Kryzys tożsamości (V) - Przedstawienie

CichyPisarz CichyPisarz

19 sierpnia 2018

hourglass 28 min

Rozpoczynając tę serię nie planowałem aż tylu części, i w ogóle tak długiego opowiadania, ale... tak jakoś wyszło :) Historia powoli się kończy i Kryzys tożsamości - Przedstawienie, jest przedostatnią częścią przygód Katarzyny i Marleny. Umieszczając piątą część, nie znam zakończenia, chociaż pewien plan już się w głowie rysuje. Ułóżcie w głowach kolejnego puzzla akcji, by ten ostatni dopełnił całości.

To był jej pierwszy raz. Wiedziała, że mentorki nie będzie w pobliżu, nie tym razem. Marlena dopiero teraz poczuła pewnego rodzaju lęk. Mężczyzna, który wprowadzał grupkę podobnych jej osób do piwnicy, nagle zmienił nastawienie do wszystkiego. Stał się chłodny, a komunikaty krótkie i konkretne. Nie był niemiły, ale w porównaniu z wcześniejszymi uśmiechami i sympatycznymi komentarzami, można było odnieść takie wrażenie.
Rozumiała, że musiał wejść w pewną konwencję - strachu i lęku. Już wcześniej sprawdzono zaświadczenia lekarskie i podpisano kontrakty, w których strony zobowiązywały się do wielu dziwnych rzeczy, ale najważniejsze było poświadczenie bycia zabezpieczoną przed ciążą i zapewnienie o bezgranicznej dyskrecji. Widząc sumy, na które opiewały umowy, żadna nie zrezygnowała, chociaż istniała jeszcze taka możliwość. Kobiety patrzyły po sobie w milczeniu, zastanawiały się pewnie, co o nich myślą pozostałe. Po chwili zdawało się, że są zwierzętami w trakcie spędu. Marlena podążała za przewodnikiem stada w towarzystwie kilku kobiet, wszystkie niewolnice były nagie. Uznała, że ma najlepsze ciało. Cztery z nich weszły do pomieszczenia, niedużego, pozostałe trzy poszły dalej. Pierwsze co się rzuciło w oczy, to wymalowana lamperia, a dopiero później ustawione w rząd łóżka. Stalowe ramy składające się z rurek, jak rekwizyty filmowe w produkcjach o starych szpitalach, w których straszy. Narzucone na nie materace wyglądały obleśnie, ale po położeniu się na nich dotarła do niej przyjemna woń detergentu, zdawały się być czyste. Mężczyzna prowadzący grupę przez korytarz, przywoływał je po kolei i zapinał wcześniej przygotowanymi pasami w dość dziwnej pozycji. Ramiona leżących na plecach kobiet przyczepione były do ramy rurek ponad głową, rozłożone nogi również. Były otwarte przed każdym. Nadał im też numery, od jeden do cztery, Marlena była Trójką. Czekały tak na dalszą część wieczoru ponad godzinę, w trakcie której miały wbić sobie do głowy pewne zasady i najważniejsze, hasło bezpieczeństwa. Wiele razy zadawała sobie pytanie - Co ja tu kurwa robię? Kilka razy chciała zrezygnować, ale było jej wstyd. Patrzyła na wypięty tyłeczek i ślicznie przygotowaną cipkę i nadal nie wierzyła, że robi to, co robi. Czuła się jak w dziwnym śnie, nie koszmarze. Czasem miała podobne odczucia po przebudzeniu, kiedy nie potrafiła określić kategorii sennej zmory. Ona używała wtedy epitetu "popieprzony". Teraz czuła podobnie, jakby nic tu do niczego nie pasowało, szczególnie jej obecność w tym miejscu, w tym całym przedsięwzięciu. Marlena szybko opanowała zasady, większość znała na pamięć. W trakcie oczekiwania na ciąg dalszy, dużo więcej myślała o swoim życiu, niż zastanawiała się nad tym, co ją dzisiaj czeka z rąk napalonych snobów. Wiedziała, że wyjdzie stąd będąc innym człowiekiem, ale wciąż ta mroczna oprawa ją pociągała, czuła dreszcze emocji, nerwy też. Już od kilku dni przygotowywała się mentalnie na ten dzień. Miała odegrać rolę i zrobi to, jak robią to najlepsze aktorki, będzie profesjonalna.


- Teraz ta szmata! Jedynka! - wykrzyczał nerwowy mężczyzna i gwałtownie odpiął klamry jednej z kobiet. Dało się wyczuć, że odgrywa pewną rolę i robił to dość przekonująco. Popychał ją, by szła szybciej. Nie minęło dziesięć minut, zabrano kolejną kobietę, a po niedługim czasie przyszła pora na Marlenę.
Zamurowało ją. Otworzono drzwi wyglądające jak każde inne mijane po drodze, ale widok był nie do objęcia umysłem zwykłej kobiety. Pomieszczenie było bardzo duże, chociaż niski sufit optycznie zmniejszał wrażenie. Piwnica musiała mieć ze sto metrów kwadratowych, choć kolejne pomieszczenie za nim nie było oddzielone drzwiami, było do niego swobodne przejście, chociaż ściany zasłaniały widok. Mieszanka ścian z surowych cegieł, betonu tworzyła mroczny klimat niczym z horrorów. Różnego rodzaju oświetlenie nadawało atmosferze namiastki ciepła, zarazem te kilka grubych świec i żarówek bez jakiejkolwiek ozdobnej osłony tworzyły pełen grozy nastrój. Nie było na ścianach pentagramów, wierszy pisanych gotykiem, nic z tych rzeczy. Toporne drewniane sprzęty rozmieszczone były w różnych miejscach, a niezliczona liczba klamer, wyciągów i wystających metalowych elementów pobudzała fantazję.
Marlena obróciła głowę w kierunku wykrytego oczami ruchu. Jakiś facet posuwał w usta przykutą do dębowego stołu kobietę, tę zabraną jako pierwszą, a drugi trącał dłonią srom, jakby lekko klepiąc. Drugą z niewolnych instalowano na jakimś wyciągu, choć jeden z członków ekipy lizał jej cipkę, musiał nie wytrzymać ciśnienia. Ją prowadzono w stronę wysokich krat, rodem z najlepiej strzeżonych więzień. Przywiązano ją grubą liną, każdą kończynę osobno. Stała poddenerwowana z uniesionymi i rozłożonymi ramionami oraz nogami rozstawionymi szeroko, wyglądała jak duża litera X.
Ostatnią z posłusznych wepchnięto do środka i przywiązano do czarnych stalowych kotew, wmontowanych w betonową podłogę. Pozycja była podobna do tej Marleny, tyle że kobieta leżała twarzą w kierunku podłogi. Wszystkie cztery ofiary były już gotowe do tego, co miało nadejść. Nagle zostały same. Marlena rozglądała się po pomieszczeniu i zastanawiała się, czy pozostałe wolne urządzenia będą też wykorzystane. Jeszcze kilka podobnych im kobiet mogłoby zająć wolne miejsca.

Pół godziny spędziły w swoim towarzystwie w nowym pomieszczeniu. Nie rozmawiały, nie mogły, to była jedna z zasad. Równie niespodziewanie jak zniknęli, tak nieoczekiwanie grupa członków Klubu weszła do środka. Zrobiło się tłoczno. Każda z niewolnych kobiet poczuła wstyd i lęk. Ja pierdolę! W co ja się wpakowałam? - westchnęła Marlena, nie spodziewała się tak licznego audytorium. Pod jedną ze ścian stało ponad dwadzieścia osób. Z uwagi na różnego rodzaju stroje, trudno było określić ich płeć, ale większość z pewnością stanowili mężczyźni. Teraz spanikowała. Średnio pięciu, sześciu, na jedną. Rozerwą nas! - panikowała. Na szczęście okazało się, że niektórzy przybyli na orgię tylko w roli obserwatorów. Już wiedziała, po co były te zdobione krzesła pod ścianą. Trochę jej ulżyło.
Mistrz oficjalnie przywitał członków Klubu i przypomniał im, że zabawa ma zachować najwyższe standardy, a ustalone zasady nie podlegają dyskusji. Podszedł do każdej z przywiązanych kobiet i przedstawił je napalonym dewiantom. Nie wiadomo jak je rozpoznawał, ale znał nadane im numery, nie pomylił się. Marlena nie wiedziała, czy to był rytuał, ale twardy kutas Mistrza najpierw otarł się o srom każdej niewolnicy, a w trakcie drugiej kolejki, zanurzył w nich żołądź, niczym namaszczając ceremonialnym berłem. Kiedy wyciągnął końcówkę z Czwórki, szalone towarzystwo rozeszło się po kątach piwnicy. Marlena lawirowała w świecie, którego nawet nie była w stanie sobie wyobrazić.

Kiedy wyprowadzano całą czwórkę z sali, wszystkie wiedziały, że noc się jeszcze dla nich nie skończyła. Pozostała jeszcze dogrywka - "Ostatnia godzina". Tak nazwano w kontrakcie czas jednej godziny po zakończeniu zabaw w Sali Głównej. Wróciły na stalowe łóżka i teraz, każdy z członków Klubu, jeśli miał jeszcze ochotę, mógł zaspokoić swoje pragnienia. Po takiej godzinie oczekiwania, ich zadania i wszelkie oczekiwania zawarte w kontrakcie dobiegały końca. Tym razem skrępowano je w pozycji "orła z rozpostartymi skrzydłami". Marlena widziała, jak jeden z uczestników orgii, facet z brodą koło pięćdziesiątki, wszedł, rozejrzał się niczym myśliwy i wpakował się między uda jej sąsiadki. Po chwili odwiedził ich kolejny, znowu jej się udało uniknąć penetracji, może dlatego że patrzyła zastanawiającym się nad wyborem facetom prosto w oczy? Nie minęło dziesięć minut, a w pomieszczeniu rozchodziły się skrzypienia stalowych łóżek. Każde trzeszczało miarowo, w różnych tempach. Sama Marlena gościła trzech mężczyzn, ale kątem oka widziała, że koleżankę obok odwiedziły dwie panie, które siadały na twarzy Dwójki i szurały o nią sromem, aż doszły. Marlena trochę zazdrościła kompance, sama miała ochotę na smak cipki, a kobiety wyglądały na bardzo zadbane. Pochwa Marleny miała już dość w czasie niezliczonych odwiedzin w Sali głównej, teraz przechodziła gehennę. Podziwiała organizatorów za dbałość o szczegóły, bo przy każdym łóżku stały opakowania z lubrykantem, były w ciągłym użyciu. Nagle po pomieszczeniu rozbrzmiał tubalny głos Mistrza. Czy zaangażowane w posuwanie niewolnic osoby skończyły czy nie, i tak musiały zejść z łóżek i opuścić pomieszczenie. Ci którzy musieli, wychodząc pieścili swoje penisy dłonią, nikt nie miał im tego za złe. Wszyscy zgromadzeni wiedzieli, po co się tu spotykają, nie oceniali swoich zachowań.
Po godzinie na doprowadzenie ciał do ładu, całą schadzkę zakończył niewielki bankiet, na którym wszyscy uczestnicy prezentowali się niczym wytworne osobistości. Wszyscy wyglądali na arystokratów, którzy spotkali się na towarzyskiej imprezie charytatywnej.




Taksówka zajechała pod dom Katarzyny, która niecierpliwie czekała na powrót przyjaciółki. Sama nie mogła być w miejscu spotkania Klubu, kiedy wprowadzała nową niewolnicę do uroczystości w Sali głównej, taka niezrozumiała zasada. Denerwowała się, chociaż wiedziała, że "dziewice" mają zazwyczaj taryfę ulgową, ale nie były też przesadnie chronione, przecież świadomie zgadzały się na to wszystko. Tę noc przyjaciółka miała spędzić u niej z wiadomych względów. Widząc za oknem sprawnie kroczącą Marlenę, odetchnęła. Kobieta wyglądała jak na co dzień, nie nosiła piętna przeżycia dzikiej orgii, przynajmniej nie w sensie fizycznym.
- Jak było? - spytały niemo oczy Katarzyny, która nie spuszczała spojrzenia z przyjaciółki.
- Spoko - uśmiechała się wesoło, niczym po powrocie z udanych zakupów. Udawała tylko, że wszystko jest jak w komedyjce - miło i przyjemnie.

Jeszcze tej samej nocy, po wyjątkowych przeżyciach w Sali, przyjaciółki leżały na łóżku. Nie było mowy o pieszczotach, miały przecież do obgadania wiele spraw, Katarzyna chciała wiedzieć wszystko.
- Jaki ci nadali numer?
- Trzy - odpowiedziała bardzo szybko i zmieniła wyraz twarzy na oczekujący jakiegoś rozwinięcia.
Katarzyna pokiwała głową z uznaniem, było czego gratulować.
- Wiesz - tu zorientowała się, że zadaje głupie pytanie - co to znaczy?
- Tak i dlatego pytam - miała na myśli pytanie emanujące z jej oczu.
- Wysoko cię ocenili. Im wyższy numer, tym wyższa była nota - miała na myśli ich niedawny bankiet i oceny znajdujących się tam członków Klubu. - Wśród "dziewic" to rzadkość. Trudno o taką ocenę... - streściła kilka punktów z regulaminu Klubu, mówiących o werbowaniu nowych obiektów i ich ocenianiu. - Tym bardziej, że byłaś jedyną, która pierwszy raz brała udział w tym przedstawieniu. Pozostałe już miały doświadczenie, a i tak dostałaś trójkę.
- To twoja zasługa? - zapytała wprost.
- Nie. Twoja. Nie tylko ja dostrzegłam tkwiący w tobie potencjał - szczerze oddała jej honory.
- A ty...jaki miałaś numer za... pierwszym razem? - wahała się, czy zadać to pytanie, ale ciekawość zwyciężyła.
- Zgadnij.
- Nie wiem, powiedz - domagała się Marlena.
- Może kiedyś - uśmiechnęła się. Tak naprawdę nie była lepsza, ani gorsza. Nadano jej ten sam, ale jeszcze nie chciała tego zdradzać.
Tej nocy długo opisywała sceny mające miejsce w podziemiach niby zwyczajnego podmiejskiego domu. Marlena opisywała, a Katarzyna tworzyła obrazy, przywołując swoje wspomnienia z tego miejsca.
- Wiesz, że teraz będzie już inaczej - rzuciła ogólnikiem.
- Co masz na myśli?
- To, że pierwszy raz dla takich jak ty, był pewnego rodzaju chrztem bojowym, inicjacją...
Wyjaśniała przyjaciółce, że teraz będzie pewnie miała kilka indywidualnych propozycji od obecnych na spotkaniu osób, a w zbiorówkach będzie brać udział, jak tylko będzie chciała, ale przynajmniej w dwóch w roku. Taka była zasady, by nie wypaść z listy zaufanych niewolnic. Zdradziła też, że spotkania klubu odbywają się średnio raz na kwartał. Marlena jeszcze nie wiedziała, co o tym myśleć.

- Jak było? - padło kolejny raz to samo pytanie z ust zajętego graniem w jakąś grę planszową z córką Kamila. Oboje siedzieli na podłodze salonu i przekładali pionki.
- Męcząco - To słowo było jedynym prawdziwym, wśród kilku kolejnych zdań. - Nie znoszę tych bankietów biznesowych... - marudziła trochę o konieczności pracy w weekend.
- Dzięki temu uśmiechasz się, kiedy patrzysz na przelewy z wypłatą - zaznaczał, że ma to też pozytywne strony, po ostatnim awansie zarobki żony pokaźnie wzrosły.
- No tak - skwitowała beznamiętnym głosem. Wymowa tego gestu była jedna - "Jak ja się poświęcam". Tak też odebrał to Kamil.
Marlena jeszcze kilka miesięcy wstecz dopytywałaby o przyziemne sprawy rodzinne w czasie sprawowania opieki przez męża. Gdzie byli, co robili, co zjadła Dominika? Takie nikomu niepotrzebne informacje, ale istotne w życiu dobrze funkcjonującej rodziny, by czuło się zainteresowanie wszystkich ze stron. Ostatnio już tego nie było. Matka Polka już dawno wyjechała na życiowe wakacje, bardzo długie. Słuchała niezliczonych anegdot z udziałem córki, ale odpowiadała zdawkowo, w ogóle musiała się zmuszać do udawania zainteresowanej.
Spacery z dzieckiem stawały się uciążliwą oznaką brania udziału w życiu szarych mas. Widziała dziesiątki mam, opiekunek, latających za maluchami i powtarzające wciąż te same zwroty, instrukcje, a głównie zakazy. Sama przestała brać udział w aktywnościach na placach zabaw, powierzając córce zadania znalezienie towarzystwa. Ona wtedy często siadała na ławce i czytała czasopisma, ostatnio zmieniła dziedziny i przekrój interesujących ją gazet. Cosmopolitan, Glamour, Madame i tym podobne. Za sprawą Katarzyny stały się dla niej nowymi źródłami zdobywania wiedzy o świecie kobiet z klasą. Przyjaciółka podpowiedziała jej też, że najlepszą drogą do poznania pragnień mężczyzn jest również śledzenie prasy skierowanej do nich - Men's Helth, CKM, LOGO. Tam dowie się wszystkiego o czym marzą faceci, i też czego oczekują od wyobrażenia idealnej partnerki. Marlena zaprenumerowała kilka pozycji wydawniczych, nawet M'sH dla męża. Nie wiedział, że tak naprawdę to podręcznik dla niej, nie dla niego. Czytała go czasem w domu, kiedy nikogo nie było w pobliżu. W sumie nawet nie musiała się z tym kryć. Otwarcie mówiła do męża, że śledzi męskie spojrzenia na świat kobiet i świat w ogóle. Argument był prosty - "W pracy mam kontakt głównie z facetami, muszę o nich sporo wiedzieć".
Właśnie przeglądała jedną z gazet. Między kolorowymi kartami, zainteresowało ją zdjęcie jakiejś modelki. Odróżniało się od innych, bo było czarno-białe. Stała w gorsecie, pończochach, a wyzywający makijaż przykuwał uwagę czytelnika. Ten impuls wystarczył, by zamiast czytać artykuły, Marlena przeniosła się wspomnieniami do Sali Głównej. Patrzyła na tekst, ale go nie czytała. Oglądała w głowie mroczny film.

Widok napalonych, ledwo kontrolujących się uczestników ją przeraził. Skłębiona masa ludzi tworzyła wrażenie bardzo tłocznego miejsca, jak w galeriach handlowych w czasie dnia maksymalnych obniżek. Ale nie to napawało ją lękiem. Robiły to bardziej uniformy ludzi lubiących te klocki. Przesady też nie było. Parę osób miało maski różnego rodzaju, a ci bardziej śmiali stali praktycznie nago. Nie było niczym w gotyckich koszmarach - skóry, lateks i metalowe ozdoby, choć dwa , może trzy wyjątki się zdarzyły. Właściwie większość z nich była ubrana normalnie. Mistrz zniknął. On jedyny miała trochę przerysowany strój - szatę przypominającą togę, czarną ze złotymi zdobieniami. Nadawało to doniosłego charakteru spotkania, a tak naprawdę było to spotkanie czysto seksualne. Tylko początek był dla niej trudny, kiedy dłonie jakiegoś starszego pana powędrowały do cipki i czasem ją klepały, chcąc wybudzić ze snu. Po chwili dwóch mężczyzn bawiło się tym zakątkiem, a trzeci bawił się cyckami. Ten starszy wszedł pierwszy i patrząc jej prosto w oczy, wbijał się aż doszedł. Zaspokoił pierwsze zwierzęce potrzeby, wylewając spermę na betonową posadzkę obok. Od razu wszedł w nią drugi mężczyzna, a później kolejny i kolejny. Później już straciła rachubę, ale ilość ejakulatu otaczająca jej stanowisko była wymowną oznaką ilości odbytych stosunków. Jedynym pozytywem dostrzeżonym w tej sytuacji było to, że mogła obserwować całą salę. Ludzie byli w ciągłym ruchu, a odgłosy rozkosznych uniesień wciąż nie znikały, bo kiedy jedni oznajmiali światu uniesienie, drudzy zajmowali ich miejsca.
Cieszyła się z faktu, że żaden z odwiedzających nie używał wobec niej brutalnej siły. Fakt, zaciskali dłonie na biodrach, piersiach, czasem nawet mocno, ale nie tak jak się tego obawiała. Mogłaby nazwać to wszystko ostrym rżnięciem w warunkach teatralnych. Tak naprawdę to tylko aura podziemia, piwnicy, otaczających dziwnych sprzętów, tworzyły pozory grozy. Podobało jej się to. W pewnym momencie nawiedziła ją myśl - co by zrobił mąż, gdyby ją teraz widział? Wyobraziła to sobie. Jak patrzy i nie wie co zrobić. Szybko wyzbyła się tych obrazów, bo na krzesłach pod ścianą właśnie zaczęło się coś dziać. Po chwili była przekonana, że to pary małżeńskie, które przyszły doświadczyć wyjątkowych widoków, by urozmaicić życie erotyczne. Naliczyła cztery parki, z których jedna wciąż siedziała niewzruszona, ale pozostałe trzy, już rozpoczęły zabawy. Jedni wzajemnie masowali narządy. Drudzy już oddawali się śmielszym zabawom i teraz kobieta robiła laskę, pewnie mężowi, siedząc na krześle i pochylając się nad kroczem partnera. Trzecia para obserwatorów uprawiała seks jakby nic. Kobieta ujeżdżała towarzysza głośno wzdychając, a on męczył się okropnie, bo przez założoną maskę trudno mu było pieścić ustami skaczące przed twarzą cyce małżonki. Marlena zerkała tam często. Po kilku minutach podglądacze bździli się już na potęgę, a większość masek leżała rzucone gdzieś na posadzkę, mieli już gdzieś anonimowość. Krzesła nie dawały im większego polo do popisu, ale i tak można było dostrzec kilka dziwnych pozycji. Korzystali, byli w innym świecie, tutaj nic nikogo nie obchodziło poza przyjemnością. Marlena zauważyła jeszcze, że wszyscy z nich, wciąż podglądają, co dzieje się w pomieszczeniu, to ich kręciło.

- Mamusiu, boli!
Ze wspominek wyrwał ją głos dziecka, które podbiegło z nowinką. Dominika pokazywała dłoń i jakieś byle obtarcie na niej, jakby to była poważna rana.
- To... nic. To przecież tylko zdarty naskórek...
Ciepło, które w wyniku wspomnień pojawiło się w jej norce, nie pozwalało na skupianiu się na tak przyziemnych sprawach.
- Idź jeszcze się trochę pobawić, za chwilę idziemy - zmotywowała córkę wizją rychłego opuszczenia placu zabaw, celowo. Tak, chciała się jej pozbyć, by dalej wspominać.
Znowu usiadła na ławce, mocno ściskając uda, czuła panującą tam wzmożoną aktywność receptorów, była pewna, że majteczki już są mokre.
Marlena dalej wspominała przebieg zdarzeń w Sali. Najgorzej miała Czwórka, kiedy po półgodzinnych w miarę znośnych zabaw, napaleni samce obnażali drzemiące w nich pragnienia. Widziała, że kolejka do jej cipy, zresztą nie tylko do jej, była nieustannie długa, jakby się nie zmniejszała. Nie do końca rozumiała dlaczego tak jest. W rzędzie ustawiali się głównie mężczyźni, którzy byli bliscy szczytowania, jakby to mieli wcześniej ustalone.
Marlenie też zmieniono pozycję. Przywiązano ją tak, by stała teraz tyłem do uczestników orgii, by mogła być pieprzona w wygodniejszej dla nich pozycji. Parę razy spadały na pośladki klapsy, ale musiała przyznać, że nie były przesadnie mocne, były w sam raz. Poza tym czuła kulturę i pewien szacunek tych skrzywionych mężczyzn. Może nie brzmiało to zbyt dobrze w tych okolicznościach, ale tak było. Zaspokajali żądze, fantazje, ale byli przy tym dżentelmenami, to nie była czysta siekanka wynaturzonych zboczeńców. Oczywiście było kilku mniej opanowanych, ale większość stanowili ci bardziej troskliwi, którym wystarczyło, że pieprzą związaną i milczącą kobietę, inną niż ich żony. Niektórzy z nich traktowali ciała kobiet niczym sacrum, a powolne ruchy i głośne oznaki rozkoszy, oznajmiały, że przeżywają wyjątkowe doznania.
Właśnie jeden starszy pan, bardzo zadbany i elegancki, sycił się jej ciałem dłużej od pozostałych, zakładając przy tym na jej szyję piękny złoty naszyjnik. Dziwiła się, dlaczego tak postąpił, ale nie miała nic przeciwko, każdy ma jakąś fanaberię. Nic sobie nie robił z tego, że kilku innych chciało przetestować nowy okaz w Klubie, no może do kolejnego zwrócenia mu uwagi, że nie jest sam. Ale wrócił jeszcze do niej. Musiał być kimś ważnym, bo jemu szybko ustąpiono kolejkę do ciało przywiązanego do krat. Tym razem dołożył do prezentu, bransoletkę z tej samej kolekcji co naszyjnik. Po chwili dowiedziała się, dlaczego tak zrobił. Kiwała przecząco głową, próbowała paraliżować spojrzeniem, uciekała tyłkiem, nie była mu jednak w stanie przeszkodzić, zresztą i tak by to zrobił. Nagle poczuła kutasa w tyłku. Zacisnęła usta i dociśnięta twarzą do krat, cicho dyszała. On w trakcie stosunku analnego zapewniał, że spotkają się jeszcze w innych okolicznościach, spodobała mu się. Używając wyszukanych epitetów opisywał zgrabne pośladki, idealnych rozmiarów piersi, a szczególnie spodobało mu się tajemnicze spojrzenie Trójki. Po chwili w oczach tryskającego na boku mężczyzny, widziała stan nieokreślonej euforii, to była ekstaza w czystej postaci. Poczuła się wyjątkowo dobrze, widząc jaka rozkosz potrafi sprawić obcemu mężczyźnie, który patrzył na nią jak na najwspanialszą kobietę na świecie. Zadowolenie nie trwało długo, bo poczuła kolejną pałę w swoim tyłeczku. Zauważalna, lekko powiększona średnica anusa, zapraszała do uczęszczania nowo otwartym szlakiem. Na szczęście po kilku minutach ją odwiązano. Była przekonana, że to już koniec.
Ale finału w Sali Głównej nie zapomni nigdy. To było szaleństwo, wszyscy działali jak w amoku. Cztery uwolnione z więzów kobiety, lawirowały pomiędzy kilkunastoma napalonymi ogierami, czasem goszcząc w sobie dwa, niekiedy trzy kutasy, pieszcząc jeszcze pobliskich dłonią. Trudno to było nazwać orgią. To był rozpustny armagedon. Marlenie zdawało się, że jest tylko ona i stado samców, chociaż obok widziała poddawane różnym testom pozostałe niewolnice. Walono ją jak dmuchaną lalkę, a jeszcze co chwile ktoś przyciągał jej dłoń i kładł na twardej pale, domagając się pieszczot. Nagle wkroczył on, Mistrz, i wszyscy odstąpili od kobiet. Marlena dostrzegła nawet panów, których żony siedziały grzecznie na krzesłach i patrzyły na to całe szaleństwo. Wszystkie gładziły swoje cipki, mniej lub bardziej śmiało i tego nie ukrywały. Opuszczając Salę widziała, jak powracający mężowie od razu zanurkowali między udami partnerek. Dla niewolnic była teraz krótka przerwa na prysznic, kobiety musiały zmyć z siebie pot i resztki ejakulatu. Jeszcze tylko "Ostatnia godzina" - pomyślała z ulgą, chociaż zastanawiała się nad etymologią tego pojęcia. Naturalnie skojarzyło się to z czymś nieprzyjemnym.




Marlena wielokrotnie żałowała czasu spędzonego w piwnicy domu Henryka. Bolało ją to dziesiątki razy. Wyzywała się wtedy od najgorszych szmat i dziwek. Od zepsutych, wyuzdanych dupodajek, kurew. I jeszcze wzięłam za to pieniądze - uderzała się wymownie w głowę. Niestety rzucane inwektywy i nawet to poczucie moralnego upadku, nie były w stanie zdmuchnąć tlącego się w niej płomienia dumy i satysfakcji. Dla tych zboczeńców była boginią, chociaż miała być uległa, grzeczna i niema. Posuwali ją, co tam posuwali, tak mogła nazwać zachowanie się męża, kiedy pompował ją w małżeńskim łóżku. Musiała to nazwać po imieniu. Oni ją walili, ruchali, jebali... Takich mocnych słów potrafiła odnaleźć dziesiątki, a i tak nie odzwierciedlały tego, co jej robili. A ona była wtedy jakby poza rzeczywistym światem. Udawała zniesmaczoną, przestraszoną, chociaż momentami chciała jęczeć jak gwiazda filmów porno, by nie przestawali, ale Katarzyna doradzała jej powściągliwość. Miała odegrać oskarową rolę przestraszonej, grzecznej i posłusznej, i to zrobiła. Nie przyniosła wstydu swojej Pani.

Kobieta weszła na niedawno otworzone konto bankowe. Umówiony przelew doszedł, suma była niebagatelna. O dziwo, dostrzegła, że wpłynęło jeszcze kilka mniejszych kwot. Już wiedziała, co oznaczała zagadkowy do tej pory zapis w kontrakcie - "indywidualna gratyfikacja". Ona rozumiała to inaczej, ale taka forma bardzo ją ucieszyła. Więc nie były to tylko podarowane fanty w postaci biżuterii, tego typu nagród też tamtego dnia kilka otrzymała. Sprawdziła pobieżnie ich ceny rynkowe, kosztowały sporo. Tytuły wpłat przelewów nic nikomu nie mogły powiedzieć i miały bardzo szerokie pojęcie - "konsultacje biznesowe, doradztwo". Nie miała pojęcia którzy klubowicze docenił jej postawę, bo staraniem się nie dało się nazwać stania przywiązaną do krat. Takie pieniądze, takie fanty - nie mieściło się w głowie, że po kilkugodzinnym wieczorze można było tak się wzbogacić. Rozumiała też, że za możliwości spełniania fantazji tacy ludzie są gotowi zapłacić wiele, ale że aż tyle? Snoby to mają rozrywkę - podsumowała, wciąż wpatrując się w sumy zgromadzone na koncie.
Po kilkuminutowym rozważaniu pewnej myśli, wysłała maila wyrażającego chęć na kolejną sesję. Cóż, znowu wybiorę się na kolację biznesową. I nie będę kłamać - zaśmiała się, myśląc o przekazaniu informacji mężowi. Ponownie zerkając na stan konta, poczuła satysfakcję. Zaglądała tam jeszcze wiele razy.
Niestety, pochłonięta nowym życiem, nie zwróciła uwagi na to jak oddaliła się od tego codziennego. Nie zauważyła nagłej zmiany w zachowaniu się Kamila. Jak dla niej utarty od lat stan rzeczy w życiu małżeńskim, trwał niezmącony niewiedzą rodziny odnośnie jej sekretu. Mąż był, bo był, córką zajmowała się, bo należało.

- Naucz mnie więcej - cicho wypowiedziała Marlena, kiedy któregoś dnia po ponad godzinie erotycznych zabaw w salonie, leżały z Katarzyną w sypialni i gawędziły o niedawnej wizycie Marleny w domu kolejnego już klienta, wcześniejsi byli zachwyceni.
- Więcej? Nieee - stwierdziła zamyślona, po czym dodała resztę. - Nauczę cię wszystkiego, co potrafię. Zawładniesz nimi wszystkimi...




Dziewiąte wrota Romana Polańskiego! Tak to ten film! - rozbłysnęła myśl, ucieszyła się, że przypomniała sobie tytuł, który przez kilka minut miała na końcu języka. Wjazd do posiadłości Henryka - Mistrza, skojarzył jej się z fragmentem właśnie tego filmu, w którym grupa przebranych w togi szaleńców brało udział w mrocznym rytuale w posiadłości St Martin. Nie było co prawda pochodni, limuzyn i lokajów, to nie była oscarowa gala. Kilka samochodów stały przykładnie zaparkowane, ale większość gości, tak jak ona, przyjechało taksówkami, tak było najwygodniej. Dom organizatora był duży, ale bez przesady, nie był to pałac, czy jakieś arystokratyczne włości. Katarzyna była ubrana wieczorowo, ale wiedziała, że ta kreacja nie będzie służyć jej zbyt długo. Musi wystarczyć tylko do oficjalnej części bankietu, później kobieta zmieni się w kogoś zupełnie innego.Wielu niewolników pragnęłoby jej uwagi, ale na to przyjdzie czas później. Chodząc wśród dostojnych gości wciąż zbierała słowa uznania, gratulacjom nie było końca. Stała się pełnoprawnym członkiem Klubu. Dziwnie się czuła wiedząc, że gdzieś w pobliżu jest Marlena. Na pewno ją dzisiaj spotka. Na inauguracji nie mogła tu być, ale dzisiaj przechadzała się dumnie wśród klubowej śmietanki, i co chwilę ktoś składał jej gratulacje. Druga wizyta Marleny na orgii miała utwierdzić członków w tym, że dziewczyna jest na odpowiednim miejscu. To była tylko formalność, Kaśka już o tym wiedziała. Po ceremonii"rozdziewiczenia"w trakcie pierwszego seansu, podopieczna miała kilka ofert zadowolonych z zabaw dewiantów i większość z nich wysunęli ci najbardziej wpływowi, każdy doceniał świeżość nowego obiektu. Katarzyna dokładnie wytłumaczyła przyjaciółce, kogo warto odwiedzić, a kogo nie. Obie przy tym zarobiły sporo. Marlena za fachową obsługę, nawet jak na nowicjuszkę spisała się wspaniale, a Katarzyna otrzymywała prowizję od wprowadzenia do obrotu nowego talentu. Takie były dawno ustalone zasady Klubu, które wprowadzono dla motywowania poszukiwań "świeżego towaru". Chociaż to nie pieniądze przyświecały Katarzynie w kierowaniu przyjaciółki na tory perwersji i wynaturzeń, były też miłym akcentem. Teraz głowę zaprzątały tylko jedne myśli - czy uczennica sprawi się jak należy. Udzieliła jej wielu wskazówek, liczyła, że z nich skorzysta. Nie pomoże jej, chociaż będzie w sali obok.

Katarzyna założyła uniform władczyni - zimnej suki. Skórzany czarny gorset, samonośki i czerwone szpilki. Skąpe majteczki dopełniały ten cudowny obraz. Przed lustrem poprawiła włosy idealnie spięte w koński ogon. Nałożyła szminkę w tonie zbliżonym do czerwieni szpilek. Jeszcze tylko maska osłaniająca sporą część twarzy, poczuła tę niezwykłą energię.
- Jesteś gotowa! - powiedziała do odbicia przedstawiającego marzenie większości mężczyzn. - Czas przypomnieć, kto tutaj rządzi.
Chwilę później otworzyła drzwi do Sali Uległych i zaszczyciła znajdujących się w niej mężczyzn szaleńczym uśmieszkiem. Nie weszła, ona wkroczyła, a obróceni tyłem mężczyźni posłusznie opuścili głowy.
- Na kolana! - rozbrzmiał pierwszy rozkaz Królowej.
Dodaj do ulubionych
11,075
Podziel się ze znajomymi
8.75/10

Jak Ci się podobało?

Średnia: 8.75/10 (40 głosy oddane)

Pobierz powyższy tekst w formie ebooka

Z tej serii

Komentarze (14)

Namiętna

Namiętna · 22 sierpnia 2018+1

Niestety jest słabiej niż w poprzednich częściach. Czekałam na opis wprowadzenia Marleny, atmosfera rozbudowanych opisów na które liczyłam a tak budowano napięcie od drugiej części właściwie się nie pojawiają.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
CichyPisarz

CichyPisarz · Autor · 22 sierpnia 2018+0

Rozumiem oczekiwania, każdy jakieś ma. Ale wystawienie oceny 1/10? Za braki tak oczekiwanych opisów można było zabrać najwyżej te osiem oczek i wystawić chociaż wysokie 2/10

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Namiętna

Namiętna · 22 sierpnia 2018+0

To nie ja dałam 1/10. Dostałeś 9 choć była trochę na wyrost.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
CichyPisarz

CichyPisarz · Autor · 22 sierpnia 2018+0

To sorry za drobną uszczypliwość, uznaj komentarz za niebyły, ale w czasowej okolicy Twojego komentarza pojawiła się właśnie taka ocena. Dzięki za docenienie wink

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Krystyna

Krystyna · 23 sierpnia 2018+1

nikt nie zrezygnował,

tu mowa o kobietach/niewolnicach, dlatego powinno być: żadna nie zrezygnowała
Po chwili zdawało się, że są zwierzętami w trakcie spędu.

kompletnie nie rozumiem celu wtrącenia tego zdania, trochę tak, ni przypiął, ni przyłatał
Pierwsze co się rzuciło w oczy to wymalowana lamperia, a dopiero później ustawione w rząd łóżka.

Pierwsze(,) co się rzuciło w oczy(,) to wymalowana lamperia, a dopiero później ustawione w rząd łóżka.
dotarła do niej przyjemna woń detergentu,

do kogo dotarła? Wcześniej jest mowa o (kilku) niewolnicach...
Ramiona leżących na plecach kobiet przyczepione były do ramy rurek ponad głową, rozłożone nogi również

Patrzyła na wypięty tyłeczek

Leżąc we wcześniej opisanej pozycji, jak mogła patrzeć na wypięty (jakim sposobem wypięty) tyłeczek? Autorze, połóż się sam na łóżku ,na plecach, rozłóż szeroko nogi i ręce i... wypnij tyłek, a potem się jemu przyglądaj! Jeżeli tego dokonasz, to uwierzę w tę scenę! Poważnie, tak trudno sprawdzić realność opisu?
Nie minęło dziesięć minut, zabrano kolejną kobietę, a po kolejnych kilku przyszła pora na Marlenę.

Przeczytaj dokładnie to zdanie... zabrano kolejną kobietę, a po kolejnych kilku (kobietach? tak wynika ze zdania)
Otworzono drzwi wyglądające jak każde inne mijane po drodze, ale widok był nie do objęcia umysłem zwykłej kobiety. Pomieszczenie było bardzo duże, chociaż niski sufit optycznie zmniejszał wrażenie, musiało mieć ze sto metrów kwadratowych, choć kolejne pomieszczenie za nim nie było oddzielone drzwiami, było do niego swobodne przejście, chociaż ściany zasłaniały widok.

Ten opis jest zbyt pogmatwany i niejasny. Może podziel go na krótsze zdania, zastanów się, czy wszystkie zamieszczone informacje są ważne/potrzebne.
Mieszanka ścian z surowych cegieł, betonu tworzył

tworzyła
a niezliczona liczba klamer, wyciągów i wystających metalowych elementów pobudzał fantazję.

pobudzała
w swoim towarzystwie w nowym pomieszczeniu.

przecinek
Nie wiadomo jak je rozpoznawał

przecinek, a dwa... poważnie, tak trudno zapamiętać numery siedmiu kobiet i w dodatku je poznać? Mocno przesadziłeś.
każdy z członków Klubu jeśli miał jeszcze ochotę

przecinek
Po takiej godzinie oczekiwania, ich zadania i wszelkie oczekiwania zawarte w kontrakcie

powtórzenie
w pozycji "orła z rozpostartymi skrzydłami".

co to za pozycja?
Marlena widziała jak jeden z uczestników

przecinek
Po chwili odwiedził ich kolejny,

z poprzedniego zdania wynika raczej, że ją, a nie ich
może dlatego że patrzyła

może (przecinek)...
bo przy każdym łóżku stały opakowania z lubrykantem, były w ciągłym użyciu.

z lubrykantem, które były w ciągłym użyciu
w posuwanie niewolnic osoby skończył

skończyły
wiedzieli po co się tu

przecinek
skwitowała beznamiętnym głosem. Wymowa tego gestu była jedna

głos, to nie gest, zmień na coś innego np. tej barwy... lub inne według uznania
Gdzie byli, co robili, co zjadła Dominika.

wypadałoby to zdanie zakończyć pytajnikiem
powierzając córce zadania znalezienie towarzystwa .

przed kropką nie stawia się spacji, dlatego została ona przeniesiona do kolejnego wersu
Ona wtedy często siadała na ławce

ze zdania poprzedzającego wynika, że ,,Ona", to córka, dlatego zastąp innym słowem, wyraźnie określającym osobę
Madame, i tym

bez przecinka
że najlepszym drogami

najlepszymi, chociaż czytając całe zdanie najbardziej odpowiednie byłoby: najlepszą drogą
czego oczekują od wyobrażenia idealnej partnerki

czego oczekują od idealnej partnerki lub jak wyobrażają sobie idealną partnerkę - do wyboru
zainteresowało ja

ją
czarno - białe.

czarno-białe
a wyzywający makijaż przykuwały

przykuwał

Tyle odnośnie części tekstu. Do kolejnej mam zastrzeżenia, które wymagają dłuższego opisu, a ze względu na późną porę zostawię to na kolejny komentarz.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Krystyna

Krystyna · 24 sierpnia 2018+1

Robiły to bardziej uniformy ludzi lubiących te klocki. Przesady też nie było. Parę osób miało maski różnego rodzaju, a ci bardziej śmiali stali praktycznie nago. Nie było niczym w gotyckich koszmarach - skóry, lateks i metalowe ozdoby, choć dwa , może trzy wyjątki się zdarzyły. Właściwie większość z nich była ubrana normalnie.

Zacytowałam fragment, co do którego mam zastrzeżenia, a właściwie do ostatniego zdania...
Prawda, że autor kryminału nie musi być mordercą, zboczeńcem itp., aby opisać scenę morderstwa. Jednak im bardziej akcja osadzona jest w realiach, tym utwór jest bardziej wiarygodny, a przez to lepszy. To samo tyczy się każdego dzieła, z opowiadaniami erotycznymi włącznie. Rozumiem, że autor nie musi znać z autopsji spraw, które opisuje, ale od czego są źródła, gdzie może zaczerpnąć potrzebnych informacji? Nie lubię przekłamań i jestem ich wielką przeciwniczką. Opis, który zacytowałam, nijak się ma do rzeczywistości. Na spotkaniach członków Klubu (Clubu) BDSM (a o takim właśnie spotkaniu jest mowa w tej części) obowiązuje Dress Code. Mężczyźni przychodzą w eleganckich, ciemnych garniturach (często z najwyższej półki), bywa, że we frakach, obowiązkowo w czarnych spodniach. Rzadko zdarza się, że nie w nowej koszuli. Kobiety również obowiązuje strój wieczorowy lub często ,,klimatyczny"-gorsety, pończochy, buty na wysokim obcasie. Do tego bardzo często klimatyczne akcesoria: obroże, smycze, klamry, pieszczochy... Wszystko to ma miejsce na spotkaniach ,,zwykłych" członków, a co dopiero, jeżeli dotyczy takie spotkanie ludzi z najbogatszej grupy społecznej (bo o takich jest tu mowa)... To tak w wielkim skrócie. Szkoda, że autor nie odrobił lekcji i nie zapoznał się z faktami unhappy Opowiadanie stałoby się bardziej wiarygodne i lepiej wprowadziłoby w klimat sytuacji, a tak... coś, gdzieś dzwoni, tylko nikt nie wie gdzie...
I na zakończenie... To nie ,,warsztat", a i tak poświęciłam czas na wyłapaniu błędów w części opowiadania. Resztę zostawiam autorowi lub innym czytelnikom.
Pozdrawiam Krystyna smile

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
CichyPisarz

CichyPisarz · Autor · 24 sierpnia 2018+0

Skoro Krystyno poświeciłaś tyle uwagi na moje opowiadanie, co uznaję za miły gest, z szacunku wypada mi poświecić odrobinę uwagi Twoim podpowiedziom.
Nie dyskutuję z faktem wielu literówek i kilkoma nieprawidłowymi końcówkami czasowników. Ok. Rozumiem. Zrzucam to na karb mojej nieuwagi, może niedbalstwa, jak kto woli. Uważam jednak, że te drobiazgi nie wpłynęły na główny przekaz opowiadania i nie zmieniały, jakby to ująć, zbyt wiele w fabule. Miałaś prawo je wytknąć. Super.

Przejrzałem kilkakrotnie Twoje uwagi i sporą częścią (poza opisanymi powyżej) najzwyczajniej w świecie się nie zgadzam. Cytowałaś i proponowałaś zmiany (też lubię tak robić), więc pozwolę sobie na szczegółową odpowiedź, bo ja podpowiadam wtedy, kiedy jestem czegoś pewny. Dla ułatwienia zrobię to w punktach (nie będę wszystkich cytował, napiszę w skrócie), by było łatwiej:
1. Co do użycia tekstu o zwierzętach w trakcie spędu. Ty się dziwisz, ale mnie pasowało użycie takiego, a nie innego zdania. Może coś chciałem tym osiągnąć? Może inni to zauważyli?
2. "Dotarła do niej przyjemna woń detergentu..." A o kim jest mowa w tej części opowiadania? Kto jest bohaterem? Marlena. Niektóre rzeczy nasuwają się naturalnie. Może z logicznego rozbioru zdania to nie wynika, ale wydaje mi się, że czytelnik dobrze wie, o co chodzi, kontekst jest jasny.
3. Wypięty tyłek, kiedy bohaterka leży przywiązana na łóżku - Zarzucasz mi brak realizmu, a czytając dokładnie ten fragment, można zauważyć (tak wynika z logiki zapisu), że ramiona są przykute do rurek ponad głową, nogi również [ponad głową]. Spróbujmy inaczej. Recenzentko, połóż się na łóżku, na plecach, rozłóż szeroko ramiona, przyciągnij do nich nogi (powiedzmy, złap dłońmi kostki) i... wypnij tyłek, a potem się jemu przyglądaj. Jeśli tyłeczek nie będzie wypięty, kończę z pisaniem. Na szczęście to dość proste do zrobienia. Wystarczyło tylko inne spojrzenie, nie z góry założone. Uff! Będę pisał dalej smile
4. Numery - To kwestia interpretacji. Mistrz mógł je widzieć tylko na bankiecie, przed orgią, albo tylko na bankiecie, a numery nadał im ktoś inny itd. Można by było napisać o tym osobne opowiadanie. Nie każdy zapamięta wygląd i nadany numer nieznajomych osób, w dodatku siedmiu. Niekiedy w jakimś nowym towarzystwie trudno zapamiętać kilka imion nowych osób, a co dopiero numery i dopasować je do twarzy. Ale mogę się mylić. Może ja tylko tak mam, a piszę, po części, odnosząc się do swoich doświadczeń. Myślę, że nie brak tu realizmu, tak w życiu jest.
5. Powtórzenie do fragmentu o "ostatniej godzinie" - W pierwszym zdaniu zaznaczam, że mogą stać się jeszcze źródłem uciech. W drugim zdaniu (niby powtórzeniu) zwracam uwagę, że to już ostatnia jakakolwiek wymagana kontraktem czynność, przecież jeszcze jakieś mogły być. Ale to też kwestia uznaniowa. Każdy widzi, co chce. Ty uznałaś to za powtórzenie.
6. "Orzeł z rozpostartymi skrzydłami" - Jedna z klasycznych pozycji (z ang. spread-eagle). To ta, którą opisałaś wcześniej, zarzucając mi brak wyobraźni. Ktoś nie odrobił lekcji?
7. "Po chwili odwiedził ich kolejny..." - Czepianie się? Chyba jasno to wynika z ogólnej logiki zapisu, skoro w pomieszczeniu były cztery kobiety plus przynajmniej już jeden mężczyzna posuwający sąsiadkę, co równa się ICH . Mimo że naciągane, myślę, że logiczne.
8. Uwaga o nie stawianiu spacji przed kropką, to traktuję jako małostkowość i złośliwość. To oczywiste, że tak się nie robi. Przeoczenie z mojej strony. Po co o tym pisać?
9. "Skwitowała beznamiętnym głosem" - dla mnie nadanie głosowi odpowiedniego tonu innego niż naturalny, jest pewnego rodzaju gestem, chociaż dla zasadniczych osób gest może oznaczać tylko coś związanego z ruchem np. dłoni. Nie upieram się, ale wyjaśniam, co miałem na myśli.
10." ona siadała na ławce" - Zarówno przed wspomnieniem informacji o córce, jak i po nim wyraźnie widać, o kim jest mowa. A co w tym kontekście wynika z dalszej części tego samego zdania i kolejnego? Kto inny czytałby czasopisma typu Cosmopolitan, Glamour i pozostałe wymienione? No wybacz. Ja czytam opowiadania całościowo i wychwytuję kontekst, pewnych rzeczy się domyślam. Nie wycinam małego fragmentu tekstu, części zdania, i tylko na jego podstawie snuję rozważania.
11. "czego oczekują od wyobrażenia idealnej partnerki" - Wydaje mi się, że można oczekiwać coś od wyobrażanej postaci, tym bardziej od wyobrażenia idealnej partnerki. Np. jak reagowałaby na złośliwości, czułości, określone sytuacje, że o seksie nie wspomnę. "Wyobrażenie idealnej partnerki" - tak właśnie to chciałem ująć. Wierzę, że wiele osób zrozumie, co autor miał na myśli.

Wszystkie literówki usunąłem, część podpowiedzi przemyślałem, ale do wyżej wymienionych punktów nie widzę zasadności jakiejkolwiek ingerencji w tekst. Konstruktywną krytykę przyjmuję bez najmniejszej urazy, ale stwierdzenia typu "Nie wiem co miał autor na myśli? W jakim celu to użył?", nie wnoszą za wiele, albo nic. Nie wiesz, spróbuj się domyśleć, szukaj, spójrz inaczej. Proste.
Jeszcze mocniej mnie dotknęła opinia o brak realizmu i wyobraźni. Pisząc dziesiątki opowiadań, chyba temu przeczę. Nie bronię się, przedstawiam tylko stanowisko osoby, która świadomie używa słów do opisania akcji. Styl może się podobać, lub nie. Można mieć uwagi, ale uważam, że publiczne dopatrywanie się jakichś przewin tam, gdzie ich nie ma, i zwracanie autorowi uwagi w taki sposób, uważam za przesadę i nadgorliwość.
Pozdrawiam, CichyPisarz :I

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
CichyPisarz

CichyPisarz · Autor · 24 sierpnia 2018-1

Co do drugiego komentarza. Nie uważam, że nie odrobiłem lekcji. Ja stworzyłem własną wizję Klubu ludzi bogatych i znudzonych codziennością. A czy każdy Klub, grupka ludzi chcących odmiany, musi zachowywać się tak, jak to opisałaś? Nie. Tak robią ludzie w Twoim Club'ie. W moim każdy ma wolność i to jest istotnym jego elementem, chociaż najważniejsze zasady typu dyskrecja, szacunek, pewne procedury istnieją. Pozwól ocenić innym, czy to dobry zabieg. Czy w obecnych czasach wszyscy mężczyźni chodzą do kościoła w garniturze, jak jeszcze było to kilkadziesiąt lat temu? Chociaż wypada, nie wszyscy to robią. Wiele rzeczy się zmienia.
I na koniec. To nie warsztat (sama zwróciłaś na to uwagę). Chociażby z tego względu Twoja jakże obszerna analiza opowiadania, z którą w sporej części się nie zgadzam, mogła przyjąć inną formę. Prywatnej wiadomości? Tym bardziej, że postawiłaś się niby w roli recenzentki, mnie się zdaje, że jednak trochę nadgorliwej komentatorki.
Będę bronił swojej twórczości, jak dumnie by to nie brzmiało. Mam prawo tworzyć własny świat akcji, nie koniecznie tożsamy z prawdami objawionymi lub od lat postrzeganymi za jedyne właściwe.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Twister

Twister · 24 sierpnia 2018+1

Moje odczucie po przeczytaniu powyższego opowiadania jest takie, że już ci się nie chciało kontynuować tego cyklu i chciałeś go za wszelką cenę zakończyć. Straciłeś wene, zapał itp. i dlatego jest to najsłabsze opowiadanie w tej serii. A szkoda bo poprzednie mi się bardzo podobały.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
CichyPisarz

CichyPisarz · Autor · 24 sierpnia 2018+1

Nie powiem, że pisałem z zapałem jak na początku, ale gdyby mi się nie chciało, nie pisałbym tego tekstu. Może rzeczywiście go nie doszlifowałem. Teraz trudno stwierdzić. Akcja przyspiesza, pewnych spraw nie rozwijałem. Nie upieram się, że tekst jest świetny i takie tam. W danym momencie pisania, stać mnie było na tyle i...tyle. Kiedy piszę się serię, pewne sprawy w wyobraźni autora są oczywiste, czego akurat nie odczuwa czytelnik. Może dlatego wpada się w taką pułapkę. Jeszcze jedna część i cykl się zakończy. Mam nadzieję, że finał się spodoba.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
GreatLover

GreatLover · 24 sierpnia 2018+5

Gdy tworzy się cykl opowiadań, wpada się w pewną pułapkę oczekiwań - zarówno czytelników jak i własnych - by każdy kolejny odcinek był lepszy od poprzedniego a finał historii był satysfakcjonujący.

Dlatego do pisania kolejnych części trzeba podejść z dystansem i przede wszystkim, dać sobie czas. To nie piekarnia, gdzie opowiadania mają się pojawiać "na już" ;] a w niektórych tekstach od razu widać, że autor/autorka leci na szybko z fabułą, byleby dotrzeć do końca i np. zająć się pisaniem czegoś nowego.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
MrHyde

MrHyde · 25 sierpnia 2018+0

@Krystyna @CichyPisarz
"Recenzentko, połóż się na łóżku, na plecach, rozłóż szeroko ramiona, przyciągnij do nich nogi (powiedzmy, złap dłońmi kostki) i... wypnij tyłek, a potem się jemu przyglądaj. Jeśli tyłeczek nie będzie wypięty, kończę z pisaniem".

Mam pomysł. Skompilujcie z komentarzy oddzielne opowiadanie. Złoty medal Pokątnych macie jak w banku. wink

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Krystyna

Krystyna · 25 sierpnia 2018+1

MrHyde weszłam na Pokątne, aby napisać odpowiedź na ,zarzuty" ale Twój komentarz, a właściwie jego podsumowanie, tak mnie rozbawiły, że nie jestem w stanie sklecić niczego rozsądnego smile
Na forum padały już propozycje wspólnego pisania, jedną nawet podjęto, ale nie zakończyła się sukcesem... chociaż przyznaję, Złoty medal jest niesamowicie kuszący wink Nie udało mi się zdobyć Złotych Majtek, co przyjęłam z wielkim rozczarowaniem wink Może więc Złoty Medal... Raczej nie pasowałby mi temat podjęty przez @CichyPisarz, mówię o zbliżeniu dwóch kobiet. Jednak ten podjęty w V części wydaje się kuszący cha cha cha.
MrHyde nie kuś bo zrobimy (Tobie) niespodziankę i zrealizujemy propozycję smile
Szczerze rozbawiona pozdrawiam Krystyna smile

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
CichyPisarz

CichyPisarz · Autor · 25 sierpnia 2018+0

MrHyde, może Cię nie zaskoczymy naszą niespodziewaną współpracą, chociaż oboje lubimy się rozpisywać (jak widać powyżej, nie tylko w opowiadaniach), ale proponuję dla Ciebie Statuetkę Złotego Pojednawcy. Krystyna, co ty na to? Obecność tego Pana i jego komentarz wprowadziły pewnego rodzaju odwilż, co pewnie ostudziło te mniej pożądane emocje, jak czytam nie tylko moje. A o złoty medal Pokątnych zawalczymy innym razem, albo zrobi to ktoś inny smile
Szczerze chcący spokojnego życia i pojednania CichyPisarz smile

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

lub

Inne popularne opowiadania tego autora:

opowiadania erotyczne

Witamy na Pokatne.pl

Serwis zawiera treści o charakterze erotycznym, przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich.
Decydując się na wejście na strony serwisu Pokatne.pl potwierdzasz, że jesteś osobą pełnoletnią.

Wchodzę

Pliki cookies i polityka prywatności

Zgodnie z rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r (RODO). Potrzebujemy Twojej zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych przechowywanych w plikach cookies.
Zgadzam się na przechowywanie na urządzeniu, z którego korzystam tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie moich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania przeze mnie ze stron internetowej lub serwisów oraz innych parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych i w celach analitycznych.
Więcej informacji na ten temat znajdziesz w regulaminie serwisu.