Między stacjami
9 października 2026
19 min
Publikuję historie, nad którymi pracowałem w różnych momentach życia, i te, które powstają teraz. Z różnych impulsów: czasem mam ochotę na niespieszny flirt i trochę ciepła, czasem na coś mocniejszego, bardziej skupionego na fizyczności. Lubię tę różnorodność, więc pewnie jeszcze nieraz zmienię klimat.
Wasze uwagi naprawdę doceniam, szczególnie te konkretne, dzięki którym mogę poprawić tekst. Wiem też, że różny zamysł nie usprawiedliwia powtórzeń czy niezręcznych zdań — nad tym nadal pracuję. A do porównań ze świetnymi autorami tego portalu podchodzę z dystansem. Nie zgłaszam kandydatury na czyjegoś następcę, a z Łożą Autorską nie zamierzam ścigać się na literackie życiorysy.
Cieszy mnie za to, że chce Wam się o tych historiach rozmawiać — pisać, co zagrało, co uwierało i czego chcielibyście więcej. Dzięki zarówno za zachętę, jak i za celne uwagi. Mam nadzieję, że tym razem emocje wywoła przede wszystkim sama opowieść. Miłej lektury!
Karolina zamknęła laptop i sięgnęła do torebki, kiedy zadzwonił telefon. Magazyn znalazł dokument, którego od rana szukała księgowość.
– Wyślijcie skan. Zajmę się tym jutro.
– A dzisiaj się nie da?
Spojrzała na zamknięty laptop.
– Dzisiaj już wyszłam.
Rozłączyła się i dopiero wtedy wstała. Przez cały dzień odpowiadała na pytania, na które ktoś przy odrobinie wysiłku mógł znaleźć odpowiedź sam. Na ekranie telefonu czekała wiadomość od męża: kupi chleb, jeśli wróci przed nią. Odpisała, że nie trzeba. W zamrażarce zostało pół bochenka.
Za drzwiami biurowca uderzyło ją lipcowe ciepło. Rano zastanawiała się nad żakietem, teraz cieszyła się, że go nie zabrała. Jasnoniebieską sukienkę kupiła w sobotę, bez okazji; do pracy włożyła ją dopiero dzisiaj. Po kilku godzinach przy biurku przestała pamiętać, że ma na sobie coś nowego.
Na schodach do metra przytrzymała torbę, przepuszczając mężczyznę z walizką. Zdążyła na pociąg, choć przez moment miała ochotę zostać na peronie i poczekać na mniej zatłoczony. W głębi wagonu zwolniło się miejsce. Usiadła, ułożyła torebkę na kolanach i odczytała wiadomość od koleżanki, która już drugi raz przypominała o piątkowym wyjściu.
Szkła okularów były lekko przyciemnione. Nie zdjęła ich po zejściu z ulicy. W szybie naprzeciwko odbijał się rozświetlony wagon; poza nim przesuwała się ciemność tunelu.
Kiedy pasażer obok wstał, odsunęła torbę, żeby go przepuścić, i zmieniła pozycję.
Sukienka podjechała przy tym ruchu wyżej, niż sądziła. Cienki materiał zebrał się na udach, a gdy przełożyła torebkę z jednego kolana na drugie, poczuła chłodny nawiew na skórze, którą rano zasłaniał rąbek. Siedziała z lekko rozchylonymi kolanami, nie zwracając uwagi na ułożenie nóg. Od strony drzwi widać było całe uda, a w cieniu między nimi — przez te dwie sekundy, zanim przysunęła torebkę — jasny brzeg bielizny.
Dopiero gdy zerknęła w dół, zrozumiała, co na moment odsłoniła. Podniosła wzrok.
Przy drzwiach stał wysoki, dobrze zbudowany mężczyzna w jasnej koszulce, z plecakiem przewieszonym przez jedno ramię. Zauważyła, gdzie patrzył, zanim odwrócił wzrok. Przez następne kilka sekund z przesadnym zainteresowaniem czytał schemat linii nad oknem.
Wiadomość o piątku nadal była otwarta na ekranie telefonu, ale odpisała dopiero na kolejnej stacji.
Wysiadła, nie odwracając się w stronę wagonu. Na schodach wyprzedził ją ktoś niosący bukiet, pod wyjściem trzeba było ominąć rower oparty o barierkę. W sklepie osiedlowym zapomniała, po co weszła, i kupiła pomidory, chociaż mieli je w domu.
– Byłaś dzisiaj na zakupach? – zapytał mąż, zaglądając do siatki.
– Jak widać.
– Pytam, bo rano też kupiłem.
Postawiła siatkę obok jego zakupów. Oboje się roześmiali.
Przy kolacji opowiedziała o telefonie z magazynu. O spojrzeniu w wagonie nie wspomniała. Sama nie bardzo wiedziała, co miałaby powiedzieć. Przecież nic się nie wydarzyło.
Zauważył ją jeszcze na peronie, ale w pociągu szybko stracił z oczu. Dopiero gdy ktoś wysiadł, zobaczył, gdzie siedzi. Potem nie był już pewien, czy odwzajemniła spojrzenie, czy tylko zwróciła głowę w stronę drzwi.
Wieczorem wyjmował z plecaka identyfikator, kiedy przypomniały mu się przyciemnione okulary. Nie potrafił odczytać spojrzenia zza szkieł. To właśnie nie dawało mu spokoju: nie wiedział, czy w ogóle go zauważyła.
Miał dwadzieścia trzy lata. Przed ostatnim rokiem studiów odbywał praktykę w firmie zajmującej się projektowaniem urządzeń. We wtorki i czwartki spędzał dzień w biurze, w pozostałe dni przeglądał dokumentację z domu. Po południu nie zawsze wychodził o tej samej porze.
W kuchni współlokator kroił cebulę i słuchał relacji z meczu tak głośno, że komentatora było słychać w przedpokoju.
– Jesz z nami?
– Co robicie?
– Jeszcze nie wiadomo. Na razie jest cebula.
Student otworzył lodówkę i znalazł jajka. Nie miał ochoty wychodzić po zakupy. Resztę wieczoru spędzili przed telewizorem; o kobiecie z metra nikomu nie wspominał. Właściwie nie miał o czym mówić.
Karolina tymczasem siedziała z mężem nad planem urlopu, który mieli zacząć za kilka tygodni. Wyjazd do Chorwacji zarezerwowali jeszcze zimą. Trzeba było zdecydować, czy wyruszą po pracy, czy następnego ranka.
– Po pracy będziesz zmęczony – powiedziała.
– Ty też.
– No właśnie.
Przesunął laptop tak, żeby oboje widzieli trasę. Uzgodnili sobotni poranek. Potem poszli na spacer i po drodze kupili lody.
Lubiła takie wieczory. Kochała męża i nie musiała przekonywać o tym samej siebie. Gdy wracali, opowiedział coś o znajomym z pracy; przerwała mu, bo przypomniała sobie dalszy ciąg tej samej historii. Zaśmiał się i przyznał, że faktycznie już ją opowiadał.
Do domu wrócili później, niż zamierzali. Odłożyła okulary przy kluczach. Przez chwilę stała z dłonią na oprawkach, próbując przypomnieć sobie twarz obcego mężczyzny. Pamiętała ją lepiej, niż oczekiwała.
W następny wtorek skończyła pracę o podobnej porze. Miała na sobie bordową sukienkę z rozcięciem, którą dotąd nosiła tylko poza biurem. Dopiero na schodach do metra pomyślała o tym, jak dokładnie wybierała ją rano.
Przyjechał inny skład. Siedzenia przy drzwiach były zajęte; kobieta na skraju trzymała przed sobą dwie duże torby. Karolina stanęła dalej, przy pionowej poręczy.
Chłopak wszedł tymi samymi drzwiami tuż przed sygnałem zamknięcia. Z plecaka wystawał zwinięty arkusz. Zauważył ją, kiedy pociąg ruszył, lecz zaraz ktoś stanął między nimi.
Nie zobaczyła jego twarzy aż do następnej stacji. Przez ten czas zdążyła uznać, że się pomyliła. W wagonie było przecież wielu mężczyzn z podobnymi plecakami.
Kiedy przejście na chwilę się odsłoniło, rozpoznała go. Schowała telefon, ale głowę nadal trzymała zwróconą w stronę szyby. Pozostała przy poręczy.
Po dwóch przystankach większa grupa zaczęła przeciskać się do wyjścia. Karolina przesunęła się w głąb wagonu, a chłopak cofnął plecak spod drzwi. Znaleźli się bliżej siebie niż podczas pierwszego przejazdu.
Widział ją teraz po skosie, między ramieniem mężczyzny w garniturze a plecakiem dziewczyny słuchającej muzyki. Bordowa sukienka była dopasowana i miała z boku wysokie rozcięcie, sięgające niemal biodra. Dopóki stała prosto, brzegi materiału zachodziły na siebie. Gdy pociąg zahamował, przeniosła ciężar na drugą nogę i tkanina się rozchyliła.
Zobaczył całe udo, od kolana aż po biodro, jasne na tle ciemnego materiału. Na skraju rozcięcia mignął wąski pasek bielizny, czarny, cienki jak sznurek, biegnący ukośnie po skórze. Potem między nich wszedł człowiek z telefonem i zasłonił widok.
Kiedy pasażer z telefonem się odsunął, sukienka wciąż była rozchylona. Karolina jej nie poprawiła. Trzymała poręcz i patrzyła w szybę, za którą nie było nic poza ciemnością. Nie dało się stwierdzić, czy wie, ile widać. Chłopak pomyślał, że gdyby wiedziała, obciągnęłaby materiał. A może właśnie dlatego tego nie robiła?
Na kolejnej stacji ktoś wszedł z dużym kartonem i zajął miejsce między nimi. Do końca wspólnego przejazdu widziała już tylko skraj jasnej koszulki i rękę na poręczy.
Wysiadła na swojej stacji. Tym razem przez moment miała ochotę sprawdzić, czy patrzy za nią. Nie zrobiła tego. Na schodach uświadomiła sobie, że zdążyła już potraktować powtórne spotkanie jako coś więcej niż przypadek.
On został w wagonie. Nie wiedział, czy wysiadała tutaj również poprzednio, ale zapamiętał nazwę stacji. Arkusz znowu wysunął się z plecaka. Poprawił go, zanim drzwi się zamknęły.
W czwartek sprawdziła godzinę dopiero przed wyjściem z biura. Znów kończyła o podobnej porze.
Na peronie stanęła w zwykłym miejscu, blisko schodów. Ktoś dotknął jej torby przy przechodzeniu, więc odsunęła ją z przejścia. Dopiero wtedy zobaczyła znajomy plecak. Przez chwilę obserwowała go, zanim właściciel się odwrócił. To nie był ten sam chłopak.
Rozbawiło ją własne rozczarowanie. Wyjęła telefon i odczytała dwie wiadomości, które dostała jeszcze w pracy. Przed wejściem do pociągu schowała go do torby.
Chłopak, którego wypatrywała, pojawił się dopiero przy nadjeżdżającym pociągu. Wszedł za nią. Nie sprawdzała od razu, gdzie się zatrzymał; zajęła wolne miejsce w głębi wagonu, przy oknie.
Miała czarną sukienkę i wygodne buty. Torbę postawiła między stopami. Chłopak stał przy poręczy po przeciwnej stronie przejścia. W szybie widziała jego odbicie, częściowo zasłonięte przez pasażera czytającego na telefonie.
Pochyliła się po telefon. Rąbek czarnej sukienki podjechał nad kolana, a dekolt odstał od ciała. Z głową nisko widziała własne piersi w czarnej koronce stanika i wiedziała, że z miejsca po drugiej stronie przejścia widział je także on. Stał wyżej, a ona pochylała się w jego stronę. Szukała telefonu bez pośpiechu. Znalazła go od razu, lecz jeszcze przez sekundę przekładała w torbie inne rzeczy.
Kiedy się wyprostowała, w szybie zobaczyła, jak odwraca głowę. Za późno, żeby uznać, że patrzył gdzie indziej. Poprawiła dekolt dwoma palcami i odblokowała ekran.
Mąż pytał, czy trzeba odebrać przesyłkę. Odpisała, że sama ją odbierze po drodze. Odłożyła telefon dopiero wtedy, gdy przyszła odpowiedź.
Co jakiś czas zerkała w szybę, sprawdzając, czy chłopak nadal stał w tym samym miejscu. Przed wyjściem schowała telefon do torby i wstała wcześniej, żeby nie przepychać się na ostatnią chwilę.
Przy drzwiach przez moment stali obok siebie. Patrzyła przed siebie, zastanawiając się, co zrobiłaby, gdyby się odezwał.
Nie odezwał się. Wysiadła razem z innymi, a po kilku minutach czekała już w kolejce po paczkę.
W sobotę pojechali z mężem do znajomych. Wieczorem wracali taksówką; przy wsiadaniu przytrzymał jej drzwi, bo niosła torbę i pojemnik z ciastem, który dostali na drogę. Po zostawiony samochód mieli przyjechać w niedzielę.
Był uważny w wielu takich sprawach. Pamiętał, że nie lubi kawy przed snem, kupował ulubione pieczywo, potrafił usłyszeć po pierwszym zdaniu, że miała zły dzień. Od dawna jednak nie przyglądał się jej tak, jak obcy mężczyzna w pociągu.
Nie brakowało im dotyku ani czułości. Zdarzało się jednak, że po seksie zostawała z poczuciem niedosytu, o którym nie umiała mówić bez obawy, że zabrzmi to jak zarzut.
Próbowali o tym rozmawiać. Mąż nie lekceważył sprawy, ale po takich rozmowach oboje stawali się ostrożniejsi. Karolina zaczynała pilnować, żeby nie okazać rozczarowania; on pytał, czy teraz jest lepiej. W końcu temat wracał coraz rzadziej.
Miała trzydzieści dwa lata. Zastanawiała się, kiedy zaczęła traktować ten niedosyt jako coś, z czym trzeba się pogodzić, jeśli poza łóżkiem wszystko układało się dobrze.
Wieczorem włączyli film. W połowie mąż przysnął, a ona dokończyła sama, trzymając rękę na jego ramieniu. Później obudziła go, żeby nie spał w niewygodnej pozycji.
W poniedziałek miała tyle pracy, że wracała dopiero po dziewiętnastej. Wagon był pustawy. Nie oczekiwała, że zobaczy znajomą twarz, i bez przeszkód przeczytała artykuł otwarty w telefonie od kilku dni.
We wtorek rozglądała się od razu.
Nie było go.
Wybrała miejsce, z którego widziała drzwi. Po dwóch stacjach uznała, że to bez sensu, i zajęła się telefonem. Co jakiś czas podnosiła jednak głowę.
Student skończył tego dnia wcześniej. Osoba, z którą miał omówić dokumentację, pojechała na spotkanie do klienta. Zebrał rzeczy i wrócił do domu, zanim na peronach zrobiło się tłoczno.
Nie przyszło mu do głowy, żeby czekać do zwykłej pory. Dopiero wieczorem, przygotowując rzeczy na czwartek, przypomniał sobie kobietę w przyciemnionych okularach. Zastanawiał się, czy tym razem jechała tą samą trasą.
Karolina kupiła po drodze chleb. Mąż zaczął opowiadać o urlopie kolegi, potem zapytał, czy słyszała początek historii.
– Przepraszam. Zamyśliłam się.
Powtórzył. Tym razem słuchała uważnie.
W czwartek zatrzymał ją telefon z biura. Pociąg, na który zwykle zdążała, odjechał, zanim doszła do schodów.
Na następny pociąg musiała poczekać kilka minut. Z nikim się nie umawiała, a jednak czuła się tak, jakby kogoś zawiodła. Kiedy nadjechał skład, wsiadła tymi samymi drzwiami co poprzednio.
Chłopaka nie było. Wracał tego dnia o zwykłej porze, stał nawet przy tych samych drzwiach. Zauważył, że jej nie ma, lecz skończyło się na krótkim spojrzeniu na peron.
W domu Karolina przygotowała ubranie na rano. Przy bordowej sukience zatrzymała dłoń. Pamiętała tamten wtorek dokładniej niż spotkanie, na którym była wcześniej. Później wyjęła spodnie i położyła je na krześle.
W piątek poszła z koleżanką na kolację. Rozmawiały o pracy, o wakacjach i o tym, czy znowu zapisać się razem na zajęcia, na które zimą prawie nie chodziły.
– Dobrze wyglądasz – powiedziała koleżanka, kiedy czekały na rachunek.
– Dzięki.
– I jakoś lepiej się ubierasz. Też powinnam przestać nosić trzy rzeczy na zmianę.
Karolina spojrzała na rękaw własnej bluzki.
– Ja nawet nie pamiętałam, co jeszcze mam w szafie.
Nie powiedziała, dlaczego ostatnio zaczęła sobie o tym przypominać.
W sobotę poszły do sklepów. Potrzebowała lekkich rzeczy na urlop, ale przymierzając żółtą sukienkę, pomyślała również o powrocie z biura. Sprawdziła, czy dobrze leży, zrobiła kilka kroków po przymierzalni i zdecydowała się ją kupić, choć nie była przeceniona.
We wtorek skończyła najpilniejsze sprawy kwadrans przed zwykłą porą wyjścia. Zamiast zebrać rzeczy, uporządkowała folder z dokumentami. Dopiero gdy spojrzała na godzinę, przyznała przed sobą, że po prostu nie chciała wracać wcześniej.
Na peronie chłopak stał blisko tablicy z czasem oczekiwania. Przechodząc, nie zatrzymała na nim wzroku. Wybrała miejsce kilka kroków dalej i poczekała na pociąg.
Weszli osobno. Usiadła przy oknie, on pozostał przy sąsiedniej poręczy. Żółtą sukienkę miała na sobie od rana; cienki sweter, który wzięła do biura, spakowała przed wyjściem do torby.
W wagonie poczuła chłodniejszy nawiew niż w biurze. Najpierw na ramionach, potem na piersiach: żółta sukienka była z cienkiej wiskozy, na wąskich ramiączkach. Rano, przy lustrze, uznała, że stanik będzie pod nią widać bardziej niż jego brak. Teraz chłód zrobił swoje. Sutki stwardniały i odznaczyły się pod materiałem dwiema wyraźnymi kropkami, a kiedy pociąg szarpnął, poczuła, jak piersi poruszają się swobodnie pod sukienką.
W szybie widziała swoje odbicie od pasa w górę. Chłopak stał po skosie; między nimi nikt teraz nie przechodził. Sweter leżał w torbie, na wierzchu. Wystarczyło sięgnąć.
Nie sięgnęła po sweter. Patrząc dalej w okno, pozwoliła mu się przyglądać.
Student wyjął telefon i po chwili go schował, chociaż nie miał żadnej nowej wiadomości. Po raz pierwszy był prawie pewien, że kobieta wybiera to miejsce również dlatego, że on stoi obok. Nie umiał jednak wskazać pojedynczego zachowania, które by o tym świadczyło.
Nie podszedł bliżej. Przy następnej stacji ktoś chciał przejść, więc przesunął plecak i zrobił miejsce. Gdy spojrzał ponownie, Karolina czytała coś na ekranie.
Obrączkę zauważył wcześniej, ale to było wszystko, co wiedział o jej życiu. Nadal nie miał pewności, czy się nim zainteresowała, czy tylko przyłapała go na patrzeniu. Odpowiedź zmieniała się zależnie od tego, który moment próbował sobie przypomnieć.
Karolina nie szukała okazji, żeby poznać jego imię. Wystarczało jej, że go rozpoznaje. Wspólna trasa była niewielkim wycinkiem dnia; poza nią każde znikało w życiu, o którym drugie nic nie wiedziało.
Nie brakowało jej kogoś do rozmowy. Długo tłumaczyła sobie wybór sukienki pogodą, a wybór pociągu godziną wyjścia. Teraz wiedziała, że chodzi o coś innego: chciała znów czuć, że może kogoś pociągać.
Wysiadła bez pożegnania. Nie widziała, że chłopak przez chwilę obserwował zamykające się drzwi.
W czwartek zaczęła dzień od awantury o termin, który kierownik obiecał klientowi bez uzgodnienia z księgowością. Po południu nie miała ochoty podejmować żadnych dalszych decyzji.
Na ulicy kupiła wodę. Przed zejściem do metra stanęła na moment w cieniu. Żółta sukienka okazała się wygodna również w biurze, więc założyła ją drugi raz w tym tygodniu. Po wejściu do wagonu zostawiła okulary na nosie.
Student wszedł tymi samymi drzwiami. Rozpoznała go, lecz nie zareagowała. Pasażerowie ustawiali się już w przejściu, komuś telefon wypadł z dłoni, a kobieta przy poręczy próbowała włożyć złożoną parasolkę do torby.
Karolina znalazła się plecami do chłopaka, twarzą w stronę przejścia. Gdy pociąg ruszył, zachwiała się; podtrzymał ją i odsunął się na tyle, na ile pozwalali inni.
– Dzięki – powiedziała, nie odwracając całego ciała.
– Nie ma sprawy.
To były pierwsze słowa, jakie między nimi padły. Zaskoczyło ją, że jego głos brzmi zupełnie zwyczajnie.
Na kolejnej stacji część pasażerów wysiadła. Przy drzwiach zrobiło się luźniej, w środku nadal było ciasno. Kobieta z dużą torbą próbowała przejść, więc oboje przesunęli się o krok.
Ten krok wystarczył, żeby poczuła go plecami. Nie było już między nimi miejsca: jego pierś przy łopatkach, pasek plecaka przy ramieniu, a niżej, przez cienką wiskozę, jego biodra, które przy następnym szarpnięciu wagonu przylgnęły do pośladków i nie cofnęły się, gdy pociąg się uspokoił.
Mogła zrobić pół kroku do przodu. Miejsca było dość. Zamiast tego oparła się o niego lekko, jak o ścianę, kiedy jest się zmęczonym. Oddech przy uchu stał się ostrożniejszy; poczuła, że zrozumiał.
Dłoń dotknęła jej biodra. Dla kogoś z boku mogło to wyglądać jak podtrzymanie, lecz pasażerowie najbliżej nich byli zajęci telefonami. Karolina nakryła tę dłoń własną i przycisnęła mocniej do materiału. Przez sukienkę czuła ciepło palców, a przy pośladkach coraz wyraźniej to, czego nie dało się już pomylić z plecakiem ani z tłokiem. Twardniał przy niej z każdym kołysaniem. Nie odsuwał się, bo nie pozwalała.
Poruszyła biodrami. Raz, prawie niezauważalnie, tak, że można to było wziąć za przesunięcie w ścisku. Usłyszała, jak wciąga powietrze.
– Jeśli mam przestać… – powiedział tuż przy jej uchu, tak cicho, że nikt poza nią nie mógł tego usłyszeć.
– Nie.
Położył drugą dłoń na brzuchu Karoliny, przyciągając ją bliżej. Stali tak przez dwie stacje, pośród pasażerów, nieruchomi poza tym, co robił z nimi pociąg. Czuła go przez sukienkę i bieliznę. Wiedziała, że za chwilę będzie musiała podjąć decyzję, której nie da się odłożyć na następny wtorek.
Gdy zapowiedziano następną stację, przesunęła torbę na ramię. Nie był to przystanek, na którym zwykle wysiadała.
– Chodź – powiedziała.
Spojrzał na drzwi, potem na nią. Dopiero gdy ruszyła za wychodzącymi, dołączył. Znalazł się obok przed schodami.
Na poziomie przejścia stacyjnego zatrzymali się z boku. Mężczyzna prowadzący dziecko za rękę zerknął na tablicę, para z walizkami szukała wyjścia. Od strony peronu nadchodziła kolejna grupa pasażerów.
Karolina zdjęła okulary i schowała je do torebki. Przez kilka tygodni miała wrażenie, że to ona wie więcej. Teraz po raz pierwszy stanęła przed nim bez tej osłony.
Spojrzała na oznaczenie WC i ruszyła w jego stronę. Poszedł obok niej.
Toalety znajdowały się w bocznym korytarzu, za automatem z napojami. Minęła drzwi z sylwetką kobiety, potem męskie, i zatrzymała się przy ostatnich, szerszych, z piktogramem wózka. Nacisnęła klamkę i zajrzała do środka. Toaleta była wolna.
Pomieszczenie było przestronne, wyłożone jasnymi kafelkami. Nad umywalką wisiało szerokie lustro; obok toalety zamocowano poręcze. Pachniało płynem do podłóg. Światło zapaliło się samo. Weszła pierwsza, a kiedy wszedł za nią, przekręciła zasuwę. Przez moment stali metr od siebie, słysząc tylko wentylator.
Nie całował jej. Oboje wiedzieli, że nie po to tu przyszli. Odwróciła się do bocznej ściany przy umywalce, oparła dłonie na chłodnych kafelkach i spojrzała na niego przez ramię.
– Mocno – powiedziała. – Nie mamy czasu na czułości.
– Jesteś pewna?
– Gdybym nie była, siedziałabym w pociągu.
Podszedł. Poczuła go za sobą tak jak w wagonie, lecz tym razem nic ich nie dzieliło. Zebrał żółtą sukienkę w dłoniach i jednym ruchem podciągnął ją na biodra, aż materiał zgromadził się w pasie. Chłodne powietrze dotknęło pośladków. Miała na sobie cienkie, jasne stringi. Nie zsunął ich; odsunął tylko kciukiem wąski sznureczek na bok. Usłyszała pasek, suwak, szelest. Potem dłoń przesunęła się od tyłu między uda i wróciła stamtąd mokra.
– Już – powiedziała, zanim zdążył zapytać.
Wszedł w nią jednym ruchem, do końca. Krzyknęła głośno, w kafelki. Nie zatrzymał się, żeby dać jej przywyknąć, bo nie o to prosiła. Trzymał ją za biodra i brał od tyłu w rytmie, który od pierwszej chwili był taki, jak chciała: głęboki, szybki, bez ostrożności. Jej dłonie zjechały po kafelkach; oparła się na przedramionach, wypięła i poczuła, że wchodzi jeszcze głębiej.
Odwróciła głowę w bok. W lustrze nad umywalką widziała ich oboje: siebie, pochyloną, z sukienką zwiniętą w pasie i sznureczkiem stringów odsuniętym na bok, oraz jego za sobą, z twarzą ściągniętą w skupieniu, z rękami na jej biodrach. Przy każdym pchnięciu przesuwała się do przodu. Patrzyła, jak obcy mężczyzna, którego imienia nie znała, bierze ją od tyłu w toalecie na stacji metra. Ten obraz podziałał na nią mocniej niż cokolwiek od lat.
Sięgnął do ramiączek i jednym szarpnięciem zsunął je razem z górą sukienki. Piersi wysunęły się na wierzch, ciężkie, kołyszące się w rytm ruchów. W lustrze widziała, jak obejmuje je dłońmi, obie naraz, ściska i bierze sutki między palce. Jęknęła głośno, nie próbując się uciszyć. Wentylator szumiał, za drzwiami przechodzili ludzie, a ona krzyczała przy każdym pchnięciu. Nie obchodziło jej, czy ktoś stoi po drugiej stronie.
– Patrz – powiedział jej do ucha, zdyszany. – Patrz, co robimy.
Patrzyła na ręce obejmujące piersi, na biodra uderzające o pośladki z dźwiękiem, którego nie dało się pomylić z niczym innym, wreszcie na własną twarz: czerwoną, z otwartymi ustami i włosami przyklejonymi do policzka. Trwało to dłużej, niż myślała, że wytrzymają w takim tempie. Równocześnie czuła coraz silniejsze napięcie: miejsce, obcy mężczyzna, zasuwa w drzwiach, sukienka w pasie, ludzie za ścianą. Nie potrzebowała dziś pół godziny rozgrzewania. Potrzebowała dokładnie tego.
Puścił jedną pierś i zsunął dłoń po brzuchu w dół. Pod palcami miał gładką skórę, aż do jednej cienkiej linii krótko przyciętych włosków. Przesunął po nich palcami raz, powoli, jakby chciał je zapamiętać, a potem sięgnął do łechtaczki. Zaczął krążyć w rytm pchnięć, szybko, mocno, bez delikatności, o którą nie prosiła.
– Tak – wydyszała. – Tak, tak, nie przestawaj…
Napięcie narastało przez minutę, może dwie; liczyły się tylko palce, ruch bioder i lustro. Potem pękło nagle; ugięły się pod nią kolana i musiał przytrzymać ją ramieniem w pasie. Krzyknęła długo, zaciskając się na nim falami. Słyszała, jak on też krzyczy, zdławionym głosem, w jej włosy. Doszedł zaraz po niej, wciśnięty do końca, z palcami wciąż na niej, drżąc całym ciałem.
Stali tak, dopóki oboje nie złapali oddechu. Rysy jego twarzy powoli się rozluźniały. Wysunął się ostrożnie. Poprawiła stringi, nasunęła ramiączka na ramiona i obciągnęła podwiniętą sukienkę. Umyła ręce, przemyła twarz zimną wodą, przeczesała włosy palcami. Chłopak zapiął spodnie i stanął przy drzwiach, czekając.
Kiedy spojrzała w lustro ostatni raz, wyglądała jak kobieta wracająca z pracy. Prawie.
Sprawdziła godzinę dopiero w przejściu. Od ich wyjścia z wagonu zdążyło odjechać kilka następnych pociągów.
Przy schodach zwolniła, żeby nie wejść między spieszących się ludzi. Chłopak zrobił to samo. Przez moment nie wiedziała, czy powinien odejść, czy zejść razem z nią.
– Wracam metrem – powiedziała.
– Ja też.
Na peronie stanęli obok siebie, lecz do wagonu weszli osobno. Każde potrzebowało chwili, żeby zająć się czymś zwyczajnym. Ona wyjęła telefon, on poprawił plecak.
Nie wymienili numerów. Nie zapytali o imiona. Karolina nie czuła potrzeby przedłużania spotkania opowieścią o sobie. Jeszcze niedawno wyobrażała sobie samo spojrzenie, później kolejny przejazd; na to, co będzie dalej, nie miała gotowej odpowiedzi.
Wysiadła na swojej stacji. Mąż napisał, że wróci później i zje po drodze. Odpisała: dobrze. W sklepie kupiła rzeczy, które zapisała rano na liście.
W domu nalała wody i usiadła przy kuchennym stole. Obrączka stuknęła o szklankę. Nie zdjęła jej przed wyjściem ani podczas powrotu.
Nadal kochała męża. Wiedziała również, że on nie zgodziłby się z tym, jak spędziła część popołudnia. Nie próbowała układać tych dwóch faktów w wygodne wyjaśnienie.
Nie chciała nowego związku. Zaskoczyło ją, jak wiele uwagi poświęciła pragnieniu, które tak długo uważała za sprawę do odłożenia na później.
Odsunęła szklankę. Za oknem ktoś próbował zaparkować między dwoma samochodami. Przez chwilę patrzyła, czy mu się uda.
Nie wiedziała jeszcze, co zrobi we wtorek. Tym razem nie mogła już tłumaczyć sobie, że chodzi tylko o powrót z pracy.
Jmalkowich
Jak Ci się podobało?