiech bez wyraźnej przyczyny. Dopiero po pewnym czasie zauważyła, że Tomasz częściej szuka jej wzroku. Brała to jednak za zwyczajny flirt. Nie podejrzewała, ile razy rozcięcie i dekolt zdążyły już zdradzić mężczyznom więcej, niż sama zamierzała pokazać.
Marcin obserwował rozwój sytuacji z drugiego końca salonu. Widział nie tylko spojrzenia gości, lecz także całkowitą nieświadomość żony. Gdy ponownie usiadła na kanapie obok Tomasza, rozcięcie otworzyło się jeszcze szerzej. Zajęta opowieścią, nawet tego nie poczuła. Tomasz zerknął w dół, a Krzysztof bez trudu odczytał reakcję przyjaciela.
— Powinniśmy spróbować czegoś więcej — mruknął Tomasz, gdy Natalia odeszła przywitać spóźnioną parę. — Zacznijmy od kolejnej rundki.
Nie musieli uzgadniać szczegółów. Odtąd pilnowali kieliszka gospodarza z większą uwagą niż własnych. Kiedy odstawiał go na stolik, jeden z nich natychmiast sięgał po butelkę. Drugi odwracał uwagę żartem, pytaniem albo kolejnym toastem.
— Za gospodarzy — zaproponował Krzysztof.
— I za imprezy, po których nie chce się wracać do domu — dodał Tomasz.
Marcin uniósł kieliszek razem z pozostałymi. Zwilżył usta winem, choć niemal niczego nie przełknął. Kiedy uwaga Tomasza znów powędrowała ku Natalii, przelał część zawartości do pustej szklanki po wodzie. Kilka minut później zamienił swój kieliszek na identyczny, do którego wcześniej nalał wody.
Goście nie zauważyli podmiany. Widzieli jedynie, że za każdym razem unosi kieliszek, i najwyraźniej uznali, że plan działa. Nalewali mu coraz hojniej. On zaś odgrywał swoją rolę z rosnącą starannością: mówił odrobinę za głośno, gubił zakończenia zdań, kilkakrotnie prosił o powtórzenie pytania, na które zdążył już odpowiedzieć.
Nie był to wcześniej przygotowany scenariusz. Decyzję podjął impulsywnie, obserwując spojrzenia mężczyzn i reakcje własnej żony. Z każdą minutą lepiej rozumiał, do czego zmierzają, a jednocześnie coraz bardziej chciał zobaczyć, co zrobią, jeśli uwierzą, że przestał stanowić przeszkodę.
Natalia przez pewien czas naprawdę się niepokoiła. Podeszła do Marcina i położyła mu dłoń na ramieniu.
— Może już wystarczy? — zapytała cicho.
Podniósł na nią wzrok. Miał ciężkie powieki, nieobecne spojrzenie i ten nierówny oddech, który znała z kilku wcześniejszych imprez. Uśmiechnął się słabo, lecz nie odpowiedział.
Niedługo potem osunął się głębiej w fotel. Głowa opadła mu na bok, a kieliszek niebezpiecznie przechylił się w dłoni.
— Marcin, jesteś zmęczony? — zapytał Tomasz z przesadną troską.
Zamrugał, jakby zrozumiał pytanie z opóźnieniem.
— Tak… Chyba powinienem się położyć.
Natalia odebrała mu kieliszek i odstawiła go na stolik.
— Chodź. Zaprowadzę cię na górę.
Podniósł się powoli, podpierając się o oparcie kanapy. Celowo zachwiał się przy pierwszym kroku. Krzysztof natychmiast wstał, gotów pomóc, lecz Natalia wsunęła ramię pod rękę męża i objęła go w pasie.
— Poradzimy sobie — powiedziała. — Zaraz wrócę.
Prowadziła go po schodach krok za krokiem. Marcin oparł na niej większą część ciężaru, więc przy każdym stopniu musiała mocniej zaciskać ramię wokół jego talii. Dla obserwujących z dołu wyglądał na człowieka, który z trudem utrzymuje się na nogach.
W sypialni pomogła mu usiąść na brzegu łóżka, zdjęła mu buty i podała szklankę wody. Wypił zaledwie łyk, po czym położył się na poduszce.
— Może powinnam już zostać z tobą — powiedziała.
— Nie zostawiaj gości bez gospodyni — wymamrotał. — Wracaj na dół. I tak zaraz zasnę.
— Na pewno?
— Idź. Baw się dobrze.
Naciągnęła na niego kołdrę, pochyliła się i pocałowała go na dobranoc. Przez moment obserwowała, jak zamyka oczy, a potem zgasiła lampkę i wyszła, przymykając za sobą drzwi. Wracała do salonu przekonana, że mąż zaśnie, zanim dotrze na dół.
Marcin odczekał, aż jej kroki ucichną na schodach. Wtedy otworzył oczy, odrzucił kołdrę i podniósł się bez najmniejszego zachwiania. Cicho przeszedł do gabinetu na drugim piętrze. Na biurku stał otwarty laptop podłączony do domowego systemu monitoringu. Mógł na nim wyświetlić obraz z trzech kamer: salonu, kuchni oraz korytarza prowadzącego do łazienki. Kamera salonowa przekazywała również dźwięk.
Usiadł przed ekranem i uruchomił podgląd salonu. Śledził gesty, przeciągające się spojrzenia oraz reakcje żony na zainteresowanie gości. Czuł mieszaninę zazdrości, podniecenia, dumy i niepokoju. Plan narodził się zaledwie kilka minut wcześniej, dlatego sam nie wiedział jeszcze, jak daleko zaprowadzi ich ten wieczór.
Rozdział 2: Sprzątanie jako pretekst
Po wyjściu pozostałych gości w salonie zostali Natalia, Tomasz i Krzysztof. Impreza dobiegła końca, ale na stole wciąż piętrzyły się brudne naczynia, puste kieliszki i resztki jedzenia. Na podłodze leżały serwetki oraz drobne dekoracje.
Tomasz rozejrzał się po pomieszczeniu.
— Skoro wszyscy już poszli, pomożemy ci posprzątać — zaproponował. — Chyba że wolisz zostawić to do rana.
— We trójkę uporamy się z tym szybciej — poparł go Krzysztof.
Natalia spojrzała na nich z lekkim zaskoczeniem, po czym się uśmiechnęła.
— Dobrze, pomoc się przyda. Dziękuję.
Kuchnię wypełniało ciepłe, przytłumione światło. Po zdjęciu szpilek chodziła boso po chłodnych kafelkach. Granatowa suknia nie układała się już tak starannie jak na początku wieczoru: materiał miejscami przylegał do ciała, a wysokie rozcięcie przesuwało się przy każdym kroku.
Zaczęli przenosić talerze, kieliszki i szklanki do zlewu. Przy przekazywaniu naczyń ich dłonie co jakiś czas się stykały. Początkowo były to krótkie, przypadkowe muśnięcia, później jednak wyraźnie się przeciągały. Tomasz przytrzymywał dłoń Natalii o sekundę dłużej, niż wymagało podanie talerza. Krzysztof od czasu do czasu kładł rękę na jej plecach, przepuszczając ją w ciasnym przejściu między stołem a blatem.
W pewnym momencie poślizgnęła się na rozlanym winie i straciła równowagę.
— Uważaj — mruknął Tomasz.
Natychmiast objął ją w talii i przytrzymał. Stali bardzo blisko siebie. Czuła ciepło dłoni nawet przez cienki materiał sukni, a jej oddech nieznacznie przyspieszył.
— Dzięki — powiedziała ciszej niż wcześniej.
Nie odsunęła się od razu. Dopiero po kilku sekundach odzyskała równowagę i wróciła do sprzątania.
Krzysztof również szukał okazji do skrócenia dystansu. Kiedy schyliła się po leżącą na podłodze serwetkę, położył dłoń na jej plecach, jakby chciał ją podtrzymać. Gest trwał krótko, choć trudno było uznać go za całkiem neutralny.
Przez cały czas rozmawiali o imprezie: muzyce, tańcach i zabawnych sytuacjach z udziałem pozostałych gości. Pod powierzchnią swobodnej rozmowy narastało jednak napięcie. Tomasz stawał się śmielszy, Krzysztof zaś uważniej śledził jej reakcje. Coraz wyraźniej rozumiała, że ich zainteresowanie nie ogranicza się do uprzejmości.
Z gabinetu Marcin obserwował sprzątanie. Przełączył podgląd z salonu na kuchnię i śledził, jak stopniowo maleje dystans między żoną a gośćmi. Widział dłoń Tomasza na jej talii, dyskretny dotyk Krzysztofa oraz krótkie zawahania. Zazdrość ścisnęła go mocniej, ale nie potrafił oderwać wzroku od ekranu.
Podczas odkładania naczyń potrąciła kieliszek stojący przy krawędzi blatu. Czerwone wino rozlało się na suknię, pozostawiając plamy na wysokości uda i dekoltu.
Spojrzała na zabrudzony materiał z niedowierzaniem.
— O nie… To moja ulubiona suknia.
— Spokojnie, to tylko wino — powiedział Tomasz. — Najlepiej od razu spłukać plamy z sukni, zanim się utrwalą.
— My dokończymy tutaj — dodał Krzysztof. — Możesz w tym czasie wziąć szybki prysznic i się przebrać.
Zawahała się na moment, po czym podała im ostatnie naczynia.
— Dobrze. Założę coś wygodniejszego i zaraz wrócę.
Wyszła z kuchni i ruszyła korytarzem. Obaj odprowadzili ją wzrokiem, a kiedy zniknęła za rogiem, wymienili krótkie spojrzenie.
Rozdział 3: Prysznic — za zamkniętymi drzwiami
W łazience na końcu korytarza czekały przygotowane wcześniej kremowa jedwabna halka, świeża koronkowa bielizna i miękki, ciemnogranatowy szlafrok.
Zamknęła za sobą drzwi i przekręciła rygiel. Dopiero wtedy odetchnęła z ulgą. Przez cały wieczór starała się pilnować wysokiego rozcięcia sukni, poprawiać materiał przy siadaniu i uważać na każdy gwałtowniejszy ruch. Za zamkniętymi drzwiami mogła wreszcie przestać o tym myśleć.
W dolnej części drzwi znajdowała się szeroka, nieruchoma kratka wentylacyjna. Jej listwy zapewniały przepływ powietrza, ale z poziomu podłogi na korytarzu można było zajrzeć między listwami do środka.
Mężczyźni jeszcze przez moment pozostali w kuchni. Odłożyli naczynia, zakręcili wodę i nasłuchiwali. Kiedy z końca korytarza dobiegł szczęk zamykanego rygla, wyszli bez słowa. Przy drzwiach przykucnęli, po czym położyli się przy kratce. Z tej perspektywy widzieli jedynie fragment kafelków i przestrzeń przed kabiną.
Rozpięła suknię i zsunęła ją ostrożnie, uważając, by poplamiony materiał nie rozmazał wina na skórze. Została w delikatnym staniku i koronkowych stringach. Odłożyła kreację na bok, a potem zdjęła bieliznę, przekonana, że za zamkniętymi drzwiami ma pełną prywatność.
Przez listwy kratki widzieli sylwetkę jedynie fragmentami, zależnie od miejsca, w którym stała. Kiedy odsunęła się od drzwi, dostrzegli zarys pleców, linię bioder i pełne piersi. Przy następnym ruchu na moment zobaczyli również wąski, starannie przystrzyżony pasek włosów. Widok znikał i powracał, gdy zmieniała pozycję albo ustawienie.
Wyciągnęła rękę ku drzwiom kabiny, lecz nagle znieruchomiała. Z korytarza dobiegło ją ciche tarcie materiału o podłogę.
Odwróciła głowę w stronę drzwi.
Przez kilka sekund nasłuchiwała, trzymając dłoń na uchwycie kabiny. Nie usłyszała jednak kroków ani rozmowy. W domu pracowała zmywarka, w rurach płynęła woda, a z przewodów wentylacyjnych dochodził jednostajny szum.
To stary dom, wszystko tutaj trzeszczy — pomyślała.
Poza tym obaj powinni być w kuchni. Nie mieli powodu, by podchodzić pod łazienkę.
Weszła pod prysznic i odkręciła wodę. Kabinę szybko wypełniła para, a półprzezroczyste ścianki rozmyły kontury ciała. Widoczność przez kratkę pogorszyła się; mimo to dało się rozpoznać zmieniający się zarys sylwetki i ruchy rąk.
Zmoczyła włosy, rozprowadziła szampon, a potem zmywała z ciała ślady długiego wieczoru. Myła się spokojnie i bez pośpiechu. Namydlone dłonie wędrowały po szyi, piersiach, brzuchu i udach. Zachowywała się swobodnie, przekonana, że nikt jej nie widzi.
Znowu usłyszała coś przy drzwiach. Tym razem był to krótki szelest, po którym zapadła zupełna cisza.
Zatrzymała dłonie.
— Chyba zaczynam sobie coś wyobrażać — mruknęła do siebie.
Gęsta para zasłaniała nawet drzwi. Pozostawały zamknięte, rygiel tkwił na swoim miejscu, a od strony korytarza nie dochodził już żaden dźwięk. Pokręciła głową i wróciła do mycia, tłumacząc sobie, że odgłos musiał pochodzić z instalacji albo z kuchni.
Mężczyźni leżeli nieruchomo, wstrzymując oddech za każdym razem, gdy spoglądała w stronę drzwi. Ich ramiona stykały się na wąskim korytarzu. Nie odzywali się ani nie dotykali kratki. Patrzyli wyłącznie przez poziome listwy, czekając, aż znów znajdzie się w polu widzenia.
Po kilku minutach zakręciła wodę. Kiedy odsunęła drzwi kabiny, para wydostała się do łazienki. Mokre włosy opadały na plecy, a rozgrzana skóra była zaróżowiona od gorącej wody. Sięgnęła po ręcznik i zaczęła się wycierać.
Od strony korytarza dobiegł ją jeszcze jeden ledwie uchwytny dźwięk.
Tym razem przemknęło jej przez głowę, że Tomasz i Krzysztof mogli wyjść z kuchni i podejść pod drzwi. Wydało się to jednak tak niedorzeczne, że niemal się uśmiechnęła.
Przecież zamknęła się na rygiel. Poza tym niedługo miała do nich wrócić.
Kiedy mężczyźni usłyszeli, że woda przestała płynąć, ostrożnie podnieśli się z podłogi. Wrócili do kuchni, odstawili ostatnie naczynia i wytarli blat, a potem zabrali do salonu otwartą butelkę wina, zwykłą talię do gry oraz niewielkie pudełko kart z poleceniami. Zanim osuszyła włosy, obaj siedzieli już na kanapie, sprawiając wrażenie, jakby dopiero co odłożyli ostatni talerz.
W łazience włożyła świeże koronkowe majtki i kremową jedwabną halkę. Biustonosza już nie zakładała. Wilgotne włosy zebrała w luźny kok. Poplamione miejsca przepłukała zimną wodą, a mokrą suknię przewiesiła przez suszarkę. Na koniec narzuciła szlafrok sięgający niemal kolan, zawiązała pasek w luźny węzeł i odsunęła rygiel.
Nie wiedziała, że widok zza kratki zmienił sposób, w jaki obaj mężczyźni patrzyli na nią po powrocie.
Rozdział 4: Powrót i gra cieni
Kilka minut później wróciła do salonu, otulona ciemnogranatowym szlafrokiem. Była przekonana, że goście dopiją wino i zaraz pojadą, więc nie widziała sensu ponownie się ubierać.
W półmroku salonu zastała obu na kanapie. Na stoliku stała butelka wina, trzy kieliszki, zwykła talia do gry oraz osobny stos kart z poleceniami.
— Myślałam, że po sprzątaniu będziecie się już zbierać — powiedziała z progu.
— Kuchnia jest już posprzątana — odparł Tomasz. — Zostało tylko trochę wina. Szkoda je wylewać.
— Możemy jeszcze zagrać jedną partię — dodał Krzysztof, wskazując karty. — Potem się zbierzemy.
Spojrzała w stronę schodów prowadzących na piętro. W domu panowała cisza. Była przekonana, że mąż już zasnął, i nie chciała budzić go rozmową dobiegającą z salonu.
— Jedną — zastrzegła.
Zamiast dołączyć do nich na kanapie, wybrała stojący naprzeciwko fotel. Szlafrok osłaniał ją niemal do kolan. Kiedy usiadła głęboko i podwinęła jedną nogę pod siebie, jego poły rozeszły się na udzie, odsłaniając kremowy jedwab halki. Z jej perspektywy wszystko pozostawało na swoim miejscu. Nie mogła widzieć, że obie warstwy podsunęły się z boku na tyle wysoko, by od strony kanapy dało się dostrzec cienki pasek czarnej koronki.
Tomasz na moment przestał tasować karty. Krzysztof sięgnął po kieliszek, chociaż dopiero co odstawił go na stolik.
— Nie jest ci za ciepło? — zapytał Tomasz, zerkając na szlafrok.
— Trochę, ale zaraz idę spać.
Wyciągnęła rękę po wino. Gdy pochyliła się nad stolikiem, jedna poła szlafroka zsunęła się z kolana, a luźny dekolt odsłonił ramiączko halki i fragment kremowego jedwabiu. Wzięła kieliszek, wyprostowała się i poprawiła mokry kosmyk przy skroni. Szlafrok ułożył się na miejscu dopiero wtedy, gdy wysunęła nogę spod siebie.
Nie zauważyła ani odsłonięcia, ani spojrzenia, które mężczyźni zdążyli wymienić. Ich milczenie uznała za skupienie na kartach.
Tomasz wrócił do tasowania. Rozgrywali krótkie rozdania zwykłą talią. Posiadacz najgorszego układu ciągnął kartę z osobnego stosu i wykonywał zapisane na niej polecenie; odmowa oznaczała ustaloną liczbę karnych łyków.
Pierwsze zadania rzeczywiście nie zapowiadały niczego niezwykłego. Natalia opowiedziała o swojej najgorszej randce, Krzysztof wymienił trzy cechy, których nie lubił u samego siebie, a Tomasz przez całą rundę musiał mówić szeptem. Śmiali się, przekomarzali i podawali sobie talię ponad stolikiem.
W następnym rozdaniu karta nakazała Natalii pokazać ostatnie zdjęcie zapisane w telefonie. Wstała, by sięgnąć po urządzenie pozostawione na komodzie. Końcówka paska szlafroka zahaczyła o podłokietnik fotela i przy pierwszym kroku pociągnęła za luźny węzeł. Zaczep puścił natychmiast, więc Natalia nie poświęciła mu uwagi. Nie poczuła, że jedna poła pozostała zebrana wysoko na biodrze, a jedwab halki, który przylgnął do jeszcze wilgotnej skóry, podsunął się przy wstawaniu. Przeszła kilka metrów przez salon, podczas gdy obaj mężczyźni patrzyli na odsłonięty skrawek bielizny i krągłość widoczną tuż poniżej jedwabiu.
Przy komodzie wzięła telefon, a odwracając się, odruchowo wygładziła bok szlafroka. Fałdy rozprostowały się i obie warstwy wróciły na miejsce; nie przyszło jej do głowy, że wcześniej cokolwiek odsłoniły.
— Co tak ucichliście? — zapytała.
— Czekamy na zdjęcie — odpowiedział Tomasz natychmiast.
W galerii telefonu znalazła fotografię zastawionego stołu, zrobioną tuż przed przybyciem gości. Pokazała ją obu i wróciła do fotela. Żaden nie zdradził się komentarzem, ale odtąd śledzili nie tylko karty. Każda zmiana jej pozycji, każde pochylenie nad stolikiem i każde rozchylenie szlafroka wywoływały tę samą czujność.
Gra trwała bez pośpiechu. W jednej rundzie Krzysztof odmówił odpowiedzi na zbyt osobiste pytanie i wypił karne łyki. W kolejnej Tomasz musiał powiedzieć jej komplement, nie wspominając o wyglądzie.
— Umiesz sprawić, że ludzie zostają dłużej, niż planowali — powiedział.
— To brzmi bardziej jak skarga niż komplement.
— Zależy, kto zostaje.
Roześmiała się i pokręciła głową. Wino ogrzewało policzki, lecz rozmowa pozostawała lekka. Sama gra rozciągnęła się już znacznie poza zapowiadaną jedną partię.
Po kolejnym rozdaniu upuściła kartę między fotelem a stolikiem. Zsunęła się na skraj siedziska i pochyliła bokiem, przez kilka sekund szukając po omacku pod krawędzią mebla. Poluzowany szlafrok rozsunął się na podwiniętym udzie, a brzeg krótkiej halki zahaczył o tapicerkę i przesunął się wyżej. Z miejsca zajmowanego przez mężczyzn widać było między warstwami wąski pasek koronkowych majtek i fragment odsłoniętej skóry. Widok zniknął, gdy wyprostowała się z odnalezioną kartą.
— Mam — oznajmiła, zupełnie nieświadoma tego, co odsłoniła.
Krzysztof nalał jej odrobinę wina, a Tomasz zebrał karty do następnego rozdania. Żaden nie próbował przyspieszać. Pozwalali, by kolejne przypadkowe odsłonięcia i przedłużające się spojrzenia same zmieniały atmosferę.
Jedno z poleceń nakazywało przegrywającemu zmienić miejsce na trzy rundy. Jedynym wolnym miejscem poza fotelem był środek kanapy, więc przeniosła się między obu mężczyzn. Odruchowo wygładziła halkę i zsunęła ku sobie poły szlafroka. Gdy opadła na siedzisko, prawa poła wsunęła się jednak pod jej biodro; poluzowany pasek nie utrzymał drugiej na miejscu, przez co z boku nadal było widać koronkę wysoko na biodrze.
Odtąd karty krążyły na znacznie mniejszej przestrzeni. Przy każdym sięgnięciu po jedną z nich ocierała ramieniem o któregoś z mężczyzn. Kolano Tomasza kilkakrotnie zetknęło się z jej nogą, Krzysztof zaś podawał jej kieliszek tak, że ich palce spotykały się na cienkiej nóżce. Żaden z tych gestów nie trwał wystarczająco długo, by mogła nazwać go zamierzonym.
Po kilku następnych rundach najgorszy układ przypadł Krzysztofowi, najlepszy zaś Natalii. Przegrany sięgnął po kartę i przeczytał ją na głos:
— Zdejmij część stroju wskazaną przez zwycięzcę.
Tomasz uniósł brwi, a Krzysztof spojrzał na siedzącą obok kobietę.
— Tym razem ty wybierasz — powiedział Krzysztof.
Zawahała się, przesuwając wzrokiem po jego garniturze.
— Marynarkę — zdecydowała. — Zostańmy przy bezpiecznej wersji.
Wstał i rozpiął guzik. Gdy zsunął marynarkę z ramion, biała koszula napięła się na szerokiej klatce piersiowej. Odłożył ubranie na fotel, po czym wrócił na miejsce. Natalia zatrzymała na nim wzrok odrobinę dłużej, niż zamierzała. Gdy to zauważył, zajęła się układaniem kart w dłoni.
— Bezpiecznie? — zapytał Krzysztof z lekkim uśmiechem.
— Na pewno bezpieczniej niż dziesięć karnych łyków.
Następne rozdanie przegrał Tomasz. Jego karta okazała się podobna, choć mniej łaskawa.
— Pozbądź się dwóch najbardziej oficjalnych części stroju — przeczytał. — Talia chyba próbuje nas rozebrać.
Ściągnął marynarkę i ułożył ją na fotelu obok tej należącej do Krzysztofa, a następnie poluzował i zdjął krawat. Rozpiął górny guzik ciemnej koszuli, która przylegała do szczupłej, wysportowanej sylwetki. Kiedy podwinął rękawy, na przedramionach wyraźnie zarysowały się mięśnie.
Dopiero teraz dostrzegła, jak różną mieli budowę. Krzysztof był masywniejszy, Tomasz — smuklejszy i bardziej sprężysty. Obaj spodobali jej się w tym mniej formalnym wydaniu. Upiła niewielki łyk wina i skupiła się na swoich kartach.
— Teraz przynajmniej wyglądamy mniej oficjalnie — stwierdził Tomasz.
— Albo jakby impreza dopiero się zaczynała — odparł Krzysztof.
Roześmiała się, lecz ciepło na policzkach nie pochodziło już wyłącznie od wina.
Kolejna karta zmieniła charakter gry jeszcze wyraźniej. Tomasz czytał ją powoli, najwyraźniej rozbawiony treścią.
— Opisz ulubioną pozycję, nie używając jej nazwy. Pozostali muszą zgadnąć.
— Robi się odważnie — zauważyła.
— Chyba wszyscy tutaj jesteśmy dorośli.
Odłożył kartę i oparł przedramiona na kolanach. Przez moment wyglądał, jakby szukał odpowiednio niewinnych słów.
— Lubię widzieć twarz partnerki — zaczął. — Jest blisko, patrzy z góry i przez chwilę wydaje jej się, że to ona ustala rytm.
Krzysztof parsknął śmiechem.
— „Wydaje jej się” jest tutaj najważniejszą wskazówką.
Odpowiedź znała, zanim zdążyła się nad nią zastanowić. Obraz pojawił się w wyobraźni z krępującą łatwością.
— Ona na górze — powiedziała.
— Zgadłaś.
Ich spojrzenia spotkały się. Nie uśmiechał się już tak szeroko jak przed chwilą. Wytrzymała ten kontakt przez sekundę, może dwie, po czym sięgnęła po następną kartę.
Tym razem polecenie przypadło Krzysztofowi: miał wskazać cechę, na którą najpierw zwraca uwagę u atrakcyjnej kobiety.
Nie zastanawiał się długo.
— Sposób, w jaki się porusza — odpowiedział. — Czasem wystarczy, że wstanie z krzesła.
Odruchowo pociągnęła za wierzchnią połę szlafroka, nie zauważając, że druga nadal tkwi pod jej biodrem. Obaj dostrzegli ten ruch, lecz tym razem nie wymienili nawet porozumiewawczego spojrzenia.
Gra trwała. Pytania i polecenia stawały się odważniejsze, ale erotyczne napięcie nadal budowały przede wszystkim słowa. Rozmawiali o pocałunkach, miejscach, w których najłatwiej stracić ostrożność, oraz o różnicy między fantazją a tym, co człowiek naprawdę byłby gotów zrobić. Nie odpowiadała na wszystko. Czasem wybierała karny łyk, innym razem obracała odpowiedź w żart. Z każdą rundą coraz uważniej słuchała jednak obu mężczyzn.
Jedna z kart pytała, jaki szczegół w wyglądzie mężczyzny zauważa jako pierwszy.
— Dłonie — odparła po krótkim namyśle. — Zwykle zdradzają więcej niż twarz.
Jeden powoli obrócił kartę między palcami, drugi sięgnął po kieliszek. Obaj wykonali te zwyczajne gesty odrobinę wolniej niż wcześniej, przez co natychmiast pożałowała szczerej odpowiedzi.
Pochyliła się nad stolikiem po kolejną kartę. Zanim się wyprostowała, przeczytała polecenie dwa razy, jakby chciała zyskać kilka sekund.
Następne rozdanie znów wygrał Tomasz, jej zaś przypadł najgorszy układ. Odwróciła pierwszą kartę ze stosu poleceń.
— Zwycięzca zadaje przegrywającemu jedno pytanie. Odpowiedź musi być szczera — przeczytała.
— Co najbardziej zaskoczyło cię dzisiejszego wieczoru? — zapytał.
Spojrzała na rozsypane po stoliku karty.
— Że z jednej partii zrobiło się ich tyle, że przestałam liczyć.
— Nie powiedziałaś, czy to źle.
— Bo jeszcze nie zdecydowałam.
Tomasz pochylił się, żeby zebrać wyłożone karty. Podpierając się o kanapę, położył dłoń tuż obok jej nogi. Kiedy odwrócił się w stronę Krzysztofa, bokiem dłoni musnął kolano Natalii. Oboje spojrzeli w dół. Powinien był cofnąć rękę od razu, zrobił to jednak dopiero po krótkiej chwili.
— Przepraszam. Trochę ciasno się zrobiło.
— Nic się nie stało — odpowiedziała odruchowo i naciągnęła połę szlafroka na udo.
Krzysztof rozdał karty do następnego rozdania. Talia szurała po blacie, muzyka sączyła się cicho z głośników, a krótkie zetknięcie dłoni z kolanem wciąż nie dawało jej spokoju. Tomasz nie próbował go powtórzyć.
W gabinecie Marcin śledził salon na ekranie laptopa. Goście nadal sądzili, że śpi pijany. Widział zrzucone marynarki, rozpiętą pod szyją koszulę Tomasza i żonę siedzącą pomiędzy nimi w rozchylonym szlafroku, spod którego wyglądała krótka halka. Dostrzegł także przelotne zetknięcie dłoni z jej kolanem oraz to, że Tomasz cofnął rękę dopiero po chwili. Natalia nie wróciła jednak na fotel.
Niepokój mieszał się z satysfakcją. Udawana nietrzeźwość, wycofanie do gabinetu i monitoring stworzyły przestrzeń, w której pozostali mogli działać bez jego bezpośredniej obecności. Na jego oczach gra w karty przestawała być tylko grą.
Rozdział 5: Punkt przełomowy
Atmosfera w salonie zgęstniała. Muzyka ucichła niemal zupełnie; słychać było jedynie szelest kart, brzęk szkła i nierówne oddechy trzech osób. Wino rozgrzało policzki Natalii i rozluźniło jej spięte ramiona, lecz myśli pozostały jasne. Czuła, że wydarzenia przyspieszają, choć sama prawie się nie poruszała.
Zajmowała środek kanapy. Szlafrok wciąż ją okrywał, ale węzeł na pasku był już luźny, a jedna poła pozostawała przyciśnięta pod biodrem. Marynarki mężczyzn leżały na fotelu, obok zwiniętego krawata. W kolejnym rozdaniu ponownie wygrał Tomasz, jej zaś przypadł najgorszy układ. Wyciągnęła kartę i położyła ją na stoliku, a zwycięzca odczytał polecenie na głos:
— Zwycięzca mówi przegrywającemu do ucha coś, czego nie powiedziałby na głos.
Natalia wpatrywała się w kartę, jakby próbowała ocenić, czy zadanie nadal mieści się w granicach niewinnej zabawy.
— Możemy ją odłożyć — powiedział Tomasz.
Nie odpowiedziała, ale też nie sięgnęła po kieliszek oznaczający odmowę. Tomasz odczekał chwilę, po czym oparł dłoń o kanapę za jej plecami i nachylił się do ucha. Nie odsunęła się.
— Odkąd wróciłaś z łazienki, znacznie trudniej mi się skupić na kartach — wyszeptał.
Jego oddech musnął jej skroń. Zaraz potem odsunął się na poprzednie miejsce, pozostawiając między nimi ten sam niewielki dystans co wcześniej. Natalia przez chwilę obracała kieliszek w palcach.
— Chyba skończyliśmy już grać — zauważył Tomasz.
— Chyba tak — odpowiedziała, nie sięgając po kolejną kartę.
Krzysztof pochylił się ku niej z prawej strony, lecz zatrzymał kilka centymetrów od jej twarzy. Nie cofnęła się. Przez moment patrzyli sobie w oczy, po czym skrócił pozostały dystans. Pierwszy pocałunek był krótki i ostrożny. Drugi trwał dłużej. Pozostała nieruchomo, ale się nie odsunęła; napięcie w jej ramionach stopniowo ustępowało. Kiedy przysunął się bliżej, przedramieniem zahaczył o luźny kołnierz szlafroka. Pociągnięty materiał wysunął się spod paska, osłabiony wcześniej węzeł ostatecznie puścił, a jedna poła zsunęła się z jej ramienia.
Tomasz obserwował ich przez kilka sekund. Potem odgarnął wilgotny kosmyk z odsłoniętego ramienia i zatrzymał palce na nagiej skórze. Kiedy odwróciła ku niemu twarz, z jego spojrzenia zniknęła wcześniejsza swoboda.
Po drugiej stronie Krzysztof oparł rękę na kanapie, tuż za jej plecami. Nie obejmował jej jeszcze. Sama bliskość jego ciała wystarczała, by czuła bijące od niego ciepło.
W głowie szumiało od alkoholu, lecz kolejne decyzje podejmowała świadomie. Salon wydawał się mniejszy niż wcześniej. Każdy oddech przypominał jej, jak niewiele dzieli ją od obu mężczyzn.
Dłoń Tomasza znów znalazła się na jej kolanie. Tym razem nie dało się uznać dotyku za przypadkowy. Powoli przesunął palce wyżej. Zacisnęła palce na jego nadgarstku, więc znieruchomiał.
Przez dłuższą chwilę trzymała go za nadgarstek. Potem rozluźniła palce, nie odsuwając jego ręki. Odczekał jeszcze moment, zanim przesunął dłoń po udzie odsłoniętym przez rozchylony szlafrok, ku podwiniętemu brzegowi halki.
Z drugiej strony Krzysztof przeniósł dłoń z oparcia na jej talię. Nie przyciągnął jej do siebie; na tym poprzestał.
W gabinecie Marcin siedział nieruchomo przed ekranem. Kadr obejmował całą kanapę i najbliższy fragment pokoju. Widział żonę pomiędzy nimi, rękę Tomasza sunącą po udzie i dłoń Krzysztofa spoczywającą na talii. Obserwował napięcie jej ciała oraz to, że mimo tego pozostała na miejscu.
Zazdrość ścisnęła mu żołądek, lecz nie odwrócił wzroku. Jeszcze wyraźniej niż wcześniej rozumiał, że improwizowany plan wymknął się spod jego kontroli — i że właśnie dlatego nie potrafił przerwać obserwacji.
W salonie ostatnia karta zsunęła się ze stolika. Nikt jej nie podniósł.
Gra dobiegła końca, chociaż żadne z nich tego nie ogłosiło.
Rozdział 6: Zakończenie — walka i poddanie
Natalia wciąż zajmowała środek kanapy. Szlafrok rozchylił się na udach i zsunął z jednego ramienia, a spod jego poły wyglądał podciągnięty brzeg halki. Dłoń Krzysztofa spoczywała na talii, Tomasz zaś wodził palcami po udzie, coraz wyżej i śmielej.
Nagle zesztywniała.
— Chwila… stop — powiedziała, próbując się odsunąć. — Nie mogę. To zbyt szybko. Nie chcę.
Tomasz się nie cofnął. Zacisnął dłoń na jej biodrze i przyciągnął ją do siebie.
— Na „nie” jest już za późno, Natalio — odparł stanowczo. — Jesteś teraz nasza.
Krzysztof przysunął się z drugiej strony. Pocałował ją w szyję, a potem w ramię.
— Ona tego chce — mruknął do Tomasza. — Spójrz, jak reaguje.
— Powiedziałam, żebyście przestali.
Odepchnęła ich dłonie i spróbowała się podnieść. Rozwiązany szlafrok, wiszący już tylko na jednym ramieniu, osunął się za nią i został na siedzisku kanapy. Krzysztof nadal przytrzymywał ją w talii. Tomasz zsunął ramiączka halki z jej ramion, po czym ściągnął ją przez głowę. Jedwab opadł na dywan obok kanapy.
Natychmiast zasłoniła piersi rękami.
— Nie możecie tak robić — powiedziała głośniej. — To nie jest w porządku.
Tomasz uśmiechnął się, nie spuszczając z niej wzroku.
— W porządku? — powtórzył. — Tu nie ma już reguł. Zostało tylko to, co zamierzamy z tobą zrobić.
Krzysztof odsunął jej dłonie. Kiedy znów spróbowała wstać, zatrzymał ją na kanapie.
— Nie… proszę, stop.
Po raz kolejny nie odpowiedzieli na jej słowa. Tomasz pocałował ją mocno, po czym odsunął się nieznacznie. Krzysztof objął ją w talii, przyciągnął do siebie i również pocałował — bez ostrożności, z jaką wcześniej ukrywał swoje intencje pod pretekstem gry. Natalia z początku pozostała napięta. Po chwili przestała się jednak odsuwać; dłonie, którymi dotąd próbowała zachować dystans, opadły na kanapę. Nie objęła go ani nie przyciągnęła bliżej. Zamknęła tylko oczy i pozwoliła, by pocałunek trwał.
Tomasz przesunął się bliżej i położył dłoń na jej nagim udzie. Nie próbowała już jej odsunąć.
W gabinecie Marcin siedział nieruchomo przed ekranem. Widział, że żona próbowała się odsunąć, słyszał jej powtarzane protesty i obserwował, jak mężczyźni je ignorują. Mimo to nie ruszył się z miejsca.
Została w samych koronkowych majtkach, boso, w świetle jednej lampy.
Przez kilka sekund żaden z mężczyzn się nie poruszył.
— Nie gapcie się tak — powiedziała. W jej głosie było już mniej napięcia niż przed chwilą.
— Trudno patrzeć gdzie indziej — odparł Tomasz.
Pocałował ją w obojczyk, a potem przesunął usta niżej. Z drugiej strony Krzysztof objął dłonią jej pierś i powoli przesunął kciukiem po sutku. Oparła głowę na jego ramieniu i zamknęła oczy.
Dotyk obu mężczyzn zlał się w jedno i nagle zabrakło jej powietrza.
Wygięła się w plecach. Tomasz wziął sutek do ust i ssał mocno, aż jęknęła znacznie głośniej, niż zamierzała.
W przedpokoju tykał zegar. Na piętrze panowała cisza.
Nie zwracała już uwagi nawet na miarowy odgłos zegara.
Osunęła się głębiej na kanapę, a potem położyła na plecach. Mężczyźni uklękli po obu stronach.
Krzysztof powoli zsunął jej majtki przez uda i kolana. Uniosła biodra, żeby mu to ułatwić. Ten drobny ruch, wykonany bez niczyjej prośby, zawstydził ją bardziej niż wszystko, co wydarzyło się wcześniej.
Tomasz rozsunął jej kolana.
Najpierw tylko patrzył, trzymając dłonie po wewnętrznej stronie ud i rozsuwając nogi jeszcze odrobinę. Natalia, która przez cały wieczór pilnowała rozcięcia sukni, leżała teraz przed dwoma mężczyznami zupełnie odsłonięta. Nie zrobiła nic, żeby to zmienić.
Zatrzymał się i spojrzał jej w twarz. Wsunęła palce w jego włosy i przyciągnęła go ku sobie. Gest wystarczył.
Pochylił się.
Pierwszy dotyk jego ust był powolny, prowadzony jednym ruchem od dołu ku górze. Uniosła biodra z kanapy, a Krzysztof oparł dłonie na jej ramionach.
Tomasz powtórzył ten ruch, nie zmieniając tempa.
Nie spieszył się. Utrzymywał równy rytm i przytrzymywał jej uda przedramionami. Wkrótce przestała leżeć nieruchomo: oparła pięty o krawędź kanapy, szerzej rozsunęła kolana i mocniej zacisnęła palce w jego włosach.
Krzysztof pieścił jej piersi na przemian ustami i dłonią. Stopniowo oba rytmy połączyły się w jeden.
Przyjemność nie narastała równomiernie. Kilka razy wydawało jej się, że jest już blisko, lecz napięcie opadało, kiedy myślami wracała do wcześniejszego wahania. Tomasz nie próbował przyspieszać. Pozwolił jej odnaleźć własny rytm, a Krzysztof również dostosował dotyk do jej reakcji.
Dopiero po dłuższym czasie jej oddech stracił regularność. Kiedy Tomasz zwolnił, palce w jego włosach zacisnęły się mocniej.
— Nie zwalniaj — wyszeptała.
Tym razem utrzymał tempo.
Wsunął w nią dwa palce, nie przerywając tego, co robił ustami. Zacisnęła jedną dłoń na jego włosach, drugą zaś na oparciu kanapy.
Napięcie rosło stopniowo, aż w końcu przestała nad nim panować. Szczytowała gwałtownie, wygięta w łuk, z piętami wbitymi w obicie. Tomasz cofnął się dopiero wtedy, gdy położyła dłoń na jego czole. Drżenie ustępowało powoli, pozostawiając po sobie ciężkie, rozlewające się ciepło.
Roześmiała się w końcu cicho i bezradnie, zasłaniając oczy przedramieniem.
Kiedy opuściła rękę, Krzysztof zsuwał koszulę z ramion, a Tomasz rozpinał właśnie ostatni guzik. Reszty ubrań pozbyli się bez pośpiechu, pod jej uważnym spojrzeniem.
Usiadła i przez kilka spokojnych oddechów po prostu na nich patrzyła. Potem przyciągnęła Krzysztofa za kark i pocałowała go, a drugą ręką sięgnęła ku Tomaszowi.
Tym razem nie potrzebowała żadnego pretekstu.
Zsunęła się z kanapy na dywan, uklękła między nimi i wzięła Tomasza do ust.
Trzymała go jedną ręką u nasady, żeby to ona decydowała, jak głęboko, a drugą nie przestawała pieścić Krzysztofa. Tomasz zgarnął jej włosy z twarzy i przytrzymał je luźno, wyłącznie po to, by lepiej widzieć. Wypuścił powietrze przez zęby.
Po pewnym czasie odsunęła się od Tomasza i zwróciła ku Krzysztofowi.
Robiła to na przemian i bez pośpiechu, uważnie obserwując reakcje każdego z nich. Teraz całkowicie przejęła inicjatywę. Klęczała nago na własnym dywanie, wśród rozsypanych kart, świadoma, że obaj podążają za jej ruchami.
Krzysztof wyciągnął do niej ręce. Podała mu dłonie i pozwoliła, by pomógł jej wstać, po czym odwróciła się i oparła o kanapę.
Ustawił się za nią, lecz nie wszedł od razu.
Najpierw zatrzymywał się przy samym wejściu, po czym się cofał. Powtórzył ten ruch kilkakrotnie. Wsparta łokciami na oparciu, za każdym razem mocniej zaciskała palce na obiciu.
W końcu sama cofnęła się ku niemu.
Wszedł jednym powolnym ruchem do końca. Musiała ugryźć się w przedramię.
Poruszał się mocno i miarowo, trzymając ją za biodra. Kanapa z każdym ruchem przesuwała się nieznacznie po dywanie. Tomasz stanął przed nią i uniósł jej podbródek, a ona otworzyła usta, zanim zdążyła pomyśleć.
Przez kilkanaście minut pozostawali w tym układzie, a ruchy obu mężczyzn miały odmienne tempo.
W tej pozycji szczytowała z pełnymi ustami, uderzając czołem o własne przedramię. Musiała wypuścić Tomasza, żeby zaczerpnąć powietrza.
Potem zmienili ustawienie.
Tomasz położył się na kanapie. Usiadła na nim okrakiem i opuściła się powoli, centymetr po centymetrze, patrząc mu w twarz.
Początkowo sama nadawała tempo. Opierała dłonie na jego klatce piersiowej i obserwowała napięcie na twarzy Tomasza. Kiedy Krzysztof uklęknął na kanapie za nią, ujął jej piersi w dłonie i przyciągnął ją plecami do swojego torsu. Tomasz stopniowo przejął inicjatywę. Jego ruchy stały się krótkie i mocne, podczas gdy Krzysztof całował jej kark, a jedną dłoń zsunął na brzuch. Lekki nacisk sprawił, że każde poruszenie odczuwała intensywniej.
Szczytowała, oparta plecami o Krzysztofa, z dłońmi zaciśniętymi na kolanach Tomasza. Nie próbowała już tłumić głosu.
Zegar w przedpokoju wybił pierwszą.
Trwało to jeszcze długo.
Na zmianę przejmowali inicjatywę, bez pośpiechu przechodząc do kolejnej pozycji, gdy któreś z trojga zaczynało tracić siły. Najpierw leżała na plecach z nogami wspartymi na ramionach Tomasza, patrząc na Krzysztofa klęczącego przy jej głowie. Później stała pochylona nad oparciem fotela. W końcu ułożyła się na boku, z jednym mężczyzną za plecami, a drugim przed sobą. Wtedy tempo stało się najwolniejsze, a każdy ruch najgłębszy.
Krzysztof skończył w niej, trzymając ją mocno za biodra i przez kilkanaście sekund przyciskając do siebie.
Tomasz wycofał się tuż przed finałem; chwilę później na jej brzuchu i piersiach pozostały ślady. Przez moment na nie patrzył. Nie zasłoniła się ani nie odwróciła twarzy.
Zegar wskazywał już drugą nad ranem. Tomasz odsunął się pierwszy. Krzysztof jeszcze przez moment ją obejmował, po czym również rozluźnił ramiona.
Tomasz poszedł do łazienki po ręcznik i podał go Natalii.
W salonie zapadła cisza.
Została na kanapie i próbowała uspokoić oddech. Wytarła się i odłożyła ręcznik. Koronkowe majtki znalazła przy nodze stolika i włożyła je. Krzysztof w tym czasie zebrał halkę z dywanu, a szlafrok z siedziska. Najpierw podał jej jedwab. Wsunęła halkę przez głowę, poprawiła ramiączka i wygładziła materiał na udach. Potem narzuciła szlafrok i niedbale związała pasek. Nadal lekko drżała.
Mężczyźni zaczęli się ubierać. Na oparciu fotela czekały ich marynarki i zwinięty krawat Tomasza, a na stoliku pozostały rozsypane karty, puste kieliszki oraz niedopita butelka wina.
Gdy Tomasz zapiął ostatni guzik koszuli, przewiesił marynarkę przez przedramię, schował krawat do kieszeni i stanął obok niej. Położył dłoń na jej ramieniu.
— Dziękuję za ten wieczór — powiedział. Tym razem w jego głosie nie było ani kpiny, ani władczego tonu. — To było coś wyjątkowego.
— Ja wam też… dziękuję — odparła.
Krzysztof założył marynarkę i spojrzał na nią z progu.
— Dobranoc, Natalio.
Uniosła głowę i odpowiedziała zmęczonym uśmiechem.
Patrzyła za nimi, dopóki nie zamknęły się drzwi wejściowe. Potem ciężko opadła na oparcie kanapy. Miała na sobie pogniecioną halkę i luźno związany szlafrok; włosy były splątane, a policzki wciąż zarumienione. W pustym salonie pozostały zapach wina oraz duszne ciepło kończącej się nocy.
Przez kilka minut siedziała bez ruchu. Czuła zmęczenie i osobliwy spokój, jakby tej nocy ujawniło się coś od dawna ukrytego. Tego, co się wydarzyło, nie dało się już cofnąć.
Marcin wyłączył podgląd i odczekał, aż ucichną kroki gości. Potem wyszedł z gabinetu, przystanął na szczycie schodów i potarł dłonią twarz. Schodził powoli, trzymając się poręczy. Kiedy stanął w drzwiach salonu, znów wyglądał jak człowiek, który właśnie obudził się po zbyt dużej ilości wina.
Natalia spojrzała na niego, gdy się pojawił.
— Już poszli? — zapytał.
— Przed chwilą.
Podszedł bliżej. Na stoliku zobaczył rozsypane karty i pozostawione kieliszki. Usiadł obok żony.
— Wszystko w porządku?
Opuściła wzrok. Była wyczerpana, lecz kącik ust drgnął w niemal dumnym uśmiechu.
— Tak… wszystko w porządku. Tylko ta gra w karty trochę mnie zmęczyła.
Skinął głową. Wiedział dokładnie, co wydarzyło się w ciągu ostatnich godzin, choć żadne z nich nie mówiło o tym wprost.
Siedzieli w milczeniu.
— Może kiedyś znowu ich zaprosimy? — zapytał w końcu.
Spojrzała na rozsypane karty, potem na męża. Uśmiechnęła się i skinęła głową.
— Może — odpowiedziała po krótkim namyśle. — Myślę, że tak.
Objął ją ramieniem. Oparła głowę na jego barku i zamknęła oczy. Dom wreszcie ucichł.
Od tamtej nocy granice, których dotąd nie nazywali, przestały wydawać się nieprzekraczalne.
Jmalkowich
Jak Ci się podobało?