Pilsko

3 listopada 2026

26 min

Poniższe opowiadanie zawiera wyjątkowo kontrowersyjne sceny!

Poniższy tekst znajduje się w poczekalni!

Opowiadanie w kontrowersyjnym temacie, proszę podchodzić z dystansem.

Pilsko.
Matko, co się ze mną dzieje… Przecież to moja córka, a ja cały czas gapię się na jej pośladki. A co gorsza, te jej spodenki – pół tyłka jej widać.
​Szliśmy wąską ścieżką pod szczyt. Ona szła przede mną, lekko kołysząc biodrami, a ja mimo woli spoglądałem tam gdzie nie powinienem. Próbowałem patrzeć w bok, na drzewa, na skały, byle nie na nią. Bezskutecznie. Im wyżej wchodziliśmy, tym trudniej było mi oderwać wzrok.
​Wreszcie wyszliśmy na szczyt.
​– Pusto tu dzisiaj, tato. Żywego ducha nie ma.
– Mówiłem ci, środek tygodnia. Ludzie się nasłuchali prognoz w mediach o deszczu i nie przyjechali.
– No cóż… tym lepiej. Przynajmniej mamy spokój. Dziękuję ci, że mnie tu zabrałeś. Naprawdę super tu jest.
​Odwróciła się do mnie z uśmiechem. Znowu złapałem się na tym, że za długo trzymam wzrok na jej biodrach.
​– Tato, gdzie idziesz?
– Jest tam taka mała polanka za krzakami. Zamierzam się położyć na trawie i trochę odpocząć. Kiedyś tam zrobiliśmy sobie piknik z mamą.
– Poczekaj na mnie.
​Położyłem się na miękkiej, ciepłej trawie. Słońce przyjemnie grzało przez rzadkie chmury. Leżałem z zamkniętymi oczami, kiedy usłyszałem szelest. Córka stanęła nade mną w lekkim rozkroku, dokładnie na wysokości moich bioder. Cień jej sylwetki padł mi na twarz.
​– Co, tato, tak zamierzasz teraz leżeć?
– Tak. Przynajmniej chwilę. Tobie też polecam.
– Dobrze namówiłeś mnie.
​Nim zdążyłem zareagować, położyła się na mnie. Głową na moim mostku, ciało miała lekkie i ciepłe. Leżeliśmy w ciszy, tylko wiatr delikatnie szumiał w trawie.
​– Dziękuję ci za to, że mnie zabrałeś… – wyszeptała.
– Obiecałem ci to w końcu.
​Po chwili poczułem jej usta. Delikatnie, prawie nieśmiało, zaczęła całować mnie po szyi. Lekkie, mokre pocałunki, które zostawiały na skórze przyjemny dreszczyk.
​– Przyjemne, co? – zapytała cicho, a jej oddech łaskotał mnie tuż przy uchu.
– Tak… bardzo miłe.
– Ale jak mi zrobisz malinkę, to cię uduszę gołymi rękami – dodał z uśmiechem w głosie.
​Nagle jej dłoń spoczęła na moim brzuchu, a potem niżej.
​– Tato… a to co? Coś ci się rusza…
– Przepraszam, córeczko… Ja tego nie kontroluję. On żyje własnym życiem.
​Roześmiała się cicho i zaczęła powoli poruszać biodrami, ocierając się o mnie. Każdy ruch był świadomy i prowokujący.
​– Czy mogę wiedzieć, co ty wyrabiasz? – zapytałem. – Chcesz, żebym dostał skrętu jąder?
– Eee, nie dostaniesz – mruknęła i jeszcze mocniej docisnęła się do mnie.
– Przestań… Przez ciebie będę wracał z namiotem w spodniach. Wiesz, jak niewygodnie się chodzi, jak on tak sterczy.
– To on sam nie opadnie?
– Nie. Nie po tym, co właśnie zrobiłaś. W każdym razie nieprędko.
– Hmm… to mam pomysł, jak na to zaradzić.
Aż się boję co zaś wymyśliłaś.
​Wstała. Bez słowa zdjęła buty, potem powoli ściągnęła legginsy razem z majtkami. Stanęła nade mną naga od pasa w dół. Wygolona, gładka, ciepła skóra. Zapach jej cipki wymieszał się z zapachem trawy i słońca.
​– Mogę wiedzieć, co ty wyrabiasz? – spytałem, choć głos już mi się trochę załamał.
– Zamierzam na tobie usiąść. Tak, żebyś wszedł we mnie.
– Coooo…?
– Żadne „co”. Tylko ściągaj spodnie.
– Ale tak nie można… Są pewne granice…
​Nie słuchała. Uklękła przy mnie, rozpięła mi pasek, potem guzik. Suwak zsunął się sam. Zaczęła ściągać mi spodnie.
​– Kochanie, przestań… Naprawdę nie można…
​Mówiłem, ale nic nie zrobiłem. Ręce miałem bezwładne, czułem się jak sparaliżowany. Chciałem zareagować ale z jakiegoś powodu nie potrafiłem. Moze sam poprostu tego chciałem??
​– Tato, bądź grzeczny. Podnieś biodra.
​I podniosłem.
​Spodnie zsunęły się do kostek. Powietrze otuliło nagą skórę. Ona uśmiechnęła się zadowolona, usiadła okrakiem na moich udach i powoli, bardzo powoli zaczęła się wsuwać na mojego członka.
​Poczułem jaka jest mokra i niesamowicie ciasna.
​Wszedłem w nią do końca, wydając ciche, zadowolone westchnienie.
​– Widzisz, tato… – szepnęła, już siedząc na mnie. – Dało się.
​Przez chwilę nie ruszała się wcale. Tylko siedziała, mocno spięta, ręce oparte na mojej klatce. Czułem, jak jej wnętrze pulsuje, jak mięśnie delikatnie zaciskają się wokół mnie. Serce biło mi jak oszalałe.
​Przez chwilę zamarła w bezruchu. Siedziała na mnie z ciałem napiętym z emocji i dłońmi opartymi o moją klatkę piersiową. Czułem rytmiczne pulsowanie jej ciała i to, jak mięśnie delikatnie zaciskają się wokół mnie. Serce waliło mi jak szalone.
– Jesteś… – zacząłem, ale brakowało mi tchu.
– Jaka? – zapytała cicho z uśmiechem.
– Gorąca i niesamowicie ciasna.
Roześmiała się i powoli zaczęła kołysać biodrami. Najpierw robiła małe, okrężne ruchy, a po chwili zaczęła unosić się i opadać. Badała w ten sposób, jak głęboko może mnie przyjąć.
Leżałem nieruchomo, ręce na jej biodrach. Nie wiedziałem, czy trzymać, czy puszczać. W końcu po prostu ścisnąłem mocniej. Skóra pod moimi dłońmi była gładka, ciepła, lekko spocona.
​– Tato… – sapnęła, gdy opuściła się znów do samego końca. – Tak dobrze… Jesteś twardy jak kamień i czuję cię w sobie.
​Całowała mnie po szyi, po żuchwie, po ustach. Lekko, mokro, z językiem. Jednocześnie nie przestawała się ruszać. Biodra unosiły się i opadały w równym, coraz pewniejszym rytmie. Za każdym razem, kiedy opadała, dochodziło ciche, mokre mlaśnięcie. Słychać było tylko nasz oddech i szelest trawy.
​Położyłem dłonie na jej pośladkach i delikatnie pomogłem jej. Uniosłem biodra naprzeciw. Ona westchnęła głośniej.
​– O kurwa… – sapnęła. – Tak właśnie. Nie przestawaj.
​Przyspieszyła. Już nie delikatnie. Mocniej. Głębiej. Każde zejście było pełniejsze, każde uniesienie wolniejsze, jakby chciała poczuć, jak wychodzę z niej prawie do końca, a potem znów wchodzę. Jej piersi lekko podskakiwały w rytm ruchów. Sutki były stwardniałe, otarte o moją koszulkę.
​Zdjęła mi koszulkę przez głowę. Potem swoją bluzkę. Została zupełnie naga, siedząc na mnie na środku polany. Słońce padało na jej skórę, na drobne krople potu między piersiami.
​– Popatrz na mnie, tato – powiedziała, biorąc moją twarz w dłonie.
​Patrzyłem. Miała rozszerzone źrenice, zaróżowione policzki, usta lekko otwarte. Ruchy bioder stały się szybsze, bardziej nierówne. Czułem, jak zaczyna się zaciskać. Mocniej.
​– Tato… zaraz… – sapnęła.
– Wiem. Ja też.
​Chwyciła mnie za nadgarstki i przycisnęła moje dłonie do swoich piersi. Ścisnąłem. Ona zamknęła oczy i zaczęła dochodzić. Całe ciało się jej napięło, wnętrze zacisnęło się wokół mnie w mocnych, rytmicznych skurczach. Wydawała ciche, zdławione dźwięki, prawie jakby bała się, że ktoś usłyszy, choć dookoła nie było nikogo.
​To wystarczyło.
​Wbiłem się w nią głęboko i doszedłem. Czułem, jak wypełniam ją, jak ciepło rozlewa się wewnątrz. Jak moja sperma ją wypełnia, ta sama która powołała ją do życia, Ona jeszcze kilka razy się uniosła i opuściła biodra, jakby chciała wycisnąć ze mnie wszystko do końca.
​Potem opadła na mnie. Piersią do piersi. Oddychaliśmy ciężko, skóra do skóry, jeszcze połączeni.
​Przez dłuższą chwilę nikt nic nie mówił.
Tylko wiatr i dalekie szum w kosodrzewinie.
​W końcu powoli uniosła biodra i zsunęła się ze mnie. Ułożyła się obok, głową na moim ramieniu. Przez chwilę leżała w milczeniu, potem odezwała się cicho, ale wyraźnie:
– Bardzo mi się to podobało. Naprawdę. I chciałabym to powtórzyć.
​Wypowiedziała te słowa z takim rozbrajającym, a zarazem kategorycznym spokojem, podczas gdy ja wciąż trząsłem się wewnątrz.
Po chwili stanęliśmy na rozległym, otwartym szczycie Pilska, owiani chłodnym, górskim wiatrem, który hulał wokół nas bez przeszkód. Spojrzała na mnie całkowicie poważnie, opierając się swobodnie o kamień.
​– Ale najpierw musimy pogadać dodałem. O tym, co się stało i co z tego wynika.
​– No i co z tego? Uprawialiśmy seks na szczycie Pilska, na oczach całego świata. No i cześć. Nikogo nie zabiliśmy, nie planowaliśmy żadnego zamachu. To był po prostu seks. Dwoje ludzi, trochę spontaniczności w plenerze.
​Poczułem fale gorąca i zimnego potu na przemian. Mój żołądek skurczył się do rozmiarów orzecha włoskiego. Czułem, jak potężne wyrzuty sumienia rozrywają mnie od środka – przecież tuż obok mogła wchodzić wycieczka z PTTK!
​Zatrzymałem się gwałtownie, łapiąc się za głowę, i desperacko rozejrzałem po horyzoncie, na którym w oddali rysowały się szczyty Tatr.
​– Córcia – wykrztusiłem w końcu, ściszając głos do pełnego trwogi szeptu i robiąc paniczny krok w jej stronę. – Czy mogłabyś… nie wiem… mówić o tym nieco ciszej? Jeszcze ktoś usłyszy.
Wiesz, ja jednak mam pewne wyrzuty sumienia, że to zrobiliśmy. W końcu jesteśmy rodziną, tak się nie powinno robić. Jakby mama się dowiedziała, to by jej serce pękło. Poza tym masz przecież chłopaka.
Machnęła ręką.
– Oj, nie przesadzaj. To tylko seks. Nie zamierzam się z tobą wiązać. Chcę tylko czasem to z tobą zrobić. I wiem, że ty też masz na mnie ochotę. Widzę, jak na mnie patrzysz, i szczerze – mi to pochlebia.
Spojrzała na mnie z lekkim uśmiechem.
– Co do mamy, to ja nie zamierzam jej o niczym mówić. A robić to będziemy tylko wtedy, kiedy będziemy mieli pewność, że nikt nas nie przyłapie.
Przemka zamierzam kopnąć w dupę. To kretyn, myśli tylko fiutem, a do tego jest kiepski w łóżku. Ani razu z nim nie doszłam, a z tobą dzisiaj było naprawdę dobrze. Więc jak tylko znów ci stanie, to chcę go w sobie poczuć.
– Kochanie – wtrąciłem – ja jeszcze nic nie obiecałem.
– Wiem – odpowiedziała spokojnie. – Ale i tak chcę, żebyś wiedział, jak to widzę.
Zatrzymałem się na dobre.
– Zaraz, zaraz… ty z Przemkiem uprawiałaś seks?
– No oczywiście, że tak. To w końcu mój chłopak. A zaraz będzie ex. Czemu cię to tak dziwi?
– Nie wiem… chyba jakoś nie dopuszczałem do siebie tej myśli. Czy wyście się w ogóle zabezpieczali?
– Pewnie, że tak. Nie chciałabym w tym wieku mieć dziecka. Chcę iść na studia.
Poza tym, tato… pójdziesz ze mną do ginekologa po tabletki antykoncepcyjne? Skoro mamy to robić, to lepiej, żebym miała coś stałego.
Poczułem, jak mi zasycha w gardle.
– A ja dzisiaj w tobie doszedłem…
– Spoko, nie stresuj się. Mam dni niepłodne. Myślę, że we wtorek dostanę okres, mam już pewne oznaki. Ale nieważne. Nie wychowałeś idiotki. Wiem, kiedy i z kim mogę to robić bez zabezpieczenia.
Westchnąłem ciężko.
– Ja chyba na zawał zejdę. To ilu miałaś tych facetów?
Wzruszyła ramionami.
– Czterech. Dziewictwo straciłam na koloniach w Ustce. Tam był mój pierwszy raz z Tomkiem. Przez jakiś czas byliśmy parą, ale mnie zdradził, więc się rozstaliśmy. Potem był Jarek, ale był straszny despota, więc odeszłam. Potem Przemek, a teraz ty.
Spojrzała na mnie.
– Ale w porównaniu z innymi dziewczynami z klasy to jestem cnotka. Córka Łęczyckiej to niezły kurwiszon. Od kiedy odkryła, jak przyjemny jest seks, czyli tak w półtora roku, miała z dwudziestu pięciu facetów i trzy albo cztery laski. Praktycznie na każdej imprezie się bzyka. Na szczęście tylko z tymi, co nie boją się gumek używać. Ale jakbyś wiedział, co niektóre laski wyrabiają, to byś się za głowę złapał. A faceci nie są lepsi.
– Czekaj… w Ustce miałaś piętnaście lat. Córcia, tak wcześnie?
– Tato, bez przesady. Wcale nie tak wcześnie. Poza tym ile lat miała mama, kiedy zaczęła, hmm?
– Dobra, nie było tematu – mruknąłem szybko. – Po prostu jestem zaskoczony. Łęczycka ciągle się chwali, jaką to ma super córeczkę, a tu taki numer. No szok, po prostu szok.
Zatrzymała się przede mną i zrobiła groźną minę.
– Tato, jak komuś powiesz, a szczególnie mamie, o jej córce, to cię zamorduję. Serio. Miałabym przejebane w klasie, jakby się dowiedzieli, że komuś wypaplałam.
– Spokojnie, nikomu nie powiem. Po prostu jestem zszokowany.
Tak z ciekawości… to w waszej klasie chyba nie ma dziewic?
– Nie no, są. Terlecka, bo jest słonicą, i Kostka, bo jest lesbijką. Kiedyś myślałam, że Różańska też jest, ale okazało się, że ma chłopaka i to naprawdę fajnego.
– Kostka to ta twoja przyjaciółka. Jak ją traktują w klasie?
– Tak, fajna z niej dziewczyna, lubię ją. W klasie nikt się jej nie czepia, ani w szkole. Czemu pytasz? Masz coś do lesbijek?
– Nie mam nic do lesbijek. Po prostu pamiętam tę aferę po pobiciu Mareckiego.
– Mareckiego pobili, bo się obnosił z tym, że jest gejem. Kostka się nie obnosi. Po prostu jest sobą i tyle. Nikt nie ma z nią problemu.
Kiwnąłem głową, wciąż próbując to wszystko poukładać.
Przez chwilę szliśmy w milczeniu. W końcu nie wytrzymałem.
– Wiesz… mimo wszystko nadal mam z tym problem – odezwałem się. – To, co się stało na polance, i to wszystko, co mi właśnie powiedziałaś. Boję się, że coś między nami zepsuje. Że już nie będzie tak jak dawniej. Że za każdym razem, jak będziemy sami, będę o tym myślał. I że w pewnym momencie coś pęknie.
Spojrzała na mnie spokojnie.
– Nie musi się psuć. Przynajmniej z mojej strony nie.
– Łatwo ci mówić – odpowiedziałem. – Ty jesteś pewna. A ja nie. Boję się, że za jakiś czas będziesz na mnie patrzeć inaczej. Albo że ja nie będę umiał tego oddzielić. Że zamiast normalnie poznawać chłopaków, będziesz to odkładać, bo masz mnie. A ja nie chcę być powodem, dla którego nie założysz normalnego związku.
Westchnąłem i potarłem twarz.
– I jeszcze to, że ja to zrobiłem. Że nie powiedziałem „stop” wystarczająco mocno. Czuję się, jakbym cię zawiódł. Jakbym cię wykorzystał, nawet jeśli to ty zaczęłaś.
Ona pokręciła głową.
– Tato, dla mnie jesteś tatą. I tak zostanie. Nie chcę z tobą związku, domu, dzieci. Chcę normalnego życia, męża, wesele. To, co robimy, tego nie zmienia.
Chłopaka na razie nie chcę, bo moi rówieśnicy oczekują imprez i ciągłego seksu, a ja chcę się skupić na nauce. Ale potrzeby mam. Dlatego wolę to robić z tobą niż z kimś obcym. Z tobą czuję się bezpiecznie.
Spojrzała na mnie uważnie.
– Nie wykorzystałeś mnie. Ja tego chciałam. I nadal chcę. Jeśli nie dasz rady, powiedz. Ale nie udawaj, że cię nie pociągam. Oboje wiemy, że to nieprawda.
Milczałem chwilę. Wątpliwości nadal były.
– Słucham cię – powiedziałem w końcu. – I rozumiem, co mówisz. Tylko… ja wciąż nie wiem, czy dam radę. Chcę się zastanowić, czy dam radę z tym żyć. Nie chcę ci obiecywać czegoś, czego potem nie będę w stanie unieść. I nie chcę, żebyś przez moje wahanie szła szukać kogoś obcego. Dlatego proszę, poczekaj przynajmniej do schroniska. Potem ci powiem.
Kiwnęła głową.
– Dobrze. Poczekam. Ale chcę, żebyś wiedział, że nie będę czekać w nieskończoność. I że jeśli powiesz nie, to znajdę kogoś. Tylko wolę, żebyś to był ty.
– Idziemy? Głodny jestem i piwa mi się chcę.
A propo schoniska spełnisz swoją obietnicę, ze jak zaliczę półroczny na piątkę to mi cos kupisz…
Pamiętam jak obiecałem tak zrobię ale jak powiesz mamie to cię zamorduje. Wiesz ze małoletni nie moga spożywać alkocholu, więc jak ktos zapyta masz 18 lat. Inaczej będą klopoty.
Nie jestem maloletnia, jestem prawie dorosła.
Piętnaście minut później.
Dobra młoda co jesz?
Schabowy ziemniaki i buraczki a co do picia to wiesz…
Poproszę dwa razy zestaw trzeci  do tego dwa piwa lane…
Siedzieliśmy przed schroniskiem jedząc obiad. Czy my się nie umówiliśmy na małe piwo dla mnie?
Po dzisiejszym szalonym dniu zasługujesz na duże. Więc twoje zdrowie córcia i za spełnienie marzeń.
Twoje zdrowie tato, dziękuję ze właśnie spełniłeś moje.
– Dobra – powiedziałem cicho. – Zgadzam się.Podniosła wzrok.
– Na co dokładnie?
– Na to, o czym mówiłaś. Ale na moich warunkach. To zostaje między nami. Nikt o tym nie wie. I jak tylko poczuję, że to zaczyna coś psuć między nami, albo że ty zaczynasz tego żałować, to kończymy. Bez dyskusji. I nie traktuj tego jako czegoś stałego.Kiwnęła głową, bez wielkiego entuzjazmu, raczej ze spokojem.– Dobrze. Zgadzam się. To bedzie nasza tajemnica.
I nie będę cię zmuszać, jeśli się wycofasz. Ale chcę, żebyś wiedział, że na razie wolę to robić z tobą niż z kimś obcym.
Przez chwilę milczeliśmy. I jeszcze jedno – dodałem. – Nie chcę, żebyś szukała kogoś na Tinderze, dopóki sam nie powiem, że rezygnuję.
– Dziękuję, że się zgadzasz.
– Wiesz, młoda… ja po prostu mam do ciebie słabość. Jak do żadnej z twoich sióstr. Dobra, wstawaj. Idziemy rozbić namiot. Już późna godzina. Za chwilę słońce zajdzie.
– A gdzie idziemy?
– Gdzieś tu na Hali Miziowej. Jest dużo miejsca, ale znajdziemy coś na uboczu. Żeby w nocy mieć ciszę i spokój. I żeby nikt nas nie nakrył.
– Czyżby tata miał na coś ochotę? – zapytała z lekkim uśmiechem.
– A wiesz, że nabrałem – odpowiedziałem ciszej.Odeszliśmy spory kawałek od schroniska, schodząc trochę niżej, za niewielkie wzniesienie. Trawa była miękka, a miejsce osłonięte od wiatru. Rozbiliśmy namiot dość szybko. Kiedy skończyliśmy, było już prawie ciemno. Niebo było czyste, gwiazdy zaczynały wychodzić.
– Miałeś rację. Szybko zrobiło się ciemno – powiedziała, otrzepując ręce.
– Posiedzimy jeszcze przed namiotem czy idziemy już do środka?
– Chodź. Posiedzimy jeszcze chwilę. Popatrzymy na gwiazdy.Usiedliśmy obok siebie na karimacie. Ona oparła się o moje ramię. Przez chwilę milczeliśmy, patrząc w górę. Wiatr ledwo szumiał. Potem delikatnie lewą dłonią dotknąłem jej brody i powoli przekręciłem jej twarz w swoją stronę. Spojrzałem jej w oczy.Pocałowałem ją najpierw bardzo delikatnie, tylko usta o usta. Cofnąłem się na moment. Nie odwróciła wzroku. Pocałowałem ją drugi raz – mocniej. Rozchyliła usta. Nasze języki spotkały się powoli, ostrożnie, potem śmielej. Jej usta były ciepłe i miękkie. Czułem, jak jej oddech przyspiesza. Jedną ręką trzymałem ją za kark, drugą oparłem na jej udzie. Ona położyła dłoń na mojej piersi i przyciągnęła mnie bliżej.
Całowaliśmy się przez chwilę, nie spieszyliśmy się. W końcu oderwałem się od niej. Oboje oddychaliśmy szybciej.
– Chodź do środka – szepnąłem.
Kiwnęła głową. Wstaliśmy i weszliśmy do namiotu. Zasunąłem zamek. W środku było ciemno, tylko przez cienki materiał przebijało się słabe światło gwiazd.
Zapaliłem małą latarkę o nikłym świetle. Nasze usta od razu się połączyły, języki spotkały się mocno. Jej usta były ciepłe i miękkie. Czułem, jak jej serce wali. Dłonie błądziły po ciałach.
Lewą ręką złapałem ją za kark, prawą wsunąłem pod bluzkę i rozpiąłem stanik. Ona rozpięła mi spodnie, wsunęła rękę do bokserek i zaczęła mocno pieścić mojego kutasa. Ja wsunąłem dłoń pod jej stanik i ścisnąłem pierś, palcami rolując sutek.
Oderwaliśmy się na chwilę, żeby złapać oddech, i od razu zaczęliśmy się rozbierać. Jak byliśmy nadzy, znów się pocałowaliśmy. Jej cycki rozpłaszczyły się na mojej klatce. Jej ręka wróciła do mojego fiuta, a ja wsunąłem palce między jej nogi. Była mokra, ciepła. Włożyłem w nią palec – ciasna. Pieściłem jej łechtaczkę, aż powiedziała:
– Ja już nie wytrzymuję, tato. Włóż go we mnie.
Chcę cię w sobie.Położyłem ją na plecach, rozłożyłem jej nogi, wziąłem kutasa w rękę i wsunąłem go w nią na całą długość. Czułem, jak wchodzi w jej gorącą, mokrą cipkę. Zaczęła cicho jęczeć. Położyłem się na niej, pocałowałem ją. Jej nogi od razu oplotły mnie w pasie, ręce złapały za kark. Zacząłem ją ruchać, najpierw wolno.
– Tato, mocniej i szybciej. Jest mi zajebiście dobrze.
Pocałowałem ją w szyję, czując słony smak skóry, i przyspieszyłem. Rżnąłem ją mocniej.
– Mocniej, tato, zaraz dojdę… proszę, mocniej.
Poczułem, jak jej cipka zaciska się na moim kutasie. Jej ręce mocniej mnie złapały. W pewnym momencie jęknęła głośno i opadła, całe ciało jej drżało. Ja jeszcze dwa razy wbiłem się w nią i doszedłem, spuszczając się głęboko w niej. Jak skończyłem, zsunąłem się i opadłem obok. Od razu się do mnie przytuliła.
– To było zajebiste. Dziękuję.
Leżeliśmy chwilę w ciszy. W pewnym momencie poczułem, że muszę wyjść na zewnątrz i złapać trochę świeżego powietrza. Nie czekając ani chwili, kompletnie goły wyszedłem przed namiot. Wziąłem głęboki oddech, przeciągnąłem się i od razu poczułem się lepiej. Nocne powietrze było chłodne, ale przyjemne. Stało się. Alicja nie tylko była moją córką, ale i kochanką. Poza tym chyba nic się nie zmieniło. Czy żałuję tego, co zrobiliśmy? Raczej nie. Było dobrze. Za dobrze, jak na to, kim dla siebie jesteśmy.Po chwili usłyszałem za sobą jej głos.
– Tato! Co ty robisz??
Odwróciłem się. Stała w wejściu do namiotu, zakrywając się rękami.
– Jak to co? Stoję na świeżym powietrzu i się relaksuję. Jak chcesz, to zapraszam do mnie.
– Serio? A jak ktoś nas zobaczy?
– Chyba pies… O tej porze nikogo tu nie ma. No chodź. Nie bój się.Zawahała się tylko sekundę, potem wyszła. Po chwili stanęła koło mnie całkowicie naga. Staliśmy tak chwilę, patrząc w gwiazdy. Tutaj było je widać naprawdę wyraźnie, bez miejskiego światła.
– Piękne mamy dziś niebo – powiedziała cicho. – Czyste powietrze, nie tak jak w mieście. I żadnych świateł, więc gwiazdy tak pięknie błyszczą.
– Tato, jakie mamy plany na jutro? – zapytała po chwili.
– Myślałem, że po śniadaniu i prysznicu ruszymy w kierunku przełęczy Buczynka, potem Przysłop i do Korbielowa. Zjemy jakiś obiad i prosto do domu.Kiwnęła głową.
– A w domu udajemy, że do niczego między nami nie doszło. Jak nas najdzie ochota, to tylko jak będziemy sami w domu, tak?
– No dokładnie. Czytasz mi w myślach. A teraz proponuję iść spać. Jest późno, a jutro czeka nas zejście.Wróciliśmy do namiotu. W środku ciągle czuć było zapach naszych niedawnych igraszek, ale nie przeszkadzało nam to. Byliśmy tak zmęczeni, że zasnęliśmy momentalnie, wtuleni w siebie.Rano obudziły mnie głosy turystów przechodzących niedaleko namiotu. Było już po siódmej. Alicja leżała obok mnie, lewą dłoń miała na moim biodrze, jakby sprawdzała, czy na pewno jestem obok. Oddychała spokojnie.Po chwili przewróciłem się na bok i oparłem głowę na dłoni, obserwując, jak śpi. Wyglądała spokojnie. Po kilku minutach i ona się obudziła. Otworzyła oczy, spojrzała na mnie, a jej prawa dłoń delikatnie pogładziła mnie po twarzy.
– Cześć, tato. Jak ci się spało?
– Dobrze się spało, ale to nie to co na łóżku. A tobie?
– Też było dobrze. Ciepło jest mi przy tobie.
Schyliłem się nad nią, wciąż czując zapach nocy i jej rozgrzanego snem ciała, delikatnie dotknąłem wargami jej ust. Były lekko spierzchnięte, ale w ogóle nam to nie przeszkadzało – wręcz dodawało całości autentyczności. Całowaliśmy się coraz gwałtowniej, a nasze języki splotły się w zachłannym tańcu. Moja dłoń powoli zsunęła się na jej pierś, delikatnie ją ugniatając, podczas gdy kciuk zaczął drażnić stwardniały, gotowy na dotyk sutek. Ola dociskała moją głowę do siebie z taką siłą, jakby bała się, że zaraz zniknę.
​W końcu z żalem oderwałem się od jej warg i zacząłem wędrować niżej. Całowałem jej rozgrzany kark, delikatnie muskając zębami skórę, a potem przeniosłem usta na drugi sutek. Słyszałem, jak jej oddech z każdą chwilą staje się coraz cięższy, przerywany cichymi, łapczywymi wdechami. Nie zatrzymując się zbyt długo, powędrowałem dłonią i ustami jeszcze niżej – całowałem jej płaski mostek, brzuch, aż w końcu zsunąłem się między jej uda.
​Była już cała wilgotna i nabrzmiewała pożądaniem. Gdy tylko dotknąłem językiem jej wrażliwej łechtaczki, usłyszałem urwany, wysoki jęk, a jej dłonie natychmiast wplotły się w moje włosy, zaczynając nerwowo dociskać moją głowę mocniej do siebie.
​— Boże… To jest niesamowite… Proszę, nie przestawaj…Tato — wyszeptała drżącym, błagalnym głosem.
​Jej naturalny smak i zapach działały na mnie jak najsilniejszy narkotyk. Chcąc dać jej jeszcze więcej, wsunąłem w jej ciasne wnętrze palec i zacząłem nim powoli, rytmicznie poruszać, nie przerywając ani na moment pieszczot językiem. Alicja wygięła się w łuk, pojękując coraz głośniej, a jej biodra zaczęły same sunąć w górę, dopasowując się do każdego mojego ruchu. Kiedy poczułem pod palcami, że jej ciało napina się do granic możliwości i jest już blisko szczytu, na ułamek sekundy przestałem i bez wahania podniosłem się, by wsunąć się w nią do samego końca.
​Była gorąca, ciasna i tak niesamowicie wilgotna, że wszedłem w nią gładko, jakbyśmy byli dla siebie stworzeni. Nasze usta znów się złączyły w głębokim, desperackim pocałunku, zagłuszającym nasze własne krzyki. Poczułam, jak Alicja oplata mnie szczelnie rękami i nogami, przyciągając mnie do siebie z całą siłą, jakby chciała mnie w sobie zatrzymać na zawsze.
​Chwilę później dopadł ją potężny orgazm – jej całe ciało zadrżało i zesztywniało, a z gardła wyrwał się głośny, rozkoszny jęk, którego echa niosły się po okolicy. Ten widok i jej całkowite zatracenie się we mnie sprawiły, że sam dłużej nie utrzymałem kontroli. Doszedłem chwilę po niej, z głębokim jękiem wypełniając ją całkowicie, czując, jak fala gorącej rozkoszy przechodzi przez nas oboje.
​Gdy powoli z niej wychodziłem, spora dawka mojego nasienia wypłynęła na śpiwór. Opadłem bez sił obok niej. Alicja od razu przysunęła się bliżej i położyła głowę na mojej piersi. A ja poczułem, jak po moim udzie spływa coś gorącego i lepkiego – resztka spermy wymieszana z jej wilgocią. Mój członek był jeszcze wrażliwy i powoli miękł, a w podbrzuszu czułem przyjemne, ciężkie pulsowanie po orgazmie. Jej skóra była rozgrzana i lekko wilgotna od potu, oddech wciąż przyspieszony, choć już się uspokajał. Czułem, jak jej serce bije mocno przy moim boku.Leżeliśmy tak jeszcze chwilę w ciszy, oboje zdyszani. Jej dłoń leniwie spoczywała na moim brzuchu, a ja obejmowałem ją ramieniem. Na zewnątrz słychać było odległe głosy turystów, ale w namiocie było ciepło i spokojnie.
– Musimy niedługo wstawać – powiedziałem cicho.
– Wiem – mruknęła, nie otwierając oczu.
Kiedy w końcu udalo nam sie ubrać i wykaraskac z namiotu w około patrzysz nie bylo nikogo, przyciągnąłem i przytuliłem dziękuję ci Córcia za cudowna noc we dwoje. Po czym ja pocałowałem.
Tez ci dziękuję, bardzo mi tego bylo trzeba. Teraz sie czuje duzo spokojniejsza, wyluzowana.
Zwińmy ten namiot i chodźmy cos zjeść jestem bardzo glodna.
Z naszych prysznicuw nic nie wyszło z powodu zepsutego bojlera, a jakos nie miałem ochoty kąpać sie w zimnej wodzie. Ale za to udalo nam sie zamówić śniadanie. Kiedy tak jedliśmy posiłek usłyszeliśmy rozmowę sąsiadów ze stolika obok.
Te stary a pamiętasz ta laska to musiała mieć niezły odlot, ktos nieźle musiała ja wyruchac. Dawno nie słyszałem żeby laska mogla tak wyc
No tego sie nie dało nie słyszeć, takiej chcicy mi narobila ze wieczorem wyobracam swoją na wszystkie strony. Ciekawe czy ta laska jest tutaj.
Po śniadaniu wyszliśmy przed schronisko. Zadzwoniłem do mamy. Odebrała po drugim sygnale.
– Cześć, kochanie. Jak tam u was?
– Wszystko w porządku. Jesteśmy na Hali Miziowej, właśnie skończyliśmy śniadanie. Schodzimy w stronę Korbielowa.
– Dobrze, że dzwonisz. Martwiłam się trochę, bo wczoraj nie daliście znać.
– Przepraszam, byliśmy zmęczeni. U Alicji też wszystko dobrze.Alicja stała obok i słuchała. Kiedy skończyłem rozmowę, spojrzała na mnie.
– I co powiedziała?
– Że się martwiła, bo nie daliśmy znać. Poza tym wszystko okej.Kiwnęła głową. Przez chwilę milczeliśmy, patrząc na szlak.
– Idziemy? – zapytała w końcu.– Idziemy.Ruszyliśmy w dół, w kierunku przełęczy. Szliśmy obok siebie, dość blisko, ale nie za blisko. Ona co jakiś czas zerkała na mnie, jakby sprawdzała, czy nadal jestem spokojny. Ja starałem się zachowywać normalnie, choć w głowie ciągle miałem to, co usłyszeliśmy przy śniadaniu.

Troszkę nas zatkało gdy to usłyszeliśmy.
Tato czy ja aż taka byłam głośna??
No cóż masz zdrowe płuca zaśmiałem sie cicho. Ale nie przejmuj sie nikt nie wie ze to my. A teraz powiedz mi chcesz kawe?
Taka poproszę, wypijemy i idziemy?
Tak, trzeba bedzie do mamy zadzwonić i powiedzieć ze u nas oki. Pewnie o nas myśli.
Schodziliśmy spokojnym tempem. Alicja szła przede mną, tak jak wczoraj. Miała na sobie te same krótkie spodenki. Wczoraj, kiedy na nią patrzyłem, od razu odwracałem wzrok i ganiłem się w myślach. Dziś było inaczej.Zerknąłem na jej pośladki i nie poczułem tego samego ukłucia winy. Zamiast tego pojawiła się tylko zwykła, cicha świadomość, że wczoraj w nocy i rano miałem ją pod sobą. Że wiem, jak wygląda i jak reaguje. I że to już się stało.
Nie odwróciłem wzroku od razu. Patrzyłem chwilę dłużej niż powinienem. Alicja odwróciła się na moment.
– Wszystko okej? – zapytała.
– Nic, córcia. Po prostu życie się zmienia – odpowiedziałem.Na chwilę położyłem dłoń na jej pupie. Nie mocno, tylko lekko, na moment. Ona uśmiechnęła się i nie odsunęła. Potem odwróciła się z powrotem i ruszyła dalej. Ja zdjąłem rękę i szedłem za nią, myśląc o tym, jak szybko to się zmieniło. Wczoraj jeszcze się powstrzymywałem. Dziś już nie miałem z tego powodu żadnych wyrzutów.
Wiesz, przed naszym wyjazdem tutaj myślałem tylko, że trochę czasu spędzimy razem na chodzeniu po górach. Nie spodziewałem się natomiast, że będziemy razem uprawiać seks. Nawet przez myśl by mi to nie przeszło, a dziś? Gapiłem się na twój tyłeczek, a potem go złapałem. I nie żałuję tego, co zaszło między nami. Jak to wszystko może się zmienić w ciągu jednego dnia – westchnąłem w duchu, czując, jak serce podchodzi mi do gardła.
– Ja natomiast, tato, bardzo liczyłam na to, że podczas naszego wyjazdu to zrobimy – odparła z rozbrajającą szczerością, a jej oczy błysnęły w słońcu. – Na początku planowałam zrobić to po raz pierwszy w namiocie, nie zakładałam, że wypadnie nam akurat szczyt Pilska. Ale podobało mi się. I ten dodatkowy dreszczyk emocji, że ktoś mógł nas zobaczyć… Mnie też się podobało i niczego nie żałuję. Mam tylko nadzieję, że jak wrócimy do domu, to nadal będziemy to robić. Wiesz… jeśli będzie tylko okazja.
Alicja na chwilę przystanęła. Rozejrzała się dookoła, po czym zbliżyła się do mnie szybkim krokiem i w jednej chwili zaczęliśmy się całować. Poczułem jej zapach i smak słodkich ust połączonych z poranną kawą, która pita w takich okolicznościach smakowała zupełnie inaczej niż w domu. Bez wahania moja dłoń wylądowała na jej pupie, przyciągając ją bliżej siebie.
Wszystko to działo się z dodatkiem paraliżującej świadomości, że zaraz ktoś może nas przydapać. Sam już nie wiedziałem, co na mnie bardziej działało: to, że całuję się z córką w tak niezwykłych okolicznościach, czy ciągłe, pulsujące w żyłach ryzyko, że ktoś nas nakryje.
Wtedy usłyszeliśmy chrzęst kamieni pod butami. Kroki.
Odsunęliśmy się od siebie momentalnie, łapiąc powietrze jak ryby wyjęte z wody. Z zza kamiennego zakrętu wyłoniła się para turystów – i jak na złość, jakby złośliwość losu nie miała granic, okazali się naszymi sąsiadami z pod numeru piętnaście.
Przywitaliśmy się oczywiście od razu, wymieniając uprzejmości, nerwowe uśmiechy i krótką rozmowę o pogodzie oraz kondycji na podejściu. Gdy w końcu poszli w swoją stronę, spojrzałem na Alicję szeroko otwartymi oczami.
– Jak myślisz, tato… widzieli nas?! – szepnęła z paniką w głosie, wbijając we mnie wzrok.
– Nie, niemożliwe – odparłem, choć sam drżałem na samą myśl. – Byli jeszcze za zakrętem, gdy przestaliśmy się całować… Ale na przyszłość musimy zdecydowanie bardziej uważać.
Odprowadziliśmy ich wzrokiem, aż zniknęli między karłowatymi sosnami, a wokół nas znów zapanowała cisza przerywana jedynie szumem górskiego wiatru. Odsapnąłem głęboko, czując, jak adrenalina powoli opuszcza moje żyły i wraca krążenie. Spojrzałem na Alicję, która stała obok, jak gdyby nigdy nic.
​– No – powiedziałem, kręcąc głową z niedowierzaniem i wycierając spocone czoło. – Chyba mieliśmy szczęście. Ale na przyszłość musimy zdecydowanie bardziej uważać.
​– Jasne, tato, uważajmy – uśmiechnęła się łobuzersko, poprawiając kaptur kurtki. – Swoją drogą… za tydzień jedziemy do Samocic  do ciotki Anity i Pauliny na ich ślub?, pamiętasz?
​Spojrzałem na nią zaskoczony nagłą zmianą tematu.
​– Pamiętam – odpowiedziałem powoli, czując, jak wiatr chłodzi mi twarz. – A co?
​– Nic, tak tylko mówię – odparła, rzucając mi ostatnie, łobuzerskie spojrzenie, po czym ruszyła przodem w stronę szlaku. 

69
4.83/10

Fabuła

4.83/10

Erotyka

5.67/10

Warsztat

4/10
Podziel się ze znajomymi

Jak Ci się podobało?

Konstrukcja, prowadzenie historii, zakończenie.
Atrakcyjność scen erotycznych, napięcie, zmysłowość, sposób przedstawienia intymności.
Język, styl, dialogi, interpunkcja, technika pisania.

Teksty o podobnej tematyce:

pokątne opowiadania erotyczne
Witamy na Pokatne.pl

Serwis zawiera treści o charakterze erotycznym, przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich.
Decydując się na wejście na strony serwisu Pokatne.pl potwierdzasz, że jesteś osobą pełnoletnią.

Pliki cookies i polityka prywatności

Zgodnie z rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r (RODO). Potrzebujemy Twojej zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych przechowywanych w plikach cookies.
Zgadzam się na przechowywanie na urządzeniu, z którego korzystam tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie moich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania przeze mnie ze stron internetowej lub serwisów oraz innych parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych i w celach analitycznych.
Więcej informacji na ten temat znajdziesz w regulaminie serwisu.