Światło pochodni (I). Lilianna
25 lutego 2026
Światło pochodni
33 min
Białoszare światło, przebijające się coraz mocniej i mocniej przez skórę zamkniętych powiek skutecznie wybudzało go ze snu. Próbował walczyć, nie mając najmniejszej ochoty wychodzić z letargu, niczym noworodek, niezadowolony z faktu, że ktoś kazał mu opuścić ciepłe i przyjazne łono matki, do świata na zewnątrz. Zimnego, głośnego i nieprzyjaznego.
Przegrał.
Uchylił oko i zdębiał.
Dookoła rozlewała się biała, bezkresna przestrzeń. Nieprzezroczysta, o mlecznej konsystencji, tłumiąca dźwięk.
To wygląda jak mgła, ale nie jest nią. – Pierwsze, co przyszło mu na myśl, gdy rozglądał się, szukając punktu zaczepienia spojrzenia. Próbował wstać, ciało odmówiło jednak posłuszeństwa, nasłuchiwał więc jedynie i wybałuszał wzrok, starając się dojrzeć cokolwiek w tej mlecznej bańce. Wydawało się, że słyszy ruchy gdzieś blisko, kiedy tuż za plecami (a może w głowie) rozległ się głos.
– Jakubie?
– Jest tam kto? – wychrypiał. Wysuszone gardło miał ochotę potraktować jakimkolwiek płynem, wodą czy nawet alkoholem, ale pod ręką nie było nic.
Poza mlekiem.
– Ktoś to pojęcie względne. – Głos rozlegał się dookoła, a jednocześnie nigdzie. – Daj mi chwilę, muszę zestroić twoje częstotliwości z moimi. – Przez moment czuł lekkie mrowienie w czole i głowie, po czym przed oczami zwizualizował się kształt. Ludzki.
Kobieta?
Nie, to mężczyzna.
A nie, jednak kobieta.
Co jest?
– No już, już kończę. Zaraz będziesz mnie dobrze widzieć. – Zauważył, że biel pulsowała lekko. Postać siedziała na dużym i szerokim krześle, trzymając wyprostowaną w łokciu lewą rękę na oparciu, a prawa swobodnie na udzie.
– Kim jesteś? – Dopiero teraz zorientował się, że jest nagi i zasłonił części intymne.
– Przestań się wygłupiać, widziałam miliardy takich, jak ty. – Uśmiechnęła się, jak do kilkuletniego dziecka. – Kim jestem? – Powtórzyła pytanie. – To chyba nie jest najważniejsza kwestia, na którą chciałbyś uzyskać odpowiedź, prawda?
Milczał, starając się ułożyć proces myślowy w głowie. Miał problem z koncentracją, a ta cholerna biel niczego nie ułatwiała.
– Gdzie jestem?
Obserwowała go, ubrana w idealnie dopasowaną, kevlarową, zdobioną zbroję, zasłaniającą tylko części intymne, nagie uda, ręce, czy wcięcie na biust prowokowały do przyglądania się, z czym nawet się nie krył. Sylwetką przypominała bohaterkę filmu „Wonderwoman”.
– I to jest właściwe pytanie. – Uniosła się nieco na tronie (doszedł do wniosku, że to nie fotel, a coś na kształt siedziska dla wodza lub króla). – W purgatorium lub limbo.
– W czym? – Niewiele rozumiejąc, spojrzał na postać jak na szaleńca.
– Jesteś wierzący?
– Czy wierzę w boga? Tego chrześcijańskiego czy innego? Nie, to bzdury do straszenia mało inteligentnych i niepotrafiących w grę zwaną życie. Zaraz, ale co to ma wspólnego z…
– Cierpliwości. – Postać uniosła rękę. Wydawało mu się, że nabrała cech męskich, a po chwili żeńskich.
– Co to jest purgatorium?
– Coś, co chrześcijanie nazywają czyśćcem, choć wolę nazwę limbo.
– Czyli co, umarłem? – żachnął się.
– Żywi się tu nie pojawiają, ale martwi do końca również nie.
– Martwi do końca? Jestem żywym trupem? – Zaśmiał się. – Głupi ten sen.
– To nie sen, choć na taki wygląda. – Nagle biała poświata zniknęła i oboje znaleźli się z drewnianej chacie, z kominkiem, sypiącym za oknem śniegiem i przytulną atmosferą. – Nigdy nie lubiłam tego białego mleka, choć Berat je uwielbia.
– Berat? – Coraz mniej z tego rozumiał, czuł się rosnącą irytację i zagubienie.
– Tak, mój brat, bóg śmierci.
– Co? Dobra, czas się obudzić. Naprawdę głupi ten sen, a ja muszę iść niedługo do pracy. Wstanę zmęczony i znowu pół dnia będę zdych…
– Może być ci ciężko się obudzić, jak już mówiłam, jesteś w purgatorium. Dla ludzi ochrzczonych w wierze, na którą mówicie chrześcijaństwo, to miejsce nazywa się czyśćcem.
– Czyli jednak nie żyję, aha. A jak to się stało? I kim jesteś ty?
– Nikim ważnym, ale przedstawię się, żeby było nam łatwiej rozmawiać. Nazywam się Alaina, jestem siostrą i pierwszym oficerem Berata, boga śmierci. Ty wylądowałeś w limbo i odbędzie się nad tobą sąd.
– Co? – zaśmiał się głucho z niedowierzaniem. – Dobra, spadam stąd. Nara. – Machnął ręką.
Zaległa cisza. Kobieta patrzyła na niego przeciągle.
– Już? Obudziłeś się? – Zadrwiła.
– Nie, próbuję. – Zirytowany uszczypnął się w rękę. We śnie nie czuje się bólu, jego zabolało, aż jęknął. – No dobra, co tu się dzieje?
– Pamiętasz, kim jesteś? – Zatoczyła dłonią koło dookoła głowy.
– Jakub Słoniewski, lat czterdzieści trzy, żona Julia, dwójka dzieci, Anna lat dwanaście, Franek lat osiem…
– Nie potrzebuję twojej biografii. – Przerwała mu. – Znam ją od daty narodzin do chwili śmierci.
Śmierci?
– Czy to znaczy, że naprawdę umarłem?
– Tak.
Zrobiło mu się na zmianę zimno i gorąco. Pomyślał, że powinien zacząć płakać lub coś w tym stylu, ale najwyraźniej martwi mają inną percepcję wrażeń, a przy okazji wywalone na to, czy ktoś żywy za nimi płacze. Jedyne co czuł, to irytacja sytuacją i brak kontroli nad nią.
– Jak…
– Później, Jakub. Twój czas tutaj jest ograniczony, a co stanie się dalej, zależy tylko i wyłącznie od ciebie. Wiesz, co to jest? – Wskazała palcem obok, na ścianę.
– No, pochodnia. – Zdziwiony spojrzał we wskazanym kierunku. Duża, jasno świecąca zalewała pomieszczenie oślepiającym blaskiem.
– Brawo. – Nie był pewien, czy sobie z niego żartuje, ale w głosie Alainy wyczuł szyderczy ton. Stan, w którym się znalazł, powodował, że nie kontrolował do końca zmysłów, a i instynkt nie działał tak, jak wcześniej. – Kiedy ona zgaśnie, nadejdzie twój czas.
– Mój czas? To znaczy, co? Nastąpi sąd ostateczny czy najazd Czterech Jeźdźców Apokalipsy? Co to za gówno! Naćpałaś mnie LSD?
– Nie. To nie będzie sąd ostateczny, o jakim myślisz. Bóg w rozumieniu chrześcijan, muzułmanów czy jakiejkolwiek wiary, czczonej obecnie przez ludzi nie istnieje, nie ma też nieba, piekła, ale o tym kiedy indziej. Kiedy światło za nami zniknie, opuścisz limbo, a gdzie się udasz, będzie zależało tylko i wyłącznie od ciebie.
– Wow, czyli. – Aż usiadł z wrażenia po turecku na szerokiej kanapie, nie zastanawiając się, że odsłonił jej w pełnej krasie klejnoty rodzinne. – Czyli za tobą świeci pochodnia, mam coś zrobić, zanim zgaśnie, a jak to zrobię, będzie miało wpływ na to, co stanie się ze mną w przyszłości. Nie wiem jednak, co mam zrobić, jak i czy efekt moich działań będzie odpowiedni.
– Będziesz wiedział, że jest właściwy. Po prostu to poczujesz i zobaczysz.
– No dobra, ale – zawahał się – musisz powiedzieć mi coś więcej. Jak mam wykonać zadanie, skoro nie znam szczegółów?
– Na tym to polega. To ty musisz – ostatnie słowo wymówiła z naciskiem – odkryć, co jest celem i jak zaradzić problemowi, a być może wykonać coś innego, niż naprawa. Berat pozwolił mi pójść z tobą. Nie mogę pomagać ci w żaden sposób, podejmować decyzji czy brać aktywny udział, ale – uśmiechnęła się, a w jej (jego?) oczach Jakub ujrzał ciepło i zachętę – sama moja obecność może ci pomóc. A może Berat z czasem pozwoli mi na coś więcej.
Zaległa cisza. Rozglądał się chwilę po pokoju, podszedł do okna i wyjrzał. Górski, zimowy krajobraz za oknem dawał poczucie przytulności i odrealnienia.
– To pocztówka, wzięłam ten obraz z twojej pamięci. – Usłyszał za plecami.
– Jak to z mojej pamięci? – Odwrócił się.
– Jesteśmy w limbo, pamiętasz? Tu nie ma nic, tylko pustka i szarawa biel. Możemy tworzyć różne obrazy i przedmioty, ja mogę. – Poprawiła się. – Muszę jednak mieć wzór, pogrzebałam trochę w twojej głowie i znalazłam coś przyjemnego. Mogę zmienić na krajobraz na przykład z Czarnobyla w roku tysiąc dziewięćset osiemdziesiątym szóstym.
– Bardzo zabawne. – Skwitował. – Ile mam czasu, zanim pochodnia zgaśnie? I ile jest zadań?
– Odpowiedzi brzmią: nie wiem i nie wiem – odparła z rozbrajającą szczerością. – Proponuję jednak pospieszyć się, pierwsze zadanie może być najtrudniejsze.
– Dlaczego?
– W kolejnych może powtarzać się schemat postępowania, nie musi, ale może. W pierwszym nie będziesz wiedzieć nic.
– Aha, co za głupota. A jakbym zignorował zadania i poczekał, aż światło zgaśnie?
– To jest możliwe rozwiązanie, nikt go nie próbował. – Przebłysk zastanowienia przemknął przez oblicze Alainy. – Nie radzę jednak tego robić. Skuteczne wykonanie zadań zazwyczaj kończy się nagrodą, a brak ich realizacji, jak to zazwyczaj za bierność w codziennym życiu – karą. Działanie, nawet nieudane jest lepsze, niż bezczynność.
– Rozumiem. – Usiadł ponownie na kanapie. – To co, kiedy zaczynamy?
– Już. – Nachyliła się i spojrzała prosto w jego oczy. Pstryknięcie palcami spowodowało ich zamknięcie, a kiedy je otworzył…
Warszawa, 12.07.2004, mieszkanie w warszawskiej dzielnicy Ochota.
– Kuba. – Poczuł szarpnięcie za ramię. – Wstawaj. Spóźnisz się do pracy, a ja na zajęcia.
O, kurwa – jęknął w myślach. – Łeb zaraz mi odpadnie.
– Jakub. – Upierdliwy głos świdrował we wnętrzu czaszki niczym wiertło dentystyczne. – Podniesiesz się wreszcie?
Otworzył jedno oko. Naprzeciw stała niska, krępa blondynka „przy kości”. Fioletowa sukienka ze wcięciem na biust, bez makijażu, półprzezroczysty lakier do paznokci, ładny zapach kosmetyków.
Lilianna.
Lilka.
– Lila, no. – Nakrył głowę poduszką. – Jedź autobusem.
– Do pracy, leniu! – Ściągnęła z niego kołdrę.
Poczłapał smutno do łazienki, zgarniając po drodze telefon z komody. Nie pamiętał, że tam go zostawił, a to mogło skutkować bardzo nieprzyjemnymi konsekwencjami, wspólna, poranna lektura SMS–ów o zrobieniu loda z połykiem od dyrektor pionu to niekoniecznie dobry początek dnia i tygodnia. Zerknął na godzinę.
Siódma.
Jak zwykle, zamiast pozwolić mu pospać, obudziła go zbyt wcześnie. Wielokrotnie prośby nie działały.
– Na którą musisz być na uczelni?
– Dziewiątą.
– Przecież mogłaś obudzić mnie o ósmej!
– I znowu bym się spóźniła, bo wstawałbyś zbyt długo! – Dopiła herbatę. – Poza tym przestają mi się podobać te twoje wyjścia z ludźmi z pracy. Wróciłeś w środku nocy, a rano jesteś nie do życia.
– Chcesz, żebym zarabiał dużo? Czasem trzeba urobić grunt i ja to w tej chwili robię. Wzmacniam pozycję zawodową.
Urobić grunt. – Zaśmiał się we wnętrzu. – W sumie celna definicja. Inna sprawa, że gruntem jest cipsko Ostrowskiej.
– Pijąc kilka razy w tygodniu alkohol ze współpracownikami?
– Tak, dokładnie tak. Zaczniesz pracować, to poznasz realia.
– Jasne, to takie same bzdury, jak tłumaczenie, że kiedy nie masz dzieci, to się na nich nie znasz. – Wbiła palec w jego tors. – Pachniałeś kobiecymi perfumami. Nie zamierzam cię śledzić, po prostu – przerwała na chwilę. Wpatrywała się w niego spojrzeniem bez wyrazu, jakby sondowała odczucia. – Po prostu rozstaniemy się, mimo że cię kocham, Jakub. Nawywijaj coś i nie będę miała skrupułów.
– Lilka, przestań mi zrzędzić od rana. – Miał wrażenie, że w głowie wybuchło jednocześnie kilkadziesiąt granatów rozpryskowych. – Czyli mamy jeszcze godzinę?
– Mniej więcej. – Odstawiła kubek po herbacie do zlewu.
– To może…? – Zbliżył się do niej i chwycił za biodra.
– Nie ma mowy, śmierdzisz jak menel. – Wymsknęła się i uciekła z objęć.
– A jak przestanę śmierdzieć?
– Zastanowię się, choć jestem nadal zła.
– Mhm. – Przesunął dłoń na pierś i ścisnął lekko. Zadrżała, ale nie zareagowała. Wiedział już, że wygrał. Zabrał rękę, patrząc na nią, zdjął koszulkę oraz bokserki i nagi pomaszerował pod prysznic, czując spojrzenie na plecach. Toaleta zajęła pięć minut, dodatkowe pięć, w których trakcie dostał potężnej erekcji, wyobrażając sobie, jak za chwilę będzie ją pieprzył tak mocno, że piersi będą podskakiwać pod samą twarz – mycie zębów i wycieranie się. Nagi wyszedł z łazienki, nie próbując kryć, jak mocno mu stoi.
– Zastanowiłaś się? – Stanął obok. Siedziała przy stole, z głową wpatrzoną w gazetę, kiedy odwróciła wzrok, twarz miała dokładnie na wprost napiętej, różowej główki. Bezwiednie oblizała lekko usta, po czym pocałowała zwilżonymi śliną wargami napiętą główkę i wróciła do czytania.
– Co? – wydukał zszokowany. – Co ty robisz?
– Jak widzisz. Czytam gazetę – odparła, nie odwracając głowy. Nie do końca czuł, czy to gra, wydawało mu się, że tak. Jeśli nie, to naprawdę go wkurzy, dostał od niej kilka sygnałów z przyzwoleniem, przynajmniej tak mu się wydawało.
– Bierz się do roboty. – Chwycił ją za dłoń i położył na trzonie. Leniwie obróciła głowę, spojrzała najpierw na rękę, obejmującą kutasa, przeniosła wzrok na jego twarz, ponownie na członek i z pogardą zabrała ją, przerzucając stronę gazety.
Opadła mu szczęka.
– Ty chyba robisz sobie jaja – wyszeptał. Z góry miał doskonały widok biustu, szeroki i głęboki dekolt pokazywał prawie wszystko, nie widać było tylko sutków i dolnej części piersi. Imponujące sprężystością cycki o rozmiarze 85E czekały na uścisk. Nie pytając o zgodę, zsunął ramiączka, sięgnął pod materiał i chwycił lewy, miętosząc dość brutalnie i ściskając sterczący z podniecenia czubek.
Mała dziwka. Zrobiła to specjalnie. – Podsumował w myślach. Nie zareagowała, kiedy wyjął pierś z biustonosza i zaczął bawić się sutkiem, kręcąc nim między palcami. Po chwili druga została odsłonięta, a on miał nadzieję, że główka dotykająca jej policzka za chwilę wyląduje w ustach.
– Jeśli liczysz na to, że ci obciągnę, możesz przestać marzyć. – Odwróciła wzrok w kierunku jego twarzy, spojrzała na sterczący w odległości kilkudziesięciu centymetrów od oczu penis, po czym wróciła do czytania.
– Bo? – Złapał za główkę i przesunął powoli dwa razy napletek w górę i w dół.
– Bo nie mam na to ochoty. – Kątem oka zauważyła, co zrobił i jej oddech przyspieszył.
Perwersyjna rozpustnica. Od kiedy przyłapała go na masturbacji pod prysznicem, uwielbiała patrzeć, jak robi to sam. Najwidoczniej do tego dążyła i tym razem.
– A na co masz ochotę? – Zdjął rękę z piersi, przesunął po jej policzkach i ustach, po czym wsunął do wewnątrz dwa palce. Possała lekko jeden z nich, patrząc mu w oczy, po czym wypluła.
– Na twój wytrysk. – Zabrała prawą rękę z gazety i wsunęła między uda. Zadrżała lekko, docierając najwyraźniej do wnętrza. Dłoń zaczęła poruszać się powoli, a on przesuwał główkę po jej policzku, czole, nosie i ustach, nie przerywając masturbacji.
– To może mi trochę pomożesz, hm? – Próbował wcisnąć go w usta, które pozostały zamknięte. Wreszcie uchyliła je, przygryzła główkę i ponownie zamknęła.
– Zrób tak jeszcze raz, a naprawdę zaboli. – wysyczał, spojrzała na niego, nie przerywając pieszczenia siebie. Mimo że jej ręka poruszała się coraz szybciej, nie rozpoznał oznak świadczących o tym, że ma to na nią jakikolwiek wpływ. Podniecony na maksa, miał ochotę rzucić ją na stół, wejść we wnętrze bez zdejmowania ubrania, spuścić się do środka i pojechać do roboty.
– Bo co, wyślesz mnie na taksówkę? – Zakpiła i stęknęła, drżąc.
Czyli jednak coś tam czujesz. – Podsumował w myślach. Złapał ją za podbródek i zmusił, żeby patrzyła prosto w oczy. Pracował dłonią coraz szybciej.
– Och, tak. Zły jesteś, że nie możesz we mnie wejść, co? – wyjęczała urywanym głosem.
– Zamknij się, Lilka. – Przyspieszył, czując, że zbliża się do finiszu. Skoro nie może skończyć w niej, to zapaskudzi całą twarz. Ręka poruszała się bardzo szybko, bliski orgazmu położył dłoń na jej głowie, nie chcąc, aby straciła choć jedną kropelkę.
– Mój Kubuś chce mnie ukarać, zły chłopczyk – szepnęła, mlaskając ustami i smyrając czubkiem języka główkę. – No, już. Pokaż mi, jaki jesteś wściekły, zalej mnie całą. – Naigrawała się z niego. Uderzył ją penisem w policzek, jęknęła.
– Lubisz to, suko, co? – wychrypiał i uderzył po raz kolejny. Jęknęła z nadzieją, zauważył, że dłoń między udami przyspieszyła ponownie. Jego poruszała się szybko, ściskał kutasa, aż bolało. Uderzył po raz kolejny, wystraszył się, czy nie za mocno.
– Muoooch!!! – wykrzyczała nisko, zamknęła oczy i zaczęła drzeć, szczytując. Uniosła dłoń, chwyciła za jądra, ściskając lekko.
Świat zawirował, ugięły się pod nim nogi.
Strzelił raz. Niemal natychmiast po raz drugi. Trzeci, czwarty i piąty. Szósty i siódmy strzał wyciekły na wargi, ósmy rozmazał na brodzie, a na koniec wcisnął kutasa siłą do ust. Tym razem nie oponowała, wciąż nie otwierając oczu, pokornie ssała, zlizując nasienie i uspokajając oddech.
– Niezły performance na twarzy, kochanie. – zażartował. Całe policzki, część czoła, usta, brodę i powieki miała umazane w chaotycznie rozmieszczonych liniach nasienia, co nie zdawało się robić na niej wrażenia. Wstała i po omacku trafiła do łazienki.
– Wiesz co? – krzyknęła. – W gabinetach kosmetycznych powinni oferować takie maseczki dla wzmacniania elastyczności skóry twarzy.
– Co? – parsknął, próbując uspokoić oddech.
– No tak. – Stanęła obok, wycierając twarz ręcznikiem. – Specjalny gabinet osiemnaście plus. Maseczki z nasienia, tylko najlepsi dawcy, możliwa aplikacja „na żywo” lub z zasobów gabinetu. – Udała głos mężczyzny, czytającego ogłoszenie. – Myślisz, że nadawałoby się na billboard?
– Jesteś nie mniej posrana niż ja, Lilka. – Skwitował. – Przecież przy takiej reklamie, zaraz zlecieliby się fani Radia Maryja czy inne dzbany z organizacji katolickich i pikietowaliby pod tym twoim siedliskiem Sodomii i Gomory. Albo lokalny oddział kurii nałożyłby na ciebie ekskomunikę.
– No tak, zapomniałam, że żyjemy w katolickim zaścianku. – Rzuciła ręcznik na podłogę, obok stołu. – Miałeś przyjemny orgazm? – Pogłaskała go po głowie i pocałowała w czoło.
– Tak, ale bardziej przyjemny byłby, gdybym skończył w tobie.
– No cóż, nie zawsze ma się to, co się chce. – Zgarnęła torbę z książkami i notatkami z krzesła. – Jedziemy?
Nagle obraz zatrzymał się. Jakub oglądał z fascynacją zapomniane już wydarzenia z przeszłości.
– Po co mi to pokazałaś? – Odwrócił się w kierunku Alainy. Miał niejasne wrażenie, że jej wygląd wciąż ewoluował. Raz nabierała więcej cech męskich, za chwilę stawała się stuprocentową kobietą. Chwilami miała jasne blond włosy, po chwili zmieniające kolor na ciemny.
– Jak już mówiłam wcześniej, nie ja tu decyduję.
– To po co tu jesteś? Równie dobrze mógłbym oglądać to sam.
Całkiem nieźle wtedy wyglądałem. – Podsumował w myślach. – Nie to, co teraz. Dwadzieścia kilo nadwagi i bęben jak po Calgonie.
Odpowiedziała mu cisza.
– Czy to, co obejrzałeś przed chwilą, wywołuje refleksje i wspomnienia?
– Poza potwierdzeniem decyzji, że seks z Lilką był świetny, ale dobrze zrobiłem, rozstając się z nią? Raczej żadnych. – Podrapał się po głowie. – Czy to element oceny?
Ponowna cisza.
– Słuchaj, nie wiem, o co tu, kurwa, chodzi. Możesz uwolnić mnie i dać mi spokój? Nie chce mi się bawić w zagadki.
– Uwolnić? – W głosie Alainy brzmiało rozbawienie. – W dalszym ciągu nie zdajesz sobie sprawy z tego, gdzie jesteś i w jakim celu. Nie mogę cię uwolnić. Możemy zastopować proces, mówiłam o tym wcześniej i zaczekać, aż pochodnia wypali się. Proponuję, niezależnie od twojego nastawienia nie przerywać i zobaczyć, co stanie si…
– Po co? – Wszedł jej w słowo. – Przecież oboje wiemy, co się stanie.
– Nie wiemy. Nawet Berat nie widzi przyszłości.
– Pojebane to wszystko. – Oklapł na kanapę zrezygnowany. – Poza tym, jak ty włączasz te filmy? Czułem się, jak w kinie.
– Nie pytań o szczegóły, skup się na treści. Gotowy?
– Chyba nie mam wyjścia, co?
– Jakubie, oczywiście, że masz. Tylko pytanie, z których drzwi chcesz skorzystać. Zawsze jest wybór. – Uśmiechnęła się, w głosie wyczuł żart.
– Wiesz co? Pieprz się, Alaina. – Założył ręce na nagi tors. – Co dalej mam oglądać?
Bez słowa pstryknęła palcami.
Warszawa, 07.02.2006, impreza firmowa, na której obecni są Lilianna i Jakub.
– Ćśś. Ona też tu jest? – Wybrzmiało w uchu, a dłoń delikatnie zasłoniła mu usta. Kiwnął głową na znak zgody. – Ty zły człowieku, pieprzysz się ze mną kilka metrów obok niej? – zachichotała. – Och! – jęknęła nerwowo, czując dłoń między udami i nachalny palec, przesuwający się wzdłuż cipki, z każdym ruchem wjeżdżający coraz głębiej. Uśmiech z twarzy zniknął.
– Już nie jesteś taka wesoła, co? – Polizał jej usta. Smakowała winem, papierosem i czymś słodkim, chyba ciastem. – Roman wie, jak cię swędzi i kto cię drapie?
– Narzekasz? – Uniosła sukienkę i po ściągnięciu majtek, schowała je do torebki. – Tak właściwie, to dlaczego się ze mną rżniesz? Przecież Lilka to najbardziej wyuzdana laska, jaką znam. Na każdej babskiej imprezie to ona rzuca najbardziej pikantne teksty z podtekstem.
– Lubię widzieć twoją twarz, kiedy strzelam spermą w cipce. Masz wtedy taką, oocch! – westchnął głęboko, czując, jak klęcząc pochłonęła go niemal całego, a po chwili wyciągnęła ze śliskim mlaśnięciem i zaczęła masturbować, powoli, trzymając na nim mocno zaciśniętą pięść. – Masz taki wyraz twarzy, jakbyś dotknęła pierdolonego Edenu – wyszeptał na jednym wydechu i docisnął jej głowę do krocza. Zakrztusiła się i przerwała, ciężko łapiąc oddech.
Wstała i bez słowa odwróciła się, opierając łokcie o stojące obok skrzynie i wypinając się mocno. Skończył zakładać gumkę i wjechał we wnętrze głębokim, wolnym pchnięciem. Chwyciła go nerwowo za biodro i urywanym „pieprz mnie”, błagała o ciąg dalszy. Momentalnie nadał szybkie tempo, unikając jednak zbyt mocnego zderzania się ciał. W pomieszczeniu było więc słychać jedynie ich ciężkie, urywane oddechy, szmer ubrań oraz rytmiczny ślizg prezerwatywy w mokrym wnętrzu Judyty. Przez materiał bluzki chwycił mocno za małą pierś, skrytą za biustonoszem. Pompował ją coraz szybciej, starając się nie wydać z siebie najmniejszego jęku. Kantorek znajdował się na niewielkim uboczu, jednak przy odrobinie niefartu mogliby stać się porno atrakcją imprezy, a tego zdecydowanie chciał uniknąć.
– Chcę patrzeć, jak dochodzisz. – Uciekła z penisa, odwróciła się i usiadła na jednej za skrzynek obok. Wszedł w nią, obserwując, jak zamyka oczy, a usta bezwiednie rozchylają się w cichym jęku. Zaróżowione z podniecenia policzki świeciły lekko w blasku spod przerwy między podłogą i drzwiami. Po kilku ruchach objęła go ramionami, ich czoła zetknęły się, spojrzenia padły między uda, gdzie w srebrnawej poświacie, bijącej spod drzwi, wsuwał się w nią rytmicznie. Chciała krzyczeć, ale nie mogąc, zagryzła tylko usta. Jęknął cicho, ścisnął piersi i wystrzelił mocno w gumkę, drżąc i podrygując nerwowo. Szczytując, wbiła paznokcie w jego ramiona, aż wreszcie po chwili wypuściła powoli powietrze z płuc i odetchnęła głęboko.
– Musimy to zakończyć – szepnęła, patrząc w jego twarz. – Tak, mówię poważnie.
– Domyślił się? – Zaparło mu dech w piersi, uzależnił się od emocji, związanych z seksem z nią i ostatnie, o czym myślał, to zakończenie znajomości. Poza tym Ostrowska miała niezłe chody w firmie, a to wiązało się z przywilejami, choćby szybkim awansem lub podwyżką.
– Nie. To nie to. Masz żonę, a ja nie rozbijam małżeństw. Było fajnie, wystarczy.
– Ty naprawdę mówisz poważnie. – Wysunął się z niej, zdjął gumkę i tak jak zazwyczaj zamierzał zawinąć ją w chusteczkę do nosa. Zawsze dbał, aby nie pozostawić po sobie śladu. Zaskoczony spojrzał na nią, kiedy chwyciła go za dłoń.
– Daj mi. – Wyjęła prezerwatywę z chusteczki, otworzyła nad ustami i cierpliwie poczekała, aż sperma spłynie na język.
– Mniam. – Oblizała się po wszystkim. – Będzie mi tego brakowało. Roman nie smakuje tak dobrze, jak ty.
– Jesteś popieprzona, z jednej strony to uwielbiam, a z drugiej zastanawiam się, jak można to pić czy zjadać. – Podciągnął bokserki i spodnie.
– Ciebie kręcą cipki i to, co z nich wypływa, a mnie sperma. Co w tym dziwnego?
– W sumie nic. – Zamilkł. – Na pewno chcesz to zakończyć? Zawsze możemy się spotykać raz na jakiś czas. Na przykład raz na tydzień.
– Tak, na pewno. – Wyjęła majtki z torebki i wciągnęła na siebie, po czym opuściła sukienkę. – Przykro mi, Kuba, ale nie będziemy już ze sobą sypiać, ale w pracy w dalszym ciągu mamy sojusz. – Pocałowała go, uchyliła ostrożnie drzwi i widząc, że korytarz jest pusty, zniknęła.
Wrócił do rzeczywistości, jakkolwiek można było nazwać obecny stan.
– Będziemy tak skakać po kolejnych kobietach, z którymi uprawiałem seks? – Odwrócił głowę w stronę Alainy.
– Nie, ale mam do ciebie pytanie.
– No proszę, czyli jednak nie jesteś tu jedynie kinooperatorem.
– Ile kobiet miałeś na boku, kiedy byłeś z Lilianną w związku? – Zignorowała żart.
– Eee, to jakiś feministyczny sąd kapturowy? Zaraz się okaże, że ekranizacja „Seksmisji” to wcale nie fikcja. Poza tym przecież mówiłaś, że znasz całe moje życie. Po co mnie o to pytasz? Co to za szopka!
– Odpowiedz na pytanie.
– Nie pamiętam! – wykrzyknął coraz bardziej niezadowolony.
– Spokojnie, zastanów się, to ważne. – Wyczuł zastanawiającą zmianę w jej głosie. Jakby Kaszpirowski, oglądany przez rodziców ma małym telewizorze w dzieciństwie nagle doszedł do wniosku, że bardziej empatyczny i ciepły akcent to lepsze rozwiązanie na zdobycie większej liczby widzów.
– Nie wiem. – Z roztargnieniem podrapał się po głowie. – Cztery, pięć?
– Dlaczego to robiłeś? Przecież ją kochałeś. Liliannę.
– Dlaczego? – Zaśmiał się szyderczo. – Nic nie rozumiesz, co? Mimo że jesteś boginią, czy kim tam cię kurwa ten Berat zrobił. Bo mi nie dawała wystarczająco często, rozumiesz, głupia cipo?! Nie tylko ona! Wszystkie, kurwa, takie się stajecie! Najpierw, na początku związku ruchacie się jak pojebane, owijacie nas sprytnie nićmi uzależnienia od waszych cycków i cipek, jak pierdolona Szeloba. Jesteście na nasze każde zawołanie. I nie udajecie! Naprawdę pieprzycie się z zaangażowaniem, codziennie, czasem częściej. Każdy facet na to leci, bo tylko nienormalny albo pedał by się oparł. I co wtedy, wiesz, jaśnie panie oficer?! – Wściekły nachylił się w jej kierunku, strzelając kropelkami śliny z ust w zdenerwowaniu. – I wtedy, kurwa, po założeniu obrączki na rękę dostajecie jebanego pierdolca. – Skończył prawie szeptem.
Milczenie Alainy oznaczało oczekiwanie na kontynuację.
– Nagle zderzamy się ze ścianą. Facet jest przyzwyczajony, że rucha, kiedy mu się podoba. Praktycznie zawsze. Po powrocie z roboty, wieczorem przed albo po kolacji. Rano, na „morning wooda”, przed niedzielnym obiadem u rodziców, w trakcie grilla u znajomych, w komórce z narzędziami kumpla. I wtedy następuje brutalne przebudzenie, bo do garnca miodu może się dobrać maksymalnie raz na tydzień. – Zamilkł na chwilę i przełknął z trudnością ślinę. – Jak to możliwe, że jestem martwy i zaschło mi w gardle?
– Twoje ciało zachowuje naturalne cechy ludzkie. Nie możesz tu zginąć, ale poważnie się zranić, już tak. Proszę. – Nagle obok niego pojawił się mały stolik ze szklanką wody. Jakub łapczywie rzucił się na napój, wypinając kilka łyków. – Kontynuuj, proszę.
– Co tu dużo opowiadać. Nagle orientujesz się, że jaja to już nie twoja własność, tylko jej. Trzyma cię za nie niczym w tym kawale o Jasiu Niemowie. – Wyraz twarzy Alainy wskazywał, że niewiele rozumie. – Nic nie kumasz, co? Wtedy pokazują pazury. Już nie ma ruchania, kiedy facet chce. Raz na tydzień to i tak dobrze, najczęściej raz, maks dwa razy na miesiąc, przy zgaszonym świetle, a najlepiej to jakbyś sobie sam zwalił i dał jej spokój.
Skoro jestem martwy, to dlaczego czuję takie wkurwienie? – Zastanowił się, stwierdził jednak, że zapyta o to później.
– Dostają tylko małpiego rozumu i same się na biednego faceta rzucają, kiedy nagle dochodzą do wniosku, że „trzeba założyć rodzinę”. – Przedrzeźniał głos kobiecy. – Gdyby mogły, to nie schodziłyby wtedy z kutasa. Najlepiej, żeby je cały czas ruchać i spuszczać się na zawołanie, jak jebana maszyna. Aż do inseminacji, a później stop. I co się dzieje dalej? – Upił kolejny łyk. – Rodzi się bachor i z ruchania znowu nici, bo „całą miłość poświęcają bombelkowi”. – Po raz kolejny udawał kobietę. – Czarnuch, czyli facet zrobił swoje i może wypierdalać. Niech tylko hajs przynosi, dam mu dupy raz na miesiąc, ale na więcej niech nie liczy.
Zapadła cisza. Jakub wpatrywał się w prószący za oknem śnieg.
– No dobrze, ale przestała z tobą sypiać już wtedy, czy później?
W punkt, Jakub. Ty jebany hipokryto!
– Później – rzucił niechętnie. – Na początku pieprzyła się jak szalona.
– A ty? Zdradzałeś ją wtedy, gdy…
– Tak, kurwa! Wtedy, gdy jeszcze ze mną sypiała! To chciałaś usłyszeć?! Jestem zdradliwym chujem!
Zapadła symptomatyczna cisza. Jakub uspokajał oddech w nerwach, a Alaina patrzyła się w padający za oknem śnieg.
– Czy myślisz, że rozpad waszego związku, twojego i Lilianny, to tylko jej wina?
Odwrócił głowę do dziwnej postaci, z którą prowadził dyskusję od dłuższego czasu. Wyraz twarzy Alainy nie zmienił się, a Jakub wciąż miał wrażenie, że postać ma w sobie cechy zarówno męskie, jak i żeńskie.
– Nie, bo jak sama widzisz, ja również mam swoje za uszami – odparł. – Lilka była jednak katalizatorem degrengolady.
– Ładnie powiedziane, jednak da się bez wulgaryzmów – skomentowała zgryźliwie. – Dobrze, przejdźmy dalej. Mam coś dla ciebie jeszcze do obejrzenia, zerkniesz?
– A mam wyjście?
– Oczywiście, możesz powiedzieć, że nie chcesz, pominiemy to wspomnienie. Sugeruję tego jednak nie robić, jesteśmy już za półmetkiem i to może być coś ważnego.
– Skąd wiesz? – Zainteresował się nagle. – Przecież mówiłaś, że tu tylko sprzątasz.
– Sprzątam? – zdziwiła się.
– Tak mówi się o osobach, wykonujących polecenia bez możliwości ich zanegowania.
– Ach, rozumiem, nie do końca tak jest. Gotowy?
– Tak – westchnął.
Mieszkanie Lilianny i Jakuba. Warszawa Grochów, 02.12.2008.
Czuł, że coś się dzisiaj wydarzy. Od trzech dni panowało zawieszenie broni, jednak w powietrzu wisiało coś ciężkiego. Mega trudnego. Przez ostatnie noce spał na kanapie, wieczorami zamienili ze sobą może ze cztery zdania, a ona przechodząc przez salon, w którym założył bazę, odwracała głowę w drugą stronę.
– Lilka.
Cisza.
– Lilka.
Ponownie go zignorowała.
– Przestań udawać, że nie słyszysz.
– Słyszę – odparła, nie odwracając głowy.
– Pogadamy?
– O czym?
– O nas.
– O czym? – Wreszcie zareagowała i odwróciła spojrzenie.
– No o nas.
– Nie bardzo mamy o czym dyskutować. Chyba że zaprosisz Ostrowską i te wszystkie dziwki, które pierdolisz od dłuższego czasu – wypluła jadowicie.
– Nie potrzebowałbym ruchać na boku, gdyby moja żona nie była oziębłą flądrą!
– Ty zdradliwy skurwysynu! – Poczuł plaśnięcie na policzku.
– Zrób to jeszcze raz, a naprawdę pożałujesz. – Nie patrząc na nią, wypowiedział cicho kilka słów.
– Uderzysz mnie? – W jej głosie pobrzmiewało niedowierzanie.
– Nie, nie jestem damskim bokserem. Choć czasem mam ochotę strzelić cię tak, żeby głowa odbiła ci się od ściany.
– Wow, prawdziwy maczo. Ma ochotę uderzyć w twarz żonę. Od zawsze czułam, że jesteś patusem.
– Zamknij się, kurwa, w końcu! – wydarł się na nią. – Oszukałaś mnie! Wszystkie, kurwa, jesteście takie same! Najpierw nas zwodzicie, łapiecie jak muchy na lep, a później, kiedy nie mamy już wyjścia, pokazujecie prawdziwą naturę.
– Wiesz co? Ty naprawdę powinieneś się leczyć, seksocholiku.
– Ach, Lilianna Czubak. – Celowo nazwał ją nazwiskiem panieńskim. – Seksualna purystka. Myślał by kto, kurwa mać. – Siedziała przy stole, stanął nad nią, wściekły. – Przypomnieć ci, co wygadywałaś na początku naszej znajomości? „Mogłabym się z tobą pieprzyć cały czas i nie schodzić z twojego kutasa”, „uwielbiam, kiedy najpierw liżesz moją cipkę, a później, tuż po orgazmie wchodzisz we mnie od razu, taką miękką i gotową”, „kocham smak twojej spermy, powinni stworzyć taką przegryzkę, kupowałabym jak pojebana”. – Zamilkł na chwilę. Patrzyła w oczy Jakuba bez wyrazu. Zdziwiony poczuł, że wspomnienie z przeszłości wywołało podniecenie i… ma lekką erekcję.
– To było kilka lat temu, Jakub. A w międzyczasie nastąpiło sporo zdarz…
– Lilka, zamknij się! – Choć szepnął, zamilkła natychmiast, zdziwiona mocą trzech słów. – Dlaczego się ode mnie odsunęłaś? – Klęknął i delikatnie ujął jej brodę. – Powiedz, kochanie, co takiego stało się, że zostałem sam?
– Nie wiem, Jakub. – Wsunęła dłonie w jego włosy i przeczesała. – Chyba po prostu… coś we mnie umarło.
Zamurowało go. Nie spodziewał się tego usłyszeć, a uczucie Lilki do własnej osoby przyjmował jak aksjomat.
– Nie kochasz mnie? – wyjąkał. – Ale… jak to?
– Nie wiem. – Wzruszyła ramionami.
– Tak po prostu? Wypierdalaj i już?
– Nie. – Zawahała się. – To nie tak. Po prostu. – Spojrzała na niego pustym, bezemocjonalnym wzrokiem. – Czuję, że chyba się w kimś zakochałam. W kobiecie.
– Kob… – Urwał. – Zdradzasz mnie z dupą?
– Nie, nie śpię z nią. Jeszcze. Nie odważyłam się. I chyba nie odważę, choć nie jestem pewna. – Wstała od stołu i nerwowym krokiem podeszła do okna. – Chyba ją kocham, ale boję się. Myślę, że najlepszy będzie rozwód, Jakub. Ty jesteś zaangażowany w pracę, no i masz bujne życie erotyczne beze mnie. Nie mogę dać ci tego, czego oczekujesz, przynajmniej teraz i nie chcę, żebyśmy wzajemnie się krzywdzili.
– Ja pierdolę. – Złapał się za głowę. – Właśnie dowiedziałem się, że moja żona jest lesbijką i chce się ze mną rozwieść, bo zakochała się w innej babie!
– Przepraszam. – Otarła łzę, spływającą po policzku. – Nie jestem lesbijką, cały czas szukam siebie.
Zamilkli oboje.
– Dobrze – odezwał się nagle. – Nie będę cię trzymał na siłę. Rozwiedźmy się.
– Naprawdę to zrobisz? – Zdziwiła się. Wydawało mu się, że ujrzał w jej oczach coś na kształt rozczarowania. Zignorował go jednak, wściekły i zawiedziony.
– Bo nie jestem pierdolnięty, Lilka. – Wstał i nerwowo podszedł do biblioteczki, w narożniku pokoju. Nie wiedząc, po co. – Dlaczego ze mną nie rozmawiałaś? Dlaczego nie powiedziałaś mi wcześniej? Wiesz, co przeżywałem?! Nie masz pojęcia!
– Przepraszam, naprawdę mi przykro.
– Przykro? – Odwrócił się, poszedł do niej szybko, złapał za ramiona i uniósł. Wystraszona spięła się nerwowo. – Tobie jest, kurwa, przykro! Ciekawe… – Rzucił ją na łóżko, rozpiął pasek od spodni i ściągnął je razem z bokserkami. – Klękaj do miecza.
– Chyba sobie żartuj… – Urwała. Chwycił ją za włosy i wcisnął kutasa w usta, zakrztusiła się i po krótkiej walce oderwała od niego. – Ty skurwysynu! – Wściekła odepchnęła go. – Dzwonię po policję.
– Zamknij się, Lilka i bierz w dziób. – Zawyła, gdy podniósł ją za włosy i uderzył wzwiedzionym członkiem po twarzy, raz i drugi. Oddychała szybko, wpatrując się w niego z nienawiścią, kiedy zbliżył powoli główkę do jej ust i dotknął warg.
– Spróbuj go ugryźć czy coś równie bolesnego, a naprawdę będziesz cierpieć. – Ostrzegł.
– Bo co, pobijesz mnie? – Zaśmiała się lekceważąco.
– Nie – rzucił krótko i beznamiętnie. – Nie żartuję, spróbuj, a przekonasz się.
Wyczuła w głosie męża, że mówi poważnie. Kalkulując najwyraźniej, co zrobić, klęknęła przed nim, w międzyczasie zdejmując bluzkę oraz biustonosz i bez ostrzeżenia wciągnęła członek do ust. Zachłysnął się powietrzem i jęknął cicho. Podczas gdy obrabiała go metodycznie i pracowicie, pozbawił się całej garderoby, zostając jedynie w opuszczonych do kolan spodniach i gaciach. Chwycił długie, spięte w kok włosy, owinął sobie wokół nadgarstka i pociągnął delikatnie. Zdziwiona spojrzała w górę.
– Połóż się na stole. – Uniósł ją delikatnie, położył na blacie, ściągnął z niej domowy bawełniany dres razem z majtkami i wszedł powoli we wnętrze, do samego końca.
Była gotowa.
Jęknęła i zamknęła oczy. Pchnął biodrami raz, drugi, trzeci. Pełne piersi bujnęły się w rytm wbić. Nie zareagowała, patrzyła na bok, w ścianę, najwyraźniej nie chcąc mieć go przed oczami.
W porządku. – Zaśmiał się w duchu. – Potraktuję cię jak zlew na spermę.
Przyspieszył i jęknął, czując rosnące podniecenie, a ona, nawet jeśli obojętna i nie reagująca, wciąż kręciła go, jak żadna inna kobieta. Złapał za piersi, ścisnął sutki i przyssał się do lewego językiem. Jej oddech przyspieszył, a w międzyczasie zamknęła oczy i pojękiwała pod nosem. Zatrzymał się, obrócił ją na brzuch i nabił ponownie na siebie. Krzyknęła, zaskoczona brutalnością penetracji. Nadał błyskawicznie szybkie tempo, pośladki Lili falowały w rytm wbić, a dłonie ściskały krawędź stołu.
– Dochodzę! – wyrzęził. Skurcz orgazmu był mocny i obezwładniający. W międzyczasie ona wygięła ciało w łuk i skończyła.
Wysunął się z niej i obserwował, jak biaława ścieżka lepkiego nasienia wycieka powoli spośród nabrzmiałego i błyszczącego od soków sromu. Wciąż leżała na stole, na brzuchu, oddychając miarowo z zamkniętymi oczami i uspokajając się po orgazmie. Postał jeszcze chwilę za nią, po czym wytarł główkę chusteczką do nosa i podciągnął spodnie.
– Na jutro przygotuję papiery rozwodowe, a dzisiaj się wyprowadzę – rzucił za siebie, stojąc do niej tyłem.
– Musisz zobaczyć coś jeszcze, coś, co jest chyba najważniejsze spośród czterech wspomnień, dotychczas oglądanych. – Głos Alainy wyrwał go z letargu. Zwizualizowane zdarzenie, którego nie pamiętał, wróciło z podwójną mocą.
Tak, kochał Lilkę, ale oboje byli wtedy zbyt niedojrzali, żeby udźwignąć ten związek. Może dziesięć lat później nie rozstaliby się, a ona nie szukałaby miłości poza małżeństwem? U innej kobiety. Może rozmawialiby ze sobą, zamiast uciekać?
– Co to będzie? – Zwrócił wzrok na pierwszą oficer Berata. Emocjonalne dla niego retrospekcje zdawały się nie robić na niej wrażenia.
– Zaciekawiło cię, co? – Uśmiechnęła się tajemniczo. – Gotowy?
Lata 2009–2026, wiele zdarzeń.
Oczom Jakuba ukazała się Lilianna… z wózkiem, brnąca przez zaśnieżony chodnik na jednym z warszawskich osiedli. Kolejne obrazy przefruwały przed oczami.
Zabawa byłej żony na dywanie z maleńkim, raczkującym chłopcem.
Prowadzenie tego samego dziecka do przedszkola.
Początek roku szkolnego w pierwszej klasie.
Treningi piłkarskie malucha.
Czerwony pasek na świadectwie, wręczanym na zakończenie piątej klasy.
Udany egzamin do liceum.
Chłopak, wyglądający na młodzieńca, otrzymujący buziaka od Lilki, ubrany elegancko.
Ten sam młodzieniec, siedzący z dziewczyną, najwyraźniej z którą się spotykał, w swoim pokoju.
Rysy dzieciaka sprawiały, że miał niejasne wrażenie rozpoznawania ich. Tak, jakby czuł, że gdzieś już go widział.
– Kto to jest? – Oblicze Alainy wróciło, a retrospekcja zniknęła.
– Naprawdę nie domyślasz się? – Nachyliła się w jego kierunku.
– Czy to…? – Urwał, gdy nagle zdał sobie sprawę, dlaczego rysy są znajome.
Ten dzieciak wygląda jak ja!!!
– To twój syn, Jakub. Ma na imię Mateusz i kilka miesięcy po twojej śmierci skończy siedemnaście lat.
O, kurwa…
– Ja…mam syna. – Łza popłynęła po policzku. Po raz kolejny złapał się na tym, że odczuwa rozpacz i dumę mniej intensywnie, niż zanim…
Umarł?
Jednak faktycznie to chyba prawda, że nie żyje. Dziwnie się czuł.
– Ale – przeniósł spojrzenie na Alainę – dlaczego nic o tym nie wiem? Dlaczego Lilka nie przyszła do mnie i nie powiedziała mi o dziecku? Dlaczego nie chciała alimentów?
– Twoja była żona to bardzo… – zawahała się. – Powiedzmy, że jest kobietą z zasadami i ma bardzo mocny kręgosłup moralny. Postanowiła, że ukarze cię w ten sposób i nigdy nie dowiesz się, że masz dziecko.
– Ale ukarała nie tylko mnie, chłopak potrzebował i potrzebuje ojca!
– Mateusz myśli, że jest dzieckiem, jak wy mówicie, z probówki. Powiedziała mu, że poszła do banku materiału genetycznego i nie ma ojca.
– Co? – Wybałuszył oczy. – To kłamliwa…
– Tylko spokojnie. – Alaina wstała. Zauważył, że jej zbroja lśni w blasku drewna z kominka, jakby była nabłyszczona, a drewno… nie wypala się i nie gaśnie. – Twoje nerwy w obecnej sytuacji niczego nie zmienią.
– Po raz kolejny zadaję pytanie, po co mi to pokazałaś?
– Po raz kolejny odpowiem, że nie ja podejmuję decyzje. – Przyklękła przy nim i chwyciła za dłoń. – Chcę cię o coś zapytać. Czy gdybyś wiedział, że Lilianna jest w ciąży, powiedziała ci, że cię nie kocha, zostałbyś z nią? Dla dziecka? Licząc, że jednak wszystko między wami się ułoży?
Zamilkł, czując, że odpowiedź to element testu i zastanawiając się nad ripostą.
Nie – podpowiedział instynkt.
Tak – szepnął rozum.
– Nie wiem – odparł na głos. – Dużo zależałoby od tego, czego chciałaby Lilka. Byłbym jednak gotowy z nią zostać.
Zaległa cisza.
– Ciekawe. – Dłoń Alainy w dalszym ciągu dotykała jego ręki. – To była dobra rozmowa i odpowiedź. – Kątem oka zauważył, że pochodnia wypaliła się nieco.
– Czy to element oceny? – Pytanie było jego zdaniem uzasadnione.
– Tak, zresztą zauważyłeś, że pochodnia przygasła. Tak, pierwszą część testu zakończyłeś. Gotowy na drugą?
– Chyba nie mam wyjścia. – Przerwał podniesieniem ręki, zauważając, że znowu chciała przypomnieć o możliwych rozwiązaniach. – Kto tym razem?
– Pamiętasz Grażynę Rodak? – Przestał oddychać, słysząc imię i nazwisko. – Po reakcji widzę, że tak. To dobrze, bo wrócimy do niej.
– Huuuh. – Wypuścił ciężko powietrze. – Jestem gotowy. Chyba. – Ostatnie słowo padło w myślach.
Pstryknęła palcami.
Koniec części ¼.
koko
Jak Ci się podobało?