#516
18 października 2026
"Znam cię, wiem, że lubisz seks. Chłop poza domem, to sobie sama poradzisz" mówiła ze śmiechem, wręczając mi pudełko.
Podziękowałam, obejrzałam pod jej czujnym okiem. Czarny, ze złotą końcówką. Zaskakująco dobrze leżał w dłoni 🙂. Pokazała mi jeszcze, jak działa, poczułam wibracje na dłoni, trochę śmiechu przy tym było.
Nie powiem, lubię i znam smak masturbacji. Ale zawsze radziłam sobie przy pomocy palców, czasami pomagałam sobie prysznicem, ale żeby wibrator? Nie, to nie dla mnie. Nic sztucznego. Odłożyłam pudełko do szuflady. Mąż zdążył wrócić z delegacji, pojechał po jakimś czasie na następną. I następną, i następną. Sporo ich było, taką ma pracę.
Nie było go już kolejny dzień, kolejny wieczór spędzałam samotnie. I, szczerze mówiąc, miałam nieodpartą pokusę samomiłości. Już pod prysznicem mydło, spływająca woda i moje ręce nastroiły mnie do pieszczot. Z łazienki przeszłam do sypialni, położyłam się i niespiesznie zaczęłam się dotykać. Twarz, kark, ręce. Palce przesuwały się po ciele, coraz bardziej zbliżając się do piersi. A kiedy skoncentrowałam się na nich, brodawki uniosły się i stwardniały. Czułam pojawiającą się wilgoć podniecenia. Sięgnęłam palcami niżej, palce zrobiły się mokre. Bezbłędnie odnalazłam łechtaczkę i zaczęłam się pieścić. Było mi coraz przyjemniej, coraz bardziej podniecałam się, nieuchronnie zmierzając do orgazmu. Czasami wsuwałam w siebie palec lub dwa, ale czułam, że brakuje mi czegoś. Czegoś bardziej fizycznego, nie do końca potrafiłam to zdefiniować. I nagle przyszło olśnienie. Brakowało mi wypełniającego moją cipkę mężowskiego kutasa. I zaraz przyszła druga myśl, zapomniany prezent. W sumie dlatego nie. Przecież po to został stworzony. Sięgnęłam do szuflady. Wyjęłam z pudełka, ogrzałam trochę w dłoniach. Przyłożyłam czubek do łechtaczki. Przesunęłam niżej, szybko zrobił się mokry od moich soków. Spróbowałam powoli wsunąć. Ku mojemu zaskoczeniu nie czułam się niekomfortowo. Czułam za to, jak szczelnie wypełnia cipkę. Jak obejmuję nią jego długość i szerokość. Nowe dla mnie odczucie, nad wyraz przyjemne na dodatek. Zaczęłam go przesuwać, wysuwałam i wsuwałam. Kilka, kilkanaście, kilkadziesiąt razy. Wyjęłam w końcu, ponownie oparłam o łechtaczkę i zdecydowałam się włączyć. Wibracje zawładnęły moim ciałem, przechodziły w głąb ciała. To było zupełnie inne, nowe doznanie. Zwiększyłam moc, uuuuuu, super. Chcę to poczuć od środka. Wsunęłam tą wibrującą rzecz. I to było coś. Jeszcze raz zwiększyłam wibracje, drgałam całą, od palców stóp aż do głowy. Do moich uszu docierało buczenie wydobywające się z wewnątrz ciała. I kiedy już myślałam... łał, przyszedł orgazm, super orgazm, jakiego jeszcze chyba nigdy nie miałam. Krzyczałam, a zdarza się to dość rzadko, wyłam i jęczałam. Miałam nawet wrażenie, że opuściłam na tą chwilę swoje ciało i przyglądam się sobie, przeżywającą orgazm. Trochę to trwało. Odpłynęłam. Potem wyjęłam wibrator, wyłączyłam, odłożyłam i leżałam zmęczona, i co najważniejsze, totalnie zaspokojona. I wiedziałam już, że nie była to jednorazowa przygoda.
Na pewno pochwalę się mężowi, a może i nawet pokażę w użyciu. Albo pozwolę, żeby sam użył go na mnie. Czas pokaże.
Komentarze (0)
brak komentarzy