Metaliczna szarość

belle belle

23 września 2013

hourglass 24 min

Brnęłam po kolana przez lodowaty puch. Ledwo cokolwiek widząc. Zsunęłam czapkę prawie na sam nos i postawiłam kołnierz tak, żeby padający śnieg nie sypał w oczy i nie smagał mi twarzy. Robiłam ogromne kroki, czując się niczym czapla (czapla kretynka), która brodzi w gęstym błocie, mając świadomość, że lada moment padnie na dziób. Człapałam się jednak w konkretnym celu... Tak wiem, cwana ze mnie bestia, no ale inaczej nie potrafiłam, nie mogłam się powstrzymać, coś mnie tam ciągnęło... A raczej KTOŚ.
Mokra i ośnieżona od stóp do głów weszłam do budynku. Szłam ciemnym korytarzem jakiś czas, aż w końcu znalazłam to, czego szukałam. Wchodząc uśmiechnęłam się sama do siebie.
Moją uwagę zwróciły wszędzie palące się świece. Wielokolorowe o różnej wielkości. Pomyślałam: Super, niezły klimat. Pomieszczenie było dość duże, przepełnione przedmiotami, których nawet nie potrafiłam nazwać, a co dopiero wiedzieć do czego służą, to była działka L. Panował przyjemny półmrok, a ciepło rozgrzewało moje lodowate dłonie, białe i zimne. Królowa śniegu, zaśmiałam się w myślach. Czułam na koniuszkach palców nieprzyjemne kłucie, przemarzłam.
Na środku stała Liv. Taka maleńka w porównaniu do sztalugi i płótna, na którym energicznie znęcała się. Na sobie miała biały fartuch "ozdobiony" milionem kolorowych kropek, tysiącem różnorakich kresek i w kleksy o ciekawych kształtach. Na głowie miała słuchawki. Jej naturalne blond włosy o rozjaśnionych końcówkach sięgały do połowy pleców, lekko poskręcane. Ze słuchawek wydobywało się jakieś ciężkie brzmienie, ucieszyłam się, bo to ja zaraziłam ją tym bakcylem, pewnie po ostatnim naszym koncercie, na którym z resztą była. Zaśmiałam się, ale nie zareagowała, pewnie nie słysząc nic po za muzyką. Właściwie jej tam nie było. Uwielbiałam patrzeć jak pracuje. Kiedy chwytała w drobną dłoń pędzel czy ołówek, przenosiła się zupełnie gdzie indziej. Była w innym świecie, robiła to co najbardziej kochała, była naprawdę sobą, fascynowało mnie to.
Przerwała moje rozmyślania nagle odwracając się. Na początku jakby mnie nie zauważyła, kilka sekund i wróciła na ziemię.
- Aaa!!! - Liv podskoczyła ze strachu. Zdjęła szybko słuchawki.
- Cholera jasna, Lena! Czy ty zawsze musisz mi to robić?! Jak nic chcesz przyprawić mnie o zawał, przyznaj się, że właśnie o to ci chodzi?! - jednak mówiąc to drugie zdanie uśmiechała się. Jedną z jej cudownych cech było to, że nie umiała się gniewać. Parsknęłam.
- Wybacz Słoneczko, nie mogłam się powstrzymać. Lubię patrzeć na artystę w pracy. Zmieszała się.
- Oj nie bądź taka skromna! No proszę cię, więcej pewności siebie! - powiedziałam wesoło. Mimo to uśmiechnęła się słabo. Byłyśmy takie inne.
- Co ty tu robisz? - szybko zapytała, chcąc zapewne przerwać tę krępującą dla niej rozmowę.
- Eee... no bo właśnie wracam z próby i pomyślałam, że przywitam się. Czego słuchasz?
- A no wiesz, coś z twojej branży, disco polo i te inne. Uśmiechnęła się szeroko i tak cudownie, że aż zrobiło mi się ciepło. Spojrzałam na nią z byka.
- Are you fucking kidding me? Ja się specjalizuję w muzyce ludowej przecież, zapomniałaś? - nie spodziewała się takiej odpowiedzi, wybuchła śmiechem, ja również.
- Teraz bez jaj, pokazuj co tam masz - dodałam opanowując chichotanie.
Podeszłam powoli ściągając po drodze przemoczoną czapkę i płaszcz. Widziałam jak na mnie patrzy. Zawsze patrzyła tak... Inaczej? Intensywniej? Takie małe niepozorne, a tak strasznie potrafi przeszyć człowieka wzrokiem. Krok za krokiem stanęłam twarzą do niej, rzecz jasna zbyt blisko. Była niższa, więc z łatwością ściągnęłam słuchawki z jej szyi, uważając na to, żeby jej nie dotknąć, JESZCZE. Przyłożyłam jedną słuchawkę do ucha, wyszczerzyłam zęby słysząc mój własny kawałek. Podniosłam brwi lekko zdziwiona. Uśmiechnęłam się najbardziej zawadiacko jak tylko mogłam, kochałam ją zawstydzać.
- Och. Widzę że mamy nową fankę. To bardzo miłe... - szczerzyłam się dalej. L zarumieniła się. Zawstydziłam ją. ZNÓW. Kurwa jakie to słodkie!
Nie wiem dlaczego to zrobiłam, moja podświadomość nie mogła się doczekać no i ja też, BARDZO. Objęłam jej policzek dłonią. Był taki ciepły. Wyprostowała się jak struna, kurczowo trzymając pędzel między palcami. Taka niewinna, prawdziwa. Niesamowicie mnie do siebie przyciągała. Udałam, że nic nie zauważyłam.
- Do twarzy ci w tej szarej plamie na policzku, pasuje do twoich oczu - szepnęłam. Rumieniec przybrał na sile. Ciekawe było to, jak szybko potrafiła się zmieniać... Wystarczyła mała pomoc w opuszczeniu jej wewnętrznej zapory.
- O matko! Eee... no tak, stale mi się to zdarza, sama rozumiesz - chrząknęła zawstydzona. Chciała się wytrzeć rękawem i zapewne odsunąć, ale jej na to nie pozwoliłam. Chwytając ją za nadgarstek powiedziałam pewnie:
- Ja to zrobię. Włożyłam sobie kciuk do ust, zwilżając go nieco i dotknęłam jej policzka. Powolnym ruchem starłam plamę. L była coraz bardziej gorąca. „Bingo” pomyślałam. Uwielbiałam to, uwodzenia miałam we krwi, ale mimo tego, że kontrolowałam sytuację (jeszcze) to serducho biło mi szybciej, za każdym razem kiedy jej dotykałam.
- Dz-dzięki - jąknęła. W głosie słychać było drżenie wewnętrznego muru, CUDOWNIE. Musiałam więc kuć żelazo póki gorące. Trzymając nadal w uścisku jej nadgarstek, prawą ręką wzięłam ją pod brodę. L zaraz zdezerteruje, jeszcze jeden krok, jeszcze troszkę. Patrzyły na mnie piękne, szare oczy, które w niezwykły sposób kontrastowały z jej jasnymi włosami. Powoli, bardzo powoli złożyłam najdelikatniejszy pocałunek, na jaki tylko było mnie stać. Ona była tą delikatnością, dzięki niej uspokajałam się, ba sam jej głos działał na mnie niezwykle kojąco. Wrażenie było niesamowite. Przyjemny dreszcz przebiegł mi po plecach. Byłam pewna, że Liv również go poczuła, bo gdy się odsunęłam, miała nadal zamknięte oczy i lekko rozchylone wargi. Rozkoszowała się tą chwilą, a ja jej widokiem. Kiedy je otworzyła, byłam pewna że zrobi dla mnie wszystko.
Znów się zbliżyłam.
- Smakujesz niesamowicie wiesz - szepcząc jej te słowa do ucha wplotłam swoje dłonie w jej jedwabiste włosy, na których odbijały się refleksy od płomieni topniejących świec. Zaczęłam całować ją powoli po linii szczęki, szyi, milimetr za milimetrem bojąc się żeby tylko nie ominąć jakiegoś miejsca. L zaczęła mruczeć. Mury runęły! Kiedy dotarłam do zagłębienia między jej obojczykami, wyprostowałam się, a potem chwyciłam za guziki od fartucha i zaczęłam je rozpinać. Patrzyłam na nią, a ona patrzyła na moje białe dłonie, sprawne w swoim zadaniu. Kiedy już dotarłam do ostatniego guzika na samej górze Liv niespodziewanie chwyciła mnie za dłoń i złożyła na niej pocałunek. W życiu czegoś takiego nie przeżyłam, zatkało mnie, MNIE! L nie puszczając mojej dłoni, odpięła ostatni guzik i zrzuciła fartuch. Podeszła do odtwarzacza (a ja razem z nią) i włączyła muzykę, która powoli wypełniała pracownię. Nie mogłam dłużej czekać, chciałam się odwdzięczyć doprowadzić ją do szaleństwa. Przejechałam kciukiem po jej ustach, a potem musnęłam górną wargę swoimi napalonymi ustami, pocałunek był delikatny ale intensywny, obie wkładałyśmy w to całe siebie. Szumiało mi w głowie, straciłam kontrole, obie ją straciłyśmy. Chwyciłam twarz L w dłonie, chcąc zawładnąć jej ustami. Smakowałyśmy się łapczywie, języki też trwały w rozkoszy. Liv zaczęła mnie rozbierać, sprawnie pozbyła się górnej partii ubrań. Pchnęłam ją na ścianę, trzymając kurczowo przy swoim ciele bliżej, bliżej... Była taka rozkoszna... była MOJA. Nie spoczęła jednak na laurach, w amoku usłyszałam dźwięk odpinającego się guzika, a potem zamek od spodni. Klęczała przede mną pomagając mi uwolnić się od reszty ubrań.
Cały czas patrząc na mnie, dotknęła mojej bosej stopy, kierując się ku górze. Jej dłoń pozostawiała na mojej skórze ogień i co dziwne gęsią skórkę, widziała to. Chwyciła moje stringi zębami, zsunęła je, jednocześnie szczerząc się do mnie w uśmiechu.
- Kim jesteś i co zrobiłaś z Liv?! – powiedziałam zdumiona.
Patrzyła na mnie takim wygłodniałym wzrokiem... Mmmm...
- Spokojnie, obiecała, że zostawi nas same i nie będzie przeszkadzać. Skończyła to co zaczęła. Przywarła do mnie ustami, delikatnie drażniąc moją łechtaczkę. Gardłowe mruczenie wydobyło się z moich ust. Wilgotny język, pieścił mnie, stopniowo zwiększając tempo. Kiedy L wrzuciła piąty bieg wplotłam palce w jej włosy, język pieścił moje wnętrze było niesamowicie, och zaraz wybuchnę, kiedy L nagle przerwała.
- N... nie... – zaskomlałam.
Podnosząc się nie odrywała ode mnie wzroku. Kiedy wstała gładziła mnie po biodrach i plecach. Chwyciła mnie pewnie za pośladki. Uśmiechnęła się zawadiacko. Byłam taka nakręcona. Tak bardzo chciałam się z nią pieprzyć! W odwecie pociągnęłam ją stanowczo za włosy, wiedziała, że to kara za to, że przerwała. Odchyliła głowę wydając przy tym rozkoszny dźwięk, przeciągły syk, który połechtał moje uszy. Podobało jej się to! Pocałowałam ją w odsłoniętą szyję, lekko przygryzając. Oderwałam się od niej na milimetr mówiąc:
- Lubisz to? Zapytałam szybko między pocałunkami.
- Tak, bardzo.
Kiedy na nią spojrzałam oblizała usta. Zaśmiałam się, myślałam że nic mnie już nie zaskoczy. Myliłam się. Znów wzięłam w posiadanie jej wargi.
Usta zaczęły piec od namiętności, jednak to tym bardziej mnie nakręcało. Przycisnęłam ją jeszcze bardziej do ściany i do samej siebie, oddychałyśmy niczym po maratonie. Powietrze stawało się coraz gęstsze. Niechętnie przerwałam. Liv też była bardzo niezadowolona chciała więcej, ucieszyło mnie to.
- Mam dla ciebie niespodziankę Malutka. Coś specjalnego dla niegrzecznej dziewczynki. - wyszeptałam między urwanymi oddechami.
- Mhmm... była tak zamroczona podnieceniem...
Rozpięłam koszulę którą miała na sobie, delikatny odcień błękitu, chwile potem moim oczom ukazał się biały stanik niesamowicie kontrastujący ze złocistym odcieniem jej skóry. Ciekawe... mimo jej filigranowej postury miała tak cudownie pełne piersi, aż mnie korciło.
Patrzyła na mnie tak intensywnie, czułam, że niemal czytała mi w myślach...
- Dlaczego tak na mnie patrzysz? - zapytałam z ciekawości.
- Jestem wrażliwa na piękno - odpowiedziała patrząc mi w oczy z niesamowitą, ale jakże rzadką dla niej pewnością siebie. Uniosłam brwi zaskoczona, wiedziałam co ma namyśli, chyba się zarumieniłam.
- Na co czekasz? Zapytała. Była taka napalona. TO BYŁ TEN MOMENT.
Wyjęłam z kieszeni płaszcza moją niespodziankę. Kiedy L zobaczyła co trzymam w dłoni dosłownie opadła jej szczęka.
- Obiecałam, pamiętasz? Mogę? - zapytałam z nadzieją. Po dłuższej chwili Liv odpowiedziała.
- Tak. W jej oczach widziałam niespotykany blask. Przygryzła dolną wargę. Niech przestanie, bo zaraz nie wytrzymam. Chce dotknąć tych ust jej ust... co ona ze mną robi.
Chwyciłam L za nadgarstki i uniosłam nad głową, jedna chwila, przyjemne kliknięcie kajdanek i stała przykuta do jakiejś metalowej rurki. Uwolniłam stopy Liv od butów. Z ogromną niechęcią odsunęłam się. Rekompensował mi to jej widok. Stała w półmroku, oświetlona delikatnym światłem świec, bezbronna... bosa, półnaga, SKRĘPOWANA. Jednak na twarzy było widać pewność, siłę, podniecenie i oczekiwanie. Czekała na mnie... Rozgrzewała mnie samym swoim widokiem.
- Mmm... nawet nie wiesz jak seksownie wyglądasz - powiedziałam rozmarzona.
- Nawet nie wiesz jak bardzo rozwalasz mi system... znęcasz się - powiedziała. - Choć tu, JUŻ!
- Czy Pani na mnie krzyczy? Szczerzyłam się naprawdę zdziwiona.
- Kurwa Lena! Jeśli zaraz (mocno zaakcentowała słowo „kurwa” i „zaraz”) tu nie podejdziesz to przysięgam, że nawet te kajdanki cię nie uratują!!! Szarpała się gwałtownie. Taka delikatna a taka przepełniona emocjami, taka silna.
Podeszłam, ale powoli, bardzo powoli, traciła cierpliwość. Stanęłam tuż obok.
- Niesamowicie na mnie działasz - powiedziałam.
- Na co czekasz? - szepnęła z mocą. W głośniku słychać było świetny kawałek : In this moment - The Promise. Świetnie, pasowało do sytuacji.
To mi wystarczyło. Chwyciłam za jej guzik od spodni, potem zamek szuu... Włożyłam rękę, Liv wyprostowała się, wciągając ze świstem powietrze, była taka gotowa. Kiedy jej dotknęłam zaczęła drżeć. Powstrzymałam się chcąc najpierw zdjąć z niej spodnie. Chwila i stała jedynie w staniku i lnianej koszuli. Nie mogłam zostawić jej samej. Sama pozbyłam się swojego stanika. Jej oczy zapłonęły.
- Boże... Chodź tu proszę, błagam... - powiedziała L z błagalnym głosem.
Podeszłam tak blisko jak tylko się dało, gładziłam ją po ciele zaczynając od szyi, gorączkowo badając fakturę jej skóry. Schodząc w dół zatrzymałam się na piersiach, które nadal były uwięzione. Zdjęłam ramiączka, potem uporałam się z zapinką. Stanik opadł swobodnie. Koszula subtelnie ocierała się jej o ciało, o krągłości. Schyliłam się nieznacznie. Zaczęłam delikatnie dmuchać na piersi L. Po kilku sekundach pokazała się gęsia skórka, a brodawki zesztywniały. Wzięłam je do ust. Cudownie smakowała. Najpierw jedną potem drugą. Kiedy mój język sprawnie darował i jednocześnie doznawał rozkoszy pieszcząc jedną z piersi, drugą delikatnie masowałam dłonią, drażniąc co jakiś czas brodawkę. Liv zaczęła cicho i przeciągle jęczeć. Chwyciłam je oburącz. Zaczęłam mruczeć, kiedy podniosłam wzrok L zagryzała lekko wargi, oczy miała przymknięte. Na twarzy Liv widać było zapomnienie, zatracenie. Chciałam być tak blisko jak tylko się dało. Chciałam być z nią i w niej. Rozchyliłam uda Liv własnym kolanem, nasze nogi ocierały się o siebie, poczułam jej podniecenie. Miarowo drażniłam ją nim, pieściłam. Otworzyła oczy rozchyliła wargi z których wydobywał się rozkoszny dźwięk, który czasem przechodził w gardłowe mruczenie: „Aaaa...” „Mmmm...”. Chwilę później palcami delikatnie dawałam jej to czego pragnęła. L uniosła nogę i owinęła nią wokół mojego biodra, dając mi lepszy dostęp i tym samym większe pole do popisu. Najpierw okrężne ruchy, co raz głębiej, szybciej z każdą sekundą, nasze oddechy przyspieszyły. Liv pomagała mi energicznie poruszając miednicą. Powietrze było tak gęste jakby ktoś wpuścił do pomieszczenia parę. Powoli zatraciłam się w niej, Liv jęknęła głośno odchylając głowie do tyłu, wolną ręką chwyciłam ją za kark. Kajdanki grzechotały. Przywarłyśmy do swoich ciał, które w miarowym rytmie ocierały się od siebie, góra, dół, góra dół, GÓRA! Wszystko nabrało mocy coraz szybciej, intensywniej, MOCNIEJ. Nasze piersi pieściły się wzajemnie. L była na szczycie, podniecenie dosłownie ją uniosło stała na palcach, chcąc być bliżej mojego ciała. Jej plecy chybko i z głośnym dźwiękiem obijały się o ścianę, a kajdanki brzęczały uderzając co i rusz o metalową rurkę. Całowałam ją namiętnie po szyi a L w ekstazie szeptała mi do ucha moje imię. Samo to, w jaki sposób to robiła sprawiało, że przyspieszałam, a żar dosłownie palił moje żyły. Byłam jak wulkan przed erupcją. Liv również. To mnie zmotywowało do tego, że chciałam dać jej jeszcze więcej i więcej. Widziałam że jest blisko, czułam ją całą sobą, a Liv czuła mnie. Szybciej, mocniej, energiczniej, DYNAMICZNIEJ. L krzyknęła a jej ciało wygięło się w łuk, drżała...
- Aaa-aa-a...
Spełnienie trwało jakiś czas, Liv wyczerpana położyła mi głowę na piersiach. Stałyśmy tak do momentu, kiedy nasze oddechy uspokoiły się choć trochę. Chwilę później uwolniłam ją. Chwyciłam L za podbródek, chciałam żeby na mnie spojrzała. Po jej twarzy spływały łzy. Ten widok mnie sparaliżował. Nie wiedziałam zupełnie co mam robić.
- Boże... L przepraszam cię, przepraszam, ja... ja nie chciałam... Po raz pierwszy brakowało mi słów.
- Ćśiii... Liv położyła mi palec na ustach.
- To ze szczęścia Głupku. – Mówiłam, wiedziałam... - powiedziała wyczerpana.
- Co takiego? - zapytałam z troską.
- Wiedziałam, że chcesz przyprawić mnie o zawał - powiedziała śmiejąc się radośnie. Jej szare oczy patrzyły na moją twarz, błyszczały. Stanęła na palcach i pocałowała mnie subtelnie. To był delikatny pocałunek radości.

Leżałyśmy na ogromnym białym materiale, nagie. L oparła głowę na moim brzuchu. Trzymałyśmy się za ręce, a Liv kreśliła kciukiem kółka po wewnętrznej stronie mojej dłoni. Ja rozmasowywałam jej nadgarstki, zaczerwienione od skrępowania. Nie mam pojęcia ile trwała ta chwila, nieistotne. Mała gładziła mnie po przedramieniu, od zagięcia łokcia, aż po samą dłoń. Ciekawe o czym myślała. Kiedy już prawie odleciałam, poczułam na skórze coś dziwnego. Uczucie to podobne było do nakładania balsamu z tubki. Kiedy otworzyłam oczy zobaczyłam szczerzącą się do mnie L, w ręku trzymała małą tubkę farby, a na moim przedramieniu dostrzegłam czerwoną smugę.
- Liv co ty wyprawiasz? - zapytała zaspana.
- A na co ci to wygląda? Maluję, nie widzisz? - powiedziała z udawanym poważnym tonem. Miałam wrażenie, że zaraz wybuchnie śmiechem.
- Ale L, czerwony to zupełnie nie mój kolor, przecież wiesz! - zrzędziłam.
- Matko, wybacz mi! Jak mogłam od razu nie sięgnąć po różową tubkę! Naprawdę, pluje sobie w brodę! Parsknęła głośnym, niekontrolowanym śmiechem. No cóż... nie wytrzymałam, też wybuchłam. Śmiałyśmy się całe wieki, co dziwne L nie przerywała swojej pracy.
- Spokojnie to szybkoschnąca farba do ciała - poinformowała mnie fachowo. Leżała obok wodząc kolorowymi palcami po moim przedramieniu.
- Nie patrz! Krzyczała. I Tak podglądałam. Nie mogłam się oprzeć. Palce Liv niezwykle sprawnie kreśliły na moim ciele różne kształty i formy. Kiedy dłoń i przedramię było skończone poczułam jak jej mokre palce kierowały się ku górze. Zamknęłam oczy, skupiając się jedynie na tym niezwykle przyjemnym odczuciu. Zaczęłam coś nucić. L zaśmiała się melodyjnie. Potem powiedziała:
- Dwie artystyczne dusze.

Poczułam jak farba pokrywa powoli moje ciało. Zaczęłam śpiewać kawałek Delilah - Go, przy którym było nam tak cudownie kilka chwil wcześniej. Przerwałam mój występ, czując nad piersią dotyk L.
- Ee ehm... Słońce rozpraszasz mnie, zniszczyłaś mi występ!
- Och wybacz, i tak będę dalej cie rozpraszać. Cudowny masz głos, wiesz? - mrugnęła do mnie swym metalicznie szarym okiem, ciekawy kolor.
Liv ominęła moją pierś, miałam wrażenie, że zrobiła to specjalnie. Siedziała na swoich piętach, tusz obok zatracając się w tym co robi. Wyglądała pięknie. Naga z rozchylonymi ustami, włosy opadały jej na ramiona spływając na piersi, niemal je zakrywając. Umazana farbą, tak miarowo oddychała, zapatrzyłam się. Włączyło mi się ogrzewanie. Czułam na brzuchu urywane ruchy, a potem łaskotanie, zachichotałam.
- Lena nie wierć się! Oburzyła się. Teraz błądziła po mnie pędzelkiem.

Kontynuowałam swój wcześniej przerwany występ. Kiedy Liv skończyła pracę na moim brzuchu, podbrzuszu, łonie i udzie (kiedy pokrywała farbą wewnętrzną stronę mojego uda spięłam się cała, czując jej palce), zabrała się w końcu do piersi, najpierw palcami potem pędzlem. Palcami wodziła po niej bardzo wolno i subtelnie, a zarazem precyzyjnie. Przyjemne dreszcze przebiegały moje ciało, rozgrzewając mój wewnętrzny płomień. Co jakiś czas L "niechcący" dotykała mnie w czułe miejsca, co sprawiało, że wyrywało mi się jakieś „Mmm...”, i „Och...”. Co za przebiegła bestia! Rozniecała mój ogień z każdym dotknięciem.
Do rzeczywistości przywrócił mnie dotyk jej warg na brodzie.
- Zrobiłam ci zdjęcie jak spałaś. Mogę dołączyć cię do mojego projektu? – zapytała, nie owijając w bawełnę z lekką nadzieją w głosie.
- Że co?! Chyba żartujesz?
- Nie - powiedziała cicho.
Patrzyła na mnie tym swoim przenikliwym spojrzeniem, nie mogłam jej odmówić.
- W porządku. Uśmiechnęłam się. Ale chce zobaczyć efekty.
- Jasna sprawa - Liv promieniała z radości. -Będziesz pierwszą osobą, która je zobaczy.

Usiadłam twarzą do L, a ona wodziła palcami po w wyschniętej na moim ciele farbie.
- Ty mój zwariowany dziele sztuki. Śmiała się. Pochyliła się i pocałowała mnie. Odwzajemniłam pocałunek. Za każdym razem kiedy do niego dochodziło poznawałyśmy się jeszcze bardziej. Muskałam jej wargi językiem, przygryzałam je co sprawiało, że Liv rozkręcała się i w odwecie osuwała się nieznacznie patrząc jak moje wargi buntują się usilnie pragnąc pocałunku. Dłoń Liv trzymała mnie za szyję, druga zaś gładziła po prawym udzie, kierując się powoli ku jego wewnętrznej stronie. Ja zajęłam się jej piersiami gładząc i drażniąc to jedną to drugą. Co jakiś czas muskając opuszkami płaski brzuch. Chwilę później L leżała na mnie. Pocałunki i pieszczoty przybrały na sile. Byłam taka wilgotna i rozpalona, ona też. Poczułam to na swoich wargach i palcach. Dłoń Liv również dotarła do mety. Tym razem nie bawiłyśmy się w delikatność i finezję. W L obudziła się prawdziwa bestia. Jej język wtargnął do moich ust, byłyśmy dopasowane, wiedziała czego chcę, a ja wiedziałam czego ona pragnie. Porozumiewałyśmy się bez słów. Pieściłyśmy nasze wnętrza jednocześnie. W jednym rytmie. Napierałyśmy na swoje dłonie, nie przerywając pocałunku. Wolną ręką gładziłam ją po plecach. Splecione ciała tak idealne w swej grze. Nasze biodra i nadgarstki przyspieszały. Erupcja była już blisko. Czułam słodki oddech L, był niesamowicie szybki. Smakowałam jej rozkoszne jęki, które nikły w moich ustach. Kilka zgranych, szybkich i mocnych pchnięć. Obie w tym samym czasie zaznałyśmy spełnienia.
Stykałyśmy się czołami patrząc sobie w oczy. Potem głowa L opadła na moje ramię, przylegając do niego policzkiem. Splecione rękami i nogami, byłyśmy całością.
- Czuję się taka bezpieczna. Szepnęła do mnie.
Potem chwyciłam tubkę z farbą, spojrzała na mnie pytająco, ale nic nie powiedziała, jedynie obserwowała. Nad lewą piersią Liv namalowałam małe czerwone serduszko.
- Widzisz? Też jestem artystką przez duże "A". Tobie do twarzy w czerwonym. Uśmiechnęłam się szeroko.
- Choć. Powiedziała L, chwyciła mnie za dłoń. Poprowadziła mnie do dużego lustra z tyłu pracowni. Było tak duże, że widniały w nim całe nasze odbicia.
Szczęka opadła mi dosłownie do samej podłogo. W życiu czegoś podobnego nie widziałam. W lustrze dostrzegłam wysoką i piękną dziewczynę, ze śnieżnobiałą skórą i kruczoczarnymi włosami. Farba niczym druga skóra, albo to co pod nią było, a co L odkryła swoim talentem pokrywało jej niemal całą sylwetkę.
Lewą stronę mojego ciała: wierzch dłoni, całe ramię, połowa brzucha, łono i noga pokrywała mozaika. Na mojej skórze dominowała czerwień w różnych odcieniach i czerń. Czerwień była tłem, czarne linie natomiast obiegały całe ramię dookoła, kończąc się subtelnie na kciuku i palcu wskazującym. Kostka też była owinięta czarną spiralą. Przyglądałam się swemu ciału jak zahipnotyzowana. Na purpurowym tle Liv namalowała mozaikę czarnych kwiatów z domieszką zieleni i błękitu. Kwiaty te były jakby dopiero w rozkwicie. Najbardziej zaskoczył mnie widok piersi. Zamieniła się ona w ogromny przepiękny kwiat, kolorystycznie podobny do reszty z nich. Moja skóra niesamowicie kontrastowała z czerwienią, a włosy idealnie pasowały do czarnych kwiatów i linii, które biegły po całym moim ciele.
- O kurwa Liv... to jest piękne. Nie... piękne to za mało; olśniewające, zniewalające, cudowne...
- Takie jak ty... - powiedziała znów zawstydzona L. Myślę, że jednak w czerwieni ci do twarzy. Dodała chwytając mnie za rękę. Nie mogłam nic zrobić. Przyciągnęłam ją do siebie, wpadła mi w ramiona.
- Teraz idealnie pasuję do twojego serducha. Szepnęłam, ustami dotykając ucha Liv.
- Cieszę się... bardzo... Następnym razem poszalejemy z różem. Czułam, że się uśmiecha. Spojrzałam na nią.
- Nie ma mowy! Nie mogłam powstrzymać uśmiechu. Znów przyciągnęłam ją do siebie tak mocno jak tylko mogłam. Nie miałam ochoty wypuszczać jej z rąk, NIGDY.
Dodaj do ulubionych
14,896
Podziel się ze znajomymi
9.5/10

Jak Ci się podobało?

Średnia: 9.5/10 (38 głosy oddane)

Pobierz powyższy tekst w formie ebooka

Komentarze (6)

GreatLover

GreatLover · 24 września 2013+0

Mimo błędów - jest moc! smile Pozdrawiam, dając dyszkę

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
PannaNikt

PannaNikt · 26 września 2013+0

Nie do końca moje klimaty (powiem szczerze, trochę "rzygałam tęczą"wink, ale całkiem fajnie to opisałaś. Przeczytaj na spokojnie, to wyłapiesz błędy.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
sammy

sammy · 29 września 2013+0

Czyta się przyjemnie mimo pewnych błędów. Masz chwilami problemy z narracją, posługiwanie się skrótem imienia Liv i nadużywanie w ogóle jej imienia jest ewidentne. Spróbuj to czymś zastapić. Np zwrotami "moja partnerka", "kochanka", może inaczej poprowadź sytuację,żeby nie trzeba było powtarzać imienia. Ale całość mi się podobała, bo mimo, że słodka,była też subtelna i lekka.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
WKTR

WKTR · 3 kwietnia 2014+0

Jak dla mnie przedobrzone z nastrojem. Klimat fajny a co fajne powinno sie szybko konczyc... Nie dalem rady doczytac do konca.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
paty_128

paty_128 · 24 grudnia 2015+0

tak, boskie, ode mnie masz 10/10. Klimat w moim guście, czytając, miałam wrażenie, że opowiada to Kate (jedna z moich bardzo ulubionych lesbijskich bohaterek), że to z jej perspektywy. W paru miejscach dorzuciłabym przecinki. Zaraz idę na twój profil, gdzie jak mam nadzieję, trafię na więcej opowiadań o lesbijkach grin
PS.ląduje w ulubionych

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Frania

Frania · 13 sierpnia 2016+0

Zakochałam sie

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

lub

Inne popularne opowiadania belle: