Wypad za miasto

Yeti Yeti

14 października 2012

21 min

Czerwiec okazał się bezlitosny dla mieszkańców miasta. Tylko leżenie na trawie, w cieniu drzewa dawało szansę przeżycia. Monika dusiła się w betonowym akademiku... Bardzo wiele kosztowało ją, aby namówić koleżanki, na wspólny wyjazd nad jezioro. Laski marudziły, opowiadały coś bez sensu, o sesji, o konieczności nauki, ale w końcu przestały wymyślać trudności. Agnieszka zapytała nawet, czy może zaprosić swojego chłopaka. Dlaczegóż by nie... Monika zasugerowała, że jej Kamil ma na pewno fajnych kolegów. Nie, nic nie wiadomo, w tej jakże istotnej sprawie, bo to całkiem nowy chłopak, ale Agnieszka obiecała dyskretnie zapytać.

Marta oczywiście zaspała. U Marty to standard. Kwadrans przed odjazdem pociągu zatelefonowała, że nie jedzie. To oficjalna wersja. Julii wydawało się, że w tle rozmowy odzywał się męski głos. Nieważne. W trójkę wsiadły do pociągu. Wagon był obskurny, Monika odwykła od estetyki podmiejskich kolei. Starała się niczego nie dotykać i tak, jak ptaki w locie, dojechały do Promna. Teraz pozostało kilka kilometrów marszu. Szły zachwycone. Tak prawdopodobnie wyglądało w raju, zanim Pierwsi Rodzice zżarli jakąś bezsensowną antonówkę i teraz kobiety muszą studiować w upale i rodzić w bólach dzieci, na szczęście nie jednocześnie!!! Ciepło, oszałamiająca zieleń, kwiaty, zapach lasu... Słonko grzeje... Sosny odurzają zapachem... Tak trzymać!

Rozłożyły koce na polance blisko brzegu i wygrzewają się w blasku słońca. Woda jak marzenie. Co pół godziny chlapanie w jeziorze i znów powrót na koc, a tu kawa z termosu, smakołyki i... beztroskie, bezrefleksyjne opalanie... tak w kółko, bez końca...

Późnym popołudniem, na pustej drodze, pojawia się czarny samochód terenowy. Kierowca hamuje ostro. Na piaszczystej drodze wznosi się potworny tuman kurzu. Pył opada na wszystko – również na koce i na jedzenie. Agnieszka przykrywa prowizoryczny stolik gazetą, ale ciasto nadaje się już tylko do wyrzucenia. Dziewczyny muszą otrzepać koce i zanurzyć się w jeziorze, aby usunąć brud, przyklejony do olejku do opalania. Są wściekłe.

Kamil wysiada pierwszy z auta i dokonuje prezentacji kolegów – To jest Artur, Marcel, Monika, Agnieszka i... przepraszam jak tobie na imię – zapomniałem. - Julia – Julia podaje chłopakom rękę, wyraźnie niezadowolona, że nie pamiętał jej imienia. Artur nie okazuje żadnej skruchy z powodu chmury kurzu. Kim jest ten bezczelny facet – Monika ze zdumieniem odkrywa w sobie coś, czego się nie spodziewała. Bezczelność tego faceta ją intryguje. Ale głupia jestem – myśli, a ten nieokrzesany Artur, staje się dla niej coraz bardziej interesujący, wręcz pociągający... Trudno to wyjaśnić, ale on się zachowuje jak prawdziwy FACET, a nie jakiś mazgaj. Budzi co prawda niechęć, ale... gesty ma jakieś takie zdecydowane i niski ton głosu... Nie, zdecydowanie nie jest to kandydat na partnera życiowego, chociaż... Za to, na jedną noc, na szaloną noc, to męskie ciacho jest idealne... Kurczę, ale ja jestem głupia... to wpływ słońca... Monika wraca do rzeczywistości. Dostrzega, że Artur podchwycił jej spojrzenie. Ten facet wie teraz zbyt wiele. W filmie z Bondem musiałby już umrzeć!!! O cholera, on nadał sobie prawo do wpatrywania się bezczelnie w źrenice Moniki... Opuściła wzrok, zła na samą siebie... Nie wytrzymała takiej agresji. Gość wygrał pierwsze wzrokowe starcie!!! W trzewiach pokonanej Moniki załopotały tabuny barwnych motyli... Porażka...

Bla, bla, bla... Wartko toczy się rozmowa, nieważna, pusta i bez znaczenia. Marcel dorabia co drugi dzień, jako ratownik, na plaży, kilka kilometrów stąd a Artur to kumpel z wojska. Odwiedza Marcela wtedy, kiedy ma przepustkę. Zwykle grają w karty, albo wyrywają laski na dyskotece, bo tak naprawdę, nie ma tu niczego mądrzejszego do roboty, a nie opłaca się jechać gdzieś dalej, bo po co, skoro tu też są laski.

Marcel żartuje o mandacie za kąpiel w miejscu niedozwolonym, ale nie trafia to na podatny grunt. Dziewczyny są wyraźnie zniechęcone zachowaniem Artura i nie mają ochoty na seksualne podteksty. Jedynie Agnieszka i Kamil przytulają się demonstracyjnie i szeptem flirtują, jakby nie widzieli się od wieków. Marcel odbija się od wrogiego muru i przestaje głupio gadać o ukaraniu. Zwierzynę trzeba oswoić!!! Marcel opowiada o zdarzeniach z plaży, o rzadkich gatunkach zwierząt, mieszkających w tych właśnie okolicach... Są tu na przykład żmije. Teraz, w upalny dzień, to na pewno się nie pojawią, ale wieczorem uważajcie!!! ... i na dziki uważajcie – teraz mają młode i mogą być agresywne!!! Artur wspomina misję w Pakistanie i pokazuje wojenne blizny. Agnieszka z Kamilem uznali to za mało interesujące i znikają w pobliskim zbożu. Monice wydaje się, że zboże dziwnie się porusza. Nawet chyba usłyszała dobiegający z falujących kłosów krzyk... Szkoda czasu na puste gadanie – przemknęło jej przez myśl... chętnie poszłabym do wody, ale teraz głupio odejść... Poza tym, jak ona, Monika się przy tych facetach przebierze??? Nie, nie idę do wody... Niczego sobie ten Artur...

Dziewczyny zakładają bluzki, bo spojrzenia chłopców stają się natarczywe i jest to jakieś takie krępujące. Chłopcy przeciwnie – rozebrali się do kąpielówek, a mają kąpielówki tak skąpe i obcisłe, że chyba specjalnie takie założyli, aby prowokować. Tym bardziej dziewczyny wolą być ubrane. Teraz to one odwracają wzrok, aby nie spoglądać w wiadomym kierunku. Test na cnotliwość okazuje się bardzo trudny.

Niebo szarzeje. Pora wracać!!! Pociąg odjedzie za godzinę.

Monika zbiera ciuchy.

- Zaczekajcie – to mówi Artur – odwieziemy was autem – szkoda kończyć już teraz tak miły dzień. Pójdziemy na spacer. Co wy na to?

- NIE, wracamy – Monika wyraźnie nie ma ochoty na chodzenie po lesie, ale chłopcy nie ustępują. - Tylko kilka minut. Jest piękny wieczór, a za chwilę pojawią się gwiazdy... Wiecie, jak pięknie wyglądają gwiazdy, odbite w tafli jeziora? Kurczę... zobaczyć i umrzeć! Poeci się w facetach odezwali! Są żałośni! Na Monikę to nie działa.

Agnieszka i Kamil wrócili ze zboża i przyłączają się do chłopaków.

- Przecież jadąc samochodem będziemy w domu szybciej niż pociągiem... I wygodniej! Zapakujemy koce i bagaż do auta, a teraz pójdziemy na spacer... Monia, nie bądź dziwna!!! To Agnieszka odzywa się zupełnie nie w porę i bez sensu, psując szyki.

- Jest tak cudownie. Widziałyście kiedyś prawdziwe gwiazdy w wodzie? Uruchom Monia wyobraźnię!!! Masz to w zasięgu ręki... Nie zmarnuj tego!!! Bezcenne!!! Las pachnie żywicą już teraz, ale wieczorem będzie to po prostu zapachowy orgazm. W mieście tego nie masz i nigdy mieć nie będziesz... Powąchaj - wiatr niesie zapach jaśminu, czy czegoś tam... nieważne, nie znam się na tych badylach, ale jakie to piękne!!! To na pewno jakieś białe kwiaty tak pachną. Kocham białe kwiaty!!! Kocham barwy wieczoru – spójrz - słońce przestało już barwić świat na pomarańczowo, ale czerwona łuna na niebie jest po prostu bajeczna...

Kamil wyjmuje z kieszeni płaską butelkę i podaje Agnieszce. Agnieszka pije kilka łyków i oddaje. Kamil pije. Pije długo...

- Przestań – Agnieszka usiłuje odebrać mu butelkę. Kamil odrywa butelkę od ust, ale za chwilę dopija do końca. - Chcę się nawalić – mówi. Zasługuję na odlot. No co, może nie? Nie podobało się? No powiedz... powiedz, że nie miałaś!!!! Miałaś, czy nie!!!?

- Głupi jesteś! – Agnieszka jest wściekła. Nie drzyj się. Teraz przesadziłeś. Nie lubię pijaków!

- Zamknij się! – Kamil nie jest zbyt uprzejmy. To twój problem... ja jestem dobry w te klocki!!! ... a ty musisz się jeszcze uczyć, bo jesteś beznadziejna..., jak mumia, kurde... Zapiszę cię do muzeum na rytmikę... ha, ha, ha... na rytmikę!!! Do grupy "dewon"!!!

- Świnia – Agnieszka jest wyraźnie poruszona. Nie dotykaj mnie!!! Kamil próbuje przyciągnąć Agnieszkę do siebie, aby zademonstrować do kogo ta suczka należy, ale nic z tego. Agnieszka przyśpiesza i zbliża się do Marcela. Pyta o cokolwiek, aby nawiązać rozmowę... Niech się Kamil skręca z zazdrości!!!

Artur usiłuje w tym czasie zbliżyć się do Moniki. Obejmuje ją ramieniem. Niedoczekanie!!! Monika przekręca się dookoła osi. Spogląda na zegarek. - Pociąg nam ucieknie. – mówi – Ostatni odjeżdża za godzinę. Jeszcze mamy szansę!!! - Przecież mówiłem, że was odwieziemy - słyszy. Masz moje słowo – mówi Artur. - Obiecuję... - Jaki jest twój znak zodiaku – wwierca się Artur wzrokiem w Monikę. - Co to ma do rzeczy... chcę wracać, rozumiesz? - Twój znak zodiaku to strzelec – zgadłem? - Gówno cię obchodzi mój znak zodiaku!!! Przez ciebie pociąg nam ucieknie!!!

Julia dołącza do Moniki – proszę, przestańmy gadać i jedźmy... Faktycznie to będzie już ostatni pociąg.

- Zaproponuję wam inny pociąg – Artur śmieje się i porusza wymownie biodrami.

Dziewczyny niczego nie mówią. Są wściekłe... Do domu kawał drogi.

- Obiecałeś!!! Julia ma ochotę rzucić się z pięściami na Artura. - Obiecałem was odwieźć, ale nie mówiłem, że zrobię to natychmiast! Myślałem, że odwiozę was po spacerze. Przecież nie będziecie kwitły godzinami na stacji.

Monika rozgląda się przerażona. Nieznany ciemniejący las nie zachęca do pieszej wędrówki. Czy w tej ciemności szaleją żmije i dziki? Monika widzi oczyma wyobraźni wielkie stada. Są przerażające!!!! Z drugiej strony, jeśli natychmiast nie pójdą, to wiadomo, jak to się skończy... Jaka ta Agnieszka porąbana! To ona je wrobiła!!! Skąd Kamil wytrzasnął tych kumpli??? Facetom z zasady nie można ufać, ale teraz sytuacja wymyka się spod kontroli...

- Dziewczyny – idziemy do drogi i złapiemy stopa – oddaj nasze bagaże... Monika patrzy oczekująco na Artura. Jest zdecydowana na wędrówkę przez las.

Niespodziewanie włącza się Agnieszka... - Monia, wyluzuj. Zaraz pojedziemy. Jest przecież tak miło.

Jest jej miło, bo Marcel ją właśnie obmacuje a Kamil patrzy na to z dezaprobatą. Zamroczony alkoholem, nie ma siły zareagować. Naiwna i głupia Agnieszka! Głupia, głupia, głupia! Boże, co ja tutaj robię!!!

- Dziewczyny – naprawdę chodźmy! - Monika jest bliska płaczu. - Jest już tak cholernie późno!!! ... Kurczę, co za głupie baby! Jak chcecie zostać, to proszę bardzo - ja idę...

- Jeszcze chwila... przecież obiecałem, że was odwiozę. Pojedziemy wszyscy... Marcel wyjmuje butelkę i rozlewa do szklanek. Julia pije z nimi... Czy w ten sposób konkuruje z Agnieszką o względy Marcela. Agnieszka jest wściekła na Kamila i chce się zemścić... Kamil, jakby chciał jej udowodnić, że nie będzie słuchał głupiej baby, chwyta kolejną szklankę i demonstracyjnie pije do dna. Marcel znów nalewa i podaje. Wyraźnie chce go upić!!! Julia wzrusza ramionami. Marcel nalega teraz, aby Julia wypiła. A ta głupia pije... i wdzięczy się do Marcela. Dość tego!

- POWTARZAM – Monika zdobywa się na głośny i dobitny głos - jak chcecie zostać, to proszę bardzo, ja wracam.

- Monika, nie bądź dziwna – Agnieszka głaszcze bicepsy Marcela i wsuwa rączkę pod jego koszulkę skubiąc włoski na jego piersi - przecież nie zostaniemy tu na noc. Co byśmy tu robili, prawda tygrysie? Przecież to jasne, że już jedziemy. Monia nie wygłupiaj się, nie psuj zabawy!!!!... jeszcze chwila.

Chłopcy uprzejmie potwierdzają: No, jasne, zbieramy wszystko i za chwilę jedziemy...

- Ja jadę TERAZ... W głosie Moniki brzmi bezsilna złość. - Dobrze - Julia wstaje zataczając się lekko. Monia – idę z tobą... Marcel odchodzi od Agnieszki i obejmuje Julię ramieniem. - Nigdzie nie idziesz!!!! Julia patrzy z tryumfem na Agnieszkę i śmieje się do Marcela. – Bo co mi zrobisz? Ich usta zbliżają się do siebie... Agnieszka jest wściekła... Kamil zamroczony, uśmiecha się teraz głupkowato i powtarza "oczcczywiśśście... nikt ciebie nie chce, co.... "

Agnieszka jest ambitna. Ona, Agnieszka ma przegrać z Julią? Niedoczekanie!!!! Zdejmuje koszulkę przez głowę... rozpina stanik. Uwolniła piersi...

- Mam ochotę na seks – krzyczy... Kurcze, ale mnie naszło... czy jest tu prawdziwy mężczyzna? Kto jest gotów na wyzwanie!!! Marcel odwraca się w jej kierunku... Julia usiłuje go przytrzymać, ale Marcel prze teraz do przodu... odepchnął Julię. Puść mnie – krzyknął. Julia prawie się przewróciła... Z trudem łapie równowagę...

- Jesteś wredny – mówi Julia - świnia!!! Marcel nie słyszy. Objął dłońmi piersi Agnieszki, wpił usta w jej szyję i zsunął dłoń pod jej spódniczkę. Przycisnął ją do drzewa... Monika patrzy ze zdziwieniem, nie nadążając za szybkimi zmianami sytuacji. Sprawy przybierają zły obrót... Za dużo laski wypiły i rozrabiają... Marcel oczywiście wykorzystuje sytuację... napracował się, żeby do tego doprowadzić. Wiadomo, facet... więc świnia... ale uwaga! Artur jest całkiem trzeźwy! Co on sobie teraz wyobraża... Przecież on mi nie przepuści...

Artur oczywiście nie wyobraża sobie niczego. Artur zdecydowanym ruchem przyciąga Monikę do siebie. Monika, nie wie dlaczego to robi, ale kładzie głowę na jego ramieniu, a jej jasne włosy opadają na jego plecy... Dlaczego jest taka uległa. Powinna teraz walczyć, a ona... Może lubi zdecydowanych mężczyzn a Artur jej się podoba... Może okoliczności to sprawiły... Sama nie wie co się stało... Może po prostu odczuwa potrzebę, aby pokazać tym głupim laskom, że jest lepsza od nich... To właśnie ją wybrał trzeźwy Artur. Artur - męskie ciacho, wybrał ją do przytulenia!!! Patrzcie - ten Artur, Artur, który jest tak męski,... Artur o którym wy, liżące się do Marcela baby, możecie jedynie marzyć... Ten właśnie Artur świata poza mną nie widzi, a ja właśnie go olewam i idę sobie!!! Do widzenia!!! Idę, naprawdę idę – mówi głośno, wyrywając się Arturowi. Nie udało się. Artur przytrzymał jej podbródek i usiłuje pocałować jej usta... Monika unika pocałunku... Próbuje odepchnąć natarczywego mężczyznę... Artur wie czego chce... jest zdecydowany.

W międzyczasie Marcel rozebrał Agnieszkę i prowadzi ją za kark, jak na egzekucję. Idą tak kilkanaście kroków i znikają za zaroślami. Mimo nocnej już ciemności, doskonale widać, co tam się dzieje. Tarzają się nadzy po trawie. Teraz Agnieszka rozłożona na wznak zastygła w bezruchu. Nie może się poruszyć, bo Marcel rozwarł silnym gestem jej stopy i klęczy między jej udami, naciskając dłońmi na ramiona. Gryzie jej piersi... Agnieszka niby próbuje odepchnąć jego dłonie, ale naprawdę kieruje je na swoje łono... Marcel wessał się w jej usta... Ona obejmuje go ramionami... Kamil – krzyczy do zamroczonego chłopaka. Zobacz, jak robi to rasowy samiec. Ucz się pijaku!!! Między nami wszystko skończone... Przeproś się ze swoją ręką!!! Przyda ci się!!! No dalej Marcel, wsadź go wreszcie... A ty co się gapisz Julia? Chciałabyś też, co?... Za cienka jesteś!!!

Monika patrzy ze zdumieniem. Nie poznaje Agnieszki. Żądza zemsty, czy chora ambicja przyćmiła jej umysł. Artur nie zastanawia się nad niczym... bezczelnie ją obmacuje... po prostu cham!!!! Monika odpycha go ze złością, ale robi to nieudolnie. Artur okazuje się coraz bardziej zaborczy. Osiągnął już tak wiele, ale domaga się znacznie więcej... On chce wszystkiego!!! Pijany Kamil uśmiecha się przez sen... Oszzywiśśście – szepcze... Monika nie wytrzymuje nerwowo!!! Dość tego - krzyczy!!! Świnie jesteście!!! Dajcie mi spokój... Spadaj... Julia przyłącza się do protestu i usiłuje oderwać Artura od Moniki. Tak, tak - zostawcie nas – mówi Julia!!! Mówi trochę bez sensu, bo nikt jej nie niepokoi. Siadaj, bo... Artur nie mówi, bo co, bo nie ma czasu... Wskazuje pieniek. Julia już siedzi na nim i przygląda się sytuacji. Trawi ją gorycz porażki. Jak on śmie jej rozkazywać!!! Do tego żaden facet jej nie zechciał, a ta wstrętna Agnieszka ma dziś drugiego! Nie ma sprawiedliwości na świecie.

- Odczep się ode mnie!!! Monika próbuje wstać, ale Artur bez problemu przytrzymuje jej biodra i po prostu kładzie ją na trawie... Artur szybkim gestem zsuwa kąpielówki. Julia oniemiała... Czy on naprawdę chce to zrobić!!! Zostaw mnie – krzyczy Monika. Przecież nawet ciebie nie dotknąłem – Artur udaje zdziwienie. Nie rozumie, czy udaje głupiego... Jeszcze nie dotknąłem – poprawia się. Zdejmuj to - mówi, wskazując jej spódniczkę. Coooo? No, rozbieraj się, zabawimy się. Ruchy, mała, ruchy!!!! Koleżanka chętnie pokibicuje – prawda suczko – zwraca się do Julii? Jak ci na imię – bo zapomniałem... Julia nie odpowiada. Stercząca, jak lufa czołgu, fujara Artura unosi się... Pytałem ciebie o coś? Podchodzi do Julii i chwyta jej podbródek, kierując jej głowę ku górze. Julia – cedzi Julia przez zaciśnięte zęby... Siedź i patrz. Sadza ponownie Julię na pieńku. Powtarzam – rozbierz się i podejdź – to do Moniki. Monika posłusznie zsuwa ciuchy, podchodzi i przywiera do niego nagim ciałem. Jej nogi, jej całe ciało drży, ale skóra jest tak głodna dotyku... Co się ze mną dzieje – jej umysł jest pełen znaków zapytania. Wiedziała przecież, że wszystko zmierza w takim właśnie kierunku, ale coś jej kazało pozostać. Coś kłamało, że to sen, zabawa, że to nie dzieje się naprawdę, że jest bezpieczna. Agnieszka właśnie odlatuje z krzykiem, z dzikim wrzaskiem... TAAAk TAAAK... AAaaaaa... To dzieje się tak blisko i jest tak rzeczywiste... jest tak realne... i również dla Moniki nieuniknione... Julia splotła nerwowo ręce... Artur jest o głowę wyższy od Moniki, silnie przycisnął ja do siebie... Nogi Moniki zginają się pod wpływem siły potężniejszej od siły grawitacji. Jej ciało osuwa się na miękką trawę. Artur układa je na wznak. Przyciska łono do jej łona i rozsuwa kolanami uda. Monika czuje, jak jego naprężony organ wciska się w jej intymność... Już była pewna, że wciśnie się do końca, ale nie... Wycofał się. Czy poczuł się już zwycięzcą i zamierza poznęcać się nad pokonaną, czy ruszyło go sumienie? Pieści jej krągłości jak dziecko, które dorwało się do nowej zabawki... dłonie przesuwają się wzdłuż biodra, a jedna z nich zahacza o łono i wsuwa pod brzuch... Artur już wie, że ona, Monika jest wilgotna...

Pieści jej uda... Dotyka delikatnie TEGO miejsca... Monika płytko oddycha... Julia wsunęła dłoń pod spódniczkę. Ma mętny wzrok... Monika nie widzi już Julii, bo Artur odwrócił ją twarzą do trawy i pociągnął pupę do góry... Wyciągnęła ręce do przodu... Jakie to podniecające... Oprawca przesunął palcami od jej karku aż do pupy, drapiąc skórę niemiłosiernie... Jego męskość wdarła się między jej uda... Męskość ciepła i twarda... Dłonie Artura naciskają jej łopatki dociskając klatkę piersiową do trawy. Chwytają silnie ramiona... Odsunął włosy na bok i wessał się ustami w jej kark. Monika drży z pożądania... Artur przesuwa dłonie na biodra. Chwyta w żelazny uścisk i klęcząc za nią pakuje w nią swój oręż. Zdecydowanie... Zrobił to. Teraz wysuwa i ponownie zagłębia... Nie śpieszy się. Konsekwentnie, ale coraz wolniej...

Kilka wolnych ruchów, kilka szybszych i znów kilka powolnych... Zamarł w bezruchu, powtórzył sekwencję i wyjął... Pchnął Moniką na bok. Nie było to delikatne pchnięcie, było silne i niezbyt uprzejme. Padła na trawę. - Co robisz... - powiedziała. Nie podobało jej się takie potraktowanie, ale podnieciło ją jeszcze bardziej.

- Za dużo mówisz – odwrócił ją przodem. Wessał się w jej usta. Zacisnęła je z całej siły, ale jej ciało nie miało ochoty na walkę. Nawet usta stały się miękkie i rozchyliły się samoistnie... Położył wyprostowane ręce na jej ramionach...

Pchnął biodrami... usiłowała złapać oddech... Brakowało jej tlenu...

- Szerzej nogi, mała...

- Posłusznie spełniła żądanie.

- Monika ci na imię – dobrze pamiętam? Artur klęczał między jej udami i wsuwał głębiej swoją maczugę.

Jego słowa były irytujące, ale jeszcze bardziej ją rozogniły. Czuła, jak jej ciało staje się maksymalnie miękkie i uległe... Nie poznawała siebie.

Artur bezczelnie patrzył w jej oczy, wsuwał fujarę do końca i spokojnie cofał do wejścia... Monika była śliska, wąska i głęboko oddychała... Ooooo, szeptała... o kurwa... jeszcze, jeszcze... Przymknęła oczy...

Nie śpieszył się. Poruszał się delikatnie, wyczuwając, które ruchy sprawiają, że jej wnętrze staje się bardziej nienasycone i pełne ognia... Poruszał się tak, aby dziurka zaciskała się na jego maczudze. I wtedy, kiedy już do tego doprowadził, z furią atakował... i znów poruszał się wolniej jakby na samej krawędzi przepaści... I znów szalonym tajfunem do końca... Połóż ręce na piersiach – rozkazał, a Monika posłusznie wykonała polecenie. No dalej, pieść je!!! Porządnie masuj... Nie opierdalaj się!!! Monika z zaangażowaniem wykonywała polecenie.

Dotarli razem do punktu bez odwrotu i dalej... w szalonym pędzie... Wśród krzyku spadających gwiazd...

Monika odleciała... Nie mogło być inaczej. Na początku krzyczała tylko: TAK, TAK JESZCZE... TAK... ale w końcu z jej ust wydobył się głośny gardłowy krzyk: Aaaaaa

Artur przesunął po ramieniu Moniki dłonią, drapiąc ja paznokciami... Teraz mała!!!! TERAZ!!!! Słyszysz mała!!! TEEERAZ!!! Uniósł tułów ku górze, zesztywniał i jak tajfun eksplodował w jej wnętrzu, a ona, Monika, poczuła, jak świat pęka na kilkaset kawałków i w huraganie ognia i rozedrganej materii, wszystkie te kawałki razem z nią Moniką Boryńską, mkną w pełną rozkoszy przepaść...

Monika Boryńska leci w tę cudowną przepaść, razem z błyszczącymi cząstkami rozedrganego Wszechświata... jej ciałem targają fale zimna i gorąca... dreszcze i... i takie... takie nieskończone pożądanie... Są teraz i wszystkim i niczym... I czymkolwiek, kiedykolwiek byli czy będą, byli i będą tym czymś razem! Na zawsze...

Powoli wracali do rzeczywistości. Marcel już pomógł Agnieszce wstać. Ubrała się i zataczając lekko, bez słowa doszła do auta. Usiadła z tyłu. Obok niej pojawiła się Monika. Artur z Marcelem wnieśli na tylne siedzenie, bezwładne ciało Kamila.

- Jedziesz? – zapytał Artur Julii. Wstała i milcząc wcisnęła się na tylną kanapę. Artur odwiózł każdą z tych osób pod sam dom. Obiecał przecież, że odwiezie i dotrzymał słowa. Żołnierz jest szczególnie zobowiązany do świecenia przykładem. Komu możemy ufać, jeśli nie żołnierzowi?

Jako ostatnią odwiózł Julię. Z premedytacją – niech czeka najdłużej, skoro lubi czuć się gorsza od innych. Milczała przez całą drogę, ale kiedy już wysiadała, spojrzała na Artura przesadnie długo. Podała mu rękę na pożegnanie i powiedziała z wyraźną nadzieją w głosie: Może wejdziesz na herbatę?

A Artur jest przecież smakoszem herbaty. Oczywiście, że wszedł.

20,155
6.83/10
Dodaj do ulubionych
Podziel się ze znajomymi

Jak Ci się podobało?

Średnia: 6.83/10 (47 głosy oddane)

Pobierz powyższy tekst w formie ebooka

Komentarze (2)

olik

olik · 16 grudnia 2012

0
0

Opowiadanie - Tragedia.
Pomysł to nie wszystko, trzeba jeszcze nauczyć się pisać.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
yeti

yeti · 16 grudnia 2012

0
0

A masz jakies konkretne zarzuty, czy tak po prostu chciała(e)ś zaistnieć?

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

Opowiadania o podobnej tematyce:

Pokątne opowiadania erotyczne
Witamy na Pokatne.pl

Serwis zawiera treści o charakterze erotycznym, przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich.
Decydując się na wejście na strony serwisu Pokatne.pl potwierdzasz, że jesteś osobą pełnoletnią.

Pliki cookies i polityka prywatności

Zgodnie z rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r (RODO). Potrzebujemy Twojej zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych przechowywanych w plikach cookies.
Zgadzam się na przechowywanie na urządzeniu, z którego korzystam tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie moich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania przeze mnie ze stron internetowej lub serwisów oraz innych parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych i w celach analitycznych.
Więcej informacji na ten temat znajdziesz w regulaminie serwisu.