Kartka z pamiętnika
6 czerwca 2026
7 min
Poniższy tekst znajduje się w poczekalni!
Choć wiem, że nigdy już Go nie spotkam, nie umiem zapomnieć Jego szeptu, Jego inności, blasku Jego oczu. Najpiękniejszych oczu, jakie kiedykolwiek widziałam.
Chyba powinnam zapisać ten dzień na szczególnych kartkach pamiętnika. To nigdy nie będzie miłość i nigdy nią nie było. Zamykając oczy, próbuję przywołać ton Jego niskiego głosu, ale wszystko powoli gaśnie. Z każdym dniem pamiętam coraz mniej szczegółów. Tylko ten zabójczy wzrok, który do tej chwili przyprawia mnie o dreszcze.
Ten sam bar co zawsze. Nigdy nie pojawiali się tam obcy ludzie. Przez sześć lat pracy w tej okolicy nie poznałam nikogo nowego. Sędzia Alfred, który zawsze po pracy przychodzi napić się whisky i rzucał mi zalotne spojrzenia, gdy wchodziłam w koronkowej sukience. Starszy Pan, którego imienia nie zapamiętałam, siedzący zawsze w prawym kącie popijając gorącą herbatę z cytryną i opowiadający o żonie, która odeszła zbyt wcześnie.
Ale nie chcę kolejny raz pisać o tych ludziach. Mnóstwo stron pamiętnika zapisane jest ich historiami.
Tego dnia miałam wieczorną zmianę. Związałam włosy w kucyk, nałożyłam delikatny makijaż i zawiązując czarny fartuszek, wyszłam na salę. Monotonia doprowadzała mnie do senności – codziennie to samo. Te same twarze, te same opowieści, te same gesty. Nie dziś.
Było już późno, ruch powoli zamierał, więc zaczęłam sprzątać. Stałam po drugiej stronie baru, przecierając go ściereczką, kiedy nagle poczułam na biodrach duże męskie dłonie. Ktoś przycisnął mnie do blatu swoim ciałem.
Jego ręce były lodowate.
Do dziś czuję dreszcz, kiedy o tym myślę.
Sparaliżowało mnie. Nie mogłam się ruszyć. Poczułam ciepły oddech na szyi i szept przy uchu. Miałam wrażenie, że niemal muska mnie ustami.
— Masz jeszcze owocową herbatę?
Odpowiedziałam cicho:
— Tak…
Po chwili dodałam:
— Jeśli tylko mnie puścisz.
Nie zabrał dłoni od razu. Powoli przesunął nimi w dół, po zarysie moich bioder i ud. Dopiero potem odszedł.
Kiedy w końcu odwróciłam się, siedział już przy stoliku plecami do mnie.
Ruszyłam w stronę baru. To, co wtedy czułam, dziś nazwałabym podnieceniem. Byłam chorobliwie ciekawa tego mężczyzny, a powinnam być przerażona.
Szukając herbaty po szafkach, wszystko wypadało mi z rąk. Emocje buzowały we mnie tak mocno, że nie potrafiłam ich opanować. Widziałam kątem oka, że niecierpliwie porusza nogą.
Postawiłam filiżankę z zaparzaną herbatą na tacy i ruszyłam w Jego stronę. Nogi miałam jak z waty, a kilkucentymetrowe szpilki wcale nie pomagały. Obeszłam stolik, czując na sobie Jego wzrok. Modliłam się, tylko żeby nie zauważył, jak bardzo drżę. Postawiłam filiżankę, nie podnosząc głowy. Mimo rozrywającej ciekawości nie miałam odwagi spojrzeć Mu w twarz. Już chciałam odejść, kiedy złapał mnie za dłoń:
— Dziękuję — powiedział.
Jego skóra była nienaturalnie zimna.
— Przyda się Panu. Proszę ogrzać sobie ręce — odszepnęłam.
Chciałam odejść, ale nadal trzymał moją dłoń.
— Tak bardzo boisz się na mnie spojrzeć?
Nie odpowiedziałam. Wyrwałam rękę i odeszłam szybkim krokiem.
— Lepiej, gdy mam zimne dłonie — rzucił za mną. — Widzę wtedy, jak cierpnie Ci skóra.
Znów zabrakło mi tchu. Na zapleczu musiałam usiąść. Potrzebowałam tego bardziej niż powietrza. Myśli walczyły ze sobą. W domu czekał na mnie mąż i nasze małe dziecko. Nasz mały cud. Najpiękniejsze, co spotkało mnie w życiu. Nadal czułam zapach drzewnych perfum z wyraźną, dymną nutą, która nie pozwalała mi o Nim zapomnieć.
Postanowiłam zamknąć bar wcześniej i wrócić do domu. Kiedy wyszłam na salę, nikogo już nie było. Zamknęłam drzwi na klucz i spojrzałam na niedopitą herbatę, z której wciąż unosiła się para.
Przez moment przemknęła mi przez głowę myśl, jak mogłoby się to skończyć. Natychmiast ją odgoniłam.
Już miałam wychodzić, ale najpierw weszłam do toalety poprawić makijaż. Odwróciłam się — i stał tam On. Wysoki. Nienaturalnie spokojny. Niemal nierealny.
Chwycił mnie za brodę i uniósł moją twarz ku sobie. Wbił we mnie spojrzenie błękitnych oczu tak intensywne, że nogi ugięły się pode mną. Drugą dłonią złapał mój nadgarstek i przycisnął go do zimnej umywalki. Nie mogłam przestać na Niego patrzeć. Byłam przerażona, ale nie umiałam krzyczeć. Nie umiałam się szarpać. Zastygłam. Na Jego ustach pojawił się cień uśmiechu. Zbliżył się do mnie, pociągając językiem od linii mojego biustu aż do ucha i szepnął:
— Wystarczy, myszeczko. Koniec patrzenia.
A potem wszystko zaczęło wymykać mi się spod kontroli.
Ciało samo dostosowało się do panujących zasad. Puścił moją dłoń i założył czarną opaskę na oczy. Od teraz nic nie widziałam i mogłam polegać wyłącznie na pozostałych zmysłach. Poczułam, jak Jego duże dłonie naciskają na moje ramiona z taką siłą, aż ugięły mi się kolana.
Właśnie klęczę przed seksownym nieznajomym. Zwariowałam. Przez chwilę chciałam uciekać, ale dreszczyk emocji i podniecenia nie pozwalał mi się ruszyć.
Usłyszałam odgłos rozpinanego rozporka.
W tym momencie nie miałam już złudzeń. Racjonalność wzięła górę i spróbowałam się podnieść. Pociągnął mnie za włosy, sprowadzając do parteru i zaśmiewając się zapytał:
— Dokądś się wybierasz suko? Chciałem być miły, ale nie zasłużyłaś.
I w tym momencie uświadomiłam sobie, że nie ucieknę. Jestem za słaba, muszę się poddać. Chcę się poddać. Choć dziś się wstydzę, to bardzo tego pragnęłam.
Trzymał mnie za kark, a ja posłusznie się rozebrałam. Zsunęłam ołówkową spódniczkę. Powoli rozpinałam guziki białej koszuli, ale zniecierpliwiony zdarł ją ze mnie jednym ruchem.
Zostałam jedynie w bieliźnie i szpilkach przed człowiekiem, którego kompletnie nie znam.
Puścił mnie, a jedynym dźwiękiem było monotonne brzęczenie żarówek, pulsujące mi gdzieś pod skórą. Ten moment trwał wieczność.
Nieoczekiwanie chwycił mnie za policzki, siłowo rozwierając usta. Nie był romantyczny. Wsadził Go z taką siłą, że momentalnie poczułam odruch wymiotny. Nie przestawał pomimo mojej reakcji i prób uwolnienia się. Trzymając za głowę, dociskał do krocza, nie zważając na płynące łzy.
— Jak się bawisz myszeczko? – zapytał, pozwalając mi zebrać oddech.
Byłam wściekła. Błyskawicznie podniosłam się z kolan i skoczyłam na Niego. Polecieliśmy na umywalkę. Był zdezorientowany, więc cofnęłam się parę kroków.
— A jak Ty się bawisz kotku? – rzuciłam, zrywając opaskę i dosięgając klamki.
Byłam pewna siebie. Czułam, że teraz ja prowadzę tę grę, ale On się tylko uśmiechnął i po chwili leżałam plecami na zimnej posadzce toalety. Usiadł na mnie, dociskając nadgarstki do lodowatych płytek. Szarpałam się i próbowałam unieść do góry, ale nie umiałam.
Dolną szczęką odchylił moją twarz do tyłu, a Jego wargi przyssały się do szyi, a ręce wędrowały po ciele. To było prawdziwie przyjemne i choć wyrzucałam tę myśl z głowy – ta zabawa zaczęła mi się podobać.
Dojechał ustami do stanika. Rozpiął go i delikatnie przygryzał moje sutki. Świeżo zrobione paznokcie wbijałam w płytki, a kiedy chwycił zębami koronkowe majtki, moje dłonie powędrowały na Jego głowę.
Zsunął je i z powrotem, wspinał się, całując całe moje ciało. Naprężył się i wtedy zobaczyłam na żebrach tatuaż czarnego kruka. Wyciągnęłam rękę, by Go dotknąć, ale odtrącił ją i kolejny raz się zaśmiał. Ostatni, zanim we mnie wszedł.
Teraz był równie niedelikatny. Początek bolał, ale podniecenie szybko wzięło górę. Objęłam Go i intensywnie drapałam po plecach z rozkoszy. Nogami owinęłam pośladki, tak by dociskać Go maksymalnie do siebie.
Nie przestawał mnie gryźć, podszczypywać, ciągać za włosy i wkładać palce do ust. Czułam, że jestem już blisko. W tym doznaniu zapomniałam o wszystkim, co miałam w życiu. Byłam tu i teraz. Z obcym, acz seksownym mężczyzną. Chciałam czuć Jego przenikliwe spojrzenie, On czytał moją duszę.
Przyspieszył. Moje jęki intensywnie rozchodziły się po pomieszczeniu. Teraz i On zaczął krzyczeć.
Po chwili Jego umięśnione ciało opadło na mnie. Leżeliśmy w bezruchu kilka minut. A ja coraz bardziej zachodziłam w głowę, co się właśnie wydarzyło.
Niespodziewanie uniósł się na rękach. Musnął mnie wargami po ustach, mówiąc:
— Maluj się i do domu myszeczko. Do zobaczenia. – i po prostu wyszedł.
To już miesiąc, a Jego nie ma. Nie ma wzroku, nie ma uśmiechu, nie ma tajemniczości. To było jak sen, który się nie powtórzy.
Byłam z demonem.
Osobą, która w jednej chwili rozpaliła moje serce do czerwoności i zniknęła.
Bez pożegnania. Z nadzieją na kolejne spotkanie.
Usłyszałam tupot małych stóp. Wbiegł mój mały amorek, chłopczyk z blond kręconymi włosami. Zamykam więc pamiętnik
— Chodź tu malutki! Mama jest cała dla Ciebie…
MManiak96
Jak Ci się podobało?