Bądź grzeczny
18 maja 2026
5 min
Poniższy tekst znajduje się w poczekalni!
Odprowadziłem Dorotę na pociąg. Jechała na trzydniową konferencję naukową do Warszawy, a ja miałem spędzić najbliższe kilkadziesiąt godzin zupełnie sam w naszym pustym, zbyt dużym mieszkaniu. Na peronie panował typowy dla piątkowego popołudnia chaos – szum rozmów, zgrzyt żelaznych kół o szyny i pośpiech malujący się na twarzach podróżnych. W tym całym zgiełku Dorota wyglądała niezwykle spokojnie, wręcz magnetycznie. Dałem jej szybkiego, wilgotnego buziaka na schodkach wagonu, wdychając po raz ostatni intensywny zapach jej perfum z nutą piżma i wanilii. Popatrzyłem jeszcze przez chwilę, jak przeciska się przez wąski korytarz i zajmuje swoje stałe miejsce przy oknie. Pomachała mi, uśmiechając się tym swoim zagadkowym, nieco drapieżnym uśmiechem, który zawsze przyprawiał mnie o gęsią skórkę. Kiedy pociąg w końcu ciężko ruszył i zaczął niknąć w popołudniowej mgle, odwróciłem się na pięcie i niespiesznie wróciłem do samochodu.
W aucie wciąż unosił się jej zapach, co tylko podsyciło dziwny niepokój, który zaczął kiełkować we mnie już rano. Aby zagłuszyć natłok myśli, w ulubionej aplikacji streamingowej włączyłem opowiadania BDSM, które polecił mi znajomy. Gdy powoli wyjeżdżałem z ciasnego podziemnego parkingu przy dworcu, na dotykowym wyświetlaczu Apple CarPlay z cichym dźwiękiem wyskoczyło powiadomienie o nowej wiadomości.
„Bądź grzeczny, kochanie” – napisała Dorota.
Te trzy proste słowa uderzyły we mnie niczym prąd. Poczułem, jak momentalnie twardnieję pod dżinsami. Uśmiechnąłem się pod nosem, poprawiłem pozycję za kierownicą i zdecydowanym ruchem podkręciłem głośność samochodowego audio.
To, co słyszałem z głośników przez kolejne kilometry, było cholernie, wręcz boleśnie podniecające. Może dlatego, że na co dzień z Dorotą rzadko pozwalamy sobie w sypialni na coś więcej niż tylko niewinną szczyptę bólu zmieszanego z czystym pożądaniem? Nasze życie erotyczne było udane, ale bardzo bezpieczne. Zbyt rzadko, o wiele zbyt rzadko, robiliśmy w łóżku rzeczy, o których nie mówi się głośno przy znajomych podczas niezobowiązujących kolacji. Zawsze istniała jakaś niewidzialna granica, której żadne z nas nie miało odwagi przekroczyć. A teraz lektor w audiobooku opisywał historię mężczyzny, który został całkowicie ubezwłasnowolniony. Był bity skórzanym batem, wyzywany najgorszymi słowami, a jednocześnie pozostawał absolutnie, bezgranicznie posłuszny swojej partnerce. Pozwalał robić ze swoim ciałem wszystko, czego tylko zażądała jego Pani. W absolutnym milczeniu lizał jej wysokie buty na obcasie, służył za ludzki podnóżek, a w kulminacyjnym momencie czuł na swoich wrażliwych jądrach palące krople gorącego, czerwonego wosku.
Ta mroczna, gęsta wizja całkowitego oddania kontroli, bycia zdanym na czyjąś łaskę i niełaskę, pulsowała mi pod czaszką przez całą drogę do domu. Każde czerwone światło na skrzyżowaniu było udręką. Moje ciało paliło żywym ogniem.
Gdy tylko zatrzasnąłem za sobą ciężkie drzwi wejściowe, w przedpokoju zrzuciłem z siebie ubrania – buty, dżinsy i koszulka wylądowały w bezładnej stercie na podłodze. Bez chwili wahania poszedłem prosto pod prysznic. Gorąca, niemal parząca woda z impetem zaczęła rozgrzewać moje spięte ramiona i plecy. Stałem tak przez moment z zamkniętymi oczami, pozwalając, by krople zmyły ze mnie resztki racjonalnego myślenia. W końcu zdjąłem słuchawkę z uchwytu i skierowałem silny, pulsujący strumień wody prosto na swojego penisa. Gdy tylko lewą dłonią delikatnie odciągnąłem napletek i odsłoniłem nadwrażliwą główkę, poczułem potężne uderzenie czystej przyjemności. Skoncentrowana energia wody uderzająca bezpośrednio w wędzidełko sprawiła, że mój sprzęt zaczął drgać i gwałtownie, wręcz dumnie twardnieć. Każda komórka mojego ciała domagała się, bym natychmiast chwycił go mocno dłonią i kilkoma szybkimi ruchami przyniósł sobie ulgę. Miałem jednak zupełnie inny, o wiele bardziej wyrafinowany plan. Chciałem cierpieć w tym podnieceniu. Chciałem, żeby ta słodka udręka trwała jak najdłużej.
Wytarłem się niedbale, ledwo dotykając ciała szorstkim ręcznikiem, i rzuciłem go na podłogę. W sypialni, na naszym szerokim łóżku, czekały już przygotowane wcześniej akcesoria. Usiadłem na brzegu materaca, włączyłem MacBooka i odpaliłem jeden z tych filmów, które trzymaliśmy z Dorotą ukryte w zaszyfrowanym folderze na specjalne okazje. Na ekranie bezwstydne obrazy zaczęły mieszać się z moimi własnymi fantazjami. Spojrzałem na swoje odbicie w lustrze szafy. Zacząłem się dotykać – powoli, ostrożnie, niemal badawczo, jakbym uczył się własnej anatomii na nowo. Podniecenie zgęstniało w pokoju tak bardzo, że powietrze wydawało się ciężkie. Czubek mojego penisa był już całkowicie mokry od lepkich soków. Zsunąłem palce w dół, zebrałem tę wilgoć i powoli uniosłem dłoń do ust. Zlizałem ją do czysta, zamykając oczy i wyobrażając sobie, że to wyraźne, bezdyskusyjne polecenie Doroty. Chciałem, żeby to ona zmusiła mnie, bym poznał i zapamiętał smak własnego, dzikiego pożądania.
W pewnym momencie, niesiony impulsem, zamiast do ust, wsunąłem te same śliskie, lśniące palce znacznie głębiej – prosto w swoją ciasną, rozgrzaną dziurkę. Najpierw wszedł jeden palec, penetrując mnie powoli, a zaraz po nim, gdy mięśnie nieco ustąpiły, wcisnąłem drugi.
– O, kurwa… – jęknąłem bezwiednie do pustego, pogrążonego w półmroku pokoju.
Uczucie całkowitego wypełnienia było absolutnie obłędne, rozrywające od środka w najbardziej zmysłowy sposób. Moje ciało domagało się więcej. Szybko, drżącymi z emocji rękami, zamieniłem palce na przygotowany wcześniej masażer prostaty. Jego silikonowa powierzchnia była gładka i początkowo nieprzyjemnie chłodna, ale gdy tylko wsunąłem go na odpowiednią głębokość i jednym kliknięciem włączyłem intensywne wibracje, momentalnie rozpalił mnie do czerwoności. Poczułem, jak fala gorąca rozlewa się od podbrzusza aż po koniuszki palców u stóp. Poruszałem nim rytmicznie – w przód i w tył – jednocześnie zaciskając drugą dłoń na naprężonym do granic możliwości, pulsującym członku. Mój oddech stał się rwany, głośny, a ruchy bioder stały się natarczywe, wręcz zwierzęce. Pieszczenie wrażliwego wędzidełka, podsycane wewnętrzną stymulacją, zamieniło się w szaleńczy, niemożliwy do zatrzymania galop ku ostatecznej rozkoszy. Byłem na skraju. Wszystko wokół przestało istnieć.
Eksplodowałem nagle, z głośnym, ochrypłym krzykiem. Sperma wystrzeliła mocno, gęstymi strumieniami lądując na moim napiętym brzuchu, a siła tej eksplozji była tak duża, że jedna z białych kropel sięgnęła aż mojego policzka, powoli po nim spływając. Wygiąłem się w dramatycznym łuku na prześcieradle, kurczowo zaciskając palce na pościeli i dosłownie wyciskając z siebie każdą, najmniejszą nawet kroplę. Chciałem, żeby w moich jajach nie zostało nic poza rozkoszną, pulsującą pustką.
Leżałem tak przez dłuższą chwilę, ciężko dysząc i powoli dochodząc do siebie, podczas gdy serce wciąż łomotało mi w piersi jak oszalałe. Kiedy zmysły zaczęły wracać na swoje miejsce, zacząłem powoli, metodycznie zbierać ciepłą spermę z brzucha na opuszki palców i niespiesznie ją zlizywałem. Robiłem to z dziwnym nabożeństwem. Wiedziałem doskonale, że Dorocie ten widok niezwykle by się spodobał – przecież zawsze, z tym swoim błyskiem w oku, prosiła mnie, bym dokładnie to robił, gdy kończyłem na jej idealnym ciele.
Ale tym razem jej tu nie było. Zostałem sam na sam ze swoimi fantazjami, w otoczeniu powoli stygnącego potu i zapachu seksu. Na nocnym stoliku leżał mój telefon. Obróciłem głowę i spojrzałem na niego. Na zablokowanym, ciemnym ekranie smartfona wciąż świeciła, odcinając się jasnym blaskiem od mroku, ta jedna, jedyna wiadomość od niej:
„Bądź grzeczny, kochanie”
zabawmy_sie
Jak Ci się podobało?