Wakacyjny czas. Jak to z celebrytami bywa
30 października 2026
9 min
Poniższy tekst znajduje się w poczekalni!
Jeszcze godzinę temu biegałam po sali z drinkami, by za chwilę na zapleczu przedrzeźniać jego głos, aż wszystkie dziewczyny zanosiły się śmiechem. Jak w ogóle można mieć takiego idola, co ci fani w nim widzą? Nie rozumiem. Później wyszłam na papierosa, a za chwilę za mną wyszedł on.
Mam około 25 lat, pracuję jako kelnerka w klubie disco na Mazurach. Mniej więcej takim, gdzie Franek Kimono mógł robić wszystko. Nazwy nie podam. Kto bywa, ten pewnie i tak się domyśli, chociaż takich miejsc jest tu więcej, niż ludzie sądzą. Pomost, leżaki, drinki z ananasem, a po zmroku ochrona przy wejściu i dzikie imprezy do rana, na których rezerwację trzeba wydać więcej niż ja na tygodniowe zakupy.
Latem przewijają się znani aktorzy, sportowcy, czy ludzie z telewizji. Większość po prostu chce napić się i mieć spokój. Niektórzy natomiast bardzo pilnują, żebyś wiedziała, kogo właśnie obsługujesz.
Tego wieczoru mieliśmy koncert rapera – gwiazdy sceny i to nie tylko jednego sezonu. Jednego z tych, których nazwisko nawet ja znałam, choć jego muzyki nie słucham. Małolat, sam mający w cholerę małolat jako fanek i używający ciągle głupich prymitywnych tekstów. Przed klubem już od popołudnia czekali ludzie, a ja serio nie miałam pojęcia czemu.
Jestem średniego wzrostu, trochę zaokrąglona. Mam pełną twarz, szerokie usta, nawet zgrabne nogi, mocno zarysowany tyłek i duży biust, który klubowa koszulka eksponuje zdecydowanie bardziej, niż powinna. Ale mi to nie przeszkadza, wręcz pomaga i dbam o to, by widoczność była odpowiednia. Pytacie czemu? To bardzo proste im więcej widać biustu – tym tipy od gości większe. Zawsze mam mocny makijaż, inwestuję w permanentny, tak by mocno podkreślał i tak wydatne usta i duże oczy, dużo pudru, brązera i różu no i koniecznie błyszcząca pomadka. Do tego dopasowane dżinsy lub przylegająca spódnica (po prostu nie możesz zahaczać o stoliki, czy sprzęty za barem i zmywalni) i oczywiście wygodne buty. Największa bzdura to myślenie, że kelnerki w klubach śmigają w szpilkach lub innych wymyślnych trzewikach. Dla nas liczy się tylko wygoda i napiwki. No, chyba że jakiś event i dzięki butom na obcasie można zarobić więcej napiwków, wtedy buty są ważne, mimo, że nogi po takim wieczorze bolą jak diabli.
Ciemne włosy z blond pasemkami spięłam wysoko. Kilka kosmyków przykleiło mi się do karku. Było duszno, na dworze pomimo wieczoru gorąco, w sali huczała klimatyzacja, ale zmywarka przemysłowa na zapleczu oddawała chmury pary i ciepło, można się było udusić. Naprawdę kto, choć chwilę pracował w takim miejscu — ten wie.
W sali tłumy, wariujący małolaci, fani naszej gwiazdy, a i zwykłych klientów nie zabrakło. Akurat wykorzystałam moment i wyszłam na fajka kiedy koncert przerwano na kilkanaście minut bo artysta, jaki on tam artysta, musi odpocząć.
Paliłam na tyłach klubu, gdzie mamy zaplecze. Wszędzie skrzynki po napojach, kartony po prosecco i rozwalony parasol znanego piwa — oparty o ścianę od czerwca. Połamane krzesła i wszechogarniający syf. Tuje dokładnie zasłaniają widok od parkingu. Dalej jeszcze rosną jakieś stare drzewa, których nikt nie przycina od lat — taka „natura 2000”.
Otworzyły się tylne drzwi i wyszedł on.
Na scenie miał okulary, teraz trzymał je w ręku. Z bliska wyglądał przede wszystkim na zmęczonego i dobrze porobionego.
Rozejrzał się.
- Fajny backstage. Przekażę to mojemu dekoratorowi wnętrz.
Uśmiechnął się. Chyba uznał, że dobrze mu idzie.
Zapaliłam i przesunęłam się trochę, żeby odsunąć się od niego. Niepotrzebnie, bo zaraz sam stanął bliżej.
- Ty jesteś stąd?
Ja pierniczę, no geniusz, a niby skąd mam być.
- Tak.
Wskazałam na logo klubu znajdujące się na koszulce na wysokości piersi.
Pokiwał głową, przyglądając mi się z taką uwagą, jakby moja odpowiedź coś mu wyjaśniła.
- Ale piękna dziewczyna z tych Mazur.
Zaciągnęłam się papierosem, patrząc w górę, by pokazać, jak bardzo mam na niego wywalone. Miałam nadzieję, że na tym skończy swoje beznadziejne zaloty.
- Wszystkie tu macie takie duże biusty?
Spojrzałam na niego. Nawet nie próbował udawać, że patrzy mi w oczy.
- Nie wiem. Nie prowadzę statystyk.
Roześmiał się.
- Dobra jesteś.
On najwyraźniej nie miał zamiaru przestać i nigdzie się nie spieszył.
- Czekaj, zgadnę twoje imię.
Spojrzałam na niego jak na debila.
- Kończy się na „a”! – nie poddawał się.
Popatrzyłam na niego znad papierosa. Naprawdę czekał, aż zareaguję.
- Niesamowite – powiedziałam. – Jak ty na to wpadłeś? Jesteś wspaniały.
Znów się roześmiał, ale tym razem trochę później. Nie był pewien, czy właśnie z nim flirtuję, czy robię sobie z niego jaja.
Robiłam sobie z niego jaja.
- Natalia?
- Nie.
- Gosia lub Suczka?
Spojrzałam na niego zniesmaczona, biła od niego pewność siebie, co akurat u facetów lubię, ale nie u takich jak on. Głupich małolatów zarabiających kupę kasy, którzy nic nie wiedzą o życiu. Ale obrazić mnie trudno i nie raz dziwne rzeczy słyszałam, co prawda też aż taka święta nie byłam.
- Wyglądasz na Suczkę.
- To po co gwiazdorze pytałeś?
Oparł się o ścianę. Z uśmiechem szyderczym.
- Podoba ci się mój koncert?
Wyraźnie podkreślił słowo mój, no co za buc. Uniosłam służbową koszulkę za mały znaczek na piersi.
- Pracuję.
- Ale słyszałaś.
- Taaaa – znacząco westchnęłam.
- I jak?
Mogłam skłamać. W tej pracy kłamałam regularnie. Ale teraz byłam na przerwie, więc miałam to w dupie.
- Nie słucham takiej muzyki.
- Czyli jeszcze cię nie przekonałem.
- Nie dasz rady. – powiedziałam szczerze – Na mnie to nie działa.
Pomyślałam, że wreszcie sobie pójdzie.
- Masz chłopaka, męża?
Zamknęłam oczy na sekundę i z politowaniem odpowiedziałam.
- Naprawdę jedziesz z jakiejś listy?
- Co?
- No pytasz jak na komendzie: Imię, chłopak, czy jestem stąd. Jeszcze zapytaj, o której kończę.
Odpowiedziałam, wymachując mu przed palcem ręką, na której palcu widniała ślubna obrączka już od 3 lat.
Uśmiechnął się szeroko.
- A o której kończysz?
Był dokładnie taki, jakiego się spodziewałam. Przyzwyczajony, że ktoś się śmieje, kiedy on robi pauzę. Że wystarczy podejść, a resztę załatwi rozpoznawalna twarz. Najbardziej wkurzało mnie to, że chyba naprawdę uważał się za czarującego.
Ze środka wyjrzał chłopak z techniki.
- Dziesięć minut i wchodzimy – rzucił.
Raper podniósł tylko kciuk. Drzwi znowu się zamknęły.
Zostaliśmy sami.
- Jak chcesz, możesz zrobić sobie ze mną zdjęcie, to się pochwalisz, mężowi, rodzinie.
Mówił to zupełnie szczerze, no ja pitole co za koleś. Przecież na ten podryw mogła się złapać tylko jakaś idiotka.
Zgasiłam papierosa. Miałam jeszcze chwilę przerwy, ale zaczęłam się zastanawiać, czy zmywak nie będzie przyjemniejszym miejscem.
- Dobra – powiedział nagle. – Chyba cię wkurwiam.
- O jednak jesteś też bystry.
Błysnęłam intelektem. Tym razem uśmiechnął się inaczej, krótko, bez pokazywania zębów. Pogrzebał w kieszeni i wyjął skręta.
- Chcesz?
Powinnam Wam teraz opowiedzieć, jak mu odmówiłam i wróciłam do pracy, zostawiając go z jego pustymi tekstami między równie pustymi kartonami.
Tylko że nie odmówiłam. Lubię to, a on miał coś przekonującego w sobie.
Popatrzyłam na skręta, potem na niego.
- Mocny jest? – zapytałam zaciekawiona.
- Oj dziewczynko nawet nie wiesz jak – uśmiechnął się z błyskiem w oku – u mnie wszystko w warszawskim stylu.
No, no. Ten warszawski styl, wieśniak jebany. Choć większość co zazwyczaj robi syf, to Warszawę tylko znają z opowieści lub przyprowadzili tam się dwa lata temu z Pierdziszewa Plebańskiego. Ale miał to, co chciałam, więc puściłam to mimo uszu.
- To dawaj, ale duże tempo musi być, bo pracuję! – uśmiechnęłam się i szyderczo dodałam – Ty gwiazdorze!
W zasadzie chodziło mi, żeby szybko zapalić i mieć go z głowy. Podał mi zwijkę już bez kolejnego komentarza, pociągnął za sobą i przeszliśmy sprawnie między tuje i te stare drzewa, by go zajarać na uboczu. Normalnie „Mazury cud natury”.
Zapaliliśmy. Zaciągnął się pierwszy i oddał mi skręta.
- Dobra lalka, tak jak mówisz, masz i jaraj. Tylko szybko! – rzucił przez zęby. Trzymając ciągle dym w płucach – Dawaj mała, dajesz, raz, raz!
- Bo co?!
Zapytałam pewna siebie, ale zdenerwowana. Znów mnie wkurwił, co za buc myślałam, wciągając gryzący dym w płuca.
- Bo mamy tylko 5 minut a musisz mi jeszcze obciągnąć – rozpinał w tym czasie rozporek i wyciągał z niego miękkiego, ale serio sporego fiuta – podobasz mi się, masz szczęście dziewczyno!
Myślałam, że mu strzelę w ten pusty łeb
- Chyba kurwa żartujesz, pojebało ci się coś gówniarzu, myślisz, że…
- Nie pierdol i klękaj! Widać, że lubisz kleknąć.
Nawet nie pozwolił mi dokończyć zdania. Powinnam mu strzelić liścia w twarz, odwrócić się i odejść. Ale zamiast tego, nie wiem w ogóle jakim cudem, jak jakaś zahipnotyzowana, klęknęłam przed nim i bezceremonialnie wsadziłam penisa do buzi, opinając na nim moje usta i zaczęłam ssać, wciąż lekko miękkiego fiuta. Byłam bardzo zaskoczona, był suchy, świeży i pachnący, musiał używać specjalnych kosmetyków. To było miłe zaskoczenie.
- Wyeksponuj te mazurskie cycki! Masz czym oddychać skarbie i szkoda je chować. Przecież lubisz nimi świecić.
Powiedział to pewny siebie. Wcale nie były schowane — nosz kurde — było je dość dobrze widać. Ale on znów kozaczył. Znów mnie irytował, ale posłusznie będąc jak w transie – ściągnęłam firmową koszulkę mocniej w dół, przez co piersi same wypadły z niej na wierzch. Sutki mocno stały, a wielkie brodawki zmniejszyły się lekko i stwardniały czyniąc biust jędrniejszym. To wszystko mnie podniecało.
- O widzisz jaka grzeczna – powiedział ze śmiechem – idealne dojce! Ciągnij księżniczko – mówił, patrząc, jak jego penis zagłębia się w moje usta zgodnie z ruchami mojej głowy – pokaż, co potrafisz, ooo tak…
Przez następne dwie czy trzy minuty klęczałam, a jego penis ocierał się na zmianę między moimi piersiami lub ustami. Bez przerwy zmieniał jego położenie. A ja robiłam wszystko by go zadowolić.
Wreszcie złapał mnie za włosy i po prostu zaczął posuwać moje usta, robił to szybko i ostro, czułam, jak jego gładka główka ociera się o moje gardło. Miał naprawdę sporego fiuta. Dławiłam się, a ślina ściekała mi na biust. Dociskał moją głowę coraz mocniej i szybciej, oddałam mu się całkowicie. W końcu skończył, strzelając mi prosto na twarz i to mimo moich licznych protestów i próśb o skończenie na cycki.
- Nie marudź Suczko – rzucił pewny siebie – Wiedziałem, że jesteś dobra! Lubisz to przecież!
Gdy podciągnął rozporek, zza tui wyjrzał jego technik.
- Skończyłeś, no dawaj szybko na scenę, trzeba już grać. Nie mamy czasu.
Znikając za tujami i między skrzynkami prosecco, poklepując po plecach technika, rzucił jeszcze na odchodne przez śmiech:
- Wy wszystkie tu takie na mazurach. Jak byś chciała, możesz pojechać z nami jako chórki. Może jeszcze później się spotkamy, to pogadamy. Narka!
- Pierdole twoje chórki!
Krzyknęłam za nimi nerwowo, aż technik obejrzał się, roześmiał i odpowiedział.
- Oj nie mów nie! Doskonale obsługujesz mikrofon…
Powiedzieli jeszcze coś do siebie, ale już nie słyszałam.
Uciekł na ten swój beznadziejny koncert, a ja jeszcze chwilę klęczałam i byłam wściekła na siebie, bo nie wiedziałam, jak do tego doszło. Pracując w klubach popularnych, wakacyjnych miejscowości, to różnie bywa. Ja nie potrafiłam tego zrozumieć, co się stało. Naprawdę, znienawidziłam go! Jak mogłam pozwolić na to, co się stało, byłam zrozpaczona, przecież zniszczył mój misterny makijaż! No co za debil! Prawie z tego powodu płakałam…
Koralowo
Jak Ci się podobało?