Porwanie
4 listopada 2026
Purple Flare
44 min
Ostatnio sporo piszę w tym klimacie i w tym uniwersum, więc jeśli znajdą się zainteresowani, to wrzucę kolejne części (z tą bohaterką w roli głównej planuję napisać jeszcze dwie) i może coś jeszcze z tego świata.
Tradycyjnie życzę wszystkim zainteresowany miłej lektury.
Bradley niechętnie wyszedł z agresywnie czerwonego Chevroleta Camaro, obszedł maskę i otworzył drzwi pasażera. Ze środka wyłoniła się drobna, czarnowłosa dziewczyna o brązowych oczach i oliwkowej karnacji. Miała na sobie dopasowaną, czarną sukienkę, ledwie sięgającą za pośladki i wysokie szpilki.
Dzierżąc w dłoni czarną kopertówkę, ruszyła pewnym krokiem w kierunku drzwi do jednego z bardziej popularnych wśród złotej młodzieży klubów. Przed wejściem tłoczyło się mnóstwo osób pragnących, choćby szansy dostania się do środka, jednak Victoria nie miała zamiaru dzielić ich losu. Zmysłowo kręcąc biodrami podeszła do stojącego przed wejściem selekcjonera. Wysoki, czarnoskóry mężczyzna o muskulaturze niewiele ustępującej Bradleyowi zmierzył dwójkę wzrokiem.
– Pani Vardaga – rzekł niskim głosem – Bardzo mi miło panią widzieć. Dawno u nas pani nie bywała.
– Wiesz, jak jest, CJ – odpowiedziała, zadzierając głowę. – Miewa się różne obowiązki. Nie zawsze jest czas na zabawę.
Ochroniarz uśmiechnął się delikatnie. Zapewne domyślał się, jak wiele obowiązków może w życiu mieć influencerka i jedyna córka właścicieli jednego z największych w Stanach koncernów farmaceutycznych.
– Cieszę się, że nas pani odwiedziła. Mógłbym wiedzieć, kim jest pani towarzysz? – spytał, zerkając na Bradleya ubranego w czarne spodnie i marynarkę, pod którą miał obcisłą koszulkę bez rękawów w takim samym kolorze.
– To mój ochroniarz – odpowiedziała Vicky, rozwiewając wątpliwości.
– Ochroniarz? Nie przypominam sobie, żeby wcześniej korzystała pani u nas ze swojej ochrony – CJ najwyraźniej nie przejmował się tym, że zajmując się jedną osobą o statusie VIP, wydłuża oczekiwanie pozostałej części społeczeństwa. Może nawet chciał pokazać, kto miał tutaj priorytet.
– Rodzice słyszeli jakieś bzdury o porwaniu i takie tam. Za bardzo się przejęli – powiedziała tonem idealnie pasującym do niezbyt rozgarniętej córeczki milionerów. – Z przyzwoitką, czy bez mam dzisiaj ochotę się narąbać i imprezować od białego rana. Jak mi będzie przeszkadzał, to każę mu spierdalać.
CJ westchnął i spojrzał na Bradleya, jakby chciał powiedzieć „bracie, współczuję”, po czym odsunął się i wykonał zapraszający do wejścia gest. Victoria pewnym krokiem ruszyła do środka, a zaraz za nią poczłapał Bradley odprowadzany pełnym zrozumienia wzrokiem. Selekcjoner pewnie miał aż zbyt wiele do czynienia z dziewczynami z tak zwanych dobrych domów i doskonale wiedział, do czego mogą być zdolne.
Jednak Victoria nie była zwykłą rozpuszczoną laleczką, a to, co powiedziała, było jedynie częściowo prawdą. Niespełna miesiąc temu Organizacja bezpośrednio poinformowała ją o planach porwania. Podobno od jakiegoś czasu rozpracowywali jeden zajmujących się takimi rzeczami gangów. Jak się okazało, Vicky musiała spodobać się jakiemuś bogatemu zboczeńcowi, bo była na ich liście i to z dość wysoką nagrodą. Dziewczyna uznała, że to świetna okazja do zwiększenia swojej pozycji w rankingach. Postanowiła, że wykorzysta siebie jako przynętę, by złapać jednego z członków tej grupy i pomóc w jej rozbiciu.
Rola Bradleya jako ochroniarza była z tym związana, chociaż nie dlatego został zatrudniony. Po tym, jak uratował tej czarnowłosej ślicznotce tyłek, a później pomógł w kilku mniejszych operacjach, Victoria, nie bez racji, uznała, że stanowią bardzo zgrany zespół. Częstsze wspólne przygody oznaczały częstsze widywanie się. Zatrudnienie Bradleya jako ochroniarza i kierowcę pozwalało na unormowanie tej sytuacji i odpowiadało na niektóre niewygodne pytania.
Nie mógł zbytnio narzekać. Wypłata, którą teraz dostawał, wynosiła niemal czterokrotność tego, co zarabiał kiedyś w wojsku, a Vicky twierdziła, że był dość tani, bo stawki dla ochroniarza z taką kategorią i z przeszkoleniem bywały dużo wyższe. Drugim plusem było to, że mógł cieszyć się wdziękami swojej pracodawczyni. On się podobał jej, ona jemu i nie mieli zamiaru powstrzymywać się przed okazywaniem sobie tego. Jednak mimo wszystko trochę tęsknił za byciem anonimowym duchem swojej dzielnicy, od czasu do czasu okładającym po twarzy lokalną bandyterkę.
Zwłaszcza teraz, gdy robiła wszystko, co w jej mocy, aby stworzyć okazję do porwania. Starała się możliwie najbardziej nagłośnić, dokąd idzie i z kim będzie się bawić. Jednak oprócz kilku natrętnych fanów, nie wydarzyło się nic ciekawego. To była już szósta impreza w ciągu ostatnich dwóch tygodni. Czasem się zastanawiał, czy by przetrwała takie tempo, nie mając swoich nadludzkich zdolności. Jemu nawet one nie pomagały. Miał już tego serdecznie dość i liczył, że wreszcie dojdzie do próby porwania. Nie miał pojęcia, ile imprez wytrzyma, zanim nie zwariuje.
Victoria nie mogła doczekać się tego wyjścia. Głównie przez to z kim miała zamiar się bawić tej nocy. Wcześniej, oprócz Brada, towarzyszyły jej losowe osoby. Bardziej oddani fani i przypadkowi imprezowicze. Teraz miała zamiar zaszaleć ze swoimi koleżankami. Jednak nie chodziło tutaj tylko o zabawę. Jedną z ważniejszych rzeczy była ich reakcja na jej nowego znajomego. Nie chciała tracić tej wspaniałej okazji, do wzbudzenia uczucia zazdrości.
Bradley zdecydowanie nie był zadowolony z tego pomysłu. Przede wszystkim nie podobał mu się strój, który na nim wymusiła. Twierdził, że wygląda jak stereotypowy ochroniarz jakiegoś zakompleksionego rapera. To akurat ją cieszyło, bo idealnie pasowało do klimatu klubu dla pięknych, młodych i bogatych. Ona wchodziła w rolę niezbyt rozgarniętej, bogatej laleczki, a jego wizerunek musiał to dopełniać. Nie miało znaczenia, czy mu się to podobało, czy nie.
Drugie zastrzeżenie było o wiele istotniejsze. Uważał bowiem, że nie powinna mieszać w to swoich koleżanek. Zauważał, że nie mają pojęcia, kto jeszcze jest na liście, a wszystkie razem stanowią bardzo kuszący cel. Nawet jeśli porywacze nie interesowali się żadną z nich, to i tak naraża je na niebezpieczeństwo. W przeciwieństwie do Victorii jedyną mocą tych dziewczyn były pokaźne fundusze powiernicze.
Z tym ostatnim nie do końca miał rację. Owszem, Nicole i Amanda były normalnymi, chociaż bogatymi, dwudziestolatkami, jednak Claire była inna. Miała kategorię i podobnie jak Victoria była zarejestrowaną bohaterką. Nawet Brad mógłby nawet skojarzyć pseudonim Nova, mimo że jej kariera była krótsza niż Purple Flare. Potrafiła zadbać o siebie, a jej zdolności były czymś więcej niż ponadprzeciętna siła i wytrzymałość. Nova mogła emitować promieniowanie elektromagnetyczne o zadziwiająco szerokim zakresie długości fal i różnej energii. Victoria często żartowała, że ta zdolność to przede wszystkim świecenie w ciemnościach, jednak gdy Claire zaczynała świecić, na przykład promieniowaniem gamma, sytuacja przestawała być zabawna.
Gdyby Brad wiedział o zdolnościach tej koleżanki, pewnie nalegałby na włączenie jej w ich plan. Zdawała sobie jednak sprawę, że przez brak doświadczenia Claire mogłaby jakoś zniechęcić porywaczy. Poza tym to był jej pomysł i ona miała być tutaj gwiazdą wieczoru. Taka towarzyszka mogła jedynie sprawić, że potencjalne zasługi będzie trzeba podzielić na dwa. O ile nie więcej, bo Claire, mimo krótkiego stażu, miała już całkiem duże zasługi w walce z lokalną przestępczością. Jej popularność w rankingach konsekwentnie wzrastała, co zwracało uwagę Organizacji. Lubiła tę dziewczynę, ale w tym momencie wolała jej nie angażować. Bradley był wystarczającą pomocą.
W końcu dostrzegła w tłumie swoją koleżankę po fachu. Nie było to trudne, bo wzrostem ta szczupła, platynowa blondynka górowała nad wszystkimi kobietami i wieloma mężczyznami wewnątrz. Od razu ruszyła jej śladem do wynajętego na tę noc stolika i przywitała się z siedzącymi już przy nim znajomymi. Natychmiast dostrzegła, że pierwsze reakcje na jej ochroniarza są bardzo satysfakcjonujące. Zwłaszcza Nicole i Amanda nie potrafiły ukryć tego, jak bardzo chciałyby pożyczyć Brada na dłużej.
– Skąd ty go wzięłaś? – spytała Nicole, jak tylko towarzysz Victorii, na jej polecenie odrobinę oddalił się od stolika.
Nicole, podobnie jak Victoria, była drobną dziewczyną. Podobnie jak w przypadku Vicky, tacy wysocy i umięśnieni faceci byli w jej typie. Claire, która wzrostem niemal dorównywała Bradowi, była nim najmniej zainteresowana.
– Pewnie wyciągnęła go z jakiejś niebezpiecznej dzielnicy – dodała Amanda, śmiejąc się. Nicole delikatnie się wzdrygnęła, później na jej twarzy zagościł uśmiech.
– Noo, wygląda jak taki bandzior – rzekła z wyraźną ekscytacją – No i jaki on jest wielki, nie byłabym w stanie objąć dłońmi jego… bicepsa – dodała, a Amanda roześmiała się.
– Mam wrażenie, że go gdzieś widziałam – oznajmiła Claire, również się uśmiechając. Chociaż nie tak beztrosko, jak pozostałe koleżanki. Musiała coś podejrzewać, jednakże Vicky nie miała zamiaru ujawniać wszystkiego o swojej zdobyczy.
Na stolik wjechały drinki i zabawa się rozkręciła. Po wypiciu kilku kolejek roześmiane dziewczęta uderzyły na parkiet. Początkowo, zgodnie z planem, Brad kręcił się bardzo blisko swojej pracodawczyni, jednak ta, również zgodnie z planem, zrobiła mu o to awanturę. Dając mały pokaz, kazała mu spadać, dzięki czemu mógł poświęcić więcej uwagi wnętrzu klubu.
Z biegiem czasu dziewczyny stawały się bardziej pijane. Dotyczyło to przede wszystkim koleżanek Victorii. Metabolizm alkoholu Purple Flare był znacznie efektywniejszy, więc starała się przede wszystkim utrzymać pozory. Zaczęły się odważniejsze tańce, zarówno na parkiecie, jak i na stoliku, oraz wszystkie zachowania, z którymi kojarzy się spuszczone ze smyczy dziedziczki wielkich fortun.
Po kilku godzinach zabawy, Vicky po raz kolejny pokłóciła się ze swoim ochroniarzem. Zrobiła taką scenę, że nikt nie mógł nie uwierzyć, że naprawdę chciała, aby wyszedł i wrócił dopiero, jak go wezwie. Nicole i Amanda nawet chciały mu towarzyszyć w tej wycieczce i pewnie odpowiednio go „pocieszyć”, jednak udało jej się utrzymać koleżanki w klubie. Chodziło o to, żeby ulotnił się bez wzbudzania podejrzeń i mógł swobodnie zbadać okolicę. Dodatkowe atrakcje nie były mu potrzebne.
Około północy wyczuła, że coś jest nie tak. W głowie kręciło się jej o wiele bardziej, niż powinno, światła wydawały się intensywniejsze, a każdy bit płynący z głośników sprawiał, że przez jej ciało przechodził przyjemny dreszcz. To nie był tylko alkohol, może właśnie zaczynało się to, na co czekała. Odruchowo dotknęła językiem przyklejonej do policzka ampułki ze środkiem mającym, przynajmniej czasowo, zneutralizować większość tego, co mogli dodać jej do drinka. Jeszcze nie była pora na jego użycie, ale czuła, że ten moment niedługo nastąpi. Sięgnęła do torebki i wyciągnęła wyglądające jak zwykły smartfon urządzenie. Sprawnie wystukała krótką wiadomość i wysłała ją do Bradleya.
„Coś mi podali” – odczytał, siedząc w samochodzie przestawionym dwie przecznice dalej. Natychmiast zmienił marynarkę na czarną bluzę z kapturem, wysiadł z auta i szybkim marszem ruszył w kierunku klubu. Nie wiedział, czy przez ten cały czas bardziej towarzyszyła mu obawa o Victorię, czy ulga, że będzie miał za sobą ten idiotyczny maraton imprezowy. O ile oczywiście nie okaże się to być fałszywym alarmem.
Gdy już znalazł się bliżej, zwolnił i narzucił kaptur na głowę. Ostrożnie się rozglądając, penetrował zaułki wokół budynku. Już wcześniej zrobił krótki zwiad, ale bardziej chodziło o poznanie okolicy. Teraz szukał czegoś konkretnego. Nie przejmował się tym, że wyglądał dość podejrzanie. Wręcz przeciwnie. Idealnie pasowało to do otoczenia. Wszelkie typy spod ciemnej gwiazdy uwielbiają robić w takich miejscach ciemne interesy. Ciemne typy, których się spodziewał w tych okolicznościach, musiały mieć wokół klubu jakiś transport. Chyba że mieli zamiar uciekać, niosąc Vicky na plecach.
Na razie jego przeczucia się sprawdzały. W okolicy bocznego wejścia, pomiędzy ścianami dwóch budynków stała furgonetka. Może nie wyglądała na rozpadający się pojazd należący do porywacza z filmów, ale jej obecność zapewne nie była przypadkowa. Oczywiście nie dawało to jeszcze pewności, niemniej jednak było to coś, co należało zapamiętać.
Sięgnął po komunikator, który Vicky załatwiła mu od swoich zwierzchników. Urządzenie wyglądało jak zwyczajny smartfon, jednakże jego parametry kilkukrotnie przewyższały to, co można było znaleźć nawet w najdroższych, cywilnych modelach. Otwierając jedną z natywnych aplikacji, połączył się z komunikatorem Victorii i bransoletką z nadajnikiem, którą dziewczyna miała na lewym nadgarstku. Na ekranie pozycja obu przedmiotów była naniesiona na zapisane w pamięci plany budynku, w którym się znajdowały. Jak na razie zabawa na parkiecie trwała w najlepsze.
Rozejrzał się wokoło. Jeżeli auto faktycznie należało do porywaczy, to jego obecność mogła ich spłoszyć. Poza tym czajenie się tylko na ten pojazd mogło sprawić, że nie zauważy innych, ważnych szczegółów. Postanowił przenieść się w okolice wejścia i stamtąd monitorować sytuację. Spokojnie przeszedł na drugą stronę ulicy i oparł się o ścianę jednej z kamienic tak, żeby móc przyglądać się zarówno nowym gościom, jak i tym którzy kończyli zabawę.
Stercząc tak prawie godzinę, dostrzegł, że nie jest jedynym obserwującym wyjście. Niedaleko kręciło się jeszcze dwóch podejrzanych mężczyzn, prawdopodobnie handlarzy narkotykami. W końcu zauważył, że przed drzwi wychodzą cztery znane mu dziewczyny, których zachowanie sugerowało stan bardzo mocnego upojenia. Głośno rozmawiały, śmiały się i wylewnie żegnały. Było to częścią planu. Victoria miała namówić je na wcześniejsze opuszczenie klubu, tak by zostać w nim sama. Najwyraźniej się udało.
Po chwili pod wejście podjechał czarny Mercedes, do którego wsiadły Amanda i Nicole. Pewnie należał do rodziców którejś z nich. Teraz przed wejściem z Victorią stała jedynie wysoka blondynka w złotej sukience. Jednak i to nie trwało długo. Po kilku minutach pod lokal podjechała taksówka. Claire do niej wsiadła, a Victoria wróciła do środka. W tym momencie jeden z rzekomych handlarzy wyjął telefon i dzwoniąc ulotnił się razem kolegą spod klubu.
Brad odprowadził ich wzrokiem. To zachowanie wydawało mu się podejrzane, jednak teraz nie miał możliwości się nimi zająć. Był tutaj w konkretnym celu i musiał się skupić jego osiągnięciu. Zwłaszcza, że w tym momencie Victoria znajdowała się w realnym niebezpieczeństwie. Upór, z jakim jego, w sumie ciężko powiedzieć kim dla siebie byli, ale niech będzie, że współpracowniczka, dążyła do szczytu rankingów, był mocno denerwujący. Mówiła nie raz, że chce być jedną z najbardziej rozpoznawalnych bohaterek na świecie, ale bez przesady. Ryzykowanie życiem swoim i wszystkich dookoła nie było najlepszą drogą do celu.
Spojrzał na ekran komunikatora i stuknął fioletowy punkt reprezentujący pozycję bransoletki. Otworzyło to niewielką tabelkę z dodatkowymi statystykami jak szybkość ruchu i wysokość nad poziomem morza. Przez dłuższy czas były one dość chaotyczne, co mogło świadczyć o tym, że Vicky szalała na parkiecie, jednak z czasem zaczęły sugerować spowolnienie ruchów. W pewnym momencie bransoletka zbliżyła się do komunikatora w torebce. Chwilę oba punkty pozostawały nieruchome, ale w pewnym momencie fioletowy punkt zaczął się oddalać od białego. Jakby dziewczyna postanowiła udać się gdzieś bez torebki. Albo ktoś postanowił za nią, ktoś komu jej telefon był zbędny.
Oderwał plecy od ściany budynku i zerkając na ekran, ruszył w kierunku zaplecza klubu. Ruch kropki na wyświetlaczu sugerował, że Vicky, prawdopodobnie w czyimś towarzystwie, również tam zmierzała. To potwierdziło jego wcześniejsze podejrzenia. Wsunął urządzenie do kieszeni i wszedł do zaułka. Zastanawiając się, jak wielu podobnych wydarzeń to miejsce musiało być świadkiem, schował się za jednym kontenerów na śmieci, możliwie najbliżej bocznego wyjścia. W pełni zdawał sobie sprawę, że na zapleczach tych bogatych klubów mogą się dziać rzeczy o wiele gorsze niż w podrzędnych barach. W tych lepszych królowała kokaina, a w gorszych fentanyl. Dla niego takie samo dziadostwo.
Po chwili oczekiwania blaszane drzwi otworzyły się i ze środka wyszło czterech mężczyzn. Dwaj rozglądali się po okolicy, próbując dostrzec ewentualne zagrożenie, a pozostali podtrzymywali słaniającą się na nogach Victorię. Widząc to Bradley, uśmiechał się pod nosem. Na swój sposób uwielbiał kontakty z porywaczami i handlarzami żywym towarem. Można było się na nich wyżyć bez wyrzutów sumienia. Wyszedł zza kontenera i ruszył do tej małej grupki.
Niemal od razu go zauważyli i spojrzeli po sobie. Jeden z nich zbliżył się do furgonetki, chcąc ją otworzyć, a drugi podszedł do Bradleya. Był od niego mniejszy, ale za to bardzo pewny siebie.
– Wypierdalaj stąd! – nie owijał w bawełnę. Zadzierając głowę, patrzył górującemu nad nim Bradowi prosto w oczy.
– Po co te nerwy, ziomeczku? – Bradley uśmiechnął się szeroko. – Niezłą dupę tam macie. Podzielicie się?
Porywacz westchnął i odchylił połę lekkiej, brązowej kurtki, tak żeby błyszczący pistolet mógł być łatwy do dostrzeżenia.
– Nie będę powtarzał po raz trzeci, wyp… – nie dokończył.
Bradley złapał go za fraki i cisnął w kierunku furgonetki z taką siłą, że po uderzeniu w przednią szybę pojawiła się na niej pajęczyna pęknięć. Mężczyzna musiał stracić przytomność, bo po odbiciu się od auta bezwładnie leżał na ziemi. Pozostali zdążyli już wepchnąć Victorię do wnętrza pojazdu. Jednak wiedzieli, że przed wyruszeniem w drogę należy uporać się z przeciwnikiem w czarnym kapturze.
Sięgnęli po broń, jednak byli zbyt wolni. Bradley błyskawicznie dopadł do jednego z nich i złapał wielką dłonią za szyję. Niczym imadło ścisnął gardło, pozbawiając przeciwnika powietrza. Równocześnie, jakby niedbale, uderzył pięścią kolejnego z porywaczy. Na tyle mocno, że ten przewracając się, popchnął na swojego kolegę i obaj, przez odsunięte drzwi boczne, wpadli do środka furgonetki.
Wtedy Victoria włączyła się do akcji. Musiała zażyć przygotowany na tę okazję środek, bo od razu ogłuszyła jednego z porywaczy potężnym kopnięciem. Drugi zamarł zaskoczony. Nawet nie zareagował, gdy zgrabne nogi oplotły się wokół szyi, powoli odcinając dopływ powietrza i spełniając jego fantazję o znalezieniu się między szczupłymi udami dziewczyny.
– Łatwo poszło – powiedziała z szelmowskim uśmiechem, gdy mężczyzna opadł bezwładnie na podłogę pojazdu. Jej oddech był przyspieszony, a oczy błyszczały.
– Wszystko w porządku? – spytał Brad, wiedząc, że to pobudzenie i nagły przypływ świadomości jest tylko tymczasowe.
– Tak, dam znać Centrali, niech kogoś tu po nich przyślą. Daj mi komunikator, mój został w klubie – odpowiedziała i po otrzymaniu urządzenia włączyła zabezpieczoną kodem aplikację. Za jej pośrednictwem nawiązała połączenie.
W tym czasie Bradley zajął się krępowaniem niedoszłych porywaczy plastikowymi paskami i układaniem ich w furgonetce. Po chwili Vicky oddała mu jego komunikator i ruszyła do klubu w celu odzyskania swojej torebki wraz z zawartością. Po powrocie jeszcze trochę snuła się po zaułku, a jej ruchy z każdą chwilą stawały się coraz wolniejsze i bardziej ospałe. Działanie środka pobudzającego musiało się kończyć. Górę znów brał alkohol i wszystko, co zostało do niego dodane. W końcu się poddała. Z braku wygodniejszych alternatyw, weszła do furgonetki, usiadła na fotelu pasażera i po prostu zasnęła.
Młoda dziewczyna powoli otworzyła szczypiące oczy i szarpnęła głową, próbując odrzucić włosy, które opadły na jej twarz. Wokół niej panował półmrok. Jedyne światło wpadało do środka przez szparę pod drzwiami i niewielką kratkę w nich. Przypuszczała, że znajduje się w jakiejś piwnicy. Siedziała na betonowej posadzce, a powietrze było nieruchome i wilgotne. Do tego we wnętrzu unosił się niezbyt intensywny, ale wyraźnie drażniący jej drogi oddechowe zapach. Nie była tu sama. Jak tylko zmęczone oczy przyzwyczaiły się do ograniczonej ilości światła, zauważyła, że w sąsiednim kącie znajdowała się skulona postać. W tej ciemnicy była jedynie w stanie stwierdzić, że sylwetka jest raczej kobieca niż męska.
W głowie próbowała poskładać sobie to, jak się tutaj znalazła. Pamiętała, jak żegnała się z koleżanką, a później wsiadała do taksówki. Już tam czuła, że coś jest nie tak, ale nie była w stanie powiedzieć co. Pamiętała, że po przejechaniu trzech przecznic, taksówka stanęła na światłach. Wtedy ktoś wybił tylne okno i wrzucił do środka niewielki, cylindryczny przedmiot. Wnętrze momentalnie wypełniło się gryzącym gazem, a ona utraciła przytomność, zanim zdążyła w jakikolwiek sposób zareagować.
Spróbowała się ruszyć. Ciało było otępiałe, a ruchy powolne. Wydawało się, jakby wszystkie mięśnie były wypełnione ołowiem. Na nadgarstkach czuła zimne, stalowe obręcze kajdanek. Szarpnęła mocno rękami, ale jedynym efektem było ciche dzwonienie. Na jednym ze szkoleń ostrzegano, że takie rzeczy się zdarzają, jednak wtedy nie dopuszczała myśli, że kiedyś trafi na nią.
– Obudziłaś się, Claire, znaczy Nova. Chociaż teraz to obojętne – dziewczyna siedząca w drugim kącie nagle się odezwała, próbując nadać wydobywającemu się z wyschniętego gardła głosowi spokojny ton.
– Kim jesteś? Skąd wiesz, jak mam na imię?
Nieznajoma ostrożnie się zbliżyła. Miała na sobie obcisłe, czarne spodnie i takiż golf. Jej ubranie było delikatnie porwane i brudne. Wyglądała na niewiele starszą od Claire, może miała trochę więcej niż dwadzieścia pięć lat. Brązowe włosy były związane w koński ogon, a niektóre kosmyki delikatnie opadały na owalną twarz z wąskimi ustami i piwnymi oczami o kształcie migdałów. Nie miała na twarzy śladu makijażu. Obcisły strój zdradzał szczupłą, a nawet atletyczną sylwetkę i średniej wielkości biust. Blondynce wydawało się, że skądś ją zna.
– Dafne – wypowiedziała szeptem swoje imię, jednocześnie przysuwając się możliwie jak najbliżej skutej dziewczyny. – Pracuję w Organizacji i kojarzę większość lokalnych bohaterek. Ciebie bardzo łatwo zapamiętać. Wiesz, wzrost…
Claire pokiwała głową. Pewnie nie raz widziała tę dziewczynę na korytarzach. Kto by pomyślał, że po raz pierwszy będą rozmawiać w takiej sytuacji? Odruchowo zerknęła w dół. Jej ciało było dalej opięte złotą sukienką bez ramiączek, a na nogach miała pasujące do niej szpilki. Ubranie było we względnie dobrym stanie, stąd miała wrażenie, że nie mogli trzymać jej tutaj zbyt długo. Jednak wolała się upewnić.
– Ile czasu tu jesteśmy? – spytała niepewnym tonem, znów przenosząc wzrok na swoją towarzyszkę niedoli.
– My wpadliśmy przed północą – odpowiedziała Dafne, wzdychając. – Minęła więcej niż godzina, ale nie więcej niż dwie, odkąd wprowadzili tu ciebie. Nie wiem, ile byłaś nieprzytomna. Kolejne dwie? Trzy? Tak czy inaczej, kilka godzin.
– Tak, to by wiele tłumaczyło. Zaraz… was? Jesteśmy tu we dwie.
– Wpadliśmy we trójkę. Ja i jeszcze dwóch agentów.
– Co się z nimi stało?
Kobieta opuściła wzrok i wbiła go w swoje dłonie. W przeciwieństwie do Claire nie miała kajdanek, co mogło sugerować, że nie ma kategorii i w oczach porywaczy nie jest aż takim dużym zagrożeniem.
– Mark został zabity niedługo po pojmaniu. Jamesa zabrali przed tym, jak dostarczyli tu ciebie – odpowiedziała smutnym głosem.
Claire mogła się domyślić, że to było tylko kwestią czasu, aż drugi towarzysz Dafne podzieli los pierwszego. Jednak o wiele bardziej bała się o siebie.
– Myślisz, że to Łowcy? – spytała, a Dafne pokręciła głową.
– Odrobili pracę domową i wydali sporo kasy, żeby nas, a zwłaszcza ciebie złapać, ale to dalej amatorzy przy Łowcach.
– Więc kto?
– Lokalni bandyci, tyle że dobrze zaopatrzeni. Ja i chłopaki mieliśmy pecha. Ciebie musieli porwać celowo. Chyba czymś zalazłaś im za skórę. Słyszałem, jak emocjonowali się, że już jesteś w klubie i niedługo cię dopadną. Tak czy inaczej, obie siedzimy w tym bajzlu po uszy.
Kilka godzin snu wystarczyło, by organizm Victorii poradził sobie z wypitym alkoholem i podanymi wraz z nim środkami. Ze wszystkich zdolności, które posiadała to właśnie nadludzko sprawna neutralizacja toksyn była jej ulubioną. Dzięki niej musiała przyjąć naprawdę gigantyczne dawki alkoholu, żeby na drugi dzień odczuć cokolwiek na kształt kaca. Doceniała to za każdym razem, gdy obserwowała, jak jej rówieśnicy cierpieli po niemal każdej imprezie. Ona prawie zawsze budziła się w świetnej formie.
Podniosła się i rozejrzała wokoło. Gdy była nieprzytomna, ktoś przeniósł ją na kanapę w niewielkim pomieszczeniu o szarych ścianach, na których wisiały zdjęcia panoramy miasta. Od razu poznała jedną z poczekalni dla gości w lokalnym centrum zarządzania kryzysowego. W pomieszczeniu stały jeszcze dwa fotele. Na jednym z nich spokojnie drzemał Brad, a na drugim leżała nieduża, fioletowa walizka. To w niej trzymała ubrania, które zakładała, gdy ruszała w miasto jako Purple Flare. Nie miała pojęcia, czemu Bradley ją tu przywiózł i po co zabrał strój. Gdyby chodziło o zwykłe przebranie się, to w centrum na pewno znalazłyby się jakieś dresy.
Powoli wstała i podeszła do śpiącego mężczyzny. Delikatnie pochyliła się, pocałowała go w policzek. Reakcji nie było, ale jej to nie zraziło. Zrobiła krok w tył i sprawnie zrzuciła z siebie sukienkę. Zaraz po niej na podłodze wylądowała czarna, koronkowa bielizna. Nie interesowało jej, czy ktoś ich przyłapie. Przede wszystkim chciała uczcić wspólny sukces, a nie było na to lepszego sposobu.
Naga przywarła drobnym ciałem do śpiącego Bradleya i niemal od razu zaczęła delikatnie składać na nim pocałunki. Najpierw policzek, później usta, a następnie szyja. Wargi muskały skórę mężczyzny, a sprawny język zataczał na niej delikatne kręgi. Dotknęła rozbudowanego torsu. Przez obcisłą koszulkę bez rękawów mogła wyczuć jego imponującą muskulaturę. Powoli przesunęła dłoń w dół, delektując się jego brzuchem i wsunęła dłoń pod spodnie. Od razu wyczuła znajomy, podłużny kształt. Pewnie, lecz delikatnie chwyciła go i zaczęła masować powolnymi ruchami. Z satysfakcją zauważyła, że jego męskość z każdą sekundą rośnie i twardnieje.
Gdy uznała, że jest gotowy, zeszła na kolana. Ostrożnie zsunęła spodnie, a gdy przedmiot jej zainteresowania był w pełni widoczny, zbliżyła usta i przejechała języczkiem po trzonie. Zaczęła od lizania po całej długości, by po chwili delektowania się, wsunąć sobie główkę do ust. Zamknęła na niej wargi i zaczęła mocno ssać, jednocześnie pieszcząc sprawnym językiem. Ciągle patrzyła w twarz Bradleya, gdy zauważyła, że zaczyna on powoli otwiera swoje brązowe oczy. Nie przerwała, tylko utrzymując kontakt wzrokowy, wsunęła penisa głębiej.
– Mmmm taaaak – zamruczał, głaszcząc czarne włosy dziewczyny. – To wspaniałe, ale nie wiem, czy powinniśmy.
– Niby dlaczego? – spytała, przejeżdżając językiem po całej długości sztywnego prącia. – W tym pomieszczeniu chyba nie ma monitoringu, a nawet jeśli jest, to niech sobie patrzą.
– Jest tu dyrekcja – odpowiedział cicho.
– Dyrekcja placówki? – usta przeniosły się na jądra mężczyzny. Całowała je i lizała, jednocześnie masując penisa dłonią.
– Dyrekcja oddziału. Chcieli, żeby im dać znać, jak się obudzisz.
Dłoń na chwilę się zatrzymała. Nie spodziewała się tutaj kogoś tak wysoko postawionego. Znała dyrektorkę oddziału jedynie powierzchownie, ale wiedziała, że jest osobą surową i bardzo profesjonalną, a do tego jedną z najważniejszych na kontynencie. Domyślała się, że bycie przyłapaną in flagranti ze swoim pomocnikiem nie będzie przez nią pozytywnie odebrane. Z drugiej strony podniecało ją takie ryzyko.
– Pieprzyć to – oznajmiła, jednocześnie podnosząc się, by zaraz usiąść okrakiem na brzuchu Bradleya. – Oboje zasłużyliśmy na nagrodę.
Po tych słowach chwyciła w dłoń penisa, skierowała tak, żeby móc się na niego nabić. Mężczyzna stęknął głośno. Jego duże, silne dłonie objęły biodra dziewczyny, dociskając ją tak mocno, że od razu znalazł się w niej cały. Niemal natychmiast zaczął kołysać się na fotelu, poruszając w niej swoją męskością.
Vicky pochyliła się i wbiła usta w jego usta. Ich języki od razu splotły się w namiętnym pocałunku. Wsunęła dłonie pod czarną koszulkę, badając tors mężczyzny. Przy każdym ruchu twarde jak stal mięśnie pracowały pod jej palcami. Jego dłonie mocno ściskały drobne biodra, a poruszający się w jej wnętrzu penis całkowicie ją wypełniał. Z jej ust zaczęły wydobywać się tłumione pocałunkami jęki. Przyspieszyła ruchy bioder. Po pokoju zaczęły rozchodzić się ich wspólne stękania i odgłos ocierających się o siebie ciał.
Nagle poczuła jak jedna z dłoni łapie ją za włosy i ciągnie mocno do tyłu. Usta oderwały się od jego ust, a głośny krzyk pomieszany z jęknięciem wypełnił pomieszczenie. Szczupłe ciało wygięło się w łuk. Poczuła, jak usta Bradleya zaczynają lizać i całować jej niewielkie piersi. W pewnym momencie mężczyzna wziął w usta jeden z twardych, jak kamyki sutków i przygryzł go. Kolejny głośny jęk opuścił jej usta.
Jedna dłoń Bradleya ciągle trzymała jej włosy, a druga objęła pośladek i ścisnęła mocno. Ruchy jego bioder przyspieszyły. Dziewczyna wręcz podskakiwała na penisie, za każdym razem wbijając się do końca. Każdy taki podskok sprawiał, że z jej ust wydobywały się coraz głośniejsze jęki, przechodzące stopniowo w ledwo tłumione krzyki.
Nie wiedziała, jak długo wytrzyma, ale nie obchodziło jej to. Nie miała zamiaru się powstrzymywać. Przez jej ciało przeszedł elektryzujący dreszcz orgazmu. Wydała z siebie przeciągły krzyk i opadła na szeroki tors. Niemal w tym samym momencie poczuła, jak Bradley wypełnia ją nasieniem. Chwilę leżeli, ciężko dysząc i dochodząc do siebie. Po chwili pocałowała go namiętnie w usta.
– Powinniśmy tak świętować każdą udaną akcję – oznajmiła zrelaksowanym i pełnym satysfakcji głosem.
– Jestem za. Nawet mógłbym tak świętować wspomnienia tych najbardziej udanych i poszczególne dni tygodnia – odpowiedział równie zadowolony, co ona.
– Mogę to przemyśleć. Chyba powinnam się ubrać, prawda?
– Chyba tak. Nie każmy im czekać.
Atmosfera w dużej sali konferencyjnej była tak gęsta, że można było ją ciąć nożem, co mocno zaskoczyło parę, która właśnie do niej weszła. Bradley i Victoria spodziewali się, że Organizacja może mieć uwagi do lekkomyślności ich przedsięwzięcia, ale oczekiwali, że jego sukces przysłoni wszelkie mankamenty. Nie było szkód i ofiar wśród postronnych, a wszystkich niedoszłych porywaczy udało się schwytać. Jeszcze, gdy szli korytarzem, Victoria mówiła, że to wywinduje ją w rankingach. Jakie było jej zdziwienie, gdy zobaczyła marsowe miny osób zasiadających za stołem. Na dodatek żaden z obecnych nie chciał wyjaśnić przyczyny tego nastroju. Przynajmniej do przyjścia dyrektorki.
W końcu drzwi się otworzyły i do środka weszła szczupła szatynka średniego wzrostu. Vicky była świadoma, że ma ona około pięćdziesiąt lat, jednak zadbana sylwetka, płynne ruchy i pewny krok sprawiały, że mogła wydawać się młodsza. Przy każdym geście emanowała od niej aura grozy, elegancji i kompetencji. Coś przypominającego sposób prezentowania się rektorki wyższej uczelni lub naczelniczki urzędu skarbowego. Milcząc podeszła do obrotowego fotela na końcu stołu i usiadła w nim. Jej zimny wzrok przesunął się po wszystkich obecnych, by zatrzymać się na Victorii.
– Czy Nova była wtajemniczona w twój plan? – zapytała spokojnym, ale bardzo stanowczym głosem.
Vicky, wyraźnie zaskoczona tym pytaniem, spojrzała na Bradleya, jakby oczekiwała od niego jakiegoś wsparcia. On oczywiście nie miał prawa o niczym wiedzieć, co tylko potwierdzał wyraz zdziwienia malujący się na jego twarzy.
– Claire, znaczy Nova – poprawiła się. W formalnych sytuacjach wszyscy byli zobowiązani używać pseudonimów. – Ona nic nie wiedziała o naszym planie. Dowiedzieliśmy się, że chcą porwać mnie i tylko mnie. Dla bezpieczeństwa odesłałam wszystkie dziewczyny do domów, żeby nie dobrali się też do nich. Nova odjechała taksówką.
Dyrektorka westchnęła głęboko, słysząc to nie do końca dobre usprawiedliwienie.
– Taksówka, którą jechała, została napadnięta – te słowa wyraźnie zszokowały Victorię. – Użyto trucizny. Kierowca jakimś cudem to przeżył, ale jest w takim stanie, że wiele nam nie powie. Dziewczynę porwano. Jeszcze nie mamy pewności czy porywacze są powiązani z tymi, którzy napadli na ciebie. Na pewno nie jest to wykluczone.
W sali zapadła cisza. Claire miała zaledwie dziewiętnaście lat. Teraz mogło dojść do sytuacji, w której nigdy nie będzie mieć dwudziestu. Najgorsza dla Victorii była myśl, że gdyby wciągnęła ją w swój plan, to tego wszystkiego dałoby się uniknąć. Wtedy nie wracałaby do domu sama. Nawet jeżeli zostaliby zaatakowani, to we trójkę mogli dać sobie radę z napastnikami albo dotrwać do przybycia wsparcia.
– Łowcy? – spytała cicho, obawiając się potwierdzenia. Nikt nie chciał wpaść w ich łapska.
– Nie, na szczęście nie – odpowiedział wyglądający jak zawodnik NBA mężczyzna siedzący po prawicy dyrektorki. Oczy wszystkich obecnych skierowały się na niego, jakby właśnie ujawniał wiedzę, której nikt nie posiadał – Przed chwilą dostałem świeże raporty. Mamy informację, że komunikator Novy dalej jest aktywny, chociaż działa w trybie bezpiecznym i sygnał jest słaby. Najpewniej wyglądał na rozładowany i mogli go uznać za zwykły telefon. Łowcy pewnie by go zniszczyli. Jest w jednym z miejsc, do których podejrzewamy, że zabrano trójkę pojmanych agentów.
– No to jednak mamy trochę szczęścia w tym całym bajzlu – wąskie usta dyrektorki ułożyły się w delikatny uśmiech. – Chodzi o tę grupę, o której myślę?
– Dokładnie tak. O trójkę, którą straciliśmy po rajdzie na dziuplę Wielkiego Benny’ego – mężczyzna uznał, że lepiej doprecyzować. W końcu nie każdy z obecnych miał takie same informacje.
– Kto to taki? – spytała zmartwionym głosem Victoria. Spirala wyrzutów sumienia w jej głowie zataczała coraz szersze kręgi.
– Lokalny gangster z przerostem ambicji – z odpowiedzią pospieszył siedzący obok Brad – Parę razy dobrze mu poszła robota i sporo zarobił. Podobno zdobył też sprzęt, którego zdobyć nie powinien. Słyszałem, że coś wojskowego i mocno tajnego, ale konkretów nie znam. Teraz myśli, że za kilka miesięcy będzie kontrolował całe wschodnie wybrzeże.
Dyrektorka spojrzała na towarzysza Victorii, a później na nią.
– Widzę, Flare, że twój kolega całkiem nieźle orientuje się w lokalnym półświatku – rzekła, a w jej głosie dało się czuć nutę uznania.
– Bywało się w różnych miejscach – odpowiedział, uśmiechając się delikatnie.
Na chwilę zapadła cisza, którą postanowił przerwać wysoki asystent dyrektorki:
– Nova pracowała nad jego gangiem i ostatnio dość mocno przeszkadzała im w interesach. Jeszcze zanim osiągnął ten „sukces”, o którym wspomniałeś i zanim wzbudził nasze zainteresowanie. Jest bardzo duża szansa, że to on zaplanował porwanie. Na miejscu możemy spodziewać się ludzi wyszkolonych lepiej niż przeciętny kryminalista. Może nawet jakieś kategorie.
– W takim razie właśnie tam ruszymy w pierwszej kolejności. Weźcie grupę uderzeniową. Kogo tam zbierzecie w trzydzieści minut. Nie każmy takiemu sławnemu gospodarzowi czekać na nasze odwiedziny. Zasłużył na nie – głos dyrektorki zdradzał lata doświadczenia. – Czujesz się na siłach wziąć udział w kolejnej akcji tej nocy? – to pytanie skierowała wprost do Victorii.
– Tak. Poza tym, jak już się ubrałam, to by wypadało się komuś pokazać. Brad też chętnie dołączy – odpowiedziała zdecydowanie dziewczyna. Bradley jedynie pokiwał głową, potwierdzając swój udział.
– To skróci czas reakcji. Ruszycie od razu, a operatorzy zabezpieczą okolicę. Josh, przekaż im wszystkie szczegóły po drodze.
Claire próbowała odpocząć, jednak jej organizm uparcie odmawiał zregenerowania się. Przypuszczała, że może to być spowodowane unoszącymi się w powietrzu oparami o niezbyt intensywnym, ale nieprzyjemnym zapachu. Domyślała się, że był ten sam środek, którego użyli do schwytania jej w taksówce. Teraz jego stężenie było na tyle małe, żeby nie pozbawić jej przytomności, ale na tyle duże, by nie była w stanie skoncentrować się i korzystać ze swoich zdolności. Pewnie na Dafne też miał wpływ, chociaż możliwe, że nie taki jak na nią.
Nie tylko jej ciało było zmęczone. Do uszu dziewczyny raz za razem dochodziły odgłosy kroków i rozmów. Porywacze regularnie przechadzali się przed drzwiami. Za każdym razem, gdy kroki stawały się bliższe, zastanawiała się, czy to już ten moment, w którym wejdą i je zabiorą. Nie miała pojęcia, jaki los je czeka, ale nie spodziewała się niczego dobrego. Liczyła jedynie, że pomoc dotrze, zanim porywacze postanowią wyciągnąć ją z celi.
– Mamy jakiś plan? – spytała siedzącej niedaleko agentki. Nie spodziewała się konkretnej odpowiedzi, ale chciała przerwać ciszę.
Dafne westchnęła głęboko, a następnie splotła dłonie wokół kolan.
– Przeżyć – odpowiedziała ponuro. – Musimy przeżyć. Na pewno kogoś po nas wyślą, więc musimy dotrwać do tego momentu.
– Nie brzmi to przesadnie optymistycznie.
– Jakby chcieli nas zabić, to by już to zrobili. Jestem pewna, że chcą nas przesłuchać, ale i inne rzeczy mogą im chodzić po głowie.
– Jakie inne? – blondynka nie potrafiła ukryć niepokoju towarzyszącego temu pytaniu.
Dafne westchnęła i spojrzała na swoją towarzyszkę.
– No, tak… Wam tego nie mówią wprost, prawda? – rzekła, starając się zachować spokój.
– Nie mówią nam czego?
Nie odpowiedziała, a jedynie wymownie spojrzała na Claire. Dziewczyna chwilę się zastanowiła.
– Nie mów, że oni chcą…
– Tak – pokiwała głową. – Pewnie będą chcieli się… zabawić, zanim się nas pozbędą.
– Ale, dlaczego…?
– Zemsta, wyżycie się, może coś w rodzaju osiągnięcia.
Wbiła wzrok w betonową posadzkę. Słyszała plotki o tym, że wielu przestępców próbowało, wykorzystać pojmane bohaterki. Nie przypuszczała jednak, że może to kiedyś ją spotkać. Takie opowieści krążyły od ucha do ucha, jednak nigdy nie były związane z historią konkretnej kobiety. Bardziej z ogólnym stwierdzeniem, że są powody, dla których przeżywalność pojmanych bohaterek jest wyższa niż wśród ich kolegów. Jak się zastanowiła, to trochę się to potwierdzało. Jeden z towarzyszy Dafne na pewno już nie żył, a kolejny mógł w każdej chwili do niego dołączyć.
– Będziemy musiały grać na czas – Dafne przysunęła się bliżej i położyła dłoń na jej ramieniu. – Musimy dotrwać albo do przybycia pomocy, albo do momentu, w którym ich uwaga będzie odwrócona. Wtedy będziemy mogły wziąć ich z zaskoczenia. Dasz radę?
– A mam wybór? – głos blondynki drżał.
– Nie, nie masz. Żadna z nas nie ma wyboru. Musimy grać kartami, które mamy, a nie tymi, które byśmy chciały mieć.
Dziewczyna wzdrygnęła się i wzięła kilka głębszych oddechów. Serce zaczęło walić jak szalone, a przez głowę przebiegało tysiące myśli. Zdawała sobie sprawę, że to nie jest zabawa. Właśnie skończyło się beztroskie okładanie po pyskach przedstawicieli nizin społecznych i obdarzonych nadnaturalnymi zdolnościami szaleńców. Jeżeli chce się wydostać z tej sytuacji, to nie obejdzie się bez poświęceń. Nie wiedziała, ile może poświęcić, by jeszcze być sobą, o ile jakiekolwiek poświęcenie pozwoli na ocalenie życia.
Znów zapadła cisza, której żadna nie chciała przerwać. Żadne słowa nie mogły w tym momencie pomóc. Po kilkunastu minutach w celi rozległo się skrzypienie otwieranych drzwi, a ciemność została przecięta wpadającym z korytarza światłem lamp. Do środka weszło czterech uzbrojonych mężczyzn.
– Wstawać! – wykrzyknął jeden z nich. Pozostali celowali w siedzące na posadzce kobiety. – Szef chce was zobaczyć.
Spojrzały na siebie w milczeniu. Pierwsza ruszyła się Dafne. Westchnęła i najwolniej jak to było możliwe, wykonała polecenie. Claire odczekała chwilę i zrobiła to samo. Powoli skierowały się do wyjścia. Gdy znalazły się dostatecznie blisko, jeden z mężczyzn sprawdził, czy kajdanki dalej pewnie krępują ręce wysokiej blondynki i cała szóstka ruszyła korytarzem.
Cały czas starała się badać otoczenie. Wyglądało na to, że byli pod ziemią. W korytarzu brak było okien, a zarówno ściany, jak i podłoga były betonowe. Odkryte przewody i rury sugerowały industrialne wnętrze. Może jakaś opuszczona fabryka lub magazyn, których pełno było na obrzeżach miasta.
Po wyjściu z korytarza grupa znalazła się w większym pomieszczeniu, również pozbawionym okien. Na ścianie naprzeciwko były dwa wyjścia. Dziewczyna nie miała pojęcia, dokąd prowadzą, oprócz tego, że któreś na pewno wiodło na powierzchnię. Wnętrze oświetlały zamknięte w metalowych koszach umieszczonych na suficie, żółte, pękate żarówki, a na środku pokoju, zaraz obok sporego, metalowego stołu stał otyły mężczyzna grubo po pięćdziesiątce odziany w drogi, biały garnitur. W dłoni, na której połyskiwał karykaturalnie duży, złoty sygnet trzymał papierosa. W miarę jak się zbliżały, zaciągał się zachłannie dymem. Jakby to miał być ostatni papieros, którego wypali w swoim życiu. Od razu poznała aspirującego do bycia również metaforyczną grubą rybą na mieście przestępcę, któremu od jakiegoś czasu uprzykrzała życie.
– No proszę, proszę, proszę. Co my tu mamy? – rzekł Wielki Benny, uśmiechając się obrzydliwie i cisnął niedopałkiem pod nogi przyprowadzonych do niego kobiet. – Dwie kurwy, które zdążyły mi już zajść za skórę. Z tym że jedna wkurwia mnie już od miesięcy, a drugą dopiero poznałem. Nie powiem, obie jesteście całkiem ładne, jak na takie wredne suki.
Gdy przejechał po nich wzrokiem, Claire zadrżała. Nie trzeba było być telepatą, by wiedzieć, o czym ten kilka razy od niej starszy i niemal o głowę niższy mężczyzna teraz myśli. Ani trochę jej się to nie podobało. Po chwili cieszenia oczu zasłoniętym przez złotą sukienkę ciałem przeniósł wzrok na Dafne.
– Masz pecha, laleczko. Twój kolega nie okazał się zbyt gadatliwy. Jednak mimo tego, chłopcy jeszcze pozwolą mu trochę pożyć – mówiąc to, wskazał palcem na siedzącego na krześle w kącie pomieszczenia, związanego i ubranego na czarno mężczyznę. Jego twarz była tak obita, że ciężko było powiedzieć, jak wygląda.
Dafne wzdrygnęła się i poruszyła wargami, bezgłośnie wypowiadając imię swojego kolegi. Grubas nie przestawał się uśmiechać. Sytuacja, w której znalazły się obie kobiety, sprawiała mu wiele radości. Milczenie trwało dobrą minutę, zanim znów się odezwał, wskazując palcem na skrępowanego w kącie agenta:
– Nieźle się trzymał. Twardy z niego skurwysyn. Powinien dostać nagrodę, zanim go sprzątnę. Uznałem, że fajnie będzie, jeśli ostatnia rzecz, która zobaczy będzie przyjemna.
Znów zrobił pauzę. Nie wiadomo, kogo chciał trzymać w napięciu. Jego ludzie wydawali się już wiedzieć, jakie słowa padną, bo na ich twarzach pojawiły się uśmiechy.
– Popatrzy sobie, jak moi chłopcy zabawiają się tobą. Tak, żeby urobić cię przed przesłuchaniem. Ja w tym czasie – przeniósł wzrok na Claire – zajmę się naszą blondyneczką jeden na jeden.
Po tych słowach zaśmiał się głośno. Jego podwładni też wydawali się być zadowoleni z tego układu. Nie można było powiedzieć tego o uwięzionych dziewczynach. Spojrzały na siebie z niepokojem, a Dafne przełknęła ślinę. Chciała coś powiedzieć, ale nie zdążyła. Jeden z mężczyzn szarpnął ją za włosy i przyciągnął do siebie. Drugi chwycił za nóż i rozciął czarny golf, odsłaniając płaski brzuch i ukryte pod sportowym stanikiem, średniej wielkości piersi.
– Tylko zmieniajcie się z chłopakami na warcie. Chcę, żeby cały czas ktoś pilnował – oznajmił Benny i złapał Claire za ramię, prowadząc ją do drzwi po prawej stronie.
Mężczyźni tylko pokiwali głowami. Ten z nożem rozciął stanik, uwalniając blade piersi. Kolejny nie czekał, tylko mocno je ścisnął. Usta dziewczyny wykrzywiły się w grymasie obrzydzenia. Niczym złapana w sieć ryba wyginała swoje ciało, chcąc uwolnić się od obcych dłoni, które coraz śmielej je badały. Grupka bandytów zachłannie głaskała brzuch i ściskała biust. Nie minęło długo, jak rozpięli czarne spodnie i powoli je zsunęli.
Gdy spadły na posadzkę, jeden z bandytów złapał Dafne za włosy i gwałtownie pociągnął za nie w dół. To brutalnie sprowadziło agentkę na kolana. Jeszcze nie zdążyła na nie w pełni opaść, jak któryś uderzył ją w twarz. Odruchowo otworzyła usta, chcąc złapać powietrze, a wtedy bandyta trzymający ją za włosy bezceremonialnie wbił w nie penisa. Mocno chwycił głowę i szarpiąc nią, dopychał go do końca, obijając się nabrzmiałymi jadrami o brodę kobiety. Pozostali patrzyli na to, dopingując kolegę, a ich śmiech mieszał się z charczeniem duszącej się agentki.
Claire z przerażeniem patrzyła na to, co dzieje się z jej koleżanką, ale w pewnym momencie Benny szarpnął ją mocno i przez jedne z drzwi wprowadził do niewielkiego pokoju. Do jej uszu dobiegał śmiech bandytów i ich komentarze, a później krzyki i jęki stawiającej opór kobiety. Miała niezbyt przyjemne przeczucie, że jak tylko ten stary cap zaspokoi swoje żądze, to ona też podzieli ten los. Jej serce waliło jak oszalałe, a w głowie się kręciło, całe ciało drżało.
Pokój, do którego ją zaprowadzono był niewielki i zaniedbany. Przy ścianach stały rozpadające się półki, na podłodze walały się pożółkłe papiery, a na środku stało stare, zakurzone biurko. Dziewczyna próbowała analizować sytuację i odnaleźć jakieś pozytywy.
Znajdowała się tu z jednym i to niezbyt sprawnym fizycznie przeciwnikiem. Jej ciało dalej było osłabione, ale nie czuła w powietrzu zapachu gazu. Nie wiedziała, czy to dlatego, że go w nim nie było, czy skutecznie maskował go smród papierosów bijący od przebywającego z nią bandyty.
Wielki Benny nie miał zamiaru dawać jej zbyt dużo na myślenie. Wyciągnął łapę i chwycił złotą sukienkę. Gwałtownie szarpnął, sprawiając, że materiał opadł na podłogę, odsłaniając szczupłe ciało dziewczyny. Stała przed nim jedynie w czarnych, koronkowych stringach, wijąc się i szarpiąc skutymi za plecami dłońmi. Jakby chciała się za wszelką cenę zasłonić się przed wygłodniałym wzrokiem.
– No bardzo ładnie, bardzo. Warto było śledzić w sieci ciebie i twoje koleżanki – zbliżył się i złapał za młodą pierś. Wzdrygnęła się. – Tak wyglądasz lepiej niż w tym swoim śmiesznym wdzianku, w którym tłuczesz moich chłopców. O wiele lepiej. Chociaż nie powiem, żebym nie chciał go kiedyś z ciebie zerwać. Może jeszcze się uda.
Nie odpowiedziała na tę zaczepkę. Nie miała ochoty na dyskusje z tym oblechem i nie czuła, żeby miało to jakikolwiek sens. Nie przyszedł tu, by z nią rozmawiać, a próba dialogu raczej by nie pomogła w graniu na czas. Mężczyzna przed nią sięgnął do rozporka i zaczął wyciągać sztywnego penisa. Nie chciała na niego patrzeć. Zamknęła oczy i odwróciła głowę. Wtedy on złapał ją za włosy i pociągnął, brutalnie sprowadzając na podłogę. Z radością obserwował jak ta, do niedawna górująca nad nim blondynka, patrzyła na niego z dołu. Ciągle ściskając platynowe włosy, dokończył rozpinanie spodni i przysunął przyrodzenie do twarzy klęczącej przed nim bohaterki.
Claire nie miała zamiaru poddawać się bez walki. Mocno szarpnęła głową. Gangster nie spodziewał się takiej siły i delikatnie się zachwiał. Niestety było to za mało, aby się wywrócił. Zamiast tego chwycił włosy też drugą dłonią i przyciągnął głowę dziewczyny bliżej swojego krocza. Jego męskość ocierała się teraz o jej policzki, gdy próbował trafić w młode usta. Szarpanina trwała dobrą minutę, aż zniecierpliwiony sięgnął po ogromny, bogato zdobiony rewolwer. Claire zamarła, czując zimną lufę przyłożoną do czoła.
– Spokój, kurwo! – rozkazał. – Jak nie nadajesz się do zabawy, to chętnie rozwalę ci ten głupi łeb!
Spojrzała na niego, zaciskając usta. Wyszczerzył tylko zęby i końcówką lufy delikatnie przesunął po jej skroni.
– Jaki wzrok! Patrzysz, jakbyś chciała mnie rozerwać na strzępy, ale gówno ci to da. Szczerze mówiąc, to nawet kręci to, że tak ciężko cię złamać. Otwieraj usta!
Wzdrygnęła się, a jej ciało przeszedł dreszcz obrzydzenia. Szarpnęła jeszcze raz rękami, chcąc rozerwać kajdanki. Do jej uszu doszedł cichy trzask. Nie wiedziała, czy to wyobraźnia płata jej figla, czy powoli wracają jej siły. Nie miała teraz warunków, by się nad tym zastanawiać. Nie miała też luksusu przeprowadzania badań odporności własnej czaszki na strzał z takiego kalibru i tej odległości. Walcząc z obrzydzeniem, powoli rozwarła usta.
Wtedy schował broń, złapał ja za głowę i wbił się między wargi tak głęboko, jak tylko mógł. Penetrował jej usta, zatykając brzuchem nos. Drapieżnie wchodził do środka, nie zważając zupełnie na to, że bohaterce zaczyna brakować powietrza. Nie obchodziło go nic oprócz własnej przyjemności. Jego ruchy były krótkie i mocne, a przy każdym pchnięciu głośno sapał. Z każdą sekundą dziewczyna dusiła się coraz bardziej. Pewnie normalna kobieta już zdążyłaby zemdleć, jednak Claire ostatkiem siły woli starała się utrzymać nawet resztki świadomości. Za nic w świecie nie mogła sobie pozwolić na utratę przytomności, nie teraz.
Każda sekunda wydawała się ciągnąć w nieskończoność, jednak ruchy gwałcącego jej usta mężczyzny stawały się coraz mniej regularne, a jego stękania coraz głośniejsze. Nagle wydał z siebie ryk i doszedł. Smakujące papierosowym dymem nasienie wypełniło jej usta. Szarpnęła się mocno, wyrywając głowę z uścisku. Część spermy spadła na jej piersi, a to co znalazło się w ustach, wypluła. Zmęczona upadła na posadzkę, kaszląc i rozpaczliwie łapiąc powietrze. W głowie jej się kręciło od mieszanki rozpaczy i wściekłości.
– Nie martw się, laleczko. To jeszcze nie koniec – rzekł, dysząc ciężko, a w jego głosie dało się wyczuć zadowolenie. Z kieszeni marynarki wyjął czerwony, cylindryczny pojemnik. – Przygotowałem się na ten dzień. Nie chciałem zawieść takiej ładnej dziewczyny. Z takim wsparciem jeszcze długo będę się tobą zabawiał.
Otworzył plastikowe pudełko i wysypał na dłoń dwie, owalne tabletki, które od razu połknął. Następnie znów sięgnął do wewnętrznej kieszeni marynarki i wyciągnął wymiętą paczkę papierosów. Wysunął z niej jednego i włożył do ust. Po schowaniu paczki jego dłonie zaczęły nerwowo oklepywać kieszenie w poszukiwaniu zapalniczki. Wtedy do ich uszu dobiegł dochodzący z góry głośny huk.
– Co tam się dzieje, do jasnej cholery? – wykrzyczał, podchodząc do drzwi. Z ciekawością wychylił głowę na zewnątrz, a na jego twarzy pojawił się obleśny uśmiech. Pewnie to, co działo się z młodą agentką, bardzo mu się spodobało.
Claire powoli dochodziła do siebie, starając się opanować drżenie ciała i zawroty głowy. Jej serce biło jak szalone. Korzystając z tego, że uwaga oprawcy jest odwrócona, podniosła się i jeszcze raz szarpnęła skutymi za plecami rękami. Kajdanki znów cicho trzasnęły, ale nie rozerwały się. Musiała być na to jeszcze zbyt słaba. Ostrożnie usiadła na biurku, z całych sił próbując się uspokoić i skupić. Po kilkunastu sekundach krew jakby szybciej popłynęła przez jej ciało i poczuła na dłoniach znajome mrowienie pomieszane z ciepłem. Wyglądało na to, że trucizna powoli ustępuje, a jej zdolności wracają. Zapewne nie będzie w stanie kontrolować spektrum widma i intensywności promieniowania z właściwą sobie precyzją, ale to musi wystarczyć.
– Widzę, że się dobrze bawicie – stwierdził, po tym, jak nacieszył wzrok. – Słyszeliście ten huk? To co jeszcze robicie? Zostawcie ją i idźcie to sprawdzić! Natychmiast!
Z pokoju odezwały się głosy niezadowolenia, jednak uciszył je wiązanką przekleństw. Po chwili usłyszała odgłos kroków na schodach, więc pewnie kilku mężczyzn opuściło większy pokój. Domyślała się, że pomoc jest tuż za rogiem. Miała tylko nadzieję, że to ktoś z Organizacji, a nie zwykła policja. Jednak kim by nie byli, to zanim tu dotrą, ten dziad będzie mógł zrobić z nią jeszcze wiele.
Benny, jakby na potwierdzenie, odwrócił się, a na jego twarzy malował się uśmiech. Tabletki musiały zacząć działać, bo znów był sztywny.
– Widzę, że kurewka sama wstała i posadziła dupkę na biurku – rzekł, wkładając do ust niezapalonego papierosa – Dobrze, tak będzie wygodniej.
Podszedł i cały czas wpatrując się w młode ciało i wyciągnął dłoń w kierunku piersi dziewczyny. Jego tłuste palce wbiły się w nią i mocno ścisnęły.
– Ale jesteś ładna. Taka wysportowana, wysoka. Nic tylko wsadzić cię na okładkę jakiegoś magazynu. I do tego taka gorąca… Co, taką jesteś kurwą, że cię to kręci? Może sobie ciebie zatrzymam. Zaraz…
Syknął z bólu i cofnął dłoń. Z zaskoczeniem zauważył, że jest czerwona, jakby na chwilę włożył ją do gorącej wody. Jeszcze raz skierował wzrok na swoją ofiarę, która wydawała się emitować ledwie zauważalną, jasną poświatę.
– Zaraz, ty nie powinnaś… – powiedział, robiąc krok w tył.
Claire nie uznała za konieczne odpowiadać. Z całych sił ruszyła do przodu i uderzyła barkiem w stojącego przed nią mężczyznę. Udało jej się rozpędzić na tyle, że mimo drastycznej różnicy kategorii wagowych jej oprawca stracił równowagę i walnął plecami o ścianę. Wtedy popchnęła go znów, jednocześnie podcinając, co sprawiło, że zwalił się na betonową posadzkę. Teraz wiedziała, dlaczego jej mentorka tak często zmuszała ją do trenowania walki z dłońmi związanymi za plecami.
– Chłopaki…! – próbował krzyknąć, ale nie dokończył, bo z całych sił kopnęła go w okolice wątroby. Mężczyzna zakaszlał i plunął krwią na biały materiał garnituru.
Z piętra dało się usłyszeć strzały. Pomoc była w drodze, jednak to nie oznaczało końca. Nie miała zamiaru bezczynnie czekać na ratunek. Zwłaszcza że leżący przed nią gangster znów próbował wyciągnąć broń. Silnym kopnięciem odtrąciła sięgającą do kabury dłoń, a gdy rewolwer z trzaskiem upadł na podłogę. Usiadła na brzuchu mężczyzny i mocno ścisnęła go udami.
– Co robisz? – spytał, szarpiąc się, kiedy ona położyła się na nim, przywierając do grubego gangstera możliwie największą powierzchnią ciała.
– Zdechniesz w męczarniach – oznajmiła i z całej siły ścisnęła zębami połę marynarki, dzięki czemu choć trochę ustabilizowała swoją pozycję.
Zdawała sobie sprawę, że dni jego działalności są już policzone. Jak tu przyjdą, to go skują, postawią przed sądem i wymierzą sprawiedliwość. Jednak w tym momencie nie chciała sprawiedliwości. Chciała zemsty. Za siebie, za Dafne, za wszystkie jego ofiary, których nie znała.
Benny bezskutecznie wierzgał całym ciałem, próbując zrzucić z siebie smukłą blondynkę. Raz za razem wymierzał rozpaczliwe ciosy w głowę i plecy dziewczyny. Jednak efekty były mizerne. Claire nie odzyskała jeszcze pełni swoich sił, ale już była silniejsza od przeciętnego mężczyzny, a gangsterowi było nawet do tego daleko. Zupełnie ignorując ból uderzeń, skupiła się na emitowanym promieniowaniu. Jej brzuch, piersi i wewnętrzna strona ud delikatnie zajaśniały, a powietrze w pokoju zrobiło się cieplejsze. Grubas zaczął krzyczeć, a na jego skórze pojawiły się pierwsze bąble i oparzenia.
Nie ruszała się, tylko słuchała tych krzyków, chcąc podarować mu od siebie możliwie najwięcej w najkrótszym czasie. Nie wiedziała, ile to trwało, ale nie obchodziło jej to. On dalej krzyczał i szarpał się, jednak z czasem wydawane przez niego dźwięki były coraz cichsze. Nie mogła go w tym stanie zabić od razu, ale mogła sprawić, że jego śmierć będzie tylko kwestią czasu.
Wreszcie poczuła siły ją opuszczają i zsunęła się z dużego ciała gangstera. Gdy dotykała zimnej, betonowej posadzki w jej głowie wirowało, a pierś unosiła się nieregularnie. Mimo tego na twarzy malował się uśmiech. Słuchając mieszanki strzałów, nerwowych kroków i krzyków podwładnych leżącego obok niej bandyty, pozwoliła sobie na zamknięcie oczu. Gdy traciła przytomność, mogła przysiąc, że słyszy nawołujący ją znajomy głos Vicky.
– Jak się czujesz? – spytała Victoria, gdy tylko zauważyła, że Claire powoli otwiera oczy.
Musiała być wyjątkowo wyczerpana. Przywieźli ją tutaj nieprzytomną nad ranem, a był już wieczór. Vicky cały ten czas spędziła przy swojej koleżance. Była obok, gdy zabrali ją z opuszczonej fabryki, później przy jej łóżku jak ją do niego kładli, aż do tej chwili. Nawet nie zdjęła swojego purpurowego stroju. Jedynie odłożyła gogle i perukę na niewielką szafkę nocną.
– Gdzie jesteśmy? – wymęczona blondynka podniosła się i oparła o wezgłowie.
– W szpitalu należącym do Organizacji. Przewieźli cię tutaj, od razu po tym, jak oczyściliśmy kryjówkę z przestępców. Udało się jeszcze uratować dwójkę agentów. Oboje byli w znacznie gorszym stanie niż ty. Słyszałam, że niedługo ma się pojawić twoja rodzina.
Dziewczyna nic nie powiedziała, a jedynie pokiwała głową, rozglądając się po niewielkim, skromnie, chociaż funkcjonalnie urządzonym pokoju. Wyciągnęła dłoń spod kołdry i wskazała palcem na stojący na komodzie naprzeciwko dzbanek z wodą. Victoria powoli wstała i napełniła szklankę płynem.
– Nieźle urządziłaś tego chuja – powiedziała, podając wodę koleżance. – Zafundowałaś mu bilet do piekła. Dyrektorka jeszcze stara się jak najdłużej utrzymać go przy życiu. Twierdzi, że musi poznać jego kontakty i wyciągnąć z niego, ile się da, zanim… No wiesz.
Blondynka wzięła w dłonie szklankę i łapczywie upiła kilka łyków. Ciężko było odgadnąć kotłujące się w niej emocje.
– Myślałam, że będę się lepiej z tym czuła – odezwała się słabym głosem. – To był skurwysyn…
– Nie myśl o tym – Victoria przerwała stanowczo. – Nie miałaś wyboru. Poza tym on by nie miał problemu ze zrobieniem tobie tego samego. Zabił wielu ludzi, a jeszcze więcej jest takich, którym zrujnował życie.
– Wiem kim był! Miałam wybór i doskonale wiem, co wybrałam – odpowiedziała cicho, ale bardzo zdecydowanie. Jej wzrok był ciągle skierowany na wypełnioną wodą szklankę.
– Niby znałam ryzyko – podjęła po chwili – ale nie przypuszczałam, że spotka to właśnie mnie. Żadna z dziewczyn o tym nie rozmawiała. Jednak Dafne zachowywała się, jakby to, że coś takiego może się stać, było oczywiste.
Na chwilę w pokoju zapadła cisza. Do niedawna Victoria też nie dopuszczała do siebie myśli o czymś takim, a jak się zdarzyło, to nie wspomniała o tym nikomu. W pogoni za wyższymi pozycjami w rankingach i sławą uznała, że tak będzie lepiej. Jednak widać było, że Claire jest inna. Będzie potrzebować pomocy. Wiedziała, że jej koleżanka niedługo będzie pod opieką kogoś, kto się na tym zna, ale teraz były tu we dwie.
– Nie wiem – zaczęła po wzięciu głębokiego oddechu. – Może agentkom mówi się rzeczy, których nam nie mówią, a może po prostu nie słuchamy. Jednak na pewno nie jesteś jedyną, którą spotkało coś takiego.
Claire odwróciła się w kierunku Vicky i spojrzała na nią pytającym wzrokiem. Ta jedynie uśmiechnęła się blado i położyła dłoń na jej ramieniu.
– Chyba powinnam ci opowiedzieć, jak poznałam Brada…
Slaanesh
Jak Ci się podobało?