Debiutant

GreatLover GreatLover

4 sierpnia 2013

44 min

Tekst z takim tytułem powinien być moim debiutem na tym portalu! :)

Pozdrawiam gorąco, drogie Pokątne :)

miłej lektury,
GreatLover

PROLOG

"Nie mogę uwierzyć, że to robię" pomyślałem chyba setny raz patrząc na drzwi, przez które ludzie wchodzili lub wychodzili co chwilę. Wyglądali normalnie, zupełnie normalnie – gdybym minął ich na ulicy w życiu nie domyśliłbym się, w jaki sposób zarabiają na życie.

"Dawaj Sławek... no dawaj chłopie... dasz radę!" starałem dodać sobie nieco otuchy, ale marnie mi to wychodziło – czułem, jak spociłem się ze stresu a jeszcze nawet nie znalazłem się w środku!

"Raz kozie śmierć!" pomyślałem szybko i zanim zdążyłem się rozmyślić, ruszyłem raźno w stronę drzwi, które otworzył jakiś barczysty facet.

- Przepraszam pana... nie wie pan może... - zacząłem pytać jąkającym się głosem i urwałem, gdy zobaczyłem jego badawcze spojrzenie, prześlizgujące się po mojej twarzy.

- Nowy? – spytał krótko, przyglądając mi się uważnie a ja kiwnąłem głową – idź do kadr, na końcu korytarza. Śpieszy mi się – zakończył lakonicznie odchodząc w swoją stronę.

Przytrzymałem otwarte drzwi i spojrzałem na najzwyklejszy w życiu korytarz. Wspomagana stresem wyobraźnia podsuwała mi najróżniejsze obrazy, toteż widok zwykłego parkietu, przykrytego dywanikiem i paru doniczek przywrócił mi nieco spokoju. Na miękkich nogach udałem się korytarzem, by stanąć przed drzwiami kadry. Zapukałem cicho.

- Bardzo proszę – usłyszałem stłumiony głos i otworzyłem drzwi.

Nie zamierzałem zrobić spektakularnego wejścia, ale w pełni mi się to udało – przyrżnąłem w szafkę na akta, a dźwięk, który rozległ się w pokoju zjeżył mi skórę ze strachu. Drgnąłem gwałtownie, myśląc, że wyskoczę z własnej skóry. Dziewczyna siedząca za biurkiem też lekko drgnęła, ale szybko się opanowała uśmiechając się do mnie.

- Przepraszam! – rzuciłem szybko w jej stronę czując, że zacząłem się pocić jeszcze bardziej – naprawdę, nie chciałem!

- Nie przejmuj się, wszyscy walą w tę cholerną szafkę – powiedziała do mnie to tak naturalnie, jakbyśmy znali się od lat. Wszyscy tutaj są dla siebie tacy bezpośredni? – proszę, usiądź – dodała kiwając głową w kierunku krzesełka stojącego przed jej biurkiem. Zauważyłem lekki grymas na jej twarzy, gdy udało się jej dobrze mi się przyjrzeć.

Zająłem wskazane miejsce i szybko rozejrzałem się po pomieszczeniu – szafka na akta, w którą już zdążyłem przydzwonić, półki pełne segregatorów, skoroszytów i innych przedmiotów, które można znaleźć w każdym biurze na Ziemi. Na jej biurku stał płaski ekran, (Mac, a jakże by inaczej) pooblepiany karteczkami samoprzylepnymi na krawędziach, obok nieczyszczona od dawna klawiatura otoczona cała masą bibelotów. Gdy skończyłem ten mini-rekonesans uniosłem wzrok i napotkałem jej wesołe spojrzenie.

- W czym mogę pomóc? – spytała uprzejmie

Nie miałem pojęcia, co jej odpowiedzieć.

Kilka tygodni temu.

American dream – od pucybuta do milionera, mówi wam to coś?

Lepiej podam lepszy przykład: Ameryka – kraj wielkich możliwości!

Ale nie dla mnie.

Nie wiem jak wy wyobrażacie sobie Stany, ale ja poczułem zawód, gdy tylko zszedłem na ląd i poczułem zapach portu. Spodziewałem się zobaczyć obrazy jak z filmów, które oglądałem w Polsce a tymczasem przywitał mnie widok zaniedbanych doków, kutrów i statków towarowych. Ten, którym przypłynąłem prezentował się nie najgorzej, ale daleko było mu do Titanica. Grunt, że spełnił swoje zadanie i przywiózł mnie i resztę brygady na miejsce. "Banda" - tak chłopaki zdążyli się nazwać podczas trwającego rejsu, co moim zdaniem nie było najlepszym pomysłem – uważałem, że i tak mamy wystarczająco przejebane płynąc do pracy w Ameryce, jako "banda" Polaków, Rusków, Chorwatów, Bułgarów i wielu innych nacji. Rejs był koszmarem nie tylko ze względu na warunki, ale przede wszystkim na panującą barierę językową - zdziwiłem się, że robotnicy płynący do USA zapomnieli o takiej drobnej kwestii jak język angielski, ale widziałem, jak z zapałem uczyli się nowych słów. Wysoko ustawili priorytety podstawowych zwrotów i przez te kilka dni nasłuchałem się różnych "Suck my dick" "fuck" czy "nigger" wypowiadanych, co rusz nowym akcentem.

W porcie powitał nas nasz nowy szef – Pan Smith, chociaż "powitał" to za duże słowo – obrzucił nas krótkim spojrzeniem, gdy schodziliśmy na ląd, stojąc przy busie, którym miał zamiar nas zabrać. Nie podszedł do nas, gdy zbiliśmy się w ciasną grupę czekającą na dalsze rozkazy i cierpliwie poczekał na człowieka, który zszedł po nas na ląd i podszedł do niego z dokumentami do podpisania, przymocowanymi do sfatygowanej podkładki. Brudnym paluchem pokazywał miejsca, w których Smith składał zamaszysty podpis a po wszystkim obrzucił go spojrzeniem mówiącym "teraz to twój problem, stary" i odszedł od niego bez pożegnania.

Przechodząc koło mnie bosman zawadził o mnie ramieniem, co wywołało gniewne pomruki u moich współtowarzyszy. Nie reagując zaczepkę spokojnie poprawiłem żeglarski worek, który zsunął mi się z ramienia. Dobrze wiedziałem, jakie podejście mają tutaj do robotników z Europy i nie zamierzałem stwarzać problemów, tym bardziej, że był to mój pierwszy dzień. Uśmiechnąłem się krótko do Pana Smitha dając mu znak, że nie będę sprawiał żadnych kłopotów. Najwyraźniej nie zrozumiał, bo nie odwzajemnił uśmiechu – zgiął dokumenty parę razy i wsadził je w tylną kieszeń dżinsów gwiżdżąc na nas przeciągle. Wtedy ruszyliśmy jak stado w kierunku sfatygowanego autobusu.

- Nieźle się zaczyna, nie? – usłyszałem Adama, który pojawił się u mojego boku.

- Nie inaczej – rzuciłem cicho, pakując się do środka z innymi chłopakami.

Nie inaczej.

Podróż nie była specjalnie fascynująca – jechaliśmy przez dzielnicę przemysłową, wypełnioną halami magazynowymi, opuszczonymi kręgielniami i kilkoma obdrapanymi barami, nieczynnymi o tej porze. Ludzie, których mijaliśmy na ulicy nie prezentowali się zbyt dobrze – ciężko było odgadnąć, który z nich był bezdomnym, a który nie, niemniej wszyscy obrzucali nasz autobus tym samym spojrzeniem – chyba dobrze wiedzieli, skąd przybyliśmy i dokąd jedziemy.

***

- Witam was, chłopaki, na terenie budowy biurowca Brix Company. Tak jak mówiono wam w waszych krajach...jakiekolwiek by one nie były... do waszych obowiązków należy wykonywanie wszystkich, powtarzam, WSZYSTKICH poleceń. Jeśli ktoś nie wie, jak wykonać dane zadanie czy jak obsłużyć maszynę, ma dzień, żeby się tego nauczyć, albo wylatuje... jasne? –

Nerwowo przełknąłem ślinę – nie spodziewałem się takich warunków współpracy, dlatego zerknąłem na Adama, który też miał nietęgą minę. Rozejrzałem się po brygadzie i nie zauważyłem, by większość zrozumiała słowa Szefa. Najwyraźniej brak zwrotu "suck my dick" uniemożliwił odpowiednią komunikację.

- Pracujecie w systemie zmianowym, podbijacie kartę w mojej budzie – wskazał ją niedbałym ruchem ręki – uprzedzam, nie toleruję cwaniaczków liczących na łatwą kasę z ubezpieczenia. Jeśli powiem, że robotnik samodzielnie przekroczył godziny pracy i zajście wynikło z przemęczenia, nie dostaje od nas nic, oprócz solidnego kopniaka w dupę na drogę powrotną...

Szef urwał swoją wypowiedź w połowie zdania, zdając sobie sprawę z tego, że dziewięćdziesiąt procent załogi nie rozumie jego słów. Wyrwał dokumenty z kieszeni i przejrzał je szybko

– Kurwa! Skąd wy jesteście?!

Jako że "kurwa!" w języku angielskim określone jest słowem "fuck!" nastąpiło długo oczekiwane połączenie intelektualne między kierownikiem a załogą. Z kilkudziesięciu gardeł wydarł się gardłowy, gruby śmiech. Smith przeleciał spojrzeniem po naszych twarzach i zatrzymał się na mnie i na Adamie.

- Rozumiecie, co do was mówię?

- Się rozumie, szefie – odpowiedziałem szybko, uprzedzając popis językowych możliwości Adama.

- Skąd jesteście?

- Z Polski, szefie

- Skąd?

- Z Polski. To jest...

- Gówno mnie to obchodzi. Robicie za tłumaczy dla brygady, dopóki nie ogarną co się do nich mówi

- Ale my nie gadać w innych językach! – wypalił bez ostrzeżenia Adam.

Smith zmierzył go uważnym spojrzeniem a potem spojrzał na mnie. Poczułem jak ze wstydu zapadłem się pod ziemię.

- Ty zostaniesz tłumaczem – powiedział do mnie Smith – i gówno mnie obchodzi, czy gadasz w ich językach.

Ekipa znów zarechotała, słysząc kolejne przekleństwo w ustach Szefa.

Tak zacząłem swój amerykański sen.

Chociaż praca nie należała do specjalnie wciągających wyglądała zupełnie inaczej niż ta, którą wykonywałem w Polsce – ci, którzy mają doświadczenie w tym temacie mogą mieć swoje wyobrażenia, które nijak nie miały się do tego, co wtedy robiłem. W USA nikt nie zna maksymy "czy się stoi, czy się leży..." szefowie znaczniej wolą teksty w stylu "czas to pieniądz" lub " konkurencja nie śpi". Korporacje dbają o swoje interesy, zwłaszcza takie, jakim było powstanie nowej siedziby i odpowiednio cisnęły swoich wykonawców o dotrzymanie terminów, co siłą rzeczy przełożyło się na nasze obowiązki – Smith nie tolerował obiboków i bez litości egzekwował wynik naszych prac – nie było dnia, by kogoś nie opierdolił z góry do dołu albo wywalił kogoś na bruk. W takiej sytuacji żaden z nas nie odważył się nawet pisnąć w sprawie naszych płac i zapierdalaliśmy dalej jak szczury, za marne kilka dolców na godzinę.

- Pierdolę to wszystko – powiedział pewnego wieczoru Adam, gdy siedzieliśmy na swoich pryczach.

Wyszperał ze swojego plecaka butelkę wódki i kiwnął nią w moją stronę zachęcającym gestem. Wolno pokręciłem głową.

- Lepiej poczekajmy z tym do piątku, jak będziemy mieli fajrant. Jutro szykuje się harówka i Smith chciałby mieć nas na chodzie – powiedziałem licząc w duchu, że przemówię mu do rozumu.

- Pierdolę Smitha – rzucił wściekle Adam, uniósł wódę nad głowę i krzyknął krótkie "E!" w stronę załogi.

Dostrzegło go kilku Ruskich, którzy na widok alkoholu zaczęli wołać go do siebie. Adam dźwignął się ciężko z pryczy i ruszył w ich stronę.

- Uważaj co robisz – rzuciłem krótko w stronę jego pleców.

***

- Jesteś zwolniony – powiedział Smith

- Ja nieste..... niejssstem... pijany – wybełkotał Adam starając się podnieść z pryczy.

- On rozumie, co do niego mówię? – spytał mnie Smith patrząc na mnie uważnie.

- Eeee... - odpowiedziałem, nie za bardzo wiedząc, co mam powiedzieć.

Był ranek, cała ekipa była gotowa do wymarszu na kolejny dzień pracy. Cała, oprócz Adama, który dosłownie przelewał się w na swoim posłaniu. Chwyciłem go za ramię i potrząsnąłem nim mocno.

- Wstawaj....wstawaj do kurwy nędzy albo wpakujesz nas w kłopoty! – powiedziałem ściszonym głosem widząc, jak jego głowa bezwładnie majta się na boki.

- Nie mam na to czasu. Jak oprzytomnieje to powiedz mu, że ma stąd wypieprzać. Ekipa! Wychodzić! – huknął wskazując drzwi i po chwili zostałem sam z nieprzytomnym kolegą.

Korzystając z tego, że zostaliśmy sami na kwaterze zastosowałem bardziej skuteczne metody przebudzenia, dając przy okazji upust swojej złości.

- No COOOOOOOO?! – Adam wydarł się, gdy z całej siły zdzieliłem go pięścią w twarz.

- JAJCO! – wykrzyknąłem wściekle, opryskując go śliną, czego najwyraźniej nie poczuł, a być może w ogóle się tym nie przejął – Wpakowałeś się w niezłe gówno! Smith kazał ci wypierdalać!

- Nic mnie to nie obchodzi – mruknął niewyraźnie Adam dźwigając się na pryczy i pocierając twarz – która to?

- Mieliśmy wyjść na zmianę dziesięć minut temu!

- Jebać to – odpowiedział mi obojętnym tonem i zaczął się rozglądać po kwaterze. Dobrze wiedziałem, że szuka materiału na przygotowane porannego klina – masz coś? – spytał mnie całkiem serio.

- Ocipiałeś?! Musimy stąd wychodzić!

- Ja nigdzie się stąd nie ruszam

W tym momencie drzwi otworzyły się z hukiem i do środka wszedł Smith.

- Jeszcze tutaj jesteście? – spytał krótko i raźnym krokiem podszedł do Adama – wynoś się stąd, chłopcze

Zanim zdążyliśmy cokolwiek powiedzieć, czy zareagować w jakikolwiek sposób, Smith sięgnął po Adama, chwycił go za ubrania i wywlókł go na zewnątrz. Zszokowany patrzyłem jak znika z nim na zewnątrz a potem przez małe okienko obserwowałem lot mojego kolegi, który pędził na spotkanie z ziemią. Wylądował płasko, bez telemarka, nie dając żadnych oznak życia.

Smith wrócił do środka, zupełnie ignorując moją osobę. Pośpiesznie zgarnął jego rzeczy z szafki, prychając krótko na widok pustej butelki wódki ("typowe..." doleciało do moich uszu). Gdy zebrał już wszystkie jego rzeczy wcisnął je pod pachę, wyszedł na zewnątrz i wyrzucił je na mojego wciąż leżącego na ziemi kolegę.

- Wychodzimy – powiedział patrząc na mnie a ja ruszyłem za nim na ołowianych nogach.

Schodząc ze prowizorycznych schodków nie odrywałem oczu od leżącego na ziemi Adama. Dalej leżał w tej samej pozycji, ale na szczęście oddychał – kłęby kurzu unosiły się przy jego twarzy.

- W porządku? – spytałem, szybko do niego podchodząc.

- Zostaw mnie – usłyszałem warknięcie i zobaczyłem krew cieknącą z jego nosa.

- Zostaw go, idziemy – powiedział do mnie Smith a ja nie miałem odwagi, by go nie posłuchać.

Odchodząc w swoją stronę, co rusz zerkałem przez ramię na mojego wyciągniętego na ziemi kolegę. Dopiero po dłuższej chwili dźwignął się na nogi, powoli pozbierał swoje rzeczy i wolnym krokiem opuścił teren budowy.

Po wyrzuceniu Adama zostałem jedynym Polakiem w grupie. Mocno się pilnowałem, by nie popełnić błędu kolegi, dlatego uważałem przy naszych zakrapianych imprezach, by nie przekroczyć pewnej granicy. Wyjścia "na miasto" ograniczałem do minimum – nie po to harowałem jak wół przez cały tydzień, by później przepić wszystko przy barze.

Pewnego letniego dnia znów pracowałem na wysokości przy wylewce kolejnego piętra biurowca, gdy mój przyjaciel, Siergiej mocno trzepnął mnie w ramię.

- To znowu ona, Sławek! Popatrz! – powiedział rozochocony wskazując kobietę, która wchodziła na budowę.

Piękna, dojrzała kobieta obdarzona niesamowitymi nogami i kształtnym tyłkiem. Pełne piersi, na które opadały kaskady długich, jasnych, kręconych włosów. Oczy nieznanego koloru, skryte za wielkimi okularami przeciwsłonecznymi i usta budzące najbardziej sprośne skojarzenia.

Mimo tego, że na nasz teren wchodził kociak, który był ucieleśnieniem mokrych snów wyposzczonej załogi, niezmąconej ciszy nie przerwał żaden okrzyk czy zaczepka. Tak naprawdę to nawet baliśmy się patrzeć na Panią Smith.

Żona naszego szefa na pewno zdawała sobie sprawę z tego, że ją obserwujemy i pewnie dlatego ubierała się wyjątkowo seksownie podczas jej rzadkich wizyt. Smith zwykle witał ją w drzwiach swojej budy zdawkowym całusem w policzek, a następnie wprowadzał ją do środka. Dla spokoju swojego ducha wolałem sobie nie wyobrażać, co działo się za zamkniętymi drzwiami.

- Wspaniała, co nie, Sławunia? – spytał mnie pieszczotliwie mój kompan ze wschodu

- Taaaa... Ale to nie nasza liga, wiesz o tym?

- Da! – Siergiej westchnął ciężko i wróciliśmy do przerwanej pracy.

Szło nam opornie. Upalna wakacyjna pogoda wyciskała z nas siódme poty, a do roboty co rusz zgłaszali się nowi, słaniający się na nogach robotnicy, skuszeni dodatkowymi zarobkami. Razem z Siergiejem musieliśmy mieć oczy dookoła głów by broń Boże nikomu nie stało się nic złego, co oczywiście przełożyło się na tempo wykonywanej przez nas pracy. Minuty dłużyły się niemiłosiernie a my dalej byliśmy w lesie ze swoją robotą. Sam nie wiem, kiedy ze zmęczenia zaczęły mi się kleić oczy. Spojrzałem na Siergieja, który też ledwo stał na nogach i zamierzałem zaproponować mu zakończenie naszej zmiany, gdy rozległ się pełen bólu krzyk, na który obaj podskoczyliśmy.

Oprzytomnieliśmy w moment – spojrzeliśmy na siebie i pognaliśmy do miejsca, w którym zebrali się już wszyscy faceci ze zmiany.

Najmłodszy członek załogi – chłopak z Bałkanów, o najbardziej egzotycznym imieniu, jakie w życiu słyszałem, nie poradził sobie z pneumatycznym pistoletem do gwoździ do betonu – kilku chłopaków leżało na ziemi, jęcząc z bólu i trzymając się za te części ciała, z których wystawały trzycalowe gwoździe. Przez moment zapanował istny tumult, który zwiększył się jeszcze bardziej, gdy chłopaki zauważyli świeżą krew pojawiającą się na betonie. Zdając sobie sprawę z tego, że w takim rozgardiaszu może wydarzyć się kolejny wypadek, popędziłem w dół po Pana Smitha.

- Szefie! SZEFIE! MIELIŚMY WYPADEK! – krzyczałem najgłośniej jak umiałem, pędząc na złamanie karku, wsłuchując się w ożywione okrzyki załogi, którą zostawiłem na górze – SZEFIE!

Nie myśląc zupełnie nad swoim działaniem wspiąłem się po schodach prowadzących do budy Smitha i wparowałem do środka, niemal nie wyważając drzwi.

- Szefie... - zdołałem z siebie wykrztusić zanim dotarło do mnie to, co zobaczyłem.

Wszystkie żaluzje były zasłonięte, przez co w pomieszczeniu panował półmrok, pomimo którego zdołałem dostrzec jak Pani Smith zgrabnie ześlizguje się z biurka swojego męża, szybkim gestem poprawiając swój ubiór. Sam Smith stał do mnie plecami, jakby licząc na to, że w tej pozycji nie zobaczę, że starał się zapiąć swoje spodnie.

- Czego chcesz?! – warknął wściekle, nie odwracając się, a mnie udało się zauważyć smugi potu na jego karku.

Instynktownie spojrzałem na Panią Smith i zobaczyłem, że ona również była zgrzana.

- Mieliśmy wypadek. Młody odpalił pistolet do gwoździ i poranił chłopaków – powiedziałem starając się na ton, którym nie zdradziłbym swojego zażenowania.

- Kurwa mać! Wieczne z wami problemy! Idziemy! – krzyknął na mnie wybiegając z kanciapy.

Ruszyłem za nim, ale zanim opuściłem jego gabinet na ułamek sekundy udało mi się pochwycić spojrzenie jego żony. Stała oparta o jego biurko, zupełnie obojętna na los poszkodowanych pracowników jej męża, ale gdy ten zniknął jej z oczu... uśmiechnęła się do mnie.

Byłem tego absolutnie pewien. Zadziorny, ironiczny uśmieszek skierowany w moją stronę. "O co mogło jej chodzić?" pomyślałem krótko, gdy razem ze Smithem jechaliśmy windą na odpowiednie piętro. Chyba za bardzo odpłynąłem myślami, bo do rzeczywistości przywołało mnie twarde spojrzenie mojego szefa. Chyba czytał w moich myślach, bo patrzył na mnie tak, że musiałem potulnie spuścić wzrok na ziemię. Jakby nie patrzeć – przerwałem jego amory.

Gdy dotarliśmy na miejsce, Smith dał upust swojej złości. Chłopaki rozpierzchli się do swoich zajęć, ale i tak nie uniknęli furii naszego szefa. Oberwało się wszystkim – za wzajemne niedopilnowanie współpracowników resztę dnia mieliśmy pracować za darmo. Żaden z nas nie odważył się zaprotestować. Smith dokonał szybkich oględzin i zignorował chłopaków, którzy z poranionymi rękami i nogami głośno deklarowali chęć do dalszej pracy. Wyciągnął sfatygowaną komórkę, wybrał numer i przycisnął ją do ucha jednocześnie dając mi znak, bym się przybliżył.

- Idź do mojej żony i powiedz jej, że dzisiaj dłużej tutaj zabawię. Przez was, kurwa! Przez was! – zakończył wściekle łącząc się z pogotowiem.

Zjechałem w dół z lekkim mętlikiem w głowie. Jako jedyny z załogi będę miał okazję poznać Panią Smith, lecz nie uśmiechała mi się perspektywa zobaczenia jej po raz kolejny po tym, jak nakryłem ją z mężem. Opuściłem windę na ołowianych nogach z ulgą widząc Panią Smith, która wychodziła z budy swojego męża.

- Pani Smith, Pani mąż kazał przekazać... eee... że teraz będzie bardzo zajęty. Właściwie to nie wiadomo kiedy...

Zupełnie mnie zignorowała przechodząc obok. Owiał mnie zapach jej perfum, wymieszany z czymś jeszcze... zapachem, który jeszcze nie zdążył zniknąć z jej rozgrzanej skóry. Gdy przez chwilę upajałem się tą niezwykłą mieszanką woni dosłyszałem jej głos, gdy wychodziła z budowy.

- Na drugi raz nam nie przeszkadzaj

Reszta dnia minęła nam w wyjątkowo ponurej atmosferze. Sprawca całego zamieszania zdał sobie sprawę z tego, co zrobił i wszelkie próby przeprosin, wygłaszane w jego języku spełzły na niczym – nawet jego rodacy nie chcieli z nim gadać. Po skończonej pracy w końcu powlekliśmy się na swoje kwatery, wkurzeni faktem, że pracowaliśmy za friko. Słysząc wokół siebie pełne złości pomstowania na Pana Smitha położyłem się na pryczy na wznak, długo rozpamiętując słowa jego żony.

***

Następnego dnia, z samego rana, gdy robiłem swoją robotę moja krótkofalówka szczeknęła krótko i usłyszałem krótką komendę Smitha: "Polak, do mnie". Chłopaki pracujący wraz ze mną spojrzeli na mnie wymownie – zdążyli już opanować obcy język, tak samo jak zdążyli się nauczyć tego, że osobiste wezwanie Smitha to nie przelewki. Zszedłem z budowy i udałem się do budy szefa. Stojąc przed drzwiami z sercem mocno bijącym ze strachu, wziąłem głęboki oddech i zapukałem.

- Wejdź – usłyszałem zza drzwi.

Gdy wszedłem do środka zobaczyłem Smitha siedzącego za swoim biurkiem. Przeglądał jakieś papiery, nawet nie zaszczycając mnie spojrzeniem. Żaluzje znów były zasłonięte, co przywołało wspomnienia z wczorajszego incydentu. Przestraszyłem się, że właśnie w tym temacie zostałem tutaj wezwany. W końcu, po chwili, która wydawała się być wiecznością, Smith rzucił przeglądane dokumenty na biurko i przyjrzał mi się uważnie.

- W związku z wczorajszym... - zaczął a ja poczułem, jak moje serce zamarło – dostajesz awans, Polaku

Ze świstem wypuściłem powietrze z płuc. Nie mogłem uwierzyć w to, co przed chwilą usłyszałem.

- Co takiego? Przepraszam... co proszę? – poprawiłem się szybko, nie mogąc zebrać myśli. Cholera, jaki awans?!

- Jestem pewny, że to ty wpadłeś na pomysł by od razu do mnie przylecieć. Nie znam was, ale widzę po tym jak pracujecie, że stalibyście tam i panikowali jak dzieci, zamiast pomóc tym chłopakom. Nie mam innej ekipy, ale mam terminy, których muszę się trzymać. Bez pomocnika nie ogarnę całej tej hałastry i wszyscy będziemy w dupie. Dlatego mi pomożesz, młody. Od dzisiaj będziesz moim starszym – tak nazywam swoich ludzi w brygadzie, rozumiesz? Masz trzymać rękę na pulsie i mieć oko na wszystko, jasne?

- O...oczywiście, Panie Smith

- Jak ty się w ogóle nazywasz?

- Sławek, proszę pana

- Sla.... jak??

- Sławek, Sła-wek. To polskie imię

- Mniejsza z tym, dla mnie będziesz Polakiem. Teraz idź

Oszołomiony odwróciłem się w stronę drzwi, lecz zdążyłem je ledwo uchylić, gdy Smith sobie coś przypomniał.

- W piątek przyrządzam grilla. Będą moi koledzy z branży, więc masz się zachowywać – liczę na kontrakty, dlatego we dwóch musimy pokazać się z jak najlepszej strony. Masz dziewczynę? – spytał patrząc na mnie.

Z zażenowaniem pokręciłem głową. Co jak co, ale ostatnimi czasy dziewczyny były ostatnim tematem, który zaprzątał moje myśli. Nie ukrywam, brakowało mi damskiego towarzystwa, jednak ciężko jest nawiązać z kimś znajomość, gdy jest się tylko zwykłym robolem z Europy.

- Trudno, możesz przyjść sam. Tylko pamiętaj, masz się zachowywać. To wszystko. Jazda do roboty

Po powrocie do chłopaków zobaczyłem ich uśmiechnięte twarze. Nie mieli pojęcia, o czym rozmawiałem ze Smithem, ale sam fakt, że do nich wróciłem był wielkim wyróżnieniem – zwykle po "prywatnej rozmowie" ze Starym, jeden z nas wracał z miną zbitego psa, lub wlókł się do naszej hawiry, by później na zawsze zniknąć nam z oczu. Moi kumple pewnie domyślali się, że dostałem pewne wyróżnienie związane z wczorajszym incydentem, ale na razie, kulturalnie, nikt o nic nie pytał.

Nie miałem pojęcia, jak powiedzieć chłopakom, o czym gadałem ze Smithem, ale sprawa rozwiązała się sama – jeszcze tego samego dnia Smith podszedł do mnie, wręczając mi strzępek papieru, na którym nabazgrał swój domowy adres. Chowając ją głęboko do kieszeni i potwierdzając swoją obecność na imprezie czułem palące spojrzenia swoich kolegów. Gdy Smith odszedł, niepewnie rozejrzałem się po ekipie i bez słowa wróciłem do pracy. Pozostali, na szczęście, zrobili tak samo.

W piątek, po skończonej pracy przygotowałem się do wyjścia. Wyszorowałem się porządnie pod wspólnym prysznicem a następnie przystąpiłem do ogarnięcia swojej "kreacji" co w naszych warunkach szło strasznie opornie. Chłopaki w milczeniu patrzyli jak przy naszym wspólnym stole starałem się uprasować koszulę malutkim żelazkiem turystycznym, które przezornie spakowała mi mama. "Całkiem nieźle" pomyślałem przeglądając się w lusterku zamontowanym w mojej szafce. Gdy wychodziłem z baraku, pożegnałem się ze wszystkimi. Brak jakiejkolwiek odpowiedzi był dla mnie jasnym sygnałem, że chłopaki stopniowo tracili do mnie zaufanie.

Z niezbyt wesołymi myślami udałem się na przystanek autobusowy, skąd wyruszyłem na przedmieścia, na których urzędował Pan Smith. Po godzinnej podróży znalazłem się w dzielnicy jednorzędowych domków, z zadbanymi trawnikami, szerokimi podjazdami i ogródkami znajdującymi się na tyłach posiadłości. Zadzwoniłem do drzwi myśląc gorączkowo, jak się mam przywitać ze Smithem. Formalnie? Przecież to szef, który zaprosił mnie do siebie. Więc nieformalnie? Zbytnia poufałość. Formalnie? Lizusostwo... kurwa mać.

Serce zabiło mi mocniej, gdy zobaczyłem, kto otworzył mi drzwi. Nie był to mój szef, tylko jego żona – Pani Smith we własnej osobie, dodatkowo ubrana w koszulkę, która wyjątkowo podkreślała jej ponętne kształty.

- W końcu jesteś – powiedziała ignorując moje spanikowane spojrzenie, obróciła się na pięcie i ruszyła w głąb domu, nie zawracając sobie głowy tym, by zaprosić mnie do środka.

Kilka tygodni spędzonych w blaszanym baraku z bandą brudnych, zapracowanych robotników znacznie obniżyło moje standardy, dlatego to, co posiadał w swoim domu Smith było dla mnie symbolem sukcesu. Przestronny, dwupiętrowy dom i ogródek z basenem – czego chcieć więcej? Gdy wyszedłem za dom, zauważyłem gospodarza otoczonego przez paru jego kolegów. Kiwnął na mnie głową dając mi znak, bym wziął sobie piwo. Starałem się nie rzucać w oczy – powoli sącząc złoty napój zamieniłem parę słów z kilkoma gośćmi i ich panienkami. Nieważne jak bardzo się starałem, mój akcent zdradzał wszystko – zaciekawieni goście pytali mnie, skąd jestem i część z nich nawet kojarzyła, gdzie jest Polska – niestety, opinie obecnych na imprezie o moim kraju i rodakach były w większości negatywne, na szczęście nikt jawnie mi tego nie okazywał.

W prawdziwą konsternację wprawiało mnie zachowanie Pani Smith – gdy kręciła się wokół gości dbając, by każdy miał co jeść i pić, zaszczycała mnie pobieżnym, szybkim spojrzeniem w którym jednak dostrzegałem ten sam tajemniczy błysk, gdy nakryłem ją z jej mężem. Gdy podczas imprezy zdarzało się, że wpadaliśmy na siebie bez obecności osób trzecich, to spojrzenie stawało się aż nadto wymowne, podkreślone przez szeroki, kpiący uśmieszek na jej twarzy. Byłem pewien, że czuła niesamowitą satysfakcję, gdy speszony uciekałem wzrokiem i starałem się unikać jej towarzystwa jak ognia. Kilka razy udało mi się zająknąć w rozmowie z jednym gościem, gdy Pani Smith przechodziła obok lustrując mnie swoim wzrokiem.

Po paru godzinach Smith zabrał mnie na stronę, krótko pochwalił za dobre zachowanie i dał mi znać, że jeśli "chcę" to mogę zwijać się do siebie. Jeszcze raz podziękowałem za zaproszenie i nieśmiało zapytałem, czy przed wyjściem mógłbym skorzystać z toalety. Poinstruował mnie krótko, dokąd mam się udać a następnie bez pożegnania się ze mną wrócił do swoich gości.

Szczerze mówiąc, czułem niesamowitą ulgę, że udało mi się niczego nie spieprzyć na tym spotkaniu. Miałem nadzieję, że Smith będzie ze mnie zadowolony i że nasza współpraca nikomu nie przysporzy problemów. Postanowiłem uważnie stosować się do jego zaleceń i unikać takich sytuacji, jak ostatnia z nim i z Panią Smith.

Pani Smith... na myśl o tej kobiecie czułem, jak dostawałem gęsiej skórki. Droczyła się ze mną perfidnie, wiedząc, że jest dla mnie zupełnie nieosiągalna – w życiu nie zaryzykowałbym swojej pracy chociażby niewinnym flirtem, chociaż nie ukrywam, że chciałbym się czegoś od niej dowiedzieć. Chociażby tego, jak miała na imię...

Wciąż bujając w obłokach, gdy wyobrażałem sobie siebie i Panią Smith w różnych erotycznych kombinacjach, otworzyłem drzwi do łazienki. Wszelkie myśli wyparowały z mojej głowy, gdy zobaczyłem bohaterkę swoich sprośnych wizji stojącą przede mną. Zaschło mi w gardle a na czole poczułem kilka świeżych kropelek potu. Zupełnie nie wiedziałem, jak miałem się zachować. Oblizałem lekko zaschnięte wargi, zamierzając coś powiedzieć – cokolwiek, nawet najgłupsze "już wolne" gdy ona raźnym krokiem weszła do środka, płosząc mnie niczym dzikie zwierzę.

Mój tyłek boleśnie obtłukł się o krawędź szafki, gdy Pani Smith szybko zamknęła drzwi i oparła się o nie plecami, nie odrywając ode mnie swojego wzorku – tym razem patrzyła na mnie zupełnie inaczej. Jej spojrzenie było czujne, stanowcze, widziałem w nich determinację – tylko, cholera, do czego?! Przez chwilę staliśmy w milczeniu, patrząc się na siebie a potem Pani Smith... rzuciła się na mnie.

Zdrętwiałe ze strachu ręce nie zdążyły zareagować, gdy jej gibkie, ciepłe ciało oplotło się wokół mnie a jej język wdarł się do moich ust. Nowy, erotyczny smak zupełnie mnie oszołomił, powodując, że w swoim umyśle zobaczyłem gwiazdy. Westchnąłem głęboko, jakbym wynurzył się z największej głębiny, gdy ona jedną ręka przejechała po moich włosach, a drugą ścisnęła mój pośladek. Bardzo mocno.

Nie wiem ile to trwało, ale wiem, że podczas tych chwil moje ciało oszalało. Mój kutas, do tej pory pieszczony jedynie przeze mnie, dosłownie wyrywał się ze spodni, co rusz czując na sobie dotyk ud pięknej kobiety. Moja erekcja nie umknęła też uwadze małżonce mojego szefa – bezceremonialnie przejechała dłonią po mojej męskości, a gdy jej palce zatrzymały się na mojej główce oderwała ode mnie swoje usta, patrząc na mnie z lekkim zszokowaniem.

- Duży jesteś – stwierdziła po prostu i klęknęła przede mną, zanim zdążyłem zareagować w jakikolwiek sposób.

Gdy rozpinała mi spodnie, mój mózg zaczął pracować na zwiększonych obrotach. To żona szefa... którą bardzo chciałem przelecieć... za co na pewno stracę swoją robotę... ale ona, cholera! dobiera się do mnie... ryzykowałem wiele... ZBYT WIELE.... ale... chciałem więcej.

Gdy dotarło do mnie, że drzwi nie zostały zamknięte na klucz, spodnie zjechały z moich bioder wraz z bielizną. Jęknąłem jak prawiczek szybko zerkając w dół. Pani Smith jak urzeczona wpatrywała się w moją naprężoną męskość, dalej trzymając dłonie na moich jeansach.

- Mój Boże – szepnęła cicho i zsunęła moje spodnie jeszcze niżej, do samych kolan – Mój Boże – powtórzyła i delikatnie oplotła dłońmi mojego fiuta i klejnoty.

Uniosłem wzrok, gwałtownie nabierając powietrza w płuca. Dotyk jej ciepłych, delikatnych jak jedwab dłoni sprawił, że przez moje ciało przebiegł dreszcz. Zwiększył on swoją siłę, gdy poczułem na swoim fallusie jej gorący oddech a potem wilgoć jej języka.

- Aaaaaaaaach! – wyrwało mi się mimowolnie, gdy Pani Smith schyliła głowę, wpuszczając moją męskość do swoich ust.

Palcami nerwowo bębniłem o krawędź szafki, na której oparłem się całym ciałem. Byłem jednocześnie przerażony do granic i podniecony jak diabli – mój umysł bił na alarm, bym w tej chwili przerwał to wszystko, lecz moje ciało wręcz domagało się więcej. Z duszą na ramieniu obserwowałem niezaryglowane drzwi, w duchu błagając, by Pani Smith wzięła mnie w usta jeszcze głębiej...

- Mmmmmmm... - wypiszczałem jak nastolatek, gdy spełniła moją niemą prośbę.

Starałem się na nią nie patrzeć, nie odrywając wzroku od drzwi, ale nie mogłem skupić na nich swojej uwagi. Cholera, cały mój umysł skupiał się teraz na ruchu jej miękkich, szerokich warg, które wprawnie pieściły mój trzon. Świat zamigotał mi przed oczami, gdy poczułem na swojej główce ciepły, wilgotny okład z jej ust.

- Ooooooooochhh – wyjęczałem z satysfakcją, gdy zaczęła mnie wprawnie, głęboko obciągać.

Szumiało mi w uszach, nogi drżały jak w febrze, a ramiona zaczęły podrygiwać. Dotarło do mnie, że zaraz spuszczę się w usta żony mojego szefa. Wizja Pana Smitha, która absurdalnie pojawiła się w moim umyśle w tej chwili, ostudziła moją rozkosz – podobnie jak to, że Pani Smith uwolniła mnie ze swych ust.

- Ja pieprzę... jaka to długość? – zapytała mnie ze szczerą ciekawością, gładząc mnie raz za razem po całej długości mojego przyrodzenia.

Rozsądek walczył z pożądaniem - z całą mocą. Patrzyłem w dół na jej piękne, hipnotyzujące oczy i nie mogłem nie czuć jej wprawnych palców, błądzących po moim sprzęcie. Gdy uchwyciłem jej spojrzenie zdałem sobie sprawę, że ona naprawdę oczekuje odpowiedzi na zadane przez siebie pytanie.

- Dwadzie....mmmmmm! Coś ponad dwadzieścia... centrymetrów – wysapałem pod wpływem jej pieszczoty.

- Ile? – spytała uważnie nie przerywając tego, co mi robiła, co stanowczo przeszkadzało mi w przeliczaniu centymetrów na cale, którymi posługują się Amerykanie.

- Dwadzie... achhh! To będzie... uff... kurwa, sam nie wiem – dodałem zrezygnowany, zupełnie skołowany całą tą sytuacją.

Pani Smith zaśmiała się cicho, przyciskając mojego fiuta do brzucha. Przejechała językiem od jego podstawy aż po sam czubek i puściła go nagle, pozwalając by opadł własnym ciężarem, kołysząc się tuż przed jej twarzą.

- Tak czy inaczej – jest wielki – powiedziała z uznaniem bardziej do mojego fallusa niż do mnie.

Moje serce zabiło mocniej. Jej ostatni manewr podziałał na mnie jak płachta na byka – byłem niemal o krok od tego, by wystrzelić na jej twarz strugami spermy. Ta niespodziewana wizja dopadła mój umysł do tego stopnia, że jeszcze mocniej poczułem na sobie dotyk ust i języka Pani Smith, która znów zajęła się mną, obdarzając oralną pieszczotą.

Wystarczyło kilka głębokich, pewnych pchnięć by moje stłumione jęki przeszły w ciche skomlenie – sam nie wiem, przed czym się broniłem. Gdy sądziłem, że dłużej już nie wytrzymam, Pani Smith spojrzała na mnie uważnie, dalej z moim przyrodzeniem w ustach i wypluła je z donośnym cmoknięciem.

- Dochodzisz? – spytała retorycznie, przezornie nie dotykając mojego pulsującego fiuta.

- Tak... mogę? – spytałem napotykając znów jej kpiące, wyzywające spojrzenie.

- Oczywiście, że nie – oświadczyła jakby objawiała prawdę absolutną a ja poczułem się, jakby ktoś mnie oblał kubłem zimnej wody. W tej chwili niczego tak mocno nie pragnąłem, jak spustu w jej usta – najpierw mnie nim przelecisz

Zanim dotarł do mnie sens jej ostatnich słów, wstała na nogi i uśmiechając się do mnie, zaczęła rozpinać swoje spodnie. Mój umysł wysłał lakoniczny, dosadny komunikat "NIE!" zupełnie zignorowany przez mojego fiuta, który wprost nie mógł doczekać się dalszej zabawy. Przełknąłem gorączkowo ślinę, rozważając wszystkie za i przeciw, co jest wyjątkowo trudne w sytuacji sam na sam z napaloną laską – nawet, jeśli jest ona żoną twojego szefa.

"Gdyby chociaż zamknąć te cholerne drzwi" przemknęło mi przez myśl i moje oczy już podążały ponad jej ramię, by sprawdzić, czy aby ktoś ich czasem nie otworzył ale moje spojrzenie automatycznie zjechało w dół, gdy Pani Smith położyła dłonie na swoich biodrach, zsuwając z siebie spodnie. Zupełnie ignorując wciąż niezamknięte dostatecznie drzwi do łazienki, zdjęła swoje szpiki, zawadiacko strzepnęła z siebie dolną część swojego ubioru i stanęła przede mną w lekkim rozkroku.

Jak urzeczony wpatrywałem się w jej dłonie, które zaczęły błądzić po jej brzuchu, talii i udach.

- Podoba ci się? – spytała, gdy wsunęła dłoń do majteczek by następnie włożyć mi wilgotne palce do ust.

Gdy poczułem jej smak, zwariowałem. Zachłannie oblizałem jej palce czując, jak łaskocze mnie w język. Serce zabiło mi mocniej, gdy Pani Smith powoli ściągnęła z siebie majteczki, patrząc mi prosto w oczy a następnie usiadła na szafeczce, tuż obok umywalki.

- Zapraszam do mnie – powiedziała opierając się na łokciach, szeroko rozkładając nogi.

Przejechała językiem pomiędzy palcem wskazującym i środkowym swojej lewej dłoni, dając mi znak, czego ode mnie oczekuje – szybko znalazłem się między jej udami, opadając na kolana. Gładziłem delikatną skórę jej ud, upajając się ich jędrnością – gdy moje kolana stuknęły o kafelki schyliłem głowę i głęboko zaciągnąłem się najintymniejszym zapachem mojej kochanki. Położyłem dłonie na jej udach i złożyłem delikatny pocałunek na jej skarbie. Pani Smith odetchnęła głęboko, patrząc uważnie na moje poczynania. Nie odrywając od niej wzroku powoli przywarłem ustami do jej szparki, pieszcząc ją wargami i językiem. Pani Smith odetchnęła nieco głębiej, ale dalej starała się nie okazywać żadnego podniecenia.

Delikatnie rozchyliłem jej wargi i od razu wcisnąłem swój język w wilgotne wnętrze. Tym razem westchnięcie Pani Smith było najgłośniejsze – zacisnęła dłonie na krawędzi szafki tak mocno, że aż zbielały jej kostki. Przez twarz przemknął jej charakterystyczny grymas, lecz po chwili znów spojrzała na mnie wyzywająco, kpiąco. "Tylko na tyle cię stać?" odczytałem w ruchu jej brwi, które przez chwilę zatańczyły na jej czole. Zdopingowany jej wzrokiem przyłożyłem dwa palce do jej cipki. Gdy napotkałem jej czujne spojrzenie, wsunąłem je do środka.

- Och – wyrwało się z jej ust, zanim zdążyła mocno zacisnąć wargi.

Czułem, jak jej cipka pracowała wokół moich palców. Przesuwając palcami w przód, w tył, i wyginając je w różnych kierunkach czułem jak jej mięśnie reagują na moje poczynania. Miała świetną, niezwykle ciasną szparkę. Znienacka przekręciłem swoją dłoń z pozycji poziomej w pionową, co wywołało u mojej kochanki kolejne westchnięcie. Powoli schyliłem głowę i zacząłem pieścić językiem jej łechtaczkę. Gdy poczułem na włosach jej dłoń, otoczyłem jej perłę wilgotnymi ustami i zacząłem głęboko, mocno palcować jej wnętrze.

Mając twarz wtuloną w podbrzusze Pani Smith miałem widok jedynie na wąski paseczek włosków, który zostawiła sobie po ostatniej depilacji. Jej biodra falowały a z góry dolatywał mnie odgłos jej przyśpieszonego oddechu, który stopniowo przeszedł w cichy jęk. Znów zacząłem przekręcać palce z pozycji poziomej w pionową, nie przestając wbijać ich raz po raz w cipkę, której wilgoć rozlewała mi się po palcach.

- Uuuuuuuuuchhhh! – wydusiła z siebie Pani Smith, gdy znienacka wyciągnąłem z niej swoje palce i zastąpiłem je gorącym, ruchliwym językiem.

Przywarłem do niej tak mocno, jak to tylko było możliwe, starając się sięgnąć językiem jak najgłębiej. Nie przerywając swoich działań uniosłem wzrok i w końcu zobaczyłem to, na co tak liczyłem – mocno zaciśnięte wargi, skurcze przebiegające co chwila przez tę piękną twarz i oczy, w których zaczęła się budzić żądza. Gdy język przestał mi odmawiać posłuszeństwa oderwałem się od niej – całą twarz miałem umazaną w jej sokach i nadal czułem ich smak. Jak urzeczony patrzyłem na jej szparkę, która zdążyła już nabrzmieć i rozchylić się lekko.

- Włóż mi go – usłyszałem jej głos i spojrzałem w jej oczy.

Znów przybierała swoją dawną, władczą postawę. Jej piersi unosiły się w rytm przyśpieszonego oddechu, ale znów zaczynała odzyskiwać swoje wywyższające spojrzenie. Wstałem z kolan nie dziwiąc się, że mój kutas był napięty do granic możliwości – pieszczenie Pani Smith było podniecające również dla mnie. Potarłem główką swojego fallusa jej wilgotną szparkę uświadamiając sobie fakt, że nie mam przy sobie prezerwatywy. "Chrzanić to" pomyślałem, zagłębiając się w niej.

- Uuuuuaaaaaa! Powoli!! – uprzedziła mnie, drgając lekko na całym ciele.

Zatrzymałem się w połowie ruchu i powoli wysunąłem swojego przyjaciela. Gdy już ją uwolniłem od swojego zaganiacza, znów włożyłem do środka jego część, cofając się w odpowiednim momencie. Zrobiłem tak jeszcze raz. I jeszcze raz. I jeszcze raz...

- Uuuuuuufffff... duży... och! Duży jesteś – powiedziała z niekłamanym uznaniem Pani Smith, gdy znów w nią wszedłem.

Odpowiedziałem na ten komplement kolejną serią pchnięć, z których każde wpychało mojego fiuta coraz głębiej.

- O cholera... o cholera... O CHOLERA! – wyrwało jej się, gdy wszedłem w nią na całą długość.

Przygniotłem ją całym ciałem i wykonałem kilka mocnych pchnięć. Pani Smith oparła drżące nogi na moich ramionach i bez słowa pozwoliła się zerżnąć. Z satysfakcją patrzyłem w jej oczy, w których widziałem nieme błaganie o jeszcze – nie zamierzałem przerywać naszej zabawy, dlatego miarowo napierałem biodrami, wpychając się w nią coraz głębiej. Czułem na swojej twarzy jej gorący, urwany oddech – moja niespodziewana kochanka powoli odchodziła od zmysłów, co poznałem po jej lekko już zamglonym spojrzeniu. Ogarnięty coraz większym pożądaniem chwyciłem jej bluzkę i podwinąłem ją wysoko, wraz z stanikiem, odsłaniając jej piersi.

- W końcu zaczynasz zachowywać się jak facet – powiedziała ze śmiechem, gdy ścisnąłem w dłoniach jej cycki i krzyknęła, czując kolejne, mocne pchnięcia.

Przejeżdżając dłońmi po jej odsłoniętym ciele poczułem, jak mocno biło jej serce. Wyjąłem swojego fiuta z jej skarbu i zerknąłem w dół, z satysfakcją patrząc na jej rozchyloną cipkę.

- Jeszcze – usłyszałem jej głos – powiedziałam jeszcze, słyszysz? –zabrzmiała komicznie siląc się na władczy ton w chwili, gdy brakowało jej tchu.

Również byłem zziajany – serce waliło mi jak młotem, słyszałem to aż w uszach a mój kutas był gotowy na dalszą zabawę – tak, chciałem więcej!

Odsunąłem się na krok i jednym wprawnym ruchem przerzuciłem ją na bok – od razu zrozumiała, o co mi chodzi, przekręcając się i wypinając pośladki w moją stronę. Ująłem swojego przyjaciela w dłoń i bez problemu włożyłem go w odpowiednie miejsce.

- OOOOCHHH!

Również to poczułem – w tej pozycji niemal "wpadłem" w jej cipkę, czując jej głębię. Położyłem dłonie na biodrach Pani Smith i pchnąłem mocno, wywołując u niej kolejny krzyk.

- OOOOO!!! Szlag!!!! – wykrzyknęła w stronę lustra mocno zaciskając powieki.

Z satysfakcją patrzyłem na jej napiętą, pełną emocji twarz. Nie otwierała oczu, ale nie były mi one zupełnie potrzebne – dobrze wyczuwałem emocje mojej kochanki, czując ruchy jej ciała.

Uśmiechając się szeroko zacząłem posuwać, rozkoszując się odgłosem uderzających o siebie ciał, przeplatanych okrzykami rozkoszy pieprzonej przeze mnie kobiety.

Czułem, że dłużej nie wytrzymam – każde kolejne pchnięcie wysyłało sygnały, że wielki finał jest już blisko. Cholernie kusiło mnie, by spuścić się w żonę swojego szefa, ale po chwili do głowy wpadł mi lepszy, bardziej wyuzdany pomysł. Wysunąłem pulsującego fiuta z Pani Smith i szarpnięciem za podciągniętą bluzkę sprowadziłem ją na kolana. Dobrze wiedziała, co zamierzałem, bo chwyciła mnie w usta, pieszcząc mnie szybkimi, mocnymi pociągnięciami napiętych warg.

Z moich ust zaczęły wydobywać się nieartykułowane odgłosy, zwiastujące mój finisz. Wyciągnąłem swojego przyjaciela z ust Pani Smith i zacząłem mocno trzepać go tuż przy jej twarzy. Odgarnęła włosy z twarzy i spojrzała na mnie dzikim, pożądliwym spojrzeniem szeroko otwierając usta. Polizała wilgotnym językiem moją główkę i odchyliła głowę do tyłu, czekając na moją rozkosz.

Orgazm był cudowny – pierwsza, najsilniejsza struga z prędkością światła wystrzeliła do podanych mi ust, rozbryzgując się w ich wnętrzu. Druga, nie mniej silna poszła w jej ślady, wlewając się do gardła mojej kochanki. Trzeci skurcz uwolnił mnie z kolejnej, ostatniej porcji spermy, która spłynęła po języku Pani Smith, która głośno przełknęła całą porcję.

Dyszałem, jakbym dopiero co przebiegł maraton. Nie mogłem uwierzyć w to, co zaszło tutaj przed chwilą. Patrzyłem z góry na Panią Smith, kompletnie nie wiedząc, co powiedzieć w tej chwili, ale całe szczęście, moja towarzyszka nie miała ochoty na żadne gadki – pobieżnie oblizała główkę mojego fiuta, dźwignęła się na nogi i zaczęła się ubierać, nie patrząc w moją stronę.

- Byłeś naprawdę niezły – powiedziała do mnie zapinając spodnie i obserwując, jak chowam swojego zbolałego fiuta.

- Naprawdę? – spytałem głupio, zupełnie nie wiedząc, po co prowadzimy tę rozmowę.

- Mhm... mógłbyś nim na siebie zarabiać, Polaku – powiedziała wesołym tonem a ja uświadomiłem sobie, że nawet nie poznałem jej imienia – zarobiłbyś więcej, niż u mojego męża. No proszę, o wilku mowa! – zakończyła triumfalnie, gdy nagle ktoś gwałtownie otworzył drzwi.

"Debiutant" powróci...

59,966
9.49/10
Dodaj do ulubionych
Podziel się ze znajomymi

Jak Ci się podobało?

Średnia: 9.49/10 (74 głosy oddane)

Pobierz powyższy tekst w formie ebooka

Z tej serii

Komentarze (31)

M

M · 4 sierpnia 2013

0
0

KLASA!!!!!

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Miedziana Lady

Miedziana Lady · 4 sierpnia 2013

0
0

Ty jak się pojawiasz Greatloverze, to wiem że będzie dobre opowiadanie. Jest tak i w tym przypadku, ja czekam na dalszą część 🙂

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
GreatLover

GreatLover · Autor · 4 sierpnia 2013

0
0

Jak znajdę czas to ją stworzę 😀

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Incroy

Incroy · 4 sierpnia 2013

0
0

Czekam. 😀

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
GreatLover

GreatLover · Autor · 5 sierpnia 2013

0
0

Czekanie wzmaga apetyt 🙂

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Mari Anne

Mari Anne · 5 sierpnia 2013

0
0

To znaczy, że będzie sequel? Bo w tej chwili pierwsze akapity nijak mają się do reszty. I tak mnie to zbiło z tropu.

Fajnie zbudowałeś postać Smitha. Na tyle dobrze, że można samemu poczuć stres Sławka. 🙂

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
GreatLover

GreatLover · Autor · 5 sierpnia 2013

0
0

Tak, Mari Anne, ostanie słowa zapisane pogrubionym drukiem świadczą o tym, że "Debiutant" będzie miał sequel (i threequel, fourquel, sixquel i sevenquel też! 🙂)

a to że pierwsze akapity nie pasują do reszty to jest celowy zabieg 🙂 w książkach takie cuś nazywa się prologiem 😀

a tak btw. to...

Smith will back! 😀

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Mari Anne

Mari Anne · 6 sierpnia 2013

0
0

Czepiasz się 😀 poza tym nie było informacji, że to prolog 😀

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
GreatLover

GreatLover · Autor · 6 sierpnia 2013

0
0

No i proszę, już jest! 🙂

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Mari Anne

Mari Anne · 6 sierpnia 2013

0
0

Dziękuję :* od razu czuję się pewniej 😀

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
GreatLover

GreatLover · Autor · 7 sierpnia 2013

0
0

Postaram się tak napisać kolejne części, aby Cię tej pewności nie pozbawiać 🙂

Dziękuję za wysokie noty. Szczerze, nie spodziewałem się takiego odzewu 🙂 Pozdrawiam serdecznie.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
marcin

marcin · 29 sierpnia 2013

0
0

Rewelka!

Kiedy ciąg dalszy ??? 🙂

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
GreatLover

GreatLover · Autor · 30 sierpnia 2013

0
0

Wiem, wiem, mija strasznie długo czasu a ja nic nie wrzucam 🙂

Po prostu jestem na etapie tworzenia kolejnej części opowiadania. Potem przyjdzie czas na poprawki, kasowanie, dodawanie i tak dalej.... nie wrzucę nowych wątków, dopóki nie będę z nich w 100% zadowolony. Mam nadzieję, że dalszą część historii Sławka opublikuję już niedługo, cierpliwości!!! 🙂

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
marcin

marcin · 30 sierpnia 2013

0
0

Też mam problem z "perfekcjonizmem... 😉

Pozdrawiam i dużo natchnienia życzę.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
agna

agna · 31 sierpnia 2013

0
0

Jestem pod wrażeniem 🙂 pozdrawiam autora 🙂

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
GreatLover

GreatLover · Autor · 31 sierpnia 2013

0
0

Perfekcjonizm to ostatnie pojęcie, z którym należy łączyć mnie i moje teksty! 😀

Pozdro dla wszystkich

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Rudzielec_ona_18

Rudzielec_ona_18 · 7 września 2013

0
0

Idealne 😉

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
GreatLover

GreatLover · Autor · 17 września 2013

0
0

Dla zainteresowanych tematem - kolejna część "leży" już na biurku admina. Życzę miłego oczekiwania na publikację 🙂

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Marc

Marc · 17 września 2013

0
0

Potwierdzam. "Leży" 🙂

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
GreatLover

GreatLover · Autor · 21 marca 2014

0
0

Dzięki wielkie za 30k odsłon, mam nadzieję, że większość osób cieszyła się lekturą ;]

Przygtowałem przmówinienie na tę doniosłą chwilę...

ale Pablo mi je zeżarł 🙂


UPRZEDZAJĄC PYTANIA:

tak, prace nad kolejną cześcią trwają, zlituję się i podam tytuł

Debiutant - dzień za dniem

i nie, szybko się nie pojawi na Pokątnych! 🙂

Pozdrawiam serdecznie,
drogie Pokątne ;]

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
laid_back

laid_back · 21 marca 2014

0
0

Dziś już nie mam siły dodać zjadliwego komenta,ale możesz na mnie liczyć...
Może kotka,żeby się rozprawił z tym podłym szczurzydłem? ;-)

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
GreatLover

GreatLover · Autor · 21 marca 2014

0
0

Jeśli coś się stanie Pablowi to wybuchie powstanie.

Conajmniej ;]

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Mari Anne

Mari Anne · 21 marca 2014

0
0

Czy Ty na serio to piszesz? ;D
Czy ściemniasz? ;D

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
GreatLover

GreatLover · Autor · 21 marca 2014

0
0

A dlaczego miałbym ściemniać, Batmanie ;]?

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Mari Anne

Mari Anne · 21 marca 2014

0
0

Bo obiecałeś, że do końca zeszłego roku dodasz, a tu ciemno, głucho, yyyy roślinko (?) ;D

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
GreatLover

GreatLover · Autor · 21 marca 2014

0
0

Nic takiego nie napisałem, sprawdź dokładnie moją zapowiedź 😉

JA CI DAM ROŚLINKO! 😀

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
laid_back

laid_back · 22 marca 2014

0
0

Sorry,młody,ale co to jest,jak nie ROŚLINKA? Zwis ozdobny męski?

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
GreatLover

GreatLover · Autor · 22 marca 2014

0
0

Kto ma wiedzieć - ten wie 😉

Nie jest to zwis, można by rzec, że wprost przeciwnie ;]

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Mari Anne

Mari Anne · 22 marca 2014

0
0

To oświeć nas. 😉

Jak będę na laptopie to Ci udowodnię że miało być do końca roku! Ha!

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
GreatLover

GreatLover · Autor · 22 marca 2014

0
0

;]

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
adix

adix · 28 listopada 2015

0
0

Dobre opowiadanie. Czuć emocje i napięcie. Trochę długi, nieerotyczny wstęp. Pewne rzeczy można by pominąć, bo nie mają związku z finałem, ale może jest rozwinięcie w kolejnych częściach.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

Opowiadania o podobnej tematyce:

Pokątne opowiadania erotyczne
Witamy na Pokatne.pl

Serwis zawiera treści o charakterze erotycznym, przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich.
Decydując się na wejście na strony serwisu Pokatne.pl potwierdzasz, że jesteś osobą pełnoletnią.

Pliki cookies i polityka prywatności

Zgodnie z rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r (RODO). Potrzebujemy Twojej zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych przechowywanych w plikach cookies.
Zgadzam się na przechowywanie na urządzeniu, z którego korzystam tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie moich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania przeze mnie ze stron internetowej lub serwisów oraz innych parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych i w celach analitycznych.
Więcej informacji na ten temat znajdziesz w regulaminie serwisu.