Ilustracja: Gustavo Fring

Chcę więcej, kochanie (VIII)

8 sierpnia 2022

Opowiadanie z serii:
Chcę więcej, kochanie

1 godz 12 min

Witam Was serdecznie po długiej przerwie.

Nie było mnie w tej galaktyce. Wybaczcie. Życie mi fiknęło koziołka. Ale już jestem (chociaż, oczywiście jestem świadom, że nikt na mnie nie czekał ;)
Mam nadzieję, że dalsze części mojej historii przypadną Wam do gustu.
Na pewno wrzucę tutaj jeszcze trzy rozdziały. Może cztery, zobaczymy.

Tymczasem, cała książka jest dostępna tutaj:
https://ridero.eu/pl/books/chce_wiecej_kochanie/
Proszę Was również o polubienie mojego profilu autorskiego:
https://www.facebook.com/Paul-J-Simmons-strona-autorska-100733725566401/

Miłych wrażeń :)

Rześkie powietrze zdecydowanie pomogło Justynie dojść do siebie. Poczuła radość z budzącej się do życia przyrody. Te długie miesiące mroku, nocy, zimna i chlapy, której nienawidziła, nareszcie dobiegły końca.

W powietrzu roznosił się nieśmiały śpiew Zięby, przygotowującej się do nadchodzących szybkimi krokami godów. Niebawem konary i gałęzie obrosną młodą zielenią. Udekorowane kwiatem szczepy jabłoni, niczym skroń panny młodej, dadzą zapowiedź nowemu życiu, romansując z ciepłem moszczącym się pomiędzy zarodkami grusz.

Justyna i jej czwórka nowo poznanych towarzyszy wędrowali niespiesznie wydeptaną, żwirowaną alejką. W otoczeniu hotelu to właśnie po nich można było swobodnie się przemieszczać. Mocno ubita klińcem sieć dróżek błyszczała bielą kamieni. Zapewniała dostęp do każdego zakamarka obszernego parku i doskonale utrzymanych ogrodów. Dróżki służące za ciągi komunikacyjne dla wózków golfowych, lub za dojścia do kortów tenisowych były szersze i wyasfaltowane.

Na rozległych połaciach trawników wybuchły całe kolonie mleczy i stokrotek. W powietrzu dało się słyszeć nieśmiałe bzyczenie pszczół.

Alejka zakręcała lekkim łukiem za szpaler wysokich topoli zamkniętych w dole wysokim żywopłotem. Tym samym, który Justyna widziała zaraz po przyjeździe do hotelu. Czuła coraz większe podekscytowanie, ponieważ, jak już wspomniała wcześniej, uwielbiała konie.

Poczuła zapach stadniny jeszcze zanim zarys jej budynków zamajaczył za otwierającą się przestrzenią ciągnącej się ściany lasu. W końcu weszli na obszerny plac przed wejściem do stajni, które miały odrębne wrota również dla poszczególnych boksów. Justyna wiedziała, że zostaną otwarte już niedługo, by zamieszkujące je zwierzęta miały widok na otaczający ich świat. Wszystko wyglądało tak, jak powinno wyglądać w doskonale utrzymanej stadninie. Było odpowiednio czysto i schludnie. Obejście zadbane i uprzątnięte.

Skierowali się w stronę trawiastego placu przed głównymi wrotami stajni, gdzie czekało już pięć wierzchowców. Osiodłanych i przygotowanych do jazdy.

– To dla nas? – zapytała Maksa, który potwierdził jej skinieniem głowy. Uśmiechnął się na widok czarnego ogiera, rwącego kopytem mokrą darń.

– Skąd wiedzieli, że przyjdziemy? – ponownie zadała mu pytanie.

– Zadzwoniłem i wydałem dyspozycje, żeby przygotowali konie.

Poczuła się trochę zawiedziona. Miała nadzieję, że to ona sama przygotuje konia do jazdy. Widząc jej zmarkotniałą minę Maks dodał natychmiast.

– Ależ, moja droga, podejrzewam, że chciałabyś osobiście obejrzeć wszystkie boksy, poznać mieszkańców – od razu zauważył, że trafił w sedno. – No i sama chciałabyś osiodłać swojego konika. Widzę, że mam rację. Nie obawiaj się – powiedział uspokajającym tonem i położył jej rękę na ramieniu – to wszystko zdążysz zrobić. Dziś lub jutro. Będziesz nawet mogła oporządzić swoją klacz, gdy wrócimy z wyprawy.

– Raczej nie zdążę – odparła lekko zawiedziona, zastanawiając się, czy nie odwołać masażysty. Sam na sam z tym pięknym stworzeniem kusiło niesamowicie.

– W takim razie – podrzucił jej pomysł Maks – zapraszam jutro o dziewiątej rano. Jeżeli nie masz jeszcze planów, to wpisz to w swój grafik. O tej właśnie godzinie nasze klacze i ogiery mają swoje SPA. Nawet mogę załatwić, żebyś miała odpowiednie ubranie robocze, jeżeli chcesz, oczywiście. Co na to powiesz, moja droga?

Dziewczyna była wdzięczna, że odgadł jej pasje do tych cudownych stworzeń, oraz zaproponował tak doskonałe rozwiązanie.

– Nawet nie musisz jej pytać – odpowiedziała Edyta podchodząc do szaro-gniadego konia – przecież widzisz, że ona chętnie spałaby dzisiaj w boksie razem z całą gromadą ogierów.

– Trochę racji masz – potwierdziła Justyna podchodząc do wielkiego, karego konia o błyszczącej maści i białych skarpetach na pęcinach. Od razu wyczuła, by nie podchodzić za blisko.

– Widzę, że czujesz respekt do Wiarusa – odezwał się do niej Maks, widząc jej wahanie – słusznie, bo jest dość narowisty. Ma charakter i nie lubi nowych twarzy. Potrafi ugryźć. Potrzeba treningu, by go okiełznać i nie każdemu daje się dosiąść.

– Jest piękny. Aż mieni się w słońcu antracytem – komplementowała jego maść.

– Może zapoznaj się ze swoim wierzchowcem – zachęciła ją Dorota. – Dałaś nam do zrozumienia, że masz doświadczenie, więc nie wybraliśmy ci ślamazary. Dostajesz klaczkę z charakterem, ale dającą się prowadzić. Pokaż jej tylko, kto tu rządzi, a zaniesie cię na koniec świata. Poznaj Clarissę.

– Dziękuję – odpowiedziała Justyna podchodząc do pięknej klaczy, niższej od niej w kłębie o kilkanaście centymetrów. Pogłaskała po szyi i spojrzała jej w wielkie oczy.

Jest coś takiego, czego nie do końca potrafiła nigdy pojąć. Jakaś niewidzialna więź. To, że pomiędzy stworzeniem i człowiekiem wytwarza się pewna nić porozumienia. I to od chwili, gdy pierwszy raz spojrzą sobie w oczy. Tym razem Justyna wiedziała, że Clarissa nie tylko pozwoli się dosiąść, ale będzie posłusznie się kierować.

Kornelowi przypadł gniady ogier o wdzięcznym imieniu Godfryd. Jabłkowitej maści Mulanę dosiadła Dorota, a Edyta wspięła się na kasztanowatego Jorunda.

Justyna pogłaskała piękne siodło, włożyła stopę w strzemię i dźwignęła się z gracją. Już po chwili spoglądała na świat z wysokości kulbaki, a pomiędzy udami czuła majestatyczne zwierzę. Nie była mistrzynią hippiki, ale potrafiła jeździć konno. Z tego powodu, nie czekając, aż cała kompania dosiądzie swoich wierzchowców, chwyciła za wodze i obróciła konia w miejscu. Spod kopyt posypały się kamienie i mokra darń.

– Całkiem nieźle, dziewczyno – pochwalił Kornel, który również zatańczył swoim ogierem. – Ruszamy? Reszta do nas dołączy.

Zrównali się i szli strzemię w strzemię. Kornel palącym wzrokiem obserwował jak Justyna anglezuje. Widok kołyszącej się kobiety działał piorunująco na jego wyobraźnię.

Po chwili dołączyła do nich reszta i już jako cała kompania przeszli do stępa. Ruszyli za czarnym ogierem przywódcy wprost ku ścianie lasu.

Prawie natychmiast wyczuła rytm swojej klaczy. Zjednała się z jego ruchem, pracując biodrami i udami. Gdy tylko przeszła w kłus i poczuła wiatr we włosach, zalała ją fala szczęścia i wolności. Nieopisanej. Cudownej. Usłyszała z tyłu radosne krzyki ucieszonej Edyty, której twarz zdobił szeroki od ucha do ucha uśmiech.

– Skręć w las – krzyknął Kornel do prowadzącego cały pochód Maksa. – Wprowadźmy ją na żółty szlak.

– Za mną – krzyknął w odpowiedzi Maks i skręcił w prawo na rozstajach, kierując się w stronę rosnącej ściany starego lasu.

Ścieżka prowadziła przez dzikie tereny, ale była przygotowana na tego typu wędrówki. Nigdzie nie dało się znaleźć niczego, co mogłoby zaszkodzić koniom lub jeźdźcom. Kręta ścieżka czasem zwężała tak, że musieli stępa kluczyć gęsiego pomiędzy wijącymi się wśród starych dębów i ostańców narzuconych przez lodowiec. Otaczały ich wtedy śpiew ptaków i stukanie dzięciołów. Z kolei, gdy trasa stawała się szeroka i prosta, mogli przejść całą piątką do galopu, wsłuchując się w trzytaktowy odgłos kopyt. Bez żalu zostawiali za sobą uciekający im sprzed oczu świat.

Po kilku kilometrach wędrówki zwolnili do stępa i skręcili w wąską odnogę prowadzącą pomiędzy olszynami. Po zaledwie dwustu metrach Justyna spostrzegła, jak zza konarów i pni wyrasta sylwetka drewnianego domu. Domu w środku lasu.

– To nasz domek myśliwski – odpowiedział Maks. – Czasem można tu dać wypocząć koniom i napić się drinka. Zapewniam cię, że w środku wygląda przyjemniej, niż z zewnątrz.

Podjechali do, jak się okazało sporej chaty z drewnianych bali. Na oko główny budynek mógł mieć około pięćdziesięciu metrów kwadratowych. Nie licząc poddasza, werandy i stojącej na uboczu szopy.

Zsiedli z koni i przywiązali je do skrytego pod dachem koniowiązu. Justyna czuła się oczarowana tym magicznym miejscem, zasianym gdzieś w środku nieznanego lasu. Pośrodku dzikiej przyrody, z dala od cywilizacji stał samotny dom skryty pomiędzy drzewami. Skąpany śpiewem ptaków, bzyczeniem pszczół i muskany pasmami mgły wynurzającej się znad strumyka. Czuła, że w tym domku mogły się dziać tajemnicze i niezwykłe rzeczy.

Pokonała trzy drewniane stopnie i weszła za Maksem, który zapraszającym gestem zaprosił do środka.

Wnętrze było doskonale wykończone. W stylu myśliwskim, lecz na szczęście bez żadnych tak modnych dawniej trofeów z upolowanych dzikich łosi, dzików, jeleni lub lisów. Żadnych wypchanych niedźwiedzi czy borsuków. Za to tonące w drewnie akcesoria sztuki myśliwskiej. W tak stonowanej ilości, że w żadnym wypadku nie przytłaczające ciepłej atmosfery wystroju. Głównym pomieszczeniem był salon z kominkiem, wielką sofą i dwoma fotelami (idealnymi do czytania). Pod ścianą pysznił się wielki barek z ilością alkoholi, których nie powstydziłby się główny bar Holiday Inn. Po prawej stronie od wejścia, tuż za małym wiatrołapem, który pełnił rolę szatni, ulokowała się otwarta kuchnia z niewielką wyspą. W pełni wyposażona. To zdecydowanie nie szałas, pomyślała Justyna ciekawa, jakie kolejne tajemnice odkryje przed nią ten magiczny dom.

– Z prawej jest łazienka. Można wziąć prysznic – z wyjaśnieniami pospieszyła Dorota. – Czasem przed zabawą trzeba zmyć zapach koni. Tam, za spiżarnią są schody na antresolę i piętro. Strome, więc uważaj po mocniejszym drinku – chyba przestrzegała bazując na własnym doświadczeniu. – Na górze są dwa pokoje sypialne. I dodatkowa toaleta. Ale główna sypialnia jest tutaj – pokazała palcem – za tymi drzwiami.

– Z wielgachnym łożem – dopowiedziała Edyta, która usadowiła się wygodnie na miękkiej sofie. W ręku dzierżyła kieliszek z Martini. Podniosła go do ust, spojrzała na Justynę i zapytała – Drinka?

– Może za chwilę – odparła. – Jak daleko jesteśmy od hotelu?

– Bardzo blisko – Maks pospieszył z wyjaśnieniem – pół godziny spokojnej jazdy. Ale można szybciej, jeżeli wybierzemy zielony szlak. Wtedy, w linii prostej za kwadrans będziesz przy stajniach. Tyle tylko, że zziajesz dość mocno konia.

– Rozumiem, dzięki.

Stale miała na uwadze późniejsze plany.

– Spieszysz się gdzieś, moja droga? – Maks podał jej kieliszek z Martini. Nie mogło zabraknąć oliwki.

– W sumie to nie wiem – odpowiedziała bijąc się z myślami. – O siedemnastej mam umówioną wizytę u masażysty.

– U Igora czy Krzysztofa? – zapytała Dorota.

Nie miała pojęcia, o czym poinformowała zainteresowaną. Upiła łyk i usiadła w fotelu.

– Spokojnie, zdążysz – uspokoił ją Kornel. – Posiedzimy tutaj chwilę i wracamy. Chociaż to miejsce idealnie nadaje się do naprawdę długich i ciekawych nasiadówek.

Justyna mogła jedynie wyobrazić sobie, o jakich przygodach wspomniał jej kolega. Pierwsze, co jej przyszło do głowy, było oczywiste. Upiła znowu łyk Martini i chłonęła otoczenie, ciesząc się z pobytu w tym uroczym miejscu. Nie chciała ciągnąć go za język. Miała za to inny temat.

– Teraz wasza kolej – zagadała tajemniczo – odpowiedzieć na zadane pytanie.

– Co takiego? – Maksymilian właśnie krzątał się po kuchni i zalewał wrzątek do kubków. W powietrzu od razu rozszedł się zapach zielonej i leśnej herbaty.

– Odpowiedziałam na pytanie – wyjaśniła Justyna. – Teraz chcę usłyszeć to od was. Po kolei.

– A jak brzmiało pytanie? – Edyta podziękowała skinieniem Maksowi odbierając parujący kubek. Drugi powędrował prosto w ręce Justyny. Uśmiechnęła się do niego.

– Opowiedziałam smutną historię. Teraz pora na was. Kto zaczyna?

– Naprawdę chcesz tego słuchać? Sama widziałaś, jak podziałało to na ciebie.

– Trudno – podmuchała parujący kubek – nie ja je zadałam. Ale odpowiedziałam. Tak?

– Racja. Umowa to umowa – potwierdził Kornel – ale czy mogę skrócić moja historię?

– Jeżeli twoja opowieść będzie zajmująca, to nie skracaj. Lubię ciekawe historie. Im dłuższe, tym lepiej. Jeżeli jednak nie potrafisz opowiadać, to skróć, proszę bardzo – uśmiechnęła się do niego. Prawie zapomniała o tym, co działo się w kabinie prysznicowej jeszcze nie tak dawno temu.

– Moja jest ciekawa dla mnie, ale jak to często bywa, nudna dla reszty.

– To samo mówiłeś o swojej firmie – wpadła mu w słowo Justyna – czy ty przypadkiem nie masz jakiegoś ukrytego kompleksu?

– A któż takich nie ma? – rzuciła filozoficznie Edyta.

Kornel zasiadł w fotelu obok i teatralnie pogłaskał się w brodę.

– Moja opowieść zaczyna się trzydzieści dwa lata temu, gdy w małej mieścinie niedaleko Bydgoszczy, wydałem swój pierwszy okrzyk oznajmiając światu swoje przybycie.

– O słodki Jezu – Dorota zakryła oczy dłonią – a ten znowu swoje.

– Czekaj, czekaj – Justyna wyprostowała się w fotelu zaintrygowana. – Mów dalej. Bydgoszczy, powiadasz? To musiało być trudne. Poradziłeś sobie z tym? Ciężko było?

– A więc – kontynuował zachęcony jej żartem Kornel – już po pierwszym dniu okazało się, że mojego ojca będzie czekać nie lada wyzwanie. I to częściowo ja byłem katalizatorem zmian, które wypierdoliły jego życie do góry nogami, powodując niechęć do mnie od najwcześniejszych dni mojego życia.

– Coś kręcisz – przerwała Justyna, nie mogąc się doczekać sedna – o co chodzi?

– Byłem dość dużym dzieckiem – kontynuował Kornel. – W macicy, znaczy. I podczas porodu podjąłem decyzję, by zatrzymać się i zastanowić nad sensem życia. Albo nad istotą rzeczy. Nieważne zresztą nad czym. Ważne jest to, że na skutek mojego opieszalstwa, moja matka wylądowała z silnymi komplikacjami na stole operacyjnym. Na stole z którego ja powędrowałem w ręce mojego ojca, a ona w objęcia matki ziemi.

– O cholera. – Oczy Justyny rozszerzyły się.

– Przynajmniej jedno z nas przeżyło, co dla wielu byłoby jakąś pociechą – zaczął tłumaczyć Kornel. – No, ale nie dla ojca – zamilkł na dłuższą chwilę, ale nikt nie chciał  przerywać ciszy banalnym lub niepoważnym komentarzem. Po chwili odetchnął, wypuścił szybko powietrze i jakby na podsumowanie dodał. – Ojciec za bardzo kochał moją matkę. I to mnie obwiniał za jej śmierć. Nigdy mi tego nie powiedział wprost, ale dało się to czasem wyczytać w jego oczach. Podejrzewam, że również to było powodem, że nie nazwał mnie jakoś normalnie, jak Bartek, Janusz czy inny Zdzisek, tylko właśnie Kornel. 

Zapadła cisza. Justyna nie potrzebowała wyjaśnień, aby domyślić się że ta, która wtedy oddała ofiarę z życia, nosiła imię Kornelia.

– Przykro mi – tylko tyle wydawało się rozsądne odpowiedzieć. Wiedziała, że to za mało, ale jednocześnie wystarczająco. Kornel wydawał się jej teraz bardziej ludzki.

– Dziękuję – uśmiechnął się do niej. – Dlatego w wieku szesnastu lat uciekłem z domu i od tamtej pory nie przestałem zapierniczać, aby udowodnić i zadośćuczynić.

– Zadośćuczynić? – zapytała Justyna. – Czemu?

– Jej śmierci.

Zapadła cisza. Ciężka. Przytłaczająca. Kornel patrzył w oczy Justyny, ale nie widziała w nich bólu. Jedynie dalekie echa żalu i determinacji, by stawać się lepszym. Pewnie takim chciał być. Po chwili milczenia wstał i poszedł zrobić sobie drinka.

Nagle naszła ją pewna myśl.

– Teraz to do mnie dotarło. Myślałam, że tworzycie luźny, imprezowy związek. Ale wy się przyjaźnicie – rzuciła im w oczy, jakby odkryła największą tajemnicę na świecie. Jakby to, co właśnie wypowiedziała, było ostatnim,  czego spodziewała się znaleźć pomiędzy tymi nowo poznanymi ludźmi.

– A ten wniosek wyciągnęłaś na podstawie czego? – Dorota spojrzała na nią z zaciekawieniem. Jej spojrzenie nie potwierdzało jej tezy. Ale jednocześnie jej nie zaprzeczało.

– Myślałam, w sumie nawet nie wiem dlaczego, że jesteście luźną grupą znajomych którzy spotykają się, żeby – szukała właściwego słowa – przeżywać różne przygody. Żeby robić wspólne interesy i biznesy. Żeby  budować układy i korporacyjne sojusze. Myślałam, że to wszystko pomiędzy wami jest sztuczne. Płytkie. Oparte wyłącznie na zimnych, bezdusznych interesach i – znalazła spojrzenie Doroty – na seksie.

Cała czwórka czekała na ciąg dalszy analizy. Edyta wstała, by dołączyć do Kornela. Nalała sobie białego wina.

– Przepraszam – poczuła potrzebę wytłumaczenia się ze swoich założeń – nie miałam pojęcia. Jestem tylko nauczycielką. Nie znam stylu życia, w który operujecie. Nie znam zasad, które są kluczem waszych relacji. A tym bardziej; bliskości lub zażyłości, która na waszym poziomie się kształtuje.

– Ale pieprzysz, Justyna. – Edyta odstawiła ze złością kieliszek na stolik i rzuciła jej ostre spojrzenie. – A jakież to inne relacje są na, jak to nazwałaś: „naszym poziomie”? Czym się różnią od twoich? Chcesz wiedzieć? Podpowiem ci – poczekała na jej pełną uwagę i dodała – niczym. A cośmy przylecieli z Marsa, czy co? Łączą nas ludzkie relacje i normalne interakcje. Tylko tyle.

– Myślisz, że my mamy inne serca i czujemy inaczej niż ty, moja droga? – Maksymilian jak zawsze potrafił trafić pytaniem w sedno.

Zrobiło się jej nagle głupio. Ta sytuacja, wykreowana przez jej nieustępliwe dążenie do kontynuowania gry, oraz poznania ich trochę lepiej, zaprowadziła ją do pełnego zażenowania narożnika. Nie wiedziała, jak ma zareagować. Czy może się otworzyć? Czy oni tylko udają? Wszystko, co słyszała wydawało się jej szczere. Ale to wytrawni gracze. Na pewno potrafią udawać. Grać. Kłamać. Z jednej strony mówią, że żyją tak, jak ona, ale z drugiej strony ona nie żyje tak, jak oni.

Cała czwórka milczała, ale nie była to cisza przygnębiająca. Mogła by przysiąc, że właśnie teraz porozumiewają się ze sobą telepatycznie, lub za pomocą innych zmysłów. Spojrzenia, gesty lub podniesienie brwi. Ta cała niewerbalna komunikacja była tym samym, co wypowiedziane zdania. Ale ona, choć wiedziała, że dla nich są to znaki czytelne, nic z tego nie rozumiała. To wprawiło ją w jeszcze większe zakłopotanie. Jednakże wypowiedzialnych słów cofnąć już się nie da. Musiała pogodzić się z tym, co za chwilę może się stać. Gdy cała czwórka zaatakuje ją swoimi argumentami, opiniami. Być może zarzucą jej małostkowość, lub kultywowanie stereotypom. Z zaciśniętym sercem czekała na najgorsze. W samotnym, odludnym domku, wśród dopiero co poznanej czwórki ludzi.

– Pozwól, że zaryzykuję, moja droga – zaczął powoli Maks – i posłużę się twoim wykreowanym obrazem naszej, jak to nazwać? Kasty?

Na twarzy Justyny wykwitł rumieniec potwierdzający jego spostrzeżenie. Poczuła, że robi się jej głupio. A jeżeli niewłaściwie ich oceniła? Jeżeli zaprzepaściła jedyną szansę poznania naprawdę interesujących ludzi? Czekała na atak.

– Moja droga – zaczął Maks – niczym się od na się różnisz. A raczej powinienem powiedzieć, że to my nie różnimy się niczym od ciebie. I to w tak wielu kwestiach, że aż trudno wszystkie wyliczyć. Zważywszy jednak na to, że zdobyłaś się na ten akt odwagi wypowiedzenia swoich uwag w sposób aż przerażająco jawny, to i ta twoja cecha stawia nas w równym szeregu.

Całe towarzystwo milczało. Edyta patrzyła na Justynę sącząc wino. Jej spojrzenie miało w sobie pewną głębię, z którą czasem spotykał się u ludzie, których ceniła lub podziwiała. I nie chodziło tutaj o autorytet spoglądającego, ale o to, co w tym spojrzeniu się zawierało. I to, że jej oczy świdrowały wnętrze Justyny, czytając w jej zakamarkach, niczym w otwartej księdze.

– My, kochana, nie ściemniamy – odezwała się Dorota. – Nie mamy ani czasu, ani ochoty udawać, grać ról, dostrajać się do oczekiwań. Jak widziałaś po wyznaniu Kornela, każde z nas ma za sobą naprawdę ciężkie chwile. Czasem ciężkie życie. Życie, które nauczyło nas że, kurwa, nie warto udawać. Kłamać. Oszukiwać sobie samego. Gdy chcemy czegoś, sięgamy po to. Gdy czegoś nie chcemy, odrzucamy to. I nie interesuje nas opinia innych ludzi.

– Poza opinią naszych klientów, oczywiście – dopowiedziała Edyta.

– To truizm, który daje nam chleb, ale chcemy przez to powiedzieć, moja droga, że życie jest zbyt krótkie, żeby próbować grać nie swoją rolę.

Nareszcie w pomieszczeniu zapadła cisza tego rodzaju, który Justyna potrafiła odczytać. Milczenie bardzo wymowne, krzyczące zrozumiałą intencją, jako wzajemne porozumienie członków całej grupy. Ona wiedziała, czuła całą sobą, że właśnie została poddana testowi. Testowi ludzi, którzy osiągnęli w życiu naprawdę wiele. Oraz wiele w życiu przeszli. W przeciwieństwie jednak do pozostałych, jej podobnych, potrafili przekuć to na siłę zdolną do zdobywania kolejnych wzniesień, pokonywania przeszkód i czerpania z życia pełnymi garściami. Wyczuwała zapach tej mocy. Wibrację tej życiowej determinacji.

– Czuję tę waszą, jak to określić? – zastanowiła się, zanim odpowiedziała, bojąc się, że wystawia się na pośmiewisko. Postanowiła spróbować wyjaśnień z innej strony. – Wiem, że  to może głupio zabrzmi, ale jest między wami coś, co ja osobiście rozumiem, jako porozumienie na jakimś innym poziomie. Ja nie mam do tego dostępu. Nie rozumiem tego, więc wybaczcie, jeżeli coś sknocę.

Po minach współtowarzyszy wywnioskowała, że jej obawy są bezzasadne.

Nagle podeszła do niej Edyta i nie wypowiadając ani jednego słowa usiadła na oparciu jej fotela. Objęła ją serdecznie. Trwało to tylko chwilę. Ale podziałało, jak włożenie palców do kontaktu.

– Przepraszam – postanowiła nagle zakończyć swą analizę i wyznanie. Czuła, że niczego więcej nie wymyśli. A zdecydowanie nie chciała zmyślać ani się wymądrzać. Wiedziała, że przemądrzanie się w tej grupie nie przejdzie. Że zostanie zdemaskowana w sekundę.

– Chyba mało kto potrafi to tak trafnie ująć, nie uważacie? – Maks zwrócił się do pozostałych. Atmosfera bardzo wyraźnie złagodniała. – Chyba zaczynasz nas rozumieć, lub raczej, rozumieć nasz sposób podejścia do życia. My po prostu nie mamy czasu na udawanie, sztuczności. Nie interesują nas płytkie relacje. Życie jest za krótkie. To, co uznaliśmy na podstawie naszych doświadczeń wartym uwagi jest traktowane przez nas bardzo poważnie. Czy to w sferze cielesności, czy krwawych negocjacji biznesowych. A reszta? Nie ma znaczenia. Po prostu stać nas na to, by być prawdziwymi.

– Nie pierdolimy się w tańcu, kochana – Edyta postanowiła wyjaśnić to od innej strony. – I nie marnujemy czasu na ludzi płytkich, pustych i fałszywych. A wiesz dlaczego? – Justyna czuła, że jej test właśnie został poddany walidacji. – Ponieważ potrafimy wyczuć człowieka od pierwszej chwili. Taki, że się tak wyrażę: dar. Przeczucie rozwijane latami.

Kornel postanowił rozwinąć myśl.

– Wiemy, że ty wiesz, Justyno – spojrzał na nią a w tym spojrzeniu nie było tego, co widziała w nim wcześniej. Wzrok miał skupiony i spokojny. Skoncentrowany na intencji właściwego przekazania myśli. – Rozszyfrowaliśmy cię już na początku. Ale to nie znaczy, że znamy twoje tajemnice, co to, to nie. Chodzi o pewien rodzaj… jak to określić? – nie potrafił odnaleźć właściwego słowa.

– O duchowy zapach człowieka – Maks w tak filozoficzny sposób wyjaśnił to, czego logicznie wytłumaczyć się nie dało.

– Właśnie – Kornel potwierdził jego porównanie. Wpatrywał się Justynie w oczy.

W jego spojrzeniu była pewna nić porozumienia. Pewna intencja, wiadomość.  Zaproszenie do uczestnictwa we wspólnej celebracji nowych zasad życia. Nowych dla niej, oczywiście. Poczuła się wyróżniona. Ale, co było dziwne, nie było to wyróżnienie polegające na wyrównaniu różnic klasowych, podkreśleniu przepaści społecznej lub chełpieniu się osiągnięciami zawodowymi. Oni nie odczuwali takich emocji. Jakby ich ego zostało stłumione. Jakby byli doskonałymi obserwatorami życia.

Edyta postanowiła trochę rozluźnić atmosferę. Jakby odczuła, że te wszystkie emocje i myśli przytłaczają Justynę coraz bardziej. Wstała, chwyciła ją za rękę i pociągnęła w stronę ciemnego korytarza. Tam, gdzie znajdowały się schody na piętro. I wejście do sypialni. Pozostała trójka z ulgą powitała jej inicjatywę, przeczuwając, że w pewnym momencie dla ich nowo poznanej koleżanki ilość bodźców i wniosków będzie po prostu zbyt duża.

– Zarządzam przerwę. My tu pitu pitu  o ważnych sprawach – zaśmiała się – a reszta domu nie zwiedzona. A jak zechcesz się zabawić ze swoi wybrankiem lub wybranką? – puściła jej oczko i uszczypała lekko w pośladek. – Musisz wiedzieć, w którą stronę pójść do łóżka.

– W tej sytuacji – odpowiedziała Justyna lecąc na fali szczerości – podejrzewam, że ta osoba dokładnie wiedziałaby, dokąd mnie zaprowadzić.

– No i właśnie cię tam prowadzę, kochana – odpowiedziała Edyta, otwierając masywne drzwi do sypialni.

Justyna odetchnęła z ulgą. Była wdzięczna koleżance za tę ewakuację. Zaczynało ją to wszystko przytłaczać. Nie, żeby nie była przyzwyczajona do ciężkich rozmów i tematów, o nie. Ale teraz, dzisiaj, na tym wyjeździe, tego typu konwersacje nie sprzyjały przygodzie. Raczej ciążyły. Tym radośniej przyjęła gest Edyty, która już zniknęła w pomieszczeniu za drzwiami.

Gdy tylko znalazła się w środku od razu zrozumiała, że to właśnie tutaj, a nie w salonie odbywają się niezapomniane „spotkania biznesowe”. Łóżko było ogromne. Podobne do tego, które stało w jej apartamencie. Jednak sam wystój pokoju był całkowicie inny. Dominowało drewno, które nadawało pomieszczeniu ciepłej miękkości. Nie brakowało również nowoczesnego sprzętu RTV, który miał umilać pobyt po męczących negocjacjach.

– Podoba ci się? – Edyta nie czekała na jej odpowiedź, która najwyraźniej jej nie interesowała. Podbiegła do wielkiej szafy dębowej ze snycerskimi ozdobami i otworzyła lewe skrzydło. Na drewnianym pałąku wisiało całe mnóstwo różnych strojów. Ale były tak ciasno upakowane, że przez fragmenty tiuli, falban i koronek nie mogła odgadnąć ich kroju i rodzaju.

– To na specjalne okazje – uśmiechnęła się Edyta, sięgając po jeden z wieszaków.

Przyłożyła do siebie kusy strój, Justyna przekrzywiała głowę, ale nie mogła długo pojąć, co opinający lateksowy strój przedstawia i w kogo zamienia osobę, która się weń zdoła wcisnąć. W końcu poddała się.

– Czasem lubimy się zabawić w odgrywanie różnych ról, kochana – pospieszyła z wyjaśnieniem Edyta. Schowała strój pomiędzy pozostałe i zamknęła skrzydło szafy. – To bywa takie ekscytujące, mówię ci. Powinnaś kiedyś spróbować, o ile jeszcze nie znasz swojego kostiumowego ater ego. Mamy tutaj trzydzieści ciekawych wdzianek na naprawdę różne okazje. A z drugiej strony – wskazała na prawe skrzydło – są konieczne do tych zabaw akcesoria. Pierwszej jakości. Chcesz zobaczyć?

– Może innym razem – Justyna czuła się zakłopotana tym nagłym nawiązaniem do frywolności i swobody seksualnej. Zwłaszcza po ciężkich tematach w salonie. Nie potrafiła tak szybko przeskakiwać pomiędzy nastrojami.

– Chciałam cię trochę rozluźnić, kochana – Edyta ciągle używała tego zwrotu, do którego Justyna już zaczynała się przyzwyczajać – to wszystko. A cóż rozluźnia bardziej, niż seks?

– Czy ty aby nie chcesz ominąć kolejki?

Spojrzała na nią wymownie i milczała długo.

– Cwana jesteś, Justynko – odpowiedziała w końcu – podobasz mi się.

Czyli jej przypuszczenia okazały się słuszne.

– Dlaczego wyciągnęłaś mnie tutaj? Przecież nie musiałaś niczego opowiadać. Mogłaś również skłamać.

– Nie zwykłam porzucać zawartych umów. A my, kochana, mieliśmy umowę. Miałam przeczucie, że zechcesz mnie zapytać o coś, co mnie się przydarzyło, a ja najzwyczajniej w świecie nie chciałam opowiadać tego przy Dorocie i Maksie.

– Czyli oni nie wiedzą?

– Nigdy ich to nie interesowało – odparła wzruszając ramionami. – Rozumiemy się, jak łyse konie, bo działamy na podobnym poziomie ekspresji. Ale pewnych głębokich tematów nie ma pomiędzy nami. Co, zapewniam cię, wcale nie znaczy, że się nie przyjaźnimy. To tylko innego rodzaju relacje. My robimy razem interesy. I bawimy się. A, chociaż z ich strony podejmowali kilka prób, ja z natury nie lubię za bardzo się uzewnętrzniać. Taka jestem trochę skryta. Ale za to wyzwolona.

– Nigdy nie wymagałam od ciebie ani od nikogo, żeby wyznawał cokolwiek wbrew swojej woli.

– Nie byłabyś zdolna nas do tego zmusić, wierz mi.

Justyna wierzyła.

– Dlatego powtarzam – podkreśliła swoją ostatnią myśl – nie oczekuję, że nagle się otworzysz. O ile dobrze pamiętam, to nie o to chodziło w tej grze.

Edyta poczęstowała ją serdecznym uśmiechem. Takim, który sprawia, że chce się człowieka przepuścić w kolejce w której stoi się od czwartej rano.

– To takim razie wracamy? – podbiegła do drzwi i nie czekając na Justynę wybiegła, by zniknąć za futryną.

Powrót do salonu przywitał ją gorącą dyskusją o wyższości natychmiastowego doznania zmysłowego ponad oczekiwanym, planowanym i budowanym napięciem stanu euforii. Abstrakcja, pomyślała Justyna. Nigdy nie słyszałam, żeby ktokolwiek dyskutował o takich rzeczach. Jej przybycie zbiło trochę dyskusję i pozwoliło Dorocie wejść w słowo Kornelowi. Maks, jak można było przypuszczać, tylko tajemniczo się  uśmiechał i popijał herbatę.

– Sama doskonale wiesz, co zresztą może potwierdzić nasza nowa koleżanka, Justyna, że natychmiastowe doznanie zawsze przebije nawet najbardziej zawiłe i rzetelne przygotowania prowadzące do takiego stanu. Samo oczekiwanie i zmaganie się z problemami, logistyką, przygotowaniami potrafi skutecznie odebrać radość z osiągniętego celu.

– Zwłaszcza, gdy w ten cel wplecione są osoby trzecie, prawda Kornelu? – wtrąciła się w środku dyskusji Edyta, która pojawiła się jakby wyrosła spod ziemi.

– A tyś gdzie znikła? – odezwała się do niej koleżanka.

– Sikać mi się chciało, więc musiałam wyjść.

Kornel spojrzał na dno szklanki i zdecydował, by dolać sobie drinka. Zastanowił się przez chwilę i postanowił zbić argument Doroty.

– Sama wiesz, że planowanie potrafi wspaniale budować napięcie. Oczekiwanie na finał, wraz z realizacją kolejnych etapów sprawia, że radość wzrasta. Czasem faktycznie, cel nie jest tak ekscytujący, jak się przypuszczało, ale często bywa zdecydowanie bardziej.

Dziwnym trafem wypowiadając te słowa wpatrywał się intensywnie w Justynę. Poczuła gęsią skórkę i dziwny ucisk w klatce piersiowej. Miała dziwne przeczucie, że to ona jest finalnym elementem procesu, który Kornel już zapoczątkował. I, co było dziwne, sama była ciekawa, jaki finał będzie mieć to przedsięwzięcie.

Po burzliwej dyskusji, która najwidoczniej już osiągnęła apogeum, nastąpiła cisza. Justyna postanowiła przerwać milczenie.

– Słuchajcie – zaproponowała nagle – mam taki pomysł, aby darować sobie te smutne historie. Co wy na to, żeby pozostałe pytania były wesołe, ekscytujące? Lub, czy ja wiem, pikantne nawet?

– Tylko jeżeli Dorota i Edyta się zgodzą – odparł Maks – one nie miały szansy się wypowiedzieć.

– Jestem za – natychmiast wpadła mu w słowo Edyta.

– A mnie szkoda czasu na smutne historie – zdecydowała Dorota.

– Czyli załatwione – Justyna potarła dłonie. – Jakie jest następne pytanie?

Towarzystwo milczało chwilę. Patrzyli po sobie. O co zapytać w następnej kolejności?

– Pikantne też są dopuszczone, powiadasz? – Edyta podrapała się po brodzie, dając pozór zastanowieniu. – Może zatem skrócimy nasze zapoznawanie się i przejdziemy do finalnego pytania? Dasz radę?

– To zależy od pytania. – Justyna poczuła lekki skurcz brzucha, jakby obawiała się tego, z czym przyjdzie się jej zmierzyć. – Mogę po prostu nie znać odpowiedzi i nie wiedzieć.

– Oj, wiedzieć będziesz – Edyta machnęła ręką, jakby chodziło o prawdę oczywistą. –  To pytanie nie jest z branży ścisłej, dotyczącej podboju kosmosu, lecz z kategorii kreatywnej. Czyli, jeżeli nie znasz odpowiedzi, to sobie ją wymyślisz, kochana. Wczuj się w rolę i odpowiedz. Możesz, oczywiście się wycofać, jak tchórz – o ty cholero, pomyślała Justyna, bierzesz mnie pod włos – i nikt ci nie będzie miał za złe, że uciekłaś, ale musisz wiedzieć, że ta zabawa ma zasady.

– Jakie?

– Tym razem nie możesz kłamać. I odpowiadasz na końcu. To taki bonus na zachętę. Jak również to, że odpowiedzią nikogo nie urazisz. My nie z obrażalskich. Zgadza się? – Pozostali skinęli głowami na potwierdzenie.

Zastanowiła się przez chwilę. Co ma do stracenia? Cóż najgorszego może się stać?

– Zgadzam się – odparła dziarsko.

– W takim razie, moja droga – zaczął Maks – przyjrzyj się nam po kolei, jeżeli jeszcze tego nie zrobiłaś. Później zajrzyj w swoje wnętrze i szczerze przed sobą samą odpowiedz na pytanie, które następnie obwieścisz światu. Czyli nam, głównym zainteresowanym – milczał, aż z oczu Justyny wyczytał, że pojęła dokładnie intencję. – Najważniejszą zasadą pytania, no i odpowiedzi, jest to, że absolutnie nie wywołuje i nie determinuje żadnych zobowiązań. Zero. Nie powinnaś się czuć do niczego zmuszana. To tylko zabawa.

Spojrzał po pozostałych. Uzyskując nieme przyzwolenie, które wyczytał ze spojrzeń towarzyszy, zadał pytanie.

– Gdybyś miała wybierać spośród naszej czwórki, to czy zdobyłabyś się na to, by pójść z którymś z nas do łóżka? A jeżeli tak, to z kim, w jakiej kolejności, oraz na co byś się zgodziła? Lub co zainicjowała? Pamiętaj, że to może być doskonała okazja do spełnienia tego, czego wcześniej spełnić nie było ci dane.

– Doskonałe pytanie – wtrącił Kornel. Jego oczy świeciły dziwnym blaskiem. – A ty, Maks, już jej tak nie zachęcaj. Nie sprzedajesz śledzi Eskimosom.

Justynę zatkało. Milczała. Zanim jednak zdążyła wyartykułować odpowiedź, przypomniała sobie, że ma odpowiadać jako ostatnia.

– Od kogo zaczniemy? – zapytała, kierując wzrok w stronę Edyty.

– Skoro patrzysz na mnie, to zacznę ja – wstała i z zadziwiającą pewnością siebie, spokojem i obojętnością odpowiedziała. – Najpierw Dorota, później Ty – o cholera, pomyślała Justyna – Kornel i Maks. Dorocie dałabym się wylizać z porządną palcówką. Być może nawet nożyczki, o ile miałaby w sobie to zaangażowanie, aby mnie rozpalić.

– Wątpisz, że nie? – przerwała jej wywołana do tablicy.

– Nie, moja kochana, nie wątpię. Ty, Justynko, bo masz kuszące ciałko i jesteś nowością. Tajemnicą. A ja lubię odkrywać sekrety. Czuję również, że dla ciebie mógłby to być pierwszy raz z kobietą. Mam rację?

Justyna nie odezwała się ani słowem, ale rumieniec na jej twarzy stanowił doskonałą odpowiedź. Edyta uśmiechnęła się i kontynuowała.

– Kornel ma fajnego penisa – powiedziała zupełnie od niechcenia – i potrafi się nim posługiwać.

– O, dziękuję – uśmiechnął się do niej.

– Jeszcze nie dziękuj. No i Maks na końcu. Przykro mi Maks, ale ktoś zawsze musi być ostatni.

– Nie gniewam się, moja droga i nie biorę do siebie – odpowiedział wykazując wspaniałomyślność i zrozumienie. – Jednakże, skoro ląduję na ostatnim miejscu, poproszę o konkretną odpowiedź, na co byś się zgodziła podczas naszego wspólnego tet`a`tet?

Edyta milczała, zastanawiając się. W końcu wypaliła bez ogródek.

– Mógłbyś zrobić więcej, niż ostatnio – odpowiedziała – więcej, bardziej i mocniej. Tak, żebym na drugi dzień jeszcze czuła ból w drugiej dziurce.

Justyna otworzyła oczy ze zdumienia. Właśnie przekonała się, że towarzystwo potrafi swobodnie mówić o tak intymnych sprawach, jak uprawianie seksu. Jakby dla nich ten temat nie był tabu. Ta swoboda, z którą wypowiadali swoje pragnienia i opinie, trochę ją przytłaczała. Chociaż, zważywszy na to, co widziała w saunie i czego była świadkiem pod prysznicem, to taka relacja jest normą? Dla nich, oczywiście.

– Kornel? – ponagliła go Justyna.

– To żadna tajemnica – zaczął od razu, jakby miał przygotowaną odpowiedź – najchętniej przeleciałbym ciebie, Justynko. Nie rób takiej miny. Dobrze wiesz, że tak – Justyna nie odpowiedziała. Była o tym przekonana, aż za dobrze. – Chciałbym, żebyś otworzyła się przede mną. W przenośni i dosłownie – poczuła, jak w dole brzucha budzi się żar. Oto po raz drugi została wymieniona nie na szarym końcu. To, że jest pożądana łechtało jej kobiecość i wywoływało podniecenie.

Kornel poczekał, aż jego słowa wywołają odpowiednią reakcję. Gdy tylko zauważył, że aż zaczęła pocierać udami, przeszedł do dalszych wyznań.

– Oczami wyobraźni widziałem od początku to, co chciałbym z tobą zrobić. Oj, Justynko, to byłoby niezapomniane kilka godzin. Wierz mi – spojrzał na nią takim wzrokiem, że uwierzyła od razu. – Przez wzgląd na obecność innych dam nie opowiem ze szczegółami o tym, jak bym pieścił twoje ciało, lizał piersi i bardziej gorące obszary, oraz jak bym cię pieprzył do utraty twojego tchu. Wybacz – rozłożył ręce, jakby ktoś zmusił go do milczenia i zwrócił się do pozostałego audytorium. – Gdy już zająłbym się porządnie naszą nowo poznaną koleżanką, w drugiej kolejności, Edytko i Dorotko, wziąłbym was obie. Naraz. To, co widzę oczami wyobraźni jest wyuzdane i dzikie. A Maksa sobie daruję. Wybacz, stary, ale jestem w stu procentach hetero.

– Dziękuję – odpowiedział – to naprawdę wielka ulga. Już się bałem, żeby nie jechać przed tobą na wierzchowcu, bo jeszcze zacząłbyś się do mnie, za przeproszeniem, dobierać. Wdzięczność moja jest wręcz nieskończona.

– Ech, faceci – podsumowała Dorota – wy i te wasze życiowe filozofie. Dwie kobiety to norma i ekscytacja. Jak dziewczyny liżą się po cipkach, to wam staje. Ale jak tylko dwa penisy pojawią się za blisko siebie, stają się naładowane tym samym ładunkiem, by jak identycznie odwrócone magnesy zrobić wszystko, żeby, nie daj boże, się nie zetknąć.

– Z kolei ty nie filozofujesz. – skwitował Kornel. – Po pierwsze: to, co powiedziałaś to banał, bo każdy penis w rzeczywistości jest naładowany takim samym ładunkiem. Możemy kiedyś, specjalnie dla ciebie, zainicjować eksperyment naukowy. Skombinuję dwa obiekty do twoich badań a ty przeprowadzisz test.

– Lub na niej zostanie przeprowadzony ten test – zaśmiała się Edyta.

– Właśnie to – Kornel kontynuował swoją myśl – to byłby doskonały zwrot w procedurze badawczej. Aż trzeba to wpisać do manifestu. Drugiego pomysłu, czyli wspólnych zabaw pomiędzy facetami, nawet komentował nie będę. Gdybym był gejem – spoko. Ale w obecnej, niezwykle dogodnej sytuacji, gdy szczęśliwie mogę celebrować urodę tak pięknych dam, podaruję sobie marzenia o kutasie. Dobrze? – Spojrzał na Dorotę i dokończył myśl. – Miałaś coś jeszcze dodać od siebie, prawda? Skoncentruj się więc na zadaniu, dobrze?

– Dobrze więc – zaczęła – największą chrapkę mam na Kornela. Później przeleciałabym Maksa.

– O – zdziwił się teatralnie – czyżbym nie wylądował na końcu?

– Cicho, Maks – szturchnęła go w udo. – Nie jesteś na drugim miejscu bez powodu. Ponieważ, jak to mówił klasyk, lubię oglądać filmy, które już znam, dlatego wybrałam ciebie. Na drugim miejscu. Ale…

– Ale? – przerwał jej zniecierpliwiony Maks.

– Ale – kontynuowała Dorota – miałabym ochotę na mały eksperyment z Justyną. Ale tylko w celu poznania nowego, które stanie się znane i lubiane.

– Trochę pokrętna logika, ale w sumie całkowicie zrozumiała – Edyta wyjrzała przez okno, czy z końmi wszystko w porządku.

– To pokrętna, czy zrozumiała? – zapytał Kornel. – Nie może być takie i takie.

– Dlaczego nie? – Dorota była szczerze zdziwiona.

– To nielogiczne.

Na pomoc przyszła Edyta.

– Nie znasz kobiecej logiki, mój drogi – obwieściła tę prawdę, jakby głosiła ewangelię – nasza logika dopuszcza sprzeczności, konflikty i błędy logiczne. I tworzy z nich to, co chcemy. Bez wywalania błędu systemu.

Kornel podniósł ręce w pojednawczym geście. Wiedział, że albo się podda, albo polegnie.

– Dobra, nie było tematu. Solidarność jajników zawsze wygrywa. Stawanie z całym arsenałem argumentów i faktów do walki z wami jest proszeniem się o kłopoty. Bo, gdy będę ci referował, dlaczego fakty nie potwierdzają twojej tezy, ty w tym samym czasie kopniesz mnie w jaja. Dlatego pas. Poddaję się.

Justyna postanowiła zaryzykować i włączyć się do tej dyskusji.

– Słusznie – odezwała się nagle. – To tylko oznacza żeś mądrym człowiekiem. A twój instynkt samozachowawczy jest na naprawdę optymalnym poziomie.

– Ooo. Patrzcie państwo, kto się uaktywnił? – Oczy Doroty zwróciły się w jej stronę. Cała czwórka patrzyła zaskoczona. – Pięknie, Justynko. Włączasz się do zabawy i zaczynasz łapać nasz dryg. Jeszcze chwila i sama nas prześcigniesz, zobaczysz – na potwierdzenie swych słów szturchnęła Justynę w ramię.

A ona wiedziała, że nie może ani podziękować, ani odpowiedzieć. To zniweczyło by efekt, który chciała wywołać. Zaryzykowała i wcięła się w dyskusję, rzucając siebie samą na żer. Ale udało się. Zaimponowała im i być może skróciła dystans. Dlatego nie mogła oddać tego przyczółka zdawkowym dziękuję. Ani tym bardziej, jeszcze gorszym: przepraszam. Wybrała najlepszą drogę. Milczenie.

Przez salon przelewała się cisza. Pachnąca podekscytowaniem i słowem, które Justyna wypowiedziała w obliczy całej grupy. W spojrzeniu zebranych dostrzegła nić porozumienia. Coś na kształt zadowolenia, że trafili na podobną do siebie. Ale jednocześnie całkiem inną. Z innego życia, innego świata.

– Maks? – zdecydowała się wreszcie przerwać milczenie. – Zanim odpowiem na to pytanie, musimy poznać twoją wersję. Cóż to takiego po głowie ci chodzi?

– Moja droga – zaczął kurtuazyjnie – bardzo chciałbym skorzystać z prawa nieodpowiadania na to pytanie.

– Nie możesz – rzuciła mu Justyna – każdy, albo nikt. Poza tym, nie ma takiego prawa. Nie przypominam sobie, żeby to było wcześniej zakomunikowane, prawda?

Teraz mówiła już trochę pewniej. Czuła, że właśnie uzyskała wsparcie całej grupy.

– W takim razie pozostaje mi obietnica – nie poddawał się Maks – że odpowiem na pewno na to pytanie, ale w innych okolicznościach. I jeżeli los pomoże, a na to liczę, to spełnię tę obietnicę przed jutrzejszym świtem. Proszę cię, byś się na to zgodziła. Zgodzisz się zawrzeć umowę? Ze mną?

Zastanowiła się. Ewidentnie Maks wydawał się mieć jakiś plan. Ale czy ona zamierzała teraz drążyć szczegóły? Miała silne przeczucie, że nie powinna. Postanowiła odpuścić. I, chociaż nie mogła o tym wiedzieć, ta decyzja miała ją kosztować wiele.

– W porządku. Odraczam. Do świtu – zachichotała z tego teatralnego sformułowania. Nagle spoważniała – Mamy umowę. Ale tylko, jeżeli będziesz honorował jej treść.

– Proszę cię, moja droga. Nie obrażaj mnie – spojrzał na nią, jak na dziwoląga. Jakby honorowanie umów nie było rzeczą tak oczywistą, jak to, że słońce wschodzi na wschodzie. Ale, żeby o tym przypominać? Justyna przyjęła zapewnienie uściskiem jego dłoni.

– No to teraz chyba kolej na mnie – powiedziała cicho. – Ale trochę się boję.

– Dasz radę dziewczyno – Edyta dodała jej otuchy. – Wystarczy tylko, że opowiesz kogo z nas przelecisz i co zrobisz. To łatwe.

Dlaczego ona mówi w trybie przypuszczającym, jakby to się miało zdarzyć? Ta myśl dręczyła ją przez moment. Miała się nad czym zastanawiać, bo to, wbrew jej słowom, wcale takie łatwe nie było.

Zamilkła i zastanawiała się długo, ale nie mogła wybrać żadnej wersji tego, co chciała powiedzieć. Ba! Gdyby tylko wiedziała, co powiedzieć, nie było by takiego problemu. A przecież mogła się zastanowić wcześniej. Nie czekać aż to ją wezwą do odpowiedzi. Ale zaaferowana wyznaniami pozostałych, nie pomyślała, by się wyłączyć i przygotować odpowiedź. Musiała szyć na bieżąco. Otwarcie wyznanie komuś, że ona rozważa, że w ogóle zgadza się na intymny kontakt z tą osobą, było przekroczeniem granicy, o której nawet nie miała pojęcia. Dodatkowa publiczna deklaracja nadawał takiemu wyznaniu status zobowiązania społecznego.

Dziwne było to, że ta zabawa wywoływała w niej niesamowite podniecenie. Krocze swędziało ją już od dawna. A poziom pożądania rósł nieprzerwanie. A teraz to? Ale przecież to tylko słowa. Ale takie, które do białości rozpaliły jej wyobraźnię. Przecież nie musi z nikim z tej czwórki iść do łóżka. O rety, pomyślała. Czwórki! Czyli wzięła również pod uwagę dziewczyny. O takie skłonności się nie podejrzewała. To wiele o niej mówiło. Jej samej.

Jeżeli teraz się wycofa, jeżeli zrobi z siebie cykora, na zawsze straci szansę, nie tyle seksualnych przygód z którymkolwiek z tej czwórki, ale możliwość nawiązania i utrzymania relacji. A zależało jej na tym. Jej nowo poznani towarzysze wręcz elektryzująco ją intrygowali. Chciała wejść w ich życie. Uczyć się innej siebie. Innego świata. Za biurkiem nauczycielki miała na to marne perspektywy. Wiedziała również, że nie dostanie drugiej szansy. Oni nie bawili się w naginanie swoich zasad do jej obaw i kompleksów. Bez sentymentów zapomną o niej, jeżeli to ona nie stanie na wysokości zadania.

Nagle jej język i usta zachowały się, jakby postanowiły myśleć i działać samodzielnie. Zupełnie, jak zbuntowane roboty, które powstały przeciwko swemu właścicielowi i stwórcy. Zdecydowały się wypowiedzieć swoje zdanie na ten konkretny temat. Bez jej udziału. Sens tego, co usta i język oznajmiły otoczeniu, dotarł do niej już po tym, jak słowa te dotarły do uszu wszystkich zainteresowanych.

– Kornel byłby pierwszy, którego zaprosiłabym do łóżka – wypaliła i spłoniła się. Zakryła twarz ze wstydu. Czy ja to powiedziałam na głos? Ta myśl świdrowała jej czaszkę, niczym wiertło podczas lobotomii.

– Ale Jazda! Zajebiście! – krzyknął Kornel. – Wiedziałem. Ooo, dziewczyno, nie żałowałabyś nawet sekundy ze mną. Uwielbiam zwyciężać! Dla takich momentów warto.

– Justyno? – zwróciła się do niej Dorota. W jej pytaniu dało się wyraźnie słyszeć troskę i ciepło. – Spójrz na nas, dobrze?

Justyna, czując, jak płonie, podniosła powoli oczy i spojrzała w oczy koleżance.

– Już dobrze – pocieszyła ją Dorota. – Widzę, że to bardzo mocno na ciebie działa. Muszę cię więc uspokoić, że to tylko zabawa, kochana. Nie będziesz przecież zobowiązana, by ściśle przestrzegać kolejki – uśmiechnęła się lubieżnie widząc, że już jej lepiej – pójdziesz do łóżka z kim chcesz w wybranej przez ciebie kolejności. Ja wcale nie muszę być pierwsza. – Kończąc zdanie nie wytrzymała i roześmiała się radośnie.

– Ha ha ha – zarechotał Kornel. Maks również o mało nie wybuchnął śmiechem. Ten przejaw gromkiej radości dodał Justynie otuchy.

– Dziękuję. Zachowuję się trochę, jak wstydliwa nastolatka.

– Która nosi łańcuszek hotwife na prawej kostce – przypomniał Maks. – A to, moja droga do czegoś cię zobowiązuje. Jeżeli nie wobec nas, lub ciebie, to na pewno wobec tego, który to piętno wyzwolonej kobiety ci założył. Nie uważasz?

– O, to, to – podniosła palec Edyta. – Słusznie prawi. Aż dziw bierze. Więc, koleżanko,  kogo w drugiej kolejności wzięłabyś w obroty?

– Chwila, chwila! – przerwał Kornel. – Nie odpowiedziała wszystkiego.

– Co masz na myśli?

– No jak to, co mam na myśli? Żartujesz? Nie powiedziała, na co by się zgodziła, idąc ze mną do łóżka. Bo ja, nie ukrywam, mam cały arsenał pomysłów. O rety! I to takich pomysłów, że , aż… Ale nic. Najpierw muszę wiedzieć właśnie to, by dostosować strategię. Czy to nie jest mądrym posunięciem?

– Wiem, o jakich posunięciach mówisz, zboczuchu – dopowiedziała Dorota. – Ale faktycznie. Warto takie rzeczy wiedzieć.

A to cwaniak, pomyślała Justyna. Jest tak pewny siebie. No, ale zwycięzca ma prawo czuć się najlepszym. A temu najwyższe miejsce na podium uderzyło sporą dawką wody sodowej. Pewnie wydaje mu się, że nikt go w niczym go nie zagnie. Poczekaj, bratku. Już ja ci wykreuję taką historię, że przez tydzień ci nie opadnie. Poczekaj.

– Na początku – przybrała rolę kokietki i spojrzała mu w oczy ze słodkim uśmiechem – zrobiłabym ci taką laskę, jakiej nie miałeś w życiu – terapia szokowa będzie najlepszą na utemperowanie jego seksualnego szowinizmu – aż do gardła, złociutki.

Oblizała się lekko. Z całą pewnością nie było w tym wulgarności. Była rozbrajająca, gotująca krew, kurewska niewinność.

– O Jezu, dziewczyno – zagwizdała Dorota. – Nie poznaję koleżanki.

– Kto by się spodziewał, że siedzi w tobie taki wamp? – Edyta też siedziała zdumiona tym nagłym wyznaniem. – Gdybym miała kutasa, już by mi stał, jak dzida.

Kornel i Maks milczeli z otwartymi gębami i nie komentowali fantazji, ani Justyny, ani tym bardziej – Edyty. Zatkało ich na amen. Widać było, że wiercą się na swoich miejscach, szukając dogodniejszej pozycji dla uwierających ich krocza penisów. Justyna postanowiła iść za ciosem.

– Już sobie wyobrażam, jak nadziewam się ustami na twoją pałę, kochaniutki – Kornel przestał oddychać. – Obciągam, aż śluz ścieka mi po brodzie, piersiach aż do samej – spuściła wzrok na miejsce pomiędzy nogami i wskazała palcami drogę – o tu. Widzisz? Spójrz – zasymulowała palcem wędrówkę pomiędzy jej piersiami, aż do miejsca pomiędzy nogami. Poczekała, aż spojrzy na jej krocze. – Tak, tutaj, kochaniutki. We właściwe miejsce spoglądasz.

– O święty Alfonsie, patronie dziwek – Kornel odzyskał głos, ale tylko do żarliwej modlitwy. – Nie wytrzymam.

– Musisz, kochaniutki – Justyna zmierzała do finału swojej intrygi – bo gdy tylko zakończyłabym zajmować się twoim kutasem. A muszę nadmienić, że widziałam go i potrafię sobie wyobrazić, co trzeba zrobić, żebyś ocipiał ze szczęścia i rozkoszy. Później, powoli zdjęłabym z siebie moje fatałaszki zostawiając tylko te części, które odsłonią to, co powinno być odsłonięte i pozostawią zakrytym to, co zdecydowanie powinno być odsłonięte później. A mam taki strój, Kornel, że gdy go założę, to skręci cię do szaleństwa. Wiem, że spodobałaby ci się moja, cóż… – Pogłaskała się niby od niechcenia po okolicach górnej części uda. Wtedy zajęłabym się tobą w taki sposób, że…

Cisza, jaka zapadła była tak napięta, że można by ją było kroić nożem.

– Że co? – wypalił w końcu Kornel. Justyna wiedziała, że jego penis potężnie go uwiera, bo ciągle kręcił się na fotelu szukając wygodnej pozycji. – Co byś zrobiła dalej? No co?

– Cóż, kochany, to już moja słodka tajemnica – dobiła go. – Przecież to tylko zabawa, prawda?

– Chyba mi nie powiesz, że mi nie powiesz?! – Kornel nie mógł uwierzyć, że nie będzie dalszego ciągu. – Nie masz litości? Tak chcesz to zostawić? Serio?

– Serio, mój drogi – uśmiechnęła się do niego.

– Kurwa mać! – zaklął Kornel. – Kary bożej się nie boisz? – Widząc, że najwidoczniej nie będzie spędzać to snu z jej powiek, postanowił uderzyć w litość. – Przecież mi kutas nie opadnie przez tydzień. Zlituj się.

– Tydzień, powiadasz? – zamyśliła się, niczym dziwka zastanawiająca się, na ile skroić klienta. – O to mi mniej więcej chodziło.

Poczuła się całkiem dobrze. Była zdolna do, jak się okazało, prowadzenia gier na ich poziomie. I to działało. Nie byli jakimiś mitycznymi Atlantami lub innymi greckimi bogami. To, co zrobiła, dodało jej otuchy i jeszcze bardziej rozbudziło chęć do przeżycia przygody. Zwłaszcza, że obrazy, które zbudowała w umysłach towarzyszy, najpierw widziała w swojej wyobraźni. Bardzo wyraźnie widziała. I odczuwała. Z detalami. Również to, co działo się w niedopowiedzianej części tej wizji. To, co wyprawia z penisem Kornela. Pięknym, grubym penisem, który zauroczył ją podczas wizyty w saunie. Musiała przed sobą przyznać, że chętnie dosiadłaby go i pogalopowała na nim, niczym wyuzdana wojowniczka.

Czy gdyby faktycznie była hotwife, jak raczył ją naznaczyć jej własny mąż, to czy zdobyła by się na ostry seks z Kornelem? Lub z tajemniczym dżentelmenem Maksymilianem? Czy rozłożyła by przed nimi nogi? A może wypięła by się jak wyuzdana dziwka? Żeby obaj…

O Jezu, pomyślała. W kroczu zrobiło się gorąco i mokro. I pusto.

Nie mogła jednak dać po sobie poznać, że takie pragnienia się w niej obudziły.

– Ja rezygnuję – odezwała się w końcu Edyta.

– Z czego? – zapytał zaskoczony Maks, który ocknął się, jakby wrócił z dalekiej podróży po krainie wyobraźni.

– Ano z tej jej wyliczanki – wyjaśniła. – Widziałeś, jak jej opowieść zadziałała na niego – pokazała na Kornela, który siedział blady, jakby męczyła go ciężka niestrawność. – Teraz na pewno wybierze ciebie. A jeżeli jakimś trafem do tej listy dołączę ja, to podejrzewam, że ta niewyżyta, świetnie maskująca się nimfomanka wykreuje w mojej głowie taką wizję, że, kurwa, będę musiała wymienić majtki. Chociaż już teraz mam mokro. Albo zaciągnę ją do łóżka i normalnie przelecę. Jak mi Bóg świadkiem, zaprowadzę i przerżnę. Ja nie wytrzymam takiej dawki jej wyuzdanych opowieści. Jak poczęstuje mnie podobną wizją, jak Kornela, to w mig ja poczęstuję się nią. Całą i w pełnym pakiecie. Ostrzegam, kochana – pogroziła palcem Justynie – albo nawet zachęcam.

– Ja nawet nie będę jej nigdzie prowadzić – wpadła jej w słowo Dorota – tylko wyliżę jej cipkę tu. Na tym stoliku do kawy. Już teraz z niepokojem myślę o powrocie na koniu do hotelu.

– Dlaczego? – zapytała zaskoczona Justyna, rada, że może zmienić temat, który zaczynał już eskalować. Nie miała pojęcia, że jej słowa zadziałają aż tak mocno. Tym bardziej należało odwrócić uwagę, bo jak tak dalej pójdzie, to ją tu grupowo zerżną. Albo ona zgwałci ich grupę. Nie potrafiła się określić. Sytuacja jednak nie pozostawiała pola żadnym interpretacjom, że wszystko zmierza w stronę seksu. Dodatkowo, wzmianka o hotelu przypomniała jej o wizycie u masażysty.

– Bo, kochana – pospieszyła z odpowiedzią Dorota – moje majtki można by wyżymać. Rozumiesz?

– Aż za dobrze. – Oczywiście, że rozumiała.

– Więc ja teraz pójdę je zdjąć i za chwilkę jestem. Założę nowe. Na szczęście zapasowe są w szafie.

– Idę z tobą – rzuciła Edyta, dołączając do Doroty i wybiegły razem do sypialni – biorę te z czerwonej koronki.

Obie dziewczyny znikły w pośpiechu. Ciszę, jaką pozostawiły po sobie, przerwało trzaśnięcie zamykanych drzwi do sypialni.

– Wymienią na pewno – odezwał się po chwili Maks – ale chyba nie mokre majtki, lecz zgoła coś innego.

– Fajnie mają – odpowiedział już uspokojony Kornel. – Drinka?

– Na ochłodzenie – odpowiedział, po czym zwrócił się do Justyny. – Świetne przedstawienie, moja droga. Naprawdę, winszuję. Zrobiłaś na nas duże wrażenie. Aż dziw bierze, żeś się uchowała z takim darem. I to myśmy cię, że się tak wyrażę, odkryli. I będziemy cię odkrywać dalej. Dlatego: gratuluję.

– Dziękuję? – zapytała z niepewnością w głosie.

– Ależ nie ma co się krępować. Nie po tym, co tu zaszło. I nie w czasie, gdy coś ciekawego dzieje się w pokoju obok – spojrzał jej w oczy – wiesz, co te dziewczyny teraz, w tej chwili, robią?

– Domyślam się – podejrzewała nieśmiało, że zajęły się sobą. Sobą nawzajem.

– Tak – potwierdził jej podejrzenie i odebrał szklankę z drinkiem od Kornela. – Mam propozycję, moja droga.

– Jaką?

– Wstań, podejdź po cichu do drzwi sypialni. Pochyl się i zerknij przez dziurkę od klucza. Wiem, że można przez nią sporo ujrzeć. Zresztą, specjalnie została taka zamontowana. Dziewczyny nie miały by ci tego za złe – patrzyła na niego zdumiona tą propozycją, ale wyglądało na to, że mówi poważnie. – Serio. Przekonaj się, czy czytają książkę, czy… robią coś innego.

– A robiąc to, co proponuje ci Maks – wtrącił Kornel – pamiętaj, że to ty, nikt inny, jest sprawcą tego, co tam się dzieje. To twoje słowa to sprawiły. Idź i zobacz, jak wielką masz moc. A z wielką mocą przychodzi wielka odpowiedzialność. Obraz, który ujrzysz pomoże ci nauczyć się podejmować jej ciężar.

Justyna, jak zahipnotyzowana, wstała i powoli skierowała kroki w kierunku korytarza za kominkiem. Tam, gdzie majaczyły drewniane drzwi. Wrota do innej krainy.

Podchodziła powoli. Z duszą na ramieniu. Jakby naruszała święte sacrum intymności.

O ile faktycznie coś się tam dzieje.

Działo się.

Podchodząc na palcach do drzwi już była pewna. Wiedziała, co oznaczają wydobywające się z sypialni odgłosy. Ciche westchnięcia, piski, pojękiwania. Słowa, których nie mogłaby zrozumieć. Ale zrozumienie ich treści nie miało żadnego znaczenia. Liczyła się  ich intencja i kontekst w którym były wypowiadane.

Pochyliła się do dziurki od klucza. Nie klęknęła, lecz celowo wypięła tyłek w kierunku salonu. Wiedziała, że mężczyźni jej nie widzą, bo drzwi sypialni były schowane w korytarzu, skręcającym za kominkiem. Tym bardziej chciała to zrobić.

Zerknęła przez dziurkę od klucza. Wprost na łoże, które jeszcze przez bodaj kwadransem pokazywała jej Edyta. Obraz, który zarejestrowały jej oczy rozpalił żar w jej podbrzuszu. Zdusił oddech i obudził żądze, której nie spodziewała się w sobie odnaleźć. Sutki wyprężyły się pobudzone silnym podnieceniem. Krocze pulsowało. Czuła, jak jej bielizna przesiąka sokami. Budziło się w niej rozpustne pragnienie. Ręka powędrowała pomiędzy nogi. Zacisnęła palce i ścisnęła uda. Gorąco seksualnej energii prawie wyrzuciło ją z rzeczywistości. Chciała tego. Chciała seksu. Chciała Rafała. Jego penisa. A co tam. Chciała penisa. Nieważne, jakiego i czyjego. Jej wnętrze krzyczało z bólu wywołanego pustką. Nicością, która domagała się wypełnienia.

Odwróciła się, mając półprzymknięte oczy. Jedna dłoń masowała i ściskała pierś, a druga buszowała pomiędzy nogami. Otworzyła szerzej oczy i dostrzegła. Ich. Kornel i Maks przyglądali się jej, trzymając drinki w dłoniach. Stali, niczym posągi i nie mówili ani słowa. Nie poruszali się. Chłonęli widok przesiąkniętej rządzą kobiety. Kobiety gotowej na wszystko. Miała w dupie to, co sobie o niej pomyślą. Nie obchodziło jej zdanie jebaki i pozornie cnotliwego dżentelmena. Chciała penisa. Żądała kutasa. Marzyła o nim.

Nagle obaj stojący na widowni panowie odwrócili się na pięcie i wrócili do salonu. Po chwili drzwi od sypialni otworzyły się. Przyłapana na lubieżnych czynnościach Justyna zauważyła spojrzenia kobiet, które jeszcze przed chwilą zabawiały się ze sobą w najlepsze. Nie padło ani jedno słowo. Ani jedno. Ale to wystarczyło, by powiedzieć wszystko. Wszystko, co zostało wypowiedziane w patrzących na siebie nawzajem oczach trzech kobiet, przy drzwiach sypialni domku myśliwskiego.

 

Droga powrotna okazała się równie przyjemna, co podróż do miejsca, które z pamięci Justyny zapisze się gorącymi zgłoskami. Rozmowa kleiła się doskonale. Wszyscy mieli wspaniałe humory. Justyna wiedziała, że na tę wyprawę wyruszyła czwórka przyjaciół i ona. Teraz wracała ich piątka.

Była szczęśliwa.

– Kochana – Edyta uśmiechnęła się do niej – widzimy się wieczorem w klubie. Pamiętaj, że jak się nie pojawisz, to przyjdę i wyciągnę cię spod ciała twojego kochanka. Choćbyś była zakotwiczona, dam radę. Masz być, jasne?

– Dobrze, Edyta. Nie mam odwagi teraz odmówić. Bo inaczej faktycznie przyjdziesz i się dołączysz.

– A ja z nią – dopowiedziała jak zwykle na posterunku Dorota. – A ty, dziewczyno, będąc usłużną i dobrze wychowaną gospodynią, ugościsz nas tym, co masz.

Roześmiały się serdecznie. Justyna potrząsnęła głową, chcąc wyrzucić z wyobraźni namalowany właśnie obraz.

– W klubie, tak? Będę – obiecała, schodząc z kulbaki i oddając konia w ręce stajennego.

Maks oddał wodze i zwrócił się do Justyny.

– Bez względu na to, jak dzisiaj będziesz się bawić, moja droga, jutro o dziewiątej liczę na twoją obecność. Clasissa przywiązała się do ciebie.

– To również obiecuję. – Już w tej chwili cieszyła się na chwile, które nazajutrz spędzi z jej wierzchowcem.

– Co teraz masz w planach? – zapytał Kornel. Dziwnie milczący całą drogę powrotną.

– Dziś masaż. O siedemnastej. A później się zobaczy.

Edyta i Dorota spojrzały na siebie.

– Do w takim razie miłych wrażeń – Dorota postanowiła dodać radę – jeżeli mogę coś zasugerować, to z całej gamy programów polecam masaż sensualny. Zdecydowanie ci go polecam.

– Zapamiętam. Masaż sensualny, tak? Brzmi ciekawie.

– Nie wyobrażaj sobie zbyt wiele – dopowiedział Edyta – ale tak. To najlepsza wersja tego rodzaju masażu. Krzysiek ma specjalny program autorski. Zmodyfikowany, że się tak wyrażę. Spodoba ci się.

– Dziękuję, dziewczyny – skinęła z wdzięcznością – widzimy się później?

– Bądź tego pewna.

Justyna potwierdziła uśmiechem i odeszła w stronę hotelu.

Teraz, po przygodzie w lesie, to miejsce było zupełnie inne. Jakby wracała do innego świata. Do całkowicie innej rzeczywistości.

Przepełniało ją podekscytowanie i radosne oczekiwanie.

20,989
9.91/10
Dodaj do ulubionych
Podziel się ze znajomymi

Jak Ci się podobało?

Średnia: 9.91/10 (25 głosy oddane)

Pobierz powyższy tekst w formie ebooka

Z tej serii

Komentarze (6)

Daniel · 8 sierpnia 2022

+1
0

Kupiłeś mnie! Czy książka nie ma żadnych zmian w tekście do tego momentu? Bo nie wiem czy muszę zacząć od początku, aby nic nie pominąć czy jednak mogę już poznawać historię Justyny dalej?

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

Daniel · 8 sierpnia 2022

0
-1

Zgadzam się! Justyna jakoś nie pasowała 🤣

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

Pablito · Autor · 9 sierpnia 2022

0
0

Cześć. Przyznaję, że popełniłem logistyczny błąd podczas pisania i teraz muszę za niego płacić. Żałuję że wprowadza to taki chaos. Zwłaszcza, że chodzi o rzecz podstawową, jaką jest imię głównej bohaterki. Pozostaje mi za to przeprosić i liczyć na Wasze wybaczenie. A tłumaczenie, dlaczego tak zrobiłem niczego by nie wniosło i z punktu widzenia czytelnika, nie ma znaczenia.

To, co zamieszczam tutaj (i jeszcze zamieszczę) jest 1:1 jak w książce.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

Minionek · 24 sierpnia 2022

0
0

Solidne opowiadanie, sensowna kontynuacja bardzo dobrej serii - przeczytałem całość po kolei. Cieszy mnie, że droga do dalszej części jest otwarta. Czekam z niecierpliwością.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

janosikh · 26 września 2022

0
0

Rewelacyjne. Nie pamiętam bym cokolwiek czytał z takim zaciekawieniem i zastanawiał się co będzie dalej. Drogi autorze dodawaj więcej ostrzejszych opisów... Czemu tak rzadko ukazują się kolejne części? Gdzie kupić całość, bo chce już znać dalsze losy Justyny.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

janosikh · 26 września 2022

+1
0

Marzy mi się, by Justyna poszła na całość i zatraciła się zupełnie odstawiając męża całkowicie na boczny tor. Chciałbym by poczuł zazdrość czując że ona puszcza się bez jego wiedzy i zgody... tak by go sprowadzić do roli uległego rogacza.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

Opowiadania o podobnej tematyce:

pokątne opowiadania erotyczne
Witamy na Pokatne.pl

Serwis zawiera treści o charakterze erotycznym, przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich.
Decydując się na wejście na strony serwisu Pokatne.pl potwierdzasz, że jesteś osobą pełnoletnią.

Pliki cookies i polityka prywatności

Zgodnie z rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r (RODO). Potrzebujemy Twojej zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych przechowywanych w plikach cookies.
Zgadzam się na przechowywanie na urządzeniu, z którego korzystam tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie moich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania przeze mnie ze stron internetowej lub serwisów oraz innych parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych i w celach analitycznych.
Więcej informacji na ten temat znajdziesz w regulaminie serwisu.