Ilustracja: Scott Broome

Koleżanki z podstawówki - wprowadzenie (I)

17 października 2021

39 min

Życie nastolatka wcale nie jest proste. Kto to przeżył, ten wie. A gdy nastolatek zaczyna grę o nazwie „Dorosłość”, wcześniej niż wymagałyby tego okoliczności, sprawy lubią się jeszcze bardziej skomplikować.

Historia Piotrka może posłużyć za przykład tej reguły.

Gdy lekarze toczyli walkę o życie sympatycznego szesnastolatka, jego świadomość była gdzie indziej. Przypominała trochę film odtwarzany z zawrotną prędkością. Bohaterem projekcji był Piotrek i jego bliscy, a na fabułę składało się jego dość krótkie życie. Opowiedzenie całego filmu zajęłoby pewnie wiele godzin i chyba nie jest to potrzebne.
Autor opowiadania skupi się tylko na kilku migawkach z życia Piotrka i osób mu bliskich, które w jego opinii są najważniejsze, najciekawsze i oczywiście najpikantniejsze, bo takich w tej historii również nie brakuje.

Luty 1996 roku nie rozpieszczał. Było szaro, buro i zimno.  Smutne wieczory ciągnęły się jak flaki z olejem i tylko pogłębiały poczucie beznadziei. Tak przynajmniej widział to Piotrek. Ponownie dopadła go apatia. Leżał w swoim pokoju przy zgaszonym świetle. Gapił się w sufit bez określonego celu, wsłuchując się w dźwięki muzyki, sączące się z radioodtwarzacza. Jednocześnie rozmyślał o szkole, której miał serdecznie dość. 

Od pół roku uczęszczał do pierwszej klasy liceum ogólnokształcącego i z sentymentem wspominał czasy podstawówki. Wtedy był szczęśliwy. Wszystko przychodziło mu z łatwością: dobre oceny, sukcesy sportowe, relacje z rówieśnikami, sporo czasu na różne przyjemności. A liceum to wszystko mu odebrało. Codziennie do późnego wieczora ślęczał nad książkami i zeszytami, nie mając czasu na nic innego. Mimo to, wyniki w nauce nie powalały. Na tle klasy wypadał przeciętnie. Dla ambitnego chłopaka był to bolesny pstryczek w nos.

Liceum odebrało mu też sport i kolegów ze szkolnej drużyny koszykówki. Piotrek zamknął oczy. Pod powiekami widział roześmiane twarze sportowej watahy, którą musiał opuścić wraz z końcem podstawówki. Gdy dostał się do liceum, przygasło również życie podwórkowe. Nie miał czasu na wychodzenie przed blok, a większość jego dawnej ekipy była w podobnej sytuacji. Skończyły się osiedlowe gry, zabawy i wygłupy.

Do końca zbliżał się też utwór Dżemu. "Samotność to taka straszna trwoga, ogarnia mnie. Przenika mnie" – dobiegało z radia. Nic dodać, nic ująć – pomyślał. Czuł się samotny, tak bardzo samotny.

Wspomnienie czasów podwórkowych i poczucie osamotnienia pchnęły jego myśli w kierunku Dagmary, która mieszkała dwa bloki dalej. Była o rok starsza, ale nigdy nie dała odczuć, że traktuje go jak szczeniaka. Śliczna, wysoka, z ładnie zarysowanymi cycuszkami i wyjątkowo kształtną pupcią, była obiektem westchnień wszystkich męskich członków podwórkowej watahy. Jednak wszelkie prośby o „chodzenie” zbywała żartem. Piotrek także się w niej podkochiwał, ale nigdy nie znalazł w sobie tyle odwagi, by jej to wyznać. Gdy zdał do ósmej klasy, Dagmara zniknęła mu z radarów. Dostała się do „Dwójki” i nie miała już czasu dla podwórkowego towarzystwa. To głównie z jej powodu Piotrek wybrał to samo liceum. Liczył, że wspólne dojazdy do szkoły ponownie zbliżą ich do siebie. Niestety realia okazały się inne. Dagmara miała swoje towarzystwo i ich kontakty ograniczały się głównie do zdawkowego „cześć” na szkolnym korytarzu.

Każdego wieczora, gdy ślęczał nad lekcjami, wyobrażał sobie, że następnego dnia wreszcie się przełamuje, podchodzi do niej po lekcjach i prosi o chodzenie. Ona oczywiście rzuca mu się w ramiona. Ta nadzieja dodawała mu sił, by rano wstać i iść do szkoły. Niestety nie umiał przekuć marzeń w czyn, a każdy kolejny dzień traktował, jako porażkę, co jeszcze bardziej podcinało mu skrzydła. W grudniu był w takim stanie, że liczył już wyłącznie na szczęśliwy traf, który może go wyręczy i w jakiś cudowny sposób pchnie Dagmarę w jego ramiona. Przeliczył się. Po sylwestrze Dagmara zaczęła spotykać się z Fabianem z 3b, przewodniczącym samorządu uczniowskiego i obiektem westchnień sporej części dziewczyn z jego liceum.

Pokój Piotrka wypełnił się muzyką Roxette w utworze It must have been love. Charakterystyczne dźwięki perkusji przeszyły Piotrka bolesną myślą, że Dagmara jest już zajęta. Jego młodzieńcze serce krwawiło. Od ponad miesiąca, praktycznie co przerwa musiał patrzeć, jak ona przytula i całuje Fabiana. Z każdym ich dotykiem coraz wyraźniej odczuwał, że coś się skończyło. Musiał uczyć się żyć w świecie, w którym Dagmara ma wreszcie kogoś, a tym kimś nie jest on. 

Piotrek obrócił się na bok i skulił w sobie, wsłuchując w kolejne wersy przejmującej piosenki. Przypominał teraz zranionego wilczka spragnionego czułej suczki, która przytuliłaby go i oblizała krwawiące miejsca. Niestety na żadną z licealnych koleżanek nie mógł liczyć. Dziewczyny traktowały chłopaków z pierwszej klasy, w tym jego, jako niewyżytych niedorozwojów. Wzdychały wyłącznie do kolegów ze starszych roczników, niby to bardziej doświadczonych i dojrzałych.

Westchnął głęboko. Jego myśli znów poszybowały do czasów szkoły podstawowej. Gdyby wtedy był mądrzejszy. Przecież kilka dziewczyn, głównie z młodszych klas, proponowało mu wtedy chodzenie. Co z tego, że nie czuł do nich tego, co do Dagmary. Mógł odstawić w kąt romantyczne mrzonki i sobie z nimi potrenować pierwsze wprawki w ars amandi. Teraz miałby pikantne wspomnienia, a może nawet oddaną dziewczynę.

Stary, spójrz prawdzie w oczy – mówił do siebie. Masz przejebane. Jesteś średniakiem wśród licealistów. Dziewczyny ze szkoły mają cię w dupie. Jesteś wyposzczony, bez żadnego doświadczenia w sprawach łóżkowych. Gdy mogłeś bałamucić koleżanki z podstawówki, to ty wolałeś koszykówkę i skryte kochanie się w Dagmarze. Nawet nie masz teraz czasu na treningi. Kumple z podwórka się rozpierzchli. Twoja Dagmara też cię nie chce. Jesteś sam. Została Ci tylko nauka i walenie konia.

Przez chwilę pomyślał, by wstać i sięgnąć po gazetkę Cats, ze swojej tajemnej skrytki w biurku. Zrezygnował. Nie miał siły się ruszyć. Coraz bardziej odpływał w szarych obłokach melancholii, a jego pewność siebie, jak trafiony myśliwiec, pikowała mocno w dół. Cierpiał. W radiu chyba na pocieszenie, puścili R.E.M. i ich Everybody Hurts.


Gdy w piątek zabrzmiał ostatni dzwonek, Piotrek przyjął go z ulgą. Dotrwał do kolejnego weekendu. Postanowił zaszaleć. Wracając ze szkoły, zahaczył o osiedlową wypożyczalnię kaset wideo. Wybrał film Forrest Gump, choć widział go już dwa razy. W jego ocenie to był najlepszy film, jaki oglądał dotychczas, no może z wyjątkiem Dwunastu gniewnych ludzi. Postanowił sprawdzić, czy za trzecim razem film cokolwiek straci na wartości. Teraz zmierzając pieszo do domu, trzymał przed sobą pudełko z kasetą VHS i patrzył na wizerunek Toma Hanksa, siedzącego na ławeczce. Od razu przypomniała mu się scena, w której główny bohater otwiera pudełko i wypowiada poruszającą kwestię: „Moja mama zawsze mówiła, życie jest jak pudełko czekoladek. Nigdy nie wiadomo co ci się trafi”. Piotrek uwielbiał ten fragment. Nastrajał go optymistycznie i dawała nadzieję, że życie może go jeszcze pozytywnie zaskoczy. Spojrzał w niebo i od razu przyśpieszył kroku. Szare chmury, które szybko nadciągały od południa, wyglądały, jak zapowiedź mocnej ulewy.

Wieczorem, gdy Piotrek był już po seansie, nie żałował wyboru, jaki dokonał w wypożyczalni. Film był ponownie świetny. Choć na dworze bardzo wiało i padało, nie wiedzieć czemu, Piotrek postanowił trochę pobiegać. Odłożył kasetę do pudełka, włożył sportowe buty, zarzucił sztormiak, zagwizdał na swojego pupila i wspólnie wyszli z mieszkania. Pogoda była prawdziwie pod psem.


Za oknem zacinał deszcz, a po osiedlu hulał zimny wiatr. W tym szumie wydawało się Ani, że słyszy wycie wilka. Od tego myślenia o nim mam jakieś omamy słuchowe –pomyślała. Znów spojrzała na telefon stacjonarny. Czerwony aparat kusił i odpychał jednocześnie. 

Bardzo chciała usłyszeć jego głos, ale nachodziło ją coraz więcej obaw i rozterek, które działały jak hamulec ręczny stopujący jej zamierzenia. Wynajdowała kolejne powody, aby jeszcze chwilę odwlec nieuniknione. W jej głowie rozpoczęła się kolejna rozmowa:

– Dzwoń! Tak długo na to czekałaś!
– A co jeśli on nie będzie chciał przyjść?
– Przyjdzie. Zależy mu na Tobie!
– Skąd wiesz?
– A kto był Twoim opiekunem i tarczą? Kto cię zawsze bronił przed Gogusiem i innymi skurwielami? Poza tym on Ci to powiedział. Pamiętasz? Gdyby nie egzaminy do liceum, bylibyście razem!
– To dlaczego później nie zadzwonił lub nie przyszedł?
– Pomyśl rozsądnie. Jego nowa szkoła jest jedną z lepszych w mieście. Dobrze wiesz, jak tam trudno się dostać. Ma dużo nauki. Nawet nie ma czasu na koszykówkę! 
– A co jeśli na imprezie nie zechce o mnie zawalczyć i oda mnie Gogusiowi?
– To pozbędziesz się dziewictwa z Gogusiem.
– Z każdym, tylko nie z tym skurwielem!
– Spokojnie. To był żart. Zawsze cię przed tym gnojkiem bronił. Tak będzie i tym razem. Rozniesie Gogusia, a potem sam się na ciebie rzuci i wykorzysta.

– Skąd ta pewność?

– A przeglądałaś się w lustrze? Czy nie widzisz, jak się zmieniłaś? Nie słyszysz komplementów tych szczeniaków z klasy? Każdego dnia ślinią się na twój widok. On też się tobie nie oprze. Zawalczy o ciebie z Gogusiem, jak o sukę w rui.
 A jak będziemy w norze i on się wycofa? Wiesz, jaki jest odpowiedzialny.
 To zaczniesz się łasić i kusić. To facet z krwi i kości. Nie oprze się. A jak będzie miał obiekcje, to użyjesz sznureczka i weźmiesz go siłą.
 Czy to nie będzie gwałt?
- Jak można zgwałcić napalonego faceta? To nie będzie gwałt, tylko prawdziwy dar, na którego wspomnienie już zawsze będzie przechodził go dreszcz pożądania i tęsknoty.

- A jeśli …

- Skończ z tymi obiekcjami! Jesteś samicą alfa! Pamiętaj o tym!
– Trochę się boję.
 Dasz radę! Tyle przeciwności pokonałaś. Wyobraź sobie was razem w norze. Gra warta świeczki. Tylko dzwoń, bo za chwilę będzie za późno!

Ten argument przypieczętował decyzję, ale Ania jeszcze chwilę odwlekała moment wykonania połączenia. Jej głowę wypełnił obraz wilka, jak lubiła myśleć o swoim ukochanym. Poczuła miłe mrowienie w majteczkach i silną potrzebę dotknięcia swojej dziewiczej norki. Wiedziała, że jak zacznie, to spędzi na masturbacji co najmniej kilka minut. Zaczęła ze sobą walczyć. Zagryzła dolną wargę. Zrobiła to dość mocno, by rozładować napięcie. Poczuła słodki ból. Pomogło. Przypomniała sobie o priorytetach. Realizuj plan. Na igraszki przyjdzie jeszcze czas – zakomenderowała i wzięła głęboki oddech.
– Dobra, dzwonię!
– Nareszcie! Zuch dziewczyna!
– odpowiedział jej wewnętrzny głos.

Chwyciła za słuchawkę i wykręciła numer. Gdy wsłuchiwała się w sygnał oczekiwania na połączenie, jej serce waliło jak oszalałe. Poczuła, że się czerwieni, tak jak rok temu, gdy wręczała mu walentynkę.
– Słucham – w słuchawce po drugiej stronie rozległ się ciepły, damski głos.


Gdy zziajany, ociekający deszczem wchodził do mieszkania, w głębi przedpokoju usłyszał mamę, która właśnie z kimś rozmawiała przez telefon. Zdjął mokry sztormiak i zaczął potyczkę z przemoczonym dresem. Po chwili był już tylko w podkoszulku i slipkach. Mama przyglądała się mu z rozbawieniem, prowadząc jednocześnie rozmowę.
– Bardzo miło mi się z tobą rozmawiało. Powodzenia na zawodach. Trzymam kciuki…. O! I jest już Piotrek! Zaraz go zawołam. Proszę, poczekaj chwilkę. – Odstawiła słuchawkę od ucha. Następnie zwróciła się do syna:

 – Piotrek choć szybciutko. Telefon do Ciebie!

Zaskoczony podszedł i wziął telefon z jej ręki. Mama uśmiechała się tajemniczo. 
– Dzwoni Ania – szepnęła mu do ucha, przekazując słuchawkę. Położyła rękę na jego ramieniu i lekko uścisnęła. Serce Piotrka zadrżało.

Krystyna była troskliwą mamą. Zanim udała się do kuchni, podała jeszcze synowi ręcznik z łazienki. Potem nadstawiła dyskretnie uszu. Gdy odebrała telefon, w pierwszej chwili myślała, że dzwoni jakaś koleżanka Piotrka z liceum. Słyszała po głosie, że rozmówczyni jest mocno zestresowana. Pociągnęła ją delikatnie za język. Szybko ustaliła, że Ania, bo tak się przedstawiła dziewczyna, jest młodszą koleżanką jej syna z podstawówki. Chodzi teraz do klasy ósmej. Z Piotrkiem znają się ze wspólnych treningów koszykówki. Dzwoniła do Piotrka, aby zaprosić go na swoją imprezę urodzinową.

Krzątając się w kuchni, trzymała kciuki za Anię. Liczyła, że ta sympatyczna dziewczyna namówi jej syna na wspólną imprezę. Wierzyła, że to może będzie pozytywny impuls, który wyrwie Piotrka z marazmu, w którym tkwił od kilku tygodni. Dlatego przysłuchując się końcówce ich rozmowy, poczuła ulgę i radość w sercu.


Gadali prawie pół godziny. Początkowo rozmowa się nie kleiła, ale jak opadł pierwszy stres, poczuli wspólny klimat. Rozmawiali trochę o szkole, ale głównie o koszykówce, która była ich wspólną pasją. Na koniec Ania zaprosiła go na swoją imprezę z okazji piętnastych urodzin. Domówka miała się odbyć w sobotę, za dwa tygodnie. Potwierdził, że na pewno przyjdzie.

Gdy odkładał słuchawkę, prawie podskoczył z radości. Chwilę stał w przedpokoju i wpatrywał się w telefon. Przypomniał sobie dzisiejszy film. Wyglądało na to, że pudełko czekoladek postanowiło mu trochę wynagrodzić ostatnie miesiące. Przeszedł go miły dreszcz. Poczuł, że pojawia się szansa wrócić do gry.

Dobre humor nie opuszczał go także w łazience. Gdy brał ciepły prysznic, pogwizdywał radośnie i myślał o Ani. Teraz, gdy tak bardzo potrzebował dowartościowania, zadzwoniła właśnie ona. Była jedną z dziewczyn z podstawówki, która kiedyś wyznała mu, że się w nim podkochuje i zaproponowała chodzenie. W Piotrku odezwała się nadzieja, że może to zaproszenie na urodziny jest pretekstem, by ponownie rozważył wcześniejszą propozycję młodszej koleżanki. Czuł, że gdyby ta nadzieja się potwierdziła, to tym razem nie popełni błędu młodości i co najmniej rozważy lekki trening ars amandi z Anią w trakcie domówki. A gdyby ćwiczenia im obydwojgu przypadły do gustu, to może warto będzie pomyśleć o wspólnym chodzeniu.

Penis Piotrka zaczął się budzić i bujać w obłokach. Z tego błogiego stanu wyrwała go dopiero mama, która pukała do drzwi i kazała nie marnować wody. Robiła to z ciężkim sercem. Od tak dawna nie słyszała syna gwiżdżącego radośnie pod prysznicem.


Odetchnęła z ulgą. Piotrek przyjął zaproszenie i wyraźnie ucieszył się na jej telefon. Teraz była już prawie pewna, że jej plan utraty dziewictwa z ukochanym, przy jednoczesnym upokorzeniu jej dawnego dręczyciela ma szansę odnieść pełny sukces. Wróciła też myślami do mamy Piotrka. Co za ciepła i sympatyczna kobieta. Już wiem, po kim on jest taki troskliwy. Może będę miała kiedyś okazję poznać ją bliżej – pomyślała z nadzieją.

Rozpierała ją energia. Postanowiła trochę poćwiczyć w swoim pokoju, by rozładować napięcie, które się w niej skumulowało. Później wzięła szybki prysznic, założyła sportową, bawełnianą piżamę i udała się do sypialni rodziców, by tam trochę się zrelaksować. Mimo, że zbliżała się 21:00, była sama w mieszkaniu. Rodzice od jakiegoś czasu mieli sporo pracy i z reguły wracali bardzo późno, dzięki czemu ona miała całe mieszkanie do swojej dyspozycji.

W norze, jak lubiła nazywać sypialnię rodziców, wyczuwalny był nastrój intymności. Była tam zapalona tylko mała lampka, stojąca na szafce nocnej. Dawała dyskretne i bardzo klimatyczne oświetlenie. Z radioodtwarzacza dobiegały dźwięki cichej muzyki. Ania otulona półmrokiem położyła się na wygodnym, małżeńskim łóżku rodziców. Lubiła to miejsce. Kojarzyło się jej z bezpieczeństwem, miłością i czułością. Dlatego właśnie tu zamierzała się oddać Piotrkowi w trakcie urodzinowej domówki. Fakt, że skończyła dopiero piętnaście lat, nie był dla niej żadnym kontrargumentem. Ryzyko niechcianej ciąży, potencjalne problemy psychiczne lub inne ryzykowne zachowania, które mogły być konsekwencją zbyt wczesnej inicjacji seksualnej, także ją nie odstraszały. Wmawiała sobie, że to jej nie będzie dotyczyć.

Była uparta i wiedziała swoje. Praktycznie wszystkie koleżanki ze szkolnej drużyny koszykówki miały to już za sobą. Nie chciała być gorsza. Tym bardziej że ostatnio została ich kapitanem. Wiedziała, że część koleżanek nie zgadza się z wyborem trenerki. Podważały jej pozycję, bo nie była prawdziwą kobietą, tylko dziewicą. Musiała zatem rozwiązać ten problem. Nie chciała dawać im pretekstu, do podkopywania jej pozycji liderki, zwłaszcza że wiele dla niej znaczyła. Była spełnieniem marzeń i dowodem, że może coś w życiu osiągnąć.

Szczęście w nieszczęściu, że chciała stracić dziewictwo trochę inaczej niż część jej koleżanek. Z ich relacji wynikało, że często robiły to z byle kim i byle gdzie. Ona obiecała sobie, że straci dziewictwo inaczej, to znaczy w bezpiecznym miejscu i z wyjątkowym chłopakiem, w którym się kochała. Istniał tylko mały problem. Z Piotrkiem nie byli parą, nie wiedział nic o jej zamierzeniach i istniało ryzyko, że nie będzie chciał współpracować. Jednak ona miała opracowany plan. Zawsze tak działała, to znaczy metodycznie i konsekwentnie do przodu.

Sypialnia rodziców wypełniła się cichym, ale charakterystycznym dźwiękiem harmonijki i gitary w utworze O sobie samym, Roberta Gawlińskiego, założyciela zespołu Wilki. Lubiła tę piosenkę, a szczególnie teledysk, który został do niej nakręcony, taki namiętny i dziki zarazem. Dwóch facetów rywalizuje o jedną kobietę. Chciała nią być i wyglądało na to, że plan zaczyna działać. Tylko jeszcze dwa tygodnie i o nią też zawalczą wilk, to jest Piotrek z Gogusiem. Nie spodziewała się, by walka była zbyt zażarta. Gogusia miała za mięczaka. Nawet jeśli będzie się rzucał, to jej ukochany sobie z nim szybko poradzi. Widziała go nieraz w akcji na boisku, w czasie treningów lub zawodów sportowych. Był jej wzorem sportowca, kapitana drużyny i chłopaka. Gdy zachodziła potrzeba bronienia słabszych członków swojej watahy, bez wahania podejmował walkę, nawet z większymi od siebie. Był przy tym szybki, nieobliczalny i bardzo skuteczny. Prawdziwy wilk, samiec alfa - tak o nim myślała. Natomiast ona jeszcze nie czuła się wilczą samicą. We własnym odczuciu była dobrze rokującą suczką, której wataha ostatnio przyznała rolę liderki. Jednak, by poczuć się w ich oczach, prawdziwą wilczycą alfa, potrzebowała zbliżenia właśnie z nim. Gdy on wyzwoli ją z okowów dziewictwa, będzie mogła być spokojna o pozycję w hierarchii swej watahy.

Dlatego po jego zwycięskiej walce z Gogusiem, ona zaprosi go do wilczej nory, którą im na tę okazję umości. W sypialni rodziców będzie na nich czekać małżeńskie łoże, świeża pościel, świece i coś ekstra, pasek od satynowego szlafroka na nocnej szafce. Jednak on zostanie użyty dopiero później, po wstępnych igraszkach, gdy będzie musiała ujarzmić swojego wilka wbrew jego woli.

Zamknęła oczy. Przywołała w myślach obraz swojego ukochanego. On pewnie będzie zziajany i spocony po walce. To dobrze. Uwielbiała wdychać jego intensywny zapach, który od razu wywoływał u niej kosmate myśli. Zastanawiała się przez chwilę, czy od razu rzuci się na nią z dziką rządzą, czy też wpierw zechce ją ostrożnie obwąchać, jak dopiero co zapoznaną wilczą sukę. Była gotowa na każdy scenariusz. Obstawiała jednak, że początek spotkania będzie subtelny i nieśpieszny. Gdy wejdą do nory, on rozejrzy się dookoła, jak typowy wilk i sprawdzi, czy miejsce jest bezpieczne dla ich wilczych amorów. Z zadowoleniem odnotuje, że w drzwiach jest klucz. Dopiero gdy go przekręci i odetnie ich od świata zewnętrznego, zdecyduje się na kolejny krok. Zacznie wokół niej powoli krążyć, weryfikując każdy niuans jej sylwetki i oceniając czy jest gotowa do spółkowania z nim. Ona będzie czuła się w tym momencie taka bezbronna, słaba, niegodna. Miała jednak nadzieję, że on dostrzeże w niej tę przemianę, która nastąpiła w ostatnich miesiącach. Zapragnie ją posiąść jak wilk sukę. Gdyby miał jakiekolwiek wątpliwości, ona zacznie go kusić. Suczki w rui mają swoje sposoby, by samiec chciał posunąć się o krok dalej.

Po wstępnym zapoznaniu się, oddadzą się pocałunkom. Będą one namiętne i bardzo mokre. Nie była pewna czy oprze się pokusie, aby łapczywie wedrzeć się w jego usta. Będzie jednak się hamować, by nie rozgniewać swego samca alfa. To jemu chciała pozwolić, by nadawał tempo wydarzeń, przynajmniej do pewnego momentu. Przypuszczała, że po wstępnych pocałunkach, będą wokół siebie krążyć w zalotnym tańcu, ocierać o siebie ciała i wdychać swoje feromony. To ich pobudzi do dalszych figli. Delektując się swoim widokiem, zrzucą z siebie część ubrań, a może wszystkie. Osobiście chciałaby zostać w staniku. Nadal wstydziła się swoich wielkich piersi. Wiedziała jednak, że on ma do nich słabość. Czasem przyłapywała go na tym, że przyglądał się im w czasie treningu. Wtedy zawstydzony szybko spuszczał wzrok. Ten widok zawsze ją rozczulał. Jeśli będzie chciał popatrzeć lub dotknąć ich, to dla niego się przełamie. Dla niego zrobi wszystko. Ona także będzie chciała dotykać i całować jego ciała, szczególnie silne ramiona, rozbudowaną klatkę piersiową i wysportowany brzuch. Nie planowała oblizywać jego przyrodzenia. Nie wydawało jej się to zgodne z wilczą naturą. Nie wykluczała natomiast, że gdy on wyczuje ruję, zechcę liznąć raz lub drugi dziewiczą norkę. Nie miałaby nic przeciwko. Może sobie odrobinę dogodzić, zanim wreszcie ją pokryje. Na koniec, tylko tego będzie pragnęła. Jego twardego członka w swojej dziewiczej norce. Zakładała, że wtedy on będzie na dole, a ona na górze. Wynikało to z okoliczności, ale też z jej silnego, dominującego charakteru.

Wiedziała, że gdy nadzieje się norką na jego naprężoną męskość, będzie bolało, ale liczyła, że tylko przez chwilę. A jak już ustąpi pierwszy ból, ona skupi się, by mu dogodzić swoją kobiecą cipeczką. Tak, kobiecą, bo wtedy będzie już kobietą. Jej wąskie, gąbczaste ścianki, otoczą penisa troskliwą opieką, jak najczulsza piastunka. Będą go ocierać, dając słodkie poczcie rosnącego napięcia. Wpierw leniwie, bo ruchy bioder, którymi będzie go dosiadać, będą zmysłowo powolne. W przód i tył. Przypuszczała jednak, że ten ruch i poczucie, że on jest w środku, szybko ją podniecą. Ruchy bioder przyśpieszą. Dla ułatwienia sobie intensywnego dosiadania kochanka oprze się rękoma na jego klatce. Głowę zapewne opuści w dół, ze wstydu i z rozmysłem, by włosy przysłoniły jej twarz i piersi. Jej policzki obleją się rumieńcem rosnącego podniecenia. Ich biodra, coraz bardziej szalone i niepokorne, będą ruszać się na wszystkie strony. Nie wyklucza, że podniecenie może być tak duże, że wpije paznokcie w jego klatkę piersiową. Wierzyła, że jej wybaczy. A ona w ramach wzajemności, będzie swą wąską cipką coraz szybciej ocierać nabrzmiałego członka, aż do jego zatracenia. Chciałaby, aby jęczał i wił się z rozkoszy pod jej dosiadem, aż wystrzeli w nią swoim nasieniem. Jej cipka przyjęłaby je w całości. A gdy jego wilcza sperma postanowi się pożegnać i wyjść z niej, ona nie oprze się pokusie. Sięgnie do progu swej cipki paluszkiem, nałoży sobie odrobinę i posmakuje. To będzie smak jej zwycięstwa i pierwszy pokarm, jaki przyjmie, będąc już prawdziwą kobietą. Potem pochyli się nad nim, pocałuje w usta, a na koniec okryje go swoją kobiecością, by mógł ją tulić w ramionach lub znienawidzić na zawsze.

W trakcie spółkowania planowała być zabezpieczona. Brała już tabletki antykoncepcyjne. Nie oczekiwała prezerwatywy. Chciała, by jej ukochany miał pełną przyjemność z tego ujeżdżania, nieskrępowaną żadnymi ograniczeniami. Tak bardzo go kochała i pragnęła dla niego wszystkiego, co najlepsze. Gdyby jednak on zamierzał użyć prezerwatywy, co jest wysoce prawdopodobne, to mu nie zabroni. Chciała, aby jej odpowiedzialny wilk też czuł się bezpieczny. W takim wypadku nałoży mu gumkę na twardego członka. Ćwiczyła to już na bananie i całkiem nieźle jej to wychodziło. Jednak ten moment zawsze wybijał ją z romantycznej wizji i rodził pewne obawy.

Jego odpowiedzialność pociągała za sobą pewne ryzyko, które musiała przewidzieć. Nie mogła wykluczyć, że w ostatniej chwili, gdy na przykład będą walczyć z prezerwatywą, on będzie chciał się wycofać i odmówi penetracji. Choć jego przyrodzenie będzie twarde i żądne jej dziewiczej norki, on zasłoni się troską o jej dobro. Na to nie będzie jej zgody. On jest prawdziwym wilkiem, ale ona jest przyszłą suką alfa i też potrafi postawić na swoim. Jeśli nie osiągnie tego uległością, to weźmie to sobie siłą. Zwiąże go zawczasu paskiem od szlafroka. Łóżko ma drewniane wezgłowie, które idealnie się do tego nada. Będzie na jej wyłącznej łasce. A gdyby się wierzgał, bronił, błagał, aby tego nie robiła, ona nie posłucha. Nabije się na niego wbrew jego woli. Wykorzysta i zniewoli. Ten jego opór nawet by ją jeszcze bardziej podniecił i nakręcił. Ujeżdżałaby go wtedy jak mustanga. Ich ciała by szalały. On rzucałby biodrami na lewo i prawo, próbował ją zrzucić, ale ona mocno chwyciłaby go udami za boki i uprawiała to szalone rodeo, aż go nie poskromi i nie doprowadzi do wytrysku. Nikt i nic by jej nie powstrzymało. Niech potem kąsa, warczy, przeklina. Jest gotowa ponieść wszelkie konsekwencje. Jeśli ją porzuci, to trudno. Serce będzie krwawić, ale ona przynajmniej wróci do swojej watahy, jako pełnoprawna suka alfa, która została rozdziewiczona przez ukochanego. Jeśli jej wybaczy i będą ze sobą, ona oszaleje z radości. Będą parą alfa na zewnątrz, ale jak tylko zamkną się za nimi drzwi i zostaną sami, ona będzie mu już zawsze wierną i uległą suką.

Ania zatapiała się coraz bardziej w swoich fantazjach, a jej brzoskwinka była mokra od soczków. Najchętniej rozpoczęłaby teraz dotykanie się, ale usłyszała zgrzyt zamka w drzwiach wejściowych. Szybciutko opuściła norę i jak przystało na grzeczną dziewczynkę, poszła przywitać rodziców, którzy właśnie wracali do domu.


Piotrek postanowił codziennie biegać. Chciał wrócić do formy. Jak zdecydował, tak zrobił. Mars przyjął to z zadowoleniem. Wyglądało na to, że jego pan wziął się w garść i powoli wraca mu dawna energia.

Ich ulubionym miejscem do biegania była „Patelnia”, jak okoliczni mieszkańcy nazywali sporawe pole, które rozciągało się tuż za ich osiedlem. Jeśli tylko nie było zbyt moro, Piotrek brał tam Marsa na pięciokilometrową przebieżkę. Miał wtedy czas, aby rozmyślać o dziewczynach. Im bliżej było imprezy, tym coraz częściej w jego głowie gościła Ania. Skutecznie wypierała bolesne rozważania na temat Dagmary i jej chłopaka.

Piotrek i Ania znali się dobrze ze wspólnych treningów szkolnych drużyn koszykarskich. W zeszłym roku w walentynki, na szkolnym korytarzy, po jego treningu wręczyła mu kartkę z pytaniem, czy zostanie jej chłopakiem. Zaskoczyła go wtedy swoim wyznaniem. Piotrek wcześniej nie podejrzewał, że Ania może być zainteresowana tymi sprawami. Delikatnie rzecz ujmując, była mocno zdystansowana do gatunku męskiego i miała swoje słuszne powody. Z drugiej strony, zaimponowała mu tym. Sam wiedział, jak trudno jest wyznać swoje uczucie starszej sympatii. On nie znalazł w sobie tyle odwagi w stosunku do Dagmary.

Na pewno czuł się połechtany jej propozycją, ale też zakłopotany. Miał mieszane odczucia. Lubił ją za charakter i zawziętość. Ponadto miała w sobie coś intrygującego i nie chodziło tu wyłącznie o jej wielkie, cudne melony. Swoje walory skrywała jednak pod warstwą kompleksów i uprzedzeń. Ponadto była postawna i grubokoścista. Nie miała tej smukłości, a zarazem kobiecych, kuszących kształtów bioder, którymi emanowała Dagmara.

Piotrka odstręczał też jej sposób ubierania się i zachowania. Chowała się za długimi, kruczymi włosami. Nosiła wyciągnięte, aseksualne swetry i workowate spodnie. Była opryskliwa oraz zamknięta w sobie. Wiedział, że to wynik kompleksów, potęgowanych chamskim postępowaniem kilkunastu chłopaków ze szkoły, w tym jego kolegów z drużyny. Sylwetka Ani była dla nich pretekstem do niesprawiedliwych przytyków i wyzywania jej od „babochłopa”. Narażała też na nieustające próby obłapywania jej obfitego biustu. Sytuacji nie ułatwiał fakt, że miała talent do koszykówki i poziomem nie odstawała od większości chłopaków, co rodziło ich frustrację oraz chęć chamskiego odgrywania się przy każdej okazji.

Było mu jej szczerze żal. O ile mógł, przynajmniej na treningach starał się hamować zapędy niektórych kolegów, głównie Mareczka. Gdy był przy niej, chciał ją chronić przed złośliwościami świata, jak rodzoną siostrę, gdy był z Dagmarą, miał kosmate myśli. Bał się jednak powiedzieć jej tego wprost, bo wiedział, jak jest wrażliwa na punkcie swojego wyglądu, a ostatnią rzeczą, jaką by chciał, to ją zranić. Postanowił dyplomatycznie wybrnąć z sytuacji. W dniu, w którym dostał od Ani walentynkę, odprowadził ją do domu. Po drodze zapewnił, że lubi jej oczy i uśmiech, podziwia talent do koszykówki oraz szanuje jej nieustępliwy charakter – co było szczerą prawdą. Z drugiej strony, skłamał, że powodem odmowy jest brak czasu i konieczność skupienia się na egzaminach do liceum. Nie był z tego tytułu dumny, ale Ania więcej nie wracała do swojej propozycji, a on z czasem w natłoku innych spraw zapomniał o sprawie.

Jej telefon i zaproszenie na urodziny dał mu impuls i nadzieję, że temat znów wraca. W trakcie przebieżki przypominał sobie jej intrygującą, lekko pyzatą twarzyczkę, magnetyczne spojrzenie, śliczny uśmiech i zniewalające melony. Niegdyś często przyglądał się im w trakcie wspólnych treningów, gdy Ania tego nie widziała. Pragnął ich dotknąć nie raz i nie dwa, ale oczywiście nigdy sobie na coś takiego nie pozwolił. Planował to zmienić.

Na wspomnienie o atutach Ani przyśpieszył biegu. Nagle coś go zmroziło.


Kiedy ją zobaczył, było już za późno. Mars był szybszy. Gdy tylko ujrzał swoją towarzyszkę uciech, wyrwał do przodu jak szalony. Rozkazujące krzyki Piotrka, by stał lub wracał, nic nie wskórały. Mars poczuł ruję Dory, ślicznej rodwailerki i zamierzał coś z tym zrobić. Piotr rzucił się w pogoń, klnąc pod nosem. Sąsiadka z klatki obok prosiła go, by przez najbliższe dni biegał z Marsem na smyczy, bo jej suka ma cieczkę. Znowu zapomniał. Wczoraj jeszcze mu się upiekło. Z panią Janasową w ostatniej chwili zapobiegli penetracji suczej szparki Dorci, choć ta wyglądała na bardzo chętną. Czuł jednak, że dziś sprawy mogą pójść w innym kierunku. Odległość dzieląca Piotrka od Dory i jej właścicielki była znaczna. Wynosiła około dwieście metrów. Narastające krzyki sąsiadki wskazywały, że Mars był mocno napalony i bliski realizacji swej samczej powinności. Piotrek biegł ku nim co sił w nogach, ale z każdą kolejną sekundą nachodziły go coraz większe wątpliwości.

W odległości pięćdziesięciu metrów od celu przewrócił się o nierówność terenu. Upadł jak długi. Natychmiast zerwał się do ponownego biegu, ale poczuł silny ból w kolanie. Nie był w stanie dalej biec. Osunął się na ziemię i trzymał się za bolące miejsce. 

Kiedy było już po wszystkim, Mars przybiegł zziajany do swojego pana. Ogon merdał mu jak szalony. W jego oczach było widać zwierzęcą satysfakcję i poczucie dobrze spełnionego obowiązku. Co prawda dostał kilka razy mocno smyczą od pani Janasowej, ale chyba nie zrobiło to na nim wielkiego wrażania. To był dla Marsa pierwszy raz, ale instynkt pomógł mu dopiąć swego. Dora także wyglądała na usatysfakcjonowaną.

Mars widząc teraz cierpienie swojego pana, zaczął troskliwie piszczeć i przykładać swój pysk do jego bolącego kolana. W przeciwieństwie do sąsiadki, szybko wyczuł, że Piotr symuluje. Był mu niezwykle wdzięczny. Liznął go serdecznie w ucho i policzek. Piotrek odgonił go dobrodusznie, a Panią Janasową obdarzył zniewalającym uśmiechem. Zadziałało to kojąco na nerwy sąsiadki. Szybciutko przeszła jej złość. Zapowiedziała jednak Piotrkowi, że jak z tej akcji urodzą się szczeniaki, to będzie musiał się dołączyć do procesu wychowawczego. Nie protestował. Pani Janasowa była apetyczną czterdziestolatką i trudno byłoby odmówić jej czegokolwiek. Jednocześnie cieszył się radością pupila, który miał odwagę zawalczyć o swoje. Gdy biegł do Marsa, widział jego determinację i gotowość Dorci. Spontanicznie postanowił im nie przeszkadzać w inicjacji seksualnej. Zamiast tego wypróbował swój aktorski talent do udawania kontuzji. Po reakcji seksownej sąsiadki wnioskował, że rola wypadła celująco.

Teraz gdy wracał powolutku do domu, konsekwentnie kulejąc, zwrócił się dyskretnie do swojego psa:

- Będziemy musieli zmienić naszą miejscówkę kolego. Pani Janasowa nabrałaby podejrzeń, jakby nas tu jutro zastała w treningu - Po reakcji psa, widać było, że przyjął ten pomysł ze zrozumieniem.

Piotrek kuśtykając, zatopił się na powrót w swoich myślach. Marzył, aby Ania na wzór Dory, już za kilka dni była tak samo otwarta na jego męską chuć.


Siedział zabunkrowany w toalecie i pieścił swojego przyjaciela. Podobnie, jak w ostatnich dniach, wspomagał się fantazjami na temat Ani i ich wspólnego spotkania na imprezie urodzinowej. Wyobrażał sobie, że w trakcie domówki razem z Anią udają się w ustronne miejsce, gdzie nadrabiają błędy młodości. Rozpoczynali powoli, bardzo leniwie. Piotrek całował Anię w usta. To był jego pierwszy prawdziwy pocałunek z dziewczyną. Zresztą wszystko, co następnie z nią robił, było dla niego dziewicze, nowe i ekscytujące. Dotykając jej ust, cieszył się tą magiczną chwilą wyjątkowej bliskości. Potem przełamywał jej nieśmiałość i wdzierał się językiem na spotkanie jej języka. Robił się zachłanny. Tempo ruchu jego lewej dłoni niebezpiecznie przyśpieszyło. Wziął głęboki wdech. Gdy zaspokoił ciekawość czucia języka dziewczyny w swoich ustach, przechodził do kolejnego etapu. 

Zdejmował z Ani aseksualny sweterek i odrzucał ze wstrętem w kąt. Jej cudny biust był już praktycznie na wyciągnięcie ręki. Ostatnim bastionem broniącym do niego dostępu był biustonosz. Nie odstraszał go. Od kilku dni ćwiczył na stanikach mamy i był już w stanie rozpinać każdy model jedną ręką. Pstryk i witamy w El Dorado – nagie, soczyste melony do jego dyspozycji. Od zawsze go fascynowały i pociągały. Dlatego z namaszczeniem przystępował teraz do ich degustacji. Delikatnie dotykał i całował. Opierał się pokusie mocnego ugniatania piersi i ssania sutków, bo nie chciał Ani zadać bólu. Prawda była jednak taka, że gdyby nie musiał się hamować, to by je zdemolował swym samczym uściskiem. Chciałby się w nich zatopić. Wyssać z nich krople słodkiego nektaru. A potem je miażdżyć i dusić, do zatracenia.

Wzmocnił uścisk na swoim penisie, a ruchy góra-dół bardzo przyśpieszyły. Poczuł, że jak nie przestanie, to zaraz dojdzie. Oczyma wyobraźni zaczął znów uciekać w dół jej ciała. Teraz dotykał jej dość płaskich bioder. Żałował, że nie mają tej kobiecej krągłości. Szerokie biodra i kształtne pupa były dla niego najsilniejszym fetyszem. Rekompensował to sobie, całując jej wysportowany brzuszek.

Trochę się uspokoił. Ruchy ręki zwolniły. Członek złapał oddech, jednak tylko na moment. Fantazja Piotrka była tak realna, że niemal poczuł zapach jej wilgoci. Ostatnio czytał, że woń kobiecej intymności jest niezwykle intensywna i trudna do zapomnienia.

Na tę myśl znów przyśpieszył. Wychodziła młodzieńcza natura i brak doświadczenia. Docierał do cipeczki gwałtownie i nachalnie. Rzucał się na nią, jak szczenię spragnione miseczki wypełnionej smakołykami. Jego język najpierw dotykał jej przez majtki, by po krótkiej chwili, wodzić już bezpośrednio po wargach sromowych. Wyczuwał specyficzne soki, które się pod nimi kryły. Nie mógł się opanować. Wdzierał się językiem do ciepłej dziureczki. Wykonywał nim szaleńcze ruchy na lewo i prawo. Czuł, że długo nie wytrzyma. Ania też była mocno podniecona i dociskała jego głowę do swojego łona. Coraz szybsze ruchy bioder świadczyły, że jej orgazm zbliżał się nieuchronnie. A przecież on chciał jeszcze głębiej wniknąć w ciepło i miękkość tej dziewiczej dziurki. Trochę o tym czytał, ale co innego sobie wyobrażać, a co innego faktycznie dotknąć. W myślach szybko oderwał usta od waginy i rozpoczął upragnioną palcówkę. Najpierw włożył palec wskazujący, potem dołączał środkowy. Wyczuwał wilgoć i gąbczastość pochwy. Był skrajnie podekscytowany. Jego ruchy stały się szybkie, wręcz agresywne. Dłużej już nie mógł się powstrzymać… Wytrysnął.

Brawo ty! Wytrzymałeś prawie trzy minuty. Idziesz na rekord! – docinał sobie w myślach, ale jednocześnie ripostował. - Spoko, spoko. Trening czyni mistrza. Jeszcze jest parę dni do imprezy. Jutro wytrzymam dłużej.

Gdy Piotrek słodko zmęczony wycierał spermę papierem toaletowym ze swojego umięśnionego brzucha, zastanawiał się, jak faktycznie powinny zakończyć się jego igraszki z Anią. Rozważał kilka opcji. W sumie już samo dawanie jej przyjemności dotykiem byłoby dla niego satysfakcjonujące. Gdyby dodatkowo na koniec wzięła mu penisa do ręki i pomogła wytrysnąć, to byłby w siódmym niebie. O „lodziku” nie marzył. Był realistą. Tak młoda dziewczyna raczej się nie ośmieli. Ponadto czy ręka, czy usta, jaka to w sumie różnica? – pytał się w myślach, próbując się przy tym oszukiwać. Jedyne co sobie teraz umiał zwizualizować, to że jak będą leżeli obok siebie spełnieni, on pocałuje Anię w spocone czółko i poprosi ją o chodzenie, by mogli dalej wspólnie ćwiczyć się w sztuce miłości.

Pełnej penetracji w żadnym scenariuszu nie brał pod uwagę. Nawet w fantazji, a co dopiero na żywo. Czuł, że nie jest jeszcze na to gotowy. Nie tyle fizycznie, ile psychicznie. Przecież, ja jeszcze nie całowałem dziewczyny, a co dopiero ją posuwać. Mam jeszcze czas. Ponadto Ania jest taka młodziutka. Ma dopiero piętnaście lat. Dla niej to też za wcześnie na takie klimaty. Mizianie i macanko - owszem, seks oralny – się zobaczy, penetracja – nawet nie próbuj. Za wcześnie i jeszcze ryzyko ciąży. Nie warto. Do głosu dochodziła właśnie jego odpowiedzialność.

Było coś jeszcze, co kryło się w meandrach jego osobowości, a Piotrek lekko to wypierał. Był romantykiem. Swój pierwszy raz chciał przeżyć z dziewczyną, której byłby pewny, której by ufał i którą by kochał. Nie tracił nadziei, że za jakiś czas będzie to… Dagmara.

Gdyby w tym momencie Piotr mógł czytać księgi losu, wiedziałby, że ten planuje się z nim ostro podroczyć i to już całkiem niedługo.

***

21,238
9.58/10
Dodaj do ulubionych
Podziel się ze znajomymi

Jak Ci się podobało?

Średnia: 9.58/10 (33 głosy oddane)

Pobierz powyższy tekst w formie ebooka

Komentarze (12)

MrHyde · 12 września 2021

0
0

"Autor tego opowiadania skupi się tylko na kilku migawkach z życia Piotrka i osób mu bliskich, które w opinii narratora są najważniejsze"
Sprytne zagranie - chyba Ci je ukradnę - od razu jest jasne, że autor i narrator to nie ta sama osoba. 😉

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

MrHyde · 12 września 2021

0
0

"lutowy wieczór prawdopodobnie 1996 roku" - wieczór i rok bym jakoś rozdzielił - średnik, dwa oddzielne zdania? - bo wieczór roku wypada raczej na jesieni.

"Piotrek leżał w swoim pokoju przy zgaszonym świetle. Nie był sam. Obok łóżka leżał jego wierny pies" - powtórzenie

"Było mu smutno. Jutro znów musiał iść do szkoły" - może jestem jutro-nazi, ale "jutro" dla mnie będzie jutro, a w 1996 roku było "nazajutrz", "następnego dnia", "za dwanaście godzin", coś w tym rodzaju.

"Na tle klasy, był gdzieś w połowie stawki" - bez przecinka?

"przepoczwarzyła go z prymusa, którym był w podstawówce [,] w licealnego średniaka"

Brylska? Wow, ktoś lubi sowieckie kino! 😉 Ирония судьбы, или С лёгким паром!

"Ta nadzieja dodawało mu sił" - rodzaj się nie zgadza

"z Fabianem z 3b, przewodniczącym szkoły" - przewodniczącym samorządu uczniowskiego?

piżamę się zakłada, nie ubiera

"Gdyby w tym momencie Piotr mógł czytać księgi losu, wiedziałby, że ten planuję" - planuje

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

Agnessa Novvak · 20 września 2021

0
0

Błędy już wypunktowali przedmówcy. Ja po przejrzeniu wyganiam do poczekalni.

EDIT: Czyżby przycisk nie działał? @Marc? Bo klikam i nie ma żadnego komunikatu ani nic.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

zenon.dan · Autor · 20 września 2021

0
0

MrHyde, dziękuję za uwagi. Naniosłem poprawki w miejscach, które wskazałeś. Pozdrawiam.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

Pokątnie uściski · 26 września 2021

+1
0

"spragnionego czulej suczki"
czułej

"działały jak hamulec wsteczny"
Jakie jeszcze są hamulce? Postępowe?
Może:
"działały jak hamulec, odsuwając decyzję w czasie"

"wyzwoli ją z oków dziewictwa"
okowów

"Podbiegnie do progu swej cipki paluszkiem"
sięgnie? Przesunie tam dłoń, dotykając cipki paluszkiem?

"okryje go swoją kobiecością i rozwiąże"
Czy myśl o wiązaniu nie pojawia się dopiero w następnym akapicie w kontekście realizacji?

"Zdecydowane krzyki Piotrka"
Chyba wolałbym coś jak "rozkazujace"... "Zdecydowane" brzmi jakby mówiący był zdeterminowany coś powiedzieć, a on chce kogoś zatrzymać, wpłynąć na decyzję... Nie mam na razie lepszego słowa co prawda... 😛

"Wyraz twarzy świadczył, że cierpi"
Nie ma nikogo, kto mógłby obserwować ten wyraz twarzy. Wyglądało na prawdziwy wypadek, ale z kontekstu domyślamy się później, że kontuzja jest udawana. Moze: "Przybrany wyraz twarzy..."? I wyjaśnienie do tego...


"Mars przybiegł zziajana"
zziajany

"Piotrek odgonił go dobrodusznie i obdarzył swoim zniewalającym uśmiechem. Nawet pani Janasowa była na niego"
Psa obdarzył tym uśmiechem? Nie można powtórzyć "Pani Janasowa" ale może zwrócić uwagę na właścicielkę psa, dla której był to zapewne uśmiech... 🙂

"szaleńczo mlaskał ją swym językiem. Chciał znaleźć łechtaczkę, ale nie mógł się w pełni rozeznać w okolicy"
Ani mlaskanie ani okolica nie pasują tu za dobrze. Całe opowiadanie jest takie fajne, że szkoda byłoby zostawić ten drobiazg bez jakiejś dodatkowej troski... 🙂

Ciekawe podejście, interesujące wejrzenie w rzeczywiste uczucia bohaterów. Ten dramatyczny początek... Być może jest zbyt oczywisty, może same białe ściany i sugestia czegoś więcej wystarczyłaby.
Dobra robota! 🙂

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

zenon.dan · Autor · 26 września 2021

0
0

@Pokątnie uściski, Twój komentarz to skarb. Jestem wdzięczny za poświęcony czas. Zmiany już naniesione. Dziękuję.

Przy tej okazji wyjaśnię:

"działały jak hamulec wsteczny"
Jakie jeszcze są hamulce? Postępowe?

Chodziło o hamulec ręczny. Pomyliło mi się chyba z lusterkiem wstecznym (skojarzenia motoryzacyjne). Przypuszczam, że podekscytowanie towarzyszące pisaniu tego fragmentu opowiadania, pomieszało mi pojęcia 😉

"wyzwoli ją z oków dziewictwa"
okowów

Oków czy okowów? To intrygujące pytanie. Przed wrzuceniem tekstu na pokątne myślałem, że powinno być „okowów”, ale jak robiłem korektę, to wyszło na „oków”. Dlatego tak jest w tekście. Gdzieś czytałem, że to wynika z faktu, że punktem wyjścia jest (ta) okowa w rodzaju żeńskim. Podobnie jak „alkowa" lub „krowa". Zatem jeśli „alków" lub „krów", to też „oków".

Na koniec, jeszcze raz serdecznie dziękuję za wszystkie uwagi, korekty oraz słowa otuchy! Kłaniam się nisko.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

Indragor · 26 września 2021

+1
0

Wtrącę parę słów w sprawie „oków”, jak ja to widzę.

Zdanie brzmi: Gdy on wyzwoli ją z oków dziewictwa, będzie mogła być spokojna o pozycję w hierarchii swej watahy.

Od liczby pojedynczej (okowa), w dopełniaczu będzie „oków”. A jeśli tak, to w tym zdaniu została użyta prawidłowa forma. Problem jednak w tym, że współcześnie „okowa” (l. pojedyncza) wyszła z użycia. Zastąpiła ją i jest wyłącznie używana liczba mnoga – „okowy”. W takim razie należałoby użyć końcówki „ów” (okowów).
Podsumowując, ja użyłbym formy „okowów”, bo choć ta pierwsza jest prawidłowa, to ze względu na nieużywanie liczby pojedynczej, może budzić zdziwienie czytelnika, a tym samym przeszkadzać w czytaniu. Niemniej, Zenon.dan, poprawiać, a precyzyjniej: zmieniać, nie musisz.

PS.
Do słów „Zdecydowane krzyki Piotrka” i „Wyraz twarzy świadczył, że cierpi”, bym się nie czepiał. To samo można opisać na różne sposoby. Język polski jest bardzo elastyczny i należy z tego korzystać 🙂

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

zenon.dan · Autor · 26 września 2021

0
0

@Indragor,
podobno tylko krowy nie zmieniają poglądów. Nie wiem czy to zdanie na temat krów jest prawdziwe, ale co do „oków”, muszę się z Tobą zgodzić. Dla mnie też lepiej czyta się „okowów”. Mniej zgrzyta w trakcie lektury. A ponieważ na komforcie czytelnika mi zależy, zatem w tekście znika „z oków”, a pojawia się „z okowów”.
Dziękuję za cenny komentarz.
Przy okazji uspokajam. Krów w opowiadaniu, przynajmniej chwilowo, nie planuję 😉
Serdecznie pozdrawiam.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

Anonim · 28 września 2021

+1
0

„Poczuła, że się czerwieni, tak ja rok temu, gdy wręczała mu walentynkę.”
Literówka, brakuje k w „jak”
„W odległości pięćdziesięciu metrów od celu przewrócił się o nierówność terenu.”
Hm... Bez wyraźnej przyczyny rozbawiła mnie ta „nierówność terenu”. Może jakieś inne określenie...?

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

zenon.dan · Autor · 30 września 2021

+1
0

Anonim, dziękuję za komentarz.
Literówka poprawiona.
Co do sformułowania "nierówność terenu" - zdecydowałem się zostawić. Mnie nie razi. W mojej branży to sformułowanie jest powszechnie używane i bardzo często określa się tak przyczynę upadku.
Na potrzeby opowiadania można przyjąć, że Piotrek (a tym bardziej autor opowiadania) nie pamiętał co dokładnie posłużyło za pretekst do potknięcia się, zatem takie ogólne sformułowanie pozwoliło wybrnąć z sytuacji 🙂

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

Anonim · 1 grudnia 2021

0
0

Kiedy druga część?

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

Opowiadania o podobnej tematyce:

pokątne opowiadania erotyczne
Witamy na Pokatne.pl

Serwis zawiera treści o charakterze erotycznym, przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich.
Decydując się na wejście na strony serwisu Pokatne.pl potwierdzasz, że jesteś osobą pełnoletnią.

Pliki cookies i polityka prywatności

Zgodnie z rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r (RODO). Potrzebujemy Twojej zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych przechowywanych w plikach cookies.
Zgadzam się na przechowywanie na urządzeniu, z którego korzystam tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie moich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania przeze mnie ze stron internetowej lub serwisów oraz innych parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych i w celach analitycznych.
Więcej informacji na ten temat znajdziesz w regulaminie serwisu.